PDA

View Full Version : Przedwojenni!!??


betruta
10-02-2013, 12:08
Moi kochani!
Witam Was Wszystkich serdecznie!!
Dopiero niedawno odkryłam ten portal i bardzo mi się tu podoba,chociaż nie wszystko jeszcze kumam - tu ukłon w stronę Stefana, który mi bardzo pomógł - pozwoliłam sobie poskakać po postach i niektórych z Was już trochę poznałam.
Dowiedziałam się również, że na postach nie można za dużo pisać więc już się streszczam chociaż mam mnóstwo pomysłów ale te przekażę Wam na blogu- jeśli potrafię go otworzyć i jeśli ktoś z Was mi odpowie i będzie zainteresowany!
Co co bym chciała:
abyśmy my 80+ podzielili się z Wami (bez urazy "smarkaczami" 60 + - i nie tylko ;)) ) tym co pamiętamy z tamtego bezpowrotnie zaginionego, zwłaszcza jeśli chodzi o Kresy, świata(więcej na blogu)
Czego bym nie chciała:
być traktowana jak matrona. Wydaje mi się że mam spore poczucie humoru i samokrytycyzmu :)
Dosyć na ten raz bo mnie Admin skróci jeśli się sama nie skrócę.
Pozdrawiam wszystkich i czekam "z pewną nieśmiałością" na odzew :*

admin
10-02-2013, 17:39
Z tym skracaniem, to ktoś Panią za bardzo wystraszył, chodzi o długie elaboraty :) a nie o to że będzie o kilka zdań "za dużo"

W ogóle to serdecznie witam i gratuluję pomysłu na wątek :)

barteczek
10-02-2013, 17:48
Popieram pomysł!!! Jestem pewna, że odzew będzie, może nie aż tak wielki, ale młodsi mają w domu babcię, dziadka...PRAWDA? Wam lepiej wyjdzie to opisywanie TAMTYCH czasów.
Osobiście nie wiele pamiętam, ale, - mieszkałam u dziadków cały okres wojenny, za płotem był MAJDANEK. Pamiętam najazd okupantów, potem wojsko wschodnie...bbbrrryyy...straszne wspomnienia jak na dziecko.
Jak się wątek rozkręci...poklikamy szczerze!
Powodzenia!

barteczek
10-02-2013, 18:12
Wiki, zaczynam śledzić wątek. Bardzo dobrze się składa, że możemy przypomnieć sobie i naszym dzieciom to, czego teraz nie chcą słuchać. Może kiedyś tutaj zajrzą?
Ukłony.

jasinek123
10-02-2013, 18:20
Witaj betruta
Pisz jak najwięcej,myślę że nikt ci postów nie będzie
skrucał,może Moderator tylko kiedy będziesz obrażac
innych.
Ale tobie to nie grozi,więc pisz,pisz
Na innym wątku jest fajny Facet ten to dopiero smali
elaboraty,mam na myśli Krzysia/pozdrawiam/
Nikt go nie skraca!!!

barteczek
10-02-2013, 18:34
Wiktorio. Czy to aż tak dokładnie nam się pokryje, wątpię. Każdy ma jakieś wspomnienia, są okrutne, są też w miarę, znośne. jestem zdania, że jak zaczniesz pisać, pisz to co pamiętasz. Każdy z nas może przelać swoje wsponienia niezależnie od poprzednika..takie jest moje zdanie. Jak uważasz inaczej...
Pozdrawiam.

mimoza
10-02-2013, 18:36
Betruta trzymam kciuki za wątek, który zapewne znajdzie wielu
klikających .:*

Na innym wątku jest fajny Facet ten to dopiero smali
elaboraty,mam na myśli Krzysia/pozdrawiam/
Nikt go nie skraca!!!

Jasinek wspomniał Krzysia - pisze On na moim wątku
i nie widzę powodów do skracania tego co pisze..., póki
trzyma się przyjętej konwencji i nikomu nie uwłacza.
Po prostu w myśl zasady "nie ma obowiązku czytania",
a jeśli autor widzi potrzebę wyrzucenia z swoich myśli
(czasami przydługich) to jego wola i prawo. :LOL: - Cz

wankabor
10-02-2013, 19:49
Witam Cię i ja Betruto. Roczników przedwojennych nie jest tu tak wiele. Zaliczam się do 70+++ i jeszcze ciut ciut. Im więcej nas, tym weselej.Zauważyłam ,że każdy ma tu swój ulubiony wątek albo nawet i kilka. Początkowo czytałam prawie wszystkie wątki aby zorientować się w tematyce i autorach postów. Teraz już czytam wybiórczo. Piszę też prawie monotematycznie. Poznałam wirtualnie sympatyków i anty. Jest tak jak w życiu realnym, troszkę za i troszkę przeciw. To jest urok tego forum. Życzę miłego spędzania czasu w gronie seniorów starszych i młodzieniaszków (tych powojennych). Serdecznie pozdrawiam. Wanda

Malwina
10-02-2013, 20:07
Z wielką radoscią i pokorą poczytam, posłucham....kiedy rodzice przekazywali nam , dzieciom swoje historie, myśmy były(siostry) głuche na historię, nie słuchałysmy, było to w owym czasie nudne, czekały zabawy, koleżanki, dwór....dziś zostały mi fragmenty ważnych historii, przedmioty zdarzeń i nijak nie mogę przypasowac i tak mi cieżko....dzwonią mi w uszach "bydlęce wagony, trupy dzieci, Kock, ucieczka, obrus od nieznajomego który mam(prawie 70 lat), strzał w tył głowy,kocioł.....i.....więcej nic....a świadków, uczestników nie ma juz dawno.....większośc młodych nie chce przeszłości dopóki nie stanie się starszymi....
Proszę Betruto poprowadz wątek po wspomnieniach.....

betruta
10-02-2013, 22:12
Moi kochani!!
Uuf!! bardzo się cieszę i dziękuję za wpisy. Nie spodziewałam się aż tyle i to zaraz tego samego dnia:D :D ;)
Fajnie Adminie(-nko?) ze mogę pisać więcej. Ale podpowiedz mi jeszcze jeśli to będzie dużo więcej to gdzie mam pisać w komentarzach czy na blogu? Ciągle jeszcze jestem bardzo zielona i widzę że muszę się dużo nauczyć ale teraz już wiem że mi pomożecie;);)
Ale tam napiszę innym razem. Wszystkich innych którzy mają czas, ochotę i coś do powiedzenia na ten temat zapraszam już do pisania.
Ja chciałabym zacząć od mojego szczęśliwego, lecz jakże krótkiego dzieciństwa. Urodziłam się w r 1928, jakieś fakty w pełni świadome powiedzmy jak miałam 5 lat, czyli w r1933 no i 1939 wiadomo, wojna i w wieku 11 lat kończy się moje dzieciństwo.
Oczywiście miałabym wiele do powiedzenia o wojnie i powojniu ale o tym potem.
Ninko od razu trafiłaś w samo sedno. Wiadomo, psycholog!
Mimozo chyba mieszkamy niedaleczko napiszę do Ciebie osobno :)
Jasinko, Wandeczko, Malwino (mam nadzieję że nie pokręciłam cóś z nikami i imionami i nie pominęłam nikogo) dziękuje za wsparcie i zachętę
Pozdrawiam i konczę bo zaczyna się szkiełko, które oglądam codziennie a dzisiaj jest Czubaszek
:*

betruta
11-02-2013, 09:23
Ohoho hoo!!
No to moi kochani, nabieram głęboko tchu i skaczę na głęboką wodę Prutu w pięknej dolinie Karpat, do Kołomyi, gdzie się urodziłam i do której tęsknię do dziś.
Tam w Prucie nauczyłam się pływać, po kołomyjskich brukach (a raczej kocich łbach) tuptały moje małe nóżki jak tylko nauczyłam się chodzić, tam w kołomyjskich szkołach (zresztą wyśmienitych, powiem o nich innym razem) nauczyłam się czytać i myśleć, w Karpackie ścieżki gdzie odkrywałam piękno Natury prowadziły moje pierwsze szlaki wędrowne.
Pamętacie???



Czerwony pas


słowa: zwrotki - Józef Korzeniowski (1797-1863), refren - autor nieznany, muzyka: Karol Kurpiński (1795-1857)



Dla Hucuła(ki) nie ma życia, jak na połoninie...
Czerwony pas, za pasem broń I topór, co błyska z dala,
Wesoła myśl, swobodna dłoń, to strój ,to życie górala.
Tam szum Prutu, Czeremoszu Hucułom przygrywa,
A ochocza kołomyjka Do tańca porywa.
Dla Hucuła nie ma życia, Jak na połoninie,
Gdy go losy w doły rzucą, Wnet z tęsknoty ginie.

Gdy świeży liść pokryje buk I Czarnohora zczernieje,
Niech dzwoni flet, niech ryczy róg! Odżyły nasze nadzieje.
Pękł rzeki grzbiet, popłynął lód, Czeremosz huczy po skale,
Nuż w dobry czas kędziory trzód Wykąpią nasi górale.

Połonin step na szczytach gór, Tam trawa w pas się podnosi,
Tam ciasnych miedz nie ciągnie sznur, Tam żaden pan ich nie kosi.
Dla waszych trzód tam paszy dość, Tam niech się mnożą bogato!
Tam runom ich pozwólcie róść, Tam idźcie na całe lato.

A gdy już mróz posrebrzy las, Ładujcie ostrożnie konie,
Wy z plonem swym witajcie nas, My z czarką podamy dłonie.


Ooch, to były czasy.
I niech mi nikt nie mówi, że ja przyjechałam tu z Ukrainy. Ja przyjechałam z Polski. Nie odeszłam od Polski, to Polska odeszła ode mnie!!
I chociaż według tego co tu napisałam można by było pomyśleć, że jestem jakąś tam szowinistką, nie jestem nią. Wprost przeciwnie. Pochwalam wszelką tolerancję jestem bardzo za i wydaje mi się że sama postępuję wg jej zasad(o tym będzie jeszcze więcej w innym miejscu). No i dosyć na dziś, więcej innym razem ))

PS: Ratunku! Jeszcze Wam powiem że chciałam to wysłać jako komentarz lub blog, ale nie wiem jak?

jasinek123
11-02-2013, 09:43
Witaj betruta
No rok Twojego urodzenia budzi szacunek
Jestem rodzynkiem na tym forum nie jasinka a jasinek 123
facet,myślę że to nie istotne
Więc opowiadaj jak to drzewiej bywało!

betruta
11-02-2013, 11:37
Dzieńdoberek Jasinku!
Nie nawijaj mi tu o szacunku bo zaraz czuje się jak Matuzalem(a).
Już zaczęłam i skoczyłam na głębokie wody, ale stwierdziłam że jestem absolutnie niedouczona i tępa (czyżby się dama Demencja się kłaniała?)
Mam dużo fajnych pomysłów ale ani w ząb nie kumam jak to z tymi komentarzami, blogami, wklejaniem obrazków i tp i td.
POzwoliłam sobie poskakać po Twoim profilu i wydaje mi się że masz cos wspólnego zarówno z Górnym (onacenie, dowcipy itd) Jak i z Dolnym (Wrocław ale również Breslau, Karkonosze itd) Śląskiem. Right?
A może znalałbyś trochę czasu i ochoty aby mnie dokształcić w dziedzinie internet. Ale ostrzegam, ze mną trzeba cierpliwie i łopatologicznie'
A Mleczkę też lubię, zresztą wszelki ostry i niezbyt złośliwy dowcip, chociaż nie trawię np Monty Paytona, Wiadomo, wyspiarz to i dowcip tylko dla innych wyspiarzy zrozumiały :))

jasinek123
11-02-2013, 13:31
Betruta
Do nauki innych nie nadaję się,sam ledwo kumam.
Jak pobędziesz dłużej na forum sama szybko zobaczysz
kogo poprosić o pomoc
Ja nie mogę nikogo wskazywać, kto by sie zgodził na dawanie
lekcji
Mieszkam na moim ukochanym Górnym Śląsku-Zabrze
A reszta na moim profilu
Zresztą zobaczysz sama ilu wspaniałych ludzi tu się udziela!!

jasinek123
11-02-2013, 13:33
Taki wierszyk po Śląsku,inni nawet czytają:

Noga a szczewik




Wadziół sie szczewik z nogóm,

Kery z nich je ważniejszy.

Do zgody dónść niy mogóm.

- Jo je od ciebie piykniejszy -

Pado szczewik do nogi.

Óna na to mu rzecze:

- Choć żeś je taki drogi,

To ty bezy mie przecież

Nie zrobisz ani kroku.

Jo chodza i po bosoku

Stefan
13-02-2013, 17:41
Piękny wątek.
Wspomagam Autorkę w Jej # 11 i zamieszczam naszą starą kresową piosenkę "Czerwony pas" -

http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8JTmcTQ&playnext=1&list=PL2Ec0jGgIwkF3a8Ki5oU3x8mroQmJERfC&feature=results_main .

Tylko, proszę, koniecznie wysłuchać i oglądać w Trybie pełnoekranowym. Inny odbiór, wrażenia....

S.

betruta
14-02-2013, 14:54
Dziękuję!!!
Aż mi się oczy spociły od widoku moich ukochanych Karpat!!
Teraz mieszkam w Karkonoszach, ale kudy im tam do Karpat!
Ale swoją ścieżką chciałabym kiedyś młodym ludziom nie tylko z Polski ale również z Niemiec i Ukrainy (a wiem że ich wiedza na ten temat jest więcej niż uboga) wytłumaczyć jak to się podziało że urodziłam się w Polsce ale teraz tam jest Ukraina; że obecnie żyję w Polsce a kiedyś były tu Niemcy.
Może zrobię to kiedyś później na moim wątku "'Przedwojenni"?.
Jak się naumię.
Może zdążę??
Słuchajcie Nas i pytajcie. Jesteśmy ostatnimi świadkami.
Drogi Stefanie, b:mad: ardzo chciałbym dodać ten link do swego wątku ale niestety, jeszcze niepotrafię!!

betruta
14-02-2013, 15:25
Z wielką radoscią i pokorą poczytam, posłucham....kiedy rodzice przekazywali nam , dzieciom swoje historie, myśmy były(siostry) głuche na historię, nie słuchałysmy, było to w owym czasie nudne, czekały zabawy, koleżanki, dwór....dziś zostały mi fragmenty ważnych historii, przedmioty zdarzeń i nijak nie mogę przypasowac i tak mi cieżko....dzwonią mi w uszach "bydlęce wagony, trupy dzieci, Kock, ucieczka, obrus od nieznajomego który mam(prawie 70 lat), strzał w tył głowy,kocioł.....i.....więcej nic....a świadków, uczestników nie ma juz dawno.....większośc młodych nie chce przeszłości dopóki nie stanie się starszymi....
Proszę Betruto poprowadz wątek po wspomnieniach.....
Miła Malwinko!
Dziękuję za zainteresowanie i wpis. Sorki że tak długo ale ciąglę się uczę (I stwierdzam że im więcej to mniej wiem) dlatego muszę pauzować ale Ty pisz, proszę.
Ucieczka, tajemniczy nieznajomy i jego obrus, toż to fantastyczny wątek,
Pozdrawiam ciepło z zaśnieżonych i pięknych Karkonoszy
B:)

betruta
14-02-2013, 15:34
Witam Cię i ja Betruto. Roczników przedwojennych nie jest tu tak wiele. Zaliczam się do 70+++ i jeszcze ciut ciut. Im więcej nas, tym weselej.Zauważyłam ,że każdy ma tu swój ulubiony wątek albo nawet i kilka. Początkowo czytałam prawie wszystkie wątki aby zorientować się w tematyce i autorach postów. Teraz już czytam wybiórczo. Piszę też prawie monotematycznie. Poznałam wirtualnie sympatyków i anty. Jest tak jak w życiu realnym, troszkę za i troszkę przeciw. To jest urok tego forum. Życzę miłego spędzania czasu w gronie seniorów starszych i młodzieniaszków (tych powojennych). Serdecznie pozdrawiam. Wanda
Dzięki Wandeczko za wpis i zainteresowanie. Sprężam się aby umieścić następny wpis, maluczko a będzie!
Ale czekam również na Wasze wpisy ew. opowieści zasłyszane od Rodziców i Dziadków.
Pozdrawiam ciepło i sedecznie

Stefan
15-02-2013, 18:09
...chciałabym dodać ten link do swego wątku ale niestety, jeszcze niepotrafię!! Witaj betruto.
Oto link do pieśni "Czerwony pas" : http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8JTmcTQ&playnext=1&list=PL2Ec0jGgIwkF3 (http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8JTmcTQ&playnext=1&list=PL2Ec0jGgIwkF3a8Ki5oU3x8mroQmJERfC&feature=results_main)

Chcesz go zapisać.
Nie otwieraj go. Tylko dotknij go "paluszkiem" kursora i kliknij prawym myszy.
Pojawi sie okienko, w którym wybierz/kliknij "Zapisz element docelowy jako..."
Pojawi się nowe, np. takie:
http://i.imagebanana.com/img/pn5eu128/20130215173407.jpg (http://www.imagebanana.com/)

W tym kliknij na "Biblioteki", potem wybierz "Muzyka", zaznacz (kliknij) ją,
i na dole kliknij "Zapisz".

Możesz też inaczej.
Metodą Kopiuj-Wklej. To znaczy skopiować go i wkleić do jakiegoś swojego dokumentu.
Chyba masz takie miejsce gdzie wpisujesz coś ręcznie, i przechowujesz ?

Betruto.
Napisałem dziś w południe priv do Ciebie. Nie odpowiadasz. A może nie wiesz jak tam sie dostać. Do skrzynki z Prywatnymi Wiadomościami ?
Więc odpowiedz mi tutaj.

Pozdrawiam serdecznie.
S.

aannaa235
15-02-2013, 19:14
aż oczy mi sie spociły jak zobaczyłam ten wątek.......wróciły
wspomnienia z dzieciństwa kiedy to rodzice jak się
spotkali przy jakiejś okazji śpiewali czerwony pas
Polesia czar piosenki Toncia i Szczepcia będę tu zaglądać,
rodzice wiele mi przekazali to też chętnie się podzielę:LOL: :LOL:

Stefan
15-02-2013, 20:44
.....wróciły
wspomnienia z dzieciństwa kiedy to rodzice jak się
spotkali przy jakiejś okazji śpiewali Czerwony pas,
Polesia czarAniu.
Oto dwa wykonania "Polesia czar" :
http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=8dcLDKlcYEU&feature=fvwp

http://www.youtube.com/watch?v=LmcvW3reJtU

I znów namawiam, koniecznie wysłuchać i oglądać w Trybie pełnoekranowym.
Inny będzie odbiór, wrażenia....

Wysłuchaj Aniu na dobranoc.
S.

betruta
15-02-2013, 21:25
Janeczku przeca Ci odpowiedziałam emailem i to dość obszernie!
U mnie się zapisało na wysłanych, więc nie rozumiem co się stało. Wysłać jeszcze raz?
Probuję wkleić (przeglądarka google chrome) ale nie bardzo wychchodzi
Huura żyjemy asteroida nie pierdyknęła :))
Poczekaj, bo Czerwony" mi się zapisał mam go na pulpicie, spróbuję wkleić
Ale zabawa, zapomniałam o dolegliwościach!!
Kończę do zaraz moja dobranocka, czyli szkiełko
Spokojnej nocy życzę,R

betruta
15-02-2013, 21:28
http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8JTmcTQ&list=PL2Ec0jGgIwkF3a8Ki5oU3x8mroQmJERfC

Hurra!! Nagrało się
Stefanie jesteś Wielki!!

betruta
15-02-2013, 21:46
http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8JTmcTQ&playnext=1&list=PL2Ec0jGgIwkF3

Stefan
15-02-2013, 23:52
betruto.
Hmm... Tak, wyślij jeszcze raz.
Na priv podaję też drugi adres.
Hurra!! Nagrało się. To świetnie.
Umiesz już zapisywać, umiesz też wysyłać do kogoś link. Bo u mnie się otworzył.
Czekam na mail,
lecz teraz mówię już Dobranoc :):).
J.

aannaa235
16-02-2013, 07:01
Stefanie wysłucham...dziękuję ROTFL ROTFL

betruta
19-02-2013, 13:14
Witam Was ponownie moi kochani!
Sorki że tak długo nie było (przynajmniej) mnie na wątku, ale trochę chorowałam a poza tym nadal uczę się nawigacji po "seniorze" i nadal idzie mi to bardzo opornie, chociaż Nasz nieoceniony Stefan traci wiele czasu i cierpliwości aby mi to przyswoić.
Nadal nie jestem pewna czy moje posty nie są za długie więc tak na wszelki wypadek podzieliłam ten na dwie części.
Ale do rzeczy "Matka prać?":redface:no to prać.

Niejedna z nas „wypierze’” dwie alibo nawet trzy pralki bielizny i narzeka: zrobiłam „wielkie pranie” ale się dziś napracowałam.
No to opowiem wam jak to drzewiej bywało, kiedy nie było pralek a jeszcze do tego często gęsto kamienice gdzie mieszkaliśmy, pamiętające czasy CK monarchii austro-węgierskiej nie były skanalizowane i wodę trzeba było samemu targać, od czasami dość odległej miejskie „pompy” albo – jeśli się miało na to środki zapłacić zawodowym nosiwodom. Tacy nosiwodowie przywozili wodę w tzw. beczce (konny beczkowóz) i wnosili ją na któreś tam piętro we wiadrach lub konwiach przy pomocy urządzenia zwanego "koromysłem"(czy dzisiaj ktoś jeszcze ktoś wie co to było koromysło?)
A wielkie pranie w takich zasobnych domach, które mogły sobie na to pozwolić, bywało naprawdę „wieelkie” więc i wody trzeba było duużo.

U nas w domu jak zbliżało się wielkie pranie to zawsze było trzeba „polecieć” po Paulinę.
Mieszkała na Targowicy, przedmieściu Kołomyi, składające się z ubogich, krytych słomą chat, nierzadko z glinianą polepą zamiast podłogi. Mieściła się ona spory kawał od śródmieścia, tuż nad brzegiem Prutu. Nazwana tak od rozległych błoni, na których raz w tygodniu odbywały się targi końskie oraz wszelkiej innej „żywizny”, była bardziej wsią, aniżeli miastem. Zamieszkiwała ją najbiedniejsza część ukraińskiej ludności. Często w jednej izbie gnieździły się trzypokoleniowe, wielodzietne rodziny. Na błotnistych podwórkach taplały się kaczki i gęsi, kogut wodził swój kurzy harem, w chlewikach skleconych z różnorakich budowlanych odpadów, kwiczały prosiaki i beczały kozy, a od drewnianych budyneczków z serduszkiem, wiało kloaczną wonią.
Na tym tle, skromny domek Pauliny prezentował się wspaniale. Chata była pobielana, a w malutkich okienkach, ozdobionych haftowanymi białą nicią „zazdrostkami”, pyszniły się ogniście czerwone pelargonie. Z obszernej sieni, w której stała beczka na wodę i druga na kiszoną kapustę, wchodziło się z jednej strony do kuchni z rozłożystym piecem, gdzie można było ugotować strawę, upiec chleb i nawet się przespać, na wysokim, charakterystycznym dla podkarpackich wsi, zapiecku. Z drugiej strony była tak zwana paradna izba.
Kim była Paulina?. Władała równie dobrze językiem ukraińskim jak i polskim. Kiedy w domu zbliżały się święta, a co za tym idzie sprzątanie czy też wielkie pranie, znaczyło to, że trzeba będzie „polecieć” na Targowicę i „zamówić” Paulinę. „Latał” zazwyczaj mój uwielbiany prze mnie, starszy ode mnie o trzy lata, brat, wówczas już gimnazjalista.
Bardzo lubiłam chodzić do Pauliny. U niej wszystko wydawało mi się takie inne aniżeli w domu. Molestowałam więc brata aby zabierał mnie z sobą. Na ogół ulegał moim prośbom i słodkim minkom, ale musiałam obiecać, że nie będę marudzić ani za nim łazić, ponieważ on musi załatwić na Targowicy jeszcze swoje inne, bardzo ważne sprawy.
Zawsze śpiesznie przekazywał Paulinie zlecenia mamy i uzgadniał z nią terminy a potem znikał. Prawdopodobnie biegł do swojego kolegi, Ukraińca, z którym chodził do tej samej klasy kołomyjskiego Gimnazjum Realnego. Mieli swoje konszachty, od których mnie, smarkulę, trzymali z daleka.
Mnie zostawiał na ten czas u Pauliny. Siadałyśmy w "paradnej" izbie na poczesnym miejscu, czyli na ławie pod obrazami. Paulina sięgała do rzeźbionej w huculskie wzory skrzyni, po pachnące anyżkiem ciasteczka. Do tego - w zależności od pory roku - popijałyśmy wodę z sokiem malinowym albo gorącą herbatę, wiodąc długie, „dorosłe” rozmowy a ja pęczniałam z dumy ponieważ wszyscy inni traktowali mnie wtedy jak dziecko, którym zresztą byłam.
(CDN).

jasinek123
19-02-2013, 13:31
bertruta

No i co,co było dalej,opowiadaj!

Lila
19-02-2013, 13:47
Betruta chylę nisko, bardzo nisko,
czoło przed wspaniałym piórem, którym - nie piszesz, lecz malujesz- obrazy ze świata, który przeminął.

:)

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy wspomnień.

barteczek
19-02-2013, 14:50
Witam bardzo serdecznie.
Tak, po stokroć tak, Betruto! Czekam i ja z wielką niecierpliwością na dc. Masz pięknę pioro i ciekawe wspomnienia. Potrafisz to przekazać!!! Czyta się z otwartą buzią!
Pozdrawiam.

betruta
20-02-2013, 07:24
Moi Kochani!
Wszystkim Tym którzy do tej pory odwiedzili ten wątek i wyrazili słowa uznania dla mojej pisaniny, ale również tym Którzy zdecydują się na to trochę później serdecznie Dziękuję!!!
Wasze poparcie bardzo mi pomaga i inspiruje a więc słuchajcie, słuchajcie!!
Już dzisiaj popołudniu, tylko u Nas tylko w Seniorze cd. Prania".

A poza tym wpadłam na jeszcze inny pomysł. Czy ten wątek nie mógłby być dobrym miejscem na zamieszczanie jakichś specjalnych powiedzonek używanych teraz lub w przeszłości, w regionie czy rodzinie typu "koromysło" (wraz z opisem co one oznaczają), albo żartobliwe powiedzonka rodzinne, typu:
Mój czteroletni prawnuk (teraz ma już 11) wraca pewnego dnia z przedszkola bardzo zdegustowany. Na nasze zatroskane pytania odpowiada: a, bo Krzysiu mnie bije. To ty mu Adaś oddaj, radzi jego mama a moja córka.
Chwila ciszy i konsternacji. A potem rozlega się bardzo zdziwiony i urażony głosik: Babciu, ale ja od niego nic nie brałem!!:) :tongue:
Co o tym sądzicie? Zapraszam serdecznie!
Koromysło, (wyrażenie ukraińskie) urządzenie do noszenia wody. Coś jak by poprzeczny drąg umieszczany na barkach, który ma na obu końcach haczyki do zawieszania wiader z wodą[/SIZE]

betruta
20-02-2013, 17:05
Kilka dni później, Paulina zjawiała się u nas, na Piłsudskiego, i w zależności od tego czy było to wielkie pranie czy inne „porządki” jak mycie okien lub froterowanie podłóg, zaczynała swoją robotę. Lubiłam się jej przyglądać. Wykonywała te ciężkie prace z taką gracją i pozorną łatwością, że w jej wykonaniu wydawały się raczej celebrowaniem jakiegoś rytuału. Zwłaszcza podczas „wielkiego prania”, które na ogół odbywało się w kuchni puszczałam wodze swojej wyobraźni. Zasnuła parą izba, przybierała tajemniczy, niecodzienny wygląd.
Pośrodku królowała wielka, okrągła balia. Na kuchennej, rozpalonej do czerwoności płycie w wielkim kotle „gotowała się” bielizna. Paulina, w wyszywanej, lnianej koszuli z wysoko podwiniętymi rękawami i „podkasanej”, szerokiej spódnicy, stała przy balii. Mocnymi rękami zanurzonymi po łokcie w mydlinach, z wprawą przesuwała po tarze wielkie sztuki bielizny. Fascynowało mnie zwłaszcza wykręcanie. Z uwagą obserwowałam jak dokładnie skręca i wyciska wodę z prześcieradeł, poszew czy obrusów, wyczarowując z nich długie, białe węże. Potem, podczas płukania powtarzała tę czynność jeszcze kilkakrotnie. Na końcu trzeba było jeszcze bieliznę krochmalić i farbkować. Do wody zagęszczonej krochmalem dodawało się farbkę o magicznie brzmiącej nazwie „ultramaryna”. Trudno mi było pojąć w jaki sposób ciemnoniebieska farbka ma „dodawać białości”. Wydawało mi się to nielogiczne. Ale tak. Bielizna po zabiegach Pauliny była śnieżno-biała.
W końcu wynosiło się ciężkie kosze z mokrą bielizną na strych, gdzie białe węże roztrzepywano z wielkim trzaskiem i rozwieszano do wyschnięcia. Za kilka dni następował drugi etap - prasowanie.
Mama miała ambicje aby w domu były wszelkie techniczne „nowinki”. Kupiła więc również elektryczne żelazko, jedno z pierwszych, jakie ukazały się w sklepach. Ale Paulina bardzo pogardliwie odniosła się do nowego nabytku.
- Czy „toto” w ogóle nadaje się do prasowania? W życiu!
Prasowało się więc po staremu ciężkim żelazkiem na węgiel drzewny. Po kilkugodzinnym prasowaniu Paulinę zaczynała „od zaczadzenia” boleć głowa. Obwiązywała ją wtedy wilgotnym lnianym ręcznikiem i kładła się na łóżku Frani, aby odpocząć.
Koniec cz 2

betruta
20-02-2013, 17:32
Ale najbardziej lubiłam się przysłuchiwać rozmowom Frani i Pauliny, kiedy zasiadały do poobiedniej kawy czy herbaty, zagryzanej kruchymi ciasteczkami. Czego tam w tych rozmowach nie było. Ploteczki o wspólnych znajomych obu pań oraz innych „domach” i zwyczajach w nich panujących (nasz taktownie się omijało, przynajmniej w mojej obecności). Streszczenie niedzielnego kazania, które to „wiesz kochaniutka było tak wzruszające, że aż się popłakałam”. Ale najbardziej ekscytujące były wtedy dla mnie opowieści duchach i cudach, które „z całą pewnością” (cytowano nawet naocznych świadków), wydarzyły się naprawdę. Frania prenumerowała „Rycerza Niepokalanej” i z tego powodu wydawała się nam osobą bardzo dobrze poinformowaną. Zresztą ani ja, która dopiero od niedawna zaczęłam zgłębiać tajniki składania liter, ani Paulina, która mimo znajomości dwóch języków i niewątpliwej bystrości umysłu była prawie analfabetką, nigdy nie kwestionowałyśmy tego co mówiła. Była dla nas niepodważalnym autorytetem.
Nasza Frania! Była bardzo ważnym członkiem rodziny, a dla nas dzieci, pierwszą instancją. Oczywiście byli i Rodzice ale z nimi byliśmy bardziej na dystans. To do Frani biegło się ze skaleczonym kolanem, nabitym guzem czy też wszelkimi innymi dolegliwościami. Na wszystko miała radę. Skaleczenia zalewała piekącą jodyną, a potem jako kojący plaster przykładała czysto umyty liść babki. Jeżeli nabiliśmy sobie guza na czole to trzeba było przyłożyć w to miejsce szeroki, kuchenny nóż, a jeśli kogoś bolał żołądek, dostawaliśmy miętowe kropelki. Wierzyliśmy święcie w te leki i naprawdę pomagały!
To Frania czekała z ciepłym i smacznym obiadem, kiedy każde z nas, okrutnie głodne wracało o innej porze dnia ze szkoły. To ona wysłuchiwała pierwszych relacji o naszych osiągnięciach i niepowodzeniach. Mama pracująca zawodowo nie miała głowy i czasu do naszych „dziecińskich” zmartwień.
Takie to bywały gospodarskie prace w tamtych jakże odległych czasach…
Koniec:confused: :rolleyes:

maja59
20-02-2013, 18:50
Betruto, serdecznie dziękuję za wspaniały opis prania. Jak przez mgłę pamietam takie prania w domu moich wujostwa w Puławach. I jeszcze wspaniały węglowy piec w łazience, srebrzysty i błyszczący, wykonany z jakiejś blachy tłuczonej młoteczkiem w równiutkie kwadraty. Pamiętam ogromną kuchnię z piecem zajmującym chyba jedna czwartą powierzchni pomieszczenia. Na tym piecu wysmażały się powidła ze śliwek w ogromnych, miedzianych patelniach, które po okresie smażenia wisiały równym rzędem na ścianie nad piecem. Najciekawszą dla mnie częścią kuchni była spiżarnia-piwnica do której schodziło się kilkanaście schodów w dół. W tej piwnicy nigdy nie psuło sie domowe masło ani wędliny. Moja ciocia przechowywała tam również wspaniałe konfitury w tym moje ukochane wiśniowe. W jadalni był ogromny gdański kredens w którym na dolnych półkach mogło się zmieścić stado dzieci spędzających wakacje u wujostwa. Kredens pachniał suszonymi jabłkami, jeszcze dzisiaj czuję ten zapach.
Dziękuję Betruto za wspaniałą opowieść o dawnym życiu i za wskrzeszenie wspomnień jakże miłych, bo ze szczęśliwych lat dzieciństwa.:* :*

ziuta
20-02-2013, 22:16
http://www.klub.senior.pl/data:image/jpeg;base64,/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD/2wCEAAkGBhQREBUUERQUFRQUFxYYFBgYGBcYGBUcFxYVFBUWFh gYHCYgGBkkGhwYHy8gIycqLiwsGB4xNTArNSYrLCoBCQoKDgwO Gg8PGikcHCQsLCwpLCwpKSwsLCwpKSwsLCkpKSksKSkpLCkpLC wsKSwsKSwsLCksLCkpLCwpKSwsKf/AABEIARMAtwMBIgACEQEDEQH/xAAcAAABBQEBAQAAAAAAAAAAAAAAAQQFBgcDAgj/xABBEAACAQIEAwUEBwcEAgIDAAABAhEAAwQSITEFQVEGImFxgR MykaEHI0KxwdHwFFJicoKS4TOywvEVokPSJDRj/8QAGAEBAQEBAQAAAAAAAAAAAAAAAAECAwT/xAAdEQEBAQADAAMBAAAAAAAAAAAAARECITEDEkFR/9oADAMBAAIRAxEAPwDaV2ooXYUtAlLRRQJRRRQLSUtJQLSUtR3 GuLDD250LH3QfmT4CgkCY3rwLynZgfUVmPFO1bM3eeW6chOwAH M/l69MNiJ1cnyBOnn1+6lRpisCJBBHUaivVZhY4lctsTZY57euXf OszoJAOkgqd9NRWgcE4suJsLdURPvLvlPMfcQeYIOk0U+paSig KKWigKSlpKApaSloPFzY0UXNjRQel2rniMQttSzkBRuTXRdqrP 0h4a6+DJsgko2ZgN4ggn0oJ7BY9Ly5rbSOfUeYpxWIdnO2dzDX wGPdmDPMH761jg3aa1iDlBAuROWdx4Hnz08D0oJelpKWgKKKKA rJ+3HaLNcuQ23dSOQDEZjy1gwPWtJ45j/YYa5c/dXT1IUee+1fPvGMTmaFE5SEXx5FieewHlFWId4DEB2zOYVZ13M /n+fjU3b7SWBp3xOxyyD5wZ9ajl4baFtUYwTz8dzPhXC5wUHKGu BiSMoHIc6za0mbPELdxwy3Ft3VkAMYzD90nl+vS5dgcT/8AkX05MoYDplY6+Bi6q/0eFZ/xLs85xHtLaBkbLI07soJ8hM1ZvovdxjrqPulkhvNXtJ/n0FBqVFFFVBRRSUBRRRQLRRRQeLm1FFzaig9LtS15XaloM4+kH sja9tbu2wqFs0gCMzDXN8Dy6VRcDxB8Oy3l90toY1BBzFeqnu/dWz9pOGriDZtMSs3GIcaMuW2xhZ0k6CCDoGqO4D2TtKb9pwt62 Aid5QBIzOwgE6gMneEaztFUcuAfSFbvAC4RJ5jf1HP0+FWzD4l XEowYeH49Kzrjv0SwS+BuZTv7Nzp/S/5/Gqz/AObxmAfLfS4pG0z8VYcvKsrjcKSs34T9KwMC7B8f8j8qt2A7XW Lo96PmPiNvUCmo49u0f9icp9hldv5VMn5wfSsOtYZvagBfq5hT MzBBB89QfWvo0hbqESGVgQYIIIIg6jwrJONdiXweJUznsFHZCe TW2VlzCIDwSJGhE+IGoK1j31HPU1xTKylYuGTuuvhGmsD4VH8T xTI5BBidD18Zr3hOKWTAu2yYjUMQfSsZlaWTh4Ntra2nf3YuZw ZQANcJKkbAZjH51e/o44XczXcXcVVXED6sEd8AOTJPIEBfPKD0lj2J7JLc+suKxslAq q5OYgkuVbwiJHMGOorRgI0HKtMilpKKApaSigKKKKApaSloPFz Y0UXNjRQel2ooXYUUHi8BE5cxXvKIEyAYidjuJ8ar/Y4MBcVip1BeFdSrwAVYuAWZhFwmBBdh0qx1B8LOXGXx3+/JMx7MlGEC3HPIwLTuW02MBOVwxuAt3kyXUV1PJhPw6HxFd6KDL O1/0UoitewzQFBLKxAIH8LbHyOvnVIwvZrHL3rIJG476qfgSK0Ttr 2vsljba5op91QSdOZjmflUbw/tLYuCAWXpnXKvlOoHrFWYarVvjuPsf6lm6I3IBn+5DJ+NccZ2s N+2Sr3RcXvAFiysNAw18Ndeg9b5cthgfj+M1A4rgtsvnCDMdyN JPUxWb0IZ19raBAHeAmetHAOzlt3bOPdjw61NJhgBy+VSPD8Mq gEAlj47+OtN1fF47N4y2tsWs6B9wmYBiIABC7kaEadKnKwft7w jENdTEWUdkS2FaAcyEM7Tl3jvbjpU32G+lUhfZ4tpAgKxkkdQT v8AGqjXaKZ4Hi1q8oa26sDtrTygSilooCkoooClpKWg8XNqKLm xooPS7UULsKKBag8SuTHK4ViptgXSCIVrjrbtPlJ1JCspIGwHS pyoTtIhBsuiobi3Ae+coKqGZlLQfMabigmqhO1/GBh8Lch0S66lbWYxq0LmgawJnQcqmbNzMqsNmAI9RNZD294it7 FOFyHUJmdoUBdlAEyT73QZhqC1By4TgsGm1227j3mcgMT1g7Cp m7w2zcEgA9Cm406rrVNfBvZHfsWLqb+6AP6WSPnXLC2MLfbKit h7o2h9D5H8KCZxtm9ZbLZxWn2VcBm9JEn4V0wfGGGX2ysxaO8q ZQP5iSFFReIvYrDgyxuqB3S0k/ysenz6dCw/86hYsuGLNyzCY/XhFILrbtM4zBBHKGDE/AQPjTvhrgNDq6jxEgeoqlW+O33E3GuIvJbUJHqdalcH2qVVjJf Oaf8AUYMP7m2FTVxdUxakBlMqQCPXb1qM4j2Rw2KOZra5uZWUb +5d/WaZWMX7ZAWuWkQcgyHTbqYMxtr0iu97i/ssxkDfLOaIA0JnUmZmJ861OWs45WOxNqzqj4hY6XTp6EEVPWeL X7K9xjdA+y5XMf5WgAnwMedVm3xy/d/0sXh3P7uTb0Dz8a8YHGYh7ns79xEuAOV7sJeEfZI91lO4Mgg7a VehesN21tkhbilWgGOevODuPEE1L2OM2X2ceun31QuJ8IGIRUZ slxXUZo9wsQJjfKRqfLwptd7CcRsa2riXR0DQfg8ffWVaitwES CCOoIj40oadtayDF47H4ZCb+HcKN2jTpqRIqL4X2ruKVYyIEQC RIzEqCPAHQ70G6UVkfDu2l5roW2juzGECli06xpsfXStbXbXfn /ig83NjRRc2ooPS7UULtS0BUZ2kwouYW6pAPdMTsDsCeg11I5TU nXl0BBB2IIPkdDQRVvHs2Be5Ks627wJQyrNbzoWU9CVn1rAblt 7ratEKGduQzd74lix9K3Ls5lDYjDOyllb3QAspkW2GyjTMVClo 0lgYE1nuG7LMLz27g7tlpufxlVW3aHisKz/DrVnor2DNy0upFy0evL8ulMuL8OXL7SyWJXVgdSoPMn7Q/RrQrQUCCNOY3+RqpceC2Lp9iSodWIG4kbpB2DDbXQ6bHTP6ple 4sbllbqN3gIcdf3gR9qN9dwaOH8bEy2RV8jrptGpPyqv38QFJa 3oHEFeh8PD/AK6V0wF7I2bMQJ5RPoTTBoWE7Q2ss7+GUgnyB1rs2PCrnuDKYJ C+HIeJJ/WlU8dqFXW3bGbbMxzE+sTXXh1t8U8ux8OQGusCs1Ym+E3FDAhF zbgwJk/jVhx5Bs5SJKw0ET7rCWA8ATrTbhvCkSNOXP5U+xlu0RF3KRsJ5 Zu7AO4Ow01qSfq6qvEeF2XuRcQqw+0uh8wYrxi+Exb+rvXSyHN aLMDlI2gxI/6qTs2BcQ2jo9osgncqdVYjcgqRMag5qi7oe20MNdY6EdR1rHP7 S7G+GWdpjg3aAYm1ldlt3wCpDSJjcqJBb94RsZrV8BivaWkffM oJ89m+c1i4ssPZlFBZvaBg0ZSpSIM8i5HjCsK0nsBYZMM6sRpd YhVmEDKhKrP2c0keZrvrlVku2Q6lWAKsIIOxB0IrLbnY1v2s2c gZQxRXBAGqrdlhM5ltkE6RJMEyANUqDuOi8SQTq9m40cg82lB8 GNtTvySiJi1hkSciqs9FA+6utJS0Hi5tRRc2ooPS7UULtRQLSU UUEFxFhh8RbdmY2ma6xULmKOUgv3QWyQWnoSOoFR/aPHA3ISNYkj7UDTXmNasHFcC1xPq2KXFDZGBj3hBUmD3Tpy0gH lWdLiAcoAIyyoDCDCkqCYJGoHLSZqxK6cVT6ssPeWs543iiXU8 wZ8oma0nG62W8q6dnOwGFxeFN18xu3PaqGnS2VdlUqo3OgbWdf SorJsJwktbNzcyQB003NMsVg2U61ZbeCuYHFth8QMoJAB+yZPd ZTzU9fGpDiPAh7JmIgrt4R+o9aSKq3D+F59gatOC4c4Aj79PlX Hs7hyNufgPxqyYe318IrPqm1vgc66a71JJw+FgmRznaPXlXa0K dow61ZBEYLhq5rmUEEMCpBMCVU90EwBM0/uYVbgy3QCDs20HbWuSmzZxG9tM69QsEHpoO8I/s8anBhgw151cJVCu4a+wPs2IhmXo0KzKNhMaSR1Y1b/oyt3rJupfYn2hBQHcZA0kzrqD/AOoqmXe0Nw33NpQ0u2VTsBLEGARMkk69as/Yzil5sTbNwKxJKFUE5cwJNxjMAKoPx8RUiVpdQ+KKjG2wS0MrM QASucQlosY7pK+0A11y+FTFQ2OMY2yJaGBzgCRKC41ksY7uvtI EicvhVRM0tJS0Hi5saKLmxooPS7CihdqKBaKSigKy7j2G9jiWY LPeytqRpLHbYyx8NW36ajVL7WYUe2M7MAfw/CrEqDuYxGw7MpkZZ+Ikb9RV87McM/Z8Jatn3gCzfzOS5HpMelZliM1jKbhL2QUAhdSudWKGOehAPjEa yNftXg6hlIKsAykbEESCPSio7tB2bsY20beIQMPstpmTxVo08t jVG7V4JcLbFnNnMKAzQGYmBmaNMxOnjFW/tR2oGESFX2l5pyoOQAks0ax4c56SayLiNy7irma+85iSA3XUSE UTpqAM2mtIHeAuol32LEK+WQdMs/uyftRrpyr1iuNC29sMpOYd+G9w6BZjlm038a4LwHODmffU9xe8 ZgTmzfojrT88HEAB7hzaDS2BrpMZNvwB6iZ4GWB7QsLjC4EVMg KsRuwWXWTzk7fwmvTcZ9o6nCXe/bDHIRC3dQSddSI001EdDTv9iQyoZ2iZlUy8vD8OdecRwcNCxb7 stMFcsaggrz8uoqauDi3aG57IXbCghhswzBXUgspHXKGHn5ipL hnbHPZt3FQQy6rJ0cGCg8DuPSoVOGaDMbsMCTDZgwJkZzG2s6m aj3wPsQyq3dLLcQjZTpIf90RzPSpq44W7hAZgCoznMDEqTJyk7 +R5wfKtQ+jfhJVDfgBXUqvVoYZm8ACpGuu/QTmtu2RdtMzLcHtF9rrKweRjWPeOh0gRrFbhwHGW7lhfYqEVO5 kAgLAGg8IIIPjViVI1DY//APdse9BBzR7shbptFumpePI+FTFQ/EzGKw/vazmicuxFvP07zNHjVRMUtJS0Hi5tRRc2NFB6XaihdhRQLRRSU BVJ7YWpxI1nuLI6an8Iq7Vm/a/jKW8RezHvAiBryGn3VqJQlkOpRxII18qs3Y24VttZZy4tqpDEQ VztdlN+8Fygg7wwmswvdrGDWmQAKxKmdehHyqz8F7QN7RrI0D5 c3SGhtPGDH9XlUV14pbjO/wD8l1mZpObLmJYID0UGIGkz4VVMQCG1tsxGgK+6T0MbVa+K3Z+ I++oHjnCywL2mKsJmCe94EDfSpvZhqMW3dWBmnRRt/DJ6TJPM1LpbKrLaEgyddNNWJP60FV7h/G7u0yQQIYCQJ6gSR408v8fQjLdDb7iMrayCZg+mo6zWeXqw8tN qCBoNQNdyTA9NzSoNSOpzPy8lM+OsdBTSxjA+qAwCfJjvJJ1A1 p1hrMkKY/eMcxz/AAFRUhhrPcETLE+cf5/GuGKsBrlv2bkMshiACG0ESDvBB26xXe7ejKgPeeAP4R9pj48vO uODSXhYAAJEbakKPSVYjwIrURA8RwKqwYAK6FZUe5cUNDOsamO Y3gEwKtXZ3tologB1cOe8BAA1Eak93SBJ30nwbmwt4FSO7KRBK kAE5SCNjpNQeCwa33t2r5XK5QO4GQw0TnGxkE97zB3qjbqhuKG MVY1YSdgJU5Sff00jNKmRLaa6CpiofirxisOC0STAjR4ILAmNM oAblrG+1ETFLSUtB4ubGii5tRQel2paRdqWg5Ym+ERnOyqzH+k E1U+E/SGjT+0qLf7pUMwY5guWNSDJEdddtJnu0t3LhbviMv8AcQKyPF4 iJEQMzDpoGI/AfGrBsVnjFllze0VQDlOf6sq2+VleCDBGhHOst+ktB+1e3QfVs PZlx7ruigkA8yD3ZGmkbgxHjHsVBzN3VeSCZK5Qotk/uEyY/hio7iXHbl20LNx2NlCuRTBC5BC5eYA205UuQnaHuYoBQJEK/wB2ZR+HxqW4JxMnESpgE2hmglYAywQJggKzT5ztTDBcHssQbgc rmDMEYTl5rBGmgGusdDVi4b2csC3cNm5dhgVhwNiNmIWdiynTa D4UllKsGPuSJG06fn8KZK52YkKeY3UjrOhX9c65ftQCsqrkyCQ vICSDHrGtObFwsuvvroeWxKyPhTGZdR/EODsx2S50kQflUfb4cqNLWVHSJPwkzP6mp4XI0I06bR5U7tDN+ h99ZrcMsPbGXUDwEbdPWhboRbl06bBfGOQ9R8BTnEpGg3P/AK9TUfxKAyruFGYjwXWPXrWb0s7JhA2fMSc7CT4ZpCgfyrmNPl WBlX7ZPpbXTfxGnrTfhwLAHm3+B8on1roLpLEjY6L4KD3fjqfW kK78NuSH/iZo8tFWmON4My5pKlSwCaQQGL9wxuuZhHONOVSWAtQAo5ST6GB Tjiy/VMTplhp6ZSGB+Va1F17OYhrmEssxlsgDHqV7hPrE+tM+LAnGWD LDLGQBZW5mYrfDH7OS2Fcba9dq8dkMT3DbPJVdfJhDAeGYT/VXribTjsOJYFdUAAysHF0Xs5jTuIMokazvBionqWkpaDxc2oou bUUCrtS0LtRQQPbPFqmG75ABPM9NdOv+Ky7HYoD3ZA5d1vPeKv fb++CyJGsanoGYEj/19dKo2Lvak8h9wFXcJHDD4pGEPvIGaSpG/TfWmWL4egk6xBO8zz1nf06U7wtsxqOQ+Osn4034ph1yzEEgajS Ou3p8al7jPl6Rq2s2za7mZHmZ1HTen+Bx9yzBBIMgjy/HWKiriMCBo0adOXwp1hMeYyNCkHQFdYG+h3P5V5td6tl2+MRZN 62MroAlw8whZSzRzy6RvoDzrtw7DtbAVjLKoBbrqe8esnX1pj2 ehnAWMl6EIj3WICspHTv6eB86lXH1Swe9a7h01ykjLPiGla9c7 muFmOovANDwDOnQ+RpXdLfdUAk6wNWPoPxptcxCMMt0Ag9RXe0 1i2sAqOgG59KxWjPEX5GZtuSz8Jjc/Lzph7Qulxp1c5BPnLQek/rSu/EsQXMKD0AH3/r8a9YfC95V+ykT5gGT6kz8axe2p064nFeztqogGIHhoSx84hfO vSW5JjYbfAf9elRF7Fe1vc8pMDyBBJ8p/wBtT1q1r5anz3+8iqHNkhSI1YwDr7oBgT0/zXfHpNpx1U+uh0ppZTKYHvMZJ2O3Lp+HnTxxKsBElTE7baCtfq OnZXGlWsE6aMpnTQtpPlnX+2p/E97iVvVu4vIdwxbvSGMf6g9opA/dLmqlavRcyc1LeG4t6jwkE+lWzhl4XcY798A2kZQQQjPravspI glV9khg860iwUtJS1B4ubGii5tRQel2FFC7V4xF4IjMdlBJ9BN Bm3bDElsS55KSB5CF/Bqql67pEaEgeesn5A1LcXxBNw676/Cf+RaoHFXJgc9Y+QPyNLFh7hnJHrr5Uw4jeJHiY++f+I+NPEEJ P6nSou+83PAT8oA/P1rPO5GeM3k8m1p5V5uWlbRhm6ekz67UufYdBrSW9T0H6JNeTX pTXZxilxrQOhX2iGdQ6ZTCjmcubx08KsCkpiboIhLyzpoIYC4N P4YPwPWqPwXFH9utdA8GTsbgyekCNfGr5ilKtbYjYER1yv8A/Ux6V7ePXFwvrk9gMsET58qbpgQoOgE7nr6/CpS2gza6neZOpMGa53lAJJjST/108648r3jUhkuGCrmPoOfQE+P5601xl/2dkx71zujxnSfAbmnb2u9BOg3P65VW+J483Lhy7KClvxJ0Zv7Z H9QrUQ54LaElxtoqT0WC7HzP+6pgYp1SVH1lw92dt9JHzqNw2G y5UB/g06JOc+ZaflTwYrPeOXTKMo0PcG0j+I7VpErhbYESZY6uZJk+Z 5eFO12PWo+yQus6DU/hXfDXyx8NQT/irEqF4pjTbxdqYAcvB6yLRAI5ahh61ovZZM2dyxMQqA/YUgMwHmwB9Ky3tqv1qGYykZT0OX860bsRi8w/mtg+qmP+Rqi10tJS0Hi5saKLmxooPS7CovtLfC4dgTGaAPHUEj 4ffUou1VH6RWuLZV0Qsq5sxGsbRI5A7TQUPHtM94ST4+J5DxNR y4NmI90xOkrO/Teou7xnO3eBX1EfdT3A4oTOaR4+UUtgdYy5A2iNvE8qiQ259P1 56VKYu+0nIZUyYOo25LUX+0oQQygH+HSPTbpyFc/k7i/HMeWbU16nKpPL7uvymvV3DxJUhl5wCD129OU1HY7E/VwN20/u3/8AUH4iuPHjdx2t6SfZ60XOdtiWIHTNWgG/7S3beNXBY6ARqRGnKZ+VVHs9aBQKBHInrM9dtD8quSWvqARGlx h46pbPw/OvY87jcbuqTO2X+0Bfy+Ncr9oxmO3KZ10/D8ad2VUqZ3DDTaQQo+8H4iobjPHkQFUMkamNvTrXOzvWpTHjeO KjImrOYPXXl+udRmCw+Sbk5svdtfxudAR4Tr5RXBUa9cA8uewO p9Y++pO0PaOAg7luUSev238/uFWFObb+yt5huBlT/k3yrpwxNcvMiXbxjb0GnxqM4hi/aXVS3qqEKOjEb+g3Pp1NdrmPNtxZs6tp7RungOpqCyX7Yyiesn 5x8BXfD2z+vuPj+udMWuktzMfo1JWNvmK0iD7WYbvo3jr48j8q s3ZE+zNrzyn+oR95moXtgv1CP+66z5GR+VSWBfTy++g0OlqM4R xsX5BGV1mRMgiYzD15cpFSdB4ubUUXNqKD0u1BE70i7UtBUO0H 0YYXEyyD2LnmnunzT8orPuKfRXjcPJtAXV5G2dfVG1+E1uNJQf Nl579k5bqMp6MCp+BpUxousFcRO5/dA1YyOQAJ9K+j71hXEOqsOjAEfA1CYzsVgrjCcPaBOaSoyEgqV I7sdamQ1haKYBtvo6kwTBIRiCY/mBMb+etR+JYEroZ0aDykLJ9T91an2w7K2cLYsvZTKxZ0EkmFb2 hQCdQZYGfA1nuJ4cEunc93rz2B8vCkmLqY4beK6Lp+G40q04bH lsPdXmrIw02zBFYz17oHoaq2BT56/A8qtnAFZs1tSMpDFgT0VonwzNPmtbjFveIr9rZi6Zpz22HmVK3 APUrH9XjVWKl2/MSANdfE66DnU7gGZcTaI0hxmkx3T3XE/wApI9aLeAFkZrnKYHiP1+Plm9tGjYf2Nn/+l3QDcwZn8vjXu+Gt2ltoPrHkb6gHc/f868cNzX7xutsNF8J2A9Pvp7isOtstcvN10B1A/cEc4iT05UojsJbFpfa9JW3/ABH7bj1k+g6VI8Jw2UFzudvM6nfofwqH4bcfE3sx0RdFH2VA2A H62mpx7mZhbt7A6n5/E/rasNJTACVk67zHh+hUjaGw8KZ4ZIgcgBAp8i1pk07RgHDNPVP9 6164Yxyimvau5GEf+n5Oprtwt+6s8x/1VE7wjTE2yOZIPjKlfyq5VSsK2W7ZaNRdtqfJz7Mz6sp9BV0FW jzc2ooubGioFXaloXaigKKKWgSvLj0PIxMV6ojbzoM/+kHG+0xVmyDpaU3X8zos+g+BPWqPisIzXTAJ2167a/H7qmOIcSU3sRev/wDyXWFpebIhyqT0GmngCeYqFxHGmYmNP3QNNNhr61bmJ3qTwWA kchGh18pqWwWHyvKsJLJtvoYHkdTr5dKptnG3DkAdu7J011giT 56mpfgGYXSxbXNbJlo2YhvPRo+FIWJLH3rdi8y5DKnXYaCYgc9 fKoDjdxi+V9cxkDbuaQY8dPiYqVxdn2d249wM3eJQPqSJLASdy ddf4qaXSj33uq2a0sZCREgIAFgiQBsBy1qBVurYt94gMZY+u36 8KqWMxjX3gE5Z16kkn7z8BTjjmN9o+Uev5U87OcNkzHdX5nr+X +TU9rSZ4fgfZWQq7nc+m9S2BwuUCBXJLZJn4f4p/YXrVxNdkWugYRXRbPjXk26giu1SZsKw8RMdJE164RchQDz29dq 59pny2DO0iT61WrnbFLSRBZwBAEa6c+gqq0rh2KC3ELRAYTMaa xPpv6Vda+b8JxHF42/btgke0YKqiQuuknrHPwnavo2zbyqFkmABJ3MCJPiaILmxooubU UHpdhRQu1FAtFFFAlcMfdKWnZdwjEeYUkfOu9R3aPFNawt17ej KsgxMaiT6CT6UGMXcCzr7S4SS2sazy0+41ytcHcmWUxGxEH4TU ljuIMkwWCgDSAIkdB6/CoHGcaY/aPoTTpntM2OEtprkXmdJIAnyUeVOLDYZCFa4sxDE6jqfM7VVDi XZZYtEiJJgkefnTnh+AJdWuDMoMsPdEQdz5xpTTFr4kuZrd5bh eX00GTI41Kj7UIV1J3PnVZ4zxBUUW7R7oiPEwJmnnH+MN+z2Qp AUIyJ4qlx0M/1ADyFML3DFN221k+0DIpAPJzObNtAXQ+sUrUNsJw8zH231PgvT zOnp51ccDgxbUKNOp6U24fw8W5M5nOrH8qlFw5iWIUdTtTjxS8 hbEkACnVxo0HxqH4h2tw+H7luXf+HX4nYVVuK8XxN9j3iiSe6s /M8zWrZGZtXu/wAetWx33APSZNRlztrbmFVm+A/GqJ/4l2IkxPn+vGvD8Oe2SupIjafKJrm6L3f47axVm5aKsGyMygxDF B7SJGxhSaonDcIHdmYEourEaxJgT5kgU+w7NbJ9ofdXMfLLoJ8 ZA9akOBYpEwV+0dGILz+8EVW+PdOn8R8qqJPsjxxLWKt9wBc6K p5pJA18DsT49K3KsB+j/hpxWKQezJXOrlte6ls5ix6AmFHia36kHi5saKLmxoqj0uwooXa loCkoooCortLxRbFgl0zh5TKdjKmcx6RNStU3tewN9Vu+6qygJ 7rZveMbFpEeAA61RTiA5Ja0Cvry5QZB/wAV4PDMJc9wIDO2qnfoDBqXxiR7mVgY0BA8zHhULiwhGqkHYEg 6c+nzFYtsZx6PDQSMoXL1aQw11IBEGOnOm/EuF3tBaZHUHvAd1txJA2JjYTzqKu3mE5S+8QuYR8x+NcGu3gfe uDodDvuOvKpef9i/X+LHY7PrdtXRcDBbRY25jMVfukADYZpMH9/bWn9vC2rNqVyqvuyNSY6xryNRvAcPmvIly+xN1SGGmUZg3dbTQ AgGeWUVEYr/AFLttW7qM+q6B4aAdNpGula+xiXxfaZFMWlzN1Ow9BsKhMXjru IPfuN5DQb/AK+FereByMRB+1rT3C4QgiRzg+QJII8dqltTJ6b4Ps8MyHkTPi O8T9wIqXfhQjSJ1ipjBYXuRBPMf3ExQbfe/X661PxdRGEwQzAEaj4a7/fXi5w8G6SdiYPxgfhUl7KDIrq1qSNtT+OtazolV7iXY7EYi4fZ 27jKAglBoSBBmemmnj4aTnZv6Jbmhvuqowkgd5zOsR7qzzknpF XHsZidLtvplYeoKH4ZR8asyrAjpTFMuD8EtYW3ksoFHM7sx6se Z+7lFP6KKo8XNqKLm1FB6XYUUtFAlFLRQJWbduk9pxK3bckoLI YLJAnMTrB1ooolZlx/GO2VizSWuA6wIGUAADQelRyY24Jh3H9RoornWnZeKXdZdj5mfv p/axDFNWJka/A0UVi+quWIeUvTH+gx2A1K4kE6eQqu9nBOedfq7nydAPlRRXa+ srFxG2M40qOzRt1B+YoorFTi6Ji3CqQxn/r86m8DdLqrMZMb0UVn4/V5+OjbnzP4Uqfj+FFFd2YsXYxfrL38q/7nq1iiio0WkpaKDxc2ooooP//Z

Witam serdecznie.:)
Bardzo ciekawy wątek.pisz kochana jak najwięcej bo to są piękne wspomnienia.
Może się zdziwisz ale znam to nosidło do wody zwane "koromysło".
A tak ,może zacznę od początku.
Urodziłam się na Podlasiu,blisko obecnej granicy z Białorusią nad samym Bugiem.Tereny typowo wschodnie.Po wojnie wraz z rodzicami tj.1947roku wyjechałam na tzw.Ziemie Odzyskane.W okolice pomiędzy Dusznikami Zdrój a Kudową.Dokłanie do Lewina Kłodzkiego.
Dość długo z przyczyn rodzinnych wychowywałam sie u babci na Podlasiu.U niej tam widziałam to "koromysło"-czyli nosidło do wody.
Za moich czasów już nie korzystano z tego urządzenia,dziadek wybudował studnie na podwórzu i stąd już czerpano wodę.Studnia bardzo głęboka a woda kryształowa.http://www.dialektologia.uw.edu.pl/mambots/content/smoothgallery/cache/images/stories/ugm/177/images/640x480-F4187.jpg..Pamiętam jak u babci w jednym pokoju stało duże krosno i babcia mnie uczyła na nim tkać chodniczki i narzuty na łóżko.Miałam wtedy 16 lat, do dziś nie zapomniałam jak to się robi.Jak wyszłam za mąż w posagu właśnie dostałam takie cudeńka.Dość długo służyły u mnie w mieszkaniu.http://www.kalinowka.com/images/krosna.jpg
Przepraszam,że się tak rozpisałam.
Pozdrawiam i pozwolisz,że będę częściej wpadać:*

ziuta
20-02-2013, 22:23
http://www.polskiekrajobrazy.pl/images/stories/big/77678IMG_dfv.JPG.

Znalazłam to koromysło i tak westchnęłam sobie.Ile trzeba mieć siły i zdrowia tak nosić wodę na plecach.No cóż inne były czasy i ludzie byli zdrowsi i silniejsi.

ostatek
21-02-2013, 00:17
Betruto,:* muszę, no zwyczajnie muszę (rozerwie mnie jeśli tego nie zrobię) pogratulować pięknej polszczyzny. Jestem zachwycona. Rzadko słyszę tak wspaniałe opowieści, bo obecnie ludzie nie potrafią już opowiadać. Komunikują się z sobą jedynie.

Przyznam się do posiadania kilku żelazek na węgle i dusze. Ba, nawet dwie maglownice 'z napędem ręcznym' posiadam w skromnych zbiorach. Maglowanie nie było zajęciem łatwym ani lekkim. Spróbowałam, wiem co piszę. Największym problemem było dla mnie właściwe podejście... bielizna nawinięta na wałek zamiast 'się prostować i prasować' rozwijała się w malownicze paski.
Tak się złożyło, że kiedy postanowiłam emerytować na wsi, sąsiedzi obdarowali mnie prawdziwymi skarbami w moim pojęciu, dla nich bezużytecznymi rupieciami. Pamiętam ich zdziwienie moją radością... a któż by się nie cieszył z prawdziwej maselnicy nazywanej kierzanką, dębowej beczki do kiszenia do kapusty, niestety niewykorzystanej. [100 kg kapusty dla dwojga emerytów i trzech bernardynów (ups, one nie jedzą takich frykasów) to zapas na kilka/naście lat.] Dodam do tego moździerze, dzieże i inne ustrojstwa. Koromysła nie mam, w tej części Polski nie były używane, a jeśli to rzadko.
Zdobycie powyższych akcesoriów było miętą z bobem w porównaniu ze znalezieniem prawdziwej miotły. Takiej z brzozowych witek. Ale i to w końcu się udało. Sąsiad związał (a może uplótł? nie wiem czy miotły się wiąże czy plecie) i podarował. Dawno temu w blogu o tym pisałam http://www.klub.senior.pl/moje/ostatek/blog/1,o-miotle...-pol-zartem,-pol-serio...-z-przewaga-zartu...,4904.html Niestety, sąsiad nie żyje, a ja miotły nie mam. Ta z serca ofiarowana dawno się zdarła.

Nie przejmuj się aż tak bardzo długością postów. Podnoszę zagadnienie jako, że na forum słynę (chyba) z gadulstwa nieposkromionego, choć rekordzistką nie jestem.:confused: Limit znaków jest bardzo duży, nie udało mi się go przekroczyć, choć sąd forowy się odbył. Łagodny, powiem nawet - wyrozumiały był.:D

Pozdrawiam serdecznie.:) I bardzo proszę o dalszy ciąg opowiadań. Są fascynujące.

zen
21-02-2013, 10:00
Ja się tu nadaję bo jeszcze trochę a będzie 80-tka. Witam wszystkich a naszego "wodza" Betrutę szczególnie. Opowieści piękne a język jeszcze piękniejszy (dzisiaj dzień ładnej polszczyzny)gratuluję.
Przy tej okazji chcę podziękować naszemu nauczycielowi kol. Stefanowi.On mi też bardzo pomógł. Uczysz wspaniale, rozczuliłam się gdy czytałam "paluszkiem lewej ręki...itd"Czy to nie piękne.
A do wspomnień powrócę.

betruta
21-02-2013, 16:29
O to, to Moje kochane, bystre dziewczyny!
O to mi własnie chodziło, trafiłyście w samo sedno.
Ziuto, gdyby dziewczynę z zamieszczonej ryciny ubrać w wyszywaną "soroczkę" (lniana koszula bardzo pięknie haftowana wokół szyi i na rękawach charakterystycznym huculskim wzorem),wypisz wymaluj Paulina, Z takiej studni u dziadków na wsi sama czerpałam wodę, ale to było już w czasie wojny.
Tosiu, wydaje mi się, ze gdzieś na jakimś małomiasteczkowym targu można jeszcze nawet teraz kupić taką miotłę.
Taak; Kredens i jego zapachy. OOch! Chyba niewiele młodych ludzi wie już teraz co to jest kredens. Nie miałabyś ochoty tego tutaj opisać?.
Widzicie jak to tematy się zazębiają i wynikają jedne z drugich?
Ja już mam pomysł na następny odcinek. Może nazwę go Nasza Szkoła?. Ale wpierw muszę się jako tako naumieć poruszania się po, i wykorzystywania narzędzi forum, a to zapewne jeszcze trochę potrwa.
A Wy kochani, obecni i przyszli "czytacze" wątku" piszcie i przysyłajcie zdjęcia itp w formie ilustracji. Dobraliście je świetnie, ja jeszcze nie potrafię a nawet gdyby, zapewne nie zrobiłabym tego lepiej.
Dzięki za pochwały mojej polszczyzny :redface: No i tu kłania się właśnie 'Nasza Szkoła" no i oczywiście dom rodzinny i pożerane z pasją do dziś - książki.
Ściskam:* Was i pozdrawiam serdecznie!:*

bogdanaster
21-02-2013, 21:33
Ja też jestem 80+++ i bardzo się cieszę, że jesteś z nami. Jak masz jakieś problemy z Seniorkiem to pytaj, a ja jeśli tylko potrafię chętnie pomogę.

betruta
24-02-2013, 12:06
Moi Kochani!
Witam Was serdecznie w ten późnolutowy niedzielny poranek.
Umyśliłam sobie cóś, z czym chciałabym się z Wami podzielić.
Bardzo się cieszę że mnie czytacie i wspieracie, ale stwierdziłam również że ta pisanina sprawia niesamowitą frajdę i ratuje mnie od chandry (dzisiaj nazwalibyśmy to depresją), która łapie mnie często, zwłaszcza podczas krótkich i bezsłonecznych dni zimowych. Dlatego będę pisać chociażby dla własnej satysfakcji nadal, nawet jeżeli by nikt tego nie czytał (to nie jest groźba tylko stwierdzenie:)

Sama jednak się przekonałam, że te moje mini nowelki są trochę przydługie jak na post, więc od tej pory będę zamieszczać je w komentarzach (później może na blogu, jak się naumię) i tam też serdecznie Was zapraszam, a tutaj będę tylko anonsować ukazywanie się kolejnych odcinków, no i prowadzić z Wami "krótkie Polaków rozmowy".

Już wkrótce następny odcinek zatytułowany "Lokalka"!

W związku z odcinkiem "Nasza szkoła", który obecnie redaguję przypomniało mi się parę określeń oraz dawno już nie używanych "utensyliów" szkolnych. Może ktoś z Was pomoże mi je opisać?
Piórnik,(tu kłania się Plastusiowy pamiętnik, ulubiona książka mojego dzieciństwa) stalówka, rączka, kałamarz, bibuła itp, itd.
A 'radyrka", szarwary, meszty! Ktoś może wie co to było?

Coby tu jeszcze, Aha może po angielsku o pogodzie?
A więc pada sobie śnieżek pada sobie równo i przykrywa białą pierzynką chaty, drzewa ploty. Jeszcze jest biały i czysty ale wygląda na to że wnet zamieni się obrzydliwe błocko i odkryje (niestety) sterty brudów i śmieci. Zanim się znów zazieleni i ukwieci na co czekam z utęsknieniem i nadzieją.
No to aby do wiosny, moi Kochani!!:*

madera1938
24-02-2013, 13:02
[QUOTE=betruta], Piórnik,(tu kłania się Plastusiowy pamiętnik, ulubiona książka mojego dzieciństwa) stalówka, rączka, kałamarz, bibuła itp, itd.
A 'radyrka", szarwary, meszty! Ktoś może wie co to było?

Ja wiem ! Zgłaszam sie do odpowiedzi.
Piórnik - ył drewniany, z przesuwanym wieczkiem, do przechowywania ołowków, kredek, gumki itp drobiazgów;- stalówka - obsadzana w rączce lub inaczej obsadce, zanurzona w atramencie służyła do pisania;
- kałamarz - szklany pojemniczek z atramentem, najpierw każdy nosił swój z domu, potem był taki wpuszczany w otwór w blacie ławki szkolnej ;
- bibuła - wielkości kartki od zeszytu, miękka, odciskała nadmiar atramentu, żeby nie było kleksów;-
-szarawary - spodenki gimnastyczne;
- meszty - czyli tenisówki, obuwie sportowe na zajęcia wf i nie tylko.
W pierwszej klasie pisaliśmy ołówkami. Jesli ktos sie starał, ładnie pisał, nauczycielka pozwalała pisać atramentem, czyli juz mozna było używać kałamarza, obsadki i stalówki. To było wyróżnienie !
Czasami kałamarzami, jeszcze noszonymi do domu dzieci obrzucały sie w czasie bójki po szkole, ale rzadko, bo ubranie wtedy nadawało sie tylko do wyrzuceniaROTFL.
Niestety, nic nie wiem na temat "radyrki".

slava
24-02-2013, 13:48
Witam.

Radyrki to gumki

Serdecznie pozdrawiam.:)

betruta
24-02-2013, 16:42
Witam Weroniczko!
No widzisz?
Świetnie, możesz siadać, zapiszę Ci w dzienniczku piątkę.:) :)
Chociaż w Naszej szkole powiedzielibyśmy jedynkę bo w spadku po CK Austrii taka była klasyfikacja, tzn 1 była najlepsza!
Określenie radyrka = gumka, również po CK.
Od niemieckiego radieren, ausradieren = wymazać
Pozdrawiam ciepło!:*

betruta
24-02-2013, 16:49
Witam.

Radyrki to gumki

Serdecznie pozdrawiam.:)
Brawo Wiesiaczku!
Mało kto dzisiaj zna to okreslenie! Od niemieckiego radieren=wymazać:) :)
Pozdrawiam

slava
24-02-2013, 17:34
Przyznam się Betrutko,
że poszukałam u wujka w Googlach.
Chyba możesz przyznać mi jedynkę za pomysłowość. ;):):):)

madera1938
24-02-2013, 17:40
Witam Weroniczko!
No widzisz?
Świetnie, możesz siadać, zapiszę Ci w dzienniczku piątkę.:) :)
Chociaż w Naszej szkole powiedzielibyśmy jedynkę bo w spadku po CK Austrii taka była klasyfikacja, tzn 1 była najlepsza!
Określenie radyrka = gumka, również po CK.
Od niemieckiego radieren, ausradieren = wymazać
Pozdrawiam ciepło!:*

Witam Betruto ! Moze opowiesz, albo opowiemy o obowiązujących w naszych czasach strojach szkolnych ?
Pozdrawiam !

betruta
24-02-2013, 19:41
:D Przyznam się Betrutko,
że poszukałam u wujka w Googlach.
Chyba możesz przyznać mi jedynkę za pomysłowość. ;):):):)
Niech Ci będzie jedynka!
Miałam (mądrego)nauczyciela który zwykł był mówić 'Nieważne że się ściąga, ważne ze się wie skąd ściagnąć'!
Swieta prowda, ni?:)):D

betruta
24-02-2013, 19:47
Witam Betruto ! Moze opowiesz, albo opowiemy o obowiązujących w naszych czasach strojach szkolnych ?
Pozdrawiam !

A wiesz że już miałam to w planie? Świetnie, będzie mi bardzo miło jak mnie wyręczysz!:*

slava
24-02-2013, 19:47
Napisał betruta
Miałam (mądrego)nauczyciela który zwykł był mówić 'Nieważne że się ściąga, ważne ze się wie skąd ściagnąć'!
Swieta prowda, ni?:)):D

Serdecznie dziękuję:) :D :D :D :*

madera1938
24-02-2013, 21:41
A wiesz że już miałam to w planie? Świetnie, będzie mi bardzo miło jak mnie wyręczysz!:*

O nie, to za duża odpowiedzialnośc ! Nowy temat musi zacząć gospodyni wątku. Poza tym (chyba Cię tym nie urażę ?) Twoje opisy będa wcześniejsze czasowo, no chyba, że nie bedziemy trzymac sie chronologii, ale czy wtedy młodszym sie nie pomiesza ? :)

maja59
24-02-2013, 22:40
To może ja zacznę:confused: .
Szkolne stroje były dla nas zmorą. Kolor granatowy po maturze znikał w czeluściach szafy z życzeniem "nigdy więcej. Po paru latach wracał jako elegancki i szykowny. Czy jest ładniejszy zestaw jak granatowa spódniczka i stylowy czerwony lub malinowy żakiet? Odwrotnośc też pięknie się prezentuje, a do tego biała bluzka lub biała w granatowe lub czerwone grochy. Rozmarzyłam się:confused: . Wrócę więc do tak zwanego mundurka. Od święta granatowa spódniczka o minimalnej długości do pół kolan, wąska, plisowana lub z kontrafałdą z tyłu, żadnych rozcieńć. Do tego biała bluzka z marynarskim kołnierzem i krawatem, kołnierz oczywiście granatowy z błyszczącej podszewki i naszywany trzema rzędami białego kordonku. Rękawy bluzki długie lub 3/4 z mankietami identycznymi jak kołnierz. Na co dzień fartuszek z granatowej, czarnej lub ekstrawaganckiej:) ciemnoniebieskiej podszewki z marynarskim kołnierzem tak jak w stroju galowym. W lecie białe lub granatowe kolanówki lub skarpetki, w zimie pończochy w kolorze brązowym. Nie należało nosić nylonów, grono pedagogiczne patrzyło na takie nogi z dezaprobatą. Obowiązkowa tarcza na stałe przyszyta do rękawa fartuszka czy galowej bluzki, a także do rękawa płaszcza albo kurtki. Na głowie beret często szyty jednakowo dla wszystkich uczennic u zaprzyjaźnionego krawca. W moim liceum obowiazywały również belki pokazujące do której klasy się uczęszcza. Jedyne noszone z wyższością były ostatnie cztery. Buty na tak zwanym szkolnym obcasie w ciemnych kolorach. Chłopcy w granatowych garniturach, krawatach i stonowanych koszulach, na głowach czapki granatowe z lakierowanym daszkiem. Dyrekcja bardzo surowo przestrzegała zalecanego stroju i za odstępstwa było się odsyłanym do domu w celu zmiany ubioru na właściwy.
Po latach uważam, że było to bardzo mądre, wszyscy wygladali jednakowo co całkowicie tuszowało różne warunki materialne rodziny, nikt nie czuł się gorszym z powodu braku markowych dżinsów czy innych fatałaszków.
Nie wolno było mieć farbowanych włosów, makijażu, lakieru na paznokciach ani biżuterii. Jedyne tolerowane były dyskretne kolczyki w uszach.
Pomysleć, że mimo takich "drakońskich" obostrzeń dziewczyny wyglądały świeżo i zupełnie jak nastolatki.
Taki sam strój obowiazywał na szkolnych zabawach i studniówkach, pierwszy bal w balowych sukniach to był bal maturalny i wolno go było zorganizować w restauracji.
PS
Celowo nie napisałam jakich lat dotyczy moje wspomnienie. Mam zdjęcie maturalne klasy mojej Mamy wykonane w 1939 roku i Jej klasa była tak samo ubrana jak moja, jedyna różnica, to że nie była to klasa koedukacyjna.

madera1938
25-02-2013, 06:54
A wiesz że już miałam to w planie? Świetnie, będzie mi bardzo miło jak mnie wyręczysz!:*

Betruto ! Ciekawie napisała już na ten temat Koala, ale postanowiłam sie przyłączyć, bo mam wrażenie, że moje wspomnienia to jednak albo troche inny czas, albo inny region.
Galowy strój to naturalnie granatowa spódniczka i biała bluzka. Na codzień : fartuch z rękawami, zapinany, z białym kołnierzykiem, tarcza szkolna przyszyta na stałe. Za noszenie jej np . na agrafce groziła kara. Taka sama tarcza na płaszczu.
Zadnej bizuterii . Oczywiście fartuch uszyty był ze zwykłej błyszczącej podszewki czarnej lub granatowej ( żaden inny materiał nie był dostepny). Spod mankietu fartucha nie mogł być widoczny nawet zegarek ! Kto dał sie przyłapać - oddawał zegarek do depozytu, otrzymywał go wraz ze świadectwem szkolnym po zakończeniu roku. Podobnie nic nie mogło wyglądać spod kołnierzyka fartucha. Kołnierzyk musiał być codziennie świeży, co dyrektorka sprawdzała osobiście. Buty - tylko na zupełnie płaskim obcasie; powszechnie nosiło sie zwykłe trzewiki sznurowane. Zimą można było nosić tzw. kapce ( kto wie jak one wyglądały?) . Pończochy tylko bawełniane w prążki, w starszych klasach dozwolone były tzw. fildekosy, tez bawełniane, ale gładkie.
Fryzury - najlepiej widziane były warkocze, a krótkie włosy - gładkie, bron Boze jakieś loczki czy modne wówczas "simonki" - (te były dozwolone dopiero w IV klasie). Na moje nieszczęście mam kręcone z natury włosy, nosiłam krótkie, pani Dyrektorka co jakis czas o tym zapominała, zarzucała mi posiadanie tzw. trwałej ondulacji i kilka razy zdarzyło się, że wsadziła mi głowę pod kran, dla sprawdzenia.
Ktos mógłby pomysleć, że to była jakaś klasztorna szkoła, prowadzona przez zakonnice. Otóż nie, to było normalna, państwowa szkoła, z bardzo dobrą kadrą nauczycielską ( dwie spośród profesorek były absolwentkami Sorbony). Tylko szanowna dyrekcja była, jak to teraz widzę , mocno zdziwaczała.
Mam zdjęcie mojej klasy, z ostatniego roku. Wszystkie wyglądamy na nim jak biedne sieroty.
Kilka lat temu moja szkoła obchodziła 75-lecie istnienia. Ilez to zdjęcie wywołało wspomnień, smiechu i komentarzy !
Szkoła była żeńska. Raz lub dwa razy w karnawale przychodziło zbiorowe zaproszenie na zabawę taneczną - od dyrekcji szkoły męskiej. Ale to już może opisze innym razem, jesli ten wpis spotka sie z jakims zainteresowaniem.
Pozdrawiam !

Pamira
25-02-2013, 10:22
Witam betruto Ciebie i twoich gości.
Założyłaś interesujący wątek. Ja co prawda jestem powojenna, ale rodzeństwo i kuzynostwo to przedwojenni Wołyniacy. Pamiętam, jak po wojnie co rusz to jakiś krewny się odnajdywał i wtedy do do nocy siedzieli i wspominali, a przy tym śpiewali. Pamiętam jak stryj śpiewał - Zarzucę płaszcz, gitarę wezmę w ręce.... Śpiewał także ,,Czerwony pas'' Ja byłam zbyt mała, żeby się zainteresować tymi wspominkami. Jednak coś nie coś w zakamarkach myślowych mi pozostało.
Betruto życzę pomyślności na wątku, będę śledzić, a może i coś czasami skrobnę

betruta
25-02-2013, 11:50
Sic! jak zwykł potwierdzać swoje wypowiedzi nasz nieoceniony Imć Pan Zagłoba!:) :)
Madero, Koalo dokładnie tak!
Dodam jeszcze że u Nas również nie było szkół koedukacyjnych, ale było kilka szkół dla dziewcząt i każda miała przypisany dla siebie kolor beretu.
Koalu piszesz tu o bardzo ważnym aspekcie jakim był jednolity strój co w dużym stopniu łagodziło różnice statusu zamożności w zasadzie bardzo drażliwe a czasami wręcz bolesne dla Tych "mniej".
To od razu nasunęło mi refleksje o innym bardzo ważnym dniu w życiu dorastającego człowieka.
Komunia Święta!
Każdy z Nas wie jak w większości wypadków odbywa się to dzisiaj. Nie będę tego tutaj krytykować, bo nie czuję się do tego powołana. Powiem jak to odbywało się u Nas!
Dziewczynki obowiązkowo oczywiście "w białym" i z "żywymi" mirtowymi wiankami we włosach oraz pierwszym modlitewnikiem i białą lilijką w ręku spotykały się (bez asysty rodziców i tłumu krewnych) wpierw w szkole, gdzie czekał już Ksiądz Katecheta. Dopiero stamtąd, dobrane parami prowadził je do kościoła.
Po wysłuchaniu Mszy i przyjęciu Pierwszej Komunii ksiądz proboszcz zapraszał wszystkie dzieci (ale tylko dzieci)do pięknie nakrytego stołu na dziedzińcu kościoła gdzie usługujący nam klerycy czekali już ze dzbankami parującego, słodkiego kakao i paterami z pajdami świeżego ciasta drożdżowego, upieczonego przez księżą gospodynię!
Mniam, jak to smakowało i jak było wesoło w gronie rówieśników:D :D
No i już!
Nie było targowiska próżności. licytacji prezentów, ogromnych zjazdów rodzinnych itp, itd.
No a potem rodzice odbierali swoje córunie i każdy już starał się uczcić ten dzień po swojemu w gronie najbliższej rodziny.

Nie jest moją intencją stwierdzać autorytatywnie czy moralizować "za moich czasów".Po prostu opowiadam jak było.

A może ktoś opowie więcej o szarawarach, lekcjach gimnastyki, śpiewu czy robót ręcznych, lub innych takich?

Kochani, "pokazywali" w TV że wiosna idzie. Cieszę się:D
Może będzie jeszcze jedna zaliczona wiosna?
Oj, "wesołe jest życie staruszka". Powiecie pesymistycznie? nie wręcz przeciwnie!

PS. Oj zapomniałam Wam zaanonsować że już jest!! Jest na moim portalu w komentarzach!!
Jedyny i niepowtarzalny w swoim rodzaju odcinek zatytułowany "Lokalka":rolleyes: ROTFL
Zapraszam serdecznie do obejrzenia i przeczytania Wszystkich co to mają czas i ochotę:LOL:

Pamira
25-02-2013, 14:36
Na mojej komunii było dużo gości, a to dlatego, że była okazja, spotkać się z krewnymi rozproszonymi po wojnie. Mama oczywiście przygotowała się na przyjęcie. Przy tej okazji wspomniano komunię siostry i brata, jak po powrocie z kościoła musieli się przebrać i iść krowy paść.
Mam takie zdjęcie, zrobione krótko po zasiedleniu mnie jeszcze nie było na świecie.

http://i49.tinypic.com/2ekpyd0.jpg

maja59
25-02-2013, 19:40
Ja jeszcze wracam do pytania o kapce. Miałam takie w wieku przedszkolnym. Były to niby kozaczki uszyte z grubego filcu, na podeszwie chyba z jakiejś gumy albo jeszcze twardszego filcu. Były bardzo ciepłe pod warunkiem, że nie było roztopów, nasiąkały paskudnie wodą i cała ich przydatnośc jako ocieplacza na nogi znikała. Kapce były sznurowane, lub wsuwane o różnej wyskości, ja miałam prawie do kolan, a moja Mama ponad kostkę. Podejrzewam, że kapce miały jakichś wspólnych przodków z ruskimi walonkami ale to tylko moje podejrzenie:) .

madera1938
25-02-2013, 19:48
Ja jeszcze wracam do pytania o kapce. Miałam takie w wieku przedszkolnym. Były to niby kozaczki uszyte z grubego filcu, na podeszwie chyba z jakiejś gumy albo jeszcze twardszego filcu. Były bardzo ciepłe pod warunkiem, że nie było roztopów, nasiąkały paskudnie wodą i cała ich przydatnośc jako ocieplacza na nogi znikała. Kapce były sznurowane, lub wsuwane o różnej wyskości, ja miałam prawie do kolan, a moja Mama ponad kostkę. Podejrzewam, że kapce miały jakichś wspólnych przodków z ruskimi walonkami ale to tylko moje podejrzenie:) .

Opisałaś kapce bardzo dokładnie, takie właśnie były, niestety, nadawały sie faktycznie tylko na suchą mroźną pogodę. Ale za moich czasów takie właśnie bywały zimy ! Od zorientowanych słyszałam, że walonki są robione z jednego kawałka filcu i na mokry czas nosi sie do nich kalosze.
A kto dziś pamięta kalosze ? Chociaż kto wie, przecież Agnieszka Osiecka pisała w piosence: "kupiłam ci kalosze, kapelusz i bambosze".
Ale naplotłam ! Pozdrawiam !

maja59
25-02-2013, 20:01
Z dzieciństwa pamiętam śniegowce. To były kalosze właśnie do nakładania na inne buty. Można było iść do teatru czy kawiarni, a na wizytowe pantofle czy półbuty zakładało się zapinane z przodu na guziczki śniegowce, śniegowce zostawały w szatni, a człowiek szedł w suchych butach na przedstawienie lub kawę z wielka kremówką. O kawiarniach też pewnie będzie, ja przypomnę nieistniejąca już w Krakowie Esplanadę, drewnianą z ogródkiem na Plantach gdzie w niedzielne przed południe rodzicom towarzyszyły dzieci.

Jolina
25-02-2013, 20:38
Moja mama nosiła takie filcowe buty do kolan. Ana roztopy ubierało się takie właśnie kalosze do kostek.
Ale, ale. Pewnie pamiętacie też kalosze z lat 60-tych.
To były bardzo ładne kolorowe, nawet w kolorze złotym i srebrnym. Jednak najczęściej spotykane były czerwone.
Za takimi gumowymi kozaczkami ustawiały się kolejki.
W mig znikały z półek. Ja osobiście miałam złote.:D

betruta
26-02-2013, 19:01
Witam Was, moje kochane!
Widzę, ze wątek kwitnie a tematy nawijają się koncertowo.
Jak już przywołałyście temat obuwia to dorzucę swoje trzy grosze.
Tak macie rację z tymi kapcami,
Takie kapce, zapinane przeważnie z tyłu lub boku na rzemyki były szczytem szyku i obiektem marzeń każdej młodej dziewczyny tuż po wojnie. Taak, kapce i czarne lśniące oficerki, te drugie przede wszystkim dla chłopców, chociaż dziewczyny też chętnie je nosiły. Szkopuł w tym, że mało kto mógł sobie wtedy na takie fanaberie pozwolić.
Ja niestety w tuż powojennych czasach na zimę miałam mocno sfatygowane narciary, które były wprawdzie kiedyś markowe i pierwszorzędnej jakości ale służyły przez całą wojnę i były już mocno wykoślawione. A trzeba Wam wiedzieć, że ówczesne narciary z takimi kwadratowymi noskami, w odróżnieniu od tych dzisiejszych, które służą tylko do uprawiania narciarstwa, nadawały się również do chodzenia w nich na co dzień.
Zimą 1939 roku, rodzice sprawili mi ekwipunek narciarski, którego częścią były takie właśnie buty. A był to wydatek nie lada. Na całe szczęście, Mama jak zawsze oszczędna i przezorna postarała się o to aby buty były o kilka numerów większe i dlatego mogły mi służyć potem tak długo.

Na południe od naszego miasta wznosiła się wysoka - tak mi się przynajmniej wtedy wydawało - Góra Oskrzesińska, nazwana tak od wioski leżącej u jej podnóża. Ile moich najwspanialszych wspomnień wiąże się z tą właśnie górą! Latem stanowiła cel wycieczek moich braci i ich kolegów oraz koleżanek. Czasami zabierali i mnie. Były to przeważnie wycieczki dwudniowe. Szło się doliną Prutu, a nocowało we wsi, w jakiejś huculskiej stodole, na pachnącym sianie. Wprawdzie nieco drapało i nieraz przemknęła się mysz, ale cóż to znaczyło wobec świetnej przygody, jaką była taka wycieczka. Wczesnym rankiem następnego dnia, trzeba było przepłynąć rzekę promem, ponieważ jedyny kołomyjski most na Prucie, znajdował się daleko, po przeciwnej stronie, w kierunku na wioskę Werbiąż. Prom był po prostu wielką, drewnianą łodzią z płaskim dnem i wysokimi burtami. Trzeba było do niej wejść po chyboczących się na wodzie, luźnych deskach. Oprócz pasażerów były na niej również wiklinowe kojce z gdaczącym i gęgającym drobiem. Czasami zdarzał się nawet jakiś kwiczący wniebogłosy prosiak, uwiązany na postronku u tylnej nogi, lub żałośnie meczący cielak. Właściciel promu, pobrawszy opłaty, stawał na dziobie i silnymi pchnięciami długiego drąga kierował tę swoistą arkę Noego na środek rzeki. Siedziałam na ławeczce między moimi braćmi, prom kołysał się i trzeszczał, a mnie serce podchodziło do gardła ze strachu czy aby to wszystko się nie rozleci i nie wpadnie w wartki nurt Prutu. Ale nie zdradzałam się z tym. Wprost przeciwnie. Nadrabiałam miną. Chłopcy nie powinni dowiedzieć się jak bardzo się boję, ponieważ następnym razem nie wzięli by ze sobą takiej ciamajdy.
Zimą jeździliśmy tam na narty. Dzwoneczki u końskiej szyi dzwoniły wesoło, sanie mknęły po nieskazitelnie białym, skrzypiącym śniegu. Potem cała gromada wysypywała się z sani, a bracia uczyli mnie jeździć na nartach. Na początku stale się wywracałam, ale szybko złapałam dryg i szło mi coraz lepiej. A ile było przy tym radości i śmiechu.
Niebieskim, zimowym zmierzchem, wracaliśmy do domu a ja się odgrażałam „poczekajcie, na drugi rok potrafię szusować tak jak i wy”
Kto mógł przewidzieć, że latem „owego roku” świat wywinie kozła?.

maja59
26-02-2013, 19:26
Narciary i narty co za wspaniałe wspomnienie. Miałam takie buty z metalowymi okuciami na kwadratowych noskach. Do tego drewniane narty z wiazaniami kandahar. Wiązania te miały stalowe sprężyny dociskające mocowanie do buta. Jestem późniejszym pokoleniem ale też dobrze pamiętam tamten sprzęt, nauczyłam się na nim jeździć w swoiskim Zakopanem, które kiedyś było zupełnie innym miastem niż dzisiaj. W dzień na Krupówkach nie było przysłowiowego psa z kulawą noga, bo wszyscy czekali na kolejkę na Kasprowy albo na Gubałówkę lub właśnie szli do Kuźnic, bo nie sposób było się zapakować do jedynego autobusu przystosowanego do przewozu nart. Aby kupić bilety na polską szklaną góre trzeba było stanąć w ogonku już o czwartej rano ale jaka to była jazda, jeżeli o mnie chodzi to już na innym sprzęcie, ale góra nic nie straciła ze swojego piękna i grozy.
PS
Czy pamiętacie jeszcze jedno przeznaczenie narciar? Służyły jako buty do jazdy na łyżwach szpicówkach. Kto pamięta jak te łyżwy były mocowane?????:*

Mar-Basia
26-02-2013, 19:59
Czy pamiętacie jeszcze jedno przeznaczenie narciar? Służyły jako buty do jazdy na łyżwach szpicówkach. Kto pamięta jak te łyżwy były mocowane?????:*

Byly, byly - srubkami i krecidelkami cos jakby w ksztalcie motylkow - ucieklo mi z glowy jak to sie nazywalo. Lodowisik nowoczesnych w moich czasach nie bylo...no moze jedno na Torwarze w Warszawie dla sportowcow. My jezdzilismy ma zamrozonych (polanych woda) kortach tenisowych w Parku Skaryszewskim (Saska Kepa, Warszawa).

Narty tez pamietam. Co do kolejki na Kasprowy to mielismy sposob. Kazdy, ktory wstawal pierwszy gonil i wykupywal po pare miejscowek. Nie pamietam abym stala dlugo w kolejde - od czego byli kumple?

Pamietam tez potezne i ciezkie, drapiace swetry na narty - robione przez bacow.:D

maja59
26-02-2013, 20:20
Słusznie, były motylki, motylkiem był klucz do dokręcania zaczepów na butach. Ale te łyżwy miały pewnien detal którego nigdy w innych łyżwach nie spotkałam. W obcasie buta musiała być dziura wzmocniona stalowa skuwką i do tej dziury wkładało się trzpień szpicówek. Dziura była poprzeczna aby można było przekręcić trzpień łyżwy ustawiając ślizg równolegle do podeszwy buta i zablowować jej tył. Przody stanowiły dwie metalowe wypustki do dokręcenia motylkowym kluczem.
Po zdjęciu łyżew miało się normalne, sznurowane buty narciarki dobre też do szkoły, a w tornistrze łyżwy i na szyi motylkowy klucz. A po lekcjach wystarczyło wydłubać nabity śnieg z dziury w obcasie, przypiąć łyżwy i doczepić się do zderzaka z rzadka przejeżdżającego ulica samochodu, ale to była jazda:)

jasinek123
27-02-2013, 09:24
Koala
Buty narciary dodawały też szyku w mieście
Pamiętacie, czarne spodnie wpuszczane właśnie w takie
buty,no i białe skarpety wyłożone na buty,do tego biały
sweter z jeleniami na przodzie,och to był szpan!!

madera1938
27-02-2013, 09:36
Koala
Buty narciary dodawały też szyku w mieście
Pamiętacie, czarne spodnie wpuszczane właśnie w takie
buty,no i białe skarpety wyłożone na buty,do tego biały
sweter z jeleniami na przodzie,och to był szpan!!

Jasinek, a nosiłeś fryzurę tzw. plerezę ? A przykrótkie spodnie, pasiaste skarpetki i buty na słoninie ?

jasinek123
27-02-2013, 12:26
Za pasiaste skarpety mam handrę do dzisiaj,
Wyrzucono mnie z ogólniaka do zawodówki
A ta reszta ubioru, byłem jeszcze za młody/a swoją drogą
spodnie rurki,kraciasta marynara z ramionami na watolinie
buty na słoninie toż to kosztowało majątek/
Faktycznie fryzura u nas była nazywana mandolina z toną
brylantyny na łbie!!!

betruta
03-03-2013, 13:58
[QUOTE=koala I jeszcze wspaniały węglowy piec w łazience, srebrzysty i błyszczący, wykonany z jakiejś blachy tłuczonej młoteczkiem w równiutkie kwadraty. Pamiętam ogromną kuchnię z piecem zajmującym chyba jedna czwartą powierzchni pomieszczenia.
Witam Koalo w słoneczny, prawie wiosenny??, niedzielny dzionek!!
Pięknie to opisałaś' Nasza kuchnia wyglądała baardzo podobnie, chyba jeszcze o tym napiszę. A ta "blacha" to był zapewne kociół miedziany pod którym znajdował sie zelazny stelaż na palenisko w którym aby ogrzać wodę np do kąpieli, palono przeważnie drewnem!!
Pozdrawiam:):)

betruta
10-03-2013, 12:38
Witam Moi Kochani!
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nadal kicham i smarkam a w miedzyczasie furt "odkrywam" seniorka i tak jakooś opornie mi to idzie, ale jestem uparta i nie zrażam sie bele czem:)
Poza tym mam parę nowych pomysłów z którymi się wnet z Wami podzielę ale wpierw muszę wydobrzeć "bo przeca wiosna idzie"
Miłej niedzieli życzę Wszystkim forumowiczom:*

madera1938
10-03-2013, 13:13
Witam Moi Kochani!
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nadal kicham i smarkam a w miedzyczasie furt "odkrywam" seniorka i tak jakooś opornie mi to idzie, ale jestem uparta i nie zrażam sie bele czem:)
Poza tym mam parę nowych pomysłów z którymi się wnet z Wami podzielę ale wpierw muszę wydobrzeć "bo przeca wiosna idzie"
Miłej niedzieli życzę Wszystkim forumowiczom:*

Betrutko, a przewidujesz we wspominkach temat wojny i okupacji ? Nie są to wspomnienia miłe, ale przecież nie możemy o nich nie wspominać.
Zdrowiej szybko !

betruta
10-03-2013, 22:32
Betrutko, a przewidujesz we wspominkach temat wojny i okupacji ? Nie są to wspomnienia miłe, ale przecież nie możemy o nich nie wspominać.
Zdrowiej szybko !

Witaj Madero!
Dzięki za życzenia. Wiesz, że w moim wieku jak już raz przyczepi się jakaś bida, trudno się jej pozbyć. ale co tam już mi lepiej i zapewne maluczko a będzie całkiem dobrze.
Hmm, o czasach wojennych pytasz? Zapewne będzie bo jeśli się już wspomina lata minione to nijak nie da się tego tematu pominąć, chociaż przyznam, że miałabym na to wielką ochotę i prawdopodobnie ograniczę się do niezbędnego minimum:( jako ze to smutny i niewdzięczny temat, zresztą tyle już jego w rozmaitych publikacjach i literaturze, że nie chcę go powielać.
Za to miałabym chęć napisać o PRL-u, bo to były lata dziecinne i dorastanie wielu z pokolenia 60+i może zechcą się włączyć a o to przecie chodzi!
Ale muszę Wam powiedzieć, ze te wspominki o moich ukochanych Kresach sprawiają mnie samej niesamowitą frajdę. Kocham i pamiętam te strony i wracałam do nich w swoich podróżach sentymentalnych ale dopiero w latach 70--80, a teraz niestety już kondycja nie pozwala. Może dlatego, że los sprawił, że ten okres był najkrótszy ale i najszczęśliwszy w moim życiu?
Ale się rozgadałam a tu moja dobranocka czyli szkiełko (dziś z Panią Marią :D ) leci.
Więc dobranoc Tobie Madero i innym forumowiczom, przed nami nowy tydzień a wiosna mimo wszystko tuż, tuż:) :)

Pamira
11-03-2013, 13:25
betruta szybko zdrowiej, nie daj się.
Czekam na twoje opowieści, jak najwięcej tych najstarszych.

madera1938
11-03-2013, 17:36
Nasza przemiła Betruta niestety zmieniła nieco koncepcję wątku ; jak wynika z postu#72 - mają być wspomnienia o
o PRL-u :icon_eek:
Szkoda :(

nutaDo
11-03-2013, 20:44
Bertrudo z ciekawością przeczytałam Twoje wspomnienia "Narciary"#62 - trzeba, abyś jednak powspominała czasy Twego życia na Kresach, w Dolinie Prutu. Trzeba to ocalić od zapomnienia.
W książce Vincensa "Na wysokiej Połoninie" /trzy tomy/opisane jest społeczeństwo Hucułów z wielką miłością, ich życie od początków dziejów aż do wkroczenia braterskiej armii a to koniec ich kultury.
Proszę opisz te czasy. Bardzo ciekawie piszesz.

betruta
12-03-2013, 09:46
[QUOTE=madera1938]Nasza przemiła Betruta niestety zmieniła nieco koncepcję wątku ; jak wynika z postu#72 - mają być wspomnienia o
o PRL-u :icon_eek:
Szkoda :([/QUOTE
O nie Miła Madero. Nie bój żaby. Bedą jeszcze wspomnienia o kresach, oj będą bo te ja również lubię najbardziej. Ale i dygresje do PRL-u muszą byś bo jakże je ominąć?:confused:

betruta
12-03-2013, 10:08
Bertrudo z ciekawością przeczytałam Twoje wspomnienia "Narciary"#62 - trzeba, abyś jednak powspominała czasy Twego życia na Kresach, w Dolinie Prutu. Trzeba to ocalić od zapomnienia.
W książce Vincensa "Na wysokiej Połoninie" /trzy tomy/opisane jest społeczeństwo Hucułów z wielką miłością, ich życie od początków dziejów aż do wkroczenia braterskiej armii a to koniec ich kultury.
Proszę opisz te czasy. Bardzo ciekawie piszesz.

Witaj na Wątku miła Nutko!!
Taak!! Vincez to znakomity piewca huculszczyzny.
A ja będę się starać zapisać również coś więcej z tamtych czasów. Tylko proszę o trochę cierpliwości, jako że wciąż jeszcze uczę się Seniorka.
Parę dni temu nie miałam zielonego pojęcia co to posty, blogi, bloki itp bełkot komputerowy więc teraz ino co rusz muszę skakać do wujka gogla aby się trochę podkształcić a Już Nasz nieoceniony Stefan, który zaiste posiada nieskończone zasoby
cierpliwości ma ze mną trzy światy.
Tak że dajcie mi trochę czasu a może pokażę ten, jeżeli nie tygrysi,to przynajmniej koci Pazur .
A w narciarach przeca również jest co nieco opisów:))

Stefan
12-03-2013, 11:12
Madera 1938:
Betrutko, a przewidujesz we wspominkach temat wojny i okupacji ? Choć nie lubię nigdy niczego obiecywać, ale ja mam taki zamiar. Coś dopisać na t.t. Za przyzwoleniem Autorki wątku :).
Bo koncepcję wątku należy zachować.
Lecz po pierwsze będą to wspomnienia małego chłopca, gdyż jestem parę latek młodszy od betruty.
Jednak dużo pamiętam z wojny i przebywałem przez całą w ciekawym miejscu.
A po drugie być może (raczej na pewno) nie będzie to tak "plastycznie" opisane jak u betruty.
Więc dajmy jeszcze betrutce czas, niech się "wystrzela" o tych swoich ukochanych Kresach :).
Bo to były piękne miejsca, i czasy (dla Niej). I takie polskie.
Za to miałabym chęć napisać o PRL-u, to były lata dziecinne i dorastanie wielu z pokolenia 60+.. No nie wiem. Czasy PRL-u były.... smutne. No, jeszcze początkowy okres był trochę ciekawy (zależy dla kogo). Bo był wtedy optymizm.
Tak myślę.
Pozdrawiam.
S.

madera1938
12-03-2013, 11:53
Madera 1938:
Choć nie lubię nigdy niczego obiecywać, ale ja mam taki zamiar. Coś dopisać na t.t. Za przyzwoleniem Autorki wątku :).
Bo koncepcję wątku należy zachować.
Lecz po pierwsze będą to wspomnienia małego chłopca, gdyż jestem parę latek młodszy od betruty.
Jednak dużo pamiętam z wojny i przebywałem przez całą w ciekawym miejscu.
A po drugie być może (raczej na pewno) nie będzie to tak "plastycznie" opisane jak u betruty.
Więc dajmy jeszcze betrutce czas, niech się "wystrzela" o tych swoich ukochanych Kresach :).
Bo to były piękne miejsca, i czasy (dla Niej). I takie polskie.
No nie wiem. Czasy PRL-u były.... smutne. No, jeszcze początkowy okres był trochę ciekawy (zależy dla kogo). Bo był wtedy optymizm.
Tak myślę.
Pozdrawiam.
S.

Stefanie, w zupełności zgadzam się z Tobą. O to mi właśnie chodzi. Czasy PRL-u mogą dzis wspominać nawet urodzeni w latach 1960-70. Natomiast co do czasów wojny - to tych pamiętających jest coraz mniej. I nie zgadzam się, że nie trzeba tego wspominać, bo to były lata smutne. Faktycznie, nawet tragiczne. Ale z drugiej strony pamiętajmy, jakim dużym zainteresowaniem cieszą sie choćby seriale tv dotyczące tych czasów. Nie chodzi mi o rozważania historyczne, ale właśnie o wspomnienia z tego okresu dzieci, bo dziećmi wtedy bylismy. A wiadomo, że wspomnienia z dzieciństwa człowiek najdłuzej pamięta.
Pozdrawiam "przedwojennych" !

betruta
16-03-2013, 11:57
Witam Was moi Kochani w ten słoneczny zimowo wiosenny weekendowy dzionek (jeszcze - bo już zbierają się chmury i oby wnet to słoneczko znowu nie schowało się za nie).

Nie było mnie na blogu bo się narobiło, oj narobiło.
Klikam ja sobie to tu tam a w sumie to bele gdzie i potem wychodzi mi bele co.

Bele co do tego stopnia, że wymazałam sobie skutecznie wszystkie komentarze, Nie tylko te moje ale również i te najmilejsze, Wasze..
Teraz próbujemy z Stefanem (głownie on próbuje) to odzyskać. Jestem pewna że w końcu to zrobi ale póki co nie mogę z nich korzystać.
Trochę później, może nawet jeszcze dzisiaj zamieścić takie małe wspomnienie z czasów PRLu.
Nie zgadzam się z teorią że to lata powszechnie znane i pamiętane. Dla młodego pokolenia (oczywiście to nie jest reguła) różnią się one niewiele od np ateńskiego Złotego Wieku z tym, że o tych ostatnich uczą ich w szkole, a te pierwsze, jeżeli w ogóle, znają z przekazów rodzinnych i z przekazów bardzo jednostronnych i przesadzonych np. naszych światłych:rolleyes: polityków. Zaznaczam, że osobiście w żaden sposób nie apologizuję tych czasów i broń Nas panie boże aby podobne wróciły. ale staram się być obiektywna. W końcu przeżyłam cały PRL od dnia jego powstania do dnia jego upadku i dobrze dały mi się w znaki jego blaski (mało)jak i cienie (oj, dużo)
No to napisałam taki mały felietonik-wspomnienie, który załączę w następnym poście.
Tymczasem, (jednak nara to dobre słówko tylko się zastanawiam czy "wypada' mi je używać??)Moi Drodzy:) :)

betruta
16-03-2013, 12:33
A oto ona, bohaterka tego opowiadania:rolleyes:

http://i.imagebanana.com/img/qmuiozwq/220pxPralka_Frania_producent_wiatowi.jpg (http://www.imagebanana.com/)


Umyśliłam sobie, że jeżeli już poczytaliśmy o „wielkim praniu” to może przeskoczę kilkadziesiąt lat i opowiem jak za zgrzebnego PRL- u kupowaliśmy naszą pierwszą pralkę, sławną nomen-omen Franię.
Przeskoczyć te lata - czyż to nie oznaczało przeskoczyć całą epokę?.
Taak… Wojna przewartościowała wszystkie fundamentalne pojęcia. Rodzinę, dom, miejsce zamieszkania, status społeczny i wiele innych. Milionom zabrała również najwyższe dobro – życie.
*******************
W latach 60-tych ubiegłego stulecia taki luksus jak pralka, dla młodej rodziny „na dorobku”, jaką wówczas byliśmy (jako że bardzo niewiele, a tak naprawdę prawie nic nie udało się nam ocalić z pożogi wojennej) wydawał się niedoścignionym marzeniem.
Nie tylko ze względów finansowych chociaż cena tego super nowoczesnego sprzętu była również niebagatelna, ale przede wszystkim dlatego, że w normalny sposób nie dało się wtedy coś takiego „załatwić” .
Taak... Chyba jeszcze niektórzy z nas pamiętają, a inni znają to zapewne z opowieści rodzinnych, że wtedy się rzeczy nie kupowało tylko „załatwiało”. Prawdopodobnie więc, taka pralka pozostałaby jeszcze zapewne bardzo długo w sferze naszych marzeń, gdyby nagle nie wydarzył się cud. Cud w postaci talonu na pralkę, który mój mąż otrzymał „w pracy”
Ale ponieważ tamten system w żaden sposób nie godził się na ułatwianie nam w jakiś sposób życia, trzeba było sprawę tym razem już zakupu tego cudu skomplikować do inmetu. A jakże, talon był ale to jeszcze nie znaczyło że już tę pralkę już mamy, ponieważ talon „opiewał” na zakup w zupełnie innym, odległym o jakieś 40km od naszego miejsca pracy i zamieszkania miasteczku, i oczywiście miał swoją, niezbyt odległą datę ważności.
Baa…. Taki glejt do dobrobytu był bardzo ważnym dokumentem, opatrzonym różnymi zastrzeżeniami, pieczęciami, podpisami Bardzo Ważnych Osób itp. i td. Po prostu dokument bardziej wiarygodny aniżeli dzisiaj czek bankowy. A to wymagało czasu, którego było tak niewiele.
Póki co syciliśmy wzrok i nadzieję tym arcyważnym dokumentem.
Ja słabowałam trochę po niedawno odbytej operacji wyrostka, Witek również nie należał do najzdrowszych, nasze dwie córki uczęszczały już do szkoły średniej i musiały do niej „dojeżdżać(z tego również mógłby być niezły temat na nowe posty w naszym wątku) oboje z Witkiem pracowaliśmy zawodowo to i trudno było wygospodarować czas na tą wyprawę po pralkę.
A czasu ubywało i drogocenny dokument mógł stracić swoją magiczną moc. Wreszcie któregoś dnia po załatwieniu sobie wolnego w pracy (jejku, co słowo to nowy temat)zebraliśmy się z Witkiem z samego rana w sobie i jedziemy prawie w nieznane, bo nie było telefonów ani dobrze funkcjonującej informacji kolejowej. 40km pociągiem. Wiemy tylko że będą trzy przesiadki.
Mało wiele czasu nam to zajęło, tak że gdzieś kole połednia dojechaliśmy. Na stacji w Głuszycy rozpytujemy ludzi gdzie jest sklep AGD. No jest pani jeden w naszym miasteczku, a jakże, ale to pani w Rynku a do Rynku będzie cóś 1,5 km z dobrym hakiem, tłumaczy zagadnięty przechodzień
. Zatkało nas na chwilę ale wizja pralki nas ocuciła. Idziemy, idziemy w końcu jest. Trochę senny ryneczek. Ale co to? Pod jednym ze sklepów (tym razem „ jego przodu” ) kłębi się gęsty tłumek. Ale drzwi są zamknięte a na szybie wisi kartka z napisem „przyjęcie towaru”.
O rany, toż to nasz AGD. Tłum coraz to i się zagęszcza bo jak przyjęcie to może a nuż za chwilę będą coś dawać. Stoimy i my z Witkiem, czas sobie płynie a wraz z nim odpływa wizja upragnionego sprzętu. Wreszcie coś się ruszyło. Kartka znika drzwi otwierają się powoli a pani kierowniczka stanowczym tonem oznajmia: ludzie, rozejdźcie się bo zbliża się czas końca pracy i dzisiaj już nic nie będziemy sprzedawać . Ludzie powoli z ociąganiem rozchodzą się. My, oczywiście nie. Pchamy pani kierowniczce pod nos swój dokument i tłumaczymy, pokornym i błagalnym tonem, że talon, że termin, że 40km a nawet 80 w te i we wte, a tu wieczór za pasem a za dwa dni upływa termin ważności i ….i o dziwo, Kierowniczka okazuje się być „ludzką Panią”.
Mamy pralkę!!!. Czeka jeszcze nas słabujących dźwiganie ciężkiej maszyny na stację, droga powrotna pociągiem z trzema przesiadkami itp. przyjemności. A wcale nie jesteśmy pewni czy złapiemy jakiś połączenie. Potwornie zmęczeni ale jakże szczęśliwi docieramy dobrze po północy do domu.
I niech mi ktoś powie, że za PRL było szaro i nudno!!

nutaDo
22-03-2013, 21:52
Betrudo - polecam książkę Odojewskiego "Jedźmy, wracajmy".
To wspomnienia wojennych okropności kresowych w czasie podróży do opuszczonych miejsc.

zen
23-03-2013, 15:20
Witaj Madero!
Dzięki za życzenia. Wiesz, że w moim wieku jak już raz przyczepi się jakaś bida, trudno się jej pozbyć. ale co tam już mi lepiej i zapewne maluczko a będzie całkiem dobrze.
Hmm, o czasach wojennych pytasz? Zapewne będzie bo jeśli się już wspomina lata minione to nijak nie da się tego tematu pominąć, chociaż przyznam, że miałabym na to wielką ochotę i prawdopodobnie ograniczę się do niezbędnego minimum:( jako ze to smutny i niewdzięczny temat, zresztą tyle już jego w rozmaitych publikacjach i literaturze, że nie chcę go powielać.
Za to miałabym chęć napisać o PRL-u, bo to były lata dziecinne i dorastanie wielu z pokolenia 60+i może zechcą się włączyć a o to przecie chodzi!
Ale muszę Wam powiedzieć, ze te wspominki o moich ukochanych Kresach sprawiają mnie samej niesamowitą frajdę. Kocham i pamiętam te strony i wracałam do nich w swoich podróżach sentymentalnych ale dopiero w latach 70--80, a teraz niestety już kondycja nie pozwala. Może dlatego, że los sprawił, że ten okres był najkrótszy ale i najszczęśliwszy w moim życiu?
Ale się rozgadałam a tu moja dobranocka czyli szkiełko (dziś z Panią Marią :D ) leci.
Więc dobranoc Tobie Madero i innym forumowiczom, przed nami nowy tydzień a wiosna mimo wszystko tuż, tuż:) :)

Parę lat temu miałam nieprzepartą ochotę opisać moją młodość właśnie w PRL. Przez okrągły rok pisałam i udało mi się wydać książkę p.t."Nie warto było? PRL moja młodość". Musiałam to zrobić dla mojej wnuczki, chciałam aby wiedziała jak jej babcia żyła i jak ona ocenia tamte czasy, bo prawdy nie zawsze dowie z gazet w których piszą dziennikarze wiedzący wszystko i najlepiej.

betruta
25-03-2013, 11:33
Witam Wszystkich Bywalców i potencjalnych gości!!
Przepraszam że mnie tak długo tu nie było, ale jak już pisałam miałam kłopoty z nawigacją po seniorze i wyczyściłam sobie
różne wpisy. Więc w minionym tygodniu pilnie się uczyłam i uzupełniałam co potrafiłam. Rezultaty są takie sobie, jeśli mielibyście ochotę je pooglądać to są na moim blogu, który mi się w końcu udało założyć, niby te same ale uzupełnione ilustracjami.
A dzisiaj, jako że świeta za pasem specjalnie dla Was skoczyłam wirtualnie do kołomyjskiego muzeum pisanek. A tu rezultaty tej wizyty







,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, http://i.imagebanana.com/img/9xggoltp/ijeszczepisanki.jpg[/URL]

No to serdeczne życzenia Wesołych Świąt i smacznego jajka dla wszystkich:*
A wiosny jak nima tak nima. Odszczekuję wszystkie szumne zapowiedzi:( :mad:

betruta
25-03-2013, 11:49
:* Parę lat temu miałam nieprzepartą ochotę opisać moją młodość właśnie w PRL. Przez okrągły rok pisałam i udało mi się wydać książkę p.t."Nie warto było? PRL moja młodość". Musiałam to zrobić dla mojej wnuczki, chciałam aby wiedziała jak jej babcia żyła i jak ona ocenia tamte czasy, bo prawdy nie zawsze dowie z gazet w których piszą dziennikarze wiedzący wszystko i najlepiej.
Miła Zeniu!
Bardzo dobrze że napisałaś takie wspomnienia. Tak, ja również się przekonałam, że nasi wnukowie są bardziej dociekliwi i ciekawi tamtych czasów aniżeli nasze drugie pokolenie, które trochę jeszcze pamięta chociażby z lat dziecinnych. Np, zapach takiego rarytasu na święta jakim bywały "rzucone na rynek" specjalnie na te okazje,pomarańcze:)
A Twoją książkę chętnie bym przeczytała. Czy można ją kupić w internecie?
POzdrawiam wraz z zyczeniami zdrowych i spokojnych świąt:*

betruta
25-03-2013, 12:01
Betrudo - polecam książkę Odojewskiego "Jedźmy, wracajmy".
To wspomnienia wojennych okropności kresowych w czasie podróży do opuszczonych miejsc.

Miła Nutko dziękuję za cynk, chociaż przyznam
że o okropnościach nie lubię może dlatego że sama ich doświadczyłam?
Ale jednak czytam aby wiedzieć jeszcze więcej. Bo to historia i trzeba o niej pamiętać i pisać. Po to aby chociaż trochę uświadomić tym którzy probują od nowa, że tak czynić nie wolno i nie warto!
Pozdrawiam świątecznie:) :*

nutaDo
26-03-2013, 20:47
Miła Nutko dziękuję za cynk, chociaż przyznam
że o okropnościach nie lubię może dlatego że sama ich doświadczyłam?
Ale jednak czytam aby wiedzieć jeszcze więcej. Bo to historia i trzeba o niej pamiętać i pisać. Po to aby chociaż trochę uświadomić tym którzy probują od nowa, że tak czynić nie wolno i nie warto!
Pozdrawiam świątecznie:) :*

Betrutko - oczywiście są fakty ale przede wszystkim próba wyrwania się z tych wspomnień i dotknięcia tego czego już nie ma.

Serdeczne życzenia świąteczne http://www.e-serafin.pl/environment/cache/images/300_300_productGfx_1ae7a7be92e14d1b2e7179ba7abb95d 4.jpg

betruta
26-03-2013, 23:02
Betrutko - oczywiście są fakty ale przede wszystkim próba wyrwania się z tych wspomnień i dotknięcia tego czego już nie ma.



Serdeczne życzenia świąteczne http://www.e-serafin.pl/environment/cache/images/300_300_productGfx_1ae7a7be92e14d1b2e7179ba7abb95d 4.jpg
Dziękuję za Życzenia świąteczne:) i przesyłam wzajemne:)

Stefan
30-03-2013, 20:09
Betrutko. Świątecznie.
Masz tu trzy wykonania tej samej, dobrze znanej i u nas i u nich, piosenki o Ukrainie:

http://www.youtube.com/watch?v=bk_45f_Sgn0
http://www.youtube.com/watch?v=IBKGewaF9RU
http://www.youtube.com/watch?v=RWxJOcXj5wQ

Starałem się ażeby z folklorem. Odsłuchaj i wybierz.
Oglądaj w Trybie pełnoekranowym.
S.

jasinek123
30-03-2013, 21:15
Witaj Stefanku
Jednak wspomnienia umilają nam życie
Pozdrawiam świątecznie

betruta
01-04-2013, 10:50
Pozdrawiam "jeszcze" swiątecznie!
Ale już prawie "swięta święta i już po":(
Ale mi zadałeś bobu, Janeczku. Wszystkie trzy są piękne ale wydaje mi się że ten środkowy będzie nadawał się najlepiej do mojego blogu!!
Dziękuję!
A jakbyś zanalazł chwilę czasu na następną lekcję, to ja chętnie:confused:
No to tymczasem:)

betruta
03-04-2013, 23:16
Witam ponownie!
Moi Kochani!
Zacznę dzisiaj od oklepanego lecz jakże prawdziwego frazesu „święta, święta i już po”!!
Chociaż to już po świętach postanowiłam n a nowo odtworzyć zagubiony poprzednio gdzieś w Internecie tekst o kołomyjskim Muzeum Pisanki i uzupełnić go o parę nowych detali, zarówno moich własnych jak i „ściągniętych” z Wiki „Moje Kresy”
Jeśli Ktoś z Was, nie zdążył tego przeczytać i obejrzeć przedtem a jest zainteresowany to zapraszam do moich komentarzy gdzie wkrótce ‘postoi mało wiele” i skąd potem zostanie przeniesiony do blogu, jako że zdaję sobie sprawę (a znam to z autopsji), że może dostęp do blogu jest dla niektórych początkujących trochę skomplikowany.
No i tak powolutku mam nadzieję, wszystko wróci do normalności po świątecznych szaleństwach. Oczywiście wszystko oprócz oszalałej do cna aurze.:(
Pozdrawiam serdecznie:*
05.04.13
Jeśli ktoś tu w międzyczasie zaglądał to przepraszam, bo narobiłam okrutnego bałaganu:tongue: i nie był to bynajmniej Prima Aprilis:)
Ale teraz dzięki nieustającej cierpliwości Naszego Stefana dodam skromnie, że mojej zresztą też,:) mam nadzieję ze jakoś wszystko się uładziło. No i zapraszam do blogu. Mam nadzieję że się Wam spodobuje a jesli nie to walcie śmiało z krytyką:cool:

Proch-i-pył
12-04-2013, 22:49
W związku z odcinkiem "Nasza szkoła", który obecnie redaguję przypomniało mi się parę określeń oraz dawno już nie używanych "utensyliów" szkolnych. Może ktoś z Was pomoże mi je opisać?
Piórnik,(tu kłania się Plastusiowy pamiętnik, ulubiona książka mojego dzieciństwa) stalówka, rączka, kałamarz, bibuła itp, itd.
A 'radyrka", szarwary, meszty! Ktoś może wie co to było?

Właśnie odkryłam ten arcyciekawy wątek:) i przeczytałam od deski do deski, o czym piszesz i jak składnie, z wdziękiem i radością:)

Nie jestem przedwojenna, ale stalówki i kałamarza używałam w podstawówce na zajęciach kaligrafii. Długopisy i flamastry były niedozwolone. W ławce szkolnej był otwór pasujący kształtem do kałamarza, atrament, całe szczęście:) był na wyposażeniu klasy,nie nosiłam w teczce kałamarza. Ale taki bardzo stareńki kałamarz mam domu z jeszcze wcześniejszych czasów. Zgubiona jest do niego, niestety, zakrętka. Jeśli chcesz, to zrobię jutro fotkę i wyślę. Stalówki pamiętam, trzeba było uważać, żeby zbytnio nie przycisnąć, bo powstawał piękny, wkurzający kleks na całej, z wysiłkiem wykaligrafowanej stronie.
Nie wiem, jak opisać stalówkę :). Było to dwuczęściowe narzędzie. Obsadka, do której wkładało się płaską końcówkę metalową z podłużnym nacięciem. Taka końcówka, jak w piórach wiecznych, tylko bardziej toporna:)
A bibuła...to była kartka zrobiona z gąbczastego papieru. Trzeba było osuszyć pisaninę zanim się zamknęło zeszyt, bo można było wszystko rozmazać.
Nie wiem, czy potrzebnie to piszę, bo każdy, kto tego używał na pewno pamięta, ale to w końcu wątek wspomnieniowy, te chwile spędzone na kaligrafowaniu, zaskakująco wywołują u mnie uśmiech.
:)

Pozdrawiam Cię serdecznie, będę tu zaglądać.

betruta
13-04-2013, 20:03
[QUOTE=Proch-i-pył]Właśnie odkryłam ten arcyciekawy wątek:) i przeczytałam od deski do deski, o czym piszesz i jak składnie, z wdziękiem i radością:)

Miła Moja!
Dokładnie tak. A myśmy nosiły jeszcze do szkoły kałamarze. Były takie specjalne co to podobno miał się z nich nie wylewać atrament. Nie wiem nawet jak je opisać. Były przeważnie z przezroczystego szkła z takim jakby odwróconym lejkiem do środka. Na takie kałamarze Mamy szyły nam specjalne woreczki podobne do tych na kapce, ale malutkie. A atrament i tak się czasami wylewał. A te paluchy poplamione atramentem pamiętasz? No tak, kaligrafia! Sztuka zupełnie zapomniana i zapewne w dobie komputera, niepotrzebna. A zresztą jak kaligrafować długopisem? Atrament przepisowo musiał być niebieski, najlepszy podobno firmy Pelikan, ale to już była wyższa szkoła jazdy, czyli "wieczne" pióro, które jakoś przetrwało do dziś, przeważnie dla użytku dyplomatów no i oczywiście polityków podpisujących VIP-owskie dokumenty. No widzisz i już prawie historia na nowy wątek. Wolę snuć takie wspomnienie aniżeli te z czasów wojny a nawet naszego zgrzebnego przeszło półwiecznego powojnia:(
Bardzo dziękuję za wpis i słowa uznania. Będzie jeszcze tego sporo w następnych odcinkach blogu ale tymczasem zafascynowały mnie zupełnie dla mnie nowe możliwości komputera i sieci. A zdawało mi się że trochę się na tym znam. Gdzie tam. To było mniej niż elementarz. A jest jak stąd do ∞ !.;)
Pozdrawiam serdecznie:*

Proch-i-pył
13-04-2013, 21:53
Tak, Pelikan :) I koniecznie granatowy. Niektóre koleżanki miały zawsze czyste palce, ja byłam tym przypadkiem z poplamionymi :) Jak z Plastusiowego pamiętnika.

Ale swojego pierwszego piórnika nie pamiętam dokładnie. Było to drewniane pudełko z przegródkami, ale jak wyglądało? Zatarł mi się w pamięci piórnik.

I masz rację, że zdrowsze dla duszy są te wspomnienia, które przywołują uśmiechy niż te straszne. Tylko że potomnym powinno się opowiadać wszystko, dopóki jeszcze tli się chęć słuchania opowieści. Milczenie o czasie wojny ma taki skutek, że nasza historia jest przekłamywana, przekręcana na potrzeby polityków. Jakby czekano, aż poumierają ostatni świadkowie wydarzeń.

Stąd do nieskończoności?:) Tak, też tak widzę internet :)
Pozdrawiam
:)

Lulka
13-04-2013, 22:46
Witajcie, trafiłam tu przypadkiem i trochę z ciekawości.
Zainteresował mnie ten fajny wątek, chociaż jestem powojenna, ale też dużo pamiętam z wczesnej młodości.

Pamiętam doskonale np. drewniany piórnik z przegródkami, gdzie pięknie były poukładane między innymi pióro ze stalówką
używane do kaligrafii. I kałamarz pamiętam.
Mój piórnik miał pięknie rzeźbione wieczko.

Ale pamiętam też opowiadanie mojej mamy, jak przed wojną pisała w szkole rysikiem na tabliczce.
Potem, po latach zobaczyłam taką tabliczkę z rysikiem w Skansenie Wsi Opolskiej w Bierkowicach.
Jakie było moje wzruszenie...
Tam jest piękna stara szkoła wiejska, podzielona na pół.
W jednej części jest dawna klasa, drugą część zajmowało mieszkanie nauczycielki.
Znalazłam takie zdjęcia w necie, bo swoje musiałabym poszukać i zeskanować
http://www.polskaniezwykla.pl/web/gallery/photo,116421.html

http://wgrywacz.pl/images/972szkola_w_skansenie.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=972szkola_w_skansenie.jpg)

Koło tablicy stoi ogromne liczydło, pamiętacie liczydła?
I ławki mają otwory na kałamarze.
Klasa była w zimie opalana piecykiem nazywanym na Śląsku żeleźniokiem.

Moja wnuczka, której to wszystko pokazywałam i opowiadałam, była bardzo zdziwiona,
że istniały pióra na stalówki a co dopiero tabliczki z rysikami :)
znalazłam takie na blogu
http://kolodomu.blogspot.com/2012/02/pierwszy-tablet.html
Pierwszy tablet? ;)

Pozdrawiam.

Proch-i-pył
13-04-2013, 22:53
Lulko, nie tylko pamiętam liczydło, ale nawet uczyłam się na tym liczyć. Było chyba wyższe ode mnie. :) I na suwaku logarytmicznym, też potrafiłam liczyć :)
Te umiejętności dziś do niczego nie potrzebne, jak umiejętność kaligrafowania, ale... jakoś zdaje mi się, że inaczej mnie "ulepiły" niż robią to teraz gry komputerowe.

Lulka
13-04-2013, 23:07
Lulko, nie tylko pamiętam liczydło, ale nawet uczyłam się na tym liczyć. Było chyba wyższe ode mnie. :) I na suwaku logarytmicznym, też potrafiłam liczyć :)
Te umiejętności dziś do niczego nie potrzebne, jak umiejętność kaligrafowania, ale... jakoś zdaje mi się, że inaczej mnie "ulepiły" niż robią to teraz gry komputerowe.
Na suwaku też, ale dzisiaj już nic z tego nie pamiętam.
Podobno chińscy kupcy doskonale posługują się dzisiaj skomplikowanymi wyliczeniami właśnie na liczydłach, gdzieś czytałam.
Bo to Proszku o to "ulepienie" właśnie chodzi :)
Z innej gliny jesteśmy.

tar-ninka
14-04-2013, 10:16
O jejkuu ale ze mnie juz "zabytek'
Ja pierwsze litery na tabliczce rysikiem skrobalam ..
to wcale nie bylo takie złe , mozna było bez sladu zmazać niezbyt udana literke ..
Liczydlo tez ..a jakze.. dlugo sluzylo w biorach ..
Mialam w latach 60 siątych sasiadke ksiegowa .. gdybyscie widzieli jak ona błyskawicznie na liczydle liczyla..

madera1938
14-04-2013, 11:05
..

Liczydlo tez ..a jakze.. dlugo sluzylo w biorach ..
Mialam w latach 60 siątych sasiadke ksiegowa .. gdybyscie widzieli jak ona błyskawicznie na liczydle liczyla..

Dzień dobry !
Nie chciałabym wyjść na chwalipiętę, ale na liczydłach potrafiłam wykonac 4 podstawowe działania ! Pracę zawodową zaczęłam w banku i tam liczydła były podstawowym narzędziem pracy. Tylko w dziale księgowości były maszyny elektryczne tzw. sumatory, które zapisywały dane na tasmie papierowej no i oczywiście dodawały lub odejmowały oraz maszyny księgujące - podobne do maszyn do pisania, każdy klient banku miał kartotekę, na której właśnie za pomoca takiej maszyny wprowadzano dane na konto klienta; taką kartotekę należało wkręcić na wałek maszyny, wprowadzic dane, a ona "wyrzucała" saldo . Dzisiaj tego rodzaju czynnośc wymaga kilku kliknięć w klawiaturę.
A liczydła przechowuję w domu na pamiątkę !

Proch-i-pył
14-04-2013, 14:11
Nie znalazłam kałamarza, muszę zrobić szersze poszukiwania, ale zrobiłam zdjęcie tary, która pamięta na pewno czas prania moich pieluch. :)
Wiele razy miała być wyrzucona, ale jakoś udawało mi się ją ocalić i ma, no lekko licząc około 60 lat. Może nie jest to kresowa tara, ani przedwojenna ale już wielokrotnie miałam okazję tłumaczyć, co to jest i do czego służyło. :)
http://wgrywacz.pl/images/386tara.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=386tara.jpg)

Balię, taką, jak opisałaś pamiętam z domu mojej babci. I też babcię, z podkasanymi rękawami, szorującą na tarze. :)

Pozdrawiam serdecznie autorkę wątku i jej gości.

betruta
14-04-2013, 15:37
O to, to dziewczyny!! Właśnie taka reakcja jak Wasza zamarzyła mi się jak wpadłam na pomysł tego wątku!!.

Dziękuję, dodałyście mi kopa aby pisać dalej. Chyba się za to zabiorę ale i pogoda za oknem kusi, oj jak kusi aby się wreszcie odczepić od mojego komputerowego kącika i hajda gdzieś na pola łąki i lasy, które na szczęście mam na wyciągnięcie ręki. Ale da Bozia zdrowie, znajdzie się czas na jedno i drugie!
Masz rację Proszku:) ( aha,to jest to) Ale uważam że jeśli ktoś chce się dowiedzieć, jest już niezliczona ilość publikacji, pamiętników itp itd. A my tu sobie zajmiemy się ciekawymi a czasami nawet wzruszającymi (przynajmniej dla Nas)drobiażdżkami.
Tarninko, nie wpędzaj mnie w kompleksy, Tyż coś, zabytek! To co ja mam powiedzieć?
Lulko, te rzeźbione piórniki tak zwane zakopiańskie to już była wyższa klasa. A te najtańsze były z wysuwanym wieczkiem I taki chyba miała Tosia od Pani Kownackiej.
A na widok klasy, którą pokazałaś spociły mi się oczy.. Takusieńkie ławki szkolne były własnie i w Naszej szkole. Pamiętam łoskot podnoszonych i zamykanych pulpitów, pamiętam zapach (niezbyt przyjemny)"zapuszczanej" jakimś paskudztwem podłogi a w ogóle to cały konglomerat zapachów, te pamięta się najdłużej! Można by o tym napisać tomy.
Świetne określenie z tym "Ulepieniem". Tak tamte szkoły to robiły. I coś z tego będzie jednym z tematów mojego następnego wpisu, który zatytułuję może Nasza Szkoła. Jak myślicie nie będzie to plagiat Naszej klasy?:confused:
Madero, też liczyłam na liczydle ale tylko dodawałam i nie byłam w tym mistrzem. A w PRL-u w pracy mieliśmy taką maszynkę liczydło. Brzmiało to tak: drobniutkie stacatto klawiszy z cyframi a potem bzzzzzzzz korbka. Czasem się zgadzało ale częściej nie. A razem z maszyną do pisania to juz była cała orkiestra.:rolleyes:
A tara i moździeż Proszku, kapitalne. Taki sam pięknie wyczyszczony i lśniący pysznił się u nas w kuchni na takiej półeczce nad płytą kuchenna oczywiście tą do opalania drewnem, a półeczka była wyłożona biało niebieskimi płytkami w wiatraki i holenderki w sabotach. A możdzieża podczas okupacji używaliśmy niestety do rożnych dziwnych rzeczy np tłuczenia ziaren kukurydzy na kaszę:(
A słoneczko kusi oj jak kusi. Córka naszykowała mi już siedzisko na tarasie i wygania na wybieg. No to nie dam się długo prosić, idę
Pa Wam Moje Kochane, przyjemnej niedzieli życzę a wieczór znów tu zajrzę.:*

Proch-i-pył
14-04-2013, 22:20
Zajrzałam jeszcze do tej Lulkowej klasy.
Otwór w ławce na kałamarz był okrągły :)
Ale szkolny zapach chyba taki sam.

Ten moździerz babciny służył do ucierania ziół i przypraw, ale miał też moment wzniosły w swoim żywocie. Mieszkaliśmy bardzo blisko szkoły, babcia miała tam sporo znajomych sąsiadów wśród pracowników. Któregoś dnia wysiadł dzwonek szkolny i zapanował kompletny chaos. Bo przecież dzieci nie reagowały na głosowe komendy. Babcia po pierwszej lekcji zaniosła do szkoły ten moździerz i jeden z panów walił nim, odwróconym do góry dnem, ogłaszając całej okolicy kiedy jest koniec lekcji i koniec przerwy.
Dobranoc Betruto

Lulka
14-04-2013, 23:36
Zajrzałam jeszcze do tej Lulkowej klasy.
Otwór w ławce na kałamarz był okrągły :)
Ale szkolny zapach chyba taki sam.

Tak, otwór w ławce też pamiętam okrągły.

Poszukałam w necie, nie znalazłam więcej wnętrza tej szkoły ze skansenu w Bierkowicach, ale znalazłam jak wyglądała z zewnątrz
http://www.stepow.net/2012/12/muzeum-wsi-opolskiej.html

http://wgrywacz.pl/images/434dawna_szkola_w_skansen.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=434dawna_szkola_w_skansen.jpg)

a to mieszkanie nauczycielki, druga część chałupy, już nie wiejskie, takie mieszczańskie, z początku XX wieku?
pieknie tam było, muszę znowu zajrzeć do tego skansenu

http://www.fototrip.pl/zdjecie,28143.html


http://wgrywacz.pl/images/389mieszkanie_nauczycielk.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=389mieszkanie_nauczycielk.jpg)

tutaj jeszcze zbiór młynków do kawy i moździerzy
http://www.fototrip.pl/zdjecie,28121.html


http://wgrywacz.pl/images/990mozdzierze.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=990mozdzierze.jpg)


Pozdrawiam:)

slawek1946
15-04-2013, 09:55
Znalazłem w domu taki oto kałamarz. Jest to pamiątka jeszcze po mojej mamie. Ten kałamarz ma około 80 lat. Ja pamiętam też swój kałamarz ale niestety się nie uchował.
http://vpx.pl/i/2013/04/15/LPIC1221.jpg

Proch-i-pył
15-04-2013, 11:30
Kałamarz super :)

betruta
17-04-2013, 20:30
:cool: Witam cię Sławku!
Kałamarz rzeczywiście stareńki. Jak to fajnie że uchowały się takie drobiazgi. Wydaje mi się że ludzie z coraz większym pietyzmem odnoszą się do staroci,
I to cieszy jako że w naszej części Europy targanej w XIX i XX wieku ciągłymi wojnami i deportacjami całych populacji raczej trudno było o pietyzm a zwłaszcza do rzeczy drobnych. A taki osiemdziesięcioletni kałamarz świadczy o stabilizacji. I to cieszy. A może i inni "czytacze" tego wątku zechcą za Twoim przykładem poszperać gdzieś po strychach i komórkach i przyślą nam zdjęcia podobnych "skarbów". To byłoby:cool: super!
Dziękuję i pozdrawiam:)

slawek1946
17-04-2013, 21:22
Ja tylko parę słów o mojej stabilizacji. Urodziłem się tuż po wojnie w woj. lwowskim na byłych ziemiach rodziny Fredrów. Po moich urodzinach wywieziono nas za Ural woj. Czelabińsk. Po dziesięciu latach mogliśmy już wrócić do miejsca mego urodzenia. Mieszkaliśmy tam już tylko dwa lata i wyjechaliśmy do Polski. I co mnie nieraz bardzo dziwi to to że pewne drobiazgi przetrwały razem z nami i mamy je po dzień dzisiejszy. I tak jest właśnie z tym moim kałamarzem. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

betruta
18-04-2013, 10:11
Bardzo interesujące te Twoje zdjęcia. Mieszkanie bajkowe!Myślę ze tak mogło wyglądać u pani Dulskiej chociaż zapewne jej salon był większy no i koniecznie fortepian:)
No a młynki, super. Pamiętam zapach tamtej kawy mielonej na podobnym młynku. Kudy dzisiejszym cafe-instat do tamtych zapachów!!
I jeszcze Wam opowiem że w czasie okupacji mieliliśmy na takim młynku zboże. Tak, zboże. Wprawdzie było tej mąki tyle co kot napłakał ale w czasie głodu to był skarb!!:(
No a jak udało się gdzieś na wsi wymienić coś na zboże to można było zemleć to od razu na żarnach.
To dopiero była praca. A może ktoś wie jak wyglądały żarna?
Bardzo dziękuję za te zdjęcia i pozdrawiam serdecznie:*

betruta
18-04-2013, 10:24
:) Ja tylko parę słów o mojej stabilizacji. Urodziłem się tuż po wojnie w woj. lwowskim na byłych ziemiach rodziny Fredrów. Po moich urodzinach wywieziono nas za Ural woj. Czelabińsk. Po dziesięciu latach mogliśmy już wrócić do miejsca mego urodzenia. Mieszkaliśmy tam już tylko dwa lata i wyjechaliśmy do Polski. I co mnie nieraz bardzo dziwi to to że pewne drobiazgi przetrwały razem z nami i mamy je po dzień dzisiejszy. I tak jest właśnie z tym moim kałamarzem. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
Oj Sławciu!
Dlaczego tak oficjalnie? My tutaj się tykamy bez względu na wiek:)
No i miałam rację. Ten kałamarz mógłby zapewne wiele opowiedzieć.
Ziemie rodziny Fredrów to brzmi interesująco. Może mógłbyś na ten temat nieco więcej powiedzieć. Oczywiście to co pamiętasz może z relacji rodzinnych, no bo Ty byłeś wtedy niemowlakiem
Pozdrawiam ciepło:)

betruta
18-04-2013, 10:50
Może się zdziwisz ale znam to nosidło do wody zwane "koromysło".
A tak ,może zacznę od początku.
Urodziłam się na Podlasiu,blisko obecnej granicy z Białorusią nad samym Bugiem.Tereny typowo wschodnie.Po wojnie wraz z rodzicami tj.1947roku wyjechałam na tzw.Ziemie Odzyskane.W okolice pomiędzy Dusznikami Zdrój a Kudową.Dokłanie do Lewina Kłodzkiego.
Pozdrawiam i pozwolisz,że będę częściej wpadać:*

[/B][/QUOTE]
Miła Ziutko!
Sorki, ze po tak długiej przerwie ale dzisiaj przeglądałam jeszcze raz wpisy i bardziej dokładnie.
No to Twoje powojenne losy są trochę podobne do moich.
Ja trafiłam na "ziemie odzyskane" w r. 1945. Miałam wtedy 16 lat, a moja edukacja to było 5 lat szkoły podstawowej w mojej rodzinnej Kołomyi (będę o tym jeszcze pisać).
Oczywiście że bardzo się cieszę z każdej Twojej wizyty na wątku, tym bardziej, ze "dosyłasz" takie interesujące zdjęcia i opowieści!
Pozdrawiam serdecznie:*

betruta
20-04-2013, 17:03
Witam po dość długiej przerwie!
Chciałam zawiadomić, że jeśli ktoś miałby ochotę wpaść na chwilę na mój blog, znajdzie tam nowy wpis.
Tym razem będzie to retrospekcja do czasów kiedy byłam siedmioletnią dziewczynką i bardzo przeżyłam pogrzeb Marszałka Piłsudskiego.
A poniżej link do naprawdę oryginalnych starych zdjęć, dotyczących tego wydarzenia
http://pokazywarka.pl/ufnnn1/

Pozdrawiam nareszcie :) wiosennie!
Splunęłam za ramię, aby nie zapeszyć :tongue: :*

PS A tutaj link do strony właściciela zdjęć
Zdjęcia z pogrzebu Józefa Piłsudskiego - Wykop.pl
www.wykop.pl/.../zdjecia-z-pogrzebu-jozefa-pilsudskieg...Udostępnij3.

aannaa235
21-04-2013, 16:19
wiem jak wyglądają żarna miałam takie w ogrodzie przy domu,
przywiozłam je od dalekiej rodziny z kieleckiego i były ozdobą
ogrodu 10 lat temu sprzedałam dom razem z żarnami:( :(

Zostawiam pozdrowienia i życzenia miłego dnia:) :)

betruta
22-04-2013, 11:10
Dzień dobry Aniu!
Jesteś rannym ptaszkiem. Ja niestety nie:(:
Albo powiedzmy już nie:) Ostatnio jakoś spowolniałam i zanim się "rozczmucham" to patrz już po 11-ta
Dzięki za wizytę i wpis na moim wątku.
Dałaś smutną buźkę przy zdaniu o sprzedaży domu. Wiem z doświadczenia że przy podobnych decyzjach dominują dwa odczucia: z jednej strony smutek za tym co przez długi czas było ważną częścią Naszego życia a z drugiej pewna ulga. C'est la vie!:)
Masz rację. Pogoda dzisiaj piękna. Ergo: zamykam komputer i przenoszę się z książką na taras.
A innym razem napiszę więcej! Koniecznie musimy pogadać jeszcze o twoim wątku: Sędziwi (nie rodzice ale ja sama:) ) Bardzo interesujący ale ostatnio jakoś nie ma na nim wpisów.
Do miłego poczytania następnym razem:*

Rysbar
26-06-2014, 17:00
Dzień dobry.
Zachęcony przez Stefana przeczytałem cały wątek założony przez Bertrudę pt.: "Przedwojenni". Lekkość jej pióra urzekła mnie.
Sam jestem z rocznika 1940 i nie bardzo pasuję do wątku o takim tytule. Zwłaszcza, że ostatnie wpisy są z kwietnia 2013 r. zarówno na wątku, jak i w blogu. Nie mam zacięcia pisarskiego, ale chętnie czytam wspomnienia innych userów.
Popieram apel Stefana o reaktywację wątku. Pozdrawiam wszystkich "starszaków".

hutkow
26-06-2014, 19:05
Podobnie jak Rysia zainteresował mnie ten wątek,
Na początku zapał był ogromny i może dla tego zgasł,
bo był to słomiany zapał a szkoda ciekawi mnie ile to takich
osób z osiemdziesiątką na barkach jest na tym forum.
Wiem,że tych smarkatych seniorów jest ogromnie dużo,
nie chciałbym ich obrazić bo to jest raczej komplement.
Mieć osiemdziesiąt lat i hasać po KSC to wielka frajda,
szczególnie wtedy kiedy to nie dostaje się zadyszki,
i śpiewa się,, osiemdziesięcio latek to ja i ty,,
Pozdrawiam Edward:)

Rysbar
27-06-2014, 06:45
Pamiętacie?
http://i61.tinypic.com/24mz7zr.jpg

Stefan
12-07-2014, 14:04
Ponieważ jestem „przedwojenny”, więc i ja dopiszę coś od siebie.
W 1939-tym oddział mojego Taty został rozbrojony, gdzieś pod Tarnowem. Tata dostał się do niewoli niemieckiej. Na długie 5,5 lat.
I Mama została sama z czwórką małych dzieci: Zosia(7), Marysia(5), ja(3) i Michasia(1,5).
Wcześniej rodzice uzgodnili , że Mama przeniesie się z nami do babci na wieś, pod Krosnem w kierunku Bieszczad. Chata była drewniana, pod strzechą. W tamtych latach elektryczności ani komunikacji autobusowej oczywiście nie było.
Mama była wspaniałą, dzielną kobietą. Było jej bardzo ciężko. Pracowała jako praczka w koszarach na lotnisku, które wtedy było niemieckie. W prostej linii, przez pola chodziła 3 km. Także zimą, w śnieg...
Lecz nie była w stanie nas utrzymać, więc oddała nas, najstarszą trójkę, na wychowanie do zakładu, który prowadzili ojcowie-Michalici w Miejscu Piastowym. 7 km w kierunku Bieszczad.
Panie czytające ten wpis, które jesteście matkami, domyślacie się nie wątpię, że miłość do dzieci ciągnęła ją nieodparcie do nas w odwiedziny. Więc odwiedzała nas regularnie, często co tydzień. Na skróty, przez pola szła.., znów 3-4 km. W upał i mróz czy śnieg.
Trudno opisać, co Mama wtedy przeżywała. W tym Jej tęsknotę… Pamiętam listy do i od Taty… Coś z nich jeszcze ocalało, u najstarszej siostry.
W tym miejscu ciśnie się samo – „Tata nie wraca, ranki i wieczory. We łzach go czekam….”.

Pamiętam jeszcze obrazy z wojny. Z frontu Armii Czerwonej w 44 roku. Kiedy to przechodziła przez nasz zakład.
Długie walki o Przełęcz Dukielską, katiusze wyjące w naszym ogrodzie, rannych żołnierzy rosyjskich przenoszonych do naszego zakładu, w którym jeden z budynków Rosjanie zamienili na lazaret.
Mógłbym o tym dość dużo pisać, gdyż zapamiętałem jako 8-letni chłopiec. Może innym razem. Może.

Lecz na zakończenie maleńka opowiastka. O sobie, miałem wtedy może 4-5 lat. Którą Mama i starsze siostry opowiadały.
Któregoś dnia w naszej chacie siedzę przy oknie, zamyślony…, wpatrzony gdzieś.
Mama pyta: dlaczego jesteś, Jasiu, taki smutny ?
Bo nie lubiem tych Niemców.
A dlaczego ich nie lubisz, Jasiu ?
Bo tatusiowi kalabin zablali.

Pozdrawiam.
S.

jasinek123
12-07-2014, 21:23
Witaj imienniku-"Stefanku"
Dziękuje za opowiastkę,warto iść za tobą po forum KSC
można dużo się nauczyć!

Stefan
24-10-2017, 16:46
Nikt tu nie zagląda :|. Może teraz.

Pamiętam z czasów wojny taki piec:

https://s25.postimg.org/i75jsp9sv/20171024163512.jpg (https://postimages.org/)

Bardzo podobny, z cegieł tylko że otynkowany.
Pomyślany był jako dwu funkcyjny - oprócz blachy do gotowania miał i można było wypiekać w nim chleb. Z prawej, gdzie ta zasłona, widoczne w nim drzwiczki przez które, na tacy z długą żerdzią, wkładane były bochny chleba. Mieściło się 6, może 8.
Wypiekała je moja babcia.
Pamiętam, że nam, dzieciom, ten chleb nie bardzo smakował. Przede wszystkim był czarny, z mąki gruboziarnistej otrzymanej/zmielonej w żarnach. Mąka była gruba, słabo przesiana, czasem coś zgrzytało w... Był całkowicie razowy.
Tak, tak. Były w domu i żarna. W których mój wujek mełł ziarna żyta. Wcześniej z drugim wujkiem zwozili zboże z pola i młócili je.
Było wtedy bardzo ciężko żyć - przypomnę była wojna. A mój Tato był w niewoli.
I pamiętam już po Jego powrocie, jak my, dzieci, w domu coś grymasiliśmy,
gdy coś nam nie smakowało, to Tato mawiał "wam trzeba wojny".
Albo "wy nie wiecie jak się chleb rodzi".

Takie to były czasy.
S.

PS. A ten wpis, i ta refleksyjna pora przypominają mi, że za parę dni trzeba pójść odwiedzić Tatę.
Na jego grób na cmentarzu Łostowickim, gdzie pochowałem Go w listopadzie 1981 r.

barteczek
24-10-2017, 19:26
Dużo i długo czytałam i lałam łzy...
Tak, jestem przedwojenna... pamiętam taki piec, żarna,
tarę na której prała babcia, moja Mamusia i ja...tak, też prałam na tarze..ostatnio, jakieś 4 lata temu została zabrana z piwnicy przez złomiarza... zrobiło się trochę miejsca.
Mieszkałam u dziadków z Mamusią..ojciec z wojskiem wyruszył na front.
Wojnę pamiętam jako dziecko...sporo wspomnień z tych czasów opisanych w moich powieściach...
Pamiętam bardzo dobrze kałamarz, stalówkę, warkocze umazane przez kolegów w atramencie... żelazko z duszą,
które trzeba było machać aby się rozgrzało.
Oj Janku, jak dobrze, że Ciebie tutaj zobaczyłam. Pozdrawiam.

Stefan
24-10-2017, 20:58
Ninko, jak się cieszę, że odpowiedziałaś. Ty jesteś niezawodna.
Lecz co ważniejsze - wrażliwa.
My, starsi, "przedwojenni", wkrótce pomrzemy. A młodzi ? Już nie czują. Ale też jak mają, kiedy nie pamiętają. Lub nie znają, nie było ich wtedy...
No dobrze, ale powinni przynajmniej czytać. Ten wątek dużo opowiada. Z historii. Jak to ongiś było, bywało...

Panią Betrutę, autorkę tego wątku dobrze poznałem, choćby z racji tego, że pomagałem jej w początkach - jak założyć wątek, a później go poprowadzić. Miała z początku trudności z pisaniem, ale z postu na post się rozkręcała. I pokazała wielki talent, jej opowiadania czyta się z zachwytem. I wiele forumowiczek zauważało i potwierdzało to. Ale też miała bogatą przeszłość, pochodziła z Kresów. A historia Kresów dla starszego pokolenia Polaków jest nie do zapomnienia. To przecież Lwów, wojny tureckie, obrona naszych granic i stanic...(jak w "Płonie ognisko i szumią knieje"). To H.Sienkiewicz nam to wpoił w swoich powieściach. A my w jego powieściach rozczytywaliśmy się, pamiętasz. Nie to co dziś. Dla dzisiejszej młodzieży to nie lektura tylko odrabianie pańszczyzny.
Ale wracając do tego wątku. Nie wiem dokładnie dlaczego Betruta zaprzestała pisać. Wiem, że wyjechała do rodziny, do Stanów chyba. Utrzymywałem jeszcze z nią jakiś czas kontakt, lecz potem nagle zamilkła.
No cóż, to osoba w podeszłym już wieku, nadmieniała o tym w swych postach. Ci z forumowiczów, którzy czytali cały wątek powinni to wiedzieć.
Szkoda mi tego wątku. Mam nadzieję, że jednak kogoś jeszcze się zainteresuje.
I ktoś coś napisze, powspomina...
Pozdrawiam serdecznie :*.
Dobranoc.
Janek.

barteczek
24-10-2017, 22:28
Janku, mnie wojna zastała w pieluchach a pamiętam bardzo dużo...w końcu to trawo pięć lat...w tym czasie zaznałam wszystkiego czego całym sercem bronię tą młodzież...oby tego nie zaznali...
Mieszkałam przy Majdanku..jako dziecko niewiele rozumiałam z rozmów Dziadków, bliskich...a dobrze pamiętam te żelazka z duszą, żarna do mielenia pszenicy..pamiętam wiatrak na polu...jak bomby spadały na pola przy Lublinie...( pisałam o tym w powieści )...potem wojsko Rosyjskie...pędzenie bimbru w parniku..o, pili bez przerwy..
Może wystarczy tych wspomnień na jeden dzień.
Panią Bertrudę podziwiam i to mnie zainteresowało...
Pomagałeś i mnie, Janku!
Lektura ? mój Boże, to była i jest radość czytania tamtych powieści...wojny, królowie, Babinicz, Wołodyjowski..nie do wymienienia tych postaci ...
Dobrej nocy Janku!