PDA

View Full Version : Boję się


Strony : [1] 2

baburka
19-02-2013, 18:32
Obawiam się spoglądającej ku mnie samotności. Przyszło mi w życiu przeżyć późny rozwód i przez kilka lat tworzyć rodzinę dla syna. Dziś jest on na wylocie; rozsypie się dwuosobowa rutyna, załamie się wypracowany przeze mnie porządek dnia. Boję się, jak poradzę sobie z fizyczną samotnością. Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.
Proszę, nie tłumaczcie mi, że proces odchodzenia od rodziców do własnego życia to normalność, bo doskonale to rozumiem. Nie każcie mi też "wychodzić do ludzi"; walczę okresowo z depresją i wszelki kontakt z innymi bywa dla mnie przykry. Zresztą nie cenię sobie powierzchownych związków z komunikacją bla bla bla... Gdyby ktoś pytał, skąd pomysł na taki wątek, odpowiedziałabym: z lęku i samotności :( :redface:

madera1938
19-02-2013, 19:00
Obawiam się spoglądającej ku mnie samotności. Przyszło mi w życiu przeżyć późny rozwód i przez kilka lat tworzyć rodzinę dla syna. Dziś jest on na wylocie; rozsypie się dwuosobowa rutyna, załamie się wypracowany przeze mnie porządek dnia. Boję się, jak poradzę sobie z fizyczną samotnością. Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.
Proszę, nie tłumaczcie mi, że proces odchodzenia od rodziców do własnego życia to normalność, bo doskonale to rozumiem. Nie każcie mi też "wychodzić do ludzi"; walczę okresowo z depresją i wszelki kontakt z innymi bywa dla mnie przykry. Zresztą nie cenię sobie powierzchownych związków z komunikacją bla bla bla... Gdyby ktoś pytał, skąd pomysł na taki wątek, odpowiedziałabym: z lęku i samotności :( :redface:

Baburko ! Niczego Ci nie chcę tłumaczyć, ani przekonywać do "wychodzenia do ludzi". Ani w jakikolwiek sposób komentować braku przyjaciół. Chcę tylko napisać, że w dokładnie identycznej sytuacji jestem już 3 lata. Jakoś żyję.

jakempa
19-02-2013, 19:23
Barburko,,,ale takie wyłączenie się ze świata zewnętrznego,
odgradzanie się coraz grubszym murem od wszystkiego tylko pogłębi Twoją depresję,,,,która może skończyć się tragicznie nie tylko dla Ciebie,,,,ale stanie się tragedią Twojej rodziny,,,
nie można igrać z ''ogniem'',,,,a takim jest depresja,,,
Na początek znajdź sobie pasję, zainteresuj sie tym, co dla Ciebie było tajemnicą,,,,a pozostanie może głównym twoim zajęciem i odkryciem,

Przejrzyj wszystkie wątki,,,może czymś głębiej się zainteresujesz,,,zechcesz pogłębić swoją wiedzę,,,,no i może znajdziesz pokrewną duszę,,,czego Ci serdecznie życzę

Mar-Basia
19-02-2013, 19:31
Obawiam się spoglądającej ku mnie samotności. Przyszło mi w życiu przeżyć późny rozwód i przez kilka lat tworzyć rodzinę dla syna. Dziś jest on na wylocie; rozsypie się dwuosobowa rutyna, załamie się wypracowany przeze mnie porządek dnia. Boję się, jak poradzę sobie z fizyczną samotnością. Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.
Proszę, nie tłumaczcie mi, że proces odchodzenia od rodziców do własnego życia to normalność, bo doskonale to rozumiem. Nie każcie mi też "wychodzić do ludzi"; walczę okresowo z depresją i wszelki kontakt z innymi bywa dla mnie przykry. Zresztą nie cenię sobie powierzchownych związków z komunikacją bla bla bla... Gdyby ktoś pytał, skąd pomysł na taki wątek, odpowiedziałabym: z lęku i samotności :( :redface:

Hmm, ciekawe to co napisalas. Wyobraz sobie, czasami zdarza mi sie pomyslec teoretycznie , jakie bedzie moje zycie kiedy bede musiala zostac sama = czytaj = sama z soba. Dlaczego "teoretycznie"..mam duza rodzine i jestem otoczona superowymi dzieciakami. Ale w koncu nigdy nic nie jest zagwarantowane na beton.

Odpowiedzialam sobie samej, ze wogole nie bylby to dla mnie problem. Nie zmienilabym mego zycia. Siedzialabym w ksiazkachm, gonila po wystawach i galeriach, chodzila do teatru, na koncerty...kino od czasu do czasu.... i podroze. Mysle, ze nie czulabym sie sama. Zdecydowanie lek o zostanie samotna - mam chyba przerobiony w pozytywny sposob.

Pozdrawiam Cie serdecznie.

PS. Jezeli interesujesz sie sztuka - zerknij do mego bloga, gdzie prowadzimy ciekawe dyskusje z paroma forumowiczami.

cha_ga
19-02-2013, 20:27
Baburko, ja od kilku lat jestem sama, pewnie ,ze trzeba było przestawic nieco porzadek dnia ... ale , jesli jak piszesz boisz sie samotnosci/fizycznej / w czterech scianach swego mieszkania to nie mozesz jednoczesnie unikac ludzi, staraj sie choc troche ich polubic...ty sama sie w te samotnośc wpedzasz, chcesz od razu bliskich zwiazków albo zadnych, a co posrodku? Nic? bycie samej same w sobie nie jest tragedia, jedynie sposób w jaki je postrzegamy...

babciela
19-02-2013, 20:35
Basiu, interesuje mnie dyskusja o sztuce- bo jest to temat interesujacy mnie.
Baburko- mysle , ze sama nie dasz rady- depresja i wychodzenie z niej jest sprawą dlugą i wymaga pomocy psychologa i Twojego zaangazowania w pracę z psychologiem.
jestes osobą wysoce inteligentna , i mam nadzieje, ze nie potraktujesz tego postu jako wtracanie się w Twoje sprawy- ale dobre rady.Na razie nie zmuszaj się do niczego- sprobuj trochę pobyc sama z soba i dobrą muzyka, a potem poczujesz potrzebę porozmawiania o swoich problemach z fachowcem...

eledand
19-02-2013, 23:08
Witajcie i poczytałam tę parę postów.Zastanowiłam się co łączy mnie z SAMOTNOŚCIĄ.
Otóż wiele/
Od chwili jak przeszłam na Emeryturę a byłam b, aktywna mój Świat się załamał.
Siedziałam w Fotelu i płakałam godzinami,wszystko mnie drażniło a "pikny" doprowadzał mnie do szału.
Życie we dwoje i obok.
Co mnie pozostało???????
IŚĆ w czeluście piekielne,albo żyć dalej.
Nie wchodziło żadne targnięcie się na życie bo ja wiem jaki Świat jest piękny.
Lekarz =Psycholog lub Psychiatra nie wchodziło w rachubę bo nikt nie wydusiłby ze mnie słowa/..

DLACZEGO.......................................... .....????

Jeszcze nie miałam Komputera,ale kupiłam i zaczęłąm klikać.
Doszło do mojej głowy że tak dalej żyć nie można..
Muszę coś zrobić sama,jak zechcę....

Chciałam i zbudowałam sobie swój Świat.
Pierwszy Koci światek i piesaty także/.
Drugi malarstwo plus dobra muzyka.
Malować nie umiałam,Koty i Psy były w domu zawsze, Muzyka i zwierzęta także,więc wiele miałam do wyboru.

Chciałam,chciałam i chciałam.
Nie mam nikogo,wiele razy płaczę sama do siebie i jest mi dobrze...
Pozdrawiam i pokaże wam namalowany obraz "Dwa światy".

http://i47.tinypic.com/5554sh.jpg

baburka
20-02-2013, 09:00
Chcę tylko napisać, że w dokładnie identycznej sytuacji jestem już 3 lata. Jakoś żyję.
To kropla nadziei :)

baburka
20-02-2013, 09:04
Na razie nie zmuszaj się do niczego- sprobuj trochę pobyc sama z soba i dobrą muzyka, a potem poczujesz potrzebę porozmawiania o swoich problemach z fachowcem...
Od lat jestem pod opieką psychiatry. Depresja ma to do siebie, że wraca jak fale. Zawsze zaczynasz zdrowienie z punktu zero.

Anielka
20-02-2013, 11:43
Od lat jestem pod opieką psychiatry. Depresja ma to do siebie, że wraca jak fale. Zawsze zaczynasz zdrowienie z punktu zero.

Mam tak samo.Też się boję Baburko i doskonale Cię rozumiem.Ale jak mam lepsze dni to wychodzę,spotykam się z ludźmi,sama spaceruję nad moim ukochanym morzem.A jak mam gorsze dni to słucham muzyki,medytuje,afirmuje,ćwiczę jogę/oj zmuszam się czasami bardzo/.Jestem sama od prawie 7 lat,rozwiedziona od 15 i żyję,ale co to za życie?????
Niemniej uśmiecham się do losu,że mnie nie pokarał utratą zdrowia czy jakiej kończyny,ciesze się,że mogę sama wiele rzeczy zrobić,a jak nie mogę to nie robię/i już się tym nie przejmuję aż tak bardzo/.Zyję chwilą.Wstaje rano ,albo i nie /potrafię cały dzień w łóżku przeleżeć/,i zastanawiam się co dzisiaj zrobię.Generalnie niczego nie planuje,bo nie wiem czy się rano obudzę,to co będę sobie głowę zawracała tym co będzie jutro.No i nie przejmuję się rzeczami/sprawami/na które nie mam wpływu.
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i cóż ?życzę cobyś sobie poradziła,bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.:)

Bianka
20-02-2013, 12:13
No i nie przejmuję się rzeczami/sprawami/na które nie mam wpływu.
To zdanie Anielki wydaje mi się jednym z ważnych kluczy do poprawy samopoczucia.
Wydaje mi się też, że samotność można wykorzystać do zajęcia się wreszcie SOBĄ. Bowiem większość życia spędzało się na trosce o innych, najbliższych, bliskich, a nawet mniej bliskich ludzi. Własne potrzeby, zainteresowania, hobby często były odsuwane na dalszy plan, albo w ogóle się z nich rezygnowało, bo brakowało czasu. Teraz ten czas się pojawił. Warto więc go wykorzystać, wydobyć z głębi pamięci wór z odkładanymi na później własnymi pragnieniami, przejrzeć je, odkurzyć i pomału, w miarę możliwości realizować.
A dzieci i ich nowe rodziny? Też się nimi interesować, utrzymywać kontakt itd. O ile się nie narzucać, tzn. pamiętać, że ich życie nie wymaga kontroli z naszej strony, stosunki będą układać się dobrze i bardzo dobrze.

martok
20-02-2013, 12:45
Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.

Mnie nachodzi od jakiegoś czasu pewna myśl, którą chciałbym się podzielić - tylko proszę nie naskoczcie na mnie wszystkie naraz. Podyskutujmy rzeczowo.

Poznałem sporo tzw. pensjonatów seniora i niektóre bardzo mi się spodobały. Wydaje mi się, że gdybym poczuł się bardzo samotny (na razie tak nie jest), to chyba bym się przeniósł do jednego z nich. Zamieszkałbym w dużym jednoosobowym pokoju wyposażonym we wszystko, co trzeba, miałbym do dyspozycji kilka pomieszczeń wspólnych (kawiarenka, biblioteka, salka ćwiczeń, salon...), a przede wszystkim miałbym na miejscu pięćdziesięciu znajomych, wśród których na pewno znalazłbym parunastu (lub paręnaście) sympatycznych. Zauważyłem, że w wielu takich domach można robić różne ciekawe rzeczy, np. malować pod okiem instruktora. Moje ogólne wrażenie jest takie: więcej plusów niż minusów.

W Polsce "pensjonaty seniora" tradycyjnie nie cieszą się dobrą opinią, ale ja myślę, że to się obecnie szybko zmienia. To są teraz bardziej domy wczasowe niż "umieralnie", za które je wielu uważa. Zresztą gdzieś i tak trzeba umrzeć, niestety. Ja wolałbym wtedy mieć fachową obsługę, niż leżeć samotnie - choćby i we własnym domu.

Co Wy na to? Tylko błagam - spokojnie!
*

slava
20-02-2013, 13:05
W Polsce "pensjonaty seniora" tradycyjnie nie cieszą się dobrą opinią, ale ja myślę, że to się obecnie szybko zmienia. To są teraz bardziej domy wczasowe niż "umieralnie", za które je wielu uważa. Zresztą gdzieś i tak trzeba umrzeć, niestety. Ja wolałbym wtedy mieć fachową obsługę, niż leżeć samotnie - choćby i we własnym domu.*

Martok
myślę tak jak Ty.
Wolę spędzić czas wśród osób wiekowo mi pokrewnych,
niż sama siedzieć w domu i czekać na odwiedziny dzieci.
Na dzień dzisiejszy jeszcze jest za wcześnie,
ale w przyszłości jak dożyję,
zamierzam skorzystać z takiego pensjonatu.

Anielka
20-02-2013, 13:34
Nie mam nic przeciw "pensjonatom dla seniorów",sama o takim myślę.Ale jeszcze nie teraz,jak mówi Wiesia,jeszcze za wcześnie.Ale z drugiej strony zastanawiam się czy będzie mnie stać na taki "pensjonat"Ale o to będę się martwiła jak przyjdzie czas zamieszkania w takim przybytku.Przyglądam się takim pensjonatom i w takim w jakim chciałabym zamieszkać to mogę pomarzyć.Nie na emerycką kieszeń.Chyba,że wynajmę swoje mieszkanie lub je sprzedam i będzie to dopłata do takiego pensjonatu.Zastanawiałam się nad tym.
A na razie staram się żyć jak potrafię nie angażować za bardzo w swoje problemy najbliższych.
Masz rację Bianko zajmuję się rzeczami na które wcześniej nie miałam czasu/na ile mnie stać i na ile zdrowie pozwala/.Z rodziną staram się kontakt utrzymywać na tyle na ile pozwalają,wszak mają swoje życie.Wnuków nie mam i mieć nie będę więc jako babcia nie istnieję.Synowi i synowej do niczego nie jestem potrzebna/dzieciom synowej prawie dorosłym tym bardziej/więc żyję jak umiem najlepiej,robię co lubię i mogę.I nadal boję się jak Baburka samotności,gorszych dni,ale staram się o tym nie myśleć.Pozdrawiam,miłego dnia życzę.:)

eledand
20-02-2013, 14:37
Czytając te posty,można zastanowić się nad Starością.Po pierwsze siedzieć w jakimś Domu Starców nie wchodzi w rachubę bo widziałam maleńkie pokoje a w nich 4 osoby,mieszkające.Horror.
Anielko tak jak piszesz,czy nas będzie stać na lukśiuś z naszych Rent-Emeryckich.
Poza tym jak masz mieszkanie a ja dom to obdarowany, Dom by zaraz wzioł i hybcikiem sprzedał. Wielki Dylemat co z tym starym dziadem zrobić,.Ja także zastanawiam nad każdym posunięciem i do chwili obecnej nic konkretnego do głowy nie wchodzi.

madera1938
20-02-2013, 16:18
.
W Polsce "pensjonaty seniora" tradycyjnie nie cieszą się dobrą opinią, ale ja myślę, że to się obecnie szybko zmienia. To są teraz bardziej domy wczasowe niż "umieralnie", za które je wielu uważa. Zresztą gdzieś i tak trzeba umrzeć, niestety. Ja wolałbym wtedy mieć fachową obsługę, niż leżeć samotnie - choćby i we własnym domu.

Co Wy na to? Tylko błagam - spokojnie!
*

Będzie spokojnie, bo napisałes rzeczowo i na temat. Ja właśnie rozważam taką opcję. W bardzo niedalekiej przyszłości będę musiała sprzedać mieszkanie i rozliczyć się z pozostałymi spadkobiercami. Pomysły mam w zasadzie dwa :
a) kupić mieszkanie w małym mieście (tańsze) i dalej sobie mieszkać solo;
b) pieniądze ze sprzedaży mieszkania przeznaczyć na opłacenie sobie pobytu w jakims przyzwoitym Domu Seniora .
Coraz częściej przyłapuję się na tym, że bardziej pociąga mnie wariant "b". Przeciez i tak może sie skończyc tym, że przysłowiową szklanke herbaty będzie musiała mi podać jakas opiekunka - a co za różnica, czy dochodząca do domu, czy etatowa ?
No i mieszkając w Domu Seniora nie będę musiała starac sie "wychodzic do ludzi" - bo będe ich miała wokół siebie.
Może ktoś ma jeszcze inny pomysł ?

cha_ga
20-02-2013, 16:32
Unas pobyt w Domu Seniora, /a nie w Domu Opieki Społecznej z kilkuosobowymi pokojami/ kosztuje ok. 4 tys. miesiecznie, dla kogo więc to jest? Mało kto ma taka emeryture albo dzieci bogate na tyle aby dołożyc...pozostaje sprzedaz własnych mieszkań czy domów, a jesli ktos i tego nie ma no to kaplica...

madera1938
20-02-2013, 16:42
Unas pobyt w Domu Seniora, /a nie w Domu Opieki Społecznej z kilkuosobowymi pokojami/ kosztuje ok. 4 tys. miesiecznie, dla kogo więc to jest? Mało kto ma taka emeryture albo dzieci bogate na tyle aby dołożyc...pozostaje sprzedaz własnych mieszkań czy domów, a jesli ktos i tego nie ma no to kaplica...

Wszystko to prawda. Toteż nie mówię, że stać mnie na taki pobyt w tej chwili. Za moją emeryturę mogłabym pobyć w takim Domu najwyżej 10 dni. Dlatego rozważam to w kategorii przyszłości. A jak mi sie skończą pieniądzę na opłatę - no cóż, najwyżej wystawią mnie na ulicę.
Więc może jednak lepiej pozostać na własnych śmieciach ?

Arti
20-02-2013, 22:31
Baburko jeśli jesteś zdiagnozowana (depresja) to lekarz może pomóc a pracy własnej musisz dołożyć sama jeśli chcesz wyjść z niej...
w przeciwnym razie wymuszasz opiekę czyjąś nad sobą.

Samotność jest wyborem...a zmiany, zmiany w życiu są nieuniknione.

Porządek dnia się rozsypie? toż przecież zaprowadzić inny można ..mniej sztywny i niezobowiązujący czyli luzik :)
z czasem ułożysz sobie życie tak jak możesz najlepiej i wszystko robiąc dla siebie :)


a w sprawie domu seniora

Dom seniora to dla mnie konieczność nie wybór.
Byłam, widziałam i uważam że przebywanie tam dla mnie to równia pochyła nawet jak będzie luksusowy.

martok
20-02-2013, 22:48
Dom seniora to dla mnie konieczność nie wybór.

Zapewniam Cię, że już od ładnych parunastu lat coraz więcej ludzi trafia do domów seniora z własnego, nieprzymuszonego wyboru.
*

madera1938
20-02-2013, 23:02
Baburko jeśli jesteś zdiagnozowana (depresja) to lekarz może pomóc a pracy własnej musisz dołożyć sama jeśli chcesz wyjść z niej...
w przeciwnym razie wymuszasz opiekę czyjąś nad sobą.

Samotność jest wyborem...a zmiany, zmiany w życiu są nieuniknione.

Porządek dnia się rozsypie? toż przecież zaprowadzić inny można ..mniej sztywny i niezobowiązujący czyli luzik :)
z czasem ułożysz sobie życie tak jak możesz najlepiej i wszystko robiąc dla siebie :)


a w sprawie domu seniora

Dom seniora to dla mnie konieczność nie wybór.
Byłam, widziałam i uważam że przebywanie tam dla mnie to równia pochyła nawet jak będzie luksusowy.

Rozumiem, że byłaś tylko w odwiedzinach u kogoś ?

Arti
20-02-2013, 23:25
tak, w odwiedzinach byłam. Atmosfera ciężka, cicho, smutkiem wieje a twarze ludzi..ponure, smutne oczy czasem wymuszony uśmiech się pojawia.
W zadbanych miejscach spacerowych pusto i obchód pielęgniarki która otwiera drzwi i głośno pyta "wszystko w porządku?"
Brak intymności w każdej chwili personel włazi do pokoju.

Dla mnie to przedpokój w zaświaty..tym ludziom odechciewa się żyć.

eledand
20-02-2013, 23:43
Anno witaj i na temat Domów Starców to mam takie same zdanie jak i TY.
Byłam w Polsce w dwóch;pokoje 4-ro osobowe,ciasnota i szafeczka jak w szpitalu i jeden .maleńki stoliczek.W pierwszym był to Dom dla Kobiet.Pani Majewska proszona na dół,wyobraż sobie ze dwadzieścia Kobiet na tych balkonowych poręczach wisiało z ciekawości-kto ma odwiedziny.
Kłóciły się o wszystko a nawet dochodziło pomiędzy Pensjonariuszkami do rękoczynów,poza tym jedna drugiej zabierała rzeczy nie mówiąc o przewróconych paczkach,którzy nie raz otrzymywali.

Dopisuję jeszcze to;jeśli chodzi o jedzenie to mieli w pierwszym i drugim sporo jedzenia,posiłki wielkie łącznie z Kawą Herbatą i Tortami,w domu tak się nie je i te wieczne,przyjęcia śpiewy a nie jednemu to nie odpowiada,chciałby mieć swój czas dla siebie.Telewizja wspólna,patrzy ten co ma w ręku "pilota'.

Co do drugiego Domu Starośc ito prosił mnie nasz Sąsiad ałatwić coś w Sądzie.POjechaliśmy i co zastaliśmy.Pokoje ciasne,wszyscy na parterze,żadnej sfery .Poza tym byli tam Pensjonariusze z dość wielkimi Emeryturami i z miasta przychodzili równo "nawaleni"Pielęgniarki nie mogą nic powiedzieć a jedynie zawezwać policję a i tak wróci z powrotem do tego samego pokoju.Nastęnym razem może być jeszcze większa polka.
Pozdrawiam.
Są wyjścia i można sobie jaką pomoc załatwić, przy zakupach,Aptece,opłacając to z własnej kieszeni.Opieka społeczna ma opiekunki,dochodzące i pomagające ludziom.
Pozdrawiam..

Arti
20-02-2013, 23:51
Byłam w dwóch domach takich.
Jeden moloch drugi stylowy nowoczesny w środku...
w jednym i drugim pokoje jednoosobowe..
a że się kłócą podopieczni to od odwiedzanej słyszałam.

madera1938
21-02-2013, 00:00
Byłam w dwóch domach takich.
Jeden moloch drugi stylowy nowoczesny w środku...
w jednym i drugim pokoje jednoosobowe..
a że się kłócą podopieczni to od odwiedzanej słyszałam.

Anno, przytoczyłas dwie różne opinie. A ten drugi dom ( stylowy nowoczesny pokoje jednoosobowe ) - to jak ? Też taka grobowa atmosfera ? O kłótniach nie ma co mówić, ludzie potrafią sie kłócić wszędzie i o wszystko.

Arti
21-02-2013, 00:03
a można i tak:
Dwie od dawna przyjaźniące się kobiety z których jedna miała córkę a druga panną była doszły do wniosku że razem zamieszkają.
Ta która była panną oddała córce przyjaciółki swoje mieszkanie.
Obu kobietom żyło się dobrze.
Jedna z nich już zmarła (panna) miała troskliwą opiekę.

Arti
21-02-2013, 00:11
Anno, przytoczyłas dwie różne opinie. A ten drugi dom ( stylowy nowoczesny pokoje jednoosobowe ) - to jak ? Też taka grobowa atmosfera ? O kłótniach nie ma co mówić, ludzie potrafią sie kłócić wszędzie i o wszystko.

też :redface:
personel w białych i zielonych uniformach, winda szklana, stołówka przeszklona i smutni ludzie przy stolikach, pokoiki mini z wejściem wprost z korytarza ( jak dziuple) dwie osoby w nim zapełniają pokój.
Personel tylko było w tym domu słychać.

Arti
21-02-2013, 00:47
Tytuł wątku "Boję się"

czego? jest powód i temu się warto przyjrzeć :)

madera1938
21-02-2013, 09:22
Tytuł wątku "Boję się"

czego? jest powód i temu się warto przyjrzeć :)

Dzień dobry Anno ! No właśnie -" czego" ? Może zilustruję przykładem. Mam znajomą w wieku 80++ (dwa plusy, bo bliżej 90). Choruje na serce, cukrzycę, tarczycę, reumatyzm , nadciśnienie, widzi tylko jednym okiem, o drobniejszych dolegliwościach nie wspomnę. Mieszka w kamienicy na III piętrze bez windy - do pokonania 88 stopni schodów, policzyłam kiedyś, bo sama dyszę jak parowóz nim wejdę. Odwiedzam Ją 1 - 2 razy w tygodniu, staram sie przynieść jakieś zakupy. Pani ta jest zupełnie sama, nie ma żadnej rodziny. Żyje z emerytury 1150 zł netto, na leki musi wydac miesięcznie ponad 250 zł, opłaty za mieszkanie około 350 zł. Ile pozostaje na życie ?
I teraz to pytanie - czego Ona sie boi ?

Arti
21-02-2013, 09:44
Dzień dobry Anno ! No właśnie -" czego" ? Może zilustruję przykładem. Mam znajomą w wieku 80++ (dwa plusy, bo bliżej 90). Choruje na serce, cukrzycę, tarczycę, reumatyzm , nadciśnienie, widzi tylko jednym okiem, o drobniejszych dolegliwościach nie wspomnę. Mieszka w kamienicy na III piętrze bez windy - do pokonania 88 stopni schodów, policzyłam kiedyś, bo sama dyszę jak parowóz nim wejdę. Odwiedzam Ją 1 - 2 razy w tygodniu, staram sie przynieść jakieś zakupy. Pani ta jest zupełnie sama, nie ma żadnej rodziny. Żyje z emerytury 1150 zł netto, na leki musi wydac miesięcznie ponad 250 zł, opłaty za mieszkanie około 350 zł. Ile pozostaje na życie ?
I teraz to pytanie - czego Ona sie boi ?

czego Ona się boi nie wiem...na to pytanie tylko ona może odpowiedzieć a widzę że:

nie ma grupy niepełnosprawności i dodatku pielęgnacyjnego z zus-u
oraz zaniedbanie w czasie (zmiany mieszkania na parter)

Mając rodzinę czy nie gdy widzi się pierwsze oznaki niedogodności uciążliwych już trzeba coś robić w tym kierunku.

Koleżanka mając 60 lat gdy kłopot był dla niej wejścia na 4p zmieniła mieszkanie na pierwsze piętro. Parę lat to trwało zanim znalazła chętnego na swoje.

Zadbać i dbać o siebie gdy lat przybywa a siły mniej to sprawa najważniejsza.

martok
21-02-2013, 09:51
Mam znajomą w wieku 80++ (dwa plusy, bo bliżej 90). Choruje na serce, cukrzycę, tarczycę, reumatyzm , nadciśnienie, widzi tylko jednym okiem, o drobniejszych dolegliwościach nie wspomnę. (...) Żyje z emerytury 1150 zł netto, na leki musi wydac miesięcznie ponad 250 zł, opłaty za mieszkanie około 350 zł. Ile pozostaje na życie ?

Twój przykład przypomniał mi moją nieżyjącą od dwóch lat ciocię. Miała wszystkie przypadłości, które opisujesz, plus to, że była przez 20 lat przykuta do wózka inwalidzkiego, miała też bardzo niesprawne ręce i nigdy niegojącą się ranę na plecach. Jej emerytura - ok. 1400 zł, mieszkała sama, choć odwiedzały ją (i trochę pomagały) sąsiadki. Jednym słowem - bieda i ciężkie choroby Zarazem była to chyba najpogodniejsza, najsympatyczniejsza i najbardziej kontaktowa osoba pod słońcem. Nigdy jej nie widziałem w złym humorze, nigdy się z nikim nie pokłóciła i na nikogo się nie obrażała. Ze wszystkich swoich krewnych ją lubiliśmy najbardziej.

Wydaje mi się, że ten przykład może też być krzepiący dla Baburki - założycielki tego wątku. Myślę, że ona też może znaleźć pewne podstawy do optymizmu, skoro znajdowała je jakimś cudem kobieta tak ciężko doświadczona.

Baburko - powodzenia w walce ze złymi myślami.
*

madera1938
21-02-2013, 10:28
Twój przykład przypomniał mi moją nieżyjącą od dwóch lat ciocię. Miała wszystkie przypadłości, które opisujesz, plus to, że była przez 20 lat przykuta do wózka inwalidzkiego, miała też bardzo niesprawne ręce i nigdy niegojącą się ranę na plecach. Jej emerytura - ok. 1400 zł, mieszkała sama, choć odwiedzały ją (i trochę pomagały) sąsiadki. Jednym słowem - bieda i ciężkie choroby Zarazem była to chyba najpogodniejsza, najsympatyczniejsza i najbardziej kontaktowa osoba pod słońcem. Nigdy jej nie widziałem w złym humorze, nigdy się z nikim nie pokłóciła i na nikogo się nie obrażała. Ze wszystkich swoich krewnych ją lubiliśmy najbardziej.
*
Ta moja znajoma z usposobienia nie jest bynajmniej zrzędzącą i nieżyczliwą osobą. Interesuje się wieloma zagadnieniami, ksiązek juz nie czyta z uwagi na wzrok, ale gazetę czasami owszem.
Orzeczenie o niepełnosprawności posiada, korzysta przy obliczaniu dochodu ze zniżki na zakup leków. Kwota emerytury to jest juz z dodatkiem pielęgnacyjnym ( o niego nie trzeba sie starać, ZUS przyznaje z urzędu).
Owszem, mogłaby sie postarac o dochodzącą opiekunkę, ale za to trzeba płacić.
A nie pomyślała o przyszłości w wieku 60 lat, pewnie dlatego, że wtedy jeszcze żył mąż i córka.
Zamiana mieszkania - nie wchodzi w grę. Najpierw trzeba by było sprzedać obecne, kupić inne, wszystko wymaga wysiłku.
Czasami trzeba pogodzic sie z faktem, że są sytuacje bez wyjścia.

Arti
21-02-2013, 11:01
Ta moja znajoma z usposobienia nie jest bynajmniej zrzędzącą i nieżyczliwą osobą. Interesuje się wieloma zagadnieniami, ksiązek juz nie czyta z uwagi na wzrok, ale gazetę czasami owszem.
Orzeczenie o niepełnosprawności posiada, korzysta przy obliczaniu dochodu ze zniżki na zakup leków. Kwota emerytury to jest juz z dodatkiem pielęgnacyjnym ( o niego nie trzeba sie starać, ZUS przyznaje z urzędu).
Owszem, mogłaby sie postarac o dochodzącą opiekunkę, ale za to trzeba płacić.
A nie pomyślała o przyszłości w wieku 60 lat, pewnie dlatego, że wtedy jeszcze żył mąż i córka.
Zamiana mieszkania - nie wchodzi w grę. Najpierw trzeba by było sprzedać obecne, kupić inne, wszystko wymaga wysiłku.
Czasami trzeba pogodzic sie z faktem, że są sytuacje bez wyjścia.

z każdej sytuacji jest wyjście a że wymaga to wysiłku to oczywiste.

Opłata za opiekunkę jest obliczana od dochodu i córka może tym się zająć tylko trzeba jej powiedzieć.

Książki są na płytach i kasetach i biblioteki takich zbiorów też są.

a poza tym rozmawiamy o osobie która być może nie jest zainteresowana by cokolwiek zmieniać.

dodatek pielęgnacyjny z zus-u może otrzymywać osoba ze znacznym stopniem niepełnosprawności i tu wiek się nie liczy.

martok
21-02-2013, 11:02
Czasami trzeba pogodzic sie z faktem, że są sytuacje bez wyjścia.

Sytuacjom bez wyjścia można niekiedy w porę zapobiec. Z tego powodu uważam, że ewentualną decyzję o przeprowadzce do pensjonatu powinno się podjąć, gdy człowiek jest jeszcze choć trochę sprawny. Sprawny na tyle, aby osobiście wytypowane miejsca odwiedzić i ocenić, czy się nadają. Z mieszkaniem też niekiedy sprawa bywa ułatwiona. Jeśli oddaje się mieszkanie komuś z rodziny, ten ktoś może zobowiązać się do pokrywania części kosztów pobytu w PS i takie zobowiązanie będzie miało moc prawną, tzn. nie da się już od niego wykręcić.

Ale wszystko to trzeba robić w porę. Kiedy ma się już blisko 90 lat, to faktycznie trudna sprawa - taka akcja wymaga energii i pewnej jasności umysłu. Amerykanie przenoszą się do tzw. miasteczek seniora zwykle zaraz po sześćdziesiątce (nie wszyscy oczywiście - ci, którzy taką opcję wybierają). W Polsce miasteczek seniora jeszcze nie ma, choć w ostatnim dziesięcioleciu były aż trzy projekty tego rodzaju. Wszystkie niestety upadły.
*

Arti
21-02-2013, 11:12
żadne miejsce w takim zbiorowisku nie nadaje się do życia ..do wegetacji tak.
Tylko przymusowe sytuacje zmuszają do bycia tam.

monia
21-02-2013, 11:30
Jestem samotna mimo że mam dzieci .Przez tych 15-lat nauczyłam się z tym żyć .Jest to mój wybór ..Zima daje mi w kość bo mam dużo wolnego ale czekam wiosny i w tedy czasu mi brak. Lubię zwiedzać (posiadam samochód) .W pełni lata błogie lenistwo nad jeziorami, rower świetnie zabija nudę .Wędkowanie to też świetna zabawa. Grzyby i inne dary lasu pozwalają odpędzić złe myśli.Pomijając okres zimowy jestem bardzo zadowolona z mojej samotności.

madera1938
21-02-2013, 11:32
z każdej sytuacji jest wyjście a że wymaga to wysiłku to oczywiste.

Opłata za opiekunkę jest obliczana od dochodu i córka może tym się zająć tylko trzeba jej powiedzieć.

Książki są na płytach i kasetach i biblioteki takich zbiorów też są.

a poza tym rozmawiamy o osobie która być może nie jest zainteresowana by cokolwiek zmieniać.

dodatek pielęgnacyjny z zus-u może otrzymywać osoba ze znacznym stopniem niepełnosprawności i tu wiek się nie liczy.

Anno ! Pewno, że na wszystko jest rada, ale:
a) dodatek pielęgnacyjny do emerytury z ZUS nie zalezy od stopnia niepełnosprawności, tylko od wieku (75 lat); może miałas na mysli rencistów;
b) do odczytywania płyt i kaset trzeba miec sprzęt, a ten trzeba zakupic; za co ?
c) córka juz matce nie pomoże, bo nie żyje (napisałam wczesniej o tym). I od razu zaznaczam, że wnuków nie ma.
Poza tym trzeba sie zgodzic z tym, że osoba w tym wieku nie ma juz ochoty ani energii ani środków, aby cos w swoim życiu zmieniać. Chce tylko w miarę godnie doczekac końca . I moim zdaniem trzeba rozumiec jej lęki i obawy, udzielanie rad tylko podbudowuje nasze ego, ale trzeba brac pod uwagę realia.
Ja jednak twierdze, że są sytuacje bez wyjścia, takie, w których mozna czekac tylko na jakieś losowe ich rozwiązanie.

baburka
21-02-2013, 11:39
Dziękuję, Anielko, za słowa zrozumienia. Kiedy tylko cokolwiek sensownego wymyślę w temacie swojego pojedynczego życia, niezwłocznie dam Ci znać. Wiesz, już sam fakt, że inni borykają się z podobnymi problemami, wpływa krzepiąco. Człowiek jednak wredny jest jak nie wiem co;)

baburka
21-02-2013, 11:41
Dla mnie to przedpokój w zaświaty..tym ludziom odechciewa się żyć.
I chyba słusznie :(

martok
21-02-2013, 11:46
żadne miejsce w takim zbiorowisku nie nadaje się do życia ..do wegetacji tak.
Tylko przymusowe sytuacje zmuszają do bycia tam.

To Twoja opinia. Ja mam inne zdanie w tej sprawie, gdyż znam wielu ludzi, którzy twierdzą, że nigdy i nigdzie wcześniej nie żyło się im tak dobrze. Mówią, że czują się jak na nieustających wczasach. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, tak jak nie wszystkim jest dobrze, gdy żyją na łasce złośliwej, brutalnej i chciwej rodziny. Losy układają się różnie, dlatego decyzje życiowe ludzi bywają odmienne. A zawsze dobrze jest znać różne opcje, jakie mamy do wyboru przed nieuchronną śmiercią.
*

baburka
21-02-2013, 11:50
Tytuł wątku "Boję się"
czego? jest powód i temu się warto przyjrzeć :)
Przede wszystkim boję się starości. Zauważam, jak mentalnie coraz bardziej odpadam od świata. Boję się fizycznego niedołęstwa i konieczności polegania na opiece innych. Chyba uchwyciłaś sedno problemu: nie tyle samotność, co starość. Gdyby nie starość, samotność nie byłaby tak groźna.

Lila
21-02-2013, 11:53
Dziękuję, Anielko, za słowa zrozumienia. Kiedy tylko cokolwiek sensownego wymyślę w temacie swojego pojedynczego życia, niezwłocznie dam Ci znać. Wiesz, już sam fakt, że inni borykają się z podobnymi problemami, wpływa krzepiąco. Człowiek jednak wredny jest jak nie wiem co;)

Baburko, dziewczyno której posty mnie zachwyciły, gdy zalogowałam się na KSC.:)
Poczytaj pewien blog, który śledzę od lat. Zacznij od początku, chociaż wyrywkowo.

Blog o nadziei i ....samotności już bez nadziei.

http://kreatywnaromantyczka.blogspot.com/

Tytułowa Indianka ( imię na cześć ukochanej klaczy Indiany)- Izabela- w wieku trzydziestu kilku lat przenosi się z dużego miasta na mazurską wieś,
kupując zrujnowane gospodarstwo. Wraz z narzeczonym.
Niestety jak to bywa, narzeczony znika. Rzeczywistość go przerosła.
Dziewczyna jest sama wiele lat, wśród nieżyczliwych sąsiadów, dla których samotna kobieta na gospodarstwie i na dodatek z miasta, jest obiektem drwin, który na dodatek łatwo okraść. Ma konie, kozy, krowy...ale jej marzenia o agroturystyce legły w gruzach.
Obecnie to walka o przetrwanie.

Jej dzień jak codzień.

Indianka się czuje dziś niezbyt. Wczoraj wieczorem wykąpała się, a potem długo nie mogła zasnąć. Dziś rano obudziła się z bólem podbrzusza i ogólną sennością i niemrawością ;) Ambitny plan natargania słomy i siana do stajni oraz drewna z pola do domu - ucierpi na tym. Zrobi ile może i jak może. W domu raczej nic już nie zrobi. Szczęściem obiad ugotowany. Wystarczy podgrzać. Karma dla psa też gotowa - wczoraj ugotowana. W piecu się rozpaliło, ale nie ma co podłożyć. Trzeba wrzucić cokolwiek, aby ogień podtrzymać. Choćby suche badyle z ganku i podwórka.

Po południu przybył wspaniały, niezawodny Pan Listonosz. Przyniósł bardzo ważną, długo wyczekiwaną przesyłkę.

Indiankę boli głowa i podbrzuszek. Czuje się coraz gorzej. Chyba spędzi tego Sylwestra w łóżku i nawet nie otworzy szampana. Koniom i kozom natargała słomy i siana. Opału z lasu już nie. Nie ma siły i za bardzo ją boli. Zajrzy jeszcze do kur i królików i kładzie się do łóżka.

I jest sama, poza wolontariuszami.

Blog ma masę pięknych zdjęć.
Gorąco polecam.:)

maluna
21-02-2013, 12:00
Przy okazji i ja skorzystam, dziękuję za link,
zapisałam w ulubionych i w wolnej chwili będę czytać,
zapowiada się ciekawie:)

baburka
21-02-2013, 12:13
Baburko - powodzenia w walce ze złymi myślami.
*
Naprawdę staram się, jak mogę. Dziękuję:)

baburka
21-02-2013, 12:24
Wybacz, ale "romantyzm" co nieco mnie mierzi. Mam znaczące problemy finansowe, wynikające z życia takiego, jakim jest, a więc drapieżnego i bezwzględnego. Zamiast bólu w podbrzuszu istotę mojego problemu będzie stanowić fakt, skąd wziąć na niezbędne leki.Wzloty i odloty na świetlanej nucie mało mnie poruszają. Kiedyś żyłam w odrealnionym świecie, kiedyś... Nie chciałabym tam wrócić.

Lila
21-02-2013, 12:36
W porządku, nie ma przymusu czytania.
Być może - jak i maluna :)-ktoś się zainteresuje tym blogiem,
bo romantyzmu w nim nie ma za grosz. Jest walka z ubóstwem. Już przegrana.

Powodzenia.

Arti
21-02-2013, 12:38
Anno ! Pewno, że na wszystko jest rada, ale:
a) dodatek pielęgnacyjny do emerytury z ZUS nie zalezy od stopnia niepełnosprawności, tylko od wieku (75 lat); może miałas na mysli rencistów;
b) do odczytywania płyt i kaset trzeba miec sprzęt, a ten trzeba zakupic; za co ?
c) córka juz matce nie pomoże, bo nie żyje (napisałam wczesniej o tym). I od razu zaznaczam, że wnuków nie ma.
Poza tym trzeba sie zgodzic z tym, że osoba w tym wieku nie ma juz ochoty ani energii ani środków, aby cos w swoim życiu zmieniać. Chce tylko w miarę godnie doczekac końca . I moim zdaniem trzeba rozumiec jej lęki i obawy, udzielanie rad tylko podbudowuje nasze ego, ale trzeba brac pod uwagę realia.
Ja jednak twierdze, że są sytuacje bez wyjścia, takie, w których mozna czekac tylko na jakieś losowe ich rozwiązanie.

* mam koleżankę z orzeczeniem znacznym (onkologiczna) która ma 60l i pani z zus-u powiedziała jej że ma złożyć u nich o dodatek ( w jej sytuacji)

* sprzęt do odtwarzania przy orzeczeniu jest % dofinansowywany przy jakich stopniach nie wiem.

*można też dać ogłoszenie gdzieś, że taki sprzęt potrzebny jest. Ludzie czasem nie mają komu go dać a wyrzucić szkoda.

* być może i zamiana mieszkania też by doszła do skutku gdyby tylko trzeba to ogłosić.

Dopóki będzie się siedziało nie ogłaszając ludziom problemu to sytuacja się nie zmieni...

to tak jak z wygraniem w totolotka...dopóki nie wyślesz kuponu nie masz szansy na wygranie.


Lila...pozdrawianki...do linku zaglądnęłam..
ot życie :)

baburka
21-02-2013, 12:39
z każdej sytuacji jest wyjście a że wymaga to wysiłku to oczywiste.

Wydaje mi się, że nieco szarżujesz, zgodnie z obowiązującą obecnie linią, szeroko propagującą dążenie do szczęścia jako cel naczelny. Czasami są sytuacje, na które tylko wypada się zgodzić w imię zachowania godności, co często ma się nijak do osiągalnej szczęśliwości;)

baburka
21-02-2013, 12:41
Słowem: nie ma jak zostać na starość żebrakiem. Trzeba przy tym mieć niezłe zdrowie, żeby obskoczyć wszelkie instytucje i inne pomocowe źródła.

baburka
21-02-2013, 12:49
Przyglądam się takim pensjonatom i w takim w jakim chciałabym zamieszkać to mogę pomarzyć.Nie na emerycką kieszeń.
To oczywiste stwierdzenie wyłącza w oczywisty sposób wiele innych rozważań na temat starości, spędzanej wśród rówieśników.

baburka
21-02-2013, 12:53
Uważam, że nie ma gorszego pomysłu niż wyzbycie się własnego mieszkania. Moja babcia zamieszkała z wieloletnią przyjaciółką, ze wspołnego życia obie zrobiły sobie piekło. Nie miały jak się rozstać. Coś jakby obrączka na palcu;)))

Arti
21-02-2013, 12:55
Przede wszystkim boję się starości. Zauważam, jak mentalnie coraz bardziej odpadam od świata. Boję się fizycznego niedołęstwa i konieczności polegania na opiece innych. Chyba uchwyciłaś sedno problemu: nie tyle samotność, co starość. Gdyby nie starość, samotność nie byłaby tak groźna.

oj Baburko a skąd pewność że dożyjesz starości chyba lepiej zająć się dniem dzisiejszym zamiast snuć scenariusze
Rób co masz do zrobienia w danym dniu to zdrowsze.

baburka
21-02-2013, 13:04
oj Baburko a skąd pewność że dożyjesz starości
A wiesz, że codziennie się tą myśl a podbudowuję?:))) Jednak moi rodzice przeskoczyli 80tkę i nie wiem dlaczego mnie także się majaczy, że będę skazana na aż tak wiele. Zważywszy moje choroby: Tak! Masz rację!:)))

Arti
21-02-2013, 13:05
Wydaje mi się, że nieco szarżujesz, zgodnie z obowiązującą obecnie linią, szeroko propagującą dążenie do szczęścia jako cel naczelny. Czasami są sytuacje, na które tylko wypada się zgodzić w imię zachowania godności, co często ma się nijak do osiągalnej szczęśliwości;)

:D Baburko he he w imię zachowania godności to lepiej nie zwracać się o pomoc?

Słowem: nie ma jak zostać na starość żebrakiem. Trzeba przy tym mieć niezłe zdrowie, żeby obskoczyć wszelkie instytucje i inne pomocowe źródła.

instytucje są coby pomagać a pieniądze mają z podatków nas wszystkich...chyba podatek płacisz :)

madera1938
21-02-2013, 13:06
Czasami są sytuacje, na które tylko wypada się zgodzić w imię zachowania godności, co często ma się nijak do osiągalnej szczęśliwości;)

Baburko, zgadzam sie z Twoim poglądem. Ludziom wydaje się, że poradziliby sobie w każdej sytuacji, zmieniliby ja wg własnych potrzeb - tak myślą, dopóki sie w takiej sytuacji nie znajdą. Ale takiego przekonania sie o swoich mozliwościach na własnej skórze nikomu nie życzę. Nikt nie wie, jakby się zachował w określonej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie.
Pozdrawiam !

madera1938
21-02-2013, 13:12
[QUOTE=Artfilka



instytucje są coby pomagać a pieniądze mają z podatków nas wszystkich...chyba podatek płacisz :)[/QUOTE]


Zeby otrzymac tzw. pomoc społeczną nie mozna przekroczyc granicy bodajże 320 zł (trzysta dwadzieścia) :mad: dochodu miesięcznego na osobę.
Masz na to jakąs radę ?:mad:

Arti
21-02-2013, 13:16
[/B]
Ludziom wydaje się, że poradziliby sobie w każdej sytuacji, zmieniliby ja wg własnych potrzeb - tak myślą, dopóki sie w takiej sytuacji nie znajdą. Ale takiego przekonania sie o swoich mozliwościach na własnej skórze nikomu nie życzę. Nikt nie wie, jakby się zachował w określonej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie.
Pozdrawiam !

Dobrze jest określić co chcesz zmienić. Zobaczyć czy to jest realne i czy dasz radę sama czy trzeba szukać pomocy zwracając się do ludzi.

madera1938
21-02-2013, 13:20
Była kiedyś w tv dla dzieci taka postać "Wujek dobra rada".

Arti
21-02-2013, 13:24
Zeby otrzymac tzw. pomoc społeczną nie mozna przekroczyc granicy bodajże 320 zł (trzysta dwadzieścia) :mad: dochodu miesięcznego na osobę.
Masz na to jakąs radę ?:mad:

Nie wiem komu i na ile pomoc społeczna może pomóc lecz zainteresowany tylko tam może się dowiedzieć przedstawiając swą sytuację.

Arti
21-02-2013, 13:25
Była kiedyś w tv dla dzieci taka postać "Wujek dobra rada".

Rad nie daję :D tylko sugeruję a obracając się wśród ludzi słyszę i widzę i tą wiedzą się dzielę.:)

baburka
21-02-2013, 16:40
Trzeba w cudzych butach chodzić, żeby zrozumieć, gdzie uwierają.

babciela
21-02-2013, 16:57
A ja uwazam, ze w sytuacji Baburki- jezeli ona nie bedzie chciala sobie pomóc, to na nic Wasze rady.
Wszyscy boimy się starosci- przede wszystkim tej zniedołeznialej- ale czy nalezy to JUZ i TERAZ ozpatrywac- na pewne sprawy my sami nie mamy wplywu,mozemy pokierowac pewnymi rzeczami naszego zycia, ale nie wszystkimi.Moze zacznijmy się cieszyc z tego co dzisiaj mamy...

cha_ga
21-02-2013, 18:00
Baburko, strach przed starościa, zniedołęznieniem, brakiem srodków do zycia ..to niestety odczuwa niejedna z nas.Depresja to choroba która dotyka tez osoby, które z pozoru maja wszystko i zero kłopotów...leki moga bardzo pomóc, o ile odpowiednio dobrane, ale niestety trzeba tez pracowac samemu, najlepszym sposobem to miec jak najwiecej zajęc i obowiazków, wtedy nie ma czasu na myslenie o kłopotach...ja wiem łatwo powiedziec, ale jak to zrealizować kiedy człowiekowi z depresja nic sie nie chce... czasem pomaga gniew, taki zdrowy gniew na siebie, uswiadomienie sobie, ze nasze uczucia zależą tylko od nas i tylko my sami możemy cos tu zmienic! W psychoterapie nie wierzę, ona nie dla każdego...ale autosugestie maja moc. A poza tym boimy sie tej starosci a ona i tak nadejdzie, zauwazcie,ze nieraz ludzie z wiekiem staja się bardziej obojetni, bardziej spolegliwi, moze i mniej sie boja, bo co to da bać się tego co nieuniknione?

largetto
21-02-2013, 20:07
czytam wypowiedzi Baburki .... i przyznaje że sama mam często takie mysli....co bedzie jak zniedołężnieję ?
dzieci maja swoje zycie i nie sądze aby chciały zająć sie niedołężną matką, wnuków też nie mam....
jedyna bliska osoba to mąż - tez emeryt, bez wnuków, a jedyny jego adoptowany syn został wydziedziczony / wyrok za znęcanie się nad nami i wyrok eksmisyjny/
My jesteśmy małżeństwem z odzysku, możemy polegac tylko na sobie, ale wiadomo zaczynają sie choroby, starzejemy się.....
a instytucje ? śmiechu warte, dostają ci co nigdy nie pracowali, są tzw. elementem społecznym, albo corocznymi samotnymi mamusiami z dzieckiem od innego tatusia....
tym którym jest naprawdę źle nie pomaga się, bo właśnie ci ludzie maja swoja godność, ambicję i honor, i dopóki moga to sobie jakos radzą....
gorzkie to jak nasze społeczeństwo traktuje emerytów i rencistów.... pisałam też o tym na swoim blogu....
i rozumiem Baburkę:(

Arti
21-02-2013, 20:37
czytam wypowiedzi Baburki .... i przyznaje że sama mam często takie mysli....co bedzie jak zniedołężnieję ?

Niektórzy ten problem rozwiązują.
Załatwiają sobie pobyt w domu seniora, sprzedając mieszkanie i wszystko to co uważają za zbędne.

tym którym jest naprawdę źle nie pomaga się, bo właśnie ci ludzie maja swoja godność, ambicję i honor, i dopóki moga to sobie jakos radzą....

o pomoc trzeba się starać a ludzie się wstydzą pójść do instytucji..i nikt nie zadba. Zadbać o siebie trzeba samemu.

Scarlett
21-02-2013, 20:48
Baburka pisze tutaj o najsmutniejszej chorobie, o depresji, na którą zapadają najczęściej naj inteligentniejsze osoby na kuli ziemskiej, które są dumne, które nie lubią prosić i żebrać, a w naszym kraju trzeba właśnie żebrać, na leki, które pozwolą przespać każdą kolejną noc i przeżyć kolejny dzień i jak napsisała

Trzeba w cudzych butach chodzić, żeby zrozumieć, gdzie uwierają.:rolleyes:

Ależ owszem można biegać po przybytkach kultury, wystawach, galeriach, ale czy osobie cierpiącej na depresję się chce?
Figa z makiem, bo brakuje jej środków i ledwo wiąże koniec z końcem, a na leki musi mieć, bo ciężko jest żyć:mad:

largetto
21-02-2013, 21:03
Artfilko czy ty chciałabys iśc do domu seniora czy inaczej starców? widziałaś pewnie programy o tym co sie tam dzieje.... może nie we wszystkich ...ale ci starsi ludzie chorzy, którzy tam zyja nie potrafia sie nawet poskarżyć... są jak małe , bezbronne dzieci.... a wszystko to dzieje się za zamknietymi drzwiami....
niech mnie Pan Bóg broni abym sie tam nie dostała....

dobrze jest dawać dobre rady jak sie jest jeszcze sprawnym na ciele i umysle.....
mnie taka wizja pomimo tego przeraża....

a odnosnie pomocy.... widziałaś jak mieszkają starzy ludzie na wsi? gdzie do autobusu maja kilometr drogi , a autobus jedzie 2 razy dziennie ? czy potrafia się poruszać po mieście i trafić do instytucji właściwej ? kiedy nawet wyjscie z własnego domu do szopki po drzewo staje się problemem ?
z mieszkania w bloku tego nie widać..... ja mieszkam na wsi i widze te ludzkie tragedie..... ci starsi ludzie nawet nie wiedza że mogą o cokolwiek poprosić Państwo.... no może o dary z kościoła, ale tez jest problem z dojściem i powrotem do domu....
Nie ma właściwego systemu pomocy ludziom niedołężnym i starym, zobacz jak to jest rozwiązane w Ameryce czy Skandynawii....
a o wielkości u [ wiekszości ] naszych emerytur nie wspomnę..... czym opłacic taki dom opieki ?
to nie tak łatwo powiedzieć ...zadbać o siebie samemu...
gdyby tak było to wszyscy nasi emeryci opływali by w luksus, tak jak to jest na zachodzie, że właśnie na emeryturze jeździ się na zagraniczne wycieczki, zwiedza kontynenty...
co może babcia czy dziadek wiejski który zdał ziemię za "emeryturę " i ma jej 600-700 zł?
długi to temat i trudny....
a dobrymi radami wybrukowano piekło....

Anielka
21-02-2013, 21:21
Niektórzy ten problem rozwiązują.
Załatwiają sobie pobyt w domu seniora, sprzedając mieszkanie i wszystko to co uważają za zbędne.



o pomoc trzeba się starać a ludzie się wstydzą pójść do instytucji..i nikt nie zadba. Zadbać o siebie trzeba samemu.

Nie gniewaj się ,ale Ty chyba nie rozumiesz na czym polega depresja.Człowiekowi nie chce się wstać,ubrać,jeść,czasami żyć a Ty o załatwianiu spraw mówisz.Depresja to nie jest grypa,ze weźmiesz kilka tabletek i jesteś zdrowa.
Przepraszam Aniu,ze tak obcesowo,ale wiem o czym mówię .Z depresją walczyłam 7 długich lat i doskonale Baburkę rozumiem.Ona sama musi zawalczyć o siebie i życzę coby jej się udało.

Arti
21-02-2013, 21:22
Artfilko czy ty chciałabys iśc do domu seniora czy inaczej starców? widziałaś pewnie programy o tym co sie tam dzieje....

już pisałam tu
Dom seniora to dla mnie konieczność nie wybór.
Byłam, widziałam i uważam że przebywanie tam dla mnie to równia pochyła nawet jak będzie luksusowy.

largetto
21-02-2013, 21:36
no wlasnie ...to koniecznośc ale jakże smutna :(

czarna
21-02-2013, 22:11
Ja znam ludzi,którzy właśnie się cieszą ,że na starość mogą przebywać w domu opieki...nie są samotne i mają zapewniona fachową opiekę w każdej chwili.Naprawdę!

Arti
21-02-2013, 22:20
Nie gniewaj się ,ale Ty chyba nie rozumiesz na czym polega depresja.Człowiekowi nie chce się wstać,ubrać,jeść,czasami żyć a Ty o załatwianiu spraw mówisz.Depresja to nie jest grypa,ze weźmiesz kilka tabletek i jesteś zdrowa.
Przepraszam Aniu,ze tak obcesowo,ale wiem o czym mówię .Z depresją walczyłam 7 długich lat i doskonale Baburkę rozumiem.Ona sama musi zawalczyć o siebie i życzę coby jej się udało.

Anielko :* :) gratuluję

i to prawda, wiem ..jeśli się nie zawalczy o siebie, o zdrowie to żadna pastylka nie leczy. Pomoże na krótko lecz nie leczy.

Serotonina to jeden z najbardziej znanych hormonów bo bez serotoniny nie bylibyśmy w stanie prawidłowo funkcjonować i tu jest przyczyna..brak ..więc skoro jest zdiagnozowana depresja wymaga i leku i pracy coby organizm zaczął sam ją produkować.
To ważny neuroprzekaźnik, w znacznym stopniu odpowiedzialny za nasz nastrój, a także funkcjonowanie układu pokarmowego, i w efekcie zdrowie ogólne...

więc działanie zacząć trzeba od leczenia i pracy w kierunku wychodzenia a nie dołowania myślowego.
Depresja prowadzi do zgonu.

Baburka ma do wyboru żyć lub...
piszę o możliwościach załatwiania problemów, sugeruję zwracanie się o pomoc do ludzi.
Tkwienie w bezruchu w sytuacji przykrej nie jest korzystne...trzeba zrobić krok do przodu jeśli chce się żyć.
W załatwianiu spraw pomogą ludzie lecz trzeba się do ludzi zwrócić.

Arti
21-02-2013, 22:36
a odnosnie pomocy.... widziałaś jak mieszkają starzy ludzie na wsi? gdzie do autobusu maja kilometr drogi , a autobus jedzie 2 razy dziennie ? czy potrafia się poruszać po mieście i trafić do instytucji właściwej ? kiedy nawet wyjscie z własnego domu do szopki po drzewo staje się problemem ?
z mieszkania w bloku tego nie widać..... ja mieszkam na wsi i widze te ludzkie tragedie..... ci starsi ludzie nawet nie wiedza że mogą o cokolwiek poprosić Państwo.... no może o dary z kościoła, ale tez jest problem z dojściem i powrotem do domu....
Nie ma właściwego systemu pomocy ludziom niedołężnym i starym, zobacz jak to jest rozwiązane w Ameryce czy Skandynawii....

Nasze państwo nie jest państwem opiekuńczym.

a o wielkości u [ wiekszości ] naszych emerytur nie wspomnę..... czym opłacic taki dom opieki ?
to nie tak łatwo powiedzieć ...zadbać o siebie samemu...
gdyby tak było to wszyscy nasi emeryci opływali by w luksus, tak jak to jest na zachodzie, że właśnie na emeryturze jeździ się na zagraniczne wycieczki, zwiedza kontynenty...
co może babcia czy dziadek wiejski który zdał ziemię za "emeryturę " i ma jej 600-700 zł?


Emerytury? dobrze że jeszcze są a że zdali ludzie ziemię za emerytury to ich decyzja była. Kiedy emerytury zaczęli brać tych pieniędzy starczało.
:rolleyes: nie jestem pewna czy starzy ludzie chcieliby opuścić swój dom nawet gdy nawet wyjscie z własnego domu do szopki po drzewo staje się problemem.
:rolleyes: a sąsiedzi tych ludzi to coś robią aby ulżyć tym ludziom?

baburka
22-02-2013, 08:43
... Wszystkim, którzy zabrali głos w moim wątku, za życzliwość i poświęcony mi czas. Spojrzenie z boku rzuca zawsze nowe światło na poruszane zagadnienie. Skorzystam z Waszych wypowiedzi, na ile tylko mi się uda. :)

largetto
22-02-2013, 11:01
w zasadzie nikt sie tymi samotnymi ludźmi nie interesuje, młodzi nie zwracaja uwagi....starzy ? to ich problem...
ssmutne jest jednak to że ci starzy ludzie maja niekiedy rodziny w mieście bądź za granicą, ale pomocy - nie.
a nie dziwię sie że nie chca opuścić swojego domu ....to ich miejsce i chcą tam dotrwać aż do śmierci.
Ludzie na wsi zwłaszcza młodzi też się zamykaja na środowisko, bawią się we własnym gronie, a tych starych jest juz coraz mniej....
a może jest inaczej ? ja mieszkam na wsi dopiero 2 lata i patrzę świeżym okiem, a dla innych to może już i norma?
nie wiem :(

baburka
22-02-2013, 12:19
Ludzie na wsi zwłaszcza młodzi też się zamykają na środowisko, bawią się we własnym gronie, a tych starych jest juz coraz mniej....
a może jest inaczej ? ja mieszkam na wsi dopiero 2 lata i patrzę świeżym okiem, a dla innych to może już i norma?
nie wiem :(
To norma ogólnokulturowa. Świat młodych i starych został przecięty ostrą linią demarkacyjną, bo też pierwszy raz w dziejach cywilizacji się zdarzyło, że młodzi posiadają wiedzę większą od starych, a tym ostatnim wypada wejść w rolę uczniów. Nie ma już grupy nestorów, którzy objaśnialiby świat i życie; w ich miejsce postęp cywilizacyjny postawił zidiociałych staruszków, z którymi nie wiadomo, co począć. Najlepiej - w domyśle - wiadomo co byłoby uczynić, aby życie młodych (obowiązujący kanon) toczyło się w niezakłócony sposób, także wyrzutami sumienia.

cha_ga
22-02-2013, 12:21
I na wsi i w mieście jest to samo, na wsi o tyle jest trudniej,ze dochodzi jeszcze praca fizyczna /jak nie odsnieżanie i palenie w piecu to kopanie ogródka itp./ Ludzie wszedzie jednakowi, raczej obojetni, zajęci swoimi sprawami...czasem są wyjatki, jak wszędzie...

eledand
22-02-2013, 12:49
Witam i ja pomagam Sąsiadce 80 lat,zakupy,Lekarstwa,Urzędy i co się da,kury zakmnąć,na strych myszy wygonić,Ptaszki nakarmić itd..Jest sama bezdzietna,ale ma kuzynostwo,które tylko interesuję się Cytuję;Ciotka przepisałaś już ten Dom komuś;
Ot cała wsiowa prawda.
Starzy ludzie są nikomu niepotrzebni a ci młodzi nie zdają sbie sprawy,że ich ta Starość dopadnie.
Niech tylko młodego dopadnie wypadek i kalectwo to już widzi co jest wart i kto pomoże.Nawet najbliższa rodzina ma potem tego kwękającego wyżej dziurek w nosie.
Byłam świadkiem jak dziewczynka miała Raka cała Gmina Gogolin zbierała datki na protezy,miało być super no niestety zmarła a rodzeństwo z wielkimi pretensjami do Matki,tylko nią się opiekujesz a my jesteśmy z boku.
Taka to jest teraz młodzież,ale nie powiem że są wszyscy tacy.Pozdrawiam.
Pozdrawiam miło

Bess
22-02-2013, 13:23
Trzeba w cudzych butach chodzić, żeby zrozumieć, gdzie uwierają. Ktoś powiedział też z sensem;
" Zobaczysz wszystko inaczej i o wiele lepiej oczami, które wylały łzy. "
I to wszystko trzeba przyjąć z pewną poprawką,
bo egoista zapatrzony tylko w siebie będzie widział tylko własne cierpienie, własny czubek nosa i nigdy nie dostrzeże że ktoś także cierpi może nawet bardziej.
A piszę to z własnych doświadczeń życiowych:(.
Od lat zmagam się z przewlekłymi chorobami i bólem.
Jestem z tym zupełnie sama, choć mam rodzinę. Nikt nie zdaje sobie sprawy, nikt nie ma czasu. Z początku brakowało mi kontaktów, tęskniłam, czasem nie czekając dzwoniłam, nie ukrywam że potrzebowałam rady co robić,gdzie się udać, jak załatwić....
Teraz już nawet nie chce mi się z nikim ani widzieć ani rozmawiać.
Wczoraj znów miałam straszny atak bólu, nie będę opisywać szczegółów, miałam wyznaczoną wizytę u rodzinnej ,to poszłam w nadziei że gdy zobaczy w jakim jestem stanie - pomoże, przyspieszy rezonans żeby wykluczyć najgorsze.......
Spojrzała na moją twarz zmienioną grymasem bólu, czerwone łzawiące oko/ból lewostronny/...., ach, to ból klasterowy? Leczy sie pani u neurologa? Leczę....., śmiechu warte,,,dostaje wskazówki na leki p.bólowe ogólnodostępne.
Zleciła zastrzyk ketonal z papaweryną i coś tam jeszcze,nie wiem, dowlokłam się do domu z trudem, coś powiedziałam do męża chyba że obiad może sobie odgrzać i położyłam. Dziś mniej boli, ale ledwo chodzę:(

Kilka dni temu zmarła sąsiadka z bloku na guza mózgu. Nawet nie wiedziałam że chorowała. Nikt z bliższych sąsiadów nie wspomniał.Może potrzebowała pomocy...Ale cóż sąsiedzi, kiedy bliscy są obojętni na cierpienie. Ich nie boli, nie uwiera, nie wiedzą,nie widzą,nie czują.
A wtedy świadomosć obojętności otoczenia jeszcze bardziej pogrąża.

Baburko, rozumiem cię. Dobrze ,że mogłaś sie otworzyć i pisać. Czasem to pomaga, choć nie zawsze,
bo nawet w tej chwili mam obawy czy ten tekst wysłać.

Bess
22-02-2013, 13:28
Przewrałam, bo dzwonek do drzwi, młody człowiek zbierał pieniądze na ochronę ginącej populacji rysia w Polsce.
Pewnie,szkoda że rysie giną, ale tyle złego w zasięgu wzroku i nikt nie dostrzega. Miałam mieszane uczucia.

eledand
22-02-2013, 13:28
Viko a miło Ciebie pozdrawiam bo wiem że nawet pisanie stwarza Tobie ogromny ból.Trzymaj się.

Bess
22-02-2013, 13:31
Ewo,przeczytałam teraz twój post,
wiele w nim gorzkiej prawdy.
Pozdrawiam:*

Bess
22-02-2013, 13:34
Ewo, no niestety, TO postępuje,
ale tak ciągnie do ludzi........

eledand
22-02-2013, 13:37
Viko dzięki a powiem Tobie jedno.

JAK KOCHAĆ TAKĄ OJCZYZNĘ;
gdzie pomoc mają tylko bogaci a ci biedni to na straty są już przepisani..

Bess
22-02-2013, 17:19
Viko dzięki a powiem Tobie jedno.

JAK KOCHAĆ TAKĄ OJCZYZNĘ;
gdzie pomoc mają tylko bogaci a ci biedni to na straty są już przepisani..
Ewo, można i trzeba kochać, choć tym bardziej boli to co z tą naszą ojczyzną wyprawiają. Stała się tym przysłowiowym płaszczem Radziwiłła ;ile kto urwie,ugra dla siebie,tyle będzie miał.Historia się powtarza. Nie liczy się dobro narodu. A dla mnie Ojczyzna ,to groby naszych przodków, historia umęczonego narodu, ruiny skromnego dorobku , ugory zamiast łanów zbóż .
A mógł być to kraj mlekiem i miodem płynący, nie brak było mądrych ludzi, gdzieś to się rozwiało.
Dokąd teraz zmierzamy ? Nie wiem, czarno to widzę. Przed nami już niewiele zostało, ale nasze dzieci,wnuczęta będą pamiętać wiersz jaki znaliśmy;Kto ty jesteś?Jaki znak twój?.....

I jak tu nie mieć depresji,gdy posłowie rozprawiają o prawie do eutanazji/i innych.../ zamiast prawie do leczenia na poziomie takim jak u sąsiadów zachodnich?
Tymczasem leczenie w Polsce nie dość że droższe, to nieskuteczne tak dalece,że choroba przewlekła przechodzi w inwalidztwo i w efekcie kończy się przedwczesnym zgonem.

Na podtrzymanie ducha;
Ojczyzna-Marek Grechuta
https://www.youtube.com/watch?v=ACqE-0ErffY

ciotka Klotka
22-02-2013, 18:11
Baburka, jakże Cię rozumiem. Jestem, albo bardziej byłam, w podobnej sytuacji co Ty.
Skorzystałam z pomocy fachowców i teraz cieszę się z tego, a nawet jestem dumna, że dałam radę. Przyrzekłam sobie , że postaram się aby nie wrócić do takiego stanu w jakim kiedyś się znalazłam.
Widzę, że jesteś z Wielkopolski, ja też więc jesteśmy z tych samych stron :)
Jakbyś chciała porozmawiać , popisać lub czegokolwiek, a będę w stanie sprostać to służę, tylko daj sygnał.

Martok,
jestem tego samego zdania co Ty.

Vika,
bardzo Ci współczuję ale co z tego mojego współczucia jak tak bardzo cierpisz. Przytulam Cię serdecznie.

Siri
22-02-2013, 19:27
o pomoc trzeba się starać a ludzie się wstydzą pójść do instytucji..i nikt nie zadba. Zadbać o siebie trzeba samemu.

Byłam po 32 latach pracy na zasiłku ,bo jeszcze nie miałam wieku...renty mi ZUS nie przyznał...Sama szukałam pomocy gdzie się dało...Umiesz liczyć licz na siebie...:)

largetto
22-02-2013, 19:48
Vika w zupełności się z toba zgadzam.... nie rozumiem tej naszej antypolskiej polityki rządowej....
nie mamy juz nic, wszystkie strategiczne zakłady zostały sprzedane, sprzedana ziemia,
tez mysle o swoich dzieciach.... co zostanie dla nich....czy tylko Katechizm Polaka Władysława Bełzy ?


"Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem."

Cyprian Kamil Norwid


cóż jeszcze dodać do tych słów ?:mad:

baburka
23-02-2013, 14:55
Ciotko Klotko, doceniam Twoją propozycję. Jeśli nie będę umiała się powstrzymać przed wyżaleniem się na życiej, jakie mnie dpadło, niewątpliwie skorzystam z Twojej otwartości, a wypróbuję cierpliwość;)))

Bess
23-02-2013, 16:26
Vika,
bardzo Ci współczuję ale co z tego mojego współczucia jak tak bardzo cierpisz. Przytulam Cię serdecznie.

Dziękuję,czasem dobre słowo działa jak balsam i ulgę przynosi.Pozdrawiam serdecznie:*

Bess
23-02-2013, 16:29
Baburko, będzie dobrze, podżwigniesz się,
jesli tylko zdrowie będzie dopisywać dasz radę.
Pozdrawiam:)

MARYLCIA 54
23-02-2013, 18:28
Vika w zupełności się z toba zgadzam.... nie rozumiem tej naszej antypolskiej polityki rządowej....
nie mamy juz nic, wszystkie strategiczne zakłady zostały sprzedane, sprzedana ziemia,
tez mysle o swoich dzieciach.... co zostanie dla nich....czy tylko Katechizm Polaka Władysława Bełzy ?


"Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem."

Cyprian Kamil Norwid



cóż jeszcze dodać do tych słów ?:mad:

Moim skromnym zdaniem ... już nic nie trzeba dodawać !!!!!!!!!!!!!!!!!

baburka
23-02-2013, 18:49
podżwigniesz się,
jesli tylko zdrowie będzie dopisywać dasz radę.

Czy mam wybór?;)

baburka
23-02-2013, 19:01
szukałam pomocy gdzie się dało...Umiesz liczyć licz na siebie...:)
Dokładnie tak to wygląda. Dane mi było, niestety, obserwować, co dzieje się przed Urzędem Pomocy Społecznej (na pewno przekręciłam nazwę), gdzie po pomoc tłoczyły się matki z dziećmi na rękach. Tego wrzasku i płaczu nigdy nie zapomnę. Tłok przed WROTAMI był taki, że nie sposób sobie wyobrazić, że da się przez nie pokojowo przedrzeć. Nie chcę użyć o uczestniczkach słowa "upokorzenie", żeby nie nabrało jeszcze większej mocy. Kto nie wierzy, niech poświęci parę chwil...:( :redface:

MARYLCIA 54
23-02-2013, 19:43
Czy mam wybór?;)


Baburko - nie mam zamiaru dawać Tobie żadnych rad. Wiem co przeżywasz będąc w depresji.
Na własnej skórze doświadczyłam tego, co Ty obecnie przechodzisz. Ale tak na marginesie ( doczytałam na innym wątku, że wiele lat pracowałaś z kredą przy tablicy) wobec powyższego witaj kol. z grupy zawodowej :)
Ja mam zdiagnozowane nerwice - lekowa i neurasteniczna.
Wiele lat borykam się z ww problemem.
W moim leczeniu wykorzystuje wypoczynek, zabiegi fizykoterapeutyczne, leczenie uzdrowiskowe, leki.
Może skorzystaj z leczenia uzdrowiskowego - 15 lat temu byłam w Mosznej ( piękny zamek i przyroda). Wyciszyłam się i nabrałam sił do życia.
To nie reklama :) próbuję pomóc.

http://wgrywacz.pl/images/210SD_0142.jpg (http://wgrywacz.pl/view.php?filename=210SD_0142.jpg)

Podaję link

http://moszna-zamek.pl/

Zdrówka życzę.

baburka
23-02-2013, 20:25
czasem dobre słowo działa jak balsam i ulgę przynosi.
Gdyby to słowo miało być przekazane bardziej indywidualnie niż przez wpis na forum, pewnie miałoby większa moc. Gdybyś miała ochotę pogadać z najbardziej depresyjnym w swojej kategorii, podaj swój prywatny adres. Baburka, jaka jest, zawsze czeka, co nie oznacza, że służy pomocą, bo często jest to oczywista niemożliwość. Za to jestem do bólu prawdziwa:tongue:

Alunia
24-02-2013, 12:49
Oglądałam kiedyś w tv reportaż o życiu seniorów w różnych krajach Europy. Tych zamożnych i biedniejszych.
My żyjemy w blokowiskach,w domach na wsi, w miasteczkach...odizowalani, często osamotnieni.

I wtedy powstał w mojej głowie obraz miejsca w którym chciałabym sie znaleźć.
Jest to obiekt przypominający powiedzmy sanatorium. Mieszkańcy mają do dyspozycji jednoosobowy pokój - studio, dla siebie lub ze współmałżonkiem.
Pokój z prywatną łazienką i malutkim aneksem kuchennym.
Jest wspólna jadalnia, w której można, ale nie trzeba jadać posiłków. Dzień wcześnie każdy deklaruje takowe potrzeby.
Jest opieka medyczna, kawiarenka, sala typu świetlica. Jest ktoś kto organizuje wycieczki, wieczory muzyczne, spotkania hobbystów, projekcje filmowe i spotkania z ciekawymi ludźmi itd
Przychodzą młodzi wolontariusze i dzieciaki (to nie fantazja, takie usmiechnięte dziewuszki widziałam tydzień temu w podobnym miejscu)
Mieszkańcy tego domu sa ludźmi różnych zawodów i swoją wiedzą i pasjami życiowymi dzielą się z innymi.
Póki siły i zdrowie pozwala sami pracują na rzecz swojego DOMU, nie czekając na obsugę innych.
Tworzymy społeczność, bo człowiek chce gdzieś przynależeć.

Właściwie takie inicjatywy dzieją się np. w klubach seniorów czy UTW.
Tyle że, dotarcie do nich jest trudne, bo ludzie starzy są rozproszeni.

Nie przeraża mnie wizja tego miejsca jako getta starców.
Przebywanie w swojej grupie wiekowej jest w końcu doświadczeniem całego życia. Czego tu sie bać?
Jestem maluchem, mam kolegów w przedszkolu. Jestem nastolatką, mam przyjaciół w tym wieku.
Samo życie :)
A bywa, że samotność w starości wiedzie prostą drogą do uciążliwej osobowości

I jak Wam sie ta wizja podoba? Utopia?

slava
24-02-2013, 12:53
Witam
Alunia wizja piękna, chciałbym w takim miejscu na starość mieszkać. :)

MARYLCIA 54
24-02-2013, 12:59
ALUNIU - mnie by to odpowiadało.
Widzę się tam :)
Nie chcę być ciężarem dla dzieci. Mam 2 synów i zdaję sobie sprawę, że synowe nie byłyby chętne do opieki.
Póki co - daję radę. Mam aż, albo dopiero 58 lat.
Ale gdy będę potrzebowała opieki nie chcę być z dziećmi - mimo, że bardzo ich kocham.

madera1938
24-02-2013, 13:07
Oglądałam kiedyś w tv reportaż o życiu seniorów w różnych krajach Europy. Tych zamożnych i biedniejszych.
My żyjemy w blokowiskach,w domach na wsi, w miasteczkach...odizowalani, często osamotnieni.

I wtedy powstał w mojej głowie obraz miejsca w którym chciałabym sie znaleźć.
Jest to obiekt przypominający powiedzmy sanatorium. Mieszkańcy mają do dyspozycji jednoosobowy pokój - studio, dla siebie lub ze współmałżonkiem.
Pokój z prywatną łazienką i malutkim aneksem kuchennym.
Jest wspólna jadalnia, w której można, ale nie trzeba jadać posiłków. Dzień wcześnie każdy deklaruje takowe potrzeby.
Jest opieka medyczna, kawiarenka, sala typu świetlica. Jest ktoś kto organizuje wycieczki, wieczory muzyczne, spotkania hobbystów, projekcje filmowe i spotkania z ciekawymi ludźmi itd
Przychodzą młodzi wolontariusze i dzieciaki (to nie fantazja, takie usmiechnięte dziewuszki widziałam tydzień temu w podobnym miejscu)
Mieszkańcy tego domu sa ludźmi różnych zawodów i swoją wiedzą i pasjami życiowymi dzielą się z innymi.
Póki siły i zdrowie pozwala sami pracują na rzecz swojego DOMU, nie czekając na obsugę innych.
Tworzymy społeczność, bo człowiek chce gdzieś przynależeć.

Właściwie takie inicjatywy dzieją się np. w klubach seniorów czy UTW.
Tyle że, dotarcie do nich jest trudne, bo ludzie starzy są rozproszeni.

Nie przeraża mnie wizja tego miejsca jako getta starców.
Przebywanie w swojej grupie wiekowej jest w końcu doświadczeniem całego życia. Czego tu sie bać?
Jestem maluchem, mam kolegów w przedszkolu. Jestem nastolatką, mam przyjaciół w tym wieku.
Samo życie :)
A bywa, że samotność w starości wiedzie prostą drogą do uciążliwej osobowości

I jak Wam sie ta wizja podoba? Utopia?


Na takim właśnie osiedlu mieszka kuzynka mojej znajomej z mężem. Płacą czynsz, moga korzystać ze wspólnej jadalni, ale dysponują tez własną kuchnią. Osiedle z pełną infrastrukturą.
Tylko że to jest w Danii.

Arti
24-02-2013, 13:08
:rolleyes: nooo :D pięknie Aluniu
tylko, że nic za darmo i nie wiem kogo byłoby stać na "czynsz" :D

madera1938
24-02-2013, 13:11
:rolleyes: nooo :D pięknie
tylko, że nic za darmo i nie wiem kogo byłoby stać na "czynsz" :D

Dlatego napisałam, że to w Danii. Oni są tamtejszymi emerytami.

Arti
24-02-2013, 13:15
Dlatego napisałam, że to w Danii. Oni są tamtejszymi emerytami.

Ja do Aluni wizji me zachwyty zachwycone napisałam :D

i doczytałam, że napisałaś, że w Dani jest taka możliwość być może i u nas jest tak gdzieś już zorganizowane. :D

madera1938
24-02-2013, 13:21
Ja do Aluni wizji me zachwyty zachwycone napisałam :D

To sorry, że Ci te zachwyty (uzasadnione zresztą) trochę ostudziłam.

slava
24-02-2013, 13:27
:rolleyes: nooo :D pięknie Aluniu
tylko, że nic za darmo i nie wiem kogo byłoby stać na "czynsz" :D
Aniu
daj trochę pomarzyć, co?:) :tongue: ;) :D

Arti
24-02-2013, 13:28
To sorry, że Ci te zachwyty (uzasadnione zresztą) trochę ostudziłam.

iii tam nic nie ostudziłaś :D nagrzana do czerwoności jestem na tę wizję...no lecz od wizji można zacząć :D a się zrealizuje :D
tylko winda niech będzie bo po schodach to czasem mi ciężko iść..:D

Arti
24-02-2013, 13:31
aaa i taras osobisty chcę mieć :D
:rolleyes: o i konie do jazdy i las blisko ze strumykiem :D

Już się cieszę :D

eledand
24-02-2013, 13:36
Ja chcę mieć tylko lokaja.Ja będę siedzieć na małym stołeczku i daleko patrzeć na świat,który mnie ogarnia,Sprawi to mojej osobie wielką przyjemność i nie będzie miał nikt trudności z komunikowaniem się ze mną
Nie wiele mi potrzebne....

Anielka
24-02-2013, 13:38
Witam serdecznie.Mnie się taka wizja zamieszkania , Aluni , bardzo podoba.Coś podobnego było w Gdyni/chyba jest nadal/ale zdaje się,że tych mieszkań nie można dziedziczyć a wykupić chyba trzeba,ale tak do końca nie wiem na jakich zasadach się tam zamieszkuje.Podaję link :http://www.sm-witomino.com.pl/index.php.
Mnie by odpowiadało zamieszkanie na zasadzie wynajmu,lub opłat jak w mieszkaniach komunalnych,ale to się pewno nie opłaca.
A na razie póki jakoś sobie radzimy,upadamy i się podnosimy,to pozostaje nam się wspierać.
Miłej niedzieli wszystkim życzę.:)

Arti
24-02-2013, 13:40
Ja chcę mieć tylko lokaja.Ja będę siedzieć na małym stołeczku i daleko patrzeć na świat,który mnie ogarnia,Sprawi to mojej osobie wielką przyjemność i nie będzie miał nikt trudności z komunikowaniem się ze mną
Nie wiele mi potrzebne....

oj Ewo masz Piknego :rolleyes: kurs mu zrób :D

Alunia
24-02-2013, 14:04
Skoro tylu osobom się to podoba to czemu nie?:) :cool:

Są wioski dziecięce finansowane przez państwo, są podupadłe dwory...
A gdyby tak w miasteczkach gdzie nie ma przemysłu, pracy i ludność wegetuje powstały takie domy, osiedla?

Unia Europejska dofinansowuje rozne projekty...

Kogo by zarazic takim pomyslem?

Alunia
24-02-2013, 14:11
Anielko, zajrzałam na link który podałaś...
Tyle tylko, że mnie sie marzy cisza, spokój i kontakt z przyrodą.
Gdzie park, las i ptaszki świergolą. :)

Mogłybyśmy ewentualnie założyć świetlicę na godziny dla maluchów zapracowanych mam.
One by świergoliły ;)
Nic tak nie robi dzieciom i starszym ludziom jak wzajemne towarzystwo.

baburka
24-02-2013, 14:34
Aluniu, problem jest jeden: skąd wziąć kasę na pobyt w opisanym ośrodku??? Jeśli rozwiążesz mi ten problem, jestem jak najbardziej za:)

Anielka
24-02-2013, 14:38
Witaj Aluniu:)
Nie można mieć wszystkiego.A z tą świetlicą dla dzieci,to niezły pomysł.To prawda,ze dzieci są najlepszym towarzystwem dla ludzi starszych.
A co do zarażenia kogoś tym projektem,to o ile pamięć mnie nie myli,kiedyś interesował się czymś podobnym nasz kolega forumowy, Markbiz.Może by do tego tematu wrócić i wspólnie coś pomyśleć.

Anielka
24-02-2013, 14:40
Aluniu, problem jest jeden: skąd wziąć kasę na pobyt w opisanym ośrodku??? Jeśli rozwiążesz mi ten problem, jestem jak najbardziej za:)

Baburko ,dlatego jestem za, ale na zasadzie wynajmu lub jak za mieszkanie komunalne plus opłaty za opiekę i jedzonko.
Pozdrawiam serdecznie :)

baburka
24-02-2013, 14:45
pięknie Aluniu
tylko, że nic za darmo i nie wiem kogo byłoby stać na "czynsz" :D
Jeśli się przejść po pomocowych instytucjach, na pewno problem finansów przestanie istnieć. Wystarczy zwrócić się do ludzi z prośbą o pomoc. Czyż nie tak? Można też w letnie dni zasiadać przed kościołem w najbliższej parafii z kapeluszem w dłoni. Nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy chcieć, a chcenie poprzeć działaniem ;) Mam jeszcze parę pomysłów;)

Arti
24-02-2013, 14:52
Jeśli się przejść po pomocowych instytucjach, na pewno problem finansów przestanie istnieć. Wystarczy zwrócić się do ludzi z prośbą o pomoc. Czyż nie tak? Można też w letnie dni zasiadać przed kościołem w najbliższej parafii z kapeluszem w dłoni. Nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy chcieć, a chcenie poprzeć działaniem ;) Mam jeszcze parę pomysłów;)

z tym kapeluszem to powiem, że interes teraz kiepski ;) ludzie nie chcą dawać.
Jest różnica między życiem a przeżyciem. Do przeżycia wystarczy kąt i strawa.
Prośba tyczy przeżycia.

MARYLCIA 54
24-02-2013, 14:55
Aluniu, problem jest jeden: skąd wziąć kasę na pobyt w opisanym ośrodku??? Jeśli rozwiążesz mi ten problem, jestem jak najbardziej za:)

Baburko - mamy dzieci :)
Niech dopłacają , skoro nie muszą nas niańczyć na starość.
Kto Ciebie się pytał .... skąd wezmiesz pieniądze na żłobek, przedszkole, szkołę, studia ???
Inwestowałyśmy w dzieci. Teraz nadszedł czas na rewanż :)

Arti
24-02-2013, 14:58
:) dzieci obowiązuje alimentacja prawna.

Anielka
24-02-2013, 14:59
Baburko - mamy dzieci :)
Niech dopłacają , skoro nie muszą nas niańczyć na starość.
Kto Ciebie się pytał .... skąd wezmiesz pieniądze na żłobek, przedszkole, szkołę, studia ???
Inwestowałyśmy w dzieci. Teraz nadszedł czas na rewanż :)

Tez tak myślę.A poza tym mamy mieszkania.Gdzie jest napisane,ze musimy je zostawić w spadku?Można wynajmować,sprzedać i z tych pieniążków /ulokowanych na koncie lub rachunku oszczędnościowym/dopłacać do takiego pobytu.

baburka
24-02-2013, 14:59
To prawda,ze dzieci są najlepszym towarzystwem dla ludzi starszych.

Skąd wzięło się Wam to twierdzenie? Upierałabym się raczej, że dzieci przede wszystkim męczą. Gdy potrzeba ciszy i spokoju, towarzystwo osoby głośnej, angażującej w każdej chwili uwagę, przede wszystkim bardzo wyczerpuje. Mam na to to prosty dowód: jeśli za sprzątanie liczy się 10 zł/godz, to za opiekę nad dziećmi aż 13zł/godz. Mimo wysokiej stawki godzinowej, chętnych do niańczenia ciągle brakuje. Ciekawe, ciekawe...
A może jest tak, że powtarzamy stereotypy, bez zastanowienia się nad ich prawdziwością? Dojrzały wiek zobowiązuje, a może i to mi się tylko wydaje :LOL:

Arti
24-02-2013, 15:04
Skąd wzięło się Wam to twierdzenie? Upierałabym się raczej, że dzieci przede wszystkim męczą. Gdy potrzeba ciszy i spokoju, towarzystwo osoby głośnej, angażującej w każdej chwili uwagę, przede wszystkim bardzo wyczerpuje. Mam na to to prosty dowód: jeśli za sprzątanie liczy się 10 zł/godz, to za opiekę nad dziećmi aż 13zł/godz. Mimo wysokiej stawki godzinowej, chętnych do niańczenia ciągle brakuje. Ciekawe, ciekawe...
A może jest tak, że powtarzamy stereotypy, bez zastanowienia się nad ich prawdziwością? Dojrzały wiek zobowiązuje, a może i to mi się tylko wydaje :LOL:

W moim mieście 1000 kobiet (na jednym tylko z portali) chce niańczyć dzieci a pracy brak
stawka od 5 zł godzina

Anielka
24-02-2013, 15:04
Skąd wzięło się Wam to twierdzenie? Upierałabym się raczej, że dzieci przede wszystkim męczą. Gdy potrzeba ciszy i spokoju, towarzystwo osoby głośnej, angażującej w każdej chwili uwagę, przede wszystkim bardzo wyczerpuje. Mam na to to prosty dowód: jeśli za sprzątanie liczy się 10 zł/godz, to za opiekę nad dziećmi aż 13zł/godz. Mimo wysokiej stawki godzinowej, chętnych do niańczenia ciągle brakuje. Ciekawe, ciekawe...
A może jest tak, że powtarzamy stereotypy, bez zastanowienia się nad ich prawdziwością? Dojrzały wiek zobowiązuje, a może i to mi się tylko wydaje :LOL:

Baburko chyba nie masz racji.Tu nie chodzi o wychowywanie dzieci i zajmowanie się nimi przez cały dzień.Ale o przebywanie parę godzin w świetlicy,gdzie razem się bawimy/bo starsi to tez jak dzieci/śpiewamy,urządzamy zabawy,opowiadamy bajki.Poza tym dzieciaki są szczere,niczego nie udają,chętne do poznawania świata i ludzi i to o to chyba chodzi.

baburka
24-02-2013, 15:11
Są wioski dziecięce finansowane przez państwo, są podupadłe dwory...
Dziecko jest osobą ludzką, bo rzutuje w przyszłość, stary człowiek to balast. Głupio byłoby go publicznie udusić albo inaczej ukatrupić, więc niech sam z..ch..e.

Unia Europejska dofinansowuje rozne projekty...
Kogo by zarazic takim pomyslem?
Nikt nie jest zainteresowany nabawienien się zarazy.

MARYLCIA 54
24-02-2013, 15:16
Moim zdaniem nie powtarzamy stereotypów. Jesteśmy na dobrej drodze, zaczynamy myśleć innowacyjnie :) Tak jak pisze Anielka coś tam zawsze w swoim życiu się dorobiłyśmy i mamy małe zaplecze finansowe + emeryturka + prawo domagania się od dzieci alimentów.
Kto powiedział, że musimy oddać wszystko w spadku ?
Towarzystwo małych dzieci :) owszem - długotrwałe jest męczące. Ale my tutaj mówimy o wzajemnym wspieraniu się i radości ... nie o niańczeniu :)
Ot i tak - nowoczesne babcie - są dalekie od stereotypów !!!

baburka
24-02-2013, 15:17
Anielko, Wybacz, ale co Ty tak naprawdę wiesz o dzieciach? Jak dla mnie Twoja wiedza trąci idealizmem. Dzisiaj dzieci nie chcą słuchać bajek, bo się nudzą, daj im za to laptopa. Zobaczysz pasjonujące gry, co do których nie mam przekonania, że je psychicznie przetrzymasz. Dziecko wyobrażone a dziecko realne to ogromna różnica. Dzieci są szczere - z tym się zgodzę, ale czy normalny człowiek jest w stanie udźwignąć ciężar owej szczerości?:)

Arti
24-02-2013, 15:18
Skoro tylu osobom się to podoba to czemu nie?:) :cool:

Są wioski dziecięce finansowane przez państwo, są podupadłe dwory...
A gdyby tak w miasteczkach gdzie nie ma przemysłu, pracy i ludność wegetuje powstały takie domy, osiedla?

Unia Europejska dofinansowuje rozne projekty...

Kogo by zarazic takim pomyslem?

:rolleyes: tego co by mu się opłacało taki interes rozkręcić :D

baburka
24-02-2013, 15:19
W moim mieście 1000 kobiet (na jednym tylko z portali) chce niańczyć dzieci a pracy brak
stawka od 5 zł godzina
Powinny emigrować. Nie uważasz? Bezczynność nie jest sposobem na życie :LOL:

baburka
24-02-2013, 15:21
prawo domagania się od dzieci alimentów.

Ja rezygnuję. Wydaje mi się, że z oczywistych powodów.

Alunia
24-02-2013, 15:22
nie chodzi o wychowywanie dzieci i zajmowanie się nimi przez cały dzień.Ale o przebywanie parę godzin w świetlicy,gdzie razem się bawimy/bo starsi to tez jak dzieci/śpiewamy,urządzamy zabawy,opowiadamy bajki.Poza tym dzieciaki są szczere,niczego nie udają,chętne do poznawania świata i ludzi i to o to chyba chodzi.
Dokładnie tak, Anielko! :)
My możemy dać im to, czego często potrzebują: nasz czas i uwagę.
Ja bardzo lubię rozmawiać z dziećmi. Mają taką nieskażoną wyobraźnię i są szczere do bólu:tongue: .

O zobowiązaniu do regularnej opieki oczywiście nie marzę :D

Arti
24-02-2013, 15:22
Anielko, Wybacz, ale co Ty tak naprawdę wiesz o dzieciach? Jak dla mnie Twoja wiedza trąci idealizmem. Dzisiaj dzieci nie chcą słuchać bajek, bo się nudzą, daj im za to laptopa. Zobaczysz pasjonujące gry, co do których nie mam przekonania, że je psychicznie przetrzymasz. Dziecko wyobrażone a dziecko realne to ogromna różnica. Dzieci są szczere - z tym się zgodzę, ale czy normalny człowiek jest w stanie udźwignąć ciężar owej szczerości?:)

autentyk:
Mama do dziecka 4l...
pożegnaj się z babcią ,,daj babci buzi

Nie, babcia jest stara :)


Była to prababcia tego dziecka.

szekla
24-02-2013, 15:25
Witam założycielkę watku, miło widzieć twój awatarek znowu Baburko :)

Jak widzę wątek jest o strachu przed bliżej lub dalej odległą samotnością .

Mnie ten strach towarzyszy od kilku lat, przyzwyczaiłam się do niego, nie dałam się pokonać depresji, znalazłam nową pasję i hobby.
Ale teraz złapał mnie za gardło i będzie trzymał i ściskał przy każdym telefonie ze szpitala :(.
A nawet jak trochę odpuści...to też na trochę , i albo schowam głowę a piasek i będę czekała na cud, albo psychicznie zacznę się pomału przygotowywać na spotkanie niedalekiej już samotności.
I nie pomoże mi w tym ani własny syn mieszkający tysiąc kilometrów dalej, ani córki męża dla których moja obecność w ich rodzinie się skończy:(
Też się boję...

baburka
24-02-2013, 15:27
Szekla, jakoś jest zawsze:)

Alunia
24-02-2013, 15:29
Dzisiaj dzieci nie chcą słuchać bajek, bo się nudzą, daj im za to laptopa.
I to jest własnie uogólnienie Baburko!
Maluchy uwielbiaja gdy im ktoś czyta.
A dzieciaki z młodszych klas mają do czytania lektury.

Zresztą, jesli w wielu domach jest tak jak mówisz, to tym bardziej warto im czytać.
Na kształtowanie dobrych nawyków zawsze jest pora.

Alunia
24-02-2013, 15:31
autentyk:
Mama do dziecka 4l...
pożegnaj się z babcią ,,daj babci buzi

Nie, babcia jest stara :)


Była to prababcia tego dziecka.

Też bym nie chciała żadnej babci dawać buzi :tongue: ;)

baburka
24-02-2013, 15:36
[...] coś tam zawsze w swoim życiu się dorobiłyśmy i mamy małe zaplecze finansowe + emeryturka + prawo domagania się od dzieci alimentów.
[..] Ot i tak - nowoczesne babcie - są dalekie od stereotypów !!!
Jestem zwietrzała i zdecydowanie wczorajsza. :rolleyes:

MARYLCIA 54
24-02-2013, 15:36
Ja rezygnuję. Wydaje mi się, że z oczywistych powodów.

W takim razie zostaje tylko życie wg przysłowia :
" umiesz liczyć - licz na siebie "

Po wtóre Twoja wypowiedż na temat emigracji kobiet do opieki nad dziećmi wydaje mi się bardzo krzywdząca.
Nie można tak podchodzić do spraw, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć ( może one nie chcą emigrować ? może potrzebują na chleb i dlatego godzą się na pracę za 5 zł ? ).
Nie każda kobieta nabyła prawo do emerytury, nie wszystkie mają co miesiąc zaksięgowany wpływ z ZUS na swoim koncie.

Alunia
24-02-2013, 15:36
Ale teraz złapał mnie za gardło i będzie trzymał i ściskał (...)
Też się boję...

Ja też...:(
Czy poza baniem się i wpadaniem w czarną dziurę ze strachu mogę jeszcze coś zrobić?
Jeszcze samodzielnie chodzę,.... czasami mam nawet dobry humor,....
czasami jeszcze mi się chce rano wstać z łóżka....

Jeszcze tak.
Jak długo jeszcze?

baburka
24-02-2013, 15:39
Szeklo, można dać Ci jakiekolwiek wsparcie? Jeśli mnie znasz, to służę kretyńskim poczuciem humoru, który bawi na ogół tylko mnie :(((

baburka
24-02-2013, 15:42
Jeszcze samodzielnie chodzę,.... czasami mam nawet dobry humor,....
czasami jeszcze mi się chce rano wstać z łóżka...
Jak długo jeszcze?
Oby jak najdłużej, a może na nasze krótkie "na zawsze"?:)

betruta
24-02-2013, 15:54
autentyk:
Mama do dziecka 4l...
pożegnaj się z babcią ,,daj babci buzi

Nie, babcia jest stara :)


Była to prababcia tego dziecka.
Witam!
Bardzo ciekawy wątek!
To zachowanie dziecka nie uważam za naganne.
Pamiętam jaki wstręt budziły we mnie różne ciocie i babcie pchające się ze swoimi mokrymi pocałunkami, nie wspominając obszczypujących mnie wujków, co dzisiaj zapewne nazwano by molestowaniem!
A teraz mam 85 lat jestem również prababcią i pamiętam aby się nie pchać z"buzią". Jeśli już to wolimy się przytulać, ale też tylko wtedy, kiedy czuję że dziecko tego chce.
Niestety, samo życie. Ja bym to nazwała syndromem "drewnianego talerza"
Pozdrawiam Serdecznie:) :)

sabcia
24-02-2013, 16:17
Witam wszystkie samotne dusze.Przykre to jest ,ze na starsze lata dopada niektórych z nas samotność, Ja tez boje sie niej i walcze jak mogę,Z biegiem lat prztbywa nam problemow .

Bianka
24-02-2013, 17:55
Dobry wieczór wszystkim :)

Drogie panie zainteresowane otwarciem mini żłobka lub klubu malucha - 2 lata temu wyszła w tej sprawie stosowna ustawa:

http://www.lex.pl/du-akt/-/akt/dz-u-11-45-235

Wydaje mi się, że to działalność dla osób raczej młodych, wymaga naprawdę sporo zdrowia :)
W dalszym ciągu wydaje mi się, że w naszym pięknym seniorkowym wieku warto zająć się SOBĄ. Czyli żyć sobie bez pośpiechu, starając się cieszyć sie każdą chwilą. Olewać, za przeproszeniem, nieistotne drobiazgi.
Panie mieszkające w tych samych miastach mogą też wspierać się wzajemnie, miłych znajomych nigdy za dużo :) Nawet spotkania są dobrą odtrutką na samotność.
Ze sprzedażą mieszkania nie ma się co spieszyć... Wydaje mi się, że zdecydowanie lepiej jest mieszkać w towarzystwie "mieszanym" wiekowo, niż tylko i wyłącznie rówieśników.
Oczywiście to tylko moje zdanie, każdy odczuwa wszystko inaczej i ma inne potrzeby.

Alunia
24-02-2013, 18:06
W dalszym ciągu wydaje mi się, że w naszym pięknym seniorkowym wieku
warto zająć się SOBĄ. Czyli żyć sobie bez pośpiechu, starając się cieszyć sie każdą chwilą.
Olewać, za przeproszeniem, nieistotne drobiazgi.
Oczywiście to tylko moje zdanie, każdy odczuwa wszystko inaczej i ma inne potrzeby.

Odczuwam tak samo Bianko :)
Moją największą potrzebą jest mieć święty spokój i nic nie musieć.
Pozdrawiam :)

martok
24-02-2013, 18:15
I wtedy powstał w mojej głowie obraz miejsca w którym chciałabym sie znaleźć.
Jest to obiekt przypominający powiedzmy sanatorium. Mieszkańcy mają do dyspozycji jednoosobowy pokój - studio, dla siebie lub ze współmałżonkiem.
Pokój z prywatną łazienką i malutkim aneksem kuchennym.
Jest wspólna jadalnia, w której można, ale nie trzeba jadać posiłków. (...)
Jest opieka medyczna, kawiarenka, sala typu świetlica. Jest ktoś kto organizuje wycieczki, wieczory muzyczne, spotkania hobbystów, projekcje filmowe i spotkania z ciekawymi ludźmi itd (...) Tworzymy społeczność, bo człowiek chce gdzieś przynależeć.

Z moich licznych obserwacji wynika, że tak mniej więcej zorganizowane jest życie w nowoczesnych, prywatnych domach dla seniorów również w Polsce. Oczywiście, są one nieco droższe od DPS-ów, więc w Polsce stać na nie mniejszą ilość emerytów niż w bogatych krajach Zachodu. Od strony zaś czysto organizacyjnej jest jeszcze i taka różnica, że na Zachodzie istnieją już tzw. miasteczka seniora (silver cities), a u nas jak na razie wyłącznie pojedyncze pensjonaty.
*

Anielka
24-02-2013, 18:24
Odczuwam tak samo Bianko :)
Moją największą potrzebą jest mieć święty spokój i nic nie musieć.
Pozdrawiam :)

Mam tak samo.Ale...,no własnie to ale o którym dyskutujemy jest na czas kiedy nie będziemy mogły już tak zupełnie same zdecydować,zrobić zakupy,przygotować sobie same jedzonko i takie tam duperele.Na wszelki wypadek musimy dzisiaj pomyśleć o tym,bo jak się to stanie to co?
Na kogo będziemy mogły liczyć ?na nasze dzieci ciągle zapracowane,zaganiane,żyjące czasami tysiące kilometrów od nas,na wnuki,które się starością brzydzą/jakie szczęście,że nie mam wnuków/.Jakoś trzeba się zabezpieczyć.
Szeklo -Danusiu,bądź dobrej myśli, wszystko będzie dobrze i jeszcze będziesz się cieszyć długie lata towarzystwem swojego Pirata.Mocno trzymam kciuki.
Bianko ,oczywiście,ze nie myślimy o otwieraniu świetlic,żłobków.Raczej myślałam o odwiedzaniu przez dzieciaki starsze osoby w celu pobycia razem itd.
Jak na razie jestem w tym dobrym położeniu,ze jest nas kilkanaście Pomorzanek i często się spotykamy w większych lub mniejszych grupach.Pomagamy sobie na ile to możliwe,ale ..no własnie,lata lecą my się starzejemy i nie wiemy co nas jutro spotka.Więc jakoś trzeba się na to niewiadome spotkanie przygotować,chociaż nie cierpię planowania,staram się żyć tym co dzisiaj.

martok
24-02-2013, 18:41
A gdyby tak w miasteczkach gdzie nie ma przemysłu, pracy i ludność wegetuje powstały takie domy, osiedla?

Unia Europejska dofinansowuje rozne projekty...

Kogo by zarazic takim pomyslem?

W Polsce były już trzy projekty tego rodzaju (może nawet więcej - ja wiem o trzech). Najbardziej zaawansowany z nich miał właśnie na celu aktywizację jednej z pięknych, ale dość biednych miejscowości na Dolnym Śląsku. W sprawę zaangażowały się m.in. miejscowe władze, ale projekt niestety upadł, bo mimo najlepszych chęci inwestorzy nie udźwignęli ogromnych kosztów przedsięwzięcia. Z dwóch innych projektów jeden (pod Krakowem) już definitywnie padł po dwóch latach przymiarek, a drugi (pod Warszawą) chyba jeszcze się tli, ale wszystko wskazuje, że też niedługo się zakończy.

Problem jest w tym, że takie przedsięwzięcia, w przeciwieństwie do budowy pojedynczego pensjonatu, wymagają bardzo dużych nakładów początkowych, a ponadto zanim zaczną same się finansować przez parę lat przynoszą ogromne straty. Potrzebni są więc naprawdę bogaci inwestorzy, a z takimi u nas krucho, szczególnie, że tego rodzaju inwestycje dają bardzo skromną, niezbyt atrakcyjną stopę zwrotu.
*

Anielka
24-02-2013, 18:50
Pewnie masz racje Martok.Ale wydaje mi się,ze to raczej nasze społeczeństwo nie jest przygotowane na takie przedsięwzięcia.Ciągle jesteśmy jeszcze nauczeni,że nam się coś należy,ze musimy coś zostawić dzieciom i stąd chyba starszy człowiek nie chce inwestować /albo rodzina mu na to nie pozwala/
Właśnie znalazłam artykuł na temat Radkowa:http://polskalokalna.pl/wiadomosci/dolnoslaskie/news/raj-dla-emerytow,1494488,218
A przecież jak sprzedamy mieszkanie w dużym mieście to na pewno wystarczy na mieszkanko w małym,lub na częściowa wpłatę/TBS/ i na lepsze życie ,nawet gdybyśmy tego mieszkania nie dziedziczyli na zasadzie TBS-ów.

Bianka
24-02-2013, 19:03
Mam tak samo.Ale...,no własnie to ale o którym dyskutujemy jest na czas kiedy nie będziemy mogły już tak zupełnie same zdecydować,zrobić zakupy,przygotować sobie same jedzonko i takie tam duperele.Na wszelki wypadek musimy dzisiaj pomyśleć o tym,bo jak się to stanie to co?
Na kogo będziemy mogły liczyć ?
Anielko, niczego nie da się przewidzieć. Wszystko zależy przede wszystkim od stanu zdrowia. Niektórzy są energiczni w wieku 90 lat (moja chrzestna), inni prawie niedołężni w wieku 43 (moja znajoma). Nie wiemy też ile lat jest jeszcze dla nas przewidziane do przeżycia :confused: Może nie dożyjemy do niedołęstwa :rolleyes:
Jeżeli będziemy dochodzić do granicy sprawności, wtedy trzeba będzie coś zdecydować. Na razie to tylko dywagacje.
Aluniu, dziękuję za wsparcie, cieszę się, że nie ja jedna tak myślę :)
Pozdrawiam wszystkie Panie :)

baburka
24-02-2013, 20:52
...Z biegiem lat prztbywa nam problemow .
Liczyłam na to, że będzie odwrotnie:)

Mar-Basia
24-02-2013, 21:02
Przeczytalam uwaznie wszystkie wypowiedzi. Jezeli sie nie myle kiedys o tym pisalam na ktoryms z watkow. Domy-rezydencje-osrodki-miasteczka...nazwalam je wtedy "Domami Wesolej Starosci", bo takimi powinny byc tego typu struktury. Nie mowie o jednostkach wyspecjalizowanych w geriatri - bo to powinno podlegac pod system Opieki Spolecznej czyli polskiemu ZUSowi.

Jak to wyglada poza Polska - innymi slowy "na zachodzie, Ameryce i innych kontynentach".

Wypowiem sie o Europie,bo ten temat jest mi dobrze znany. Struktury sa rozne, na kazda kieszen. Jedne lepsze, drugie gorsze, co nie oznacza, ze tansze lub panstwowe musza byc gorsze od drogich-prywatnych. To sprawa organizacji, nadzoru i uczciwosci zarzadzajacych i personelu.

I tu jest pies pogrzebany....uczciwosc, podejscie do starszej osoby. Nie jest to takie piekne jak wyglada na prospektach reklamowych.

Jestem osobiscie za mniejszymi strukturami - max do 20 mieszkan-jednostek, z komfortem (niekoniecznie muzealne meble czy obrazy). Czyste, pelne swiatla, wyposazone w internet, TV, telefon, lazienke osobista i mala kuchenke...no i koniecznie maly balkonik. Ogolnie dostepna: biblioteka, gabinet pielegniarski z lekarzem, ewentualnie sala brydzowa, malenka kawiarenka samoobslugowa, troche zieleni. Tego potrzebuje starsza osoba.
W poblizu sklepik z produktami spozywczymi po cenach na kieszen seniorka-rencisty, kiosk z gazetami....fryzjer (moze byc dojazdowy), latwe polaczenia komunikacyjne.

Na to nie sa potrzebne miliardowe fundusze.

Jestem przeciwna budowaniu osiedli tylko dla starszych ludzi - koszmarek, dobrowolne zamkniecie sie w ramki starosci. Starsi ludzie potrzebuja powietrza mlodosci - to daje im radosc zycia ostatnich lat, ktore im zostaly.

martok
24-02-2013, 21:25
Właśnie znalazłam artykuł na temat Radkowa

Ten artykuł o Radkowie jest sprzed niemal trzech lat. Jest to niestety jedna z tych pięknych inicjatyw, których nie udało się zrealizować. Z pomysłem budowy miasteczka seniorów wystąpiła pewna wrocławska fundacja. Władze Radkowa to podchwyciły widząc szansę aktywizacji miasteczka. Trzeba też przyznać, że stawały na głowie, aby ten pomysł wesprzeć finansowo - z własnych funduszy zbudowały nawet bardzo fajny dom w rynku. Fundacja jednak okazała się niepoważna i ona sama nie zrealizowała w Radkowie ŻADNYCH inwestycji. Ten dom więc z konieczności stał się normalnym domem mieszkalnym, nie ukierunkowanym na seniorów (choć para b. miłych wrocławskich seniorów kupiła sobie w nim mieszkanie), np. nie ma tam ani pielęgniarek, ani opiekunek, ani w ogóle żadnej obsługi.

Sprawę znamy dość dobrze, gdyż spędziliśmy tam kilka dni dwa lata temu, aby się temu wartościowemu przedsięwzięciu przyjrzeć z bliska. Współczuliśmy burmistrzowi Radkowa wprowadzonemu w maliny legendami o pięknych projektach snutymi przez ową fundację.
*

largetto
24-02-2013, 21:25
Mar _Basiu pamietam te dyskusję nad osiedlami dla seniorów Lila, Basia z W- wy i inne koleżanki wypowiadały swoje zdanie .... lecz ja osobiście nie chciałabym w takim osiedlu mieszkać....
niedaleko miejscowości w której mieszkałam zaadoptowano budynek na

http://www.domyseniora.pl/sokolowsko,prywatne_domy_opieki,81392.html

z tego co mi wiadomo [ a było to kilka lat temu] ceny były wysokie.... mozna sprawdzić, położony w pieknej miejscowości, dostosowany do niepełnosprawnych ....

Ale dla mnie największym problemem jest to, że kiedy dojdzie do niedołęstwa i np. Alzheimera to nawet w najlepszym domu opieki personel może sie wyżywać, bić i maltretować staruszków. Oni nie potrafią sie już obronić, moga tylko płakać...jak dzieci....
i to mnie przeraża....
choc wcale tak nie musi byc....:(

Scarlett
24-02-2013, 21:25
Dzisiaj na TVN "Style" oglądałam program w "Mieście Kobiet", gdzie kobitki 6o+ opowiadały o swoich podbojach miłosnych przeniesionych z netu do reala. Oglądałam i słuchałam z lekkim zażenowaniem, bo mnie nie stać na takie miłosne podboje, ale chyba seniorki polskie stają się coraz odważniejsze, wzorem amerykańskich kugułarzyc i nic sobie robią z upływającego czasu. One chcą żyć i czerpać z życia to, co nie było im dane za czasów młodości. Opuszczają swoich brzuchatych facetów, albo młodszym partnerem zastępują swoje wdowieństwo i żyją, zadbane, z wdziękiem korzystają z uroków miłosnych podbojów.
Ten sposób nie jest dla mnie, bo cenię sobie opinię w oczach swoich dzieci, ale też nie potępiam kobiet, które zrobiły sobie taki sposób na ostatnie lata.
Kij w mrowisko?!

Lila
24-02-2013, 21:35
Kij w mrowisko?!

Nie sądzę. Pomyliłaś po raz -enty mrowiska. :(:(

Scarlett
24-02-2013, 21:37
Nie sądzę. Pomyliłaś po raz -enty mrowiska. :(:(
No tak, bo nie piszę o umieralniach:(

Mar-Basia
24-02-2013, 21:43
niedaleko miejscowości w której mieszkałam zaadoptowano budynek na

http://www.domyseniora.pl/sokolowsko,prywatne_domy_opieki,81392.html

z tego co mi wiadomo [ a było to kilka lat temu] ceny były wysokie.... mozna sprawdzić, położony w pieknej miejscowości, dostosowany do niepełnosprawnych ....

Ale dla mnie największym problemem jest to, że kiedy dojdzie do niedołęstwa i np. Alzheimera to nawet w najlepszym domu opieki personel może sie wyżywać, bić i maltretować staruszków. Oni nie potrafią sie już obronić, moga tylko płakać...jak dzieci....
i to mnie przeraża....
choc wcale tak nie musi byc....:(

Skorzystalam z linka. Budynek, pokoje wygaldaja zadowalajaco. Zalaczam opinie, ktora znalazlam o tym domu na tym linku.

Skandaliczna opieka, pacjenci przywiązywani do krzeseł,często w niezmienionych pampersach, pensjonariusze wymagający stałej pomocy po prostu brudni. Pacjenci ubierani są w nie swoją bieliznę, po godzinie 17 odsyłani do sypialni. Zdecydowanie nie polecam.

Czyli potwierdza sie to co napisalam w moim wczesniejszym poscie - na ulotkach, reklamach - wszystko wyglada cacy - trzeba tam byc aby cos konkretnego powiedziec.

Powtarzam, wszystko zalezy od UCZCIWOSCI zarzadzajacych i personelu. Bez tego ani rusz. I tu jest pies pogrzebany.:(

martok
24-02-2013, 21:44
nawet w najlepszym domu opieki personel może bić i maltretować staruszków. Oni nie potrafią sie już obronić, moga tylko płakać....i to mnie przeraża....

Myślę, że Twoje przerażenie nie jest uzasadnione. Nie wiem czemu ktoś miałby "bić i maltretować staruszków", zwłaszcza w "najlepszym domu opieki". W Polsce jest grubo ponad 1000 DPS-ów, więc pewnie może się czasem zdarzyć jakiś incydent (który z upodobaniem nagłośni telewizja), ale prawdę mówiąc jestem pewien, że przemoc w stosunku do "staruszków" zdarza się tysiąckrotnie częściej we własnym domu i ze strony własnej rodziny, niż ze strony fachowego personelu w domu seniora.
*

Arti
24-02-2013, 21:52
Ale dla mnie największym problemem jest to, że kiedy dojdzie do niedołęstwa i np. Alzheimera to nawet w najlepszym domu opieki personel może sie wyżywać, bić i maltretować staruszków. Oni nie potrafią sie już obronić, moga tylko płakać...jak dzieci....
i to mnie przeraża....
choc wcale tak nie musi byc....:(

niedołęstwo i choroba to innego rodzaje domy. Takie domy to domy opieki i taką funkcję mogą spełniać.
To fakt, że trzeba czasem użyć siły bo osoba chora potrafi być nieobliczalna.
Personel do takiego rodzaju opieki jest szkolony i nie jest to wyżywanie.

Dom Seniora a Dom Opieki różni się funkcją jaką ma spełniać.

Scarlett
24-02-2013, 21:58
Wszędzie są ludzie i ludziska, gdyż malutkie dzieci w żłobkach też są poniewierane i bite i to przez personel z wykształceniem!
http://www.youtube.com/watch?v=IpSvV_yKcyQ

Arti
24-02-2013, 22:22
Wszędzie są ludzie i ludziska, gdyż malutkie dzieci w żłobkach też są poniewierane i bite i to przez personel z wykształceniem!
http://www.youtube.com/watch?v=IpSvV_yKcyQ

Leeo, o tym się słyszy.
Dopóki jesteś w pełni władz umysłowych możesz wybierać czy chcesz być gdzieś tam. Niedołężny i chory wyboru nie ma, za niego będzie wybór dokonany i dostosować się musi do warunków w miejscu w którym zostaje umieszczony.

Scarlett
24-02-2013, 23:03
Wszystkie panie się tu wypowiadające mogą sprawdzić w necie różnorakie rozwiązania i to działa na ich plus, gdyż są w stanie poszukać za i przeciw, ale jest masa seniorów, którzy nie wiedzą co i jak się wiąże się z netem:(

Arti
24-02-2013, 23:23
Wszystkie panie się tu wypowiadające mogą sprawdzić w necie różnorakie rozwiązania i to działa na ich plus, gdyż są w stanie poszukać za i przeciw, ale jest masa seniorów, którzy nie wiedzą co i jak się wiąże się z netem:(

i co w związku z tym :rolleyes:
bo nie rozumiem o co Ci chodzi.
Czyżby o to aby ktoś się zajął seniorami?
to Ci powiem, że syn chciał zabrać ojca do siebie który był już po dwóch zawałach z jego domu na wsi i ojciec się nie dał :)
Chłopak dojeżdżał do niego 40 km co drugi dzień mając pracę, żonę w ciąży i trójkę dzieci w wieku 5 i 2l (bliźniaki)

Koleżanka przeprowadziła się do matki druga ma przeprowadzić się do rodziców bo codzienne bieganie przestaje mieć sens biegania z pracy do własnego domu i do domu rodziców.
Chcą być u siebie w domu a pomocy potrzebują.

eledand
24-02-2013, 23:31
Mają przekazać Domy i mieszkania a potem wesoła"{ Polka",
czasami na własne życzenie starych ,uparciuchów...

Arti
24-02-2013, 23:40
Mają przekazać Domy i mieszkania a potem wesoła"{ Polka",
czasami na własne życzenie starych ,uparciuchów...

Chcą być u siebie :D i ich rozumiem też chcę być u siebie..no chyba że ośrodek taki jaki mi się podoba będzie w którym zechcę być to dom sprzedam i przejdę :D

Arti
24-02-2013, 23:45
a :D dodam jeszcze, że w planach z koleżankami mamy taką wersję:
sprzedajemy co mamy, za równe wkłady kupujemy jeden dom :D
Dzieci na swoim mamy wszystkie dzieci i wnuki znamy :D
Odwiedzać nas mogą.
Często organizujemy spotkania i możemy mieszkać razem...jest nas 15 mamy domy mieszkania i emerytury.
Taki Dom Kobiet może być :D

Anielka
24-02-2013, 23:54
a :D dodam jeszcze, że w planach z koleżankami mamy taką wersję:
sprzedajemy co mamy, za równe wkłady kupujemy jeden dom :D
Dzieci na swoim mamy wszystkie dzieci i wnuki znamy :D
Odwiedzać nas mogą.

I to jest niezły pomysł.Zawsze w kupie raźniej i przecież wszystkie naraz się nie rozchorujecie,można sobie pomagać i się wspierać.
Tylko cholerka jak ten,no ten ,jak mu tam, alzheimer Was dopadnie a dzieci i wnuki zapomną o Was to co?No nie ,to niemożliwe,żeby wszystkie dopadł.

Arti
25-02-2013, 00:01
I to jest niezły pomysł.Zawsze w kupie raźniej i przecież wszystkie naraz się nie rozchorujecie,można sobie pomagać i się wspierać.
Tylko cholerka jak ten,no ten ,jak mu tam, alzheimer Was dopadnie a dzieci i wnuki zapomną o Was to co?No nie ,to niemożliwe,żeby wszystkie dopadł.

Jak urządzimy grilla to nie zapomną ani dzieciaki ani wnuki i niech się cieszą, że nie mają nas na głowie :D

a o zdrowie dbamy wszystkie.

Alunia
25-02-2013, 11:18
a :D dodam jeszcze, że w planach z koleżankami mamy taką wersję:
sprzedajemy co mamy, za równe wkłady kupujemy jeden dom :D
Dzieci na swoim mamy wszystkie dzieci i wnuki znamy :D
Odwiedzać nas mogą.
Często organizujemy spotkania i możemy mieszkać razem...jest nas 15 mamy domy mieszkania i emerytury.
Taki Dom Kobiet może być :D

Jest to jakiś pomysł...
Anielka mówi o alzheimerze...
...ale jak z tego wyjdzie "piekło kobiet"..

Wchodzi się w nowy układ, jakiś związek z którego może być trudno wyjść, gdyby szczęście wspólnego bytowania nie było pełne..;)
I co wtedy?

"Bądź tu mądry ..i pisz wiersze...":tongue:

martok
25-02-2013, 11:32
Wchodzi się w nowy układ, jakiś związek z którego może być trudno wyjść

To są dokładnie te same obawy, które ja mam w odniesieniu do takich nieformalnych inicjatyw. Chodzi m.in. o taką przyziemną rzecz, że jeśli będę zmuszony (z jakichkolwiek względów) wspólnotę opuścić, to już bez grosza - bo mieszkanie się sprzedało. A także to, że wspólny dom pozostawia te wszystkie obowiązki, od których chciałoby się na starość uciec: remonty, pilnowanie podatków, utrzymanie ogrodu i ogrodzenia, gotowanie dla 15 osób, wielkie codzienne zakupy, a także pranie i sprzątanie, gdy połowa osób jest niesprawna... Do tego dochodzą skomplikowane rozliczenia finansowe. Takie rzeczy mnie zniechęcają. Ale oczywiście pomysłowi Artfilki będę życzliwie kibicował - może im się powiedzie.
*

Arti
25-02-2013, 12:03
Jest to jakiś pomysł...
Anielka mówi o alzheimerze...
...ale jak z tego wyjdzie "piekło kobiet"..

Wchodzi się w nowy układ, jakiś związek z którego może być trudno wyjść, gdyby szczęście wspólnego bytowania nie było pełne..;)
I co wtedy?

"Bądź tu mądry ..i pisz wiersze...":tongue:

mamy wybór..być, żyć same czy być, żyć razem.
Znamy się dużo lat. Na coś się trzeba zdecydować ;)

Napisał Alunia
Wchodzi się w nowy układ, jakiś związek z którego może być trudno wyjść

a gdzie, gdzie wyjść :D skoro będziemy zdane na siebie i na ewentualną pomoc naszych dzieci.
Nie wiem ile z nas się zdecyduje na takie rozwiązanie.
Teraz każda z nas utrzymuje czy to dom czy mieszkanie.
Dom za duży mieszkania też. Zmienić na kawalerki? i co siedzieć w dziupli? :D
Równy wkład w kupno wspólnego domu a resztę grosza zostanie..tak że gołym się nie zostaje po sprzedaży własności.

Już we dwoje jest lżej a co dopiero w kilka osób.

Alunia
25-02-2013, 12:21
A może by tak zrobić wszystkim testy psychologiczne - na dziś i ewentualną uciążliwość w przyszłości :tongue: ;)

Dżizis....! Jednak trochę strach, jak sie te wszystkie kobitki dokumentnie zestarzeją i zniedołężnieją!:(


.................

szekla
25-02-2013, 12:37
Istnieje powiedzenie "nie sprawdzisz nie będziesz wiedziała" ...tylko decyzji nieodwracalnych cofnąć się nie da.
Czasami osoby które większość życia mieszkały same ,po prostu nie potrafią mieszkać z kimś wspólnie, nie wiedzą co to kompromis. A okazuje się to po dłuższym czasie.

Tak było u mnie w rodzinie .Pani która 40 lat (gdy córki poszły na swoje) mieszkała sama, postanowiła sprzedać mieszkanie i zamieszkać u córki. Po trzech latach uznała, że jej źle, załatwiła sobie po kryjomu pobyt w jakimś małym ośrodku prowadzonym przez zakonnice. Kolejne dwa lata wystarczyły, żeby i tam skłócić się z wszystkimi. Wróciła do młodszej córki (stawiając ją zresztą pod ścianą, jeśli chodzi o decyzje) i też jest źle, ale pewno już nie ma gdzie uciekać.

sabcia
25-02-2013, 12:48
To ja tez zabiore głos w tej sprawie.Załuzmy ,ze wszystko uda się.Tylko jest jedna sprawa .Nikt nie jest wieczny.Na kazdego przyjdzie czas.I co wówczas,W jego miejsce wprowadzi się wnuk?.ktoś inny?

Lila
25-02-2013, 13:29
mamy wybór..być, żyć same czy być, żyć razem.
Znamy się dużo lat. Na coś się trzeba zdecydować ;)



a gdzie, gdzie wyjść :D skoro będziemy zdane na siebie i na ewentualną pomoc naszych dzieci.
Nie wiem ile z nas się zdecyduje na takie rozwiązanie.
Teraz każda z nas utrzymuje czy to dom czy mieszkanie.
Dom za duży mieszkania też. Zmienić na kawalerki? i co siedzieć w dziupli? :D
Równy wkład w kupno wspólnego domu a resztę grosza zostanie..tak że gołym się nie zostaje po sprzedaży własności.

Już we dwoje jest lżej a co dopiero w kilka osób.

Fajny projekt, ale co będzie z ....ostatnią?:)

Bianka
25-02-2013, 15:28
Artfilko,
Jak duży ma być ten Dom Kobiet? Na przykład ile w nim będzie pokoi? Kuchnia wspólna? A ile łazienek?

baburka
25-02-2013, 17:26
oglądałam program w "Mieście Kobiet", gdzie kobitki 6o+ opowiadały o swoich podbojach miłosnych przeniesionych z netu do reala.
Na ten temat założyłam parę lat temu, jak mniemam, rzeczowy wątek. Wszystko zależy od przyjętych wobec kogoś standardów i krytycznej oceny własnych możliwości.:cool: ROTFL

One chcą żyć i czerpać z życia to, co nie było im dane za czasów młodości.
Też bym chciała, jednak nie za każdą cenę.

Kij w mrowisko?!
Dlaczego tak uważasz?

baburka
25-02-2013, 17:35
a :D dodam jeszcze, że w planach z koleżankami mamy taką wersję:
sprzedajemy co mamy, za równe wkłady kupujemy jeden dom :D

Najem byłby lepszym rozwiązaniem. Wynajęłoby się obszerny dom na aktualne potrzeby kilku osób, a ich mieszkania wypuściło lokatorom. W momencie zejścia dzieci miałyby na powrót prawo do mieszkania po mamie, a na wolne miejsce w Domu Zbiorowej Starości tzreba by ogłosić nabór. Lwią część kosztownych remontów budynku i ciężar zagospodarowania otoczeniem ponosiłby właściciel. Tylko ZA ILE to wszystko?:LOL:

madera1938
25-02-2013, 19:08
Najem byłby lepszym rozwiązaniem. Wynajęłoby się obszerny dom na aktualne potrzeby kilku osób, a ich mieszkania wypuściło lokatorom. W momencie zejścia dzieci miałyby na powrót prawo do mieszkania po mamie, a na wolne miejsce w Domu Zbiorowej Starości tzreba by ogłosić nabór. Lwią część kosztownych remontów budynku i ciężar zagospodarowania otoczeniem ponosiłby właściciel. Tylko ZA ILE to wszystko?:LOL:

To jest pomysł, moim zdaniem wart uwagi. A za ile ? Przecież do tej pory każda z potencjalnych mieszkanek takiego domu ponosi sama koszty wyżywienia, leczenia, ubrania, czynszu. Zmieniłoby sie tylko to ostatnie, chyba ?.
No nie wiem, może źle myślę ? Weronika.

Arti
25-02-2013, 21:18
Najem byłby lepszym rozwiązaniem. Wynajęłoby się obszerny dom na aktualne potrzeby kilku osób, a ich mieszkania wypuściło lokatorom. W momencie zejścia dzieci miałyby na powrót prawo do mieszkania po mamie, a na wolne miejsce w Domu Zbiorowej Starości tzreba by ogłosić nabór. Lwią część kosztownych remontów budynku i ciężar zagospodarowania otoczeniem ponosiłby właściciel. Tylko ZA ILE to wszystko?:LOL:

O, ty masz głowę :rolleyes: hm,hm
pogadam z dziewczynami na zlocie :D najbliższym ten pomysł.

Arti
25-02-2013, 21:27
Fajny projekt, ale co będzie z ....ostatnią?:)

tu się dopracuje co dwie ostatnie mają zrobić ;)
:rolleyes: sprzedać dom i iść tam gdzie chcą być tak myślę :)

slava
25-02-2013, 21:29
tu się dopracuje co dwie ostatnie mają zrobić ;)
:rolleyes: sprzedać dom i iść tam gdzie chcą być tak myślę :)
Aniu
jak jeszcze nie będą na chleb mówiły byb:(

Mar-Basia
25-02-2013, 21:40
Czytam Was, czytam, drogie marzycielki...Musze przyznac, ze troche smieje sie pod nosem.
Macie cudowne plany, propozycje - jestescie wspaniale optymistki, co jest duzym plusem.

Pozwolicie, ze wtrace moje "dwa grosze"....wcale nie jako osoba, ktora nie mieszka w Polsce. Poprostu jako osoba, ktora dobrze przerobila temat i zna jego pulapki.

To nie jest takie proste jak sie wydaje, za takim przedsiewzieciem kryje sie duzo pulapek, czasami bagatelek na poczatku ale w gruncie rzeczy bardzo istotnych.

Jedno najwazniejsze, jezeli wspolnie kupicie dom, nalezaloby go kupic jako Fundacja "x", z zalozonym celem i regulaminem. Wykluczone aby po zgonie jakiejkolwiek zalozycielki - spadkobiercy mogli sie do tego domu wprowadzic.

Moga wynajac, ale o tym zdecyduje zarzad Fundacji, jako, ze celem tego domu jest zapewnienie dogodnej starosci jego mieszkancom. Zadne spekulacje rodzinne - mieszkac moga tylko i wylacznie osoby w pewnym wieku.

Czy pomyslalyscie co zrobicie jezeli ktorakolwiek zachoruje i bedzie musiala byc pod kontrola specjalistow o geriatri? Kto bedzie jej zmienial pampersy????? Kto pokryje koszty???

To tylko malenka ilosc pytan, na ktore musicie sobie odpowiedziec.

Zycze powodzenia, wiecej chetnie "podpowiem" na PW.:) :)

Arti
25-02-2013, 21:47
Aniu
jak jeszcze nie będą na chleb mówiły byb:(

hmmm :rolleyes: nooo
no tu zagwozdka:rolleyes:
trzeba by zobowiązać dzieci nad kontrolą stanu

slava
25-02-2013, 21:49
hmmm :rolleyes: nooo
no tu zagwozdka:rolleyes:
Poczytaj jeszcze Mar-Basię,
to dopiero hihihi bydzie ;) zagwozdka.:tongue: ;) :D
Aniu na dzieci nie licz, bo one liczą...
ale na spadek.;)

Arti
25-02-2013, 21:55
:) przebłysnęło i to nam
Jedno najwazniejsze, jezeli wspolnie kupicie dom, nalezaloby go kupic jako Fundacja "x", z zalozonym celem i regulaminem. Wykluczone aby po zgonie jakiejkolwiek zalozycielki - spadkobiercy mogli sie do tego domu wprowadzic.

wszystko jest w fazie początkowej i rozważa się.

Mar-Basia
25-02-2013, 21:55
Poczytaj jeszcze Mar-Basię,
to dopiero hihihi bydzie ;) zagwozdka.:tongue: ;) :D
Aniu na dzieci nie licz, bo one liczą...
ale na spadek.;)

Wiesiu, hi hi - moze byc dobra zagwozdka....lepiej nie smiac sie po fakcie, kiedy jest za pozno. Poprostu trzeba przewidziec wszystkie plusy i minusy przedsiewziecia. W koncu wszystko jest wykonalne ale musi byc zaplanowane z glowa literka "prawa" (po to ono jest).:)

Arti
25-02-2013, 22:00
Poczytaj jeszcze Mar-Basię,
to dopiero hihihi bydzie ;) zagwozdka.:tongue: ;) :D
Aniu na dzieci nie licz, bo one liczą...
ale na spadek.;)

Spadek? jaki spadek? już dałam co miałam dać.
dwoje z dzieci jest prawnikami

slava
25-02-2013, 22:02
W końcu wszystko jest wykonalne ale musi byc zaplanowane z glowa literka "prawa" (po to ono jest).:)
Mar-Basiu
zdaje sobie sprawę, musi to być obwarowane przepisami.
Co jak jedna z osób będzie chciała zrezygnować
i dostać z powrotem swoje udziały?:(

slava
25-02-2013, 22:05
Spadek? jaki spadek? już dałam co miałam dać.
dwoje z dzieci jest prawnikami
Mam syna, też dostał, ale czy nie będzie chciał więcej?
Tego Aniu nikt nie wie, życie pisze takie scenariusze.

Arti
25-02-2013, 22:09
Mam syna, też dostał, ale czy nie będzie chciał więcej?
Tego Aniu nikt nie wie, życie pisze takie scenariusze.

co zostanie to tego nie zabiorę ze sobą :)

Arti
25-02-2013, 22:13
Żadna z nas nie chce mieszkać z dziećmi a chcemy mieszkać razem :D

slava
25-02-2013, 22:13
co zostanie to tego nie zabiorę ze sobą :)
Eee będzie należało do wspólnoty ROTFL

sabcia
26-02-2013, 10:47
pomarzyć,bardzo fajna rzecz

Alunia
27-02-2013, 16:13
Baburko, wysyłam Ci link do filmu, na priv.
Pozdrawiam :)

Aneczka
21-03-2013, 07:37
Obawiam się spoglądającej ku mnie samotności. Przyszło mi w życiu przeżyć późny rozwód i przez kilka lat tworzyć rodzinę dla syna. Dziś jest on na wylocie; rozsypie się dwuosobowa rutyna, załamie się wypracowany przeze mnie porządek dnia. Boję się, jak poradzę sobie z fizyczną samotnością. Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.
Proszę, nie tłumaczcie mi, że proces odchodzenia od rodziców do własnego życia to normalność, bo doskonale to rozumiem. Nie każcie mi też "wychodzić do ludzi"; walczę okresowo z depresją i wszelki kontakt z innymi bywa dla mnie przykry. Zresztą nie cenię sobie powierzchownych związków z komunikacją bla bla bla... Gdyby ktoś pytał, skąd pomysł na taki wątek, odpowiedziałabym: z lęku i samotności :( :redface:
bierzesz antydepresanty? gdzieś czytałam,że na pewnym etapie tej choroby żadne gadanie ze strony innych osób nie pomoże - wprawia tylko w niepotrzebną irytację - a niestety bez leków się nie obejdzie - w końcu one są dla ludzi -

zen
21-03-2013, 10:30
Przeczytałam wszystko, od początku.Zainteresował mnie "wspólny dom". Ciekawe przedsięwzięcie.Może się sprawdzi. Życzę tego z całego serca.
Ja tymczasem ( a jestem stara, na prawdę stara) jeszcze niczego się nie boję. Będzie jak ma być.Nie myślcie że poddaję się losowi. Dokąd będę mogła, pomogę mu.
Pozdrawiam wszystkie samotne dusze.

urszulakurant
22-03-2013, 00:40
Obawiam się spoglądającej ku mnie samotności. Przyszło mi w życiu przeżyć późny rozwód i przez kilka lat tworzyć rodzinę dla syna. Dziś jest on na wylocie; rozsypie się dwuosobowa rutyna, załamie się wypracowany przeze mnie porządek dnia. Boję się, jak poradzę sobie z fizyczną samotnością. Nie mam przyjaciół, a znajomych - bardzo nielicznych. Dławi mnie lęk przed samotnym więzieniem w klatce mojego mieszkania.
Proszę, nie tłumaczcie mi, że proces odchodzenia od rodziców do własnego życia to normalność, bo doskonale to rozumiem. Nie każcie mi też "wychodzić do ludzi"; walczę okresowo z depresją i wszelki kontakt z innymi bywa dla mnie przykry. Zresztą nie cenię sobie powierzchownych związków z komunikacją bla bla bla... Gdyby ktoś pytał, skąd pomysł na taki wątek, odpowiedziałabym: z lęku i samotności :( :redface:
a co mam kochana napisać żeby ciebie chociaż trochę pocieszyć? masz syna a ja nie mam dzieci. Od paru miesięcy jestem na emeryturze. Moje życie to teraz internet i niewidzący ojciec

urszulakurant
22-03-2013, 00:46
a co ja mam napisać żeby chociaż trochę ciebie pocieszyć. Nie mam dzieci. od paru miesiecy jestem na emeryturze. zafundowałam sobie laptopa i internet i poruszam się w tym wszystkim jak we mgle. Czasem udaje mi się gdzies wysłać poprawną wiadomość ale najczęściej robię błędy. odpisz

martok
22-03-2013, 03:14
Czasem udaje mi się gdzies wysłać poprawną wiadomość ale najczęściej robię błędy. odpisz
Spokojnie, nie jesteś jedyna. Ja tu piszę od paru miesięcy, a i tak bez przerwy coś knocę. Na szczęście na błędy większość uczestników tego forum nie zwraca uwagi, więc się nie przejmuj.

PS. Etykieta na większości forów internetowych zabrania domagania się odpowiedzi. Unikaj więc poleceń w stylu: "odpisz".

Pozdrawiam - M
*

cha_ga
22-03-2013, 09:02
Witaj Urszulo, nie martw sie, kazdy z nas poczatkowo poruszał sie tu po omacku.Ja internet mam juz bardzo długo z racji mojej pracy, ale w porównaniu z wieloma forumowiczami wciaz wydaje mi sie,ze mało umiem...A samotnośc mozna oswoic, z trudem ale mozna...no bo co nam innego pozostało?Baburka ma syna i boi się przyszłości, a co my , które jestesmy same mamy powiedziec? Ja staram się zyc dniem dzisiejszym, żeby nie mysleć co będzie...co wcale nie znaczy,ze czasem nie dopada mnie strach...Pozdrawiam was.

Proch-i-pył
23-03-2013, 11:58
Barburko, piszesz: boję się. W odpowiedzi słyszysz tu od wielu osób: ja też, nie jesteś sama.
Powody mogą być podobne albo zupełnie inne,
ktoś może poda tu metodę na rozwiązanie problemu. Ale strach tak łatwo nie znika, uporać się ze wszystkimi strachami nie sposób, strach męczy, zniechęca, zniewala, zamyka w czterech ścianach, izoluje od świata.
Jak jest bardzo źle, pomaga lekarz, ale na krótko, ze strachem wciąż trzeba się zmagać.

Każdy się boi, Barburko. Nie każdy się tylko do tego przyznaje. Nie każdy wie czego dokładnie się boi.
Moja metoda na strach jest prosta: oswajam się, godzę się, przygotowuję się na to czego się boję. Wiele strachów przestaje straszyć.
Pozdrawiam

babciela
23-03-2013, 14:29
Bardzo proste- boimy się życia...

martok
23-03-2013, 15:13
Bardzo proste- boimy się życia...

Faktycznie - boimy się życia. Ale ciekawe, że śmierci boimy się jeszcze bardziej.
*

Proch-i-pył
23-03-2013, 15:48
Faktycznie - boimy się życia. Ale ciekawe, że śmierci boimy się jeszcze bardziej.
*
Ciekawe jest to, co napisałeś.
Boimy się śmierci, ale chyba nie własnej. Ta przecież nie zaboli. Straszniejsza wydaje mi się śmierć kogoś mi bliskiego niż własna.

martok
23-03-2013, 15:54
Boimy się śmierci, ale chyba nie własnej. Ta przecież nie zaboli.

Umieranie nie boli? To dla mnie coś nowego.

PS1. A w ogóle to uszanowanie - jakoś długo Cię nie było.
PS2. Zaciął Ci się licznik niewypalonych papierosów. 4 godziny temu podawał taką samą ich liczbę jak w tej chwili.
*

Proch-i-pył
23-03-2013, 16:05
Umieranie nie boli? To dla mnie coś nowego.

PS. A w ogóle to uszanowanie - jakoś długo Cię nie było.
* Cześć :)
Ból to choroba. Choroby i bólu każdy się boi. Pisząc, że nie boli, miałam na myśli śmierć, czyli moment końcowy, nie proces.

Myśląc o śmierci, jak o procesie, możemy zrobić założenie, ze trwa od dawna, od pierwszych obumarłych tkanek. :) Życie to powolne umieranie. A nie to miałam na myśli tylko moment, chwilę, sam koniec istnienia. Ten nie boli.
Pozdrawiam :)
Nie wiem, jak ten licznik pracuje, dodaje chyba po upływie pełnej doby dopiero. :)

baburka
23-03-2013, 21:30
Aneczko, gdyby nie antydepy, pewnie nie miałby z tej strony kto klikać:)

baburka
23-03-2013, 21:33
Od paru miesięcy jestem na emeryturze. Moje życie to teraz internet i niewidzący ojciec
Nikt oprócz nas nie wie do końca, jakie niesiemy ciężary.

baburka
23-03-2013, 21:37
Czasem udaje mi się gdzies wysłać poprawną wiadomość ale najczęściej robię błędy.
Tym się nie przejmuj. Nie chodzi o sprawność techniczną. Piszesz "gdzieś", "ktoś" otrzyma. Tym ktosiem mogę być ja.

baburka
23-03-2013, 21:51
Barburko, piszesz: boję się. W odpowiedzi słyszysz tu od wielu osób: ja też, nie jesteś sama.
...
Każdy się boi, Barburko. Nie każdy się tylko do tego przyznaje. Nie każdy wie czego dokładnie się boi.
To już znaczna pociecha, bo osadza mnie w normalności. Często czuję się jak kosmitka ze swoimi problemami, gdy wokół uśmiechnięci ludzie.

Moja metoda na strach jest prosta: oswajam się, godzę się, przygotowuję się na to czego się boję. Wiele strachów przestaje straszyć.
Na pewno skorzystam. Intuicyjnie wuczuwam, że tędy droga.

Proch-i-pył
24-03-2013, 08:06
To już znaczna pociecha, bo osadza mnie w normalności. Często czuję się jak kosmitka ze swoimi problemami, gdy wokół uśmiechnięci ludzie.

Człowiek jest zwierzakiem stadnym, dobrze się czuje w gromadzie jako równocenny element grupy. Jak zaczyna kuleć, odstawać i odłączać od stada czuje się paskudnie. Wizerunek ludzkiego stada tworzą media i robią to niestety źle, przekłamują obraz, preferując tylko tych pięknych, młodych, zdrowych i bogatych, jakby reszta była na śmietnik.
Jak wygląda naprawdę ludzkie stado? Na polskich ulicach, w autobusach, sklepach, przychodniach?
Rozejrzyj się uważniej, a wśród tych uśmiechniętych "normalnych" dostrzeżesz niejedno zmęczenie, niejeden skrywany smutek, niejedną niedoskonałość. Dostrzeżesz podobnych sobie Baburko :)
Pozdrawiam

largetto
25-03-2013, 15:01
kolejne fakty z domu 'SZCZĘŚLIWEJ STAROŚCI" :( i jak tu się nie bać zniedołężnienia ?

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wstrzasajace-nagranie-z-domu-spokojnej-starosci,wid,15443670,wiadomosc.html

lusia55
02-04-2013, 12:11
Barburko każdy ma problemy; jedni lepiej sobie z nimi radzą drudzy gorzej, ale jednego jestem pewna że depresanty nie pomagają rozwiązać tych problemów - tylko je lekko wyciszają..

babciela
02-04-2013, 13:47
I mnie się wydaje, ze bardzo wazną rzeczą jest nie antydepresant, tylko pokochanie siebie- i akceptacja tego co mam, i czego mieć nie moge.Akceptacja siebie takiej a nie innej- bo zycie nie zmieni ani otoczenia wokoł Ciebie, prawdopodobnie nie zmieni tez Ciebie-taka masz swiadomosc, a co w podswiadomosci- tego sama nie wiesz. Psycholog- teraz jestem przeciwna ich metodom rozmowy- sa jednakowe i niczego nie uczą....

cha_ga
03-04-2013, 09:35
Dobrego psychoterapeuty ze swieczka szukaj... a ci przecietni moga zrobic wiecej złego niz dobrego...byłabym ostrozna. pokochanie siebie wcale nie jest łatwe, szczególnie dla człowieka ze skłonnosciami do depresji...moze dobra literatura mogłaby pomóc, jest tego sporo...Król-Fijewska, Millibruda,Dodziuk, Ustaborowicz i wielu innych...

Bess
03-04-2013, 09:54
Sama obarczona mnóstwem problemów,nie zabierałam głosu w tym wątku,
jednak ....tak wiele razy powtarza się rada;
pokochaj siebie...nie tylko tu, ale we wszystkich poradnikach ,ba ,nawet w przykazaniach.
Nie rozumiem tego,wytłumaczcie mi proszę,jak pokochać siebie nie pozostając jednocześnie egoistką.

Przecież tych kochających siebie i niestety
wyłącznie siebie jest wokoło mnóstwo, doświadczam tego każdego dnia.
Nigdzie zrozumienia,no bo jakże , gdy on-ona kocha siebie a bliżni jest niczym.

Jeszcze akceptacja,pogodzenie się z samą sobą przemawia do mnie,choć nie do końca,bo przecież myślący ,wrażliwy człowiek pracuje nad sobą całe życie i nigdy wad swoich nie zaakceptuje.

cha_ga
03-04-2013, 13:07
Dla mnie pokochac siebie to znaczy znac swoja wartość i szanowac siebie, nie mozna kochac i szanowac innych gdy jestesmy przepojeni nienawiscia i pogarda dla siebie ...to nie ma nic wsopólnego z zarozumialstwem, nie jestem pepkiem swiata tylko dlatego ,ze lubie i szanuje siebie...co do egoizmu...najwiekszy altruista gdzies tam w głebi robi to co robi dla siebie, chocby dla swego dobrego samopoczucia i czystego sumienia, a więc tez mozna by powiedziec ,ze kieruje nim egoizm...ehhh, mozna się w tym pogubic w takich rozwazaniach...w kazdym razie ja mysle,ze aby wyjść z depresji trzeba siebie zaakceptować inaczej nie da sie spojrzec przychylnym okiem na innych i na cały ten swiat, tylko nie wolno popadać z jednej skrajnosci w druga, umiar i zdrowy rozsadek to podstawa...

babciela
04-04-2013, 16:08
Ba- jezeli pokochasz siebie- to i akceptacja kazdego blizniego z wszystkimi jego ulomnosciami jest najlatwiejszą w zyciu.Pokochanie siebie to nie jest w zadnym wypadku egoizm- egoizm to jest koncentracja na swojej osobie- bez mozliwosci widzenia innych.A akceptacja swojej osoby niesie z soba- bezwzglednie- akceptacje innych....

Bertold
04-04-2013, 17:23
Sama obarczona mnóstwem problemów,nie zabierałam głosu w tym wątku,
jednak ....tak wiele razy powtarza się rada;
pokochaj siebie...nie tylko tu, ale we wszystkich poradnikach ,ba ,nawet w przykazaniach.
Nie rozumiem tego,wytłumaczcie mi proszę,jak pokochać siebie nie pozostając jednocześnie egoistką.

Przecież tych kochających siebie i niestety
wyłącznie siebie jest wokoło mnóstwo, doświadczam tego każdego dnia.
Nigdzie zrozumienia,no bo jakże , gdy on-ona kocha siebie a bliżni jest niczym.

Jeszcze akceptacja,pogodzenie się z samą sobą przemawia do mnie,choć nie do końca,bo przecież myślący ,wrażliwy człowiek pracuje nad sobą całe życie i nigdy wad swoich nie zaakceptuje.

Viko - proponuję ustal sama dla siebie - co to znaczy "pokochać samego siebie", ale nie bądź zbyt surowym krytykiem dla samej siebie. Jeżeli postanowisz, że coś chcesz w sobie zmieniać, to trwaj przy tym. Najpierw pomyśl co chcesz zmieniać, w jaki sposób chcesz zmieniać i jaki cel chcesz osiągnąć. Moim zdaniem pokochać siebie, to nie egoizm - to wzbudzenie w sobie chęci do bycia takim, jakim chcemy być, i jakim jesteśmy - bez wyrzucania sobie, że jeszcze nie osiągnęliśmy celu. Pokochać siebie, to znaczy dać sobie szansę na zmiany, które są realne (w wieku senioralnym nie zostaniesz nastolatką) i wykorzystać tę szansę. Powodzenia.

mimoza
04-04-2013, 18:37
... Pokochać siebie, to znaczy dać sobie szansę na zmiany, które są realne (w wieku senioralnym nie zostaniesz nastolatką) i wykorzystać tę szansę. Powodzenia.

Nic dodać, nic ująć. Zbyt rzadko dajemy sobie szansę,
za rzadko wykorzystujemy to co mamy w tym zakresie
w zasięgu możliwości, w zasięgu ręki. - Cz

marcel20106
04-04-2013, 19:35
Teoretycznie-pięknie brzmi..........
Ale praktycznie-nie takie proste.
Pozdrawiam.

mimoza
04-04-2013, 19:39
Teoretycznie-pięknie brzmi..........
Ale praktycznie-nie takie proste.
Pozdrawiam.

Basiu masz rację, to nie jest proste, ale też nie jest niemożliwe. :) - Cz

martok
04-04-2013, 19:42
Teoretycznie-pięknie brzmi..........
Ale praktycznie-nie takie proste.

Też mam podobne wrażenie - to taka poezja i pop-psychologia bez realnych, twardych środków zaradczych.
*

marcel20106
04-04-2013, 19:42
Czesiu-dziękuję za zrozumienie.
To wymaga dużej pracy nad sobą.
I do tego /pozytywne myślenie i afirmacja.
Czas zacząć wymagać od siebie.
Pozdrawiam Cie.

babciela
04-04-2013, 20:24
Nie ma twardych środków zaradczych i nie moze ich być- kazdy człowiek jest odrebną indywidualnoscia- i kazdy ma inne poglady na to, co jest dla niego dobre z co złe- tylko trzeba SAMEMU znalezc klucz do tego.To tak jakbys powiedzial- od dzisiaj badz radosna , mila starszą pania- co jest ewidentna bzdurą...

martok
04-04-2013, 20:41
To tak jakbys powiedzial- od dzisiaj badz radosna , mila starszą pania- co jest ewidentna bzdurą...

Ależ ja to właśnie miałem na myśli! Istnieją rady konkretne, i te bywają czasem pomocne, ale istnieją też rady czysto poetyckie, bez komponentu behawioralnego. Te pierwsze czasem są skuteczne, a czasem nie. Ale te drugie skuteczne nie są nigdy, bo po takiej radzie dalej nie wiadomo, co się powinno robić. Przykład rady konkretnej: Kiedy dopada cię chandra, wykonaj takie-a-takie ćwiczenia mięśniowo-oddechowe. Przykład "rady" poetyckiej: Bądź sobą, albo: Nie poddawaj się.

Pozdrawiam - M
*

Proch-i-pył
04-04-2013, 21:18
Ależ ja to właśnie miałem na myśli! Istnieją rady konkretne, i te bywają czasem pomocne, ale istnieją też rady czysto poetyckie, bez komponentu behawioralnego. Te pierwsze czasem są skuteczne, a czasem nie. Ale te drugie skuteczne nie są nigdy, bo po takiej radzie dalej nie wiadomo, co się powinno robić. Przykład rady konkretnej: Kiedy dopada cię chandra, wykonaj takie-a-takie ćwiczenia mięśniowo-oddechowe. Przykład "rady" poetyckiej: Bądź sobą, albo: Nie poddawaj się.

Pozdrawiam - M
*
Witaj, Martoku :)
Ja znam jeszcze: weź się w garść.
Człowiekowi w depresji pomaga to jak umarłemu kadzidło.
Takie poetyckie rady też jakiś skutek wywołują - pogłębiają przygnębienie, obniżają poczucie własnej wartości, powiększają izolację budząc niechęć do dawców takich rad.

Tylko że chęć pomocy jest naturalnym ludzkim odruchem. W zderzeniu z depresją u kogoś bliskiego jesteśmy bezradni i tylko dobrą chęć mamy do zaoferowania. Nie zawsze wiemy, jak pomóc.

martok
04-04-2013, 21:35
Nie zawsze wiemy, jak pomóc.

Tu oczywiście sto procent zgody. Jest też dla mnie zrozumiałe, że człowiek o dobrym sercu, widząc innego człowieka w depresji, chce go jakoś wesprzeć. Byłbym idiotą, gdybym tego nie doceniał. Rozmawiać można, a nawet się powinno i to jest bardzo ważne. Ale chyba lepiej nie pchać się z niedoważonymi poradami, gdy nie ma się żadnego rzeczowego pomysłu, jak można realnie pomóc, co nie? Są takie "dobre rady" (jak twoje: Weź się w garść), które chorego z depresja są w stanie doprowadzić do kompletnej rozpaczy. Tu również masz sto procent racji.

Serdecznie pozdrawiam - M
*

martok
04-04-2013, 21:54
Prochu-i-pyle - będzie jeszcze PS na inny temat:

Gratuluję wytrwałości w rzucaniu palenia. Kiedy ja rzucałem (kilka lat temu), to w pewnym okresie byłem pewny, że umrę. Wszystko mi wysiadło, wszystkie organy przestały prawidłowo funkcjonować. Organizm domagał się nikotyny. Ale to było w drugim i trzecim miesiącu odstawienia. Mam nadzieję, że u Ciebie najgorsze już minęło.
*

Proch-i-pył
04-04-2013, 23:11
Prochu-i-pyle - będzie jeszcze PS na inny temat:

Gratuluję wytrwałości w rzucaniu palenia. Kiedy ja rzucałem (kilka lat temu), to w pewnym okresie byłem pewny, że umrę. Wszystko mi wysiadło, wszystkie organy przestały prawidłowo funkcjonować. Organizm domagał się nikotyny. Ale to było w drugim i trzecim miesiącu odstawienia. Mam nadzieję, że u Ciebie najgorsze już minęło.
*
Zapewne ten off topic przeniosą gdzieś w inny dział. :)
Jak ktoś był nałogowcem, to jest nim do końca życia. Mogę zacząć palić w dowolnej chwili, wciąż nikotyna mną rządzi i bez problemu mogę zacząć od nowa. Rzucałam, a własciwie próbowałam wielokrotnie, ale tak naprawdę, paliłam nieprzerwanie od 30 kilku lat straszliwe ilości.
Nie rzuciłam nikotyny ani nałogu tylko tytoń. Palę e-papierosa i nie kupuję już fajek. Jak chcesz wiedzieć więcej, to włącz skrzynkę, napiszę na priv.
Licznik mi pomaga, dlatego go założyłam. Może to dziecinne, ale buduje mnie rosnąca cyfra niewypalonych papierosów, która jest w rzeczywistości większa, bo w ustawieniach wpisałam 2 paczki/dzień, a było ich często dużo więcej.
Pozdrawiam również serdecznie.

martok
05-04-2013, 07:12
buduje mnie rosnąca cyfra niewypalonych papierosów, która jest w rzeczywistości większa, bo w ustawieniach wpisałam 2 paczki/dzień, a było ich często dużo więcej.

Miałem tak samo - trzy paczki dziennie przez blisko 50 lat. Ale faktycznie zamknijmy ten pod-temat, bo on nikogo prócz nas nie dotyczy.
*

Bertold
05-04-2013, 07:43
Teoretycznie-pięknie brzmi..........
Ale praktycznie-nie takie proste.
Pozdrawiam.

Nic w realnym życiu nie jest proste i łatwe. To, co napisałem w poprzedniej wypowiedzi, to zaledwie proponowany punkt wyjścia. Nie da się z niego wyruszyć przy negatywnym, bądź nawet neutralnym nastawieniu. To: "Wiara góry przenosi" (przysłowie angielskie). Człowiek w wieku seniora, to człowiek ukształtowany, więc trudno spodziewać się, że za dotknięciem czardziejskiej różdżki, zmieni się diametralnie jego podejście do siebie i innych ludzi. Ale dlaczego my, (jako ci, których wydawać by się mogło, że problem ten nie dotyczy) mamy nie wesprzeć Viki, skoro ona tego wyraźnie potrzebuje? Zatem, bardzo Cię proszę, zamiast negować, wesprzyj ją pozytywnym myśleniem, przyjaznym nastawieniem. Czy mam rację?

marcel20106
05-04-2013, 10:04
Miej swoją rację-i wspieraj innych..........

Ja zostaję przy swojej.I nie chodzi o negowanie,tylko własne odczucia..które takie właśnie posiadam.I tak nie jesteś w stanie wesprzeć..........bo nie znasz w 100% faktu jakim jest.Nikt,tu nie jest szczery w wypowiedziach.Otwórz szeroko oczy.............pozdrawiam.

cha_ga
05-04-2013, 12:46
Jesli nie chcemy sie nawzajem wspierac i nikt z nas nie jest szczerzy w wypowiedziach jak twierdzisz, to co my tu do licha robimy, po co tu jestesmy???Bez sensu...

baburka
05-04-2013, 13:00
Nikt,tu nie jest szczery w wypowiedziach.
Z czego wywodzisz takie przekonanie? Wydaje mi się bardzo autorytarne.

Proch-i-pył
05-04-2013, 13:50
Vika nie oczekuje pomocy tylko zadała proste pytanie i poza, jak to napisał Martok, poetyckimi radami, nie otrzymała właściwie odpowiedzi. Też chciałabym wiedzieć, co to właściwie znaczy: pokochaj siebie.
Miłość jest bezkrytyczna, idealizuje, nie sposób żyć w zgodzie ze światem i ludźmi myśląc o sobie, jak o ideale.:)
Dla mnie to oznacza również stawianie siebie w centrum wszechświata, a brak samokrytycyzmu nie pomaga zbliżyć się do ludzi.

Zaakceptować własne wady - tak. Tak samo pożądane w życiu społecznym i rodzinnym, jak akceptacja cudzych wad. Inaczej nie dałoby się żyć. Ani ludziom z nami, a nam z innymi. Nikt nie jest doskonały.

Jesli nie chcemy sie nawzajem wspierac i nikt z nas nie jest szczerzy w wypowiedziach jak twierdzisz, to co my tu do licha robimy, po co tu jestesmy???Bez sensu...
cha_ga :) Przy założeniu, że nie mamy zbiorowej schizofrenii, całkowicie się z Tobą zgadzam.
Na tym etapie świadomości jestem i szczera i przekonana, że jest sens w moim tu pisaniu. :) Dlatego po prostu nie biorę do siebie tego, co napisała marcel20106
Pozdrawiam :)

Bess
05-04-2013, 13:58
Moja wina Baburko. Dostałam policzek za głupotę. Zachciało mi się dylematy moralne rozstrząsać:redface:.Ja niestety mam już taką przypadłość;szczera do bólu,przeważnie własnego,bo dla innych raczej przykra nie bywam.Zresztą piszę coraz mniej,to i okazji nie ma.

Są sytuacje bez wyjścia,a przy moim pechu to jak w przysłowiu; "w drewnianym kościele cegła na głowę spadnie".
Weszłam w wątek przez ciebie założony, bo oprócz problemów pojawiły się inne.
Zawsze gdy coś jest żle,dopatruję się najpierw winy u siebie,gdzie i jaki popełniłam błąd.
Trudno wtedy zaakceptować,tym bardziej pokochać, zresztą to pojęcie pokochać samą siebie jest dla mnie nie do przyjęcia.
Pozdrawiam serdecznie, dopóki zdrowie jest,czego ci z serca życzę,dasz radę.:*

Bess
05-04-2013, 14:07
Nic w realnym życiu nie jest proste i łatwe. To, co napisałem w poprzedniej wypowiedzi, to zaledwie proponowany punkt wyjścia. Nie da się z niego wyruszyć przy negatywnym, bądź nawet neutralnym nastawieniu. To: "Wiara góry przenosi" (przysłowie angielskie). Człowiek w wieku seniora, to człowiek ukształtowany, więc trudno spodziewać się, że za dotknięciem czardziejskiej różdżki, zmieni się diametralnie jego podejście do siebie i innych ludzi. Ale dlaczego my, (jako ci, których wydawać by się mogło, że problem ten nie dotyczy) mamy nie wesprzeć Viki, skoro ona tego wyraźnie potrzebuje? Zatem, bardzo Cię proszę, zamiast negować, wesprzyj ją pozytywnym myśleniem, przyjaznym nastawieniem. Czy mam rację?

Bertoldzie, tobie,jak również przedmówcom serdecznie dziękuję za definicje,
a tobie w szczególności za próbę wsparcia dobrym słowem.
Piękna piosenka dla wszystkich;
Marek Torzewski-Nie oczekuję już
https://www.youtube.com/watch?v=5DzIrJnr99Q

baburka
05-04-2013, 14:34
Dzięki, Vika, jeszcze zipię:)))

kometa2
05-04-2013, 14:35
Ja w związku z samotnością na starość. Często używa się zwrotu: "wyjść do ludzi". Otóż właśnie - zapisałam się na Uniwersytet III wieku, chodzę na wykłady o architekturze i na gimnastykę. Ale te spotkania z ludźmi, ściślej mówiąc innymi kobietami znacznie młodszymi ode mnie, są tylko chwilowe. Nie potrafię nawiązać bliższej znajomości. A jestem z.. Warszawy. Z sąsiada:mami od lat łączy mnie tylko miłe dzień dobry. A więc, proszę mi powiedzieć, co to znaczy, konkretnie, wyjść do ludzi? :) :mad:

martok
05-04-2013, 14:54
A więc, proszę mi powiedzieć, co to znaczy, konkretnie, wyjść do ludzi? :) :mad:
Mężczyźni mają z tym mniejszy problem. Dla wielu "wyjść do ludzi" znaczy mniej-więcej tyle co: "wyjść na piwo". Kiedy się zagląda do piwiarni w miarę regularnie, to już po miesiącu ma się dwudziestu bliskich znajomych. Wydaje mi się jednak, że chyba niewielu z nich miałabyś ochotę do grona swoich znajomych zaliczyć, hehehe... Mężczyźni mają tu mniejsze wymagania. A Ty może zaryzykuj i zaproś jakąś ciekawszą osobę na kawę po zajęciach; to chyba niczym strasznym nie grozi?

Najłatwiej "wychodzenie do ludzi" udaje się tym, którzy mają jakieś zdeklarowane hobby i uczestniczą w spotkaniach innych hobbystów. Wówczas nie tyle zależy im na tym, żeby kogoś poznać, tylko raczej na tym, żeby realizować swoją pasję. A ludzi poznają jakby przy okazji, bez specjalnych starań. W tej sprawie chyba najważniejsza jest zasada nic na siłę i nic za szybko. Zbyt desperackie poszukiwania przyjaźni mogą chyba odstraszać potencjalnych kandydatów. Tak sądzę.

Pozdrawiam - M
*

Bertold
05-04-2013, 15:19
Mężczyźni mają z tym mniejszy problem. Dla wielu "wyjść do ludzi" znaczy mniej-więcej tyle co: "wyjść na piwo". Kiedy się zagląda do piwiarni w miarę regularnie, to już po miesiącu ma się dwudziestu bliskich znajomych. Wydaje mi się jednak, że chyba niewielu z nich miałabyś ochotę do grona swoich znajomych zaliczyć, hehehe... Mężczyźni mają tu mniejsze wymagania. A Ty może zaryzykuj i zaproś jakąś ciekawszą osobę na kawę po zajęciach; to chyba niczym strasznym nie grozi?

Najłatwiej "wychodzenie do ludzi" udaje się tym, którzy mają jakieś zdeklarowane hobby i uczestniczą w spotkaniach innych hobbystów. Wówczas nie tyle zależy im na tym, żeby kogoś poznać, tylko raczej na tym, żeby realizować swoją pasję. A ludzi poznają jakby przy okazji, bez specjalnych starań. W tej sprawie chyba najważniejsza jest zasada nic na siłę i nic za szybko. Zbyt desperackie poszukiwania przyjaźni mogą chyba odstraszać potencjalnych kandydatów. Tak sądzę.

Pozdrawiam - M
*
Nie wiem dlaczego, wszystkich mężczyzn zrównałaś i połączyłaś z piwem ale najważniejszą zasadę "nic na siłę nic za szybko" również uważam za najważniejszą. Wyjść do ludzi, moim zdaniem, tzn przebywać wśród ludzi, rozmawiać z nimi, dyskutować, szukać wspólnoty zainteresowań, wspólnego spędzania czasu. Komecie2 polecałbym lekturę wątków klubu seniora - na niektórych toczą się bardzo serdeczne rozmowy o wszystkim i o niczym. Jest wiele serdeczności, dzielenia się troskami i problemami, wiele życzliwości. Ja chociaż nie biorę udziału w tych rozmowach (bo nie chce naruszać intymności tych grup) czasami je czytam - bardzo mnie to buduje, że ludzie będący tylko w kontakcie wirtualnym potrafią budować bardzo pozytywne relacje. Niekiedy zapewne spotykają się również w realu - wspólne wyjazdy. Pozdrawiam.

martok
05-04-2013, 15:44
Nie wiem dlaczego, wszystkich mężczyzn zrównałaś i połączyłaś z piwem
Może dlatego, że wbrew temu, co o mnie sądzisz, jestem mężczyzną, a nie kobietą. Mam więc pewne prawo do drobnych uszczypliwości pod adresem własnej płci.
*

cha_ga
05-04-2013, 15:54
A ja myslę, ze martok ma racje...mężczyzni łatwiej sie koleguja, nie sa tak drobiazgowi i wymagajacy jak my, w przedstawionym przypadku i piwo im w tym pomaga, hobbystom tez łatwiej nawiazywac kontakty...a co z reszta?Moze więc warto zagadac do sasiada, zaprosic na kawe sasiadkę? zawsze mozna próbowac...:) :) a jesli chodzi o wspomniany uniwersytet III wieku, to w moim wypadku absolutnie sie nie sprawdził...trafiłam na grupe ludzi, których jedynym problemem było zaliczyc kolejna wycieczke lub kolejne sanatorium...no nie, na takim etapie to ja jeszcze nie jestem...czułam sie baaardzo obco....

Marynka10
05-04-2013, 16:04
Kometo, ja mieszkam w Warszawie i mam podobny problem z nawiązaniem przyjaźni. Jestem słuchaczką UTW,lecz nie dało mi się z nikim zaprzyjaźnić.Może jestem nieufna i to najważniejsza przeszkoda? Jeśli chcesz napisz do mnie prywatną wiadomość.

Bertold
05-04-2013, 18:06
Może dlatego, że wbrew temu, co o mnie sądzisz, jestem mężczyzną, a nie kobietą. Mam więc pewne prawo do drobnych uszczypliwości pod adresem własnej płci.
*
Przepraszam, chyba coś ze mną nie jest tak. Pomylić płeć, to zupełna gafa. Skoro jesteś przedstawicielem brzydszej części społeczności, to proszę Cię, nie kalaj własnego gniazda. Poważnie mówiąc - mężczyźni jako myśliwi, z natury rzeczy muszą łatwiej nawiązywać kontakty. Dla mężczyzn; czarne jest czarne a białe jest białe; wszystko bez odcieni - dlatego łatwiej. Zatem - bierzcie z nas wzór kobiety i dalej na łowy. Pozdrawiam wszystkich respondentów.

babciela
05-04-2013, 20:05
Dobrze napisane- brawo Bertoldzie. Ale ja mam trochę inne obserwacje - z własnej praktyki zawodowej- o wiele trudniej nawiązuje kontakt z mezczyzną niż kobietą- a ten kontakt musze nawiazac w ciagu 2-3 minut i poczatkowo nie moze dotyczyć ich dolegliwosci- to pozniej...

martok
05-04-2013, 20:22
z własnej praktyki zawodowej- o wiele trudniej nawiązuje kontakt z mezczyzną niż kobietą- a ten kontakt musze nawiazac w ciagu 2-3 minut i poczatkowo nie moze dotyczyć ich dolegliwosci- to pozniej...
Myślę, że tutaj przyczyna może być niezwykle prozaiczna. Po prostu mężczyźni, przeciętnie biorąc, o wiele bardziej boją się lekarzy niż kobiety. A z przestraszonym rozmówcą kontakt jest oczywiście utrudniony.
*

kometa2
05-04-2013, 21:41
Napisałam prywatną wiadomość. A jeśli chodzi o radę z zaproszeniem na kawę po zajęciach, to jest niewyobrażalne, wszyscy spieszą się do domów w różnych kierunkach, ja też, bo muszę wyprowadzić psa. Poza tym taka propozycja byłaby szokująca.