PDA

View Full Version : Gdy zostajesz nianią swojego wnuka - komentarze


Basia.
03-10-2007, 18:06
Komentarz do artykułu: Gdy zostajesz nianią swojego wnuka (http://www.senior.pl/88,0,Gdy-zostajesz-niania-swojego-wnuka,2857.html)
--------------------
Dzieci ma się na własny rachunek, od wychowywania są rodzice. Dziadkowie mogą ale nie muszą pomóc, nie wyobrażam sobie siebie w roli niani dla swoich wnuczek. Syna wychowywałam samodzielnie nie korzystałam z pomocy babć.

Honorka1949
03-10-2007, 18:32
Basiu masz racje. Od wychowywania dzieci sa rodzice.Ja rowniez pomagalam mojej corce w opiece nad wnukiem.Byly to sporadyczne przypadki jak chcieli isc do kina, teatru czy na impreze do znajomych.Zawsze wczesniej to ze mna uzgadniali. Nie bylam zaskakiwana .Trudno mi sie wypowiedziec czy bylabym nianka dla swojego wnuka, nigdy nie musialam byc. Zawsze bylam tylko babcia odwiedzajaca.
Ale uwazam , ze to ze jestesmy na emeryturze nie upowaznia dzieci do podrzucania wnukow i zadania abysmy sie nimi zajmowaly na okraglo.W koncu to sa ich dzieci i oni powinni sie nimi zajmowac,

emka46
03-10-2007, 21:00
Ja też byłam i jestem babcią tylko z doskoku.
Były już wątki na ten temat.

Gabi K.
03-10-2007, 21:12
o tym, aby moje dzieci "podrzucały"mi swoje dziecko na jak najdłużej i często.Odkąd Pola przyszła na świat 5 lat temu, jest moją największą miłością. Jesteśmy obie zodiakalnymi skorpionicami, jest nam ze sobą dobrze.Nie próbuję jej wychowywać, bo nie muszę,rozwija się zgodnie z naturą, dziedzicząc po swoich rodzicach i dziadkach,na szczęście te lepsze cechy.
A nawet gdyby i nie,to też żadna przeszkoda.
Może niewiele czasu będzie nam dane być z sobą,wie o tym tylko ten Najwyższy,więc mogę być rozsądną nianią swojej wnuczki.:)

LOTOS
09-04-2008, 12:15
Ja też marzę o tym żeby móc częściej przebywać z moim wnukiem ale niestety córka mieszka daleko i tylko od czasu do czasu się widujemy.Gdy jest taka potrzeba jadę do nich by się zaopiekować wnukiem ale wolałabym żeby mieszkali w pobliżu i podrzucali mi go częściej. Dwóch wnuków od syna już tak "odchowałam"-pomagając gdy trzeba było z doskoku i było dobrze, wszyscy byli zadowoleni ale teraz od córki brakuje mi tego wnuczusia ogromnie i nie mogę się z tym pogodzić że tak daleko mamy do siebie i że nie mogę jej pomóc.

tadeusz50
09-04-2008, 14:04
Miłe forumowiczki tym razem zabierze głos dziadek. Są różne sytuacje życiowe i tu czy się chce czy też nie, trzeba być niańkiem. (inne wyjście-dziecko na śmietnik). Sam z nieżyjącą żoną kożystaliśmy sporadycznie z pomocy moich rodziców. Kino, sylwester, imieniny. Inaczej jednak się potoczyło życie mojej córki. Bardzo młodo wyszła za mąż, dziecko. Niestety nastąpiła tragedia i zięć zginąl w wypadku. Nie było wyjścia musiałem pomóc w wychowaniu pierwszej wnuczki. Córka w tym czasie kończyła szkołę i następnie zaczęła pracować. Żona była ciężko chora a tamci dziadkowie wogóle się nie interesowali losem wnuczki. Po kilku latach gdy córka zaczęła się spotykać z partnerem, początkowo myślałem, że nareszcie spotkała właściwego partnera. Kiedy jednak zacząłem przyglądać mu się bliżej naszły mnie wątpliwiści. Próbowałem zwrócić córce uwagę na pewne cechy, ale bez skutku. Gdy córka ponownie zaszła w ciążę, moje wątpliwości jeszcze się powiększyły, nie chciał pracować, to córka go utrzymywała. Po urodzeniu drugiej wnuczki "tatuś" poszedł w siną dal. I teraz dalej opiekuję się wnuczką. Teraz chodzi już do przedszkola i jest lżej, ale córka pracuje na zmiany i mała jest często po południu u mnie lub też w nocy. To samo w soboty i niedziele. Tak więc nie wszystko jest białe i czarne. Aby było jasne obie wnuczki bardzo kocham i z wzajemnością. Starsza jest już prawie dorosła, ma 17 lat.

Pani Slowikowa
09-04-2008, 15:40
Miłe forumowiczki tym razem zabierze głos dziadek. Są różne sytuacje życiowe i tu czy się chce czy też nie, trzeba być niańkiem. (inne wyjście-dziecko na śmietnik). Sam z nieżyjącą żoną kożystaliśmy sporadycznie z pomocy moich rodziców. Kino, sylwester, imieniny. Inaczej jednak się potoczyło życie mojej córki. Bardzo młodo wyszła za mąż, dziecko. Niestety nastąpiła tragedia i zięć zginąl w wypadku. Nie było wyjścia musiałem pomóc w wychowaniu pierwszej wnuczki. Córka w tym czasie kończyła szkołę i następnie zaczęła pracować. Żona była ciężko chora a tamci dziadkowie wogóle się nie interesowali losem wnuczki. Po kilku latach gdy córka zaczęła się spotykać z partnerem, początkowo myślałem, że nareszcie spotkała właściwego partnera. Kiedy jednak zacząłem przyglądać mu się bliżej naszły mnie wątpliwiści. Próbowałem zwrócić córce uwagę na pewne cechy, ale bez skutku. Gdy córka ponownie zaszła w ciążę, moje wątpliwości jeszcze się powiększyły, nie chciał pracować, to córka go utrzymywała. Po urodzeniu drugiej wnuczki "tatuś" poszedł w siną dal. I teraz dalej opiekuję się wnuczką. Teraz chodzi już do przedszkola i jest lżej, ale córka pracuje na zmiany i mała jest często po południu u mnie lub też w nocy. To samo w soboty i niedziele. Tak więc nie wszystko jest białe i czarne. Aby było jasne obie wnuczki bardzo kocham i z wzajemnością. Starsza jest już prawie dorosła, ma 17 lat.

A czy ta starsza wnuczka nianczy na spolke z toba ta mlodsza?? Czy tylko chodzi do szkoly i do dyskoteki???

tadeusz50
09-04-2008, 16:51
Jak potrzeba to niańczy. Oczywiście na pierwszym miejsu jest jej nauka. Sam się dziwiłem ile ona energi wkładała w opiekę nad nią gdy mała, miała do roku. Teraz gdy zachodzi potrzeba to też, może z mniejszym entuzjazmem (trudno jest opanować 3,5letnie dziecko) ale można na nią liczyć.

Gabi K.
12-04-2008, 11:23
nie powiem, zaimponowałeś mi, takich dziadków wszystkim wnuczętom życzę:) ;)

Anielka
12-04-2008, 12:54
Tadeuszu jesteś wielki.Pozdrawiam Cie cieplutko i Twoje wnuczki rownież.14071

bogda
12-04-2008, 13:30
Tadeuszu...jesteś super dziadkiem..
W wychowaniu moich dzieci pomagała mi moja mama, nie chciała aby dzieci poszły do przedszkola, wolała przyjść do nich, bo ja niestety ale musiałam pracować...
Dziś pomagam z doskoku mojemu wnusiowi, jeszcze jest maleńki bo ma dopiero 7 tygodni, ale bardzo go kocham i cieszę się jak wzywają mnie na pomoc, tylko nie mogę znieść jak nieraz płacze, a to potrafi, oj potrafi...a ja wtedy jestem przerażona, może z czasem się oswoję...:)

tadeusz50
12-04-2008, 15:34
Drogie forumowiczki dziękuje za uznanie. Urosłem tak w dumę, że podnoszę dach. Mieszkam na podaszu z własnego wyboru. Ponieważ życie nie jest czarne albo białe, żałuję teraz czasu gdy byłem czynnym alkoholikiem, ile ja straciłem? Teraz dziękuję Bogu, że nie wyrządziłem szkody fizycznej nikomu bliskiemu. O swoim alkoholizmie pisałem w innych wątkach.

Malgorzata 50
12-04-2008, 15:57
Jasne ,że są rózne sytuacje -ja też bylam samotna mausią pracująca ,korzystalam z pomocy moich rodzicow ,ale NIGDY nie po to zeby miec czas dla siebie -tata odbieral dzieci z przedszkola i byly u rodzicow do mojego powrotu z pracy czyli jakieś 2 godz .A później do domu ze mną .Nie przyszłoby mi do glowy ,żeby podrzucać dzieci kiedy mialam wolne ,albo zeby musieli zmieniac plany z powodu moich dzieci ,rodzice zawsze prowadzili bujne zycie towarzyskie ..ja w tym czasie kiedy dzieci byly male ,nie .Efekt -dzieci niezwykle kochają dziadków i one teraz są na "każde gwizdnięcie" kiedy trzeba pomoc -a trzeba coraz częściej,Jeśli nie mają czasu -to np.zafundowali wspolnie dziadkom panią do sprzątania .Przywożą odwożą ,a przede wszystkim ROZMAWIAJĄ z dziadkami o wszystkim.Zdarza się ,ze moj ojciec wie więcej o ich sprawach niż ja ....Ojciec ,ktory jest czlowiekiem kochanym ,ale niezbyt chętnie opowiadającym o sobie po raz pierwszy opowiedzial o swoich powstanczych wspomnieniach wlasnie wnukom -bo kiedy my z bratem bylismy dziecmi nie snulo się martyrologicznych wspomnien -rodziece chcieli ZYC a nie wspominac ...chociaz rozne rzeczy byly dla mnie zawsze oczywiste i zwasze znalam prawdziwą historie -jakoś tak naturalnie bez decia w trąby.Uważam to za nieprawdopodobną wartośc -chwala madrym rodzicom i dziadkom.
A babcią nianią nie będę bo ja nie chcę i na pewno nie będą chciały tego moje dzieci jesli okolo 50-tki zdecydują się wreszcie rozmnozyć.Bo na razie jakoś nie bardzo na to wygląda

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:01
Jedna glupia babcia "na gwizd" właśnie pojechala do Ameryki "ratować wnuki" i za chwile pewnie wróci bo tam trwa burzliwy rozwód łacznie z sądowym zakazem przebywania w domu osob trzecich związanych rodzinnie z którymś z rozwodzących się malzonków ....bywają i takie patologie

Pani Slowikowa
12-04-2008, 16:04
Jasne ,że są rózne sytuacje -ja też bylam samotna mausią pracująca ,korzystalam z pomocy moich rodzicow ,ale NIGDY nie po to zeby miec czas dla siebie -tata odbieral dzieci z przedszkola i byly u rodzicow do mojego powrotu z pracy czyli jakieś 2 godz .A później do domu ze mną .Nie przyszłoby mi do glowy ,żeby podrzucać dzieci kiedy mialam wolne ,albo zeby musieli zmieniac plany z powodu moich dzieci ,rodzice zawsze prowadzili bujne zycie towarzyskie ..ja w tym czasie kiedy dzieci byly male ,nie .Efekt -dzieci niezwykle kochają dziadków i one teraz są na "każde gwizdnięcie" kiedy trzeba pomoc -a trzeba coraz częściej,Jeśli nie mają czasu -to np.zafundowali wspolnie dziadkom panią do sprzątania .Przywożą odwożą ,a przede wszystkim ROZMAWIAJĄ z dziadkami o wszystkim.Zdarza się ,ze moj ojciec wie więcej o ich sprawach niż ja ....Ojciec ,ktory jest czlowiekiem kochanym ,ale niezbyt chętnie opowiadającym o sobie po raz pierwszy opowiedzial o swoich powstanczych wspomnieniach wlasnie wnukom -bo kiedy my z bratem bylismy dziecmi nie snulo się martyrologicznych wspomnien -rodziece chcieli ZYC a nie wspominac ...chociaz rozne rzeczy byly dla mnie zawsze oczywiste i zwasze znalam prawdziwą historie -jakoś tak naturalnie bez decia w trąby.Uważam to za nieprawdopodobną wartośc -chwala madrym rodzicom i dziadkom.
A babcią nianią nie będę bo ja nie chcę i na pewno nie będą chciały tego moje dzieci jesli okolo 50-tki zdecydują się wreszcie rozmnozyć.Bo na razie jakoś nie bardzo na to wygląda


Twoje dzieci chyba jeszcze bardzo mlode sa...?

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:07
Nie kochana ,nie są mlode 28 i 30 dlatego napisalam ,że w tym tempie to się rozmnoza okolo 50 -tki

Pani Slowikowa
12-04-2008, 16:22
Nie kochana ,nie są mlode 28 i 30 dlatego napisalam ,że w tym tempie to się rozmnoza okolo 50 -tki

Moje dzieci w tym wieku ledwo sie pozenily..( czytaj.. znalazly partnera) mialy po 30 lat..30stka to jest dawniejsza 20stka.. Daje im okolo 5 lat.. i "rozmnozenie" nie mylic z "rozmrozeniem".. :D nastapi..
Wiem ze nie oczekujesz tego z drzacym sercem ... ( ja tez nie oczekiwalam) ale jak to juz nastapi to nie bedziesz mogla sie nadziwic twojemu szczesciu.. Ono chyba jest nie do opisania..
Tego sie czlowiek wlasciwie nie spodziewa juz w tym wieku....( tzn. takiego uczucia)
Teraz dopiero rozumiem te wszystkie babcie.. ktore mnie dotychczas okropnie denerwowaly...

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:29
Kicia ja nie jestem wnukożerczynią -wiem jakie uczucia wzbudzają we mnie niemowlaki .Nic nie działa na mnie tak odstresowujaco jak male dziecko -ale gadamy o babci -niani....jestem pewna ,że jeśli bylaby taka potrzeba chętnie pozajmowalabym się dzieciną - rozumiem babcie zakochane w mniejszych i większych wnukach .Ale nie rozumiem jak można zakladając rodzinę zakladać z gory ,że dziadkowie "się wlaczą" Czym innym jest swietny kontakt z wnukami ,pomoc swojemu dziecku i jego dzieciom ,kiedy tego potrzebują ,a czym innym kompletne oszalale oglupienie nie służące nikomu . To są komunaly oczywiscie.
Moja rodzina to typowe "homolki" wspierajace się nawzajem ..itd /Ale w ramach pewnej autonomii

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:33
Tadeuszu...jesteś super dziadkiem..
W wychowaniu moich dzieci pomagała mi moja mama, nie chciała aby dzieci poszły do przedszkola, wolała przyjść do nich, bo ja niestety ale musiałam pracować...
Dziś pomagam z doskoku mojemu wnusiowi, jeszcze jest maleńki bo ma dopiero 7 tygodni, ale bardzo go kocham i cieszę się jak wzywają mnie na pomoc, tylko nie mogę znieść jak nieraz płacze, a to potrafi, oj potrafi...a ja wtedy jestem przerażona, może z czasem się oswoję...:) Widzisz bogna -ja bym nigdy nie zgodziła się na to ,żeby dzieci zamiast do przedszkola przychodzily do dziadkow ,już nie mowiąc o tym ,żeby babci "zalatwiać" cały dzień .Poza wszystkim innym taka pomoc okropnie uzależnia .Zdrowo dla mnie to jest "razem.,ale osobno" -ale są rozne sytuacje na tym swiecie .Nie oceniam ciebie bynajmniej ,tylko mówię o sobie.

Pani Slowikowa
12-04-2008, 16:39
czyli ty juz jestes niemowlakolubna... Ja nie moglam sobie tego wyobrazic jakos.. Dopiero jak to nastapilo to dostalam objawienia.. :D
Masz racje co do roznicy w pomocy a maniacki babciofanatyzm..

No zobaczymy za te 5 lat do jakich ty sie bedziesz zaliczac... hi hi hihi:D

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:41
Zobaczymy -pogadamy jak jakieś obsmarkane podobne moich dzieci ujrzy ten swiat .Może będe się kajać ,,,kto to wie.Jestem zdecydowanie niemowlakolubna

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:44
Powiem więce umiem i dosć lubię bawić się z dziećmi -mam cierpliwość . Umiem tez ukladac super historie i kocham dzieciom czytać oraz z nimi gadać Ale wszystko w granicach rozsądku

tadeusz50
12-04-2008, 16:45
Widzisz bogna -ja bym nigdy nie zgodziła się na to ,żeby dzieci zamiast do przedszkola przychodzily do dziadkow ,już nie mowiąc o tym ,żeby babci "zalatwiać" cały dzień .Poza wszystkim innym taka pomoc okropnie uzależnia .Zdrowo dla mnie to jest "razem.,ale osobno" -ale są rozne sytuacje na tym swiecie .Nie oceniam ciebie bynajmniej ,tylko mówię o sobie.
Znowu wtrąci się dziadek. Małgorzato50 jest jeszcze okres0-3lat. Mama musi pracować. Jest tyle różnych sytuacji, ze trudno je ogarnąć.:) :)

Malgorzata 50
12-04-2008, 16:49
Wiem Tadeuszu -przyznalam się jak to wyglądalo u mnie .Wiem ,że są rożne sytuacje .Kiedy mama jest sama z dziecmi w dzisiejszym swiecie -bardziej wymagającym niż świat od 8-16 plus zwolnienia ,urlopy wychowawcze itd (ja 4 lata bylam w domu na PŁATNYM -urlopie wychowawczym).Ale nie rozmawiamy o tym czy pomagac czy nie .Bo oczywiste jest ze czasem trzeba i to w pelnym wymiarze godzin .Tylko jak to ladnie ujęla Joanna o tzw babciofanatyźmie- który przynosi moim zdaniem wiecej szkody niż pożytku.Mysle ,ze ty będziesz mial tak jak moj ojciec -bezgraniczną milośc i szcunek, doroslych już w tej chwili ,wnuków

BUNIA
12-04-2008, 17:16
Nie bylam babcia z doskoku - bylam etatowa czyli 24 godzin na dobe .Mieszkalismy razem i nie potrafilam spac spokojnie jak slyszalam placz wnusi za sciana .Nie wtracalam sie ale tez i synowa bardzo chetnie wowczas jak i teraz korzysta z mojej pomocnej dloni i goracego serca .

Sytuacja byla bardziej zlozona zeby nie powiedziec skompikowana ale nie chce mi sie wracac pamiecia
do tamtych dni ..
Jestem dla wnusi po trosze babcia , matka i przyjaciolka mamy wspanialy kontakt - ona wie ze moze na mnie liczyc o kazdej porze dnia i nocy na co dawalam wielokroc dowody .
Ma wspaniala bliskosc z ojcem czyli moim synem - bardzo duzo rozmawiaja sa przyjaciolmi . - ale to ja ja wprowadzam w zycie i tajniki doroslosci , w arkana kobiecosci to ze mna
prowadzi dlugie rozmowy o trudach , problemach .
Ma rowniez swietny kontakt z moja mama czyli jej prabacia - bardzo chetnie i tam bywa.
Tewraz jestesmy na etapie czytania moich pamietnikow gdy mialam 16 lat tyle co Olenka - smiejemy sie do lez ale i tez dyskutujemy na powazne .
Wiele zmienilo sie przez te 45 lat - inna mentalnosc , inne spojrzenie na te same problemy .

tadeusz50
12-04-2008, 17:40
Małgorzato50 Gdy moje dzieci były małe,sporadycznie podrzucane moim rodzicom, w jednym mieście 30min. spacerkiem, były rozpuszczane przez dziadków, rzecz raczej naturalna. Wtedy odiecywaliśmy sobie z żoną, że w przyszłości będziemy tacy sami. Przez kilka godzin, jakiś dzień, tak rozpuścimy swoje wnuki, żeby rodzice poczuli jacy sami byli. Niestety los chciał inaczej. Żona zmarła gdy wnuczka miała 2,5 roku. Obecnie mieszkam z córką i wnuczkami w jednym domu, ale w osobnych mieszkaniach i nie moę sobie pozwolić na rozpuszczanie wnuczek. Jestem z nimi gdy córki nie ma-pracuje- i robię to co powinien robić rodzic. Rozmawiam, opiekuję się, zastępuję ojców, (starszej wnuczki nie żyje, młodszej poszedł sobie). Robię to co "muszę" czytać chcę, aby te dzieci nie odczuły braku ojca i tylko tyle.

bogda
12-04-2008, 19:01
Widzisz bogna -ja bym nigdy nie zgodziła się na to ,żeby dzieci zamiast do przedszkola przychodzily do dziadkow ,już nie mowiąc o tym ,żeby babci "zalatwiać" cały dzień .Poza wszystkim innym taka pomoc okropnie uzależnia .Zdrowo dla mnie to jest "razem.,ale osobno" -ale są rozne sytuacje na tym swiecie .Nie oceniam ciebie bynajmniej ,tylko mówię o sobie.

Małgoś...wiem, że mnie nie oceniasz, bo trudno kogoś oceniać jak nie zna się dokładnie sytuacji, ale powiem to, że dla mojej mamy przebywanie z wnukami było przyjemnością (trochę męczącą) ale nie była sama, czuła się potrzebna i moje dzieci ją uwielbiały, bo miała więcej czasu dla nich na zabawę niż ja czy mąż...ale jak wracałam z pracy...to mamusia robiła papa i wracała do siebie...

Jadzia P.
12-04-2008, 19:52
Też jestem babcią 4,5 letniego wnusia. Kiedy miał roczek , synowa wróciła do pracy, a my oraz jej rodzice, na zmiany pilnowaliśmy wnuczka. Tak było do ubiegłego roku. Od września poszedł do przedszkola. Początkowo chodził z płaczem, ale teraz już nie ma problemów. Bardzo chętnie chodzi do przedszkola w którym ma dużo kolegów i ma z kim rozrabiać. Synowa początkowo uważała, że jest jeszcze zbyt mały na przedszkole. Ale teraz sama widzi, że dziecko dużo lepiej się uczy wierszyków, piosenek bo wsród dzieci jest rywalizacja kto ładniej, a w domu nie miał z kim rywalizowac.
Zawsze on mówił najładniej. Taka rywalizacja w/g mnie jest bardzo dobra.

Malgorzata 50
12-04-2008, 19:53
Każda sytuacja jest inna pewnie -moj ojciec też mial poklady cierpliwosci dla moich dzieci i to teraz procentuje.
tadeuszu -przecież wlaśnie o to mi chodzilo .Zobaczysz jak bardzo bedzie ta twoja opieka dziadkowa procentowala w przyszlosci.

tadeusz50
12-04-2008, 20:25
Moje dzieci chodziły do przedszkola. Początkowo z oporami pózniej przywykły, podobnie było ze starszą wnuczką. Ta najmłodsza (ur31-08-04) chodzi od pierwszego dnia z taką niespotykaną radością i chęcią, że aż niektóre matki zazdroszczą. Dla niej niepójście do przedszkola jest przykrością. Zawsze uważałem, że przedszkole jest bardzo potrzebne w rozwoju dziecka. Nie zastąpi tego ani najlepsza mama czy babcia. Dziecko uczy się bycia w grupie, zachownia związanego z tym.

Malgorzata 50
12-04-2008, 20:46
też tak sądzę..no chyba ,że się trafi przedszkole koszmar..ale w dobie wolnego rynku mozna sobie wybrac ewentualnie ...jesli dziadek z babcią dofinansują....

tadeusz50
13-04-2008, 08:12
Przedszkole jest bez zatrzeżeń do tego bardzo blisko. Ewentualne dofinansownie oczywiście wchodzi w rachubę, tylko przez dziadka. Babci już nie ma, a na pewno by też się dołożyła.

joasia2
02-05-2008, 23:59
Ja mam trójkę dzieci i bardzo chciałabym mieć takiego dziadka w zasięgu.Pozdrawiam.

tadeusz50
03-05-2008, 23:13
Dziękuję za uznanie. Również pozdrawiam.

targowianka
19-12-2011, 10:55
U mnie sytuacja jest odwrotna.Syn z synową wogóle nie chcą abym się widywała z wnukami.Wiele razy proponowałam pomoc,ale oni nie skorzystali.Jest mi bardzo ciężko, bo ich bardzo kocham.Mieszkamy w jednym domu ale oni nigdy nie przyjdą z dziećmi.Ja jak idę do nich to nigdy nie jestem zaproszona więc postoje przy drzwiach przekażę coś dla dzieci i wychodzę bo zostać nie moge -słyszę, ze teraz będą spać ,kompać sie,jeść więc nie można ich rozpraszać.Dlaczego to robią nie wiem.Synowa wszystko co do mnie powie to "dzień dobry" i patrzy na mnie takim wzrokiem ,że zaraz wychodzę .Za chwilę Świeta będę je spedzać sama bo na pewno nie zechcą do mnie przyjść.Jak ja zazdroszczę innym babciom ,które widzę z wnukami.

slava
19-12-2011, 12:27
U.Za chwilę Świeta będę je spedzać sama bo na pewno nie zechcą do mnie przyjść.Jak ja zazdroszczę innym babciom ,które widzę z wnukami.
Witaj targowianko, smutny jest ten Twój wpis.

Dlatego uważam, że lepiej jak dzieci nie mieszkają z rodzicami,
wtedy są dużo lepsze relacje.
Synowej otworzą się oczy jak juz będzie za późno, bo ich dzieci widząc taki stosunek do Ciebie, będą powielały go dalej.
Pisz z nami, będzie Tobie weselej.
Jest tutaj nas dużo z różnymi problemami większymi i mniejszymi, ale w kupie raźniej.
Życzę radości na Twojej buzi.:)