PDA

View Full Version : Niełatwe święta - komentarze


kasia
08-10-2007, 11:34
Komentarz do artykułu: Niełatwe święta (http://www.senior.pl/88,0,Nielatwe-swieta,1705.html)
--------------------
pomóżmy też osobom które nie mają gdzie spędzić świąt. Możliwości jest wiele, wystarczy przekazać pieniądze lub jedzenie placówkom zajmującym się bezdomnymi, np. tej

Nika
08-10-2007, 11:42
wyszukuję w internecie akcji "Paczka świąteczna" ,wybieram rodzinę i przekazuję dla niej paczkę z rzeczami, które potrzebuje.Uczestniczymy też w akcji skaładania produktów świątecznych do koszy w marketach.Ponieważ do wigilijnego stołu zasiadamy tylko we troje,chętnie zaprosiłabym na Wigilię senioritkę z Krakowa lub okolic /jest mozliwość noclegu/.Byłoby mi bardzo miło. Proszę o kontakt na priv,Serdecznie zapraszam!7934

Basia.
08-10-2007, 12:32
teraz ich nie znoszę, jestem chora jak mam gdzieś iść i siedzieć przy stole kilka godzin ......... jestem chora na myśl, że do mnie przyjdą goście koło których ja też będę musiala latać przez kilka godzin.:mad:

Ewita
08-10-2007, 14:27
...bardzo zaczynam być zła, kiedy znowu ktoś apeluje do mojego "dobrego i wrażliwego" serca. I to z okazji świąt! Miałam okazję widzieć, jak "bezdomne z wyboru" pijaczki i cwaniaczki wykorzystywały dobre serca ludzi uważających, że w Wigilię nikt nie powinien być głodny. I teraz mogę pomóc jedynie konkretnym osobom, które znam! Samej mi się raczej nie przelewa, więc...

Nika
08-10-2007, 15:35
jako takie są uwielbiane przeze mnie i czekam na Boże Narodzenie niecierpliwie jak dziecko. Sama ubieram "żywą" pachnącą chinkę,robię stroiki, zabawki,piekę gotuję tradycyjne potrawy i czasem mam wrażenie,że te przygotowania pełne radosnego oczekiwania sa przyjemniejsze niz same święta.7941

Malgorzata 50
29-11-2007, 07:16
A ja wam powiem szczerze i brutalnie mnie ta cala dobroczynnosc swiateczna drazni .Te Wigilie dla samotnych 4 dni przed Wigilia .Dary w postaci makaronu itd....Najlepiej byloby kogos zaprosic po prostu .U nas na Wigilii byla kiedys para zagubionych w Wwie przybyszów z Ukrainy .Bylo b. fajnie aczkolwiek lekko sztywnawo .Bo oni czuli ,ze nie sa u siebie ,a dla nas to byli obcy ludzie ,aczkolwiek b.symaptyczni.Wiem ,ze sie zaraz oburzycie ...Babciu Oli podoba mi się Wasza akcja .I nie bierz tego do siebie . Bo Wasza pomoc jest nakierowana na konkretne dzieciaki.Ale czy robiac cos takiego jak dajac jakies rzeczy ,drobne pieniadze ...co nas w gruncie rzeczy NIC nie koztuje nie robimy tego dla siebie .Moja bratowa rozpetala akcję pt.kolonie dla KONKRETNEGO dziecka i to ma sens moim zdaniem.

Alsko
29-11-2007, 08:46
zachęcałeś do wspominek na wątku o piosenkach christmasowych i zostałeś zagłuszony. I nie odpowiedziałeś na mój post (w tamtym wątku), w którym Ci proponowałam - jako pomysłodawcy - założenie takiego wątku. Pewnie go nie zauważyłeś.

A szkoda, bo z pewnością cieszyłby się powodzeniem. Pomyśl nad tym :)

A jeśli chodzi o różnego rodzaju akcje... Są różne i nie zawsze mogę mieć zaufanie do prowadzących je. Ja niewiele mogę. I w tych ograniczonych ramach pomagam. Ale wolę pomagać konkretnym osobom.

an_inna
29-11-2007, 09:11
A ja wam powiem szczerze i brutalnie mnie ta cala dobroczynnosc swiateczna drazni .................................................. .................................................. .....................
Ale czy robiac cos takiego jak dajac jakies rzeczy ,drobne pieniadze ...co nas w gruncie rzeczy NIC nie koztuje nie robimy tego dla siebie .Moja bratowa rozpetala akcję pt.kolonie dla KONKRETNEGO dziecka i to ma sens moim zdaniem.

Ma sens każda dobroczynność. Może ładniej jest, kiedy nie robimy tego dla siebie (nie wiem czy to możliwe, zawsze choć trochę satysfakcji z tego mamy?). Mamy też wtedy szansę lepiej utrafić w potrzeby obdarowywanego.
A to, że się kiedyś sparzyliśmy przy jakiejś akcji nie powinno nas zniechęcać, tylko pobudzać do bardziej przemyślanego działania. Dobrej dobroczynności życzę:):):)

Nika
29-11-2007, 09:35
z obserwacji wiem,że najchętniej dzielą się z innymi ci,którzy sami mają niewiele-być moze rozumieją,co to głód...

BUNIA
29-11-2007, 09:44
Kiedys bardzo lubilam te swieta - cieszylam sie wspolna wigilia pasterka ,koledami ,prezentami .
Dzis sa to dla mnie bardzo trudne i smutne swieta - wypelnione wspomnieniami , teskonota .. za tamtym co juz nie wroci . I te puste krzesla . . nienaruszone nakrycie ,, mrugajacy plomyk swiecy ktory utozsamiam z ich obecnoscia przy wspolnym swiatecznym stole .
Minelo juz pare lat jak odszedl najpierw moj maz potem ukochany nad zycie ojciec a to ciagle boli , i boli a szczegolnie w swieta .
To wlasnie w 2-gi dzien swiat BN pogotowie na sygnale zabralo meza do szpitala .. z ktorego juz nigdy nie wrocil
Zdecydowanie nie lubie ani tych ani innych swiat .
http://www.vpx.pl/up/20071129/261072415eab31fdbbdb7ad80f314d33ba11d25933.jpg (http://www.vpx.pl/)

Lila
29-11-2007, 10:02
Znam ten dom dla dzieci niepełnosprawnych na ul.ks.Kubiny..Jest on tam od zawsze,bo chociaż siostrom za czasów komunizmu zabrano prawo do prowadzenia szkół i przedszkoli,to ten dom zostawiono..

Takiej kupy nieszczęścia ludzkiego ,prowadzonego na mszę na J.Górę ,rzadko można zobaczyć.I te siostry ,ogarniające tę gromadkę jak kwoczki - kurczęta....
Myślę,że są tak blisko J.Góry , w bezpośrednim sąsiedztwie niejako iż biedy nie mają..

Pani Slowikowa
29-11-2007, 17:19
....I tak nikt by nie napisal,znalazlem ten o swietach,sadze ze tematycznie pasuje ale nikomu sie nie chce ,lepiej sie chrismusem zachwycac.Tworzenie watkow po to, aby zaistniec uwazam jest bez sensu,chcialbym poczytac o polskim Bozym Narodzeniu.

Nikt tu nie zaklada watkow zeby "zaistniec" tylko po to zeby zaistnial temat ktory kogos interesuje...:D
Dlaczego nie zalozysz watku o Polskich Swietach? Na pewno wielu bedzie mialo duzo do powiedzenia..
Widze ze jestes smutnym czlowiekiem.. Uszy do gory.. nie bedzie tak zle.. Przeciez juz zostales przez nas "zaadoptowany" mimo tego ze broniles sie na poczatku rekami i nogami .. i na zlosc mamie chciales sobie odmrozic uszy..:D
Acha ale jezeli sie nie myle to ten temat jest o pomocy potrzebujacym w czasie Bozego Narodzenia..
A my przeciez mamy Kundzie..

tar-ninka
29-11-2007, 17:36
Buniu i ja od paru lat nie lubię świąt ...19 grudnia pochowałam mojego syna .Miał na imie Adam i tylko 19 lat.
Od dawna tez w wigilię i swięta jestem sama .
Ale bardzo chętnie posłuchalabym o swietach o obyczajach naszych polskich tych dawnych ,bo teraz juz tego nie ma niestety .
Danmalu i ja ani christmusa ani istera nie uznaję.
A swoją droga czy ktos mi wytłumaczy dlaczego w innych krajach nie śpiewają kolęd polskich, i Amerykanie , Niemcy, angilicy wszyscy spiewaja swoje kolędy i w swoim języku . Tylko Polacy jak gęsi zapominaja swojego...

Malgorzata 50
29-11-2007, 17:42
Ma sens każda dobroczynność. Może ładniej jest, kiedy nie robimy tego dla siebie (nie wiem czy to możliwe, zawsze choć trochę satysfakcji z tego mamy?). Mamy też wtedy szansę lepiej utrafić w potrzeby obdarowywanego.
A to, że się kiedyś sparzyliśmy przy jakiejś akcji nie powinno nas zniechęcać, tylko pobudzać do bardziej przemyślanego działania. Dobrej dobroczynności życzę:):):)
Aniu wyrwalas z kontekstu to co napisalam i zmienilaś sens .Chodzi mi o taka "ogolną" dobroczynnosc nie wiadomo do kogo skierowaną .I nie chodzi o "sparzenie" się -bo w ogóle nie rozumuje tymi kategoriami .Gotowa jestem wesprzec niedopitego pijaka bo rozumiem,ze cierpi.Chodzilo mi o to ,ze czasem jest to dobroczynnośc typu "dobra pani" lekko upokarzajaca dla obdarowywanych ,dajaca poczucie "dobroci" darczyncom .Natomiast to co robi babcia Oli i jej znajomi,i podobne akcje -jak najbardziej....

Malgorzata 50
29-11-2007, 17:44
Buniu i ja od paru lat nie lubię świąt ...19 grudnia pochowałam mojego syna .Miał na imie Adam i tylko 19 lat.
Od dawna tez w wigilię i swięta jestem sama .
Ale bardzo chętnie posłuchalabym o swietach o obyczajach naszych polskich tych dawnych ,bo teraz juz tego nie ma niestety .
Danmalu i ja ani christmusa ani istera nie uznaję.
A swoją droga czy ktos mi wytłumaczy dlaczego w innych krajach nie śpiewają kolęd polskich, i Amerykanie , Niemcy, angilicy wszyscy spiewaja swoje kolędy i w swoim języku . Tylko Polacy jak gęsi zapominaja swojego... tar-ninko kochana ,chyba się mylisz .przecież u nas nie spioewa się cudzoziemskich kolęd tylko czasem lubimy posluchac tego co spiewają takze inni .I nie ma to nic wspólnego z supermaketową slodycza ,która moze zohydzic kazde świeta ....
Ale fajnie jest NIE wiedzieć co wypisują panowie D i K86:D

an_inna
29-11-2007, 17:53
Małgorzato, nie będę Ci nic wyrywać wobec tego:D Po prostu uważam, że jeżeli w wyniku działania nazywanego dobroczynnością komuś się nieco poprawi, to ja jestem za. Nawet jeżeli to nie jest dobroczynność doskonała. I chodzi mi tu dokładnie o taka "ogólną" dobroczynność nie wiadomo do kogo skierowaną, np. zbiórka żywności w hipermarketach. Nie wiem kto dostanie, ale cieszę się, że ktoś będzie miał ten ryż, makaron, a nawet czekoladę i już! Mam jednakże nadzieję, że czekolady nie dadzą diabetykowi:D

Alsko
29-11-2007, 17:55
Rozumiem doskonale Twój ból.
Ale nie zgadzam się w sprawie piosenek na tamtym wątku. To jest na tej samej zasadzie, na jakiej ogląda się takie filmy jak np. "Swiąteczna gospoda" z Bingiem Crosby. Z ogromną przyjemnościa słucham pięknych głosów Mahalii i innych.
Ale nie sądzę, żeby w jakimkolwiek domu śpiewało się to zamiast naszych kolęd.
Poza tym - do Świąt jeszcze miesiąc. Mamy teraz śpiewać kolędy?

Malgorzata 50
29-11-2007, 17:56
A jesteś pewna ,ze ten ryż i makaron najbardziej uciesza dziecko ,które czeka na Św.Mikolaja w swej chatce ubogiej.Dla tego wolę milion razy akcję biegania z prezentami -Owsiak to robil i TV chyba ...bo dzieci NIE czekają na ryż i makaron ,nawet jesli im tego na codzień nie starcza...

walkiria57
29-11-2007, 18:01
Pamiętam...

Był to przełom lat sześdziesiatych i siedemdziesiatych. Kończyłam wówczas szkołę podstawową. Mój brat był na studiach. Nie dojechał na czas i nie mógł spełnić swojej misji corocznej, a była nią podróż do rodziny na wsi, bardzo biednej rodziny. Misję wypełniał co roku, w Wigilię. Matka przygotowywała paczkę świąteczną z wiktuałami, o jakich wieś śnić tylko wówczas mogła. Były tam artykuły ze sklepów kolonialnych, cytrusy, wystane w kolejkach...Brat autobusem dojeżdżał do wsi poprzedzającej docelową, bo tam kończył się bieg. Dalej, kilka kilometrów szło się pieszo.Obdarowywał Rodzine i zmarzniety, jak jasna cholera, ledwo zdążał na Wieczerzę.

Tamtego roku przyszło przejąć pałeczkę mnie. Śnieżyło. Paczka ciążyła. Ale we wspomnieniach pozostała tamta pierwsza podróż, jak sen z produkcji fabryki snów.

Żeby wejść na Kamienną Górę pod wiatr, trzeba było siły i wiary. Siły starczało, a wiara odżywała w cieple wilgotnych oczu Ciotki i jakimś takim zażenowaniu, które mnie z kolei wprowadzało w zażenowanie, czego efektem były łzy.

Nigdy nie dane nam było spędzić Świąt razem; nasze warunki mieszkaniowe na to nie pozwalały. Nas było sześcioro, razem z Rodzicami i Babcią, Ciocia miała czworo dzieci. Kiedy się rozluźniło, rozluźniło się wszędzie. Ludzie wędrują na Pola Elizejskie prędzej, niż byśmy chcieli. Dlatego - spieszmy się ich kochać...

arczia
29-11-2007, 18:07
Danmalu jeśli wątek milczy 4 godziny, to wcale nie oznacza, że ... zdechł. Przecież my mamy jeszcze inne życie poza internetem. A temat na pewno się rozgrzeje, im bliżej będzie Świąt. Możemy je lubić, lub nie - wszystko zależy od wczesniejszych doświadczeń i porównywania z tymi - najlepszymi
Moje też były różne - pamiętam takie,gdy w dzień Wigilii jako młoda dziewczyna odwiozłam mamę do dalekiego szpitala zaraz po przyjeździe ze stancji do domu. A wieczorem przyjechał Ojciec z delegacji i... usiedliśmy do stołu ze szprotkami w pomidorach + ziemniaki. Nic już nie dało się kupić, a i tak w sklepach guzik było. Mieliśmy jednak siebie i zachowaliśmy optymizm jakoś sobie radząc. Niestety cała rodzina mieszka daleko i nie dało się skorzystać z jej "pustego nakrycia"

Pani Slowikowa
29-11-2007, 18:07
I to jest wlasnie to!! Walkirio.. To jest to.
Czy to sie nazywa Christmas czy to sie nazywa Boze Narodzenie...czy Natale czy Noel.. To co wy robiliscie dla tej biednej cioci..to byl wlasnie ten Duch dawania..i milosci. Na tym polega to swieto.

an_inna
29-11-2007, 18:08
A jesteś pewna ,ze ten ryż i makaron najbardziej uciesza dziecko ,które czeka na Św.Mikolaja w swej chatce ubogiej.Dla tego wolę milion razy akcję biegania z prezentami -Owsiak to robil i TV chyba ...bo dzieci NIE czekają na ryż i makaron ,nawet jesli im tego na codzień nie starcza... Nie czekają, ale wolę jak nie mdleją z głodu... Ale o co my się właściwie kłócimy... 10262 nie wiem? Acha, że Ci wycinam...:D

walkiria57
29-11-2007, 18:42
Tak, Pani Słowikowo! Możesz sobie mieszkać w Karolinie albo innej Jaśminie, a i tak jesteśmy razem! Wigilię spędzać będę fizycznie jedynie z synem, ale nie będzie nas tylko dwoje. Będę z ptactwem i innymi ksywami.

Teraz kontynuuję swoją podróż do Cioci w ten sposób, że wybieram dziecko (zawsze z Pogotowia Opiekuńczego) i po cichu obdarowuję je czymś tam, na co akurat mnie stać. Kiedyś spróbowałam to zrobić anonimowo, ale wynikła niezgorsza awantura: dzieciak zgłosił, że znalazł coś w teczce, co nie jest jego i że nie chce być posądzony o kradzież. Sprawa się wyjaśniła, ale całą niespodziankę i radość szlag trafił. Od tej pory robię inaczej.

Miałam wiele razy zamiar zaprosić jakiegoś dzieciaka na Święta. Ale koleżanka, pracująca w Pogotowiu, odradziła mi. "Potem te dzieci nie mogą miesiącami dojść do siebie. Ich rozżlenie przeradza się w agresję. W innej sytuacji są dzieci przygotowywane do adopcji czy przysposobienia".

Ktoś może powie, że poprawiam sobie samopoczucie, ale nawet jeśli tak jest, to i ktoś inny jeszcze przy tym jest szczęśliwszy. Po prostu odczuwam przymus zrobienia czegoś dobrego, nie tylko w Święta. Ale Boże Narodzenie to czas szczególny. Sam śnieg i sączące się z głośnika ulicznego kolędy nie wystarczą.

Fajnie, że Święta idą!!! Będziemy lepsi, chociaż przez jakiś czas. A uszczęśliwać można w każdej sekundzie życia; trudno - dobrze się czuje równiez darczyńca. A czy dar byłby większej wagi, gdyby donator cierpiał?

Dobrze, nie mówmy w ten sposób. Ja się z racji swoich różnych dziwactw i odstępstw wielokrotnie nasłuchałam obelg.
Szczęśliwie, umiem sie bronić.

Na razie nie składam jeszcze życzeń świątecznych. POSPRZĄTAŁAM JUŻ CZTERY SZAFKI W KUCHNI!

Alsko
29-11-2007, 19:47
Ja dopiero 2 szafki i zdechłam :mad: Inna sprawa, że pomyłam wszystko szklane i porcelanowe własnymi >rencamy< i przestawiłam klamoty - ale mam dość!!!! Na długo.

Ewita
29-11-2007, 19:54
Nic nie mówcie o sprzątaniu szafek! Ma to się do świąt w stosunku odwrotnie proporcjonalnym! Dzisiaj jest wigilia św. Andrzeja i wróżyć sobie na cały rok należy! Ja tam już Berbeciowi karty postawiłam:D

Alsko
29-11-2007, 19:56
Tak to jest, gdy się ma matkę-wiedzmę :D Idę do karczmy, co mi tam!

Pani Slowikowa
29-11-2007, 20:01
olbrzymie anyczne szafsko.. wktorym kolekcjonowalam niby te potrzebne rzeczy przez 20 lat...
Biuro teraz zostalo wynajete komus i ten ktos chce aby szafe usunac... I co to ma wspolnego ze swietami?? NIC. ale taka robote przyszlo mi teraz odwalac... Na dodatek jeszcze szafe przewiezc do domu... Sprzatalam ja przez 3 dni..
Czy kogos przez to pocieszylam..?

arczia
30-11-2007, 10:54
mnie:) tez mam szpargały w pracy do uporządkowania :)

Ewita
30-11-2007, 11:20
w tym roku! Właśnie rozpoczęłam syzyfową pracę, czyli opróżnianie mebli w kuchni i jednym (na razie) pokoju... W poniedziałek zaczyna mi się remont - podłogi i glazura w kuchni, malowanie... Pocieszam się, że już na święta sprzątać nie będę musiała:D

Florentyna
11-12-2008, 16:26
I ja też nie lubię świąt BN. Takie przecież rodzinne, a w domu pustka! Mój mąż zmarł 21 lat temu, a ja ciągle za nim tęsknię i gdyby nie mały wnuczek Staś /9 latek/ zamknęłabym dom na cztery spusty i czytałabym książki, teraz mam też komputer i jakoś ten czas przeminie. Pozdrawiam Florentyna

aannaa235
12-12-2008, 07:21
A ja nie lubię grudnia - jakoś to wszystko mnie przerasta

Nika
12-12-2008, 08:41
wierzę,że są ludzie,którym Boże Narodzenie nie kojarzy się z czasem szczęśliwości...na szczęście nawet w cięzkich chwilach żałoby dla mnie te chwile przy choince i kolędzie były pociechą.Łzy płynęły,ale miałam przecież wspomnienia innych świąt,one koiły ból.Mam taka naturę,ze szukam powodów do radości nawet w trudnych sytuacjach...

cha_ga
20-12-2008, 18:41
Uwielbiałam swieta będąc dzieckiem.Teraz? Czasem wolałabym aby ich wogóle nie było.Spędzane w samotnosci nie maja uroku, spędzane w rodzinie ,która na ten kilka dni udaje ze jest zgodna i szczęsliwa ....Świeta i ten cały szum wokół nich maja w sobie wiele fałszu, staram sie zachowac rozsadek i nie ulegać zbytnio emocjom.

bogda
20-12-2008, 20:54
A ja lubię święta, mimo tego, że co raz mniej nas zasiada do wigilijnej kolacji, ale z drugiej strony rodzina też mi się powiększyła i nie jest żle, lubię tą magię świąteczną chociaż człowiek się urobi jak traktor na polu, ale warto dla tych co są obecni :)

ammi1952
20-12-2008, 21:22
Pamiętam strasznie smutne żałobne wręcz święta ale teraz pomimo że z całej rodziny zostałam jedynie z córką nie jest żle . Mamy siebie i jakoś to jest oby nie było gożej.Jeszcze nie tak dawno młoda wyczekiwała mnie kiedy w końcu w Wigilię wrócę z pracy teraz to ja na nią wyczekuję ;)

wuere'le
20-12-2008, 21:51
Lubię te święta, czekam na nie z utęsknieniem.Wspominam też święta odległe bardzo, o czym już swego czasu pisałem w temacie sanatorium, mianowicie o świętach w wojsku. , pozwolę je sobie przypomnieć, bo były to wyjątkowe święta.
Przypomniałem sobie, moje wigilie.
Obie spędziłem w koszarach i to na służbie. Kawusów (żołnierzy kompanii wartowniczej) wypuszczono na przepustki, a my na wartę. Służyłem, jak już pisałem w lotnictwie, była to więc jednostka liniowa, należąca do Układu Warszawskiego, więc bardzo mocno pilnowana. Owej Wigilii przypadła mi służba garnizonowa, tzn. na lotnisku. Byłem rozprowadzającym, tzn. takim, który prowadzi zmianę wartowników, zmienia ich na posterunkach i przyprowadza na wartownię tych, którzy już swoje 2 godziny odstali. Potem mogli 2 godziny czuwać i 2 spać i od nowa, na posterunek. Tutaj odległości miałem krótkie, warty, które rozprowadzałem były na stojankach, czyli miejscach parkingowych dla samolotów i tych samolotów się pilnowało. Był duży mróz, więc wartownicy mieli takie walonki i długie kożuchy, które zmieniano na posterunkach. Idąc o 2 w nocy z kolejną zmianą na stanowiska, taką wąską ścieżką przez las, w milczeniu, bo chłopaki jeszcze się nie pobudziły, nagle tuż na skraju lasu, kilka metrów od stojanki błysnęło jakieś słabe światełko.( tu dodam, że z racji strategicznego znaczenia lotniska, byliśmy bardo mocno uczulani na możliwość wykrycia szpiega i nie były to czcze opowiastki, co rusz kogoś tam łapano w najróżniejszych sytuacjach), więc przejęty rolą, wskazałem chłopakom widoczną już sylwetkę jakiejś postaci, podeszliśmy cichutko do tej postaci, mając potwornego stracha, wcisnąłem gościowi lufę PM-u w plecy, koledzy go otoczyli no i tak ujęliśmy szpiega. Odprowadziliśmy go na wartownię, tam oficer dyżurny zawiadomił odpowiednie służby, które na naszym lotnisku były bardzo rozbudowane, my zaś powróciliśmy do swej służby. Co było dziwne, nic nam o dalszym losie faceta nie powiedziano, dostaliśmy tylko dodatkowe urlopy nagrodowe za wzorową służbę, ale co strachu się najedliśmy, to do dzisiaj nie zapomnę.
Drugą wigilię spędziłem , na zapasowym lotnisku, o czym już pisałem. Tam też przypadła mi warta w Wigilię. O 20;00 umówiłem się z wartownikami, że zejdą z posterunków i przyjdą na wartownię ( to już pisałem, była taka mała szopa w lesie), My do tego czasu wycięliśmy gdzieś choinkę, z bandaży znalezionych w apteczce (nic innego tam nie było) porobiliśmy anielskie włosy na nasze drzewko, co kto tam miał do jedzenia wyłożył na stół (było parę paczek od rodziny), a i jeszcze świeczka, ta była zrobiona w pudełku od pasty do butów, w które włożyliśmy resztkę tej pasty, trochę tłuszczu z jakiegoś boczku i kawałek sznurowadła i to na mrozie raz dwa zgęstniało no i pięknie się paliło. Myśmy jedli wspólnie to co mieliśmy, śpiewaliśmy kolędy. No ale żeby nie było za pięknie, zauważyliśmy światła samochodu, co oznaczało wizytę dowódcy, więc chłopaki udali się w kierunku swych posterunków, pozostali zadbali aby nie zechciał pojechać sprawdzać, bo by tam nikogo nie zastał, było to po parę kilometrów.
Takie to były moje dawne wigilie, dziś mam wigilie w domu z córką i jej zięciem i oczywiście z moja najlepszą z żon, wigilie miłe, sympatyczne i niezwykle rodzinne.

Mar-Basia
20-12-2008, 22:02
Wuere"le slicznie to opisales.
Najgorsze swieta spedzilam w 1944 roku. Mgliscie je pamietam. Nie bylo choinki, nie bylo odswietnych ubranek, nie bylo lalki pod choinka......byl kubek czegos goracego i ukradziony placek ziemniaczany. Cale szczescie, ze nie wiele rozumialam, ale do dnia dzisiejszego goni za mna zapach plackow i stanowia jedna z 12 przypraw swiatecznych. Kiedy doroslam, przysieglam sobie, ze moje dzieci zawsze beda mialy prawdziwe swieta, mase jedzenia, stosy prezentow pod choinka, wspanialy dom i usmiech rodzicow i bliskich - zamiast koji obozowej, jak ich matka w 1944.

martunia
20-12-2008, 22:10
Wuere"le slicznie to opisales.
Najgorsze swieta spedzilam w 1944 roku. Mgliscie je pamietam. Nie bylo choinki, nie bylo odswietnych ubranek, nie bylo lalki pod choinka......byl kubek czegos goracego i ukradziony placek ziemniaczany. Cale szczescie, ze nie wiele rozumialam, ale do dnia dzisiejszego goni za mna zapach plackow i stanowia jedna z 12 przypraw swiatecznych. Kiedy doroslam, przysieglam sobie, ze moje dzieci zawsze beda mialy prawdziwe swieta, mase jedzenia, stosy prezentow pod choinka, wspanialy dom i usmiech rodzicow i bliskich - zamiast koji obozowej, jak ich matka w 1944.
Oczy mam w mokrym miejscu.
Rozczuliłaś mnie.
Już nie chcę myśleć, że tylko ja jestem taka samotna i nieszczęśliwa i, że tak naprawdę to nie chcę tych świąt bo wolę położyć się z głową pod kołdrą i jakoś przeczekać.

Małpa
20-12-2008, 22:11
Ja bardzo lubię święta.Cieszę się każda chwilą którą mogę spędzic z najbliższymi:) To nic,że się napracuję,ale te zapachy świąteczne pozostaną moim bliskim na zawsze,tak jak ja pamiętam zapachy z mojego domu rodzinnego i oby tak było zawsze:)

wuere'le
20-12-2008, 22:11
Marabella 123
moje wspomnienia z Twoimi nawet nie maja odniesienia, to co Ty przeżyłaś, było o wiele bardziej dramatyczne od moich przeżyć.Ty nie miałaś wyboru, ja mogłem się tam jakoś w wojsku migać , ale nie było wielkiego niebezpieczeństwa, natomiast Ty miałaś o wiele gorzej.
Tak, czy inaczej wspomnienia pozostają.

Pani Slowikowa
20-12-2008, 22:47
Pamietam moje pierwsze swieta jako nowo upieczona mezatka we Wloszech.
Ojej jak trudno bylo znalezc cos w sklepach aby moc przygotowac polska wigilie.. Burakow surowych nie ma , sa tylko juz upieczone ( nie wiem dotychczas dlaczego) , nasza salatka jarzynowa tzw. "wloska" tam nazywa sie ruska.. i nie ma korzenia pietruszki.. Natomiast seler jest prawie wszedzie tylko naciowy a ten do salatki jest rzadko i nazywa sie "sedano di Verona"

Smietany , tej naszej normalnej smietany tez nie ma .. jest tylko smietaka,
Koperku niet:D

Ja mlodziutka \wtedy dziewczyna.. namordowalam sie aby jednak ta wigilie tak przygotowac jak bylo w moim domu uroczyscie i elegancko.. i bylam potwornie obrazona jak Wlosi krzywili sie na barszcz ( dotychczas nie rozumiem tej ich awersji do barszczu) , na moja rybe po zydowsku i na pierogi z
kapusta i grzybami.
Pierniki i makowce im nie znane raczyli laskawie sprobowac.. a
suszone grzyby mojej tesciowej kojarzyly sie z ..:confused: IIWS..
Nie ma to jak swieta w Polsce.. Jestescie szczesliwi ze tam jestescie!!

Alsko
20-12-2008, 22:54
Hmm... Niełatwe Święta...
Np. były takie jedne na tzw. wygnaniu. Po wyjściu z Powstania część mojej rodziny - w tym mama i ja - została wywieziona z obozu w Pruszkowie w okolice Końskich. Do Gwiazdki większość się odnalazła i zebrała się gromadka 13-osobowa. Wyszłam po raz pierwszy po ciężko przechorowanej bez leków szkarlatynie i zawędrowałam pod opieką zwariowanego kuzyna do lasu po choinkę. Pięknie ubrana, istna kukła: na nogach i pupie zamiast rajtuzów - dziadkowy sweter spięty agrafką, głowa i tułów okutane szydełkową chustką, na stopach kalosze cudem zdobyte gdzieś tam.
Kuzynowi żadne drzewko się nie podobało, więc brnęliśmy coraz dalej w las.
Kiedy już wracaliśmy z choinką - razem z wrzaskami Halt! gruchnęły strzały. Gonili nas. Wialiśmy jak zające, zygzakami. Długo to trwało, ale jak widać - udało się.
Okazało się, że przegapiliśmy ogromną tablicę zakazującą wstęp na teren wojskowy.
Tego roku choinka była piękna, bo zdobyta na szkopach. Co na stole - nie pamiętam.
Mnie do radości było daleko, bo dostałam zakaz wychodzenia nawet do sieni bez opieki dorosłych. Kuzyn - przemilczę. Biedny był...

Małpa
20-12-2008, 23:38
Marbelko i Alsko,czytam Wasze wspomnienia i mam "kluskę" w gardle.Dobrze,że tak już nie ma....

Mar-Basia
21-12-2008, 00:05
Alu, czytajac Twoje wspomnienie, ciarki mi przeszly po grzbiecie. Jedno co powiem: NIGDY WIECEJ.

aannaa235
21-12-2008, 04:25
Dlaczego nie lubię grudnia? bo tuż przed Świętmi zmarła moja mama. Wprawdzie było to już bardzo dawno temu, ale trauma pozostała.

Nika
21-12-2008, 06:44
przeżyłam rok po tragicznej śmierci męża i ojca w wypadku samochodowym.Wigilię spędzałam sama z dwuletnią córeczką.Przygotowałam wszystko ,jak należy,ale nie mogłam przełknąc ani łyzki barszczu,bo jej nie widziałam przez łzy..dziecko zasnęło a ja siedziałam przy pustym stole,przy choince..w końcu wyciągnęłam zeszy,pióro i zaczęłam spisywać wspomnienia o świetach z dzieciństwa-pięknych i radosnych.Zanurzona w nich zapomniałam o bólu..

leluri
21-12-2008, 09:47
w 1974 zostałam sama z 2,5-letnia córeczką i kredytem do spłacenia, ciężko było, ale na święta już miałam pieniążki i stanęłam na wysokości zadania, tak myślałam......
piękna choinka, pełna smakowitości lodówka, .
I to śniadanie świąteczne w pierwszy dzień Świąt , z uroczysta miną otwieram przed moja malutką lodówkę i pytam- co chciałabyś na śniadanko?, a moje dziecię po chwili zastanowienia z ogromna powagą na buzi odpowiada - chlebka z dzemem !!!

Nika
21-12-2008, 10:15
Dzieci sa urocze w swej bezpośredniości...

leluri
21-12-2008, 10:20
dodam jeszcze,że do dzisiaj się śmiejemy , bo "chlebek z dzemem" jest nadal ulubiony mojej córeczki ;)

tadeusz50
21-12-2008, 10:21
Tak święta nastrajają nas do wspomnień i to dość często do tych dość pesymistycznych. Jak widzę wielu z nas ma pod tym względem co wspominać.

Florentyna
25-12-2008, 13:15
Podzielam Twoją radość z przygotowań do świąt.Zawsze się staram pomóc mojej córce w tych przygotowaniach. W tym roku wigilia była wspaniała! Po przepysznej wieczerzy śpiewaliśmy polskie kolędy, zięć pomagał nam na gitarze i było cudownie. Chciało się powtarzać " chwilo jesteś piękna, trwaj"! Pozdrawiam świątecznie -Florentyna