PDA

View Full Version : Sylwestrowe historie


admin
20-12-2013, 16:50
W tym wątku zamieszczamy teksty napisane z myślą o konkursie Sylwestrowe historie (http://senior.pl/wygraj-weekend-w-uzdrowisku/).

Przed zamieszczeniem swojej historii, koniecznie przeczytaj zasady konkursu (http://senior.pl/wygraj-weekend-w-uzdrowisku/). Opowiadania ukażą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Opisz swoją historię i wygraj weekend w uzdrowisku. Życzymy powodzenia wszystkim uczestnikom.

charmed
22-12-2013, 12:11
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam ze swoją byłą klasą maturalną 2 lata temu.Wtedy to ktoś wpadł na pomysł byśmy spotkali się po latach nie na zwykłym spotkaniu klasowym a zorganizowali wspólny weekend sylwestrowy.Jako że nasza klasa liczyła 30 osób był to nie lada wyczyn by wszyscy znalezli czas wolny, ale jakims cudem się udało.Zarezerwoliśmy na sylwestrowy weekend cały 30 osobowy pensjonat w Wiśle. Jak za dawnych lat dziewczyny przygotowały pyszne jedzonko a nasi chłopcy zajeli sie oprawą muzyczną i trunkami. Przez cały weekend zabawy i wspomnien nie było końca i tak nam szybko czas zleciał, że nawet nie poczulismy kiedy musielismy wracac do naszych rodzin.To był najcudowniejszy i najbardziej relaksujący weekend jaki spedziłam od czasów szkoły. Wszyscy stwierdzilismy zgodnie że napewno to jeszcze kiedys powtórzymy :)

wald13
23-12-2013, 19:32
Sylwestrowa historia w "nowym świecie" !
Po kilkunastu standardowych sylwestrach wydawało się nam, że już nic nowego nas nie spotka. Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wiadomość, że możemy sylwestra spędzić w niesamowitej scenerii Meksyku. Kolega od lat mieszkający w tym kraju zdecydował się zaprosić nas do siebie, by wspólnie świętować zmianę 2011 na 2012. Najlepsze są nieplanowane wyjazdy. W ciągu paru dni kupiliśmy bilety i fru. Co za lot. Na miejscu w Queretaro pięknie, cieplutko. Czekają na nas. Mamy do dyspozycji piękny apartament. Zmiana czasu trochę ogłupia, ale nic to - bawimy się. Jak żywiołowo oni się bawią. Co krok orkiestry, ludzie w tańcu, życzliwe, wesołe uśmiechy. Idziemy na firmowe przyjęcie sylwestrowe. Stoły uginają się pod ciężarem .... owoców, warzyw. Fontanna tryska szampanem, wino leje się z beczek. Grają mariachi, muzycy żywiołowi, weseli, profesjonalni. Zbliża się północ. Niebo pełne sztucznych ogni. Wszyscy wszystkim dają buziaczki. Rozumiemy się bez potrzeby znajomości swoich języków narodowych, wystarcza angielski. Obywatele świata - my i oni, oni i my. Zabawa w cieniutkich koszulkach. Miło bez garniturów i muszek czy krawatów. Uwierzyć trudno w nasze szczęście. Mamy ogromny bagaż pięknych wspomnień, dzięki dzięki dzięki. Nawet kaca nie ma. W nowym roku zwiedzanie nowego świata. Inny, zupełnie inny świat. To był sylwester co się zowie.

dkm60
23-12-2013, 19:52
Najlepszy sylwester,hmm... jak byłam bardzo młoda.Mielismy już dwoje dzieci.Małżonek pracował na nocnej zmianie.Położyłam dzieci spać.Usiadłam z kieliszkiem szampana z zamiarem doczekania północy.Jakoś po pierwszym kieliszku zrobiło mi sie smutno.Wciągnęłam na grzbiet futerko/sztuczne? do reki pomarańczo i latarke bo bojaźliwa jestem.Szłam środkiem jezdni,nie po chodniku,z rzeczona latarka w ręce.Paliły sie lampy na ulicy żywego ducha.Weszłam do męża na turbinownie piętnaście minut przed północą.Ucieszył sie bardzo.O północy zlecieli sie inni pracownicy,ja mogłam sobie na szampana pozwolić,mąż nie.Cieszyli sie wszyscy ale ja byłam jedyna małżonką,która sie na takie krok zdecydowała.Rano usiadłam z tyłu roweru na tragarz i małżonek wiózł mnie z rozwianym futrem do domku.Młodzież wracała z zabaw i z jednej grupki usłyszeliśmu okrzyk."Ojciec bo matkę zgubisz".Na co małżonek odkrzyknął.Ja nie zgubię,wiem co mam,ale ty uważaj żebyś trafił do swojego domu.

Śmiech ogólny i brawa od reszty.Nigdy wiecej taki sylwester się nie powtórzył.

Korikk
23-12-2013, 20:34
Rok 1990 byłem na kontrakcje w Botswanie,gdzie trwała budowa zakładów sody w Sua Pan.Mijał prawie rok naszego pobytu .Sylwester spedzilismy z kolegami nad brzegiem wyschnietego jeziora Makgadikgadi lezacego na pustynii Kalaharii.Postawilismy rozkladany drewniany stolik zakupiony od tubylca, postawilismy na nim 3 butelki o,7 dobrej wódki.
I we trzech pijąc ją w ten upalny wieczór ,wspominalsmy Swieta w Polsce, Rodzinę choinkę i śnieg
Smielismy się ze zasolone dno suchego jeziora jest naszym lodowiskiem.Niestety próby jazdy na butach konczyły sie naszymi wywrotkami. I nie wiedzielismy czy powodem byla nasza nieudolnosc czy te skromne 3 flaszeczki
Pod koniec biesiady podjęlismy decyzje ze wystarczy tego pobytu za granicą i wracamy przy najblizszej okazji do domu

wabciooo
24-12-2013, 22:30
"Sylwester ,który uważam za najlepszy spędziłem sam nie wiem gdzie, nie dojechałem metrem do końca Swojej podróży sylwestrowej wraz z ukochaną jak na młodego dżentelmena przystało, wiem tyle,iż na najbliższym peronie zajęli się mną lekarze, odwieźli na pobliski szpital i przy mnie czuwała narzeczona. Prezentem od mojej kobiety na sylwka była bateria bym żył sto lat, petarda bym wiedział jaką mam wystrzałową żoną i balonik,a w środku niego kawałek bandaża aby omijały mnie nieszczęścia zdrowotne. Taka madonna to marzenie.... które nie mija wraz z najlepszym sylwkiem

natalia2004
27-12-2013, 14:25
Moj najlepszy sylwester nie wiaże się z żadna szaloną imprezą czy posiadaniem szałowej sukienki. w ubiegłym roku spędziłam sylwetsra tylko z moim ukochanym , nie wyszliśmy nigdzie, zrobilismy sobie romantyczna kolacje, ogladaliśmy filmy i spedzalismy wspólnie upojne chwile, dziekując w ten sposób za rok, który przyniósł nam siebie:) od tej pory postanowilismy, ze sylwester bedzie dla nas takimi kolejnymi walentynkami - okazją do okazania wdzieczności za miłosć i wspólnie spedzony czas:)

murba78
28-12-2013, 12:42
Najciekawszym i niezapomnianym Sylwestrem był ten, którego udało mi się wygrać w jednym z konkursów internetowych. Nie miałam wówczas żadnych planów sylwestrowych ze swoim narzeczonym i z przypadku wzięłam udział w konkursie na jednym z portali nie bardzo wierząc w swoje szczęście, zważywszy na fakt iż w uczestniczyło ponad 200 osób a nagroda była tylko jedna a pytanie dość proste i dotyczące mojej ulubionej książki „Mistrz i Małgorzata”. Moje niedowierzanie było ogromne a następnie pojawiła się nieposkromiona radość, gdy na stronie ujrzałam swoje nazwisko, że to ja będę się bawić na balu w hotelu. W ten właśnie sposób spędziliśmy ostatnią noc roku w mieście Krakowie w iście śródziemnomorskich klimatach kulinarnych i muzycznych. Na dodatek po północy w losowaniu zorganizowanym wśród wszystkich gości wygrałam weekendowy pobyt w hotelu w Zielonej Górze, tak więc Sylwester ten będzie przeze mnie na długo zapamiętany i wspominany :)

amiii
28-12-2013, 13:17
Nie wiem czy najlepszy ale taki, którego nie zapomnę.
Lata siedemdziesiąte, grupa przyjaciół i Sylwester w górach na świeżym powietrzu. Wszystko dopięte na ostatni guzik dużym nakładem sił i środków, pogoda wymarzona (mnóstwo śniegu i mróz). Zabawa była fantastyczna.
Przed północą zniknęła jedna z koleżanek. Dość długo nie wracała, towarzystwo zaczęło jej szukać. Próbowali nawet zainteresować tym jakieś "służby" ale słyszeli: "Dajcie spokój, Sylwester, pewnie poszła w tango". Kiedy nad ranem wrócili do schroniska, zastali dziewczę śpiące w fotelu przed kominkiem.Okazało się, że wolała brnąć prawie kilometr w śniegu, pod górę, żeby do ciepłej łazienki a nie w zaspę, pod świerkiem (wiadomo w jakiej sprawie). Potem podobno przysiadła na chwilę a ciepło i procenty zrobiły swoje.
Dlaczego jej nie zlinczowali, pojęcia nie mam. Ale nie zlinczowali, żyje do dziś.
A jaka była zadowolona! Bo sny miała piękne, bardzo piękne. :) Skąd wiem? No wiem.
Bo tą dziewczyną byłam ja.

porosiuk
30-12-2013, 01:06
Mój najwspanialszy Sylwester spędziłam wyłącznie z Mężem w domu. Żałobna konieczność zmusiła nas do pozostania w domu. Zamiast przewidywanego smutku, zrobiło się przytulnie i romantycznie, był nareszcie czas na rozmowy. Ten wspólny wieczór umocnił nasz Związek, mi uświadomił jak bliską mi osobą jest Mąż.

marcinnowak
30-12-2013, 21:43
Najciekawszy Sylwester miał miejsce kilka lat temu, został przygotowany spontanicznie niemalże w ostatniej chwili z grupą kilku znajomych, którzy pozapraszali swoich przyjaciół i w ten sposób zrobiła się impreza na blisko 100 osób. Kolega miał możliwość wynajęcia małego ośrodka doświadczalnego z uczelni na której pracował, którego od rana przerabialiśmy na salę balową :) Całe popołudnie grupą kilkunastu osób przyrządzaliśmy kanapki i różne przekąski i z upływem czasu kolejni goście przynosili jakiś wkład własny w tą zabawę – wodę, alkohol, soki, ciasta, barszcz i inne smakołyki. Całe towarzystwo bawiło się świetnie do białego rana, mimo iż było to zorganizowane chałupniczą i nieco zwariowaną metodą. Dla mnie będzie jeszcze niezapomniany z innego powodu, gdyż po pokazie ogni sztucznych i toaście noworocznym oświadczyłem się, więc było to wejście w Nowy Rok i niejako w nowe życie :) i tak trwa nadal do dzisiaj :)

zula
30-12-2013, 22:39
Mój najwspanialszy sylwester był wieki temu,Wyszłam za mąż i byłam już młodą mamą.Siedzieliśmy po cichutku w domu,żeby nie obudzić latorośli mojej,która darła się jak opętana,przy lada hałasie.
I wtedy pukanie do drzwi,a tam cała moja paczka,z butelkami i nie tylko.
Zrobiło się głośno i wesoło.Poprosiłam mamę,aby wzięła dziecko do siebie.
A potem to już był ubaw na cztery fajerki.
Kumpel,już śp.tak tańczył rock and rolla,ze mógłby startować w jakichś zawodach.Pokręciłam się za wszystkie czasy.:)
Było mi tak dobrze,że nie zapomnieli o mnie.:)
Co prawda na drugi dzień zbierałam śledzie z żyrandola,ale to nic.I tak zapamiętałam tego sylwestra do końca życia.Za pamięć moich kumpli i że nie skreślili mnie jako poważnej matrony.Kocham ich do dzisiaj,choć minęło ładnych trzydzieści lat.

ALNETKA146
31-12-2013, 10:32
Najśmieszniejszy sylwester przeżyłam będąc jeszcze w podstawówce. Zazdroszcząc dorosłym postanowiliśmy również zorganizować zabawę. Lokum znaleźliśmy stary dom na wsi po nieżyjącej babci, drewniany kryty jeszcze słomą. Opalany był piecykiem żeliwnym okrąglakiem tzw. żarem, który rozpalając się zmieniał barwę na czerwoną. A ponieważ my osoby przezorne i ta słoma na dachu stwarzająca zagrożenie pożarowe, więc mieliśmy dyżury na ulicy, jeden stał i patrzył czy się nie pali przy kominie dach. A że dom był wyziębiony więc włączyliśmy jeszcze żelazko na duszę. Zabawie nadawał klimat adapter marki Bambino . Leciały piosenki "Dzięcioł w drzewo stukał" Maryli Rodowicz i "Człowieczy los" Anny German. Na stole była babka piaskowa upieczona przez ciocię Wandzię i chleb ze smalcem wytopionym ze słoniny. Było wesoło i bardzo śmiesznie. Przechodził jakiś pijany ulicą i myślał, że mamy wódkę i się jeszcze napije. I chciał się wcisnąć na zabawę, ale my zgnietliśmy mu nogę w drzwiach, niech się nie pcha gdzie nie potrzeba. Po tym czadowym Sylwestrze przespaliśmy cały Nowy Rok. Ale było super.

DZIADEK1
03-01-2014, 00:04
Rano usiadłam z tyłu roweru na tragarz i małżonek wiózł mnie z rozwianym futrem do domku.Młodzież wracała z zabaw i z jednej grupki usłyszeliśmu okrzyk."Ojciec bo matkę zgubisz".Na co małżonek odkrzyknął.Ja nie zgubię,wiem co mam,ale ty uważaj żebyś trafił do swojego domu.
Pytanie!Z jakiego filmu jest ten cytat?Pozdrawiam

krystel00
04-01-2014, 22:19
mój niezapomniany sylwester to lata 70-te /zima stulecia/.Rodzice wyjechali w góry, ja w domu z siostrą robiłyśmy tzw. prywatkę..W sklepach pustka, od głodu uratowali nas sąsiedzi i piwniczka organizowana przez moją mamę/zapasy w sloikach/. Teraz my organizujemy dzieciom słoiki z zapasami do innych miast. Nic się nie zmieniło. Było biednie, ale wesoło i stroje rodziców się wkładało, pozdrawiam

notsofunny88
06-01-2014, 17:16
Dokładnie rok temu miałam okazję w Sylwestra poczuć ponownie magię dziecieńcych lat !

Rok 2013 witałam na Roztoczu w godpodarstwie agroturystycznym Pana M. razem z grupą 12 znajomych:)
Oprócz grzania przy ognisku, kuligów, jazdy konnej, wspólnego kilkudniowego spędzania czasu w Sylwestra popędziliśmy prz świetle pochodni z wielkimi termosami aromatycznego grzanego wina w kierunku zlokalizowanej w niedalekim pobliżu górki. Każdy ciągnął za sobą worek z siankiem. Jakąż radochą było rozpalenie ogniska w lesie, rozstawienie stoiska z kiełbaskami i grzanym winem i zjeżdzanie na workach z siankiem hen hen daleko!
Wszystkiemu zaś towarzyszył przepięny widok roziskrzonego nieba...


Życzę wszystkim podobnych niezapomnianych chwil!

cherry_coke
06-01-2014, 18:20
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w podróży mojego życia. Byłam wtedy młoda i moja wyobraźnia nie miała żadnych granic. Zanim jeszcze nastąpił dzień poprzedzający nowy rok siedziałam ze znajomymi w lesie bez większego celu, próbując jedynie wymyślić coś, co pozwoli nam spędzić niezapomniany Sylwester. To właśnie wtedy wpadłam na szalony pomysł pojechania na lotnisko i zakupienia najtańszego zagranicznego biletu. Nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności udało nam się kupić bilety do Londynu kosztujące jedyne 49 zł. Była to kwota w granicach naszych możliwości. Zachwyceni, pełni szalonych pomysłów kolejnego dnia lecieliśmy już nad Europą. Dla większości z nas była to pierwsza podroż samolotem. Londyn – niesamowite miasto, tętniące życiem, szalone jak my. W sylwestra o północy składaliśmy sobie życzenia pod Big Benem z ludźmi z całego świata. Ludzie dzielili się nawzajem swoja radością bez względu na narodowość, kolor skóry czy wyznanie. Jak ktoś nie znał angielskiego to w geście radości po prostu się przytulał. Najpiękniejsza bezinteresowna miłość człowieka do człowieka. Tego dnia nikt nie był lepszy, ani gorszy, nikt nie był biedniejszy, ani bogatszy, a tłum nieznajomych sobie ludzi był jak rodzina. I choć cala podróż nie obyła się zupełnie bezproblemowo to wspominam ją bardzo ciepło. Idealnym podsumowaniem tego Sylwestra są słowa Holoubka ‘Istota miłości polega na tym, że zakłada ona bezinteresowność, samą bezinteresowność i tylko bezinteresowność‘.

Boga
06-01-2014, 19:47
Jeszcze tydzień temu; gdy weszłam na tą stronę to przeszył mnie dreszcz, bo mogłam tylko napisać ;"sylwester to najgorszy dzień w roku". Nawet się zastanawiałam jak to tłumaczyć i doszłam do wniosku; że przecież przybywa nam lat! Prawda jest jednak inna; prawie każdy mój kolejny Sylwester był smutniejszy od poprzedniego.
Mój pierwszy, obchodzony już w czasach studenckich Sylwester miał być wspaniały. Był to bajeczny , śnieżny za oknem krajobraz i kilkudniowy wyjazd autokarowy w studenckiej grupie do Lwowa. Całość ; łącznie z uroczystą imprezą w lokalu zapowiadała sie znakomicie. Niestety, mój chłopak i na nieszczęście przyszły mąż , obraził się na mnie, tak właściwie bez powodu, ale to dało mu możliwość ukarania mnie. Karą było zawsze z jego strony milczenie. Kto tego nie przeżył, to nie wie jak boli, gdy ktoś bliski traktuje nas jakbyśmy nie istnieli. Przesiedziałam cały Sylwester, a łzy kapały mi do zmienianych talerzy. On natoniast wyśmienicie zabawiał inne koleżanki. Mi pozostał tylko uraz do tego dnia. Nawet corocznie oglądane fajerwerki nie były dobrym balsamem dla ukojenia mej duszy, po wszystkich przykrych ,a w lepszym wypadku nijakich sylwestrów.
W tym roku jednak los uśmiechnął się i do mnie. Niespodziewanie usłyszałam ogłoszenie, że pobliski klub seniora organizuje Bal Sylwestrowy 4 stycznia 2014 roku. Dla człowieka ponad 60-letniego, taki czterodniowy uskok czasowy to przecież nic. :) Wybraliśmy się. Były serpentyny, wspaniałe tańce, przebierańcy, czerwone szpilki, mieniące sie kreacje, błysk w oku, pączki , szampan, odliczanie godziny, toasty, życzenia noworoczne, wszechogarniająca radość, dowcipne opowieści i śpiew. Trudno opisać jakie bardzo pozytywne fluidy wypełniały to pomieszczenie. Średnia wieku balowiczów to tak; 30 do setki. Kocham takie Sylwestry.Był to mój najwspanialszy 2013/2014 Sylwester i wierzę, że każdy następny będzie równie piękny , bo życie ( piękne , bezstresowe) zaczyna się po sześćdziesiątce. Nie wiem ile Sylwestrów mi jeszcze zostało , ale żadnego już nie odpuszczę!

ag_aga
06-01-2014, 21:42
Rok w rok mojego Sylwestra spędzałam w domu z narzeczonym. Po wystrzeleniu szampana i fajerwerków, po godzinie pierwszej, gdy moi znajomi świetnie się bawili ja przytulałam się do poduszki i po chwili usypiałam. W tym roku postanowiłam spędzić go inaczej niż dotychczas. Moim postanowieniem Roku 2013 było to, że następnego Sylwestra spędzę inaczej.. wyjątkowo. Dni mijały, a ja trwając przy nowym postanowieniu zaczęłam zbierać znajomych na szalony wypad w góry. W sumie moja zgrana paczka liczyła 6 osób.. mało, ale i na to znalazłam sposób.. Postanowiłam, że weźmiemy udział w imprezie integracyjnej.. Jazda autobusem przez pół Polski, wspólne śpiewy, tańce, a później wspólna zabawa Sylwestrowa do ranka! Coś pięknego i niesamowitego! Wielu nowych znajomych, masa dobrej zabawy. Był to Sylwester pełen wrażeń i najlepsze powitanie Nowego Roku w moim życiu. Kolejne dni spędzone we wspólnym pensjonacie, wypady na stok, wspólne posiłki. Przyjdzie jeszcze czas na spędzanie Sylwestra w domu. Teraz planuję już kolejnego Sylwestra i nie mogę się doczekać nowych znajomości i szalonej nocy Sylwestrowej. Dziękuję znajomym tym "starym" i tym nowo poznanym za świetną, szampańską zabawę, za to że pokazaliście mi jak cudownie można spędzić tę noc!

prezes51286
06-01-2014, 22:33
Był grudzień roku 2007. Mroźna zima nie to co dzisiaj za oknem. Rozpoczął się w moim życiu nowy okres - Studia, w mieście mi obcym, a zarazem bardzo bliskim... Ostrów Wlkp... tu się urodziłem. Miałem zaledwie 21 lat. Mieszkałem 35 km od miejsca nauki w okolicach Krotoszyna.
Wszystko zaczęło się od postanowienia, nowe miasto, nowi ludzie, nowa miłość..? No właśnie co do miłości to szczęścia nie miałem, jak nawiązałem kontakt to albo mnie wykorzystywała, albo byłem rozczarowywany, lecz nie będę ukrywał, że była też w tym moja wina.
Na początku oczywiście wielkie plany, a tu rozczarowanie, mój kierunek, informatyka, nie był za bardzo uległy kobietom. Na ponad 100 żaków były tylko 4 dziewczyny, ale za to jakie, w tym jedna bardzo wyjątkowa. Wciąż miały wokół siebie mnóstwo adoratorów. Często spóźniałem się na zajęcia, praca była u mnie w tedy na pierwszym miejscu i miałem zaległości. Zawsze twierdziłem, że dziewczyny prowadzą notatki najdokładniej i miałem motyw heh.
Podszedłem do nich i zapytałem, czy pożyczą mi notatki z fizyki i stało się, cudowny uśmiech i te włosy, boże jak mnie zamurowało, ona była jak ze snu.
Później oczywiście należało zwrócić zeszyty. Była to kolejna okazja do spotkania. Podczas tej wizyty zapytała się mnie czy poszedł bym z nimi na sylwestra. Ona miała na imię Paulina heh, nie zapamiętałem za pierwszym razem jej imienia, cały ja ;p
Przyszedł ten dzień, 31 grudnia 2007 roku. Ze stresu szwagier polał mi o jednego za dużo drinka i poszedłem na imprezę... no trochę już w wesołym humorze.
Na sali była Paulina no i reszta znajomych, oczywiście grzecznie się zachowujących w przeciwieństwie do mnie.
Paulina była na mnie zła, ze się tak zachowywałem co dowiedziałem się oczywiście później.
Przez cały sylwester nie mogłem oderwać od niej wzroku
i nadszedł decydujący moment, składanie życzeń...
Paulina mnie pocałowała, ale nie tak normalnie, to był jak pocałunek od śpiącej królewny dla księcia....
I zakochałem się ;).... wiem, że działały tu procenty, ale to nie był sen ;)

I tak po wielu spotkaniach, godzin rozmów i cudownych spędzonych chwil zostaliśmy małżeństwem ;)
Tego Sylwestra nie zapomnę do końca życia, a tą opowieść z uśmiecham na ustach mam nadzieję, że będę opowiadał swoim wnukom ;)

dorotka_z_oz
06-01-2014, 22:52
Przeżyłam już 50 sylwestrowych nocy. 50 razy zastanawiałam się co na siebie włożyć, 50 razy odliczałam ostatnie sekundy do północy i witałam nowy rok. 50 spojrzeń w niebo mieniące się kolorami. 48 lampek szampana, bo 2 razy byłam w ciąży. Wszystkie sylwestrowe noce do siebie podobne, a jednak każda trochę inna. Jest jednak jedna, którą pamiętam szczególnie.

To było 28 lat temu. Byłam młodą dziewczyną, z kwiatem we włosach i bukietem marzeń - w głowie. Był to rok szczególny, bo trwała, jak się później okazało, miłość mojego życia. Umówiliśmy się na sylwestra ze znajomymi. Zwyczajna prywatka, jak to kiedyś bywało. Dobry sprzęt muzyczny zza zachodniej granicy, który przytargał nasz kolega Wojtek miał nam zapewnić dobrą zabawę. Razem jakieś 10 osób, nic szczególnego. Kiedy jechaliśmy na tą imprezę wydarzył się mały wypadek, coś się zepsuło w samochodzie, stanęliśmy w szczerym polu. Minęły prawie 2 godziny zanim mój partner to naprawił, a z 20.00 zrobiła się 22.00 No pięknie! - pomyślałam, znalazłam sobie taką ofermę... Zajechaliśmy na miejsce po 22, już od początku mi coś nie pasowało, było zdecydowanie za cicho. Weszliśmy do środka, przygaszone światła nagle się rozjaśniły. Zobaczyłam nie 10 osób, a ponad 30, wszystkich moich najlepszych znajomych, rodziców i nie wiedziałam co to wszystko ma znaczyc, a właściwie wiedziałam, ale tego się akurat nie spodziewałam. Zanim się otrząsnęłam on już klęczał obok - pomyślałam, Ty kretynie! Potem powiedział mi coś o miłości, a ja odpowiedziałam tak. To był najpiękniejszy sylwester w moim życiu i wiem, bo był wyjątkowy, jedyny i już nigdy się nie powtórzy...

dunaj-n
07-01-2014, 01:03
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam wraz z mężem u znajomych na "domówce". Tamtego roku finanse trochę niedopisywały, więc nie wybraliśmy się na bal. Spotkaliśmy się w cztery pary u znajomych. Zapowiadała się trochę nudna impreza, ale z każdą godziną nastroje były coraz lepsze. Przed północą postanowiliśmy wyjść przed blok. I był to strzał w dziesiątkę! Okazało się, że na dole było wielu biesiadników z szampanem (i nie tylko) i kieliszkami w rękach, każdy każdemu skłądał życzenia i rzucał się w ramiona. Taka jedność i szczerość serc rzadko się zdarza. Panowie puszczali fajerwerki. Okazało się, że u sąsiadów znajomych, dwa piętra wyżej, też jest impreza - postanowilismy się połączyć. "Góra" (kilkanaście osób) wraz ze swoim wyżywieniem zeszła na dół. Bawilismy się hucznie do białego rana. To była impreza!

izka_pyzka
07-01-2014, 02:16
To był fantastyczny sylwester dla mnie, ale z pewnością nie dla mojej koleżanki. Dostałyśmy zaproszenie na imrezę, na której gośćmi byli jedynie niezbyt wygledni i nudni panowie - fani gier komputerowych. Wszyscy niewysocy, przez co ja, zdrowo wyrośnięta, musiałam patrzyć na nich z góry. Moja koleżanka zaś - przepiękna dziewczyna, do tego niewysoka, cóż chcieć więcej? - nie mogła się opędzić od amantów.
Dzielnie konkurowali. A to próbowali przytulić ją do zdjęcia, a to wyprosić numer telefonu. Koleżanka zaproponowała byśmy na fajerwerki uciekły same do centrum miasta. Tak też zrobiłyśmy, ale już po chwili, pojawił się ogon w postaci upartego kolegi.
Koleżanka z całkiem już popsutym humorem zaraz po północy poprosiła mnie bym wróciła razem z nią do domu. Towarzyszył nam ku jej rozpaczy uparty adorator. Byliśmy już na przystanku autobusowym, gdy przypomniałam sobie, że zostawiłam aparat na imprezie. Ach, ta zrozpaczona twarz pełna wyrzutu, gdy koleżanka wsiadała do autobusu z kolegą :)
Ja wróciłam na imprezę, więcej autobusów juz nie było, więc zaczęłam się bawić. Panowie przy bliższym poznaniu okazali się bardzo zabawni, wygłupialiśmy się do rana! :)

Graffcia
07-01-2014, 14:13
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w najmniej oczekiwany sposób. Dotąd każda z nocy sylwestrowych kończyła się w niemiły sposób, lub po prostu była całkowicie do bani. Raz spédziłam sylwestra z ludzmi, za którymi nie przepadałam, raz wcale nigdzie nie wychodziłam, a raz- rok temu o 00:00 pogotowie brało moją przyjaciółkę do szpitala, ponieważ została zrzucona ze schodów. Tegoroczny sylwester zapowiadał sié także nienajlepiej. Praktycznie do końca nie mieliśmy planów, gdzie i z kim go spędzićˆ. Dokładnie dzień przed dostaliśmy zaproszenie od znajomej na domówkę w mieście obok. Gdy w sylwestrowy wieczór wyruszyliśmy na owś imprezę, okazało się, że jednak nie znajdzie się dla nas miejsce. Byłam załamana. Wylądowaliśmy z powrotem w naszym mieście. Ostatecznie wybraliśmy się do znajomego do piwnicy, gdzie można było spokojnie posiedziećˆ. Było tam kilka osób, w tym mój przyjaciel, z którym straciłam kontakt wieki temu. Gdy włączyliśmy muzykę, zaczeliśmy rozmawiaˆć, bawiˆ sié i w ogóle, wtedy poczułam się szczęśliwa. Był to pierwszy sylwester od lat, gdzie byłam otoczona ludzmi, których kocham, gdzie o 00:00 puszczaliśmy fajerwerki składając sobie życzenia i popijając szampana. Niby tak niewiele, ale patrząc na poprzednie lata, był to dla mnie IDEALNY SYLWESTER.

Izabelka.p25
07-01-2014, 18:27
:* Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam samotnie:* . Moim zdaniem był on najcudowniejszy ponieważ mogłam pozwolić sobie na szczerość ze sobą, nikogo nie musiałam udawać przed znajomymi - odgrywać żadnych ról, w spokoju mogłam podsumować i pożegnać Stary Rok - wyciągnąć wnioski z porażek, być dumna za zasług i szczerze życzyć sobie wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2014. Cała ceremonia wyglądała następująco: ubrałam się elegancko w sukienkę, zrobiłam makijaż, fryzurę. I miałam świadomość, że staram się tylko dla siebie - nie aby zrobić dobre wrażenie przed kimś lecz dać sobie odczuć jestem dla siebie ważna i nie muszę szukać akceptacji w innych, gdyż mam ją w sobie. Przyrządziłam parę smakołyków i kupiłam szampana. Wzięłam nowy zeszyt i poczyniłam parę postanowień noworocznych. Po pierwsze kochać i akceptować siebie - liczyć się ze swoimi uczuciami i stać się swoim najlepszym przyjacielem, kolejne postanowienie to dbać o siebie - swoje zdrowie i kondycje, a przede wszystkim zacząć wszystko od nowa i znaleźć miłość. Napisałam wszystko za co jestem sobie wdzięczna: za odwagę, za to, że tyle już przeżyłam i wiele innych osobistych doświadczeń, którym podołałam. Podziękowałam sobie za wszystko serdecznie i obiecałam, że nigdy ale to nigdy nie zwątpię w siebie i będę postępować w życiu tak jak podpowiada mi serce. Chcę być dobrym, wartościowym człowiekiem - pomagać innym, czynić dobro ale nie po to by inni mnie podziwiali lecz abym sama czuła się kompletna i spełniona. Izabelka - jeszcze tyle pięknych chwil przed Tobą! Musisz być szczęśliwa - pomyślałam a do moich oczu napłynęły łzy. Jest to pierwszy Sylwester, którego spędzam samotnie, ale tak naprawdę nie czułam się samotna czy nie szczęśliwa z tego powodu- mam przecież siebie i tego nikt mi nie odbierze, aż do końca moich dni... Życie jest po to, aby czuć radość, życzyć sobie i innym dobrze, realizować marzenia, czuć wdzięczność każdego dnia za możliwość bycia tutaj na Ziemi - w tę jedyną i najpiękniejszą noc w roku pozwoliłam sobie na zadumę, nad tym co odchodzi i co przyjdzie. Tego typu myśli towarzyszyły mi przez większość tej nocy. Ale także dałam się ponieść wariacji sylwestrowej i rozbudziłam w sobie boginię i w radosnym i podekscytowanym nastroju dałam upust swoim emocjom i wyszalałam się w tańcu przy moich ulubionych kawałkach i pośpiewałam sobie, odnajdując w sobie całe pokłady radości i wiary w siebie. O północy wyszłam z kieliszkiem szampana przed mój budynek i nawzajem z sąsiadami życzyliśmy sobie wszystkiego czego tylko zapragniemy w Nadchodzącym Nowym Roku. Następnego sylwestra nie zamierzam spędzić sama lecz z moją drugą połówką, którą mam nadzieję spotkać. W każdym razie najstotniejsze dla mnie jest aby wartości, którymi obiecałam się kierować podczas Sylwestra 2014 nie uległy zmianie bez względu na ludzi, którzy pojawią się obok, wydarzenia, które mnie spotkają :)

danka_kar
07-01-2014, 19:04
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam SAMOTNIE! Tak właśnie samotnie. I uważam tą noc za jedną z najbardziej przełomowych w moim życiu! Dzięki niej zmieniło się cale moje życie! Miałam czas na przemyślenia! Dobra kąpiel, książka i kieliszek wina,a potem już same najlepsze decyzje w moim życiu. Wkroczyłam w drogę dumnego seniora. W Nowym Roku zapisałam się na tańce, malarstwo, rzeźbiarstwo i handmade czyli ręczne robótki! Dziś już nie siedzę w domu i nie śledzę kolejnej telenoweli. Moje dzieci już nie nadążają za mną Teraz jestem super mamuśka i superbabcia!

pati10051991
07-01-2014, 21:47
z Moim wspaniałym meżczyzna to było 4 lata temy ... pamietam jak dzis bylismy znajomymi spotykalismy sie odwiedział mnie w pracy dosc czesto jak to sie mówi przez żoładek do serca :) zaintresowałam sie .. az wkoncu zapytał czy spedze z nim sylwestra pomyslałam w sumie nie znam go na tyle nie wiadomo co to za człowiek.. powiedział ze wyprawia w domu , dobrze zgodziłam sie było cudownie tanczylismy do połnocy a potem przespalismy az do rana a rano dowiedzialam sie ze naprawde warto miec kogos takiego u boku nawet jak ma sie przespac ze tak powiem sylwestra.. dzis juz jestesmy 4 lata nie zamieniłabym go na zadnego innego takich cudownych chwil sie nie zapomina ROTFL

emiwozniak1988
08-01-2014, 20:29
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w tym roku. Ze swoim chłopakiem i znajomymi poszłam na sale i od samego początku mieliśmy przygody. Najpierw spóźniliśmy się ponieważ kumpele za punkt honoru uznały że zrobią ze mnie bóstwo więc mnie wymalowały i uczesały, a wiadomo takie zabiegi pochłaniają wiele czas. Następnie(już na sali) okazało się, że osuwa mi się góra sukienki i kilkakrotnie uczestnicy balu mieli okazje podziwiać mój biustonosz. Kiedy rodzina przywiozła mi nitkę i igłę w celu przyszycia sukienki tak aby nie spadała, miły pan pozwolił mi to zrobić w szatni. Poszłam więc z chłopakiem do szatni i wzięłam się za szycie. kiedy już skończyłam okazało się że zostaliśmy zamknięci. I tak zapomieni przez całe towarzystwo siedzieliśmy w szatni przez ok 1 godzinę aż pracownik sobie o nas nie przypomniał. Resztę wieczoru upłynęło nam na tańcach.

damianrogalski
08-01-2014, 22:55
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłem wraz ze swoją Ukochaną narzeczoną i naszą zgraną paczką! Nasza piątka jest na szóstkę z plusem. Uwielbiamy konie i postanowiliśmy przywitać Nowy Rok w nietypowy sposób. Tak też Sylwestra spędziliśmy pod gołym niebem podczas przejażdżki po znanych nam już zakamarkach lasu. Kreacje Sylwestrowe ? - Nie, Ciepłe ubrania, czapki i szaliki - tak, to podstawa. Choć Sylwester nie był mroźny, dwie godzinki w plenerze spowodowały, że troszkę zmarzliśmy. Jednak to cena pięknych widoków i cudownej atmosfery! Po powrocie z niecierpliwością wyczekiwaliśmy Nowego Lepszego Roku 2014! Spożyliśmy sylwestrową kolację - przygotowane wcześniej bułki z szynką popijając gorącą herbatą. Szampan przewidziany dopiero na godzinę 12! Tak też był to najlepszy i najbardziej wyjątkowy Sylwester mojego życia!

ps. dziękuję swoim towarzyszom.

rafcio
08-01-2014, 23:36
W czasie studiów w w roku 1998 wybraliśmy się autostopem na Sylwestra do Hańczowej. Sylwester był organizowany przez koło przewodników PTTK i biorąc udział można była zdobyć jakieś punkty. Najfajniejsze było to ze postanowilismy jechac autostopem z Zywca. Jechaliśmy autostopem do hańczowej co chwile przesiadając się w suchej beskidzkiej, makowie podhalanskim limanowej, nowym sączu gorlicach...aż dotarlismy przed północą na nocleg do szkoły podstawowej w hańczowej. zabawa sylwestrowa była generalnie dziwna i zmęczeni nieumyci zasnelismy na materacach w jednej z sal w szkole podstawowej w hańczowej. W nowy rok poszlismy na piechote spacerkiem do Wysowej....szlismy środkiem drogi po śniegu a słonce tak slicznie odbijało się na sniegu...i okolicznych gorkach tak się iskrzyło...do dzis wspominam że zamiast szampana , pilismy wode ze zdrojów w wysowej ktora tak okropnie w zapachu i smaku zalatatywała zgniłymi jajami że do dzis śmiejemy się na samą myśl w jaki dziwny sposób obchodziliśmy ze znajomymi sylwester i nowy rok....aż chciałoby się wrócić do Wysowej po latach...

loczek855
09-01-2014, 00:22
Mój najlepszy Sylwester zaczął się trzy lata temu w Tarnowie. Zaczęło się bardzo źle , kłótnia złość. Ale po wielkiej awanturze i to w centrum miasta - Zaczęło się układać wszystko. Wszystko co trzeba zostało powiedziane i zapomniane- pogodzeni i szczęsliwi zaczęliśmy Nowy Rok w szczęściu oczyszczeni i ... wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ale z naszym synem!!! Był w brzuszku na zgodę!!! I to był najlepszy sylwester, czy ktoś z was przywióźł z sylwestra małe szczęście ?Szczęście,które nas połączyło na nowo i już na zawsze!!!1:*

edka767
09-01-2014, 13:22
Było to dwa lata temu . Nie miałam planów na Sylwestra, co bardzo mnie smuciło. Wszystkie koleżanki miały coś zaplanowane, a ja? Miałam kolejny raz siedzieć sama w domu? To mnie przygnębiało. Dosłownie dwa dni przed Sylwestrem mój najlepszy przyjaciel zaprosił mnie na wielki, elegancki Sylwester w restauracji oddalonej o przeszło 100 km (jego impreza z kumplami nie wypaliła) . Ucieszyłam się . Po chwili zastanowienia myślałam, co ja na siebie włożę ? Nie czekając ani chwili pobiegłam do swej babci . Poprosiłam ją o uszycie dla mnie biało różowej sukni. Babcia jest taka kochana. Wzięła wszystkie pomiary i ... Kolejnego dnia wieczorem suknia była gotowa. Na jej widok omalże nie zemdlałam . Piękna, bajeczna, rozkoszna. Do oczu napłynęły mi łzy radości, na twarzy malował się ogromny uśmiech. "Dziękuje Ci babciu" odrzekłam wesoła jak skowronek. Suknia pasowała jak ulał. Dzięki kochanej babci już wtedy poczułam się jak w bajce. Do owej restauracji udałam się z siostrą (ona mnie podwiozła, przyjaciel miał tam czekać). Gdy schodziłam na salę schodami cała sala patrzyła na mnie dość dziwnie. Z tłumu wyszedł on... jakiś przystojniejszy, radosny , zrozumiałam wtedy że nie jest mi obojętny. Zaczęliśmy zabawę. Tańce, muzyka , wspaniała atmosfera. Czułam jakby właśnie spełniły się moje najśmielsze, wymarzone sny . O północy szampan, życzenia, fajerwerki . A po północy ? Zwariowana zabawa, wygibasy i szaleństwo . Nagle zmieniła się sceneria, wszedł Pan który zabawiał tłum. Organizował wiele konkursów, zabaw , przy których śmialiśmy się do rozpuku. W wielu z nich brałam udział,bo postanowiłam, że ten sylwester będzie moim najlepszym . Około godziny 3 nad ranem, zostalismy wszyscy oderwani od stołu, mieliśmy udać się na wielką salę taneczną. Nikt nie wiedział co nastąpi (tak mi się przynajmniej wydawało). Bębenki, oczekiwanie, emocje co nastąpi. Nagle zauważyłam, że mój przyjaciel znikł. Gdzie on jest ? Przemówił nasz "zabawiacz", "dziś jedna z Was, będzie mieć niespodziankę, jednej z Was spełnią się marzenia, zapraszamy na scenę Tomka". Zbaraniałam, nie wiedziałam co się dzieje . Tomek (mój przyjaciel) co on tam robi, po co tam poszedł . Wtedy z bukietem czerwonych róż wyszedł na środek, wziął mikrofon. Zaczął mówić. Zaprosił mnie na środek. Wyznał miłość, powiedział, że już dawno zrozumiał, że nie jestem dla niego tylko przyjaciółką, że się we mnie zakochał . Poczułam motyle w brzuchu, ja też coś do niego czułam . Bałam się do tego przyznać. Ale to nie koniec, to nie koniec mojego szczęścia . Uklęknął, wyjął pierścionek, poprosił o rękę "Znamy się już tyle czasu, tak dobrze razem się bawimy, czy zostaniesz moją żoną?" . Bez zastanowienia rzekłam tak, rzucając mu się na szyję. Do wczesnego świtu szaleliśmy na parkiecie. Gdy odwiózł mnie do domu, pocałował , poczułam się jak w niebie, a nogi zrobiły się jak z waty. Wiedziałam, że to ten jedyny .
Ten Sylwester był wyjątkowy, nie tylko dlatego , że tego dnia uświadomiłam sobie, że go kocham, ale także dlatego że był pełen niespodzianek, szaleństw, tańców, zabaw, wygibasów, pełen rozrywki, tajemniczości i wspaniałej atmosfery.

frank566
09-01-2014, 16:30
Odbywałem staż zawodowy na farmie w Stanach a że praca była ciężka, z radością przyjąłem informację, że gdybym chciał to mogę pojechać do pobliskiego szpitala oddać honorowo krew.
Była za to wolna dniówka. Na miejscu okazało się, że każdy oddający dziś krew ma jeszcze jeden bonus, bezpłatny wstęp dla 2 osób do kręgielni w noc sylwestrową z lampką szampana.
Skrzętnie z zaproszenia skorzystałem. Grałem w tę grę pierwszy raz w życiu ale szło mi nieźle.
W trakcie gry żartowano, że jutro będzie 80 - taka gra słowna, w domyśle 80 stopni Farenhaita.
Ciekawostką jest, że około północy tylko na chwilę przerwano rozgrywki aby odliczyć sekundy do północy 1979/80, stuknąć się szampanówką z sąsiadami życząc Happy New Year i po wypiciu powrócić do gry. Żadnych fajerwerków, obcałowywania się, czy temu podobnych.

To był najbardziej nietypowy Sylwester w moim życiu.

Frank

asmi
10-01-2014, 20:34
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam z sąsiadami z mego bloku, w ktorym zyjemy jak jedna wielka rodzina tworząc z 8 pietrowego wieżowca - 8 piętrowy domek rodzinny. Gdy jest mi smutno czy źle moje sąsiadki zawsze w mig zjawiaja u mnie się. Wtedy to własnie (10 lat temu) miałam bardzo nieciekawy nastrój bo to był mój pierwszy sylwester bez męża.Chciałam wtedy zamknac się w czterech ścianach i przespac tę noc, jednak moje sąsiadki kochane nie pozwoliły mi na to pojawiajac się z połową bloku u mnie i przekonujac że powinnam do nich zejsc i się zapomniec o smutku. Z niechęcią ale dałam się namówić i dzięki temu mam z tamtej nocy wspomnienia do dzisiaj, bo kolezanki zorganizowały wróżkę, pokaz barmański wykonywany przez jednego z synów i wiele innych niesamowitych atrakcji. Zabawa była tak świetna, że nawet nie wiedziałam kiedy była 8 rano. Ach...takie sąsiadki to skarb i dziękuje opatrzności, że było mi dane zamieszkac w takim bloku ROTFL

ego
10-01-2014, 22:48
A to była właśnie zima stulecia, Warszawa. Zorganizowaliśmy Sylwestra dla przyjaciół, którzy też mieli maleńkie dzieci - nasza córka miała wówczas 8 miesięcy. Na wielkim tapczanie przygotowaliśmy oddzielone zrolowanymi kocami "zagródki" dla maluszków; frekwencja dopisała tylko Paweł, który musiał wracać do domu po zapasowe pieluchy dla syna podczas gdy Magda z małym pojechali wcześniejszym autobusem (nie mieli auta), a więc Paweł dotarł do nas z odmrożonymi, jak twierdził, uszami. Ale nikt mu za bardzo nie uwierzył. Śmieliśmy się, tańczyliśmy, wygłupialiśmy do szaleństwa aż wreszcie, po północy, usiedliśmy zmęczeni i, żeby nie przeszkadzać sąsiadom hałasem, włączyliśmy tv - leciał jakiś film, chyba western. Siedzieliśmy tak, oglądając aż tu zaczyna być nam chłodno, potem zimno, a na końcu - lodowato! Gdy się rozwidniło i przyszła pora "wymarszu", zdębieliśmy! Przed domem nie było widać naszego malucha, a gdy chłopcy go odkopali i uruchomili, trzeba było widzieć tę jazdę po bielusieńkiej Trasie Łazienkowskiej i ulicach Mokotowa w niebotycznych zaspach! W sumie dla większości gości nasz Sylwester trwał dwa dni, zanim udało się wszystkim szczęśliwie dotrzeć do domu, głównie przy pomocy rodziny. Dzieci były zachwycone a nas to połączyło wspomnieniem szampańskim, mroźnym, zabawnym i groźnym na 35 lat, licząc tylko do dziś!

PIACH
11-01-2014, 00:27
Mój najwspanialszy, bo najzabawniejszy Sylwester miał miejsce w czasach, w których antena satelitarna na wsi była wielką sensacją, a jej posiadanie było świadectwem zamożności (im większy talerz, tym lepiej). Tej nocy uczestniczyłem w imprezie, na którą zostali również zaproszeni moi sąsiedzi.W moim regionie tradycją jest wynoszenie w noc sylwestrową uliczek z posesji. Ja wymyśliłem inne psikusy. Kiedy zabawa rozkręciła się na dobre dyskretnie opuściłem z żoną towarzystwo i udaliśmy się do domu jednego z sąsiadów.Przy użyciu ułożonych niedaleko pustaków zamurowaliśmy (oczywiście bez użycia betonu) wjazd. Następnie udaliśmy do drugich sąsiadów i na dobrze oświetlonym dachu altany zamontowaliśmy, przygotowaną wcześniej z pokrywy od parownika, atrapę anteny satelitarnej. Musiała robić wielkie wrażenie, bo już za chwilę na naszą imprezę wpadła znajoma z gratulacjami. Oczywiście niczego nieświadomi sąsiedzi zignorowali ją, myśląc, że za dużo wypiła. Jednak, gdy odwiedziła nas kolejna znajoma przynosząc sensacyjną wiadomość, nasza sąsiadka nie wytrzymała i wybiegła na dwór. Usłyszeliśmy tylko okrzyk "Ale numer! Jest!' Antena tak się spodobała sąsiadom, ze stała sobie spokojnie na dachu aż do późnej jesieni następnego roku, wzbudzając zazdrość u innych mieszkańców miejscowości. Drugi sąsiad miał mniej zadowoloną minę, gdyż wczesnym rankiem planował wyjazd.Oczywiście wspólnymi siłami zburzyliśmy mur i w szampańskich nastrojach wróciliśmy do domu.

jovack
11-01-2014, 03:28
Poznań 2007. Grupka przyjaciół z Połańca (woj. Świętokrzyskie) postanawia odwiedzić przyjaciół w Poznaniu i wraz z nimi przywitać Nowy Rok. Impreza w mieszkaniu studenckim i wyprawa na starówkę, życzenia, całusy, plany…. no właśnie PLANY. Podczas żywej dyskusji na temat noworocznych przedsięwzięć wypaliłem: „A ja chciałbym zobaczyć znów polskie morze, tak dawno go nie widziałem chyba z 15 lat... Szkoda, że z Połańca jest tak daleko…” Ktoś ze znajomych odpowiedział z uśmiechem: „Ale z Poznania jest blisko!” Zapadła cisza… A po chwili: „Jedziemy nad morze !!!” „Ale czym? Przecież nie mamy kierowcy” „Jak to czym? Pociągiem!” „Pociągiem? Pierwszego stycznia ? O pierwszej w nocy?” „A dlaczego nie? Na piątą lub szóstą rano będziemy w Sopocie” „Ale chwileszkę, a so jeśli uśniemy w pociągu i obudzimy się w Norwegii? Hę?” zauważył celnie kolega. „Wiem! Zabierzemy ze sobą zeszyt i długopis i napiszemy listy! Każdy wrzuci swój list do swojej butelki, zakorkuje i „wyśle” z sopockiego molo” …Szalony pomysł, ale przyjaciół też mam szalonych Jak postanowili, tak uczynili… Sześciu chłopaków, sześć najtańszych „szampanów”, pusty pociąg i my :) To była niesamowita podróż, 1 stycznia spełniłem swoje marzenie (uwierzcie mi Bałtyk zimą jest bajeczny). Rok 2008 był dla mnie niezwykle udany. . .a kiedy wspominam to wydarzenie zawsze zastanawiam się z uśmiechem czy ktoś, gdzieś, kiedyś przeczytał lub przeczyta nasze listy…

batonzo
11-01-2014, 14:26
Mój najlepszy Sylwester.
Nie poszłam na żaden bal, nie wyjechałam w góry, odmówiłam wyjścia na tzw. domówkę. Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki, wypiłam szampana, wysłałam znajomym SMSy, że w tym roku świętuję z Taszkientem i Malediwami ( czyli o 20.00), a potem proszę mnie nie budzić. I poszłam spać. Rano wstałam wypoczęta i zadowolona z życia. świeciło słońce, na ulicach było pusto, a świat należał tylko do mnie. To był mój najlepszy, najspokojniejszy i najbardziej wypoczęty Sylwester.

ally233
11-01-2014, 16:22
Na ten dzień nie mieliśmy jeszcze planów. Żyłam jednak w przeświadczeniu, że w ten dzień spotka nas coś wyjątkowego. Decyzję o szalonym wyjeździe na koncerty w mieście oddalonym o 170km podjęliśmy na 6 godzin od północy. Zaopatrzeni w ciepłe majtki, grube szaliki, trochę grosza na paliwo i ciepłą herbatę w termosie wyruszyliśmy - młodzi, szaleni, tylko wiatru we włosach było brak - na otwarte szyby w aucie było trochę za zimno:-) Plan był zatem idealny i genialny w swej prostocie. Ale los spłatał nam figla. Sylwestra spędziliśmy mniej więcej w połowie drogi, na stacji benzynowej w oczekiwaniu na wściekłego ojca, z zepsutym samochodem obok, popijając herbatę, która zdążyła już dawno wystygnąć. Gdy pierwsza złość już nam przyszła i pogodziliśmy się po spontanicznej jak cały wyjazd kłótni, w objęciach (bo tak cieplej) złożyliśmy sobie życzenia. A te bardzo szybko się spełniły - gorzej już przecież być nie mogło! Czy to był mój najlepszy Sylwester? Chyba nie:-) Ale czy niezapomniany? Z całą pewnością. Dziś, po wielu latach twierdzi tak nawet mój tato:-)

_Saszka_
11-01-2014, 16:47
Sylwester, najważniejsza noc w roku.
Witamy Nowy Rok z nadzieją na lepsze jutro.
Mój najbardziej pamiętny Sylwester spędziłam w szpitalu :)
Męczyłam się od 13 z moją córą, której nie spieszyło się na świat, mimo że była po terminie. Lekarze dawali jej czas do północy.
O 23 przyspieszyła tempo, ale wciąż było mało czasu. Kiedy o 24 wystrzeliły petardy, mała dała radę, przyszła na świat o 1 w nocy 1 stycznia.
W życiu spędzałam przyjemniejsze noce sylwestrowe, w Paryżu na Polach Elizejskich, z narzeczonym w pierwszej wspólnej małej kawalerce... ale żadna z nich nie utkwiła mi w pamięci tak bardzo, jak ta z narodzinami mojej córci.

Teri
11-01-2014, 21:19
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w górach w leśniczówce 37 lat temu
Pamiętam , że
Byliśmy sami
Objął mnie czule
Przycisnął do piersi
Wnet oddech nasz stawał się coraz głębszy
Serce zaczęło nam bić nie spokojnie,
Dreszcz objął nasze ciała pływając swobodnie
W oczach znienacka żar się pojawił,
Uczucie rozkoszy natychmiast rozpalił
I tak oboje pływaliśmy w objęciach
On był zdumiony
Ja wniebowzięta....
Wnet zaczął me usta namiętnie całować
Pieścić rozkosznie, po szyi wędrować
Ziemia zadrżała... tuż, tuż pod nami
Podobno w górach spadł śnieg z lawinami
A on mnie mocno wciąż obejmował i ciało...
Aż... jak delikatnie calutkie całował
Szepnął mi do ucha:
Wyjdź za mnie kochana
i po chwili przede mną padł na kolana
a ja rozanielona ochoczo się zgodziłam
i do dziś 37 lat z nim wspólnie spędziłam

okulary
11-01-2014, 23:26
Sylwester który uważam za najciekawszy, spędziłam na zabawie w hucie miedzi na pięknej sali .To było parę lat temu, wybraliśmy się z mężem i paczką naszych znajomych,ponieważ chodziliśmy razem bo tak było nam miło i przyjemnie i panował wspaniały nastrój. Był wspaniały zespół pięknie grał stare i nowe melodie,więc nogi rwały się do tańca.
Jedzenia wyśmienitego było pod dostatkiem .Między czasie
wydarzyła się śmieszna historia ,szła pani z toalety przechodziła koło naszego stolika trochę nierówno się trzymała na nogach i wpadła na nasz stolik,wódka była nalana w kieliszkach rozlała się do talerzy,wszystko pływało .Pani obsługująca musiała wszystko na stoliku na nowo zmieniać.Myśmy w tym czasie tańczyli ale jedna osoba od nas to spostrzegła Przed północą kolega męża otwierał szampana" tak akuratnie"że aż prysnął jak fontanna na głowę mojego męża.Głowa się skąpała wydawało mu się że wyszedł od fryzjera z ekstra modną fryzurą.Utkwił nam tak ten sylwester ,że wspominamy go do dzisiaj jako nietypowy,lecz
ciekawie-zabawny.

zielarka
12-01-2014, 04:09
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w pociągu - czyli w naszym kochanym PKP!
Pamiętam zimę 1978 roku była ona wyjątkowo ciepła, ale 31 grudnia temperatura nagle spadła do minus 20 stopni Celsjusza i zaczął sypać niespodziewany, gęsty śnieg!:icon_eek:
Silna zawierucha - więc na ulicach szybko zrobiły się wielometrowe zaspy.
Miałam zaproszenie na zabawę sylwestrową do mojej przyjaciółki z Krakowa, bardzo się cieszyłam!
Impreza stanęła jednak pod znakiem zapytania! Co robić?
Ale co mi tam!!! Jadę ;)
Postanowiłam dotrzeć koleją i stało się, utknęliśmy gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody, w totalnych zaspach, nieustannie przysypywani śnieżykiem białym:redface:
Najpierw ludzie wkurzeni, zniecierpliwieni, bo przecież każdy miał jakieś plany Sylwestrowe, ale kiedy wiadomo było, że nowy rok powitamy właśnie w PKP, dało się wyczuć pogodzenie z losem.;)
Ludzie stopniowo zaczynali wyciągać wałówkę i coś mocniejszego, co w tamtych czasach wiadomo było, że każdy wybierający się w dalszą podróż posiada. Z każdą chwilą zaczęło się robić weselej:D Ktoś zaczął grać na gitarze, z innego przedziału dochodziły melodyczne dźwięki organek.
Potem już było tylko bardzo sympatycznie, wesoło i solidarnie!!! Wszyscy dla siebie nadzwyczaj mili, serdeczni i pomocni, jednym słowem - szczęśliwa. wielka rodzina pasażerska. O północy wystrzeliły radzieckie szampany, a pyszny toast wypiłam z emaliowanego garnuszka:tongue: Życzeniom nie było końca:D
Staliśmy nie wiem ile godzin, nikt właściwie czasu nie liczył.
Wszyscy poddali się chwili. Na miejsce dotarliśmy gdzieś nad ranem.
Był to jeden z moich najlepszych Sylwestrów, a na pewno najbardziej oryginalny i niezapomniany:D :D :D

ela444444
12-01-2014, 11:28
Najpiękniejszy Sylwester spędziłam w tropiku,
na bezludnej wyspie Atlantyku.
W nieodkrytym pięknie natury,
gdzie króluje ocean oraz góry.
Na gorącej plaży piaszczystej,
przy widoku wody krystalicznej.
Gdzie ocean ma barwę szafiru,
i czuć tylko powiew zefiru.
A wokoło same palmy i bambusy,
Moja wysepka ma tylko plusy.
W głębi wodospady i potoki,
oraz zapierające dech widoki.
W towarzystwie mego ukochanego,
Ten Sylwester był niezapomniany
bo nie brakowało mi niczego.

LucyLucy
12-01-2014, 12:42
Rok 2012, początek wieczoru spędziłam w filharmonii z kolegą. Było pięknie, kocham muzykę, zaproponowałam to wyjście i oboje bawiliśmy się wspaniale. Koncert skończył się o 22. Po powrocie do jego domu, jak by ręką odjął nastrój sylwestrowy, a że był to standard tej znajomości, nie wytrzymałam i o 23.50 postanowiłam, że moje noworoczne postanowienie będzie brzmiało – bądź szczęśliwa! Ubrałam kurtkę, życzyłam wszystkiego dobrego i wyszłam, dosłownie zamykając za sobą drzwi. Nie martwcie się o kolegę, przed wyjściem spokojnie i z pełnym zrozumieniem popatrzyliśmy sobie w oczy, oboje czuliśmy, że dalsze bycie jest na siłę. Szłam w fajerwerkach noworocznych, serdecznie składając przechodniom życzenia noworoczne. To nie jest smutna historia :) ale opowieść o odwadze, która i mi i mojemu koledze dała wolność. Następny Rok był udany dla mnie i dla niego :) Oboje jesteśmy w nowych, udanych związkach. Mam 59 lat, ale nigdy nie jest za późno na szczęście!

gondela
12-01-2014, 15:17
Lat temu dziesięć, piętnaście…

Nie, to było w czasach, gdy sklepy świeciły pustkami, a mieszkanie dawali razem z pracą. To było dawno temu, choć serce nieposłuszne chciałoby, by ten moment trwał niby nigdy niekończąca się historia.
Uśmiecham się do siebie, a może Ciebie, Staruszku? :) Do tego mrozu, który skrzypiał pod stopami, do odrapanej Sali w odcieniu dojrzałej moreli, wreszcie do poczciwego radia tranzystorowego.
Tamten autobus zwany potocznie ogórkiem i kierowca z sumiastym wąsem. W momencie, gdy silnik zaczął potwornie rzęzić, w końcu prychnął i zamilkł… To ten wąsacz oznajmił, że czas wysiadać.
Ale jak? Ale gdzie? Przecież wszyscy kierowali się ku krakowskiej „metropolii” na zabawę końcoworoczną w towarzystwie Smoka Wawelskiego.
Zamiast tego, na szybko zorganizowana sala gimnastyczna, zamiast rozgwieżdżonego nieba odrapany sufit, w miejsce tłumu ludzi garstka nieszczęśników.
Czy mi się wydaje, czy to wtedy pierwszy raz otarłeś moją łzę? Chłopak w kraciastej koszulce, z długimi włosami, choć dzieckiem kwiatem nie byłeś.
-Nie smutaj, tu też może być fajnie! – powiedziałeś z szelmowskim uśmiechem!
Z szarego papieru wygrzebałeś swojską kiełbasę, nie pamiętam już, skąd się wzięła namiastka samogonu, co by toast wznieść za uśmiechnięte jutro.
Ludzie dzielili się tym wszystkim, co mieli. Było potwornie zimno, ale zarazem jakże mocno te momenty rozgrzewała tamta atmosfera serdeczności.
Poprowadziłeś mnie w wir tańca, a ja jeszcze nie wiedziałam, że w tym uścisku pozostaniemy na długie lata…
Czego Ty mi wówczas życzyłeś??? Chyba niepsujących się… ogórków! :)
Autobus ruszył, i owszem, następnego dzionka. Wtedy już trzymałeś moją dłoń w swojej, wtedy już miałeś w kieszeni mój adres.
To była nasza podróż na spotkanie z przeznaczeniem, a Ty do dziś żartujesz, parafrazując: Przybyłem, zobaczyłem… pokochałem!

Lat temu dziesięć, piętnaście…

AgaWojtk
12-01-2014, 16:11
Od wielu lat jakkolwiek, to Sylwestra spędzam z moją połówką i parą przyjaciół! Praktycznie za każdym razem organizowaliśmy go sobie tak, by różnił się od poprzednich! Ten w zeszłym roku też był zupełnie inny, ale dla tego, że Kasia była w 9 miesiącu ciąży, więc nie było mowy o jakimś wielkim ucztowaniu! Postanowiliśmy zorganizować sobie małą domówkę i posiedzieć razem! Na dwa dni przed Sylwestrem okazało się jednak, że nasi panowie oboje muszą iść na służbę, więc plan się zmienił o tyle, że zrobiłyśmy sobie totalnie babski wieczór! Przygotowałam różne smakołyki, Kasia zadbała o repertuar filmowy i w ciepłych piżamkach obłożone jedzonkiem zaległyśmy sobie w łóżku, by obejrzeć zaległości na dvd! Koło północy Kasia krzyknęła, że to już, bo odeszły jej wody i ma skurcze!!! Obleciał mnie dreszcz i zalały poty ze zdenerwowania! Wiedząc, że jej Marcin nie dojedzie na czas stwierdziłam, że wezwę karetkę! Niestety dyspozytorka powiedziała nam, że wszystkie karetki są w terenie i nie wie za ile jakaś będzie mogła przyjechać! Kazałam Kasi usiąść wygodnie, powoli oddychać i liczyć odstępy między skurczami! Po chwili zaczęła dyszeć i wołać, żebym jej pomogła, bo dłużej nie da rady czekać! Szczerze mówiąc nie wiele pamiętam z przebiegu porodu! Cokolwiek zaczęło do mnie docierać dopiero jak pojawiło się pogotowie, a lekarz pogratulował mi dobrej roboty;-)! Kiedy przyjaciółka z dzidziusiem pojechali do szpitala, ja siadłam na fotel i poczułam, jak schodzi ze mnie cały stres, a wychodzi zmęczenie, tak ogromne, jakbym co najmniej była po solidnym godzinnym joggingu!:-) Tego Sylwestra na pewno jeszcze długo będę wspominać ze wzruszeniem, a tych niesamowitych emocji z tamtego dnia nigdy nie zapomnę!

agata17ko
12-01-2014, 16:33
W 2013 roku idealny Sylwester spędziłam,
i długo jeszcze długo będę się nim szczyciła!
Pierwszy raz bowiem pojechałam za granicę
i na samo wspomnienie czerwienią mi się lice!

Czerwienią się na wspomnienie tych wszystkich wspaniałości
od tego sympatycznego przywitania winem gości,
Od tego zwiedzaniu budynków dech zapierających
i od pocałunków mego ukochanego gorących!

Spontaniczny to był wypad na ostatnią chwilę
może dlatego właśnie wspominam go mile
Last minute niska cena budżetu nie nadszarpnęła
A niezwykłą przygodę w Wiedeńskim mieście zaczęła!

Ratusz, zamek Schönbrunn i piękne kamienice
czyste i uporządkowane ulice,
Walc Mozarta zagrał o północy
A ja z zachwytu ciągle otwierałam oczy!

Pyszna mélange cafe w restauracji
z nutką rumu tak dla kuracji
Spacery, smaki i widoki
Niesamowite sylwestrowe wspomnienia - wiedeńskie uroki!

rozapysza
12-01-2014, 22:37
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłam w 1998 roku, kiedy to mój chłopak wraz ze znajomymi ze studiów zorganizował wyjazd do Zakopanego. Tam, po roku znajomości, ku zdziwieniu wszystkich biesiadników, o godz 00 w noc sylwestrową uklęknął na kolano i poprosił mnie o rękę wręczając przepiękny pierścionek. Wszyscy zamiast składać sobie życzenia patrzyli na nas z wielkimi oczami, czekając na moja odpowiedź. Nie wspomnę o moich oczach , które nie były wielkie , tylko zlały się łzami ze wzruszenia i nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa, przytaknęłam tylko głowa i rzuciłam mu się w ramiona, przewracając się z nim na podłogę. Moje łzy szczęścia teraz zamieniły się w łzy bólu, bo upadłam na kolano i strasznie bolało.Wszyscy zaczęli się oczywiście śmiać , bo raczej wyglądało to komicznie. Od tego pamiętnego Sylwestra minęło 15 lat, a od ślubu 14. Kolano oczywiście przestało do ślubu boleć w myśl powiedzenia " do wesela się zagoi".

AgaWojtk
12-01-2014, 23:21
Od wielu lat jakkolwiek, to Sylwestra spędzam z moją połówką i parą przyjaciół! Praktycznie za każdym razem organizowaliśmy go sobie tak, by różnił się od poprzednich! Ten w zeszłym roku też był zupełnie inny, ale dla tego, że Kasia była w 9 miesiącu ciąży, więc nie było mowy o jakimś wielkim ucztowaniu! Postanowiliśmy zorganizować sobie małą domówkę i posiedzieć razem! Na dwa dni przed Sylwestrem okazało się jednak, że nasi panowie oboje muszą iść na służbę, więc plan się zmienił o tyle, że zrobiłyśmy sobie totalnie babski wieczór! Przygotowałam różne smakołyki, Kasia zadbała o repertuar filmowy i w ciepłych piżamkach obłożone jedzonkiem zaległyśmy sobie w łóżku, by obejrzeć zaległości na dvd! Koło północy Kasia krzyknęła, że to już, bo odeszły jej wody i ma skurcze!!! Obleciał mnie dreszcz i zalały poty ze zdenerwowania! Wiedząc, że jej Marcin nie dojedzie na czas stwierdziłam, że wezwę karetkę! Niestety dyspozytorka powiedziała nam, że wszystkie karetki są w terenie i nie wie za ile jakaś będzie mogła przyjechać! Kazałam Kasi usiąść wygodnie, powoli oddychać i liczyć odstępy między skurczami! Po chwili zaczęła dyszeć i wołać, żebym jej pomogła, bo dłużej nie da rady czekać! Szczerze mówiąc nie wiele pamiętam z przebiegu porodu! Cokolwiek zaczęło do mnie docierać dopiero jak pojawiło się pogotowie, a lekarz pogratulował mi dobrej roboty;-)! Kiedy przyjaciółka z dzidziusiem pojechali do szpitala, ja siadłam na fotel i poczułam, jak schodzi ze mnie cały stres, a wychodzi zmęczenie, tak ogromne, jakbym co najmniej była po solidnym godzinnym joggingu!:-) Tego Sylwestra na pewno jeszcze długo będę wspominać ze wzruszeniem, a tych niesamowitych emocji z tamtego dnia nigdy nie zapomnę!

Nulek
12-01-2014, 23:31
Reminiscencja sylwestrowa 2013/2014

Jeśli ktoś mnie zapyta, jak w tym roku spędziłam sylwestra, odpowiem, zadzierając wysoko mój, i tak nieco zadarty, nos, że byłam w teatrze. Brzmi nieźle, tak nobliwie, prawda? Nie minę się przy tym z prawdą, bo naprawdę przesiedziałam dziś w moim ulubionym przybytku sztuki sporo czasu - rano w biurze, wieczorem zaś - na spektaklu, w którym technicznie biorę udział, czyli na "Misterze Barańczaku"...

Teraz zaś siedzę sobie wygodnie na mojej ulubionej kremowej kanapie i popijam wino, prósząc na wszystko dookoła złocistymi drobinkami brokatu (nikt nie umknął dziś naszym garderobianym, uzbrojonym w lakier z tym jakże sylwestrowym dodatkiem...). Tuż obok leżą sobie "Upiory" Jo Nesbø, podczytywane partiami od samego rana. Za oknem coraz liczniejsze wybuchy petard i fajerwerków zwiastują, że już za chwilę kalendarz na ścianie nad łóżkiem straci ważność, a ja przez najbliższe tygodnie będę musiała uważać przy wpisywaniu dat rocznych, by się przypadkiem nie pomylić.

Otulona ciepłem i muzyką, w samotności żegnam mój pierwszy rok w Poznaniu.
Dobry, choć niezmiernie trudny rok.

Długo zastanawiałam się, co ze sobą zrobić w ten wieczór. Pojawiło się kilka zaproszeń na imprezy i spotkania, co mnie dość pozytywnie zaskoczyło, bo nie przypuszczałam, że ktokolwiek będzie chciał witać nowy rok w moim towarzystwie. Jednak od jakiegoś czasu narastała we mnie potrzeba spędzenia tego czasu... inaczej. Samotnie. I w spokoju (względnym bo przecież huk petard daje się we znaki wszystkim mieszkańcom tej planety...). W ulubionej pidżamie w serduszka, w kapciach, bez makijażu, wymyślnej fryzury (no, poza tym nieszczęsnym brokatem) i strumieni alkoholu.

Nie tylko dlatego, że po śmierci babci w sierpniu nie czuję się wciąż jeszcze na siłach, by balować beztrosko na imprezach. Nie tylko dlatego, że wciąż jeszcze nie umiem włożyć na siebie kolorowych ciuchów bez poczucia nieodpowiedniości tego stroju. Nieodpowiedniości - nie dla innych. Dla mnie.

Nie.

Chciałam spędzić ten wieczór samotnie, by wreszcie zrobić coś dla siebie, nie dla innych.

Udało się. Pierwszy raz jestem naprawdę sama w sylwestra. Bez rodziców, bez znajomych czy chłopaka. Sama ze sobą. Sama dla siebie. To całkiem dobre towarzystwo. :-)

Jutro pokuszę się pewnie o podsumowanie innych pierwszych razów - było ich trochę w 2013 roku. Na razie jednak chcę nacieszyć się samotnością, spokojem i lekturą... Zapracowałam sobie na to solidnie.

...

I już. Stało się. Kanonada na niebie oznajmiła wszystkim dookoła, że nadszedł czas nowych obietnic, postanowień, marzeń i złudzeń. Witajcie w 2014 roku. :-) Niech Wam w nim będzie dobrze, pięknie i owocnie - pod każdym względem! Cokolwiek to dla Was znaczy!

jwts
13-01-2014, 00:00
Sylwester, który uważam za najlepszy spędziłem z wybranką mojego serca. A konkretnie zaprosiłem ją na bal. Jednak nie spodziewałem się, że to dopiero początek moich problemów. Bal balem, ale ubrać się w co nie miałem. Na szczęście z pomocą koledzy przyszli. Jeden pożyczył mi swój ślubny garnitur i buty. Inny załatwił malucha. Chłopaki poduczyli mnie swoich (nie)sprawdzonych technik uwodzenia i tak przygotowany ruszyłem na podbój serca Ukochanej. Na balu tańczyliśmy bez przerwy. Muzyka grała jakby dla nas, a my jedynie kołysaliśmy się na wietrze niczym dmuchawce wiosną. Krótko przed 24 porwałem Ukochaną do miejsca z którego było widać całe miasto. Z tego wzniesienia oglądaliśmy sztuczne ognie. Wyglądały tak pięknie, że nie mogliśmy się napatrzeć, a moja Ukochana tak zmarzła, że nie pozostało mi nic innego niż objąć ją swoimi gorącymi ramionami. Musiały być wyjątkowo gorące, bo do dziś dopełnia ich wyjątkowość.
Zanim to napisałem opowiedziałem żonie jak pamiętam tamtą noc. Powiedziała, że zapomniałem dodać, że garnitur był na mnie za duży, ja nie potrafiłem tańczyć, a maluch po Sylwestrze nie odpalił. Mimo to zakochała się we mnie na zabój.

Saloema
13-01-2014, 00:53
Obudziłam się w ciemnym, trochę ciasnym - bo nosem zahaczałam o sufit, ale bardzo wygodnym wnętrzu. Jak ja się tutaj znalazłam? Gdzie jestem? Na zewnątrz ewidentnie hulał wiatr i to w sposób, którego nigdy dotąd nie słyszałam. Postanowiłam przyjrzeć się tej niecodziennej aurze pogodowej i otworzyłam wieko mego dziwnego łoża... Mym oczom ukazała się bieluśka jak okiem sięgnąć kraina. Przerzuciłam nogi na zewnątrz i zamknęłam swoje kompaktowe posłanie, które jak się okazało było moją starą walizką! Hm.. jak to się stało... - pomyślałam w pierwszej chwili, ale zaraz potem przypomniało mi się, że wykonałam przecież mój coroczny rytuał... Zawsze pod koniec roku wkładałam do pustej walizki karteczkę, na której widniało jedno największe marzenie... Tym razem na karteczce napisałam "Chcę spędzić Sylwestra w Laponii, ze Świętym Mikołajem". Wiedziałam, że to niezwykła walizka, już na pierwszy rzut oka wyróżniała się wśród pozostałych, ale nigdy, przenigdy nie sądziłam, że drzemią w niej takie moce!!! :))) Z nieba padały płatki śniegu tak wielkie, że zajmowały całą dłoń, a wiatr szeptał: Kieruj się na północ... Zrobiłam kilka kroków, ale buty grzęzły mi w białym puchu.... Wzięłam więc szybki rozpęd, metodą na Małysza wskoczyłam na grzbiet leżącej walizki i pobiłam swój rekord w saneczkowej jeździe na brzuchu.... Wydawało mi się, że walizą kierują jakieś dziwne moce, bo skręcała bez mojej pomocy, zgrabnie omijała przeszkody, kierując się w stronę małej chatki, z której wydobywała się stróżka dymu. Tuż przed jej drzwiami zrobiła mały drift i spokojnie zaparkowała koło...stojących przed chatką... reniferów! Nieco oszołomiona śnieżną jazdą wstałam z walizki, otrzepałam się, a w międzyczasie drzwi otworzył.... Święty Mikołaj! We własnej osobie! Był taki, jak go sobie wyobrażałam - ogromny brzusio, szeroki pas, zacny, biało - czerwony kubraczek, czapa z bąbelkiem no i dłuuuga broda! Ho, ho ho! - rzekł w iście mikołajowy sposób.... Cieszę się Jadziu, że w końcu dotarłaś! Zdążyłem zaparzyć już herbatkę... chodź, zapraszam w me skromne progi... Nieśmiało weszłam do środka. W pokoju panowała sielska atmosfera, mnóstwo prezentów uginało się pod swym ciężarem, piękne lampeczki iskrzyły tysiącem kolorów, a w kominku pląsał ogień. Z kuchni wyszła uśmiechnięta od ucha do ucha Pani Mikołajowa przynosząc mi talerz gorącej zupy. Wieczór upłynął na długich rozmowach o życzeniach dzieci z całego świata, o tym jak pewien pies prawie pokrzyżował prezentową misję Świętego Mikołaja i o tym.... dlaczego się właściwie tutaj znalazłam. "Wiesz Jadziu, marzenia się spełniają, a Ty przecież chciałaś spędzić ze mną Sylwestra z tego, co pamiętam?" O rany! - pomyślałam. To dzisiaj Sylwester? No tak! Przecież wrzuciłam do walizki karteczkę.... O północy obejrzeliśmy najbardziej kolorowy na świecie pokaz fajerwerków, a potem to już tylko tańce do białego rana... Było... zacnie! :) Cóż, teraz już wiem na pewno: w przyszłego Sylwestra też lecę do Laponii - poimprezować ze Świętym ;)!