PDA

View Full Version : co robić by mniej cierpieć, po stracie bliskiej osoby


martunia
11-11-2007, 22:16
czy jeśli cierpię, to jestem egoistką i myślę tylko o sobie, nie daję mu "odejść"

bogda
11-11-2007, 22:27
Martuniu....nie jesteś egoistką, cierpienie jest w taki stan wpisane, trudno żeby się cieszyć, z czasem będzie mniejsze, ale zawsze będzie wracało....
Ale podobno wielka rozpacz przeszkadza w odejściu utraconej osobie, nie wiem tego na pewno, ale tak słyszałam....jednak racjonalnego wytłumaczenia nie mam.... Musisz przyzwyczaić się do tej sytuacji, znależć jakieś absorbujące umysł zajęcia i spotykać się z ludżmi i mówić o tym, to bardzo pomaga...
Pozdrawiam :)

martunia
11-11-2007, 22:40
bogda, dziękuję za reakcję, rejestracja tu "u was", to był mój pomysł na przetrwanie
cały dzieńjakoś funkcjonuję, ale wieczory są koszmarne

bogda
11-11-2007, 22:45
Wiem coś o tym.... bywaj tutaj jak najczęściej, dziewczyny w klubie latają prawie całą noc, jak się umęczysz to prędzej zaśniesz....i głowa do góry a będzie lepiej....Pozdrawiam :)

bogda
11-11-2007, 22:47
Dzisiaj jest wyjątkowo spokojnie, bo naszą koleżankę Kundzie spotkało wielkie nieszczęście....i wszyscy to bardzo przeżywamy...:)

Basia.
11-11-2007, 22:49
wiem co czujesz, ale uwierz mi czas naprawdę leczy rany. Jeżeli możesz staraj się przebywać między ludźmi i oczywiście bywaj z nami na forum. Pozdrawiam cieplutko.:)

Gabi K.
11-11-2007, 22:56
czy jeśli cierpię, to jestem egoistką i myślę tylko o sobie, nie daję mu "odejść"
Martuniu -w wyszukiwarce wpisz "kiedy odchodzą" ,jest tam 69 postów,myślę,że wskażą Ci drogę jak pomału wychodzić ze smutku.Jeśli będziesz miała problem ze znalezieniem, to wejdź na mój profil i kliknij "znajdź wszystkie wątki rozpoczęte przez..."Ja też to przerabiałam i uwierz, że wsparcie tylu osób bardzo mi pomogło.Podobnie jak ty , Renald, zwrócił się do nas o pomoc,mam nadzieję, że pomału też wychodzi z traumy.

martunia
11-11-2007, 22:56
dzięki, dziewczyny jest mi jakby lżej,nie jestem już sama, a tak nawiasem mówiąc, zawsze byłam towarzyskim "zwierzęciem" , a ostatnio stronię od ludzi, nie mogę rozmawiać o tym co się stało, a ciekawe pisać mogę

martunia
11-11-2007, 22:58
dziękuję gabi

martunia
11-11-2007, 23:39
Gabi
niemogę tego znaleźć, jestem początkująca

martunia
11-11-2007, 23:40
ale "byk" jestem niepoczytalna

Anielka
11-11-2007, 23:47
No juz Ci wyciagnęlam poszukiwany wątek.Pozdrawiam.

tar-ninka
11-11-2007, 23:48
http://www.klub.senior.pl/milosc-zwiazki-samotnosc/t-kiedy-odchodza-page7-823.html#post61107
masz Martusiu ten watek . poczytaj moze ci pomoże . Ale pamietaj jezeli ci smutno , ciezko pisz napewno ci ulży . Pozdrawiam

martunia
11-11-2007, 23:48
witaj honorka 1949
chcesz mnie poznać? mam 51 lat, 7 października odszedł mój mąż, po 30 latach szczęśliwego ,myślę małżeństwa, odwiozłam go do szpitala 5 września czyli dnia kiedy mieliśmy wyjechać na urlop do chorwacji,który on sam zaplanował dla mnie, pojechał do tego szpitala o własnych siłach,prowadził samochód ja nie mam prawa jazdy

Ewita
12-11-2007, 06:37
Niecałe trzy lata temu przeżyłam śmierć mojego męża... Wiem, co czujesz. Jeśli chcesz pogadać, a nawet spotkać się (mieszkam w Łodzi) - jestem do dyspozycji... Ja wiem, jak trudno jest żyć, jak ciężko się pozbierać w takiej sytuacji, znaleźć siły na kolejny dzień. Zresztą - nie tylko my na tym forum znamy te uczucia, naprawdę!

baburka
12-11-2007, 08:43
mówić o tym, to bardzo pomaga...

O bolesnych sprawach należy rozmawiać z umiarem. Wygadać się i starać się oszczędzić sobie wspominków. Słowa i myśli biegną w parze, ciągną za sobą uczucia. Nie twierdzę, że na siłę trzeba unikać bolesnych tematów, ale ich podgrzewanie niczemu nie służy, jeśli już stanowią zamkniętą przeszłość, co innego gdy rzecz wymaga decyzji, wtedy wracać po wielokroć jest sensownym zachowaniem, choć i to można by kwestionować. Wiele spraw najlepiej załatwić z marszu.
Nie rozdrapywać ran, jak mówi przysłowie. Łatwo się pomylić, co już blizną niewrażliwą na dotyk, a co wciąż potrafi zaboleć.

Ewita
12-11-2007, 08:50
Ludzie różnie reagują w momencie nieszczęścia. Są tacy, którzy "jak stary pies przeczekują to w kącie", ale są i tacy, którzy muszą być wtedy z innymi i mówić, roztrząsać, przeżywać na nowo. Ja przyznaję, że przez kilka miesięcy nie mogłam, nie umiałam z nikim rozmawiać. Szukałam jakiegoś sensu trwania przez kolejne dni, wyznaczałam sobie zadania - takie małe, zwyczajne, codzienne, żeby ten sens odnaleźć. Kiedy zaczęłam móc mówić, zrobiło mi się dużo lżej...

emka46
12-11-2007, 08:55
32 lata temu zginął na morzu mój pierwszy mąż.Fala zmyła go z jachtu.Małżeństwo trwało 9 lat.
Zostałam z dwójka małych dzieci.Jedno w 2 klasie,drugie w żłobku.Było ciężko,ale życie ma swoje prawa.Dobrze,że miałam pracę i dużo obowiązków.Po czasie doszłam do siebie.Prawda,że czas leczy rany,ale to leczenie szybciej przebiega w młodszym wieku.

Znajdziesz tutaj wielu przyjaciół,nie będziesz samotna,zawsze ktoś Cię wysłucha, pocieszy.Ewita i Szekla też mieszkają w Łodzi,może dojść do spotkania w realu,poznasz ciekawe osoby.

Nie piszesz czy masz rodzinę,dobrych przyjaciół.

Pozdrawiam serdecznie

szekla
12-11-2007, 08:59
Ważne jest zeby to martunia znalazła sposób na ulżenie swojemu bólowi,a do tego świadomość ,że ma komu się wygadać czy "wypisać", i nie jest sama jest równie ważna..
Dla wielu to forum jest lekiem lub terapią...

martunia
12-11-2007, 20:13
Ewitko
bardzo chętnie się z tobą spotkam, jeśli tylko znajdziesz dla mnie czas
dzięki Wam wczorajszy wieczór był trochę lepszy

tar-ninka
12-11-2007, 20:26
Martuniu z nami takich wieczorow bedziesz miec coraz więcej . Trzymaj się bedzie lepiej .

Alicja60
12-11-2007, 20:34
Martuniu!
I ja sie troszkę do Ciebie przytulę i powiem, ze wiem co czujesz, mój mąż ukochany odszedł 10 lat temu , jeszcze dziś jak o nim mówię mam łzy w oczach. Ja czas też pierwszej żałoby utopiłam w pracy pracując na dwa etaty.Po 2 latach zmęczona okropnie bez urlopu, wyjechałam na urlop do Rzymu i tam , podczas modlitwy i zwiedzania Watykanu jakoś zrozumiałam, że nie mogę mieć do nikogo pretensji, że tak musi być i to był koniec mojej żałoby.Wiesz o najbliższych kochanych nigdy się nie zapomina,dlatego tulę Cię mocno i bądz dzielna.Pozdrawiam Cię serecznie i przesyłam Ci tysiące całusków.

Ewita
12-11-2007, 20:37
Ewitko
bardzo chętnie się z tobą spotkam, jeśli tylko znajdziesz dla mnie czas
dzięki Wam wczorajszy wieczór był trochę lepszy
Hej! Czasu ci u mnie dostatek! :D Odezwij się na priv, jeśli będziesz chciała się spotkać. W jakiej dzielnicy mieszkasz?

wuere'le
12-11-2007, 20:57
Temat tego postu mówi o stracie bliskiej osoby.
Bogu dzięki, nikogo bliskiego nie straciłem ostatnio i niech tak zostanie.
Muszę się jednak podzielić z Wami najnowszym i , nie wiem jak to nazwać, refleksjami, Bóg mi świadkiem, nie wiem.
Dziś po południu rozmawiałem przez SKYPA z Basią na temat Kundzi, którą spotkało ogromne nieszczęście, oraz na temat mozliwości udzielenia jej pomocy jakiej kolwiek. Wyobraźcie sobie, że po rozłączeniu się w SKYPIE, dostałem meila od znajomych, że 21-letnia córka kolegi, z którym wymienialiśmy się codziennie śmiesznymi prezentacjami, z którym prawie codziennie spotykaliśmy się w pracy, nagle zmarła. Chorowała na białaczkę, ale niby choroba zaczęła sę cofać, aż tu nagle dziewczyna zmarła.
Jedynaczka!.
Niezbadane są wyroki boskie!..

Nie wiem, nie potrafię temu koledze powiedzieć nic sensownego. Cokolwiek bym powiedział, było by bez sensu.

Jestem też ojcem jedynaczki i nich Dobry Bóg ma ją w Swej opiece, bo nie wiem, co bym począł.

!!!!!!!!!!!!!!
.................................................. ......................................

martunia
12-11-2007, 20:59
witaj
mieszkam w śródmieściu

martunia
12-11-2007, 21:04
witaj Alicjo
problem polega na tym,że pracę zawalam, nie mogę się na niczym skupić, nie pamiętam czy zapłaciłam ZUS, nie pamiętam czy wystawiłam fakturę, niepamiętam,niepamiętam,niepamiętam..........

walkiria57
12-11-2007, 21:50
To dobrze, ze rozpaczasz. Ból trzeba przeżyć do końca. Jesteśmy odpowiedzialni jedynie za nasze czyny i myśli. Żaden z systemów etycznych i żadna z religii nie obarcza człowieka odpowiedzialnością za uczucia. Nie jest egoizmem rozpacz po stracie.

Jest taka książka "Wizualizacje", niestety, nie pamietam autora, jakiś anglojęzyczny. Inne tytuły, które teraz przychodzą mi do głowy, to: "Jak przeżyć stratę ukochanej osoby" i "Pożegnanie miłości".

Spróbuję pogrzebac i znaleźć autorów; niestety, żadna z wymienionych pozycji nie jest moja własnością.

Ja również przezyłam koszmar powrotu do życia po odejściu kogoś, bez kogo, myślałam, że nie mam prawa dalej żyć. Każdy uśmiech, na jaki sobie pozwalałam natychmiast uznawałam za zdradę. Miałam poczucie winy, że oddycham. Przeglądałam domową apteczkę, bawiłam się nożem...

W końcu przyjaciele załatwili mi terapię. Tam się dowiedziałam, że to, co przeżywam jest zupełnie normalne i że muszę się poddać swoim uczuciom, jeśli nie chcę ich zepchnąć w podświadomość, co mogłoby różnie się skończyć. Wówczas dostałam do przeczytania książki, o których wspomniałam.

Płacz, wal głową w ścianę, bo tak naprawdę dominujacym uczuciem jest bezsilność.

Teraz w to nie uwierzysz, ale masz moje słowo honoru, że to minie.

Nie uciekaj od zapachu wody kolońskiej, której ON używał. A kiedy będziesz już na to gotowa, spakuj troskliwie Jego rzeczy i daj je komuś. Mnóstwo jest ludzi na tym biednym świecie, którzy je przyjmą z wdziecznością.

Czeka Cię jeszcze piekło Świąt. Niczego Ci nie mogę doradzić, powiem, co ja zrobiłam. Z pobliskiego Pogotowia Opiekuńczego zaprosiłam dzieciaka do siebie. I uwierz mi, przez całe Święta widziałam tylko jego szeroko otwarte z zachwytu i niedowierzania oczy.

martunia
12-11-2007, 22:03
witaj
dziękuję Ci , za ciepłe słowa ale ja jestem chyba jeszcze na początku tej drogi, najczęściej "łapię" się na tym ,że myślę,że to mi się śni, obudzę się i będzie po staremu, niezmieniłam jego poszewki na poduszkę i się do niej tulę

Basia.
12-11-2007, 22:29
Temat tego postu mówi o stracie bliskiej osoby.
Bogu dzięki, nikogo bliskiego nie straciłem ostatnio i niech tak zostanie.
Muszę się jednak podzielić z Wami najnowszym i , nie wiem jak to nazwać, refleksjami, Bóg mi świadkiem, nie wiem.
Dziś po południu rozmawiałem przez SKYPA z Basią na temat Kundzi, którą spotkało ogromne nieszczęście, oraz na temat mozliwości udzielenia jej pomocy jakiej kolwiek. Wyobraźcie sobie, że po rozłączeniu się w SKYPIE, dostałem meila od znajomych, że 21-letnia córka kolegi, z którym wymienialiśmy się codziennie śmiesznymi prezentacjami, z którym prawie codziennie spotykaliśmy się w pracy, nagle zmarła. Chorowała na białaczkę, ale niby choroba zaczęła sę cofać, aż tu nagle dziewczyna zmarła.
Jedynaczka!.
Niezbadane są wyroki boskie!..

Nie wiem, nie potrafię temu koledze powiedzieć nic sensownego. Cokolwiek bym powiedział, było by bez sensu.

Jestem też ojcem jedynaczki i nich Dobry Bóg ma ją w Swej opiece, bo nie wiem, co bym począł.

!!!!!!!!!!!!!!
.................................................. ......................................
Jestem wstrząśnięta, nie ma nic straszniejszego dla rodziców niż strata dziecka.:mad: Każdy kiedyś musi odejść taka jest kolej rzeczy ale śmierć młodego człowieka wzbudza we mnie bunt i ogromny żal.

martunia
12-11-2007, 22:38
pochowanie własnego dziecka-wbrew naturze, gdzie jest Bóg?

walkiria57
12-11-2007, 23:05
Zło nie byłoby złem, gdyby cierpieli jedynie winni.

Na każdą taką wiadomość, że coś się dzieje na opak, wbrew naturze, reaguję stuporem. W dobrej sytuacji sa głęboko wierzący. Słyszałam takie wytłumaczenie tragedii (chodziło o bestialski mord, którego dokonał Trynkiewicz na czterech chłopcach): "To dobrze, że on nie żyje, widocznie pisano mu jakieś straszliwe życie, a Bóg go od tego uchronił, zabierajac do Siebie". Logiki w tym nie ma, ale dzieki temu rodzice Tomka przeżyli. Tomek chodził do czwartej klasy, do szkoły, w której uczę. Słowa wypowiedziała matka Tomka, pomogło jej to nie skamienieć z bólu.

Martuniu, dla Ciebie jest czas rozpaczy. Różnie długo on trwa. Potem nadejdzie czas żałoby. To dobry czas. Zaczniesz wspominać i zaczniesz się uśmiechac do tych wspomnień.

Nie zmieniaj tej poszewki, jeśli nie chcesz. Zachowaj ją taką, jaka jest. Ale spróbuj potraktować ją jak fotografię. I przechowuj ją w godnym miejscu.

Jesień to niedobry czas. Jednak wszystko, co istnieje, musi mieć swój kres. Zatem i jesień pójdzie sobie precz.

chickita
12-11-2007, 23:29
Mawiają, ze czas leczy rany. Leczy. Powoli ale daje radę. Ty też dasz bo musisz, jeszcze nie ta pora. Pielęgnuj wspomnienia, tego nikt nam nie odbierze. Kiedyś przyjdzie taki moment, ze bedziesz musiała zrobić czystki i nie odkladaj tego na potem. Żyj. Drugiej szansy nie masz! Bierz garściami co Twoje i żyj! Na wszystko przychodzi pora. Powoli bez pośpiechu ale do przodu. Jak stracisz nadzieje, co zdaża się każdemu z nas, przyjdź tu. Ja tak robię i to balsam dla mojej duszy. Odżyłam. Róznie bywa z tymi moimi nastrojami ale poznałam TU mnóstwo ludzi, bez których, na dzień dzisiejszy nie potrafię żyć. Czy to mało? W sumie, obcy mi ludzie, nigdy ich nie widziałam? Są w moim życiu tacy, których widuję codziennie i wiem o nich mniej niż o tych tu z Klubu. Wiem za to gdzie jest mi dobrze i gdzie dostanę dobre słowo albo bolesnego kopa.

Bianka
13-11-2007, 08:44
Przeżyłam kiedyś coś takiego, dokładnie takiego samego. Wspomagałam się pracą fizyczną, na przykład odnawiałam mieszkanie, bo tylko na trzymaniu pędzla mogłam się skupic. To trwa jakiś czas, nikt nie powie ile, ale jednak potem przechodzi. Życie toczy się dalej, tak samo pada deszcz, tak samo świeci słońce, życie toczy się dalej...
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

walkiria57
02-12-2007, 02:28
Dajesz radę? Odezwij się. Opisz swoje zdziwienie, że w taki ponury czas kwitnie gwiazda betlejemska. Tak, wiem, że to nie kwiat, ale przebarwione liście, ale jednak...

Mam dół. Ale byłam w palmiarni w Łodzi, nie po to, żeby wzmacniać wiedzę o tropikalnych roślinach, ale po to, aby wyobrazić sobie, że między palmą kokosową a bananowcem stoi mój fotel, a ja sobie czytam ulubione dzieło: "Lato muminków".

hana
02-12-2007, 10:13
Martuniu.
Cztery lata temu straciłam najbliższego mi człowieka. Rozpacz trwała długo. Nie mogłam o niczym innym myśleć. Nie ma recepty na to jak to znieść. Podobnie jak Bianka zajęłam się malowaniem kuchni, przemeblowałam mieszkanie, latałam po sklepach i kupowałam różne rzeczy (w ramach możliwości finansowych). Dzieci patrzyły na mnie dziwnie. Z czasem zrozumiały, że jest to mój sposób na powrót do normalnego życia.Dzisiaj jestem pogodzona z faktem,że to mnie właśnie spotkało. Bywają oczywiście dni gorsze, jak to zwykle bywa. Wspomnienia minionych, dobrych lat są dla mnie balsamem.
Będzie dobrze. Musisz w to wierzyć.
Ściskam Cię bardzo mocno.

shahrukha
06-01-2008, 21:34
hejka mi równiez ciezo swierzo co po pogrzebie miesiac mija kiedy mój dziadek odszedł.Mało z nim rozmawiałam ale kiedy sie dowiedziałam ze tak mało czasu mu zostało pojechałam do babci ale babcia nie chciała zebym jej pomagała powiedziała ze sama da rade bo babcia od dziecka musiała na siebie liczyc.ale ja powiedziałam ze bede spała na wycieraczce wiec powiedziała zebym została.Dziadek był zupełnie inny kiedy go zobaczyłam po 3 miesiecznym rozstaniu poniewaz mnie w polsce nie było przezyłam szok chyba kazdy moze sobie wyobrazic co to jest rak z przezutami na wszystko co człowiek posiada.Najgorsze było to jak widziałam jak ten cżłowiek sie męczy nigdy na nic nie narzekał kochał babcie ponad wszystko nawet kilka minut przed smiercia pytałam sie -dziadzio boli cie tak -a on tylko kiwał głowa ze nie choc jeczał po cichu z bólu taki mój dziadek był.Ksiadz był z ostatnią posługa i kiedy wyzedł z pokoju to sam zaczał płakac tego widoku nikt nie młógł zniesc keidy rodzinie przekazałam ze moga powoli sie z nim zegnac kazdy po kilku minutach wychodził z pokoju i płakał w łazience.Ja natomiast musiałam byc silna poniewaz musiałam podtrzymywac babcie na duchu oraz kuzyna psychicznie chorego który rozumie co sie dzieje i jest za bardzo inteligenty jak na wiek 14 latka.dziadek był 2 mezem mojej babci bo 1 odszedł od niej ale wczesniej ja bił maltretował na szczescie 2 był ten mój kochany dziadek który teraz umarł.wyznał babci miłosc przed smiercia -helenko moze mało razy ci mówiłem ale nie musiałame chyba co??ile ja ci przeciez dawałem swiadectw ze cie kocham i tak pozostanie.jego syn z 1 małzenstwa takze powiedział ze dziadek mu powiedział ze kocha wszystkich ze nie mówił nikomu ale kazdy powinien sie domyslec.czuwałam dniami nocami razem z jego synem z 1 małzenstwa trwało to miesiac ale nie bedzie zapomniane do konca zycia a potem moja rozmowa z dziadkiem -dziadku boiz sie a on kiwnał ze tak a ja na to ze babcia bedzie sama ??a on ze tak to sie nie bój bede babci pomagac a kiedy odejdziesz zostane z nia jakis czas kocham cie dziadku i tylko łzy mu poleciały.15 minut przed smiercia zabarykadowałam dzwi pufa by babcia nie weszła i to była juz agonia najgorszy jek kiedy dusza odrywa sie od ciała oraz wczesniej kilka sekun chrapania a otwartymi oczami:((((a potem stwierdzenie zgonu przez lekarz która wezwałam bo dziadek chciał w domu umrzec,i mycie i ubranie posmiertne dziadka.dopiero 4dni temu chyba sie popłakałam ale jeszcze ze mnie to nie wyszło.ale cóż takie zycie kazdego to czeka.pozdrawiam

Basia.
06-01-2008, 22:35
przykro mi bardzo z powodu śmierci dziadka, wiem że to bardzo boli i musi boleć ale z czasem będzie mniej bolało. Jesteś wspaniałą wnuczką, postaraj się teraz wspierać babcię bo dla niej zawalił się świat. Mocno Ciebie przytulam, odwiedzaj nas. Buziaki.

renald
18-02-2008, 10:43
Witam. Minął rok jak zostałem sam, ale dzięki waszej pomocy jestem znowu normalnym uśmiechniętym człowiekiem.Trauna minęła, znowu się uśmiecham, znowu spotykam się ze znajomymi, mam nawec przyjaciółkę która bardzo poprawia moją psychikę. Pamiętaj - czas leczy rany.

jolita
18-02-2008, 11:39
Pozytywne informacje zawsze, niezależnie od wątku są mile widziane...To dobrze, że odnalazłeś swój uśmiech i dojrzałeś życzliwość przyjaciół. Widocznie Twój Anioł Stróż wiedział, że warto skierować Cię do naszego Klubiku...

renald
18-02-2008, 15:02
Jak jeden z niewielu obecnych tu panów wiem, że tylko Wy możecie każdemu pomóc, szczególnie poprawić samopoczucie i psychikę.
Pozdrawiam

gratka
18-02-2008, 17:24
Ja nie wiem, czy naprawdę czas leczy rany. Z czasem przyzwyczajamy się do bólu.
Chciałabym, aby czas nie wymazywał z naszej pamięci tych co odeszli.Ale z czasem uczymy się żyć bez nich i chyba w tym sensie jest to leczenie ran.

Ewita
18-02-2008, 17:40
Ja nawet mam wątpliwości, czy nauczyłam się żyć bez mojego męża. Mimo upływu już trzech lat - chyba jednak nie umiem, spycham kolejne dni po prostu, szukam na siłę zajęć, żeby móc wmawiać sobie, że to istnienie ma jakiś sens.

gratka
18-02-2008, 18:30
Ja wmawiam sobie, że polubiłam samotność i czasem sama w to wierzę.
Bywało gorzej.Ale wykonuję instynktownie różne ruchy, aby pobyć z ludźmi...

BUNIA
18-02-2008, 18:32
Chyba tak do konaca nigdy nie zaakceptuje ze juz Go niema i to na zawsze.Juz dawno zrozumilam ze rozdrapywanie ran i romyslanie tak do zywego , nic dobrego nie daje poza jeszcze wiekszym rozgoryczeniem i zalem do .. no wlasnie do kogo ???
Sposob na zycie ?? praca roznego rodzaju i duzo duzo kointaktow z ludzmi .Poniewaz nie naleze raczej do milczkow to udaje mi sie nawiazywac coraz to nowe kontakty - w tym roku poznalam na UTW - 4 tryskajace humorem smiechem rownolatki .No i zapisalam sie na kurs salsy i roka.Z tym drugim klopot bo partnerzy za bardzo posunieci wiekowo i wola sie gapic niz brac udzial w stawianiu pierwszych krokow.
Efekty marne ale smiechu co niemiara.
Ale ponoc to nic w porownaniu do zajec z lekcji nauki plywania tam podobno mozna "pec " ze smiechu .

Bianka
18-02-2008, 18:55
Czas sprawia, że wspomnienia stają się mniej żywe i nie dominują już tak bardzo w naszych myślach. Są wypierane przez wciąż nowe i nowe problemy, czasem radości, czasem smutki.
Czasem jednak jakiś drobny szczegół wywołuje cały wachlarz wspomnień i wraca stary ból. I to już chyba zawsze tak będzie.

martunia
18-02-2008, 22:47
Masz rację Bianko, też myślę,że tak będzie zawsze.
Zawsze będę zasypiać i budzić z obrazem jego twarzy pod powiekami.
Na nic nie mam ochoty,wszystko jest bez sensu, robię tylko to co muszę.
Przez te 4 m-ce zmieniło się tylko jedno, już nie mam łez.

Anna_Maria_57
18-02-2008, 22:52
Ja nie wiem, czy naprawdę czas leczy rany. Z czasem przyzwyczajamy się do bólu.
Chciałabym, aby czas nie wymazywał z naszej pamięci tych co odeszli.Ale z czasem uczymy się żyć bez nich i chyba w tym sensie jest to leczenie ran.

Każdy reaguje inaczej...

Dla mnie to jest tak, że ból znika, a jego miejsce zajmuje wzruszenie na myśl o tej osobie;
wzruszenie nawet do łezki, ale już nie piekącej.

A co najlepsze, czas zaciera zdarzenia trochę gorsze, jakieś niemiłe chwile, a zostawia te dobre, miłe, które wspomina się z przyjemnością :)

A po jakim czasie... to już napewno indywidualna sprawa. Tak, około 10 lat...

Gabi K.
18-02-2008, 23:03
Jak jeden z niewielu obecnych tu panów wiem, że tylko Wy możecie każdemu pomóc, szczególnie poprawić samopoczucie i psychikę.
Pozdrawiam
dobrze, że to forum jest, że może pomóc tym, którzy stracili bliskich.Renald, dobrze, że wracasz do świata...

gratka
21-02-2008, 09:11
Każdy reaguje inaczej...

Dla mnie to jest tak, że ból znika, a jego miejsce zajmuje wzruszenie na myśl o tej osobie;
wzruszenie nawet do łezki, ale już nie piekącej.

A co najlepsze, czas zaciera zdarzenia trochę gorsze, jakieś niemiłe chwile, a zostawia te dobre, miłe, które wspomina się z przyjemnością :)


Wiesz Aniu, gdy odchodzi ukochana osoba - odczuwam jak i Ty: ból, pustka, wspomnienia na widok jego fotela, filiżanki..., błąkanie się po zbyt cichym i pustym domu bez celu itp. i na pewno masz rację, że po pewnym czasie można się wziąć w garść i normalnieć. Faktycznie, miłe zdarzenia wspominam i wzruszenie ogarnia, a o innych prawie nie pamiętam.

baburka
21-02-2008, 12:05
Faktycznie, miłe zdarzenia wspominam i wzruszenie ogarnia, a o innych prawie nie pamiętam.
Można sobie wydłubać miłe wspomnienia jak rodzynki z ciasta, gdy już się zabrał i poszedł, ale gdy ciągle jest trzeba wsuwać jak leci, włącznie z zakalcem.

bogda
21-02-2008, 12:42
Wszyscy macie rację, ale u mnie jeszcze dochodzi problem wtedy, kiedy wiele spraw muszę załatwiać sama, dokonywać drobnych napraw, sama podejmować decyzję....wiem, że mogę poprosić o pomoc dzieci, przyjaciół...ale to nie jest to samo...niestety...
Dobrze chociaż, że nie byłam całkowicie uzależniona od męża, tak jak moja znajoma....ona to dopiero ma problem, nawet sama nie potrafi zrobić podstawowych zakupów...nie mówiąc już o jakichkolwiek remontach czy naprawach....

Alicja60
22-02-2008, 09:37
Ja chcę się podzielić moimi refleksjami.
Tak jak pisałam, mój ukochany mąż odszedł prawie 11 lat temu. Dzisiaj mogę juz mówić ze spokojem o tym, ale moja żałoba, mój żal i bunt trwał prawie 5 lat.Byłam ogromnie zła kiedy słyszałam " czas leczy rany", a mnie było coraz gorzej z biegiem czasu, weszłam w pracocholizm i nie wiedząc zaczęłam sie uzależniać od wizyt na cmentarzu.Chodziłam tam w soboty i niedzielę bo wtedy nie pracowałam.Kiedy zdarzyło mi się, że nie mogłam tam odwiedzić męża, cały tydzień miałam jakieś wyrzuty sumienia. To trwało prawie 5 lat.Aż w końcu sama postanowiłam z tym skończyć, zaczęłam sobie mówić, że trzeba dalej żyć i zyć normalnie tz. zaczęłam lgnąć do ludzi , odnalazłam swoich dawnych przyjaciół, zaczęłam się spotykać z nimi, a na cmentarz zaczęłam chodzić raz na miesiąc.Tak ciągle powtarzałam sobie i czasem wbrew sobie wychodziłam z domu. Udało się, dzisiaj jestem uwolniona od tej załoby, choć to nie znaczy że zapomniałam o Moim kochanym mężu.
Znalazłam przyjaciela, który jest dla mnie ważny, ale nigdy nie zastąpi mi męża, i lubię go bardzo, ale miłością mojego zycja był mój mąż.

BUNIA
22-02-2008, 11:27
Alicjo 60 - tak bardzo Cie rozumiem .Jestem wdowa od ponad 7 lat .Twoje przezyiia i odczucia sa mi znane - takze walczylam ze soba .Bylam zamknieta w sobie - choc rzucilam sie w wir prac o ktorych tak do konca nie mialam pojecia a musialm dokonczyc bo w gre wchodzily kary z tyt. niedotrzymania terminow /kogo to obchodzilo /
A w ogole to bylam obrazona na caly swiat - najgorsze ze cierpieli moi najbliszsi ktorzy okazytwali tyle serca , milosci - bylam niedobra dla nich .obcesowa, obojetna i zlosliwa .
Dzisiaj sie wstydze za siebie ..jak moge to wynagradzam moje zachowania .
Nie lubie siebie z tamtego czasu i nie zjduje zadnego uaprawiedliwienia dla siebie

Pozdrawiam serdecznie

liduszka
22-02-2008, 12:00
Moje drogie Przyjaciolki, rozomie Wasze bole serca i tesknoty. Ja bedac mloda , Stracilam mi bliskie osoby, nie moglam sie pozbierac , ale jak stracilam dziecko, syna , totego nie moge porownac z zadna strata i zaloba. Stacic dziecko, to jest cos nie do opisania, bol matki. Teraz jest juz 16 lat , jak Go nie ma. A stale mam przed oczami i czuje jak Go rodzilam.To prawda ,ze staram sie myslec i patrzec w przyszlosc , ale pamiec zawsze pozostaje tak samo bolesna.
Musimy myslec o pozostalych , ktorzy sa znami i nas kochaja.Serdecznie Was pozdrawiam , pamietajcie ale zycie pedzi dalej.Siskam i caluje LIDA.

ansty
04-03-2008, 23:04
Czytam Wasze wypowiedzi,jest w nich masa bólu i cierpienia. Dziś nic na ten temat nie napiszę, bo po raz pierwszy czytam takie teksty, jestem wstrząśnięta i nie widzę klawiatury zza łez.Jutro do tego tematu wrócę. Serdeczności!!!!

renald
06-03-2008, 15:24
Rozumię Wasz ciągły ból, ale przecierz nie można żyć tylko smutkiem i wspomnieniami. Faktycznie dopiero teraz człowiek widzi ile błędów popełnił, ile mógł lepszego zrobić z bliską osobą. Dlatego należy zacząć patrzeć w przyszłość bo ciągłe zamartwianie tylko pogarsza złe samopoczucie.
Jeśli macie przyjaciółki a9 ale takie prawdziwe od serca a nie fałszywe pocieszycielki ) to wyciągnijcie od nich wszystko co dobre, na pewno pomogą, ajeśli niema takich osób to zacznicie szukać bo napewno się znajdzie prawdziwy przyjaciel.
Zbliża się wiosna, trzeba patrzeć, że całyświat zaczyna powoli rozkwitać i Wy też rokwitnijcie, czego Wam serdecznie życzę.

alja9
06-03-2008, 22:11
A ja nie mam nic przeciwko cierpieniom po stracie bliskich osób.
Uważam bowiem, ze to cierpienie jak najbardziej ma swoje prawo sie wycierpieć i zanim nie osiągnie dna - nie uda nam sie dopełnić żałoby i.... żyć dalej. U jednych trwa to krócej u innych dłużej, w zależności od charakteru i siły związku z ludźmi, których straciliśmy. Nie potrzebuję żadnych pocieszeń - bo tak naprawdę nic mnie nie może pocieszyć w chwili, kiedy sobie uświadamiam, ze najbliższych mi istot NIE MOGĘ JUŻ DOTKNĄĆ! Wcale nie uważam, ze tzw: "życie dalej" musi się wiązać z maskowaniem własnego bolu tylko po to, aby innym żyło sie przez to łatwiej i żeby nie byli nieszczęśliwi, kiedy na mnie patrzą... Nie uważam tez, ze koniecznie należy zastąpić czymś lub kimś tych, po których płaczemy. Odrzucanie na silę smutku, w chwili, kiedy jest potrzebny sercu i duszy prowadzi do sprowadzenia go do czegoś złego, zakazanego, a wiec tym samym do negacji najprostszej formy żałoby. Zdezorientowana,cierpiąca osoba, może wtedy bardzo łatwo poddać sie destrukcyjnej rozpaczy, a to jest już zupełnie inna historia.

uzdrawiam
06-03-2008, 22:30
Współczuję przeżywającym ból po odejściu bliskiej osoby. Może łatwiej będzie to przeżyć, gdy skupisz swoje myśli na dobrych chwilach, które razem przeżyliście. W każdym związku były piękne chwile i teraz one mogą ogrzać serce, przywołać radość, wdzięczność, że znało się taką osobę.

Basia.
06-03-2008, 22:51
trzeba poprostu przeżyć żałobę, później jest już lżej wraca się do normalnego życia.

BUNIA
06-03-2008, 22:52
Liduszko Droga kazda smierc , strata bliskiej osoby jest cierpieniem ale strata dziecka to bol szczegolnie dla matki jest niewyobrazalny i nieporownywalny z kazdym innym odejsciem .
Podziwiam Cie za twoje pogode ducha , zyczliwosc
wrazliwosc - a przeciez tak wiele zlego przeszlas . ze bylyby usprawiedliwione egoistyczne zachowania .
Bardzo bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i przytulam
[http://img135.imageshack.us/img135/2148/captionit154751i125d34js3.jpg (http://imageshack.us)

jutrzenka55
13-03-2008, 09:49
Wczoraj zmarł mój brat;w dniu moich urodzin.Dzisiaj mam najsmutniejsze imieniny w moim życiu.W sobotę jest pogrzeb brata i ślub mojego syna.Jak to wszystko pogodzić? Nie da się.A zycie toczy się dalej,nie przejmuje się moim bólem i smutkiem,ani tym że odebrało mi radość ze slubu syna.A tak na to czekałam i pragnęłam.......

Nika
13-03-2008, 10:21
Jutrzenko-przyjmij wyrazy współczucia.Zaiste znalazłaś sie w bardzo trudnej sytuacji życiowej..nawet nie wiem, jak Cię pocieszyć...

bogda
13-03-2008, 11:56
Jutrzenko....serdeczne wyrazy współczucia, nie wiem jak bym się zachowała...a nie dało się przełożyć pogrzebu na inny dzień...smutku to nie ukoi, ale byłabyś trochę spokojniejsza...
Nie wiem czy to Cię pocieszy, ale moja koleżanka zmarła w przeddzień ślubu swojego syna...i ślub musiał się odbyć, i wesele....niezbadane są losy nasze....Pozdrawiam

ciotunia4
13-03-2008, 14:26
Bardzo Tobie Wspóczuje Ja Tez Stracilam Brata Nie Mogłam Długgo Sie Z Tym Pogodzic Ale Wiem Ze Czas Leczy Rany Widocznie Tak Miało Byc .pozdrawiam Jestem Nowa

jutrzenka55
14-03-2008, 09:29
Serdeczne dzieki za słowa otuchy.Dalej mi przerażliwie żle i smutno,ale dotarło do mnie że życie płata różne figle,daje nie tylko radość ,ale i cierpienie.Gorzej ze dało mi to wszystko w jednym czasie. Cztery lata temu zmarł mój mąż z którym przeżyłam szczęśliwie 36 lat.Szok,tragedia,trauma,ale mogłam poświecić wszystkie moje rozpaczliwe myśli tylko jemu.Postanowiłam być silna i nie pokazać na ślubie rozpaczy,żalu, jaki jest we mnie.Czy mi się to uda?Nie wiem,ale zrobię wszystko by tak było.

jutrzenka55
14-03-2008, 09:34
Bogda,nie dało się porzełożyć.Moja bratowa święcie wierzy że jak ciało przeleży przez niedzielę,to kogoś za sobą pociagnie.
Sama nie wiem czy też w to nie wierzę(tak było w przypadku mojego męża).Jeszcze raz dziękuję,było mi to potrzebne.

Basia.
14-03-2008, 10:03
okropnie mi przykro z powodu tragedii, która Ciebie spotkała. Nie wiem co powiedzieć, musisz to wszystko jakoś pogodzić, przeżyć. Pamiętaj, że jesteśmy na tym forum do Twojej dyspozycji. Trzymaj się dziewczyno. Pozdrawiam.

jutrzenka55
17-03-2008, 09:33
Najgorsze już pozamną.Trzymałam się dzielnie moim zdaniem.Nawet prócz łez zagościł na mojej twarzy uśmiech(oczywiście mówię o slubie syna).Gdy widziałam w trakcie składania sobie przysięgi,ich wielkie uczucie,zapomnmiałam na chwilę o moim bólu,byłam naprawdę szczęśliwa. Na szczęście wesele nie było planowane,tylko przyjęcie w lokalu,bez tańców.Ale wiem jedno,zrobiłam wszystko by nie zepsuc im najpiękniejszego dnia w ich życiu.I jestem pewna że mi się to udało.A że jest mi dalej ciężko?No cóż.......

xxxolciaxxx
18-03-2009, 00:16
Witam,
19 marca bedzie juz 4 miesiace jak zmarl moj chlopak, czuje sie z tym okropnie, bo naprawde byla to moja milosc i moj najlepszy przyjaciel;( Od tego czasu nie radze sobie ze soba wogule, w ciagu dnia jakosc daje rade ale jak przychodzi wieczor dopada mnie nostalgia, zaczynam plakac a wrecz wyc ;( ;( ;( myslalam ze z dnia na dzien bedzie juz coraz lepiej, ze po malu przyzwyczaje sie z ta strta, ale tylko sie tym oszukuje:/// Planowalismy wspolne zycie, mielismy juz zaplanowany slub... a z dnia na dzien nasze plany, marzenia na wspolna przyszlosc legly w gruzach...
Przegladalam rozne strony na internecie i calkiem przypadkiem wpadlam na ta... postanowilam sie zarejstrowac i cos napisac o sobie i o moim bolu, mam nadzieje ze to mi choc w malym stopniu pomoze;(((

xxxolciaxxx
18-03-2009, 00:22
Nie wiem co mam juz myslec w ciagu ostatnich kilku lat stracilam najblizsze memu sercu osoby. 2.5 roku tate i calkiem nie dawno ukochanego... Dlaczego zycie jest takie okrutne dla mnie?;( Nikomu nigdy krzywdy nie wyrzadzilam a spotykaja mnie takie rzeczy, nieraz juz mam takie zalamanie ze zastanawiam sie czy naprawde Bog istnieje;(((

Pani Slowikowa
18-03-2009, 00:24
Witam,
19 marca bedzie juz 4 miesiace jak zmarl moj chlopak, czuje sie z tym okropnie, bo naprawde byla to moja milosc i moj najlepszy przyjaciel;( Od tego czasu nie radze sobie ze soba wogule, w ciagu dnia jakosc daje rade ale jak przychodzi wieczor dopada mnie nostalgia, zaczynam plakac a wrecz wyc ;( ;( ;( myslalam ze z dnia na dzien bedzie juz coraz lepiej, ze po malu przyzwyczaje sie z ta strta, ale tylko sie tym oszukuje:/// Planowalismy wspolne zycie, mielismy juz zaplanowany slub... a z dnia na dzien nasze plany, marzenia na wspolna przyszlosc legly w gruzach...
Przegladalam rozne strony na internecie i calkiem przypadkiem wpadlam na ta... postanowilam sie zarejstrowac i cos napisac o sobie i o moim bolu, mam nadzieje ze to mi choc w malym stopniu pomoze;(((

Dobrze ze tu trafilas:) Na pewno znajdziesz pomocna dlon.
Moim zdaniem powinnas postarac sie aby nie byc zupelnie sama wtedy kiedy jest ci najsmutniej. Wyplakac sie przy kims a wyplakac sie samotnie to dwie rozne sprawy.

Basia.
18-03-2009, 00:29
Witam,
19 marca bedzie juz 4 miesiace jak zmarl moj chlopak, czuje sie z tym okropnie, bo naprawde byla to moja milosc i moj najlepszy przyjaciel;( Od tego czasu nie radze sobie ze soba wogule, w ciagu dnia jakosc daje rade ale jak przychodzi wieczor dopada mnie nostalgia, zaczynam plakac a wrecz wyc ;( ;( ;( myslalam ze z dnia na dzien bedzie juz coraz lepiej, ze po malu przyzwyczaje sie z ta strta, ale tylko sie tym oszukuje:/// Planowalismy wspolne zycie, mielismy juz zaplanowany slub... a z dnia na dzien nasze plany, marzenia na wspolna przyszlosc legly w gruzach...
Przegladalam rozne strony na internecie i calkiem przypadkiem wpadlam na ta... postanowilam sie zarejstrowac i cos napisac o sobie i o moim bolu, mam nadzieje ze to mi choc w malym stopniu pomoze;(((
Witaj, z ogromnym smutkiem przeczytałam o Twojej tragedii. Mocno Ciebie przytulam i pozdrawiam serdecznie. Na tym forum jest bardzo dużo wrażliwych, przyzwoitych ludzi. Jestem pewna, że tutaj znajdziesz wsparcie w trudnym okresie Twojego życia.:)

Jadzia_G
18-03-2009, 03:28
Tak chyba masz na imie- wiem że w chwilach takiej tragedii nie ma odpowiednich słów które by ten ból ukoiły, ale wiec o tym że doskonale Cie rozumiemy i współczujemy. Całuje i pozdrawiam.

tadeusz50
18-03-2009, 05:57
Olu
Szczere wyrazy współczucia i zdaje sobie sprawę co czujesz. Moja córka była w podobnej sytuacji tylko odwrotnie. Wpierw straciła męża po roku bycia mężatką a następnie mamę czyli moją żonę. Wiem, że piszę slogan ale czas leczy rany.

aannaa235
18-03-2009, 06:38
xxxolciaxxx
Współczuję Ci z całego serca.
Też kiedyś przeżywałam ciężkie chwilę tracąc w krótkich odstępach czasu trzy najbliższe mi osoby, mamę, brata który miał 41 lat i tatę.
Wiem że to żadne pocieszenie, ale wiem też że czas goi rany.

Nika
18-03-2009, 07:29
Myślę,że rozmowy z ludźmi,choćby wirtualne,bardzo ci pomogą.Każdy po stracie bliskiej osoby zadaje sobie podobne pytanie-co ja takiego zrobiłam,że to mnie...trzeba wiele czasu, by rany się zabliźniły.Przeżyłam traumatyczne chwile,gdy musiałam w sobotę pochowac męża, w poniedziałek ojca..myślałam,że nie da się podnieść po takim ciosie..dało się,ale sporo lat upłynęło.Pozdrawiam serdecznie.

mimoza
18-03-2009, 07:47
jutrzenka55 i xxxolciaxxx - bardzo Wam obu współczuję i w myślach wspieram.
Życie takie jest, że niesie nam chwile szczęścia i dramat
przeżyć związanych z odejściem bliskich nam osób.
Wiem co mowię, sama
- jak wielu z nas - tego doświadczyłam.
Rozmowy, bycie z luźmi (nawet wirtualne kontakty) bardzo, bardzo pomagają.
Prawdą jest też to, że czas leczy rany, chociaż pamięć pozostaje. - Buziaczki Cz

basia1247
18-03-2009, 08:01
Jest to temat który właściwie każdy z nas już przerobił. Rodzice - zwykła kolej losu, mąż? - dlaczego??? brat?- i tu przeżyłam niezwykły wręcz fizyczny ból,ktory czuję do tej pory. A wydawałoby się że nie byliśmy zbyt blisko bo każdy miał swoje życie. Nie pomagają w smutku "obowiązkowe"tradycje .Przynajmniej ja jak ten pies chciałam być sama,wyć ale trzeba było myśleć o pogrzebie, o stypie, o garderobie. Niby pełno ludzi koło nas ale nic z tego nie wynika. Nie ma dnia żebym o moich bliskich którzy odeszli bie myślała i jest to już czucie spokojne dotąd aż ktoś sie wtranżoli ze słowami: wiesz dałam w kościele na msze jest wtedy i wtedy albo dałam Ci kwiatek na grób czy tym podobnie.I tu zamiast ciepło myśleć o bliskich nie chcielibyście słyszeć moich myśli. nie piszę dalej bo może mi się coś niecenzuralnego wyrwać. Bólu nikt trzeci za Was nie przeżyje . To się musi wypalić,wygładzić

jakempa
18-03-2009, 10:40
Wspoczuję Wam z calego serca, rozumiem, co przeżywacie, bo znam ten ból, Stracilam w młodości mamę, dziecko,męża,siostrę. Kiedy mąż zmarł na zawał na weselu syna, myślałam, ze oszaleję. Kochane, wyrzucajcie z siebie żal, teraz jest to forum, napewno bedzie lzej. Ja wtedy głeboko zainteresowałam się życiem po zyciu, sprawami reinkarnacji. wgłębiłam się w tzw, rzeczy niewyjaśnione. Pomału, zrozumiałam wiele rzeczy, ktore muszą się dziać, dzisiaj jest mi łatwiej żyć. Ale bardzo Wam współczuję.

BUNIA
18-03-2009, 11:21
Już kiedyś wypowiadałam się na tym watku ..........znowu .od tego czasu uplynęly kolejne lata .
Moge tylko raz jeszcze potwierdzić z cała stanowczościa ze praca a najlepiej fizyczna pomaga ukoić ból. oderwać mysli o realiów , a zmęczenie powoduje szybsze zaśnięcie bez "wspomagaczy"
Niestety samemu sie trzeba uporać z myslami , świadomościa o pustce o tym ze ju.z nigdy nie bedzie tak samo
.....juz nigdy

Gabi K.
18-03-2009, 22:20
Kochane dziewczyny.
Może pomoże Wam lektura mądrej książki, "Rozmawiając z niebem" J.van Praagha.
Dla mnie po śmierci mamy była drogowskazem jak dalej żyć, jak wypłakać się, nie tyle dosłownie, bo nawet nie o prawdziwy płacz chodziło, lecz o stan, zwany żałobą, a który trzeba przeżyć, by negatywne emocje, nie wyrażone we właściwym czasie- nie wróciły ze zdwojoną siłą.

Jak dobrze, że trafiłyście tutaj teraz, dzieląc się z nami swoimi odczuciami.
Myślcie o stracie, nie izolujcie się od niej i od swojego bólu, dajcie mu ujście, bo za jakiś czas w podobnej sytuacji będzie Wam znacznie trudniej.
Jeśli nie przeżyjecie żałoby , ona do Was powróci.
Nie wyrażone emocje mogą zamienić się na objawy cielesne, jako, że uczucia są pewną energią, która gdzieś musi się objawić.

Teraz z perspektywy czasu, minęło go trochę od odejścia mojej mamy, myślę, że żałoba była ciekawym okresem w moim życiu.
Dala mi wielką szansę.
To trochę jest tak jak z chorobą, która zawsze prowokuje pytanie- czemu właśnie ja zachorowałam, po co mnie to spotkało?
Wiele osób wtedy właśnie odnajduje siebie.
Ja zadałam sobie pytanie-kim jestem, jaki jest sens mojego życia, bez tej, która mi go dała.
Byłam jej jedynym dzieckiem, czułam się jak liść urwany drzewu, nikomu niepotrzebny.
W tym czasie rozpadło się moje małżeństwo, pozostałam ja i troje dzieci, w tym jedno chore na serce.
Byłam wtedy przede wszystkim córką mojej mamy,po prawie dwuletniej depresji, nauczyłam się być sobą.
Zachorowałam,bo zamotałam się w swoich emocjach, nie potrafiłam nazwać tego co mnie bolało, a bolało wszystko.

Nasi bliscy umierają dopiero wtedy, kiedy przestajemy o nich myśleć.
Kiedyś Karol pięknie napisał, że jest takie miejsce stworzone przez Najwyższego, gdzie nasi bliscy mogą być razem z nami do końca naszych dni.
To właśnie serce.
Dopóki bliscy są w Waszych myślach, we wspomnieniach, oni żyją w nas.
Naszej niezapomnianej koleżance z klubu, Ewicie, która odeszła od nas 14 września ub. roku, po śmierci męża ratowały wiersze, w których wykrzyczała cały ból i pretensje do losu...

Nie bądźcie same, wychodźcie do ludzi, dzwońcie , spotykajcie się z krewnymi, oni też cierpią, rozmawiajcie, piszcie listy.

Ja do dzisiaj piszę listy do nieba...

Olu, jeśli smutno Ci wracać do pustego domu, przed wyjściem zostaw zapalone światło, włączoną muzykę.

Idźcie na cmentarz, powiedzcie to wszystko, czego nie zdążyłyście im powiedzieć.
To dobry sposób i może być skuteczny jeśli zrobicie go w odpowiednim czasie.
Przyglądajcie się bardziej ludziom, z którymi idziecie w życiu razem - dzieciom, Ola rodzicom.To teraz naprawdę Wasz czas.
Jeszcze wyjdziecie na pełne słońce!
Uwierzcie w to!
Pisałam te słowa jakiś czas temu naszemu koledze klubowemu, który po śmierci żony nie widział sensu życia.
Dziś odnalazł go na nowo, bo wszystko przemija.
Śmierć jest częścią życia a życie to zmiana.
Najciemniejsza noc, największa złość i najokrutniejsza wojna kiedyś się skończy.
I ten , rozdzierający serce ból też, oswoicie go , nauczycie się żyć.
Okaleczone ale żywe.

Gabi K.
18-03-2009, 23:54
Grupy wsparcia dla osób w żałobie
Chciałam dodać informację, że w większym miastach działają grupy wsparcia dla osób w żałobie.
xxxOlciuxxx, mieszkasz w Świdnicy, znalazłam w necie informację, że w Twoim mieście jest Ośrodek Interwencji Kryzysowej i tam możesz uzyskać profesjonalne wsparcie.

http://www.pcpr.swidnica.pl/pcpr-oik.htm

xxxolciaxxx
19-03-2009, 00:43
Witam ponownie,
dziekuje za te slowa otuchy co wyzej zostaly napisane :*** To trudne jak w takich sytuacji odwracaja sie przyjaciele... Zostalo kilka osob do ktorych moge sie zwrocic ale ciagle tych przyjaciol ubywa :((
Teraz wiekszosc osob mnie namawia do pojscia do psychologa, ze to mi pomoze. Bo naprawde nikt nie wie co czuje i "on" - psycholog wie jak z tym postapic jak mi poradzic...

xxxolciaxxx
19-03-2009, 00:47
To mnie tak boli bo moj chlopak byl sportowcem, mial bardzo dobra kondycje, nie pil nie palil a z dnia na dzien zachorowal... to mnie tak boli ze jedna taka mala bakteria mogla zniszczyc tak dobry organizm, tak zdrowy ... ;(((

xxxolciaxxx
19-03-2009, 00:49
To jest nie sprawiedliwe ze tak mloda osoba zmarla :((( osoba ktora nie poczula prawdziwego zycia <chodzi mi tu o rodzine, potomstwo itp>

Nika
19-03-2009, 07:36
Nie należy oczekiwać sprawiedliwości od losu..wczoraj dowiedziałam się, że zmarł mój były uczeń...wkrótce miał zdawać maturę..pamietam go jako wesołe, niezwykle ruchliwe dziecko..pół roku walczył z rakiem i przegrał bidulek..

xxxolciaxxx
19-03-2009, 11:05
Droga Niko,
Mojego chlopaka zabila sepsa, wytrzymal z nia az 9 dni ;((( i Bog go przywolal do siebie... ;(((((

Jadzia_G
19-03-2009, 12:39
Rozumiemy Twój ból i nie ma stosownych słów które by przyniosły Ci ukojenie. Sama musisz się z nim uporać możesz się tutaj wyżalić , bo wiesz że wszyscy Ci współczujemy. Trzymaj się kochana.

babciaela
19-03-2009, 13:18
To się nazywa wsparcie-Gabriela jesteś aniołem,balsamem,dobrem itp.Dobrze że jesteś!

Mar-Basia
19-03-2009, 14:05
Moje drogie bardzo Wam wspolczuje i doskonale rozumiem co przezywacie. Bylam dwa razy wdowa, stracilam ludzi, ktorych kochalam, ktorzy zawazyli na moim zyciu. Nie jest latwo......i zdecydowanie nie bylo latwo. Bunia ma racje: nalepszym lekarstwem jest praca. Wlasnie tak zrobilam - znalazlam ucieczke. Ciagle pamietam rozmowy, ktore prowadzilam na cmentarzu, bardzo mi to pomagalo i pomaga do dnia dzisiejszego. Z drugiej strony, zycie plynelo dalej i trzeba bylo sie do niego dostosowac. Jedno moge powiedziec, ze w tych trudnych momentach wiele serdecznych rak sie do mnie wyciagnelo i to bylo wspaniale, poprostu nie bylam sama. Tego samego Wam zycze - duzo, szerdecznych i szczerze wyciagnietych rak.:)

Karo1949
19-03-2009, 14:17
czy jeśli cierpię, to jestem egoistką i myślę tylko o sobie, nie daję mu "odejść"

Martunia, cierpisz i to normalne, nie myśl że jesteś, jak to nazwałaś egoistką, każde przeżycie związane ze śmiercią najbliższych musi przejść swoją żałobę.Czas potem wyciszy żal, będzie coraz lepiej.
Choć... przytulę Ciebie...
Mnie tez przytulano, gdy byłam w rozpaczy - pomagało.

martunia
19-03-2009, 14:24
Dziękuję Ci Karo.
Wątek ten założyłam prawie 1,5 roku temu.
Przez najgorszy okres w moim życiu pomogło mi przejść to forum.
Tu znalazłam przyjaciół.
Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za okazane serce.

xxxolciaxxx
19-03-2009, 19:09
witam,
Zgadzam sie z wami, ze praca pomaga bo zajmuje wiekszosc wolnego czasu i wtedy nie ma sie czasu myslec ooo ... roznych nieistotnych rzeczach.... :((( ja zostalam ostatnio zwolniona bez powodu, aktualnie szukam pracy... Teraz jest jeszcze gorzej, jest za duzo wolnego czasu i nie daje sobie rady z moimi myslami;(((
P.S przepraszam za slowotok ;(((

xxxolciaxxx
19-03-2009, 19:13
Mysle, ze nie jestes egoistka Marto, ja tez nie daje odejsc mojemu chlopakowi... Codziennie prosze Go i Boga o pozostanie przy mnie... ;((( i wiem ze jest, czuje jego obecnosc. To jest nie wytlumaczalne, ale on mi daje rozne znaki ze jest...
Jak uwazacie, czy zmarla osoba moze miec kontakt ze swiatem rzeczywistym??

nika3077
12-07-2010, 19:43
Pomóżcie proszę bo rozpadłam się na tysiące maleńkich kawałeczków.Dwa tygodnie temu zmarł mój ukochany.Wyjechał do pracy do Niemiec po lepszą przyszłość dla naszej rodziny.A po trzech tygodniach już go nie było.A przecież rozmawiałam z Nim jeszcze w sobotę a w niedzielę w ciągu 4 minut skończyło się jego życie.A mnie przy Nim nie było.Nie było mnie a on był taki samotny.Nie chciałam żeby jechał, nie chciałam.Nie przeczuwałam najgorszego ale po prostu chciałam żeby był przy mnie zawsze.Może mogłam coś zrobić ,coś powiedzieć?Może mogło być inaczej?Przecież za 13 dni miał mieć 40 urodziny.Miał jeszcze tyle do zrobienia.Tyle do zobaczenia.Mieliśmy zbudować nasz mały domek ,mieliśmy zobaczyć góry.A jego nie ma.Nie ma..............

tadeusz50
12-07-2010, 20:40
Pomóżcie proszę bo rozpadłam się na tysiące maleńkich kawałeczków.Dwa tygodnie temu zmarł mój ukochany.Wyjechał do pracy do Niemiec po lepszą przyszłość dla naszej rodziny.A po trzech tygodniach już go nie było.A przecież rozmawiałam z Nim jeszcze w sobotę a w niedzielę w ciągu 4 minut skończyło się jego życie.A mnie przy Nim nie było.Nie było mnie a on był taki samotny.Nie chciałam żeby jechał, nie chciałam.Nie przeczuwałam najgorszego ale po prostu chciałam żeby był przy mnie zawsze.Może mogłam coś zrobić ,coś powiedzieć?Może mogło być inaczej?Przecież za 13 dni miał mieć 40 urodziny.Miał jeszcze tyle do zrobienia.Tyle do zobaczenia.Mieliśmy zbudować nasz mały domek ,mieliśmy zobaczyć góry.A jego nie ma.Nie ma..............
Witaj nika3077
Wielu z nas było w podobnej sytuacji, przeczytaj od początku wszystkie posty. Naprawdę wiem co czujesz, napisałem o tym w #74. Musisz pogodzić się z sytuacją i banał czas leczy rany. Oczywiście możesz ryczeć na niesprawiedliwość losu, możesz zająć się pracą możesz szukać wsparcia wpisując w google "grupy wsparcia dla osób w załobie" i odszukać najbliższą grupę.

Malwina
12-07-2010, 20:54
Nika 3077..nic nie mogłąś zrobić , nic powiedzieć...stało się.....takie było zrządzenie Losu...to, że rozpadłas się na tysiące kawałkow jest normalne....będzie żal, że wyć się chce, będzie wściekłość dlaczego...będzie odrętwienie i chwilowy pas...ale przyjdzie też wyciszenie jak wszystkie popzrednie emocje "wygotują się"(teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale przyjdzie...).....nie odtrącaj ludzi, zajmuj się tym co potrafisz i lubisz i jak za jakiś czas nieco wyciszysz emocje....napisz do Niego list z podzięką ,ze był w Twoim życiu, wspominaj dobrze i pozwól Mu odejść, adresuj jak chcesz po czym spal ....pomoże
A tak na codzień pisz tu u nas , z nami, płacz, żal się , krzycz..tylko nie w samotności....

eledand
12-07-2010, 21:36
Witaj i jak Malwina doradza to:
Pisz i płacz,pisz i płacz i szlochaj nad klawiaturą z biegiem czasu będzie to dla Ciebie wielka ulga.
Pozdrawiam i współczuje,świat jest jaki jest i tak miało sie stać.Tam czekała na niego "Ona"
Nie możesz powiedzieć że wyjechał do Niemiec zarobić tak był pisany jego k.......!.

martunia
12-07-2010, 21:41
Przytulam Cię Niko i wierz mi, wiem co czujesz, to ja prawie 3 lata temu założyłam ten wątek.
Pewnie czułam się podobnie jak Ty dzisiaj.
Płacz kochana, wypłacz żal, krzycz jak mówi Malwina, to pomoże chociaż nie odrazu.
Zaglądaj na forum, mnie to bardzo pomogło.
Pozdrawiam Cię.

sellenhel
12-07-2010, 22:42
Pomóżcie proszę bo rozpadłam się na tysiące maleńkich kawałeczków.Dwa tygodnie temu zmarł mój ukochany.Wyjechał do pracy do Niemiec po lepszą przyszłość dla naszej rodziny.A po trzech tygodniach już go nie było.A przecież rozmawiałam z Nim jeszcze w sobotę a w niedzielę w ciągu 4 minut skończyło się jego życie.A mnie przy Nim nie było.Nie było mnie a on był taki samotny.Nie chciałam żeby jechał, nie chciałam.Nie przeczuwałam najgorszego ale po prostu chciałam żeby był przy mnie zawsze.Może mogłam coś zrobić ,coś powiedzieć?Może mogło być inaczej?Przecież za 13 dni miał mieć 40 urodziny.Miał jeszcze tyle do zrobienia.Tyle do zobaczenia.Mieliśmy zbudować nasz mały domek ,mieliśmy zobaczyć góry.A jego nie ma.Nie ma..............

Niko rozumiem Twój ból i współczuję bardzo ,ja przez to kiedyś też przeszłam.Dziś właśnie jest 15 -ta rocznica śmierci mojego męża,też czułam się tak jak Ty wtedy ,też było to dla mnie wielkim szokiem bo też była to śmierć nagła i niespodziewana.
Nie będę się powtarzać ale wszyscy moi poprzednicy dobrze Ci radzą,wszystko potrzebuje czasu i to jest najlepszy lekarz.
To wcale nie znaczy że z czasem przyjdzie zapomnienie,pamiętać będziesz zawsze bo człowiek tak długo żyje póki pamięć o nim nie ginie w naszych sercach.Przytulam Cię mocno i trzymaj się Niko,życie idzie do przodu i któregoś dnia to co było odłożysz jak przeczytaną książkę do której będziesz zawsze wracać.Nie piszesz nic więcej o sobie ale myślę że masz dzieci więc musisz żyć dla nich.Pozdrawiam Cię serdecznie :)

wankabor
13-07-2010, 08:00
A ja myślałam, że na forum Klubu Seniora są tylko seniorzy, okazuje się, że byłam w błędzie.

Regina_108
13-07-2010, 08:31
Niko,bardzo Ci wpółczuję,ponieważ właśnie minęło 4 miesiące od śmierci mojego męża.Ja już trochę się wyciszyłam,chodzę często na cmentarz,rozmawiam z nim i to pomaga.Życzę Ci spokoju i pozdrawiam.

nika3077
13-07-2010, 10:46
Chociaż nie jestem seniorem (mam 33 lata) to w tym momencie jestem tak zmęczona ,że właśnie tak się czuję.Chyba nikt nie zrozumie człowieka w takiej sytuacji tak dobrze jak ci którzy kogoś stracili.Właśnie dlatego tu jestem.Straciłam mamę kiedy miałam 17 lat,ojca kiedy miałam 21.Chyba teraz najbardziej mi ich brakuje.Może dlatego tu jestem.Tak mam przyjaciół,rodzinę która mnie wspiera.Ale teraz chyba wolałabym zamknąć się na cztery spusty i wyć.Nie ma dobrych słów na taką sytuację.Wiem.Trzeba żyć dalej słyszę dookoła.Tak wiem.Tylko jak??Tak mam dla kogo żyć.Mam 12 letnią córkę.Wiem.Ja to wszystko wiem.Ale to wcale nie pomaga.Dziś rano brat mojego męża przywiózł mi 2 torby które pakowałam mu na wyjazd 5 tygodni temu.Trzymałam w rękach kubek w którym pił ostatnią kawę i wyłam z bólu.Może dlatego tu jestem,żeby się po prostu wypłakać i nie musieć tego ukrywać.Przytulcie mnie proszę

Regina_108
13-07-2010, 10:56
Niko,bardzo Cię przytulam.Może chociaż trochę ukoi to Twój ból.Pozdrawiam.

tar-ninka
13-07-2010, 11:01
Niko i ja wiem jak to boli .. rozumiem Cie .
Przytulam cię bardzo serdecznie.

Malwina
13-07-2010, 12:05
Może dlatego tu jestem,żeby się po prostu wypłakać i nie musieć tego ukrywać.Przytulcie mnie proszę

tak, krzycz , wyj, pisz....ale bądz z nami.....a Ty czujesz , ze Cię przytulamy całym sercem....większość z nas kogos bardzo bliskiego straciła już i przechodziłyśmy przez to...ale patrz żyjemy , cieszymy się a w sercu mamy takie miejsce, które jak mocno ruszane, od czasu do czasu płacze...to normalne..Dziewczyno masz teraz czas w którym boli do żywego..daj sobie przyłożyc plasterek.....przytulam mocą mojego serca...

Renatas46
13-07-2010, 13:26
Ja też niedawno straciłam bliskich, dlatego przytulam Cię bardzo mocno.Jesteśmy tu dla Ciebie.:)

eledand
13-07-2010, 14:54
Właśnie mam łzy w oczach ale bardzo szczere i od Serca.
Schowaj tą Torbę do najciemniejszej dziury i przez pewien czas nie zaglądaj do tego miejsca.To ukoi Twój narastający Ból.
Czas goi rany,chociaż to czasami jest nie do zniesienia.
Mnie pomogły zwierzęta Koty i Psy.
Ja straciłam Przyjaciółkę a chociaż mam męża to i zrozumienie uciekło.Najwięcej płakałam w nocy i na computerze,wtedy gdy byłam całkowicie sama.
To zmobilizowało mnie do pracy nad sobą i pomogło.

Mnie w bardzo młodym wieku spotkała śmierć męża i małe dziecko a z drugim byłam w ciąży.
My Kobiety jesteśmy silne i przytulam Ciebie jeszcze raz.:D

wankabor
13-07-2010, 20:52
.Chyba nikt nie zrozumie człowieka w takiej sytuacji tak dobrze jak ci którzy kogoś stracili.Tak mam dla kogo żyć.Mam 12 letnią córkę.Wiem.

Nie ma rodziny, która nie straciła kogoś bliskiego.Żyć trzeba dla żywych, a zmarłych zachować w sercu i wiecznej pamięci. Maja córka owdowiała I-szy raz mając 28 lat i 3 letnią córkę. Wyszła drugi raz za mąż za Niemca i II-gi raz owdowiała mając 43 lata i 9-cio letnią córkę z tego małżeństwa. Teraz musi sama pracować i żyć dla dzieci. Jest zahartowana życiowymi problemami, nie użala się i jak widzę, świetnie daje sobie radę. Ja nie mogę jej pomóc , bo mieszka w Niemczech i nigdy do Polski nie wróci. Widzimy i słyszymy się bardzo często, ale tylko przez internet. Takie jest życie.

nika3077
14-07-2010, 13:13
Dziękuje Wam bardzo za wsparcie.Za to ,że pozwalacie mi płakać.Wiem,że z wieloma rzeczami będę musiała sobie poradzić sama.Podnieść się z kolan i nauczyć żyć od nowa.Wiem,że kiedyś przestanę płakać pijąc kawę z ulubionego kubka mojego męża.Ale najpierw muszę się wypłakać.Wyżalić.Wy wiecie,jak ważny jest płacz.Ludzie mówią mi nie płacz ,bądź silna masz dla kogo żyć, znajdź pracę zajmiesz myśli.Tak ,tak ja to wszystko wiem. Tylko w mojej głowie nie ma teraz nic oprócz myśli "Jego już nie ma" i pragnienia żeby jeszcze raz usłyszeć Jego głos.

Malwina
14-07-2010, 13:48
Nika..tak...przezywasz "normalny" stan w tej obecnej sytuacji...płacz...nie duś...ale pamiętaj o swojej córci, która może czuć sie bardzo osamotniona w tej chwili..nie mniej niż Ty....płaczcie, przytulajcie się....bądzcie z sobą i dla siebie...ona ma 12 lat...jej moze jeszcze trudniej ogarnąć to co nastąpiło.....masz dużo od nas serdecznosci płynących w Twoim kierunku, ale przezyć na bazie silnego wsparcia musisz sama...plasterek ode mnie.....masz tyle lat , co moja córka....

Bess
14-07-2010, 16:12
nika3077, wyrazy współczucia,
bo cóż więcej mogę ci powiedzieć.
Trzeba czasu,to najlepszy lekarz na rany ducha.
Życzę ci dużo,dużo sił.

aannaa235
14-07-2010, 16:25
Nikuś - przytulam Cie do serca jak własną córcię...pisz...płacz, tylko nie izoluj sie od ludzi...chodź często
na cmentarz...mnie to pomogło, chodziłam przez rok co dziennie...
z czasem ból łagodniał, aż zanikł...teraz została pamięć i wspomnienia...w maju minęło 13 lat jak pochowałam męża.

Scarlett
14-07-2010, 18:00
Ktoś mi kiedyś tu napisał, że mam dla kogo żyć i żyję.
Kwiatki dla Ciebie i wspominaj, że tak bardzo kochałaś męża.
Karta się kiedyś odwróci i żal przycichnie, ale to troszkę musi potrwać.
Życzę Ci dużo siły.

http://www.iv.pl/images/54795313335512353755.jpg (http://www.iv.pl/)

donka
14-07-2010, 22:02
Niko - wiem co czujesz. Gdy straciłam mamę, której byłam najukochańszą córką łzy ciekły mi stale i niepowstrzymanie. Cały rok. Te łzy przynosiły mi ulgę. U Ciebie na razie płacz jest bolesny, rozpaczliwy, ale powoli będzie łagodniał, będzie Cię uspokajał. Płacz, płaczcie razem z córką, masz z kim dzielić swoją rozpacz i masz dla kogo żyć. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem i przeżywam razem z Tobą tą nagłą pustkę, którą czujesz po stracie Twego Ukochanego Męża. Tulę Cię mocno do serca.....przytul się i wypłacz.

nika3077
15-07-2010, 08:29
Nawet nie wiecie jak wiele dają mi Wasze ciepłe słowa i uściski.Dziękuję.
Nic mi się nie śni.Dziwne bo zawsze głowę miałam pełną pomysłów,planów.Ale przecież to były Nasze plany a nie tylko moje.Teraz to trochę tak jak bym trzymała w dłoni przerwane zdjęcie.Niedokończone,niepełne. Nawet nie wiedziałam, że w jednym człowieku mieści się tyle łez.Zaczęłam pisać blog.Opowieść dla Niego.Ale i dla mnie.To trochę jak nasze ostatnie smsy.18 czerwca minęła Nasza 15 rocznica.A ja zapomniałam.Jak mogłam zapomnieć.To On z samego rana wysyłał życzenia a ja cały dzień popłakiwałam z tęsknoty.Tylko i aż 15 lat.Dlaczego nie 30?

Malwina
15-07-2010, 10:12
bardzo dobrze, ze piszesz blog....nie pytaj dlaczego 15, a nie 30......jakby było 30 zapytałabyś Bozę dlaczego tylko 30...zawsze jest za wcześnie..nie ma pory na....miało być 15...na tym etapie pytania dlaczego są bardzo bolesne...nie ma na nie odpowiedzi.....pisz blog, pisz z nami.....rozmawiaj z córcią....

Arti
15-07-2010, 10:44
To tylko tymczasowe rozstanie.

donka
15-07-2010, 21:47
Nikuś - jesteśmy z Tobą, pamiętaj. Jeśli choć trochę przynosi Ci ulgę świadomość, że jest tu grono osób, bardzo Ci współczujących, pragnących Cię pocieszyć to właśnie tak jest.
Pisz do nas...cały czas tu jesteśmy gotowi Ci udzielić wsparcia.

Nie rób sobie żadnych wyrzutów, że zapomniałaś o rocznicy, On też na pewno nie zawsze pamiętał, o tym co byś chciała...tak jest w życiu i w małżeństwie. Nie doszukuj się swojej winy, tam gdzie jej nie ma. Dziś już nie płacz, gdyby to było w realu - przytuliłabym cię mocno i pogłaskała. Śpij spokojnie.

nika3077
16-07-2010, 07:54
Donka nawet nie wiesz jaką ulgę przynosi mi Wasze ciepło i wsparcie.Serdecznie Wam dziękuję.Myślałam,że z dnia na dzień będzie coraz lepiej.Ale wręcz przeciwnie.Wczoraj po raz pierwszy gotowałam w domu obiad i zdałam sobie sprawę,że On już nigdy nie usiądzie z nami do stołu.Takie proste,codzienne sprawy są najbardziej bolesne.Tak boli kiedy otwiera się szafę pełną Jego zapachu ale Jego już nie ma.Złapałam się na tym,że zapominam co się stało.Zapominam i czekam kiedy zadzwoni, że już wraca z pracy.Ktoś mi ostatnio powiedział,że ludzie odchodzą w najbardziej odpowiednim dla siebie momencie.Dla siebie nie dla rodziny i tych którzy zostają tylko dla siebie,bo potem mogłoby im być jeszcze ciężej odejść.Myślę,że On nie chciał Nas straszyć i denerwować dlatego pojechał tak daleko.To była niedziela,godz.18,40 pewnie siedzielibyśmy w domu przed telewizorem bo było za gorąco żeby gdzieś wychodzić.Ja chyba z tyłu głowy nadal mam nadzieję,że On wróci.

Malwina
16-07-2010, 09:09
kochana...z dnia na dzień ciężej..tak do pewnego momentu...ale to ciężej jest po cos....nie "oganiaj" sie od Jego zapachu, bo on i tak zostanie z Tobą...wspominaj choć boli, przecież nie zamkniesz sie pzred tym co było i jak było..teraz...to podobno prawda gorzka, ale prawda...ludzie odchodzą w najlepszym dla siebie momencie....dla siebie....zostajemy my pełni rozpaczy....na jakis czas....podejrzewasz, ze wybronił Was od przeżyć bezpośrednich związanych z Jego odejściem...wyjezdzając daleko?jeśli tak...to bardzo piękny odruch serca....
Jak Twoje i Twojej córki kontakty na codzień,czy macie w tej sytuacji porozumienie serc?....pracujesz?moze to nie pytania na forum...mozęsz napisać na priv jeśli będziesz miała ochotę....do przodu Niko...mimo wszystko w ważnych dla nas momentach świat się nie zatrzymuje... gna do przodu...

donka
16-07-2010, 09:18
Nikuś - myślami i łzami jestem z Tobą. Trudno teraz znaleźć słowa,które Ci pomogą. Biedne dziecko....musisz przejść przez tą rozpacz.

nika3077
16-07-2010, 10:21
Kocham te wspomnienia,zapachy.To one teraz sprawiają,że mam siłę wstać z łóżka.Jeszcze nic nie robię dla siebie.Żyję dla Niego,tak żeby był ze mnie dumny.Wiem,że kiedyś będę musiała zacząć żyć dla siebie ale jeszcze nie teraz.Może to dziwnie brzmi ale mi pomaga.I rozmawiam z Nim.Normalnie, na głos ale tylko wtedy kiedy jestem sama.Kochana Malwinko traktuję Was jak mamę i nie mam przed Wami tajemnic.Na razie nie pracuję ale szukam pracy.Nasza córka ma astmę i często choruje więc do tej pory cały swój czas poświęcałam rodzinie.Zrobiłam ostatnio kilka kursów,żeby się dokształcić więc może w nie długim czasie coś znajdę.Wiem,że teraz nie mam już wyboru.Boję się tylko jak córka to przyjmie.Jest przyzwyczajona do tego,że byłam dla niej.Powoli przygotowuję ją do zmiany.Ale myślę,że najlepszy moment przyjdzie dopiero we wrześniu kiedy pójdzie do szkoły.Wydaje mi się,że Ona nie ogarnia jeszcze do końca całej sytuacji.Mieli z tatą wyjątkowe porozumienie dusz.Chodzili razem do kina,na koncerty,rozmawiali,śmiali się.Zawsze dawałam im czas tylko dla Nich.Może podświadomie czułam,że te wspomnienia bardzo Jej się kiedyś przydadzą.Nie wiem.Chodzimy razem na cmentarz,rozmawiamy kiedy tylko ma ochotę.Patrzę na Nią i widzą męża.Są do siebie tacy podobni.

Malwina
16-07-2010, 10:44
nie obawiaj się o córkę, ale duzo z nią rozmawiaj....dziwisz się , ze ona nie ogarnia tego, jak Ty tego nie ogarniasz?ona ma 12 lat, wchodzi w trudny czas....będzie wymagała dużo z Twojej strony cierpliwościi wyrozumiałości...rozmawiajcie, rozmawiajcie i ijeszce raz rozmawiajcie....wiesz ten Twój post jest taki ...pogodniejszy....racjonalny....dobrze rokuje....ale żyj dla siebie mając te wspomnienia, zapachy...nie da sie na dłuższą metę żyć tylko wspomnieniami...masz rodzinę bliską? znajomych , przyjaciół?....pewnie niektórzy stronią od Ciebie w tej sytuacj, bardzo chcą pomóc , ale.....ludzie boją się ..nie umieją się zachować w sytuacji straty..nie wiedzą co mówić.....czasem trzeba ich zachęcić( o ironio!), ośmielic....nie powiem, ze jestem twarda pisząc do Ciebie...mnie tak strasznie źle, jak komuś źle....plasterek ode mnie...

Regina_108
16-07-2010, 11:17
Malwinko!Dzięki za ten plasterek,mnie też się przyda.Ja też udaję taką silną,ale czasami to mam tak dość wszystkiego.Może to się poprawi,kiedy pojadę do córki.Dobrze,że Wy jesteście i mam do kogo pisać.Pozdrawiam serdecznie.

Malwina
16-07-2010, 11:31
A po co udajesz taką silną? dla kogo? komu to sie pzryda?piszę tak, bo ja tez kiedyś , mozę nawet niedawno tak udawałamjaka to ja mocarna....po co?, pzrepłaca się zdrowiem, goryczą....Ty po prostu stawaj się silną w sobie, a nie udawaj silną....cieszę się , zę Ci plasterek tez choć ciutkę dobrze robi...

donka
16-07-2010, 22:52
Kocham te wspomnienia,zapachy.To one teraz sprawiają,że mam siłę wstać z łóżka.Jeszcze nic nie robię dla siebie.Żyję dla Niego,tak żeby był ze mnie dumny.Wiem,że kiedyś będę musiała zacząć żyć dla siebie ale jeszcze nie teraz.Może to dziwnie brzmi ale mi pomaga.I rozmawiam z Nim.Normalnie, na głos ale tylko wtedy kiedy jestem sama

Nikuś - a jednak wszystko co robisz, co Ci każe intuicja robisz dla siebie. Potrzebujesz by Twój Mąż był koło Ciebie. I jest. Wierzę, że przez pierwsze dni, tygodnie, może i miesiące nasi Najukochańsi nie opuszczają nas. Odchodzą gdy jesteśmy na to gotowi.
Jeśli miałoby Ci to choć trochę ulżyć w Twoim bólu uwierz w to. Jestem wielką sceptyczką w sprawach wiary, ale po śmierci Mamy nabrałam przeświadczenia, że to może być prawdą.

Przytulam do serca Ciebie i córeczkę.
Napisz nam jak Ci przeszła noc.

nika3077
17-07-2010, 00:03
Donka wierzę,że On jest.Bardzo mocno w to wierzę.Wiem,że patrzy,że czuwa.Chcę w to wierzyć.Dlatego z Nim rozmawiam i opisuję Mu na blogu co się dzieje w naszym życiu.Jutro się do Niego wybieram.Zawiozę mu bukiecik kwiatków z Naszego ogródka ,które tak lubił.Pojadę do teściów.Im też jest bardzo ciężko.Smutno mi,że nie mam tyle siły,żeby podnieść Ich na duchu.Znowu opowiedzą mi coś z Jego dzieciństwa.Bardzo lubię te opowieści.
Noc jest zawsze najgorsza......

barteczek
30-07-2010, 09:27
Nika, to uczucie zostanie do końca życia. Przepraszam, że wcinam się w Twoje odczucia, ale przeszłam to sama z córkami. Musisz swojej córci tłumaczyć, że życie jest takie jakie jest, że my też "odejdziemy" że _ Tam_ się spotkamy. Nie zadręczaj siebie i dziecka! Uśmiechaj się na Boga!! Nie pogrążaj dziecka w swojej rozpaczy. Druga sprawa, to nie mam pojęcia w jakim wieku masz córkę, czy jest w stanie to zrozumieć. Wysyłam Ci mój wiersz po stracie męża. Pozdrawiam Ciebie i tulę Twoją córeńkę!;)


Dzień Zaduszny

Dzień Zaduszny jak każdy, a jednak inny.
Budzisz się z modlitwą, na suchych wargach od snu.
Szepczesz słowa bez ładu, a z błaganiem do Boga.
Dzień Zaduszny słoneczny, jakby patrzył na groby,
przystrojone kwiatami, płonącymi zniczami.
Dzień Zaduszny, to tłok na cmentarzach,
to rozmowy i śmiech bliskich, i twoje czuwanie!
Ty się nie śmiejesz, stoisz samotna, skupiona.
Przypominasz sobie dni spędzone razem!
Czujesz jego obecność? Nie! To tylko wiatr
porusza twoimi włosami!
To szelest liści wokół twoich nóg,
to stukot butów ludzkich stóp!
Wyrwał cię ktoś z zamyślenia,
straciłaś wątek bycia z nim? To nic,
On jest zawsze przy tobie! Porusza liśćmi kwiatów.
żebyś wiedziała, że jest obok ciebie!
Weź różaniec do ręki i jak zawsze,
módl się za spokój jego duszy, za pamięć o tobie.
Jutro też pójdziesz, też będziesz stała nad grobem,
będziesz łkała w duszy z tęsknoty!
Odejdź, nie dręcz siebie i jego!
On może chce spokoju? Może nie ma już ochoty
na bycie z tobą?
Daj mu odpocząć, i ty odpocznij!
Może spotkasz go, po Tamtej stronie?
Ale czy się poznacie? Może nie ma Tamtej strony?
Może nic nie ma?
Może są tylko kamienie do dźwigania
Uwiązane do szyi, jak sznur korali?
Będziemy je razem dźwigać, bo jesteśmy do pary!

barteczek
30-07-2010, 09:58
Doczytałam się, że Twoja córka ma 12 lat. To wspaniały wiek, dużo rozumie, jest na pewno cudownym dzieckiem!Ja straciłam męża w wypadku samochodowym. Też nie zdążyłam mu powiedzieć tych Najważniejszych słów. Musiałam moje córki przygotować do życia. Po trzydziestu paru latach nadal chodzimy na cmentarz, rozmawiamy przy Nim, opowiadamy mu wszystkie smutki i radości. Moje wnuki wiedzą kto tam leży, kto na mnie czeka. Niko, wybacz mi te słowa, ale bardzo Cię wszyscy rozumiemy, współczujemy Ci z całego serca. Nie ma takiej siły żeby czas cofnąć. Mój dom też rozsypał się jak "domek z kart". Do dziś dotykam palcami zdjęcia i gładzę jego twarz. Jestem do dzisiaj z nim, przy nim, powierzam mu wszystko. Rozmawiam co dzień. Nie jestem upośledzona, tylko od zawsze go kochałam i do końca będę kochać. Pozdrawiam Was cieplutko.

Malwina
20-08-2010, 16:48
Niko3077-odezwij się, podziel się swoim dniem dzisiejszym Twoim i Twojej córci.....tu na wątek byc moze pzrybędzie druga osoba z tak ciężkim sercem jak Twoje miesiąc temu..moze Ty teraz pomozęsz?

nika3077
01-09-2010, 09:45
Żyję ,Kochane dziewczyny.W prawdzie nie wiem jak mi się to udaje ale jakoś ciągnę.Dziś 1 września.Nasza córka zawsze lubiła powroty do szkoły po wakacjach.Dziś nie chciała założyć białej bluzki.Poszła w czarnej koszuli.Czy dzieci powinny nosić żałobę??Wydaje mi się czasem,że Ona straszne wydoroślała przez te dwa miesiące.Właśnie zdałam sobie sprawę,że to 60 dni.60 dni czekania nie wiadomo na co.Na telefon,na jakiś znak tam z góry,na chociaż odrobinkę zapomnienia,na minutkę Jego obecności.Pisałyście,że czas leczy rany.Nie leczy tylko rozdrapuje.Co dzień co raz bardziej.Nie można uciec.A tak bardzo bym chciała.

Malwina
01-09-2010, 10:01
Dobrze, ze jestes...czas leczy, ale potem tak powiesz...jeszcze za wcześnie....ale dzielnie się trzymasz, wiem, wiem boli....musi boleć...narazie...a dziecko ? tak wydoroślała, bo zdarzyło sie coś, co kazało jej dorosnąć(chociazby to, ze przez pierwsze tygodnie widziała matkę kompletnie załamaną..)....nie wtrącaj się w jej ubiór, ona sama pewnego dnia zacznie tę zcerń rozmywac....czas..czas....rozmawiajcie, wspominajcie, ale nie rozdrapujcie....te rany same sie będą otwierac , ale i zasklepiac, nie rozdrapujcie.....życzę Twojej córci dobrego szkolnego roku....bądzcie razem....otwieraj się na znajomych, przyjaciół, którzy umieli z Tobą byc w tamtych chwilach, ośmielaj tych, którzy nie umieli sie znaleść po prostu, bo i tak bywa......serdecznie przytulam i mogę na wirtualną kawę?

Mar-Basia
01-09-2010, 11:15
Malwino, jezeli straci sie bardzo bliska osobe to pamiec o niej bedzie sie ciagnac do konca Twego zycia. Zdecydowanie, czas zalecza rany ale nie jest w stanie ich wyleczyc. Poprostu przez rozsadek trzeba isc do przodu.

Problem wdow i wdowcow, rodzicow, ktorzy stracili dzieci - jest bardzo skomplikowany. Jak z tym zyc? Kazdy musi samodzielnie znalesc wlasciwa droge.

Renatas46
02-09-2010, 14:47
Ostatnio przeczytałam w książce takie zdanie: "Czas leczy wiele ran, ale niektóre może rozjątrzać. Mądry człowiek postara się oczyścić ranę, by następnie ją osłonić na pewien czas."(Marilyn vos Savant)
Życzę Ci dużo siły i stopniowego odzyskiwania radości życia.http://media7.mojageneracja.pl/ooqeputrot/mediumjsomlb4759505feeda3.jpg

Malwina
02-09-2010, 16:05
ładne Renatko....tak jest..zalezy od nas czy będzie sie odnawiac na jak długo i czy bez nadkażeń....

Ha-linka
05-09-2010, 17:34
Witam wszystkich cieplutko. Niedawno po 30-tu latach cudownego małżeństwa, pochowałam męża. Jest mi bardzo ciężko bez niego. Nie umię wyrazić co czuję. Pustka i strach, samotność i łzy. Pytanie dlaeczego?...słyszę ciszę, która mnie boli. Tak bardzo kochałam męża, był wspaniałym człowiekiem, mężem, ojcem dziadkiem. Jeszcze nie tak dawno umiałam się śmiać, lubiłam przebywać przed komputerem...słuchałam muzyki...teraz mnie to męczy. Zamykam się w swoim pokoju i myślę o nim, uśmiecham się przez łzy jak rozmawiam z synem na skype ( pracuje w Londynie). Nie potrafię żyć bez męża...był dla mnie życiem.

Malwina
05-09-2010, 18:14
Halinko, każdy z nas stracił bardzo kochana , bliską osobe bez której nie wyobtażał sobie życia i każdy zna ten ból...ja pzrez trzy lata opłakiwałam mamę, co nie znaczy,z ę dzis jest zupełnie dobrze..cząstka z nas wyrwana pozostawia pustkę, którą nalezy powoli wypełniac..każdy ma swój czas...ona nigdy do konca nie zostanie zapełniona, bo wspomnienia wracają falami, ale ból jest inny i okazjonalny...przeczytaj wątek od początku..znajdziesz tam siebie, swoje uczucia i rady niektórych z nas....ściskam Cię ciepło

Gabi K.
07-09-2010, 22:30
Malwina ma rację.

Kiedyś powiedziała mi moja
ulubiona dziewczyna,
jak cierpiałam po stracie najbliższych mi osób,
"że nie powinno mi być żal ,że się skończyło.
Powinnam być szczęśliwa, że było,
że powinnam spróbować wypisać
sobie miłe wspomnienia
o moich bliskich i uśmiechnąć się do Nich.
Przecież Oni nie byli żałobą.
Są warci uśmiechów i śmiechów.
Roześmiej się.
Przecież Oni żyli, śmiali się, żartowali. "
Ja Ci teraz przekazuję te jakże mądre słowa
i uwierz mi, to działa...
Tego Ci życzę
i również przytulam Cię do serca.

jesienna60
09-09-2010, 18:13
Witam, jestem tu nowa, ale podobnie czuję i przeżywam stratę bliskiej osoby.
Doskonale rozumiem Halinkę, Nikę3077. Mijają dni, miesiące, ale nie mija ból. Ciągle żyją w pamięci ostatnie rozmowy, spojrzenia, gesty. Pozostały fotografie, monologi, pytania bez odpowiedzi... Łzy czają się pod powieką, aby płynąć w najbardziej nieodpowiednim momencie. Nie umiem nad tym zapanować.
Żeby zacząć normalnie żyć, wracam do wspomnień - do tamtych szczęśliwych chwil. Jednak nic nie jest w stanie pocieszyć.
Dziękuję Bogu, że podarował mi tyle dobra i ciepła w jednym skromnym i zarazem wspaniałym człowieku, ale zaraz potem zadaję pytanie: "Dlaczego to trwało tak krótko i dlaczego odszedł, w chwili, kiedy najbardziej go potrzebuję? Chociaż już wiem, że żaden moment nie byłby odpowiedni na takie pożegnanie.

Malwina
09-09-2010, 21:11
Nigdy nie ma dobrego czasu na opuszczanie nas przez naszych kochanych..zawsze jest za wcześnie....a dlaczego? takich pytan nie powinno sie zadawać sobie, bo dla nas tu pozostających nie ma odpowiedzi....a zadawanie takiego pytania szarpie nas niepotrzebnie....ściskam serdecznie

jesienna60
09-09-2010, 23:08
Dziękuję za odpowiedź, Malwinko. Oczywiście masz rację. Jednak ktoś, kto to przeżył wie najlepiej, że pytania się same na usta cisną, czy tego chcemy, czy nie... Myślę, że każdy z nas musi znaleźć swój osobisty sposób na tę rozłąkę, czy tęsknotę... a nie jest to proste. Pozdrawiam.

nika3077
12-09-2010, 21:04
Jeszcze nie mogę Cię pocieszyć jesienna60.Jeszcze sama płaczę.Jeszcze nie mogę Ci powiedzieć,że wszystko będzie dobrze bo sama jeszcze w to nie wierzę..Ale wiem co czujesz.Wiem jak jest Ci źle.I przytulam Cię mocno.

Malwina
12-09-2010, 22:15
Ale jest Was już dwie ze względnie świeżą raną...rozłozcie ból, a nie(broń Bozę ) skomasujcie..piszcie....obie ściskam mocno

nika3077
12-09-2010, 22:40
Oj mam wrażenie Malwinko,że ta rana zamiast się goić robi się coraz świeższa.
Opadło trochę otępienie i pierwszy szok a przyszedł paniczny strach"co będzie dalej".Siedzę w autobusie i patrzę na te ulice które jeszcze tak nie dawno nic dla mnie nie znaczyły i łzy same płyną mi po policzkach.A przecież to tylko szare,zwykłe ulice.Chyba zwykłe rzeczy nabrały dla mnie jakiegoś magicznego znaczenia bo oglądaliśmy je razem.W gazecie znalazłam ogłoszenie,że w naszym mieście organizowana jest po raz kolejny "Uliczka tradycji" i płakałam cały dzień.Płakałam bo już nigdy nie będziemy razem patrzeć,razem się śmiać.Jak na złość w telewizji co chwilę powtarzają filmy na których płakałam na Jego kolanach i teraz płaczę podwójnie.Ale nie ma mnie kto przytulić,pogłaskać po głowie i powiedzieć ze śmiechem,że jestem "starą wariatką".....

Malwina
12-09-2010, 23:41
Nikuś ..to jeden z etapów....zawsze będziesz wspominac to co wspólne..tylko coraz mniej ostro...a kiedys kiedyś ....po prostu z uśmiechem i rozczuleniem...trudno dziś uwierzyc ,z ę tak będzie..ale będzie....buźka serdeczna przytulam i smyram po głowie....

jesienna60
13-09-2010, 17:13
Niko, dziękuję za współczucie. Sama nie wiem czy cokolwiek mogłoby mnie pocieszyć. Dziwię się sobie, że odważyłam się w ogóle napisać te kilka słów o swojej sytuacji... ale czytając Wasze posty uznałam, że jest to miejsce i dla mnie, osoby "zranionej" przez śmierć. Wiem, że to trzeba przejść, po prostu przejść... Nikt nie zdejmie tego ciężaru ani z Twojego, ani z mojego serca, choć wiele osób ma dobre intencje i bardzo się stara...
Uważam jednak, że rozmowy z ludźmi, modlitwa i praca dają nam chwile zapomnienia, a przez to i wytchnienie od ciągłych łez i stanów depresyjnych, które są nam przypisane na dłużej. Pozdrawiam cieplutko Ciebie i Twoją córeczkę .

nika3077
19-09-2010, 08:47
Muszę Wam o czymś powiedzieć.Muszę bo zwariuję.Bałam się do tego przyznać sama przed sobą.Myślę,że to moja wina.Nic nie zrobiłam.Nie wiedziałam co.Nie chciałam się przyznać do tych myśli.Bałam się.Jakieś pół roku przed śmiercią mojego męża kilka razy miałam takie dziwne myśli"Co będzie kiedy Jego zabraknie"?Dziwne o tyle,że nie wynikały z jakiegoś mojego toku myślenia tylko były jak grom z jasnego nieba.Niespodziewane.Nieproszone.Przerażające.Nie chciałam się do nich przyznać.Odganiałam je jak najdalej.Może mogłam coś zrobić?Może to było ostrzeżenie?A ja nic nie zrobiłam.Czy to możliwe,że człowiek przeczuwa takie rzeczy?Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało.Tak mój mąż miał chore serce.Ale Jego choroba nas nie przerażała.Brał leki.Świetnie się czuł.Po za tym jego ojciec choruje na to samo.Ma 65 lat i świetnie się trzyma.Więc dlaczego On?Dlatego,że nie posłuchałam ostrzeżeń z góry???????

tadeusz50
19-09-2010, 09:26
nika3077
Dręczysz się całkiem niepotrzebnie. Chociaż wielu z nas zadaje sobie pytanie. Czemu nas do dotknęło, czemu bliski zachorował, zmarł i gdybamy, co mogliśmy zrobić, zatrzymać w domu, wygonić do lekarza itd itp.

Malwina
19-09-2010, 09:47
Nikuś.....nawet jakbyś posłuchała ostrzezeń "z tyłu głowy" to co byś miała zrobić?....nic...trzęsłabyś się nad nim, powiedziała mu? żeby żył z lękiem do konca swoich dni...?jezdziła wszędzie z nim...jak ochraniała?Teraz zadajesz sobie tyle zbędnych pytań, kojarzysz jakieś fakty, które układaja Ci się w coś czemu myślisz mogłabyś zaradzić...nie....co było zapisane zrealizowało się....zawsze po śmierci bliskich rozmawiamy ze sobą ..gdybym to gdybym tamto..to nie ma podstaw, racjonalnosci.....ale Twoje przemyślenia obecne w parę miesięcy po...są typowe dla nas wszystkich, którzy stracilismy kogoś bardzo bliskiego....ściskam serdecznie...jak Twoja córcia..napisz

Arti
19-09-2010, 11:16
Niko przytulam Cię serdecznie.
Nikt z nas nie wie kiedy jego świeczka się dopali.
Gdybyś wiedziała jak temu zapobiec zrobiłabyś to więc czemu obwiniasz siebie.
Mój ojciec wyszedł z domu i nie wrócił.
Matka pożegnała mnie wzrokiem.
Z moim synem umówiłam się wieczorem na drugi dzień.
Szwagier nie wrócił z działki.
Chodzę na cmentarz raz w tygodniu.

Malwina
19-09-2010, 19:17
Oj Artfilko zaczepiłyśmy o temat przy spotkaniu, ale że jako pierwsze nie miałam odwagi drązyc....przeszłas swoje...buziaczek

jesienna60
23-09-2010, 21:34
Niko, Wątpliwości...przychodzą zawsze, by dotrzymać nam towarzystwa, w bólu. Podsuwają pytania: Czy czasem nie zaniedbaliśmy czegoś? Co mogliśmy jeszcze zrobić? Co byłoby, gdyby? Wynikają z naszej bezradności wobec tego, co się stało. To samoudręczanie się już nie pomoże naszym zmarłym... jedynie w nas pogłębi nastrój smutku.
Czasami toniemy we łzach i rozmyślaniach tak bardzo, że nie zauważamy, iż obok nas cierpią inni...
Pomyśl o swoim zdrowiu i pokaż od czasu do czasu pogodną twarz swojej córeczce ... żeby wiedziała, że mimo wszystko ma nadal Twoją miłość, Twoje wsparcie, że może w każdej chwili na Ciebie liczyć, że Tobie nadal na niej zależy.
Pozdrawiam Was obie ciepło i serdecznie.

Fiona
24-09-2010, 08:27
nika ,jesienna ..przykro mi ,że że również was dopadł ten stan.Ja rok temu pożegnałam męża po 2 letniej ciężkiej chorobie .Byłam w ogromnej rozpaczy ,szukałam różnych rozwiązań czasem próbowałam uciekać do ludzi jak to sugerowali inni ,niestety skutek był odwrotny od zamierzonego.Podjęłam pracę jako wolontariuszka w hospicjum poczułam straszną potrzebę pomocy innym,było ciężko ale sprawiało mi to dużą frajdę i spełnienie .po około 7 miesięcy postanowiłam za namową lekarza że muszę wrócić do zdrowych ludzi bo zbyt dużo mnie to kosztuje.Udawałam przed rodziną znajomymi,że daję radę ,że poradzę sobie z tym koszmarnym stanem,niestety organizmu nie da się oszukać,jestem po czwartym zawale i po kolejnym zabiegu na sercu.Kochane moje panie nie ukrywajcie swojego złego samopoczucia ,chcesz płakać płacz,wyrzuć z siebie co boli nie można tłumić tego co w danym momencie wzbiera w człowieku .Nie ukrywam ,że najbardziej boli i tęskni się gdzieś około 6 -8 miesięcy.Teraz minął rok tęsknię bardzo ,ale już pomału przychodzi świadomość ,że inaczej nie będzie ,że trzeba na nowo pozbierać rozsypane klocki i żyć dalej....Może jeszcze kiedyś los sprawi że zacznę na nowo uśmiechać się :) :) jak dawniej.Tego życzę wszystkim ,którzy przeżywają ten trudny stan.

nika3077
24-09-2010, 10:25
Tak,tak ja to wszystko wiem.Ale........To co teraz czuję i myślę jest jak by poza moją kontrolą.Niby wiem,że nic nie mogłam zrobić ale............Niby wiem,że na wszystko trzeba czasu ale........Ja jestem tu i teraz.Nie za pięć lat kiedy już nie będzie tak bolało.Kiedy wszystko się jakoś ułoży.Chyba trzeba sobie zadać te wszystkie pytania,żeby jakoś się z tym bólem uporać.Pytałaś mnie Malwinko o moją dziewczynkę.Boję się z nią o tym rozmawiać.I chyba nie wiem jak to zrobić.Wspominamy.Oglądamy zdjęcia.Rozmawiamy o tych wszystkich wspaniałych,niezapomnianych chwilach.Ale nie mówimy o bólu.O stracie.O tym co jest w nas teraz.Chyba obie jeszcze nie dojrzałyśmy.Mąż często był w rozjazdach więc jesteśmy przyzwyczajone do Jego nieobecności.Myślę,że podświadomie nadal na Niego czekamy.Kiedy przychodzi wieczór nie mogę sobie znaleźć miejsca i denerwuję się,że On jeszcze nie dzwoni.A potem przypominam sobie dotyk Jego zimnej dłoni.............Moja świadomość wyłapuje z otoczenia miliony ojców ze swoimi pociechami.Nigdy ich tylu nie widziałam.W filmach wyraźnie słyszę tylko słowo"tata" i pęka mi serce bo moja córka już nigdy nie pójdzie z Tatą na spacer...........
Masz rację okruszku999,że organizmu nie da się oszukać.Zaczynam się po woli o tym przekonywać.Nie wypłakany ból,nie oswojony strach zaczyna się odbijać i na moim zdrowiu.Choć to dopiero trzy miesiące.Aż boję się pomyśleć co będzie dalej...

Fiona
24-09-2010, 17:31
nika całym sercem jestem z tobą pozwól ,że położę na twoim ramieniu swoją dłoń i poczuj ,że ktoś jest przy tobie ,ktoś co niedawno uporał się z tymi koszmarnymi myślami.Rozumiem cię jak nikt inny ,ale sama musisz przez to przejść nie pomogą żadne rady ale wiec że nie jesteś sama .Głowa do góry ,przyjdzie taki czas ,że będziesz wspierała innych.Trzymaj się jestem obok.:)

donka
25-09-2010, 11:57
Malwina z pobytu u Donki

Nikuś znajdz odwagę na wymianę bólu z córcią,popłaczcie, nie wstydzcie się tego przed sobą...obu Wam w pewien sposób ulzy...złapiecie oddech , zbliżycie się.....obu Wam tego potrzeba.....nie pozwólcie na narastanie pancerza...z tego wychodzą choroby.....przytulam serdecznie i posyłam buziaki prosto z gór od Donki z Zakopanego....

nika3077
29-09-2010, 11:47
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za ciepło i wsparcie.Bardzo tego teraz potrzebuję i wiem,że na Was zawsze mogę liczyć.Mam ostatnio kiepskie dni.Właśnie minęło trzy miesiące.Nie mogę sobie znaleźć miejsca.Donka Twoje ciepłe pozdrowienia z cudownych gór wprawiły mnie w zadumę.Jeszcze tak nie dawno mieliśmy marzenia,plany....Oboje z Mężem kochamy góry.Marzyliśmy,że kiedyś kupimy maleńką chatynkę z widokiem na szczyty i codziennie rano będziemy pić kawę upajając się tym cudownym widokiem.Teraz te marzenia straciły sens....

Malwina
29-09-2010, 15:19
Nikusiu to ja do Ciebie pisałąm od Donki z Zakopanego..byłam u nIej 5 dni(zdjecia na pogaduchach)..te marzenia z tym człowiekiem straciły sens na dzień dzisiejszy, ale marzyć trzeba...pamietaj ..marzyc trzeba.....

Scarlett
29-09-2010, 15:36
Jeśli masz troszkę siły, pokaż swojej córeczce inny świat od tego, który macie w czterech ścianach.Próbujcie szukać czegoś radosnego. Idzie jesień, zbierzcie razem kasztany i żołędzie i udekorujcie nimi dom, albo wybierzcie się razem do kina, lub teatru na coś fajnego. Bądźcie dla siebie przyjaciółkami. Oczywiście nic na siłę i w miarę sił psychicznych, bądźcie ze sobą blisko, jak tylko się da.
Ja wiem, że to tak lekko się pisze, ale tak mi to przyszło do głowy.

Fiona
06-10-2010, 21:52
nika3077- proszę odezwij się jak sobie radzisz,troszkę martwię się o ciebie...Sciskam i pozdrawiam serdecznie.:) :)

nika3077
10-10-2010, 10:22
Przepraszam Kochane dziewczyny,że tak długo się nie odzywałam ale obie z Kają mamy poważne zapalenie oskrzeli.Właśnie kończymy drugie opakowanie antybiotyków.Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mój organizm jest wycieńczony przez stres i łzy.Przez dwa tygodnie nie mogłam się podnieść z łóżka.Jak już mnie dopadło to na dobre.Nie lubię chorować.Oj bardzo nie lubię.Ale już jest lepiej.Kaja się śmieje,że niedługo wykaszlę kosmitę.Lubię patrzeć kiedy Ona się śmieje.Ja już nie potrafię.....

Malwina
10-10-2010, 17:38
Tak Nika..organizm "po przejściach" jest słabiutki narażony na wszystko, dłużej choruje, męczy się...jeśli Twoje dziecko juz zaczyna sie uśmiechac, śmiać ..nie pozostaje Ci nic innego jak smiac sie razem z nią..bez względu na wszystko...gwarantuję Ci ,zę potrafisz....czy uważasz, że Twój mąż chce abyś była nieszczęśliwa?Zrób to dla Niego, Kaji..a przedewszystkim dla siebie....to tak ja te rodziny smolenskie pojechały dziś "do piekła"...jestem pewna, ze niektórzy wrócą pożegnani, oczyszczeni z bólu i obudzą sie do nowego życia...im to było potrzebne jak tlen...do życia...słyszłaś Ewę Komorowską i jej przeraźliwie bolesny śpiew....ona w tym momencie pozbywała się traumy...dla siebie...buziaczek Wam

Fiona
10-10-2010, 17:44
Kochana duża dziewczynko-wracaj razem ze swoim skarbem szybciutko do zdrowia ,jeszcze troszkę cierpliwości i będziesz śmiała się razem z innymi.Przesyłam cieplutkie uściski i pamiętaj ,że masz wkoło przyjazne dusze .pozdrawiam:) :)

nika3077
16-10-2010, 20:34
Chciałabym się Wam pochwalić moim maleńkim sukcesem.Pierwszym kroczkiem do .....hmm.... nie do normalności,bo normalnie już nigdy nie będzie ale do względnego spokoju w sercu.Zrobiłam wczoraj placki z jabłkami.Tak,tak placki z jabłkami.Bałam się.Wiedziałam,że wrócą wspomnienia.Jabłka zawsze w naszym domu zajmowały szczególne miejsce.Zapach szarlotki,pieczonych jabłek z cynamonem to był Nasz zapach.Odświętny nawet w środku tygodnia.Specjalny,od serca,Nasz wspólny.A teraz wszystko jest inaczej.........Śmieszne, bać się jabłka.Ale ja przez tydzień nie mogłam się przemóc.Bałam się,że sprofanuję ten zapach, te wspomnienia.Że chyba nie powinnam żyć normalnie jakby nic się nie stało bo przecież Jego nie ma.....Ale przemogłam się.Dobrze,że Kaja akurat zasnęła zmęczona czytaniem bo nie widziała jak ryczę nad patelnią.Chyba nie umiałabym Jej wytłumaczyć dlaczego....Poparzyłam sobie palec gorącym olejem ale zrobiłam to.I powiem Wam,że mi ulżyło.To był pierwszy kroczek.Może kiedyś nawet rozłożę łóżko.Tak jak dawniej.....Bo na razie śpię na nie rozłożonej kanapie bo nie jest taka pusta........

Malwina
16-10-2010, 20:52
Nikusiu kochana ..tak..to Twój pierwszy wieeelki sukces....przekraczasz swoje wg siebie niemoznosći....jak ja Cię teraz chciałabym usciskać tak naprawdę......

nika3077
16-10-2010, 20:58
Kochana Malwinko.Ty jesteś zawsze kiedy Cię potrzebuje.Przecież Ty mnie przytulasz zawsze tak naprawdę..............Ja to wiem.

Malwina
16-10-2010, 21:02
Jak ja się cieszę, ze Ty to wiesz......Twoje jabłka to bolesny śpiew Ewy Komorowskiej i i opróznianie balonika cierpien.....

nika3077
24-10-2010, 21:13
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść.? - spytał Krzyś, ściskając misiową łapkę. - Co wtedy.? - Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
Chyba jestem trochę jak ten miś z małym rozumkiem.Siedzę tu sobie i czekam na cud.Na to,że ktoś wreszcie powie mi jak cofnąć czas.Chyba znowu mam kiepskie dni.Przepraszam,już Wam nie truję....

Malwina
24-10-2010, 21:26
truj, truj i miej czasem kiepskie dni....bo to normalne.....tak ..w pewnym sensie nigdy nie znika, bo zostaje w pamięci, tylko wreszcie kiedyś pamięc osnuwa się dobrą materią i zaczynamy patzreć z uśmiechem i podzięką, zę ktoś taki pzreszedł pzrez nasze życie....
Smutny dzis dzień ....jedna z forumowiczek Tarninka straciła córkę..wczoraj była , dziś jej nie ma.....co byś jej powiedziała na dzis od siebie? odpowiedz sobie sama...a mozę powiedz jej...

eledand
24-10-2010, 22:28
Napisałam w Samotności a kiedy widziałam czarną świece to szukałam kogo to dotknęło.
Tarninko Kochana,cóż jedynie w głębokim smutku jestem z Tobą.Przytulić i razem płakać,pozostaje nam.

sarunia
24-10-2010, 22:31
Smutny dzis dzień ....jedna z forumowiczek Tarninka straciła córkę..wczoraj była , dziś jej nie ma.....

Tak mi przykro...płaczę razem z Tarninką z żalu za Jej córką.

Ania o.
25-10-2010, 00:12
- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść.? - spytał Krzyś, ściskając misiową łapkę. - Co wtedy.? - Nic wielkiego. - zapewnił go Puchatek. - Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
Chyba jestem trochę jak ten miś z małym rozumkiem.Siedzę tu sobie i czekam na cud.Na to,że ktoś wreszcie powie mi jak cofnąć czas.Chyba znowu mam kiepskie dni.Przepraszam,już Wam nie truję....

Nika przeczytałam wszystkie Twoje posty o tym jak cierpisz, jak Twoje ciało, myśli i uczucia są rozdrapywane i rozszarpywane ogromnym bólem. Nikuś co by nie powiedzieć, to Ty sama i jedyna musisz przejść przez ten ogrom cierpienia. Nikt Ci tej rozpaczy nie odejmie. Taki los. Bądź blisko ze swoją teściową. Ona też cierpi i dlatego ona jest w stanie Twój ból wystarczająco rozumieć. To kiedyś minie. Zobaczysz sama, że pomimo takiej ogromnej straty, potwornej rozpaczy jednak da się i trzeba żyć dalej. Córka, której jesteś potrzebna i praca, która będzie Cię absorbować to naturalne lekarstwo, ulga w cierpieniu i pomoc w wychodzeniu "na prostą". Dasz radę. Przytulam i dobrą energię Ci posyłam aby było choć trochę lżej.

nika3077
25-10-2010, 19:04
Z pozdrowieniami dla Wszystkich,którzy Jej potrzebują.........


Bajka

o zasmuconym smutku


Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny,
jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny.
Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
"Kim jesteś?"
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
"Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością,
jakby spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce."
"Tak sądzisz ...", zdziwił się smutek,
"to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?"
"A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?"
"Ja ... jestem smutny." odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
"Smutny jesteś ...", powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową.
"A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko,
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył.
"Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy."
I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni.
I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą.
I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami,
byle by tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
"Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera.
A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy,
może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia."
Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy:
najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać,
aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć,
a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka
uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko.
"JA JESTEM NADZIEJA!"
autor nieznany

Malwina
25-10-2010, 20:38
Nikusiu...pięękne, spowodowałaś, ze się poryczałam, ale tak zdrowo..jak ten smutek......no i to jest kwintesencja tego wątku...nic dodać , nic ująć.....ale , zę to Tyy tuu na tym wątku przytoczyłaś treśc tej bajki jest dla mnie(dla Ciebie!!) baaardzo budujące......

nika3077
25-10-2010, 20:52
Od rana dziś płaczę.Jestem "tak skulona,że prawie zlewam się z piaskiem".I wypatruję staruszki.Może kiedyś ją spotkam...........A na razie mam Was.Dziękuję.......Dzięki Wam wiem,że kiedyś może będzie lepiej.

sellenhel
25-10-2010, 21:13
Od rana dziś płaczę.Jestem "tak skulona,że prawie zlewam się z piaskiem".I wypatruję staruszki.Może kiedyś ją spotkam...........A na razie mam Was.Dziękuję.......Dzięki Wam wiem,że kiedyś może będzie lepiej.
Nikusiu ja tak jak Malwinka poryczałam czytając
to opowiadanie ,piękna jest jego puenta
bardzo optymistyczna.
Po każdym deszczu zaświeci słonko
i zawsze powinna być przy nas nadzieja. :)

Malwina
25-10-2010, 21:49
może my, to taka udziwniona , ucywilizowana, albo zawoalowana "staruszka", albo przedwstęp do :staruszki"......
piszesz bardzo ładnym językiem..wiesz o tym? próbowałaś z tego robić kiedyś użytek....

nika3077
26-10-2010, 09:17
Malwinko, bajka nie jest mojego niestety autorstwa.Jej autor jest nieznany ale musiał być bardzo mądrym człowiekiem i z pewnością wiedział o czym pisze.Szkoda,że nie potrafię ubrać moich uczuć w takie słowa.Myślę,że autorem tej bajki mógłby być każdy z Nas wypatrujący "staruszki".

Malwina
26-10-2010, 11:36
ale ja nie pisałam o autorstwie tej bajki jako Twoim, wiem, ze jest autorstwa kogoś innego...ja pisałąm o Twoim sposobie pisania wogóle.....Ty bardzo ładnie wyrażasz swoje myśli..wiesz o tym?

Malwina
26-10-2010, 12:09
Nika , pozwoliłam sobie skopiować tę mądrą bajeczkę do bliskiego mi wątku babskie pogaduchy...ku pokrzepieniu serc...mam nadzieję ,z ę nie masz nic pzreciwko temu....buźka

nika3077
26-10-2010, 12:24
Malwinko dziękuję za miłe słowa o mojej pisaninie:) Wiesz, kiedyś, kiedy jeszcze miałam marzenia pisałam dziennik "prawie budowy"Naszego wymarzonego domu.Dziś znowu go przeczytałam.Tym razem nie z uśmiechem i rozmarzeniem........Napisałam tam takie zdanie"I żyli długo i szczęśliwie" nie wiedziałam jeszcze jak bardzo się mylę........
A bajka.........jasne powinna dotrzeć do wszystkich ,którzy jej potrzebują.

Malwina
26-10-2010, 13:01
dzięki....będziesz miała jeszcze marzenia..gwarantuję własną głową.....
a że zajrzałąś do dawno pisanego dziennika...to znów milowy krok na Twojej obecnej ścieżce....

Fiona
26-10-2010, 18:17
niko-jesteś wielka !!!!! to co tu przytoczyłaś powaliło mnie zupełnie ...tak trzymać...a mówiłam ,że jeszcze będziesz pomagać innym ...pozdrawiam cię Grażyna.

Malwina
26-10-2010, 18:23
prawda Okruszku?

nika3077
27-10-2010, 19:17
4 miesiące......
122dni........
2 928 godzin.........
175 680 minut.......
10 540 800 sekund........
Bez Ciebie Kochany............

Malwina
27-10-2010, 19:36
......no, jesli Ci to przynosi ulgę.......ale nie sądzę....Nika, do pionu próbuj.....całuję i ściskam

tadeusz50
27-10-2010, 19:42
Parę dni temu, jedna koleżanka forumowa pożegnała córkę, dziś inna żegna matkę. Cześć ich pamięci

mimoza
27-10-2010, 20:16
Parę dni temu, jedna koleżanka forumowa pożegnała córkę, dziś inna żegna matkę. Cześć ich pamięci

Tadeuszu nie chciałabym wypaść na bezduszną.
Oczywiście, głębokie wyrazy współczucia dla koleżanki (???)
z powodu śmierci mamy.
Może powiesz/napiszesz o kogo chodzi? - Cz

tadeusz50
27-10-2010, 20:33
Tadeuszu nie chciałabym wypaść na bezduszną.
Oczywiście, głębokie wyrazy współczucia dla koleżanki (???)
z powodu śmierci mamy.
Może powiesz/napiszesz o kogo chodzi? - Cz
Kundzia pożegnała mamę w osobowym wkufinych połajbowych

mimoza
27-10-2010, 20:54
Kundzia pożegnała mamę w osobowym wkufinych połajbowych

dziękuję Tadziu - w międzyczasie Elizka założyła wątek z kondolencjami
i już się dowiedziałam o kogo chodzi. Przepraszam za zamieszanie. :rolleyes: - Cz

tadeusz50
27-10-2010, 20:56
Czesiu zawsze do usług i zamieszania nie było

Malwina
03-11-2010, 21:41
Nikaa...wracaj..tu...tu jest Wasze...Twoje i córci miejsce...Tam bywaj, ale tu jesteś.....
wyjeżdzam na groby swoich najbliższych daleko..wracam w niedzielę.....

nika3077
22-11-2010, 10:18
Chyba powinnam być zadowolona.Znalazłam pracę.Wprawdzie dopiero od nowego roku ale zawsze.Czy jestem zadowolona?Nie wiem.Byłby ze mnie dumny.To wiem na pewno.Kaja ostatnio wróciła ze szkoły jakaś nie swoja.Zaczęła opowiadać jak zwykle co się działo i nagle się rozpłakała.Przez łzy opowiedziała mi ,że w Święto Zmarłych widziała Tatę jak siedział na murze cmentarza i coś do niej mówił ale przejechał samochód i nie usłyszała co.Potem kiedy stałyśmy nad grobem mojej mamy usłyszała głos "Zaopiekuję się Nim".Wiedziała,że to babcia chociaż jej nie znała.A tego dnia siedziała na matematyce i za oknem we mgle zobaczyła twarz taty.Długo siedziałyśmy przytulone na podłodze i płakałyśmy.Wreszcie tak naprawdę porozmawiałyśmy.Jestem z Niej taka dumna.Bardzo tęskni za Tatą nawet nie wiedziałam jak bardzo..........

Malwina
22-11-2010, 10:31
Widzisz kochanie tak dawno namawiałam Cię do rozmowy z córcią ....jej tez bardzo ciężko, a tak podzieliłyście na pół....Nikus ogromnie cieszę się, ze będziesz pracować...to bardzo zmienia kąt patrzenia na swoje zycie i daje odskocznię dystans....będzie z Ciebie dumny....moze przyszła pora napisac do Niego list, długi list..podziekowac Mu za wszystko, wyliczając...powiedzieć Mu jak bardzo Go kochałas....wylac z siebie wszystkie dotychczasowe łzy, poprosić o opiekę.....zapakowac w kopertę i spalić....zacząć żyć na bieżąco ze wspomnieniami, które z biegiem czasu zaczną budzić w Tobie uśmiech i siłę....moze dla Ciebie to jeszcze nie czas, może jeszcze potem...ale zrób to kiedyś....pomoże, zacznie sie inaczej dziać....to samo moze zrobic Twoja córcia....pomyślcie....tak sie cieszę, że sie odezwałas wreszcie....Nika skąd pochodzisz jeśli mozęsz i chcesz powiedzieć....

nika3077
22-11-2010, 10:50
Kiedyś na pewno napiszę taki list.Kiedyś zrobię wiele nowych rzeczy.Kiedyś....Zdałam sobie sprawę,że zamknęłam się w swoim bólu i zapomniałam trochę o mojej małej dziewczynce.Ale już się poprawię.Pytasz skąd jestem........Wyglądam przez okno.Smutno,szaro....To mój ukochany Radom.

Malwina
22-11-2010, 10:57
Niko aż mnie trzepnęło....jestem rodowitą Radomianką zakochaną od 56 lat w swoim mieście...na watku "Urodziłam się" wkleiłam mój wiersz o Radomiu...zajrzyj będzie o czym rozmawiac....takie spotkanie tu w wirtualu to symptomatyczne....

nika3077
22-11-2010, 11:11
Od razu czułam w Tobie Malwinko bratnią duszę.Wiersz piękny.
Ja to miasto muszę sobie oswoić od nowa....bo na razie wszystko jeszcze Nasze a Jego już nie ma.........

Alunia
22-11-2010, 11:17
Przeczytałam Twoje wpisy niko. Bardzo Ci współczuję.
Rozumiem jak Ci ciężko.
Twoja córeczka szuka również Ciebie, w jej spotkaniach z Tatą.
Nie może czuć, że ją opuściłaś.
Dobrze, że postanowiłaś towarzyszyć jej w bólu.
Razem łatwiej wypłaczecie Wasz żal.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

Malwina
04-01-2011, 22:42
Nika odezwij się w nowym roku.....

nika3077
22-04-2011, 22:08
Myślałam,że wychodzę na prostą bo przecież mam pracę,często się śmieję,poznaję nowych ludzi,bo przecież mogę już wymówić Jego imię bez łez,mogę wspominać.........Myślałam ,że wychodzę na prostą bo przecież wiosna,bo kupiłam sobie nową bluzkę,bo znowu maluję oczy..............Myślałam ,że to już nie moje miejsce to forum.A dziś znowu tu jestem..........całkiem pusta w środku.......

Fiona
23-04-2011, 08:12
Nika -takie stany będą wracać niestety... ale musi upłynąć czas dla jednych krótki dla innych dłuższy ,nie ma zapisane ile.Ale uwierz że ten czas nadejdzie i będziesz spokojniejsza ,po prostu dopadła cię samotność,ale tak już mamy.

Znów przyszła do mnie Samotność
Choć myślałam,że już ucichła w niebie
Mówię do niej ;
-co chcesz idiotko?
A ona ;
-Kocham ciebie ...

ks.Twardowski.

Pozdrawiam i daj sobie czas....

Malwina
23-04-2011, 08:50
Tak kochana, Okruszek dobrze mówi ja potwierdzam...to przychodzi falami..ale coraz rzadziej, coraz rzadziej....wierz
a tymczasem żyzcę Ci dobrych, pogodnych z córcią świąt i uśmiechaj sie nawet przez łzy czasami do ludzi i słonca....

ŁucjaS
26-06-2012, 08:19
Nagłe odejście partnera po ponad 30 latach wspólnego życia bardzo, bardzo boli. Nie umiałam mówić a łzy same płynęły. Boli nadal mimo upływu czasu, wyszukiwania absorbujących zajęć, narzucania się znajomym, wyjazdu itp. zabiegom. Jakoś nic nie jest w stanie wypełnić tej wyrwy w moim życiu. Nie chcę rozdrapywać rany ale spotkanie na ulicy podobnie wyglądającej osoby, ton głosu, zapachy, melodie nawet zjawiska atmosferyczne przypominające wspólnie przeżyte chwile boleśnie uderzają. Tylko świadome odrzucanie wspomnień, unikanie miejsc i wspólnych znajomych przynosi ulgę

jakempa
26-06-2012, 12:02
rslucja,,,,, napisałam Ci na priva,,,, niestety nie przyjmujesz wiadomosci,,, przykro mi,,,

wspołczuję szczerze,,

BEATRYCZE
24-10-2012, 11:48
Nagłe odejście partnera po ponad 30 latach wspólnego życia bardzo, bardzo boli. Nie umiałam mówić a łzy same płynęły. Boli nadal mimo upływu czasu, wyszukiwania absorbujących zajęć, narzucania się znajomym, wyjazdu itp. zabiegom. Jakoś nic nie jest w stanie wypełnić tej wyrwy w moim życiu. Nie chcę rozdrapywać rany ale spotkanie na ulicy podobnie wyglądającej osoby, ton głosu, zapachy, melodie nawet zjawiska atmosferyczne przypominające wspólnie przeżyte chwile boleśnie uderzają. Tylko świadome odrzucanie wspomnień, unikanie miejsc i wspólnych znajomych przynosi ulgę
rslucjo;rozumie i wspolczuje,sama stracilam meza wiem jak trudno sie pozbierac,czytajac Twoja wypowiedz to tak jakbym o sobie czytala.Wiem ze bedzie jeszcze dlugo bolalo,ale mysle ze nauczymy sie z tym zyc i wspomnienia beda mniej bolaly.Zycze Tobie spokoju i ukojenia.

Jolusia
02-11-2012, 22:51
Śmierć, choć jest nieuchronnym końcem życia, zawsze “przychodzi nie w porę"

Pozdrawiam

babciairenka
28-04-2018, 14:12
Nie wiem czy to jest możliwe, trzeba chyba przejść swoje żeby to przetrawić.

Simma
31-05-2019, 13:48
Nie wiem czy to jest możliwe, trzeba chyba przejść swoje żeby to przetrawić.

Oj trzeba. Czas leczy rany ale zawsze pozostaje tęsknota za drugą osoba w sercu. Szczególnie jeśli jest to osoba nam bliska. Rodzic, mąż, dziecko. Śmierć zawsze jest trudnym doświadczeniem, bez znaczenia czy przychodzi znienacka czy jeśli możemy się do niej przygotować.

W takich trudnych sytuacjach moze pomóc pomoc psychologa, ze swojej strony mogę polecić gabinet psychologiczny w Warszawie, który pomaga w kryzysowych sytuacjach: http://strefamysli.pl/psychoterapia-indywidualna/