PDA

View Full Version : Rozstanie po latach...


ulsta45
21-12-2007, 13:26
Ciekawam czy sa panie ,które maja podobne doswiadczenia jak ja i jak sobie radzą?

Mój mąż uległ fatalnemu zauroczeniu /początkowo wirtualnemu a pożniej juz całkiem realnemu/ i 30 lat małzenstwa legło w gruzach.Świat mi sie przewrócił do góry nogami...Dzieci usamodzielniły się i opuściły dom,przejście na emeryturę,zdrowie juz nie to a tu trzeba zaczynać od nowa...

Okazuje się ,ze mozna żyć bez powietrza /jak się bardzo chce albo raczej musi/ ale trudno wymazać z pamięci tyle wspólnych przeżyć...Te refleksje nachodzą mnie szczegłólnie w taki czasie jak teraz,przed świetami...

senior A.P.
21-12-2007, 13:59
Pytasz tylko Panie,Panowie moga zabrac glos na ten temat ?
Pozdrawiam !
Zycie zaczyna sie po 60-tce. Wprawdzie inne ale............. .
Dokoncze jak uzyskam zezwolenie.

Lila
21-12-2007, 14:00
Ulsta..witaj .:)

Nie,ja nie mam takich doświadczeń.Ale widzę pełno małżeństw,z których jedno jest toksyczne.I to jest gorsze ,bo samotność we dwoje jest bolesna.A dzieci nie chcą wracać do domu ,gdzie nie ma uśmiechu..

Wiem coś o tym.Takie było małżeństwo moich rodziców na starość.

To już lepsza spokojna samotność.A czyż można być samotnym ,jak tylu ludzi dookoła ?

BUNIA
21-12-2007, 14:07
Napewno jest Ci ciezko - ale nie rozpamituj,- powiedz sobie tamten okres zycia juz zamkniety - jak rozdzial w ksiazce.Nastepna kartka to cieszenia sie z blahostek, z kazdej przezytej chwli w zdrowiu ,ze szczescia bliskich ,.Musisz wierzyc w siebie i pod zadnym pozorem nie
obwiniac siebie a wrecz przeciwnie powtarzac jak mantre slowa "jak moglam z nim tyle przezyc" przeciez on nie jest wart mnie,Dbaj o siebie,i nie dawaj mu satysfakcji ze nie mozesz udzwignac samotnosci, i zniesc pustki.
Pomysl o innych ktorzy tez spedzaja swieta bez bliskich ktorzy odeszli.......
http://www.vpx.pl/up/20071221/42269600af0c2c15ab477a81bc0c80626f08092410.gif (http://www.vpx.pl/)
...

BUNIA
21-12-2007, 14:13
ulsta - czy specjalnie masz zablokowana opcje przyjmowania prywatnych wiadomosci ?? czy tak sie piorobilo przez przypadek .. sprawdz to ...

ulsta45
21-12-2007, 15:41
Oczywiscie ciekawa jestem też opinii panów.

I jeszcze jedno.Ja nie mam wielu złych wspomnień z mojego zwiazku i nie pielegnuję ich.Nie bił ,nie pił, nie zdradzał.Byliśmy normalnym małzenstwem i dla wszyskich było szokiem ,ze to on,facet z niezłomnymi zasadami,głęboko religijny...
Bunie,sprawdzę zaraz czy mam zablokowaną tę opcję przyjmowania prywatnych wiadomości

Ewita
21-12-2007, 16:25
Zlosliwi mowia ze dlugoletnie malzenstwo staje sie zwiazkiem kazirodczym.Nie wiem , moje rozwiazal los i teraz preferuje bliskie kontakty oparte na zaufaniu .Trzeba bylo wyprzedzic lobuza,wyjechac na 2 lata,zostawic w tesknocie i bolu nieutulonym i po powrocie mialabys sielanke.Nie martw sie,samotnosc nie jest zla,trzeba ja oswoic jak wiewiorke.
Nie! Nie zgadzam się! "Samotność boli bardziej niż choroba" i nie daje się oswoić!
A tak sobie myślę, że sytuacja po odejściu partnera do innej przypomina tę, w której los zadecydował poprzez śmierć o rozstaniu... Tyle że psychicznie jest ją trudniej udźwignąć!

Ewita
21-12-2007, 17:06
To nie my wybieramy los, to on nas wybiera. Chorobę jestem w stanie oswoić i walczyć z nią. Samotności nie! Każdy człowiek dokonuje osądów poprzez pryzmat własnych doświadczeń. Zbyt dobrze pamiętam, o ile jest łatwiej i prościej we dwoje, żebym mogła bez walki i żalu pogodzić się z brakiem kogoś, dla kogo ... ech, nieważne!

jolita
21-12-2007, 17:27
Rzadko tu zaglądam więc nie obiecuję udziału w polemice, ale po doświadczeniu 2 rozstań stwierdzam, że może to nie bliżej niezdefiniowana "miłość" a przyjażń sprawiły, że i wówczas i dziś odbieram to choć inaczej to jednakowo...z serdecznymi uczuciami do osób, które wybrały inna ścieżkę...

Bianka
21-12-2007, 17:50
może wyda Ci się dziwne to, co powiem, ale zauważyłam, że im bardziej staramy się zmienić swój los, tym bardziej jest on na te zmiany oporny.
Pewne sprawy, pewne zdarzenia, przychodzą i dzieją się same, bez względu na naszą wolę i nasze życzenia. Czasem to dobrze, czasem źle.
Czasem zaś los coś nam sugeruje, nawet usilnie, a my pozostajemy na jego sugestie ślepi i głusi, bo mamy inną wizję przyszłości i odnosimy zwycięstwo. Bywa, że takie zwycięstwo jest okupione prawie krwią, ale po pewnym czasie okazuje się bezsensem i naszą klęską. Gdybyśmy w swoim czasie nie upierali się przy swoim, a posłuchali sugestii losu - swojego głosu wewnętrznego, czy jak to nazwać jeszcze - wyszlibyśmy na tym tylko dobrze.
Czy piszę zrozumiale?

Ewita
21-12-2007, 17:53
W pełni zrozumiale i logicznie!

Bianka
21-12-2007, 18:03
Chińczycy wymyślili coś takiego, jak wu-wei - działanie przez niedziałanie.
Coraz częściej myślę o nich z podziwem...:)
Coś jednak mamy ze sobą wspólnego (Ty i ja), choć na pozór wydawałoby sie, że to niemożliwe.:)

Lila
21-12-2007, 19:46
Bianka,trafiłaś w sam środek mojej duszy..
Ja słyszałam będąc dzieckiem - co ci przeznaczone,znajdziesz rozkraczone..:)..na drodze ..i nie ominiesz.
Zgadza się.W związku z tym od lat nic nie planuję,nawet na następny dzień,ku rozpaczy mojej rodziny.Gdybym tylko mogła przekonać do tego moją racjonalnie i trzeźwo myślącą córkę ,byłabym szczęśliwa..

Jutro jej przeczytam ,co napisałaś.Bo dewiza moja życiowa o rozkraczaniu się na drodze ,jest widać dla niej za trywialna.:

Ewita
21-12-2007, 19:56
Ursula K. Le Guin w jednej ze swoich powieści o Ziemiomorzu powiedziała, że największą mądrością ludzką jest robić jedynie i tylko to, co musi się robić. Każde działanie ma oddźwięk w rzeczywistości i chwieje równowagą świata. Na przykład kamień, rzucony bezmyślnie - uderza w rzekę, powodując rozpryski wody, która gasi ogień, będący jedyną szansą przeżycia dla biedaka...

ulsta45
21-12-2007, 20:26
To prawda,samotnośc mozna oswoić a nawet znależć jej dobre strony ale trudno wymazać z pamięci tylu lat,tylu zdarzeń,tylu wspomnień...I wlasnie w okresie przedświatecznym nachodzą człowieka takie refleksje.

Co wcale nie znaczy ,ze jest mi jakoś szczególnie żle.Choć był i taki czas.
Ot idą Świeta Bożego Narodzenia ,święta najbardziej rodzinne z wszystkich Świąt,Święta milosci i pojednania i tak mysli uciekaja do tych 29 cudownych wigilii,które spędziliśmy razem całą rodziną,które były zawsze wyjatkowe...

I mysle też sobie ,ze to dobrze mieć takie wspomnienia.


Żeby bylo zabawniej to nadal mieszkamy pod jednym dachem tylko w swoich pokojach.Taka małżenska schizofrenia.

I jeszcze jedno ...do dzis nie potrafię zrozumieć...Ale czy wszystko da się wytłumaczyć?

babciela
21-12-2007, 21:28
mnie sie wydaje ,że mechanizm"zamienil na mlodszy model' u męzczyzn jest taki.W wieku 50-60 lat meżczyzni przestają wierzyc w swoje możliwości seksualne,i chcac sie byc może sprawdzic po raz ostatni wybieraja to wlasnie o czym piszesz.Otrzeżwienie przychodzi dość pózno-małżonka-dobry czlowiek i przyjaciel jednak znqalazla sie w nowej dla niej rzeczywistosci-natomiast przyjaciolka zapragnela kmogos mlodszego i sprawniejszego.I pan zostaje sam-z olbrzymim kacem moralnym.Co na to panowie?

senior A.P.
21-12-2007, 22:36
Cos mi sie tu nie zgadza - 29 lat szczesliwych i nagle ten 30-rok katastrofa ?
Rozpadl malzenstwa nie nastepuje jak piorun z jasnego nieba .
Chcac analizowac pozycie malzenskie nalezy rozpatrywac udzial w nim obojga malzonkow. To nie tak,ze ktos wejdzie za przeproszeniem z kopytami miedzy zone a meza i zauroczy jak cyganaka wrozac i jednoczesnie kradnac.
Mila Pani ! Tu juz pisano o przeznaczeniu ale nie napisano nic o bledach malzenskich,jest wiele i to po obu stronach.
Prosze pamietac,ze mezczyzna to przeciez samiec,ten,ktory jak moze to zdobywa, bo sily natura gonia go do tego. Ty zas samica jak chcesz to dasz ale zazwyczaj nie pragniesz gwaltu i tu sie zaczyna problem. Sa tzw. meczyzni niezaspakajalni i zony tez niezaspokojone. W pewnym okresie ,dajmy na to granice 60 lat, z kobietami i mezczyznami dzieja sie rozne przeobrazenia fizjologiczne,gdy do tego czasu pojawily sie jeszcze jakies choroby i leczenie,operacje i zabiegi to natura czlowieka sie zmienia i daje pewne zachowania.
Moze wlasnie to miedzy innymi pojawilo sie w Waszym zwiazku,jakies naturalne odrzucenie niezalezne nawet od waszej woli - prosze to rozpatrzyc.Zdrowy zas samiec wyruszyl na rykowisko - moze tez byc odwrotnie.
Wtedy gdy pojawia sie trzecia osoba nawet przyjaciel lub przyjaciolka nastepuje "przebiegunowanie uczuc",chec zmiany partnera/partnerki,samosprawdzenia sie,nie mowiac o szukaniu innych wrazen.
Zmiana partnera/partnerki po tylu latach nic dobrego nie wrozy,tym bardziej gdy jest duza roznica wieku obojetnie ,ktorej plci.
To,ze mieszkacie pod jednym dachem jest bardzo niekorzystne i zawsze bedzie sprawiac bol,chyba ze jest pewien uklad ale wtedy to juz naprawde sie oszukujecie.
Prosze nigdy nie wracac pamiecia do tego co bylo,nawet do chwil przyjemnych - zyc nalezy do przodu i urzadzac sie od nowa,na to nigdy nie jest zapozno. Wyjsc do ludzi i usmiechac sie ,szukac nowych znajomosci,winnych zostawic ich losowi. Rany milosne bardzo dlugo sie lecza, szczegolnie u ludzi wrazliwych na krzywde !
Zycze Pani szybkiego powrotu do zdrowia i rownowagi psychicznej po tym bolesnym fakcie.

ulsta45
22-12-2007, 11:02
Drogi Seniorze,
świeta racja ,wina leży zwykle po obu stronach /najczęściej po stronie żony i teściowej...ha,ha,ha/ Tyle tylko ,że jedna ze stron zwykle bardziej cierpi.
Daleka jestem od obwiniania tej trzeciej ,bowiem ona mi nie ślubowała.Zatem nie na miejscu jest okreslenie "ukradła mi go".

Ja tez miałam niedosyt,nie wszystko mi sie podobało ale czy ktoś powiedział ,ze bedzie tylko sielanka?Wszak slubujemy "na dobre i na złe".Bardzo chciałam widziec to co dobre ,fundamentalne w małzeństwie.
No cóż ?bywa ,że rozmijamy sie w oczekiwaniach...
Mój mąz nie był nigdy "bawidamkiem"czy birbantem.Pomógl mu w tym internet i zaczęło sie od wirtualnego zauroczenia.

Prawdą jest,ze bylam mocno zajeta obowiazkami zawodowymi a on mial nadmiar wolnego czasu i zorientowałam sie dosyć póżno.Oczywiście były próby ratowania ale to był bardzo ostry atak andropauzy...
Nie oczekuję pouczania .Najtrudniejszy okres mam już za sobą i poradziłam sobie z pomocą przyjaciól, dzieci ,psychologa,modlitwy...Myślałam raczej o wymianie doświadczeń ale widać nie jest to tak częste skoro nikt w podobnej sytuacji się nie odezwał.

Mimo to dziekuje za podjecie tematu

senior A.P.
22-12-2007, 12:00
W tym temacie warto zwrocic uwage na wartosci slubowania (lub ich brak),co slusznie Pani podkresla.
Takze na "zauroczenia internetowe".
Piszac o slubach (obojetnie jakich) uwazam je za ( niektorzy uwazaja za gwarancje) akt,ktory daje zobowiazania jak chociazby to,ze cie nie opuszcze ale ....... . Wlasnie to ale moze byc dyskusyjne,nieraz znajdujace wytlumaczenie jak - on/ona mnie zdradzil/zdradzila,wiec i ja........ !
Sluby chyba wprowadzono bardzo pozno w dziejach ludzkosci i przestaly juz byc kanonem. Za zerwanie np. slubu koscielnego grozi ekskomunika i niemozliwosc rozgrzeszenia,nastepuje wykluczenie z KK. W innych religiach sa nawet drastyczniejsze kary. Czy dzisiaj mlode pokolenia sie tym przejmuja biorac pod uwage statystyke rozwodow ?
Teraz co do internetu i par internetowych. Zauroczenie bardzo szybko konczy sie /lub nie po blizszych spotkaniach osobistych. Szukanie partnera/partnerki przez internet na dalszy etap zycia (wszystkie internetowe randki kryja w sobie ryzyko) stanowi dzisiaj pewne "novum zalecania sie" z posagiem lub bez. Wprawdzie mlodziez traktuje to jako zabawe (czasem nie) ale ludzie w naszym wieku podchodza do tego w rozny sposob i nawet sie zakochuja ,czesciej odkochuja.
Moze tu rozwiniemy dyskusje aby wymienic wlasne poglady,spostrzezenia i takze doswiadczenia. Byc moze beda i z tego jakies wnioski,przestrogi lub pochwaly i sukcesy.
Warto dzielic sie doswiadczeniami. Ja tez je mam i korzystam z internetowych randek.

Anielka
22-12-2007, 12:33
Do ulsty45.Kochana moja ,kazda z nas przez to przeszla/bynajmie ,te które sie rozstały ze swoimi partnerami/i tez dałysmy sobie rade,bywało różnie.Mnie akurat było na reke ,ze mi go ukradła inna.Ale do dzisiaj jestem sama ,co nie znaczy ,ze samotna.Mój były juz nie zyje i nie mam i nie miałam do niego urazy.Tak sie zastanawiam i wydaje mi sie,że nadal bardzo Ci zależy na Twoim partnerze/tym bardziej,że razem mieszkacie/Nie piszesz,ćzy on mieszka razem z nowa wybranka,czy to było chwilowe zauroczenie.Jestem pewna,ze gdyby chcial to wybaczyłabys i wróciła do niego.Jeżeli tak bedzie to sie nie zastanawiaj.Skoro mozesz tylko z nim być szczęśliwa i nie wystarczaja Ci mile wspomnienia z razem przeżytych lat,to po prostu działaj.Nie patrz na to co "ludzie" powiedzą.To Ty masz być szczęśliwa.Ja bym tego nie zribila.A Ty zrób tak żeby Tobie było dobrze.Pozdrawiam cieplutko i powodzenia życze.

ulsta45
22-12-2007, 12:59
Anielko,
sprowokowałas mnie do zastanowienia czego,tak naprawdę chcę?
O powrocie do dawnego stanu nie ma mowy.Za bardzo mnie upokorzył i nie było nawet słowa"przykro mi,to jest silniejsze ode mnie".Choć mamy częśc wspólnej kasy /opłaty,chemia itp/
On nie mieszka z panią.Nawet nie wiem jak tam z nimi jest.
Jest po 3 operacjach i chemii/już po naszym rozstaniu/ ale trzyma się.Właśnie wrócił z sanatorium.Nie jestem przekonana czy mu jest z tym dobrze .Wręcz przeciwnie.No ale cóż to był jego wybór...

Myślę ,ze chciałabym żebyśmy byli w dobrej komitywie ,wspierali się i lubili i nie ranili .Myśle tez ,że mimo wszystko jestem troche zazdrosna i boli mnie jak slyszę,ze rozmawia z nia przez telefon czy jak wyjeżdża.

Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.On tak się wpisał w mój zyciorys,ze trudno mi sie pogodzić z jego odejściem...

Eee tam...jestem niepoprawna.Przeciez mam dzieci,z ktorymi mam świetny kontakt,przyjaciół i nie długo usprawnie złamaną nogę a wtedy wyruszę do ludzi.

babciela
22-12-2007, 18:24
Możesz wrócic do poprzedniego stanu,czemu nie.Tylko-musisz wybaczyc,bo noe zapomnisz nigdy.I zastanow jakie ewentualne korzySci dalby Ci powrot-TWOJE KORZYSCI.Jeżeli rachunek wyjdzie na minus nie wracaj-bo to bedzie zwiazek tragiczny-bedziecie sie ranic do końca swoich dni.Raczej ulóż sobie życie z kims innym.A dlaczego go nie wyprowadzisz z domu?eżeli ma przyjaciólke,to porozmawiaj n iech idzie do niej.NIGDY nie pokazuj-jeżeli nie chcesz tego zwiazku,że jesteś nieszcsęsliwa,bo to dla niego na razie frajda.

ulsta45
22-12-2007, 19:27
To skomplikowana sytuacja.Prosiłam zeby sie wyprowadzil,chocby na probę.To mu sie nie kalkuluje albo nie ma dość odwagi , albo pani jest niezdecydowana.Nie wiem?

Ponadto ona jest z innego miasta /jego rownolatka/ a on tu ma jeszcze zobowiazania wobec swojej matki.
Kretyńska sytuacja.Rozmawiamy ze sobą a raczej sie komunikujemy,nie dosypujemy sobie przysłowiowego pieprzu do herbaty...

Bianka
22-12-2007, 19:56
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale myślę, że nie wyobrażałabym sobie mieszkania z eks-mężem pod jednym dachem, nawet w pałacu, a co dopiero w niewielkim mieszkaniu. Przecież to nieustający ogromny stres!
Czy tego mieszkania nie można chociaż zamienić na 2 mniejsze?
Wątpię też, czy uda Ci się wybaczyć, nawet, jeśli on zdecyduje się na zerwanie z tamtą panią. Przecież wspomnienia będą tkwić w Tobie jak bolesna zadra, tym bardziej jeżeli macie już taki staż małżeński.

Anielka
22-12-2007, 20:00
E tam ,takie tam tłumaczenia.Wie ,ze na Ciebie moze zawsze liczyc.A tam nie wiadomo.Nie jest juz taki młodziutki,niezupełnie zdrowy,blisko Mama,dzieci,byla zona z która stosunki sa nie najgorsze,a gdzie mu bedzie lepiej.Wygodny jak kazdy facet.A moze chce wrócic tylko mu wstyd i tajie tam.Wrocisz do formy,zaczniesz bywac wśród ludzi to zobaczysz jak sie bedzie koło Ciebie krecił,tylko może juz być za póżno.Ale w zyciu wszystko jest możliwe.Wazne żebys była szczęśliwa i zadowolona a czy z nim ,czy z innym,czy sama.To Ty decydujesz.Pozdrawiam.

Anielka
22-12-2007, 20:02
Ja bym nie zdecydowala sie na ponowne zycie z takim człowiekiem,nie wyobrazam sobie tego po prostu.Nie i juz.

ulsta45
23-12-2007, 12:10
Dzięki dziewczyny.Troche jest we mnie psychicznego ekshibicjonizmu i stąd ta porzeba "rozdrapów".

Oczywiście o rzeczywistym powrocie nie ma mowy.I prawdą jest ,ze jest wygodny a to go tymbardfziej dyskwalifiluje w moich oczach / nawet odejśc do końca nie potrafi/.

To już trwa ponad półtora roku. Teraz jestem uziemiona w domu przez tą złamaną nogę i tak sie trochę rozklejam.
Ale jak wrócę do pełnej sprawności to się od nowa zorganizuję
i wrócę do formy.Co nas nie zabije to nas wzmocni...

Ja tak kocham życie i lubie być szczęśliwa ,ze nie może być inaczej.

Ewita
24-12-2007, 13:07
w którym najbardziej odczuwa się samotność... I chyba mniej istotne jest rozróżnienie przyczyny, liczy się fakt. Łamię się opłatkiem z wszystkimi, którym brak "drugiej połowy" doskwiera...

Melissa
24-12-2007, 15:04
http://www.fot.com.pl/albums/userpics/thumb_nto6.jpg
"Pamiętaj, będą ludzie smutni, opuszczeni,
niepotrzebni nikomu -
i nikt z nimi słowa nie zamieni
nie zaprosi do swego domu.
Weż do ręki biały opłatek,
Choćbyś nie miał go z kim dzielić
i życz szczęścia całemu światu:
niech się wszystkie serca rozweselą..."
Niech Boża Dziecina da wszystkim szczęście i radość. Melissa

ulsta45
25-12-2007, 14:44
melissa,jakie to ładne i głębokie!

ulsta45
26-12-2007, 11:40
Kończą się święta a wraz z nimi mije rozterki.
Wyleczyłam się z sentymentów.To jednak psychol.
Chciałabym sie od niego całkowicie uwolnić!

To zadanie na nadchodzący rok.Choć nie będzie łatwo.

bogda
26-12-2007, 13:21
Ulsta...trzymam za Ciebie kciuki, od takiego człowieka trzeba się jak najszybciej uwolnić, szkoda Twojego życia....wiesz, że móc to chcieć....dasz radę....:)

Yeva
26-12-2007, 13:26
Uwolnić sie całkowicie nie zawsze jest proste.Wiem coś na ten temat z własnego doświadczenia.

Basia.
26-12-2007, 13:34
Uwolnić sie całkowicie nie zawsze jest proste.Wiem coś na ten temat z własnego doświadczenia.
ale zawsze możliwe, wiem to z własnego doświadczenia. Trzeba bardzo chcieć i byc konsekwentnym wtedy zawsze się uda, trzeba być przygotowanym na bardzo trudne chwile zacisnąć zęby i przetrwać ten koszmar bo naprawdę warto.

Yeva
26-12-2007, 13:37
hmm, ja bardzo chcę ale co zrobić jak druga strona nie ma zamiaru sie wyprowadzić.Już nie mam siły walczyć.

ulsta45
26-12-2007, 13:53
U mnie jest podobnie.Juz raz zaproponowałam mu domek w górach a mnie mieszkanie w miescie.Chodzi o to zeby odbyło się"bezkrwawo"i po najmniejszych kosztach ?nie zamierzam ponosic finansowych kosztów jego życiowych decyzji/

To doszedł do wniosku,ze mieszkanie jest wiecej warte!

Chciałby zebym wszystko załatwiła i podała mu na tacy.
To jakiś życiowy horror!
nawet rozstać się z klasą nie potrafi.

ulsta45
26-12-2007, 13:56
Dosyć trudno w pewnym wieku na radykalne zmiany:
rozstanie z mężem,odejście z domu dzieci,przejscie na emeryture i jeszcze zmiana mieszkania?To trochę za wiele!

Yeva
26-12-2007, 14:02
Moje dzieci jeszcze ze mną mieszkają,no prawie mieszkają, bo dwoje studiuje we Wrocławiu.Nie łatwo więc jest mi znaleźć jakieś mieszkanie.

smakokoszka
23-02-2008, 01:12
przed wielu laty przeżyłam rozwód, pozostalismy przyjaciółmi i tak jest do dzisiaj. Przy spotkaniach zapewniamy się że cenimy wzajemne zalety i potwierdzamy słusznośc tamtej decyzji--oboje jesteśmy piekni ale nie razem. Mamy dziecko /teraz już dorosłe/ które nie straciło rodziców--to jego zdanie. Nie warte są wartości --co tobie co mnie --a zachowanie szacunku do siebie za piekne przeżyte razem chwile.Tylko tak pozostaje się przyjaciółmi pomimoze wspólne drogi się rozeszły.

ulsta45
08-03-2008, 20:27
Nie wierzę takie przyjażnie...Owszem w kulturalne rozstania tak, ale przyjażń? to nadinterpretacja tego slowa.

My rowniez nie obrzucamy sie błotem i grzecznie do siebie odnosimy.Nawet wyswiadczamy sobie drobne przysługi.Ale żyjemy swoimi światami ,chodzimy swoimi scieżkami.
Nie żywię do niego nienawisci, bo to uczucie zniszczyłoby najpierw mnie.Nie zyczę mu żle ale i nie pozwolę skrzywdzić siebie....Mój stan obecny? Obojetność.
Nikt nie jest bardziej obcy niz ktoś kogo sie kiedyś kochało.

Benigna
08-03-2008, 20:40
Dosyć trudno w pewnym wieku na radykalne zmiany:
rozstanie z mężem,odejście z domu dzieci,przejscie na emeryture i jeszcze zmiana mieszkania?To trochę za wiele!
Przeszłam na emeryturę, miesiąc później złożyłam wniosek o rozwód. Jedno dziecko już wtedy z nami nie mieszkało, drugie namówiliśmy na wzięcie kredytu na mieszkanie. Sprzedaliśmy nasze, kupiłam sobie nowe, ciasne ale własne. Zrobiłam to w trosce o własne zdrowie psychiczne i czas potwierdził moją ówczesną decyzję.

ulsta45
08-03-2008, 21:32
Benigna, ja sie juz psychicznie uwolniłam.Takiej wewnetrznej rownowagi ,jaka mam teraz, nie mialam nigdy dotąd.
Czuję sie wolna.I to jest komfort!
mam taki apetyt na bycie szczęśliwą,ze nic mi w tym nie przeszkodzi.
Bo szczęście jest kwestią decyzji a nie przypadku.

A reszta ułoży sie wkrótce

smakokoszka
09-04-2008, 00:20
komfort wolności- owszem na poczatku. Po 10 latach weszłam w drugi związek na nastepne 20 lat i to dopiero był komfort codziennosci, zrozumienia. Nie zasklepiajmy się po niepowodzeniach , niech nie przytłacza nas pesymizm.

ulsta45
16-04-2008, 22:38
Na tym etapie/choć jeszcze sprawy są w tzw.zawieszeniu / nie przytłacza mnie pesymizm i nie nazywam tego niepowodzeniem a raczej nowym doswiadczeniem.
Nie zasklepiam się ale i nie szukam nowego partnera.Nie odczuwam potrzeby.A jeśli?...to samo przyjdzie.
Ale odzyskanej wolności i poczucia niezalezności nie dam sobie juz nigdy odebrać.

bogda
16-04-2008, 22:41
Ulsta...i tak trzymaj...najważniejsza niezależność i możność wyboru...:)

baburka
21-04-2008, 18:02
Czytam go ponownie i trudno przewidzieć, ile razy jeszcze będę szukała w nim wsparcia. Przeżywam nieco surrealistyczne stany duchowe, będące udziałem żon przemocowców, bo pomimo posiadania papierka ze stemplem gwarantującego moją rozłączność, wciąż dynadam na uwięzi exa.
Poradziłyście sobie, poradzę i ja, choć brakuje mi już cierpliwości.

laura52
02-01-2009, 10:27
Witajcie. jestem nowa.
56 lat syn tuz przed matura i pierwsze samotne swieta.
Maz wyprowadzil sie bez slowa. Do mamusi mieszkajacej w tym samym bloku dwie klatki dalej. Udaje ze nas nie zna , zazyczyl sobie calkowitego zerwania kontaktu.
W lipcu ub roku w odpowiedzi na moj pozew o przyznanie alimentow , wystapil z pozwem o rozwod z mojej winy, oskarzyl mnie o chorobe psychiczna, i nierobienie sniadan dla syna i nie zaplacenie za szkolny mundurek, za ktory on musial zaplacic. Zazadal przyznania mu opieki nad synem , ktory za dwa miesiace konczył 18 lat. Poszedl na calosc.
Dwie pierwsze rozprawy dosc klarownie pokazaly,ze jezeli wina to z pewnoscia jego wina . Zgodzilam sie na rozwod z jego winy.
Otrzymalam juz zaliczke alimentacyjna na siebie i syna.
Teraz mysle..
Nie jestem pewna czy dobrze robie godzac sie na rozwod.Mam 500 zl renty , 3 implanty w kregoslupie. 56 lat. Rozdzielnosc majatkowa. Syn chce studiowac, uczy sie bardzo dobrze.
Tatus na ulicy udaje ze nie zna ani syna ani mnie. Nie wiem czy ma inna kobiete: wiem,ze ma dlugi ale to nie sa nasze dlugi wspolne.
Maz jest mlodszy 10 lat. Przezylismy razem 25 lat. ma 46 lat- zaczal szalec jakies 3 lata temu. Nie zauwazyłamaby w gre wchodfizla inna kobieta: raczej kiepski bilans zyciowy i kryzys czterdziestolatka i ogromna niedojrzalosc mojego meza zawazyly na jego decyzjach.
U mamusi ma dobrze. Ma dokładnie to czego oczekiwal w zwiazku malzenskim: milosc bezwarunkowa bez zobowiazan ze jego strony, bezpieczenstwo materialne . Nikt u mamusi nie zada od niego pieniedzy, oplacania rachunkow- nie pyta " kiedy wrocisz? " nie ma pretensji ze wyjechal na tydzien i nie zadzwonil a nawet nie uprzedzil o wyjezdzie.
Nie bylo to dobre malzenstwo. Dalam z siebie zrobic mamuske przed ktora moj sliczny maz nie zamierzal sie tlumaczyc ze swoich dzialan i robil doslownie co chcial. Nie mogłam sie z nim wczesniej rozwiezc. Balam sie. Grozil mi odebraniem syna. Mial na mnie " haka" i szantazowal mnie. Gdy syn skonczyl 16 lat powiedzialam : dosc. Zazadalam aby partycypowal w kosztach mieszkania i rodziny. Nie zrobil tego. Przeciwnie: przestal wogole dawac pieniadze. Zlozylam wniosek o alimenty , dostalam je. On zlozyl wniosek o rozwod jak wyzej.
Planowal,ze po rozwodzie nadal bedzie mieszkal w naszym wspolnym mieszkaniu ale juz bez zadnych zobowiazan. Jednak chyba zrozumial,ze ja tez sie zmienilam i ze juz nie podskoczy: koniec z demonstracja sily, grozbami itd. Przestalam byc tez zalezna od niego/ alimenty/ . Bez mozliwosci władzy i kontroli, bez przemocowych zachowan nie wiedzial co ma robic: poszedl do mamusi i tam robi za ofiare zlej zony, ktora zrujnowala malzenstwo zadajac alimentow, zgłaszajac na policje,ze jest agresywny werbalnie.
Z jednej strony mam go dosc.
Z drugiej strony mysle praktycznie:
Musze wyksztalcic syna.
Boje sie ,ze nie dam rady. Mam przed soba kolejna operacje. Nie mam zadnej rodziny/ bylam jedynaczka/ Mam duzo znajomych ale z przyjaciolmi kiepsko. Nie mam sie na kim oprzec ani nawet szczerze pogadac.
patrzac na kolejne wyczyny mojego jeszcze meza - wiem,ze za rok zobacze go z nowa kobieta, nam tj synowi on nie pomoze.
Nie boje sie go juz. Teraz to on mnie sie boi.
Wczesniej nie bylo dobrze, ale jakos bylo.
Cyrk zaczal sie jakies 3 lata temu. Zmienil sie, zrobil sie chamowaty, obcy, przestal dawac pieniadze itd..
W tym samym czasie okazalo sie,ze jest chory na tarczyce. leczy ja. Zacząl miec potezne problemy z cisnieniem. Skoki do 300 . Przestal rozmawiac. Do domu zaczal przychodzic jedynie spac.
Czesto mialam wrazenie,ze cos nie tak z nim. Napewno ma depresje. Zrobil sie wybuchowy,zamkniety w sobie .
mam miesiac na podjecie decyzji:
czy zgodzic sie na rozwod ?
W przypadku rozwodu zostaje z reka w nocniku.
Sama z synem, zdolna jedynie do lekkiej pracy / ktora trudno znalezc/ renta i alimenty nie wystarcza mi na czynsz i zycie. Pod znakiem zapytania stana tez stacjonarne studia syna.- jego wymarzona politechnika.
Nie jestem pewna czy chce rozwodu. ie ejstem pewna czy rozwod jest dla mnie korzystny.
Oczywiscie,ze nie zmusze tego czlowieka do milosci i szacunku. jednak wydaje mi sie,ze malzenstwo ma wiecej instrumentow prawnych zmuszajacych do okreslonych dzialan na rzecz rodziny.

Jadzia P.
02-01-2009, 11:37
Lauro,
Przeczytałam Twój post i....nic z niego nie wiem....
Bo Ty sama nie wiesz co chcesz....coś w rodzju...chciałabym, a boję się....:rolleyes:
Musisz najpierw sama zdecydować, jak chcesz ułożyć sobie i synowi życie na dalsze lata... a dopiero póżniej prosić o jakąś podpowiedż.
Decyzji nikt za Ciebie nie podejmie....;)

tadeusz50
02-01-2009, 11:40
Lauro,
Przeczytałam Twój post i....nic z niego nie wiem....
Bo Ty sama nie wiesz co chcesz....coś w rodzju...chciałabym, a boję się....:rolleyes:
Musisz najpierw sama zdecydować, jak chcesz ułożyć sobie i synowi życie na dalsze lata... a dopiero póżniej prosić o jakąś podpowiedż.
Decyzji nikt za Ciebie nie podejmie....;)
Raz, że post jest kopią na innym wątku i problem stary jak świat. Jak zjeść ciastko i mieć ciastko.

Anielka
02-01-2009, 11:45
Lauro teraz juz sie nie wycofuj.Syn lada moment bedzie pełnoletni i sma z tatusiem moze wojować o alimenty/moj syn tak zrobił/a Ty jesteś w takiej sutuacji materialnej,ze bez problemu dostaniesz alimenty.Masz rozdzielność majatkowa ,więc przypuszczam,ze mieszkanie jest Twoje.No to o co się obawiasz?Chcesz miec w domu dwóch synow?Zastanowsie co Ci może jeszcze wykrecic Twój mąż jak z nim zostaniesz?Przestań sie bać.Dasz radę.Pozdrawiam cieplutko.

laura52
02-01-2009, 12:13
Tak, jest kopia, podbilam go aby byc zauwazona. To nie grzech.
Anielko dziekuje. Alimenty juz mamy oboje i ja syn. Takich slow mi potrzeba, bo mam taki opor przed rozwodem, potrzebe walki i jestem niepogodzona z sytuacja.

tadeuszu: latwo mowic ciastko miec ciastko zjesc. To jest cwierc wieku zycia. Tu nie ma latwej decyzji.

jp50. Nie musze sama podejmowac decyzji. Moge wysluchac zdania innych i pytam.
Wybor nalezy do mnie.

POLA
02-01-2009, 12:27
Lauro, a co syn na to? Jest prawie dorosły, wiekowo, bo czy emocjonalnie, tego nie wiemy.
Weź kartkę, podziel ją na dwie części: plusy i minusy rozwodu, zrób bilans zysków i strat, może pomoże w podjęciu ostatecznej decyzji?

tadeusz50
02-01-2009, 12:41
Lauro na temat powielania postów jest inne zdanie. Posty powielane-kopiowane po prostu usuwa się co czyni administracja.
Temat zjeść ciastko i mieć ciastko poruszałem w innych wątkach np. uzależnieniach. Rzucić palenie ale dalej podpalać po kilka dziennie.
Jeśli dla papierka chcesz trwać w związku małżeńskim bo tak wypada to wybacz ale trwaj. Dla jasności córka ma dziecko z panem który nie chce łożyć na utrzymanie wnuczki, tak więc problem nie jest mi obcy.
ps. Ja owego pana kopnąłbym w miejsce gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.

Alsko
02-01-2009, 12:53
Bilans jest bardzo pomocny, Lauro.
I wyzbycie się strachów.
Chcesz stracić autonomię na rzecz bardzo niepewnej przyszłości obok człowieka, który zawiódł Ciebie i dziecko?
Piszesz, że masz niską rentę. Czy możesz jakoś do niej dorobić? Czy alimenty zapewniają Wam obojgu utrzymanie?
Bilans może Ci odpowiedzieć na wiele pytań.
Powodzenia :)

laura52
02-01-2009, 13:04
Syn jest wychuchanym jedynakiem. Ukrywalismy przed nim nasze problemy.
Ostatnich 2 lat ukryc sie nie dalo.
Syn bedac bezposrednim swiadkiem jak ojciec rzucil sie na mnie fizycznie i pobil mnie - poszedl na policje . Ojciec odrzucil go natychmiast .O brazil sie na syna. Nastepnie syn zeznawal w sadzie na rozwodowej - a to w zwiazku z zadaniem ojca aby przyznano mu opieke nad synem. Mowil prawde. Ze ojciec sie zmienil,z e jest tak i tak. Efekt: ojciec go przestal znac.
Syn widzialam , dusil łzy.
Juz sie pozbieral. Nie lubi mowic o ojcu.
Wiem,ze go kocha. Byl z niego dumny. To wszystko stalo sie dosc nagle dla syna. 2 lata .
Wiem,ze sie boi. To wiem. Ma swiadomosc ze czekaja nas trudne czasy. Ale nie do konca. Nie jest dosc dojrzaly aby pomyslec o studiach zaocznych. Wierzy ze dorobi na studiach. / musi wyjechac na studia/.
Problem jest ze mna. Zostane sama . Zostane tez bez alimentow na syna, ktore on zabierze ze soba. To oczywiste. To co mi zostanie , nie wystarczy nawet na rachunki. Pracy szukam juz 5 miesiecy , nie znajduje: mam problem ze staniem i z chodzeniem i z dzwiganiem i wzrokiem . Kregoslup.
Moj maz nie jest krezusem, jestem mu w stanie zabrac 1200zl na siebie i syna łącznie. Nie dostane wiecej niz 500zl .A moze i mniej.
Jest to problem i bardzo trudna decyzja.
Rzeczywiscie , jesli nie zgodze sie na rozwod , maz moze stac sie drakonsko zlosliwy.
Z drugiej strony chce zrobic wszystko byle syn spokojnie sie wyksztalcil. Wytrzymalam tyle lat, wytrzymam jeszcze kilka.
Gdyby maz chcial rozmawiac.. ale nie chce. Jakies 3 lata temu zamknal sie i koniec.
1 faza: zrobil sie wredny, zaczepny, uderzyl mnie- poszlam na policje .
2 faza: odcial pieniadze:
3 faza: po pol rocznym czekaniu ze sie opamieta- podalam o alimenty.
4 faza: on podal o rozwod. Z powodow chorych, dziecinnych.
Nadal spal z e mna w jednym lozku, jezdzil ze mna na zkupy, do lasu z psem. , w gory w weekend. Ale nie rozmawial ze mna. wymienialismy zdawkowe konieczne zdania, calowal mnie , gdy wychodzil z domu. Udawalam ze nic sie nie dzieje. Bo i niewiele sie zmienilo. A rozwod sie toczyl. Probowalam rozmawiac: robil teatr demonstracyjnego milczenia i olewania mnie. Podzielil sobie rachunki, sbie nalozyl obowiazek placenia 300zl, ja placilam 700. Zrobil tez dwa razy w tygodniu zakupy. Czasem zjadl co ugotowalam , czesciej nie.Wracal coraz pozniej.
Kolejny atak agresji bez powodu: znow mnie uderzyl. Syn poszedl na policje. Potem ja. Gdy wrocilismy z e szpitala / obdukcja/ juz go nie było zadzwonilam: powiedzial,ze żąda spokoju, mamy sie do niego nie zblizac, on nas juz nie zna. I.. nie zna.
Mam ochote powiedziec: wariat- ale tego mi powiedziec nie mozna.

laura52
02-01-2009, 13:08
Rozumiem
, mam nadzieje ze szybko poznam zasady tego forum.

Tadeuszu- Twoja corka ma Ciebie.
Ja mam syna. Syn ma mnie a ja czuje sie slaba.
Boje sie. Boje sie ze nie dam rady. Ze moja slabosc zawazy na przyszlosci syna.

Cieszę sie ze Sosnowiec jest w Zaglebiu. Pozdrawiam.

tadeusz50
02-01-2009, 13:19
Zaczęłaś temat na dwóch watkach i sama zobacz jak to wygląda. Tak byłoby w jednym miejscu a tak uprawianie sprintu. Gdy syn studiował umierała jego mama a moja żona. Ja byłem na rencie w czasach hiperinflacji. Daliśmy radę syn obecnie jest doktorem.

Lila
02-01-2009, 13:25
Laura,dobrze że się zastanawiasz.
Szybko do prawnika i to dobrego.Koniecznie.Na rozwód nie zgadzaj się ,chyba ,że na zasadzie wzajemnego powództwa.
Inaczej rozwód z winy męża nie zostanie orzeczony.

Szlag niech go trafi.Wykop go z myśli i serca.Uderzył - nie ma człowieka.Następnym razem zgłoś się do prokuratora.Szkoda ,że tego jeszcze nie zrobiłaś.

Pamiętaj,że po orzeczeniu rozwodu z jego winy,masz prawo do alimentów na siebie i to przez czas dłuższy.Praktycznie ,dopóki nie wyjdziesz za mąż.

laura52
02-01-2009, 13:27
teraz sama widze.
Zostanmy przy tym wątku.
Dales rade, ja tez dam rade. Bo nie mam wyjscia.
dziekuje za rozmowe. pozdrawiam.

laura52
13-01-2011, 14:27
Witajcie. Dlugo milczałam. Napisze ad vocem poprzednich wpisow.
Jest po rozwodzie. Przezylam to bardzo, bardzo.. pol roku nie wychodzilam nie z domu, schudlam 20 kg i caly czas plakalam. Nawet trudno to nazwac płaczem-- sie samo plakalo, wbrew mojej woli. W tym czasie narobilam sobie nielichego balaganu. Bo nie robilam nic. Apelacja , ostatczny rozwod. I nagle obudzilam sie.
Stan na dzis:
spłacilam dlugi, odzykuje rownowage, ucieklam w prace, charuje jak wol. Syn studiuje.
Nawet poznalam kilku panow, bylam na kilku randkach ale.. to nie to. Wysluchiwalam jakie suki byly ich byłe/ zony./ i czulam odraze.
Wiem, zle trafialam.
Dalam sobie spokoj. Jeszcze nie pora. Jeszcze uraz/? / za silnie tkwi, jeszcze szufladkuje facetow.. patrze , slucham i doszukuje sie cech zaburzenca.
Zaczyna mi byc samej dobrze.
Czego mi zal? tych 25 lat zlego malzenstwa. Zal,ze nie stalo sie to wczesniej.
Przemoc? ktos na ktoryms watku napisal,ze nie rozumie, dlaczego zle traktowane kobiety zostaja przy swoich oprawcach?
Zostaja bo maja wyprany mozg. To dziala jak dwuosobowa sekta i nie zrozumie tego nikt kto nie doswiadczyl lub zawodowo nie poznal specyfiki przemocy.
Jednym slowem - da sie przejsc przez taka traume. Da sie zapomniec. Da sie przestac plakac i czuc bol.
Co dalej nie wiem. Pracuje. Charuje, ciesze sie synem.
Coraz czesciej sie smieje. Mam nowych znajomych, nowe srodowisko. Cel na ten rok: zrobic prawo jazdy.
Pozdrawiam slicznie..

slava
13-01-2011, 14:56
Witajcie. Dlugo milczałam. Napisze ad vocem poprzednich wpisow.
Jest po rozwodzie. Przezylam to bardzo, bardzo.. pol roku nie wychodzilam nie z domu, schudlam 20 kg i caly czas plakalam. Nawet trudno to nazwac płaczem-- sie samo plakalo, wbrew mojej woli. W tym czasie narobilam sobie nielichego balaganu. Bo nie robilam nic. Apelacja , ostatczny rozwod. I nagle obudzilam sie.
Stan na dzis:
spłacilam dlugi, odzykuje rownowage, ucieklam w prace, charuje jak wol. Syn studiuje.
Nawet poznalam kilku panow, bylam na kilku randkach ale.. to nie to. Wysluchiwalam jakie suki byly ich byłe/ zony./ i czulam odraze.
Wiem, zle trafialam.
Dalam sobie spokoj. Jeszcze nie pora. Jeszcze uraz/? / za silnie tkwi, jeszcze szufladkuje facetow.. patrze , slucham i doszukuje sie cech zaburzenca.
Zaczyna mi byc samej dobrze.
Czego mi zal? tych 25 lat zlego malzenstwa. Zal,ze nie stalo sie to wczesniej.
Przemoc? ktos na ktoryms watku napisal,ze nie rozumie, dlaczego zle traktowane kobiety zostaja przy swoich oprawcach?
Zostaja bo maja wyprany mozg. To dziala jak dwuosobowa sekta i nie zrozumie tego nikt kto nie doswiadczyl lub zawodowo nie poznal specyfiki przemocy.
Jednym slowem - da sie przejsc przez taka traume. Da sie zapomniec. Da sie przestac plakac i czuc bol.
Co dalej nie wiem. Pracuje. Charuje, ciesze sie synem.
Coraz czesciej sie smieje. Mam nowych znajomych, nowe srodowisko. Cel na ten rok: zrobic prawo jazdy.
Pozdrawiam slicznie..
G r a t u l a c j e !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

aannaa235
13-01-2011, 16:08
http://www.iv.pl/images/94127252585603627606.gif (http://www.iv.pl/)

Baśka13
13-01-2011, 17:56
No to teraz tylko powodzenia wypada życzyć!
POWODZENIA!

Franiaa
19-01-2011, 21:51
No widzisz jak się chce to wszystko jest możliwe do zrobienia
Pozdrawiam Cię cieplutko i niech Ci się w życiu układa.

Moja historia z rozstaniem miała miejsce po 7-miu latach małżeństwa.Mąż był starszy ode mnie o 10 lat. Przemoc psychiczna ze strony męża i teściowej była tak duża ,że zabrałam 5-cio letnie dziecko i odeszłam z niczym z mieszkania teściowej. Męża bardzo kochałam ale zebrałam w sobie wszystkie siły i ciągle powtarzałam sobie że on nie jest wart tego abym go tak bardzo kochała.Początkowo było bardzo trudno bo nie miałam mieszkania ani odłożonej gotówki ale miałam pracę i wsparcie siostry u której mieszkałam przez rok.
Ponieważ mój mąż rozpowiadał ,że ja wrócę do niego na kolanach bo nie dam sobie rady ,to zarówno jemu jak i innym udowodniłam że poradziłam sobie .Dzisiaj jak patrzę na to z perspektywy czasu to uważam że bardzo dobrze zrobiłam odchodząc w odpowiednim czasie zamiast żyć w toksycznym związku.Niektóre kobiety piszą że nie rozstają się dla dobra dzieci,one po prostu nie wierzą w siebie.

Malwina
19-01-2011, 21:58
Weszłam tu pierwszy raz...chyba po to , żeby Laurze pogratulować, bo jestem pewna ,zę wychodzi na prostą..jej"wyprany" mózg zaczyna chłonąć to czego nie miał szansy chłonąć w "sekcie dwuosobowej"no i to postanowienie...boska jestes Dziewczyno....nie ogladaj się...żyj tu i teraz.....

laura52
23-10-2011, 22:36
Witam ponownie po 10 miesiacach. dziekuje za mile slowa. Prawko zrobione. Auta brak bo pieniedzy jakos dziwnie tez brakuje. Serio.. studia syna sa kosztowne.. trzeba troszke poodkladac.. Lecz jest cos nowego..
Owdowial nagle kuzyn z ktorym zawsze bylam w magiczej wiezi. Lubilismy sie szczegolnie juz od piaskownicy. Jako mlodzi ludzie zamieszkalismy w tym samym miescie daleko od rodzinnych stron. Jego zona niezbyt mnie polubila.. i jakos tak lata plynely grzecznie ale na dystans. Zona odeszla.. On zwrocil sie do mnie. .. nie planuje , nie oceniam..on jeszcze jest w szoku. choc zaloba sie skonczyla . jeszcze niezdolny do spojrzenia w przyszlosc..
ale wychodzi z e mna , wyjezdzamy razem do opery, teatru, do spa..dotrzymuje mi towarzystwa i dzwoni i pyta jak sie czuje.Nie chce byc sam... Jest bardzo bardzo. fajnie bo zwyczajnie cieplo.nie musze nic udawac.. jest taka naturalna bliskosc i zaufanie. Powolutku przestaje czuc sie samotna . Na dzis oboje jakos sobie pomagamy po przejsciach.. lecz moze to oznaczac wiele jak i niewiele. Ta przyjazn wymaga jeszcze duzo czasu.. jedenak nie chcialabym aby facet przykleil sie do mnie bo jest- czuje sie samotny, wolalabym, aby swiadomie wybral wlasnie mnie.
rany.. rok temu nie smialam marzyc i z taka zazdroscia patrzylam na przechadzajace sie pary
na dodatek jest dosc zamozny a ja jakby jednak nie.. to nie zaleta , to wada.. fajniej bylo gdy bylismy mlodzi, biedni waleczni.. on wywalczyl zamozna zone , ja odwrotnie.. upppsss .. kiedy wiozl mojego psa w swoim bardzo bardzo drogim aucie widzialam co sie z nim dzieje - pies zostawi wlosy na kanapie.. nie powiedzial ani slowa.. ale widzialam jego twarz..
Zapytalam grzecznie czy nie chcialby sobie kupic starego auta najlepiej kombi.. byloby prosciej..wygodniej.. Uslyszalam, " kto raz jezdzil dobrym autem nie wsiadzie do rzecha. , zapomnij o tym " No lecz ja wole rzechem ale z psem.bo mi go szkoda samego w domu.. pojechalby sobie nad wode, do lasu..
ja jestem taka bardziej do natury, on exclusiv tak przywykl bo mogl.. no i jak wyzej wszystko jest bardzo bardzo.. tylko ta kasa mi przeszkadza.. burzy moj lad.. poki co nie mam pojecia co z tym zrobic.. no - kupic sobie auto 15 letnie.
Kolezanka smieje sie .. ty to masz problem..
ale to jest problem.

Malwina
23-10-2011, 22:45
A jednak wyszłąs na prostą z naddatkami(prawo jazdy-nowa stara znamomośc...jest fajnie? bądz w tym, obserwuj, smakuj..pewnego dnia okaże się czy takasa to były słuszne obawy,czy pomoc w smakowaniu życia...nie przyspieszaj.....jakby nie było na dzień dzisiejszy GRATULACJE

Monika 1
01-01-2012, 22:36
Lauro cieszę się że wychodzisz na prostą, jednak ostatnie słowa o nowej znajomości trochę mnie zmartwiły.Mieszkałam przez 30 lat z człowiekiem zamożnym , mającym piękny samochód i czującym wstręt do zwierząt. Gdyby sam nie odszedł do młodszej kobiety nadal bylibyśmy razem i nie wiedziałabym że sterylna kuchnia i piękna tapicerka w samochodzie nie dają radości i zadowolenia. Może żle oceniam Twojego znajomego ale coś mi serce mówi że nie powinnaś zacieśniać tej przyjażni, on się raczej nie zmieni. Przez 30 lat nie mogłam mieć żadnego zwierzaka, awantury były nawet jeśli u znajomych brałam na kolana kota a potem jakiś włos spadł ze mnie na kanapę u nas w domu. Teraz jestem sama ale mam różne zwierzątka , a jeśli chodzi o dowartościowanie się ,to już chyba nie starczy mi czasu, zbyt długo słyszałam że sama sobie nie poradzę, że nic nie potrafię, że jestem mało atrakcjna i mało ambitna. Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiadomość

marcel20106
09-01-2012, 15:23
Moniko-to jest słuszna uwaga,
lub spostrzeżenie.Jestem za
pozdrawiam pa Barbara.

Aleksandra_2011
11-01-2012, 14:43
Witam,

Po przeczytaniu postów w tym wątku postanowiłam napisać z nadzieję, że uda mi się nawiązać konatakt z osobami biorącymi udział w dyskusji.
Jestem dziennikarką nowej telewizji TTV i właśnie pracuję nad materiałem do reportażu o osobach, które po wielu latach małżeństwa rozwiodły się. Chciałabym w tym materiale pokazać, że można zawalczyć o swoje szczęście i ułożyć sobie życie na nowo. Osoby zainteresowane chciałabym bardzo prosić o kontakt. Bliżej wyjaśnię o co dokładnie chodzi. Mój nr tel.: 506 037 235 oraz e-mail: a.syrtow@tvn.pl . Pozdrawiam serdecznie.

irena magda
17-01-2012, 17:59
O rozwodzie i nowym zwiazku mogę """"duzo""""opowiadac i pisać.Moje pierwsze małżenstwo/20 lat/ zostawiło piętno w mojej psychice,czesto budzę się w nocy i podobno wolam i krzyczę.Nie mialam dzieci/zmarly podczas porodu
Po 5 latach od rozwodu zawarłam drugi zwiazek/wdowcem/
obecny nasz staż to 26 lat.Nigdy nie bylam akceptowana przez pasiebicę/zmarla 6 lat temu/ z pasierbem..jest lepiej/zonaty/ z wnuczka mam dobre uklady.Inny temat to KOSCIOL i traktowanie nas jak wyrzutki spoleczenstwa,lepiej żeby kler szukał..zawirowań..zyciowych na swoim podworku.
Troche sie podniecilam ..tematem... do uslyszenia.Pa

Monika 1
18-01-2012, 22:16
A ja myślę ,że po nieudanym związku zbyt łatwo pakujemy się w nowy. Dziewczyny, życie potrafi być naprawdę ciekawe i piękne jeśli je same sobie urządzamy. Od 13 lat właśnie doświadczam przemiłej samotności, gotuję, sprzątam i odpoczywam kiedy mam na to ochotę, nie muszę nikogo pytać czy mogę kupić nowy ciuch czy gdzieś wyjechać, a jaką satysfakcję daje urządzenie według własnego pomysłu np sypialni.... Trzeba tylko znależć zajęcia które nas interesują i sprawiają przyjemność, trzeba mieć przyjaciół na pogaduszki przy kawie , a jeśli jeszcze można liczyć na ich pomoc w razie choroby, to już niczego więcej nie potrzeba aby być zadowolonym singlem. Natomiast jeśli chodzi o kościół to jeśli będziemy teoretycznie samotne, nic nam z jego strony nie grozi.Pozdrawiam

cha_ga
19-01-2012, 10:16
Przy dzisiejszej ilości rozwodów takze i kościół staje się coraz bardziej liberalny, nie ma wyjścia...A zreszta po co sie tym przejmowac, jak mówiła moja mama modlimy sie do Boga, do kościoła tez chodzimy dla Boga ,nie dla księży...Rozwód po latach nasuwa tylko jedną refleksje :"dlaczego nie wczesniej, dlaczego dopiero teraz?"

marcel20106
19-01-2012, 10:24
Lepiej później,niż.............
Szkoda życia i pięknych
młodych lat..Czy potrafił?to
ktoś zauważyć???Więc zycie
toczy się nadal i nie zmarnuj GO.
Warto żyć,nawet sama dla siebie.
Szkoda ciągle testować........

Monika 1
19-01-2012, 18:52
A pewnie że szkoda młodych lat , wtedy i ze zdrowiem lepiej i więcej pomysłów na miłe spędzanie czasu. Tylko widzisz Basiu ,to jest tak, że jeśli żona często słyszy że sobie bez męża nie poradzi ,to zaczyna w to wierzyć. Gdyby nie zauroczenie mojego męża młodą, atrakcyjną dziewczyną to ja nie odważyłabym się na odejście - przecież nic nie potrafię, wszystkiego się boję no i oczywiście jestem mało atrakcyjna. Jestem tej dziewczynie bardzo wdzięczna, dzięki niej mam całkiem przyjemne życie i nawet czasami stwierdzam że potrafię być odważna i stanowcza. Pozdrawiam

slava
19-01-2012, 18:54
Jestem tej dziewczynie bardzo wdzięczna, dzięki niej mam całkiem przyjemne życie i nawet czasami stwierdzam że potrafię być odważna i stanowcza. Pozdrawiam

I tak Moniko trzymaj, a on jeszcze nie jedną łezkę uroni przy młodej dziewczynie.

cha_ga
19-01-2012, 19:07
Moniko, z takim podejsciem do sprawy jestes wygrana. O wiele gorzej jest gdy kobieta chce za wszelka cene szukac zemsty, kobiety potrafia byc nieobliczalne w swej nienawisci, odgrywaja role ofiary, manipuluja dziecmi nawet jesli te sa juz dorosłe, potrafia zniszczyc cała rodzine aby tylko dowieść swoich racji, potrafia byc niesamowicie bezwzgledne i egoistyczne. Mam tego przykład w rodzinie...niestety...

Monika 1
19-01-2012, 21:53
masz rację Wiesiu, po kilku latach idylli młode dziewczę zostawiło mojego męża oskubanego do cna. Obecnie zajmuje z kobietą starszą ode mnie kawalerkę i jeżdzi pełnoletnim maluchem. O powrocie do mnie nie wspomina i nigdy do mnie nie powiedział że żałuje tego co zrobił ,mamy wspólne dzieci a więc czasami spotykamy się na rodzinnych uroczystościach. Może to żle o mnie świadczy, ale przed takimi spotkaniami nawet za ostatnie pieniądze gonię do fryzjera i kosmetyczki, niech wie co stracił ,a co...

slava
19-01-2012, 22:46
masz rację Wiesiu, po kilku latach idylli młode dziewczę zostawiło mojego męża oskubanego do cna. Obecnie zajmuje z kobietą starszą ode mnie kawalerkę i jeżdzi pełnoletnim maluchem. Może to żle o mnie świadczy, ale przed takimi spotkaniami nawet za ostatnie pieniądze gonię do fryzjera i kosmetyczki, niech wie co stracił ,a co...
Moniko, robisz bardzo dobrze, jeszcze jak nikt nie bedzie widział łbem bedzie bił o ścianę.
Dbaj o siebie, bez mężczyzn można żyć i to bardzo dobrze.
Powodzenia.:)

cha_ga
20-01-2012, 08:51
A wiec jednak chęć zemsty gdzieś tam tkwi...

slava
20-01-2012, 09:26
A wiec jednak chęć zemsty gdzieś tam tkwi...
To nie chęć zemsty, tylko pokazanie, że dziewczyna fajnie wygląda i sobie świetnie radzi sobie bez męża.
Chciałabyś, aby wygladała jak porzucona biedulka?:tongue:

Monika 1
20-01-2012, 17:16
no właśnie , Wiesia ma rację, to nie ma nic wspólnego ze zemstą. Poza tym moja następczyni robi to samo, bardzo stara się dobrze wyglądać i nie urazić kogoś, czasami aż mi jej szkoda, nie czuje się w nasze rodzinie swobodnie. Ale jak kilka lat temu odwiedziłam rodzinę męża ,to też było jakoś drętwo i raczej już tam więcej nie pojadę.Natomiast z przyjaciółką męża rozmawiamy o wszystkim tylko nie o nim, to jest temat tabu....

slava
20-01-2012, 17:48
no właśnie , Wiesia ma rację, to nie ma nic wspólnego ze zemstą. Poza tym moja następczyni robi to samo, bardzo stara się dobrze wyglądać i nie urazić kogoś, czasami aż mi jej szkoda, nie czuje się w nasze rodzinie swobodnie. Ale jak kilka lat temu odwiedziłam rodzinę męża ,to też było jakoś drętwo i raczej już tam więcej nie pojadę.Natomiast z przyjaciółką męża rozmawiamy o wszystkim tylko nie o nim, to jest temat tabu....
Moniko, fajny układ. Jesteś mądrą dziewczyną.:)

laura52
10-02-2012, 15:40
Witajcie.. i zycze wszystkim najszczesliwszego roku 2012.
Zdrowia.
Moniko.. trafnie napisalas.. wybieram jednak siersc, slady na podlodze , pranie co 3 dni pokrowca na kanapie i psa..
Zaproponowal mi 14 dniowa wycieczke do Szkocji na 5 dni przed wylotem. . Cudnie.
Tylko,ze ja akurat bylam i jestem nadal w trakcie leczenia i rehabilitacji na ktora czekalam w kolejce 4 miesiace- o czym wiedzial. Powiedzialam, ze nie moge jechac , nie teraz bo.. zdenerwowal sie , wkurzyl.. mialam sie ucieszyc.. on juz zalatwil nie pytajac mnie o zgode bo.. on chce spedzic swoje urodziny w Szkocji.

Upsss. .. i ulecialo.. nic z tego nie bedzie. Facet widzi swoje pieniadze swoje bardzo drogie auto i swoje potrzeby. Mnie nie zdazyl zauwazyc choc co dzien ze mna rozmawiał , nadal rozmawia , nabralam dystansu, juz wiem, ze to nie to .
Poza tym zwolnilam obroty.. Zaczelo mnie nagle bolec biodro.
Ortopeda okreslil stan biodra na 1/2 i zdiagnozowal zapalenie krętarzy. Mam za soba kuracje sterydami w iniekcjach - medrolem - cudnie sie po nich poczulam.. ale w 3 tyg po ostatnim zastrzyku bole wrocily.. jestem przygnebiona.. cwicze , cwicze, rozciagam ale nadal boli, mam klopot i z chodzeniem i ze spaniem. Trwa to juz 3 miesiace. Upss. znow zobaczylam cien sciany przede mna. Pocieszam sie, ze zapewne te bole to dar z nieba, ostrzezenie abym wreszcie zajela sie soba, swoim zdrowiem, cialem, potrzebami.. i tak sie stalo.. dzieki chorobie po raz chyba pierwszy od 25 lat stalam sie wazna dla siebie, wrocil zdrowy egoizm. Pozdrawiam Was slicznie i dziekuje z a kazde mile slowo..
ps.. na forum napisze.. prywatnie w realu nie powiem..
- nie widze zalet zycia samotnego.. nie mozna przykladac miary do wlasnych doswiadczen tych negatywnych , zakonczonych rozwodem. Mysle,ze kazdy zdrowy emocjonalnie czlowiek chce miec bliska osobe, chce kochac i byc kochany. Takie pary widze wokol siebie.
W realu mowie: nie wyobrazam sobie ponownego zycia z facetem.. samej jest mi dobrze
A mowie tak bo nie bardzo wierze ze znajde kogos kto dostrzeze mnie w ludzkim wymiarze z zaletami ale i slabosciami.

slava
10-02-2012, 17:54
Witam Lauro.

Wszystko ma swoje plusy i minusy.
Wejdź na wątek Rozmowy lekkie i..... " poczytaj co piszą nasze koleżanki, które zostały same.
Jak sie bawią, na nic nie mają czasu, aż miło czytać.
Tylko pozazdrościć.

Mar-Basia
10-02-2012, 18:44
Lauro, przeczytalam uwaznie Twoje dwa wpisy. Mysle, ze jestes na blednej drodze. Ty, wybierasz siersc, slady na podlodze....najlepiej stary samochod, gdzie siersc znajdzie swoj "kacik". On...przyzwyczail sie do zycia, ktore sobie wypracowal i dobrze sie w nim czuje.

Widzisz, w zyciu tak jest, ze w naszym wieku, czlowiek ma pewne przyzwyczajenia i osiagniecia z ktorych nie chce zrezygnowac. W imie czego? Nowej kobiety/mezczyzny, ktora zastukala w zycie?

Mysle, ze duzo lepiej bedzie Ci samej, z sierscia....
Choc od czasu do czasu napewno zaaprobujesz przejazdzke ladnym autkiem, dobra kolacje w ciekawej restauracji, wyjscie do teatru lub koncert w ladnej sukience i fryzurce. Nie dla wlasciciela autka, nie dla "sponsora" kolacji - dla CIEBIE SAMEJ.

A co do przechadzajacych sie par, asystencji w chorobie...na to potrzeba czasu, lat wspolnego i harmonijnego zycia. Nic za nic. Ot, takie jest zycie.

Mysle, ze nie wezmies mi za zle tego co napisalam.;)

PS. Jestem z "rodu" tych samodzielnych, niezaleznych kobiet, ale zawsze cenilam obecnosc oddanego mi mezczyzny na tzw "dobre i zle". Jednak taka sytuacje nalezy sobie wypracowac, czesto kompromisami. Jezeli kobieta lub mezczyzna tego nie potrafia, lepiej aby kazde szlo swoim szlakiem.;)

Monika 1
12-02-2012, 13:56
Lauro jesteś wielka,piszesz że Twoje ciało ( chyba bardziej niż dusza ) potrzebuje leczenia. Pewnie nie uwierzysz ale ja wiem na 100% że bogatego znajomego Twoje problemy zdrowotne tylko by denerwowały, nie mogłabyś liczyć na pomoc i zrozumienie. Wiem ,że są ludzie lubiący życie w pojedynkę - ja do nich należę i tacy ,którym obecność drugiego człowieka jest niezbędna do normalnego funkcjonowania. Dlatego nie widzę nic złego w tym ,że będziesz nadal szukać, myślę że internet pomoże Ci w tym szukaniu.Jednak zdrowie najważniejsze, nie pomoże nawet najwspanialszy , psiolubny przyjaciel jeśli będziesz przykuta do wózka inwalidzkiego. Chore krętarze miała moja znajoma i znalazła sposób na ich wyleczenie, ale to rozmowa na pw. Marbello a z tymi ładnymi autkami i dobrymi kolacjami to trafiłaś w samo sedno, właśnie ludzie samotni często zapominają że to jest niezbędne do normalnego funkcjonowania.Pozdrawiam