PDA

View Full Version : Jak się zachować?


walkiria57
19-01-2008, 10:17
Kochani. Niedakeko mnie, zatem wygodnie, funkcjonuje sklep "osiedlowy". Praktycznie jedyny w promieniu kilkuset metrów. Nieźle zaopatrzony, z głodu nie umrzesz, a i żarówkę kupisz. Pani w nim pracująca jest jedyną ekspedientką. Pracuje bardzo ciężko, od lat, dwanaście godzin dziennie, z wyjątkiem niedziel. Jest sympatyczna, pogada z klientem, poczeka na spłatę długu, jeśli komuś
akurat nie wystarczyło pieniędzy...

Wszystko to pięknie, ale dzisiaj po raz trzeci przyłapałam ją na kradzieży. Trudno mi tego słowa użyć, ale nie znajduję innego. Zacznę od pierwszego razu, po kolei.

Któregoś dnia, zamyślona z powodu nadciągającego widma pożyczek, wzięłam ostatnie sto złotych z szafki i poszłam po zakupy. Ponieważ zazwyczaj je tam robię, tym samym - zazwyczaj rozmieniam tam banknoty. Nie jest ich wiele, ale sprzedawcy może się to przez lata utrwalić: "Oto przyszła ta, która zawsze płaci stówą albo pięćdziesiątką".

Kupiłam, co trzeba, na dwadzieścia kilka złotych, a rzeczona pani wydaje mi resztę z pięćdziesięciu. Zaczynam rozmawiać, ona swoje. Że nie miała stu złotych w ręku i tak dalej, że cholera jasna, zazwyczaj trzyma w ręku, a teraz ją podkusiło, żeby w pośpiechu włożyć do kieszeni i ze to na pewno było pięćdziesiąt...

Przełknęłam, chociaż wiedziałam, że to rozzuchwala, że robię z siebie głupią. Czułam się okropnie, ja czułam się okropnie. Było mi wstyd, nie wiem za co, za ludzkość najprędzej.Przy tym to była moja ostatnia stówa. A do pierwszego jeszcze ładnych parę dni. Ale byłam tak skołowana, tak mi się nie chciało wierzyć, że ta "dobra znajoma" mogłaby się świadomie dopuścić...

Epizod drugi (spośród tych, jakie były, a jaki dostrzegłam):
Zazwyczaj nie biorę wydruku z kasy, tym razem wzięłam. To było przypadkiem i dłuuugo po poprzednim incydencie. I z babskiej ciekawości przejrzałam. I uzyskałam wiadomość, że kupiłam "wyroby garmaż." za 4,75zł. Jako żywo, nie kupuję garmażu, nigdy. Ale przejrzałam zakupy, może miałam chwilę słabości albo niepoczytalności? Nie.

Dzisiaj. Bieda nastała, bo się inkasenci zmówili. Wiem dokładnie, ile mam pieniędzy. Trzy banknoty po 10 złotych i wygrzebany bilon z wszystkich możliwych miejsc i toreb. Przed wyjściem do sklepu poukładałam bilon w kupki po 10 złotych. Były cztery kupki. Miałam więc 70 złotych. Sorry, że tak dokładnie o tym piszę, ale to mnie nieco uspakaja. Zrobiłam zakupy, pani podliczyła na siedemdziesiąt kilka, powiedziałam, że braknie i że doniosę po południu. Po czym wysypałam (kretynka, robiłam to wielokrotnie przedtem, nie licząc wprzódy) bilon na ladę. Pani się w bilonie doliczyła 60 złotych. Poprosiłam, zeby jeszcze raz sprawdziła i ponownie uzyskałam tę samą odpowiedź.

Przełknęłam. Wydawało mi się, że nie można wobec znajomych wyliczać z portfela. Że to obraza. Tymczasem...

Źle się z tym czuję. Znam setki osób, które w takiej sytuacji by sobie poradziły. Ja nie umiem i to nie ze strachu. Chyba wolę myśleć, że nic się nie stało, niż uzyskać świedomość, że ta miła pani to oszustka. Taki mały człowiek.

Sunshine
19-01-2008, 10:27
Nie wiem,Walkirio jak się zachować w takiej sytuacji,ponieważ sama niejednokrotnie w takiej byłam i czułam się dokładnie tak samo.
Więc nie potrafię poradzić,chcę tylko powiedzieć, że nie jesteś w tym odosobniona.

Alsko
19-01-2008, 10:32
Też mnie żenuje cudza hucpa!
Też się wstydzę, jak kto głupi, ale do czasu!!!
Tacy ludzie są, czasami nieświadomie, dobrymi psychologami. I na tym jadą...

Tak nie wolno! Kiedyś trzeba powiedzieć: STOP! Dobrze się do tego przygotować i złapać za rękę. Tak zrobiłam, denerwowałam się, jak diabli, ale wiedziałam, że mam rację.

Walkirio, ona się tuczy Twoim kosztem! Stać Cię na to?
To co, że ciężko pracuje? A Ty dostajesz forsę na piękne oczy?!
Jest nieuczciwa i już. I musi wiedzieć, że Ty to wiesz!!!!
A jeśli okradnie kogoś, kto sobie nie poradzi z tym brakiem?

siekierka
19-01-2008, 10:38
No biedna jesteś, Ja bym jednak OSOBIŚCIE, po raz trzeci przeliczył bilon i na głos, żeby wszyscy wokół słyszeli, powiedział, że to już nie pierwszy raz.

walkiria57
19-01-2008, 10:55
Macie rację, złorzeczenia są tu na nic. Taki typ. Nie potrafię, nigdy nie umiałam upomnieć się. Kumulowałam w sobie latami. Parę razy wybuchło z dużym promieniem rażenia. Po co doprowadzać się do ostateczności? A jednak musiałabym się zdrowo uchlać, żeby tej kobiecie powiedzieć, co myślę. Bo ona taka przecież miła jest...

walkiria57
19-01-2008, 10:56
No biedna jesteś, Ja bym jednak OSOBIŚCIE, po raz trzeci przeliczył bilon i na głos, żeby wszyscy wokół słyszeli, powiedział, że to już nie pierwszy raz.


Tak można przeliczyć,żeby zsunąć na bok, ile trzeba. Sama bym to umiała zrobić - dla zabawy.

Wilhelmina
19-01-2008, 11:46
Ja jestem w takich sytuacjach okropnie wojownicza. Nie pozwoliłabym okradać się. Nie należy milczeć. Jeśli ona odważa się okradać Ciebie, to tymbardziej robi to innym, a zwłaszcza tym mocno starszym osobom. Robi to, bo pozwala się kwitnąć jej bezczelności i złodziejstwu.
Jeszcze jak moja Mama była zdrowa i chodziła na zakupy, miała podobną sytucję, z tym, że pani była bardziej bezwzględna. Wmawiała mamie, że dała 10zł a nie 100. Przecież za chleb i masło nie potrzeba stówy. Jasne, tylko Mama dostała chwilę wcześniej emeryturę i chciała sobie właśnie rozmienić. Przeliczyłam w domu pieniądze, brakowało dziewięćdziesiąt parę złotych. Dobra. Wzięłam wydruk, forsę w garść i poszłam. Była kolejka, poczekałam, podeszłam. Mówię - pani łaskawie odda te pieniądze, które pani przed chwilą ukradła staruszce. Jestem grzeczna, nie chcę awantury, ale za chwilę zażądam zamknięcia sklepu, policji i przeliczenia kasy dzisiejszej. To pani sprawa jak pani zagra. Wstyd przed ludżmi, czy tylko przede mną. Bladła i czerwieniała, ale stówę wyjęła, a ja dałam jej tą śmieszną resztę ze stówy. Gdy wychodziłam, powiedziałam jeszcze: moja Matka przez panią płakała, pewno niejedna babcia nie miała co wsadzić do garnka. Szkoda, że pani ustąpiła bez walki, bo ja chciałam żeby pani płakała przeze mnie.
Jestem bezczelna? Trudno. Daję na wiele rzeczy, temu kto jest w potrzebie, ale złodziejstwu należy mówić "nie".
Walkirio, nie wolno nikomu pozwolić na okradanie. To łatwy c hleb, ale czyjaś, często ogromna krzywda. To nie Ty masz się wstydzić, że liczysz pieniądze i żądasz swego, to ona powinna się wstydzić, że jest złodziejem.

Benigna
19-01-2008, 11:51
byłam nie raz i nie dwa w podobnej sytuacji - niekoniecznie
przy okazji zakupów. Ogólnie: ktos coś wmawia pewnym tonem a my ani be ani me. Potem, niestety, dłuuugo się o tym pamięta... Alsko wyżej zauważyła, że trzeba się przygotować. Ale jak? Nie ma na to czasu. Zawodzi nas refleks. Myślę, że mamy za mało tupetu:)

Wilhelmina
19-01-2008, 12:17
Niestety, trzeba się nauczyć. Obserwuję, że wiele starszych ludzi sprawdza przed odejściem od kasy, gdy coś im nie gra, proszą o wyjaśnienie. Pewien pan, kolejce która się złościła, że przeciąga zakupy, powiedział spokojnie - po odejściu od kasy będę naciągaczem, teraz jestem klientem w pełni praw. Mam złe doświadczenia i mam prawo sprawdzić czy nie zostałem oszukany.
Jego postawa, to nie tupet, tylko rzeczowość i dbanie o własne pieniądze.

senioritka
19-01-2008, 12:22
Ja z drugiej strony inaczej to widzę (apteka). Wchodzę do
apteki po chwilowej nieobecności i zastaję awanturę na
"czternaście fajerek". Starsza pani wymyśla mojej pracownicy,
że nie wydała jej 50 zł. Ona na pewno miała w portmonetce
100zł i nie dostała z tych 100 zł właściwie wyliczonej reszty.
Wywraca portmonetkę na wszystkie strony chcąc tym udowodnić, że ma rację. Przepraszam starsza panią, wyjmuję
50 zł i zwracam zdenerwowanej pani. Po około godzinie
starsza pani przychodzi do apteki z przeprosinami, że się
pomyliła itd., 50zł znalazła. Kieruję ją z przeprosinami do
pracownicy. Różne są sytuacje. Po odejściu od kasy reklamacji
się nie uwzględnia, takie są przepisy. Bywa, że ktoś
zapomni zapłacić. Nigdy się nie upomniałam i nie przywoływałam do porządku. Trudno, to jest ryzyko. Zresztą nie potrzebowałam się upominać, bo to były zwykle chwilowe
"zaćmienia" u klientów. Po krótszym lub dłuższym czasie
przychodzili z przeprosinami i regulowali należność.
Moim zdaniem każdy powinien pilnować swoich interesów, a
w szczególnych przypadkach, jakie były opisane powyżej przez
forumowiczki bacznie sprawdzać zakupy i wydatki. Jak taka
pani w sklepie stoi 12, czy więcej godzin non stop to
wybaczyłabym pomyłkę, a następnym razem sprawdzałabym
dokładnie zakupy i wydawane pieniądze.
Wszyscy jesteśmy omylni i myślę, że nie należy posądzać
od razu o złą wolę czy chęć nadmiernych zysków.
Ja tak to widzę "z drugiej strony lady".

FeliksG
19-01-2008, 12:37
Opisane postępowanie sprzedawców wcale nie jest odosobnione, a to oznacza, że trzeba być czujnym - wiem, że to trudne i stresujące, jednak, łagodniejsze od niesmaku i bezsilnej złości, że daliśmy się oszukać.
Miałem podobne zdarzenie, na targowisku /tzw. rynku/, gdzie są "warunki" do takich oszustw. Robiąc zakupy za kilkanaście zł. podałem sprzedawcy-kramarzowi baknnot 100 zł.i zająłem się chowaniem zakupów. Kramarz odliczył resztę, ale z 50 zł.Upomniawszy się, o swoje, usłyszałem zarzut, że próbuję wyłudzić itd. Pewnie bym postąpił tak jak Ty, tzn.wycofał się, dla świętego spokoju, ale kiedy kramarz, głośno, zaczął wykrzykiwać, że on zna takich staruchów, co to mają coś z pamięcią......postawiłem torby z zakupami, chwyciłem oburącz za stragan z wyłożonymi towarami i spokojnie oświadczyłem: dałem ci, gnojku, banknot 100zł. który dla mnie jest sumą znaczącą i żądam wydania reszty, uczciwie.
Pomogło, ale wyłącznie to, że zacząłem podnosić cały stragan.
Opisując, to zdzrzenie, chcę zachęcić, Ciebie Walkirio i każdego kto znajdzie się w takiej sytuacji, do stanowczego reagowania.
W opisanej przez Ciebie sytuacji, kiedy jesteś skazana na korzystanie z tego sklepu, zdobądź się na akcję odwetową. Wystarczy, że będziesz miała świadka - ktoś znajomy idzie z Tobą na zakupy, ale nie razem - który potwierdzi, np. jaki banknot dałaś sprzedawczyni. Tacy oszuści bardzo się boją świadków. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Jeżeli, ta sprzedawczyni, uprawia ten proceder permanentnie, to rozważ zgłoszenie do policji.

hannabarbara
19-01-2008, 12:47
Wilhelmina ma 100%! Z nieśmiałości i zażenowania często odpuszcza się drobne kradzieże, tak dla świętego spokoju. Trochę łatwiej reagować, gdy kradzież jest większa, bo wtedy poziom adrenaliny pozwala na bardziej zdecydowane działanie.Sama miałam dwa przypadki, gdy wydano mi resztę z mniejszej kwoty niż dałam. I choć wtedy nie była to sprawa tak bardzo istotna, bo jeszcze pracowałam, to , nie odpuściłam. Doprowadziłam do sprawdzenia kasy i w obu przypadkach pieniądze zostały mi zwrócone. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale nauczyłam się. Pozwolę sobie przytoczyć kilka wskazówek postępowania, które może komuś się mogą przydać.
1. Świadomość, że jest się klientem, a nie petentem. Zgodnie z zasadą "Nasz klient, nasz pan", czy "Płacę i wymagam". Jak nie umiesz sobie tak powiedzieć, to trenuj, bo to bardzo ważne. Nie chodzi o to, by być uciążliwym klientem, bo takiemu też się robi na złość, ale pewność siebie jest wskazana, by nie dać sobie wcisnąć byle czego.Zero procent pokory! Zero niezaradności!
2.Gdy podajemy większy banknot, należy żądać, by sprzedawca go nie chował. Musi trzymać w ręku, do czasu wydania reszty. Gdy chce postąpić inaczej, prosimy uprzejmie, ale i stanowczo: "Proszę nie chować, unikniemy pomyłek!"
3. Po zakupy wyruszamy w dobrych okularach. Każdą cenę sprawdzamy, sami wybieramy monety, kładziemy na ladzie w sposób umożliwiający szybkie policzenie.Dobrze w przybliżeniu obliczyć wartość zakupu, by przypadkiem (niechcąco?) nie znalazło się coś, czego nie ma w naszym koszyku.
4.Zawsze bierzemy paragony! Starannie je chowamy! Wyrabiamy sobie wsród sprzedowców opinię osoby, która na pewno nie da sie oszukać. Bardzo ważne! Potem można sobie odpuścić, gdy robi się zakupy w tych samych sklepach.

hannabarbara
19-01-2008, 13:00
Jeszcze sobie przypomniałam jeden sposobik na obronę własnych interesów.
Wręczając większy banknot sprzedawcy, robimy zawsze uwagę na temat nominału banknotu. Np."Mam nadzieję, że nie będzie kłopotów z wydaniem reszty ze stówki."

senioritka
19-01-2008, 13:59
Ciekawa jestem bardzo czy macie jakieś doznania będące
zgodne z Waszymi oczekiwaniami przy dokonywaniu zakupów?
Mam na myśli przyjemne doznania.

senioritka
19-01-2008, 14:07
ad post 13. Czułabym się bardzo dotknięta, gdybym usłyszała
od klienta takie dictum. Myślę, że nie każdy sprzedawca
zasługuje na takie potraktowanie i nie zawsze trzeba taką
metodę stosować, nie do każdego sprzedawcy.

Sunshine
19-01-2008, 14:19
ad post 13. Czułabym się bardzo dotknięta, gdybym usłyszała
od klienta takie dictum. Myślę, że nie każdy sprzedawca
zasługuje na takie potraktowanie i nie zawsze trzeba taką
metodę stosować, nie do każdego sprzedawcy.

z pewnością masz rację.
Jestem przekonana,że istnieje wiele przykładów na nieuczciwość klientów.
Po jednej i po drugiej stronie lady bywają ludzie nieuczciwi.
I nie tylko przy kasie.
Na temat kradzieży w sklepach też sporo można by powiedzieć.Ale to trochę inny temat.

hannabarbara
19-01-2008, 14:58
ad post 13. Czułabym się bardzo dotknięta, gdybym usłyszała
od klienta takie dictum. Myślę, że nie każdy sprzedawca
zasługuje na takie potraktowanie i nie zawsze trzeba taką
metodę stosować, nie do każdego sprzedawcy.
Polemizowałabym z Tobą! Wszystko zależy od tego jakim tonem sie to mówi. Jeśli mówi się jako "dictum", to rzeczywiście sytuacja jest niezręczna i krzywdząca dla ekspedienta.Ale jeżeli mówi się z uśmiechem "proszę nie chować, bo zaraz zapomnę ile dałam", to nie sądzę, że ktoś poczuje sie urażony. Osobiście unikam jak ognia mówienia ludziom rzeczy przykrych, ale swojego jednak pilnuję. Nauczona przykrymi doświadczeniami. Wiem, to na pewno, że w sklepach większych firm, takie zalecenie jest obowiązujące. Również sprzedawcy tego pilnują, bo spotykają się z sytuacją odwrotną, że kupujący twierdzi, iż dał więcej, gdy dał mniej. Takie postępowanie leży w interesie obu stron. Pomijając sytuacje zamierzone, w ten sposób unika sie pomyłek.

senioritka
19-01-2008, 15:37
Jeżeli lubi się w każdej omawianej tu sytuacji stosować
pouczenia czy uwagi, niezależnie od miejsca i okoliczności, to już są subiektywne walory reprezentowane przez zainteresowane osoby, z jednej i drugiej strony lady.

BUNIA
19-01-2008, 16:10
Napewno moja reakcja na takie zachowanie bylaby bardzo ostra.Nie lubie dawac satysfakcji aby ktos myslal ze jestem naiwna i dalam sie oszukac

hannabarbara
19-01-2008, 16:13
Nie rozumiem co Cię tak zbulwersowało! Czy to ,że gdy ktoś pytał, jak postępować w określonych, niemiłych sytuacjach opisałam, jak sobie sama próbuje radzić! Wierz mi sytuacje, o których wcześniej tylko wspomniałam, były naprawdę bardzo przykre. Wyszłam z nich dokładnie rozstrzęsiona i wykończona psychicznie. Powiedziałam sobie: Nigdy więcej! I się tego trzymam. Naturalnie, nikt więcej nie musi. Ale może komuś to wyda się sensowne. I nie ma to nic wspólnego z pouczaniem. To tylko opis własnego sposobu rozwiązywania problemu.

senioritka
19-01-2008, 16:42
Widzę, że jak zwykle, wdałam się niepotrzebnie w dyskusję
w której stoję po stronie przegranej. Nie miałam takich sytuacji jako klientka, staram się, żeby zawsze było miło i
uprzejmie. Może dlatego nie rozumiem, że mogą takie sytuacje doprowadzić do dokładnego roztrzęsienia i wykończenia psychicznego. Szkoda zdrowia.
I tym kapitulującym akcentem wyłączam się z dalszej dyskusji
na powyższy temat.

Anielka
19-01-2008, 16:51
Senioritko miła i dobrz,ze mie mialaś nigdy takiej sytuacji i oby Ci sie nie przytrafiła.Nie wdalaś sie w niepotrzebna sykusje.Po prostu jesteś uczciwa i chcialabyś ,zeby wszyscy tacy byli.A swiat taki nie jest,ludzie są bardzo różni.poza tem wszyscy napisali jak oni zareagowali lub jak powinno sie zareagować.Ja też reaguje ostro,jeżeli ktoś probuje mnie oszukać,jestem grzeczna jezeli ktos jest dla mnie grzeczny.Bo to chyba na tym polega ,ze nie mozemy pozwalać na zachowania niegodne.Pozdrawiam cieplutko.

walkiria57
20-01-2008, 01:34
Dziękuję za krzepiące słowa. Wasze rady, jak nie dać się oszukać - bardzo cenne. Tak, dlaczego to ja mam się czuć zażenowana kiedy biorę paragon? Wydawało mi się, że to jakiś dowód niedowiary w uczciwość sprzedawcy, a tymczasem tak po prostu trzeba. Muszę się dobrze "nakręcić". Może spiszę numery banknotu, chociaż wydaje mi się to obrzydliwe.

Wilhelmina
20-01-2008, 02:02
Hmmm...Czyż nie powinno Ci się raczej wydawać, że obrzydliwe jest to co ona robi Tobie? Jeśli Tobie, a nie jesteś stara i bezradna, to tym bardziej robi to dużo starszym osobom.
To ona jest obrzydliwa. Ty tylko się bronisz i walczysz o swoje. Jak z pierwszego Twego postu wynika, też Ci się nie przelewa, więc co? To Ty też masz iść okradać innych? Kobieto, oprzytomniej. Nic nie robiąc, dajesz jej na to przyzwolenie.

Wilhelmina
20-01-2008, 02:15
Do senioritki.
Tak. Prawdopodobnie masz rację. Z drugiej strony lady, to klienci są złośliwi, dokuczliwi i...czasem nieuczciwi. Tylko jest jedna dobra zasada, banknot z którego ekspedient wydaje resztę, powinien leżeć obok kasy, dla obopólnego bezpieczeństwa. To nie jest fanaberia, to jest pierwszy obowiązek jakiego jest nauczana kasjerka.