PDA

View Full Version : W kręgu moich psiapsiółek


baburka
02-03-2008, 14:24
Nie ma ani jednej żyjącej w udanym związku (próba całkowicie losowa). Kobiety zagryzają zęby i znoszą, znosza...w imię dobra dzieci/rodziny. Przy panu mężu brutalnie zatrzymuje je bariera ekonomiczna. Gdyby mogły, urządziłyby się inaczej, przynajmniej taka myśl jest im nieobca. Ja akurat mogłam, a teraz popadam w kompleksy, że nie wytrzymałam tyle, ile inne matki, by chronić interesy ekonomiczne dzieci. Mam poczucie winy, z którym trudno mi się uporać.
Dobrze, że piszecie o udanych małżeństwach, bo zaczęłam popadać w wyobrażenia, że każdy związek to czarne niewolnictwo dla kobiety.

Basia.
02-03-2008, 14:31
Nie ma ani jednej żyjącej w udanym związku (próba całkowicie losowa). Kobiety zagryzają zęby i znoszą, znosza...w imię dobra dzieci/rodziny. Przy panu mężu brutalnie zatrzymuje je bariera ekonomiczna. Gdyby mogły, urządziłyby się inaczej, przynajmniej taka myśl jest im nieobca. Ja akurat mogłam, a teraz popadam w kompleksy, że nie wytrzymałam tyle, ile inne matki, by chronić interesy ekonomiczne dzieci. Mam poczucie winy, z którym trudno mi się uporać.
Dobrze, że piszecie o udanych małżeństwach, bo zaczęłam popadać w wyobrażenia, że każdy związek to czarne niewolnictwo dla kobiety.
też tak miałam dopóki nie związałam się swoim obecnym partrnerem życiowym, przy nim się nauczyłam że związek nie jest polem walki i czarnym niewolnictwem dla kobiety. :) Wśród moich koleżanek /realnych/ też żadna nie żyje w udanym związku /przynajmniej tak twierdzą/ i tak jak piszesz znoszą z zaciśniętymi ustami różne okropieństwa dla dobra rodziny, to jest straszne. Nie masz czego żałować, to dobrze że wyrwałaś bolący nie nadający się do leczenia ząb.

Alunia
02-03-2008, 14:37
Basiu, to pocieszające co piszesz.

Karo1949
02-03-2008, 14:59
Nie ma ani jednej żyjącej w udanym związku (próba całkowicie losowa). Kobiety zagryzają zęby i znoszą, znosza...w imię dobra dzieci/rodziny. Przy panu mężu brutalnie zatrzymuje je bariera ekonomiczna. Gdyby mogły, urządziłyby się inaczej, przynajmniej taka myśl jest im nieobca. Ja akurat mogłam, a teraz popadam w kompleksy, że nie wytrzymałam tyle, ile inne matki, by chronić interesy ekonomiczne dzieci. Mam poczucie winy, z którym trudno mi się uporać.
Dobrze, że piszecie o udanych małżeństwach, bo zaczęłam popadać w wyobrażenia, że każdy związek to czarne niewolnictwo dla kobiety.

Otóż, nie każdy związek można nazwać związkiem niewolniczym dla kobiet. Jednak jest ich stanowczo coraz mniej, a przyczyn, dlaczego tak jest, jest wiele, to problem złożony. Im mniej rozmów w rodzinie tym gorzej. Na rozmowy trzeba czasu, a w obecnej dobie tego czasu w rodzinie jest coraz mniej. Waszyscy uganiają się za pieniądzem, cierpią na tym dzieci i relacje rodzinne. Niby świat idzie do przodu, to jednak my Polacy tkwimy w stereotypach, co widoczne jest na każdym kroku. W pracy kobieta musi wykonać o wiele więcej od mężczyzny aby była zauważona i doceniona przez pracodawcę, mimo że wykształcenie ma niejednokrotnie wyższe od mężczyzn. Niby tak wiele się mówi dzisiaj na ten temat w mediach, ale to wywiera na społeczeństwo marny skutek, moim zdaniem. Podejście polityków do problemów kobiet niech świadczy o tym, że tak właśnie jest - przykład - wypowiedź samego Giertycha seniora na temat roli kobiety i wywód do czego się nadaje, cóż tu dodać - nic. Ubolewam nad tym, że takich mądrali jest o wiele więcej. Ale powracając do tematu, jestem za tym, aby kobiety nie trzymały się toksycznego związku, jeżeli mogą i stać je na to, aby żyć jako singel, to rozwód jest tu złem koniecznym. Jednak i z związkach pozytywnych równiez bardzo wrze, tylko od mądrości tych dwojga partnerów zależy czy będzie im ze sobą dobrze. Zakończę na tym swój wywód słowami poetki Urszuli Raczkowskiej Cieślak

Tę mękę życia
ukochać nam trzeba
bo jest to konieczne
abyśmy tu trwali.

Pozdrawiam serdecznie, myślmy pozytywnie, to pomaga pokonywać bariery i nasze słabości, Zofia:)

baburka
02-03-2008, 15:13
Nie masz czego żałować, to dobrze że wyrwałaś bolący nie nadający się do leczenia ząb.
Nie żałuję swojej decyzji, ponownie zrobiłbym tak samo. Myślę, że negatywnymi emocjami płacę za wychowanie w domu, gdzie bezgraniczne poświęcenie dla dzieci uznane było za naczelną cnotę. Drzemią też we mnie zastarzałe lęki przed odrzuceniem, w tym wypadku przez dzieci.
Logika sobie, uczucia sobie.:(((

Basia.
02-03-2008, 19:15
pamiętam jak kiedyś podpadłam swojej Mamie, która wykrzyczała mi że poświęciła się dla dzieci. Odpowiedziałam, że obowiązkiem rodziców jest wychowanie swojego potomstwa jak najlepiej i w godnych warunkach bo dzieci na świat się nie prosiły, ktoś je na ten świat swoją działalnością sprowadził i mówienie o poświęceniu jest niestosowne. Nigdy nie powiedziałam swojemu synowi, że się dla niego poświęciłam tylko wypełniałam "swój obowiązek" najlepiej jak umiałam i chyba mi się udało. Nie wiem jak ocenia mnie mój syn jako matkę rozmawiając szczerze z przyjaciółmi i chyba wielu z nas tego nie wie. Nie boję się odrzucenia, mam swoje życie i jeżeli zostanę kiedyś odrzucona dam sobie z tym radę bez problemów, tak sobie poukładałam w swoim życiu. Dobrze czy źle ............. czas pokaże.:)

baburka
03-03-2008, 08:19
Nie boję się odrzucenia, mam swoje życie i jeżeli zostanę kiedyś odrzucona dam sobie z tym radę bez problemów, tak sobie poukładałam w swoim życiu. Dobrze czy źle ............. czas pokaże.:)
W porozwodowej, zatomizowanej rodzinie do wykonania jest wielka praca stworzenia autentycznych więzi. Trudno wyrokować, jak się one uksztaltują. Sama pochodzę z zimnego domu i właśnie tego chciałam oszczędzić własnym dzieciom. Tak się przyłożyłam do dzieła, że nie do końca pozwoliłam dzieciom dorosnąć, zresztą to nie jedyna przyczyna, pewnie i nie najważniejsza, dla której mój dorosły syn oczekiwałby jeszcze opieki. Krótkimi słowy uświadomiłam mu, że czym innym jest pomoc, a czym innym opieka. Godzę się z tym, że ukształtował sobie mój niepiękny portret, bo tak jest mu najwygodniej, czy inaczej - najłatwiej, ale bardziej niż nad sobą boleję nad nim. Obawiam się, że zapadnie w poczucie osamotnienia, braku oparcia czy choćby zrozumienia. Znam to uczucie z autopsji. Wiem, że muszę mu dać czas i pozwolić odnieść się do obecnej sytuacji wedle własnej woli. Tu odzywa się stary odruch kwoczenia - chronić. Nie byłoby to dobre. Musi sam uporać się z problemem. Mnie pozostaje trzymać wyrazistą linię relacji dorosły - dorosły i czekać, aż moje dorosłe dziecko naprawdę dojrzeje. A ja - cóż - przeżyję. Nigdy nie budowałam wizji swojej starości w oparciu o dzieci.

Alunia
03-03-2008, 09:12
:confused: Czytam ten wątek i po raz kolejny nachodzi mnie refleksja z którą chcę sie podzielić.

Kobiety są MĄDRE. To właśnie kobiety powinny mieć większy wpływ na kształtowanie naszej rzeczywistości. To one dążą do ładu, spokoju i zrozumienia. Głównie mężczyźni są karani za przestępstwa, przemoc, alkoholizm, terroryzm itd.itd. Nie słyszę by kobieta gwałciła, molestowała itd. itd . To męska pycha i ambicja wciąga narody w wojny w których najbardziej skrzywdzone są kobiety i dzieci. Skoro tak, więc jaki jest wniosek?
Nie jestem i nigdy nie była feministką. Męski "rys" w związku jest cudowny. Ale czy ten świat nie powinien być bardziej zrównoważony, bardziej matriarchalny? Czy męska dominacja nie przynosi społeczeństwu więcej strat niż korzyści?
Co o tym myślicie?

(Nie będzie mnie przez kilka dni..)

Lila
03-03-2008, 09:33
Alunia..zgadzam się w pełni.Ale idzie ku temu,idzie..
Szkoda ,że nie dożyję czasów ,gdy ta część populacji będzie miała odebrane prawa wyborcze.Tak jak nasze siostry - kiedyś..
Ha ha..:)

ulsta45
08-03-2008, 20:33
Nadchodzi era kobiet.To czasy ,kiedy analityczne myślenie nie wystarczy ,konieczna jest intuicja a tę mają właśnie kobiety.

Inna rzecz ,ze nie wiadomo czy dobrze to czy żle?

jutrzenka55
17-03-2008, 13:31
W moim otoczeniu natomiast,jest naprawdę dużo udanych małżeństw.Oczywiście,znam też inne przykłady,ale nie stanowią one większosci.Ja sama przeżyłam z mężem 36 pięknych lat.Za mąż wyszłam jako 16-latka(wiem,nie ma się czym chwalić!!)z szaleńczej,szczeniackiej miłości.Mimo tak wcześnie załozonej rodziny,dziecka,cztery miesiące po ślubie,oboje kształciliśmy się dalej i co najważniejsze ;kochaliśmy do końca.Niestety,mąż zmarł cztery lata temu.Po okresie załamania,rozpaczy,nadszedł czas samotności.Nikt mi nie powie że pustkę po stracie mężczyzny swojego życia, można zapełnić żyjąc życiem dzieci i wnuków.Ja przynajmniej tego nie potrafiłam.Owszem,kocham ich wszystkich bardzo,chętnie z nimi przebywam,ale nie chce być dodatkiem do ich życia,chcę żyć własnym życiem.Spotkałam na swojej drodze jeszcze jednego wspaniałego człowieka.Od 4-ch miesięcy jestem po raz drugi szczęśliwą męzatką.Nigdy nie zapomnę,nigdy nie przestanę myśleć z miłością o towarzyszu całej mojej młodości,ojcu moich synów,o uczuciu które nas łączyło do końca.......

ymca
17-03-2008, 14:50
Pięknie to napisałaś jutrzenko.Tak trzymaj,nie zapomnij,kochaj i
i żyj pełnią życia.Zyczę Ci wszystkiego dobrego.:)

Basia.
17-03-2008, 15:01
W moim otoczeniu natomiast,jest naprawdę dużo udanych małżeństw.Oczywiście,znam też inne przykłady,ale nie stanowią one większosci.Ja sama przeżyłam z mężem 36 pięknych lat.Za mąż wyszłam jako 16-latka(wiem,nie ma się czym chwalić!!)z szaleńczej,szczeniackiej miłości.Mimo tak wcześnie załozonej rodziny,dziecka,cztery miesiące po ślubie,oboje kształciliśmy się dalej i co najważniejsze ;kochaliśmy do końca.Niestety,mąż zmarł cztery lata temu.Po okresie załamania,rozpaczy,nadszedł czas samotności.Nikt mi nie powie że pustkę po stracie mężczyzny swojego życia, można zapełnić żyjąc życiem dzieci i wnuków.Ja przynajmniej tego nie potrafiłam.Owszem,kocham ich wszystkich bardzo,chętnie z nimi przebywam,ale nie chce być dodatkiem do ich życia,chcę żyć własnym życiem.Spotkałam na swojej drodze jeszcze jednego wspaniałego człowieka.Od 4-ch miesięcy jestem po raz drugi szczęśliwą męzatką.Nigdy nie zapomnę,nigdy nie przestanę myśleć z miłością o towarzyszu całej mojej młodości,ojcu moich synów,o uczuciu które nas łączyło do końca.......
życzę duuuużo szczęścia.:) Tak trzymaj.:)
http://img204.imageshack.us/img204/9469/7e28582b2bee88e9nl0.gif (http://imageshack.us)

Alunia
17-03-2008, 22:58
Gratuluję, Tobie się uda!:D

grazyna
17-03-2008, 23:01
Basiu wyszłas za mąz w wieku 16 lat, a ile lat miał twój wybranek?

jutrzenka55
18-03-2008, 00:35
Mój mąż był odemnie starszy 5 lat.Był człowiekiem wesołym,z ogromnym poczuciem humoru,szalenie przez wszystkich lubianym.Był też bardzo przystojny,oblegany przez kobiety,az niewiarygodne, ale nigdy nawet na inną nie spojrzał pod kątem kontaktów damsko-męskich.Nigdy nie wstydził się mówić o swojej miłości do mnie i okazywać ją na kazdym kroku.Do końca.........Krysia.

grazyna
18-03-2008, 17:00
Pytam, bo sama jestem starsza od męża o prawie 3 lata...ale chyba lepiej gdy mężczyzna jets młodszy od kobiety w związku...syn mój teraz spotyka sie z dużo młodsza dziewczyną ..o kilka lat ..nie wiem czy sie martwic czy cieszyć...

jutrzenka55
18-03-2008, 18:09
Grażynko,nie ma reguły;wiek tu nie ma podstawowego znaczenia;wazniejsza jest dojrzałośc emocjonalna i społeczna partnerów,wzajemne uczucie i obopólna zdolność do kompromisów.A 5 lat w tą czy w ta stronę?Buzka.