PDA

View Full Version : Co zrobić ?


lawenda
06-03-2008, 12:06
Witam wszystkich bardzo serdecznie.Jestem po lekturze Waszych wypowiedzi czasem bardzo osobistych i szczerych. Mam nadzieję, że pomożecie mi rozwiązać mój problem.Przechodzę do sedna; otóż bardzo bym chciała, żeby mój syn wraz ze swoją rodziną wreszcie się usamodzielnili. Są małżeństwem osiem lat i mimo dogodnych warunków synowa kurczowo trzyma się swoich rodziców. Bardzo ją lubię i cenię, ale nie mogę zrozumieć dlaczego pozwala na kierowanie ich życiem swoich rodziców. Powinno się pomagać dzieciom, ale wg mnie nie ingerować w ich życie. To oni powinni kształtować swoje życie, wychowywać swoje dziecko. Rozmowy nic nie dają a syn - no cóż bardzo kocha żonę i dziecko mimo, że nie cieszy się sympatią swoich teściów. Mam nadzieję, że poradzicie co robić w tej sytuacji? lawenda

Wilhelmina
06-03-2008, 12:52
Najlepiej nie wtrącać się, a najważniejsze, nie buntować syna. To jest jego życie i jego prawo buntować się, albo z taką sytuacją pogodzić. Piszesz, że syn kocha rodzinę, jeśli mu źle, to on powinien przekonać żonę o podjęciu samodzielnego życia. Jakim prawem Ty? To nie jest żadne szczęście, jeśli na skutek wtrącania się, rodzina się rozpada. Chcesz brać przykład z teściów syna? Przykre co piszę, ale tak uważam.

Anielka
06-03-2008, 13:53
Nie wtrącać się .Twój syn jest dużym chłopcem i będzie wiedział co zrobic.Pozdrawiam cieplutko.

Nika
06-03-2008, 14:00
Lawendo,skoro ganisz ingerencję teściów w życie młodych- nie wypada Ci robić tego samego...tylko młodzi mogą podejmować decyzje-czy chca być samodzielni, czy nie.widocznie jest im tak dobrze.Nic na siłę.Pozdrawiam.

lawenda
06-03-2008, 14:52
Nie chcę się usprawiedliwiać ale to ja nie wtrącam się do ich życia, bo uważam, że to oni powinni kształtować swój dom i swoje życie. Młodzi nie powinni opierać się na życiu innych, bo to już nowe pokolenie, inaczej myślą i to jest bardzo dobre. Chcę, aby /oczywiście jeżeli będą tego chcieć/ aby nasza pomoc nie była nazbt demonstracyjna. Właśnie o to mi chodzi

bogda
06-03-2008, 14:55
Pewnie jest im tak wygodnie, a zwłaszcza synowej, może mamusia dużo rzeczy za nią robi, gotuje obiadki i takie tam...a jak się wyprowadzi to niestety będzie musiała to robić osobiście...

lawenda
06-03-2008, 15:52
Przeczytałam wszystkie rady za które jestem wdzięczna ale wydaje mi się, że najbardziej krzywdząca jest wypowiedź Wilhelminy. Wilhelmino, ja nie buntuję syna i nigdy nawet o tym nie pomyślałam. Tak naprawdę to ja robiłam wszystko żeby to małżeństwo się nie rozpadło. Jestem mężatką już 39 lat i dla nas priorytetem jest rodzina. A może należało mi się, bo poruszyłam zbyt osobistą sprawę. Tylko bogda miała rację ale nie do końca, mimo to dziękuę

Basia.
06-03-2008, 16:29
mój syn jest żonaty od 10 lat, niegdy nie wtrąciłam się do jego małżeństwa bo jest to jego małżeństwo. Każde z nas ma /syn i ja/ swoje życie i żadna ingerencja nie wchodzi w grę, nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek "mieszał" w moim życiu.

Wodniczka
06-03-2008, 16:29
Pewnie jest im tak wygodnie, a zwłaszcza synowej, może mamusia dużo rzeczy za nią robi, gotuje obiadki i takie tam...a jak się wyprowadzi to niestety będzie musiała to robić osobiście...

tak właśnie i ja pomyślałam..coś mi na ten temat wiadomo..przyjść(myślę że oboje pracują)... z pracy na gotowe, poprane, posprzątane, obiad podany. To jest wygodne życie. Może synowa nie dorosła jeszcze do samodzielnego życia...nic na siłę, wszystko może w swoim czasie się wyjaśni.

Wodniczka
06-03-2008, 16:36
Ja mieszkam z córką, zięciem i prawie 7 letnim wnukiem już 13 rok, ale nie było między nami zgrzytu..zawsze znaleźliśmy wspólne rozwiązanie, komunikacja między nami jest dobra...rozumiemy się , wspieramy w potrzebie , a syn mieszka o blok dalej i ja nie ingeruję w ich zycie rodzinne..czasami oko przymrużę ale niech się docierają we własnym mieszkaniu z prawie 3 letnią córeczką(oboje pracują) a córeczką zajmuje się druga babcia z dziadkiem, to jest ich pierwsza wnuczka. Syn stwierdził żartobliwie ..babcia już jednego wnuczka pomogą wychowywać, a drudzy dziadkowie też pomagają nam. I jest nam tak dobrze.Wszyscy jesteśmy zadowoleni. :):)

Wilhelmina
06-03-2008, 17:00
"Mam nadzieję, że poradzicie co robić w tej sytuacji? lawenda " - to ostatni fragment Twej pierwszej wypowiedzi.

Odpowiedziałam zgodnie z pytaniem i moim doświadczeniem. Krzywdząco? Dlaczego? Przecież ja Cię nie zganiłam, że to robisz. Poradziłam, abyś tego nie zrobiła. Przepraszam, jeśli wypadło ostro, nie chciałam włazić z butami w Twoje sprawy. Bez względu na powody, uważam, że tylko Twój syn może tej sytuacji sprzeciwiać się, a nie Ty.

lawenda
06-03-2008, 17:40
Trudno,powiedziałam A to i muszę powiedzieć B. Wszyscy Państwo z małym wyjątkiem zbyt niesprawiedliwie oceniacie moje intencje, a sprawa jest bardziej skomplikowana niż myślicie. Mój syn i synowa są osobami niesłyszącymi i To mama synowej /słowa synowej/ cały czas jej wmawia że sobie nie poradzi dlatego mieszkają na wsi bo tam wybudowali dom. Dojeżdżają do pracy samochodem, a zarabiają marne pieniądze jak wielu innych. Ich wizyty u nas mają trwać 2 godz.mimo że wnuczka bawi się wspaniale, synowa odbiera sms-y od mamy i bardzo się denerwuje. Tak trzeba im pomóc ale kto im pomoże jak nas zabraknie ? Dużo można by pisać ale napewno nikt by nawet w to nie uwierzł i dlatego pragnę aby uwierzyli w siebie i że potarafią żyć normalnie. Pomagać im trzeba ale nie wyręczać ich bo można zrobić im krzywdę.

Wilhelmina
06-03-2008, 17:48
W tej chwili to sytuacja wygląda całkiem inaczej. Wydaje mi się, że tylko rozmowa z rodzicami synowej może cokolwiek zmienić. To oni muszą zechcieć zrozumieć sytuację i to że nadmierna opiekuńczość odbiera samodzielną przyszłość, wprawdzie jeszcze daleką, ich ukochanych. Myślę, że niestety, potrzebny tu jest psycholog. Matka synowej robi to z miłości, ale jest nadopiekuńcza.

aga27
06-03-2008, 18:13
Witam.
Jestem dzieckiem zapracowanych kiedys rodziców a dziadkowie nie chcieli a i nie byli w stanie zajmować sie nami (tzn mna i bratem).Bylismy od 6 roku życia uczeni samodzielności , klucz na szyi , odgrzać zupke dzień wczesniej przyrządzoną , nie mielismy niani bo nie było stac moich rodziców co najwyżej świetlica.Zazdroszcze czasem że inni wspominaja dziadków ich spacery , wycieczki za miasto ciasto jakie lubia , desery itp.Może ona wcale nie ingeruje tylko oni tak mówią bo wolą to na barki innych.Czasem tak jest ale mimo wszystko uważam możesz mieć własne zdanie ale to Twoja sprawa a nie "TWÓJ" problem jak napisałaś. A młodzi niech żyją po swojemu (nie masz pewności że oni zyja pod dyktando rodziców, mam kuzynów głuchoniemych i prosze mi wierzyć nie pozwola sobą manipulować oczywiście potrzebują czasem pomocy urzędowych ale nic po tym:).

lawenda
06-03-2008, 18:55
Mam teraz mieszane uczucia, że chyba nieopatrznie poprosiłam o radę bo rozdrapuję to co dla mnie jest bolesne. Niestety Wilhelmino to nie nadopiekuńczość to dominacja i możesz nawet mi nie wierzysz, ale taka jest prawda bolesna ale prawda. Byłam u psychologa, posłuchałam rady i pełna nadziei że rozwiążemy problem ale zostałam potraktowana tak, że normalny człowiek by wyszedł i dał sobie spokój ale nie ja. Oni się naprawdę kochają i tak po ludzku szkoda mi ich. Przepraszam Aga nie będę się licytowała zTobą, ale powiem Ci. Ja straciłam ojca mając 2 lata i byłam tylko z mamą, która odeszła gdy miałam 16 lat. Napewno patrzyła na mnie z nieba, ale jej nie było przy mnie jak była mi bardzo potrzebna.Dwa lata u zakonnic/kończyłam szkołę/ bo po pogrzebie znalazłam się w szpitalu, a potem nie miałam gdzie wrócić bo obcy ludzie zajęli nasze mieszkanie. takie były czasy. Znam ludzi głuchych bo byłam wśród nich razem z synem i wiem że są samodzielni i tak po ludzku zazdroszę im bo dostali szansę.

Anielka
06-03-2008, 19:37
Lawendo,nie powinnas mieć mieszanych uczuć.Chcialabys,zeby Twój syn i synowa,usamodzielnili się,zeby nie byłi tak bardzo zależni od jej rodziców.Zdajesz sobie sprawe,ze,kiedys odejdziecie i kto wówczas im pomoze?Bo do tej pory sa troszke jak pod kloszem.I mysle ,ze jedynie szczera rozmowa z rodzicami synowej/ z matka chyba bedzie najtrudniej/moze cos zmienic.Ale to nie jest rozmowa na jeden raz ,tu trzeba wielkiej rozwagi i ostrożności,zeby sprawy nie pogorszyć.Mam nadzieje,że jesteś mądra i spokojna kobieta i spróbujesz to w miarę bezboleśnie rozegrać.Zyczę powodzenia .

aga27
06-03-2008, 19:44
Do lawendy .Czytając Twojego posta strasznie posmutniałam.Czuje że kochasz tych młodych ludzi ale czy kochac oznacza myśleć za nich.To co piszemy to nie aby Ci sie zrobiło smutno ani źle tylko żebys innymi kategoriami spojrzała na tę sytuację.Wszystkie konflikty zaczynają się od tego że teście jedni czy drudzy mają inny pogląd na zycie i tp.I nalezy doceniac to co się ma i kochać nie za to kim są tylko że zwyczajnie są.Ja w to nie wątpie że KOCHASZ ich i myślisz o nich żeby działo im się jak najlepiej ale to nie znaczy żę oni tego chcą abyś im wskazywała swoja drogę.
Ostatnio zycie mnie nauczyło by nie smucić i nie bywać w konflikcie .Nie wyrażam swoich opinii najblizszym ot tak , jeśli kogos będzie interesowało moje skromne zdanie i spyta to podziele sie uwagami ale nigdy sama nie wyjade że według mnie robicie żle bo nie chce by ktos ze mną tak rozmawiał i nie robie tego innym.Mimo iz kocham i chce dla nich jak najlepiej.
A wogle to mam taką figurke .Znajdują sie na niej trzy małpki.I wiesz co jedna ma zasłonięte usta , druga uszy a trzecia oczy .I kiedyś podczas odwiedzin mojego domu księdza oznajmij żeby wszyscy zyli według tej zasady jaka przedstawiają te małpki nie byłoby żadnych konkliktów.
1.Czasem musimu udac żę czegos nie widzielismy.
2.Czasem musimu udac żę czegos nie słyszelismy
3.A czasem musimy przemilczeć.

jesli im się dobrze żyje to nie interweniuj !

lawenda
06-03-2008, 20:24
Tak Anielko tym razem się z Tobą zgadzam bo wyczułaś moje intencię i nawet nie wiesz jakie to trudne. Przeczekam i narazie wezmę się za swoje zdrowie bo trochę mi szwankuje. Przypomniałam sobie jak kiedyś moja koleżanka z pracy powiedziała " wiesz, ty jesteś taka niedzisiejsza, każdemu pomagasz, bronisz i wcale nie widać że jesteś szefem i myślisz że wszyscy myślą tak jak ty, ale to jest naiwność, wykorzystują cię. Wszyscy to wiedzą tylko nie ty" teraz wiem że miała rację. Nic to, wpajano mi, że ludzie są dobrzy tylko czasami się tego wstdzą bo to nie modne. Życie to nie piękna powieść a cierpienia uszlachetniają. Diękuję wszystkim za wypowiedzi, jestem Wam bardzo wdzięczna i dziękuję

LOTOS
21-04-2008, 13:23
Uważam że młode małżeństwa powinny bezwzględnie mieszkać osobno,nie z rodzicami. To jest różnica pokoleń której nie da się pokonać. Młodzi się pokłócą a za chwilę pogodzą a rodzice jeśli to widzą przeżywają i uraz zostaje.Jak mieszkają osobno nikt tego nie widzi i nie komentuje. Dobrze jest jeśli mamy dzieci w pobliżu,możemy być pomocni przy wychowywaniu wnuków ale nie przy zastąpieniu wnukom rodziców.