PDA

View Full Version : TOKSYCZNI RODZICE - prawda czy fałsz ?


Lila
16-06-2008, 23:01
Czy głoszona przez psychologów od lat 80-tych teoria o toksycznych rodzicach jest prawdą ?
Mnie wydaje się,że jest to tylko próba złożenia na kogoś odpowiedzialności za własne potknięcia życiowe..
W pracy nie awansujemy ? Jasne,mieliśmy zaborczą mamusię.
Mąż zrobił z nas worek treningowy ? Tatuś dał nam klapsa,gdy miałyśmy 5 lat...więc kochamy być bite..:D
Jesteśmy nadopiekuńcze i na kolanach zmiatamy pyłki spod nóżąt swych dorosłych dzieci ?...Jasne jak słońce..Nasi rodzice nie mieli dla nas czasu..

Co Wy na to ??

Basia.
16-06-2008, 23:07
myślę, że są toksyczni rodzice tak jak są toksyczni współmałżonkowie /obojga płci/. Czy rodzic, który pozbawia swoje dziecko na długie lata a może nawet do końca życia poczucia własnej wartości nie jest rodzicem toksycznym? Moim zdaniem jest. Rodzice żyjący życiem dzieci bo swojego nie mają, wtrącający się do wszystkiego, obrażający się smiertelnie kiedy dzieci delikatnie dadzą im do zrozumienia że chcą swoje zycie przeżyć same, robiący naloty bez uprzedzenia o przeróżnych porach dnia i nocy nie sa rodzicami toksycznymi? Moim zdaniem są jak diabli i trzeba ich unikać bo nie dadzą się zreformować.

Lila
16-06-2008, 23:10
Jednakowoż - Basiu- w jaki sposób on pozbawia tego poczucia własnej wartości?
A może po prostu widzi słabeusza,któremu trzeba dać napęd ostrogą ,bo sobie nie poradzi w życiu?

chickita
16-06-2008, 23:13
myślę, że są toksyczni rodzice tak jak są toksyczni współmałżonkowie /obojga płci/. Czy rodzic, który pozbawia swoje dziecko na długie lata a może nawet do końca życia poczucia własnej wartości nie jest rodzicem toksycznym? Moim zdaniem jest.
Zgadzam sie całkowicie. Co do zrzucania odpowiedzialności za własne podknięcia. "Jak sobie pościelasz tak sie wyśpisz."

Lila
16-06-2008, 23:18
Ale chcę się dowiedzieć wreszcie w jaki sposób się pozbawia dziecko poczucia wartości ..
Tylko szybko moje koleżanki..
Moja Mamusia ma 92 lata,chcę zdążyć Jej wypomnieć,jak bardzo mnie pozbawiła tego poczucia..No bo czemu czuję się dzisiaj jak zbity pies ? Hę ?

Basia.
16-06-2008, 23:21
Jednakowoż - Basiu- w jaki sposób on pozbawia tego poczucia własnej wartości?
A może po prostu widzi słabeusza,któremu trzeba dać napęd ostrogą ,bo sobie nie poradzi w życiu?
kolega mojego syna miał takich rodziców, stale słyszał jaki to z niego tuman, debil /nie zmyślam/, nieudacznik ..... itd. itp.To nie był napęd ostrogą dla slabeusza to był nieustająco sączący się jad. Nawet jak temu chłopakowi coś wyszło naprawdę dobrze to słyszał, że mogło wyjśc o wiele lepiej. Nigdy go za nic nie pochwalono, znam tego chłopaka teraz już dorosłego mężczyznę doskonale i widzę że rodzice swoim jadem wyrządzili mu potworną krzywdę.

Basia.
16-06-2008, 23:25
Ale chcę się dowiedzieć wreszcie w jaki sposób się pozbawia dziecko poczucia wartości ..
Tylko szybko moje koleżanki..
Moja Mamusia ma 92 lata,chcę zdążyć Jej wypomnieć,jak bardzo mnie pozbawiła tego poczucia..No bo czemu czuję się dzisiaj jak zbity pies ? Hę ?
jak to jak zbity pies się czujesz?!!!!! :mad:

Lila
16-06-2008, 23:27
Czyli został tym nieudacznikiem ?
A ci którzy nimi nie są ? Podobno bez korzeni nie ma skrzydeł ,a rodziny się nie wybiera ?
Tak sobie myślę ,czy ja czasem nie będę postrzegana jako poison przez swoje dzieci ?

Basia.
16-06-2008, 23:28
nie wpadł na pomysł żeby rodzicom podziękować za geny, którymi go obdarzyli. Ja bym tak zrobiła.

Lila
16-06-2008, 23:28
jak to jak zbity pies się czujesz?!!!!! :mad:

Basiu,to taka finezja stylistyczna.W końcu w życiu nie uderzyłam psa,więc nie wiem jak u niego z samopoczuciem...

ps.Dzieciom klapsy dawałam.Przyznaję się bez bicia..

No to jestem toksyczna ,czy nie jestem?:D

Basia.
16-06-2008, 23:30
Czyli został tym nieudacznikiem ?
A ci którzy nimi nie są ? Podobno bez korzeni nie ma skrzydeł ,a rodziny się nie wybiera ?
Tak sobie myślę ,czy ja czasem nie będę postrzegana jako poison przez swoje dzieci ?
no coś Ty? :mad:Właśnie miałam Ci napisać, że psa się nie bije.:) Chodzi mi o to dlaczego tak się kiepsko czujesz?

Lila
16-06-2008, 23:33
nie wpadł na pomysł żeby rodzicom podziękować za geny, którymi go obdarzyli. Ja bym tak zrobiła.


No tak ,ale to jest karuzela jakaś.Geny rodzice mieli wdrukowane niejako bez swojej woli i jemu je przekazali.
Czy on wysiłkiem woli będzie w stanie ich nie przekazać własnym dzieciom ?

Lila
16-06-2008, 23:36
Nic ...Basiu...burza przeszła i jakoś mi tak dziwnie na duchu....
I jak zwykle naszły mnie ..................życiowe refleksje.Jakoś często mnie nachodzą.....ostatnio.

Basia.
16-06-2008, 23:43
No tak ,ale to jest karuzela jakaś.Geny rodzice mieli wdrukowane niejako bez swojej woli i jemu je przekazali.
Czy on wysiłkiem woli będzie w stanie ich nie przekazać własnym dzieciom ?
nie powinni się na nim wyżywać, ten chłopak obecnie mężczyzna nie jest nieudacznikiem ale nie jest równiez orłem a mógł tym orłem być gdyby rodzice tak go nie dołowali. Oni nieustająco podcinali mu skrzydła, nie pozwalali mu się wznieść.

Lila
17-06-2008, 00:05
No tak...ale jakby był genetycznym orłem,to wzniósłby się w końcu nad poziomy..
Musiał być szarakiem ,a teraz to tak wygodnie powiedzieć ...o moja pani,byłbym prezesem korporacji,tylko w dzieciństwie mi podcinano skrzydła...A to nielot był.Kiwi.
Przypomina mi się przypadek Mariusza Świtalskiego i jego kolegów z Domu Dziecka..Firma Elektromis (bodajże ) i sieci dyskontów ..dla ułatwienia.
Oni od dziecka nie znali swoich rodziców,tylko gdakające wiecznie zakonnice,które przecież nie mogły być matkami,choćby nie wiem jak się starały..Skrzydła mieli popalone u zarania.Tylko potem jak je rozwinęli ...to ło matko - bez skrupułów .Za bardzo nieco ich poniosły..:)

Ps.Zmierzam do tego,że przesada z tymi toksycznymi rodzicami jest.Może udzielę przy okazji rozgrzeszenia - swoim ?

gratka
17-06-2008, 00:20
Gdyby nasz mózg porównać do komputera, to do 15 roku życia mielibyśmy w nim wgrane około 25 000 godzin uwag naszych rodziców. W większości są to uwagi krytyczne.Jeżeli rodzice są zbyt surowi, zbyt wymagający, ironiczni, oschli, oszczędzający pochwał, to młody człowiek jest ciurkiem dołowany. W końcu wpada w nerwicę lub jego psychika jest "wycofana". Wtedy jest niepewny siebie, ma niską samoocenę, nie potrafi być szczęsliwym człowiekiem, a na starość jest gderaczem. To w uproszczeniu.

Lila
17-06-2008, 00:23
A ja uparcie drążę...
Znam rodziców łagodnych jak baranki,mających niesłychanie agresywne dzieci.Skąd u nich ta pewność,że mogą terroryzować świat ?
Czy ci zbyt łagodni rodzice też są toksyczni ?

Anielka
17-06-2008, 00:31
Tak Liluś tez są toksyczni.Rodzice powinni być wyaważeni,duzo rozmawiać,nagradzać,chwalić,kiedy trzeba zbesztać/bez uzycia rak/isłuchać co dzieci do nich mowią anie nie na zasadzie ;nie dadza dziecku dokończyc i już prawią morały,bo wiedzą lepiej,albo ;rób co chcesz ,co mnie to.To nie tak Dziecko to tez człowiek ,tylko troszke mniejszy.Trzeba nauczyć sie słuchać dzieci i starać sie je rozumieć na ich poziomie.Pewnie juz sie powtarzam,ale lekko spiąca jestem.Dobranoc.

Basia.
17-06-2008, 00:50
No tak...ale jakby był genetycznym orłem,to wzniósłby się w końcu nad poziomy..
Musiał być szarakiem ,a teraz to tak wygodnie powiedzieć ...o moja pani,byłbym prezesem korporacji,tylko w dzieciństwie mi podcinano skrzydła...A to nielot był.Kiwi.
Przypomina mi się przypadek Mariusza Świtalskiego i jego kolegów z Domu Dziecka..Firma Elektromis (bodajże ) i sieci dyskontów ..dla ułatwienia.
Oni od dziecka nie znali swoich rodziców,tylko gdakające wiecznie zakonnice,które przecież nie mogły być matkami,choćby nie wiem jak się starały..Skrzydła mieli popalone u zarania.Tylko potem jak je rozwinęli ...to ło matko - bez skrupułów .Za bardzo nieco ich poniosły..:)

Ps.Zmierzam do tego,że przesada z tymi toksycznymi rodzicami jest.Może udzielę przy okazji rozgrzeszenia - swoim ?
ten chłopak o którym pisałam jest właścicielem agencji nieruchomości, skończył prawo, jest przez cały czas pełen wątpliwości .... nie ma w nim takiej pewności siebie, rzutkości, odwagi jaką ma np. mój syn /nie chwalę się, piszę szczerą prawdę/. Oczywiście jest też sprawa genów ale tego chłopaka rodzice bezustannie dołowali, upokarzali przez nich rozwinął skrzydła za późno. Nie musiał czekać na ich śmierć tylko wcześniej skończyć studia i osiągnąć to co ma w tej chwili.

Basia.
17-06-2008, 00:58
A ja uparcie drążę...
Znam rodziców łagodnych jak baranki,mających niesłychanie agresywne dzieci.Skąd u nich ta pewność,że mogą terroryzować świat ?
Czy ci zbyt łagodni rodzice też są toksyczni ?
ci rodzice wychowywali swoich potomków w przeświadczeniu, że są pępkami świata, prawdopodobnie dawali z siebie dużo o wiele za dużo nie żądając w zamian nic. Łagodni rodzice, zbyt łagodni rodzice też są toksyczni.

frida
17-06-2008, 08:52
"Znowu dziecko zaprogramowane przez rodziców, ma kilkanaście lat i żyje według ich wyobrażeń i oczekiwań. Zagubiona osobowość, która nie potrafi odnaleść swojego JA w ich rojeniach. Każą jej odpowiednio myśleć, działać, czuć, nawet śnić. Żadych innych pragnień. "My wiemy co jest dla Ciebie najlepsze". I panika, bo dziecko wpada w nerwicę lękową, nie wie, kim jest, sobą czy własnym ojcem czy matką, boi się ludzi, szkoły, całego świata. Zagubiło się. W podwójnym JA narzuconym przez rodziców i własnym budzącym się do życia. Niewola z której tak ciężko się wyzwolić" Do tego dochodzi zabroniona miłość, która jest zła, bo nie akceptowana. Nie liczy się to co Ona czuje, bo przecież oni wiedzą lepiej....

Lila
17-06-2008, 09:29
Wynika z tego,że ja jestem toksyczna ( w połowie )..
Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to ,że Mamusia moja szanowna była toksyczna jak wilcza jagoda.
Dzięki temu jestem silna,bo musiałam z Nią walczyć.Natomiast moi bracia - słabeusze..

ps.a czy nie jest tak czasem,że ja mam geny po Niej i Babci ,a oni po Ojcu i Dziadku,którzy nie mieli nic do gadania?

tadeusz50
17-06-2008, 10:05
Mój głos w tej sprawie.
Spróbuję wypowiedzieć się w tej sprawie jako dziecko (kiedyś), rodzic (kiedyś i dziś) dziadek.
Dziecko-staram sobie przypomnieć czas gdy byłem dzieckiem i relacje między nami (z bratem) a rodzicami. Uważam, że nie byli ani zbyt wymagający, ani też wmawiający nam, że jesteśmy kolejnym cudem świata. Zapamiętałem sobie jedno powiedzenie mojej mamy "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz". W tej chwili z racji swojego wieku uważam, że miała absolutna rację.
Rodzic-syn już od małego miał taki charakter przebojowy, że jak to się mówi "wszedł przez drzwi-wyrzucili go przez drzwi, to wszedł oknem i załatwił to co miał załatwić" do dziś dnia ma ta pozytywną cechę charakteru. Czasami staraliśmy się z żoną go tochę przyhamować , ale przeważnie bez skutku. Już to gdzieś pisałem od początku jego nauki słyszeliśmy "zdolny ale leń". Dostawaliśmy z małżonką szału, próbując go zmobilizowac do lepszej nauki. Pewnego dnia mnie więcej w połowie 4-tej klasy technikum po rozmowie z nami w ktorej użyłem słów swojej mamy "jak sobie pościelesz..." nastąpiła jego metarfoza. Zaczął się liczyć z ocenami w szkole następnie na studiach i dalej doktorat obronil z oceną bardzo dobrą. Córka zdecydowanie mniej zdolna, zreszta los pokierował ją trochę inaczej ale to już inna bajka.
Obecnie- mieszkamy w jednym domu ale w osobnych mieszkaniach. Wchodzę do nich kiedy chcę i odwrotnie oni do mnie. Jak to się potocznie mówi nie zaglądam im do garów i nie szukam gdzieś jakiegoś pyłku. Syna tylko od czasu do czasu namawiam aby "zrobił" potomka. Pomagamy sobie wzajemnie, jednocześnie nie wtrącając się w sprawy wewnętrzne.
Dziadek-stram się zastępować wnuczkom ich ojców, czasem też trochę rozpieszczam bo taka jest rola dziadka, ale bez przesady bo bym sam sobie na złość zrobił.
Wniosek-starajmy się doradzać dzieciom, ale bez zbytniej ingerencji w ich sposób myślenia i celó jakie sobie wyznaczą. zwykły rodzic

Małpa
17-06-2008, 10:37
Czytam Wasze wypowiedzi i myślę sobie,że na nic tu są wszelkie teorie i tak nigdy nie wyjdzie na to co sobie umyślimy.Chocbysmy robili nie wiem jak mądrze,zgodnie ze wszystkimi psychologicznymi zaleceniami,to i tak życie napisze swój scenariusz.My możemy tylko pomóc i to w stopniu bardzo minimalnym.

gratka
17-06-2008, 12:17
Tadeuszu wychowanie dzieci to bardziej sztuka niż nauka.Ty zastępujesz teraz ojców, ale zwyczajowo rola babek i dziadków jest tylko doradcza w rodzinie.
Czasem coś moim młodym powiem, ale tylko tak mimochodem, bo moje córki są bardzo samodzielne . Nawet nie miałam szansy na pierwsze kąpanie żadnego wnuka-noworodka . Mówią, że byłam zbyt surową mamą i babcią też jestem wymagającą. Ale córki miały dużo swobody w tym co chciały robić. Moim zdaniem trochę stresu dziecku nie zaszkodzi, a skuteczną metodę dotarcia do dziecka trzeba po prostu znaleść .

Pani Slowikowa
17-06-2008, 15:47
ci rodzice wychowywali swoich potomków w przeświadczeniu, że są pępkami świata, prawdopodobnie dawali z siebie dużo o wiele za dużo nie żądając w zamian nic. Łagodni rodzice, zbyt łagodni rodzice też są toksyczni.

a moze nie tyle zbyt lagodni.. ale zbyt kochajacy?? Mam przyklad w rodzinie rowniez.. Tragedia..
A geny?? Geny tez maja wplyw.. chyba wielki..:confused:

Malgorzata 50
17-06-2008, 20:19
Żaden rodzic, poza zdecydowanymi psycholami.nie chce byc toksyczny ,ale wielu niestety jest ....w najlepszej wierze ,ponieważ nie potrafią byc empatyczni wyobrazić sobie tego co czuje dziecko i w walce o tzw "dobro dziecka" czesto robi mu sie niepowetowane szkody.

maja59
17-06-2008, 20:55
Każdy próbuje znaleźć swój przepis na wychowanie dzieci. Ja starałam się poświęcać cały wolny czas na słuchanie tego co mówiła do mnie córka. Czasami mówiła do północy, nigdy nie powiedziałam, że mnie to nie interesuje i nie mam czasu, chociaż róznie bywało. Wyrosła na mądrą kobietę, jest po studiach ma rodzinę, kochanego synusia-wnuczusia i dalej do mnie mówi jak tylko nadarzy się okazja (nie mieszkamy razem). Najprzyjemniejsze jest, że do dzisiaj w miarę jej mozliwości kultywujemy "dzień matki z córką" kiedy to razem idziemy do fryzjera, na obiad do restauracji i do kina. Serdecznie się przyjaźnimy. Byłam wymagającą matką (wybór szkoły, ale kierunku już nie) i nie bardzo wylewną. Chyba nie byłam toksyczna bo nadal mnie znosi. Widzę, że razem z mężem stanowimy dla niej solidne wsparcie emocjonalne. W razie awarii do taty w razie kłopotów do mamy. Nie wtrącamy się do niczego, bo to jej życie, jeżeli nas potrzebuje jesteśmy, ale nie narzucamy się.

senior A.P.
22-06-2008, 11:41
Rodzicow nikt juz nie zmieni ale dzieci ich zmienic sie moga,byc lepszymi i doskonalszymi pod kazdym wzgledem.
Toksyna jest zawsze szkodliwa !

senior A.P.
14-08-2008, 13:58
Babcie, nie zastepujcie waszym wnukom rodzicow,nawet gdy sa toksyczni !
Dziadkowie,macie racje ze sie w te sprawy nie angazujecie ,choc bywaja wyjatki.

Mar-Basia
14-08-2008, 14:43
Każdy próbuje znaleźć swój przepis na wychowanie dzieci. Ja starałam się poświęcać cały wolny czas na słuchanie tego co mówiła do mnie córka. Czasami mówiła do północy, nigdy nie powiedziałam, że mnie to nie interesuje i nie mam czasu, chociaż róznie bywało. Wyrosła na mądrą kobietę, jest po studiach ma rodzinę, kochanego synusia-wnuczusia i dalej do mnie mówi jak tylko nadarzy się okazja (nie mieszkamy razem). Najprzyjemniejsze jest, że do dzisiaj w miarę jej mozliwości kultywujemy "dzień matki z córką" kiedy to razem idziemy do fryzjera, na obiad do restauracji i do kina. Serdecznie się przyjaźnimy. Byłam wymagającą matką (wybór szkoły, ale kierunku już nie) i nie bardzo wylewną. Chyba nie byłam toksyczna bo nadal mnie znosi. Widzę, że razem z mężem stanowimy dla niej solidne wsparcie emocjonalne. W razie awarii do taty w razie kłopotów do mamy. Nie wtrącamy się do niczego, bo to jej życie, jeżeli nas potrzebuje jesteśmy, ale nie narzucamy się.
Postepowalam identycznie i jestem dumna z mojej gromadki.:)

Arti
21-09-2009, 11:01
Toksyczni rodzice – co to znaczy?

http://theppd.org/index.php?id=37,49,0,0,1,0

amelia
26-09-2009, 23:19
dzwonia do mnie na pogaduszki, opowiadaja o swoich sukcesach i porazkach, albo przysylaja jakis dowcip lub link do ciekawaego artykulu. Kolezanki moich corek umawiaja sie ze mna na piwko, a z wlasnymi matkami nie.
Moje corki mialy duzo swobody, ale tez ponosily jej konsekwencje od bardzo wczesnej mlodosci.
Nie "dziamgam", nie pouczam, nie wymadrzam sie, nie krytykuje.
Prosze czasami o porade w roznych sprawach, i nie mam postawy roszczeniowej.
Nie jestem chyba toksyczna matka

rebelio
14-12-2009, 11:13
dzwonia do mnie na pogaduszki, opowiadaja o swoich sukcesach i porazkach, albo przysylaja jakis dowcip lub link do ciekawaego artykulu. Kolezanki moich corek umawiaja sie ze mna na piwko, a z wlasnymi matkami nie.
Moje corki mialy duzo swobody, ale tez ponosily jej konsekwencje od bardzo wczesnej mlodosci.
Nie "dziamgam", nie pouczam, nie wymadrzam sie, nie krytykuje.
Prosze czasami o porade w roznych sprawach, i nie mam postawy roszczeniowej.
Nie jestem chyba toksyczna matkato ja mialam to samo, posunę sie nawet do stwierdzenia, ze nie wychowywalam moich dzieci wcale, zadnych pouczen, zadnych wykladow i wymądrzania sie, zadnej wladzy

serio

reagowalam tylko wtedy kiedy ich zdrowie bylo zagrozone albo moje, i uzasadnialam to, czasami sie wsciekalam bo bylam zmeczona i drażliwa, dużo pracowalam, dlatego czasem mowie ze dla mnie TERAZ to najlepszy okres w zyciu, poprzednio bylo mi bardzo ciezko, odpoczywam i sie ciesze.... bardzo wczesnie mlode weszly w zycie, bylam sama z dwojką, inaczej nie szlo, pozwolilam im pic piwo ktore sobie warzyli, przeszlam przez roznosci z nimi.. naprawde nie było lekko.... ich tata troche pomagal, jak umial... mieszkał osobno.... ale sie staral i odegral swoją ważną role.... był dla nich wsparciem, pomimo, że nie byl wsparciem dla mnie

teraz z dzieckami mieszkamy osobno, bardzo sie lubimy, mamy serdeczne, radosne i cieple kontakty, telefony, dlugie rozmowy (mam darmowe polaczenie z numerem synowej i ziecia), lubimy sie i zawsze wracam od nich szczesliwa i steskniona,
i ..... nie chce z nimi mieszkac....