PDA

View Full Version : Hospicjum czy pobyt w rodzinie ??


dziewiątka
07-09-2008, 23:09
To taki trochę smutny temat, ale w przyszłości nas to może dotyczyć, kiedy ( nie daj Boże) może dopaść nas choroba czy niesprawność..... i co wtedy ???

Lila
07-09-2008, 23:10
W rodzinie.Z kotem w łóżku.
Albo w hospicjum,jak pozwolą mieć kota ze sobą.Chociaż jednego.

Koteczek i Myszka
08-09-2008, 00:18
Mysle ze w rodzinie jest najlepiej wsrod swoich bliskich. Nigdy bym nie oddala moich rodzicow do hospicjum! Moj ojciec byl ciezko chory ale moja corka wrocila z zagranicy by sie nim wspolnie z mama opiekowac. Ja tez bym nie chciala by sie mna opiekowali obcy chyba ze....co nie daj Boze.

dziewiątka
08-09-2008, 07:38
ja nie oddałam - właśnie opiekuję się( po udarze, 82-letnia matką męża)... dlatego ja nigdy nie chciała bym być takim ciężarem dla moich dzieci...

aannaa235
08-09-2008, 08:11
dziewiątko - masz rację,,,wiem coś na ten temat bo byłam w podobne sytuacji jak Ty

Nika
08-09-2008, 09:37
Trudne pytanie..ponieważ nie cierpię szpitali,wolałabym w domu,ale świadomośc,że moje długotwałe chorowanie może byc udręką dla rodziny...

tadeusz50
08-09-2008, 10:28
To taki trochę smutny temat, ale w przyszłości nas to może dotyczyć, kiedy ( nie daj Boże) może dopaść nas choroba czy niesprawność..... i co wtedy ???
Z całym szacunkiem dla Ciebie Dziewiątko i Twoich problemów z opieką nad osobą starszą ale po co zakladać nowy wątek w "regionalnych" skoro w "Zdrowie>Opieka" podobnych wątków naliczyłem 8 . Na pewno nie dotyczy to regionu a jest problemem ogólnoświatowym.
Tu będzie pewnie tyle różnych wypowiedzi ilu się o tym wypowie. Ja znam taki problem z autopsji -opieka mojej mamy nad swoją mamą- wiele lat temu gdy nie było u nas hospicjów. Sam mam podobny problem za sobą. Rodzice zanim odeszli chorowali dość długo ale nie wymagali stałej 24-ro godzinnej opieki na dobę. Inaczej było z żoną ale trwało to można powiedzieć stosunkowo krótko bo około pół roku. Byłem już wówczas na rencie i nie stanowiło specjalnego problemu. Jak pogodzić pracę z opieką i pozostałymi czynnościami. Naprawdę wolę o ile sytuacja będzie tego wymagać przenieść się do hospicjum aby nie zamęczać fizycznie, psychicznie swoich dzieci. Poza tym dzieci w domu dają na pewno miłość ale często nie są w stanie dać odpowiedniej opieki medycznej.
Pozdrawiam Cię dziewiątka i trzymam za Ciebie kciuki abyś wytrwała w tych trudnych chwilach.

Basia.
08-09-2008, 11:18
przez 1,5 roku w domu chorował na raka płuc, nie było takiej możliwości żebym przestała pracować. Zapłaciłam bardzo wysoką cenę za tą opiekę nad chorym. Osobiście dla siebie wybrałabym hospicjum.

chickita
08-09-2008, 12:18
Jestem po doświadczeniach z dziadkiem. Bezwzglednie chce do hospicjum.

Malwina
08-09-2008, 14:10
Dziadek "chce " do hospicjum, bo nie chce obciążac Ciebie...to jest "chcenie" przez łzy, decyzja należy do Ciebie

tadeusz50
08-09-2008, 14:25
Dziadek "chce " do hospicjum, bo nie chce obciążac Ciebie...to jest "chcenie" przez łzy, decyzja należy do Ciebie
Malwino wydaje mi się, że żle zrozumiałaś wypowiedz chickity. Ona jest po doświadczeniach z dziadkiem -już odszedł, i sama chce (ewentualnie) iść do hospicjum. O żadnych łzach tam nie ma mowy.

Malwina
08-09-2008, 15:07
Ano tak to jest jak się ogonki zjada i wychodzą cuda.. ale napisałaś "bezwzwględnie chce do hospicjum"więc myslałam, że dziadek przepraszam

Malwina
08-09-2008, 15:11
Ja też miałam u kresu sił takie myśli, kiedy mnie przerastało, ale to były chwile(jak opiekowałam sie bardzo ciężko leżącym tatą) za moment z rozczuleniem patrzyłam na Niego i myslałam"tato przeciez nigdy nie oddam Cię nikomu na ostatni Twój Czas"

Babcia Iwa
08-09-2008, 23:29
W sierpniu przez 10 dni zastępowałam brata w opiece nad obłożnie chorym 87 letnim moim ojczymem. Przeżyłam dramat. Proszę Boga, aby zabrał mnie jak będę jeszcze na nogach bo nie wyobrażam siebie leżącą samotnie w moim mieszkaniu, czekającą czy ktoś przyjdzie. Mam jedynaka syna, nie mieszka ze mną. Nie chciała bym być pod jego opieką. Wolę HOSPICJUM!!!
Tylko jak się tam dostać?

dziewiątka
08-02-2009, 21:20
http://www.kupienin.tarnow.opoka.org.pl/

pozwoliłam sobie przenieść ten link z sąsiedniego wątku- może kogoś zainteresuje ? dotyczy tematu wątku...

leluri
08-02-2009, 22:29
oczywiście,że hospicjum, tylko czy tam są pokoje jednoosobowe. czym się różni hospicjum od domu spokojnej starości? z każdego z nich odchodzi się tylko jedną drogą.

tadeusz50
08-02-2009, 22:39
oczywiście,że hospicjum, tylko czy tam są pokoje jednoosobowe. czym się różni hospicjum od domu spokojnej starości? z każdego z nich odchodzi się tylko jedną drogą.
Do hospicjum trafiają ludzie w ostatnim stadium choroby np. raka, do domu spokojnej starości można iść będąc zdrowy i sprawny.

leluri
08-02-2009, 23:24
Do hospicjum trafiają ludzie w ostatnim stadium choroby np. raka, do domu spokojnej starości można iść będąc zdrowy i sprawny.
dziękuję Tadeuszku, spokojnej nocy, do zobaczenia rano w barze.:)

elizka
09-02-2009, 18:04
Od niedawna w trzech chyba szpitalach naszego świętokrzyskiego województwa są tzw.oddziały paliatywne.Byłam w takim szpitalu w Starachowicach przedwczoraj, odwiedzić chorą w stanie bardzo ciężkim.Szpital jest nowy,niedawno zbudowany,tuż obok starego.Na szóstym piętrze jest taki oddział.Niewielu chorych tu leży.Jednak zadziwiona jestem i zbudowana warunkami jakie są tu stworzone.Jest bardzo czysto,ściany pomalowane na ciepłe jakby morelowe kolory,wyposażenie bardzo nowoczesne-specjalne łóżka przeciwodleżynowe,chyba napełniane powietrzem,wokół chromowane, zabezpieczające chorego, podpórki pod ręce,jakby każda część takiego łóżka była do dopasowania.W sali jest dwie,trzy pacjentki.Cały czas przychodzą pielęgnujące siostry,karmią,rozmawiają,zachowują się jak krewne.Pełno specjalistycznego sprzętu,nie znam się na tym...
Z obawą tu szliśmy,ale jest to miejsce godne człowieka ,któremu w domu pomóc nie sposób,ze względu na brak leków odpowiednio dozowanych,czy w celu ulżenia w bólu.
Gdybym kiedyś musiała tak odchodzić,to bez wahania,jeśli byłoby to możliwe,"przyszłabym" tutaj.Nie wiem na jakiej zasadzie dostaje się tu skierowanie,nie rozmawialiśmy o tym.Wiem tylko,że w każdej chwili można zabrać chorego do domu,gdy tylko zechce,zresztą tak właśnie ma być.

Znalazłam artykuł godny przeczytania przez wszystkich-tych odwiedzających,krewnych...To fragment:
"Leczeni w domu cierpią miesiącami. Od nas wychodzą z tak dobranymi lekami, że nie czują bólu fizycznego. Gorzej z bólem psychicznym. Dlatego tak ważna jest obecność bliskich. Umierający ludzie nie potrzebują gestów na pokaz, poklepywania po ręce i słów "jakoś to będzie". Zamiast poklepywać, potrzymajmy chorego za rękę i nie mówmy banałów. Widziałem wiele rodzin, które wspaniale zdały egzamin z tych ostatnich dni. Uważam, że warto poświęcić choremu ten czas, choćby po to, żeby nie żałować później, że nie powiedzieliśmy czegoś ważnego. Bardzo często między umierającym chorym a jego bliskimi zachodzą wtedy niesamowite relacje, odżywają dawne więzi.

Nie umiemy się zachować wobec chorego, nie potrafimy również zachować się wobec osób, które straciły kogoś bliskiego.

- Nie ma jednej recepty na to, jak pomóc w takiej sytuacji. Czasem trzeba się odwołać do wiary, czasem wystarczy nasza obecność i świadomość, że jesteśmy gotowi do pomocy."
Tu część pozostała:
http://miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,3669162.html

dziewiątka
25-09-2009, 23:00
...zacytuję fragment postu


Znalazłam artykuł godny przeczytania przez wszystkich-tych odwiedzających,krewnych...To fragment:
"Leczeni w domu cierpią miesiącami. Od nas wychodzą z tak dobranymi lekami, że nie czują bólu fizycznego. Gorzej z bólem psychicznym. Dlatego tak ważna jest obecność bliskich. Umierający ludzie nie potrzebują gestów na pokaz, poklepywania po ręce i słów "jakoś to będzie". Zamiast poklepywać, potrzymajmy chorego za rękę i nie mówmy banałów. Widziałem wiele rodzin, które wspaniale zdały egzamin z tych ostatnich dni. Uważam, że warto poświęcić choremu ten czas, choćby po to, żeby nie żałować później, że nie powiedzieliśmy czegoś ważnego. Bardzo często między umierającym chorym a jego bliskimi zachodzą wtedy niesamowite relacje, odżywają dawne więzi.

Nie umiemy się zachować wobec chorego, nie potrafimy również zachować się wobec osób, które straciły kogoś bliskiego.

- Nie ma jednej recepty na to, jak pomóc w takiej sytuacji. Czasem trzeba się odwołać do wiary, czasem wystarczy nasza obecność i świadomość, że jesteśmy gotowi do pomocy."
Tu część pozostała:
http://miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,3669162.html

...nadal jestem za Hospicjum, coraz bardziej utwierdzam się w tym postanowieniu....i myślę, że równie dobrze można ( jak najczęściej) być z bliskim w jego chorobie odwiedzając go, spędzać z nim dużo czasu - ale pobyt i właściwa ( fachowa) opieka medyczna niech będzie w rękach lekarzy i pielęgniarek. Z doświadczenia (własnego) wiem, że moje zdanie nie liczy się w oczach mojej teściowej - córka zawsze ma rację , synowa - nie....
jeśli tak bardzo mnie kochają synowie i synowe- proszę bardzo odwiedzać mnie jak najczęściej...ale nie zniosła bym, żeby mi synowa zmieniała np. pampersa...

tadeusz50
26-09-2009, 06:26
dziewiątka
jeśli tak bardzo mnie kochają synowie i synowe- proszę bardzo odwiedzać mnie jak najczęściej...ale nie zniosła bym, żeby mi synowa zmieniała np. pampersa...
A co z zięciem?? Zięć może zmienić pampersa?

sarna2
26-09-2009, 07:08
Nie udała się Panu Bogu starość. Dlatego stanowczo opowiadam się za hospicjum i domem starców , czy jak go tam zwą.

rossa
26-09-2009, 12:01
Nie udała się Panu Bogu starość.

Sprawa hospicjum niekoniecznie musi dotyczyć ludzi starych. Na pewno dotyczy osób nieuleczalnie chorych w różnym wieku, które wymagają stałej opieki medycznej.
U mojej mamy po radioterapii wystąpiły bardzo ciężkie powikłania i skutki uboczne. Przez niemal tydzień po naświetlaniach patrzyłam na cierpienie matki, która usilnie broniła się przed szpitalem. Korzystałam z urlopu, aby być przy niej. W końcu zadecydowałam sama: w naszym szpitalu jest niewielki oddział hospicjum paliatywnego. Udałam się na rozmowę z jego ordynatorką. Przedstawiłam sytuację i dokumenty z leczenia onkologicznego. Trafiłam na wspaniałą osobę. Natychmiast zorganizowała przewóz mojej chorej na oddział. Okazało się, że organizm jest skrajnie odwodniony i wycieńczony. Dzień i noc na kroplówkach, bez jedzenia, z zastosowaniem koniecznych środków przeciwbólowych i dalej stopniowy powrót do podawania pierwszego posiłku (kleiku).A były takie momenty, że lekarka powiedziała iż należy liczyć się ze zgonem. Mamy to już za sobą. Po czterech tygodniach mama wróciła do domu, ale nadal jest pod opieką zespołu hospicyjnego: lekarz + pielęgniarka. Lekarz odwiedza mamę dwa razy w m-cu, pielęgniarka zagląda częściej. Uważam, że trafiłam na wspaniałych ludzi. I nikt mi nie powie, że trzymanie w domu osoby ciężko chorej to dowód na miłość bliskich. Jest to fałszywie pojmowana miłość, ten chory wymaga oprócz naszej bliskości również fachowej opieki medycznej i stałego dostępu do leków, czy też urządzeń medycznych. Podczas codziennych odwiedzin w szpitalu napatrzyłam się dość na chorych, nieprzytomnych, umierających. Zawsze też byli przy nich bliscy, bo w hospicjum można przesiedzieć przy chorym ile się chce i na ile starczy sił. Charakterystyczne też było to, że wszyscy bliscy zgłaszali swoich chorych księdzu-kapelanowi. Zabiegali o Sakrament Chorych i wsparcie duchowe i nigdy nie spotkali się z odmową. Może zbyt rozpisałam się, ale na pewno nie powiedziałam wszystkiego co przychodzi do głowy. Chcę tylko powiedzieć, że hospicja i cała działalność paliatywna są bardzo szczytnym przedsięwzięciem, ale wymaga ono naprawdę zaangażowania osób bezinteresownych zdolnych do poświęceń. Duże znaczenie ma tutaj rozwijający się wolontariat i ofiarna opieka ze strony sióstr zakonnych.

Kazimierz
26-09-2009, 12:19
Hospicjum ? To już wole w rodzinnym grobie.

rossa
26-09-2009, 12:34
Hospicjum ? To już wole w rodzinnym grobie.

Też podobnie myślałam dopóki się z tym nie zetknęłam. A zresztą co innego się woli gdy się stoi o własnych siłach na własnych nogach, w pełni sił umysłu. W skrajnie innej sytuacji taka wola już nie ma znaczenia.

Lila
26-09-2009, 12:39
Hospicjum ? To już wole w rodzinnym grobie.

Ja też. Alo czy dadzą nam wybór? Spadkobiercy?:D

tadeusz50
26-09-2009, 13:43
Rossa znalazła wspaniałe hospicjum i wspaniałych tam ludzi. W razie konieczności chciałbym tam się znaleźć.

rossa
26-09-2009, 18:09
Kiedy minęło najgorsze, rozmawiałam z p. doktor na temat finansowania takiego oddziału, zaopatrzonego bądź co bądź w leki, środki sanitarne, których schodzi niesamowita ilość. Okazało się, że to nie jest z funduszy NFZ lecz z Fundacji Hospicyjnej. Nie dociekałam kto zasila tą Fundację. Wiem tylko, że po wyjściu z oddziału, pacjent pozostaje pod opieką zespołu. W razie potrzeby dowożony może być transportem sanitarnym na konieczne badania lub zabiegi do innych szpitali, np. do Centrum Onkologii w Poznaniu. My z mamą z tej formy pomocy nie korzystałyśmy, pomimo że wyjazdy do Poznania są co miesiąc. Ale na razie nie ma takiej potrzeby.
Z tego co słyszałam hospicja na ogół spełniają warunki jakie są wymagane. Opieka medyczna nad obłożnie i przewlekle chorym, wsparcie duchowe dla chorego i jego rodziny. Jeśli nie hospicjum to można również spróbować dla swojego bliskiego chorego tzw. domowej opieki paliatywnej. Tutaj zupełnie bezinteresownie angażują się osoby prywatne, tworzą zespoły, których zadaniem jest opieka w domu i częściowe odciążenie rodziny. W moim miasteczku też działa taki paliatyw i opinia o nim jest bardzo budująca.
Tadziu ale doskonale wiemy, że hospicjum jakie by ono nie było super nikt nie chciał by się tam znaleźć.

tadeusz50
26-09-2009, 18:28
Rossa oczywiście, że nikt z nas nie chce się tam znalęźć, ale jeśli już to w godnych do tego warunkach.

dziewiątka
26-09-2009, 19:47
dziewiątka
j
A co z zięciem?? Zięć może zmienić pampersa?

..niech się wypowie ten co ma córki ....mnie to nie grozi :D