PDA

View Full Version : Nasze dzieci na emigracji


Strony : [1] 2

Malwina
05-11-2008, 20:00
Moi kochani, ponieważ borykam się z emocjami związanymi z tym tematem osobiście, chciałabym podzielić się nimi z Wami-tymi , których dzieci, mężowie wyjechali, którzy macie też pewne przemyślenia , refleksje, może w ten sposób otworzymy zawór bezpieczeństwa i upuścimy pary jedni, a inni utwierdzą nas ,że to "oczywista oczywistosć", a jeszcze inni...poczytajmy...

Malwina
05-11-2008, 20:07
Moje dziecko wykształcone tu w Polsce pojechało za swoją miłością do Irlandii- to było 3 lata temu..wprawdzie dostało pracę w swoim zawodzie dziennikarza, dodatkowo pracuje w markecie,skończyła długi kurs tłumacza, mają przytulne mieszkanko...a mnie tak strasznie żal,że oddaje swoją wiedzę obcemu krajowi,że tu życie toczy sie inaczej, rodzice starzeją się, w rodzinie rodzą się umierają, żenią a ona jak wróci będzie poza tym co już sie zdarzyło, niczego nie nadrobi..a kiedy wróci?jej partner studiuje tam jeszcze 1,5 roku..ona chciałaby już wrócić i jednoczesnie nie opuszczac jego - bardzo trudne.A mnie z tym problemem źle, nie opuszczają mnie mysli o niej.Co zyska, co straci, na ile sie zmieni, co dalej , kiedy....pomóżcie dyskusją...

Lila
05-11-2008, 20:08
Mój syn od pięciu lat w Londynie mieszka i pracuje.Twierdzi ,że jest to jego miejsce na ziemi .No cóż.Ode mnie do Londynu bliżej niż do Warszawy.
Skok na Pyrzowice i ..fruuu ..niecałe 2 godziny.

Alsko
05-11-2008, 20:14
temat mnie nie dotyczy teraz. Ale kiedyś - tak.

Jedno wiem - związkom z rodzicami takie rozstania mniej szkody czynią niż związkowi z partnerem.
Co Twoja córka zyska, co straci? Nie przewidzisz, nie da się.
Malwinko, to Ty nam wkładasz do głowy: myślcie pozytywnie. Musisz to zastosować :D

Malwina
05-11-2008, 20:20
myślę pozytywnie, bo jeśli nie, to do tej pory bym zwariowała, ale nie powiem łatwo nie jest, poza tym tak bardzo (jak każda chyba matka ) chciałabym jej oszczędzić zawirowąń,jest jeszcze taka młoda a wzieła na siebie duży cięzar-daje sobie radę wydaje się swietnie, ale czuję ten koszt...

Alsko
05-11-2008, 21:37
Oszczędzić zawirowań?
Malwinko, nie da się! Też bym chciała i rozumiem doskonale Twoje niepokoje.
Ale tak to jest, że już się nie da rozpostartymi rękami łagodzić potknięć.
Możemy być tylko podporą, kiedy dzieci zwrócą się o pomoc. I niepokoić się...
Taka nasza rola nie do pozazdroszczenia.

krystynas53
05-11-2008, 21:44
Przychodzi taki moment, że dziecko Twoje dorośleje i "odcina pępowinę".
Moja córka 14 lat temu wyjechała z Polski do Niemiec. Ciężko mi było, oj ciężko. Teraz Ewa ma 34 lata, swoje dorosłe życie ułożyła tam, skończyła studia, jest szczęśliwa i to jest najważniejsze.
Jakby mieszkała w Warszawie to miałabym do niej dalej, niż do Berlina.
Nie wraca do Polski, bo musiałaby wszystko zaczynać od początku.
Przypuszczam, że gdyby mieszkała we Wrocławiu nie widywałybyśmy się częściej. Takie jest życie - ot co! Trzeba dzieciom pozwolić odejść.
A my mamy swojego Seniora, komputer i rozmowy na Skype z dzieciakami.

Mar-Basia
05-11-2008, 21:59
Malwinko, rozumiem Twoje niepokoje, serce Matki. Nie zapomne, kiedy po raz pierwszy musialam rozstac sie na dluzej z moimi najstarszymi synami - pojechali na studia do USA - bardzo tesknilam, brakowalo mi ich obecnosci, mimo, ze czesto bywalam w Stanach - to nie bylo to samo, jak miec moich "malcow" pod dachem, usiasc przy stole i zjesc wspolna kolacje. Potem reszta dzieci powoli wyszla z domu i sie przyzwyczailam. W dniu dzisiejszym, zyjemy kazde w innym miejscu, ciagle bardzo mi brakuje mojej gromadki. Jestem super szczesliwa jak nas odwieza w weekend, spedza z nami swieta. ..nawet krotki telefon wywoluje usmiech na naszych ustach. Z drugiej strony, nie wyobrazam sobie stanac na ich drodze , zabronic aby zyli szczesliwie. Zobaczysz wszystko sie ulozy, bedziecie obie szczesliwe z corka. Powoli oswoisz sie z sytuacja.

Pani Slowikowa
05-11-2008, 22:14
Moje dziecko wykształcone tu w Polsce pojechało za swoją miłością do Irlandii- to było 3 lata temu..wprawdzie dostało pracę w swoim zawodzie dziennikarza, dodatkowo pracuje w markecie,skończyła długi kurs tłumacza, mają przytulne mieszkanko...a mnie tak strasznie żal,że oddaje swoją wiedzę obcemu krajowi,że tu życie toczy sie inaczej, rodzice starzeją się, w rodzinie rodzą się umierają, żenią a ona jak wróci będzie poza tym co już sie zdarzyło, niczego nie nadrobi..a kiedy wróci?jej partner studiuje tam jeszcze 1,5 roku..ona chciałaby już wrócić i jednoczesnie nie opuszczac jego - bardzo trudne.A mnie z tym problemem źle, nie opuszczają mnie mysli o niej.Co zyska, co straci, na ile sie zmieni, co dalej , kiedy....pomóżcie dyskusją...

Malwinko, ale przeciez ciesz sie ze oni maja zamiar wracac!! Popatrz ile jest takich mlodych ktorzy nie wracaja..
Ja bylam takim "dzieckiem na emigracji" Teraz wiem co czuli moi biedni rodzice.. Ale wtedy byla to rzadkosc w Polsce.. ( lata 70)i pewnego rodzaju ciekawostka..
Jezdzilam do kraju jak moglam najczesciej.. ale mimo tego nie bylo to dostateczne i trudno mi bylo nauczyc dzieci polskosci takiej jakiej chcialabym..

Malwina
05-11-2008, 22:23
Nawet nie wiecie jak bardzo mi takie Wasze doświadzcenia, refleksje potzrebne...

jakempa
05-11-2008, 22:28
Malwinko, mój zięć wyjechał do Anglii 5 lat temu, z konieczności zarobienia na ratowanie mojej wtedy bardzo cięzko chorej wnuczki, córka została tutaj z 2 córeczkami i zmaganiem się z nowotworem jej dziecka, widziałam co ona przeżywała tutaj, jak tęskniła za mężem a dzieci za ojcem, miała tutaj mnie, chociaż wiele ukrywała cierpień, żeby mnie nie dobijac, po moich wcześniejszych różnych przeżyciach, zięć starał się jak mógł, ale nie widział walki o życie dziecka, które strasznie cierpiało, kiedy chorobę pokonano, córka zabrała dzieci i dołączyla do męża, początki byly trudne, ja wciąż płakałam, tęskniłam, bałam się o nich, ale to jest za nami, dzisiaj są tam szczęsliwi, dzieci chodzą do elitarnej szkoly, wspaniale się uczą, córka i zięc pracują w swoich zawodach, dobrze zarabiają, kupili już dom, który bez wyrzeczeń spłacają, dziecko jest pod stałą fachową kontrolą onkologiczną, są bardzo szczęśliwi, mają tam przyjaciół, mieszkają nad oceanem w pięknym miejscu, ja do nich jeżdżę i oni tutaj przyjezdżają, mamy stały kontakt dzięki internetowi , no jak zatęsknię 1,5 godziny lotu i jestem w Anglii, ważne że znależli swoje miejsce na ziemi, to ich życie i nikt za nikogo życia nie przeżyje, więc akceptuję ten wybór i cieszę się ich szczęściem, a że nieraz bardzo tęsknię? No trudno, to też jest coś co musi towarzyszyć codzienności.

Malgorzata 50
05-11-2008, 22:47
Oszczędzić zawirowań?
Malwinko, nie da się! Też bym chciała i rozumiem doskonale Twoje niepokoje.
Ale tak to jest, że już się nie da rozpostartymi rękami łagodzić potknięć.
Możemy być tylko podporą, kiedy dzieci zwrócą się o pomoc. I niepokoić się...
Taka nasza rola nie do pozazdroszczenia.
A mnie się udało kompletnie przeciąć pępowinę przez to że ...sama wyjechałam na dwa lata .Moje dzieci do spokojnych nie nalezą ,ale udało mi się wypracować postawę obserwatora -obserwuję,przyjmuję do wiadomości i mam nadzieję ,że cokolwiek zdecydują ,gdzie będą mieszkać będą szczęśliwe,uznaję ,że to jest ich wybór i powiem szczerze ,że nie przeżywam zanadto decyzji o wyjazdach itd.A oszczędzić zawirowań się nie da -człowiek jest tak skonstruowany ,że uczy się wyłącznie na własnych błędach.
Malwinko ciesz sie ,że córka jest zdowolona ,ze jest tam gdzie jej serce mówi ,że powinna być .A to gdzie robi uzytek ze swojego doswiadczenia ,umiejetnosci ,talentu itd to naprawdę wszystko jedno.

Malwina
06-11-2008, 10:07
oj dziewczyny bardzo mi to wszystko , co piszecie porzadkuje moje szufladki, aczkolwiek nie do końca, ale myśle że do końca to nie będzie nigdy....wzruszona jestem kazdym wpisem- nie wiem dlaczego rozklejam sie, moze mam taki czas akurat...
Moje dziecko odcięło pępowinę jednym cięciem, które w owym czasie było bardzo dla mnie bolesne, ale czas zrobił swoje..Tak, moje dzieci chca wracać za 1,5 roku.Istotne jest to, ze moja córka nie jechała za granicę za pieniedzmi tylko za miłościa..a tak sie zdarzyło, że zaczęła pracowac w swoim zawodzie i pieniądze same zaczęły przychodzić, no i została zaręczyli się w Polsce no i są tam zarabiając no własnie na co?mieli plany kupna mieszkania...a przeciez przy tak lecącym euro i drożyźnie tu te pieniązki ich dewaluują sie i myslę sobie, Boze tyle pracy, wyrzeczeń a finansowo jakby stali w miejscu- żal mi ich.Z drugiej strony- jescze inny problem, który mnie męczy-Ona kocha dzieci, wiem, ze teoretycznie by chciała, ale narazie nie, bo jeszcze nie czas...boje sie bardzo ze jak tu wróci, zacznie od poszukiwa n pracy, robienia "kariery" zawodowej(co może byc bardzo trudne-musi wejść w realia tutejsze, które będa po 5 latach zupełnie inne)i znowu sprawy macierzyństwa sie odłozą w czasie, a kiedy naprawde będa chc ieli miec dzieciatko, moga byc problemy, bo to póxno, bo stres itd...To sa te moje obawy...
Jakempo tez przeszłas szkołę, nie zazdroszczę..ale Twoi już maja swoją stabilizację i oni sa spokojni i Ty możesz odetchnąć, a moi jak na ruchomych piaskach...Małgosiu-tak, ale chciałabym, zeby uczyli sie trochę na naszych błędach , nie tylko parząc sobie "czułki" na swoich- chyba kazda mama tak by chciała, a może tylko takjie głupie jak ja?Marbello a jednak ciagle brakuje Ci Twojej gromadki?...Słowiczko,boję sie ,czy rzeczywistośc tutejsza nie zabije ich planów..Poza tym Małgorzatko masz rację z tym wykształceniem, ale ja jednak uważam ,że tu nasz kraj potzrebuje madrych , wykształconych ludzi...cholera, to chyba patriotyzm, albo co? Dobrze,ze jesteście...

Nika
06-11-2008, 15:35
Moja córka wyemigrowała 10 lat temu za miłością...Mieszka 1000km ode mnie,i mimo upływu czasu bardzo za nią tęsknię,ale skoro dobrze sie tam czuje,znalazła dobrego męża,pracę-muszę to zaakceptować.dzięki niej poznałam kulturę Włoch,zwiedziłam cudowne miejsca.Serce matki chiałoby mieć dziecko blisko siebie,ale dziecko jest dorosłe,więc szanuję jej wybór,z którego jest zadowolona.

Malwina
06-11-2008, 15:39
Ale z tego krótkiego wpisu wnioskuję ,że też na swój sposób cierpisz...Niko

Mar-Basia
06-11-2008, 16:21
Malwino, jezeli moge cos poradzic Twojej corce i przyszlemu zieciowi, to to aby jak najdluzej siedzieli "zagranica" i korzystali z przywileju, ze maja dobra i ciekawa prace. Obawiam sie, ze w Polsce tego nie osiagna - przynajmniej nie dzisiaj.

Malgorzata 50
07-11-2008, 00:18
I tu się nie zgodzę jeśli mają praktykę zagranicą i są wykształceni oraz młodzi mają szanse na b.dobre życie w Polsce.

Malwina
11-11-2008, 20:53
Byłam w ubiegłym roku u dzieci w Irlandii 10 dni- popatrzyłam na ich życie codzienne-praca, dom, pub noc, praca , dom, pub, noc...potem juz bez pubu, bo ile można...jedno wraca o 18, drugie po 22 i tak naokragło...
Jutro wyjeżdza pzryszła tesciowa do naszych dzieci -też na 10 dni...wesprze ich, zazdroszczę jej..jedzie prosto na ich oboje urodziny ..to dwa skorpiony...
Ale, nie martw sie Ewka ,oboje przyjeżdzają pierwszy raz razem na święta Bozego Narodzenia - to już nie długo...nie długo....

Alsko
11-11-2008, 21:01
Malwinko,
mój syn jest w Polsce, w tym samym mieście co ja.
I... praca, ok. godz. 21.30 dom, często gęsto jeszcze praca do późna... I tak w kółko Macieju.
I tak to trwa i trwa. Stale słyszę, że już za chwilę, za moment będzie normalniej...

Nie smuć się! Dadzą radę! I Ty też dasz radę :D

Malgorzata 50
11-11-2008, 21:04
Byłam w ubiegłym roku u dzieci w Irlandii 10 dni- popatrzyłam na ich życie codzienne-praca, dom, pub noc, praca , dom, pub, noc...potem juz bez pubu, bo ile można...jedno wraca o 18, drugie po 22 i tak naokragło...
Jutro wyjeżdza pzryszła tesciowa do naszych dzieci -też na 10 dni...wesprze ich, zazdroszczę jej..jedzie prosto na ich oboje urodziny ..to dwa skorpiony...
Ale, nie martw sie Ewka ,oboje przyjeżdzają pierwszy raz razem na święta Bożego Narodzenia - to już nie długo...nie długo....
Malwino to chyba znak czasów ,moje mieszkające w Polsce dzieci ,też konczą pracę nie wcześniej niż o 20...ja zresztą też .Ale zarobią sobie i wrócą czy nie będzie im się żyło lepiej.:) A do Świąt niedaleko:)

Malwina
11-11-2008, 21:12
Jak czytam wasze posty to najpierw sie złoszczę i myślę" one nic nie rozumieją", ale po chwili.... one mają po prostu do tego dystans i nie zamazany rozum emocjami... po prostu.Dzięki Wam ....

Mar-Basia
11-11-2008, 21:15
Malwinko, praca za granica tak wyglada - jak sie chce do czegos dojsc.
Mysle, ze w Polsce jest identycznie, zwlaszcza po wypowiedzi Alsko i Malgorzaty. XXI wiek ma swoje dobre i zle strony. Na pocieszenie moge Ci powiedziec, ze moi synowie, ktorzy pracuja w Szwajcarii nie wracaja do domu przed 22-ga a sa w biurze okolo 8-ej. A inni, ktorzy sa w Paryzu - czesto pracuja w dzien plus nocny dyzur.
Nie martw sie o dzieciaki - dadza rade - wszyscy tak pracuja.;) Usmiechnij sie "mamo kuro"!!!! Pisklaczki nie zgina, maja mocne skrzydelka..

Alsko
11-11-2008, 21:17
Bo wiesz, Mawinko, to są takie dobre rady cioci Zosi.
"One" niby mają ten dystans, ale i swoje własne strachy też mają ;) Mówię za siebie, oczywiście.
A strachom nie wolno się dać!!! Bo strachy tylko na to czekają.

Malwina
11-11-2008, 21:29
Och Wy Wy..

aannaa235
17-11-2008, 07:56
Córka moja wyjechała 16 lat temu do Niemiec za wielką miłością.Ma męża polskiego pochodzenia, dwoje prawie już dorosłych dzieci, ale tęskni bardzo, ale to bardzo i chyba już tak zostanie.

Nika
17-11-2008, 08:09
Może problem w tym,ze my ciągle mówimy o nich "dzieci",a to dorosłe osoby,które mają prawo do wyboru własnej drogi życiowej.chcemy je ochronic przed błedami,ale na błędach najlepiej człowiek sie uczy-własnych ,nie cudzych.Malwinko,ja doskonale Cię rozumiem...córki nie ma juz w Polsce ponad 10 lat.Na święta nie przyjadą..urlop wyczerpany.I smutno będzie przy wigilijnym stole.Powoli jednak sie do tego przyzwyczajam.

Malwina
17-11-2008, 08:29
aannaaa-no własnie...
Jacku Ty byłes na innym etapie życia, krótkotrwałe wyjazdy z perspektywą zarobię wracam-myślę, ze to inaczej ustawia emocjonalnie, ale zapewne jest trudne(mój maż kiedyś wyjechała na praktyki do Szwajcarii na pół roku, zostałam z dwójką dzieci małych i rozpoczęciem budowy domu-dałam sobie rade -oczywiście, ale tęskonota była nieziemska..)Tu Ci moi młodzi nie wiem co wymodzą wobec siebie , sytuacji na świecie i w kraju i wogóle....

Malwina
17-11-2008, 08:33
Niko od tzrech lat świeta są puste , bo nigdy nie dostają oboje wolnego na ten czas, ale w tym roku moje dziecko z narzeczonym przyjezdza aż na 2 tygodnie i taka jestem szczęśliwa.Wprawdzie moja córka nie dostała wolnego i w skrytosci wyjeżdza pzred pravcodawcą chcąc go zawiadomic tuż pzred wyjazdem-ryzykuje utratę pracy, ale postawiła wszystko na jedą kartę-te święta są nasze....

aannaa235
17-11-2008, 08:43
Niestety,,,,moje nie pzyjeżdżają na świeta już 3 rok odkąd wnuki dorosły nie mogą zgrać wolnego, niestety musiałam sie z tym pogodzić, ale to boli,,,bardzo boli

Malwina
17-11-2008, 08:58
no to łączmy sie w tym bólu , ale nie nurzajmy Aniu...gdyby mnie tak nie bolało nie powoływałabym tego wątku, ale własnie nie o nurzanie chodzi , tylko o to jak inni to widzą , chcę skonfrontować na ile ja zachowuję dystans, na ile nie i tak ogólnie co nas gryzie rodziców, partnerów tych co wyjechali...myślę, ze pogadamy, podzielimy sie i wątek pzrestanie spełniac rolę....

Nika
17-11-2008, 09:21
To czeka Cię Malwinko wiele radości.Osobiste łamanie sie opłatkiem to nie to samo,co życzenia przez telefon,prawda?Mnie udało sie 3 razy wyjechać do Włoch na boze narodzenie,zeby byc z córką i jej mężem,ale to nie to samo,a poza tym kosztowna impreza.

Malwina
17-11-2008, 10:10
taaak.te wigilie ,które kiedyś były dla mnie spełnieniem wszystkiego co najlepsze w rodzinie, od chwili jak oni tam daleko stały sie bardzo bolesne..niby cała reszta przy stole, wielka, żywa choinka, prezenty, odświetne ubiory, ulubione dania...ale ten pusty talerzyk....Niko,ale Twoi ju ż są uregulowani, pobrani, wiesz ,ze są szczęśliwi, to możesz troche optymistyczniej spojrzec, moi "wiszą "w powietrzu, ani pobrani, a ni tu, ani tam i nie wiadomo co jescze...

Nika
17-11-2008, 12:54
No fakt.Osiągnęli stabilizację.Wiedzą,ćzego chcą,gdzie ich miejsce.To pocieszające.A tęsknota zawsze pozostanie tęsknotą.Pozdrawiam cieplutko.

Mar-Basia
17-11-2008, 13:00
Faktycznie, swieta Bozego Narodzenia bez dzieci - nie sa wesole. My urzadamy sie tak, jednego roku "staruszkowie" dolaczaja do dzieci w jakims umowionym miejscu, z tego prostego powodu, ze jest nas spora gromadka. A nastepnego roku dzieciaki i wnuki dolaczaja do "staruszkow". Ten rok jest szczesliwy dla nas bo cala rodzina zasiadzie przy stole razem u nas! Duzo pracy i przygotowan - ale jaka radosc.
Martuniu, nie martw sie, zobaczysz, ze jednego dnia bedzie u Ciebie jak u nas. ;)

Malgorzata 50
17-11-2008, 21:15
Bo wiesz, Mawinko, to są takie dobre rady cioci Zosi.
"One" niby mają ten dystans, ale i swoje własne strachy też mają ;) Mówię za siebie, oczywiście.
A strachom nie wolno się dać!!! Bo strachy tylko na to czekają. Alsko nie mów za mnie ..nie mam żadnych strachów po prostu uważam ,że dochodzi się do momentu kiedy dzieci są odrębnymi bytami i pępowina zostaje przecięta raz na zawsze .Dlaczego wydaje nam się to naturalne w stosunku do NASZYCH rodziców a takie trudne w stosunku do dzieci ,przecież to to samo.I dlatego jesli moja córka szalona postanowi zamieszkać na Trynidadzie specjalnie nie będę spazmować ...a to wcale nie jest niemożliwe .Jak twierdzą niektórzy rodzinne ciepełko i te Święta itd to rzecz mocno przereklamowana ..sklanialabym się momentami....:)

Alsko
17-11-2008, 21:22
Alsko nie mów za mnie ..nie mam żadnych strachów po prostu uważam ,że dochodzi się do momentu kiedy dzieci są odrębnymi bytami i pępowina zostaje przecięta raz na zawsze .Dlaczego wydaje nam się to naturalne w stosunku do NASZYCH rodziców a takie trudne w stosunku do dzieci ,przecież to to samo.I dlatego jesli moja córka szalona postanowi zamieszkać na Trynidadzie specjalnie nie będę spazmować ...a to wcale nie jest niemożliwe .Jak twierdzą niektórzy rodzinne ciepełko i te Święta itd to rzecz mocno przereklamowana ..sklanialabym się momentami....:)

Małgosiu, zacytowałaś moje słowa, ale nie byłaś łaskawa ich przeczytać!
Stoi jak byk: "Mówię za siebie"!!! Więc o co Ci chodzi?

Malgorzata 50
17-11-2008, 21:26
Małgosiu, zacytowałaś moje słowa, ale nie byłaś łaskawa ich przeczytać!
Stoi jak byk: "Mówię za siebie"!!! Więc o co Ci chodzi?
Loj sorry może mi umkło ...przepraszam ..reszta jak w poście:).

Karol X
17-11-2008, 21:33
Najpiekniejsze Swieta zarowno Wielkanocne jak i Bozego Narodzenia sa w Polsce.
Nigdzie nie odczuwa sie bardziej powagi tych swiat jak wlasnie w Polsce.
Gdzie indziej jest pieknie lecz to nie to samo.Podobnie jest ze swietem Zmarlych i I Komunia Swieta.Tam - w Polsce,swieta sie czuje,tu tylko obchodzi.

Malwina
17-11-2008, 21:57
Masz rację Karolu, ładnie powiedziałeś...te wszystkie święta , ktore wyliczyłeś za granicą się obchodzi(o ile wogóle)a tu w Polsce sie czuje.I nikt mi nie powie,ze święta podbarwione duchowością, polskością i rodzinnoscią mogą być jakkolwiek przereklamowane..zresztą to kwestia domu, korzeni, wartosci...tej całej bazy dzieciństwa...

Malgorzata 50
17-11-2008, 21:58
Karolu wspomnienia ..wspomnienia b.często to jest odwalanka ,zwyczaj ,przymus i tzw show off -szczególnie Komunia
...idealizujesz waćpan zza morza.Albowiem kraj nasz pięknieje wprost proporcjonalnie do kwadratu odległości w jakiej się od niego znajdujemy

Pani Slowikowa
26-11-2008, 16:23
Karolu wspomnienia ..wspomnienia b.często to jest odwalanka ,zwyczaj ,przymus i tzw show off -szczególnie Komunia
...idealizujesz waćpan zza morza.Albowiem kraj nasz pięknieje wprost proporcjonalnie do kwadratu odległości w jakiej się od niego znajdujemy

I z tego powodu wlasnie napisane byly najpiekniejsze nostalgiczne poezje.. i slodkie jak nektar maciejki nuty..

Malwina
26-11-2008, 16:33
Słowiku masz rację tak, tak-dlatego moja osobista, zwyczajna poezja tu w kraju nie jest tak nostalgiczna jaką byłaby zapewne gdzieś hen- tez bym takie etiudy rewolucyjne pisała w wersji słownej jak Chopin ( a zresztą ja bym nie wyjechała...)

Pani Slowikowa
26-11-2008, 16:54
Słowiku masz rację tak, tak-dlatego moja osobista, zwyczajna poezja tu w kraju nie jest tak nostalgiczna jaką byłaby zapewne gdzieś hen- tez bym takie etiudy rewolucyjne pisała w wersji słownej jak Chopin ( a zresztą ja bym nie wyjechała...)


A ja wyjechalam za mlodu.. nawet nie przypuszczajac ze mozna miec nostalgie. Niestety bardzo szybko dowiedzialam sie jak ona smakuje.
Jedyne co dobre z tych wyjazdow mlodych to to ze wlasnie z daleka zaczynaja oceniac to co stracili..i w ten sposob robia sie bardziej patriotyczni.. Obserwuja wydarzenia w kraju z innej perpektywy i bardziej obiektywnie ,niz ci na miejscu.
To nie prawda ze bedac na obczyznie wie sie mniej.. Wie sie tylko inaczej z dystansu. :)

Malgorzata 50
26-11-2008, 17:23
A ja wyjechalam za mlodu.. nawet nie przypuszczajac ze mozna miec nostalgie. Niestety bardzo szybko dowiedzialam sie jak ona smakuje.
Jedyne co dobre z tych wyjazdow mlodych to to ze wlasnie z daleka zaczynaja oceniac to co stracili..i w ten sposob robia sie bardziej patriotyczni.. Obserwuja wydarzenia w kraju z innej perpektywy i bardziej obiektywnie ,niz ci na miejscu.
To nie prawda ze bedac na obczyznie wie sie mniej.. Wie sie tylko inaczej z dystansu. :) Święte słowa Słowiczku na obczyźnie patriotyzm we mnie bombelkował jak płyn do kąpieli w kraju jakoś jakby mniej....ale to chyba skaza na charakterze:confused:

Kazik
26-11-2008, 17:28
Tusk właśnie był u tych którzy na niego głosowali mając wiadomości "z dystansu". Skrytykowali go okropnie. Przywiózł im broszurę tzw. "powrotnik". Ale się wyśmiali. Nie mają do czego wracać. Jedyne co mu przyznali-to abolicja podatkowa. A firmę u nas zakłada się jak dawniej-od urzędnika do urzędnika.

jakempa
26-11-2008, 22:43
Zazdroszczę Ci Malwino, że bedziesz z dziećmi spędzac święta, dla mnie też najsmutniejsze są święta,kiedy wiem że corka ze swoją rodziną jest tak daleko ode mnie,Wtym roku jade do Świeradowa i tam będę lecżyć świąteczną nostalgię,

Malwina
26-11-2008, 22:47
do sanatorium na swięta Jakempo?

jakempa
26-11-2008, 23:18
No nie tak doslownie, jadę do pięknego hotelu; gdzie będą wszystkie atrakcje związane z obchodami świąt łącznie z prezentami pod choinką od gospodarzy, wspólnym śpiewaniem kolęd,itd, Jedziemy w 4 osoby, wiec lek będzie.

Malwina
03-12-2008, 15:43
Z Jagodą 57 czekamy na swoich bliskich na święta....ona na wnusia ja na córcię.....hurrra...kto jeszcze?

Malgorzata 50
03-12-2008, 15:56
Z Jagodą 57 czekamy na swoich bliskich na święta....ona na wnusia ja na córcię.....hurrra...kto jeszcze?
A dlaczego nie do sanatorium ....gdyby nie moi rodzice ,którym szkoda robić przykrość spędzałabym chętnie Święta poza domem ,bo dla mnie jest to impreza mocno przereklamowana .Dodam ,żeby oszczędzić sobie waszego współczucia ,że mam liczną i b. fajną rodzinę .Ale jakoś nie lubi,e się poddawać ogolnym wzruszeniom .Wzruszam się kiedy coś rzeczywiście mnie porusza..a święta .....beż przesady

Malgorzata 50
03-12-2008, 15:56
do sanatorium na swięta Jakempo? A dlaczego nie do sanatorium ....gdyby nie moi rodzice ,którym szkoda robić przykrość spędzałabym chętnie Święta poza domem ,bo dla mnie jest to impreza mocno przereklamowana .Dodam ,żeby oszczędzić sobie waszego współczucia ,że mam liczną i b. fajną rodzinę .Ale jakoś nie lubi,e się poddawać ogolnym wzruszeniom .Wzruszam się kiedy coś rzeczywiście mnie porusza..a święta .....bez przesady

Pani Slowikowa
03-12-2008, 16:17
A dlaczego nie do sanatorium ....gdyby nie moi rodzice ,którym szkoda robić przykrość spędzałabym chętnie Święta poza domem ,bo dla mnie jest to impreza mocno przereklamowana .Dodam ,żeby oszczędzić sobie waszego współczucia ,że mam liczną i b. fajną rodzinę .Ale jakoś nie lubi,e się poddawać ogolnym wzruszeniom .Wzruszam się kiedy coś rzeczywiście mnie porusza..a święta .....beż przesady


Ale wzruszalabys sie Malgosiu.. gdybys byla daleko od swoich.. Juz cie widze:D

Malwina
03-12-2008, 16:19
No w przypadku świąt jestem niesamowitą tradycjonalistką- pare razy pzrymierzalismy się z mężem do świąt poza domem, opłaconych, podanych...nigdy nam nie wyszło...oboje reflektowalismy sie ,że to nie to...ale to ja tak mam, ale myślę,że sporo innych też....

jakempa
03-12-2008, 21:23
Tak naprawdę to jadę poraz pierwszy na święta poza dom, zawsze bylam sentymentalna i tradycyjnie obchodzone święta byly dla mnie bardzo wazne, ale obecnie, kiedy corka jest za granicą, a syn z rodziną preferują wyjazdy w góry, na narty, postanowilam zobaczyc jak wygladają świeta poza domem,Wrazeniami po powrocie napewno się podzielę,

Malwina
03-12-2008, 21:38
Pewnie , pewnie w takim układzie rozumiem, będzie raźniej i z ludzmi.Na Twoim miejscu tez bym się nie katowała w ten dzien na siłę chcąc hołdowac tradycji...wszystko z głową...ciekawa jestem....

iksigrek
03-12-2008, 22:12
Ja kilka razy spędzałem święta poza domem. Nic mi nie smakowało. Możecie się śmiać, że facet a się popłakał. Ale brakowało mi tego rodzinnego stołu. Tego połamania się opłatkiem, złożenia sobie życzeń. Jak człowiek jest sam, to być może inaczej na to patrzy. Ale dla mnie Gwiazdka, to najpiękniejsze rodzinne święto. Mógłbym może spędzić poza domem, ale nie poza rodziną.

granny
03-12-2008, 22:31
odcięcie pempowiny to chyba jest to co charakteryzuje wszystkie wypowiedzi. z wypowiedzi Malwiny wynika, że Jej czas odcięcia nie nadszedł. Dzieci Malwinko są dorosłe, byłoby dziwnym, gdyby w swoim życiu kierowały się odczuciami rodziców. Musisz niestety pogodzic się z Ich decyzją jakakolwiek będzie. Niestety prawda jest taka, że dla Twojej córki byłoby lepiej żeby nie wracała i żeby próbowała przyzwyczaic się do życia na obczyznie. Pocierpisz nie rok nie dwa. tak niestety musi byc. Moja wyjechała 3 lata temu i nie wróci, wykształcona tutaj. wykształcony tutaj Jej mąż. Mają już dwie córeczki, jedna urodzona już na obczyznie, ma już inne tamtejsze imię nie polskie. Czy cierpię, tak, ale świadomośc, że Oni są szczęśliwi jest ważniejsza niż moje cierpienie. Serdecznie pozdrawiam. Odezwij się.

Malwina
03-12-2008, 22:51
No wiesz, bardzo mi sie pzrykro zrobiło jak pzreczytałam Twój post, a z drugiej strony dobrze, że go napisałaś, bo czujesz o co mi chodzi...Wiesz jak tak czytam Wasze refleksje, uwagi, to dochodzę do wniosku, ze moim problemem nie jest nieodcięta pępowina, ale chyba świadomość, ze oni nie są małzeństwem, (chyba to mnie najbardziej boli) nie pisałam tego , bo bałam sie wypowiedzi różnych opcji, a nie chciałam wchodzenia na tym wątku w religię - to zawsze powoduje niedobre emocje u niektórych. Są po zaręczynach, ale ja chciałabym, aby związek ich był naznaczony sakramentem-tak mnie wychowano, tak czuję....a wtedy niech robią ze swoim życiem co chcą....

granny
03-12-2008, 23:10
Rozumiem teraz Malwinko Twoje odczucia. Nie jest ważne czy w tej chwili są małżeństwem czy nie. Do tego trzeba dojrzec, wiem, że gdyby uczynili ten krok odetchnełabyś z ulgą. Jednakże to Oni muszą powziąc taką decyzję, jeśli z nią zwlekają to znaczy są bardzo rozsądni i wiedzą, że musi to byc decyzja przemyślana. Nie martw się o Nich, jeśli możesz spróbuj cieszyc się tym, że są razem, że byc może są tymi dwiema połówkami jabłka które odnalazły się wreszcie. Chyba w dzisiejszym świecie jest bardzo dużo ludzi żyjących właśnie tak jak Oni. Nie zmienisz tego a byc może doczekasz się tej dobrej i dla Ciebie zmiany. Pozwól Im wybrac to co będzie dla Nich najlepsze. Mam nadzieję, że odezwiesz się ponownie. Na razie Pa.

jakempa
03-12-2008, 23:14
Malwino, w Anglii, gdzie jest moja corka naturalne jest, że mlodzi żyją bez slubu, a wiele zwiazków ludzi dojrzałych i starszych jest w wolnych związkach przez kilkadziesiąt lat i to jest normalne, poprostu jest tam takie prawo, że poprostu wolne związki oplacaja się ze względów finansowych, a jeszcze jak jest dziecko to matka ma wiele przywilei, poprostu inny kraj, A co tam gadanie ludzkie? To jest ich życie i oni onim decydują, i niech żyją jak chcą, Ja jestem bardzo zadowolona że moja córka zakorzenila się w Anglii, nawet ze wzgłędu na chorobę wnuczki, ktora tam ma taką opiekę, że w Polsce moglaby tylko o tym marzyc, dzieci przez dobrą naukę sa doceniane i nagradzane w szkole, a praca daje im mozliwośc beztroskiego, dostatniego życia. A że mnie jest tęskno, no to co. Oni mają już swoje życie, ja swoje , przeciez nikt za nikogo zycia nie przeżyje. Tak już jest na tym świecie i my nic nie poradzimy na to,

Malgorzata 50
04-12-2008, 00:23
Malwino moje dzieci też żyją w związkach wolnych i nie mam z tym kompletnie żadnego problemu może dla tego ,ze ja też tak żyłam i żyję .Co to za różnica swoją drogą.Chyba trochę sobie wynajdujesz problemy.

Malwina
04-12-2008, 08:48
To sprawa wartosci, a nie wynajdywania problemów...to co modne dziś nie oznacza dla mnie wartościowe, częściej wręcz pzreciwnie...

Malgorzata 50
05-12-2008, 06:42
A co ma piernik do wiatraka.To nie są wartości tylko dogmaty -czyli ta moralność pseudo która dla mnie jest co najmniej dziwna.Jak jest różnica jeśli się ludzie kochają czy odbyła się ceremonia czy nie .
Twoim problemem jest tęsknota -tak
Brak dzieci w zasięgu wzroku-tak
Niepokój-tak
Ale to ,że nie mają ślubu!!!!! Spojrzyj może na to z tej strony ,że Twoje dziecko nie jest na tej obczyźnie samo tylko z kochającym człowiekiem a czy ze ślubem czy bez malwino!!!!!

tadeusz50
05-12-2008, 06:54
A co ma piernik do wiatraka.To nie są wartości tylko dogmaty -czyli ta moralność pseudo która dla mnie jest co najmniej dziwna.Jak jest różnica jeśli się ludzie kochają czy odbyła się ceremonia czy nie .
Twoim problemem jest tęsknota -tak
Brak dzieci w zasięgu wzroku-tak
Niepokój-tak
Ale to ,że nie mają ślubu!!!!! Spojrzyj może na to z tej strony ,że Twoje dziecko nie jest na tej obczyźnie samo tylko z kochającym człowiekiem a czy ze ślubem czy bez malwino!!!!!
Może powiem trochę przewrotnie dla moralności jest dobre gdy jet ślub ale w tym związku nic się nie układa począwszy od braku miłości , skończywszy na przemocy. Czy druga możliwość, bez ślubu ale szczęście, zrozumienie, miłość wzajemna akceptacja.

Malgorzata 50
05-12-2008, 06:58
Może powiem trochę przewrotnie dla moralności jest dobre gdy jet ślub ale w tym związku nic się nie układa począwszy od braku miłości , skończywszy na przemocy. Czy druga możliwość, bez ślubu ale szczęście, zrozumienie, miłość wzajemna akceptacja. I to jest to czego ja za diabla nie mogę zrozumieć DLA JAKIEJ MORALNOŚCI????????:)

aannaa235
05-12-2008, 07:00
Nigdy też nie przywiązywałam uwagi do wolnych związków,aż o zgrozo po kilku latach wspólnego życia prawie wylądowałam na ulicy i nigdy już nie zrobiłabym tego błędu!!!!!!!! trzeba to przeżyć na własnej skórze aby wiedzieć.

tadeusz50
05-12-2008, 07:05
Aniu a czy będąc w formalnym związku byłoby inaczej? Raczej wątpię.

emka46
05-12-2008, 07:13
Chyba lepszy jest udany wolny związek,niż nieudany uświęcony sakramentem.Moje dzieci żyja w wolnych związkach i nie przeszkadza mi to.
Syn od 3 lat jest w UK,ale mając do dyspozycji przerózne komunikatory nie odczuwam tej odległości.Przed wyjazdem miałam z nim mniejszy kontakt niż teraz.
A święta? - no cóż,jedni są bardziej przywiązani da tradycji,drudzy mniej.
Lubię ten nastrój.Ale w święta,a nie od początku grudnia.

aannaa235
05-12-2008, 07:31
Tadeuszu - wszystko ma swoje plusy i minusy. Poznałam i jedno i drugie, a czas pokaże co lepsze.

aannaa235
05-12-2008, 07:34
A wracając do świąt - moja córka od 3 lat nie przyjeżdża na świeta i muszę z tym żyć. Mam nadzieją, że nadejdą lepsze czasy i znowu będziemy sie widywać tak często jak to było kiedyś.

Malwina
05-12-2008, 09:52
Chciałabym, aby zwiazek mojego dziecka był uświęcony sakramentem-zawsze to łatwiej miec odniesienie do Góry w trudnych chwilach- tzreba miec oparcie oprócz tego ,że w kimś i zakotwiczenie w Czymś większym od nas....dla mnie nie obrażajac nikogo bardzo proszę wolne zwiazki sa modne, wygodne, asekuracyjne.Ponad przyziemną naszą wegetację jedzenie , praca, seks,zainteresowania. jest cos więcej...dla mnie.Mojej mamy związek uświceony sakramentem tez sie rozpadł, ale nie pzreszkodziło mi to mimo wszystko wierzyć w jego wartosć , moc w trudnych chwilach....

iksigrek
05-12-2008, 17:45
Mam takie samo zdanie jak Malwina. Niech sobie każdy robi jak uważa, ale wolny związek, to takie pozostawienie sobie "furtki" na wszelki wypadek. A dzieciaki w przyszłosci? Kazdy z nas, chciałby mieć swoja mamę i tatę jako małżeństwo, niż parę. Na szczęśliwe małżeństwo nikt nie wynalazł recepty, ale wątpię w to, żeby życie w wolnych związkach też było takim szczęśliwym rozwiązaniem. Małżeństwo, to taka jedność dwojga ludzi pod każdym względem, a wolny związek, to takie przedłużanie sobie młodości. A przecież w życiu trzeba dorosnąć i spoważnieć. Może się mylę, bo nigdy w wolnych związkach nie żyłem. Dzieciaki też nie. Ale tak przynajmniej uważam.

Pani Slowikowa
05-12-2008, 18:52
Chciałabym, aby zwiazek mojego dziecka był uświęcony sakramentem-zawsze to łatwiej miec odniesienie do Góry w trudnych chwilach- tzreba miec oparcie oprócz tego ,że w kimś i zakotwiczenie w Czymś większym od nas....dla mnie nie obrażajac nikogo bardzo proszę wolne zwiazki sa modne, wygodne, asekuracyjne.Ponad przyziemną naszą wegetację jedzenie , praca, seks,zainteresowania. jest cos więcej...dla mnie.Mojej mamy związek uświceony sakramentem tez sie rozpadł, ale nie pzreszkodziło mi to mimo wszystko wierzyć w jego wartosć , moc w trudnych chwilach....

Nawet gdyby bylo malzenstwo bez sakramentu ale cywilne to bardziej sie juz oplaca.. z przyczyn czysto finansowych.. np. zona czy maz maja prawa do otrzymywania renty czy emerytury po malzonku.. nie mowiac juz o dziedziczeniu. Mlodzi o takich sprawach nie mysla bo dla nich to daleka przyszlosc.. My wiemy ze nie jest ona taka daleka :)

Mar-Basia
05-12-2008, 18:57
Chciałabym, aby zwiazek mojego dziecka był uświęcony sakramentem-zawsze to łatwiej miec odniesienie do Góry w trudnych chwilach- tzreba miec oparcie oprócz tego ,że w kimś i zakotwiczenie w Czymś większym od nas....dla mnie nie obrażajac nikogo bardzo proszę wolne zwiazki sa modne, wygodne, asekuracyjne.Ponad przyziemną naszą wegetację jedzenie , praca, seks,zainteresowania. jest cos więcej...dla mnie.Mojej mamy związek uświceony sakramentem tez sie rozpadł, ale nie pzreszkodziło mi to mimo wszystko wierzyć w jego wartosć , moc w trudnych chwilach....
Malwino, jestesmy w XXI wieku, czasy sie zmienily. My to my, a mlodzi to mlodzi. Nie nalezy im nakladac kajdankow - niech maja prawo wolnego wyboru.

granny
05-12-2008, 19:15
Malwinko i tak z tematu dzieci na emigracji przeszliśmy niechcący na temat wartości w naszym życiu. Szanuję każdy pogląd na ten temat i nie chcę o tym dyskutowac. Z poprzednich wypowiedzi wynika, że wielu z nas ma dzieci na emigracji i są raczej zadowoleni, że im się ułożyło. Mogę powiedziec jedno, że rozumiem dlaczego młodzi to robią. Względy ekonomiczne także, bo jeśli wartośc nabywcza naszej złotówki jest taka, że trudno zacząc młodym własne życie bez wyraznej pomocy rodziców to nie dziwmy się, że co ambitniejsi młodzi szukają sposobu na życie poza granicami. Ale tu idzie nie tylko o to. Spójrzcie na nas, jacy jesteśmy, jak wyglądają nasze wzajemne relacje, jak wygląda nasza kultura. Mieszkam na Sląsku i jeżdże codziennie tramwajem. Jeśli to co słyszę codziennie w tramwaju jest obrazem naszego społeczństwa, jeśli sposób zachowania panujący wszechobecnie nie tylko wśród młodych ale i wśród starszych jest obrazem naszego społeczeństwa to przepraszam ale ja też wolałabym mieszkac w innym kraju, gdzie ludzie są uśmiechnięci, życzliwi wobec siebie i nawet nie tylko z przekonania, ale bo takie są panujące zwyczaje, normy. Spójrzmy na pokolenie starszych osób za granicą, są o wiele szczęśliwsi niż my, mniej ponurzy, czy nie wolelibyście sami doświadczac tego na codzień. Rozpisałam się może trochę nadmiernie i nie wiem czy mój głos rzuci na temat trochę inne spojrzenie, ale to jest sedno sprawy moim zdaniem.

Malwina
05-12-2008, 19:27
Marbello myślałam zę w XXI wieku wartosci tez obowiazują ( tymbardziejze to era wodnika)....niech mają młodzi prawo oczywiście, ale nie po to mnie , nie po to ja pewne wartosci ( nie dogmaty) moim dzieciom pzrekazywałam, aby dziś szły na łatwiznę w związku- bo to jest łatwizna uświęcona cywilizacyjnymi gadżetami....Granny, porusza inny jeszcze wątek, Słowikowa jeszcze inny....Nie jestem dewotką, która biega codziennie do koscioła, grzeszę jak wiekszosć innych,uwielbiam sie bawić, tyańczyć i miec idiotyczne pomysły, ale pewne watrosći mam głęboko uwewnetrznione z których wynikają okreslone decyzje i zachowania..

Pani Slowikowa
05-12-2008, 19:35
, nie po to ja pewne wartosci ( nie dogmaty) moim dzieciom pzrekazywałam, aby dziś szły na łatwiznę w związku- bo to jest łatwizna uświęcona cywilizacyjnymi gadżetami....

Zgadzam sie z toba w tym wypadku. Ja tez tak mysle.

Sa tylko wartosci nie ma zadnych dogmatow dla inteligentnych i doroslych ludzi..

Mar-Basia
05-12-2008, 19:45
Marbello myślałam zę w XXI wieku wartosci tez obowiazują ( tymbardziejze to era wodnika)....niech mają młodzi prawo oczywiście, ale nie po to mnie , nie po to ja pewne wartosci ( nie dogmaty) moim dzieciom pzrekazywałam, aby dziś szły na łatwiznę w związku- bo to jest łatwizna uświęcona cywilizacyjnymi gadżetami....Granny, porusza inny jeszcze wątek, Słowikowa jeszcze inny....Nie jestem dewotką, która biega codziennie do koscioła, grzeszę jak wiekszosć innych,uwielbiam sie bawić, tańczyć i miec idiotyczne pomysły, ale pewne watrosći mam głęboko uwewnetrznione z których wynikają okreslone decyzje i zachowania..
Malwinko, wiem, wiem i rozumiem co czujesz. Prawda jest , ze staramy sie dzieciakom przekazac walory. Ale jak one decyduja inaczej? Przeciez im glowy nie urwiesz i bedziesz kochala - bo to sa Twoje dzieci. Usmiechnij sie. Jestem rowniez matka i czuje jak Ty, ale wielokrotnie porostu nabieram wody w usta.

Malwina
05-12-2008, 19:53
Ja tez nabieram często wody w usta, bo nie gderam( tak mi sie wydaje), ale jak dłuuuugo "ją trzymam" muszę czasem nią parsknąć jak koń , bo sie udławię-no i to umożliwiłam sobie w tym wątku pzry Waszej pomocy..i uważam ,że dobrze- temat sie powoli wyczerpie i umrze naturalną śmiercią......a w nas wszystkich cos zostanie...i Wasza pomoc we mnie też...

Mar-Basia
05-12-2008, 20:03
Malwinko, opowiem Ci cos dla pociechy. Niedawno jeden z moich synow przyprowadzil, a raczej przywiozl z Ameryki "panne". Niby kolezanke od serca. Zgroza, bylam przerazona, ze takie cudo mogloby ewentualnie zagniezdzic sie w naszej rodzinie. Nie zycze Ci takiego pocieszcza. Moj maz, smial sie pod nosem i twierdzil, ze mu szybciej przejdzie niz przyszlo. Mial racje, przeszlo i rozeszlo sie po kosciach. Ale co przezylam to moje. Cale szcescie, ze sie rozeszlo po kosciach bo pewnie bym sie zaplakala z rozpacz, ze moje dziecko wdepnelo w cos takiego. Teraz sie usmiechnij. Zobaczysz wszystko sie ulozy.

Malwina
05-12-2008, 21:54
Poczułąm czytajac zgrozę tego zjawiska hihi....dzięki

JuMa
05-12-2008, 22:24
Moi kochani, ponieważ borykam się z emocjami związanymi z tym tematem osobiście, chciałabym podzielić się nimi z Wami-tymi , których dzieci, mężowie wyjechali, którzy macie też pewne przemyślenia , refleksje, może w ten sposób otworzymy zawór bezpieczeństwa i upuścimy pary jedni, a inni utwierdzą nas ,że to "oczywista oczywistosć", a jeszcze inni...poczytajmy...


pozdrawiam
akurat bardzo interesuje mnie ten temat
wyjechalam - ja
moja mama - teraz zupelnie sama - pozostala
od paru miesiecy gosci u mnie (za granicami Polski)
jest jej u mnie dobrze (?)
a ja mam serce rozdarte i czuje bezsilnosc - co dalej ....

Malwina
05-12-2008, 23:10
Juma- dobrze, ze tu weszłaś, ja zainicjowałam wątek, bo jak czytałaś temat mnie boli, bardzo boli i napisałam dlaczego boli, inni maja inne, takie same zdania...ale to z naszej matek , rodziców strony...poczytaj i wiedz, moze łatwiej ci będzie o decyzje, zrozumienie zachowan matki...bardzo pozdrawiam

Malgorzata 50
05-12-2008, 23:21
Malwino szantażowi emocjonalnemu matek mowie, nie.

iksigrek
06-12-2008, 00:06
Wiecie czego nie potrafię zrozumieć? Tego, że młodzi ludzie tak bardzo są zafascynowani zachodem. Tak bardzo chca mieć wszystko od razu. Wyjeżdzają i często borykaja się z trudnościami, o jakich nie mamy pojecia, a nie wracają, bo jest im wstyd, że nie moga sobie poradzić. Inna była emigracja w czasach komuny i inne przyczyny i inna grupa ludzi wyjeżdżała obecnie.
Sporo ludzi z góry zakłada, że w u nas w Polsce jest źle, a utwierdzają ich w tym ich właśni często rodzice. Mnie dotknął los w taki sposób, że w wieku ponad dwudziestu lat, nie miałem nic. Zostałem w tym, co miałem na sobie. Naprawdę. I też się dorobiłem. Teraz tez wyjeżdżam, ale dlatego, że w Polsce, mój zawód przestał istnieć. Mojej żony też. Żona się przekwalifikowała i pracuje za naprawdę nie ciekawe pieniądze, ale ja nie mogłem, a może nie potrafiłem. Dlatego wyjeżdżam.
Dziwi mnie, że za granicą widzą innych usmiechniętych. U nas też są ludzie szczęśliwi i nieszczęśliwi. Jak wszędzie. Mnie osobiscie, lepiej się kupuje w naszych sklepach, chodzi po naszych ulicach i lepiej jest mi się usmiechnąć do mojego polskiego sąsiada, niż do Anglika, Duńczyka czy Francuza.
Moje dzieciaki stwierdziły, że nigdzie nie wyjadą. Chociaż syn, obecnie studiując swój przyszły zawód, musi często wyjeżdżać do różnych miejsc na całym naszym globie.

Malgorzata 50
06-12-2008, 00:11
Wiecie czego nie potrafię zrozumieć? Tego, że młodzi ludzie tak bardzo są zafascynowani zachodem. Tak bardzo chca mieć wszystko od razu. Wyjeżdzają i często borykaja się z trudnościami, o jakich nie mamy pojecia, a nie wracają, bo jest im wstyd, że nie moga sobie poradzić. Inna była emigracja w czasach komuny i inne przyczyny i inna grupa ludzi wyjeżdżała obecnie.
Sporo ludzi z góry zakłada, że w u nas w Polsce jest źle, a utwierdzają ich w tym ich właśni często rodzice. Mnie dotknął los w taki sposób, że w wieku ponad dwudziestu lat, nie miałem nic. Zostałem w tym, co miałem na sobie. Naprawdę. I też się dorobiłem. Teraz tez wyjeżdżam, ale dlatego, że w Polsce, mój zawód przestał istnieć. Mojej żony też. Żona się przekwalifikowała i pracuje za naprawdę nie ciekawe pieniądze, ale ja nie mogłem, a może nie potrafiłem. Dlatego wyjeżdżam.
Dziwi mnie, że za granicą widzą innych usmiechniętych. U nas też są ludzie szczęśliwi i nieszczęśliwi. Jak wszędzie. Mnie osobiscie, lepiej się kupuje w naszych sklepach, chodzi po naszych ulicach i lepiej jest mi się usmiechnąć do mojego polskiego sąsiada, niż do Anglika, Duńczyka czy Francuza.
Moje dzieciaki stwierdziły, że nigdzie nie wyjadą. Chociaż syn, obecnie studiując swój przyszły zawód, musi często wyjeżdżać do różnych miejsc na całym naszym globie.
Powiem ci dlaczego -bo nie wyjeżdżają ludzie którzy,jak twój syn odnieśli sukces w Polsce i właściwie wszystko jedno gdzie będą mają jakąś tam pozycję i stabilizację .A ci co wyjeżdżają owszem na początku nie maja łatwo ale jak już pobędą trochę to nawet wykonując pracę poniżej kwalifikacji maja po prostu łatwiejsze zycie i to jest prosta przyczyna.

Pani Slowikowa
06-12-2008, 00:21
Wiecie czego nie potrafię zrozumieć? Tego, że młodzi ludzie tak bardzo są zafascynowani zachodem. Tak bardzo chca mieć wszystko od razu. Wyjeżdzają i często borykaja się z trudnościami, o jakich nie mamy pojecia, a nie wracają, bo jest im wstyd, że nie moga sobie poradzić. Inna była emigracja w czasach komuny i inne przyczyny i inna grupa ludzi wyjeżdżała obecnie.
Sporo ludzi z góry zakłada, że w u nas w Polsce jest źle, a utwierdzają ich w tym ich właśni często rodzice. Mnie dotknął los w taki sposób, że w wieku ponad dwudziestu lat, nie miałem nic. Zostałem w tym, co miałem na sobie. Naprawdę. I też się dorobiłem. Teraz tez wyjeżdżam, ale dlatego, że w Polsce, mój zawód przestał istnieć. Mojej żony też. Żona się przekwalifikowała i pracuje za naprawdę nie ciekawe pieniądze, ale ja nie mogłem, a może nie potrafiłem. Dlatego wyjeżdżam.
Dziwi mnie, że za granicą widzą innych usmiechniętych. U nas też są ludzie szczęśliwi i nieszczęśliwi. Jak wszędzie. Mnie osobiscie, lepiej się kupuje w naszych sklepach, chodzi po naszych ulicach i lepiej jest mi się usmiechnąć do mojego polskiego sąsiada, niż do Anglika, Duńczyka czy Francuza.
Moje dzieciaki stwierdziły, że nigdzie nie wyjadą. Chociaż syn, obecnie studiując swój przyszły zawód, musi często wyjeżdżać do różnych miejsc na całym naszym globie.

Jacku pozwol ze zgadne jaki masz zawod :D
Jestes introligatorem starych ksiazek??

Jadzia P.
06-12-2008, 09:57
Przeczytałam cały wątek od pierwszego postu i.....choć temat mnie nie dotyczy bo moje dzieci nie wyjechały, postanowiłam też zabrać głos w tej sprawie.
Malwinko, nie piszesz ile lat ma Twoja córka. Skończyła studia i już pracuje, więc myślę, że ponad 25.
Teraz młodzi decydują się na dzieci dużo póżniej niż my, dawniej. Pozwół im , by sami podejmowali tą decyzje, kiedy chcą zostać rodzicami.... a Ciebie " zrobić " babcią...
Z pewnością jak zdecydują się na dziecko, pomyślą też o zalegalizwaniu swojego związku....Zostaw im tą decyzje....i nie poganiaj.....
Moi młodzi zdecydowali się na dziecko dopiero 5 lat po ślubie, pomimo nalegań rodziców mojej synowej, aby szybciej zdecydowali się na dziecko ....i tak postąpili tak jak im pasowało.
A my, babcie, czym dłużej czekamy na nasze wnuki, tym bardziej je póżniej kochamy..

granny
06-12-2008, 14:40
Jacku P mając syna chyba wiesz co myślą młodzi to nie jest tak jak było za naszej młodości że trzeba się było dorabiac, dzisiaj podejrzewam i wiem to obcując z moimi młodymi ten termin nie istnieje. Dzis idzie o godne, ludzkie życie o skorzystanie z mozliwosci i efektow swojej pracy nie w wieku 50 + lat ale wtedy kiedy i zdrowie i wzrok jeszcze dopisują, czy można się dziwic takiemu podejściu do życia. Dziś mamy granice otwarte, dostęp do lepszych warunków. Wez także pod uwagę, że młodzi wykształceni znajdują na zachodzie lepszą pracę, są cenieni i mogą cieszyc się tym życiem. Nie myślę o tych co wyjechali za granicę bez większych kwalifikacji, bez znajmości języka, tym na pewno będzie jednak lepiej u nas i byc może zarobione pieniądze pomogą im właśnie u nas zastartowac w lepsze życie. Co do uśmiechu nie idzie tu o ludzi szczęśliwych lub nie ale o obyczaj o uprzjmośc, która nakazuje ludziom byc uprzejmym dla innych, po prostu inna kultura. Nie na darmo znane jest powiedzenie keep smiling. Keep smiling Jacku P.

iksigrek
07-12-2008, 00:37
Jacku pozwol ze zgadne jaki masz zawod :D
Jestes introligatorem starych ksiazek??

Nie. :) wolę nie mówić, nie dlatego, że nie chcę się chwalić. Ale letnio, letnio.
W mojej pracy mozna czasem poprostu oszaleć. Każdy kto pierwszy raz słyszy, to chciałby tę pracę wykonywać. Ale gdyby miał wykonywać, to po dniu, lub kilku woli kopać nawet rowy:)

iksigrek
07-12-2008, 01:06
Małgorzato.
Ludzie z wykształceniem, faktycznie moga znaleźć pracę i tu i za granicą. Do syna, ostatnio zgłosił się sponsor z Australii, że sfinansuje dalszy ciąg jego studiów, pokryje koszty wyjazdów, pod warunkiem, że podejmie pacę i podpisze kontrakt na 5 lat. Zaoferowali mu nawet, że jesli będzie chciał, to mogą zaznaczyć w umowie, że zgadzają się na to, że zapewnią warunki mieszkaniowe i pracę w swoich zawodach jego rodzicom, tzn. nam. Kontrakt pod wzgledem finansowym, był naprawdę dobry. Mówiąc szczerze, to nawet go zachęcałem. Żeby zobaczył kawałek świata z innej strony. a jednak woli zostać.
Jeśli chodzi o ludzi bez wykształcenia, to naprawdę nielicznym się udaje osiagnąć coś ponad przeciętnego. Lwia część emigracji, bez kwalifikacji, jest tak samo przeciętną masą, jak u nas. Więc skoro już wyjeżdżają, to niech przynajmniej nauczą się solidnie języka. Wolny wybór każdego. Ale standard życia, to nie tylko finans. Finans jest ważny. Bardzo ważny, ale nie jest najważniejszy.

Granny:).

Keep smiling? Powiem tak. Gdziekolwiek wejdę, do sklepu, urzędu, czy do rodziny lub znajomych, też widzę uśmiech na co dzień. Kiedyś wychodziłem więcej, teraz już mniej( chyba człowiek gnuśnieje) Ale kiedy wychodzę do ludzi, też się do nich uśmiechnę, poproszę, podziękuję. Czasem się zdarzy, że natnie się człowiek na jakąś "burmuche", ale i za granicą, potrafią być tak apatyczni, że normalnie wychodzę. Mimo wszystko, twierdzę, że zbyt chwalimy cudze, nie doceniając siebie nawzajem. A my naprawdę potrafimy być wspaniałymi ludźmi.

Kazik
07-12-2008, 01:45
Jacku-to chyba jakis polonus był. Kto oferuje pracę jeszcze studentowi zanim on skończy studia. Chyba że poznał go już wcześniej i zobaczył jak pracuje. Nie koniecznie w przyszłym zawodzie.
A 3 dni temu odbierałem tą niebieską kartę ubezpieczenia-bo wyjeżdżam na Święta i N.R. A młodziutka 20-25 była taka uprzejma. Taka śliczna też-i nie czułem się przeźroczysty. Jest tu taki wątek. A że śliczna i młoda-cóż dla mnie była młodsza od mojej córki. Takie spojrzenie mam. Jak się ma 6 krzyżyk-spojrzenie jest inne. Ale że młode tak się mi podobają-to chyba nie oznaka starości?

Malwina
07-12-2008, 11:19
Myślę, że Jacek chcia ł powoiedzieć, ze jak uśmiechamy sie pierwsi( zagranicą , czy tu) mamy pzreważnie uśmiech odwzajemniony...to jest kwestia wewwtrzenej pogody ducha i kultury.A czy tu , czy tam....jakie to ma znaczenie jak i tak od nas zalezy jak "pozyskamy" sympatię drugiego....

Malgorzata 50
07-12-2008, 11:50
Tak Jacku ,ale ławiej się jednak zyje szarej masie tam niż tu.Wiesz co nie chce mi się tego rozwijać bo jestem 100% przekonana ,że doskonale wiesz o czym mówię

granny
07-12-2008, 13:33
Dziękuję Jacku za odpowiedz. Czy jesteśmy wspaniałymi ludzmi, to zależy z której strony patrzec. Wiem, że na zachodzie też można spotkac ludzi gburowatych, często jednak są tacy wobec obcych. Zalew Polaków jaki napłynąl na UK i Zieloną wyspę może budzic trwogę wśród miejscowych i obawy, czy jeszcze mieszkają we własnym kraju nie dziwmy się zatem, że często spotkac możemy nie tylko brytyjska uprzejmośc ale wręcz wrogośc. Czyż i my nie zachowujemy się podobnie wobec innych nacji, w naszym pojęciu trochę niżej stojących w hierarchii społecznej. Co do perspektywy wyjazdu syna i pracy dla Ciebie i żony. rzeczywiście trochę dziwna ta oferta i może syn wyczuł niepewnośc tej oferty. Jednak nie zatrzymasz go, jeśli będzie widział możliwośc lepszego jutra. I może nie powinieneś tego robic. Niech spróbuje, bardziej będzie cenił to co ma w kraju a i może wzbogacic kraj o doświadczenie i finanse, o których nie można zapominac. Na pewno wiesz, że nasi młodzi emigranci wzbogacili nasza ekonomię zastrzykiem kilkudziesięciu miliardów dolarów. przesyłając pieniądze rodzicom, lub też inwestując we własne biznesy. A więc może jednak nie należy mówic nie?

iksigrek
07-12-2008, 20:52
Granny.
Ja nie mówię nie. Jego wybór. Sam mówiłem, żeby spróbował. Ponadto, i tak będzie pracował również za granicą, z racji kierunku jaki studiuje. Może być i tak, że będzie pracował tylko za granicą. Ale nie żyję z tą swiadomością, że chce wyjechać, by gdzieś indziej ułożyć sobie życie. Jeśli chodzi o stosunek do innych nacji, to masz rację, żę wszedzie i u nas też ten stosunek nie jest zawsze taki jak być powinien. Ale nie w tym rzecz. Może zabrzmi to górnolotnie, ale tu jest mój dom i tu muszę rozwiązywać swoje problemy. Być może dzieciaki przejęły ten tok myślenia. Przecież emigracja wiąże się z tesknotą. Jeśli chodzi o naszą "wspaniałość", to masz rację z której strony na to patrzymy, ale podobnie jest tam, za granicą. Gdybyśmy mieli być sami, tam w państwach np. UK, bez czasem zwykłej pomocy naszych rodaków, to wówczas też tamtejsi ludzie nie byli by tacy wspaniali jak nam się wydaje.
Kaziu.
Jesli chodzi o ofertę dla syna, to wcale nie jest ona podejrzana. Przecież nikt głupi nie jest. Australia ma brak rąk do pracy, więc na różnych praktykach gdzie znajdują się studenci, poznają różnych ludzi. Może nie potrzebnie się podparłem przykładem syna, bo nie chciałbym rozwijać tego wątku.
Małgorzata.
Dobrze wiem o czym mówisz i przyznam Ci rację, ale u nas też można sobie ułożyć życie, a zawsze wychodzę z założenia, że pieniądz jest ważny, ale nie może być najważniejszy.

Malwina

Tak właśnie myślę. Że często żądamy uprzejmości, grzeczności, a sami zachowujemy się czasem chamsko. A ci sami ludzie za granicą w stosunku do obywateli państwa w jakim się znajdują potrafią być uprzejmi i grzeczni. W naszych międzyludzkich stosunkach na codzień czasem wykazujemy postawę rozczeniową, co powoduje, że ludzie stają się opryskliwi. A przecież tak nie wiele potrzeba, by osoba, którą spotykamy na ulicy, w tramwaju czy urzędzie, poczuła się w naszej obecnosci dobrze. Wystarczy uśmiech, grzeczny ton głosu. Czy to aż tak wiele?

Malwina
07-12-2008, 21:49
no własnie dla jednych tylko tyle, dla innych aż tyle.....

Pani Slowikowa
07-12-2008, 21:59
,
W naszych międzyludzkich stosunkach na codzień czasem wykazujemy postawę rozczeniową, co powoduje, że ludzie stają się opryskliwi. A przecież tak nie wiele potrzeba, by osoba, którą spotykamy na ulicy, w tramwaju czy urzędzie, poczuła się w naszej obecnosci dobrze. Wystarczy uśmiech, grzeczny ton głosu. Czy to aż tak wiele?

Niestety tutaj jest wiele ludzi ktorzy wlasnie z powodu postawy rozczeniowej sa dla innych opryskliwi i bardzo nieraz niegrzeczni.. Z przykroscia musze przyznac ze zaliczaja sie do rasy murzynow.. Oni po prostu dotychczas nie moga przebolec okresu niewolnictwa . Uwazaja ze stala im sie wielka krzywda ( po czesci racja) i dotychczas odnosza sie z pretensja do calego swiata. Zaden usmiech ani pozytywne do nich nastawienie nie moze zmienic tej "alergii" jaka maja na bialych..Mowi sie ze maja "drzazge na ramieniu" bo wciaz wzruszaja niemilo ramionami..

Malwina
07-12-2008, 22:08
Muszą być skażeni ogromnym zdesperowaniem.....

Pani Slowikowa
07-12-2008, 22:18
Muszą być skażeni ogromnym zdesperowaniem.....

Tak.. sa skazeni..:confused:
Ale w codziennym zyciu to jest uciazliwe.

iksigrek
07-12-2008, 22:40
Takie poczucie krzywdy grupy społecznej i obwinianie za nią ludzi nic nie winnych do niczego nie prowadzi. Ale jest on napewno bardzo silny i majacy wpływ na zachowania.
Trudno to zrozumieć, trudno zaakceptować, ale żyć z tym trzeba.

granny
08-12-2008, 21:33
Ostatnie posty mną wstrząsnęły. Czy mówimy o tych którym nie udało się po zmianach ustrojowych i dlatego uważacie że zioną ogniem wokoło i są skażeni. Ale ja nie to miałam na myśli, przecież na ulicy czy w tramwaju nie wiem praktycznie jakie koleje losu przeszedł ten czy ów człowiek, a jego język, ton głosu jest taki że chce mi się od razu zachowac bezpieczną odległośc. Miałam takie zdarzenie w Irlandii - stałam pod marketem, czekając na córkę, robiącą zakupy. Nieopodal stała grupka młodych Polaków, rozmawiających swobodnie, no cóż, nawet gdybym była zupełnie głucha i tak rozpoznałabym ten charakterystczny język, używający jako znaków przestankowych jednego słowa na k....Widac było, że to byli robotnicy, młodzi, którzy przyjechali tam aby popracowac. Byc może gdybym była wtajemniczona w język miejscowych Irlandczyków (dzięki specjalnemu akcentowi trudno ich zrozumiec) też słyszałabym język podobny. Wiem Jacku P jak niektórzy z nas zachowują się tu i tam, znam ludzi podobnych do Ciebie, uprzejmych, ale niestety jesteśmy w mniejszości. I obawiam się, że wszechobecne chamstwo i prymitywizm nadają ton naszych rodaków zachowaniu. Tego generalnie nie ma na Zachodzie.

Malwina
08-12-2008, 21:52
No tak,ale po co szukać u naszych chamstwa za granicą, my to mamy tu na coddzień- po prostu.Pokolenie naszych dzieci i już niektórych naszych wnuków chamieje, gubiąc czystość jezyka, kulturę bycia- to jest dla mnie przerażajace.Nie piszę więcej , bo nie chcę"brudzić"wątku inną tematyką.

iksigrek
08-12-2008, 21:56
Granny.
Wiem jak się zachowują nasi rodacy za granicą. Wiem, że jest to czasem zachowanie naganne. Sam będąc kiedyś w małym miasteczku w Anglii, gdzie w knajpkach czy pubach wieczorami nie było słychać języka polskiego, wieczorem na ulicy szła grupka młodych ludzi. Zachowywali się głośno i też słychać było przerywniki na "k". Reakcja przechodzących ludzi była taka, że napewno to Polacy. Było mi wstyd za nich.
Ale nie wszyscy tacy jestesmy. Jest cała masa ludzi dobrze wychowanych, którzy bez względu na miejsce, sytuację, czy poziom intelektualny, potrafią się właściwie zachować.

Pani Slowikowa
08-12-2008, 22:07
. Tego generalnie nie ma na Zachodzie.


o maaatko granny !! Jest, jest niestety. Moze nawet gorsze niz to polskie.. Tylko ze nam to zagraniczne tak nie przeszkadza bo sie ich nie wstydzimy .. Nasze boli nas podwojnie..


A jezeli chodzi o skazenie.. to niestety tak jest ze wszystkimi ludzmi ktorzy czuja sie pokrzywdzeni.. Narody cale a i poszczegolni ludzie tez.. Mowi sie ze sa zakompleksieni.. ale tak naprawde to to jest duzo gorzej bo sa wlasnie zakompleksieni nie bez powodu..

Latwo jest byc zyczliwym i usmiechnietym jak nie spotkalo cie nigdy zadne nieszczescie ani kataklizm..
Wczoraj ogladalam okropny reportaz o ludobojstwie.. Jedyne co pocieszylo mnie to jak zachowala sie biedna prosta kobieta Tutsi wzgledem mezczyzny ktory zamordowal jej 5 dzieci.. Ona mu wybaczyla... przyjela go do domu i ugoscila.. Na pytanie w jaki sposo mogla sie zdobyc na taki gest odpowiedziala po prostu ze " jest chrzescijanka":)

Ja nie dodaje do tego mojego komentarza..

iksigrek
08-12-2008, 22:15
Pewnie że jest chamstwo na zachodzie. A nie boli nas nie tylko dlatego, że to nie nasze chamstwo, ale również dlatego, że nie rozumiemy ich obyczajowości, i często chamskie odzywki odbieramy jako ,,taki ich styl bycia"

Malgorzata 50
09-12-2008, 01:32
No tak,ale po co szukać u naszych chamstwa za granicą, my to mamy tu na coddzień- po prostu.Pokolenie naszych dzieci i już niektórych naszych wnuków chamieje, gubiąc czystość jezyka, kulturę bycia- to jest dla mnie przerażajace.Nie piszę więcej , bo nie chcę"brudzić"wątku inną tematyką.
Nie trzeba szukać samo się pcha w oczy niestety.....

granny
09-12-2008, 14:13
Już nie pcha się Małgorzato 50.
Dziękuję Malwinko za te kilka stron wymiany myśli, jakkolwiek może odbiegających od tego co Cię boli. Prowadz ten wątek już bez zakłóceń, wyłączam się. Pa.

Malgorzata 50
09-12-2008, 15:10
Już nie pcha się Małgorzato 50.
Dziękuję Malwinko za te kilka stron wymiany myśli, jakkolwiek może odbiegających od tego co Cię boli. Prowadz ten wątek już bez zakłóceń, wyłączam się. Pa.
Granny chyba coś źle zrozumiałaś to "z samo się pcha" dotyczyło chamstwa naszego codziennego a nie ciebie :confused:.Mateńko jedyna czy ja zawsze muszę robić przypis do swoich wypowiedzi.Jedną z prtzyczyn tego ,że "nasze dzieci" wybierają emigrację jednak jest to ,że po prostu w krajach bardziej od nas cywilizowanych owe "chamstwo" nie jest tak agresywnie widoczne w zyciu codziennym.Zyjesz w kraju gdzie nie jesteś "u siebie" a czujesz się tam lepiej niż u siebie bo życie publiczne nastawione jest na obywatela a nie odwrotnie i nie chodzi o sprawy wielkie tylko o drobiazgi ,które są tak uciązliwe tu u nas .Nie dziwcie się więc tak bardzo swoim dzieciom.Polecam watek marbelli o pokoleniu mlodych egoistów może to rzuci trochę swiatła

Malwina
10-12-2008, 12:29
Granny...nie...o co chodzi..?
Jade na spotkanie pomorzanek....pa....

Malwina
15-12-2008, 16:57
Moja córka, której nieobecnosć z powodu emigracji zainspirowała ten watek przylatuje w ten piątek...WIECIE JAK SIĘ CIESZĘ?????

Malgorzata 50
16-12-2008, 15:51
Moja córka, której nieobecnosć z powodu emigracji zainspirowała ten watek przylatuje w ten piątek...WIECIE JAK SIĘ CIESZĘ?????
WIEMY!!!!! Cieszymy się razem z\ Tobą .Ale naszła mnie taka myśl genialna któregoś dnia jak gadałam z taką jedną której mama też cierpi z powodu jej nieobecności .Malwino nie obraź się..uciesz się z córki i pożegnaj ją z uśmiechem na twarzy ,życząc powodzenia ,staraj się nie obciążać jej tym ,że tęsknisz itd .Bo to całe cierpienie to jest TWÓJ problem a nie dzieci.:)

Malwina
16-12-2008, 16:34
ależ ja jej nigdy nie żegnam ani z płaczem,ani ze swoimi komentarzami,(predzej jej oczko zaszkli się, a ja ją pzrywracam do pionu..tak ,tak,) moze własnie dlatego tak mi tu w tym wątku puściły emocje, bo wreszcie gadam to co czuję, bo pzry niej nie chcę....i wiem, że nie mogę....a swoja drogą Małgorzatko 50 wiedziałam ,że jesli kubeł lodowatej wody na te moje radochy ....to napewno Ty...hihi...

Malgorzata 50
16-12-2008, 17:53
ależ ja jej nigdy nie żegnam ani z płaczem,ani ze swoimi komentarzami,(predzej jej oczko zaszkli się, a ja ją pzrywracam do pionu..tak ,tak,) moze własnie dlatego tak mi tu w tym wątku puściły emocje, bo wreszcie gadam to co czuję, bo pzry niej nie chcę....i wiem, że nie mogę....a swoja drogą Małgorzatko 50 wiedziałam ,że jesli kubeł lodowatej wody na te moje radochy ....to napewno Ty...hihi...
Eeeeee tam kubeł przecież się ucieszyłam ..i też się podzieliłam refleksją osobistą po rozmowie z córką -emigrantka zupełnie innej mamy.Moja zresztą też jak ten bumerang- jest, nie ma jej jest ,nie ma, mowi ze jedzie itd itd więc nie jestem gołosłowna .Dlaczego na tym forum wszystko traktuje się tak osobiście pytam nerwowo .Nikt tu nie ma zamiaru ,a przynajmniej ja. niczego wylewać gadamy sobie no nie?

Malwina
16-12-2008, 18:05
Nie pytaj nerwowo, bo ja zupełnie spokojnie pzryjęłam, a że osobiście? to przecież moje osobiste emocje....i zwierzenia gadamy sobie nie?.....

Malgorzata 50
16-12-2008, 19:46
Nie pytaj nerwowo, bo ja zupełnie spokojnie pzryjęłam, a że osobiście? to przecież moje osobiste emocje....i zwierzenia gadamy sobie nie?.....
Posyłam ci całus oraz uśmiech i sorry jeśli cię uraziłam :confused: Malwino przerobiłam te rozstania i powroty ..sama zwiałam na 2 lata i zmieniłam opcję czyli punkt widzenia .Stąd może odbierasz mnie jako mądrzącą się złośliwą babiszonicę .Ale nie mam takich intencji slowo honoru.

Malwina
16-12-2008, 20:07
Gosiu 50 nieeeeeeeeeee,wszystko ok.dzięki za uśmiech i całus, ode mnie też....

granny
21-12-2008, 19:57
Miłe mamy dzieci na emigracji.

Malwina tuli swoje w ramionach i nie może się oderwac. A tu święta tuż tuż. Wesołych Swiąt wszystkim mamom i tatom też.

Czy przy jednym stole z nimi, czy bez, są z nami. Wszystkiego najlepszego.

Pani Slowikowa
21-12-2008, 20:57
Moja coreczka z mezem i dzidzia tez przylatuja na swieta!!!

Bedziemy w komplecie tym razem:)

Wszystkim mamom ktorych dzieci sa daleko zycze aby w te swieta byly blisko.. bardzo blisko.. tak zeby klapa im mozna bylo przylozyc.:D

emka46
21-12-2008, 21:04
Mój syn czwarty rok poza krajem.Ale mamy kontakt na codzień.
Mnie jest dobrze,jak jemu jest dobrze.

Malwina
21-12-2008, 21:07
A my juz w komplecie od dwóch dni...i jest tak jak kiedyś ...jakby nigdy nie wyjezdzała...tak po prostu...gadamy, pitrasimy, kupujemy....życzę Wam tych uczuć dobrych.....

Malwina
04-01-2009, 12:38
Dziś raniutko nasze dziecko odleciało do Irlandii.Spędziliśmy razem super święta jak Małgosią powiedziała a wszystkie inne dni były takie zwykłe, pzregadane jak kiedyś, kiedy byliśmy razem...dziś rano zegnając sie na lotnisku powiedziała "mamo pożegnajmy sie tak jakbym wychodziła do sklepu na trochę"- i tak sie pożegnałyśmy...

granny
07-01-2009, 13:52
Witaj Malwino.
Odzywam się znowu, bo powinnaś miec wsparcie, może właśnie ze strony takich mam, których dzieci są daleko.
Ja już problem oswoiłam, bo moja córa jest już ponad 3 lata na obczyznie i podchodzę do tego już spokojniej,

Powiedz proszę, jaki masz kontakt z córką, czy dzwoni do Ciebie, czy przez telefon możecie porozmawiac swobodnie, czy jesteście w stanie wzajemnie się odwiedzac, nie tylko na święta.

To jest sposób na to, aby tak potwornie nie tęsknic.

gratka
07-01-2009, 14:25
Moja córka już ze 20 lat błąka się po zagranicach. Najpierw Francja, potem USA. Tam w USA poznała męża, ale wesele urządzaliśmy tu, w Polsce. Tam żyją moje wnuki. Jestem dla nich babcią albumowo-internetową. Aby dzieci za obcą babą nie wołały "babciu":mad: mamy postanowienie, że musimy się przynajmniej raz na rok zobaczyć.:D Stąd moje wyjazdy tam ( już 7 razy) i pobyty trwające zazwyczaj kilka tygodni.
W 2008 byli oni, w 2009 pojadę ja, ale jeszcze wszystko nie jest ustalone.
Wielka jest radość z takich wspólnych pobytów.

krystynacz46
07-01-2009, 14:36
Zabieram głos ,aby cię pocieszyć,mój syn też wyemigrował , ale widzimy się i rozmawiamy w skype kiedy mamy ochotę ,śmiejemy się ,że jak był w kraju nie było takich częstych kontaktów.Cieszę się ,że jest mu dobrze ,przyjeżdża 2 razy do roku .Pozdrawiam cię .

granny
07-01-2009, 14:48
I ja nie widzę się częściej z córką, wnuczkami niż 2 razy do roku. Jak przyjeżdżam do nich, posiedzę 10 dni, nacieszę się nimi, naładuję akumulatory i wracam do swoich domowych pieleszy.

ignesja
07-01-2009, 15:07
to świetny sposób na radykalne "odcięcie pępowiny".Moi synowie są blisko i ciągle sobie zarzucam,że za bardzo żyję ich problemami,a oni moimi. No i co jest lepsze ???

Malwina
07-01-2009, 15:17
achacha, alescie się drapieznie(czytaj zmasowanie, intensywnie) "rzuciły " na temat i dzięęęęki Wam za to mamy dzieci na emigracji- słucham Was, podziwiam, dziwię się, złoszczę, jednoczę,chylę głowę,nie zgadzam, zgadzam....itd, itd.....Mamy te same odczucia na pewnych etapach, u jednych krótsze, mniej-wiecej intensywne, trwające, pojawiające się, czasem zakamuflowane...ale te same...Granny mamy bardzo dobry kontakt z córką, ale mnie kontakt skypowy, telefoniczny nie zadawala poniewaz nie znosze , nie umiem rozmawiac pzrez telefon- dla mnie to zimny pzredmiot nie mający oczu i barwy glosu, więc nie nagadam się....jechac zawsze mogę, bardziej niż ona tu, świeta spędzamy oddzielnie- to były pierewsze od 3 lat razem-śliczne dla wszystkich...Ale cały czas czegos mi brak i już....

gratka
07-01-2009, 15:18
Igresjo
Odcięcie pępowiny jest konieczne, szczególnie dla zdrowia psychicznego synowej lub zięcia. Trójkąt z teściową źle służy i teściowej i małżeństwu.:)
Piszę w tak zdecydowanym tonie, bo jedna z moich znajomych poprzez swoją nieustającą opiekuńczość nad synem - jedynakiem przyczyniła się do rozpadu jego małżeństwa.

Malwina
07-01-2009, 15:26
Ignesjo, Gratko, ale wchodzicie chyba na inny wątek trójkątów z tesciową i rujnującej nadopiekuńczości na co dzień, a tu chyba nie o tym....

ignesja
07-01-2009, 16:18
Ignesjo, Gratko, ale wchodzicie chyba na inny wątek trójkątów z tesciową i rujnującej nadopiekuńczości na co dzień, a tu chyba nie o tym....

jak mowa jest niedoskonałym środkiem porozumiewania się,jedno zdanie, a interpretacji wiele...myślę,że nie jestem nadopiekuńczą matką i nie o tym pisałam.Po przeczytaniu kilkunastu postów z tego wątku odczułam,że matki dzieci na emigracji czują się poszkodowane bo nie mają ich przy sobie,tęsknią,myślą,płaczą...a ja myślę,że to nam jest gorzej.W myśl porzekadła-"co oczy nie widzą to i sercu nie żal".My widzimy i słyszymy więcej,bo jesteśmy blisko.No i niech się odezwie ten,któremu problemy jego najbliższych są obojętne !

Malwina
07-01-2009, 16:36
Ignesjo jedną córkę mam niedaleko drugą bardzo daleko-jednakowoż dotyczą mojego serca ich problemy-tu nie chodzi o wtrącanie sie tylko o widzenie okiem matki dosłowne widzenie (Tych blisko) i sercem widzenie ( tych daleko)- nie licytujmy co gorsze bliskie , dalekie...po prostu bolesne, obciążające.Ale myślę, ze to wszystko zalezy od naszej odpornosci, emocjonalnosci,wczesniejszych kontaktów z dziećmi....to trudne tak tłumaczyć..A komputer to bardzo zimne, martwe dla mnie urządzenie, które nie jest w stanie pzrekazać faktycznosci wypowiedzi....A komu gorzej ? nie wiem.Ja wiem ,że bardzo tęsknię..i już

leluri
07-01-2009, 21:11
moja młodsza jest w londynie już długie 2 lata :mad:
starsza blisko, często się widujemy, ale nie ma wszystkich,.....

krystynacz46
07-01-2009, 21:54
Malwinko nie zgadzam się z Tobą--komputer bywa bardzo ciepły ,kiedy za pośrednictwem jego rozmawia się z bliskimi( tak jest w moim przypadku),trzeba go polubić, ja nie miałam innego wyjścia ,musiałam go polubić.

Malwina
07-01-2009, 22:16
nie lubię....wszystko , co trzeba jest mi wrogie....

granny
08-01-2009, 15:32
Pomyśl Malwinko o tym jak to bywało jeszcze niedawno, kiedy nie miałyśmy komórek, laptopów, skypów i czego jeszcze...
a żyłyśmy często też z dala od bliskich.
Cieszmy się, że mamy obecnie tak wiele możliwości kontaktu, przez ocean, przez morze, przez inne granice.

Ja się cieszę, a że tęsknię, a coż byłabym za matką, gdybym nie tęskniła. Pozdrawiam.

granny
10-01-2009, 16:28
Kochane mamy, ojcowie też.

Nie spędzałam świąt z dziecmi, byłam sama i jaką wielką radośc mi sprawiły, dostałam wczoraj zdjęcia ich całej rodzinki właśnie za pośrednictwem kompa. Cudowne.
Najmłodsza wnuczka już siedzi, starsza zaczęła właśnie rozmawiac ze mną przez telefon i możemy już całkiem niezła pogawędkę sobie uskutecznic. Czyż to nie piękne.

gratka
12-01-2009, 17:02
Ja Wam pokażę taką historyjkę.
Miejsce akcji - Holandia, klasa międzynarodowa, szkoła podstawowa.
Termin - pierwsze tygodnie roku szkolnego.
Dzieci były proszone, aby nauczyły kolegów popularnego pozdrowienia w ich ojczystym języku. Pozdrowienie to wypisano na tablicy w różnych językach.
To zdjęcie zamieszczone zostalo w holenderskiej prasie jako ilustracja.
http://www.fothost.pl/upload/09/03/82c7586a.jpg

Malwina
12-01-2009, 18:14
Gratko- nie chce mi sie wierzyć.....zdumiewające, nieprawdopodobne....czas umierać....

Malwina
12-01-2009, 18:18
Granny a czy nie chciałabyś tego rozwoju widziec na co dzień?to dopiero byłaby radocha.....no, ale własnie...tak jest , bo nie moze być inaczej...Moja córka kiedyś w towarzystwie powiedziała, ze nie wyobraża sobie na stałe życia za granicą, bo "nie wyobrażam sobie, zeby moi rodzice nie widzieli na codzień jak rozwija sie ich wnuczka(czek), nie chciałabym siebie tego pozbywac i ich"

granny
12-01-2009, 19:18
Malwino. Rozumiem Cię bardzo dobrze, wiem że sprawiłoby Ci to radośc, ale są dwie strony każdego medalu.
Ja jestem babcią od święta, radośnie witaną, gdy jest okazja, czy tak byłoby na codzień, nie wiem.. Jedno wiem, że na pewno nie byłabym w stanie znależc w sobie na tyle energii, by sprostac potrzebom takich dwóch małych dziewczynek.
I dlatego jest mi nawet z tym dobrze. Chciałabym widywac córkę częściej, miec z nią bliższy kontakt, ale przez 8 lat które minęły od Jej zamążpójścia, przyzwyczajałam się stopniowo do myśli, że Ona ma już swoje życie, swoje problemy, i dla mnie w nim jest coraz mniej miejsca.

Teściowa mojej córki ma podobny stosunek jak Ty do wyjazdu Jej syna, byliśmy wszyscy świadkami tego co przeżywała, było Jej bardzo ciężko i mimo, że myśli bardzo racjonalnie do dzisiaj nie oswoiła się z oddaleniem syna i wnuczek. Nie jest Jej lekko. Staram się z Nią rozmawiac, aby było Jej trochę lżej, ale to siedzi głęboko w Niej i niewiele mogę zdziałac. Inne emocje, inny sposób wychowania syna. Rozmowa o tym co nas dotyka, boli pomaga, tak myślę. Pozdrawiam Cię serdecznie.

granny
12-01-2009, 19:51
[QUOTE=Babka Gratka]Ja Wam pokażę taką historyjkę.
Miejsce akcji - Holandia, klasa międzynarodowa, szkoła podstawowa.
Termin - pierwsze tygodnie roku szkolnego.
Dzieci były proszone, aby nauczyły kolegów popularnego pozdrowienia w ich ojczystym języku. Pozdrowienie to wypisano na tablicy w różnych językach.
To zdjęcie zamieszczone zostalo w holenderskiej prasie jako ilustracja.
[URL="http://www.fothost.pl/upload/09/03/82c7586a.jpg"]

Babko Gratko. Dobrą zrobiłaś robotę. To zdjęcie to "signum temporis". Dla mnie bardzo pocieszające. Myślę spokojniej o przyszłości moich wnuczek i One tam gdzie są będą jednymi z wielu imigrantek, a nie rodzynkami w cieście. Dziękuję.

Malwina
12-01-2009, 20:11
Granny(jak masz dziewczyno na imię?)-bardzo zdroworozsądkowe myślenie i tłumaczenie Twoje, moje bardziej emocjonalne...i dobrze,ze rozmawiamy, rzeczywiście łatwiej...pozdrawiam i troszke zazdroszcze Ci tego spokoju wewnetrznego...

granny
12-01-2009, 20:35
Jestem Ewa. Malwinko taka już jestem, trzeba bardzo silnego wstrząsu, lub bardzo silnych bodzców aby mnie wyprowadzic z równowagi i dlatego mam może większą odpornośc na zrządzenia losu.

Może to nie tylko moja zasługa, mam rodzinę, która tak długo mi powtarzała, że trzeba optymistycznie podchodzic do życia i ze ludzie nie są wyłącznie zli, ale różni, że chyba to wpłynęło na mój stosunek do rzeczywistości.

Poza tym, może całe moje życie podchodziłam ze spokojem do wielu spraw, do wszystkiego co nas spotyka, a może jak Ci życie da łupnia, to skóra robi się taka gruba, że już nic Cię nie dotknie. Wciąż się zmieniamy, zmienia nam się spojrzenie na świat i dobrze, w przeciwnym razie nie moglibyśmy egzystowac wcale.

Malwina
12-01-2009, 21:46
no patrzcie i tez Ewa...Ewy mają cos bardzo wspólnego, ale nie umiem tego sprecyzować....dobrej nocki

granny
12-01-2009, 22:08
Dobranoc Malwinko.

Malwina
23-07-2009, 11:01
Wskrzeszam wątek, bo czas tego wymaga.....moje dziecko irlandzkie podjeło decyzję definitywną o powrocie do kraju..wiem, ze to decyzja dla niej ciężka, bardzo...złożyła w Polsce dokumenty na studia podyplomowe...wraca...będzie musiała zostawić w Irlandii swojego narzeczonego az do maja przyszlego roku, bo on w maju kończy tam studia....wiem, ze jej jest i będzia ogromnie trudno, ale trudnosci wyrastaja i inne, moze dla niej wazniejsze i dla nas...lęk przed powrotem, wiem z relacji starszej córki, ze ona boi się powrotu ze względu na nas iż będzie traktowana jak dziecko sprzed lat, kontrolowana i dyscyplinowana, a przecież tam..żyła , podejmowała decyzje 4 lata sama...czuje się dojrzała....my skolei boimy sie czy czeczywiście będziemy umieli jej dać autonomię pod jednym dachem po tak długim rozstaniu, czy będziemy się rozumieć, czuć....nastepuje to czego sie obawiałam juz dawno...zmienilismy się, żyli inaczej oddzielnie, mielismy problemy nieprzedyskutowane razem...jak to wszystko złapać do kupy....wywołałam ten wątek , bo bije sie z myslami...ona nie rozmawia z nami na temat swoich obaw zbyt wylewnie, mówi natomiast siostrze....

Malgorzata 50
23-07-2009, 11:07
Gratko- nie chce mi sie wierzyć.....zdumiewające, nieprawdopodobne....czas umierać....
A niby z jakiego powodu ,przecież to fantastyczne

Malgorzata 50
23-07-2009, 11:08
To zrób wszystko ,żeby zmienila decyzję .Po co ma tu wracać?

Mar-Basia
23-07-2009, 12:55
To zrób wszystko ,żeby zmienila decyzję .Po co ma tu wracać?

Hmmm....mozesz sprecyzowac?

Nika
23-07-2009, 13:56
Malwinko,córka jest dorosła.Sama podejmie decyzję i będzie ponosić jej konsekwencje.Doradzisz jej,a potem mogą być żale i pretensje...mama zawsze chce dla dziecka jak najlepiej,ale nasz punkt widzenia nie musi być taki sam jak pociechy...Natomiast spokojnie powinnaś jej powiedzieć,co czujesz,jakie masz obawy.

Jadzia_G
23-07-2009, 14:03
Masz niewątpliwie trudny orzech do zgryzienia i napewno nie będzie to łatwa rozmowa, tym bardziej, że jak piszesz nie z Tobą rozmawia tylko z siostrą. Może w takim razie porozmawiaj z tą córką z którą ona ma najlepszy kontakt i może ona coś Ci podpowie z tych rozmów. Ale za dużo tych "może" i tak pewnie nie będziesz miała decydującego głosu w jej decyzji- bo to dorosła osoba. Pozdrawiam - nie martw się wszystko na pewno się ułoży.

Pani Slowikowa
23-07-2009, 14:53
Malwinko, ja na twoim miejscu cieszylabym sie:) Corcia wraca do domu!!! Idzie na studia!!! Tzn ze wydoroslala i widzi wartosci w ksztalceniu sie. Dobrze jej zrobil pobyt na obczyznie i widzi teraz nie tylko milosc i romans ale i prawdziwe zycie.
Dotrzecie sie na pewno. :)

Na twoim miejscu jednak powiedzialabym jej ze mimo jej doroslosci jest ona w twoim domu, gdzie ty dyktujesz pewne warunki takie jak kiedy np. wraca sie wieczorem, itd.
Gdyby zyla u kogokolwiek innego musialaby sie tez dostosowac do gospodarzy.
Ona ma sie tak zachowywac aby nie przyspazac wam ( glownym domownikom) stresu.

Malwina
23-07-2009, 18:34
Wszystkie po trosze macie rację...ale to trudne....narazie przez skypa, telefon obie mam wrażenie unikamy tego tematu...to będzie parę problemów naraz...opowiedzenie się obu stron za jakimiś ramami wspólżycia jak Słowik mówi...to chyba w praktyce będzie najtrudniejsze, a potem patzrenie na jej tęsknotę za miłością co zostałą tam.....patrzenie na trudnosci jej z dostaniem tu w miarę godnej pracy....moze ja i piszę scenariusz, ale chciałabym choć częściowo byc przygotowana,byłoby mi chyba łatwiej....wszyscyśmy sie przez cztery lata zmienili, nie uczestniczyliśmy na bieząco w swoim życiu(były śmierci, narodziny,trudnosci, wybory)....no i boję się...a tak bardzo sie cieszę ,ze wraca.....a z powodu , ze tak długo na tę decyzję czekałam nie umiałam jej okazac tej radości jak sie dowiedziałąm...zablokowało mnie........

Scarlett
23-07-2009, 18:39
Malwino może łatwiej byłoby gdybyś napisała list do córki i opisała o swoich lękach, wątpliwościach. Może tak będzie łatwiej jej zrozumień, a Ty się trochę oczyścisz i na pewno będzie Ci lżej.

onuca1
23-07-2009, 19:20
Córka zrobi ci będzie chciała, spod kurateli mamysi dawno wyszła.

Mar-Basia
23-07-2009, 19:41
Malwino, nie bardzo chcialam zabierac glos ale kiedy przeczytalam "wojskowe" mastruty i porady ze corka ma sie dostosowac do pewnych dyktatow, nie przysparzac Ci stresu, zachowywac sie poprawnie.....wracac lub nie wracac o okreslonej godzinie ruszylo mna. Przeciez to jest dorosla kobieta i doskonale zna reguly gry.

Jedno Ci moge powiedziec. Wraca po 4 latach Twoja corka, Twoje dziecko. Wraca do matki. I to powinien byc powod do szczescia. Jasne, ze sie zmienila, poznala zycie z innej strony, uczucie, milosc, mezczyzna wszedl w jej zycie. Poznala "romans", jest dorosla kobieta i napewno wie czego chce. I co? Boisz sie, ze bedziesz musiala zmienic troche Twoje zycie, poprzestawiac meble w mieszkaniu?

Doskonale pamietam jak moja szanowna Mama, kiedy wrocilam do kraju z zagranicy po pieciu latach nieobecnosci - jedno co miala mi do powiedzenia...."ze pokoj, ktory zawsze zajmowalam" nalezy do mego brata i jest jej "przykro"......... Zakonczylysmy rozmowe. To bardzo bolalo i boli do dnia dzisiejszego. A mnie przeciez o to nie chodzilo, nigdy bym nie chciala dzielic z nia tego samego dachu. Zatrzymalam sie u rodzicow przyjaciolki, szukalam mieszkania, pracy. Tu chodzilo o cieplo i dobre slowo.


Jestem pewna, ze postapisz z sercem i wszystko sie ulozy. Glowa do gory. Wspomnisz moje slowa. :)

Malwina
23-07-2009, 19:50
Dzięki Marbello za.... z pozycji matki,ale i córki...

Mar-Basia
23-07-2009, 20:05
Dzięki Marbello za.... z pozycji matki,ale i córki...

Malwinko, mam dwie corki. Ostatnia z moim obecnym mezem, 27 lat. Ukochana corcia "tatuncia". Lata jak fryga po swiecie, bo taki jest jej zawod. Ciagle ma nowe pomysly w glowie....czasami sie zloszcze, buntuje. I tu wkracza moj maz, ze swoim stoickim spokojem mowiac 'kochana, przeciez to nasze dziecko, ktorego tak pragnelismy". I caly bunt znika....przyznaje mu racje. Poprostu przyzwyczailam sie do "odlotow i przylotow" naszej szalonej i kochanej Anais. ;)

gratka
23-07-2009, 21:21
Z mojego punktu widzenia nie najlepszy czas jest dla powrotu mlodej. Zostawi chlopaka, bedzie tesknic. Chyba, ze chce sprawdzic trwalosc zwiazku. Moja corka tak sprawdzila.
Zobaczysz Malwino, ze wroci dorosla osoba i ani Ci bedzie w glowie ja ograniczac. Bedziesz miec kumpelke!

Malwina
24-07-2009, 16:10
Z mojego punktu widzenia nie najlepszy czas jest dla powrotu mlodej. Zostawi chlopaka, bedzie tesknic. Chyba, ze chce sprawdzic trwalosc zwiazku. Moja corka tak sprawdzila.
Zobaczysz Malwino, ze wroci dorosla osoba i ani Ci bedzie w glowie ja ograniczac. Bedziesz miec kumpelke!

Jak mi wiadomo, ona się już dusi w tej Irlandii....
Chciałabym Babko Gratko żebyś miała rację.....

Mar-Basia
24-07-2009, 16:31
Malwinko, z tego co czytamy w prasie zagranicznej jest zle w Irlandii, ludzie nie sa zadowoleni.....ida w kierunku nedzy. Ci sami co zachecali i sprowadzali sile robocza z Europy "socjalistycznej" - teraz zmienili zdanie, czuja sie zagrozeni. To nie to samo co 4 lata temu. Moze wlasnie w Polsce Twoja corka znajdzie prace, czego z calego serca jej zycze. :)

Malwina
24-07-2009, 16:42
Malwinko, z tego co czytamy w prasie zagranicznej jest zle w Irlandii, ludzie nie sa zadowoleni.....ida w kierunku nedzy. Ci sami co zachecali i sprowadzali sile robocza z Europy "socjalistycznej" - teraz zmienili zdanie, czuja sie zagrozeni. To nie to samo co 4 lata temu. Moze wlasnie w Polsce Twoja corka znajdzie prace, czego z calego serca jej zycze. :)

I Ty Marbello , chciałabym żebyś miałam rację....

onuca1
24-07-2009, 17:43
ojej bo się popłaczę ze wzruszenia .

Pani Slowikowa
24-07-2009, 19:14
ojej bo się popłaczę ze wzruszenia .


Onuco, jakas ty nudna:rolleyes:

Lila
24-07-2009, 19:37
Onuco, jakas ty nudna:rolleyes:
Nie tyle nudna, co nick ekscentryczny.:)Nie wiadomo jak gadać.
I tak dobrze,że nie nazywa się 'tampax'.

tadeusz50
24-07-2009, 19:44
Nie tyle nudna, co nick ekscentryczny.:)Nie wiadomo jak gadać.
I tak dobrze,że nie nazywa się 'tampax'.
Lila, litości, poplułem monitor, pewni można jeszcze dużo "śmiesznych " nicków wymyślić, już mi nawet na myśl przychodzą

Lila
24-07-2009, 19:54
Lila, litości, poplułem monitor, pewni można jeszcze dużo "śmiesznych " nicków wymyślić, już mi nawet na myśl przychodzą

Pewnie.Jak się poczyta niektóre, to szczęka opada.:)
Mnie urzekła radioaktywna skarpetka, adekwatna do naszej onucy.

Sykria
25-07-2009, 20:32
Witam,

przeczytałam wątek z dużym zainteresowaniem, gdyż jestem 'świeżo porzucona matka'. Problemy tęsknoty Malwiny, aktualny strach - pełna gama znanych mi uczuć.
Moja sytuacja jest gorsza, bo 'dziecię' nie chce utrzymywać kontaktu. Mimo, że przed wyjazdem nic na to nie wskazywało. Możecie zrozumieć chyba, że mój szok i niepokój są olbrzymie. Nie wiem co się dzieje, czasem z ubocznych 'źródełek' coś przecieknie...
Tak się zastanawiam... Z drugiej strony, kiedyś prawdopodobnie będzie chciała odwiedzić lub wrócić. Po kilku miesiącach tego co przechodzę, jak na nią zareaguję?

Sykria

Malgorzata 50
25-07-2009, 22:52
Witam,

przeczytałam wątek z dużym zainteresowaniem, gdyż jestem 'świeżo porzucona matka'. Problemy tęsknoty Malwiny, aktualny strach - pełna gama znanych mi uczuć.
Moja sytuacja jest gorsza, bo 'dziecię' nie chce utrzymywać kontaktu. Mimo, że przed wyjazdem nic na to nie wskazywało. Możecie zrozumieć chyba, że mój szok i niepokój są olbrzymie. Nie wiem co się dzieje, czasem z ubocznych 'źródełek' coś przecieknie...
Tak się zastanawiam... Z drugiej strony, kiedyś prawdopodobnie będzie chciała odwiedzić lub wrócić. Po kilku miesiącach tego co przechodzę, jak na nią zareaguję?

Sykria
Ale co się stało??? Może to chwilowe uwolnienie się od lekko krepującej pępowiny??? Może nowe życie tak dziecko wciągnęło chwilowo??? Jesli masz wiadomości ,że wszystko ok-przeczekaj -odezwie się jak ochłonie

Jadzia_G
26-07-2009, 11:08
Witam,

przeczytałam wątek z dużym zainteresowaniem, gdyż jestem 'świeżo porzucona matka'. Problemy tęsknoty Malwiny, aktualny strach - pełna gama znanych mi uczuć.
Moja sytuacja jest gorsza, bo 'dziecię' nie chce utrzymywać kontaktu. Mimo, że przed wyjazdem nic na to nie wskazywało. Możecie zrozumieć chyba, że mój szok i niepokój są olbrzymie. Nie wiem co się dzieje, czasem z ubocznych 'źródełek' coś przecieknie...
Tak się zastanawiam... Z drugiej strony, kiedyś prawdopodobnie będzie chciała odwiedzić lub wrócić. Po kilku miesiącach tego co przechodzę, jak na nią zareaguję?

Sykria
Nie przejmuj się (chociaż łatwo powiedzieć) ona poprostu zahłysnęła się wolnością. Po jakims czasie jej przejdzie i napewno się odezwie. Jeśli masz wiadomości że wszystko jest z nią ok ?! pozdrawiam

Malwina
27-07-2009, 11:50
SYkrio, a co przecieka z ubocznych "żródełek"? to moze byc dobre zródło i czas na przeanalizowanie....moze Jagwiga ma racje ..zachłysnęła się wolnością...a moze my matki za bardzo tłamsimy nasze dziewczynki ......wspólczuję Ci obecnych Twoich uczuć...są pewnie jeszcze bardziej niepokojące niz moje....potrzeba trochę czasu dla obu stron....
Ja mam dobrą nowinę dla siebie ...udało mi sie "dzieckiem"pogadać skypowo.Okazuje sie , ze "dziecko"najbardziej obawia się mnie..tzn że będę ją traktowała jak małą dziewczynkę..a ona po takim okresie samodzielnosci walki o wszystko jest już bardzo dojrzała...więc wyjasniłam jej, ze zdaję sobie sprawę ,że do domu wraca dojrzała kobieta(aczkolwiek moje dziecko)i będziemy miały jeden z poziomów napewno wspólny...mówiłą o tęsknocie za narzeczonym, o pracy, która będzie bądz nie....w rozmowie poczułam jak wyraxnie odetchnęła...mój Boze jak mało zdajemy sobie sprawe z wagi rozmowy.Bardzo wszystkim dziekuję za rozmawianie ze mną na tym wątku , bardzo nam pomagacie....jeśli go założyłam musiał być dla mnie bardzo ważny.....a okazuje sie , ze nie tylko dla mnie....

Mar-Basia
27-07-2009, 12:02
Malwinko, wiedzialam, ze tak bedzie. Bardzo sie ciesze za Was obie. Zobaczysz bedzie wspaniale....bedziesz miala starsza kolezanke i ........odmlodniejesz przy niej, chociazby pijac kawke w pobliskiej kawiarence. Wspomnisz moje slowa. :D

Sykria
29-07-2009, 03:49
Dziękuję za zainteresowanie... lecz 'problem musi być głębiej'.. Ciężko mówić o urwaniu się z 'pod ciężkiej rodzicielskiej ręki' o kimś kto sam mieszkał od pięciu lat, miał własną firmę /cienko szła, ale szła/, z matką spotykał się max co drugą sobotę na obiadku u niej. Od kilku lat kontakt głównie na gg lub telefon. W moim odczuciu : obie wiedziałyśmy, że u drugiej wszystko w normie, jak była sytuacja awaryjna np. mój zawał, mogłam na nią liczyć. Jak miała 'gryzia', potrafiła i o 11-12 w nocy przydreptać.. Dlatego ta nagła cisza jest tak irytująca i niepokojąca. Żródełka na miejscu, też mają kłopot z namiarem. Do tego jestem pełnomocnikiem jej firmy, a urzędowe sprawy nie lubią czekać.. Szczegónie skarbowy.. hihihi
No nie potrafię tego rozgryźć i trochę się miotam..

Pozdrawiam
Sykria

gratka
29-07-2009, 06:35
Sykrio
na Twoim miejscu jechalabym w odwiedziny. Wpadnij do niej na pogawedke, inaczej sprawy nie rozgryziesz. To jest corka, wiec nie musisz ustalac terminu. Znasz adres?

Jadzia_G
29-07-2009, 07:20
Sykrio
na Twoim miejscu jechalabym w odwiedziny. Wpadnij do niej na pogawedke, inaczej sprawy nie rozgryziesz. To jest corka, wiec nie musisz ustalac terminu. Znasz adres?

Bardzo słuszna rada - ja też bym tak zrobiła. Będziesz spokojna jak się z nią rozmówisz. Przeczytaj wypowiedź Malwinki - to właśnie rozmowa z córką wiele jej wyjaśniła. Pozdrawiam.

Malwina
29-07-2009, 10:05
Sykrio..a moze Twoje Dziecko wpakowało sie w długi o których nie iwesz i po prostu musiało zniknąć...tak tez bywa....wiem jak sie musisz motać biedna...a jesli traktujesz to jako zaginienie zupełnie niewytłumaczalne kontakt ze Stowarzyszeniem ITAKA, pomagającym rodzinom osób zaginionych..

Sykria
08-08-2009, 08:40
Pomysł z odwiedzinami miałby sens, gdybym była pewna w 100% adresu który zostawiła.. Zresztą w moim aktualnym stanie zdrowia, nie jest to łatwe.. Długi były i są, właśnie spłacam i chyba sytuacja opanowana.. Czekam do 15stego, to moje urodziny, może się odezwie..

zosinek
08-08-2009, 18:29
Przypadkowo weszłam na ten jakże ciekawy wątek.Szkoda że dopiero teraz.Przeczytałam do str 7 dalej nie daje rady,jednak widzę Malwinko że nieobecność Twojej córki przyjmujesz troche lepiej niż poprzednio.W tej chwili jesteś prawdopodobnie u dzieci i ciekawa jestem jakie wrażenia przywieziesz. Moja córka jest już ponad 10 lat za granicą i nie chce wracać.nNie widziałyśmu się już ponad 3 lata i ciągle obiecuje że już wkrótce...W zamian przyjeżdża jej córeczka moja ukochana wnusia...Zawsze uważam że tutaj powinny być obie.O jej osobistych sprawach nie chcę pisać.Mówi że tam jest szczęśliwa.Odkąd uwierzyłam w to jest mi jakby lżej ale zawsze tęsknię najgorsze są długie jesienne dni. Nawet nie wiesz jak rozumię rozterki rodziców takich jak my.Czy jest im dobrze,czy nie ,czy zawsze mówią prawdę? Częst nie chcą nas po prostu martwić,ale to ich decyzja i trzeba się z tym starać pogodzić bo chyba nie możemy tego zmienić.Ja już to zrobiłam i jest mi jakby łatwiej...

gratka
08-08-2009, 22:47
W mojej rodzinie panuje niepisany obyczaj, że spotykamy się przynajmniej raz na rok.
W lata nieparzyste ja latam za ocean, w parzyste przylatują wszyscy (córka, zięć, wnuki) do mnie.
Trochę to kosztowny zwyczaj, ze względu na ceny biletów samolotowych, ale musi być coś za coś,
a dobry kontakt z rodzinką - bezcenny. Właśnie wróciłam z dwumiesięcznego pobytu w Stanach i jestem pewna, że mogę spać spokojnie.:)

zosinek
09-08-2009, 14:16
A co zrobić jeśli nie chcą dać wizy a za każdym razem biora opłaty w ambasadzie i to całkiem nie małe? Nie otrzymałam wizy nawet wtedy gdy osobiście chciałam odwieżć dziecko do matki.

Malgorzata 50
09-08-2009, 14:17
Poprosić mateczkę ,żeby się pofatygowala po dziecko

zosinek
09-08-2009, 15:44
Poprosić mateczkę ,żeby się pofatygowala po dziecko
To już nie aktualne dziecko od 2 lat jest z matką.Przylatuje do mnie na wakacje ale ja nie mogę ich odwiedzic właśnie z powodu tej wizy.

Malwina
14-08-2009, 21:16
oj Zosinku nie zazdroszczę Ci i wiem co czujesz...ja tez musiałm przekonac swoje serce do pewnych ustaleń i ni e nurzac się w swojej tęsknocie.Mam sytuacje teraz już troche inną , bo moje dziecko wraca już 17 września na stałe(nigdy nie zakładała , ze tam zostanie), ale za to czekaja nas inne dylematy....Twoja sytuacja jest trudna, ale jak sama mówisz próbujesz sie z nią godzic (dla szczęścia dzieci) i jest Ci łatwiej ..i chyba tak trzeba, bo jakie mamy wyjscie(pod warunkiem, ze dzieci naprawdę szcęśliwe).Dobrze, ze miewasz wnusię, aczkolwiek ona nie zastąpi Ci bezpośrdniego kontaktu z córką..wiem..ale taki nasz los jak ktos tu napisał....

Malwina
30-08-2009, 16:07
Za 18 Dni Przyjeżdza Moje Dziecko Do Ojczyzny, Korzeni, Przyjaciół.....do Nas.....

eledand
30-08-2009, 16:25
Wspolczuje Tobie Zosinek.

..Bokiem wychodzi nam ta wspaniala przyjazn Ameryka z Polska. My Polacy nigdy nie otrzymiemy wolnego wjazdu do
Stanow.
Dla mnie samej ten Kraj Ameryka nie istnieje.:mad:

Malwina
01-09-2009, 18:12
Za 16 dni.......

Nika
01-09-2009, 20:24
Znam to liczenie-moja tylko na urlop dwutygodniowy wpadnie, ale dopiero 10 listopada...kawał czasu!

Malwina
01-09-2009, 21:22
noooo, wiem jak czekasz....a to jeszce tyle...i już (w matczynym sercu..nie?)

Pani Slowikowa
01-09-2009, 22:08
Zosinko jezeli twoja corka ma obywatelstwo amerykanskie to ty mozesz wystapic nie tylko o wize ale i o staly pobyt w Usa. ( tzw zielona karte) :) a po 5 latach mozesz dostac obywatelstwo.
Trzymaj sie i nie trac nadziei:)

Malwina
01-09-2009, 22:15
O śłowiku , pojawiłas się....jak miło

Pani Slowikowa
01-09-2009, 22:54
O śłowiku , pojawiłas się....jak miło


To mnie milo ze tobie milo:) :)

smoczek
02-09-2009, 00:29
Znacie bajki dla dzieci? Szukam corki amerykanskiej.

tadeusz50
02-09-2009, 06:44
Joasiu miło, że skończyłaś mały urlop od nas. Witaj na pokładzie klubu.

Pani Slowikowa
02-09-2009, 12:41
Joasiu miło, że skończyłaś mały urlop od nas. Witaj na pokładzie klubu.


Dzieki Tadziu!!:) Czas wracac do szkoly;) ;)

Smoczku a co ty taki pesymista? Malo to corek w Ameryce??
( ja mam jedna)

smoczek
02-09-2009, 13:09
Ty sie ze mnie nie nabijaj. Czyzbys chciala zahandlowac corka? Pokaz najpierw zdjecia. Koniecznie bez ubrania. Kota w worku nie kupuje!

Pani Slowikowa
02-09-2009, 13:12
Ty sie ze mnie nie nabijaj. Czyzbys chciala zahandlowac corka? Pokaz najpierw zdjecia. Koniecznie bez ubrania. Kota w worku nie kupuje!

Nooo....... nie przekrecaj kota ogonem. Kto mowi tu o handlu jakims??:D Poza tym nie dla psa kielbasa:D :D

smoczek
02-09-2009, 13:17
Nooo....... nie przekrecaj kota ogonem. Kto mowi tu o handlu jakims?? Poza tym nie dla psa kielbasa

Nie wykrecaj sie. Nie wiedzialem, ze mam brytana przed soba. Zadziorna z ciebie bialoglowa. Jaka matka taka corka. :D Szukaj szczescia z innym. Corki nawet za darmo nie chce. :D Jadam schaboszczaki i tylko recznej roboty mojej ulubionej Alsko. To dopiero kobieta. Miod i slodycz.

Malwina
02-09-2009, 13:18
Czy Wyście się aby nie rozpedzili..?

Pani Slowikowa
02-09-2009, 13:23
. To dopiero kobieta. Miod i slodycz.

Wiem.. mam jej przepis na tarte ze smietana:)

Jezeli chodzi o handel to taki jest najlepszy: Co masz do sprzedania??? Nic.
A co chcesz kupic?? Nic..

Ach!! :cool: biznes kreci sie!!

smoczek
02-09-2009, 13:24
Czy Wyście się aby nie rozpedzili..?
Propozycje byla. Wycofano sie rakiem z propozycji. Nie chce kupowac zadnej corki. Wole kobitki z tawerny portowej. To nazywasz rozpedem. Dla mnie to byl naped!

Pani Slowikowa
02-09-2009, 13:24
Czy Wyście się aby nie rozpedzili..?


Malwinko, masz racje!! Wypadlismy zupelnie z torow:D

smoczek
02-09-2009, 13:29
Ha,ha, madralki. Rakiem sie wycofaly z transakcji. Jak tu wierzyc kobitkom?

Malwina
02-09-2009, 13:31
no tak to odebraąłm....a przeciez sprawiłas mi taką pzryjemnosć pojawieniem się ....

Pani Slowikowa
02-09-2009, 13:32
Ha,ha, madralki. Rakiem sie wycofaly z transakcji. Jak tu wierzyc kobitkom?


Mam podejrzenia ze kapitanem na twojej lajbie jest kobieta ;)

Ahoj!!
i
spadam do wody.. ktora mam pod domem;)

smoczek
02-09-2009, 13:36
Jak sie ma czym krecic, to sie kreci. Nowa propozycja?

Pani Slowikowa
02-09-2009, 13:38
no tak to odebraąłm....a przeciez sprawiłas mi taką pzryjemnosć pojawieniem się ....


Nieee Malwino!! Po prostu tzw. wariacje nie na temat:)

Tobie smutno a my tu smichy chichy..

Smoczek prowokator a ja glupia.:rolleyes: Wybacz mi.:)

Jedyne co ,to wierz mi ze rozumiem cie prawie tak dobrze jak inni.. bo sama mam dziecko na drugiej polkuli a drugie o trzy godziny jazdy.

Malwina
02-09-2009, 13:56
SMOCZEK PROWOKATOR A JA GŁUPIA

No to po co idziesz w te idiotyczne gatki...taka madra "baba"....Prowokator jak nie ma widowni przestaje być prowokatorem....

Pani Slowikowa
02-09-2009, 14:04
SMOCZEK PROWOKATOR A JA GŁUPIA

No to po co idziesz w te idiotyczne gatki...taka madra "baba"....Prowokator jak nie ma widowni przestaje być prowokatorem....

Nieraz zdarza sie ze czlowiek lubi sie powyglupiac.. Tak dla zabicia smutku .:confused:

smoczek
02-09-2009, 14:05
SMOCZEK PROWOKATOR A JA GŁUPIA

No to po co idziesz w te idiotyczne gatki...taka madra "baba"....Prowokator jak nie ma widowni przestaje być prowokatorem....

A jak ona lubi gatki? Fajnie sie nam rozmawialo. Nie lubie trojkatow. Moralny ze mnie chlop.

smoczek
02-09-2009, 14:07
Nieraz zdarza sie ze czlowiek lubi sie powyglupiac.. Tak dla zabicia smutku .:confused:
Madra z Ciebie kobitka. Z wyglupow jeszcze nikt nie mial podbitego oka.
Targujemy dalej? Co masz jeszcze na sprzedaz?:D

Malwina
02-09-2009, 14:22
targujcie , ale nie na moim wątku..jestem wyjątkowym okazem bez poczucia humoru, stara, brzydka i tępa.....

smoczek
02-09-2009, 14:27
Malwina, potraktuj mnie jak dziecko na emigracji. Poglaskaj w glowke. I nie tylko. Kocham was kobitki.

Malwina
02-09-2009, 14:39
kochaj, ale mnie i mojemu wątkowi daj spokój.....nie po drodze nam.....

smoczek
02-09-2009, 15:15
Malwino, jestem dzieckiem na emigracji!!! Na respekt zasluguje. Mam kontakt morsem z tatusiem. Jestesmy chlopy starej daty. Wszystko nalezy do wspolnoty. Zadna prywata!

Malwina
16-09-2009, 13:10
Jutro przylatuje moje irlandzkie dziecko-hurrra, ma onowiony pokoik i serca nasze pełne miłosci, tylko przyszłość niewiadoma....jakze sie ciesze , mimo ogromnego zmęczenia i niewiadomych...

Malwina
17-09-2009, 12:05
DZIŚ PRZYLOT MOJEGO DZIECKA- WYJEZDZAMY NA LOTNISKO O 19.00-jeszcze troche porzadków wykończeniowych, kosmetyki domu i.........

Basia.
17-09-2009, 12:33
CIESZĘ SIĘ RAZEM Z TOBĄ, BĘDZIE WSPANIALE BO NIE MA INNEJ OPCJI!!!!:D :D

Malwina
17-09-2009, 12:43
Dzięki, Ty nie masz pojecia kjak się cieszymy...tylko jestem taka zmordowana tym cholernym remontem i zbolała fizycznie...

Basia.
17-09-2009, 12:46
Dzięki, Ty nie masz pojecia kjak się cieszymy...tylko jestem taka zmordowana tym cholernym remontem i zbolała fizycznie...Malwinko, boleść fizyczna po remoncie szybko przeminie :D zrób bilans; Masz teraz pięknie i świeżo w chałupie i za kilka godzin będzie przy Tobie Twoje dziecko :D jest super. Do Irlandii pojedziecie sobie kiedyś na wycieczkę.

Lila
17-09-2009, 12:49
Malwino, jestem dzieckiem na emigracji!!! Na respekt zasluguje. Mam kontakt morsem z tatusiem.

:D :D Chyba z mężusiem.

Malwina
18-09-2009, 08:58
Jesteśmy już razem..zaczynamy życie od nowa....

Basia.
18-09-2009, 11:43
Jesteśmy już razem..zaczynamy życie od nowa....
Malwino, bardzo się cieszę.:D :D :D

Malwina
18-09-2009, 11:51
Jak to fajnie, że ktoś się cieszy razem ze mną....jak się coś z kimś dzieli to to sie mnozy...to fajne uczucie...moje dziecko już lata od rana, a to swój ginekolog a to urząd pracy...normalka...buziaczki

Nika
18-09-2009, 11:55
Szczęśliwa mamusiu!Teraz pewnie będziesz dogadzać dziecku polskimi obiadkami...nie ma jak u mamy...

Basia.
18-09-2009, 11:56
Jak to fajnie, że ktoś się cieszy razem ze mną....jak się coś z kimś dzieli to to sie mnozy...to fajne uczucie...moje dziecko już lata od rana, a to swój ginekolog a to urząd pracy...normalka...buziaczki
Malwino, jesteś dzisiaj mniej obolała po remoncie? :D To dobrze, że jest normalka :D zobaczysz jak Wam fajnie będzie razem.

Malwina
18-09-2009, 12:04
Jestem obolała nadal, nawet byłam u lekarza, bo boli mnie ręka i dretwieje już od dłuższego czasu, biorę zastzryki, ale nic to....do przodu..a ze szczęściem łatwiej....

Basia.
18-09-2009, 12:08
Jestem obolała nadal, nawet byłam u lekarza, bo boli mnie ręka i dretwieje już od dłuższego czasu, biorę zastzryki, ale nic to....do przodu..a ze szczęściem łatwiej....
Kuruj się dziewczyno, masz rację, ze szczęściem łatwiej.:D Buźka

Jadzia_G
18-09-2009, 12:08
Cieszymy się razem z Tobą - a rączka będzie za pare dni w porządku - jak córunia Cię przytuli. Pozdrawiam.

Malwina
18-09-2009, 12:24
O jak fajnie Jadziu , Niko...narobiłąm rózności do jedzenia, a moje dziecko ma jeszce scisnięty żółądek, więc nie ma kto jeść..zobaczymy jak dalej....ona ma inny rytm jedzenia, musi pzrejsć adaptację....moze teraz ktoś będzie miał potzrebę "pobiadolić" na tym wątku, bo ja chyba już mam to za sobą...

Malwina
11-11-2009, 11:41
No i minęło prawie 2 miesiące od przyjazdu mojego dziecka na stałe....i wszystkie moje obawy wzieły w łeb...scenariusz nie spełnił sie (i chwała)...wniosek? nie nalezy pisac scenariuszy...jest normalnie...gadamy, pichcimy, smiejemy sie, ona na bieżąco skontaktowana z narzeczonym..więc nie ma dramatu...dojrzała, zorganizowana,bardzo zdyscyplinowana wewnetrznie, nie ma dla niej rzeczy nie do załatwienia....za tydzień wyjezdza na 2 tygodnie do Irlandii na romantyczny przedłużony wekend...my zostaniemy..też nam już potzreba dwóch tygodni we dwoje..hihi..a więc wiekszosc z Was miała RACJĘ.....to wniosek dla tych, które kiedys jak ja.....

Pani Slowikowa
11-11-2009, 12:50
Malwinko milo cie widziec z powrotem na forum!:)

To w koncu dobrze ta Irlandia wplynela na twoje dziecko:)

Malwina
11-11-2009, 13:19
Nie ma mnie Słowiku nie ma....wyszłąm w dzien wolności na 12g przepustkę ze szpitala i tu i ówdzie miauknęłam....ale miło,ze zauważyłas, bo na Pogaduchach przemknęłam bez echa..hihi....buziaki...

Pani Slowikowa
11-11-2009, 13:25
Nie ma mnie Słowiku nie ma....wyszłąm w dzien wolności na 12g przepustkę ze szpitala i tu i ówdzie miauknęłam....ale miło,ze zauważyłas, bo na Pogaduchach przemknęłam bez echa..hihi....buziaki...


A kiedy wrocisz na forum na stale??? Trzymaj sie i kuruj.. Chyba tak nie jest zle jezeli cie wypuscili na 12 godzin??

Malwina
11-11-2009, 13:43
To jest rehabilitacja więc są przepustki co niedziele i świeta...będę tam tkwic conajmniej do końca listopada....mój temperament nawet w chorobie tego nie daje rady znosić..

Malwina
21-11-2009, 17:12
"Powtórka z rozrywki", ale jakże inna w klimacie...moje dziecko jedzie do swojego narzeczonego dzis za godzinę do Irlandii..na chwilę..na dwa tygodnie.....cieszymy sie z jej radości i z tego , że i nam bedzie dane byc troszkę we dwoje przez ten czas..wszystkim myslę to potrzebne...nastroje sympatyczne, gębule uśmiechnięte i perspektywa zobaczenia się niedługo....jakie wszystko wydaje sie obecnie normalne...

maj31
16-01-2010, 18:08
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi na temat emigracji dzieci- miałam wrażenie, że częśc z nich sama napisałam- tez podobnie jak Wy przeżyłam wyjazdy moich dzieciaków. Dzisiaj to już lata minęły od ich wyjazdu. Czy cos się zmieniło?
Nadal tęsknie, oni też tęsknią.Ale są szczęśliwi. Mają uporządkowane życie zawodowe , mają swoje rodziny.
Dzisiaj już wiem,że tak naprawdę to nie ma znaczenia gdzie nasze dzieci mieszkają w Krakowie, Gdańsku, Dublinie, Londynie czy USA.Dzisiaj wszędzie można dojechac , dodzwonic.Więc bądźmy szczęśliwi , wychowaliśmy swoje dzieci tak , że doskonale sobie radzą w innym kraju.Są wykształceni ( i co z tego, że w naszym kraju ), znają języki,mają swoich przyjaciół.Mają swoje rodziny. I o to nam chodziło.Ja juz to zrozumiałam. Zajęło mi to prawie 10 lat.
Pozdrawiam

Malwina
16-01-2010, 20:02
No widzisz...dobrze,z e poczytałąś..czyli wszystkie odbieramy podobnie, podobnie cierpimy, podobne oczekiwania mamy wobec naszych dzieci....napewno ważne , ze są szcześliwi...o to nam pzreciez chodzi...a my? no cóż dziś wiem, ze im wcześniej zrozumiemy tym lepiej....bo te lata szarpaniny wewnętrznej sa bardzo trudne..prawda?

zosinek
16-01-2010, 20:39
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi na temat emigracji dzieci- miałam wrażenie, że częśc z nich sama napisałam- tez podobnie jak Wy przeżyłam wyjazdy moich dzieciaków. Dzisiaj to już lata minęły od ich wyjazdu. Czy cos się zmieniło?
Nadal tęsknie, oni też tęsknią.Ale są szczęśliwi. Mają uporządkowane życie zawodowe , mają swoje rodziny.
Dzisiaj już wiem,że tak naprawdę to nie ma znaczenia gdzie nasze dzieci mieszkają w Krakowie, Gdańsku, Dublinie, Londynie czy USA.Dzisiaj wszędzie można dojechac , dodzwonic.Więc bądźmy szczęśliwi , wychowaliśmy swoje dzieci tak , że doskonale sobie radzą w innym kraju.Są wykształceni ( i co z tego, że w naszym kraju ), znają języki,mają swoich przyjaciół.Mają swoje rodziny. I o to nam chodziło.Ja juz to zrozumiałam. Zajęło mi to prawie 10 lat.
Pozdrawiam
A mnie ciągle trudno sie z taką sytuacją pogodzić chociaz minęlo już 13 lat i wiem że córka nie wróci na stałe. Nie jest jej lekko a wrócic nie chce. Takze zrozumiałam chyba juz ale rana jest i jakby czasami sie odbnawiała...

Malwina
16-01-2010, 20:50
Zosinku...ta rana to będzie sie zabliźniac i odnawiać.....i znowu zabliźniać.....to bardzo trudne..myślę, ze Maj(a) też do konca nie przelknęła tej "pigułki" , ale bardzo się stara....są rzeczy na ktore nie mamy wpływu, a wtedy pozostaje nam tylko( i aż) z nimi się pogodzić.

zosinek
16-01-2010, 21:25
Zosinku...ta rana to będzie sie zabliźniac i odnawiać.....i znowu zabliźniać.....to bardzo trudne..myślę, ze Maj(a) też do konca nie przelknęła tej "pigułki" , ale bardzo się stara....są rzeczy na ktore nie mamy wpływu, a wtedy pozostaje nam tylko( i aż) z nimi się pogodzić.
Dziękuję za pociechę ,ja to wiem ,rozumię...ale..no cóż...tak ...wiem...musi być...

maj31
17-01-2010, 11:40
Zosinku...ta rana to będzie sie zabliźniac i odnawiać.....i znowu zabliźniać.....to bardzo trudne..myślę, ze Maj(a) też do konca nie przelknęła tej "pigułki" , ale bardzo się stara....są rzeczy na ktore nie mamy wpływu, a wtedy pozostaje nam tylko( i aż) z nimi się pogodzić.

Malwino wydaje mi sie , że nie masz racji. Udalo mi się "przełknąć tę pigułkę". A powiem więcej - częściej się widuję i rozmawiam z moimi dziecmi które mieszkają kilka tysiecy kilometrów od domu rodzinnego, niz moje koleżanki których dzieci są tuz za miedzą- czyli np.w innym mieście w Polsce. W jednym masz rację- my matki "polki" chętnie gościłybyśmy nasze dzieci na niedzielnych obiadkach, bo tak robiły nasze matki. Tak zostałysmy wychowane.Tez marzylam o niedzielnych popłudniach z wnukami.Pomidorowa, pierożki i ciasto drożdzowe na deser. Dzisiaj juz o tym nie myślę. Jeżdże do swoich dzieciaków, zwiedzam świat. Zmuszona jestem do nadrobienia braków językowych! Czy tak nie jest lepiej. Zakceptowałam wybór dzieci.Zmieniłam się i juz wiem , że spotkania z wnukami to nie tylko obiadek u babci i wizyta w zoo, ale tez wspólne podziwianie Polski z lotu ptaka. Świat jest otwarty, wystarczy tylko wszystkie zmiany zaakceptować. Syndrom pustego gniazda mam juz dalekooooooooooo za soba.Powiem więcej , pomagam swoim przyjaciókom otworzyc sie na świat i pozwolic dzieciom życ własnym życiem.
A tęsknię jak wszyscy tak normalnie,gdyby nawet mieszkali dwa domy dalej.

maj31
17-01-2010, 11:42
Dziękuję za pociechę ,ja to wiem ,rozumię...ale..no cóż...tak ...wiem...musi być...

Zosinku , tylko czas Ci pomoże zaakcepowac sytuację
Trzymaj sie i nie dawaj smutkowi- dzieci tego nie chcą.Uciesza się gdy mama radośnie zapuka do ich zagranicznych drzwi.
Pozdrawiam serdecznie

Malwina
17-01-2010, 12:02
Pewnie masz rację Maju, ale ja mimo wszystko cieszę się ,ze zycie moich dzieci układa sie tu..na miejscu...(pewnie jestem egoistyczną kwoką..hihi)jakby było inaczej musiałabym.....no pewnie musiałabym....

maj31
17-01-2010, 14:52
Pewnie masz rację Maju, ale ja mimo wszystko cieszę się ,ze zycie moich dzieci układa sie tu..na miejscu...(pewnie jestem egoistyczną kwoką..hihi)jakby było inaczej musiałabym.....no pewnie musiałabym....

Malwino tym razem to Ty masz rację hi hi hi, musiałabyś...
Po przeczytaniu Twoich słów doszłam do wniosku , że ja musiałam.Mogłam szlochać po kątach ( i tak bywało ) albo zmienić swój stosunek do zaistniałej sytuacji.
Śmiało mogę tak napisać po trudnych dziesięciu latach. Kiedy najmłodszy poinformował nas , że chce się przenieść (z Politechniki Warszawskiej) na zagraniczną uczelnię, przeżyliśmy z mężem prawie tragedię.Masz dobrą uczelnie dlaczego więc itp.Trzecie dziecko tak daleko !!! Jednak nie mogliśmy mu tego zabronić. Dzisiaj widząc jak dzieci robią zawodowe kariery na zachodzie (bez naszej polskiej zawiści) mogę śmiało powiedzieć - jestem szczęśliwa. Wiemy wszyscy, że wszędzie życie może dać w kość. Ale czy musi?
Przestawiłam swoją mentalność. Pewnie musiałam.... zaraz napiszesz. Dobrze mi z tym.A do Polski zawsze mają blisko.Kilka godzin samolotem.Tutaj mają dom rodzinny

Malwina
17-01-2010, 15:03
wiesz co ? to powinna być taka długa Polaków rozmowa przy szklaneczce whisky a bardziej rodzimie pzry kieliszku naleweczki....trudno o tak emocjonalnie poważnych sprawach rozmawia mi się wirtualnie....i tym razem tez masz rację.....jeśli dzieci szcesliwe, osobiście, zawodowo ustawione...powinnyśmy(hihi powinnysmy) być szczęsliwi...o ironio.....

Malgorzata 50
17-01-2010, 15:38
A czy my ,"matki polki" nie osaczamy za bardzo ta nasza miloscią ,tęsknota ,niedzielnymi obiadkami .Moje dzieci wyjeżdżały ,przyjeżdżały ja zresztą tez -nie było mnie jakiś czas .I powiem wam ,ze nauczyło mnie to jednego -jesteśmy oddzielnymi bytami i dzieci muszą w pewnym momencie nas opuścić emocjonalnie również -tzn te emocja muszą przenieść się na inny poziom.Ja nie urządzam rodzinnych obiadków i mam świetne relacje z dziećmi -spotykamy się kiedy wszyscy mamy na to ochotę.I to nie jest tak ,ze ja mam zawsze .Bo po szkole mojej mamy właśnie takich regularnych spotkań obiadowych- mamy pewien przesyt .Lepiej rzadziej a z pełna ochota niż często i z westchnieniem .A sprawy dzieci sa ich sprawami i szczerze mówiąc snu mi z powiek nie spędzają .No chyba ,że jakiś alarm.Wtedy oczywiście spieszę z pomocą na sygnale.Jest zresztą równiez odwrotnie -teraz podczas ciezkiej choroby mojego ojca -jego wnuki czyli moje i mojego brata dzieci stanęły na absolutnej wysokości zadania .Będąc głównymi filarami opieki nad dziadkiem i babcią w rozpaczy -pracują jako free lanserzy więc mogą być w szpitalu przedpołudniem np. I to ie jest "odwiedzanie 'tylko pełna opieka nad potrzebujacymi pomocy dziadkami.A le np. na obiadek się nie dadzą naciagnąc -bo to jest zupelnie inna jakosc i po calym tygodniu intensywnych -teraz kontaktów rodzinnych mają dosyć.

Malwina
12-01-2011, 22:34
Drugi mój stary wątek wyciągam dziś z szafy pamięci....
moje dziecko irlandzkie od 1,5 roku w kraju....długo "szukało się"w kraju....nie powiem, ze do końca znalazło w zawodzie, ale znalazło w polskiej rzeczywistości....teraz od 2 miesięcy jest "na emigracji" krajowej na drugiej stronie mapy polskiej i jest zadowolone....więc i ja tez...
Moze znajdą się znów niepocieszone mamy jak ja kiedyś zakładająca ten wątek i treść jego będzie im pociechą, radą....zapraszam

Renatas46
16-01-2011, 15:56
Witaj Malwinko, ja nie mam dzieci na emigracji, ale mam przyjaciół, za którymi bardzo tęsknię i przesyłam piosenkę, która mi ich zawsze przypomina:
http://www.youtube.com/watch?v=PB8GPLXCTDo

Malwina
16-01-2011, 22:34
No tak Renatko..rzewna ta piosnka i moze wzruszać tych co tam i tych co tu....dziękuję...