PDA

View Full Version : A za "moich czasów"...


jolita
16-01-2007, 12:55
Studniówka, Dzień Babci i Dziadka, Walentynki,Święto Kobiet,Wielkanoc z Lanym Poniedziałkiem, 1 Maja, 3 Maja, Dzień Matki, Matura i Bal, albo Mój Pierwszy Bal i t.d, i t.p. czyli wspomnij jak to drzewiej bywało...Proponuję w miarę następujących po sobie terminów (może coś uszło mojej pamięci?) podzielcie się wspomnieniami.
Rozpocznę od Studniówki
Co prawda termin jej już minął, ale może o mojej warto wspomnieć...Nie były to czasy kiedy uczestnicy przychodzili uzbrojeni w noże, a w moim przypadku "udziwnieniem" było to, że chyba jedyny raz w historii szkolnictwa w roku szkolnym 1951/1952 (nie podliczjcie mi lat - byłam "wcześniakiem") zakazano organizowania studniówek jako "przeżytku burżuazyjnego"- tak właśnie to nazwano!.Nasza p,dyrektor szkoły - jakkolwiek wywodząca się z t.zw."awansu społecznego" wyłamała się z tego zakazu nazywając nasze spotkanie "potańcówką zetempowską" (szczęśliwie niezorganizowane też dopuszczono do imprezy).Mieszczące się w tym samym budynku liceum męskie (nasze było żeńskie -pilnie chronione przez profesorki przed kontaktami z odmienną płcią) miało nam za bardzo złe to wyłamanie się zwłaszcza, że na naszej liście zaproszonych gości przeważali uczniowie Państwowej Szkoły Morskiej oraz studenci. Ten afront do dzisiaj procentuje...
No, nagadałam się za wsze czasy - zapraszam Wasze wspominki!:D

ja2977
16-01-2007, 13:05
zapraszam do nzwiazania bezposredniego kontaktu,ponieważ zajmuję się wspomnieniami. sam opublokowałem serię blogów podobnych na www.supersenior.blog.onet.pl i chcę to kontynuować, może doprowadzić do publikacji papierowej. mój adres prywatny:wadwicz@wp.pl.zs

jolita
16-01-2007, 15:25
zapraszam do nzwiazania bezposredniego kontaktu,ponieważ zajmuję się wspomnieniami. sam opublokowałem serię blogów podobnych na www.supersenior.blog.onet.pl i chcę to kontynuować, może doprowadzić do publikacji papierowej. mój adres prywatny:wadwicz@wp.pl.zs
Miałam szczerą ochotę zaglądać do Twojego bloga, ale już na wstępie dowiedziałam się, że zakończyłeś, a do historii niestety nie miałam wiele sentymentu (a fe. a sama do niej wracam - więc może jednak zerknę jak czas pozwoli, bo obecnie poddałam się urokom Seniora, ale obiecuję..)

jolita
19-01-2007, 00:33
http://img259.imageshack.us/img259/7678/grbnieznonierzaqh3.jpg (http://imageshack.us)bardziej uroczyście

jolita
27-01-2007, 00:00
No więc okazuje się, że dzisiejsza młodzież za lat dzieści też będzie miała co wspominać dzięki wysokiemu ministrowi i nie tylko.Pełen nowych pomysłów pan G. wydał instrukcję dotyczącą organizowania i obchodów studniówek. Teraz mają dobrze - pan minister o wszystkim pamięta, a za moich czasów...:confused:

ammi1952
27-01-2007, 01:26
;) Jolito ,ja również bardzo ciepło wspominam swoją studniówke .1971 Technikum Kolejowe w Wa-wie chłopcy w garniturach a nie w mundurach a dziewczyny też po cywinemu- białe bluzki i długie czarne spódnice. Przygrywała nam orkiestra szkolna ,ech i dziewczyn było mało prawie sami chłopcy i sowietskoje igristoje po cichu przemycone . o mamo coby sie choć na troche tamte lata wróciły;) ,o kurcze ale sie rozmarzyłam pozdrawiam Wszystkich . Grazyna

Dzidka
27-01-2007, 09:01
Jolito,masz ogromne poczucie humoru i zazdroszczę,bo to co napisałaś o p.G. to czysta prawda.Kiedys w szkołach były samorządy dobrze działające, trójki klasowe itp. i młodzież bawiła się wspaniale, uczyła tez przeciętnie lub dobrze i nie było takiej przemocy jak w dzisiejszych szkołach. Uważam,że sport jest lekarstwem na wszystkie problemy.Mój wnuk np. zajmuje się od kilku lat wioślarstwem i nie ma czasu na inne "pomysły".Bawić też dobrze się umie.Był dwa tygodnie temu na studniówce i wrócił trzeźwy i bez guza.Pozdrawiam

Nika
27-01-2007, 11:06
Ja również z łezką w oku wspominam swoją studniówkę w jednym z krakowskich LO.Nasza klasa przy pomocy mam zorganisowała ją w stołówce szkolnej.Były domowe kanapeczki,ciasta,cukierki i oranżada.Poza tym program artystyczny/żartobliwe wierszyki na uczniów i nauczycieli/,tańce,tańce...stroje szkolne ale w wersji eleganckiej/białe bluzki z modnymi wówczas żabotami,długie czarne spódnice z rozcięciem z boku/.Tańczyliśmy z gronem pedagogicznym.o 23/!!!/ koniec balu.Spódnicę uszyła mama, włosy sama kręciłam na papiloty.A policzcie ile teraz licealistka musi wydać na studniówkę

jolita
27-01-2007, 11:29
Już myślałam, że to tylko za moich czasow obowiązywały białe bluzki (spódniczki do połowy kolan). Natomiast do tańca przygrywała nam orkiestra "stoczniowa". Mili starsi panowie, ale z ulgą powitałyśmy ich zgodę na skonsumowanie naprędce przygotowanej kolacji, bo w tym czasie "skleciłyśmy" własny zespół (mnie przypada perkusja!) by umożliwić reszcie taniec w aktualnych w radiu Luksemburg melodiach...Zabawa rozkręciła się...A następnego dnia na tablicy ogłoszeń pojawił się rozpaczliwy apel jednej z koleżanek do znalazcy jej spódniczki! Największe zainteresowanie wykazał nasz wożny wypytując w czym nasza Krysia wróciła do domu.A ona poprostu miała inną "kreację".Ale nakręciłam!Już od II zdania niniejszego wszystko dotyczy zabawy karnawałowej w klasie 9-tej!(oczywiście bez chłopców).Tyle już napisałam więc pozwólcie, że skończę to "babcine gadanie". Otóż tego samego dnia w miejscowym Technikum Mechanicznym odbywała się również zabawa więc nasza "pani" od czasu do czasu sprawdzała obecność na naszym "balu" swoich uczennic.Przeczucie jej nie zawiodło bo w pewnym momencie kilka uczennic ubyło...Następnego dnia wezwano rodziców uciekinierek i była bura...Nie, nie byłam w zakonie ani w szkole przyklasztornej - to wszystko wspomnienia z państwowego gimnazjum i liceum...Ale było fajnie!

ammi1952
27-01-2007, 12:07
:rolleyes: Widze że Jolicie udało sie na nas rzucić dawnych wspomnień czar i coraz więcej osób pogrąża sie w marzeniach o tych naszych przecudownych latach młodości;) ,

Nika
27-01-2007, 12:23
A propos wspomnień-każdy z nas jest ich bezcennym zródłem dla młodych członków rodziny.To nasunęło mi w czasie wakacji myśl,aby sposać małą kronikę rodzinną i zaczęłam żmudne poszukiwania genealogiczne-poprzeglądałam stare zdjęcia,skontaktowałam się z bliskimi i dalszymi krewnymi i tak oto do tej pory zbieram materiały,aby napisać księgę swego rodu /po mieczu/.żamierzam oprócz faktów,zamieścic wsponienia,anegdoty,rodzinne przepisy,zdjęcia osób i miejsc.To świetne zajęcie na długie zimowe i jesienne wieczory oraz bezsenne noce.Przedstawiciele młodego pokolenia coraz częściej emigrują za granicę, a seniorzy odchodzą...więc próbuję zatrzymac czas.

araukaria
27-01-2007, 19:38
aby sposać małą kronikę rodzinną i zaczęłam żmudne poszukiwania genealogiczne-poprzeglądałam stare zdjęcia,skontaktowałam się z bliskimi i dalszymi krewnymi i tak oto do tej pory zbieram materiały,aby napisać księgę swego rodu /po mieczu/.żamierzam oprócz faktów,zamieścic wsponienia,anegdoty,rodzinne przepisy,zdjęcia osób i miejsc.To świetne zajęcie na długie zimowe i jesienne wieczory oraz bezsenne noce.Przedstawiciele młodego pokolenia coraz częściej emigrują za granicę, a seniorzy odchodzą...więc próbuję zatrzymac czas.
Jakiś czas temu podobny pomysł również "chodził" po mojej głowie. Zrezygnowałam z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze..... moi Rodzice i ich rodzeństwo już odeszli.... a za ich życia byłam wielce zaangażowana na polu zawodowym i na "wszystko nie wystarczało czasu".... czego z perspektywy czasu trochę żałuję :( A druga sprawa która " mnie odwiodła" to...... chyba ten ogrom pracy. Z całego serca życzę powodzenia w przedsięwzięciu.

Nika
28-01-2007, 15:29
Bazuję na moich wsponieniach i naciągam kuzynki, rówiesniczki, aby odkurzyły pamięć.Ocalić od zapomnienia warto wszystko,co sie da- a że to praca tytaniczna,wiem.Mimo to nie ustaje,mam przeciez czas,więc kiedy tylko mnie natchnienie dopadnie-piszę.

jolita
01-05-2007, 18:04
Tego dnia zawsze mam w pamięci swoistą "scenkę rodzajową" a było to tak: w liceum, w pochodzie pierwszomajowym uczestniczyłam w grupie pływaczek. Było to niewątpliwie wygodne dla współorganiztorów, bo na onczas - jako jednej z nielicznych " niezorganizowanych" nie wręczano przy takich okazjach szturmówek ni innych tranasparentów. W przededniu uroczystości rozdano nam śnieżno-białe czepki kąpielowe, żebyśmy się w nie w pochodzie ustroiły. Wracając z tej "wydawki" spotkałam jedną z profesorek i zademonstrowałam jaki otrzymałam przydział. Jej przerażona mina i prośba bym nie żartowała sobie pozostanie mi na zawsze w pamięci, bo myślała, że kpię sobie. Takie to były dziwne te moje czasy...1550

Nika
01-05-2007, 20:57
Nasze,nasze czasy....dziwne, ale jakże teraz drogie...bo minęły razem z młodością...

emka46
01-05-2007, 22:40
To byly piękne dni,To byly piękne dni nie zna już dzis historia tamtych lat,Jest taka piosenka,moze ktos podrzuci w odpowiednim wątkku.

Nika
02-05-2007, 09:06
Zawsze tęsknimy za utraconym rajem,co sprawia ,że wspominając idealizujemy pewne sprawy.to naturalna kolej rzeczy.Jak cenimy wspomnienia z dzieciństwa przekonalam sie z komentarzy do mojego blogu,w którym takowe sie znalazły.I w blogu Wilhelminy też,więc panie-do dzieła!!!

Wilhelmina
03-05-2007, 01:04
Idealizujemy wspomnienia? Hmmm...Coś Wam, jak to zwykle ja, przydługo " ponudzę".
Tam gdzie mieszkałam jako dziecko, wsród miejskich kamienic, nie wiadomo skąd i dlaczego, ale była górka. Zimą cała masa okolicznych dzieciaków wylegała na tą górkę i zjeżdżała. Na czym się dało. Na starych miednicach, tornistrach, butach, łyżwach - saneczkach, a nawet poprostu na pupie. Śmiechu przy tym było co niemiara. Radości, krzyku, czasem płaczu jak ktoś potargał spodnie i bał się iść do domu.
Miłe, bo moje wspomnienie.
Tam gdzie mieszkałam jako młoda kobieta i matka też była górka. Jest do dziś. Górka jest naprzeciw okien mieszkania. Zimą, dzieci z całego olbrzymiego osiedla przychodziły zjeżdżać na sankach, nartach, plastikowych podkładkach do zjeżdżania. Krzyk, śmiech, gwar był do póżnych godzin wieczornych. Nieraz byłam zła o to, że jest tak głośno, ale moje dzieci były bardzo szczęśliwe. Wspominają tą górkę i zabawy na niej do dziś.
W tym mieszkaniu mieszka do dziś, moja córka z dwójką dzieci. Górka i owszem, stoi jak stała, tylko nawet jak jest śnieg, nie ma już tam dzieciarni. Czy ludzie już tak spanieli, że aby pozjeżdżać na sankach, muszą mieć Zakopane lub Szczyrk? A może pokolenie tak słabe, że ruch na powietrzu odbierze im resztkę sił i zdrowia? A może dzieci wolą mordercze gry na komputerze, a nie jakieś głupkowate sanki? Nie wiem. Wiem, że tamte wspomnienia były i są, radosne i żywe. Wyidealizowane? Może. Czy dzisiejsze dzieci też wyidealizują wspomnienie, jak to pięknie było, gdy w grze np." Kosmiczny zdobywca", w przeciągu 10 minut, zniszczył dwie planety, zabił 100 kosmitów, unicestwił stado robotów? A mózgi i bebechy tak pięknie fruwały w przestrzeni? Może tak.
Pomimo wszystko uważam, że biedne te wspomnienia i te dzieci.

jolita
03-05-2007, 01:38
Masz rację Urszulko - biedne te dzisiejsze dzieciaczki. Coprawda ja do dzisiaj wymawiam mojej M, a właściwie dopiero teraz, bo nigdy przedtem nie miewałyśmy tak częstych kontaktów - no więc wymawiam, że jak miałam lat kilka to Ona wzięła moją opiekunkę i we dwie poszły na sanki, a mnie samą zostawiły w domu... Widocznie b. lubiła jeżdzić, bo jak byłyśmy na urlopach w Kościelisku to ja zasiadałam do brydża, a Ona leciała z sankami na górki....
Ale zimowo zrobiło się...1607

Wilhelmina
03-05-2007, 01:54
Fajną masz Mamusię, Jolitko. Do dziś jest rewelacyjna, jak potrafi spacerkiem zrobić tyle kroków. Gratuluję!
Zimno na polu....to i wspomnienia zimne. Specjalnie dla Ciebie jeszcze jedno. Moze Ty nie robiłaś orła, ale Mamusia na pewno.

http://img405.imageshack.us/img405/4977/15dl9.gif (http://imageshack.us)

Malgorzata 50
03-05-2007, 05:29
Ja również z łezką w oku wspominam swoją studniówkę w jednym z krakowskich LO.Nasza klasa przy pomocy mam zorganisowała ją w stołówce szkolnej.Były domowe kanapeczki,ciasta,cukierki i oranżada.Poza tym program artystyczny/żartobliwe wierszyki na uczniów i nauczycieli/,tańce,tańce...stroje szkolne ale w wersji eleganckiej/białe bluzki z modnymi wówczas żabotami,długie czarne spódnice z rozcięciem z boku/.Tańczyliśmy z gronem pedagogicznym.o 23/!!!/ koniec balu.Spódnicę uszyła mama, włosy sama kręciłam na papiloty.A policzcie ile teraz licealistka musi wydać na studniówkę
Mnostwo ,ale jak wygladaja !!!!!!!!!!

Malgorzata 50
03-05-2007, 05:38
Studniowki nie pamietam, -Pamietam bal maturalny w feralnym 1968-roku .Ten bal to bylo tez smutne pozegnaie kolegow i kolezanek ,ktorych rodzicow zmuszono do wyjazdu do Izraela ,czesc wyladowala blizej ,czesc tam,czesc w Stanach i Kanadzie.Bal byl w "Medyku" i mial nastroj troche stracenczy troche wesoly na przekor wszystkiemu.Po raz pierwszy tak bardzo dotknela nas polityka -nasi nauczyciele ,ktorzy chylkiem razem z nami sluchali radia Wolna Europa w marcu ,kiedy zamknieto nas w szkole zebysmy nie poszli pod UW, (czesc pod przewodnictwem niezyjacego juz "Gugula" i tak poszla,)byli z nami i bawilismy sie razem-to byla bardzo restrykcyjna szkola i najbardziej utkwilo mi to,ze wtedy, w klasie maturalnej i na tym balu zupelnie inaczej spojrzalam na naszych "belfrow".Zobaczylam w nich swietnych ludzi po prostu.Niedawno moja szkola obchodzila 100-letnia rocznice istnienia - na uroczystosci byla moja wychowawczyni (pani chyba 90-letnia) bardzo krotko nas trzymajaca ,kostyczna i powiem wam,ze banda starszawych ludzi podchodzila do niej ze wzruszeniem ,a poniewaz Pani Profesor siedziala na fotelu ,zeby porozmawiac trzeba bylo przykleknac obok -moze to smieszne i patetyczne ,ale mialo wymiar symboliczny - a najdziwniejsze bylo to ,ze- nie bylismy jej ostatnia klasa - ona nas WSZYSTKICH pamietala

Nika
03-05-2007, 08:46
1613też pamiętam swój bal maturalny,nazywany wtedy komersem /połowa lat siedemdziesiątych/-odbył sie w klubie oficerskim/prawdziwa sala balowa!/ i można było ubrać cywilne ciuchy w przeciwieństwie do studniówki,a poza tym podali szampana!!Miałam śliczną sukienkę z koronki w kolorze morskiej zieleni na nieco jasniejszym spodzie-oczywiście mini/wazyłam wtedy 50kg,mó Boże../ i miałam włosy do pasa.O 4 rano zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie pod pomnikiem Mickiewicza na Rynku Głównym,zwanym popularnie "Adasiem".

jolita
03-05-2007, 10:50
Nikuś - to jeszcze dzieli nas epoka ( właściwie dzieliła) O miejscu na bal poza szkolną aulą nie było co marzyć, a w spór z t.zw. "Ciałem pedagogicznym" weszłyśmy w temacie - zespół muzyczny. Polecenie brzmiało - zaakceptować orkiestrę stoczniową gdy nasz wybór padł na popularny wówczas zespół grający w jednej z kafejek. Ponieważ postawiłyśmy na swoim - zamknięte zostało pianino. Zespołowi wytłumaczyłyśmy, że kluczyk zginął więc udało się otworzyć. I zaczęła się awanturka: "ciało" zamykało, zespół otwierał, wyprawa do prawowitego opiekuna instrumentu, ale skończyło się dobrze. Tak to wyglądała "trudna młodość" (nie tylko dzieciństwo!)1618

Kundzia
04-05-2007, 14:42
Dziś młodym trudno zrozumieć że kiedyś mogło być inaczej,gdy moje dzieciaki przeglądają albumy ze zdjęciami/a miałam takie szczęście że zawsze pod ręką był jakiś amator z aparatem,ja zresztą też miałam "Druha"/nie potrafią zrozumieć jak to się stało że na studniówce wszyscy jednakowo ubrani.My uczniowie byliśmy w strojach szkolnych ,wyjściowych,granatowy garnitur,niebieska koszula,bordowy krawat,dla dziewcząt zrobiono wyjątek,pozwolono nam ubrać sukienki/ale były wszystkie jednakowe,z granatowej grępliny z białymi kołnierzykami-szczyt elegancji/było nas pięć.Goście też musieli się dostosować do reszty. Mimo tych "restrykcji"studniówka była niezapomniana,nie było alkoholu ale nasze ciało pedagogiczne potrafiło zadbać byśmy się dobrze bawili.Jeśli zaś chodzi o "ciało" to było wspaniałe,lekcje historii,gdy ktoś stał na warcie bo pan czytał o AK czy o Katyniu,lekcje polskiego które często kończyły się w pobliskim parku bo nie zdążyliśmy "wykłucić "sie z nauczycielem,i można by tak bez końca.Wychowawczyni która zawsze wiedziała gdzie jesteśmy na wagarach i często z nami była,tak że wagary zamieniały się w lekcję w "terenie".Gdzie te szkoły z dawnych lat-pozostał tylko w pamięci ślad.Dziś co 5 lat spotykamy się w prawie niezmienionym składzie z naszymi belframi,którzy prawie wszyscy już na emeryturze.Moje dzieciaki zazdroszczą mi tych wspomnień i często naciągają mnie na opowieści,a każde zdjęcie ma swoją historię.A może tylko wspomnienia są takie piękne?

Malgorzata 50
04-05-2007, 15:42
Dziś młodym trudno zrozumieć że kiedyś mogło być inaczej,gdy moje dzieciaki przeglądają albumy ze zdjęciami/a miałam takie szczęście że zawsze pod ręką był jakiś amator z aparatem,ja zresztą też miałam "Druha"/nie potrafią zrozumieć jak to się stało że na studniówce wszyscy jednakowo ubrani.My uczniowie byliśmy w strojach szkolnych ,wyjściowych,granatowy garnitur,niebieska koszula,bordowy krawat,dla dziewcząt zrobiono wyjątek,pozwolono nam ubrać sukienki/ale były wszystkie jednakowe,z granatowej grępliny z białymi kołnierzykami-szczyt elegancji/było nas pięć.Goście też musieli się dostosować do reszty. Mimo tych "restrykcji"studniówka była niezapomniana,nie było alkoholu ale nasze ciało pedagogiczne potrafiło zadbać byśmy się dobrze bawili.Jeśli zaś chodzi o "ciało" to było wspaniałe,lekcje historii,gdy ktoś stał na warcie bo pan czytał o AK czy o Katyniu,lekcje polskiego które często kończyły się w pobliskim parku bo nie zdążyliśmy "wykłucić "sie z nauczycielem,i można by tak bez końca.Wychowawczyni która zawsze wiedziała gdzie jesteśmy na wagarach i często z nami była,tak że wagary zamieniały się w lekcję w "terenie".Gdzie te szkoły z dawnych lat-pozostał tylko w pamięci ślad.Dziś co 5 lat spotykamy się w prawie niezmienionym składzie z naszymi belframi,którzy prawie wszyscy już na emeryturze.Moje dzieciaki zazdroszczą mi tych wspomnień i często naciągają mnie na opowieści,a każde zdjęcie ma swoją historię.A może tylko wspomnienia są takie piękne?
Kunegundo bardzo lubie twoje opowiesci - strasznie jestem ciekawa twojego zycia w zakonie -narobilas smaku na innym watku ,i co dalej....A wspomnienia -tak maja jakas dziwna sile ,ja pamietam ,ze w trakcie uczesczania do mojej restrykcyjnej szkoly -nie cierpialam jej serdecznie i wiecznie popadalam w jakies klopoty z powodu swojej niepokornej natury,niewyparzonego jezyka i glupoty wieku "przejsciowego" Teraz natomiast wspominam moich prof. z duzym szacunkiem i dopiero z perspektywy czasu potrafie ocenic jak madrymi byli ludzmi i jak wspanialymi nauczycielami,chociaz nikt wtedy nie slyszal o prawach ucznia i nie raz nie dwa rownano nas do parteru -jak sie okazalo wszystkim nam to na dobre wyszlo.Zebys widziala ten zjazd starych koni na wspomnianej przeze mnie uroczystosci-to czesto gesto ludzie o ogromnych osiagnieciach nie tylko na skale polska -i WSZYSCY jak jeden maz przyznaja ,ze ziarno zasiala szkola!!!!!

Kundzia
04-05-2007, 16:19
A t6y myślisz że ja nie miałam kłopotów,byłam nawet zawieszona,bo "wywiesiłam"chyba jedynego nielubianego w szkole profesora za okno ,i całe szczęście że go koledzy w porę złapali,bo inaczej moje losy by się potoczyły.W szkole nazywali mnie sierżantem,a jak była jakaś psota to ja pierwsza byłam wzywana na dywanik."Robiłam" za całą bandę chłopaków. Dużo mnie to ratowało że bardzo dobrze się uczyłam i "przynosiłam szkole chlubę"wieloma wygranymi olimpiadami przedmiotowymi.A odnośnie opowieści o zakonie to po niedzieli jak będę w domu zacznę w końcu pisać,w pracy nie zawsze mogę już mi parę razy skasowało tekst gdy musiałam się zająć pracą .

Malgorzata 50
04-05-2007, 16:23
A t6y myślisz że ja nie miałam kłopotów,byłam nawet zawieszona,bo "wywiesiłam"chyba jedynego nielubianego w szkole profesora za okno ,i całe szczęście że go koledzy w porę złapali,bo inaczej moje losy by się potoczyły.W szkole nazywali mnie sierżantem,a jak była jakaś psota to ja pierwsza byłam wzywana na dywanik.Dużo mnie to ratowało że bardzo dobrze się uczyłam i "przynosiłam szkole chlubę"wieloma wygranymi olimpiadami przedmiotowymi.A odnośnie opowieści o zakonie to po niedzieli jak będę w domu zacznę w końcu pisać,w pracy nie zawsze mogę już mi parę razy skasowało tekst gdy musiałam się zająć pracą .
KUNEGUNDO!!!! Jakto "wywiesilas"????? Dokonalas zamachu fizycznego ,na cialo pedagogiczne???? Toz to gorzej , niz wzbudzajacy ogolnoplskie oburzenie ,kubel na glowie.Och, to bylas trudna mlodzieza -a pozniej ten zakon? Co raz bardziej mnie zaciekawiasz!!!!

Kundzia
04-05-2007, 16:43
Jak to wywiesiłaś -pytasz, po prostu złapałam za bety i za okno tak mnie wkurzył bo pokreślił mi pracę dyplomową nieuk jeden a była zrobiona na medal, sprawdzona przez adiunkta z politechniki.Efekt był taki że mnie na dwa tygodnie zawiesili ale jak wróciłam jego już w szkole nie było,stwierdzono że nie ma predyspozycji do pracy z młodzieżą,nie pomogło że wujek jego był "wysoko partyjny".A czy byłam trudną młodzieżą w dzisiejszym rozumieniu tak,dziś powiedziano by że mam ADHD,a ja tylko walczyłam o swoją rację a że metody były czasem takie-no cóż-jak inne nie działały.

jolita
04-05-2007, 17:18
Cieszę się, że tak dobrze mi z Wami, że w większości (to mój pomiar) akceptujecie mnię, ale gdy dochodzi do wspomnień - widzę, że jestem z "innej bajki". To były czasy gdy na pochodach 1-majowych wznoszono okrzyki: Stalin, Bierut, Rokosowski i działy się inne dziwne - patrząc na nie dziś - rzeczy. W tej epoce do matury należało przystąpić w koszuli ZMP owskiej i czerwonym krawacie (co bardziej przekorne lokowały na nim medalik uwieszony na szyi). Nasza "pani profesor" w trosce byśmy my - "niezorganizowane" nie wyróżniały się zbytnio poleciła ustroić się w bluzy SP (do Służby Polsce każdy uczeń automatycznie należał). Przyznam z zażenowniem, że spodobało mi się to rozporządzenie, bo pojemność bluz umożliwiała korzystanie z zeszytów w miejsce sporządzanych przez inne ściąg...(gdyby ktoś za tą samokrytykę zechciał odebrać mi świadectwo maturalne - mam wyjście - dobry G. odda!)
A przedmioty do zdania: j.polski i matematyka pisemny, a ustny - nizależnie od wyników pisemnego z:j.polskiego, matematyki, historii, nauki o polsce, fizyki. Katorga!!! wszystkie przedmioty zdawało się za jednym podejściem.
A efekty? Widocznie dzięki czerwonym krawatom (zamiast czerw.bielizny) naszych koleżanek zdałyśmy wszystkie!!! (nie będę opowiadała szczegółów, bo w konsekwencji nawet G. nie pomógł by...Ostatnia grupa zdawała 31 maja, a bal maturalny (wcześniej opisany odbył się 15 czerwca.
Acha pozwolę sobie wytłumaczyć, że przez cały okres mojej edukacji musiałam w stosownych terminach składać podania o zezwolenie na kontynuowanie nauki mimo niestosownego (za małego) wieku. Ta sytuacja stała się jedną z przyczyn rezygnacji w połowie zdawanych egzaminów do kontynuowania edukacji (ale nie żałuję!)
Jak już tyle namarudziłam to jeszcze opowiem, że 11 maja organizuję kolejne spotkanie z koleżankami z tamtych lat, a oto rozesłane zaproszenia:
http://img501.imageshack.us/img501/1492/zaproszenienazjazdba4.jpg (http://imageshack.us)

jolita
04-05-2007, 17:46
Na ewentualną kontynuację tematu dot. moich wspomnień zapraszam do mojego "profilu" na stronę "dyskusje".
Ha - inne pomysły też będą mile widziane 1664

jolita
27-05-2007, 18:27
Jak już tyle namarudziłam to jeszcze opowiem, że 11 maja organizuję kolejne spotkanie z koleżankami z tamtych lat, ]
Ponieważ spotykam się z pytaniami: jak było? czuję się w obowiązku zdania relacji. Niestety - ograniczę się głównie do statystyki bo...ale o tym potem.
Do matury przystępowało nas szt.23. Z uwagi na poziom równy oprócz (to moja ocena) jedynego wyjątku "in plus" - wszystkie dopuszczone, wszystkie zdały. W okresie ponad półwiecznym fizycznie ubyły 3 Dziewczęta, z czego jedna zginęła w wypadku samoch., 2 odmawiają udziału w spotkaniach (zarówno szkolnych jak i uczelnianych), 1 ze wzgl. na "zasługi z tamtych lat" nie bywa zawiadamiana, 3 usprawiedliwiły swoją nieobecność istotnie ważnymi przyczynami...A więc przybyłyśmy w sile 12 sztuk (b.punktualnie!) zastając na miejscu Gospodynię imprezy i zgłoszoną na ochotnika."prawą rękę". Stół pięknie nakryty, a na nim ciasta, kawa, herbata, dobre winko. Żeby ten temat wyczerpać : potem był barszcz biały z białą kiełbasą i jajkiem gotow. na twardo, a potem znów powrót do menu początkowego. A dyskusja? A czy dało się cokolwiek usłyszeć? Oj nie - to nie znaczy, że ogłuchłam na starość, ale to jest niewyobrażalne jak może przekrzykiwać się równocześnie 14 kobiet po ...tce.( ja tam naprawdę jestem najmłodsza!). A najgorsze, że sytuacja ze spotkania na spotkanie pogarsza się.25 lat temu, kiedy usankcjonowałyśmy te spotkania został otwarty dziennik klasowy na wzór tego z tamtych lat, a na kolejnych spotkaniach fakt, że coraz mniejsze, ale pokazywały się notatki typu: ile wnucząt przybyło, ilu mężów się zmieniło i t.d. i t.p. Istotnie informacje były coraz bardziej skąpe, ale teraz ż a d n e j ! Może okularów pozapominały...A w pamięci pozostał jeden ogromniasty krzyk! ćałe szczęście, że impreza zakończyła się punkt 22 - ga, bo sąsiedzi nie zdążyli interweniować! W tej atmosferze (skąd inąd uroczego) haosu nawet mój aparat fotogr. odmówił posłuszeństwa - a szkoda...
Dziewczęta dopominają się o częstsze spotkania, ale kto zaryzykuje je wpóścić do swego domu? Dotychczas "sabaty" odbywały się w oddzielnych pomieszczeniach lokali gastr., ale teraz należałoby szukać dźwiękoszczelnych! Kończę bo obwaiam się chochlika, który lubi likwidować mi długie teksty!

Pani Slowikowa
27-05-2007, 19:34
http://www.youtube.com/watch?v=Kas9lMZA2m4

malgos651
27-05-2007, 23:05
jakie macie smieszne lub smutne wsponmnienia ze szkoly

malgos651
27-05-2007, 23:08
jedna smutna rzecz przytrafila mi sie w 8 klasie przyjaciolka na poczatkuroku szkolnego powiedziala mi ze w ostatniej klasie bedzie siedziec z kims innym bo idzie z ta dziewczyna dalej do szkoly bylo to dla mnie szokiem

Honorka1949
28-05-2007, 00:44
Pamietam jak dzis nauczycielke ze szkoly podstawowej, Uczyla mnie fizyki,Byla ostatnia z Kolatajow.Byla pila.Dostalam pale z Prawa Archimedesa i do konca zycia bede je pamietala.Mozesz mnie obudzic o 24 a ja je powiem spiewajaco.
http://img175.imageshack.us/img175/9314/buzkakrecacahh9.gif (http://imageshack.us)

jolita
01-06-2007, 21:53
http://www.youtube.com/watch?v=Kas9lMZA2m4Z całą odpowiedzialnością polecam stronkę podaną przez Panią Slowikową bo zawiera ona wbrew pozorom dużo piosenek i to nie tylko "z tamtych lat". Wystarczy cierpliwie klikać w prawą stronę na dole, a zobaczysz i usłyszysz trochę "ciekawostek".

A to maskotka mojej młodości - nie obciążona podtekstami seksualnymi...2656

BUNIA
11-06-2007, 12:05
Po ogloszeniu wynikow z egzaminu do lo /decydowalo swiadectwo i egzamin/ i dowiedzeniu sie ze zostalam przyjeta do klasy z jezykiem lacinskim - po prostu wzielam i zemdlalam.
Musze wam kliknac iz pochodze z tzw.wyzu demograficznego i
dostanie sie do klasy z j,lacinskim graniczylo z cudem - na 7 utworzonych klas< osmych> tylko jedna byla z tym jezykiem.
No lacina przydala sie na studiach i caly czas jest obecna w moim zyciu.
Pokazywano i szeptano o mnie >to ta co zemdlala> bardzo sie wstydzilam.
2919

jolita
11-06-2007, 12:40
Ja byłam w ostatniej klasie naszego liceum, której nie objął obowiązek nauki jęz. rosyjskiego. Nie wiem czy chlubić się czy martwić. Wówczas byłyśmy z tego dumne...

grazyna
11-06-2007, 22:39
Wspomnienia widzi sie zawsze w samych superlatywach. Czy to dobrze czy to źle? Nie wiem, ale nie wspominam, nie lubię wspomnień. W każdych wspomnieniach jest "szpila" , która dopiero sie ujawnia, gdy zaczynamy wspominać zbyt dokładnie.
Wolę sobie jak już pomarzyć, zamiast wspominać. http://www.gify.kgb.pl/gify/usmiechy/sm15.gif

Anielka
11-06-2007, 23:43
Grażynko ,należy wspominać tylko dobre rzeczy,a te złe to tak wymazać"gumeczką myszką /pamietacie chyba te gumki/Nie wiem czy mam pamięć wybiórczą,ale czytając L.Hay i robiąc ćwiczenia/tez jej książka/ nauczylam sie tego.Kiedy odeszlazm na emeryture to wlaśnie miałysmy spotkanie koleżanek z Liceum /chodziłam do zeńskiej klasy/ po 30-st latach po maturze.Spotkanie odbyło się u koleżanki ,która prowadzi swoja knajpke.Ale sie nawspominałyśmy,prawie do bialego rana ale tylko same dobre rzeczy.Było nam tylko przykro,że nie było z nami naszej wychowawczyni,wspanialej kobiety,naprawdę damy.Ale niestety jest już w lepszym swiecie.Mam nadzieję ,że spotkamy sie w roku przyszłym z koleżankami,bo to bedzie juz 40 lat po maturze,a wydaje się,że dopiero ją zdawałyśmy.Mam nadzieje,ze Was nie zanudzilam.2935

Malgorzata 50
12-06-2007, 17:48
Anielko to bardzo szlachetne co piszesz ,ale na Boga ! Łycha cytryny i garść pieprzu w beczce miodu dodają ostrości i pikanterii .A sam miód choć pyszny w małych ilościach ,dawkowany w nadmiarze może spowodować mdłości Przeszłość widziana na różowo,niczego kompletnie nie uczy i takie na nią spojrzenie powoduje oderwanie sie od teraźniejszości i przyszłości.Moja wychowawczyni była kostyczna jędzą i szczerze jej nienawidziłam,moja buntownicza dusza nie mogła znieść szkolnej "poprawności" i zakłamania.Teraz widzę to trochę inaczej i nawet mam do tej kobiety szacunek za inne rzeczy ,ale nauczyło mnie to np.nie być taką nauczycielką.Wspomnienia własnych, nie zawsze mądrych i akceptowalnych przez dorosłych postępków z młodości, nauczyło mnie nie narzekać na "dzisiejsza młodzież" Bo my byliśmy identyczni tyle ,że żyliśmy w bardziej siermiężnej rzeczywistości i nie mieliśmy takiego dostępu do używek i wynalazków cywilizacyjnych.Gdybym nie miała nie zawsze dobrych,czasem bardzo złych,wspomnie z dalszego ciągu mojego życia ,byłoby ono znacznie uboższe.Dlatego póki mnie skleroza całkiem nie zeżre,a demencja nie zamieni w łagodnie uśmiechniętą marchewkę -chce mieć swoje dobre i złe wspomnienia i przywoływać je kiedy są potrzebne.Nie powoduje to zakłóceń w sferze marzeń.Najważniejsze umieć oddzielić jedno od drugiego.Na wielkiej pięknej łące pełnej pachnącego kwiecia zawsze może człowieka napaść rój wściekłych os -nieprawdaż?

grazyna
12-06-2007, 18:02
Chyba masz racje Małgorzato, masz rację.

Malgorzata 50
12-06-2007, 18:16
Hurrraaaaaaaaa.Grażyna,chyba premiera .Pierwszy raz przyznałaś mi rację!!!!!! A tak nawiasem mówiąc miałam przyjaciółkę, jaka trafia się tylko raz w życiu, o tym imieniu -i mam mnóstwo przeróżnych wspomnień w zw. z tym.I świetnych i wręcz traumatycznych

Anielka
12-06-2007, 18:23
No w zasadzie masz rację.ale ja jednak staram sie nie pamietać złych rzeczy .taka juz jestem ,czy jest mi z tym dobrze?chyba tak,a moze wygodniej?Pozdrawiam2951

Malgorzata 50
12-06-2007, 18:35
Jasne ,każdy jest inny i całe szczęście

jolita
12-06-2007, 18:45
Wydaje mi się, że to prawidłowe nie pamiętać nawet kosztem starań złych epizodów życia. Jak to się mówi: życie jest zbyt krótkie, żeby je paskudzić złymi wspomnieniami, bo przecież cokolwiek było to minęło...:)

Anielka
12-06-2007, 18:48
Tak ,mam zwyczaj nie oglądania sie za siebie,bo szkoda mi na to czasu i energi.Pozdrawiam.:)

Basia.
12-06-2007, 19:14
Nie umiem zapomnieć o złych wydarzeniach jakie spotkały mnie w życiu. Jestem osobą pogodną, nie rozdrapuję ran ale pamietam bardzo dokładnie co mnie złego spotkało, widocznie ten typ tak ma.

Malgorzata 50
12-06-2007, 19:41
Wydaje mi się, że to prawidłowe nie pamiętać nawet kosztem starań złych epizodów życia. Jak to się mówi: życie jest zbyt krótkie, żeby je paskudzić złymi wspomnieniami, bo przecież cokolwiek było to minęło...:)
A mnie sie wydaje ,że człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany i te starania to tylko złudzenie...pewna postawa często spotykana szczególnie u starszych pogodnych pań-nie zawsze autentyczna.nie można sobie zaplanować co się pamięta,a czego nie.A miedzy pamiętaniem i rozpamiętywaniem jest ogroooomna róznica:)

ammi1952
12-06-2007, 20:40
Masz racje Anielko też lubie pamiętać miłe rzeczy natomiast tych złych nie rozpamiętywuje latami . I nie obrzydzam sobie ani innym życia. Zycie jest i tak dość okrutne by jeszcze pogłębiać je koszmarami z przeszłości. Szkoda na to i czasu i zdrowia

Anielka
12-06-2007, 23:45
Małgosiu,niech to się nazywa jak chce"złudzenie,wyrzucenie z podświadomości",nieważne.Nie pamiętam ,bo nie chcę .A starszą i pogodną panią też jestem.Serdecznie pozdrawiam.Jak to mówi Basia "ten typ tak ma".:)

Malgorzata 50
13-06-2007, 19:56
Oj Anielko ok! Nie pisze o tobie tylko o sobie .Ja też jestem pogodna raczej ,ale trochę inaczej być może....cale szczęście ,że ludzie są różni bo by nie było o czym gadać

an_inna
13-06-2007, 20:06
Oj Anielko ok! Nie pisze o tobie tylko o sobie .Ja też jestem pogodna raczej ,ale trochę inaczej być może....cale szczęście ,że ludzie są różni bo by nie było o czym gadaći na dodatek byłoby strasznie nudno :)

Malgorzata 50
13-06-2007, 23:11
Otóż to, dlatego podpadam co i raz bo tu panuje jakaś taka tendencja ,żeby przy najmniejszej różnicy zdań-załagadzać,wyciszać,kończyć ew.się obrazić-nie podoba mi się to muszę powiedzieć

Kundzia
14-06-2007, 00:47
Otóż to, dlatego podpadam co i raz bo tu panuje jakaś taka tendencja ,żeby przy najmniejszej różnicy zdań-załagadzać,wyciszać,kończyć ew.się obrazić-nie podoba mi się to muszę powiedzieć
I tu masz całkowitą rację,Takie przytakiwanie sprawia że robi ię nudno-ale z dugiej strony jak coś powie się inaczej zaraz awantura i obrażania sie.

Lila
14-06-2007, 00:53
No nie ,Kundziu droga..
Awantura o której mówisz była właśnie o potakiwanie ...:)
Tolerancja - to słowo ,którym się szafuje bez potrzeby,specjalnie nie przykładając się do zrozumienia jego definicji..

Wilhelmina
14-06-2007, 01:37
Zapominanie - amnezja.Chorobliwa, starcza, złośliwa.
Rety!! Chyba jeszcze nic mnie z tego nie dotknęło. Pamiętam prawie wszystko, a najdokładniej to, co mnie kiedyś tak bardzo zraniło. Staram się o tym nie myśleć, nie jątrzyć, może nawet już i wybaczyłam. Ale pamiętam. Wybaczyć wcale nie znaczy zapomnieć.

Malgorzata 50
14-06-2007, 03:55
Ze potaknę właśnie o to chodzi,ile razy wyniknie jakaś różnica zdań to wytaczane są armaty tolerancji -zamiast argumentów.
A wracając do amnezji stosunek do wspomnień dobrych i złych pewnie jest (komunał) związany z psychiką czyli tu nie można powiedzieć ze to jest dobre,a tamto złe -"ten typ" ma TAK a tamten inaczej ,po prostu.

ja2977
29-12-2007, 15:22
Do gimnazjum w Sopocie chodziłem 0d jesieni 1945 do wiosny 1946. mieszkałem wtedy w Domu Dziecka nr 1 przy ul. Zdrowia.

ja2977
29-12-2007, 15:23
miałem w gimnazjum i domu dziecka przezwisko Filozof