PDA

View Full Version : kochani sąsiedzi


granny
04-01-2009, 22:58
Mili Klubowicze.

Jakich macie sąsiadów. Z różnych wątków wynikało, że bywa tak, że się nie znamy, nie kłaniamy się nawzajem sobie. Bywa i tak. Są i inne sytuacje, że znamy ich aż za dobrze nie osobiście ale z tego, jak dają nam znac o sobie przez ścianę, jak się kłócą, jak głośno rozmawiają, jakiej muzyki słuchają, jeśli są młodzi to zazwyczaj głośno. A bywa i tak, że jesteśmy niechcący świadkami ich ekscesów miłosnych i ich życia, które powinno byc dostępne tylko dla nich.

Jak sobie z tym radzicie. Zatykacie uszy, udajecie w nocy, że nic Was nie dotyczy. A muzyka ogłupiająca, łomocąca i niewybredny repertuar, disco polo lub coś w tym stylu, dla mnie to łupu cupu.

Milczycie a może reagujecie. Jak?

jolita
04-01-2009, 23:21
O moich sąsiadach mogę mówić dłuuugo i w samych superlatywach. W moim (już!) mieszkaniu mieszkam od 42 lat. Dom 4-piętrowy, ale 34-mieszkaniowy (w tamtych czasach nazwany typu - Kowalski) i tu już widzę różnicę między lokatorami poruszającymi się windą w wieżowcu a nami - widzącymi się nawet na prześwicie klatki schodowej: tamci w windzie nawet stojąc koło siebie przeważnie milczą - my pokonując wzrokowo schody przesyłamy sobie miłe "dzień dobry" okraszone uśmiechem. Trochę nas umarło, nieliczni wyprowadzili się, ale nowi przybysze również podejmują zwyczaj pozdrawiania nas z uśmiechem.Oj...trochę muszę się skracać bo ochami i achami gotowam pokryć całe tomisko. Z lokatorami "ze stażem" jestem na "per ty" jakkolwiek nie bywamy u siebie, ale widocznie kiedyś była taka okazja by ten zwrot usankcjonować.
Och - tyle mam jeszcze do opowiedzenia, że jednak rozdzielę ten wpis, żeby nie nadużyć cierpliwości ewent. Czytelnika. Na-ra.J

babciela
04-01-2009, 23:22
Granny- nie da ci ojciec , nie da ci matka tego co ci da sasiadka- i tego trzymajmy sie, Ja jestem w dobrej sytuacji, bo mam sa siadow z obu bokow, spokojnych milych ludzi- mysle , ze bardzo mi w zyciu pomogli, ja tez staram sie w miare mozlowosci. Prawdopodobnie w bloku nie wytrzymałabym.

granny
04-01-2009, 23:25
Witaj Jolita.

Dzięki za odpowiedz. To tylko pozazdrościc.

Basia.
04-01-2009, 23:31
Mnie się też mieszka miło i spokojnie w tym samym budynku od 40 lat :D w windzie ludzie są dla siebie sympatyczni, mamy ochronę więc jeżeli gdzieś się zdarzy sytuacja wymagająca interwencji to pracownicy ochrony wzywają patrol interwencyjny i sprawa załatwiona. Cisza nocna obowiązuje od godz. 22 jeżeli ktoś ma zamiar urządzać u siebie przyjęcie z tańcami wcześniej uprzedza o tym sąsiadów i wszystko jest w porządku.

tadeusz50
04-01-2009, 23:41
Całe życie mieszkam w prywatnym domu i nie miałem ani nie mam kłopotów z sąsiadami. Sporadyczne imprezy są w granicach normy. Co więcej ponieważ córka czasem pracuje na nocnej zmianie, parokrotnie się zdarzyło, że sąsiad coś tam rano działał robiąc hałas. Na prośbę bez słowa odkładał daną czynność na póżniej.

granny
04-01-2009, 23:53
Całe życie mieszkam w prywatnym domu i nie miałem ani nie mam kłopotów z sąsiadami. Sporadyczne imprezy są w granicach normy. Co więcej ponieważ córka czasem pracuje na nocnej zmianie, parokrotnie się zdarzyło, że sąsiad coś tam rano działał robiąc hałas. Na prośbę bez słowa odkładał daną czynność na póżniej.
Tadziu, to widac masz do czynienia z kulturalnymi ludzmi, że prośba skutkuje.

Basiu, wiadomo, że jak jest impreza to ludzie powinni uprzedzic, wtedy jest łatwiej znieśc hałas.

Ale ludzie są różni, a wśród młodych z którymi ja mam do czynienia widocznie panuje przekonanie, że do nich świat należy i mogą robic co chcą, zwracanie uwagi nie pomaga, wtedy zachowują się jeszcze bardziej agresywnie. A może właśnie dlatego, że ktoś odważył się zwrócic im uwagę ta agresja ich wyrażająca się w hałasie jeszcze bardziej się potęguje.

Jadzia P.
05-01-2009, 00:06
Całe życie mieszkam w prywatnym domu.
Najpierw z rodzicami, póżniej w swoim..Nie miałam i nie mam problemów z sąsiadami.
Nie odwiedzamy się, wymieniamy tylko - dzień dobry - i to wszystko.
Od kwietnia będę mieszkała w bloku. Jak będzie ....zobaczymy....
Ja jednak myślę, że dobrze .

granny
05-01-2009, 00:11
Całe życie mieszkam w prywatnym domu.
Najpierw z rodzicami, póżniej w swoim..Nie miałam i nie mam problemów z sąsiadami.
Nie odwiedzamy się, wymieniamy tylko - dzień dobry - i to wszystko.
Od kwietnia będę mieszkała w bloku. Jak będzie ....zobaczymy....
Ja jednak myślę, że dobrze .
Zyczę Ci aby było dobrze, abyś spotkała miłych ludzi, i tak jak powiedziała Babciela "nie da Ci ojciec, nie da Ci matka...."

Mam też miłych i normalnych sąsiadów, nawet takich od których pożyczyłabym tę przysłowiową sól, no cóż ale w tym kotle jest ta właśnie łyżka dziegdziu o której napisałam.

ostatek
05-01-2009, 00:37
Dopiero na wsi zrozumiałam znaczenie słowa: "sąsiad". W bloku mijałam ludzi na klatce, brzdąkałam "dzień dobry" lub nie... na wsi tak się nie da. Sąsiad jest ważniejszy - od mieszkającej daleko - rodziny.
Po lewicy: młode małżeństwo z dwojgiem dzieci. Wspaniała rodzina... chętni do pomocy staruszkom, a staruszkowie też się starają... dzieciaki bombiaste. Uwielbiam oboje: starszą Klaudynkę i młodszego Łukasza. One uwielbiają bernardziory. Moje dwa smoki za motylki robią, skrzydełka im wyrastają, fruwają obok dzieci, by łapką, czy też - chroń psia łapa - ząbkiem nie zawadzić. Posiadamy "ukrytą" furtkę w płocie. Dla dzieciaków - frajda. Bez wychodzenia na jezdnię (dość ruchliwą) można do "Ujostwa" się przebrać... czasami pohałasują - jak dzieci... lubię się włączyć do ich zabaw, lepsze to niż protesty i złoszczenie się. Niby dlaczego mam sobie nie pokrzyczeć radośnie? A co?!
Po prawicy: starsze od nas małżeństwo z synem. Stosunki poprawne i bardzo sympatyczne.
Mogę tak "lecieć" dalej przez wieś i nic złego nie mogę o ludziach tu mieszkających powiedzieć. Solidarność, której darmo by szukać w bloku. Pomoc, którą otrzymasz, nawet gdy o nią nie prosisz... wystarczy, że potrzebujesz... jeśli w środku nocy kogoś obudzisz i podasz powód - jesteś pewien, że uzyskasz wsparcie i pomoc. :)
Nie powiem, że zawsze tak było. Wieś była nieufna. Kilka lat nas obserwowała... Teraz już "wrośliśmy" - jak drzewa, jesteśmy swojakami, traktowanymi normalnie, jak część krajobrazu... człowiek pomoże, człowiekowi pomogą... :)
Myślę, że jest to duży kęs mojej wolności...

martunia
05-01-2009, 00:41
Lubię Cię czytać, ostatku.

granny
05-01-2009, 00:53
Ostatku i ja się spotkałam z wielką życzliwościa ludzi, kiedy jeszcze jak pracowałam i miałam ślubnego przy boku zakładaliśmy działkę, daleko poza moim regionem. Bardzo byli pomocni, w budowie tymczasowego siedliska, w poradach dot. zagospodarowania, a dla nas wtedy mieszczuchów, każda roślinka, każdy krzak pomidora to było wyzwanie.
A jeszcze do tego doszły pszczoły. Mieliśmy wtedy wsparcie, pomoc, i życzliwośc z ich strony a i sami staraliśmy się ją okazywac w razie potrzeby, to było takie naturalne.

W mieści ludzie żyją jednak inaczej.

iksigrek
05-01-2009, 01:09
Mam w sumie trzech sąsiadów z którymi graniczę posesją i dwóch naprzeciw, po drugiej stronie ulicy. Mówimy sobie dzień dobry ze wszystkimi. Wcale się nie odwiedzamy, lecz gdy zachodziła potrzeba pomocy, np. coś przenieść, kogoś zawieść samochodem i odebrać z jakiejś biby, to nie było z tym i nie ma żadnego problemu. Tym co nam zbywa, potrafimy się podzielić. Dostałem w tym roku od sąsiadów kosz śliwek, a ja kazałem oberwać całe drzewo czereśni, bo w tym roku obrodziły sporo i nie było sensu wszystkiego zaprawiać. I podobnie jest prawie co roku, bo zawsze czegoś jednym zbywa, a czegoś innym brak.Jesteśmy myślę, że do siebie tolerancyjni. Nie przeszkadza nam to, że ktoś w ogrodzie głośno słucha muzyki w lecie, że ktoś późnym wieczorem piłuje drewno, lub robi sobie party w ogrodzie do późnych nocnych godzin. Nie nadużywamy sobie cierpliwości, ale i nie pytamy o zgodę na to, że ktoś, coś chce sobie poszaleć. Znamy się i wiemy kto kim jest. Jeden z tych pięciu sąsiadów nie pasował. Był wścibski, latał po ludziach, roznosił głupoty i wiecznie do kogoś miał jakieś zastrzeżenia, samemu nie zachowując zasad, które sam głosił. Ale trzy lata temu sprzedał swój dom i się wyprowadził. Ten który się wprowadził pasuje do nas i bardzo mu się podoba mieszkać między nami.
Myślę, że jest normalnie.

basia73
05-01-2009, 01:12
Kilka razy musiałam zmieniać miejsce zamieszkania i miałam nie najlepsze doświadczenia z sąsiadami. Jakież było moje zdumienie kiedy na drugi dzień po wprowadzeniu się sąsiadka mieszkająca obok przyszła do mnie z upieczonym ciastem. Od tamtej pory przyjażnimy się a że obie mieszkamy same to często wieczorem odwiedzamy się aby pogadać lub obejrzeć jakiś dobry film. Chociaż muszę szczerze powiedzieć, że odkąd mam komputer to te spotkania nie są już tak częste jakby moja sąsiadka chciała.

ostatek
05-01-2009, 01:18
Granny, dobrze przeczytałam? Pszczoły?? uwielbiam te bzykacze... zmuszaja mnie do elegancji - kapelusz zakładam idąc na pogawędkę z nimi... ale miodu nie lubię. :mad:

granny
05-01-2009, 01:23
Jacku, Basiu. to co piszecie to jest normalne życie, to tak ono powinno wyglądac.

Mam jedną wadę nie potrafię życ bez mojej muzyki poważnej, słucham przez słuchawki, możliwe, że dzwięk się przenosi do sąsiadów i kiedy oni chcieliby miec chwile dla siebie, a mają w dzień duże potrzeby w tym zakresie, to to im przeszkadza. Poza tym lubię śpiewac. Oni lubią piosenki typu biesiadne, ja operowe kawałki lub poważniejsze. Może jest to różnica gustów i stąd ich protesty i agresja, bo myślą, że oduczą mnie moich zamiłowań.

granny
05-01-2009, 01:27
Dobrze przeczytałaś Ostatku. Pszczoły. Jeszcze do dziś mój ex ślubny w ramach dobrych stosunków przynosi mi daninę w postaci paru słoiczków miodu a i dla córki, która mieszka na obczyżnie zawozimy zawsze ja albo on.

Problem polegał na tym, że miód lubie, ale jestem uczulona na jad pszczeli i po jednym doświadczeniu mój zapał do prac pszczelarskich ostygł.

Kazik
05-01-2009, 01:32
Granny.To nagraj nam MP3. Jak masz mikrofon i chęć, napisz a w razie czego podpowiemy Ci jak to nagrać. Jak słuchasz przez słuchawki to nie ma cudów żeby sąsiedzi mogli usłyszeć.

granny
05-01-2009, 01:35
Dzięki Kaziu, ale niestety nie mam mp3, chyba, że masz na myśli komputerowe mp3. Tak?

granny
05-01-2009, 01:36
Wciąż się rumienię, że jestem taka zielona.

Kazik
05-01-2009, 01:40
Tak-to taki rodzaj zapisu dźwięku. Ale myślę że chyba mikrofonu nie posiadasz.

granny
05-01-2009, 01:42
nie. wiem, że są słuchawki z mikrofonem.

Mar-Basia
05-01-2009, 01:45
Widac z waszych wypowiedzi, ze nie jest zle z sasiadami w Polsce. Pamietam czasy kiedy mieszkalam na Starowce w latach 60-tych. Sasiedzi byli mili, uczynni i usmiechnieci. Poniewaz nie bylismy za bardzo gadatliwi nasze "kontakty" ograniczaly sie do dzien dobry, jak sie pan/pani czuje plus maly usmiech. Kiedy przenieslismy sie na Saska Kepe - w sasiedniej willi mieszkali wscibscy ludzie, ktorzy raczej byli meczacy ale niegrozni. Bylo pare zawistnych, glownie o ogrod - ale gdzie ich nie ma. Potem mieszkalam za granica i sasiedzi byli w dosc duzej odleglosci od naszego domu. W kraju w ktorym mieszkalam nie ma zwyczaju "sasiadowania" - ludzie moga mieszkac kolo siebie latami i nie wiele sie znaja, poza standartowym dzien dobry. Gorzej bylo w letnim domu we Francji, gdzie sasiadami byli dawni "petinisci" z czarna wojenna przeszloscia, wscibscy, narzucajacy sie, obsrwujacy co robia sasiedzi, pewnie wojenne nawyki wydawania i denoncjowania ludzi. Nie utrzymywalismy z nimi zadnych kontaktow. Najlepiej mi sie mieszka w Hiszpanii, mamy wspanialych sasiadow, Anglicy i Belgowie. Skladamy sobie czeste wizyty, urzadzamy sasiedzkie spotkania, jestesmy prawie jak wielka rodzina. Pewnie slonce i dobry klimat sprzyjaja przyjazni sasiedzkiej.;)

granny
05-01-2009, 01:46
może na dzisiaj wystarczy. chętnie wrócę jutro do tego wątku, do mp3.

ciekawa jestem jednak czy ktoś ma podobne problemy jak ja. może się odezwie.

granny
05-01-2009, 01:50
Marbello. to nie klimat, ale kultura. zazdroszczę.

Nie miałam takich przykrych doświadczeń w innych miejscach, gdzie mieszkałam. Tu dom jest trochę inny, inne budownictwo, bardziej akustyczne no i dużo przede wszystkim młodych ludzi, różnych. Dzięki za wypowiedz.

aannaa235
05-01-2009, 07:42
sąsiedzi,,,temat rzeka. Tak sie moje życie potoczyło, że mieszkałam w kamienicy, w wieżowcu z windą w domu wolno stojącym, a teraz mieszkam w w bloku 3 piętrowym i wszędzie napotkałam do dobrych i złych ludzi, ale najgorzej nie było. Najlepiej z sąsiadami za bardzo się nie spoufalać, zawsze się uśmiechnąć powiedzieć dzień dobry zamienić dwa słowa i do domu. Tak praktykuję od 40 lat i nie źle na tym wychodzę.

Jadzia P.
05-01-2009, 09:57
sąsiedzi,,,temat rzeka. Tak sie moje życie potoczyło, że mieszkałam w kamienicy, w wieżowcu z windą w domu wolno stojącym, a teraz mieszkam w w bloku 3 piętrowym i wszędzie napotkałam do dobrych i złych ludzi, ale najgorzej nie było. Najlepiej z sąsiadami za bardzo się nie spoufalać, zawsze się uśmiechnąć powiedzieć dzień dobry zamienić dwa słowa i do domu. Tak praktykuję od 40 lat i nie źle na tym wychodzę.
Przyznaję Ci Aniu racje w 100 %.:D
Ja też tak czynie i dlatego jak do tej pory (odpukać w niemalowane) nie miałam problemów z sąsiadami.:D

granny
05-01-2009, 10:04
Witaj Aanno 235. I ja wyznaję tę zasadę my home is my castle.
Pozwala to zachowac swoją prywatnośc tylko dla siebie.

Ale jest jedno ale, kiedy dzieci daleko i zostajesz sam/a, to jednak jest to ważne, kto obok Ciebie mieszka i dobrze jest miec przyjazną duszę, która w ludzkim odruchu będzie chciała ci pomóc.

Ogólnie rzecz biorąc dobrosąsiedzkie stosunki ważna rzecz, ale gdy lubisz ciszę, a sąsiedzi wręcz odwrotnie, to wtedy jest trudno.

Nika
05-01-2009, 10:11
Odkad tu zamieszkałam utrzymuję dobre stosunki z sasiadami.W dwóch mieszkaniach są studenci,ale spokojni.wymieniamy ukłony.Niestety nade mną mieszka dość głosna rodzina.Tak to mieszka się w blokach.Słychać,kto tłucze kotlety,kto się kłóci,kto baluje..

granny
05-01-2009, 10:19
Witaj Nika. A propos kotletów. Nauczyłam się dopiero niedawno, że jest sposób aby zmniejszyc ten hałas. Tłucze się nie na stole, szafce kuchennej, ale na kolanach, uprzednio owijając je folią. lub wkładając do woreczka foliowego. Pomaga.

Możesz zapytac przy okazji sąsiadkę, czy nie słyszała o takim sposobie.

granny
05-01-2009, 10:20
Oczywiście nie wkładając kolana do woreczka, ale kotlety.

Basia.
05-01-2009, 11:03
W moim domu mieszkają ludzie młodzi i starzy tak jak wszędzie, nie dajmy się zwariować i tłuczmy kotlety tak jak należy, słuchajmy muzyki jaka nam odpowiada, czujmy się jaku siebie w domu i pozwólmy tak się czuć innym. Cisza nocna obowiązuje od 22, wolę mieszkac w mieście w dużym budynku , tutaj ludzie się znają, wymieniają ukłony ale są anonimowi. Kiedy mieszkałam na wsi dobijało mnie to, że sąsiedzi lepiej wiedzieli od gospodarza domu co się u niego dzieje. Mieszkam w swoim domu od 40 lat, nie bywam u sąsiadów i nie goszczę ich u siebie. W razie potrzeby służymy sobie pomocą, to moim zdaniem w zupełności wystarcza.

jip
05-01-2009, 11:05
Witaj Nika. A propos kotletów. Nauczyłam się dopiero niedawno, że jest sposób aby zmniejszyc ten hałas. Tłucze się nie na stole, szafce kuchennej, ale na kolanach, uprzednio owijając je folią. lub wkładając do woreczka foliowego. Pomaga.

Możesz zapytac przy okazji sąsiadkę, czy nie słyszała o takim sposobie.
A ja na stół kładę poduszkę, deskę, mięsko w folię i łupię - wyciszenie znacczne i nie ma rozbryzgów.

granny
05-01-2009, 11:30
Jip toż jak włożysz te kotlety do woreczka foliowego na deskę i na kolana to nawet jeśli są rozbryzgi jak mówisz to tylko na desce a nie na poduszce.

Swoją drogą muszę pomyślec. Może Twój sposób jest lepszy.

Muszę leciec, wracam wieczorem.

babciela
05-01-2009, 11:54
Granny-stary kawał, ale niezły- jak polecisz uważaj na druty, bo skrzydelka polamiesz...

aannaa235
05-01-2009, 13:18
A ja pod deskę podkładam grubą szmatę i tez nie wiele słychać.
Na kolanie sie boję bo może się to źle skończyć dla kolana.:D

Basia.
05-01-2009, 13:22
A ja niczego nie podkładam i walę w kotlety na desce to nawet nie jest deska tylko szklana płyta :D do godziny 22 mam święte prawo do tego.

Alsko
05-01-2009, 13:44
Też tłukę kotlety na kolanach.
Nie z powodu oszczędzania sąsiadów. Oszczędzam siebie, bo nie znoszę tego dźwięku :D
A sąsiedzi... Normalne sąsiedzkie stosunki (bez zażyłości nadmiernej), chociaż mieszkam w krytykowanej przez innych stolycy Warsiawie.
Niedawno wprowadziło się młode małżeństwo i zaczęło tu życie od wywieszenia zawiadomienia o remoncie i przeproszenia za związane z tym hałasy :D
Raz tylko był problem, ale dotyczył nie tylko mnie, cierpieli i pozostali. Trafił nam się sąsiad-melinarz. To był horror. Który szybko minął, bo sąsiad na szczęście ;) przesadził.

Ewunia
05-01-2009, 13:52
Mnie tam tłuczenie kotletów nie przeszkadza... z jednym małym wyjątkiem - niedziela, ok 12-13 i ZAWSZE z mieszkań dobiega odgłos tłuczenia. No na litość... czy zawsze muszą być te schabowszczaki w niedzielę? I czy utłuczenie ich w sobotę, przyprawienie i schowanie do lodówki to jakiś wielki problem? Ja sama tak robię, że zawsze rozbijam mięso wcześniej i wkładam (dokładnie przykryte) do lodówki. A bywa że i smażę wcześniej a potem odgrzewam w piekarniku - na termoobiegu wychodzą chrupiące i pyszne. Przy czym na znak protestu u mnie nigdy nie ma schabowych w niedzielę - aż dzieci się śmieją z tego jak jedzą z nami obiad.

A już szczytem jest odgos tłuczenia w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Nie wiem, to jakaś tradycja religijna że schabowy w dzień świąteczny musi być? Przecież z tego schabu masę ciekawszych i bardziej wykwintnych potraw można wykonać... a przy tym mniej pracochłonnych i nie droższych.

Jestem staroświecka chyba ale dla mnie niedziela to dzień odpoczynku - więc maksymalnie dużo robię w sobotę i staram się oszczędzać innych w zakresie chocby hałasów. Zrzesztą - większość ludzi jakich znam postępuje podobnie (wyjąwszy te nieszczęsne schabowe) - w niedzielę nie wierci w ścianach, nie przybija gwoździ, a nawet nie robi prania...

Basia.
05-01-2009, 13:56
niech sobie jedzą te schaboszczaki w niedzielę i święta, mają do tego prawo. Jeżeli nie walą w nocy to wszystko w porządku. :) Jak kogoś nie ma przez cały tydzień w domu to w niedzielę też może sobie gwoździa wbić w ścianę, nie przesadzajmy.

Ewunia
05-01-2009, 14:06
rozumiem, że w Boże narodzenie czy nawet w "zwykłą" niedziele przed 22 nie przeszkadza Ci także odgłos wiertarki, wycie wirującej pralki, czy wbijanie gwoździ w ściany ;)

Niestety "tłuczenie" kotletów niesie się daleko poprzez piony wentylacyjne i uciążliwość jest porównywalna z ww odgłosami - mi to nie tyle przeszkadza co irytuje (sama w domu jestem raczej gościem i niedziela to jedyny dzień, w którym mogę spokojnie odpocząć). Stąd pomysł żeby wcześniej (w sobotę na przykład) sobie mięsko przygotować...

I z innej beczki - ja nie chodzę i ludziom nie zalądam do garów, ale takie walenie w kotlety co niedzielę zakrawa dla mnie o ostentację wyniesioną jeszcze z czasów totalnego niedoboru. Miałam wtedy sąsiadkę, która waliła w deskę w każdą niedzielę nawet jak na obiad miała coś innego na zasadzie "zobaczcie jaka jestem zaradna". Dziś być może dla niektórych to też jest synonim dostatniości (mam nawet w rodzinie takich niektórych - w niedziele musi być rosół i schabowy bo inaczej jest ubogo).

Stanley
05-01-2009, 14:09
Tolerancja to podstawa dobrych stosunków z sąsiadami.Miałem w swojej klatce swego czasu agencję towarzyską też było fajnie zwłaszcza nocą ale rozmowa z szefową spowodowała ze dało się żyć i nie myślcie ze sąsiedzi mieli jakieś rabaty może i by dało się coś wynegocjować ale nie było zainteresowania ze względu na mało atrakcyjny towar. Poprostu sąsiadów też można ucywilizować ale nie może być w tym przesady ten gwóżdz też trzeba przybić a czasem nawet w święta. Wyrozumiałość to podstawa.

Basia.
05-01-2009, 14:12
do godziny 22 nic mi nie przeszkadza, ludzie pracują do późnych godzin i mają prawo do czucia się w swoim mieszkaniu jak u siebie. Nie dla wszystkich niedziela jest dniem świętym /osobiście w niedzielę gotuję tylko wodę na herbatę/ ale wiem, że są ludzie którzy właśnie w ten dzień nadrabiają zaległości domowe bo w tygodniu nie mają na to czasu.

Ewunia
05-01-2009, 14:58
Wiesz, ja nie chodzę po ludziach z pretensjami i - jak pisałam wyżej - nie tyle mi przeszkadza co irytuje. A czasami bawi nawet, bo bez patrzenia na zegarek można stwierdzić że jest ok 13 ;)

Tyle że nie dociera do mnie tłumaczenie w rodzaju "odrabia domowe zaległości" w stosunku do schabowych. Zresztą - kilka postów wyżej jest podane parę sposoów wyciszenia tego dźwięku.

Ogólnie wydaje mi się, że traktujemy hałas jako stały element naszego życia, byle była "cisza nocna". Tymczasem hałas jaki nas otacza jest szkodliwy - powoduje zwiększoną nerwowość, problemy ze słuchem, spade odporności i wiele innyc niepzyjemnych efektów - nawet gdy go nie zauważamy. Niestety, Polska pod tym względem jest daleko - zarówno na poziomie wrażliwości jednostek jak i regulacji prawnych.

A jeszcze do ciszy nocnej pochodzącej z czasów, w których większość społeczeństwa pracowała od 7 do 15... Teraz więcej osób pracuje w zupełnie innych godzinach, więc tak naprawdę wyciszenie w budynkach wielorodzinnych powinno trwać całą dobę. Innymi słowy nie jest tak że jak nie ma "ciszy nocnej" to sobie dowolnie hałasujemy (zresztą tu zdaje się prawo okresla to tównież). Ja na przykład bardzo cenię swoich sąsiadów którzy uprzedzają nas przed każdymi hałaśliwymi pracami remntowymi trawjącymi dłużej niż 5 minut :) Ale to u nas rzadki przypadek. Dotyczy to także dzieci, które potrafią straszliwie hałasować - jeśli czynią t pod czyimś oknem przez cały dzień, naprawdę można je mocno znielubić. I nie jest tak, że dzieciaki nie potrafią się bawić bez przeraźliwego wycia - kwestia organizacji tej zabawy i jej miejsca, ale to wymaga wysiłku.

Rozpisałam się nieco, bo uważam że niesłusznie lekceważymy problem sprawianego i odbieranego hałasu - znacznie szerszy niż te nieszczęsne kotlety.

Pani Slowikowa
05-01-2009, 15:04
Sasiedzi!! Fajny temat!!
Urodzilam sie w przedwojennym bloku w Warszawie.. gdzie stosunki sasiedzkie byly wszystkie b. poprawne ale tez niektore zamienily sie w prawdziwe przyjaznie.. Mam na mysli oczywiscie moich dziadkow i rodzicow..Nawet dochodzilo do ratowania sobie zycia w czasie powstania w 1944 r.
Moja mama byla w obozie koncentracyjnym z jedna swoja sasiadka.. dzielily prycze.
Ja kontynuuje te przyjaznie dotychczas mimo ze mieszkania juz nie posiadam i mieszkam jednak tak daleko..
Jeszcze nie mialam w moim zyciu zlego sasiada..
W Polsce dzieki zaprzyjaznionym ludziom, moge sobie pozwolic na utrzymanie posesji ktorej oni mi pilnuja i utrzymuja..
Tutaj z kolei z sasiadami jestesmy prawie wszyscy zaprzyjaznieni.. Urzadzamy rozne "party" i nawzajem sie zapraszamy.. Pomagamy sobie w razie wyjazdow.. karmimy sasiedzkie zwierzaki i podlewamy kwiatki
Kiedys obudzilam sasiadke o 2 w nocy aby wezwala pogotowie
a druga z lewej strony obrazila sie ze to nie ja pofatygowalam:)

ammi1952
05-01-2009, 16:20
Mieszkam w bloku ,tłuczenie kotletów nigdy mi nie przeszkadzało - sama zreszta tez tłukę ,dla mnie jest to tzw odgłos nieunikniony i chyba dla tego go nie odbieram jako coś nagannego. A od kiedy familia czeczeńska wyprowadziła sie z bloku znowu kocham wszystkich sąsiadów. Obecnie mieszka bedzpośrednio nademną młode małżeństwo z 5letnim chłopcem - bardzo sympatyczne dziecko ,mają kota z którym bohunisko zawarło pakt o nieagresji- acha kot nie jest wyrzucany przez okno z piętra ani nikt tym kotem uwiązanym na sznurku mi przed oknem nie macha.Kurcze formalna idylla - oby trwała jak najdłużej.Jak trzeba to sobie wszyscy pomagamy, ale nikt nikogo zbytnio nie stara się absorbować

Malwina
05-01-2009, 16:37
Jolu uwielbiam takie "domy, które trwają"i zazdroszczę Ci.jak mieszkałam w Radomiu w zamierzchłych czasach, nasz dom i pobliskie domy do takich nalezały- ta wspólnota życzliwości była taka normalna...dziś od 25 lat mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych, pozdrawiamy się, uśmiechamy,ale...to wszystko, mam wrazenie ,że wszyscy sie opancerzamy....jak wyjdzie sie z jakąś pomocą, propozycją nie jest nic podtrzymywane....smutne to....

krystynacz46
05-01-2009, 17:28
Jak mieszkałam we Wrocławiu ,sąsiadów miałam wspaniałych , to jeszcze była stara kadra ,mieszkaliśmy jak w rodzinie ( wspólne święta , imieniny itp.).A jeśli chodzi o powódż w 1997 to była wspaniała solidarność.Dzisiaj tego już nie ma , młodzi żyją inaczej , zresztą ze "starych lokatorów"zostały tylko 3 rodziny,utrzymujemy serdeczne kontakty. Teraz gdzie mieszkam ( chatka na wsi),raczej każdy sobie , dzień dobry i do widzenia.Z łezką w oku wspominam tamte czasy , ale to już nie "wrati";)

lawenda
05-01-2009, 18:01
Ja też o swoich sąsiadach mogę długo i pięknie. Był to blok służbowy i mieszkali w nim sami pracownicy "lasów", czyli sami swoi.
Teraz już są to mieszkania własnościowe i niestety część już odeszła a inni wybrali wspanialsze warunki. Teraz mam za sąsiadów dwa młode małżeństwa /na piętrze 6 rodzin/. Często sobie pomagamy. Obok nas mieszakają wspaniali ludzie, maja dwoje dzieci: jedno chodzi do pierwszej klasy i jedno ma roczek.
Kiedy sąsiad jedzie w delegację ja odprowadzam Jaśka do szkoły, no cóż nauczyłam się od niego bardzo dużo a szczególnie o dinozaurach i erach i oczywiście o życiu tych sworzeń. Czy to nie wspaniałe ?.

granny
05-01-2009, 18:18
Kochani.

Dzięki za podjęcie tematu. Jest jak rzeka to prawda. Stanowisko Basi przemawia mi do przekonania, bo jest to stan wymarzony, kiedy każdy z nas mógłby robic w swoim domu to na co ma ochotę. Na zasadzie hulaj dusza piekła nie ma.

Gdybyśmy mieszkali w odpowiednich warunkach na pewno byłoby to możliwe.

Ewuniu, ja też jestem Ewa (ale niech zostanie Granny dla odróżnienia) Twoje posty 41 i 44 pokazują, że masz taki sam stosunek do hałasu jak ja i rozumiesz jego szkodliwośc. Widocznie wszystkie Ewy mają tę wrażliwośc. I faktycznie nie idzie tu tylko o te nieszczęsne bicie kotletów ale o hałas wogóle.

Głośna muzyka jest tylko hałasem, szkodliwym, rozkojarzenie, brak odporności fizycznej i psychicznej, lepiej to ujęłas niz ja mogłabym to przedstwic. Ale kocham Cie za to stwierdzenie o wyjących dzieciach pod oknem, jakież to dziwne dla otoczenia, że dzieci, bawiące się przecież mogą byc żrodłem nieznośnego hałasu.Bardzo mi się podobała Twoja uwaga o wynalazku niektórych pań domu, pobiję sobie te kotlety a niech inni myślą, że jestem taka zaradna. To smutne, ale jakże prawdziwe w naszej społeczności.

Stanleyu. Wyrozumiałośc i tolerancja dobra rzecz, ale jak nie śpisz regularnie noc w noc, bo właśnie sąsiadka ma zwyczaj obwieszczania otoczeniu o swoim orgazmie i o następnym i to na tej samej zasadzie jak z tymi wyimaginowanymi kotletami, które są bite aby inni zazdrościli, to trudno o wyrozumiałośc.

Pocieszające jest to że jednak mówicie o poprawnych stosunkach sąsiedzkich, o wzajemnej pomocy.

Czy człowiek starszy winien jednak spuścic głowę i przepraszac, że żyje, czy też robic to samo jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.

lawenda
05-01-2009, 18:26
" ....czy też robić to samo jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie."

Ale w jakim celu?. Mądry zawsze ustępuje głupiemu. Szkoda zdrowia i dobrego samopoczucia.

granny
05-01-2009, 18:36
Wiem, wiem droga Lawendo.

Toteż milczę, staram się. Bardzo mi pomogło to że kupiłam kompa, mam zajęcie które mnie pochłania, a w dodatku nie przypuszczałam, że znajdę wśród Was taką grupę wsparcia, tyle życzliwości.

Basia.
05-01-2009, 18:37
ja w takim razie jestem wielką szczęściarą bo mieszkam na V piętrze, pod oknami mam wodę i kilka hektarów ogrodów działkowych, nikt u mnie nie słucha zbyt głośno muzyki i dzieci się nie drą pod oknami. Nie słyszę swoich sasiadów mieszkających obok mnie i pode mną. Od maja do września mam otwarte okna i balkon i w domu mam cicho, słyszę tylko żaby i kaczki.

gratka
05-01-2009, 18:40
Mieszkałam w bloku, zaprzyjaźniłam się z kilkoma rodzinami poprzez dzieci (były w podobnym wieku i "przepadały" za sobą) oraz dzięki psom.
Bywało uciążliwie, bywało prawie rodzinnie, jak to w bloku.
Mam wrażenie Granny, że jesteś już uczulona ma sąsiedzkie hałasy. Masz podniesiony próg drażliwości i jeżeli nie masz możliwości przeprowadzenia się, to jest jeszcze drugie wyjście: wygłuszyć dobrze mieszkanie. Są szyby dźwiękoszczelne, odpowiednio izolowane drzwi, na sufit można też przykleić warstwę wygłuszającą.Wówczas Twój śpiew też nie będzie nikomu przeszkadzał.
Jedna z moich koleżanek z pracy miała dokładnie takie odczucie jak Ty i Ewa. Przeprowadziła się do wieżowca na najwyższe piętro.

granny
05-01-2009, 18:46
Mieszkałam w bloku, zaprzyjaźniłam się z kilkoma rodzinami poprzez dzieci (były w podobnym wieku i "przepadały" za sobą) oraz dzięki psom.
Bywało uciążliwie, bywało prawie rodzinnie, jak to w bloku.
Mam wrażenie Granny, że jesteś już uczulona ma sąsiedzkie hałasy. Masz podniesiony próg drażliwości i jeżeli nie masz możliwości przeprowadzenia się, to jest jeszcze drugie wyjście: wygłuszyć dobrze mieszkanie. Są szyby dźwiękoszczelne, odpowiednio izolowane drzwi, na sufit można też przykleić warstwę wygłuszającą.Wówczas Twój śpiew też nie będzie nikomu przeszkadzał.
Jedna z moich koleżanek z pracy miała dokładnie takie odczucie jak Ty i Ewa. Przeprowadziła się do wieżowca na najwyższe piętro.
Babko Gratko.
Tak to prawda, ten mój próg drażliwości jest rzeczywiście podniesiony, ale to wynika z długotrwałego hałasu, nie jednorazowego, okresowego ale stałego.

Przeprowadzałam się już kilkakrotnie, bo zamieniałam np. mieszkanie na większe, to nabyłam z myślą, że będzie ono już ostatnie. Nie mam już warunków aby się przeprowadzic.

Wyciszenie mieszkania, wydaje się pomysłem racjonalnym.

Kazik
05-01-2009, 19:07
A ja na stół kładę poduszkę, deskę, mięsko w folię i łupię - wyciszenie znacczne i nie ma rozbryzgów.
Nigdy nie tłukłem kotletów, zawsze to robiła żona a teraz siostra. Ale to taki młotek jak bieżnik na kole samochodowym, bałbym się powbijania folii w mięsko. Bo ze ja podziurawi i zrobi z folii sieczkę-tak sobie to wyobrażam.
A kotlety lubię bardzo, do tego czerwona kapusta (Ślązacy mówią "modra"), ale to nie watek "obiadek stosowny"-więc już stąd zmykam z takim tematem.

PS. zapytałem siostrę, nie próbowała z folią ale ma taki zamiar. Bo te rozbryzgi siadają wokoło.

granny
05-01-2009, 19:16
Kaziu folia dobra. Nie zrobi siotra dziur, bez obawy.

Pozdrawiam.

jolita
05-01-2009, 19:52
zapowiadałam, że mam duuuużo do opowiadania o moich sąsiadach więc posłuże się "scenkami z życia". Oto pierwsza:
dawno, dawno temu gdy mieszkałam sama zachorowało mi się i w chwili potrzeby skontaktowałam się ze znajomą z sąsiedniego bloku z prośbą o kupno chleba. Przyszła, przyniosła, a "tranzakcja" odbywała się tylko przy drzwiach...Za parę minut: dzwonek do drzwi...Sąsiadka z mieszkania obok z "pretensją": pani Jolu - usłyszałam, że ktoś przyniósł pani chleb więc pytam: od czego my jesteśmy?
Czy to nie urocze?
c.d.n.

Basia.
05-01-2009, 19:57
zapowiadałam, że mam duuuużo do opowiadania o moich sąsiadach więc posłuże się "scenkami z życia". Oto pierwsza:
dawno, dawno temu gdy mieszkałam sama zachorowało mi się i w chwili potrzeby skontaktowałam się ze znajomą z sąsiedniego bloku z prośbą o kupno chleba. Przyszła, przyniosła, a "tranzakcja" odbywała się tylko przy drzwiach...Za parę minut: dzwonek do drzwi...Sąsiadka z mieszkania obok z "pretensją": pani Jolu - usłyszałam, że ktoś przyniósł pani chleb więc pytam: od czego my jesteśmy?
Czy to nie urocze?
c.d.n.
urocze i to bardzo :D ja mam podobnie.

granny
05-01-2009, 19:58
Jolita. Cudne, oby takich ludzi więcej.

akusia
05-01-2009, 20:31
Może ja też dorzuce swój głos o sąsiedztwie.
Mieszkam w bloku prawie 40lat,nigdy nie miałam kłopotu z sąsiadami.Jak dzieci były małe nikt nigdy nie kłócił się o dzieci.
W tej chwili sporo jest nowych i to młodych sąsiadów i jest nadal spokój.Obok mnie mieszka bardzo młode małżeństwo...
teraz mają maleńkie dziecko i tak jak by ich nie było.
Musze też powiedzieć że teraz jak jestem chora doświadczyłam wiele dobrego od sąsiadów.
Przed opercją i po opercji /staw biodrowy/ zawsze ktoś pomógł
mi wnieśc zakupy i to tacy co bym sie tego po nich nie spodziewała.Nawet robiono mi zakupy przed opercją jak żle się czułam choć miał mi kto je zrobić.Mam też bardzo dobry kontakt z młodzianami którzy są zawsze chętni do pomocy.
Sąsiadka zawsze pilnuje mi mieszkania jak gdzieś wyjeżdżam,
czy to szpital czy to jechałam na na rehabilitacje lub do dzieci.

granny
05-01-2009, 21:57
Witaj Akusiu.

Rozumiem, że jesteś po operacji, czy jednak stale korzystasz z uczynności sąsiadów. To co piszesz o sąsiadach zasługuje na wysokie uznanie. W tej sytuacji możesz spac spokojnie.

Domyślam się, że jesteś w podobnej sytuacji jak ja jeśli idzie o brak pod ręką członków rodziny.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Babcia Iwa
05-01-2009, 22:15
Ja mieszkam w bloku od ponad 30 lat. Blok był własnością PKP i mieszkali sami pracownicy. Teraz wykupiliśmy mieszkania, sąsiedzi zaczynają "odchodzić". Miałam bliską sąsiadkę i razem pomagałyśmy sobie. Miała 2 córki, jedna wyjechała do Paryża 12 lat temu a druga "Pani pielęgniarka". O matce obie zapomniały. Sąsiadka zachorowała na Parkinsona - żal mi jej było bo pies z kulawą nogą do niej nie zaglądnął.Przy wykupie mieszkania zapisała w razie śmierci swojemu wnukowi/ który nigdy nie miał czasu dla babki/ mieszkającemu na drugie ulicy. Teraz mamy koszmar. Sąsiadka umarła a wnuczek - dziedzic wynajmuje studentom.Były balangi alkoholowe, narkotyki, lekceważenie sąsiadów. Jestem w Zarządzie Wspólnoty - jedynie do mnie mają respekt no i mieszkam obok. Młodzi wypuszczeni od rodziców zachowują się jak dzicz.

bogda
05-01-2009, 22:19
Ja mieszkam w domku dwurodzinnym, za ścianą mam szwagrostwo z całym przychówkiem, mieszkamy razem tyle lat i jakoś się zgadzamy, pomagamy, nawet w nocy mogę ich zawezwać jak by co (od kiedy mnie dzieci opuściły) uwielbiam ten ruch i hałas u nich, bo wiem, że ktoś tam jest, że nie jestem sama, wystarczy puknąć mocniej w ścianę i zaraz się ktoś pojawi. Obok tak z jednej jak i z drugiej strony i z naprzeciwka też mam fajnych sąsiadów, ukłony ukłonami ale i czasem się pogada, nieraz jakieś wspólne ognisko na polu, a co najważniejsze znamy swoich czworonogów i jak któryś gdzieś wypruje to zaraz telefon i sygnał. Dawniej miałam taką sąsiadkę co cały dzień prawie siedziała w oknie albo na ogrodzie i wszystko o wszystkich wiedziała, nazywaliśmy ją "sumienie uliczne" ale dobra była kobieta, lepsza niż policjant na obchodzie, nic nie umknęło jej uwagi :D szkoda że się wyprowadziła, człowiek po spotkaniu z nią był na bieżąco z wszystkimi wiadomościami :D
Dalszych znam mniej, ale jak się mieszka tyle lat w jednym miejscu to trudno nie znać, chociaż kontakt jest na etapie ukłonów, lubię tą swoją "wieś". No i czasem dadzą jakieś ciekawe odsadki kwiatków lub krzewów, albo wezmą od mnie :D

granny
05-01-2009, 22:42
Bogda to dobre wiadomości i należy się cieszyć z takich układów.

Babciu Iwo. Piszesz są balangi, słowo dzicz to chyba jest to co jednako rozumiemy w odniesieniu do takich młodych co mają wszystkich i wszystko w nosie. Ale powiedz proszę, skoro jesteś w Zarządzie Wspólnoty, to czy poruszyłaś tę sprawę na zebraniu Wspólnoty, czy wzywałaś Policję z interwencją, czy znosisz wszystko to co się dzieje w pokorze. Jak sobie z tym radzisz?

Babcia Iwa
05-01-2009, 23:05
Jestem w kontakcie z Dzielnicowym, mam syna mundurowego. Jak się towarzystwo naćpało i o 2 giej w nocy/kiedyś/ i wyległo na klatkę schodową, poprosiłam syna aby powąchał czym śmierdzi. Wpadł i powiedział,że to MARYCHA i kazać wezwać czarnych. / to nie jego rejon/. Przyjechali i zgarnęli całe towarzystwo. Teraz jest cichutko. Poinformowałam "właściciela" o istniejącym przepisie mówiącym o nakazie sądowym do sprzedaży mieszkania jeżeli właściciel nie przestrzega regulaminu Wspólnoty. Gębę też mam nie od parady. Jak wychodzę to oni chodzą na paluszkach.Teraz przestał płacić za czynsz od 3-ch m-cy, jeśli potrwa to dłużej będzie czego się przyczepić. Aha - na początku jego wynajmowania zwróciłam się do Urzędu Skarbowego z zapytaniem czy zgłosił działalność gospodarczą i czy odprowadza za wynajem podatek. Okazało się że tak i tu miał szczęście.

granny
05-01-2009, 23:18
Babciu Iwo, tzn. że Wspólnota uchwaliła sobie oddzielny Regulamin, czy tak?
Bo u nas, też jesteśmy Wspólnotą, o Regulaminie się nie mówi a jedynie wisi Regulamin na klatce schodowej taki standardowy, obowiązujący wszystkich mieszkańcow nie tylko wspólnoty.

Jest tu trochę odmienna sytuacja, bo ci młodzi wynajmują mieszkanie, natomiast przypadek o którym mówię odnosi się do mieszkania własnościowego i Prezes Wspólnoty zasłania się niemożnością jakiejkolwiek interwencji, bo to własność prywatna. Czy masz jakieś rozeznanie na ten temat?

Basia.
05-01-2009, 23:27
Jest tu trochę odmienna sytuacja, bo ci młodzi wynajmują mieszkanie, natomiast przypadek o którym mówię odnosi się do mieszkania własnościowego i Prezes Wspólnoty zasłania się niemożnością jakiejkolwiek interwencji, bo to własność prywatna. Czy masz jakieś rozeznanie na ten temat?
Jestem w Zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej, w moim budynku jest wykupionych 75% lokali. Zarząd Wspólnoty z takimi sprawami radzi sobie w następujący sposób: właściciel lokalu zostaje powiadomiony o zaistniałej sytuacji, zostaje powiadomiona policja i kończy się to zawsze tak, że uciążliwi podnajemcy zmieniają miejsce zamieszkania.

granny
05-01-2009, 23:35
Basiu. Rozumiem, że w takim przypadku uciążliwi podnajemcy są zmuszeni zmienić mieszkanie.

Moi "terroryści" są właścicielami tego lokalu w którym mieszkają. Jeszcze jedno Basiu. Wspólnota informuje właściciela lokalu o sytuacji, a kto wzywa Policję. Policja interweniuje jedynie wtedy, kiedy jakiś występek się dzieje w danej chwili. Nie obchodzi ich to, jeśli zajście miało jakiś czas temu.

Babcia Iwa
05-01-2009, 23:39
Regulamin jest standardowy. Najważniejszy jest punkt o obowiązku ciszy nocnej od 22 do 6 rano no i dbałość o wspólną własność. W naszym bloku jest 75 mieszkań w 5-ciu klatkach. W 3-ch są wynajmowane mieszkania studentom. Zwróciłam się jako Wspólnota do Policji o zwrócenie szczególnej uwagi na wynajmowane mieszkania. Poprosiłam dzielnicowego na spotkanie. Jest efekt. Sąsiedzi są również aktywni i czujni.

Babcia Iwa
05-01-2009, 23:44
Jeżeli Tobie przeszkadzają to w danej chwili wzywasz policję nie chwaląc się tym. Po kilku interwencjach Wspólnota powinna wezwać właściciela i poinformować go o możliwości złożenia wniosku przez Wspólnotę do Sądu z prośbą o wydanie nakazu sprzedaży lokalu bez zapewnienia właścicielowi lokalu zastępczego. Poczytaj w internecie www.zarządzanie Wspólnotą Mieszkaniową, lub Zarządcy Wspólnoty Mieszkaniowej.

Basia.
05-01-2009, 23:50
Basiu. Rozumiem, że w takim przypadku uciążliwi podnajemcy są zmuszeni zmienić mieszkanie.

Moi "terroryści" są właścicielami tego lokalu w którym mieszkają. Jeszcze jedno Basiu. Wspólnota informuje właściciela lokalu o sytuacji, a kto wzywa Policję. Policja interweniuje jedynie wtedy, kiedy jakiś występek się dzieje w danej chwili. Nie obchodzi ich to, jeśli zajście miało jakiś czas temu.
Jeżeli terroryści są właścicielami lokalu to też ich można przywołac do porządku. My mamy w budynku ochronę, więc jak coś się dzieje przyjeżdża patrol interwencyjny, ostatnio ubrali rozrabiakę w kajdanki i wezwali policję. Za szkody wyrządzone w budynku płacą ci, którzy te szkody spowodowali.

granny
05-01-2009, 23:50
Dzięki Babciu Iwo. To trochę rozjaśniło mi sytuację i z tego wynika, że należy jednak uczulić innych także lokatorów na hałasy, aby nie akceptowali pokornie "terroryzmu".

Chyba, że innym to wcale nie przeszkadza, że są jakiekolwiek hałasy, i jest to tylko mój brak odporności na takie czy inne zakłócenia.

granny
05-01-2009, 23:56
Jeżeli Tobie przeszkadzają to w danej chwili wzywasz policję nie chwaląc się tym. Po kilku interwencjach Wspólnota powinna wezwać właściciela i poinformować go o możliwości złożenia wniosku przez Wspólnotę do Sądu z prośbą o wydanie nakazu sprzedaży lokalu bez zapewnienia właścicielowi lokalu zastępczego. Poczytaj w internecie www.zarządzanie Wspólnotą Mieszkaniową, lub Zarządcy Wspólnoty Mieszkaniowej.
Babciu Iwo, złoto jesteś warta. Powinna Cię uściskać, co niniejszym czynię.

Basiu, bezpiecznie Ci się zatem mieszka, i tak powinno być.

Basia.
06-01-2009, 00:02
Dzięki Babciu Iwo. To trochę rozjaśniło mi sytuację i z tego wynika, że należy jednak uczulić innych także lokatorów na hałasy, aby nie akceptowali pokornie "terroryzmu".

Chyba, że innym to wcale nie przeszkadza, że są jakiekolwiek hałasy, i jest to tylko mój brak odporności na takie czy inne zakłócenia.
cisza nocna to jedna sprawa ale jak ktoś słucha w dzień muzyki na cały regulator, że w budynku szyby się trzęsą też trzeba interweniować.

granny
06-01-2009, 00:10
cisza nocna to jedna sprawa ale jak ktoś słucha w dzień muzyki na cały regulator, że w budynku szyby się trzęsą też trzeba interweniować.

Dzięki Basiu. to właśnie o takie przypadki chodzi.

tadeusz50
06-01-2009, 07:19
Jacku, Basiu. to co piszecie to jest normalne życie, to tak ono powinno wyglądac.

Mam jedną wadę nie potrafię życ bez mojej muzyki poważnej, słucham przez słuchawki, możliwe, że dzwięk się przenosi do sąsiadów i kiedy oni chcieliby miec chwile dla siebie, a mają w dzień duże potrzeby w tym zakresie, to to im przeszkadza. Poza tym lubię śpiewac. Oni lubią piosenki typu biesiadne, ja operowe kawałki lub poważniejsze. Może jest to różnica gustów i stąd ich protesty i agresja, bo myślą, że oduczą mnie moich zamiłowań.
Przeanalizowałem ponownie ten wątek i zastanawiam się nad tym postem, czy tu nie tkwi żródło konfliktu. Konflikt pomiędzy rodzajem muzyki. Dla ciebie muzyka rozrywkowa jest ciężka do strawienia dla młodych muzyka poważna połączona jeszcze z twoim śpiewem. Trudno mnie oceniać jakość tego śpiewu, ale owi sąsiedzi może w ten sposób protestują przeciwko twoim koncertom. Cóż mnie tez drażni muzyka poważna, połączona z solówką na żywo. Pewnie moje zachowanie mogłoby być podobne. Powstaje typowy ping-pong, ty mnie ja tobie.

Nika
06-01-2009, 10:25
Ludzie w wieku dojrzałym z natury cenią spokój i ciszę,męćzy ich hałas-młodzi zdają się nie potrafić egzystować bez nadmiaru decybeli/ mam w domu młodego potomka,więc wiem z autopsji/.Na szczęście wymyślono słuchawki i zmuszam go do zakładania ich.Najlepiej stosować słynne powiedzenie-żyj i daj zyć innym.Nie rób tego innym,czego sam nie lubisz.

Nika
06-01-2009, 11:41
A propos odgłosów zza ściany.Słyszymy muzykę,kłótnie,szczekanie psów,kotlety..ale chyba faceci juz nie śpiewają przy goleniu..

granny
06-01-2009, 12:41
A propos odgłosów zza ściany.Słyszymy muzykę,kłótnie,szczekanie psów,kotlety..ale chyba faceci juz nie śpiewają przy goleniu..
Witajcie.
Niestety Niko, mężczyzni nie śpiewają już przy goleniu. A szkoda.
Ileż to radości, jak wiele dobrej energii można przez to osiągnąc z samego rana, dobry początek dnia.

Tadziu. Nie jestem Marią Callas, śpiewam bo jest to sposób na przegnanie smutków, na stress, i na stawianie czoła przeciwnościom losu. Każdy z nas chyba ma jakiś sposób na to co go uwiera. Może to byc drażniące dla postronnego słuchacza, ale nie jest to żródło wielkich decybeli, jest to objaw radości jaka Cię ogarnia i może byc drażniące na zasadzie i " z czego ta baba tak się cieszy" nie lubimy, kiedy komuś jest dobrze. Jesteśmy smutasami z natury.

Dobrze powiedziałeś o ping-pongu, dlatego staram się nie nadużywac mojego zamiłowania do muzyki i śpiewu. Robię to naprawdę rzadko (śpiew), natomiast decybele sąsiadów atakują mnie od jakiegoś czasu codziennie.
A moją muzykę poważną słucham przez słuchawki.

granny
06-01-2009, 12:50
Nawiązując do żródła konfliktu, leży ono trochę gdzie indziej.
Hałas jest już skutkiem, a nie pierwotną przyczyną tego konfliktu.

Tadziu. Wspomniałeś o tym, że córka czasem pracuje w nocy.
Moja terrorystka też pracuje w nocy a w dzień śpi. Jaki zawód ma, nie wiem tego z całą pewnością, ale są to zajęcia nocne kilkugodzinne, potem wraca o 4 lub o 5, zawsze budzi mnie rzucając czymś ciężkim. Natomiast w dzień, każdy odgłos życia domowego, puszczasz wodę, gotujesz, pierzesz, jest dla niej drażniący. Powinna zatykac sobie uszy, no ale cóż, nie robi tego.

jakempa
06-01-2009, 14:44
Naczytalam się tyle o sąsiadach, ja nigdy nie mialam w zasadzie problemu z sąsiadami, jeżeli jest ktoś gburowaty i nie odpowiada nawet na 'dzień dobry' to po jakimś czasie ja tez go nie zauważam, w obecnym 4 piętrowcu, 2 mieszkania na klatce/ mieszkam od 73 roku, obok mieszka sąsiadka 3 lata odemnie mlodsza, wychowala 3 dzieci 1 rówiesnica mojej corki, to są ludzie wybitnie antytowarzyscy, nigdy u nich nie bylo żadnego przyjęcia, balangi, oszczędzający z natury na wszystkim, abstynenci, Ja cale zycie lubię się bawić , imprezki byly ciagle, przy tym czesto tańce, nieraz do rana, mieszkam na I piętrze podemną malżeństwo naukowcow z 3 dzieci, Jak się wprowadzilismy urządzalam parapetówkę i ich zaprosilam, ale odmówili grzecznie, to zanioslam im jakiś na te czasy cenne drobiazgi do domu, na dobre zamieszkanie, Od tej pory nigdy nie mieliśmy najmniejszego konfliktu, nigdy nie zwrocono uwagi na halasy, Kiedy ich dzieci dorosly i puszczali glośno muzykę ja też nigdy nie poszlam z pretensjami, jak gdzieś wyjezdżam spokojnie zostawiam innej sasiadce klucze i wiem, że zastanę takie mieszkanie jak zostawilam teraz jesteśmy wszyscy na emeryturze, nieraz pogadamy na lawce przed blokiem, i wspominamy dawne czasy, studenci na 2 pietrze wynajmujący mieszkanie często balangują ale ja wkladam zatyczkę do uszu jak mi muzyka nie odpowiada, i mysle o swojej mlodosci, a niech się bawią..byleby niczego nie niszczyli,

granny
06-01-2009, 16:05
Jakempo. Chciałabym Cię miec za sąsiadkę. Jestem pewna gdybyś słyszała moje popisy wokalne, to najwyżej włożyłabyś stopery do uszu.

Tadeuszu. Piszesz że na moje popisy wokalne zareagowałbyś tak samo jak Ci młodzi. To znaczy puściłbyś swoją ulubioną myzykę poprzez głośniki wzmacniające dżwięk, że byłoby to słychac w całym domu. Czy tak?

tadeusz50
06-01-2009, 17:34
Jakempo. Chciałabym Cię miec za sąsiadkę. Jestem pewna gdybyś słyszała moje popisy wokalne, to najwyżej włożyłabyś stopery do uszu.

Tadeuszu. Piszesz że na moje popisy wokalne zareagowałbyś tak samo jak Ci młodzi. To znaczy puściłbyś swoją ulubioną myzykę poprzez głośniki wzmacniające dżwięk, że byłoby to słychac w całym domu. Czy tak?

granny
Dlaczego usiłujesz przypisać mnie coś co napisałem w trybie przypuszczającym
Pewnie moje zachowanie mogłoby być podobne. Powstaje typowy ping-pong, ty mnie ja tobie.

Latem w bloku koło mojego domu ktoś puszczał w koło jedno i to samo. Teraz ma awersję na ta piosenkę. Raczej nie mogłem nic zrobić bo byłem z wnuczką na podwórku i nie miałem potrzeby karać dziecka zamknięciem w domu.

granny
06-01-2009, 19:06
Tadeuszu. Dzięki za to mogłoby byc. Tzn. że nie masz awersji do śpiewu w ogóle. Moja rodzina czasami słuchała mojego śpiewu. Córka taktownie milczała, zięc oniemiał, a moja starsza wnuczka była zachwycona i natychmiast podjęła swoje próby wokalne. Wtedy ja byłam zachwycona i zaczęła mi się marzyc przyszłośc wokalistki dla niej. Kto wie, kto wie. Moi rodzice poznali się w chórze. Takie małe skrzywienie rodzinne. To tyle aby nie odbiegac zbytnio od wątku o naszych sąsiadach.

tadeusz50
06-01-2009, 19:13
Cóż po prawdzie to mnie słoń na ucho nadepnął a głos mam jak z d.. włos czyli krótki, gruby i zasr.... Taka jest prawda. Cóż nie każdy jest obdarzony talentem.

Kazik
06-01-2009, 19:13
granny-nagraj coś z podkładem muzycznym to ocenimy.

granny
06-01-2009, 19:19
Mili jesteście i wprawiliście mnie w bardzo dobry humor.

Co innego śpiew pod prysznicem lub w łazience, a co innego śpiew dla iluś tam setek ludzi Kaziu. Nie nagram zatem.