PDA

View Full Version : edukacja seksualna


granny
11-03-2009, 19:44
Dzisiaj TVN podał informację, że w szpitalu krakowskim 13 letnie dziewczynka urodziła dziecko. Matka i dziecko mają się dobrze. Nauczycielka w szkole do której uczęszcza dziewczynka skomentowała to, że rodzice powinni uświadamiac dzieci.
Pan Lech Starowicz powiedział, że nie łudzmy się, rodzice tego nie robią.
A czy Ty, uświadomiłaś swoje dziecko, czy jako babcia troszczysz się o to by Twoje wnuki, były świadome tego skąd się biorą dzieci i co powinno łączyc dwoje młodych ludzi?
Pytań jest wiele, porozmawiajmy o tym, dlaczego dzieci rodzą dzieci, nie od dziś zapewne.

Malwina
11-03-2009, 20:23
Nie wiem na czym to polega, ale wychowanie seksualne, przysposobienie do życia w rodzinie-jak zwał tak zwał..zawsze było wszystkim kulą u nogi...pamietam jak wprowadzili przedmiot,nikt tego nie chciał uczyć...byłam młoda, rzutka, wierzyłam w to co podejmowałam.Zaczęłam uczyc w szkole średniej przedmiotu "przysposobienie do życia"w klasie I-mój Boze jak te dziewczynki sie kuliły ze wstydu słysząc o miłości, anatomii, cielesnosci....zrobiłąm ankietę (anonimową)aby wiedziec wokół jakich tematów oscylować....to co wyczytywałąm z odpowiedzi było zatrważające...nieznajomosć budowy swojego ciała, nazewnictwo z wugarnego kosmosu...Próbowałam im przekazać bez wstydu skrystalizowana podstawową wiedzę..raz w tygodniu, potem 1 na 2 tygodnie.....potem nie było przedmiotu , potem wrócił w jakiejs udziwnionej formie....raz na jakiś czas...W szkole był kulą u nogi wszystkim.Pamietam mojego młodego dyrektora już w innej szkole w klasie maturalnej miałm hospitację na lekcji"pdż" z tematu "FIzjologia stosunku płciowego"...dyrektor chciał sie schowac pod ławkę...ze wstydu....szukał czegos, upuszczał, cały czerwony, drapał się, pisał z zapałem nie podnosząc oczu .Natomiast chłopaki (klasa meska) siedziała cicho jak mysz pod miotłą w skupieniu słuchając....I tak została pzregapiona szansa na normalne potraktowanie tematu już w latach siedemdziesiątych...dorośli niepzrygotowani, młodzież tymbardziej, rodzice zażenowani.
Mimo wszystko uważam , że tak jak katechizmu powinni uczyc rozdzice w domu, tak pierwsze rozmowy o cielesnosci powinny się zaczynac w domu bardzo wcześnie..juz w tedy kiedy dziecka małe pcha łapki między nózki i pyta co to?, rozszerzane, systematyzowane w szkole.Aaale się rozpisałam, ale wróciły te klimaty sprzed lat.....

tadeusz50
11-03-2009, 20:31
Nie jestem znawcą co to się na wszystkim zna. Jednak moim zdanie to od rodziców zależy uświadomienie seksualne dzieci. Kogo dziecko pyta się skąd się wziął lub skąd biorą się dzieci.Odsyłanie do kogoś innego traci sens. Tak jak nauczanie tego w grupie. Tu bywają inne stopnie uświadomienia. Najważniejsze,żeby to była osoba której dziecko po prostu ufa. Może to być gdy spotka kobietę w ciąży lub w czasie jakiegoś filmu. Tyle jest sytuacji w życiu tylko wybrać odpowiedni moment. Córka przyszła do mnie gdy dostała pierwszy okres, mama akurat była w pracy.

granny
11-03-2009, 21:11
Dziękuję Malwinko, tak też sobie wyobrażałam, że to tak właśnie mogło wyglądac nauczanie przedmiotu do którego nie byli przygotowani ani nauczyciele, ani dzieci.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wstydzimy się mówic o sprawach tak normalnych, ludzkich, koniecznych by nasze życie było lepsze, sprawiało nam więcej satysfakcji, abyśmy byli świadomi tego co ta dziedzina życia może nam dac.
Tadeuszu, muszę Ci powiedziec, że nie miałeś łatwego zadania z dorastającą córką.
Ja moją córkę zaczęłam uświadamiac dosyc wcześnie, pamiętam, że już przed nauką w szkole kupiłam Jej książeczkę przystosowaną do poziomu dziecka, gdzie były wspaniałe ilustracje i bardzo prosty, przystępny tekst, który dziecko mogło już przeczytac samo. Wiedziała jak jest człowiek zbudowany, czym różni się kobieta od mężczyzny. Jej pierwsza menstruacja nie zaskoczyła Jej, bo była wcześniej do tego przygotowana. Trudne to jest, dla nas i dla nich, dzieci tez. Jak im to ułatwic?

tadeusz50
11-03-2009, 21:19
Może niezbyt dokładnie napisałem o córce. Była już wcześniej uświadomiona przez żonę (jakoś łatwiej). Stwierdziła tylko sam fakt i spytała się co ma zrobić? Raczej normalne, jednak zaskoczenie. To były czasy gdy w powszechnym użyciu były zwykłe podpaski a nawet liglina lub wata. Spytała co ma użyć.

granny
11-03-2009, 21:27
Dobrze, że Cię miała Tadeusz. Jesteś dobrym ojcem.

leluri
11-03-2009, 21:36
swoje dzieci uświadamiałam na bieżaco, jak pytały dostawały odpowiedź.niektóre pytania sama uprzedzałam, z jedna z córek nie mogłam sie dogadać to zaprowadziłam do przychodni do lekarza, o którym wiedziałam,że jest normalnym czlowiekiem. wyłozył czarno na białym z punktu widzenia medycyny,do dzisiaj sie śmieje jak to była uświadomiona :) .
ta dyskusja o uswadamianiu w szkole , powiem szczerze jestem oburzona. rodzice nie bo się wstydzą, szkoła nie, bo nie przygotowana, :mad: kościół coraz częściej bierze się za uświadamianie co to orgazm, a dzieci rodzą dzieci.
to paranoja

Malwina
11-03-2009, 22:00
Brak uświadomienia (we własciwym czasie), brak czasu dla dzieci, wszechogarniające rozwydrzenie seksualne, zgoda na łamanie prawd odwiecznych,zgoda na wirtualne życie naszych dzieci w kilku wcieleniach(gry komputerowe), mówienie, a nie rozmawianie itd, itd,itd - i jest jak jest

granny
11-03-2009, 23:05
Jednak, postawmy sobie pytanie, kto jest winien temu, że 13 letnia dziewczynka rodzi dziecko? To, że zainteresowanie płcią odmienną, dojrzewanie dokonuje się znacznie szybciej niż to miało miejsce w naszym pokoleniu, czy to nie jest dowód na to, że powinniśmy rodzice, dziadkowie umiec spojrzec na to nie przez pryzmat naszego pokolenia, ale wyjśc na przeciw potrzebom dzieci, młodzieży, a nie machnąc ręką i powiedziec sobie tak już jest. Czyżby to znaczyło że godzimy się z takim stanem rzeczy, czy to ma oznaczac, że jest normą by dzieci rodziły dzieci. Zadajmy sobie to pytanie.

leluri
12-03-2009, 07:33
Jednak, postawmy sobie pytanie, kto jest winien temu, że 13 letnia dziewczynka rodzi dziecko? To, że zainteresowanie płcią odmienną, dojrzewanie dokonuje się znacznie szybciej niż to miało miejsce w naszym pokoleniu, czy to nie jest dowód na to, że powinniśmy rodzice, dziadkowie umiec spojrzec na to nie przez pryzmat naszego pokolenia, ale wyjśc na przeciw potrzebom dzieci, młodzieży, a nie machnąc ręką i powiedziec sobie tak już jest. Czyżby to znaczyło że godzimy się z takim stanem rzeczy, czy to ma oznaczac, że jest normą by dzieci rodziły dzieci. Zadajmy sobie to pytanie.
zadamy sobie i co dalej ? na własnym podwórku możemy podziałać, ale na obcym, jak ? Temat jest delikatny i nadal "tabu", chociaż telewizja dostarcza różnych informacji niekoniecznie prawdziwych i przystępnych. dzieci dokształcają się same. współżyja ze sobą uważając to za rodzaj zabawy, bo jak powiedział pewien chłopczyk " dziecko rodzi się od pocałunków to się nie będzie całował" ........ włos sie jeży

Nika
12-03-2009, 08:57
Mimo szerokiej dostępności materiałów edukacyjnych,programów w telewizji, artukółów w gazetach -nastolatki szybciej działają niz myślą.Zaskoczyła mnie kiedyś wypowiedż nastoletniej uczennicy,która twierdziła,ze od pierwszego razu nie zachodzi sie w ciążę..skąd wzięła takie informacje?Rodzice i tylko rodzice powinni jak najwcześniej szczerze rozmawiać z pociechami.

zynagra
12-03-2009, 09:18
witam, powinni ale czy rozmawiają z dziećmi .moja matka rozmawiała ze mną jak urodziłam o antykoncepcji,wstydzę się powiedzieć bo to była rada z epoki kamienia łupanego,jak zdołała uchować się przy dwojgu dzieciach ?chyba stosowała swoją metodę .ja rozmawiałam z synem w dość młodym wieku ,kiedy zaczął zadawać niewygodne pytania.mówiłam prawdę kupowałam lektury.było ciężko tłumaczyć chłopcu to zadanie raczej dla taty .ale skoro taty już nie było.i chyba się udało .przede wszystkim trzeba rozmawiać z dziećmi na wszystkie tematy .i sama rozmowa nie wystarczy trzeba interesować się co robią z kim sie przyjaźni.,

Malwina
12-03-2009, 10:26
tak, Zynagra ma rację...wogóle trzeba rozmawiac , a nie mówić..na różne tematy.Jeśli dziecko zobaczy ,że ma przyjaciela w rozmowie na rózne codzienne tematy w rodzicach , to łatwiej bedzie rozmawiac na tematy trudniejsze.Zobaczcie . 13 letnia mama..sama nieukształtowana jeszcze fizycznie, rodzi dziecko...przecież to jedna wielka nienormalnosć....

granny
12-03-2009, 11:48
Są trzy strony, które powinny ze sobą współdziałac jeśli idzie o edukację dzieci, seksualną też - rodzice, szkoła i kościół.
Nie jestem pedagogiem, jestem rodzicem, zależało mi na dobru mojego dziecka i jako rodzic wywiązałam się ze swego zadania, tak myślę.
W tym czasie, kiedy moja córka chodziła do szkoły nie uczono w szkole dzieci niczego z zakresu życia seksualnego, biologia to było wszystko, kościół nie był aktywny w tym zakresie.
Jednak, to minęło sporo czasu, młodsze pokolenie jest inne, czy my wiemy na pewno co siedzi w tych młodych głowach, czy dzieci mają do nas rodziców na tyle zaufania, by zwierzyc się ze swoich problemów. Może gdyby rodzice starali się wniknąc w to życie dzieci, zdziwiliby się czym ich córka, syn tak naprawdę się interesuje, co siedzi w tych młodych głowach.

Nika
12-03-2009, 11:56
A czy my zwierzaliśmy się ze wszystkiego rodzico?Raczej koleżankom.Uświadamiająca pogawędka tylko krępuje rodzica i nastolatka, musi być dobry kontakt od małego,żeby to wyszło naturalnie..

Malwina
12-03-2009, 12:10
Chyba wszystkie mamy rację...dobry kontakt między dziecmi a rodzicami zapewnia pewną dozę zaufania(pewna pisze, bo chyba nigdy dziecko do końca nie będzie z rodzicami do końca szczere- zwyczajny wstyd...pzrypomnijcie sobie), ale ta doza zaufania to baza do wszystkiego.I tu mozna by znowu o zdobywaniu zaufania pzrez współczesnych rodziców, o braku czasu dla dzieci, o problemach egzystencjalnych itp,itp...

Basia.
12-03-2009, 12:16
bez poświęcania jemu czasu, z dzieckiem zawsze trzeba szczerze rozmawiać. Uświadamiałam syna stosownie do jego wieku, nigdy nie chowałam głowy w piasek.

granny
12-03-2009, 12:20
Niko, miałam oparcie w swojej matce, mimo że pracowała całe swoje życie, miała nas dwoje, i opiekowała się swoją matką. Jak przychodziłam do niej to rozmowa wywiązywała się w naturalny sposób, ja nie czułam przymusu, że muszę się zwierzyc mojej matce, to wychodziło samo z siebie. Matka znała wszystkie moje myśli. Otrzymywałam zawsze odpowiedz na pytanie. Czytałam wszystkie lektury, które były dostępne w owym czasie na rynku, te uświadamiające równiez i nie musiałam ich ukrywac. Nie przeżywałam problemów, wstydu związanego z dorastaniem. Nie wstydziłam się nazywac wszystkiego po imieniu. Nie było dla mnie tabu i nie ma do dzisiaj.

Malwina
12-03-2009, 12:37
Takie domy oczywiście bywają i chwała ,ze bywają...ale jaka to rzadkosć....
Tak Basiu, nie da-ale wobec tego dzisiejsze dzieci nie będa wogóle wychowane nie mówiąc o bliskich relacjach z rodzicami-(pracujący do bólu rodzice, zniecierpliwieni po przyjściu z pracy, zmęczeni jak psy,relaksujący sie pilotem tv, odsyłający dzieci do "narzędzi medialnych"nie majacy czasu robić zdieciom imieninek , urodzinek w domu, tylko w Mc Donaldzie , bo bez pzrygotowań..nie pielegnujący tradycji rodzinnych, związków koleżeńskich, bo nie ma na to czasu....no ja jestem przerażona...

tadeusz50
12-03-2009, 12:49
Malwino, przecież i moi rodzice i ja z małżonką też pracowaliśmy. Tak więc zarzut braku więzi rodzinnej spowodowany brakiem czasu raczej odpada.Też pracowałem do bólu, nadgodzin miałem w miesiącu tyle ile zdrowie pozwalało. Z tym, że moi rodzice nie rozmawiali z nami o tych sprawach. Zupełnie inne czasy.

granny
12-03-2009, 12:51
Malwinko, jedno pytanie - czy te dzieci żyją w próżni?
Mają tylko rodziców zapracowanych, biednych, zmęczonych. Nie mają babc, dziadków, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Nie mówię o takich przypadkach jak Twój i mój, bo to co innego, ale większośc z nas ma kontakt z wnukami. Czy ten kontakt ogranicza się tylko do patrzenia i zachwycania się wnukami, czy nam dziadkom nie powinno także zależec na tym co wyrośnie z tych naszych wnucząt?

Malwina
12-03-2009, 13:10
Granny, to inne pokolenie dziadków i babć, a poza tym co moze dziadek i babcia, które dziecko widuje 1 raz w porywach na tydzien, a moze i rzadziej?Poza tym w wieku 3-6 lat mama tata to autorytety , za chwilę dojdzie pani w szkole jako autorytet najgłówniejszy...Ja spotykam sie ze swoja wnusią 1 na 2 tygodnie i widzę błędy , które popełniaja moje zapracowane dzieci, jak sie spotkamy to nie jest moment na odwracanie wszystkiego do góry nogami jednorazowo-oczywiście, ze powiem co widzę niedobrego,ale nie naprawię, bo nie mam codziennego kontaktu, który utrwala zachowania.Weszłysmy na bardzo trudny, wieloaspektowy temat,uzalezniony od wielu czynników.To nie jest pytanie i prosta odpowiedz...gdyby tak było...nie byłoby tych problemów

Malwina
12-03-2009, 13:12
Tadeusz - kiedyś pracowało sie normalnie od -do, niektórzy sobie dorabiali, ale nie było to regułą, większosć kobiet była w domu...dzis rodzic czasem potrafi w firmie spać jak jest projekt do zrobienia.......

Basia.
12-03-2009, 13:17
i z pewnością zależy na tym żeby ich wnuczęta wyrosły na przyzwoitych ludzi, pamiętajmy jednak że to rodzice powinni wychowywać swoje dzieci. Dziadkowie powinni poradzić jeżeli są o to proszeni ale nigdy nie powinni uszczęśliwiać na siłę ani swoich dorosłych dzieci ani wnuków. Przy wychowywaniu dzieci niezbędna jest konsekwencja w postępowaniu i nie może być tak, że dziecko słusznie upomniane przez rodziców leci "po ratunek" do dziadków.

Nika
12-03-2009, 13:19
Z pewnością czasy są inne i odmienne podejście do seksu.Moja babunia mawiała-jak sie sama dziewucha nie upilnuje,to rodzice nic nie pomogą..cos w tym jest.mój 22 letni syn chodzi 1,5 roku z 20 letnia panną i obchodzą sie bez współżycia,bo dziewczyna ma takie a nie inne zasady, a że ją kocha..czeka cierpliwie.nie jest to odosobniony wypadek..

granny
12-03-2009, 13:19
Malwino nie musisz odwracac tego co wpoili rodzice dziecku, bo to jest Syzyfowa praca, ale masz mimo wszystko wpływ na to, co dziecko sobą reprezentuje. Dziecko mając nawet kilka różnych opcji do wyboru, zacznie samo myślec i będzie miało możliwośc wypośrodkowania tego co usłyszy od życzliwych mu osób, zastanowi się, jeśli oczywiście nauczymy go tego, aby myślało samodzielnie.

Malwina
12-03-2009, 16:48
Oczywiście, ze mamyjakiś tam wpływ, ale my mówimy pzrede wszystkim o trwałym wpływie tych najblizszych, codziennych, z powtarzajacym sie sposobem oddziaływania-rodzicach...

Malwina
12-03-2009, 16:50
Rodziny wielopokoleniowe, przy swoich minusach miały liczne plusy....dzieci odczuwały wielokierunkowośc oddziaływan i instynktownie przyswajały pewne normy...uczyły się relacji...dobrego zachowania, szacunku do wieku,powiązań rodzinnych...

granny
12-03-2009, 18:56
Nie mam wpływu na moją czteroletnią wnusię, ale Jej druga babcia, też pedagog i w dodatku z zamiłowania widuje Ją rzadko, sporadycznie, ale wiem że ma duży wpływ na wnusię. Widząc jak druga babcia wychowała syna, jestem spokojna, że to co wnuczka od drugiej babci podchwyci, to będą dobre rzeczy, a już się postaram, jak tylko będzie mi dane, aby nie miała w przyszłości problemów typu skąd się biorą dzieci, i czy jeśli chłopak Ją pocałuje to od razu zajdzie w ciążę, czy zajdzie dopiero za drugim razem.
Wydaje mi się, że wielu rodzicom, dziadkom może sprawiac to trudnośc mówienie o dojrzewaniu, uświadamianie dzieci, ale to są nasze dzieci i czy powinno nam byc to obojętne jak one sobie poradzą w przyszłości.
Dziwna rzecz, jak kupujemy maszynę do szycia, to czytamy instrukcję użytkowania, a w życiu nie potrzeba nam żadnej instrukcji, żadnych wskazówek, można podejśc do życia na zasadzie jakoś to będzie?

Malwina
12-03-2009, 19:47
no właśnie...

wuere'le
12-03-2009, 19:50
Nie wiem na czym to polega, ale wychowanie seksualne, przysposobienie do życia w rodzinie-jak zwał tak zwał..zawsze było wszystkim kulą u nogi...pamietam jak wprowadzili przedmiot,nikt tego nie chciał uczyć...byłam młoda, rzutka, wierzyłam w to co podejmowałam.Zaczęłam uczyc w szkole średniej przedmiotu "przysposobienie do życia"w klasie I-mój Boze jak te dziewczynki sie kuliły ze wstydu słysząc o miłości, anatomii, cielesnosci....zrobiłąm ankietę (anonimową)aby wiedziec wokół jakich tematów oscylować....to co wyczytywałąm z odpowiedzi było zatrważające...nieznajomosć budowy swojego ciała, nazewnictwo z wugarnego kosmosu...Próbowałam im przekazać bez wstydu skrystalizowana podstawową wiedzę..raz w tygodniu, potem 1 na 2 tygodnie.....potem nie było przedmiotu , potem wrócił w jakiejs udziwnionej formie....raz na jakiś czas...W szkole był kulą u nogi wszystkim.Pamietam mojego młodego dyrektora już w innej szkole w klasie maturalnej miałm hospitację na lekcji"pdż" z tematu "FIzjologia stosunku płciowego"...dyrektor chciał sie schowac pod ławkę...ze wstydu....szukał czegos, upuszczał, cały czerwony, drapał się, pisał z zapałem nie podnosząc oczu .Natomiast chłopaki (klasa meska) siedziała cicho jak mysz pod miotłą w skupieniu słuchając....I tak została pzregapiona szansa na normalne potraktowanie tematu już w latach siedemdziesiątych...dorośli niepzrygotowani, młodzież tymbardziej, rodzice zażenowani.
Mimo wszystko uważam , że tak jak katechizmu powinni uczyc rozdzice w domu, tak pierwsze rozmowy o cielesnosci powinny się zaczynac w domu bardzo wcześnie..juz w tedy kiedy dziecka małe pcha łapki między nózki i pyta co to?, rozszerzane, systematyzowane w szkole.Aaale się rozpisałam, ale wróciły te klimaty sprzed lat.....

Malwino, całkowicie się z Tobą zgadzam. Też uczyłem tego przedmiotu w klasach szkoły zawodowej specjalnej. Było to niesamowite przeżycie, bo nikt nie zdaje sobie sprawy jaki jest stan wiedzy seksualnej u młodzieży z dysfunkcją intelektualną.
Lekcje na ten temat byly na prawdę ulubionymi lekcjami uczniów, choć niezwykle trudnymi do przeprowadzenia dla n-la.
Dzieciaki były autentycznie zainteresowane tematem i wiele dobrego można było zdziałać, ale znalazł się ktoś "mądry", kto ten przedmiot zlikwidował, za pewne w imię fałszywie pojętej religijności, albo nie wiem już czemu.
Szkoda, a efekty będziemy obserwować w nadchodzącej przyszłości, zresztą już to widać.

Malwina
12-03-2009, 20:02
W szkole specjalnej to jeszcze inna bajka...o wiele myślę trudniejsza z racji dodatkowych dysfunkcji...i pewnego cwaniactwa jakie reprezentują ci tylko lekko upośledzeni(ja pracuję z upośledzonymi w stopniu umarkowanym i znacznym- to jeszcze nastepna bajka i inne problemy z tematem związane..)Ale gdzieby nie pracowac i z kim, problem problemem pozostaje.....

wuere'le
12-03-2009, 20:12
Malwino i ta działka jest mi dobrze znana, całe szczęście, że program klas przysposabiających do pracy umożliwia działania w tym zakresie i choć praca niezwykle trudna, to daje się te dzieciaki kształtować.
Tak nawiasem mówiąc, to fantastyczne dzieci i bardzo lubię pracę z nimi.

Malwina
12-03-2009, 20:20
Cieszę się ,ze podobnie myślisz, ale nie mozemy tu dyskutowac o achach i ochach na temat "naszych" dzieci- to temat rzeka a jeszcze w kontekście my normalni-oni z uposledzeniem......fajnie wiedzieć, ze ktoś czuje tego samego bluesa.....pozdrawiam

leluri
12-03-2009, 20:29
...Lekcje na ten temat byly na prawdę ulubionymi lekcjami uczniów, choć niezwykle trudnymi do przeprowadzenia dla n-la.
Dzieciaki były autentycznie zainteresowane tematem i wiele dobrego można było zdziałać, ale znalazł się ktoś "mądry", kto ten przedmiot zlikwidował, za pewne w imię fałszywie pojętej religijności, albo nie wiem już czemu.
Szkoda, a efekty będziemy obserwować w nadchodzącej przyszłości, zresztą już to widać.
we wszystkich szkołach dzieci byłyby zainteresowane..
lekcje na tematy "zakazane" , sa potrzebne i dla mnie jest niezrozumiała wieloletnia dyskusja -" uczyć czy nie uczyć"
bardzo żal mi tych dzieci niedojrzłych psychicznie, nieprzygotowanych na ojcostwo i macierzyństwo.....

pamiętam, jak z wypiekami na buziach i strachem przeglądałysmy książkę medyczna siostry koleżanki w której były ilustracje nagich sylwetek ludzi z wyeksponowanymi różnicami w budowie kobiet i mężczyzn,a miałyśmy po 8 lat:confused:
"te" sprawy zawsze budziły i będą budzić ciekawość, edukację należy rozpocząć od dorosłych, tak myślę. wiele patologii w zachowaniach mają swoje źródło w niewłaściwym podejściu do seksualnych aspektów życia w dzieciństwie.

wuere'le
12-03-2009, 20:31
Po chwili zastanowienia się, zapytam, czy na forum nie można dyskutować na temat pracy z dziećmi z dysfunkcją intelektualną?
Nie wygłaszamy tu żadnych ochów i achów, tylko mówimy to co czujemy, a jeśli to komuś nie odpowiada, to nie musi brać udziału w dyskusji, no chyba, że moderatorki z przyzwyczajenia mnie np. do kosza wyrzucą. Temat, uważam, bardzo ważny i świadomość społeczna w tym zakresie jest nikła i uważam w zawiązku z tym, że należy tę oświatę szerzyć we wszelkie możliwe sposoby.

wuere'le
12-03-2009, 20:35
Moja ostatnia wypowiedź dotyczyła postu Malwiny nr. 34.

Malwina
12-03-2009, 21:01
Wiesz, myslę, ze oboje mamy zapędy belferskie i nie byłyby te dyskusje jakoś oczekiwane tu na forum, a dwa na te tematy i wogóle inne powazne tematy tą drogą bardzo trudno rozmawiać, przynajmniej mnie...

wuere'le
12-03-2009, 21:29
Droga Malwino, wybacz przymiotnik, ja nie mam zapędów belferskich, ja jestem belfrem,starym belfrem, z ogromnym doświadczeniem belferskim.
Jeśli nie masz ochoty dyskutować na te tematy, to oczywiście masz prawo i ja do tego nie zamierzam Cię zmuszać.
Jeśli jednak ktoś chciałby o tych sprawach podyskutować, to jestem do dyspozycji.

Malwina
12-03-2009, 22:15
Myślę,ze kazdy belfer ma zapędy belferskie, miło mi ,ż e podobnie myślisz ,ale tak , na forum nie chcę wchodzic w tematy zawodowe w których siedzę od lat...za bardzo mi są bliskie.....a mogą zostac opatrznie zrozumiane jak to na niejednym wątku mielismy okazję sie przekonać...

BarbaraK
12-03-2009, 23:04
Malwino i wuere'le ,ja nie jestem belfrem i może napisze,co ja myslę o wych.seksualnym.Uważam ze jednak szkola musi tu być pomocna,nasi politycy boją się ruszyc tego tematu,bo wiadomo narażą się wyborcom ,albo ludziom z wiadomych kręgów.Słuchajcie piszecie o domu,to obecnie w wielu świadomych domach nie są to tematy tabu.Trzeba trafić do tej młodzieży gdzie się tych tematów nie porusza,albo z pruderii,albo z niewiedzy,lub po prostu z niedbania o podstawowe sprawy seks.Z tej wlaśnie przyczyny 13-latki zostają matkami.Do tej pory dorosle kobiety ,nie potrafią zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą,to co przekażą swoim dzieciom?Tak że szkoła,szkola jeszcze raz szkoła.

granny
13-03-2009, 12:15
Bachakuj, mądrą dałaś wypowiedz. Zgadzam się że szkoła ma tu fundamentalne znaczenie, zresztą nie tylko, jeśli my rodzice uważamy, że nie jesteśmy w stanie przygotowac do życia nasze dzieci, jeśli uważamy, że jakoś to samo się zrobi, to nie dziwmy się potem że 13 letnia dziewczynka rodzi dziecko. A może to nas nie dziwi, może to jest norma w naszym społeczeństwie, i tylko są jednostki, które uważają, że jednak należałoby coś z tym zrobic?

bronczyk
13-03-2009, 15:55
Być może my za bardzo ideologizujemy tę sferę życia. Ciągle są jakieś przepychanki religijne i stąd problem. Nie można u nas obiektywnie powiedzieć młodzieży i mniejszym dzieciom jak jest. Czasem siedmiolatek jeszcze nic nie wie o seksie, a idąc na religię dowiaduje się, że są mamusie co dzieci zabijają i on ma je bronić. To wolno robić i jest dobre. A nauczyć dzieci jak się nazywają pewne części ciała już bywa uznawane za pornografię. Ile dziewczyn rodzi dzieci, ponieważ do głowy im nie przyszło, że takiej ciąży można uniknąć. Dziewczyn nieprzygotowanych do roli matki, biednych, niedouczonych , z dorywczą pracą. Tworzymy następne pokolenia biednych, zacofanych ludzi. Chyba tylko po to żeby łatwiej nimi manipulować.

PaulinaTur
18-01-2010, 12:00
Witam Państwa,
proszę o pomoc i wypełnienie ankiety dot. turystyki seksualnej do mojej pracy magisterskiej, brakuje mi odpowiedzi osób w wieku powyżej 35 lat. bedę wdzieczna, oto link do ankiety:

http://www.ankietka.pl/ankieta/30610/turystyka-seksualna.html

munia70
27-01-2010, 17:27
Inna sprawą jest to, że państwo nie zapewnia należytej opieki młodym i samotnym matkom. Są właściwie zdane na siebie.

Bogus55
27-01-2010, 20:42
munia, czasy się zmieniają. nie jest już do końca tak jak piszesz. istnieje wiele organizacji wspierających samotne mamy i wielu ekspertów, którzy udzielają porad nawet drogą nternetową, jak choby tu: http://tnij.org/fnwh trzeba tylko umiec szukać, pomoc w dzisiejszych czasach znajdzie się bez problemu.

waclaw46
27-01-2010, 22:36
Inna sprawą jest to, że państwo nie zapewnia należytej opieki młodym i samotnym matkom. Są właściwie zdane na siebie.
Dlaczego państwo ma zajmować się i spierać osoby które chcą mieć dziecko to prywatna sprawa każdego a w tym wypadku rodziców.Jak rodzice nie chcą to z dzieckiem mogą wyjechać za granicę i przeprowadzić aborcję lub oddać do adopcji.Państwo powinno zadbać o dostępność żłobków i przeszkoli .

munia70
28-01-2010, 00:29
Bogus zgadzam się, że czasy się zmieniły. To nie zmienia jednak faktu, że pomoc, o której piszesz dotyczy głównie mieszkańców dużych miast. A co z matkami, które mieszkają w pozostałych częściach kraju?
Oczywiście, że państwo powinno je wspierać. Równie dobrze moglibyśmy spytać, po co są zasiłki dla bezrobotnych skoro to ich wybór albo brak umiejętności postawiły ich w takiej sytuacji.