PDA

View Full Version : Wszyscy płacimy za pijaków


jaras
01-02-2007, 14:18
gorąco zapraszam do dyskusji na temat świadomości o chorobie alkoholowej, zwłaszcza wśród lekarzy, oraz kosztach leczenia alkoholików, podatku akcyzowego oraz pieniądzach pochodzących z koncesji na sprzedaż alkoholu

Wszyscy płacimy za pijaków (http://alkowiesci.blox.pl/2007/01/Wszyscy-placimy-za-pijakow.html)

kliknij i skomentuj na blogu Alkoholowe Wieści (http://alkowiesci.blox.pl/2007/01/Wszyscy-placimy-za-pijakow.html)

Ala-ma-50
01-02-2007, 17:40
Swiadomość o chorobie alkoholowej???...a jest u nas taka? To, że tę ciężką chorobę się bagatelizuje wiemy nie od dziś,rząd zbierając z akcyzy ciężkie pieniądzę zaciera ręce a naród tonie...w przenośni i dosłownie.
A co do kosztów leczenia,to uważam,że mimo,iż są one wysokie....za wysokie...to jednak warto je wydać...bo liczy się człowiek,okrutnie bezradny w walce z tą ciężką chorobą.
Miałam ojca alkoholika i wiem jak był strasznie nieszczęśliwym człowiekiem i my razem z nim.Mimo,że jak słusznie zauważyłeś"wszyscy płacimy za pijaków...to jednak uważam,że WARTO

Nika
02-02-2007, 13:40
Najgorsze jest to społeczne przyzwolenie na picie. Zauważcie, że z uśmiechem zrozumienia wielu Polaków opowiada, jak to na takiej czy innej imprezie "dało sobie w szyję".Alkohol piją uczniowie gimnazjum i to w sporych ilościach na imprezkach okolicznościowych, piją dziewczyny nawet do utraty świadomości.W klubach i na dyskotekach nie przestrzega się zbyt rygorystycznie sprawdzania dowodów, a szkoda , bo w wielu innych krajach trzeba mieć skończone 21 lat.Piwo mozna kupić wszędzie, nawet bez okazania dowodu.To bardzo trudny temat i obszerny.Alkoholizm jest tragedia dla rodziny nałogowca, ale początki były zapewne takie jak u "małolatów".

Ala-ma-50
02-02-2007, 14:31
Masz rację kochana niko, tu jest nie tylko przyzwolenie,ale też i poszechna akceptacja....bo co ta za gość, co nie pije? Tak się w ojczyźnie utarło i tak już zostało....choć muszę przyznać, że coraz bardziej popularne wśród INTELIGENTNEJ młodzieży stają się imprezki bez alkoholu...lub z minimalną ilością takowego. ...Wszystko jest dla ludzi ,ale i wszystko w nadmiarze szkodzi...im wcześniej sobie z tego zdamy sprawę,tym lepiej.
Pozdrawiam.

Nika
02-02-2007, 16:30
Od ośmiu lat jeżdżę do Włoch na 2-3 tygodniowe spotkania z córką, jej włoską rodziną i znajomymi, o różnych porach roku. Nidgy nie widziałam pijanego Włocha, słaniającego się na nogach lub leżącego na ulicy itp.Piją wprawdzie sporo wina, ale do obfitych posiłków / no i % znacznie mniej/.U nas nie ma po prostu kultury picia- z umiarem, dobry alkohol, stosowny do sytuacji lub spozywanych dań.Widywałam na plaży nad Adriatykiem pijących czyściochę i piwo polskich turystów, w 30 stopniowym upale! Jak się potem zachowywali, nie muszę mówić...żałosne.Ja też Cię pozdrawiam Alusiu.

Ala-ma-50
03-02-2007, 10:43
Kochana niko!
I znowu się muszę z Tobą zgodzić, kultury picia u nas nie ma żadnej.W Polsce nie pije się po to, aby poczuć smak dobrego wina, czy innego napoju alkoholowego,u nas sie pije po to by się upić,im szybciej tym lepiej....niestety.Ale muszę Ci przyznać, że zazdroszczę Ci tego widoku Polaków nad Adriatykiem,to musiało być przeżycie...to musiałbyć widok ! Nieprzyjemne co prawda.....ale tego jeszcze nie widziałam.
Pozdrawiam cieplutko.

urszula-kol
03-02-2007, 14:17
Niestety jestem ,tak to określę dwukrotnie dotknięta tym
problemem w rodzinie.Są to alkoholicy nie początkujący,ale
wieloletni z kilkudziesięcioletnim stażem nałogowego picia i
którym jest z tym bardzo dobrze. Nie ważne ,że wykańczają
rodzinę i siebie, o żadnym leczeniu nie chcą słyszeć. Tacy powinni być leczeni pod przymusem, ale tego u nas praktycznie nie ma, albo taka procedura jest za bardzo skomplikowana i trwa latami. Pisząc to mam łzy w oczach z bezradności. Tych którzy chcą i leczą się jest bardzo znikomy procent.

iwo1111
03-02-2007, 14:35
Ponieważ o zmarłych mówi się tylko dobrze lub wcale, to nie będę mówić o szczegółach. Miałam w rodzinie alkoholiczkę i jej choroba sprawiła, że zmarła w wieku 52lat. Niestety, nie dała sobie pomóc i nie godziła się na leczenie. W szkole miałam profesora matematyki, alkoholika. Wspaniały, mądry człowiek, a skończył na ulicy. Staczał się powoli, acz systematycznie. Szkoda, że nie można takich ludzi leczyć przymusowo. Myślę, że kiedy by wytrzeźwieli, podziękowaliby za to.

Ala-ma-50
03-02-2007, 18:57
Kochane iwo1111 i urszulko-kol ,wiem o czym mówicie bo znam problem z autopsji,tata był alkoholikiem i to wlaśnie alkohol go wykończyl,przed śmiercią pił już tyle, że praktycznie nie trzeźwiał. Nie chciał się leczyć i nigdy nie przyznał, że jest alkoholikiem,uważał, że może przestać wtedy kiedy będzie chciał....szkoda, że nie chciał...

Nika
03-02-2007, 19:01
Bardzo współczuję wszystkim, którzy musieli dorastać w domu zniszczonym przez alkohol.To straszliwa tragedia,jestem stanowczo za przymusowym leczeniem !

Ala-ma-50
03-02-2007, 21:06
Oby ktoś w tym kraju wziął to pod uwagę.
Pozdrawiam cię niko ciepluśko

jaras
05-02-2007, 11:43
jest możliwość skierowania na leczenie pod przymusem, ale to i tak musi być decyzja, która zapadnie w alkoholiku, a nie w instytucjach czy nawet rodzinie, inaczej nie przestanie pić

leczenie jest pokrywane z akcyzy i koncesji - i w tym przypadku alkoholicy mogą mieć czyste sumienie, gorzej ze skutkami alkoholizmu, tego się nawet nie da oszacować

dopóki piłem, wszystko koncentrowało się wokół alkoholu i faktycznie o niczym innym nie potrafiłem mówić, ale proces wyzwalania się trwa, bo tylko rozwój osobisty jest gwarantem tego, że nie wrócę na stare ścieżki, po prostu wydeptuję sobie nowe

gdyby problem alkoholowy tkwił w samym tylko alkoholu to wystarczyłaby po prostu abstynencja, a o nią nie trudno - wystarczy uderzyć policjanta i ma się zapewnioną na jakiś czas izolację od alkoholu - co jednak potem?

ale artykuł "Wszyscy płacimy za pijaków" dotyczy innego zagadnienia, mam wrażenie, że szuka się kozła ofiarnego by zmylić ludzi w kwestii nieudolności systemu lecznictwa w Polsce w ogóle, bo jest to czytsa zagrywka na emocjach - pijakowi robi się badania natychmiast, a ludzie uczciwie chorujący czekają w kolejkach... a przecież do szpitala w karetce nie trafia pijak, tylko ktoś komu potrzebna jest taka pomoc...

Ala-ma-50
05-02-2007, 12:05
To są ludzie uczciwie chorujący i nieuczciwie chorujący ?
Pierwszy raz się spotykam z podobnym stwierdzeniem...i nie zauważyłam, aby alkoholikom robiono badania natychmiast....a innym nie, chyba przesadzasz...
A czy uważasz, że pijany nie może być ciężko chorym człowiekiem?....i powiedz, jak wyobrażasz sobie pracę lekarzy pogotowia? a może masz receptę na znalezienie sposobu oddzielenia ludzi uczciwie chorujących od nieuczciwie chorujących?....To jakieś chore!!!....Hmmmmm....ale uczciwie chore, czy nieuczciwie?....oto jest pytanie.
Ale wracając do tego co powiedziałeś.... o nieudolności systemu lecznictwa w Polsce....myślę , że nie powinno Cię to dziwić.....bo co w tym kraju jest udolne? (jest takie słowo?)
podaj przykład a będę w siódmym niebie.

jaras
11-02-2007, 14:13
udolne w tym kraju jest to, gdzie nie ma polityki...

to jest znamienny trop do poszukiwań normalności ;)

Ala-ma-50
11-02-2007, 21:51
Ale ja tu tonę w polityce....ratunku!!!

krise1
23-04-2007, 18:25
Nie nawidzę alkocholików i uważam że to nie jest choroba, tylko własny wybór. Ja też lubię wypić, ale wiem kiedy można i kiedy na to jest czas. Ja to bym alkocholików nie leczyła, tylko bym dała im wódy tyle, żeby się zachlali na śmierć i byłby spokój, poco ma rodzina przez nich cierpieć! Taki alkocholik, po leczeniu i tak wraca do pijaństwa, a nie potrzebnie wydaje państwo na ich leczenie. Jest tyle ludzi poważnie chorych i państwo nie ma na leczenie, tylko na alkocholików pieniądze traci.

Basia.
23-04-2007, 19:26
Nie nawidzę alkocholików i uważam że to nie jest choroba, tylko własny wybór. Ja też lubię wypić, ale wiem kiedy można i kiedy na to jest czas. Ja to bym alkocholików nie leczyła, tylko bym dała im wódy tyle, żeby się zachlali na śmierć i byłby spokój, poco ma rodzina przez nich cierpieć! Taki alkocholik, po leczeniu i tak wraca do pijaństwa, a nie potrzebnie wydaje państwo na ich leczenie. Jest tyle ludzi poważnie chorych i państwo nie ma na leczenie, tylko na alkocholików pieniądze traci.
Miałam męża alkoholika i uważam, że nie ma nic bardziej plugawego niż alkoholik w domu. Ponieważ jestem osobą energiczną załatwiłam mu leczenie przymusowe, które nic nie dało. Nie mam litości dla alkoholków bo zachorowali "na własne życzenie", i podobnie jak Ty dałabym tyle wódy żeby się zapili skutecznie. Alkoholik do końca swoich dni będzie alkoholikiem ta przypadłość jest nieuleczalna.

Ala-ma-50
23-04-2007, 21:50
Macie prawo dziewczynki tak myśleć i czuć...ja niestety myślę inaczej..jestem uzależniona od papierosów i byłam?...hmmm... od słodyczy...papierosy nadal palę, ale słodyczom wydałam wojnę i wiem jak ciężko się walczy z nałogami...
..Zawsze zaczyna się niewinnie i nie wiadomo kiedy człowiek przekracza granicę..za którą traci możliwość kontroli nad własnymi przyzwyczajeniami...to jest tragedia i do dziś nie mam pojęcia dlaczego jeden pije całe życie i nie jest alkoholikiem..a drugi wpada w nałóg nie wiadomo kiedy..
Alkoholizm jest ciężką chorobą..ale z każdą chrobą warto walczyć...tylko trzeba chcieć..i zdawać sobie sprawę z tego, że można ją pokonać...szkoda , że wielu nie chce...a jak nie chce ,to dopiero wtedy zaczyna się dramat przede wszystkim dla bliskich alkoholika.
Dlatego uważam, że warto leczyć , warto wspierać...i warto walczyć z tą straszną chorobą.

emka46
23-04-2007, 23:13
1277Choroba jest do pokonania ale pijący sam musi chcieć się wyleczyć.

Basia.
23-04-2007, 23:18
Palenie papierosów lub nadmierne zamiłowanie do słodkości nie wyrządza krzywd najbliższym takich jak alkoholizm. Alkoholizm powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu i nawet okresowa abstynencja tego nie zmieni. Nie da się porównać palenia czy nadmiernego apetytu na słodkości z alkoholizmem. Jeszcze raz powtarzam: nie ma nic bardziej plugawego niż alkoholik w domu.

emka46
23-04-2007, 23:24
Miałam do czynienia z alkoholikiem/może jeszcze do końca nim nie był/.Chciał wyjść z tego i wyszedł.W tej chwili potrafi wypic normalnie,przy okazji i umiarkowanie,chociaz być może przyjdzie ten moment przekroczenia granicy i popłynie.Oby nie.

Basia.
23-04-2007, 23:27
Miałam do czynienia z alkoholikiem/może jeszcze do końca nim nie był/.Chciał wyjść z tego i wyszedł.W tej chwili potrafi wypic normalnie,przy okazji i umiarkowanie,chociaz być może przyjdzie ten moment przekroczenia granicy i popłynie.Oby nie.
Emko, to był pijak a nie alkoholik.

emka46
23-04-2007, 23:30
Emko, to był pijak a nie alkoholik.
jak odróżnić?

Basia.
23-04-2007, 23:37
Pijak lubi alkohol, smakuje mu ale może przestać pić i później spożywać alkohol w ilościach umiarkowanych. Alkoholik często nie lubi smaku alkoholu dla niego ważny jest rausz. Pijak /może nie mam racji/ nie będzie pił np. denaturatu a alkoholik tak. Pijak nie ma delirium tremens a alkoholik ma, pijak nie będzie wynosił z domu rzeczy żeby je spieniężyć na wódkę a alkoholik wyniesie. Człowiek nie uzależniony od alkoholu następnego dnia po imprezie na widok alkoholu jest chory, nie przełknie ani kropelki, alkoholik może zaczynac od nowa. Wypija po przepiciu "klina", alkoholikowi nie jest potrzebne towarzystwo do kielicha może pić nawet w szalecie, nie potrzebuje "zakąski".

emka46
23-04-2007, 23:45
Ale jak ten pijak wpadnie w kilkutygodniowy trans to i delirium zaliczy,i będzie się awanturował i szukał kasy na jeszcze.

Basia.
23-04-2007, 23:53
To już jest alkoholik. Okresowe pijaństwo to tzw. dypsomania /nie wiem czy nie przekręciłam/ w swoim czasie duzo na ten temat czytałam. Można nie pić nawet przez dłuższy okres czasu ale jak się "załapie" to taki ciąg może trwać kilka miesięcy. Mój mąż na początku pił okresowo a później codziennie, notowałam w kalendarzu kiedy pił i okazało się, że w ciągu 3 lat miał 5 dni trzeźwości. To było dno, minęło tyle czasu a ja na wspomnienie tych chwil dostaję gęsiej skóry.

emka46
24-04-2007, 00:03
Dobrze,że masz to za sobą.

Basia.
24-04-2007, 00:07
Tak Emko, wszystko jest dla ludzi alkohol też. Ja jestem uczulona na pijaków i wywęszę takiego z daleka. Pozostał mi uraz do końca życia i mojemu synowi chyba też.

Wilhelmina
24-04-2007, 00:38
Oj, dziewczynki. Gdyby to wszystko było takie proste jak piszecie. Pijak to jest to samo co alkoholik. Słowem pijak zwykło się określać lumpa, czyli, osobnika zaniedbanego, często bezdomnego, bez pracy i środków do życia, będącego najczęściej pod wpływem alkoholu. Alkoholik, to człowiek nadużywający alkoholu, bez względu na status społeczny i zewnętrzne formy zadbania.
Alkoholizm to ciężka choroba. Alkoholikiem, niestety, zostaje się na zawsze. Wyleczenie nigdy nie jest ostateczne. Nawroty mogą być nawet po kilku latach abstynencji.
Choroba alkoholowa nie jest tylko chorobą danego osobnika. Jest chorobą całej jego rodziny. Należy leczyć, gdyż chodzi tu o zdrowie psychiczne i koszty ponoszone przez najbliższe otoczenie. I wcale nie chodzi tu o pieniądze.

Wilhelmina
24-04-2007, 00:48
I jeszcze coś. Pare lat temu w prasie opisywany był przypadek człowieka, który dostał delirium. Szok był ogromny, gdyż nigdy ten człowiek nie nadużywał alkoholu. On jedynie co wieczor,dla relaksu, wypijał kieliszek dobrego alkoholu. Przez kilkanascie lat. Miał taki niegrożny zwyczaj. Okazało się, że nawet ta ilość, ale tak częstego używania trunku, powoduje uszkodzenie mózgu.

Malgorzata 50
24-04-2007, 06:59
Napewno tak jest jak piszesz Basiu -alkoholizm jak wszystki nalogi jest choroba zmieniajaca psychike i nieuleczalna .Tzn nie ma wyleczonych alkoholikow ,sa tylko alkoholicy niepijacy.I to sa ludzie ,ktorzy wykonali ogromna prace nad soba.Ktos napisal ,ze zna alkoholika ktory teraz "pije normalnie" to nieprawda -jesli ktos ma chorobe alkoholowa nie moze nigdy, do konca zycia wziasc kropli alkoholu do ust ,poniewaz w kazdej chwili to "normalne" picie moze byc piciem w ciagu.Mozg alkoholika opanowany jest tylko jedna mysla -napic sie ,poniewaz alkoholik BEZ alkoholu nie jest w stanie funkcjonowac Pamietacie "Malego Ksiecia" Pewnego razu ksiaze zawedrowal na planete pijaka "Dlaczego pijesz",zapytal "Bo sie wstydze" odpowiedzial pijak "A czego sie wstydzisz ?" "Ze pije" I to chyba jest kwintesencja.
Zadne leczenie przymusowe nie rozwiaze problemu -bo mechanizm jest taki, ze to osoba dotknieta ta choroba musi spasc na takie dno,dojsc do takiego punktu by spojrzec kaprawym okiem w lustro i powiedziec sobie "wstydze sie"-to jest w mozgu po prostu -mozna odtruc ,mozna dawc lekarstwa -ale jesli zainteresowany nie bedzie chcial, bardzo chcial, wyjsc z tego -po podleczeniu -zacznie pic znow.I jest to niestety choroba na wlasne zyczenie ,ktorej koszty straszliwe ponosza najblizsi przede wszystkim. W Polsce najgorsze jest to ,ze nie tylko jest latwo wpasc w alkoholizm -z powodow obyczajowo -towarzyskich, niskiej kultury picia ,dostepnosci taniego,podlego alkoholu i utrwalonych nawykow spolecznych ,ale rowniez bardzo trudno jest byc niepijacym alkoholikiem -ilez komantarzy typu "jakto nie pijesz ?" "kieliszeczek nie zaszkodzi..." slyszy osoba ,ktora odmawia picia ...Poza tym wszyscy pija ,ale jak wiele osob ma odwage glosno powiedziec "jestem alkoholikiem- nie pije"

Ala-ma-50
24-04-2007, 09:36
Wilhelminko...podpisuję sie obiema rękami pod tym co napisałaś...Całuski

Basia.
24-04-2007, 10:01
Macie rację dziewczyny.

green
24-04-2007, 13:38
Macie racje i nie macie racji, trudno określić coś co nie jest uchwytne w słowach. Czytając Wasze wypowiedzi przeszedł mnie dreszcz...zadrgały we mnie emocje, otóż nie dawno minęła 13-ta rocznica, od kiedy wstąpiłem na drogę trzeźwości. W tej chwili zaczęły drżeć moje ręce, nie wiem czy chcę o tym pisać, ale czuję że muszę (dla mego dobra). Myślę że każdy ma prawo do swojej oceny tego zjawiska. Ja i moja rodzina przeszliśmy to piekło, i wiem że wyorane zostały ślady tej choroby w sercach i duszach moich bliskich, wiem też że ta okrutna choroba zrobiła spustoszenie w moim duchowym życiorysie, fizycznie odbudowałem swoje straty, jednak w duszy pozostała wielka wyrwa uczuciowa. Moim wielkim szczęściem okazała się moja rodzina, która mimo wielu wyrządzonym jej krzywd, podała mi rękę, była ze mną wspierała mnie. Myślę że nie współmierne ogromne straty poniósł każdy z członków mojej rodziny, (ja jednak nauczony w AA, nie mam prawa wypowiadać się o uczuciach innych, mogę tylko przypuszczać), że dzieciństwo syna i córki nie należało do najpiękniejszych. Ale w tym wszystkim największą mądrością wykazała się moja żona, która twardo, bez pobłażania dla sztuczek alkoholika, konsekwentnie i stanowczo, odstawiła mnie od jakiejkolwiek litości, współczucia. Dała mi wyraźniedo zrozumienia że jeżeli nie podejmę skutecznegoleczenia, to mogę sobie żyć w rynsztoku. Dodam tylko, że 5 lat zabrało mi zrozumienie że jestem, pijakiem, alkoholikiem uzależnionym od alkoholu, do momentu właściwego odnalezienia swojej drogi, na trzeźwo. Bo ja też piłem kulturalnie w towarzystwie i za swoje, a że prowadziłem interesy to też miałem wręcz obowiązek wypicia "drinka", Tylko ta podstępna choroba nie pokazywała mnie pijącego w piwnicy z butelki ukrytej w bucie gumowym. Sąsiedzi byli "zszokowani" kiedy po powrocie ze szpitala, odpowiedziałem po cichu że leczyłem się z uzależnienia, sąsiad powiedział "- Przecież Pan tak dużo nie pali !" a ja odpowiedziałem że piję. To On, o mały włos nie wypadł z okna. I dlatego wiem że sam nic nie znaczę, nie poradzę sobie z żadnym uzależnieniem. 13 lat wystrzegam się alkoholu, 12 lat nie palę, ale wiem że wystarczy rozluźnienie, brak własnej kontroli a....Mówi się wśród podobnych do mnie "że wszyscy przestają w końcu pić, tylko niektórzy, wybrańcy - przed śmiercią". Ale tak mi dobrze, że aż dobrze mi tak za to...Mimo wszystko słonecznie pozdrawiam H.T.

Malgorzata 50
24-04-2007, 16:22
Green mam do ciebie ogromnie duzo szacunku.....i ciesze sie ze ci sie udalo.

Basia.
24-04-2007, 18:15
Gratuluję silnej woli i trzymam kciuki żeby jej wystarczyło do końca życia. Nie dziw się żonie, że ma żal nie zrozumiesz co ona przeszła.

ammi1952
24-04-2007, 19:16
Dobrze ,że udało Ci się

Basia.
24-04-2007, 19:30
Małgosiu, zgadzam się z Tobą jak zwykle w 1000%. Nie wiem dlaczego nie mozna do Ciebie wysłać prywatnej wiadomości?

hannabarbara
24-04-2007, 20:01
Green! Tyś jest Gość! To duże G to dowód uznania.

tar-ninka
24-04-2007, 21:12
Wiem dobrze przez co przeszła Twoja rodzina ,ale i wiem ze gdybyś Ty sam nie chciał wyjść z tej choroby to nanic by się zdały zakazy i protesty bliskich.Tak tak choroby, bo mimo tego co przeszłam uważam alkocholizm za chorobę .Nie umniejszam tu zasług Twojej żony,wsparła Cię w Twojej walce a Ty to wsparcie przyjąłes i potrafiłeś z niego skorzystać.Mnie niestety się nie udało ,walczyłam długo i zaciekle.
Wykorzystałam chyba wszystkie możliwe sposoby i... przegrałam. Płacę za to do dziś,pomimo że mąż nie żyje już 15 lat. Niestety w tej walce byłam sama .Owszem były przysięgi już nigdy, juz nie ...aż do następnej wypłaty.Twojej żonie się udało, bo Ty chciałeś i dlatego mam dla Ciebie dużo szacunku i wiem że Ci się uda napewno.http://img254.imageshack.us/img254/580/35826968nu7.gif (http://imageshack.us) kwiatek dla żony. pozdrawiam.

green
24-04-2007, 21:25
Dziękuje, - zbytek łaski czuję się zażenowany. Mimo że kosztowało mnie to wiele wysiłku, strachu, wzlotów i dołowań, przeszedłem wiele działań terapeutycznych, nie jestem godzien występować przed Wami w roli bohatera. Niczego wielkiego nie dokonałem... a otrzymałem tak wiele, że jest we mnie potrzeba spłaty długu, wobec wielu krzywdzonych tą chorobą - rodzin. Być może świadectwo mojej trzeźwości będzie zachętą dla innych którzy są omotani i ubezwłasnowolnieni przez alkohol, mogę służyć sugestiami, doświadczeniem poprzez pisanie o sobie, tak jak robię to teraz. Jedno co w tej chwili mogę Wam powiedzieć ważnego odnośnie radzenia sobie z tym problemem na samym początku to...to że miałem szczęście być w odpowiednim miejscu w odpowiedniej chwili i że bardzo chciałem z tego skorzystać - bo nikt z bliskich nie okazał współczucia (teraz wiem że dla nich to było bardzo trudne), i wtedy właśnie zwierzęcy instynkt przetrwania kazał mi zmienić moje zachowanie i zacząłem "chcieć", chcieć przestać pić. I tak jest do dzisiaj, wystarczy nie pić jeden dzień, potem drugi, trzeci... tak jest łatwiej. Tak mi dobrze że aż dobrze mi tak za to...Pozdrawiam H.T.

bogda
24-04-2007, 21:54
Green...niesłusznie czujesz się zażenowany. To co Ci się udało to jest naprawdę coś wielkiego, masz silną wolę i oby tak dalej. :)

Malgorzata 50
24-04-2007, 22:10
Otoz to!!!!

Malgorzata 50
24-04-2007, 22:11
Małgosiu, zgadzam się z Tobą jak zwykle w 1000%. Nie wiem dlaczego nie mozna do Ciebie wysłać prywatnej wiadomości?
Mozna-dostalam.Dzieki baaaaaaardzo:) :) :)

Ala-ma-50
24-04-2007, 23:25
Cieszę się , że Ci się udało ...trzymam kciuki za Ciebie i Twoją rodzinę...za to że Cię wspierała...choć wiem , że nie raz było ciężko..i im i Tobie.
Pozdrawiam

Jadka.Z
27-04-2007, 11:42
Do green,a
Ja też cieszę się że powiodło Ci się. Bardzo boleję nad uzależnieniem mojego syna. Cierpi on sam,jego dzieci i synowa a on niedopuszcza do siebie myśli że jest alkoholikiem. Mówi z pogardą o jakichś alkoholikach. Już myślałam że osiągnął dno ale nie. Boję się żę to może trwać a ta choroba jest śmiertelna. Ukrywali jego uzależnienie a teraz wydało się. Ja jestem zła bo powiedziałam mu prawdę.

krise1
27-04-2007, 12:09
Grenn gratuluję, że Ci się powiodło, tak trzymaj, bo to jest straszny nałóg. Nie daj się sprowokować jednym kieliszkiem, lub jednym piwkiem, bo od tego się zaczyna.Tobie Jadka.Z bardzo współczuję, to jest naprawdę nieszczęście, spróbuj ze synem porozmawiać spokojnie, może wtedy Ciebie posłucha.

malgos651
27-04-2007, 12:27
mam przyjaciolke z takim problemem potrafi pic nawet tydzien pozniej derlika ma corke 23 lata tlumacze jej ze ma dla kogo zyc jej przerwy to max 3 miesiace tak mi jej szkoda czysta madra dziewczyna chodzila na terapie miala wszywke ona tez cierpi z tego powodu niewiem jak mozna jej pomoc

Nika
27-04-2007, 12:36
Ja też nie wiem,myślę,że to tylko zależy od od osoby uazależnionej- a terapia i medykamenty jedynie mogą wspomagać silną wolę alkoholika,który NAPRAWDĘ chce zerwać z nałogiem.Każde uzaleznienie jest tragedią-nikotynizm,narkomania,anoreksja,bulimia,internetom ania

Nika
27-04-2007, 12:37
Jeśli utrudniają normalne funkcjonowanie uzależnionego osobnika oraz jego otoczenia,niszczą zdrowie i psychikę.

Anielka
27-04-2007, 12:50
Witaj małgo651.Nie pomożesz swojej przyajciólce,chyba,że Cię o to poprosi.Znam ten ból mialam męża alkoholika i nie moglam mu pomóć bo nie chciał,ja chodziłam na spotkania allanomu i tam terapeuci mi powiedzieli,że nie moge mu pomóc jezeli tego nie będzie chciał.Rozstałam sie z nim ,innej kobiecie wydawało się ,że mu pomoże,niestety mój były zapił sie na śmierć.Przykre to ale prawdziwe.

green
27-04-2007, 14:01
Jeżeli mogę wam zasugerować, to spowodujcie żeby w obrębie strefy przebywania osoby z problemem, mogły znaleźć się broszury, informatory czy chociażby ulotka informująca o chorobie i gzie może zadzwonić (telefon zaufania AA), gdzie może znaleźć szczegółowe informacje (portal www.aa.org.pl) lub gdzie może udać się po poradę bezpośrednią (spis mityngów AA w danej okolicy, czy mieście). Często organizowane są mityngi otwarte AA, lub informacyjne AA. W zasadzie każda grupa AA organizuje mityngi zamknięte 1 raz w tygodniu, i mityngi otwarte 1 raz w miesiącu. Ale nawet jeżeli ktoś chory przyjdzie pierwszy raz na mityng nawet zamknięty, to jest traktowany jak najważniejsza osoba potrzebująca pomocy. Polecam Wam wszystkim (nawet tym którzy nie widzą tego problemu wokół siebie) żebyście zapoznali się z tą chorobą. A najłatwiej jest to zrobić u źródeł czyli w AA, www.aa.org.pl Mam nadzieję że te informację będą komuś przydatne. Dziękuję za wsparcie, jeżeli macie indywidualne pytania, służę doświadczeniem, piszcie prywatnie. Pozdrawiam H.T.

green
27-04-2007, 19:20
Jednak jeszcze myślę życzeniowo i bardziej o sobie niż o innych, wybaczcie. Ze swoich obserwacji wiem że ta choroba krzywdzi bogu ducha winnych bliskich w rodzinie. Dlatego też chcę skierować osoby zainteresowane tematem na bezpieczne strony internetowe www.al-anon.org.pl, gdzie będziecie mogły czy też mogli dowiedzieć sie dużo prawdy w tym temacie, który nie do końca jest akceptowany przez osoby współuzależnione (opieram się tylko i wyłącznie na moich obserwacjach wśród moich bliskich i znajomych) ze względu na problem z akceptacją i pogodzeniem się z problemem. Ciężko jest wtedy wypowiadać moją prawdę, która może ranić po latach moich najbliższych. Ale też zdaję sobie sprawę że leczenie nie zawsze jest bezbolesne. Dlatego sugeruję MIEJCIE DUŻO DOBREJ WOLI DLA BLISKICH W CHOROBIE A TYM SAMYM DLA SIEBIE. Serdecznie Was pozdrawiam H.T.

Sanna
27-04-2007, 22:02
Dzisiaj mój sąsiad alkoholik i lekoman został zabrany karetką do szpitala.Kiedyś człowiek pracowity ,po zawale na rencie zaczął pić jak nie miał za co żebral u sąsiadów ale do czasu.Kiedy wyszło na jaw że ma problem nikt go niewspomagał ,żebrał pod sklepami i wiecie że miał za co się zachlać.Teraz juz i tam go znają.Dzisiaj przyszedł do nas na ogródek po prośbie,pogoniliśmy go bo wiemy jakie problemy ma z nim rodzina.Szukał wszędzie nikt go nie wspomógł podebrał synowi jakiś rozpuszczalnik i się napił.Straszna to choroba .

Basia.
27-04-2007, 22:05
Dzisiaj mój sąsiad alkoholik i lekoman został zabrany karetką do szpitala.Kiedyś człowiek pracowity ,po zawale na rencie zaczął pić jak nie miał za co żebral u sąsiadów ale do czasu.Kiedy wyszło na jaw że ma problem nikt go niewspomagał ,żebrał pod sklepami i wiecie że miał za co się zachlać.Teraz juz i tam go znają.Dzisiaj przyszedł do nas na ogródek po prośbie,pogoniliśmy go bo wiemy jakie problemy ma z nim rodzina.Szukał wszędzie nikt go nie wspomógł podebrał synowi jakiś rozpuszczalnik i się napił.Straszna to choroba .
Straszna, ale na własne życzenie dlatego nie ma we mnie ani krzty współczucia dla "tych chorych".

malgos651
27-04-2007, 22:13
wiesz co sorki ale nie zgadzam sie z toba ta choroba chyba ma jakis poczatek problemy zyciowe mial pewnie a nie wszyscy potrafia szukac pomocy poprostu sie wstydza

Basia.
27-04-2007, 22:22
Jestem pełna uznania dla Ciebie, że potrafisz zachować abstynencję przez tak długi okres czasu , ale dlaczego u diabła ludzie którzy przechodzą piekło przez pijących "bliskich" mają tracić czas na "edukację" co z takim delikwentem robić. To jest choroba na własne życzenie pijącego i tak jak pisałam w poprzednich postach nie ma nic bardziej plugawego niż alkoholik w domu, alkoholik który robi świnstwa rodzinie, kompromituje ją na każdym kroku, stwarza jej piekło na ziemi i często okrada żeby się napić. A później rozdrażniony miota się po domu bo usiłuje być abstynentem i reszta powinna chodzić na paluszkach i obchodzić się jak ze śmierdzącym jajkiem. Dla mnie te mityngi nie obraź się to jest bicie piany. Co to znaczy miejcie dużo dobrej woli dla swoich bliskich chorych a tym samym i dla siebie? Nie przesadzasz?
A nie przyszło Ci do głowy, że taki były oprawca powinien robić wszystko co w jego mocy żeby swoim krzywdzonym przez długie lata bliskim chociaż symbolicznie naprawić wyrządzone przez siebie krzywdy /jeżeli się uda, w co wątpię/?!!!!!!!!!! Wiem, że mój post może razić agresją ale ja przez takie piekło przeszłam.

Anielka
27-04-2007, 22:34
A ja się z Toba Basiu zgadzam w 1000%,ja też przez to przeszlam i ślady tego mam do dzisiaj.Wybaczyłam bylemu/nieżyjacemu/mężowi,ale nigdy tego nie zapomnę.I tak jak napisalam na właśne zyczenie zapił sie na śmierć.Nigdy w zyciu nie podam ręki alkoholikowi,od wyciagania rąk do pomocy popuchły mi strasznie.Ale gratuluję Greenowi,mam nadzieje,że mu się w życiu wszystko pouklada.Jeszcze raz powtarzam jak alkoholik nie zrozumie ,że nim jest i nie poprosi o pomoć to o d..ę to potłuc/przepraszam,ale ciagle się denerwuje jak słyszę jacy to biedni są ci alkoholicy/

Basia.
27-04-2007, 22:47
A ja się z Toba Basiu zgadzam w 1000%,ja też przez to przeszlam i ślady tego mam do dzisiaj.Wybaczyłam bylemu/nieżyjacemu/mężowi,ale nigdy tego nie zapomnę.I tak jak napisalam na właśne zyczenie zapił sie na śmierć.Nigdy w zyciu nie podam ręki alkoholikowi,od wyciagania rąk do pomocy popuchły mi strasznie.Ale gratuluję Greenowi,mam nadzieje,że mu się w życiu wszystko pouklada.Jeszcze raz powtarzam jak alkoholik nie zrozumie ,że nim jest i nie poprosi o pomoć to o d..ę to potłuc/przepraszam,ale ciagle się denerwuje jak słyszę jacy to biedni są ci alkoholicy/
Anielko, ja się od tego piekła uwolniłam ponad 25 lat temu i te "wspomnienia" są we mnie i w moim synu wciąż żywe, chociaż wcale nie staramy się ich w sobie pielęgnować, wręcz przeciwnie. I nie widzę powodu, żeby ofiary chodziły na "szkolenia" jak postępować z oprawcą, oprawcę trzeba popędzic gdzie pieprz rośnie.

green
28-04-2007, 11:30
Rozumiem Wasze rozdrażnienie, macie do tego prawo, ale też możecie wyjść z kręgu nienawiści i złości dla wszystkich wokół siebie.Przepraszam ale źle odczytałyście mój komunikat,w słowach "miejcie dużo dobrej woli dla bliskich w chorobie a tym samym dla siebie", nigdzie nie ma alkoholika, (on powinien być pozostawiony sam sobie do momentu kiedy nie zasłuży wobec Was na zainteresowanie) te słowa dotyczą współuzależnionych ,którzy dla siebie nawzajem powinni być wyrozumiali, zjednoczeni miłością do siebie. Myślę że jest bardzo dużo zaślepienia i agresji spowodowanej bólem, którego autorem był alkoholik. Wiem że spokojne myślenie można w sobie wytrenować poprzez uczestnictwo w grupach wsparcia dla rodzin alkoholików, a nie dla uczenia się jak pielęgnować potwora w domu. Radzę zajrzyjcie pod wskazane adresy. Macie prawo do miłości a nie tylko do przeżywania bólu. Słonecznie pozdrawiam H.T.

Kundzia
28-04-2007, 12:59
Przeglądałam wiele razy ten wątek i jakoś nie mogłam się zebrać do napisania.Przezyłam dwa lata z alkoholikiem do którego nie docierało że jest alkoholikiem choć jak się okazało wcześniej już trzykrotnie był na odwyku/rodzina go skrupulatnie kryła/.Udało mi się uwolnić od niego ale sama zaczęłam popijać,na dodatek miałam taką pracę że bez alkoholu ani rusz.Długo nie zdawałam sobie sprawy że grozi mi to samo.Aż któregoś dnia mój anioł opatrznościowy w postaci obecnego męża zwrócił mi na to uwagę.Jakaż ja byłam wtedy święcie oburzona :za kogo on mnie ma ,co on sobie wyobraża,niech się odwali.A póżniej refleksja-może ma rację?może zaczynam spadać?przecież mam dziecko jeszcze małe ,nie dosyć że nie ma ojca to jeszcze matkę ma strcić?Powiem wam kochani że choć nie byłam/chyba/ jeszcze uzależniona cięzko było odmawiać/poskutkowało to zwolnieniem z pracy bo byłam już "niepewna"i "nieswoja"/.Dziś nadal jak mam okazję napić się wypiję ale tylko wtedy kiedy chcę .Poważam"Zielonego"za jego walkę z nałogiem,musi być niezłym człowiekiem skoro rodzina go wspierała.Czasami warto.

Anielka
28-04-2007, 13:21
Do Greena.Nie nie rozumiesz nazsego rozdrażnienia,bo nigdy nie byleś na naszym miejscu i obyś nie był.Nie jestem w kregu nienawisci,wcześniej pisałam,że wybaczyłam mojemu bylemu,ale nigdy tego nie zapomnę,W grupie wsparcia też byłam/pisalam o tym/ i nie pielęgnuje w sobie bólu i nienawiści,generalnie kocham ludzi i jestem pozytywnie do nich nastawiona.A Tobie jeszcze raz wielkie gratulacje i dużo miłości.

Basia.
28-04-2007, 14:44
Do Greena.Nie nie rozumiesz nazsego rozdrażnienia,bo nigdy nie byleś na naszym miejscu i obyś nie był.Nie jestem w kregu nienawisci,wcześniej pisałam,że wybaczyłam mojemu bylemu,ale nigdy tego nie zapomnę,W grupie wsparcia też byłam/pisalam o tym/ i nie pielęgnuje w sobie bólu i nienawiści,generalnie kocham ludzi i jestem pozytywnie do nich nastawiona.A Tobie jeszcze raz wielkie gratulacje i dużo miłości.
Ja również nie odczuwam nienawiści, natomiast wspomnienia pozostaną do końca życia. Jeszcze raz powtarzam: grupy wsparcia dla współuzależnionych czyli dla rodzin alkoholika to jest dla mnie bicie piany, to jest chore. Życzę Ci wytrwania w abstynencji do końca życia i żeby żona uwierzyła, że może jest szansa na życie wspólne a nie obok siebie /może jej się uda wyrzucić złe wspomnienia/.

green
28-04-2007, 16:39
To prawda że nie do końca rozumiem rozdrażnienia, rozżalenia, nigdy nie byłem krzywdzonym przez alkoholika z rodziny. Wierzę że jesteście nastawione pozytywnie do życia i chwała wam za to. Nigdy nie będę na siłę nikogo przekonywał do moich racji, czy do korzystania z moich doświadczeń czy sugestii. Powtarzam tylko że lepiej dla mnie jest kiedy potrafię zejść z drogi, ustąpić, okazać pokorę żeby próbować zrozumieć. Wolę wyciągać wnioski z cudzych błędów żeby nie popełniać swoich. Mamy wszyscy prawo wyboru. Dziękuję za życzenia utrzymania abstynencji, kiedy wiem że jestem chory muszę się wystrzegać przyczyn tej choroby. Ale też nie mogę popadać w euforię i dumę, że daję sobie z tym radę, bo to mnie też może "przewrócić". Więc dążę do stanu równowagi. Dlatego często powtarzam sobie "tak mi dobrze że aż dobrze mi tak za to". Serdecznie pozdrawiam H.T.

malgos651
28-04-2007, 16:51
racja malgosiu gdy wyciagam z kolejnej akcji sama jestem umeczona

Basia.
28-04-2007, 23:42
wiesz co sorki ale nie zgadzam sie z toba ta choroba chyba ma jakis poczatek problemy zyciowe mial pewnie a nie wszyscy potrafia szukac pomocy poprostu sie wstydza
Małgosiu, najłatwiej jest zwalać na problemy to tak ładnie brzmi i wzbudza przez jakiś czas współczucie i zrozumienie. W 1982 r. mój jedyny syn został "przestrzelony na wylot" przez swojego kolegę z pistoletu jego ojca /P 64/, dziecko miało przestrzelone płuco i strzaskane 2 żebra, 2 lata później pochowałam swojego męża /zmarł na raka/, którego pilęgnowałam w chorobie najlepiej jak umiałam /jego rodzina się wypięła/, byłam wtedy w Twoim wieku. W pierwszą rocznicę śmierci męża dowiedziałam się, że mam komórki nowotworowe. Powiedziałam synowi, że gdyby coś mi się stało ma zapewniony byt i powinien się uczyć. W 1987 r. odprowadzałam swoją Mamę w "Dzień Babci" na amputację nogi, w 1988 r. musiałam się poddac operacji kręgosłupa /usunięcie 2 dysków/ bo groziło mi kalectwo i poruszanie się na wózku inwalidzkim. Nie mogłam do tego dopuścić bo miałam na utrzymaniu studenta, 3 miesiące po operacji wróciłam do pracy. 1993 r. umarła moja Mama, w 1994 r. mój brat 3 godziny po powrocie do domu ode mnie nagle zmarł /chyba się przyszedł pożegnać/, w 2002 r. strzelał do mnie bandzior z pistoletu P 64, oddał 6 strzałów jeden pocisk przeleciał nad moją głową i wpadł do pomieszczenia. Szczęście, że było puste bo mogłoby dojść do tragedii, w 2003 r. wykryto u mnie raka i musiałam poddać się operacji, zażądałam od lekarza prawdy i powiedział mi, że na przeżycie 5 lat mam 50% szansy. Nie będe opisywała rewizji w moim domu w stanie wojennym, zmiany pracy bo zlikwidowane zostało biuro projektów w którym pracowałam 23 lata, śmierci moich ukochanych psiaków i wielu innych rzeczy. Nigdy nie korzystałam z pomocy psychologów /odrzuca mnie od nich/, nie łykałam "uspokajaczy" ani środków nasennych. Gdybym chciała swoje smutki topić w alkoholu osiągnęłabym "dno wklęsłe". Kiedy miałam kłopoty nigdy nie piłam alkoholu, odrzucało mnie od niego. Alkohol piję w ilościach umiarkowanych kiedy mam dobre samopoczucie psychiczne, jestem w miłym towarzystwie, bo wszystko jest dla ludzi. Alkoholizm jest chorobą "na własne życzenie", dodaje się oprawę w postaci problemów bo to ładniej "wygląda" i na początku budzi współczucie i zrozumienie. Alkoholik pije bo lubi i musi, taka jest brutalna prawda. Nie jestem osobą zgorzkniałą i pełną nienawiści do innych, wręcz przeciwnie. Kocham życie i lubię ludzi, jeżeli mogę komuś pomóc robię to bardzo chętnie i z pełnym zaangażowaniem, nie pomogę nigdy alkoholikowi.

an_inna
29-04-2007, 00:16
Basiu, podziwiam Cię od dawna, ale nie przekreślaj nas wszystkich, nie tak doskonałych ludzi. Różnie dajemy sobie radę z rzeczywistością, najlepiej jak umiemy. Pozdrawiam cieplutko

Basia.
29-04-2007, 00:24
Basiu, podziwiam Cię od dawna, ale nie przekreślaj nas wszystkich, nie tak doskonałych ludzi. Różnie dajemy sobie radę z rzeczywistością, najlepiej jak umiemy. Pozdrawiam cieplutko
Nie przekreślam, nie miałam nigdy takiego zamiaru /nie wiedziałam, że to tak wygląda/. Każdy człowiek jest inny, jedni są słabsi psychicznie a inni mocniejsi. Mnie chyba życie tak ukształtowało, nikt nie rodzi się twardy /tak mi się wydaje/. Pozdrowionka.
http://img155.imageshack.us/img155/6844/himmel018xl4.gif (http://imageshack.us)

green
29-04-2007, 11:49
Basiu ! Chylę czoło przed twoimi doświadczeniami, nie chcę licytować się swoimi przeżyciami. Każdy z nas dostaje szkołę życia. Ja staram się każde złe doświadczenie, czy porażkę przekuwać w coś konstruktywnego, na zasadzie: nie ma tego złego, co nie znajdzie większego...Swiat jest taki jaki byc powinien, tylko ja moge go odbierac tak jak chce, krztaltowac zgodnie z moimi potrzebami, ale tez musze sie pogodzic z tym czego nie jestem w stanie zmienic czy osiagnac. Doswiadczac... to rowniez otrzymywac baty. Ale i tak Swiat jest piekny, a moja wnusia najkochansza. Tak mi dobrze ze az dobrze tak mi za to. Zycze samych pieknych chwil w zyciu, serdecznie pozdrawiam H.T.

Basia.
29-04-2007, 13:27
Grenie, jestem przekonana że wygrałeś i tak trzymaj. Masz rację nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, widocznie tak być musiało. Dzięki temu stajemy się mocniejsi, Ty już jesteś "Mocny" !!!!!!!!!!!! Pozdrawiam, Basia.

green
29-04-2007, 13:36
A To jest moja najpiekniejsza nagroda w zyciu, nie mam pojecia czym sobie na nia zasluzylem. Chwale sie i pozdrawiam.http://img412.imageshack.us/img412/5452/pict0052hv6.jpg (http://imageshack.us)

Basia.
29-04-2007, 14:15
Prześliczna dziewczynka, ja mam 8-miesięczne bliźniaczki Basię i Nastkę.

Jadka.Z
29-04-2007, 16:17
Jest śliczna, cała radość jak się ma taką. Ja mam trzy wnuczki i wnuka i też moim zdaniem są śliczne.

Basia.
30-04-2007, 20:08
Jest śliczna, cała radość jak się ma taką. Ja mam trzy wnuczki i wnuka i też moim zdaniem są śliczne.
Z całą pewnością są śliczne.

Jadka.Z
01-05-2007, 10:41
Do Basi! dzięki za to przekonanie. Wnuczki kocha się pełną miłością i bez oczekiwań na odpłatę.

Basia.
02-05-2007, 20:07
Tak Jadko, tak się kocha wnuczki. Pozdrowionka.

ammi1952
03-05-2007, 00:12
Przesliczna ta Twoja ostatnia miłośc Greenia

Malgorzata 50
04-05-2007, 16:37
Prześliczna dziewczynka, ja mam 8-miesięczne bliźniaczki Basię i Nastkę.
To musi byc cala kupa szczescia !Jak sobie dajecie rade z jednoczesna "obsluga"blizniaczek? Mozemy sobie o tym pogadac -bo blondynka i rudy moich tutejszych znajomych to tez blizniaki -i to, ile osob bierze udzial w ich "obrzadku" wprawia mnie w oslupienie.Ale dzieciaki -nie do przebicia .Naprawde to cos fantastycznego blizniaki!!!!