PDA

View Full Version : Babskie pogaduchy cz.VI


Strony : [1] 2 3

Nika
25-03-2009, 09:14
Witam serdecznie w nowej odsłonie naszego babińca.Nowym koleżankom przypominam zasady tego wątku- spotykamy się celem wymieniania poglądów na kobiece tematy, w czysto babskim gronie.Zakazana jest polityka,pyskówki,kłótnie i spory wszelakie.To nasza oaza spokoju.Każda odsłona ma swój klimat-był już angielski klub,dworek szlachecki,wiktoriański salon,włoska trattieria..od dziś zapraszam do rosyjskiej herbaciarni pod samowarem.Zobaczycie ciekawą kolekcję samowarów i sztuki ludowej dawnej Rosji,posmakujemy specjałów kuchni rosyjskiej,a na półeczce znajdziecie poezje Lermontowa i Jesienina,powieści Dostojewskiego,nowele Czechowa.25308Wspaniały "czaj" z konfiturami bedzie podawać kelnerka w pięknym ludowym stroju25307

Nika
25-03-2009, 09:19
25309pierwszy powstał w zakładzie braci Lisycynowów w drugiej połowie XVIII wieku,ale ich stolicą stała się Tuła.Do polskich domów zawitały na dobre w okresie rozbiorów za sprawą rosyjskich żołnierzy.
Srebrny lub miedziany samowar,szklanki w ozdobnych koszyczkach,spodeczek z kostkami cukru i miseczka domowych konfitur to nieodzowne akcesoria ceremoiału picia herbaty po rosyjsku.2531025311

Nika
25-03-2009, 09:20
2531225313

Nika
25-03-2009, 09:25
nasypało śniegu,zawiało na biało moje osiedle...oto słynne rosyjskie sanie zwane "trojką",którymi mozna przez zaspy dotrzeć do naszej herbaciarni25314,żeby rozgrzać się gorącą mocną herbatką i pogawędzić w gronie miłych koleżanek.

tar-ninka
25-03-2009, 09:37
Witam babiniec
samowar juz pomrukuje , herbata gotowa
ja goscia przyprowadzilam , samego Pana Lermontowa:D

Żagiel

Lermontow Michaił

Samotny żagiel na przestworzu
Bieleje wśród błękitu fal.
Co wypatruje on na morzu ?
Czemu od stron swych pędzi w dal ?

Wiatr świszcze, w górę pną się fale
I skrzypią reje, maszt się gnie,
A on nie szuka szczęścia wcale
I nie od szczęścia w oddal mknie.

Pod nim świetlista wody grzywa,
Nad nim złocisty promień zórz
A on, zuchwały, burzy wzywa,
Jak gdyby spokój był wśród burz....

Nika
25-03-2009, 09:43
kilka razy za czasów studenckich,gdyż mam tak serdeczną przyjaciółke od 30 lat.Zwiedziłam Moskwę i Wołgograd/dawny Stalingrad, przedtem Carycyn/.Kupowałam wtedy z zapałem ludowe wyroby zwane "dierewiaszkami"-naczynka drewniane, ręcznie malowane.253172531825319

Jadzia P.
25-03-2009, 09:43
Witam w babińcu. :D
Choć od rana mam wnuczka i duzo z nim zajęć....to do babińca wpaść musiałam...
Dziś nowy wątek....i....Rosja...
Byłam wiele razy w ZSRR....ale w Rosji nie byłam....a szkoda ...:)

Nika
25-03-2009, 09:44
specyficzne drewniane laleczki to kolejna pamiatka z tamtych podróży2532125322

Nika
25-03-2009, 09:46
Jadzieńko, mówiąc Rosja uprościłam sprawę-to był wtedy Związek Radziecki oczywiście.Podziel się wrażeniami ze swojej podróży..na pewno sa bardzo ciekawe!

Scarlett
25-03-2009, 09:53
Witajcie. Moja teściowa jeżdziła do Związku Radzieckiego dość często do swojej rodziny odnalezionej po trzydziestu latach i między innymi przywiozła mi taki kpl sztućców, które dość długo używałam w swoim gospodarstwie.http://img3.imagebanana.com/img/xea0vjrm/4039284_1.jpg (http://img3.imagebanana.com/)

Jadzia P.
25-03-2009, 09:57
Bardzo dużo jeżdziliśmy przez Ukraine i na Ukraine...
Przez ....jadąc tranzytem dalej.....i wtedy niewiele sie widziało...
Na Ukraine je zdziliśmy też do znajomej rodziny....blisko ...niedaleko Lwowa...
Ale najwięcej widziałam na zorganizowanych wycieczkach...
Pierwszy raz w życiu leciałam samolotem....do Soczi...było to 23 lat temu...
Wrażenia piękne....
Byłam też w cudownym Kijowie....szkoda, że nie w maju....bo wtedy jest najpiękniejszy....cały jest obsadzony kasztanami .....a właśnie w maju kwitną...

Teraz mam mało czasu....napiszę coś więcej wieczorem...

Nika
25-03-2009, 12:04
zapoczątkował chiński cesarz Szeng Nung/ chwała mu za to/około 2737 lat przed Chrystusem..przez wiele stuleci tajemnicę uprawy tej rośliny pilnie strzeżono. Od XVII wieku, dzieki kupcom holenderskim, herbata zaczęła gościć na europejskich stołach.Początkowo ceniono głównie jej lecznicze walory.
Na przełomie XVII/XVIII wieku powstały pierwsze herbaciarnie w Gdańsku.25329

Nika
25-03-2009, 12:05
U nas miłosnikiem herbaty z cytryną jest małzonek, pija ją w szklance,bo taka mu tylko smakuje.Ja kocham filiżanki i herbatki ziołowe,owocowe,smakowe..bez cukru.

Nika
25-03-2009, 12:07
do Moskwy,a właściwie do moskiewskiego metra..zrobiło na mnie niezwykle mocne wrażenie swym przepychem i bogactwem elementów dekoracyjnych..25330253312533225333

dziewiątka
25-03-2009, 12:09
witam w nowej odsłonie babińca:)
W czasach ZSSR nie byłam w tych krajach;w tamtych czasach na wycieczki jeżdził mój mąż: przywoził czekolady, chałwę jakieś pierścionki złote-mam je do dziś; najstarsi synowie byli na obozach harcersko-pionierskich w Winnicy: przywieżli kpl. kuchenny, sokownik i samowar, który wydalismy komus w prezencie ( a szkoda)...wtedy wiele rzeczy z tamtąd było dla nas przydatnych...
dziesięć lat temu byłam na Litwie ( Wilno, Kowno, Troki ) i na Ukrainie ( we Lwowie)...

Nika
25-03-2009, 12:10
i podróże zagraniczne z wiadomych względów odbywałam jedynie po Czechosłowacji i ZSRR,toteż otwierałam gębusię ze zdziwienia widząc ten niesamowity przepych..253342533525336

Nika
25-03-2009, 12:12
Kreml2533725338oraz sobór Wasyla Błażennowo na Placu Czerwonym2533925340

Mar-Basia
25-03-2009, 12:19
Niko, moskiewskie metro zawsze wzbudzalo u mnie podziw. W latach - koniec 80-tych zaraz po Pierestrojce Gorbaczeva - postanowilismy z mezem spedzic Zielone Swiatki w Moskwie i okolicach. Ja bylam w Rosji pare razy w koncu lat 60-tych (wycieczki) ale moj maz zawital do Moskwy pierwszy raz. Tym razem bylismy indywidualnymi turystami. Niesamowite rzeczy nam sie przydarzyly i tylko dzieki temu, ze jako tako potrafilam jeszcze porozumiec sie po rosyjsku - nasz pobyt byl bardzo atrakcyjny. Niezpomniana wycieczka byla do Sergiej Prosad (Zagorsk) - rosyjskiego Watykau. A chor wiernych w kosciele - cos niesamowitego, byc wsrod prostych ludzi i sluchac....niezapomniane dzwieki i przezycie. Nakrecilismy wspanialy film.


http://img3.imagebanana.com/img/r90hogt/Zagorsk.jpg (http://img3.imagebanana.com/)

Widok na Zagorsk z murow otaczajacych cerkwie

http://img3.imagebanana.com/img/rqhdjivb/Widoknazagorszmurowmiasta.jpg (http://img3.imagebanana.com/)

http://img3.imagebanana.com/img/t348nse/Zagorsk1.jpg (http://img3.imagebanana.com/)


PS. Nie jestem autorem wklejonych zdjec - sa z netu.

Jagoda52
25-03-2009, 12:26
Witam, niestety ja nie byłam na wschodnich terenach ale mój mąż dawno dawno temu pracował przez rok w Magnitogorsku i mam trochę pamiątek, ale muszę zrobić zdjęcia.

Nika
25-03-2009, 12:44
Witaj Jagódko na babskich pogaduchach.Prosimy o fotki!

Jadzia P.
25-03-2009, 12:52
Mam chwile dla siebie....więc wpadłam do Was...:D
Zawsze żałowałam, że nie byłam w Moskwie....zawsze sobie obiecywałam, że ją odwiedze.....ale jak do tej pory, nie byłam w tym pieknym mieście.......a szkoda...
Ewo, czy Ty podczas swoich podróży po Rosji też miałaś możliwość napicia się kwasu chlebowego ?
Na Ukrainie uchodził on za napój prawie że narodowy.;)
Był dostępny na każdym kroku....wspaniale gasił pragnienie w upalne dni....
Jego smak nadal za mną chodzi......i choć
w Polsce piłam przeróżne podróbki ....to już nie było to :mad:
Muszę Wam też powiedzieć, że nigdzie na śwecie ( a troche podróżowałam ) nie spotkałam tak sympatycznych i serdecznych ludzi....
Czym dalej od naszej granicy...tym bardziej nas uwielbiali...
My dla nich byliśmy zachodem....wszystko w nas im imponowało....
A Gruzini....to już są chyba ( ja tak myslę ) ....najbardziej gościnnym narodem na świecie....
Piszę też o nich...bo przecież to był jeden z wielu krajów należących do ZSRR

Nika
25-03-2009, 13:02
Jadziu,oczywiście,że piłam.Smaczny,zdrowy i orzeźwiający napój- koniecznie z lodówki.sprzedawali go z takich żółtych beczkowozów,a rodzice Wali kupowali do litrami.25341.kieyś zobaczyłam butelkowany w hipermarkecie,kupiłam..fuj!Straszna słodka ,sztucznie pedzona podróba.Próbowała zrobic wg przepisu ale mi się nie udał/ z suchych kromek razowca i rodzynek/.Polecam ten specjał w orginale tak jak sok brzozowy,który też w Sojuzie piłam.

Nika
25-03-2009, 13:04
Równie sympatycznie jak i Ty wspominam kontakty towarzyskie.Wszędzie serdecznie mnie witano i częstowano,czym chata bogata-najczęściej były to "kartoszki"smażone z cebulą,warzywa duszone na oleju, przepyszne pielmini/ pierozki z mięsem/ w bulionie.

Nika
25-03-2009, 13:06
25343wspaniały "borszcz",blinki z konfiturą lub kawiorem/ o dziwo ten rarytas wcale mi nie posmakował/253442534525346

Nika
25-03-2009, 13:08
Rosjanie mają znakomite zupy-solianki, rassolniki, buliony..też są zupiarzami.Posmakował mi pilaw z baraniną,choć tego mięsa nie lubię,ale był znakomicie przyprawiony.

Mar-Basia
25-03-2009, 13:13
Nikus, "zmuszasz " mnie do ciezkiej pracy. Niedoczekanie Twoje....!!!!!! Znalazlam, odgrzebalam pare moich zdjec, ktore zrobilismy w czasie naszego ostatniego pobytu w Moskwie w listopadzie 2003 roku. Bylismy zaproszeni przez przyjaciol jednego z naszych synow: on prof. urolog - wykladowca na uniwersytecie w Moskwie, ona - swiezo upieczony lekarz pediatra.
Ponizsze zdjecia sa z supermarketu na peryferiach Moskwy , ktory jest otwarty 24/24. Bylo w nim wszystko - a rok 2003. My szukalismi dobrego (nie oszukanego) kawioru i ogorkow malosolnych, no i oczywiscie sledzi matiasow.
Oczom nie wierzylismy jakie zmiany nastapily od konca lat 80-tych. Kiedy pokazywalismy te zdjecia naszym przyjaciolom - nikt nie chcial uwierzyc, ze pochodza z Moskwy.


http://img3.imagebanana.com/img/2jh5wyu3/Moscow4Nov2003.JPG (http://img3.imagebanana.com/)

http://img3.imagebanana.com/img/8ia6xb7/DSC01171.JPG (http://img3.imagebanana.com/)

http://img3.imagebanana.com/img/5m9r73yi/DSC01169.JPG (http://img3.imagebanana.com/)

A to nasi mlodzi przyjaciele "moskoviczi" Olga i Karim

http://img3.imagebanana.com/img/dyhucdyj/DSC01170.JPG (http://img3.imagebanana.com/)

Nika
25-03-2009, 13:22
Marbelko, zmiany są na pewno kolosalne-ja ostatni raz byłam wiosną 1980 roku.Sklepy spożywcze fatalnie zaopatrzone,pozostałe również.Turyści z zachodu mogli kupować za dloary w tzw.Bieriozkach-odpowideniki naszych Pewexów,ale ja nie mogłam.Gościnnośc gospodarzy nadrobiła braki ekonomiczne.Z przyjemnością obejrzałam Twoje fotki.

enia60
25-03-2009, 13:27
witam na chwilkę /iskiereczka gosci u nas ,stąd mam mało czasu/ Litwa,Ukraina,ale najbardziej zauroczyl mnie Krym nieco inne klimaty jakby dwa światy pomieszane ze sobą mam mnóstwo wspomnień ,ale zdjęć nie potrafię wkleić na forum ,pozdrawiam Was i zaznaczam obecność

Ajaks
25-03-2009, 13:29
Fajny temat poruszyłyście miłe Koleżanki. Ja tak daleko nie bywałam.Byłam w Mińsku jeszcze za ZSRR. Przytłaczało mnie to miasto jakieś ogromne i smutne. Pamiętam też wioski Polesia bo tam miałam Babcię i najbardziej mnie urzekały zagajniki brzozowe i drewniane chaty. Pamiętam też smieszny a zarazem smutny zwyczaj zawijania towaru w gazetę, liczenia na liczydłach. Ludzie byli bardzo sympatyczni ale też i zamknięci w sobie. Były to odległe lata 70te

Jadzia P.
25-03-2009, 13:38
Jak już pisałam , nie byłam w Moskwie.....ale bardzo często gościłam u siebie w domu Moskwianke.....była przez pewien czas naszą klientką....
Ona sama dużo nam opowiadała o swoim mieście...
Mówiła, że to jest coś..... jak państwo w państwie...
Moskwa była i jest bardzo bogatym miastem, a co za tym idzie,jej mieszkańcom też nieżle się powodzi...
Natomiast ogromny kontrast jest pomiędzy miastami i wsią....
U nas nie ma aż takiej różnicy.... a nawet przeciwnie....są też wsie bogate i ludzią tam żyjącym powodzi się dobrze.
Wieś rosyjska i ukraińska jest bardzo zaniedbana....tam nikt nic nie robi....
Dla prowincji byłego ZSRR było charakterystyczne to, że kobiety pracowały przy naprawach dróg, na budowlach, itp.....wykonywały prace typowo męskie....
A co z mężczyznami.....ano oni byli w milicji, KGB, w wojsku lub po prostu pili i nic nie robili...
Zawsze szkoda mi było tych kobiet....zawsze uśmiechnięte....reką wycierały pot z czoła....ale nie narzekały....

dziewiątka
25-03-2009, 14:05
Kpl. kuchenny, z charakterystycznym wzorem roślinnym ( listki i owoce winogron) na trzonkach - kupiony przez syna - w czasie pobytu na obozie harcersko-pionierskim (lata1984-85) - Winnica
http://www.iv.pl/images/ubdrbtqccpdtior0trm.jpg

i obrazek przedstawiający panoramę Lwowa -2000 r., malowidło na odlewie ( chyba z ceramiki/fajansu ??...nie znam się na tym ;))...ale nawet mi się podoba..
http://www.iv.pl/images/l77onf2a1l6bspp7dc3.jpg

Nika
25-03-2009, 14:55
Dziewiąteczko miałam komplet nozy,łyżek i widelców z identycznym motywem!

Nika
25-03-2009, 14:56
Jadziu kontrasty miedzy wsia a miastem zauważyłam-nawet w podmoskiewskiej wiosce,gdzie mieszkała babcia Wali..bida z nędzą!Nie wiem jak teraz..

Nika
25-03-2009, 14:59
to miasto w którym dwukrotnie spędziłam wakacyjny miesiąc u Wali.Zburzone w czasie wojny do szczętu podczas słynnej bitwy stalingradzkiej,zbudowane na nowo-koszmarek typu nasza nowa Huta.Misto przemysłowe.Tylko szeroka Wołga przepiękna.25348dworzec25349panorama miasta25350plac Lenina

Nika
25-03-2009, 15:01
monumentalny pomik pamięci ofiar bitwy stalingradzkiej2535125352

Nika
25-03-2009, 15:03
matka ojczyzna25353

aannaa235
25-03-2009, 15:09
Witam w nowej odsłonie:)
Nigdy nie byłam w ZSRR...raz był mój mój mąż
"pociągiem przyjażni" nazwoził sztućcy, złota i bardzo
dużo zabawek dalnie sterowanych dla syna wtedy to była
rewelacja bo u nas nie było.:)

Mar-Basia
25-03-2009, 15:17
Jadziu kontrasty miedzy wsia a miastem zauważyłam-nawet w podmoskiewskiej wiosce,gdzie mieszkała babcia Wali..bida z nędzą!Nie wiem jak teraz..

Nika, moge tylko powiedziec co widzielismy w listopadzie 2003. Faktycznie - Moskwa przepiekna, hotele luksusowe, sklepy, niczego nie brakowala, doskonale restauracje, kluby.......Nasz przemily Karim i Olga , na weekend zabrali nas samochodem do ich kuzynki, ca 60 km w strone Rostowa - takie przynajmniej byly znaki na autostradzie. I tu musze powiedziec, ze mijalismy wioszczyny jakie sie widzialo w Polsce w XIX wieku. Nedza potworna. Zapomnialam nazwe miesciny, gdzie mieszkala ich kuzynka, ale moge Was zapewnic, ze nie byl to mily widok. Dom kuzynki, tez lekarki - owszem, owszem ale reszta - brrr.....biedni ludzie.
Wroce do Moskwy ( ciagle 2003 - listopad) - mimo bogactwa widzi sie na ulicach owiniete w szmaty babuszki, ktore prosza o maly grosik. Widzialam pare takich scen a jedna mnie bardzo rozczulila, bylo to przy wejsciu na Plac Czerwony od strony Globusu (Plac Manezu), po lewej stronie jest przepiekna mala cerkiewka. Wlasnie spadl pierwszy snieg i ta kobiecina siedziala pod cerkiewka ubrana w jakies chusty i szmaty z wyciagnieta reka. Dalismy jej dolary a babuszka bijac glowa prawie w nasze stopy wyszeptala, czy nie mamy pare rubli....bo ona prosta kobieta i z tymi dolarami wezma ja za zlodziejke i wsadza do "tiurmy". Zrozumielismy i natychmiast oproznilismy nasze kieszenie z pozostalych rubli i dalismy wszystko babci. I tu nie uwierzycie, ona nam chciala oddac nasze dolary.....niesamowite.

Wlasnie takie kontrasty widzielismy w Rosji w listopadzie 2003 roku.

dziewiątka
25-03-2009, 16:26
Ja w 2000 roku jadąc do Lwowa ( granicę przekraczaliśmy w Medyce) , a była to pora jesienna nie zapomnę widoku wiejskich zagród i podwórek: walące się chaty. błoto, obornik i gnijące kupy dyni, taplający sie w tym drób i wozy na żelaznych kołach - mieszkałam w dzieciństwie na wsi ale takiego niechlujstwa nie było....
We Lwowie nie mogliśmy sie opędzić od żebrających dzieci i kobiet ....a mężczyżni przy głównej ulicy na deptakach grają w karty, szachy, piją piwo......ciekawy obyczaj ;)
Robiłam masę zdjęć ale aparatem z filmem - są w albumach do zeskanowania - jak temat się przedłuży postaram się wkleić ...bo zabytki Lwowa bardzo bogate historycznie i kulturowo...

Malwina
25-03-2009, 16:38
Ach jak tu swojsko dla mnie....., rodzice ojca , ojciec mój pochodził z Pińska..mama z Woroneża dalsze korzenie mamy podobno turkmeńskie...uwielbiałam całe życie język rosyjski i do dzis wiele rozzumiem i potrafiłabym chyba rozmawiać...brałam udział w latach 70 w kilku Konkursach Piosenki Radzieckej...muzyka , piesni niesamowite...moim marzeniem jest pojechac Tam i spotkac sie ze zwykłymi ludzmi..porozmawiać ...po prostu...zrealizuję to marzenie.....

Jadzia P.
25-03-2009, 17:47
Ja w 2000 roku jadąc do Lwowa ( granicę przekraczaliśmy w Medyce) , a była to pora jesienna nie zapomnę widoku wiejskich zagród i podwórek: walące się chaty. błoto, obornik i gnijące kupy dyni, taplający sie w tym drób i wozy na żelaznych kołach - mieszkałam w dzieciństwie na wsi ale takiego niechlujstwa nie było....
We Lwowie nie mogliśmy sie opędzić od żebrających dzieci i kobiet ....a mężczyżni przy głównej ulicy na deptakach grają w karty, szachy, piją piwo......ciekawy obyczaj ;)
Robiłam masę zdjęć ale aparatem z filmem - są w albumach do zeskanowania - jak temat się przedłuży postaram się wkleić ...bo zabytki Lwowa bardzo bogate historycznie i kulturowo...


Tutaj...blisko granicy z Polską Ukraińcy czy Białorusini mają pieniądze z handlu z Polakami....tylko nie mają chęci do pracy .....cóż taka mentalność tych ludzi, że wszechobecny bród i smród im nie przeszkadza....
Natomiast daleko od granicy....cały czas mam na myśli Ukraine....mieszka więcej Rosjan....oni większą wage przywiązują do czystość....choć do ideału im daleko.... Gruzini są bardzo czystym i gościnnym narodem...Kiedy byliśmy tam z mężem na wycieczce, zaczepił nas milicjant i kazał nam iść ze sobą....byliśmy wystraszeni.... On zaprosił nas do swojego domu....poczęstował razem ze swoją żoną i matką, czym tylko mieli i....poprosił by mu sprzedać sweter który maż miał na sobie....
W domu było czyściusieńko....oni mają szacunek do osób starszych.....mieszkają całymi rodzinami....i decydujący głos zawsze należy do seniora lub seniorki rodu....
Dowiedzieliśmy się też, że to właśnie Gruzini są najbardziej długowiecznym narodem.....często żyją ponad 100 lat....

Podczas tej wspaniałej wycieczki zwiedziliśmy również Abchazje i Armenie....

Jadzia P.
25-03-2009, 17:54
Poszczególne republiki byłego ZSRR różniły się od siebie....mentalnością ludzi, kulturą , zwyczajami i językiem.....rosyjski był językiem urzedowym natomiast w domu czy między sobą ludzie rozmawiali w swoich, ojczystych językach...
Ale jedno wszędzie było takie samo.....centrum miasta....główny plac im. Lenina i na środku placu pomnik Lenina... i to w każdym....nawet najmniejszym mieście....musiał być Lenin....
Oczywiście ja byłam jak jeszcze był ZSRR....po pierjestrojce nie miałam okazji jechać na wschód....

Nika
25-03-2009, 19:40
Gruzję ,zwłaszcza Tbilisi i Batumi/ znane z piosenek tylko/25358253592536025361

Nika
25-03-2009, 19:45
Batumi, ech Batumi...
herbaciane pola Batumi,
cykadami dźwięczący świt,
świadkiem był szczęścia chwil.

Z ciężkim sercem zegnamy Gruzji brzeg,
śpiew twój dźwięczny jak drogie echo biegł,
dziś ,gdy oczy przymkniemy znów,
obraz ten ,to marzenie naszych snów.

Nika
25-03-2009, 19:53
na wieczorną filiżankę aromatycznej herbatki25362,idę zrobić prasowanie.Miłego wieczoru wszystkim.mam nadzieję,że Tarninka uraczy nas jeszcze wierszami ..

tar-ninka
25-03-2009, 20:18
Na dobranoc .. ..Sergiusz Jesienin

Na niebieskim dnie

tłum. Tadeusz Nowak

Na niebieskim dnie półmiska
Dym miodowy żółtych chmur.
Noc śniąc marzy. Śpią ludziska,
Tylko mnie wciąż trapi ból.

Przeżegnany obłokami
Słodycz dymu wdycha bór.
W pierścień szczelin ponad nami
Kładą palce zbocza gór.

Na moczarach kwacze czapla,
Toń miarowo chlupie błotna,
Patrzy spośród chmur, jak kropla,
Gwiazda cicha i samotna.

Chciałbym w owym ciemnym dymie
Gwiazdą tą podpalić las
I z nim zginąć, tak jak ginie
W niebie złotej zorzy pas.

Nika
25-03-2009, 20:39
Dziękuję,Władziu.

tar-ninka
25-03-2009, 20:43
Nikus ja z przyjemnoscia przychodze do babińca
a jak o wierszach mowa to..:D pierwsza jestem .

Jadzia P.
25-03-2009, 22:11
Ewo, a jak byłaś w Rosji to u nich też mieli taki zwyczaj, że dywany wieszali na ścianach ?
Mieliśmy takich znajomych z Czerwonogradu, blisko Lwowa i kiedy przyjechali do nas w odwiedziny....byli zachwyceni tapetami.... u nich jeszcze tego nie było.
Kupili sobie w Polsce tapety, klej i zapytali nas jak to się robi.
Jakie było nasze zdziwienie kiedy pojechaliśmy do nich ....owszem ...tapety były na ścianach a na nich ponownie... zawieszone dywany...

tar-ninka
25-03-2009, 22:32
Jadziu , dywan wieszany na scianie nazywa się kilim
i unas dawniej też się wieszało je na ścianach
Na scianach malowanych we wzory wałkami też .
Pamiętam taki kilim olbrzymi wiszacy nad łóżkami w sypialni

Jadzia P.
25-03-2009, 22:58
Tarninko, znam kilimy...
To co wieszali moi znajomi to były najprawdziwsze dywany..
Wisiały na wszystkich trzech ścianach....tylko ta z oknami była bez dywanu..
Nasza znajoma Ukrainka twierdziła, że to oznacza , że rodzina jest zamożna...
Ja jeżdziłam tylko do tej jednej rodziny prywatnie....byli dość zamożni...nie znam zwyczai panujących w innych republikach...
Na Gruzji ( u milicjanta u którego byliśmy w domu z tym się nie spotkałam ) nie było takiego zwyczaju...

czarna
26-03-2009, 01:15
Proszę bardzo.Nawet nie zauważyłam ,że to już VI-ta odsłona Babińca!
A to zaskoczenie dopiero.
Moim marzeniem zawsze była podróż do Moskwy. Może kiedyś.....
Ale byłam na wycieczce w Mińsku. Miesiąc maj,rok nie pamiętam który.W hotelu ,
na obiad podawano nam mokre piure z ziemniaków,mięsko i do tego jakieś jabłko lub gruszkę z marynaty.
Podczas uroczystej kolacji wystąpił balet-piękne dziewczyny,w skąpych strojach.
Wtedy wydawało mi się,że w ZSRR to jest niemożliwe.A jednak!
1 maja - wielkie święto. Odświętnie ubrani ludzie spacerowali po ulicach miasta,wszystkie dziewczynki
miały we włosach ogromne kolorowe kokardy.

Nika
26-03-2009, 08:43
Jadziu- mieszkaniach moich znajomych wisialy dywany na ścianach,to faktycznie uważano za dowód zamożności, a poza tym były formą dekoracji mieszkań-np.w podmoskiewskiej chatce babci Wali wisiały takie jakby pluszowe makaty,bardzo wielobarwne.Tapetowano mieszkania-papierowymi tapetami,gdy w naszym rodzinnym domu wciąż jeszcze była moda na malowanie mieszkań/ pierwszy raz pojechałam tam w 1976 roku/ .W tym samym czasie w moim domu-w pokoju rodziców również wisiał nad tapczanem dywan/prawdziwy/.
Zauważyłam też radioodbiorniki,które nadawały jeden program dla wszystkich-nie pamietam,jak sie nazywały..

Nika
26-03-2009, 08:47
,że w latach siedemdziesiatych wielu kierowców autobusów czy taksówek miało fotografie Stalina zatknięte na przedniej szybie.Spytałam gospodarzy o to..ku zaskoczeniu dowiedziałam się,że wielu prostych ludzi żywi wielką cześć i sympatię dla niego,bo jak mówili, dał im chleb, pracę,dostęp do szkoły.!!25380

Nika
26-03-2009, 08:54
chodziłam na wszelkie występy grup folklorystycznych,bo zachwycały mnie śpiewem i dynamicznym tańcem2538125383barwne stroje ludowe, piekne dziewczyny2538425385

Nika
26-03-2009, 09:09
porozmawiały na bliski na temat-jestem/ będę na emeryturze/.Jakie uczucia towarzyszyły Wam, gdy nadszedł czas pożegnania się z pracą?Jak się czujecie wiodąc życie emeryta/rencisty/-więcej pozytywnych czy negatywnych doznań?
Dwa lata temu usłyszałam,że muszę przejść na wcześniejszą emeryturę i przyznaję,że było to dla mnie bardzo ciężkie przeżycie.Kochałam swój zawód, wykonywane zajęcie i nie wyobrażałam sobie,jak będzie wyglądało moje życie.Wakacje upłynęły pod znakiem smutku,przygnębiających myśli..teraz jestem bardzo zadowolona,choć czasem przemknie maleńka tęsknota przez myśl..

Malwina
26-03-2009, 09:26
Przymierzałąm sie już wcześniej, był to mój wybór-póki czułam sie wzglednie młodo, w miarę zdrowo.Odeszłam bez łezki(sama się sobie dziwię)moze dlatego, ze odeszłam, ale 2 dni w tygodniu pracuję nadal, więc niby soię zmieniło, ale tak trochę.Zaczęłam wykładac na UTW, sama byłam uczestniczką -studentką UTW, wróciłąm do pisania swoich wspomnień ,spostrzeżęń,więcej czasu poświęcam spacerom, wekendowym imprezom kulturalnym, spotkaniom towarzyskim...jest super, tylko czas tak strrrrasznie szybko biegnie .....

Nika
26-03-2009, 09:37
To mnie właśnie dziwi-więcej czasu miałam,gdy pracowałam, jak to możliwe?Może wtedy musiałam się "sprężać",by pogodzić obowiązki zawodowe, rodzinne i towarzyskie,a teraz nigdzie się nie śpieszę..w każdym razie nie muszę się martwić,że stracę pracę!Czasem dorabiam parę groszy na własne potrzeby,ale głównie wykorzystuję czas, by robić różne rzeczy,które lubię!

Malwina
26-03-2009, 09:54
Wiesz jak się pracowało to człowiek miał już jakoś ten czas sprężony..to na to, to tu i wszystko musiało się zmieścić, jeszcze zostało na wizyty, pogaduszki...teraz chyba pozwalamy sobie na małę niezdyscyplinowania czasowe i moze dlatego...nic nie musimy, więc tyroszkę "rozłazimy się" czasowo...No,ale ta frajda, ze mogę wreszcie robić co chcę jest super...

Baśka13
26-03-2009, 10:22
Przeszłam na wcześniejszą emeryturę z dużą radością.Nie mam z niej kroci,ale mam spokój.Spokój o byt.A i sama przez to jestem spokojniejsza!Pracowałam jako osoba niepełnosprawna,a byłam traktowana jak inni-byle więcej,więcej i więcej -nadgodziny,praca w soboty,a czasami i w niedzielę.I żadnego szacunku ze strony właściciela.Pożegnałam się z nimi bez żalu!
A teraz mam czasu na wszystko tyle jakbym go wcale nie miała,a nawet jeszcze mniej!Przedtem-dzieci(2),działka,dom w remoncie,dojazdy do pracy.I miałam tak samo dwie ręce jak teraz! A może nam się doby kurczą? Cieszę się,że jestem emerytką!

Mar-Basia
26-03-2009, 10:33
Niko, Malwina - doskonaly temat. Przyznam sie szczerze, ze niegdy nie myslalam na powaznie o emeryturze ( w Hiszpanii tak ladnie to nazywaja jubilado). Cale zycie pracowalam i bylam bardzo aktywna. Dzieci, dom, ciezki ale ciekawy zawod. Poprostu nie mialam czasu pomlyslec, ze jednego dnia "stane"! Najpierw moj maz, ktory rowniez byl bardzo aktywny - z powodu zdrowotnych (chotoba znana w jego grupie zawodowej) powoli wycofal sie z zycia aktywnego, zaczal pisac, wykladac. Potem, zupelnie przypadkiem wymowilam nieostrozne slowo i przyrzeklam synom, ze im zostawie "buzines" (tak czesto ostatnio sie o tym pisze na naszym forum) pod warunkiem, ze........ I wyobrazcie sobie, moi synowie pobili mnie na glowe w sprawie zupelnie beznadziejnej, nie rokujacej zadnych szans! Stalo sie, wycofalam sie i co dalej? Hihihi.....nareszcie zrozumialam, ze jest cos innego poza praca. Poprostu zaczelam zyc jak tysiace ludzi jubilado. Nie planuje, robimy co chcemy, bardzo duzo podrozujemy, czytam mase ksiazek, troche pisze sama, teraz uczestnicze w Forum Seniora (lepiej czy gorzej) ........ i sie starzejemy........jak wszyscy. Suma sumarum jestem zadowolona, ze juz nie pracuje. Malwino, czasu mi ciagle brakuje. Ale to podobno choroba kazdego emeryta.;)

Nika
26-03-2009, 10:42
Niedawno usłyszałam od swojej koleżanki,również świeżej emerytki ,ze ma nieco mieszane uczucia,bo czuje pewien dyskomfort z powodu mniejszej ilości pieniędzy,które dokłada do domowego budżetu..ma teraz 2/3 tego,co dawniej.To ją nieco przygnębia..niestey,nie ma mozliwości dorobienia jak inni.

Nika
26-03-2009, 10:47
ilustracyjny-rosyjskie stroje ludowe253912539225393

dziewiątka
26-03-2009, 11:09
jeszcze do wczorajszego tematu: koraliki kupione w 2000r. w Trokach, przy Zamku w sklepikach i na straganach dużo biżuterii i różnych pamiątek( figurki, dzwoneczki ) sprzedawali....to jest jakać ceramika ?...w kolorze cegły, bardzo lekkie, ręcznie malowane ...
http://www.iv.pl/images/st72jdnyahmck4icrbm.jpg

dziewiątka
26-03-2009, 11:20
Na emeryturze ( wcześniejszej) jestem już 9-ty rok.
Bardzo zabiegałam, żeby skorzystać z wcześniejszego odejścia - moja praca wymagała dużej sprawności i umiejętności ruchowej ...choć wszyscy mówili, że posiadam jeszcze bardzo dobrą sprawność to ja wiedziałam swoje: w pewnym wieku częściej się choruje i nie ma się już takiej przebojowości, jak za młodu - krępowała mnie młoda "załoga" po studiach.....tak to jest jak człowiek za dużo od siebie wymaga ;). Po odejściu jeszcze przez trzy miesiące pracowałam w swoim kierunku ale w innej placówce i pomimo, że to było tylko dwa razy w tygodniu po 2 godz. .miałam tego dość.....zrezygnowałam :)
Szczerze bardzo pragnęłam "świętego spokoju" od pracy - tym bardziej, że w domu byłam bardzo potrzebna....cieszę się bardzo, że nie pracuję ...ale też nie leniuchuję : pomagam mężowi , opiekujemy się rodzicami męża, prowadzenie ( dość dużego )domu, robótki, ogródek, spotkania towarzyskie.....doba jest za krótka ....:D:D

Nika
26-03-2009, 13:18
To najważniejsze,żeby w nowej sytuacji odnaleźć radość i zadowolenie.Teraz też jestem szczęśliwa,że mam tyle czasu dla domu i dla siebie.

Nika
26-03-2009, 13:20
jestem nim zauroczona jak każdym zresztą..2540125402254032540425405

Jadzia_G
26-03-2009, 13:38
Nieraz odwiedzam swoje koleżanki z mojej dawnej pracy - mówią że mi bardzo zazdroszczą emerytury. Tak się teraz porobiło - ludzie są wobec siebie wredni i jedno drugiego utopiło by w łyżce wody. Jak ja pracowałam nie było tego, teraz szalona konkurencja i tempo życia jest okropne.Ciesze się że mnie to nie dotyczy- napewno jest mniej pieniędzy ale wole to niż pracować w takim towarzystwie.

Nika
26-03-2009, 14:43
Mam podobne odczucia Jadziu, gdy słucham pracujących jeszcze koleżanek.Teraz jestem panią swojego losu i znikło wiele przyczyn do stresu-wiadomo, w sytuacjach zagrożenia każdy myśli o sobie,zanikają więzi między pracownikami..

Malwina
26-03-2009, 15:07
Wiecie dziewczyny nam widzę jakoś łatwiej, bo mamy swoje zainteresowania,takie , a nie inne temperamenty, ale dla tych, którzy tylko żyli pracą i tym rytuałem codziennym , takie odejście moze być bardzo stresujące....no i bolesne, bo skończyło się i zostało...no co? nic....trzeba wypracowac nowe potrzeby i nowe schematy.....

Nika
26-03-2009, 16:47
Myślę,że problem,o którym piszesz Malwinko,przede wszystkim dotyczy mężczyzn..kobitki zawsze mają swoją domową krzataninę,dzieci-dorosłe,którymi żyją,wnuki ,no i bardziej sa chyba otwarte na zmiany.

Mar-Basia
26-03-2009, 16:57
Myślę,że problem,o którym piszesz Malwinko,przede wszystkim dotyczy mężczyzn..kobitki zawsze mają swoją domową krzataninę,dzieci-dorosłe,którymi żyją,wnuki ,no i bardziej sa chyba otwarte na zmiany.

Niko, mysle, ze masz duzo racji w tym, ze mezczyzni ciezej znosza okres "wycofania sie" z pracy zawodowej. Pamietam jak moj maz, zaczal miec powazne klopoty z kregoslupem (choroba chirurgow) i nie mogl byc na nogach 10 godzin dziennie (tak, tak - 10 godzin stojac na nogach i trzymajac zycie ludzkie w swoich rekach!!!) - poprostu musial zrezygnowac z tego co bylo jego calym zyciem. Nie moge powiedziec, ze byl szczesliwy - przeciwnie. Z pomoca rodziny szybko sie pozbieral i zmienil orientacje....i potem powoli przeszedl na emeryture, choc nawet dzisiaj bedac starszym panem ciagle ma wiele kontaktow ze swiatem medycznym, pisze artykuly, jezdzi na kongresy, jak jestesmy w Afryce zawsze stara sie byc "potrzebny", itd. Musze przyznac, ze mnie bylo latwiej przejsc na jubilado i bardzo sie z tego ciesze.

Jadzia_G
26-03-2009, 16:59
Masz racje kobiety znosza przejscie na emeryture łatwiej właśnie z racji swoich obowiązków domowych -rodzinnych. Mąż mojej znajomej przeszedłna emeryture choć nie musiał, ale mógł i kompletnie się załamał - poprostu popadł w depresje. Mężczyźni tak są stworzeni, że jak nie mają zajęcia czują się niepotrzebni.

Pani Slowikowa
26-03-2009, 17:06
Masz racje kobiety znosza przejscie na emeryture łatwiej właśnie z racji swoich obowiązków domowych -rodzinnych. Mąż mojej znajomej przeszedłna emeryture choć nie musiał, ale mógł i kompletnie się załamał - poprostu popadł w depresje. Mężczyźni tak są stworzeni, że jak nie mają zajęcia czują się niepotrzebni.


Dodam ze szczegolnie ci co nic nie robili w domu.
Jezeli ma sie jakies hobby poza praca to jest to pomocne wlasnie w tym przejsciu ze swiata zawodowego i osiadanie na laurach.
Moj maz jeszcze pracuje i marnie widze ten dzien kiedy przestalby . Mysle ze on po prostu bedzie pracowal cale zycie.

Ja natomiast nie moge sie doczekac przejscia na emeryture, mimo tego ze wcale tak ciezko nie pracuje. Ta odpowiedzialnosc jednak ciazy mi.

Jadzia P.
26-03-2009, 17:07
Mężczyźni tak są stworzeni, że jak nie mają zajęcia czują się niepotrzebni.


Oj....nie wszyscy...nie wszyscy....;)

Ajaks
26-03-2009, 17:14
Ja też jestem na wcześniejszej emeryturze od kilku lat. I brakuje mi czasu. A tak wogóle to twierdzę, że nic nie robienie mam opanowane do perfekcji i nigdy sie nie nudzę, choćbym i nic nie robiła. Początkowo też mi brakowało funduszy ale szybko nauczyłam sie z tym żyć. Może mi łatwiej (lub i nie?) bo jestem sama. Śmiałam się, że pierwsze miesiące na emeryturze zapoznawałam się ze swoim mieszkaniem. A potem to juz poszło. Komputer wędrówki po okolicy bliższej i dalszej. No i teraz nowe zainteresowanie fotografia.

dziewiątka
26-03-2009, 18:00
Dodam ze szczegolnie ci co nic nie robili w domu.
Jezeli ma sie jakies hobby poza praca to jest to pomocne wlasnie w tym przejsciu ze swiata zawodowego i osiadanie na laurach.
Moj maz jeszcze pracuje i marnie widze ten dzien kiedy przestalby . Mysle ze on po prostu bedzie pracowal cale zycie.


...i chyba masz dużo racji w tym co piszesz: mój mąż też od trzech lat jest emerytem ale w domu się nie widział nigdy ( nawet gwożdzia do obrazka nie przybije)...po trzech miesiącach znalazł sposób na siebie : założył firmę do której niestety ciągle dokładamy, bo w między czasie dwa razy zmieniał branżę, ale on liczy, że niedługo będą jakieś dochody..
trochę mnie to martwi ale jakby miał wpaść w chorobę to może lepiej, że coś robi ??
Z kolei znam wielu panów, którzy dopiero na emeryturze są pełni wigoru: działki, majsterkowanie i remonty w domu, podróże...itp

Scarlett
26-03-2009, 18:14
Mój małżonek po przejściu na emeryturę wytrzymał w domu 2 miesiące szukając w tym czasie jakiegoś zajęcia. Znalazł i do tej pory pracuje w firmie, której jest całkowicie oddany i nie wyobrażam sobie, co by się stało gdyby my tę pracę zabrać. Zresztą mąż nigdy nie był domatorem i czasami mam wrażenie, że gdyby nam przyszło non stop spędzać czas w domu we dwójkę, to by nie było wesoło.:rolleyes:

Malwina
26-03-2009, 18:34
Tak mężczyznom chyba trudniej...mój maż jak pzreszedł na wcześniejszą emeryturę 5 lat wcześniej ode mnie mimo ze szedł świadomie i z ochotą, to po paru miesiącach powiedział, ze nie ma zamiaru patrzeć w okno czekając na śmierć i załozył firmę...do dziś ją ma...moze to brutalnie zabrzmiało, ale tak było.

Nika
26-03-2009, 19:29
Na pewno,kto wędkuje,majsterkuje,ma działkę..ten przeniesie swoją energię na te zajęcia,najgorzej mają ci bez zainteresowań..zastanawiam się,co mój mąz będzie robił na emeryturze oprócz rozwiązywania krzyżówek..na szczęście to jeszcze odległa perspektywa..

Nika
26-03-2009, 21:28
http://i44.tinypic.com/2s5xpc0.jpg
(http://www.fothost.pl)

fezóJ
26-03-2009, 23:18
Czy panowie mogą nocną porą zakraść się na te pogaduszki?;)

Nika
27-03-2009, 08:04
Józiu,słoneczko,jesteś przemiłym rozmówcą,ale mamy zasadę,że tu tylko baby plotkują..chyba,że koleżanki zmienią zasadę...bardzo boimy się polityki i tematów,które wiodą do sporów..pozdrawiam.

Nika
27-03-2009, 08:08
25418Nowodiewiczyj Monastyr to zespół klasztorny i cmentarz z poł.XVI wieku.Chowano na nim kościelnych dygnitarzy i szanowane rodziny szlachetnie urodzonych,a od XIX wieku także inteligencję i zamożnych kupców.Są tu groby takich pisarzy jak-Antoni Czechow, Mikołaj Gogol czy Włodzimierz Majakowski.254192542025421

Nika
27-03-2009, 08:14
czyli Gławnyj Uniwiersalnyj Magazin to największy dom handlowy w stolicy, zbudowany w 1890 roku.Wspaniały budynek w stylu klasycystycznym,ogromne wnętrza.Na jego zwiedzanie poswięciłysmy całe przedpołudnie,choć nie było tam takich sklepów i butików jak obecnie.25422

Nika
27-03-2009, 08:23
Istnieje mnóstwo naturalnych środków,które możemy wykorzystać dla poratowania zdrowia.Przepisy na domowe leki ma kazda z nas.Może warto je wymienić i wypróbować?Oto kilka,które znajdują się w moim zeszycie:
Na przemarznięte ciałko-herbata z imbirem
-zaparzyć esencję z czarnej herbaty,wlać do kubka ilość,która odpowiada naszym smakom,dodać łyżkę suszonych malin i dwa plastry świeżego imbiru.Zalać wrzątkiem,przykryć,odstawić na 10 min.Wypić gorącą.
Rozgrzewająca nalewka/ tylko dla dorosłych/:
-trzy duże cebule posiekać w kostkę,wsypać do słoika,dodać kilka ziaren czarnego pieprzu,zalać 300 ml wódki,zakręcić.Odstawić na 2 tygodnie w chłodne miejsce.Gdy przemarzniesz,wypij kieliszek.

Nika
27-03-2009, 08:29
100g płynnego miodu spadziowego rozpuścić w 1/2 l spirytusu.Dodaj szklankę przegotowanej, ostudzonej wody,mieszaj, potem pół szklanki soku z cytryny.Odstaw na 10 dni.Pij wczesną wiosną i jesienią 2 razy dziennie po 25 kropli przez dwa tygodnie.
Na niestrawność-ziołowy puder:
-łyżkę nasion kminku,kopru włoskiego,kolendry,owoców jałowca i majeranku wrzuć do młynka do mielenia kawy i zmiksuj na puszek.Dosypuj po łyżeczce do ciężkostrawnych dań-bigos,fasolowa,tłuste mięsa.

aannaa235
27-03-2009, 08:30
Dzień dobry przemiłej gospodyni babińca
Mówiłam, że zawsze znajdzie ciekawy wątek......
Przepis na pieprzówkę-cebulówkę wspaniały, dawno temu wypróbowałam.

Nika
27-03-2009, 08:32
życzę wszystkim paniom http://www.fothost.pl/upload/09/13/9d61d0f1.jpg (http://www.fothost.pl)

aannaa235
27-03-2009, 08:33
A ja zalewam bursztyny spirytusem i od jesieni do wiosny
po 3-5 kropel w herbacie, sprawdzone...... działa

Nika
27-03-2009, 08:41
na ból mięśni i stawów:
-nalewka z pokrzywy-2 łyżki suszonego korzenia pokrzywy zalać 1/2 l wódki.Odstawic na tydzień.Przelać wyciąg odcedzając pokrzywę do butelki.Nacierać bolące miejsca 2-3 razy dziennie.
Oliwa z dziurawcem do nacierania:
-tę miksturę robi sie latem-3 garście świeżego dziurawca zalać w słoju oliwą z oliwek.Zaręcić słój i postawić w słonecznym miejscu na 2 tygodnie.Potem dodać kolejne 3 garście ziół i znów odstawić na tydzień.Gdy oliwa nabierze ciemnoczerwonego koloru, przecedź ją przez papierowy filtr do kawy.Przechowywać w ciemnym, chłodnym miejscu w butelce zakorkowanej.Nacierać bolące mięśnie.

Nika
27-03-2009, 08:42
Anusiu-na co działają te bursztyny?skąd je bierzesz?

aannaa235
27-03-2009, 09:17
Ewcia- na uodpornienie organizmu.
Najczęściej przywożą mi dzieci z nad morza, są w butelce a ja w miare potrzeb zalewam spirytusem

Mar-Basia
27-03-2009, 09:33
Dzien dobry. Czytam i oczom nie wierze - wasze przepisy sa imponujace. Czlowiek ciagle odkrywa cos nowego. Nika, skad Ty bierzesz energie na to wszystko? Uchyl rabka tajemnicy?

To dla Ciebie z podziekowaniem za uroczy watek i oaze spokoju.

http://img3.imagebanana.com/img/ayt8f2cc/orchids6.jpg (http://img3.imagebanana.com/)

Jadzia P.
27-03-2009, 09:34
Witajcie moje drogie babeczki :)
Kiedy w ubiegłym roku miałam operacje, okazało się , że mam bardzo słabe żyły (pekały przy kroplówkach ).
Kazano mi brać " rutionoskorbin" ..w celu wzmocnienia żył....
Okazało sie , że rutyna też uodparnia organizm....
W czasie tej długiej zimy dwa razy brała mnie grypa.....i o dziwo....obyło się bez antybiotyku.....co dawniej było niemożliwe....
Napisałam o tym, choć to nie leki z domowej apteki...może ktoś zastosuje....polecam....
Natomiast z domowych sposobów....robię syrop z cebuli na kaszel....rewelacja !!!Kroję drobniutko cebule i zasypuje ją cukrem....przykrywam talerzykiem i po około 2 godz. syrop gotowy.....najskuteczniejszy na kaszel......sprawdzone :D

Nika
27-03-2009, 10:00
Jadziu, ja też stosuję podobny specyfik-dużo cebuli i czosnku zalewam miodem.Zakręcam słoik i potrząsam,jak sok puści nalewam kieliszek syropu do szklanki,wyciskam sok z połowy cytryny lub innego cytrusa i piję rano i wieczorem.

Nika
27-03-2009, 10:02
W czasie światecznego obżarstwa moja mama robiła sobie taki oto specyfik-po łyżeczce kminku i majeranku do kubka, listek laurowy pokruszony, 4 ziarenka ziela angielskiego -zalewała wrzątkiem.Na 15 min przykrywała spodeczkiem,cedziła i popijała łyczkami ciepłe.Sprawdziłam na sobie.Pomaga obciążnemu żołądkowi i wątrobie.

Nika
27-03-2009, 10:03
Marbelko,dziękuję za miłe słowa i kwiatuszek.

Nika
27-03-2009, 10:04
Anusiu,wypróbuję Twojego specyfiku.Jak pojedziemy na spotkanie Pomorzanek,to nabędę bursztynki na nalewkę.

Jadzia_G
27-03-2009, 10:25
Jesteś nieocenioną skarbnicą wiedzy tajemnej - to wszystko co podajesz jest najlepsze bo z naturalnych składników.

Nika
27-03-2009, 10:57
Jadziu, mam wrodzoną awersję do medykamentów chemicznych,staram się lekkie dolegliwości leczyć naturalnymi sposobami.Jeśli lekarz coś zapisze,wezmę,ale po dokładnym przedyskutowaniu z nich wszelkich za i przeciw.Po co się truć.znam wiele osób,które namietnie łykają środki przeciwbólowe przy lekkim bólu,faszerują się antybiotykami przy przeziębieniu/bez wiedzy lekarza/,żeby choroba się nie rozwinęła..mnie to nie pasuje.

Nika
27-03-2009, 11:00
Znam też mądrą lekarkę,która zaleca przy łagodnie podniesionym cholesterolu trzymiesięczną kurację z owsianki na wodzie/na czczo na śniadanko/,ale muszą być płatki górskie,nie błyskawiczne i gotowane tylko 2 min.Pięknie czyszczą jelita.

Nika
27-03-2009, 11:02
filiżankę aromatycznej herbaty..2542625427w rosyjskiej porcelanie25428

krynia
27-03-2009, 11:17
Dzień dobry. Piję właśnie aromatyczną herbatę/zieloną/ i witam serdecznie .
Moja myśl dnia:
Budząc się rano, pomyśl, jaki wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować./M.Aureliusz/

25429
Dzbanek nie rosyjski wykwintny ale też ładny. Miłego dnia.

dziewiątka
27-03-2009, 11:19
Niko ! ten wątek chyba pociągniemy długo, bo sprawdzonych porad i przepisów jest mnóstwo...a dzisiejszy temat bardzo mnie interesuje - już kilka porad skopiowałam;
http://www.iv.pl/images/fwgze4s3dmbchr3knznk.gif - brawo za ciekawe pomysły...nie będę się powtarzać - moje przedmówczynie powiedziały wszystko ...:)

Moja herbatka na przeziębienie:Nr 1
1 łyżeczka imbiru
1 łyżeczka cynamonu
zalać wrzątkiem...po chwili dodać 3-4 łyżki czystego alkoholu i łyżkę soku malinowego lub miód
super rozgrzewa !!!

Herbatka nr 2
1/2 l naparu czarnej herbaty
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki miodu
( przy naparze 1/4 l miodu i soku z cytryny o połowę mniej)
***********************************
Na katar i ból głowy:
1 łyżkę majeranku zalać 1 szklanką wrzątku, na chwilkę przykryć talerzykiem - następnie talerzyk zmienić na lejek odwrócony cienkim końcem do góry przez który robimy inhalację : wdech ustami - wydech nosem
***********************************
Jadziu ! a co do rutinoscorbinu ..ja go biorę od dłuższego czasu, rano i wieczorem po tabletce na uszczelnianie naczyń ( mam przewlekłą niewydolność żył) i faktycznie chyba mnie uodparnia , bo rzadko się przeziębiam ..
***********************************
c.d. nastąpi ...hi hi...baaaardzo mi "leży" dzisiejszy temacik ...

dziewiątka
27-03-2009, 11:37
przy bólu gardła:
1. Płukanie sokiem wyciśniętym z buraka cukrowego - wyczytałam gdzieś, że taki sok posiada wolny CHLOR, łagodzi ból gardła i chrypkę;
2.* Inhalacje z olejkami: sosnowy, jodły syberyjskiej+ tymianek;
* Inhalacje z solą z morza martwego lub zwykłą solą kuchenną jodowaną
w/w sposoby zapisałam z wypowiedzi osób w programie"pytanie na śniadanie"
3. Ja stosuję parę kropli nalewki z kitu pszczelego na łyżeczkę cukru - przełykam to powoli, żeby miksturka lekko osiadła na gardle....to pomaga !!! sprawdziłam !!

Nalewka z kitu pszczelego: 100g kitu zalewam 1/2 l spirytusu...po miesiącu zlewam płynną miksturę ; na dnie słoika pozostanie maż w postaci maści- to można używać do smarowania ran: skaleczenia, dezynfekuje i goi ( wiarygodna inf. od kuzyna pszczelarza :D)

Malwina
27-03-2009, 11:47
Dziewczyny , ponieważ wszystkie znane mio przepisy umieszczam w "Gabinecie..."nie bę dę się tu powtarzać, zapraszam tam....dobrze, ze podjęłąs Niko taki temat, warto sie dzielić sprawdzonymi babcinymi "receptami' ja tylko chciałam abyście zwróciły uwagę na zioła , które lada moment sie pokazą i grzechem byłoby nie skorzystać...
kasztany(kwiaty-na choroby układu ruchu)
gałązki brzozy(napary, wyścieływanie materaca pod prześcieradłem-choroby układu ruchu)
mniszek(mlecz- choroby przewodu pokarmowego, przeziębienia)- miód z mlecza(kaszel przeziębienie)
,żucie łodyg mlecza..napary z korzenia(woreczek, wątroba)
pokrzywa(krew, uodornienie, stawy, włosy), miód pokrzywowy, bicie pokrzywą, picie,płukanki sałatki z mlecza i pokrzywy
większość przepisów na te cudenka w "Gabinecie"

Nika
27-03-2009, 11:57
Wszystkie porady skrzętnie zapisuję.Dzieki serdeczne.Malwinko, zioła stosuję,ale ze zbieraniem to jest tak-trzeba by mieszkac w mało zanieczyszczonych rejonach,żeby pomogły a nie zaszkodziły.Dlatego też kupuję w sklepach specjalistycznych.Dobrze,że przypomniałaś o tamtym wątku,koniecznie zajrzę!

Nika
27-03-2009, 11:58
Kryniu,czajniczek piękny.Zieloną herbatę lubię z odrobiną cytryny, czytałam jednak,że osoby nerwowe,mające kłopoty ze snem-powinny pić jej niewiele,a już na pewno nie przed snem..

Nika
27-03-2009, 12:01
Swojego czasu jako nastolatka wpadłam w manie odchudzania i dostałam anemii.Pamietam,że mama dręczyła mnie dość długo zdrowotnymi kanapkami-posiekana natka pietruszki i główka czosnku..duszona watróbka i picie barszczu czerwonego.Pomogło.Codziennie rano piłysmy też z siostrą łyżkę tranu/ochyda!/,ale bardzo rzadko chorowałysmy,to prawda..

Malwina
27-03-2009, 12:30
Odnośnie herbaty....najnowsze badania mówią, ze nie powinno się pić herbaty z cytryną ponieważ łączenie sie okreslonych składników cytryny i herbaty powoduje przyspieszalnosć choroby Altzheimera...
Masz rację Nika , to wszystko jest mniej ,lub więcej skażone ja mam ten luksus(ale i niedogodnosć) mieszkania gdzie wokół lasy i pola i zbieram , zbieram....w moje okolice trafiają też zbieracze z herbapolu na lipę, bez....Tylko,że np maść nagietkowa kupiona w herbapolu, albo aptece już w samym wyglądzie nie umywa sie do tej zrobionej własnoręcznie-w kolorze, zapachu, działaniu....ta z apteki sam tłuszcz podbarwiony lekko zółtym kolorem, bez zapachu, a ta "swojska" sam pomarańczowy, aromatyczny nagietek podbudowany tłuszczem....inne bajki, to samo herbatki fixy, a herbatki mieszanki ziół...inne bajki....

Jadzia P.
27-03-2009, 12:51
ja mam ten luksus(ale i niedogodnosć) mieszkania gdzie wokół lasy i pola i zbieram , zbieram....w moje okolice trafiają też zbieracze z herbapolu na lipę, bez....

Ja wiem, że to nie na temat....ale.....Malwinko, zazdroszczę Ci tego lasu wokół domu ...:)

Malwina
27-03-2009, 13:16
komarów i kleszczy też?zasypania "po pachy" i odsnieżania żeby wyjechac do pracy tez?dalekiego dostępu do kultury....no własnie to ma dwie strony medalu....ale ta druga strona jest piękna masz rację....

Nika
27-03-2009, 13:21
Jestem zdecydowanym mieszczuchem,zwłaszcza w dojrzałych latach,ale wakacyjne wyprawy w takie zakątki,to sama radość!Ni nie zastapi bezpośredniego kontaktu z matką naturą i tego Ci,Malwinko,szczerze zazdroszczę..komarów i kleszczy zdecydowanie nie!!

Nika
27-03-2009, 13:23
http://www.fothost.pl/upload/09/13/9e99286e.jpg (http://www.fothost.pl)

Basia.
27-03-2009, 13:25
i od samego czytania zrobiłam się zdrowsza.:D :D

Nika
27-03-2009, 13:29
Malwinko,czytam wskazany watek /Gabinet../powoli.Zainteresowały mnie kasety relaksacyjne na bezsenność.Gdzie sprawdzić,kiedy takie targi w krakowie się odbędą-co roku czy częściej?

Nika
27-03-2009, 13:30
Witaj Basiczku!Cieszę się,że wraca dobre samopoczucie.Buziaczki.

Pani Slowikowa
27-03-2009, 13:55
Odnośnie herbaty....najnowsze badania mówią, ze nie powinno się pić herbaty z cytryną ponieważ łączenie sie okreslonych składników cytryny i herbaty powoduje przyspieszalnosć choroby Altzheimera...
Masz rację Nika , to wszystko jest mniej ,lub więcej skażone ja mam ten luksus(ale i niedogodnosć) mieszkania gdzie wokół lasy i pola i zbieram , zbieram....w moje okolice trafiają też zbieracze z herbapolu na lipę, bez....Tylko,że np maść nagietkowa kupiona w herbapolu, albo aptece już w samym wyglądzie nie umywa sie do tej zrobionej własnoręcznie-w kolorze, zapachu, działaniu....ta z apteki sam tłuszcz podbarwiony lekko zółtym kolorem, bez zapachu, a ta "swojska" sam pomarańczowy, aromatyczny nagietek podbudowany tłuszczem....inne bajki, to samo herbatki fixy, a herbatki mieszanki ziół...inne bajki....


Cudownie sie ciebie czyta Malwino. Ja kiedys tez bylam zafascynowana fitoterapia.
Czy znasz jakas prace slawnego francuskiego zielarza Mauricea Mességué??
On twierdzil ze aby ziola utrzymywaly swoje wlasciwosci musza byc zbierane w czystym ekologicznie srodowisku. Dlatego najlepsze i najczystsze sa te zbierane wysoko w gorach.

Jadzia P.
27-03-2009, 14:11
Na chory żołądek też robię nalewki z orzechów włoskich lub arniki.....nie będę podawała przepisu....bo kiedyś już na ten temat pisałyśmy na wątkach babińca ...

Dawniej, jak dzieci były małe, kupowałam u pszczelarzy też wosk pszczeli....nazywany też propolisem...
Zalewałam spirytusem i po odstaniu i ciągłym macerowaniu.....podawałam dzieciom na uodpornienie.
Słyszałam też wiele dobrego o aloesie.....moja bratowa często z niego robiła przeróżne cudowne leki....

Nika
27-03-2009, 16:22
Ja też słyszałam o zbawiennym działaniu soku z aloesu,ale skąd brac liście?Trzeba by mieć w doniczce lub ogródku..

Malwina
27-03-2009, 17:07
Niczko moja aloes dużo ludzi ma i nie wie jaki skarb ma, poza tym mozna zamówić w zaprzyjaźnionej kwiaciarni przywiozą Ci , odchowasz i zrobisz...kasety najle[iej kupowac na targach aczkolwiek mozna bezpośrednio u producentów-jest w Polsce taki pan( nie pamiętam nazwiska, ale jakby trzeba , to poszperam),który hoduje rózne gatunki ptaków i ich śpiew nagrywa i sprzedaje...śwetna sprawa..Targo w Krakowie conajmniej raz w roku są i południe wogóle i Kraków macie dobrych , wypróbowanych terapeutów...i dobre ośrodki medycyny naturalnej.

Malwina
27-03-2009, 17:19
DZięki Słowiku...słyszałam o tej postaci, nie czytałąm go, ponieważ ja siedzę w "Kuracji roślinnej"Leonarda de Verdmon Jacgues z 1936 roku...już kartki zółte jak Chińczyk, łamią sie i sypią w pył...ale jeszcze mozna czerpać.Wiem, wiem, że tam najczysciejsze srodowisko, ale jak nie mozna stamtąd mieć to trzeba szukać mniejszego złą..u mnie z daleka od głównych dróg, oprysków z nieba raczej nie ma...czyściej....

Malwina
27-03-2009, 17:27
Nika w tym roku Targi Medycyny Naturalnej w Krakowie 24-26 kwietnia - Centrum Targowe ul Klimeckiego 14- na takich targach są sprzedawane rózne produkty, przyjmują terapeuci, wrózki też,są wykłady z róznych dziedzin.Najlepiej miec program targów i ustawić się na określony dzień , jeśli nie na wszystkie..najmniej ciekawy bywa ostatni, bo zbieraja sie wystawcy do domów niektórzy wcześniej....

Jadzia_G
27-03-2009, 17:47
mam go w doniczce, choć mąż już kilka razy chciał go wyrzucić ale nie pozwoliłam. Na trudno gojące rany rozcięty liść się przykłada i naprawde jest doskonały wyprobowałam na sobie.

Malwina
27-03-2009, 17:56
Zrób winko aloesowe (przepis w "Gabinecie..")-jest świetne na wiele dolegliwości..

Nika
27-03-2009, 20:35
Malwinko,dzięki za informację-zapiszę i będę pilnować terminu,to może być ciekawe doświadczenie!

Nika
27-03-2009, 20:37
Zaglądnę też do Polsadu w sprawie aloesu,czy trudno hodować?Proszę o poradę,jeśli ktoś ma w domu.

dziewiątka
27-03-2009, 20:45
Zaglądnę też do Polsadu w sprawie aloesu,czy trudno hodować?Proszę o poradę,jeśli ktoś ma w domu.
jest bardzo łatwy w pielęgnacji ....nawet jak zapomnisz go podlać - przetrwa....podobno na nalewkę musi być "dorosły" czyli mieć kilka lat - Malwinko, czy to ma znaczenie jak duży jest okaz ??? - wiem, ze rośnie dość szybko

czarna
27-03-2009, 20:54
No ,senioritki,fajny temacik dzisiaj,szkoda że te wszystkie porady nie znalazły się
w "Gabinecie ".Byłoby mi (nam) łatwiej do nich dotrzeć,
a tak muszę szybko je drukować,bo mogą zginąć w tłumie.
Z drukowaniem to różnie bywa!.
Kiedyś zrobił mi się zastrzał na paznokciu.
Poradził mi znajomy,aby do wody wsypać
trochę igieł sosnowych i zagotować.I we wrzątek wkładać palec.
Efekt był natychmiastowy.

Boszka
27-03-2009, 20:57
[QUOTE=nika]Zaglądnę też do Polsadu w sprawie aloesu,czy trudno hodować?Proszę o poradę,jeśli ktoś ma w domu.[/QUOT
E]



Niko najważniejsze żeby nie stał w słońcu,najlepiej na wschodniej lub zachodniej stronie. ,nie należy nadmiernie podlewać,ja podlewam dość intensywnie raz w miesiącu
:)

jakempa
27-03-2009, 21:40
Ponieważ zainteresował Was aloes przytoczę niektore wazne fragmenty z ksiazki , ktorą kiedyś nabyłam doswiadczając na sobie zbawiennych właściwosci aloesu,otóz, substancje lecznicze aloesu znajdują się we wnętrzu liści, jezeli aloes ma służyć do spożycia powinien być poddany działaniom słonecznym ponieważ silne promieniowanie sloneczne wplywa w naturalny sposób na fotosyntezę i yworzenie substancji, ktore mogą być spożytkowane przez organizm czlowieka. Miąższowi aloesu od wieków przypisuje siędzialanie lecznicze. Nie będę na tym wątku wiele pisać, jezeli to zainteresuje to wejdę na watek naturalnych metod leczenia, w kazdym razie ksiązka dokladnie opisuje wszystko.Moze tylko odpiszę ; Aloes podlewa się nie częsciej jak raz na 2 tygodnie, a zbiera co najmniej 3 letni co 3 mies, ostrym nozem odcina się najwyzszy liśc,usuwa kolczaste brzegi , pozwalajace na calkowity wyciek żółtego soku, przekrawa go wzdłuż i ostroznie wybiera przezroczysty miąższ z zielonej otoczki, taki miąższ nadaje się do użytku wewnętrznego, Na dalsze pytania mogę odpowiedziec /z ksiązki/,w kazdym razie to wspaniala roslina,

Jadzia P.
27-03-2009, 22:33
Jadziu, moja bratowa to ma już bardzo dużego i starego tego aloesa...
Przesadziła go do dużej , drewnianej donicy i latem wystawia go do ogrodu w bardzo nasłonecznione miejsce...

Malwina
27-03-2009, 22:45
O aloesie i jak rozbic jest w "Gabinecie.."

Jadzia P.
27-03-2009, 22:51
Malwinko, wysłałam Ci wiadomość na priv....odbebrałaś ?
Przepraszam, że ne na temat....ale nie miałam gdzie zapytać...

Malwina
27-03-2009, 23:00
Dzięki Jadziu mam, ale jutro odezwę się-już schodzę, bo mam "kiełbie" w głowie od tego komputera

inka-ni
27-03-2009, 23:03
Witam ciekawy temat natualnego wspomagania,to wszystko ma znaczenie,ale cierplwosci wymaga,bo ziolami nie mozna tylko doraznie lecz kosekwentnie przez jakis czas je stosować,odpowiednio parzyc.Nikus jezeli chodzi o targi bywają w Centrum Huty w NCK.tam co jakis czas przyjeżdzają bioterapeuci,wrózbici i są pokazy.Można tam zadzonic i zapytac kiedy przewidują takie spotkania.Również polecam ksiązkę O.Andrzeja Klimuszko są tam przepisy robienia róznych nalewek. Sama stosuję nalewkę z propolisu na gardlo i skutecznie.Kupuję w Aptece.

jakempa
27-03-2009, 23:28
Regularnie piję sok z aloesu i naprawdę po nim dobrze się czuję, wiosną i jesienią doskonale wzmacnia odpornośc, Nalewkę z aloesu przywiezionego z Teneryfy, mam juz kilka lat i stosuję ją na rożne zewnętrzne dolegliwości jak mnie dopadną i zawsze pomaga. Jadziu, taki stary, duży aloes wlaśnie na sok, nalewki, syropy, winka i pasty doskonale się nadaje, w ksiązce pt. aloes zwyczajny' /przeklad z niemieckiego Barbary Zych/ są przepisy i opisy dzialania aloesu,

Nika
28-03-2009, 08:32
Sobotnio i niestety deszczowo Was witam.Skoro dyskusja tak się rozwinęła,że coraz częściej dotyczy tematyki Gabinetu-proponuję,żeby tam snuć dalsze rozważania,bo nie ma sensu powielać tematu,albo skakać po tych dwóch wątkach,zwłaszcza,że Martusia sugeruje,iz wprowadza to pewien zamęt.Bardzo przepraszam.To faktycznie temat rzeka-nie pomyślałam rozsądnie!
Za wszystkie cenne propozycje serdecznie wszystkim dziękuję.Muszę spokojnie je jeszcze raz przeczytać,co ciekawsze wynotować,a po dalsze rady w tej materii-będę zaglądać do Gabinetu Malwinki.25452

Nika
28-03-2009, 08:38
ładny weekend,więc ucieszyłam się na perspektywę spacerów..a tu klops!
Wczoraj dzwoniła córcia w sprawie ostatnich przygotowań do wesela/ niestety konsultacje przeprowadzamy na odległość/.Mamy kilka wątpliwości,toteż postanowiłam skorzystać z Waszej pomocy, miłe koleżanki.Nie mam wielu doświadczeń w tej materii-sama byłam tylko na 5 weselach, żadnego jeszcze nie organizowałam..stąd różne pytanka.A oto pierwsze-zauważyłam,że niektórzy gospodarze dekorują gości małymi bukiecikami z kokardką-czy to obowiązek?Czy tylko do klapy garnituru dla panów,czy dla pań też?Po drugie-jest zwyczaj obdarowywania po weselu gości -małymi paczuszkami z ciastem.Jak to liczyć-na rodzinę czy na małżeństwo,czy na osobę?

aannaa235
28-03-2009, 09:05
Wiem że na Śląsku bukieciki wpina się wszystkim gościom, wiem bo sama to robiłąm ale to było 17 lat temu. Czasy i zwyczaje też sie zmieniają.
Ciasto dawałam w zależności od wielkości rodziny.

Jadzia P.
28-03-2009, 09:14
Witam na porannych pogaduchach....przy kawie.
Ewo, u mnie pogoda suuuper....słoneczko świeci....a na termometrze za oknem....od północnej strony ....+8 stopni :D

Mocniej dmuchnę....to troszke poleci do Was ;)

Jadzia P.
28-03-2009, 09:24
Apropo Twojego pytania, Ewo....byłam na kilku weselach....ostatnie ( bardzo bogate ) dwa lata temu....ale u nas nie ma zwyczaju wpinania kwiatków ani panom, ani paniom...
Wprowadzono natomiast inny zwyczaj, z którym dotychczas się nie spotkałam....albo ....duża kasa rodziców pani młodej...;)
Po oczepinach...pokaz sztucznych ogni :rolleyes:
Był też oddzielny stół, tzw. swojski...gdzie był bimber, ogórki kiszone w maleńkiej beczce, chleb, smalec i ....już nawet nie pamiętam co....bo całe wesele było urządzone z ogromnym przepychem....
Na zakończenie każdy z uczestników ( para małżeńska ) otrzymał pół litra wódki weselnej i małą paczke z ciastem.
Ale wydaje mi się, że to wcale nie jest regułą....
Mój syn żenił się 12 lat temu i też nie wpinalismy żadnych kwatków....na zakończene każdy dostał tak jak wyżej...tj. po pół litra wódki i troche ciasta ....było wszystkiego kupione dużo za dużo ....więc lepiej rozdać niż wyrzucać....
Każdy....to znaczy , każda para...

dziewiątka
28-03-2009, 09:57
witajcie !!
Niko ! znowu bardzo ( dla mnie ) trafiony dzisiejszy temat : w sierpniu będę żenic syna , dobre rady bardzo się przydadzą...:)
U nas paczuszkę ciasta ( różne po kawałku każdego, pakowane w plastikowe zamykane pojemniczki) i weselny alkohol daje się na parę.. ...nie przypinamy żadnych kwiatów gościom...mają je tylko świadkowie pary młodej...

Jadzia P.
28-03-2009, 10:01
Dziewiatko, zauważyłam, że u nas i u Was są bardzo podobne zwyczaje....nawet Wasza zalewajka też jest u nas bardzo znana i zadomowiona.;)
A to chyba dlatego, że te dwa regiony stanowią jedną , dużą całość naszego pięknego kraju.

Nika
28-03-2009, 10:03
No i dobrze,bo nam się ten pomysł nie bardzo spodobał.Zastanawiałam się nad ciastem,gdyż mamy z jednego domu-szwagierkę z mężem,jej córkę z mężem,córkę panienkę i teściową-ile paczek?Wódki specjalnej weselnej z naklejkami nie mamy,bo to włoska restauracja,alkohol w cenie,głównie wina włoskie wszelakie,szampan..wódecznośc też.

Nika
28-03-2009, 10:04
na dobry dnia poczatekhttp://www.fothost.pl/upload/09/13/c1a87f8e.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
28-03-2009, 10:07
Menu też polsko-włoskie,raczej mało tradycyjne-żadnych bigosów,rosołów i żurków na kiełbasie..bo goście z Italii tego nie lubią.Starałyśmy się wybrać potrawy,które będą wszystkim smakowały.Pokaz sztucznych ogni niemożliwy,bo to zabytkowa kamienica w centrum Krakowa,ale zamówiłam występ arabskiej tancerki/taniec brzucha i te klimaty/.

saba15
28-03-2009, 10:07
ładny weekend,więc ucieszyłam się na perspektywę spacerów..a tu klops!
Wczoraj dzwoniła córcia w sprawie ostatnich przygotowań do wesela/ niestety konsultacje przeprowadzamy na odległość/.Mamy kilka wątpliwości,toteż postanowiłam skorzystać z Waszej pomocy, miłe koleżanki.Nie mam wielu doświadczeń w tej materii-sama byłam tylko na 5 weselach, żadnego jeszcze nie organizowałam..stąd różne pytanka.A oto pierwsze-zauważyłam,że niektórzy gospodarze dekorują gości małymi bukiecikami z kokardką-czy to obowiązek?Czy tylko do klapy garnituru dla panów,czy dla pań też?Po drugie-jest zwyczaj obdarowywania po weselu gości -małymi paczuszkami z ciastem.Jak to liczyć-na rodzinę czy na małżeństwo,czy na osobę?
Witam wszystkie Panie bardzo serdecznie!!
Dołączam "z marszu".Macie bardzo ciekawe tematy i chciałoby się na okragło być z Wami ,zawsze jest jest cos co sie przyda lub zainteresuje.I doznania estetyczne przy oglądaniu pięknych zdjęć dołaczonych!!!Mam duza tremę bo Wy już sie znacie bardzo dobrze . Niko nie narzekaj bo na naszym wspolnym osiedlu jest piękne słońce i zacheca do spacerów.
Ja "zaliczyłam" już 3 wesela swoich dzieci i trzeba przyznac ze jest to przezycie. Komentarze potwierdzam ,z ciastem to jest powszechny zwyczaj,bo goscie juz sa tak objedzeni w trakcie uczty ze na slodkie przewaznie nie maja ochoty a na nastepny dzien chetnie cos by sie do kawki skosztowało.kupuje sie te standartowe opakowania na ciasto po ok 40-50 gr i kazda rodzine zegna z 1 paczuszką słodkości.Spodziewam sie ze bedziesz zadawac jeszcze duzo "weselnych" pytań

Nika
28-03-2009, 10:12
bardzo się różnią,sama się o tym przekonałam.Wesele chrześnicy męża było w specjalnym,pojemnym Domu Weselnym na wsi, gotowały 4 kucharki domowe jedzenie i piekły ciasta/wszystkiego zbyt dużo,choć smaczne/, a na drugi dzień poprawiny..czyste szaleństwo.W mieście jest stała ilośc posiłków-przystawka,obiad,deser z kawą, potem szwedzki stół, 2 gorące dania i tort o północy.Wg mnie wystarczy,bo wesele to przede wszystkim zabawa,tańce,a nie siedzenie nad talerzem do oporu.Żołądek ma ograniczoną pojemność!

Nika
28-03-2009, 10:14
Witaj Sabo!Miło Cię widzieć w naszym babińcu!Teraz faktycznie świeci słońce,ale rano,gdy byłam z pieskiem o 6.30 lało..Mam nadzieję,że wkrótce i Ty poczujesz się wśród nas jak u siebie!

Nika
28-03-2009, 10:15
Sabuniu,skoro jesteś taka doświadczona w tej materii, to wspomozesz mnie radą w sprawie błogosławieństwa pary młodej?

saba15
28-03-2009, 10:17
Menu też polsko-włoskie,raczej mało tradycyjne-żadnych bigosów,rosołów i żurków na kiełbasie..bo goście z Italii tego nie lubią.Starałyśmy się wybrać potrawy,które będą wszystkim smakowały.Pokaz sztucznych ogni niemożliwy,bo to zabytkowa kamienica w centrum Krakowa,ale zamówiłam występ arabskiej tancerki/taniec brzucha i te klimaty/.
Niko czy dużą liczbe gości będziesz sponsorować?Ja miałam na weselu corki 15 osob Anglików (bo corcia wyszła za mąż za Brytyjczyka) i obawiałam sie czy beda sie tu dobrze czuli i czy im bedzie smakowało okazało sie ze bawili sie wspaniale i byli zachwyceni przyjeciem .Mysle ze i tez bedziesz miec bardzo pozytywne wrazenia bo mentalnosc Włochow jest moze blizsza naszej

Jadzia P.
28-03-2009, 10:17
Ewo, inaczej jest kiedy robisz przyjęcie sama tzn. rezerwujesz sale i masz swoje kucharki i sama kupujesz produkty ....tak było urządzone wesele mojego syna....a , że teściowa miała " skrzywienie", że może czegoś zabraknąć więc na zaproszonych120 osób, zrobione było zaopatrzenie na 250.:mad: :mad:
Ja byłam temu przeciwna...bo lepiej dać młodym te pieniądze niż kupować coś, co według mnie jest zbyteczne i póżniej wyrzucać....cóż...nie zawsze wszyscy mówimy takim samym językiem...;)

Inaczej, kiedy przyjęcie organizujesz w restauracji....ja tak zrobiłam kilka lat temu komunie córki ...i byłam bardzo zadowolona...
Zamawiasz tyle i tyle na określoną ilość osób z maleńką rezerwą i jest super.
Mam na wydaniu jeszcze córke i......jak wesele to tylko w restauracji.

Nika
28-03-2009, 10:20
Wesele skromne na 75 osób/ taka pojemnośc sal/w tym 25 Włochów płci i wieku różnego.A propos ciasta-ile tych kawałków,jakie?Nie wolno nic z kremem i masą-takie są zasady w tym lokalu.

Jadzia P.
28-03-2009, 10:22
Ewo, wszystkie wesela o których Ci piszę były organizowane w mieście i przez mieszczuchów.....
Ale i wśród nas są różne mody i poglądy.....różne zdania na ten sam temat....;)

Jadzia P.
28-03-2009, 10:26
Ewo, jeśli jeszcze coś mogę nim zniknę do reala.. .Zawsze na weselu największym powodzeniem cieszy się tort weselny....ja po wielu obserwacjach....postanowiłam sobie, że jak będę córcie wydawała za mąż ...to zamówię dwa takie same....jeden na wesele...drugi do rozdania dla gości ....

saba15
28-03-2009, 10:29
Menu też polsko-włoskie,raczej mało tradycyjne-żadnych bigosów,rosołów i żurków na kiełbasie..bo goście z Italii tego nie lubią.Starałyśmy się wybrać potrawy,które będą wszystkim smakowały.Pokaz sztucznych ogni niemożliwy,bo to zabytkowa kamienica w centrum Krakowa,ale zamówiłam występ arabskiej tancerki/taniec brzucha i te klimaty/.
Tak mam za soba blogosławienstwa,kazde w innych okolicznosciach,ale oczywiscie powinny byc,odpowiedni wystroj stołu (kwiaty,krzyzyk ,swiece,reszta Twoja inwencja ) co do słowa ktore oczywiscie do mnie nalezało a maz potakiwal to wspolna modlitwa, i krotkie wlasne slowo co im zyczysz na ich wspolnej drodze ,napewno słow odpowiednich Ci nie zabraknie sadzac po Twojej inteligencji i pomysłowości),Oni przyklekaja i caluja krzyzyk a Wy ich błogosławicie.
Byłam tez na weselu gdzie była tancerka z programem tancow brzucha i bylo bardzo fajnie bo potem odbyl sie krotki kurs uczestnikow wesela i konkurs kto najlepiej sie nauczyl bylo duzo emocji ,odznaczanie szarfa i smiechu bo panowie tez tanczyli hi hi

saba15
28-03-2009, 10:33
Temat rzeka ale musze zchodzic z kompa bo corka przylatuje z malym za 3 dni i musze przygotowac mieszkanie na 3 tyg goscine

dziewiątka
28-03-2009, 10:37
No i dobrze,bo nam się ten pomysł nie bardzo spodobał.Zastanawiałam się nad ciastem,gdyż mamy z jednego domu-szwagierkę z mężem,jej córkę z mężem,córkę panienkę i teściową-ile paczek?Wódki specjalnej weselnej z naklejkami nie mamy,bo to włoska restauracja,alkohol w cenie,głównie wina włoskie wszelakie,szampan..wódecznośc też.
..myślę, że 4 paczki ..bo jak na parę to na parę ...chyba, że jedną dużą ale mogli by być urażeni, że każda inna para dostała jedna i oni jedną :)

Malgorzata 50
28-03-2009, 10:44
ładny weekend,więc ucieszyłam się na perspektywę spacerów..a tu klops!
Wczoraj dzwoniła córcia w sprawie ostatnich przygotowań do wesela/ niestety konsultacje przeprowadzamy na odległość/.Mamy kilka wątpliwości,toteż postanowiłam skorzystać z Waszej pomocy, miłe koleżanki.Nie mam wielu doświadczeń w tej materii-sama byłam tylko na 5 weselach, żadnego jeszcze nie organizowałam..stąd różne pytanka.A oto pierwsze-zauważyłam,że niektórzy gospodarze dekorują gości małymi bukiecikami z kokardką-czy to obowiązek?Czy tylko do klapy garnituru dla panów,czy dla pań też?Po drugie-jest zwyczaj obdarowywania po weselu gości -małymi paczuszkami z ciastem.Jak to liczyć-na rodzinę czy na małżeństwo,czy na osobę? Nika ja też nie mam doświadczenia ale na moje oko - potraktowałabym to wesele jako przyjecie w restauracji i darowała sobie paczki i inne takie -więcej z tym zamieszania niż to warte jak zostanie coś z wesela rano -poprawiny i tyle.Nie przejmuj się tak .Bukieciki są sympatyczne -dla panów kwiatek do butonierki może, ale czy oni wszyscy będą mieli butonierki ??? Nie sadzę.:):)

dziewiątka
28-03-2009, 10:47
Wesele skromne na 75 osób/ taka pojemnośc sal/w tym 25 Włochów płci i wieku różnego.A propos ciasta-ile tych kawałków,jakie?Nie wolno nic z kremem i masą-takie są zasady w tym lokalu.
....i bardzo dobrze, że bez kremu ciasta , u nas panie obsługujące gości dzielą wszystkie gatunki ciast na małe kawałki( wielkość ciastka z cukierni) i estetycznie układają w pojemniczkach;na czas wesela są przechowywane w lodówce, żeby były gotowe do wręczenia ( goście opuszczają imprezę o róznych porach przecież); może to być ciasto, które wystawiasz też na stoły, bądż inne...to zależy od Ciebie - zazwyczaj na stoły nie podaje się ich za dużo, bo faktycznie tego idzie najmniej przy tylu innych potrawach....więc lepiej więcej ich dać gościom na wynos..

Nika
28-03-2009, 11:24
Małgosiu/witaj słoneczko/ ciasto na wynos musi być ,bo rodziny moich mężów są spoza Krakowa...byliby niezadowoleni.Taki u nich zwyczaj..po co mają potem za plecami narzekać,że skąpiłam odrobiny słodyczy.Poprawin nie ma-Włosi odeśpią i wylatują do siebie.Natomiast w przeddzień wesela robimy dla nich powitalnego grila na kolację w ogrodzie motelu,który dla nich zarezerwowaliśmy.

Nika
28-03-2009, 11:26
Paczki muszę zrobić sama w domu,syn zawiezie je do restauracji.Nie chcą z masami,żeby nie było problemów żołądkowych-myślę,że najlepiej będzie polskie tradycyjne ciasta-sernik,makowiec,piernik,keks.

Nika
28-03-2009, 11:27
Dziewiateczko-zrobię,jak sugerujesz.W koncu to niewielki wydatek w stosunku do całości.

Nika
28-03-2009, 11:28
samowarze-w końcu to temat wiodący 25455

Nika
28-03-2009, 11:30
Kolejny problem to dzieci na weselu-nie lubię...restauracja rządzi się innymi prawami niż sala weselna w remizie.Mamy 2 sztuki polskie/5,6 lat/ i 2 włoskie/10.8 lat/.Jak je zając,żeby nie szalały?

Mar-Basia
28-03-2009, 11:43
Menu też polsko-włoskie,raczej mało tradycyjne-żadnych bigosów,rosołów i żurków na kiełbasie..bo goście z Italii tego nie lubią.Starałyśmy się wybrać potrawy,które będą wszystkim smakowały.Pokaz sztucznych ogni niemożliwy,bo to zabytkowa kamienica w centrum Krakowa,ale zamówiłam występ arabskiej tancerki/taniec brzucha i te klimaty/.

Nika, napewno wszystko bedzie wspaniale.....goscie weselni a pewnoscia chetnie poprobuja polskich dan tradycyjnych, zwlaszcza specjalnosci znanej kuchni "kresowej". Opowiem Ci cos, nie z wesela, ale o polskiej gastronomii. Lata temu, kiedy jeszcze mieszkalam w Szwajcarii zaprosilismy do domu gosci - Francuzow z Lyonu (stolicy gastronomii francuskiej). Problem co im przygotowac. Decyzja byla krotka. Polski chlodnik, kurczak nadziewany po polsku (nadzienie z buleczki, rodzynki i duzo natki plus galka muszkatalowa) , ziemniaczki zasmazane i mizeria z ogoreczkow z koperkiem i smietanka. Deser - polska szarlotka. Pani - znana snobka, kiedy zapowiedzialam, ze bedzie obiad "po polsku" zrobila pierwszy "wystep" pytajac co sie w ¨Polsce je- czy tylko ziemniaki i kapuste? Zaniemowilam ale gosc w domu - szczescie w domu. Po obiedzie nic nie mowila. Pare dni pozniej telefonuje z prosba o przepis na chlodnik i nadzienie do kurczakow. Hihihi - i tak snobka z Lyonu wprowadzila do swojej kuchni "polskie" danka.

Nikus, zrob wlasnie polskie przysmaki i tyle!!!! Makaron beda wcinac u siebie.

Zycze mlodej parze duzo szczecia i pogody, a Mamusi...wspaniale wrazenia i satysfakcje. :)
PS. A moze zamiast arabskiej tancerki - cos polskiego?

Jadzia P.
28-03-2009, 11:59
Ewo, też myślę, że zamiast tej arabskiej tancerki ....coś polskiego..... a może .....cygańskiego ?

Nika
28-03-2009, 12:12
Nie może być polski akcent ze względu na rozkład lokalu,a tancerka jest marzeniem córki,więc to dla niej prezent/bez podtekstów/.Przystawka-międzynarodowa-grilowana pierś kurczaka na sałacie lodowej z grzankami i parmezanem, zypa z prawdziwków świeżych z łazankami.Drugie-cielęcina w sosie własnym,ziemniaki pieczone w ziołach i groszek z marchewką +surówka.Deser-kawa i tiramisu.chyba wszystkich zadowoli.

Nika
28-03-2009, 12:13
Tancerka wykona trzy tańce-każdy w innym kostiumie,w tym jeden weselny ze świecami,potem krótki kurs tańca brzucha dla chętnych.Sama bym spróbowała.

Nika
28-03-2009, 12:15
Polskimi daniami typu bigosik,żurek z kiełbasą itp.częstowałam/jeżdżę tam od 10 lat..znam ich smaki/-nie byli zachwyceni.Makaronów na weselu nie przewiduję..

Mar-Basia
28-03-2009, 12:38
Nie może być polski akcent ze względu na rozkład lokalu,a tancerka jest marzeniem córki,więc to dla niej prezent/bez podtekstów/.Przystawka-międzynarodowa-grilowana pierś kurczaka na sałacie lodowej z grzankami i parmezanem, zypa z prawdziwków świeżych z łazankami.Drugie-cielęcina w sosie własnym,ziemniaki pieczone w ziołach i groszek z marchewką +surówka.Deser-kawa i tiramisu.chyba wszystkich zadowoli.

Nikus - to przeciez jak polska kuchnia....mniam,mniam - cielecinka napewno bedzie genialna. Czy Ty wiesz, ze u nas bardzo ciezko dostac cielecine?! Jest jej poprostu malo na rynku, poniewaz jest malo popularna. Mam jednego rzeznika i zamawiam u niego "na wyrost" - wtedy mam co chce. Tancerka - zyczenie i marzenie corki - nie masz wyjscia - w takim dniu. Napewno wszystko bedzie wspaniale, juz to widze. A o "makaron" - Nikus to byl zart....przepraszam, jezeli popelnilam gafe towarzyska.:confused:

Usmiejesz sie, znam Brytyjczykow, ktorzy u nas nic innego nie wcinaja jak fish and chips...kuchnia hiszpanska ich nie interesuje, a inni tylko kielbaski niemieckie i piwko. Oh, te przyzwyczajenia gastronomiczne. Nota bene sama od czasu do czasu lubie dobre fish and chips!!!!Hihihihi.;)

Nika
28-03-2009, 14:13
Wiem,że to był żart..ja się tak nie urażam o byle co..hihi.Wszystkie danka wypróbowałysmy,że by wczesniej poznac ich smak,zapachy,wygląd,wielkośc porcji.Były smakowite.Zupę z borowików podałam na cywilnym/dość gęstą,bo tak lubią/ i zażyczyli sobie powtórkę.

Nika
28-03-2009, 14:15
Ciekawa jestem jak zareagują na śledziki różnego rodzaju/w zimnym bufecie/,bo nie znają smaku marynowanych dań,ale nasze wędlinki uwielbiają..

Nika
28-03-2009, 17:03
Właśnie wróciłam z cukierni.Robią paczki /z dostawą do lokalu/13 zł/makowiec,sernik,szarlotka,toffi/.No i po zmartwieniu.Kupiłam na spróbowanie-całkiem niezłe,spore porcje.

Nika
28-03-2009, 17:05
http://www.fothost.pl/upload/09/13/37ae4a38.jpg (http://www.fothost.pl)

jakempa
28-03-2009, 17:38
Dzień dobry, wlaśnie usiadłam i ''słuchałam'' o czym dzisiaj gaworzycie, na ten temat mogę zabrać głos, miła Niko, jezeli pozwolisz, robilam 2 wesela i oba bardzo udane, syna ,z tym,ze wbrew tradycji to ja urzadzałam i córki, oba na 150 gosci, Oczywiscie wg tradycji jaka u nas panuje, ale to nie o to chodzi, mogę Ci tylko dać wskazowki jak wygladają dzisiaj wesela, ponieważ moj syn ma we Wrocławiu 4 własne restauracje, w tym jedną na 500 osob, gdzie praktycznie co sobotę odbywają się uroczystosci z przewagą wesel, więc napatrzyłam się na rożne zwyczaje , ponieważ ma jedną restaurację tzw, środziemnomorską, więc menu i często goście są z poludnia łącznie z urzadzanymi tam weselami.Obecnie w większosci dla zaakcentowania waznosci gosci młoda dziewczyna z chłopcem przypinają gościom mały kwiatek prawdziwy zaleznie od pory roku, okręcony wczesniej ogonek wstązeczką dla łatwiejszego przypięcia i zabezpieczenia przed uszdzeniem ubrania , tak robia w 90%, rzadko ktoś sam przynosi wstazeczki. BARDZO Ważny jest zawsze uzgadniany z młodymi lub rodzicami wystrój sali, miejsca dla mlodych, no i jezeli to wesele jest z udziałem cucoziemców zawsze robią bileciki, gdzie kto siedzi, bo mlodzi najlepiej wiedzą jak posadzić gosci,żeby się dobrze czuli. Błogosławieństwo w domu przez obojga rodziców w domu panny młodej, ale tu radzę zapytać jak jest w rejonie Włoch skad młody pochodzi, bo nie zawsze się błogosławi krzyzykiem. Niektóre rejony, u nas też w Polsce uznają,ze krzyżem nie powinno się blogosławić bo to tak jakby się dawało dziecku na nową drogę życia ciężar krzyża, ja widziałam, ze Wlochow rodzice błogosławili obrazkiem M.B karmiącej i potem ten obrazek młodym dawali. Nie piszę dalej bo nie wiem co byś chciała jeszcze wiedzieć,

Nika
28-03-2009, 17:51
Dzięki za cenne sugestie-bileciki wizytowe mamy juz wydrukowane-stoliki są 8 i 10 osobowe,układ gości taki,żeby się znali i mieli wspólne tematy do rozmów.Z kwiatkami problem,bo facetom do marynarki przypiąć-nic trudnego, panie nie chcą ,bo albo nie pasuje do kreacji,albo boją się jej zniszczyć.Dlatego zrezygnowałyśmy.

Nika
28-03-2009, 17:52
Na kasetach koleżanek córki,które namiętnie oglądałysmy,krzyżyk dawano do pocałowania,a błogosławiono dłonią lub wiązeczką bukszpanu,umoczoną w święconej wodzie.

Nika
28-03-2009, 17:54
Dekoracje projektuje dekoratorka,do kościoła i do sali-kompozycje z żywych kwiatów w kolorze bukietu panny młodej-krem,zieleń,złoto.

Nika
28-03-2009, 18:00
że tyle zachodu z tymi przygotowaniami.Od roku trwają..dwa razy wychodziłam za mąz,ale tak skromnie,przyjęcia w domu..teraz córka ma swoje pomysły,a ponieważ oboje partycypują mocno w kosztach,więc ich propozycje sa najważniejsze,poza tym to ich dzień..oni sa najważniejsi!Mam nadzieję,ze pogoda dopisze i wszystko sie uda.25459

jakempa
28-03-2009, 18:18
Muszę się przyznać, że bardzo lubię przygladać się przygotowaniom sali i tej bieganinie przedślubnej, słuchać rozmów i róznych propozycji, bo ile ludzi tyle pomysłów.Ale generalnie w większości zawsze zachowane są akcenty polskie jezeli to jest małzeństwo mieszane, szczególnie jezeli chodzi o menu i odczepiny.

Nika
28-03-2009, 19:37
staramy się łączyć tradycje dwóch narodów,tak samo muzykę..

jakempa
28-03-2009, 20:04
I to jest chyba najwłasciwsze, bo wszyscy będa się dobrze bawić i miło wspominać piękne przeżycie ślubu i wesela, a przecież w tym wszystkim to najważniejsi są młodzi bo to ich dzień.

Nika
28-03-2009, 21:17
za wszystkie porady.Życzę spokojnej nocy.Pamietajcie-jutro wstajemy wcześniej o 1 godzinkę.2547125472

inka-ni
28-03-2009, 21:25
Nikus podejrzewam,że dobrze nie spisz,bo bardzo przejęta jesteś ślubem córki.Napewno będzie wesolo i uroczo.

Nika
29-03-2009, 09:08
Nineczko, miło Cię u nas widzieć.Ostatnio śpię całkiem nieźle ..za długo trwają przygotowania,żeby teraz spędzać mi sen z oczu,moja kochana.Teraz to już tylko kosmetyka,że tak powiem.Pozdrawiam serdecznie.

Nika
29-03-2009, 09:11
do Carskiego Sioła-to wspaniały kompleks pałacowo-parkowy, połozony 25 km pod Petersburgiem.Budowę rezydencji rozpoczęła caryca Katarzyna Ihttp://www.fothost.pl/upload/09/13/b66240e3.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:12
http://www.fothost.pl/upload/09/13/f1d93c3e.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:13
http://www.fothost.pl/upload/09/13/b0a79407.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:15
http://www.fothost.pl/upload/09/13/59567293.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:16
http://www.fothost.pl/upload/09/13/70b78f95.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:17
http://www.fothost.pl/upload/09/13/cacdd34e.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:19
http://www.fothost.pl/upload/09/13/45c0dc25.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 09:22
-niestety pochmurny i deszczowy.Mam nadzieję,że wyspane..mimo zmiany czasu.Chciałabym pozostać w klimacie wczorajszego tematu i porozmawiac o plusach i minusach małżeństw mieszanych,czyli o związkach naszych dzieci z obcokrajowcami.Zagadnienie znane nam z autopsji lub z obserwacji.Jakie są wasze doświadczenia i przemyślenia w tej materii?

Nika
29-03-2009, 09:24
Różnice kulturowe,czasem religijne,odległość..to problemy z którymi borykają się zarówno młodzi jak i ich rodzice.

aannaa235
29-03-2009, 09:44
Dzięki Tobie Ewuniu dzisiaj poznałam to...co znałam z opowiadania.

aannaa235
29-03-2009, 09:48
Odnośnie małżeństw mieszanych a szczególnie córek...powiem jedno powinny zostać blisko matek, może wielu sie narażę ale wiem bo przeszłam rozłąke z córką która trwa już 17 lat i ciągle boli przy rozstaniach,,och boli

Jadzia P.
29-03-2009, 09:53
Witaj Ewo...
Robisz mi apetyt na wyprawe do Rosji...cudowne te fotki ..:)
Co się zaś tyczy mieszanych małżeństwto..... Ewuniu, Twoja córka jest żoną Włocha już od 10 lat i dużo wiesz na ten temat, więc to Ty chyba nam najwięcej możesz powiedzieć..
Z mojej ulicy też dziewczyna wyszła za Włocha.....jest muzykiem i kiedy była we Włoszech na turnee poznała swojego przyszłego męża i już tam została ...
Wesele również było w Polsce...przyjeżdżają do mamy na urlop jednak ona częściej wyjeżdża do nich.....wiesz...oni pracują.
Wydaje mi się, że między nami a Włochami nie ma aż tak dużej różnicy kulturowej....ta sama religia...stosunek do rodziny i do matki podobny jak u nas....wydaje mi się , że z takich związków rodzą się śliczne dzieci.....
Dlatego życzę Ci pięknych i mądrych wnuków :D

Nika
29-03-2009, 09:53
Też bym tak chciała...a od 10 lat widuję ją tylko okazyjnie i nigdy się do tego nie przyzwyczaję, choć muszę zaakceptować,skoro daleko od domu znalazła swoje szczęśćie.zawsze marzyłam o zapraszaniu córki i jej rodziny na niedzielne obiadki,uroczystości rodzinne,a tu w świeta rozmowa telefoniczna,chyba że do nich pojedziemy.

Nika
29-03-2009, 09:58
Rafi to mój drugi włoski zięć,pierwsze małżeństwo/małolatów-ona 19 on 20 lat/ rozpadło sie po roku własnie z powodu różnic-on miał zupełnie inny pogląd na małżeństwo niż ona...siedziała w domu,piekła chleb,gotowała,prała,sprzątała..a jej jedynym towarzystwem była teściowa/ przemiła kobieta/ i wianuszek ciotek...w duzych miastach na pewno juz inaczej, ale w mniejszych wciąz pokutuje tradycyjny model rodziny.Kiedyś chciałam teściową zaprosić na kawkę do kawiarni,zeby zrewanżować się za gościnę-nie mogła zrozumieć o co mi chodzi,przecież kawę miała w domu.A gdy zobaczyła , jak mąz lepi ze mną pierogi na wigilię ,mało nie dostała zawału!

Nika
29-03-2009, 10:01
W tym zwiazku jest inaczej- po pierwsze znają się od 6 lat, 3 lata byli narzeczeństwem,potem wspólnie kupili mieszkanie,wzięli cywilny rok temu,teraz w Polsce kościelny.Córka opanowała język,pracuje,jest niezależna-to zupełnie coś innego.ale jak przyjeżdża do mnie na 2 tygodnie,zięć przeprowadza sie do mamusi..

Nika
29-03-2009, 10:04
Bariera językowa robi swoje-choć porozumiewam się z nim po angielsku i włosku,to wszystkiego nie mogę wyrazić..za mało znam język.Na szczęście jest bardzo otwarty na nasze tradycje,ceni je i podziwia.Córka zawsze robi polską Wigilię,Wielkanoc,co Raffaele uwielbia.To cieszy.

Jadzia P.
29-03-2009, 10:12
Rafi to mój drugi włoski zięć,pierwsze małżeństwo/małolatów-ona 19 on 20 lat/ rozpadło sie po roku własnie z powodu różnic-on miał zupełnie inny pogląd na małżeństwo niż ona...siedziała w domu,piekła chleb,gotowała,prała,sprzątała..a jej jedynym towarzystwem była teściowa/ przemiła kobieta/ i wianuszek ciotek...w duzych miastach na pewno juz inaczej, ale w mniejszych wciąz pokutuje tradycyjny model rodziny.Kiedyś chciałam teściową zaprosić na kawkę do kawiarni,zeby zrewanżować się za gościnę-nie mogła zrozumieć o co mi chodzi,przecież kawę miała w domu.A gdy zobaczyła , jak mąz lepi ze mną pierogi na wigilię ,mało nie dostała zawału!

Ewo, a czy u nas ...w Polsce to wszędzie jest idealnie....wszyscy Polacy to super mężowie....
Wszędzie na całym świecie są teściowe i Teściowe....cóż ....ludzie mają różne charaktery i....wydaje mi się, że to często charakter człowieka ma większe znaczenie niż kultura i tradycje z jakich się wywodzi...
Ja daję moim młodym dużą swobode...nie narzucam się...nie patrzę synowej w garnki....choć mieszkamy blisko siebie ...5km...to bardzo blisko...
Ale znam teściowe co mieszkają daleko....a już od rana udzielają wskazówek....którym wydaje się, że tylko one wiedzą co i jak zrobić najlepiej..
Twoja córka , Ewo, jest już dorosłą osobą....swoje w życiu przeszła....i wydaje mi się, że wie co robi..:D

Nika
29-03-2009, 10:40
Zapewne,wszak na własnych błędach człowiek się uczy..myślę,że znacznie wiekszym problemem jest małżeństwo Polki z mieszkańcem kraju muzułmańskiego..ogladałam kiedyś program na ten temat.dobrze było by,gdyby dziewczyna zauroczona np.przystojnym arabem dowiedziała sie najpierw jak najwięcej na temat obyczajów jego kraju.

Nika
29-03-2009, 10:43
2547625477uważane za arydzieła sztuki jubilerskiej.Ich nazwa pochodzi od złotnika Petera Carla Faberge, który w czasach cara Aleksandra IIIRomanowa wykonał wiele przepięknych cacuszek ze złota i porcelany,zdobionych klejnotami, macicą perłową i kością słoniową.

Nika
29-03-2009, 10:45
2547825479pierwsze wykonał w 1884 roku.Zamawiali je członkowie carskiej rodziny i rosyjska arystokracja jako prezenty wielkanocne.W środku kryły czasrm misterną rzeżbę.Zachowało się 40 takich jajek.Najdroższe sprzedano za 13,5 miliona dolarów.

Nika
29-03-2009, 10:46
http://www.fothost.pl/upload/09/13/d5dbb502.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 10:48
http://www.fothost.pl/upload/09/13/22ae4447.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 10:49
http://www.fothost.pl/upload/09/13/e8f95e92.jpg (http://www.fothost.pl)

Malgorzata 50
29-03-2009, 12:27
Odnośnie małżeństw mieszanych a szczególnie córek...powiem jedno powinny zostać blisko matek, może wielu sie narażę ale wiem bo przeszłam rozłąke z córką która trwa już 17 lat i ciągle boli przy rozstaniach,,och boli
Kompletnie się nie zgadzam .Nie powinny .Maja sobie układać swoje życie bez myśli o mamusi z tyłu głowy.Moja córka nie jest co prawda żona cudzoziemca ,ale rozstajemy się na długo i daleko systematycznie .I myślę ,ze nasze wzajemne stosunki i kontakty tylko na tym zyskują.
A jesli chodzi o róznice kulturowe jaksne ,ze to może być problem i ogromna praca z obu stron żeby poznać i zaakceptować .Ale jeśli między młodymi układa się dobrze to wydaje mi się to niesłychanie wzbogacajace .pod warunkiem,że nastawimy się nie na wydziwianie i oburzanie się tylko otworzymy sie na te inna kulture .I pod warunkiem ,ze zrobi to samo druga strona .wiadomo ,ze czasem te róznice sa tak duże ,że mimo wysiłków i dobrej woli któraś ze stron nie jest w stanie tego zaakceptować -milośc szlag trafia i trzeba zwiewać .Ale cóż ...to jest ryzyko wpisane w taki związek.:)

Nika
29-03-2009, 13:19
Małgosiu,co mama to inna..ja tez nigdy nie chciałabym na przykład mieszkać z młodymi,choćbym miała/czysta teoria/ duży dom..dwie gospodynie w jednym to stanowczo za dużo.Myślę jedynie o tym,że jeśli dzielą od dziecka setki kilometrów,to jest to smutne i trudne do zaakceptowania.Natomiast stanowczo jestem za prawem do samoistnienia młodych.Muszą mieć własne życie.

enia60
29-03-2009, 14:13
lepiej zdecydowanie nawet dalej mieszkać /w dzisiejszych czasach to niewielki problem / dwie gospodynie to stanowczo za dużo i pretekst do porównań ,uwag ,zazdrości nawet przy najlepszych chęciach z obu stron ,a jaki brak swobody niby we własnym gniazdku,różnica pokoleń da o sobie znać wcześnie czy później to tylko kwestia czasu,współczuje tym małżeństwom które z różnych powodów muszą mieszkać razem,ale czasem niestety to konieczność,bywa i tak
" życie to nie jest bajka"
i wiele w tym prawdy

aannaa235
29-03-2009, 14:13
powiedziałam blisko, a nie razem a to jest różnica, ale kto tego nie przechodził to nigdy sie nie przekona...i dobrze, wolałabym tego juz wiecej nie przechodzić.

Malgorzata 50
29-03-2009, 14:22
No oczywiście ,że to jest bardzo osobiste .Zresztą jest różnica zasadnicza w tym czy to oddalenie wynika z przyczyn ogólnie rzecz biorąc pozytywnych i wiemy ,że dziecko choć daleko to jest szczęśliwe.Czy z powodu złego losu.A to już zupełnie co innego i bardzo smutnego.

Nika
29-03-2009, 14:35
Anusiu,każda z nas ma jakieś smutne doświadczenia,ważne by iść dalej,nie rozpamietywać, tego co było.Serdeczności dla Ciebie.

Nika
29-03-2009, 14:36
U nas taki zapłakany dzień,że nawet Funia nie chciała długo spacerować.Pogoda barowa..daję słowo.

Mar-Basia
29-03-2009, 14:36
-niestety pochmurny i deszczowy.Mam nadzieję,że wyspane..mimo zmiany czasu.Chciałabym pozostać w klimacie wczorajszego tematu i porozmawiac o plusach i minusach małżeństw mieszanych,czyli o związkach naszych dzieci z obcokrajowcami.Zagadnienie znane nam z autopsji lub z obserwacji.Jakie są wasze doświadczenia i przemyślenia w tej materii?

Nikus i mile panie, pozwolicie, ze dorzuce male slowo....majac troche doswiadczenia z autopsji. Po pierwsze sama jestem zona cudzoziemca. Przez 33 lata nie zauwazylam duzej roznicy kulturowej i obyczajowej pomiedzy nami. Maz dosc czesto towarzyszyl mi w podrozach do Polski i staral sie zrozumiec moich wspolziomkow. Mamy dwoje dzieci z tego malzenstwa, ktore nie mowia po Polsku - ale to nie z winy Ojca. Wina jest moja, poprostu tak dziwnie wyszlo. Moja najstarsza corka, urodzona w Polsce poslubila Argentynczyka i sa od lat bardzo szczesliwym malzenstwem. I tu znowu fenomen ich corki 17 i 14 lat nie mowia po Polsku, moze mlodsza czasami powie "kochana mamuska" - ale znaja Polske, czesto tam jezdza z ich Mama. Nie moge powiedziec, ze byly w naszej rodzinie jakies konflikty kulturowe lub tradycyjne. Mimo mieszanki "narodowosciowej" w naszej rodzinie - porozumiewamy sie glownie j.francuskim lub niemieckim.
Dzieciqaki dawno "wyszly" z domu, mieszkaja setki kilometrow od nas - widujemy sie czesto, w koncu 2-3 godziny lotu sa latwe do wykonania. Nie wyobrazamy sobie zycia pod jednym dachem z corka, zieciem, synem i synowa. Kazde z nas ma wlasne zycie i tak jest najlepiej. Przynajmniej tak to odbieramy z mezem. Do zycia dzieci malo sie wtracamy, chyba, ze potrzebuja naszej rady. Wyznajemy zasade "jak sobie poscielisz tak sie wyspisz". ;)

Nika
29-03-2009, 14:38
obraz Borysa Kustodiewa 25486

Nika
29-03-2009, 14:42
Marbello,bardzo dobra zasada.Córka często pyta mnie o radę,ale ostateczne decyzje podejmuje ona...pisząc o różnicach kulturowych nie miałam na myśli własnych przykrych doświadczeń.Na szczęście dogadujemy się z zięciem bez problemów,z jego rozległą rodziną widujemy się sporadycznie.Nauczył sie kilku zwrotów po polsku i najbardziej mnie cieszy,gdy mówi"mamusza kochana,dzikuje bardzo za obiadek"

Mar-Basia
29-03-2009, 14:49
Nikus, moj malzonek probowal nauczyc sie paru slow po Polsku, odpuscil sobie po pierwszym pobycie w Polsce. Nigdy nie zapomnie jak mnie raz poddenerwowal i mu burknelam "sloweczko polskie pod nosem". Nic nie powiedzial. Wieczorem przy kolacji mowi, wiem do mi powiedzialas! Ah bon, co? Myslalam, ze padne ze smiechu. Wyobraz sobie szperal w slowniku i znalazl, troche bylo to podejrzane bo slowo mialo "o" (kreskowane), podejrzewam, ze pomogla mu moja corka. Wiesz co mu odpowiedzialam? "Ze w koncu nie jest az tak zle i moze nareszcie zacznie sie uczyc polskiego". Skonczylo sie smiechem. Tak zakonczyl sie pierwszy i ostatni eksperyment z j.polskiego. Jednym slowem "pala".;)

enia60
29-03-2009, 14:53
nieco zmieniam temat-a jak boli rozstanie z rodzicami ,rodzeństwem kiedy opuszcza się dom często jeszcze zupełnie nie przygotowanym do samodzielnego życia bo szkoła jest daleko od miejsca zamieszkania
rozstania zawsze są bolesne ,niestety często konieczne

Nika
29-03-2009, 22:23
Eniu,temat bardzo ciekawy..choć mnie zupełnie obcy,ale chętnie poczytam wypowiedzi na temat np.studia w mieście..zostawiam dom rodzinny i wyjeżdżam na 4-5 lat..

Nika
29-03-2009, 22:38
http://www.fothost.pl/upload/09/13/b96fae93.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
29-03-2009, 23:29
Jak mnie nie ma nocną porą..to gawędzicie, a jak wpadę ciiichutko!Dobranoc!

Malgorzata 50
29-03-2009, 23:38
No co się czepia przecież kazała nam iść spać tak gdzieś po 21 .Ja tam jestem bo pracuję (a właściwie powinnam pracować ,ale co raz mniej mi się chce)

Nika
29-03-2009, 23:57
Och,Ty mój babski słodziku!Jak Cię widzę na forum,to od razu wspominam cudowne nocne nasze pogaduchy przy winku. przy zwariowanej kociczce z ADHD,co mego małżonka budziła..jesteś taka jak powiew morskiej bryzy w upalny dzień!

Nika
29-03-2009, 23:58
Mnie rób dobrze i tu wpadaj często, rudzielcu kochany!

Nika
30-03-2009, 00:13
http://www.fothost.pl/upload/09/13/4aa85071.jpg (http://www.fothost.pl)

Nika
30-03-2009, 00:14
Wiele osób na privie pisze,że moje obrazeczki są ko, wręcz dla niektórych ciekawe i piękne..dzięki!!

Jadzia P.
30-03-2009, 09:14
Witam w babińcu :)
A co się stało z gospodynią wątku ?
Wczoraj długo była na forum....to z pewnoscią dziś ....zaspała...;)
Życzę wszystkim słonecznego dnia.....u mnie na razie pochmurnie.

Malwina
30-03-2009, 10:01
Jadę na sabacik pomorski....trzymajcie się dziewczynki, miłego tematu do rozważań....

dziewiątka
30-03-2009, 10:22
i ja witam serdecznie !! witaj Jadziu i Malwinko - superowego spotkania i pozdrawiaj tam wszystkie Pomorzanki..:):)
...w oczekiwaniu na temacik dzisiejszego dnia napijmy sie kawy
http://www.iv.pl/images/fzo6m3voyorvp1q37gy6.jpghttp://www.iv.pl/images/z5ms2z6fgxp2mvrvbh3j.jpg

enia60
30-03-2009, 11:18
http://iv.pl/images/xwtup787dqshtv3xpu.jpg (http://iv.pl/viewer.php?file=xwtup787dqshtv3xpu.jpg)
w oczekiwaniu na gospodynię i temat wypijmy herbatkę,miłego dnia:)

aannaa235
30-03-2009, 11:59
Witam babeczki przy herbatce.
Czekamy na gospodynie wątku, bo to są skutki
długiego siedzenia w nocy:)

Jadzia P.
30-03-2009, 16:09
No i Ewa się nie zjawiła...
Może siadł jej komputer...:mad:
Nic wczoraj nie wspominała, że się gdzieś wybiera....

dziewiątka
30-03-2009, 16:22
..też tak myślę , może być awaria kompa albo internetu....
poszukajmy tematu zastępczego - może temat przygotowań przedświątecznych ???

dziewiątka
30-03-2009, 16:23
Która z Was zasiała już rzeżuchę ???.....na wątku o wielkanocnych dekoracjach Halina napisała o sianiu owsa, ale na owies to już chyba za póżno ??

dziewiątka
30-03-2009, 16:25
http://www.iv.pl/images/3ehdi6p9z0dumzwl4wdp.jpg

saba15
30-03-2009, 18:34
http://img165.imageshack.us/img165/4209/29rez.jpg (http://img165.imageshack.us/my.php?image=29rez.jpg)
http://img165.imageshack.us/img165/29rez.jpg/1/w981.png (http://g.imageshack.us/img165/29rez.jpg/1/)
Wprawdzie temat juz niekontynuowany ale to moje pierwsze proby ze zdjeciami,

Ależ ona sie cieszy!!

Chyba za duze zdjecie!

saba15
30-03-2009, 18:38
http://img99.imageshack.us/img99/5355/dscf0282enh3colourrez.jpg (http://img99.imageshack.us/my.php?image=dscf0282enh3colourrez.jpg)
http://img99.imageshack.us/img99/dscf0282enh3colourrez.jpg/1/w1440.png (http://g.imageshack.us/img99/dscf0282enh3colourrez.jpg/1/)

saba15
30-03-2009, 19:10
http://klik.wp.pl/?adr=http%3A%2F%2Fcorto.www.wp.pl%2Fas%2Fwielkanoc nykurczak.html&sid=678:

Wodniczka
30-03-2009, 23:20
Do Świąt Wielkanocnych coraz bliżej , a moja rzeżucha już rośnie,w ozdobnej doniczce, do której włożyłam trochę waty,wsypałam ziarenka i codziennie podlewam, efekty już są spore...bo rośnie ..

http://img2.vpx.pl/up/20090330/sr30a0b5b25fa6474a8b1cbbf4c7f5fcba_20090303085536_ rzezucha43.jpg

Miłego wieczoru wszystkim życzę :))))

Wodniczka
30-03-2009, 23:33
http://klik.wp.pl/?adr=http%3A%2F%2Fcorto.www.wp.pl%2Fas%2Fwielkanoc nykurczak.html&sid=678:

Saba witaj ,cieplutko super ten kurczak jest .Pozdrawiam i życzę spokojnej nocy i słonecznego dnia :)http://img2.vpx.pl/up/20090330/573003.jpg (http://www.vpx.pl/foto,_5730034.html)

Malwina
30-03-2009, 23:34
Jestem po sabaciku, tuż przed snem,ale zajrzałam Dziewiatko, "pan od owsa "jak kupowałam powiedział,ze na 10 dni przed wiekanoca owies sie wysiewa.....dobrej nocki Dziewczyny...w Gospodzie naszej było dzis jajowo.....

enia60
30-03-2009, 23:44
to dobra wiadomość Malwinko ,jeszcze zdążymy zasiać napewno będzie piękny na święta

czarna
30-03-2009, 23:51
Dziś był dzień drzwi otwartych i babskie pogaduchy w realu.
Aż mnie gęba boli od tego gadania;ręce również. Miałam się zabrać do przygotowań wielkanocnych ,
ale nie było ku temu sposobności.
Już pisałam,że ja sieję rzeżuchę zawsze w niedzielę palmową.
A jutro zamierzam zająć się sprzątaniem(jak się uda).

Malwina
30-03-2009, 23:55
Marta aprop's tematu dolegliwości -spróbuj granulki homeopatyczne firmy Dagomed nr 27 Abrotanum.Bardzo rygorystycznie przestrzegać dawkowania....dobranoc Wam..bo senne(jeszcze pomalowane)powieki opadają mi na piersi...

czarna
31-03-2009, 00:01
Cieszę się Malwino,że się o mnie troszczysz.Dzięki.
Dobranoc.