PDA

View Full Version : Śmierć w rodzinie: jak poradzić sobie z żalem po utracie bliskiej osoby - komentarze


wierzeja
30-04-2009, 09:54
Komentarz do artykułu: Jak poradzić sobie z żalem po utracie bliskiej osoby (http://www.senior.pl/88,0,Jak-poradzic-sobie-z-zalem-po-utracie-bliskiej-osoby,6131.html)
--------------------
Bardzo ciekawie do tego tematu podchodzi serwis www.zostawslad.pl jeżeli ktoś boryka się po stracie bliskich lub obawia się jej proponuje odwiedzić stronke.

babciela
30-04-2009, 10:19
Niestety, jest to nie do pokonania, bo tak jak radosc, jest ludzka najnormalniejsza emocja, tak Zal i rozpacz po stracie bliskiej osoby jest rzecza prawidlowa, i tu truizm- czas jest najlepszym lekarstwem...

Mar-Basia
30-04-2009, 10:46
Elu, "czas jest najlepszym lekarzem" - tak i nie. Wszystko zalezy od wrazliwosci osoby, jej powiazania z osoba, ktora stracila na zawsze. To nie jest takie latwe do opanowania, sa bowiem momenty, kiedy chcac czy nie chcac wraca sie do wspomnien, ktorych nie da sie wykreslic z pamieci. Poprostu taka jest ludzka natura.

tadeusz50
30-04-2009, 11:37
Podobny temat już był poruszany, choć jest on jednak stale aktualny.
http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-co-robic-by-mniej-cierpiec-po-stracie-bliskiej-osoby-1475.html
Moim zdaniem inaczej podchodzi się do straty bliskiej osoby w wyniku nagłego zdarzenia np. wypadku. Gwałtowny szok, trauma. Inaczej gdy jest to już długotrwała choroba i powiedzmy dochodzi do tego zaawansowany wiek bliskiego. Jesteśmy wówczas przygotowani do tego zdarzenia.

ansty
01-05-2009, 10:03
Trauma po utracie najbliższej osoby - moim przypadku męża- to jest rzecz okropna, paraliżująca i przeżywa sie ją w swoim sercu i umyśle . Tak do końca nie zgadzam się z twierdzeniem, że można się "przygotować" do śmierci bliskiej osoby, ponieważ nie ma gorszej rzeczy jak widok cierpienia i brak możliwości jakiejkolwiek pomocy.Ale faktycznie czas goi wszelkie rany, trzeba pogodzić się z faktem i żyć dalej.

tadeusz50
01-05-2009, 10:25
Trauma po utracie najbliższej osoby - moim przypadku męża- to jest rzecz okropna, paraliżująca i przeżywa sie ją w swoim sercu i umyśle . Tak do końca nie zgadzam się z twierdzeniem, że można się "przygotować" do śmierci bliskiej osoby, ponieważ nie ma gorszej rzeczy jak widok cierpienia i brak możliwości jakiejkolwiek pomocy.Ale faktycznie czas goi wszelkie rany, trzeba pogodzić się z faktem i żyć dalej.
to ja tadeusz50:D :D
Aniu też przeżyłem śmierć żony. Może to jest okropne ale odetchnąłem z ulga gdy odeszła z tego świata. Ulga ta polegała na tym że "wreszcie przestała cierpieć i przestało ją boleć".
Z kolei też spotkałem się z gwałtownym odejściem -zięcia (zginął w wypadku samochodowym)- zaledwie rok po ślubie z córką i maleńkim dziecku na świecie.

Spokojna
16-08-2009, 01:09
Ponad 2 lata temu zmarł mój ukochany Mąż ,kilka miesięcy póżniej - ja ,,wylądowałam,, na sali operacyjnej , również nowotwór. Wciąż mam w pamięci i sercu mojego Ukochanego.Czas nie goi ran ,trudno się też pogodzić ze stałym brakiem najmilszej osoby , ale rzeczywiście - trzeba żyć dalej. Bardzo dużo chodzę na spacery - również z kijkami /super/ , ogladam ciekawiące mnie programy tv i oczywiście - dużo czytam .Z przyjemnością korzystam z zajęć w fundacji Akademii do Walki z Rakiem ,gdzie poznałam wiele przemiłych osób. Być może wrócę też do Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Pozdrawiam.

tadeusz50
16-08-2009, 09:48
Spokojna
Czas nie goi ran ,trudno się też pogodzić ze stałym brakiem najmilszej osoby , ale rzeczywiście - trzeba żyć dalej.
Jednak uważam, że czas goi rany. Możemy się różnić w jakim czasie. Jednemu potrzeba kilku miesięcy by się otrząsnął z traumy. Drugi potrzebuje kilkunastu miesięcy a ktoś inny kilku lat. Bardzo długo nie mogłem pogodzić się ze śmiercią żony.

Malwina
16-08-2009, 11:56
a ja uważam , ze nigdy nie jestesmy przygotowani na śmierć...zawsze jest za wcześnie....moze jak ktos bardzo długo odchodzi w duzych męczarniach, jest "łatwiej", ale....
No, ale życ trzeba i czas temu pomaga, ale każdemu inaczej w innej jednostce czasu....ale wszyscy musimy przez To przejsć....

tadeusz50
16-08-2009, 13:38
Być przygotowanym na śmierć bliskiej osoby. Tak byłem na to przygotowany, na odejście rodziców, żony. Gdy widziałem jak się męczą odetchnąłem z ulgą, że wreszcie przestali się męczyć. Takie jest moje zdanie, może okrutne ale z całego serca szczere. Co innego gdy nagle odszedł zięć ból córki chciałem wziąć na siebie.

Spokojna
17-08-2009, 19:08
Dziękuję za liściki. Łatwiej sobie poradzić,gdy ma się blisko Rodzinę. Gorzej ,gdy bliscy są daleko ........

Jadzia P.
17-08-2009, 23:57
Jutro minie sześć tygodni jak odeszła od nas moja mama...
Mówi się, że czas goi rany....z pewnością tak...ale czym dłużej od śmierci ukochanej osoby...tym bardziej zaczynam za nią tęsknić...
Bardzo dużo sama sobie tłumaczę, że taka jest kolej rzeczy...że każdy kiedyś musi umrzeć..... i właśnie taka rozmowa samej z sobą....bardzo dużo mi pomaga...
Z pewnością łatwiej pogodzić się ze śmiercią, kiedy ktoś długo choruje...mamy wówczas czas na przygotowanie naszej psychiki na odejście kogoś bliskiego...
Mój ojciec zmarł nagle / wylew/ i teraz mama też prawie nagle nas opuściła /udar/...dlatego trudniej mi było pogodzić się z jej odejściem....ale musze....

ciotunia
18-08-2009, 11:56
Napewno kazdemu z nas jest bardzo ciezko jak kogos bliskiego musimy zegnac ja tez juz to przerabiałam .Zmarł mój brat miał 28 lat i całe zycie przed sobą ,a potem moja mama się załamała i tez zmarła ale biedna sie męczyła 9 lat dobrze że siostra mogła zamieszkac z nią i miała wspaniała opiekę za co jej jestem wdzięczna do końca życia .Ale do dzis brakuje mi mamy ,bo w niej miałam oparcie i przyjaciela z nią mogłam porozmawiac jak z najlepszą przyjaciółką i zawsze dała dobrą radę .Pamiętac ja bedę do końca moich dni .Pozdrawiam

Arti
18-08-2009, 12:20
to tylko tymczasowe rozstanie.

zmarł mi syn nagle.

Malwina
18-08-2009, 12:38
tak, tymczasowe..ale trzeba je przejść i od nas zalezy i od naszych bliskich jak je zniesiemy....

Malwina
18-08-2009, 12:39
Artfilko jestes Radomianką, ja też mimo iż na Powiślu, no to jest nas trzy...jeszcze Czarna.....miło mi....

Arti
18-08-2009, 12:58
cześć Malwinko:)
ano siedzę sobie na przedmieściu W-wy w R.
serdecznie pozdrawiam.

Arti
18-08-2009, 13:03
tak, tymczasowe..ale trzeba je przejść i od nas zalezy i od naszych bliskich jak je zniesiemy....

no u mnie to cztery lata zanim trafiło do mnie, że to tymczasowe rozstanie. Odzyskałam spokój z tym się pogodziłam..tymczasowe.

solanka6
18-08-2009, 15:44
Tymczasowe rozstanie..... hm.. Moja Mama zmarła 3,5 miesiąca temu. Sama myśl o tym fakcie wywołuje łzy w moich oczach.Każdego wieczoru przed zaśnięciem widzę Ją w różnych sytuacjach, myślę o Niej, myślę też i zadaję sobie pytanie: czy zrobiłam wszystko czego Mama oczekiwała ode mnie... Niestety...odpowiadam sobie sama.. i mam wyrzuty sumienia :( Mama była osobą, którą życie nie oszczędzało. Wiele złego przeżyła. W późniejszym wieku przeżyła dwa złamania uda i dwie operacje. Po drugiej już nie wstała. Leżała trzy lata. Jakby tego było mało chorowała na demencję starczą. Nie było już z Nią kontaktu.W ostatnich godzinach życia towarzyszyłam Jej (prawie do końca). Głupio się przyznać, ale korzystałam z Jej ciepła.... tyle się Jej naprzytulałam, nagłaskałam... do dziś pamiętam to ciepło.. Często płaczę, to troche pomaga. Mam do Niej blisko i wierzę, że spogląda na mnie krzątającą się przy Jej grobie.Nie wiem tylko czy ten ból i tęsknota kiedyś miną?

Bardzo Wam współczuję kochani. Każdy tu piszący stracił bliską osobę. Artfilko... przytulam Cię mocno, kochana BARDZO Ci współczuję. Pozdrawiam Was.

Malwina
18-08-2009, 19:50
Solanko...tej nocy kiedy zmarła oja mama nie było mnie przy niej..była siostra(dzieliłyśmy się)..przykro mi, że mnie nie wybrała do ostatniego aktu....miałaś ten zaszczyt towarzyszyc jej do konca..doceń to...Natomiast byłam, towarzyszyłam tacie do samego konca ijestem mu za to wdzieczna.....Sposobem na ból moim jest nie myślenie , nie rozważanie jej postaci-czasem myślę , ze ją w ten sposób zdradzam, ale tak jest łatwiej, dużo łatwiej ja zostałam tu i nie moge sie nurzac w rozpaczy, bo bym oszalała, wiec pzryjelam taka taktyke..mam w sobie taka skrzyneczke wspomnie której nie otwieram...a mineło juz sześć lat...boje sie ja otworzyć.A płacz? tak jak za mocno sie rozpedzam we wspomnieniach płacze, ale dziś ten płacz oczyszcza a nie rozdrapuje-odwołuje Cię do mojego wątku Magicze aspekty naszego życia...tam dzis własnie napisałam o łzach......przykro mi i zal, bo u Ciebie to jeszce bardzo świeże....

Jadzia P.
19-08-2009, 22:50
Sposobem na ból moim jest nie myślenie , nie rozważanie jej postaci-czasem myślę , ze ją w ten sposób zdradzam, ale tak jest łatwiej, dużo łatwiej ja zostałam tu i nie moge sie nurzac w rozpaczy, bo bym oszalała, wiec pzryjelam taka taktyke..

Malwinko ...i ja staram się przyjąć podobną postawe wobec tego co się wydarzyło...ale są momenty , że nie wytrzymuje i wtedy nie płacze....wtedy rycze, bo tak bardzo mi jej brakuje...

Malwina
19-08-2009, 23:39
tak Jadziu, tak...momenty muszą byc..wlaśnie po to żeby się wyryczeć...

fezóJ
10-09-2009, 11:45
Dzisiaj mija 7 dzień od śmierci mojej mamy. Wiem, że utraciłem kogoś kto zawsze mnie wspierał i myślał o mnie, aby żyło mi się lepiej na tym świecie. Byłem na to przygotowany miała 90 lat i gasła dzień po dniu, mimo tego żal i boleść mnie dopadła. Chodzę modlić się na msze Św. odprawiane w Jej intencji i to mi pomaga.
WIECZNE ODPOCZYWANIE RACZ JEJ DAĆ PANIE........
fezóJ

Basia.
10-09-2009, 11:59
Dzisiaj mija 7 dzień od śmierci mojej mamy. Wiem, że utraciłem kogoś kto zawsze mnie wspierał i myślał o mnie, aby żyło mi się lepiej na tym świecie. Byłem na to przygotowany miała 90 lat i gasła dzień po dniu, mimo tego żal i boleść mnie dopadła. Chodzę modlić się na msze Św. odprawiane w Jej intencji i to mi pomaga.
WIECZNE ODPOCZYWANIE RACZ JEJ DAĆ PANIE........
fezóJ
WIECZNE ODPOCZYWANIE RACZ JEJ DAĆ PANIE ...........
http://img188.imageshack.us/img188/4020/ewa6xb5.jpg (http://img188.imageshack.us/i/ewa6xb5.jpg/)

mimoza
10-09-2009, 12:05
Fezój
Nie powiem Tobie, że czas leczy rany, ale napewno pozwala
na wyciszenie i pogodzenie z nieuchronnością losu. - Cz
Niech spoczywa w spokoju
http://img10.imageshack.us/img10/8641/hortensje.jpg (http://img10.imageshack.us/i/hortensje.jpg/)

tadeusz50
10-09-2009, 12:06
Wyrazy głębokiego współczucia Józefie.

Scarlett
10-09-2009, 12:16
Łączę się z Tobą w smutku.
Powoli, bardzo powoli.http://www.iv.pl/images/jwwmzktqax0kdqfvkc0.gif (http://www.iv.pl/viewer.php?file=jwwmzktqax0kdqfvkc0.gif)

Jadzia P.
10-09-2009, 21:06
W poniedziałek minęły dwa miesiące od śmierci mojej mamy.
Dwa bardzo trudne miesiące w moim życiu bo bez mamy, bez najlepszej przyjaciółki.
Choć jesteśmy już bardzo dorośli, to jednak świadomość, że ma się jeszcze mame, w bardzo wielu sytuacjach sprawia, że czujemy się dużo młodsi...przynajmniej tak było ze mną...
Bardzo lubiłam jak mówiła do mnie....dziecko....i nawet się nie buntowałam...:)
Te dwa miesiące pozwoliły mi pogodzić się z tym co się stało...ale jednocześnie coraz bardziej tęsknie za nią...za pogaduszkami które razem , codziennie prowadziłyśmy...
Teraz było wesele w bardzo bliskiej rodzinie , no i pogniewali się, że nie poszliśmy...
Cóż ...każdy jakoś inaczej pojmuje okres żałoby....są też tacy którzy uważają, że to przestarzałe i nie uznają żadnej żałoby.
Każdy ma prawo robić tak jak mu sumienie i serce dyktuje....
Józefie, łączę się z Tobą w smutku...

,

bogda
10-09-2009, 22:06
Józefie, bardzo Ci współczuję.
Każdy inaczej przeżywa swoją żałobę.
Ale z własnego doświadczenia wiem, że pierwsze dni, tygodnie to był szok.
A czym dalej się ten okres wydłużał, tym bardziej brakowało mi tej osoby, narastał żal i ból.
Teraz jestem pogodzona, chociaż żal pozostał.

Jadziu, nie wiem jak mogli się obrazić, przecież to dopiero 2 m-ce!
Może nie przeżyli jeszcze takiej traumy.

BarbarkaM
10-09-2009, 22:19
Witaj,Józefie...Ja już dawno straciłam obydwoje Rodziców.Tata w lipcu 1962...Mama pod koniec czerwca 1989 roku.Gdy "odszedł"Tata tak bardzo tego nie przeżyłam.Byłam dzieckiem.Miałam jeszcze Mamę,Babcię i Brata/wtedy studenta/.Ja byłam między podstawówką a szkołą średnią.Od śmierci Mamy minęło niedawno 20 lat.Jestem mężatką,już emerytką.Mam coraz mniej sił,o wiele słabszą niż kiedyś kondycję.Brak dzieci,a więc i wnuków.Często wspominam moich Bliskich.Mniej więcej co miesiąc bywam przy Ich grobie.Zawsze wspominam Ich z rozrzewnieniem.Modlę się,zamawiam Msze św.,tzw "wypominki".Czasem uronię paręnaście łezek...Nie umiem tak ładnie i składnie napisać do Ciebie,ale...wierz mi ...to tylko teraz jest tak trudno...Trzeba jakoś przetrwać te pierwsze miesiące i lata.Nie stroń od ludzi,otocz się przyjaciółmi,"wyjdż do ludzi",a wszystko się potoczy.Na te najtrudniejsze chwile...życzę Ci szybkiego "otrząśnięcia się" i powrotu do "pogody ducha".Barbara.

martunia
10-09-2009, 22:25
Jadziu, Józefie.
Bardzo Wam współczuję.
Doskonale wiem, jak to boli.
Nie mam dobrych wieści, długo boli.
Przytulam, Was.

jakempa
11-09-2009, 00:46
Józefie, przyjmij wyrazy współczucia, ale nie zapomnij, że śmierć jest początkiem nowego życia, i tak trzeba to przyjąć, a będzie lzej, znam to uczucie bo pochowałam mamę, dziecko, męża, siostrę, bez nadziei, ze kiedyś się spotkamy trudno byłoby żyć, umarli nad nami czuwają, odczujesz to nieraz, , a za Twoją mamę,,,WIECZNY ODPOCZYWANIE RACZ JEJ DAĆ PANIE,,,,,.......

Malwina
13-09-2009, 19:07
Józiu, tak mi przykro i źle, znajdz siłę w sobie i pozwól Jej odejść.....

fezóJ
15-09-2009, 16:24
Dziękuję Wszystkim za wsparcie i modlitwęPowoli dochodzę do siebie jeżeli można tak to nazwać.........A ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTA NIECHAJ JEJ ŚWIECI NA WIEKI WIEKÓW AMEN.
Józef

81.190.170.xxx
17-04-2011, 00:02
wlasnie przezywam "to" ogromne cierpienie i bol, ktorego nie da sie opisac i ktorego nie zrozumie nikt, kto nie byl juz w tej sytuacji. Sama nie wiedzialam , ze bol moze tak strasznie bolec... Jestem tak bardzo zla, ze najchetniej poklocilabym sie z wszystkimi, odtracila bliskich, zamknela sie sama w pokoju. Jestem tak nerwowa, ze gotuje sie we mnie wlasciwie bez powodu. Sama siebie nie rozumiem, swojego zachowania, reakcji...i ta straszna pustka w sercu....

Malwina
17-04-2011, 17:06
Przeszłąm to..trwało długo..3 lata rozpaczy i jej fazy:
niewiara w to co się stało,
żal,
gniew, agresja,
obojętnośc,
pozwolenie na odejscie....
Ogromnie współczuję....ale każdy w swoim czasie musi się sam z tym uporac....potrzeba czasu...dobrych ludzi....

piernatka
18-04-2011, 14:02
Szekspir napisał w MAKBECIE: ''Ubierz żal w słowa; ból, który nie mówi, szepce do serca i każe mu pęknąć''(przekład M. Słomczyńskiego) Ujęcie w słowa swych przeżyć i uczuć nieraz sprawia, iż łatwiej je zrozumieć i się z nimi uporać. Warto otworzyć się przed kimś bliskim. Jeżeli jednak nie możemy mówić, przelejmy swe uczucia na papier. Piszmy choćby do szuflady, szczerze, to co czujemy. Takie uzewnętrznienie uczuć--czy to przez mówienie o nich, czy przez pisanie-- może się przyczynić do ukojenia smutku. Niewykluczone, że przez jakiś czas twe uczucia będą się uzewnętrzniać trochę nieoczekiwanie. Ni stąd ni zowąd możesz się rozpłakać lub zdenerwować. Nie powstrzymuj łez. Dla osoby przejętej smutkiem są one czymś naturalnym i potrzebnym.

Malwina
19-04-2011, 13:18
tak Bianko...i nie jest to faza, którą można kiedykolwiek całkowicie zamknąć......mam pewne zakamarki w sercu, które sobie obudowałąm sztuczną niepamięcią i których po 8 już latach nie jestem w stanie otworzyc..i byc mozę tak juz pozostanie....

ansty
02-07-2011, 10:44
Gościu miły - nie rób tego!!! Nie dość niczego się nie dowiesz /bo i po co /, to jeszcze zabulisz sporą kasę, tak jak ja głupia!!!Będziesz wysyłała esm=esy,a każdy kosztuje ponad 30 zł. Powodzenia!!!

eledand
02-07-2011, 11:03
Gościu a nie odebrało Tobie tak przypadkowo rozumu.!!!!.

Zobacz i zrób sobie stronę 'załatwione - rozliczone i do załatwienie"

Spostrzeżenie będzie takie,że musisz jeszcze dużo od siebie dać a potem idż do Nieba.

Ja siedzę dalej na naszej ziemi bo życie jest cudowne.

przekora
02-07-2011, 14:31
Jadziu, Józefie.
Bardzo Wam współczuję.
Doskonale wiem, jak to boli.
Nie mam dobrych wieści, długo boli.
Przytulam, Was.
Oj boli i wcale nie przestaje boleć. Może tylko ból jest łagodniejszy. Właśnie 8 marca minęły dwa lata, jak straciłam męża. Wszystko w domu, w różnych miejscach, wśród różnych ludzi przypomina mi ukochanego. Brak mi jego uśmiechu, spojrzenia, zapachu, brak mi jego dobroci i bliskości. Strata, której nic nie zastąpi. Boli.

baburka
04-07-2011, 17:48
Właśnie 8 marca minęły dwa lata, jak straciłam męża. Wszystko w domu, w różnych miejscach, wśród różnych ludzi przypomina mi ukochanego. Brak mi jego uśmiechu, spojrzenia, zapachu, brak mi jego dobroci i bliskości.
Bądź wdzięczna losowi, że obdarzył Cię tak hojnie. Wiele/wielu spośród nas nie doświadczyło szczęścia szczerej i trwałej miłości. Już sam fakt, że jej zaznałaś, stawia Cię na wygranej pozycji. Nie odczytaj moich słów jako kąśliwość, a spróbuj spojrzeć na swoje życie od nakreślonej strony.
Swoją drogą bardzo Ci współczuję.

ansty
04-07-2011, 21:27
Kochane PANIE!!! Spójrzcie proszę wokół siebie - wśród przyjaciół, znajomych, sąsiadów z bloku czy ulicy - ile jest NAS - WDÓW!!!! To przerażające!! Ja mieszkam na podmiejskiej wsi, do głównej drogi Cieszyn-Wisła prowadzi moja droga - długości ok.800 metrów, i zadałam sobie trud i policzyłam NAS - z niewielkimi dodatkami bocznych dróżek, naliczyłam 36 WDÓW!! I to w różnym wieku - od staruszek, poprzez wiek średni, po całkiem młode kobiety, wychowujące z trudem swoje dzieci . Należy się zastanowić, jaka jest przyczyna - czy panowie tak jak mój mąż bagatelizują sobie swoje dolegliwości, czy są słabszego zdrowia bo palą i piją??Czy też jest prawdą powiedzenie o palącej się świecy??? Ja byłam już kilkakrotnie o krok czy kroczek od zaświatów, a jednak jeszcze TU jestem - a mój mąż zawsze zdrowy,nie stroniący od uciech życiowych, optymista - i co? Już 10 rok leci jak go nie ma!!! Czas naprawdę goi rany, nawet te ciężkie, niespodziewane - ale to trzeba przeżyć i przetrzymać!!!! Pozdrawiam ciepło i serdecznie!!

192.100.112.xxx
18-08-2011, 16:26
Boli - zmarł mój najwspanialszy pod słońcem dziadek, był mi jak ojciec, zmarł zaledwie tydzień temu w szpitalu po 4 dniach od przyjazdu na szczęście dane mi było być przy nim w ostatnich chwilach przytomności w szpitalu i jeszcze przed nim kiedy nic nie zapowiadało tragedii, tyle moje, Bóg dał mi te chwile, wierzę w to bo równie dobrze mogło mnie nie być przy nim w tych ciężkich chwilach, na zawsze w pamięci pozostaną jego ostatnie spojrzenia, radość z powodu mojego przyjazdu, rozmowy. Spedzilem rowniez z nim 4 dni kiedy byl juz polprzytomny - to wszystko za malo, brakuje mi tych chwil i jego samego, placze kilka razy dziennie, w pracy rowniez pojawiaja sie lzy, boli mnie bardzo to ze nie umarl lekko na pewno czol bol i inne dolegliwosci chociazby zwiazane z niemoznoscia oddychania bez aparatury czy niemoznosci napicia sie wody. Mam tylko nadzieje ze moja obecnosc w tych dla niego tragicznych chwilach choc troche mu pomogla, mimo iz pewnie nie byl swiadomy do konca tego co sie wokol niego dzieje, gdybym mial wyrazic to co teraz czuje w jednym zdaniu brzmialoby : ODDAJCIE MI DZIADKA

79.139.96.xxx
26-08-2011, 14:27
Podobny temat już był poruszany, choć jest on jednak stale aktualny.
http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-co-robic-by-mniej-cierpiec-po-stracie-bliskiej-osoby-1475.html
Moim zdaniem inaczej podchodzi się do straty bliskiej osoby w wyniku nagłego zdarzenia np. wypadku. Gwałtowny szok, trauma. Inaczej gdy jest to już długotrwała choroba i powiedzmy dochodzi do tego zaawansowany wiek bliskiego. Jesteśmy wówczas przygotowani do tego zdarzenia.



Uwierz mi, że nigdy nie jest się gotowym na odejście kogoś bliskiego, nawet wtedy gdy długo walczy z chorobą. Wiem coś o tym.

baburka
26-08-2011, 20:07
nigdy nie jest się gotowym na odejście kogoś bliskiego, nawet wtedy gdy długo walczy z chorobą. Wiem coś o tym.
A potem niespodziewany (!) brak wlecze się miesiącami:((( Nie umiem przywyknąć do braku mojej 83letniej mamy, z którą nigdy nie łączyły mnie szczególnie przyjazne relacje. Była , po prostu była...

82.177.69.xxx
05-06-2012, 13:04
Nie mowcie mi , ze czas goi rany.... nie mowcie mi, ze juz nie cierpi...lepiej nic nie mowcie.Wraz ze smiercia mojego syna umarla we mnie jego czastka.....

aniak2015
06-06-2012, 17:45
Witam.Śmierć w rodzinie jak sobie poradzić z żałobą.
Żałoba po stracie najbliższej osoby tak jak u mnie męża trwała rok.Był to najgorszy okres w moim życiu,nie umiałam sobie przetłumaczyć tego,dlaczego tak nagle odszedł i zrozumieć czemu mnie to spotkało?Teraz minęło dwa lata i pustka w sercu,która została ona się nigdy nie zapełni.
Jest pewne ,że gdy odchodzi osoba którą się kocha,zostanie w naszej pamięci i będzie nam zawsze.........brakowało.
I nawet upływający czas nie zagoi tej rany,która cały czas się jątrzy....Anna

78.9.73.xxx
29-06-2013, 15:16
Czas jest najlepszym lekarzem??
Nie wiem czy to aż tak do końca prawda:( ja w obrębie 2 miesięcy straciłam tesciowa i moją mamę:( Ledwo pogodziłam się z jedną śmiercią kolejna nadeszła:( W sercu noszę straszny ból nie wiem jak mam sobie poradzić?

Joanna49W.
30-06-2013, 12:04
Moja droga!!!!Bardzo Cie rozumiem.U mnie było podobnie.Ojciec zmarł 2 stycznia (x-lat wstecz) a moja mama po10-ciu dniach.Ból podwójny.Mogiła podwójna.Czas to tylko działa jak pigułka uspokajająca.Krótko potem zmarł nagle mój mąż,Wtedy wpadłam w depresję.Chciałam popełnić samobójstwo.Idąc ulicą patrzyłam jadące ulicami miasta ciężkie tiry.Strasznie mnie dręczyły myśli,jak jednym ruchem rzucić się pod koło tej ciężkiej maszyny.Zawsze obok mnie stały moje dzieci i to mnie powstrzymywało.Brałam leki uspokajające,przez pół roku.Dopiero po pewnym okresie czasu doszłam do wniosku że nie mogę tego zrobić moim dzieciom.
Moja rada -musisz brać leki uspokajające przez jakiś czas.Znajdź sobie zainteresowanie. Dużo przebywaj wśród ludzi.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
Joanna

danik
10-07-2013, 22:24
Przeczytałam z dużą uwagą Wasze wypowiedzi- szacun. Niektóre osoby znam ze spotkania w realu w Krakowie. W tym roku straciłam nagle syna w wieku 37 lat za granicą, był człowiekiem uczuciowym i wrażliwym. .Od 08.04 .2013 do 03.05.2013 wiedziałam , że zaginął i nic poza tym . Szukałam pomocy u Itaka i p. Jackowskiego, czułam że są ze mną, a to dużo. 30.04.2013 będąc w Trzebini wstąpiłam do Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej i tak bardzo prosiłam aby rzeka oddała mi syna. W tych trudnych chwilach moim oparciem był drugi syn, który przebywa za granicą, to on urnę z prochami przywiózł do kraju. Syn wszelkie formalności załatwiał za granicą , a ja w kraju/ identyfikację w oparciu o kartotekę u stomatologa, wszelkie tłumaczenia i decyzję na wwóz do kraju/ chylę czoła przed ludźmi z urzędu miasta i stomatologiem. Pan biologiczny zjawił się w momencie przywozu urny do kraju i o dziwo partycypował w kosztach pogrzebowych w kraju w 50%. Syn koszta za granicą w wysokości 3500 EURO pokrył sam, biologiczny nawet nie zapytał, zapytał natomiast o akt zgonu. Zadałam pytanie biologicznemu - „ nie czujesz się winny śmierci syna”, nie uzyskałam odpowiedzi, ale jego mina dała mi odpowiedź. Moja siostra zaoferowała mi pomoc finansową bezzwrotną. W tym tygodniu lecę za granicę , przejdę ostatnią jego drogą i spotkam się z przedstawicielami zakładu w którym pracował. Zakład przesłał kondolencje i kwiaty. W tym wielkim smutku poszukuję chwil miłych i radosnych spędzonych z synem i żyję dla drugiego syna.

Jadzia P.
11-07-2013, 12:19
Danik bardzo Ci współczuję...



.....W tym wielkim smutku poszukuję chwil miłych i radosnych spędzonych z synem i żyję dla drugiego syna.


Życzę Ci abyś pomimo ogromnego smutku odnalazła choć troszkę radości , przecież masz jeszcze jednego syna...masz dla kogo żyć :*
Trzymaj się kochana :*

Malwina
12-07-2013, 21:20
Danielko, radosna Dziewczyno ze zjazdu krakowskiego....to straszne co piszesz i przechodzisz....myślę, ze cisza będzie najbardziej na miejscu...ale wiedz, ze z Twojego postu bije ogromna siła, która jest Twoim sprzymierzeńcem....bardzo serdecznie ogarniam....

79.185.212.xxx
28-03-2017, 10:24
babcia mi odeszła , jeden z mądrzejszych babc jakie chadzaly po swiecie , :-(

83.20.32.xxx
25-08-2017, 03:39
Nie jest łatwo żyć ze świadomością, ze bliskiej osoby już nie ma.
Mnie pomogła dopiero terapia.

Ulamok
23-03-2018, 14:23
Ja w lutym ubiegłego roku pochowałam mamę po 3 miesięcznej chorobie - rak wątroby - byłam w bardzo złym stanie psychicznym w we wrześniu umarł ojciec. W dzień dużo obowiązków zawsze coś dzieje nie ma czasu myśleć ale wieczorem przed zaśnięciem zawsze o nich myślę mimo że minął rok. Nikt z rodziny nie chce o tym rozmawiać - zostałam sama z utratą rodziców muszę się z tym uporać.