PDA

View Full Version : Jak poznaliście swoich mężów, żony, partnerów ?


destiny
18-02-2007, 18:11
Witam !
Forum się rozrasta, że brakuje już czasu na wszystkie tematy i wątki. Dlatego zastanawiałam się, czy dodać ten temat ?
Wydaje mi się, że okoliczności poznania naszych partnerów mogą przywołać wspomnienia dla nas samych, a co dopiero dla potomnych :)
Sama poznałam męża w niezbyt ciekawych okolicznościach...i nie wiem czy pisząc nie zepsułabym swojego wizerunku :D :D :D
To tyle na początek. Są odważne Panie i Panowie ?
Wspominamy ?

bogda
18-02-2007, 18:35
Miła desti...a cóż to za nieciekawe okoliczności... chyba przesadzasz :)

Ja swojego męża poznałam na prywatce, ale nie od razu rzyciliśmy się sobie w ramiona. Początkowo bardzo mnie wkurzał (chociaż był przystojny) swoim zachowaniem.
Ale z biegiem czasu coraz bardziej przekonywał mnie do siebie, że jednak warto na niego zwrócić uwagę.
I tak pomału, pomału się zaczęło..... aż skończyło się ślubem, czego nigdy nie żałowałam. I to byłoby wszystko :)

emka46
18-02-2007, 19:16
Mojego drugiego męża też poznałam w niezbyt ciekawych okolicznościach.Jestem z nim albo on ze mna przeszło 20 lat, o 10lat dłużej niż z pierwszym/siła wyzsza że odszedł/.Jest dobrze,czasami gorzej/przeszłość/,ale jakos zawsze do przodu,czego eszystkim życzę:)

Nika
19-02-2007, 10:31
Pierwszego męża poznałam w tzw.klubie kultury.Stanął w drzwiach, a ja poczułam, że mi kolana miękną.To było takie sycylijskie uderzenie pioruna, o którym M.Puzo pisze w książce "Ojciec chrzestny".Tego dnia wiedziałam, że zostanie moim mężem.Potem przez 2 miesiące nie chciałam się z nim umówić, żeby podgrzać atmosferę i pragnienie zdobycia mnie, choć umierałam z chęci natychmiastowego rzucenia mu się w ramiona.Po roku znajomości pobraliśmy się i byłam najszczęśliwszą kobietą świata.Półtora roku pózniej zginął w wypadku samochodowym...

destiny
19-02-2007, 11:57
Przepraszam dziewczyny nika i emka46 , że zapytam, bo zawsze mnie to ciekawiło, choć wiem że może te pytania są niestosowne :(
Czy ten pierwszy związek ma jakiś wpływ na następny ?
Czy w głębi duszy wraca się i porównuje tego pierwszego partnera/męża do aktualnego ?
Czy trudno jest zaakceptować nowego partnera ?
Jeny, tak bardzo bałabym się zostać sama...dobrze, ze mój mąż jest optymistą i zamierza żyć 115 lat :)...

Nika
19-02-2007, 14:13
Wszystko zależy od tego jak mocne uczucia łączą Cię z pierwszym i drugim partnerem.Nagła strata powoduję, że idealizujemy tego, co odszedł/zmarł/i stawiamy go na piedestale świętości, czasem krzywdząc kolejnego partnera. Ja tak miałam przez pierwszych pięć lat małżeństwa, ale może to dlatego,że nie jest to związek z szalonej miłości jak pierwszy. Z czasem zaprzestałam porównań. Po 21 latach wiem jednak, że tzw. małżeństwo z rozsądku to poroniony pomysł...

qrystyna216
19-02-2007, 14:23
Pewnie,ze sie porownuje.Ja z moim pierwszym mezem rozeszlam sie. Z drugim mieszkalam ponad dwa lata bez slubu, bo balam sie zwiazac na stale. Teraz moge powiedziec, ze niepotrzebnie. Jestesmy razem ponad 25 lat i jest nam razem dobrze, bo jestesmy nie tylko malzenstwem ale przede wszystkim przyjaciolmi.

emka46
19-02-2007, 17:08
Czy ten pierwszy związek ma jakiś wpływ na następny ? Czy w głębi duszy wraca się i porównuje tego pierwszego partnera/męża do aktualnego ? Czy trudno jest zaakceptować nowego partnera ?.
Jeny, tak bardzo bałabym się zostać sama...dobrze, ze mój mąż jest optymistą i zamierza żyć 115 lat :)... W moim przypadku nie miał wpływu.Nie porównywałam.Drugi raz wyszłam za mąż 10 lat po śmierci pierwszego.Złe zapomniałam,dobrego nie bylo dużo.
Jak sie kocha,to akceptuje się wszystko-dobre i złe.
Na pewno każda z nas odczuwa to wszystko inaczej.Tobie życzę też 115 i pozdrawiam:)

destiny
20-02-2007, 14:24
do emka46
Ludzie tak długo nie żyją ! :D
Ja nie mam szans...żadnych !
Borykam się z chorobami od wielu lat, już je nawet polubiłam.
Ba ! Nawet z wiekiem lepiej się czuję niż w młodości :P
A co do życia tak długiego ? Nie, nie, raczej pasuje...
Boję się tylko cierpienia i bycia udręką dla bliskich....to wszystko.
Ale, ale ! to miał być wątek o poznawaniu !!! :D
Zmieniamy temat.

Biedronka
20-02-2007, 22:09
Ja mojego męża poznałam na obozie młodzieżowym. Miał powodzenie i korzystał z tego - podrywał co ładniejsze dziewczyny. Ja trzymałam dystans. Po powrocie z wakacji odszukał mnie, i po roku pobraliśmy się. Nasze małżeństwo trwało 35 lat i jak to w życiu - bywało różnie, ale kochaliśmy się i zawsze mogliśmy na siebie liczyć nawzajem.
Niespełna rok temu mój mąż zmarł na zawał. A ja jestem, ale jakby mnie nie było...

bogda
21-02-2007, 21:42
Biedronko.... głowa do góry....:)

Wiem, że jest ciężko, też to przeżyłam i z tego co mi wiadomo jest nas w podobnej sytuacji bardzo wiele. Takie jest niestety życie.... tylko dlaczego oni tak szybko odchodzą....

Pozdrawiam :)

Nika
22-02-2007, 09:52
:) Biedroneczko, to nie banał, ale prawda,którą osobiście sprawdziłam-czas leczy rany.Podnieś głowę do góry i mimo bólu i cierpienia staraj się odnajdywać choć odrobinkę radości w kazdym zwykłym dniu.To nie jest łatwe, ale warto próbować.Rozdrapywanie ran nie jest najlepszym sposobem na podniesienie się z cierpienia.Na pewno jesteś komuś potrzebna, wykorzystaj to.A my wszyscy jesteśmy z Tobą.Tulimy cię do serca.:)

Biedronka
22-02-2007, 16:08
Kochane, dziękuję za ciepłe słowa, nigdy ich za wiele. Wiem, że czas jest najlepszy na wszystko, ja nie poddaję się, żyję, oddycham, śpię, jem, pracuję, mam dzieci i ukochaną wnuczkę, o której piszę w innym wątku, dbam o działkę, czasami nawet się śmieję. Ale miewam takie chwile, że wyć się chce i już: jakieś skojarzenie, piosenka czy film, wspólnie przeczytana książka i wszystko wraca. Ta trauma jest silniejsza ode mnie. Pewnie minie, za mało widocznie jeszcze czasu upłynęło...
Pozdrawiam.

destiny
26-02-2007, 16:55
Miła desti...a cóż to za nieciekawe okoliczności... chyba przesadzasz :)
Bogda, to nieprawdopodobne, że ten Pan , którego poznałam w lokalu , który nie był trzeźwy (sic!) został po roku znajomości moim mężem !
Tym bardziej, że miałam w tym czasie chłopaka w wojsku.
Widocznie tak chciał los.
Oczywiście, nie najlepiej to świadczy o mnie, bo zostawiłam chłopaka, który miał wyjść na wiosnę z wojska , snuliśmy jakieś wspólne plany..a ja tak podle postąpiłam.
Dziś , z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie żałuje swojej decyzji, choć...:)

bogda
26-02-2007, 22:00
Desti :)

Niezbadane są ścieżki naszego życia i losu, nigdy nie wiemy co czai się za rogiem... A widzisz, jednak nie żałujesz, choć nie wiadomo jak byłoby z tym drugim... Ale tego nigdy się nie dowiesz ani Ty ani ja. Wybory zawsze są trudne, ale musimy ich dokonywać bez przerwy... A Twój Pan musiał cię czymś zauroczyć.... inaczej byś go nie wybrała.

Pozdrawiam :)

Lila
27-02-2007, 20:21
Niech i ja dorzucę swoje 3 grosze ,do Waszych romantycznych uniesień..

Wy tak jakoś romantycznie,a ja ?
Ja zostałam najzwyczajniej w świecie wrobiona.I to przez kogo ? Przez przyjaciółkę,z którą przesiedziałam 4 lata w jednej ławce liceum..
Ja już tak miałam,że moje przyjaciółki chciały ze mną przebywać.A w owym okresie niejako rozdzieliłyśmy się.Przez chłopaków z różnych środowisk.Ja miałam nie byle kogo...ho..ho..Student drugego roku politechniki - wydział metalurgia.
Oczywiście w tych czasach było to ho..ho..
A moja przyjaciółka miała takiego z kasą.Pracował jako górnik na rudzie / dozór techniczny/ i studiował zaocznie.
A on miał przyjaciela,też nie samotnego -bynajmniej..Więc uradzili ,że we czwórkę bedzie nam raźniej...

Normalne swaty,moje kochane ,o których zainteresowani dowiedzieli się,jak wpadli po uszy...
Przyszedł...jakiś taki..krótko obcięty,co w czasach Beatlesów było co najmniej śmieszne.Ale tak mu było wygodnie ,gdy zakładał hełm górniczy...I poza tym ,wiecie co ? Na pierwszym spotkaniu pchał się z ryjem do mnie !!!!

No nie !!! Ja byłam panna z tzw.dobrego domu ! Byłam oburzona ! I dałam temu wyraz ! ...tak skutecznie,że wystraszyłam chłopaka na pełne 2 miesiące.Spotykaliśmy się prawie codziennie,chodziliśmy do kina,do kawiarni ''Stylowa'' i do ''Empiku ''...a on ? Nic,tylko trzymanie się za rączkę ...
Wiecie jaka byłam sfrustrowana ?
A jednocześnie ,nie wiedzieć kiedy zakochałam się .Imponował mi swoją niebezpieczną pracą,a także ....motocyklem marki MZ..
Ach,te jazdy szalone ! Ja na tylnym siedzeniu,obejmując go wpół ...bez żadnego kasku...
Kwiaty we włosach....o la..la...Jakie to było iękne i niewinne.
No,ale w końcu przestało być niewinne i zaczęła się proza życia...

A co się stało z moim studentem ? Kto to wie? W końcu odpuscił i rozpłynął się gdzieś ...Kto by to pamiętał..

Pozdrawiam - Lila.

destiny
27-02-2007, 21:41
Lila piszesz : No,ale w końcu przestało być niewinne i zaczęła się proza życia...
I co ?...to właśnie jest najpiękniejsze, że tyle lat w jednym związku, że masz 2 cudownych dzieci, że otaczają Cię zwierzęta, że możesz pomóc innym...
A ja Ci zazdroszczę ...tego kwiatuszka, co dostajesz każdego tygodnia !
I nie pisz mi, że to to przyzwyczajenie, bo ja mojego...jakoś nie mogę do tego przyzwyczaić :P
A te psioczenie na mężów, to chyba już mamy we krwi :(
W gruncie rzeczy nie wyobrażamy sobie życia w samotności.
Czasami tylko sobie pomarzymy i powspominamy...

I jak poznałam Nike, to zaraz przypomniał mi sie Kraków w kilku odsłonach...od zwykłych wycieczek z okresu Szkoły Podstawowej aż do czasu ,kiedy bliska mi była AGH i Nowa Huta...
Jednak młodość to cudowna sprawa. I skąd braliśmy siły na te wszystkie eskapady ???

destiny
06-03-2007, 23:46
Bravo kazikstopa !!!
Nareszcie jeden mężczyzna odważny się znalazł :D
Musiała być piękna ta dziewczyna siedząca obok...
Czy już wcześniej byłeś nią zainteresowany ?
Czy straciłeś głowę dla niej dopiero w Teatrze ?
I nie wnikając w te ..."działania" - dziś wiemy ,że jesteś szczęśliwym mężem :) ...i pewnie ojcem...a może dziadkiem ?

arczia
30-03-2007, 11:18
ha ha ha !!!

destiny
30-03-2007, 11:31
ha ha ha !!!

arczia my, kobiety nie rozumiemy mężczyzn ...:rolleyes:

Czasem wydaje mi się, ze jesteśmy bardziej odważne pisząc w wirtualnym świecie i to chyba nasza jedyna przewaga nad mężczyznami. No, może jeszcze coś by się znalazło !
Wiem, że w realu różnie to bywa...
Oni za to są bardziej praktyczni, a "romantyzm" mają gdzieś głęboko ukryty :)
...chyba, że dotknie ich reumatyzm, a tego to już nie da się ukryć :D

Pozdrawiam miłych gości, czytających te forum :)

hannabarbara
30-03-2007, 13:18
Ah! A ja mam ciągle tylko tego jednego. Zero. porównania! Czasem mnie oczarowuje, czasem złości.Gdy go wybierałam to ważne dla mnie były tylko dwa kryteria. Mój chłopak musiał dobrze tańczyć i grać w brydża na przyzwoitym poziomie.Mimo tego minimalizmu ,żle nie trafiłam.Jesteśmy razem na dobre i na złe. Nieżle wychowaliśmy syna.Boję się tylko, czy swoją paplaniną czegoś nie popsuję. Na wszelki wypadek wybaczcie, że odczynię: tfu!tfu!- na psa urok!

Anielka
30-03-2007, 14:16
Ja swojego męża poznałam w miejscu pracy,tak po prostu.Kiedy przedstawilam go rodzicom,Tatuś mnie ostrzegł,że mój przyszły mąż lubi alkohol.Uważałam,ze mnie kocha i dla mnie przestanie pić.Nie przestrał,pił coraz więcej.Urodziłam syna i to jedyne dobre co mam z tego małżeństwa.Rozstałam sie z moim mężem 14 lat temu,dwa lata temu zmarł/na wlasne zyczenie,był schorowany ale alkohol nadal był w jego zyciu najważniejszy/Od 14 lat jestem sama,czasami zdarza mi sie kogoś poznać,ale na ogół są to mężczyżni ,którzy lubia alkohol.Boję się ze zostanę tak zupełnie sama przecierz jeastem coraz starsza,ale jeżeli miłby to być alkoholik albo jakieś inne dziwactwo to wole być sama

Niezapominajka
30-03-2007, 15:05
Mojego męża poznałam na zabawie. Siedziałam na fortepianie a on poprosił mnie do tańca, zespoczyłam i przeżyłam szok. Ja mam 154 cm. wzrostu o on 184 cm. Było śmiesznie ale jemu to nie przeszkadzało. Żeby się od niego odczepić umówiłam się z nim na końcu Warszawy o godz. 22 (o tej godz. kończyłam praktykę) byłam pewna, że nie przyjdzie, ale przyszedł i jest już 35 lat.

adamus
04-03-2008, 22:10
Ja poznałem moją drugą ( jeszcze nie żonę, ale wkrótce) na portalu matrymonialnym mydwoje. Mam już swoje lata ale dusza dalej młoda. A może ktoś jeszcze poznał swoją drugą połowę na takim portalu?

Jozef 125
21-03-2008, 07:48
A ja swoją Małżonkę poznałem na spartakiadzie młodzieży. Ona wówczas znana zawodniczka Cracovi, reprezentamtka Polski a ja taki tam siatkarzyna Nadwiślanu Kraków. Zafascynowały mnie Jej długie nogi i ... osobowość. Dzisiaj jesteśmy emerytami, mamy dorosłych synów i ...wnuki. Wspólne 38 lat minęło jak z bicza strzelił.

renet
23-04-2008, 09:39
Ja swojego partnera poznalam 19 lat temu w pracy byl jednym z klientow knajpy gdzie pracowalam, zaczelo się od podwiezienia do domu po pracy i tak już zostało.

monia
02-03-2009, 21:27
A ja na cmentarzu zapalil znicze bo moje zapalki byly mokre.

Wodniczka
02-03-2009, 21:38
Miła Desti...ja swojego męża poznałam na zabawie wiejskiej, był dobrym tancerzem , jak zatańczyliśmy walca ...to skończyliśmy na Tangu o bladym świcie.Znajomość się rozwijała., dalej ..i dalej , aż doszło do zaręczyn no i stało się ...i trwało przez 12,5 roku..nie poradziłam sobie "ze szklaną rywalką" i to rozwiało nasze małżeństwo z którego urodziło się dwoje dzieci córka i po 3 latach syn..teraz każde z nich ma swoją rodzinę i dzieci ..A ja mieszkam z córką .... Książkę można by napisać co działo się dalej....? choroba, operacja , nowa czteroletnia znajomość,która skończyła się niepowodzeniem..,bo partner się "wypalił w wieku 58 lat" ?????

Wodniczka
02-03-2009, 21:42
Adamus... ja drugiego partnera poznałam na portalu Sympatia...
dużo podróżowaliśmy...pamiętny był ostatni wyjazd do Kamiennego Potoku na ul,. Mazowieckiej...ale , no właśnie ale i na tym się skończyło.

Anna G
08-03-2009, 16:04
Ja swojego meza poznalam na szkolenej zabawie, tak nam bylo ze soba dobrze, ze w lutym minela 41 rocznica naszego wspolnego i dalej mimo wielu przeciwnosci losu, szczesliwego zycia!

Frezja
08-03-2009, 16:12
Mój przyszły mąż przychodził codziennie, grywał w szachy z moim bratem i nie mówił nic......... Czy to się z czymś kojarzy? Tak właśnie poznałam mojego przyszłego męża.;)

ostatek
08-03-2009, 17:08
Ech, przyznam się... a co mi tam... udowodnię teorię: "co ma wisieć, nie utonie".
Osiemnaście lat miałam i "pirszoroczniak" byłam. Mieszkańcy akademików pamiętają okrzyki na korytarzach: "obiad na ...... kupię", "czwartego do brydża szukam"... Koleżanka z pokoju obok, zamiast krzyczeć, zajrzała do mnie. Pomyślała, że mogę być obecna, nasz rok odrabiał dodatkowe zajęcia - nie powiem jakie. Byłam i w brydża cięłam nieźle. Papierosy i szklankę z kawą w dłoń... nawet oka nie podmalowałam; myślałam, że brydżyk babski będzie. A tam - 186 cm wzrostu, włoski blond, oczy niebieskie, granatowy mundur z paskami na rękawach (szkółka warszawska)... ech, grałam jak ostatnia noga... każdy karciany król miał oczy niebieskie, każdy as...
I nic... minęło siedem czy osiem lat, spotkaliśmy się w zakładzie pracy... i znów nic... zaiskrzyło po kilku latach. Olśnienie i pełna iluminacja... od tamtego dnia nie rozstajemy się... przewróciliśmy dwa życia do góry nogami, sprzed ołtarza (prawie) innemu uciekłam...
A życie? Cóż, jak to życie: trochę dobre, trochę złe... nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo... ale: "co ma wisieć, nie utonie". :) ;) :)
Obrączki nie noszę, uczulona na złoto jestem, :mad: trzyma mnie niewidzialna smycz, jeden człon nazwiska i ...

Ewa 7.
09-03-2009, 19:35
Każda śmierć,zostawia za sobą smutek .Lecz nagła śmierć jest ogromną tragedią dla najbliższych spadającą jak grom z jasnego nieba.
Wiem,że pogodzić się z tym jest bardzo ciężko , ja to przeżyłam dziewięć lat temu /w Święta Wielkanocne...mój mąż miał zawał gdy byliśmy 300km od domu /potrzebowałam 5lat by zaakceptować..los./..,rzuciłam się w wir pracy .Mój błąd-nie miałam ochoty wychodzić nigdzie,a Biedroczko trzeba wyjść do ludzi i choć płakać się chce uśmiechnąć, się do góry głowa będzie dobrze .

granny
09-03-2009, 20:36
Jak go poznałam, mówił tubalnym, pięknym głosem, miał tylko 176 cm wzrostu, na obozie młodzieżowym, ja miałam dekolt ogromny i sukienkę z milanówka no i zatańczyliśmy.
Latał na szybowcach, był szermierzem, jeżdził na motocklu IFA BK 350, na którym zjezdziliśmy całą Polskę. Pływał, był sternikiem, jezdził na nartach, a w życiu nie brylował, głos stracił swoją barwę po 25 latach, motocykl zamienił na kolejne samochody, nie latał już na szybowcach, mój dekolt mu spowszedniał. Jedno co zrobił dobrze to zapewnił ciągłośc rodu, jakkolwiek nie w linii męskiej.

Karo1949
09-03-2009, 21:05
W pociągu na trasie Warszawa - Gdański rok 1972 - czerwiec. Były wysokim brunetem, kręcony włos. Orzechowe oczy duże - strzeliło mnie, gdy pierwszy raz na mnie spojrzał i tak mi zostało do jego śmierci, Hmmm:)

zynagra
09-03-2009, 21:26
ja owdowiałam gdy miałam 35 lat,mąż był po operacji zastawek ,zmarł 13 letniemu synowi na rękach .ja byłam w pracy.syn przeżył strasznie śmierć męża .nie byliśmy ze sobą zbyt długo.ale żyliśmy intensywnie.poznaliśmy się dzięki mojemu ciotecznemu bratu.i trafił w nas od pierwszego wejrzenia piorun,nie rozstawaliśmy się prawie nigdy ,pobraliśmy się po 18 miesiącach.mieszkaliśmy z rodzicami na tak zwanej'' kupie''.raz było lepiej raz gorzej,jak w życiu .a później choroba przyszła, szpitale ,renta w młodym wieku ,operacja.nadzieja na lepsze ,która pękła jak mydlana bańka.i. dalej już ciągnęłam ten wózek sama.i tak upłynęło życie.syn ,praca ,dom.teraz tylko dom,puste ściany .samotność która często mnie dopada.ale idzie lepsze .k.s. daje mi trochę rozrywki .zaczynam dobrze się bawić na forum.i może przestanę być już taka sama .chociaż w małej części.

Dzanina-1
19-03-2009, 09:06
Ja mojego męża poznałam jeszcze w szkole. Przyszłam na praktykę do naszego zakładu i on mnie ciągle pociągał za kucyki.Był odemnie starszy więc nie zwracałam na niego uwagi. Później po latach spotkaliśmy się znowu przypadkiem. On myślał że jestem już mężatką i tak zaczęło się od nowa. Byliśmy małżeństwem 24 lat. 12 lat temu zmarł.