PDA

View Full Version : Nieziemsko fajne sąsiedztwo


woti
15-09-2009, 20:24
Sąsiedzi są różni. Jeśli "normalni" to się o nich rzadko myśli, a jeśli denerwują - narzekamy coraz głośniej. Czasem "obsmarujemy", choćby na forum. Tym razem chcę opisać inny przypadek i zapytać, czy spotkało Was coś podobnego?
Dzisiejszy wieczór. Sygnał domofonu. Żona patrzy na mnie - spodziewasz się kogoś?
- Nie.
Żona zamiast zapytać, machinalnie naciska klawisz "wpuść". I dopiero potem pyta "kto zacz". Kobiecy głos. Zaczynam się pocić ;)
Pani u drzwi - żadne z nas jej nie zna - wali prosto z mostu:
- Czy mogła bym prosić o szczepkę "anginki" z państwa balkonu? Bardzo mi się podoba, taka dorodna...
Żona idzie urwać szczyt naszej "chluby", a ja, takoż prosto z mostu:
- Ma pani odwagę.
- A dlaczego?
- Bo mało kto w dzisiejszych czasach odważa się na podobne zachowanie. Oczywiście bardzo mi się to spodobało, ale jednak wiem, że to rzadkość.
- Ja tam nie odmówiła bym obcemu takiego drobiazgu...
Rozstaliśmy się w uśmiechach.
Tak mnie ta sytuacja zaskoczyła (pozytywnie), że od razu zapragnąłem zapytać innych o zdanie. I co Wy na to?

Jadzia_G
15-09-2009, 21:10
Sąsiedzi są różni. Jeśli "normalni" to się o nich rzadko myśli, a jeśli denerwują - narzekamy coraz głośniej. Czasem "obsmarujemy", choćby na forum. Tym razem chcę opisać inny przypadek i zapytać, czy spotkało Was coś podobnego?
Dzisiejszy wieczór. Sygnał domofonu. Żona patrzy na mnie - spodziewasz się kogoś?
- Nie.
Żona zamiast zapytać, machinalnie naciska klawisz "wpuść". I dopiero potem pyta "kto zacz". Kobiecy głos. Zaczynam się pocić ;)
Pani u drzwi - żadne z nas jej nie zna - wali prosto z mostu:
- Czy mogła bym prosić o szczepkę "anginki" z państwa balkonu? Bardzo mi się podoba, taka dorodna...
Żona idzie urwać szczyt naszej "chluby", a ja, takoż prosto z mostu:
- Ma pani odwagę.
- A dlaczego?
- Bo mało kto w dzisiejszych czasach odważa się na podobne zachowanie. Oczywiście bardzo mi się to spodobało, ale jednak wiem, że to rzadkość.
- Ja tam nie odmówiła bym obcemu takiego drobiazgu...
Rozstaliśmy się w uśmiechach.
Tak mnie ta sytuacja zaskoczyła (pozytywnie), że od razu zapragnąłem zapytać innych o zdanie. I co Wy na to?
Jeśli znacie Panią i wiecie że to naprawde jest sąsiadka to wszystko OK ale.....równie dobrze mogła by to być osoba która chciała zrobić rekonesans jak jest w domu ...(np. złodziejka) gdyby żona była sama - poszłaby po odszczepkę na balkon a Pani .....!! no właśnie. Może jestem zbyt podejrzliwa, ale tyle się słyszy na ten temat. Pozdrawiam.

woti
15-09-2009, 21:14
Tak, zupełnie możliwe. Całkiem słuszna uwaga. Sam zawsze przestrzegam rodziców (mieszkają osobno), aby uważali z takimi sytuacjami. Jednakże:
a/ pora była nietypowa dla "ataków szubrawców" = późne popołudnie, z reguły "wszyscy o takich godzinach są w domu" ("Cyganki" uprawiają swój proceder w godzinach pracy);
b/ żona, gdyby była sama, na pewno nie wpuściła by rzeczonej damy za próg;
c/ korzystając z naszej przewagi liczebnej - nie zawsze musimy byc podejrzliwi :)

Pani Slowikowa
15-09-2009, 21:26
Sasiadka mogla sie zapytac o szcepke przez domofon.. i nie byloby tego dylematu. :)

woti
15-09-2009, 21:50
Kochane i -ni: Tak naprawdę założyłem ten wątek "ku pokrzepieniu serc", z radości, że są jeszcze "normalni" ludzie na tym świecie, którzy nie boją się wyrazić swych pragnień, swojej ciekawości okazać i WIERZĄ, że są im podobni "dobrzy ludzie". Oczywiście cieszę się, że zwracacie uwagę na zagrożenia. O tym nigdy za dużo przypominania na portalu jak ten - z nami prawie jak z dziećmi :D Ale my naprawdę zachowalismy się ostrożnie - wszak było nas dwoje, a ja nie jestem chłop byle jaki :rolleyes:
No, a sięgnąć przez balustradę nie mogła, bo za wysoko.
To może ktoś opowie o innym równie miłym zdarzeniu? Wszak nasze otoczenie to nie jedynie złodzieje!

sarna2
15-09-2009, 21:56
Czasy, wiek, samotność zmuszają nas do ostrożności. Jesteśmy zastraszani przez wiadomości z mediów, opowiadań sasiedzkich,doświadczeń znajomych. Myślę,że fajnie być otwartym na życzliwość i dobroć, tylko ile ludzi w ten sposób zostało oszukanych?

Pani Slowikowa
15-09-2009, 22:40
Kochane i -ni: Tak naprawdę założyłem ten wątek "ku pokrzepieniu serc", z radości, że są jeszcze "normalni" ludzie na tym świecie, którzy nie boją się wyrazić swych pragnień, swojej ciekawości okazać i WIERZĄ, że są im podobni "dobrzy ludzie". Oczywiście cieszę się, że zwracacie uwagę na zagrożenia. O tym nigdy za dużo przypominania na portalu jak ten - z nami prawie jak z dziećmi :D Ale my naprawdę zachowalismy się ostrożnie - wszak było nas dwoje, a ja nie jestem chłop byle jaki :rolleyes:
No, a sięgnąć przez balustradę nie mogła, bo za wysoko.
To może ktoś opowie o innym równie miłym zdarzeniu? Wszak nasze otoczenie to nie jedynie złodzieje!


Cudownie miec jest fajnych sasiadow i byc z nimi szczerzy i besposredni ale....... takie bezobcesowe zachowanie mimo to wydaje mi sie lekko nietaktowne..
No trudno

BarbaraK
16-09-2009, 02:03
U mojej sąsiadki jak jeszcze mieszkalam w Lodzi,były moje klucze tak na wszelki wypadek gdyby coś się stalo.
Przyszłam kiedyś z pracy a w kuchni na stole stoją kluski na parze ,których ja nie robiłam nigdy.Zaznaczam że były to czasy,kiedy jeszcze takich dobrych w sklepach nie było,a może jeszcze wcale.Miłe zaskoczenie.

Pani Slowikowa
16-09-2009, 02:13
Wiesz Basiu, a mnie byloby nieswojo ze klucze ktore dalam sasiadce tylko w ramach "na wszelki wypadek" zostaly uzyte w innej okazji. Nawet jezeli to milo ze o tobie pomyslala z tymi kluskami to taka ingerencja w moja prywatnosc bylaby dla mnie szokiem..
Uwazam ze dobre sasiedztwo nie musi koniecznie rownac sie ze zbytnim spoufalaniem sie.
Nawet jak to jest rodzina czy bardzo bliska przyjaciolka.. takt to mus.

Mavronka Freydis
16-09-2009, 04:01
Nawet jezeli to milo ze o tobie pomyslala z tymi kluskami to taka ingerencja w moja prywatnosc bylaby dla mnie szokiem...
Sasiadka znala "bachakuj" lepiej niz my dlatego wyszla na przeciw jej oczekiwaniom. Gdyby bylo inaczej to nie poznalibysmy tej histori.

tadeusz50
16-09-2009, 07:05
Dobry i zaufany sąsiad lepszy niż najlepsze zamki i alarmy. Wiąże się to z zaufaniem wzajemnym. Przed laty gdy mieszkałem gdzie indziej na czas wyjazdów urlopowych zostawialiśmy sobie wzajemnie klucze. Podobnie teraz, z tym że wybór mniejszy ale i tak to robię.

woti
16-09-2009, 11:27
Tadeusz postępuje jak "normalny" - takie jest moje zdanie. Nie mam aż tak zaufanych sąsiadów, ale cóż poradzi wyjący alarm czy szczekający pies (zgroza zamknąć psa w mieszkaniu!), jeśli sasiad nie odważy się wyściubić nosa poza swoje drzwi?
Nie tylko w naszym pokoleniu (50+) ludzie boja się własnego cienia - a na strachu żerują bandziory i oszuści.
Załóżmy, że puka Cyganka/Cygan z kilkoma fajnymi patelniami w ręku. Być może okazja kupienia dobrej rzeczy - ale to Cygan... Stereotypowo hipnotyzuje i okrada (http://www.zgapa.pl/data_files/referat_3612.html). Ale chciało by sie mieć taką "srebrną" patelnie... Babcia tak chwaliła... Odmawiamy jednak, bo się boimy. Może słusznie. A przecież recepta prosta - pukamu do drzwi sąsiadki i zapraszamy na prezentację :)
Wiem, że dziś to w zasadzie marzenie. Jestem jednym z nielicznych, którzy wpuszczą do domu ankietera biura badań opinii - lubię pogadać i WIEM, że dzisiaj jest O WIELE BEZPIECZNIEJ niż w latach 70, 80, 90-tych (skąd? - wiem z dobrych źródeł). Ale w prasie wciąż piszą o wypadkach - dawniej nie pisali...
A przecież dzisiaj NIE musimy bać się tak bardzo ani obcego (przespacerujcie się po komisach i lombardach - złodziej nie bardzo się dzisiaj może wzbogacić na AGD), anio sąsiada (o czym ma donieść i komu?). Ale nam, wychowanym w "poprzedniej" rzeczywistości, szczególnie doświadczonym w latach 80-tych ("cofka" w stosunku do fajnych lat 70-tych) trudno przyzwyczaić się, że JEST LEPIEJ. I fundujemy sobie STRACH, brak zaufania, w koncu niechęć jawną lub ukryta wobec bliźnich. Czasem nawet wobec najbliższych. I po co? Nie lepiej, jak postępowała moja Ciocia-Babcia ufać ludziom (w rozsądnie ograniczony sposób) i pomagać innym, bo dziś ja pomogę - jutro może ktoś zupełnie obcy pomoże mnie. Ona PRZEŻYŁA okupację i trudne lata powojenne, włącznie z wizytami POWOJENNYCH "leśnych" i Ruskich w domu!

Lila
16-09-2009, 11:40
Fajnie jest ufać...Ja to robię, bo muszę.
Choć od czasu gdy niewiasta sprzątająca u mnie od dwóch lat, gwizdnęła mi bransoletkę będącą w rodzinie od stu lat, zaufanie mam ograniczone.

Basia.
16-09-2009, 12:33
Mam na stałe klucze od mieszkania mojej sąsiadki, znamy się od 40 lat, mamy do siebie zaufanie. :) Ostrożnym bardzo trzeba być, kiedyś nie było domokrążców teraz jest ich dużo i nie zawsze są uczciwi. W moim budynku jest monitoring i całodobowa ochrona, dzięki temu policja mogła ująć naciągaczy, którzy szukając łatwego zarobku dzwonili do drzwi mieszkańców oferując im "przeróżne okazje", brali od starszych, ufnych ludzi zaliczki na swoje "cudeńka".

Pani Slowikowa
16-09-2009, 16:06
Moi sasiedzi tez maja klucze do mojego domu.. Nie wiem co zrobilabym bez moich wspanialych sasiadow?
Jest jednak niepisane prawo ze czlowiek ktoremu sie zaufalo i dalo "klucz do twojego zycia"... nie naduzyje zaufania ..

Ja mowie o takcie a nie o uczciwosci.:rolleyes:

Cale zycie gdziekolwiek mieszkalam , moi sasiedzi przemieniali sie w dozywotnych przyjaciol. Taka juz chyba tradycja rodzinna bo to samo bylo z moimi rodzicami. Do tego stopnia ze w czasie PW ratowali sobie nawzajem zycie .

Nigdy jednak nikt nie posunal sie do wejscia do mojego domu bez mojej wiedzy.Nawet zeby zrobic mi mila niespodzianke.

Wielu jest domokrazcow ktorzy musza sprzedawac po domach i wiele z nich jest uczciwymi ludzmi ( nawet Cyganie) ale wiele ludzi tak zwanych zaufanych nie tylko sprzatna mieszkanie ale i przy okazji sprzatna jakas zlota branzoletke ( vedi Lila) czy zniszcza cos w domu wartosciowego i ukryja fakt.

Ja w kazdym razie jestem beznadziejnie naiwna i wierze w dobra wole wszystkich.

Nawet zlodziei:D :D

jolita
16-09-2009, 22:13
Wydaje mi się, że już moje przemyślenia n.t. sąsiadów opisywałam, ale.... chcecie - to poczytajcie...
Mieszkam w domu choć 4-piętrowym to z racji ilości mieszkań (34) można chyba nazwać "blokiem". Jeszcze wiele osób (choć ilość topnieje...) zamieszkuje w nim wraz ze mną ponad 40 lat. Częstokroć zastanawiałam się i nadal to robię nad przyczyną serdeczności i życzliwości z jaką można spotkać się tu na każdym kroku...Czy położenie...(tuż przy t.zw. parku krajobrazowym) czy pamięć dla radości z jaką odbieraliśmy klucze do swego "m" czy bądź co bądź bezstresowość żywota emeryckiego. Chyba sielskość otoczenia sprawiła, że od pierwszego niemal dnia zamieszkania wymieniamy między sobą ukłony z każdym rokiem życzliwsze i z coraz powiększającym się dialogiem.
Może efektem sielanki jest to że nasze "układy" nie sprowadzają się do spotkań towarzyskich a w większości we wzajemnej życzliwości i "pomocności".
Klucze...ja mam w 2 miejscach, sama posiadam 3 komplety.
Gdy zdarzyła się konieczność zaopiekowania przez dni kilka moim kotkiem - nie było problemu! Gdy dodźwigam do progu domu zakupy - nie ma problemu, że sąsiad doniesie je pod drzwi. Gdy moja M. (94!) spaceruje przed domem - jakkolwiek nie mam na to wglądu - wiem że jest strzeżona...
Och, nie chciałabym zapeszyć, ale to jest poprostu sielanka!

jakempa
16-09-2009, 23:40
Ja mieszkam w 4-piętrowym bloku, ale jest tu tylko 10 mieszkań, dawniej wszyscy dobrze się znali i w razie potrzeby wzajemnie sobie pomagali. Niestety z dawnych sąsiadow pozostało nas tylko w 3 mieszkaniach, z tego jedno się nie liczy, bo sąsiadka została sama i odizolowała się od wszystkich, kiedy zimą długo jej nie widziałam, zaniepokojona poszłam zapytać czy przypadkiem nie choruje, to mi powiedziala ,że nie życzy sobie wizyt.Z tą jedną utrzymuję kontakty i powierzam jej mieszkanie, kiedy gdzieś wyjeżdżam. Nowi lokatorzy, którzy kupili tu mieszkania poza ''dzień dobry'' nie zamieniają słowa,

inka-ni
17-09-2009, 00:07
To mnie przeraża ta hermetycność w blokowiskach.Mieszkalam w 4-ro pętrowym bloku 3-y klatkowym.Jakos kazdy mial sąsiadów,którym powierzalo się zapasowe klucz.Ja będąc sama zostawialam klucze,jak gdzies wyjężdzalam,w razie awarii,zawsze byl dostęp.Sama jak byly wakacje sąsiedzi prowadzili obozy i przez dwa miesiące mialam klucze podlawalam kwiaty dokarmialam rybki,kanarka,z którym się zaprzyjaznilam,wkladająć palec,przez pręciki siadal na palu i dziobkiem skubal i skrzydelkami machal.Tak się z nim zbawialam.Czasem mialm od dwuch mieszkan klucze.Oczywiscie po mieszkaniu chodzilam okna otwieralam,by przwietrzyc mieszkanie.Nigdy jednak nie zaglądalm do szaf czy szafek.Może dzis ludzie mają majątki i boją sie siebie nawzajem.Teraz tu gdzie miszkam jest stale przeplyw nowych mlodych lokatorów,których się nie zna.Blok 10-io piętrowy.

Lila
17-09-2009, 00:11
Ja nikomu kluczy zostawić nie mogę. Zresztą i tak dom otwarty jest.:)
I nie sądzę aby ktokolwiek kwapił się do podlewania mi kwiatków. Hmmm...moje psy . Mogą się wkurzyć, i co?

Pani Slowikowa
17-09-2009, 00:44
Ja nikomu kluczy zostawić nie mogę. Zresztą i tak dom otwarty jest.:)
I nie sądzę aby ktokolwiek kwapił się do podlewania mi kwiatków. Hmmm...moje psy . Mogą się wkurzyć, i co?



eeee tam Lila, jak chcesz to ja moge ci popodlewac.....
psow nie boje sie zupelnie:)

Lila
17-09-2009, 00:48
eeee tam Lila, jak chcesz to ja moge ci popodlewac.....
psow nie boje sie zupelnie:)
Nie bądź taka Emilia Plater.:D
Moje badziewie jak się wkurzy, to straszliwe jest,choć wygląda śmisznie, poza osobnikiem alfa z Warszawy . No i Nero, jeszcze ma oznaki dawnej świetności.
Mogą zostawić tylko buty gościa, a i to jak będą ze skóry ekologicznej.:D

Pani Slowikowa
17-09-2009, 00:54
Nie bądź taka Emilia Plater.:D
Moje badziewie jak się wkurzy, to straszliwe jest,choć wygląda śmisznie, poza osobnikiem alfa z Warszawy . No i Nero, jeszcze ma oznaki dawnej świetności.
Mogą zostawić tylko buty gościa, a i to jak będą ze skóry ekologicznej.:D



a bo co?? emilia Plater tez psow sie nie bala?? nie wiedzialam:D
W kazdym razie chyba przedstawilabys mnie im najpierw nie??

BarbaraK
17-09-2009, 00:57
Moi sasiedzi tez maja klucze do mojego domu.. Nie wiem co zrobilabym bez moich wspanialych sasiadow?
Jest jednak niepisane prawo ze czlowiek ktoremu sie zaufalo i dalo "klucz do twojego zycia"... nie naduzyje zaufania ..

Ja mowie o takcie a nie o uczciwosci.:rolleyes:

Cale zycie gdziekolwiek mieszkalam , moi sasiedzi przemieniali sie w dozywotnych przyjaciol. Taka juz chyba tradycja rodzinna bo to samo bylo z moimi rodzicami. Do tego stopnia ze w czasie PW ratowali sobie nawzajem zycie .

Nigdy jednak nikt nie posunal sie do wejscia do mojego domu bez mojej wiedzy.Nawet zeby zrobic mi mila niespodzianke.

Wielu jest domokrazcow ktorzy musza sprzedawac po domach i wiele z nich jest uczciwymi ludzmi ( nawet Cyganie) ale wiele ludzi tak zwanych zaufanych nie tylko sprzatna mieszkanie ale i przy okazji sprzatna jakas zlota branzoletke ( vedi Lila) czy zniszcza cos w domu wartosciowego i ukryja fakt.

Ja w kazdym razie jestem beznadziejnie naiwna i wierze w dobra wole wszystkich.

Nawet zlodziei:D :D
To jak ma się to do tego,że nadużyła mego zaufania?
Jeżeli ja jej zaufałam i zostawiłam klucze,to uważam ten jej gest za sympatyczny.
Mimo że to była sąsiadka,a nie przyjaciólka.
Nie wszystkim ciekawskim w rodzinie powierzylabym klucze.

Pani Slowikowa
17-09-2009, 01:02
To jak ma się to do tego,że nadużyła mego zaufania?
Jeżeli ja jej zaufałam i zostawiłam klucze,to uważam ten jej gest za sympatyczny.
Mimo że to była sąsiadka,a nie przyjaciólka.
Nie wszystkim ciekawskim w rodzinie powierzylabym klucze.


Moim zdaniem nie naduzyla twojego zaufania, bo ty nie bylas zaskoczona faktem ze weszla do domu w innych celach niz te dla ktorych dalas jej klucze.

Koncze juz ta dyskusje, bo widze ze tylko Mavronka zrozumiala o co mi chodzi.

Lila
17-09-2009, 01:02
a bo co?? emilia Plater tez psow sie nie bala?? nie wiedzialam:D
W kazdym razie chyba przedstawilabys mnie im najpierw nie??

A pewnie, ale nie wiem czy banda pięciorga przyjęła by Cię przez aklamację.:D

Pani Slowikowa
17-09-2009, 01:08
A pewnie, ale nie wiem czy banda pięciorga przyjęła by Cię przez aklamację.:D



Jestem tego pewna na 100%
Juz i zgraja z 10 mnie przyjmowala i to bez wstepnych prezentacjii:)

BarbaraK
17-09-2009, 01:10
Ja nikomu kluczy zostawić nie mogę. Zresztą i tak dom otwarty jest.:)
I nie sądzę aby ktokolwiek kwapił się do podlewania mi kwiatków. Hmmm...moje psy . Mogą się wkurzyć, i co?
Ja teraz też mam taką nieciekawą sytuację,że zaczynają się bać moich psów.Chciałam zaprosić drugą samotną sąsiadkę z Łodzi,ale podjęla pracę na emeryturze i niestety nie może przyjechać.

BarbaraK
17-09-2009, 01:17
Opowiem Wam jeszcze jedno zdarzenie.
Chcieliśmy przywieżć tu drugi telewizor do sypialni,
żeby nie kupować, będąc w Lodzi zabraliśmy z tamtej sypialni.
Sąsiadka podlewając kwiaty bardzo się zdenerwowala widząc że nie ma tel.,mimo że jej mąż tlumaczył,że chyba zabraliśmy.
Tak że bezmyślnie nie uprzedzając jej narobiłam trochę strachu nim się z nami skontaktowała.

woti
17-09-2009, 19:23
Mam kumpla, któremu mogę powierzyć klucze, jako i on mi powierza (ma 2 koty w domu). Mam to szczęście, że mam niedaleko rodzinę. Sąsiadów nie znam za dobrze, ale chyba "niektórym" odważyłbym się wręczyć klucz. Po prostu im z oczu dobrze patrzy i wiem, że jak trzeba, to umieją zareagować właściwie.
Mam całkiem sympatycznego, nawet uczynnego sąsiada, który jednak - mieszkając na parterze kradnie wodę przez rurkę w piwnicy podłączoną. Może i prąd też... Jakoś nie mam sumienia (?!) go "zakapować". Ale chyba klucza to bym mu nie dał, choć mamy prawie wspólną (ale są osobne klucze do boksów) piwnicę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Może za wcześnie tak twierdzić, ale wykluwa się pewien wzorzec: w zasiedziałych miejscach (domach) jednak ludzie jakoś sobie pomagają. Na pewno też chętniej robiono tak dawniej (na pewno?)... Pokolenia, ktore przetrwały/przeżyły wojnę, nawet ci, którzy wtedy byli dziećmi - jakoś łatwiej integrowali się z sąsiedztwem. Chyba tak "wypadało". I, co chyba jasne, im miejscowość mniejsza lub bardziej "odsunięty/odizolowany" dom - tym jakoś łatwiej ludziska się poznawali.
Zastanawia mnie, czy ludzie pokolenia 50+ (myślę o wieku) mogą coś świadomie zrobić dla siebie/innych, aby jednak przełamać wielkomiejskio/wielkoblokowe wyobcowanie.

Mavronka Freydis
18-09-2009, 05:46
Sąsiadka podlewając kwiaty bardzo się zdenerwowala widząc że nie ma tel.,mimo że jej mąż tlumaczył,że chyba zabraliśmy.
Wystarczylo zostawic na kartce wiadomosc. Sasiadka miala prawo sie zdenerwowac. Gotujac tez lubie popatrzec sbie w TV.