PDA

View Full Version : Doświadczanie pustki


baburka
14-11-2009, 15:41
Tak sobie kombinuję, że czy ktoś chce to zobaczyć, czy woli zamknąć oczy, w pewnym momencie i tak stanie przed ścianą. Dzieli nas od niej zaledwie parę kroków, mających za właściwe zadanie przekroczenie pustki. Szczęśliwcy, którym oszczędzono takiego rozpoznania! Jak mi się wydaje, kto raz doświadczył pustki, na zawsze będzie nią zainfekowany. Nie musi ona boleć, może być zapełniana na milion sposobów, lecz jej świadomość jest już najwierniejszym towarzyszem.
Co o tym myślicie?

babciela
14-11-2009, 16:34
Baburko, jakiej pustki- fizycznej, psychicznej, czy razem. jeżeli przekroczysz pustke- a o tym piszesz , to co?- co dalej- znowu pustka?- jaka?
Zdefiniuj pojecie pustki- nie ma takiego pojęcia- może metafizyczna- a tej nie bylo mi dane doswiadczyc

Boga
14-11-2009, 16:41
Baburko, też domagam sie wyjaśnień. Ja czasem tęsknie za taką no małą "pustką"; myślę o braku zajęć ,ale jakoś nie moze mnie to dopaść. A moze zapełnić ja marzeniami. Polecam, ale dalej nie wiem gdzie ta pustka; tęsknota? Proszę jaśniej. Pozdrawiam

eledand
14-11-2009, 17:47
Baburko,może Twoja pustka to jakies życiowe niespełnione marzenia lub tym podobne.

baburka
14-11-2009, 18:05
Zdefiniuj pojecie pustki- nie ma takiego pojęcia- może metafizyczna- a tej nie bylo mi dane doswiadczyc
Wewnętrzna pustka. Tak, trochę to trąci metafizyką.:)

baburka
14-11-2009, 18:08
nie wiem gdzie ta pustka; tęsknota?
Należysz do szczęśliwców. Wątpię, czy umiesz to docenić, ale ja cieszę się za Ciebie.:)

baburka
14-11-2009, 18:10
może Twoja pustka to jakies życiowe niespełnione marzenia lub tym podobne.
Pewnie masz rację, że to świadomość posiadania blizn.

Scarlett
14-11-2009, 18:12
Jest pustka wewnętrzna, odkąd dzieci wyfrunęły w świat, a ja potrafię sie odlaeżć.
Nie pomaga internet, nie pomagają książki, ani tv. Ciągle szukam siebie, a tylko nad brzegiem morza jest znośnie, ale to nie zawsze tak może być.:rolleyes:

baburka
14-11-2009, 18:14
Uprasza się o nieprzejmowanie moją osobą.:) Czasami kłapnę coś, nad czym aktualnie rozmyślam. Inną jest rzeczą, że to na ogół jałowe rozmyślania i nie powinnam nimi ludziom zawracać głowy. Niech usprawiedliwieniem będzie, że czynię to dość rzadko.

Scarlett
14-11-2009, 18:16
Oj baburko wszystko w porzo. To taki chyba kobiecy wątek, prawda?

baburka
14-11-2009, 18:31
Jest pustka wewnętrzna, odkąd dzieci wyfrunęły w świat, a ja potrafię sie odlaeżć.
Nie pomaga internet, nie pomagają książki, ani tv. Ciągle szukam siebie, a tylko nad brzegiem morza jest znośnie, ale to nie zawsze tak może być.:rolleyes:
Bierze się ona stąd, że nie zadbałaś odpowiednio wcześnie o siebie, jak zresztą większość kobiet, i oddałaś cały swój czas, serce i uważność rodzinie. Wraz z odejściem dzieci zniknęło to, co organizowało Twoje życie. Zostałaś sama ze sobą i nie bardzo wiesz, co z tym stanem czynić wypada. Moim zdaniem, wszelkie próby ucieczki od siebie są daremne. Lepiej zaakceptować swoją pustość i nauczyć się w miarę bezboleśnie przeżywać. Mówię Ci to na podstawie mojego doświadczenia, co na pewno nie może być traktowane jako prawda objawiona.
Jeśli dokucza Ci brak rozeznania w sobie, spróbuj ustalić, co jest dla Ciebie najważniejsze/ważne. Takie wypunktowanie pokaże Ci kościec własnej osoby. Obserwacja siebie, wypowiedzi innych to material samopoznania. Nie wiem, czy o taki aspekt nieznajomości siebie Ci chodziło.:)

coccinea
14-11-2009, 18:32
Jestem wolna,
ale zakuta w kajdany.
Mam wszystko,ale czegoś mi brak.
Czuję pustke,wewnętrzną pustke.
Chcę uciec lecz nie wiem jak?
Jak odgonic strach,który w mej duszy gra?
Sens zycia umyka mi,
czego aż tak mi brak.
ze oddychac ledwie mogę..
napisany:Paulina





czasem bywa i tak w naszym życiu, że mamy wszystko,
a jednak czegoś brak?
piękny i interesujący wiersz wewnętrznych rozsterkach własnych myśli,


pozdrawiam.

baburka
14-11-2009, 18:36
To taki chyba kobiecy wątek, prawda?
Nie, to ogólnoludzki wątek, raczej związany z wiekiem, choć i to niekoniecznie. Niektórzy tak mają i już.:)

Scarlett
14-11-2009, 18:48
Oj baburko kochana, jaka ja jestem smutna od rana
Kupiłam sobie kwiatek w kwiaciarni, czy myślisz, że to coś pomogło???
A skąd pomogło, stanęłam na środku domu z tym kwiatkiem
i szukam pośpiesznie przyjaciół w internecie.
Może kogoś znalazłam, a może nie.
Jutro, znów samotna obudzę się.
Włączę telewizor, przekopie kanały,
kochanie czy idziesz do Mamy?
Znów zostaję SAMA.

baburka
14-11-2009, 19:01
Oj baburko kochana, jaka ja jestem smutna od rana
Kupiłam sobie kwiatek w kwiaciarni, czy myślisz, że to coś pomogło???
A skąd pomogło, stanęłam na środku domu z tym kwiatkiem
i szukam pośpiesznie przyjaciół w internecie.
Może kogoś znalazłam, a może nie.
Jutro, znów samotna obudzę się.
Włączę telewizor, przekopie kanały,
kochanie czy idziesz do Mamy?
Znów zostaję SAMA.
Spróbuj jutro inaczej, powiedz sobie: tak, jestem sama. Sama ze sobą i nigdzie się nie wybieram, żeby zniknąć sobie z oczu. Zajmę się czymś, żeby odpędzić nudę, a jeśli będą mnie trapić "filozoficzne" myśli, to się im poddam. Gorączkowe uciekanie przed pustką czyni jej nogi jeszcze szybsze. Zaryzykuj i zgódź się na to, że jest jak jest. Odsuwaj oceny tego stanu. Możesz to potraktować jako drobne ćwiczenie, żeby stwierdzić, czy nie przyniesie Ci jakiegoś, choćby chwilowego, ukojenia.

babciela
14-11-2009, 19:50
Do postu 12- Pauliny- jezeli strach w duszy- to nie pustka, strach, lek sa stanami emocjonalnymi i są w podswiadomosci- czyli pustka tylko zewnetrzna- a ta da się zapełnic ludzmi, przedmiotami....Pustka mysle- nie istnieje- jezeli trafia sie na mur psychiczny- najlepiej przejsc przez ta przeszkodę-,myslami,marzeniami, rzeczmi spelnionymi, faktami ktore byly, sa, bedą.Pustka po człowieku- który w ten czy inny sposob oddalił sie od Ciebie- nie jest pustka , po został jego, smak, zapach,obraz w Twojej podswiadomosci. Pustka po człowieku który odszedł na wieki - tez nie jest prawdziwa pustka, zostala jakas czastka w nas. Nie ma pustki...

baburka
15-11-2009, 21:09
Nie ma pustki...
Niewątpliwie masz rację. Pustkę emocjonalną niesie dopiero śmierć, lecz istnieje subiektywne odczucie pustki, często skłania się ku depresji.

babciela
15-11-2009, 22:00
Subiektywne- tak. Ale ta subiektywna pustka nie sklania do depresji, jest depresją .

Kontousuniete
15-11-2009, 23:24
lecz istnieje subiektywne odczucie pustki, często skłania się ku depresji.

Babcia Ela, tłumaczy Ci pustkę z medycznego punktu widzenia, a Ty chyba chcesz coś bardziej z ludzkiego spojrzenia na ten problem.

Wiesz co Baburko?
....zostaw internet i uciekaj miedzy ludzi w realu, bo w internecie pustki nie zapełnisz, a jeszcze ją pogłębisz.

eledand
16-11-2009, 05:14
Pustka to strach przed dalszym życiem,podejmowaniem decyzji i zwalanie na ludzi wokół siebie lub a jutro to załatwie i t d.Rzeczywiście to do nieczego nie doprowadza,ale gdy te szczęśliwe hormony się wyczerpały to samemu ich nie da sie w naszym wieku naładować.U mnie dwa lata temu zawitała 3 razy śmierć w krótkim czasie i nie mogłam tez dojśc do siebie.
Do dzisiaj mnie to trzyma,a mieszkając na wsi to niech to cholera weżmie,a do kościoła nie lubie chodzić i w tym cały mój sęk że nie raz jestem sama.Pustke moją wypełniem muzyką i to robi mi dobrze.Pozdrawiam Was i Sagulke serdecznie.:)

babciela
16-11-2009, 07:56
Bron Boże , to nie jest medyczny punkt widzenia- raczej folozoficzny- a Ze Baburka lubi pofilozofowac , i ja też, stąd te nasze posty. Sprawa jest b. głeboka, akurat wyjscie do ludzi Baburce nic nie da- pogłebi jej stan, bo nigdzie nie znajdzie zrozumienia...Pozdrawiam

baburka
16-11-2009, 08:27
akurat wyjscie do ludzi Baburce nic nie da- pogłebi jej stan, bo nigdzie nie znajdzie zrozumienia...
Ze zrozumieniem nie jest aż tak źle, lecz staram się nie wykorzystywać ludzi jako zapchajdziur, bo ich za bardzo szanuję. Cenię sobie głębokie kontakty, a od bla bla bla uciekam. Mam niewiele takich osób, przed którymi przewracam się podszewką do góry i którym pozwalam na to samo.
Moje poczucie pustki traktuję jako sprawę niezależną od niczego, a więc pracuję nad nim sama. Jeśli ja go nie oswoję, nie jest w stanie uczynić tego nikt inny, choćby nie wiem jak pełen był dobrej woli. Akceptuję MÓJ stan rzeczy i próbuję uczynić go jak najmniej przykrym, czasem lubię zapodać mało optymistyczny wątek na Forum - efekt jakichś przemyśleń bądź pytań nasuwających się w ich trakcie.:)

Kontousuniete
16-11-2009, 09:38
Bron Boże , to nie jest medyczny punkt widzenia- raczej folozoficzny- a Ze Baburka lubi pofilozofowac , i ja też, stąd te nasze posty. Sprawa jest b. głeboka, akurat wyjscie do ludzi Baburce nic nie da- pogłebi jej stan, bo nigdzie nie znajdzie zrozumienia...Pozdrawiam

hm:) :) ...może i masz rację Babciu Elu, bo czytajac Twoje posty, mozna dojść do wniosku, że jest w Tobie sporo pogody:)

Kontousuniete
16-11-2009, 09:46
...a mieszkając na wsi to niech to cholera weżmie,a do kościoła nie lubie chodzić i w tym cały mój sęk że nie raz jestem sama.Pustke moją wypełniem muzyką i to robi mi dobrze.

No to masz faktycznie problem. Bo napewno wiedzą o Tobie o wiele więcej, niż wiesz o sobie Ty sama.
....i potrafią jeszcze dać to odczuć.
Całe szczęście, że w porę się zorientowałem i zwiałem z tego środowiska, zanim zapuściłem korzenie.

weronika1
16-11-2009, 14:50
Pustka w moim pojęciu to poszukiwanie czegoś, niespełnienie, tęsknota za czymś, czego jeszcze nie znamy. Myślę, że to właśnie droga do poznania siebie. Dopiero poznając siebie dogłębnie, możemy dążyć do zaspokojenia swego "prawdziwego ja", wytyczenia drogi i sensu życia.
To tylko mój pogląd.;)

baburka
16-11-2009, 15:09
Pustka... to właśnie droga do poznania siebie. Dopiero poznając siebie dogłębnie, możemy dążyć do zaspokojenia swego "prawdziwego ja", wytyczenia drogi i sensu życia.
A przed nosem ściana.;)

zynagra
16-11-2009, 15:32
A przed nosem ściana. Znam to bardzo dobrze.http://i37.tinypic.com/34erhw9.jpg

weronika1
16-11-2009, 16:09
Bron Boże , to nie jest medyczny punkt widzenia- raczej folozoficzny- a Ze Baburka lubi pofilozofowac , i ja też, stąd te nasze posty. Sprawa jest b. głeboka, akurat wyjscie do ludzi Baburce nic nie da- pogłebi jej stan, bo nigdzie nie znajdzie zrozumienia...Pozdrawiam

Uważam, podobnie jak Babciela, że sprawa jest filozoficznie bardzo głęboka.
Wydaje mi się, że jest to punkt wyjścia, przełom "Ja", które poszukuje wyższych wartośći.

Polecam "Myśli" Seneki - podam jedną z nich -"...Musimy więc wyjść na wolność. Jedyny sposób zdobycia jej to obojętność wobec Losu: narodzi się wtedy owo nieocenione dobro, spokój i wzniosłość umysłu całkowicie już zabezpieczonego, i po zniweczeniu błędów wielka i trwała radość z poznania prawdy oraz życzliwość i pogoda ducha, które mu będą żródłem przyjemnośći nie dlatego, że same są dobrem, lecz dlatego, że wynikają z jego własnego dobra".

Wiem, że nie jest to łatwe, wymaga procesu, lecz jeżeli pustka bombarduje, to pewnie domaga się przemiany. Ja tak to czuję i życzę wytrwałośći w poznawaniu i kształtowaniu własnego "Ja".

baburka
16-11-2009, 16:32
Wydaje mi się, że [pustka] jest to punkt wyjścia, przełom "Ja", które poszukuje wyższych wartośći.

Bez wątpienia masz rację. Jedni ściągają do swojej pustki Pana Boga, inni krystalizują system uniwersalnych wartości, w którym znajdują oparcie, przypisują swojemu i w ogóle życiu taki czy inny sens.
Tymczasem jest jak jest. Ważne, żeby nie bolało. :)

weronika1
16-11-2009, 17:46
Bez wątpienia masz rację. Jedni ściągają do swojej pustki Pana Boga, inni krystalizują system uniwersalnych wartości, w którym znajdują oparcie, przypisują swojemu i w ogóle życiu taki czy inny sens.
Tymczasem jest jak jest. Ważne, żeby nie bolało. :)


W tym problem, że boli...

Zycie boli. Małe dziecko jest zniewolone, bo nic nie może. Nam się wydaje, że skoro ma sucho i jest nakarmione to powinno być szczęśliwe. Ale czy tak jest?
Nie znamy psychiki 7-letniego dziecka - co w danej chwili przeżywa, a jest przez nas ubezwłasnowolnione. Musi robić to, co mu rodzic nakazuje. Znamy bunt nastolatków i sami to przeżyliśmy. Ile cierpień przeżywa dorastająca młodzież, ile cierpień przeżywa każdy, kto przeżył miłość. A póżniej praca, problemy rodzinne itp...
Kiedy więc nie cierpimy?
Nie znam takiego okresu szczęśliwości, żeby człowiek nie musiał martwić się o przyszlość swoją i dzieci.
Ale dyskutujmy dalej, może do czegoś dojdziemy?
Pozdrawiam cieplutko.

elizka
16-11-2009, 19:03
Niedawno studiowałam sobie książki na temat trudnych dzieci.O dziwo jest to bogata literatura i naprawdę rozjaśniająca mroki życia rodzinnego,w których dziecko zaczyna być trudne.
Co ma piernik do wiatraka?
Otóż głównym powodem stawania się trudnym jest lęk.To on rodzi niepokój,stres,a potem agresję,no i bywa że depresję.
Zródłem leku najczęściej jest brak poczucia bezpieczeństwa.Tu jest pies pogrzebany.Jeśli odejdzie od nas bliska osoba,to paraliżuje nas lęk z powodu braku poczucia bezpieczeństwa-czyż tak nie jest w wielu przypadkach? Jeżeli odejdą dzieci to boimy sie o ich bezpieczeństwo w świecie.Nie zdajemy sobie z tego nawet dokładnie sprawy.
Dziecko,którego mama wciąż pracuje,lęka się o nią bezustannie.Matka niby jest,a tak naprawdę to jej prawie nie ma.Dziecko traci grunt pod nogami,nie wie na czym naprawdę stoi.Staje się trudne.
Czy my dorośli nie mamy tez czegoś podobnego?
Jak z tym sobie radzić? Są sposoby! Pierwszym jest sposób Robinsona.Na kartce napisz sobie po jednej stronie to co masz,co jest w twoim życiu pozytywne ,a na drugiej to czego ci brakuje,co jest złe.Potem to wszystko przemyśl i szukaj sposobów ,aby na drugiej kartce było coraz mniej zapisków.
Jest też sposób "wychodzenia z siebie" i spojrzenia na siebie oczami obcej osoby.Trzeba próbować.Internet nie jest zły.Wystarczy poszukać podobnych,ale trochę mocniejszych od siebie.
Ja wciąż szukam sposobów jak wytrzymać,a mam sporo na głowie. Szukaj,nie siedż z założonymi rękami i nie biadol,nie użalaj się nad sobą.Zobacz ilu ludzi szuka pocieszenia,podobnie jak i ty.Jest zasada do powtarzania Jeszcze tak nie było,żeby jakoś nie było, poza tym wszystko,wszystko jest stanem przejściowym. Tak czy nie?

PS.Anna Kozłowska napisała sporo książek o stresie,lęku,a teraz czytam sobie taką"Zaczarowane bajki,które leczą,dla dzieci i dorosłych".Warto zajrzeć do biblioteki.
Są problemy i do nich wymyślona bajka. Dla dorosłych np:Kochająca mama, Rozwiedzeni rodzice i inne

babciela
16-11-2009, 19:29
O wolnosci- czlowiek szczesliwy - to czlowiek wolny-ale nie znam takiego,=. jestesmy zakutani w tysiące obowiazkow, jestesmy zakutani i owiazani rzeczami materialnymi, które w zasadzie nie powinny miec znaczenia- a mają,jestesmy zwiazani w zasadzie wszystkim z tym swiatem- nie jestesmy wolni-nie znamy wolnosci- i nie jest nam dana ta wolnosc- czasami sami ja sobie zabieramy, czasami jest nam zabierana bez naszego przyzwolenia. Dla mnie jedynym czlowiekiem wolnym był Jezus( dla niewierzących- jest to stricte postac historyczna )....Drugiej nie potrafie podac...

hanka93
16-11-2009, 20:23
Spróbuj jutro inaczej, powiedz sobie: tak, jestem sama. Sama ze sobą i nigdzie się nie wybieram, żeby zniknąć sobie z oczu. Zajmę się czymś, żeby odpędzić nudę, a jeśli będą mnie trapić "filozoficzne" myśli, to się im poddam. Gorączkowe uciekanie przed pustką czyni jej nogi jeszcze szybsze. Zaryzykuj i zgódź się na to, że jest jak jest. Odsuwaj oceny tego stanu. Możesz to potraktować jako drobne ćwiczenie, żeby stwierdzić, czy nie przyniesie Ci jakiegoś, choćby chwilowego, ukojenia.

Piękne słowa, godne refleksji. Brawo dla autorki.

weronika1
16-11-2009, 20:30
Człowiek wolny, to człowiek nie przywiązany do niczego, przyjmujący ze spokojem to, co przynosi los./B]
Dlatego tak trudno zdobyć wolność. Wikłamy się w najrozmaitsze drobiazgi, dla poprawienia sobie humoru, a tymczasem uzależniamy się bardziej od rzeczy zewnętrznych. Czem więcej mamy, tem bardziej apetyt rośnie. Ot, zwykła,ludzka cecha.
Drogą do wolności jest pozbywanie się pożądań i przyjmowanie w miarę spokojnie trudności dnia codziennego. Jesteśmy tylko ludżmi z różnymi cechami, odziedziczonymi po naszych przodkach, które nam czasem bardzo utrudniają życie. Dlatego tak bardzo potrzebujemy miłości i zrozumienia od otoczenia.
"Miłuj blizniego swego, jak siebie samego" zawiera w sobie wszystko, co wystarczyłoby dla naszej szczęśliwośći, ale jak trudno je stosować. Czy nie tak?:confused:

baburka
16-11-2009, 21:35
O wolnosci- czlowiek szczesliwy - to czlowiek wolny
Człowiek może być wolny, gdy jest całkowicie samotny. Mało kto potrafi w tym stanie odnajdywać zadowolenie.

babciela
17-11-2009, 16:05
Miluj blizniego , jak siebie samego- istotnie- ale czy wystarczyloby wszystkim do osiągnięcia szczescia- Najpierw miluj SIEBIE, a potem BLIZNIEGO SWEGO-czyz w tym nie ma troche egoizmu???

weronika1
17-11-2009, 16:14
Człowiek może być wolny, gdy jest całkowicie samotny. Mało kto potrafi w tym stanie odnajdywać zadowolenie.

To prawda i właśnie dlatego sami dokonujemy wyborów.Czasem los nam pomaga, czasem sami pobłądzimy, ale mamy szanse korygować złe decyzje, ponieważ każdy dzień przynosi nowe sytuacje. Nie możemy zamykać się w sobie, gdyż jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni a każda chwila może wnieść nowy pomysł na nasze życie.:)

baburka
17-11-2009, 16:18
...nad tym, co napisaliście. Istotnie pustka zionie lękiem, zazębia się z samotnością, a nakłada na nią chroniczna nuda.
Jakby nie patrzeć, ciężki orzech do zgryzienia. Podoba mi się postawione przez kogoś pytanie: co mogę zrobić w oparciu o to, czym dysponuję, aby doświadczanie pustki było mniej dotkliwe?

weronika1
17-11-2009, 16:20
Miluj blizniego , jak siebie samego- istotnie- ale czy wystarczyloby wszystkim do osiągnięcia szczescia- Najpierw miluj SIEBIE, a potem BLIZNIEGO SWEGO-czyz w tym nie ma troche egoizmu???

Myślę, że jest w tym egoizm, ponieważ rodzimy się z nim i umieramy z nim, jest częścią nas.

baburka
17-11-2009, 16:21
Najpierw miluj SIEBIE, a potem BLIZNIEGO SWEGO-czyz w tym nie ma troche egoizmu???
Tylko w takiej kolejności, jak podałaś. Banalny przykład - jakim towarzystwem jest ktoś, kto nie lubi sam siebie?

baburka
17-11-2009, 16:25
Myślę, że jest w tym egoizm, ponieważ rodzimy się z nim i umieramy z nim, jest częścią nas.
A kto ma o nas właściwie zadbać jak nie my sami? Często ludzie rezygnują z własnych potrzeb, a potem wnoszą pretensje do całego świata, który się na nich nie ogląda.

cha_ga
17-11-2009, 16:41
Dla mnie pustka- to samotność, to brak celu w zyciu, brak satysfakcjonujacego zajęcia i związane z tym poczucie nudy, gdy nie wiadomo co zrobic z czasem i nie ma siły i energi aby ten stan zmienic. Kiedy zostajemy w zyciu sami, chyba każdy jej doświadcza wczesniej czy pózniej ...

weronika1
17-11-2009, 16:49
A kto ma o nas właściwie zadbać jak nie my sami? Często ludzie rezygnują z własnych potrzeb, a potem wnoszą pretensje do całego świata, który się na nich nie ogląda.

Zgadzam się z Tobą.
Jesteśmy różni. Są tzw."dawcy" i "biorcy". Dawcy lubią dawać a biorcy lubią brać. To dawcy najczęściej mają pretensję do całego świata, że oni dają a ktoś o nich nie pamięta. Takie blaski i cienie są udziałem naszego życia. Dlatego (tak myślę) przypisany jest nam egoizm, byśmy mogli utrzymać się w tym świecie. Jeśli żle myślę, to proszę mnie poprawić.

weronika1
17-11-2009, 17:08
Dla mnie pustka- to samotność, to brak celu w zyciu, brak satysfakcjonujacego zajęcia i związane z tym poczucie nudy, gdy nie wiadomo co zrobic z czasem i nie ma siły i energi aby ten stan zmienic. Kiedy zostajemy w zyciu sami, chyba każdy jej doświadcza wczesniej czy pózniej ...

Myśle, że każdy w swoim życiu przechodzi czas smutku i samotności. Dlatego ważny jest wówczas drugi człowiek, który może wnieść iskierkę nadziei.
Rejestrując się w klubie seniora właśnie o tym myślałam. Choć jestem sama, nie czuję się samotna, bo rozmowa z Kimś, nawet przez ekran daje mi poczucie jakiejś więzi i nadziei, że mogę rozmawiać o swoich problemach.
Pozdrawiam cieplutko.:)

baburka
17-11-2009, 17:26
Jeśli podsumować życie, w którym niewiele już czasu na wprowadzenie znaczących zmian, może się okazać, że przeciekło nam przez palce, a istotne cele życiowe nie zostały zrealizowane. Oglądając się wstecz, nie widzimy okresu spełnienia, a więc i nie doświadczamy zadowolenia z dokonań czy przeżyć.
Może trudno to zrozumieć zadowolonym z dotychczasowego nurtu swojego życia, który może jak rzeka ciepła ogrzać obecną samotność czy czas chorób. Jeśli jednak nie ma takiego zaplecza, rodzi się stałe uczucie goryczy, zawodu i właśnie pustki. Pozostaje jej kosmetyka.

baburka
17-11-2009, 17:32
nie wiadomo co zrobic z czasem i nie ma siły i energi aby ten stan zmienic.
Znam to. Planuję, odkładam...i narzekam.:mad:

babciela
17-11-2009, 19:47
O egoizmie-jest to instynkt-uczucie dane czlowiekowi na zawsze.Altruizm jako taki nie istnieje- wynika tez z czystego egoizmu.Robię cos dla kogos- bo MNIE jest z tym dobrze.Ale tak ma byc-ja jestem szczesliwy w swoim egoizmie, i kogos uszczęsliwiam swoim egoizmem...Czyli egoizm nie wyklucza altruizmu.,czasem jest jego naturalną czescią.

weronika1
18-11-2009, 10:03
O egoizmie-jest to instynkt-uczucie dane czlowiekowi na zawsze.Altruizm jako taki nie istnieje- wynika tez z czystego egoizmu.Robię cos dla kogos- bo MNIE jest z tym dobrze.Ale tak ma byc-ja jestem szczesliwy w swoim egoizmie, i kogos uszczęsliwiam swoim egoizmem...Czyli egoizm nie wyklucza altruizmu.,czasem jest jego naturalną czescią.

Babcielu
Poruszyłas bardzo istotny problem. "...jestem szczęśliwy w swoim egoiżmie, i kogoś uszczęśliwiam swoim egoizmem..." - czyli niosę dobro, pomagając innym. Natomiast jakże "inny" jest ten drugi egoizm?
Porównałabym to do dobrego i złego cholesterolu (to tylko moje przemyślenie).;)

baburka
18-11-2009, 10:50
Altruizm jako taki nie istnieje- wynika tez z czystego egoizmu.
Jeśli ktoś z narażeniem zdrowia lub życia ratuje z opresji drugiego człowieka, czyni tak, by zachować dla siebie swój pozytywny wizerunek. Tak rozumiem egoizm w przywołanej sytuacji. Jednocześnie pokonuje najsilniejszy z instynktów. Opowiada się za tym, co konstytutywne dla naszego gatunku. Myślę, że słowo altruizm ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

babciela
18-11-2009, 10:59
istotnie, ma, ale człowiek zachowujący się jak opisałas wyzej działa w stresie- pod wplywem okrslowej substancji chemicznej. Ale - jasne jak by to rozpatrywac- w czasie takiej akcji nie buduje dla siebie dobrego wizerunku- jest dobrym czlowiekiem.

weronika1
18-11-2009, 11:07
Jeśli podsumować życie, w którym niewiele już czasu na wprowadzenie znaczących zmian, może się okazać, że przeciekło nam przez palce, a istotne cele życiowe nie zostały zrealizowane. Oglądając się wstecz, nie widzimy okresu spełnienia, a więc i nie doświadczamy zadowolenia z dokonań czy przeżyć.
Może trudno to zrozumieć zadowolonym z dotychczasowego nurtu swojego życia, który może jak rzeka ciepła ogrzać obecną samotność czy czas chorób. Jeśli jednak nie ma takiego zaplecza, rodzi się stałe uczucie goryczy, zawodu i właśnie pustki. Pozostaje jej kosmetyka.

Możliwe, że są ludzie, którzy czują, że spełnieni.
Jednak nie łatwo jest przejść przez życie, osiągając to, co zamierzyliśmy. Zycie jest niespodzianką. Kazdego dnia stają przed nami nowe wyzwania, czasem bardzo trudne do sprostania, a bywa, że nie do pokonania. Mędrcy proponują wówczas przetrwanie, ponieważ świat i każda istota ma dobre i nieprzychylne losowi okresy. "Jest czas siania i zbierania..." (pismo św). Prawdopodobnie przechodzisz teraz ten trudny okres i żadna rada nie może być dla Ciebie dzisiaj odpowiednia.
A może znajdzie się ktoś, kto trafi w ten mur?:confused:

baburka
18-11-2009, 11:56
istotnie, ma, ale człowiek zachowujący się jak opisałas wyzej działa w stresie- pod wplywem okrslowej substancji chemicznej. Ale - jasne jak by to rozpatrywac- w czasie takiej akcji nie buduje dla siebie dobrego wizerunku- jest dobrym czlowiekiem.
Dlaczego jedni podejmują działanie, a inni nie? Chemia mózgu powinna zafunkcjonować u jednakowo. Tak, zdarzają się ludzie przez duże C, czy jak innaczej bym ich nazwała - nosiciele człowieczeństwa. Może kieeedyś pojawi się gen tak nacechowany?

baburka
18-11-2009, 12:01
Możliwe, że są ludzie, którzy czują, że spełnieni.
"Jest czas siania i zbierania..." (pismo św). Prawdopodobnie przechodzisz teraz ten trudny okres i żadna rada nie może być dla Ciebie dzisiaj odpowiednia.

Zgodzę się, że jeśli pomyliłam to, czego bym chciała, z tym, ku czemu dążyłam, to jest jak jest. Godzę się na to, przecież nie mam już wyboru. Nie na każdą chorobę istnieje lek, z niektórymi trzeba nauczyć się żyć. :)

Alsko
18-11-2009, 12:29
Jeśli podsumować życie, w którym niewiele już czasu na wprowadzenie znaczących zmian, może się okazać, że przeciekło nam przez palce, a istotne cele życiowe nie zostały zrealizowane. Oglądając się wstecz, nie widzimy okresu spełnienia, a więc i nie doświadczamy zadowolenia z dokonań czy przeżyć.
Może trudno to zrozumieć zadowolonym z dotychczasowego nurtu swojego życia, który może jak rzeka ciepła ogrzać obecną samotność czy czas chorób. Jeśli jednak nie ma takiego zaplecza, rodzi się stałe uczucie goryczy, zawodu i właśnie pustki. Pozostaje jej kosmetyka. Baburko, wiem, o czym mówisz.
Kosmetyka nic nie da, nie uda się! Oglądanie się jest toksyczne i nieefektywne.
Pozostaje zerkanie w tył z rzadka. I zmiana optyki. Bo to patrzenie za siebie - tak jak Ty to opisujesz - jest wybiórcze. Patrzysz i widzisz tylko minusy tracąc z oczu plusy. A plusy były. A że mniej? Nie zmienisz tego.
To trudne, ale można sobie wypracować.
Może ja to widzę, jak tępa, ograniczona baba, ale czasem takie spojrzenie pomaga.

baburka
18-11-2009, 12:52
Oglądanie się jest toksyczne i nieefektywne.
Pozostaje zerkanie w tył z rzadka. I zmiana optyki. Bo to patrzenie za siebie - tak jak Ty to opisujesz - jest wybiórcze. Patrzysz i widzisz tylko minusy tracąc z oczu plusy. A plusy były. A że mniej? Nie zmienisz tego.
Jak mi się wydaje, dotarłam do punktu, gdzie się akceptuje miniony czas takim, jakim był i czym zaprocentował dla teraźniejszości. Niczego już nie da się zmienić, prócz kosmetyki tego, co jest i na tym staram się z różnym skutkiem skoncentrować. A że jakieś plusy były - oczywiście.:)

cha_ga
19-11-2009, 09:47
Baburko, za duzo myslisz i nic dobrego z tego dla ciebie nie wynika.Niestety czasami lepiej byc mniej inteligentnym, nie zastanawiac sie,nie komplikowac prostych spraw i iść dalej. "Za duzo myslisz" - tak na moje rozterki odpowiada zwykle bliska mi osoba, i w duchu przyznaje jej racje.

zen
19-11-2009, 10:26
Oj baburko kochana, jaka ja jestem smutna od rana
Kupiłam sobie kwiatek w kwiaciarni, czy myślisz, że to coś pomogło???
A skąd pomogło, stanęłam na środku domu z tym kwiatkiem
i szukam pośpiesznie przyjaciół w internecie.
Może kogoś znalazłam, a może nie.
Jutro, znów samotna obudzę się.
Włączę telewizor, przekopie kanały,
kochanie czy idziesz do Mamy?
Znów zostaję SAMA.

Nigdy nie miałam i nie mam pustki. Jeżeli nawet zakrada się coś "do pustki" podobnego, rozpoczynam walkę, stawiam sobie nowe cele, małe i większe, nowe wymagania.Nie znaczy to, że nie mam lepszych i gorszych dni, tak jest chyba u wszystkich, ale to nie jest pustka. A swoją droga ten wiersz o pustce bardzo mi sie podoba.:)
Internet to namiastka, nie może zastąpić wszystkiego.

lorison
19-11-2009, 11:51
W życiu każdej osoby próbuje pojawic się pustka.
I w różny sposób z nią walczymy.
Najważniejszy który mnie i myślę, że
wielu innym osobom pomaga to tworzenie celów
niekiedy maleńkich, bliskich i trochę dalszych,
to utrzymywanie kontaktów w realu ,to uczestniczenie
w życiu innych osób , bezinteresownie pomaganie
nawet wtedy kiedy nie mamy ochoty, kiedy denne
samopoczucie, wtedy czynić to bardziej.
Internet nie może i nie powinien być jedynym
sposobem na pustkę.
Takie odczucie „spełnienia” dawał mi również .Do czasu. Rozczarowanie przyszło
w momencie zorientowania się, że wszyscy chcą tylko „mówić”,mało kto słuchać.

Podsumowanie.
Tworzyć cele, żyć bardziej dla innych, utrzymywac kontakty
w realu (bardziej) i w internecie (też) ,oddawać się pasjom,
nie dopuszczać do chwil bez zajęcia.
Pozdrawiam.

A sobie ciągle powtarzam: przestań się zastanawiać nad sensem istnienia.

destiny
19-11-2009, 12:30
...jest mi potrzebna od zaraz.
Nie da się nie sięgać za siebie i nie analizować tego co było.

Staram się być szczęśliwą, nie mam pustki, ale też nie mam jakichś większych marzeń, które dodałyby mi skrzydeł ;)
Buduję swój świat na tyle, na ile pozwalają mi warunki (wszelkie).
Czasem potrzebuję wsparcia innego człowieka, a czasem...samotności.
Pocieszam się jednak, że te stany są zmienne :)

Zdzisia
19-11-2009, 13:41
A sobie ciągle powtarzam: przestań się zastanawiać nad sensem istnienia.
Tak,nie zastanawiać się za dużo (bo coraz mniejjesteśmy przydatni społeczeństwu,stajemy się balastem raczej) i brać życie takim jakim jest starając się zachować pogodę ducha.
Poczucie pustki zaczyna się wtedy gdy wkrada się nuda i brak zainteresowań.Każdego dnia trzeba mieć tzw.plan zajęć. Choćby banalny - zakupy,sprzątanie i ten ciekawszy - spacer,czytanie,internet.Starać się o kontakty z ludżmi - nawet pogawędki z sąsiadami mogą dać satysfakcję. Trzeba się nauczyć żyć także dla siebie,bo przedtem żyło się dla innych-rodzina,praca itp.:)

baburka
19-11-2009, 17:57
Baburko, za duzo myslisz i nic dobrego z tego dla ciebie nie wynika.
Wiem, ale ja już tak mam i nic na to nie poradzę. Nie powiem, żeby mnie to cieszyło.

baburka
19-11-2009, 17:59
Nigdy nie miałam i nie mam pustki.
Zazdroszczę i cieszę się, że możesz to o sobie powiedzieć.

baburka
19-11-2009, 18:03
A sobie ciągle powtarzam: przestań się zastanawiać nad sensem istnienia.
Kogo raz dopadło, już go nie opuści.

Życie nie ma sensu ponad samo życie.