PDA

View Full Version : Psychika kobiety


destiny
28-03-2007, 12:40
Kiedyś dostałam taki tekst, który postanowiłam wykorzystać do polemiki na temat psychiki kobiety. Tekst jest dość stary i zabawny, ale posłuzy mi do rozpoczęcia dyskusji.

Powiedzmy, że facetowi imieniem Stefan podoba się kobieta...
...nazwijmy ją Jolka. Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły wieczór. Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich nie widuje się z nikim innym.
Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Jolka zauważa:

- A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?

W samochodzie zapada cisza. Dla Jolki wydaje się ona strasznie głośna.

Dziewczyna myśli: "Kurcze, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić
jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze gotowy".

A Stefan myśli: "O rany. Sześć miesięcy".

Jolka myśli: "A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym
mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem.
Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej...? W zasadzie... doczego my dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności?
Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom ? Ku spędzeniu
ze sobą całego życia ? Czy ja jestem już na to gotowa ? Czy ja go właściwie w ogóle znam ?"

A Stefan myśli: "... czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten
samochód, a to znaczy... spójrzmy na licznik... Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!"

A Jolka myśli: "Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie inaczej ? Może on oczekuje czegoś więcej - większej intymności,
większego zaangażowania... Może on wyczuł - jeszcze zanim sama to sobie uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak niechętnie
mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia."

A Stefan myśli: "I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te barany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. Zwalają winę na mrozy.
Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik pracuje jak stara śmieciara! A ja głupi jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym złodziejom 6 stówek."

A Jolka myśli: "Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu zła. No - to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to,
co czuję. Po prostu nie jestem pewna..."

A Stefan myśli: "Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To właśnie powiedzą.... Chamy."

A Jolka myśli: "Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym lubię być, na
którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie.
Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej fantazji."

A Stefan myśli: "Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie wsadzili w d...... Ja chcę mieć sprawny wóz"

- Stefan - odzywa się Jolka.

- Co? - pyta Stefan, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.

- Nie dręcz się już tak - kontynuuje Jolka, a jej oczy zaczynają napełniać się łzami. Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak...
(załamuje się i zaczyna szlochać)

- Ale co? - dopytuje się Stefan

- Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie. Nie ma rycerza i nie ma konia....

- Nie ma konia? - pyta zdziwiony Stefan

- Myślisz, ze jestem głupia, prawda ? - pyta Jolka.

- Nie! - odpowiada Stefan, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową (chyba) odpowiedź na jej pytanie.

- Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...

(następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Stefan, myśląc najszybciej jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na jedną,
która wydaje mu się niezła)

- Tak. - mówi.

Jolka, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.

- Och, Stefan, naprawdę tak czujesz? - pyta.

- Jak? - odpowiada pytaniem Stefan.

- No, o tym czasie... - wyjaśnia Jolka.

- Nnnoo... Tak.

(Jolka odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że Stefan zaczyna się czuć bardzo nieswojo I obawiać, co też ona może teraz
powiedzieć, zwłaszcza, jeśli dotyczy to konia.... W końcu Jolka przemawia)

- Dziękuje ci, Stefan.

- To ja dziękuję - odpowiada z ulgą mężczyzna. Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do świtu, podczas gdy
Stefan wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu tenisowego między dwoma Szwedami, o których
nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głos w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś coś ważnego, ale Stefan jest pewny, że nigdy nie zrozumie co, więc stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w stosunku do wielu tematów - np. głodu na świecie).

Następnego dnia Jolka zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo analizują wszystko, co ona powiedziała i wszystko, co on powiedział, po raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość...
Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nie osiągając żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc. W tym samym czasie, Stefan, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Jolki, zastanowi sie i zapyta:

- Janusz, nie wiesz, czy Jolka miała kiedyś konia?

******************************************

Dlaczego kobiety tak sie zachowują ?
Po co im ta analiza każdego słowa, każdego gestu ?
Czy nie można innaczej ?
Zapraszam do dyskusji nie tylko Panie :)

Basia.
28-03-2007, 13:20
Bo są kobietami.

destiny
28-03-2007, 19:03
Dałam ten sam tekst na inne forum i przytocze wam jedną wypowiedź, chyba Pana ?
Cytuję :
super :)))
Widziałem kiedyś komedię, gdzie bohater ( prywatny detektyw ) miał bardzo
odkrywcze przemyślenia, a jedno z lepszych było takie :
" są trzy rzeczy niemożliwe do wykonania dla mężczyzny : urodzić dziecko,
zrozumieć kobietę i zaprogramować magnetowid, przy czym nie wydaje mi się, żeby
urodzenie dziecka, było z tych trzech rzeczy najtrudniejsze ...."
Pozdrowionka
:))) "
483

Ach te kobiety !!!

Nasi panowie jakoś niechętnie się wypowiadają...:mad:
Ja już wabię ich pieknymi foteczkami ....i nic :D

bogda
28-03-2007, 19:12
Desti... pewnie tego nie zrozumieli, tak jak wiele innych rzeczy i nie wiedzą co powiedzieć. Psychika kobiety i mężczyzny... to jak północ i południe, różnią się diametralnie. Ale właściwie to chyba dobrze, przynajmniej nie jest tak nudno. Ale masz rację, że kobiety zawsze analizują każde słowo i zastanawiają się, co on miał na myśli mówiąc tak czy inaczej. :)

jolita
28-03-2007, 20:02
Dobrze byłoby, żeby swoje przed wypowiedziami też analizowały 486

bogda
28-03-2007, 21:54
Jolu.... gdyby tak było, to powiedziałyby 1 słowo na godzinę, to jest niemożliwe u kobiet. Ale masz rację, bo jedno niewłaściwe wypowiedziane słowo potrafi zrobić straszną krzywdę a nawet doprowadzić do tragedi. :)

Nika
04-04-2007, 12:21
596Specjaliści od psychologii twierdzą,że mężczyźni gorzej znoszą rozstania niż kobiety, one tylko głosniej wyrażają swój gniew i ból.Mężczyźnie nie wypada się skarzyć, biadolić, bo musi być silny.Tak naprawdę niewielu cieszy samotność, też pragną prawdziwej bliskości, tylko albo wstydzą się o tym mówić , albo nie umieją. I co Wy na to?

jolita
04-04-2007, 14:08
To chyba rzadkość żeby mężczyzna w chwili rozstania nie miał "zaplecza". Chyba jakaś fajtłapa, a jeśli tak to i pierwszej partnerki nie wart...598

Nika
04-04-2007, 15:50
O, matko!Co Wy tak źle mniemacie o facetach-albo łobuz albo fajtłapa...czyżby wszystkie baby były aniołami?!

iwo1111
04-04-2007, 16:02
W tym temacie polecam książkę "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" Johna Gray'a. Autor
radzi, jak można wykorzystać świadomość różnic w wypowiadaniu się, potrzebach emocjalnych oraz zachowaniu się mężczyzn i kobiet do budowania głębszego wzajemnego zrozumienia partnerów. Czasem jedno nie chce zranić drugiego, a nieostrożnym doborem słów właśnie to czyni. Są tu liczne porady jak mówić by zostać właściwie zrozumianym, tłumaczące równocześnie dlaczego tak się dzieje.
http://img106.imageshack.us/img106/7466/milosc37ud9.gif (http://imageshack.us)

Lila
04-04-2007, 16:27
Zgadzam się z Jolitką,co do zaplecza...

żaden facet nie odchodzi w pustkę,z tego prostego powodu,że są tchórzami i boją się samotnego życia.To kobieta potrafi porzucić drania po wielu latach oczekiwania na jego resocjalizację..
Ba...i to z reguły ma dzieci,którym stara się zapewnić wszystko.
Przykro mi ,że mam takie zdanie o mężczyznach,nie wynikające na szczęście z autopsji,lecz z wielu przykładów wśród moich przyjaciół..Niestety,w związkach które się rozpadły,mężulek robił za małpę .Skakał na inną gałąź ,trzymając się jednocześnie drugiej..

Gdzie był w tym czasie ogon?
Ano...i tu i tam...

jolita
04-04-2007, 16:36
607Lilu - to oznaka radochy, że zgadzasz się ze mną....

emka46
04-04-2007, 16:56
Lilu, święta prawda to co napisałaś.

wuere'le
04-04-2007, 20:15
Zacytowany na wstępie tekst, wyraźnie pokazuje, jak zagmatwana jest psychika kobiety. Nic po prostu, nic normalnie, bez podtekstów, żadnych prostych spraw, wszystko trzeba zaraz skomplikować, zamieszać. To co facet zrobi w kilka minut, baba w kilka godzin, rozmowa telefoniczna faceta, to minuty, baby godziny, dla faceta białe, to białe, czarne, to czarne, dla kobiety nie koniecznie,zawsze zapyta, czy między białym i białym nie było innego koloru, przykłady mozna mnożyć.
Mawiał poeta, "...kobieto, puchu marny, ty wietrzna istoto..."
No cóż pomimo niewątpliwych utrudnień, cóż wart byłby świat bez tego puchu?
Świateczne serdeczności.

Wilhelmina
04-04-2007, 21:07
Tak na marginesie - daję słowo, że się niczego nie czepiam, ale z moich czarnych rzeczy położonych koło siebie, prawie każda ma inny odcień czerni.No to może coś w tym jest, że kobiety są bardziej spostrzegawcze i dociekliwe. A że dużo mówimy? Też prawda, tylko gdyby nie to, to i to cafe by nie istniało.Napewno zauważyłaś, że mężczyżni wypowiadają się nader rzadko, choć wcale nie wierzę, że tak bardzo pochłaniają je przygotowania świąteczne.Zanim jeden drugiemu odpowiedziałby to parę dni upłynie. Też mi rozmowa.
http://img230.imageshack.us/img230/1388/52ey9.gif (http://imageshack.us)

Wilhelmina
04-04-2007, 21:21
Odpwiadałam na post wuere'le, napisałam jak do kobiety, ale tak faktycznie to może to i "chłop".Ktoś już raz o to pytał, ale nie doczytałam się odpowiedzi

wuere'le
04-04-2007, 21:43
Oczywiście on, a jakże by inaczej?

jolita
04-04-2007, 22:17
Wilhelminko - wuerel"e nawet czasem wspomina swoją żonę w dyskusjach (oczywiście pozytywnie!). Pozdrawiam i dziękuję, a za co....domyśl się...(trochę pomogło!)619

Wilhelmina
04-04-2007, 22:32
Jolitko!
http://img232.imageshack.us/img232/9260/22qu0.gif (http://imageshack.us)

qrystyna216
04-04-2007, 22:48
To właśnie dlatego, że kobiety potrafią wywalić z siebie co je boli, a nie duszą tego w sobie jak mężczyżni, dłużej żyją.To się nazywa być asertywną, panowie, jeżeli juz to są po prostu agresywni.

ammi1952
04-04-2007, 23:24
o kurcze jakaś wojna płci na seniorku http://img267.imageshack.us/img267/959/130al4.gif (http://imageshack.us)
pozdrawiam Grażyna

Wilhelmina
04-04-2007, 23:39
Jaka tam wojna!Przecież wiadomo, że to my, kobiety jesteśmy mądre, dobre, wyrozumiałe, łagodne, pracowite i...wszystko co najlepsze.I wcale tak dużo nie mówimy.Mogłybyśmy jeszcze więcej.
http://img164.imageshack.us/img164/6180/235nr6.th.gif (http://img164.imageshack.us/my.php?image=235nr6.gif)

Nika
05-04-2007, 09:48
629narzekamy na facetów, że dranie nieczułe, zdrajcy,świntuchy i agresorzy...ale przecież bez nich świat kobiet byłby pusty i bezbarwny...nie ulega wątpliwości,że jesteśmy istotami o bardziej złożonej psychice, bogatszym wnętrzu, większej wrażliwości i skłonności do poświęceń, ale to tez uogólnienia, bo wredne babska istnieją, sekutnice i zdrajczynie...jak to w życiu.Szczęśliwe te, co trafiły na swoją połówkę jabłka, idealnie pasującą...Wiele kobiet, niestety unieszczęśliwia się z własnego wyboru-są naiwne, łatwowierne, albo mają głupią nadzieję,że po ślubie wady faceta znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.I wtedy cierpią bardzo, często dzieci tez...cóż, nie na darmo mówią, że miłość jest ślepa.

destiny
21-04-2007, 19:20
Dzisiaj czytałam na blogu fajny tekścik i powiem Wam, że jestem pod wrażeniem :)

"W porównaniu z posiadaniem męża udanego, co i schludny jest, i radzi sobie z domowymi obowiązkami, i ma w dodatku na nas apetyt, posiadanie męża nieudanego może wydawać się uciążliwe i niepraktyczne. Istnieje jednak liczna grupa żon, dla których mąż udany nie jest atrakcyjny. Męża udanego nie można naprawiać i poprawiać, i nie można zrzucić na niego winy za wszystko złe w naszym małżeństwie. A na nieudanego można. Poza tym mąż nieudany daje nam poczucie własnej wyjątkowości, wspaniałości i wyższości, a w skrajnych przypadkach na posiadaniu męża nieudanego oprzeć możemy całe nasze poczucie wartości i sensu życia.

To, jak bardzo nieudany okaże się nasz mąż, zależy przede wszystkim od nas. Mamy do wyboru wiele niezawodnych strategii, które pozwalają utrzymać męża nieudanego w stanie nieudolności."

Mieć męża udanego ?...a może lepiej nieudanego ?
Czy w naszym wieku można jeszcze miec wpływ na cokolwiek ?
A może istnieje jeszcze coś pośredniego ?
Same dylematy !!!

1155

wuere'le
21-04-2007, 20:00
Cytat:"To, jak bardzo nieudany okaże się nasz mąż, zależy przede wszystkim od nas. Mamy do wyboru wiele niezawodnych strategii, które pozwalają utrzymać męża nieudanego w stanie nieudolności."


Cytat:"Mieć męża udanego ?...a może lepiej nieudanego ?
Czy w naszym wieku można jeszcze miec wpływ na cokolwiek ?
A może istnieje jeszcze coś pośredniego ?
Same dylematy !!!"

No i po kolei:
- czy nie za bardzo przeceniasz rolę kobiety w związku?
a jeżeli już, uważasz, że ma ona taki wpływ, to należałoby
raczej pomóc człowiekowi, który być może w wielu sprawach
sobie nie radzi, ale w innych jest ok.
Po co komuś nieudolny mąż?
-czy posiadanie nieudolnego męża może podnieść własną
wartość, wątpię a jeżeli tak, to jest to chyba przejaw
skrajnego egoizmu.
- czy jest jakakolwiek granica wpływu na drugą osobę, chyba
tylko ta, która jest wyznaczona przez osoby poddane tym
wpływom.

Nie wiem, gdzie jest koniec cytatu, który podałaś, bo nie zaznaczyłaś, odpowiedziałem więc Tobie, sadząc, że utożsamiasz się z cytowanym tekstem, bowiem nie odnisłaś się do niego. Chcę dodać, że nie jest to osobista wycieczka w Twoim kierunku, tylko głos w dyskusji.
Pozdrawiam.

destiny
21-04-2007, 20:32
wuere'le :)
Cytat jest wyraźnie zaznaczony :rolleyes:
Ostatnio, bardzo się asekurujesz pisząc cokolwiek.
Forum jest do tworzenia opinii i wymiany myśli, nawet jeśli sa one skrajnie różne czy przeciwne.
I jeśli nawet nie zgadzamy sie z kimś, to nie oznacza, że nie lubimy tej osoby.
Po prostu, w pewnych kwestiach można mieć odmienne zdanie.
Troszkę się odniose do Twojej wypowiedzi.
Ciągle nurtują mnie różne psychologiczne aspekty związku.
Jeśli chodzi o uczucia, to ...kobiety są chyba troszkę egoistkami.
Ale i tutaj nie ma nic z chęci dołożenia partnerowi.
Autorka cytatu pisze wyraźnie, że mąż nieudany może dać nam poczucie własnej wyjątkowości...ale są to tylko skrajności.
Pisząc prościej - mogłabym określić mojego męża "złota rączka" :)
Natomiast w kwestii uczuć mam wiele zastrzeżeń.
Choć wiem, że mnie kocha, to ma wielki problem z okazywaniem tego uczucia :)
Podejrzewam, że w tym wieku po tylu latach wspólnego pożycia...trudno byłoby zmienić cokolwiek.
Pozdrawiam - b.

bogda
21-04-2007, 20:49
A ja tam wolałabym mieć męża udanego. Ale... nikt nie jest udany na 100%, każdy ma jakieś wady i zalety, tak mężczyzna jak i kobieta. Niektóre wady nam nie przeszkadzają, natomiast z innymi staramy się walczyć i na odwrót. A jak chcemy winą za coś kogoś obciążyć, to wiadomo... wszystko przez męża (żonę). Dziwne jest to życie, ale cóż, nie można podobno wszystkiego mieć, chociaż tak by się chciało.

Nika
21-04-2007, 21:01
1165to tak jakbyś mówiła o wielkanocnym mazurku ,Lileczko...mąż to człowiek,którego bardziej lub mniej świadomie wybrałaś i teraz czas ponosić konsekwencje tegoż wyboru....a kto wie, co mąż mysli o żonie-udana czy nieudana...

Basia.
21-04-2007, 21:04
Dziewczyny, za nieudanego faceta byśmy się nie wydały? Nie ma ideałów, chyba mamy "facetów pośrednich" i dobrze, bo z takim "ideałem" życie byłoby zbyt "idealne".

Lila
21-04-2007, 23:56
:D Niko serce Ty moje...
Jaż nie pisałam o udanym i nieudanym mężu,a mazurka za cholerę nie upiekę.Taka zdolna bestia ze mnie..:rolleyes: .

Ale możemy się zastanowić nad udanym związkiem...głębiej i na szerszym podłożu...:D ,niekoniecznie bardzo poważnie,jako że związek jaki jest,każdy widzi.U siebie...
A przecież często związki bywają nieudane,nie wspominając już o Sowieckim,czy związku zawodowym Siwaka.

Natomiast analizując związek między kobietą i mężczyzną,w aspekcie psychiki kobiety,to z naszego punktu widzenia ,osobisty, udany nad podziw mężczyzna, ewoluuje niesłychanie.
Oczywiście ,jest zjawisko dobre niekiedy,bo z chudego łamagi ,w drucianych okularkach,wyhodowujemy sobie właśnie ''złotą rączkę '' z bicepsami,który i dziecko pokołysze,i kran zreperuje i drewna do kominka narąbie..
O tym ,że sam często -gęsto się narąbie,słowem nie wspomnę,aby nie wyjść na wredną feministkę,co żałuje swojemu mężczyźnie ,chwili upojnej radości.

Natomiast ewolucja może iść w złym kierunku.Niby dany osobnik żegluje na z góry wyznaczone przez nas pozycje.Niby rozwija się,a my tracimy czujność.I co moje drogie ?
Okazuje się,że to zwykły ponton bez steru,dryfujący tam,gdzie go prąd poniesie...

I tu przykład jak najbardziej drastyczny...Bill Clinton i jego słynne cygaro,włożone....no,mniejsza o to..
Ileż pracy Hilary poszło na marne!!
I pomyśl Desti,jak teraz wygląda ich związek.Musi patrzeć na ślubnego ofermę,plując sobie w brodę,że nie zakazała mu palenia .Tak jak Ty ,swemu mężowi..
I musi go znosić,bo inaczej ta purytańska Ameryka nie wybierze jej na prezydenta...:D

Wilhelmina
22-04-2007, 00:19
Feministka? Wredna feministka? Podoba mi się to słowo! Ja chcę być wredna feministka.
Liluś, podoba mi się to co napisałaś.

Nika
22-04-2007, 07:43
1192najbardziej udany związek-ja i mój słodki Lesiak-wychowałam go jak chciałam,patrzy na mnie niezmiennie z tą samą miłością w czarnych ślepiach od 10 lat,posłuszny i wiecznie zadowolony na mój widok.Żeby jeszcze gadać umiał...

baburka
22-04-2007, 08:30
Mieć męża udanego ?...a może lepiej nieudanego ?
Jak która lubi na kolanach, odpowiedź jest jasna.

Czy w naszym wieku można jeszcze miec wpływ na cokolwiek ?
Dopóki żyje świadomość...

Kundzia
22-04-2007, 09:19
No cóż jak świat światem co by tu o nas nie mówić że jesteśmy słabe kobietki,lubimy kwiaty,słodycze, miłe słówka to jednak siła w nas olbrzymia.Niech no tylko ci silni panowie za mocno nadepną nam na odcisk,/takie słabe znosimy bo w życiu jak w tańcu czasem nadepnie się partnerowi na odcisk/już my im pokażemy.Silna kobitka tak poprowadzi ten taniec życia że partner nie dosyć że dostosuje się do tempa to jeszcze będzie uważał ,że to jego zasługa,a jak nie to poprostu odpadnie -.Kobitki póki żyjemy możemy zmieniać i kształtować naszych panów ale niestety tylko wtedy gdy trafiliśmy na człowieka a nie jakiegoś troglodyte jaskiniowca.
My natomiast najwięcej możemy zrobić z naszymi synami jak ich mamy, resztę zostawmy mądrym synowym

Lila
22-04-2007, 11:17
do niki...:)

I jak znam życie,Lesiak ani razu nie nagabywał Cię,abyś odwiedzała jego mamusię...:)

bogda
22-04-2007, 11:30
Lila... zgadzam się z Tobą, ale mamusie też trzeba czasem odwiedzić, bo jej jest smutno... chyba, że wredna... to rozumię. :)

destiny
22-04-2007, 13:06
Znowu...miałam problem z siecią :(
Parę wypowiedzi i pora wyciągnąć wnioski !
Jednym słowem tak panowie tańczą , jak im gra orkiestra :D

1206

Pozdrawiam miłe panie, które mnie tu wsparły :rolleyes:

Miłego spacerku :)

ammi1952
22-04-2007, 14:47
uch hahaha Desti poprwiłas mi ta fotka humor hihihi dobra Pozdrawiam Grazyna

Kundzia
22-04-2007, 16:07
Desti-może masz zapasową fujarkę na zbyciu?
A tak naprawdę to oni tańczą jak my chcemy tylko wtedy kiedy sami chcą ,cały ambaras to trzeba tak grać żeby im się wydawało że to oni prowadzą .Całe życie się tego musimy uczyć,nie wyjdzie z jednym-to tego kwiata jest pół świata.

baburka
22-04-2007, 16:21
nie na darmo mówią, że miłość jest ślepa.
Nie miałabym nic naprzeciw, a nawet coraz bardziej :D

Lila
22-04-2007, 16:24
:D Czyni z ...hmmmm...kobry ,bohatera..
moja Kunegundo.No i powiedzmy sobie szczerze,pozostając w klimacie hinduskim,że i fakir musi być choć nieco nadobny.

1218

Kundzia
25-04-2007, 17:01
:D Czyni z ...hmmmm...kobry ,bohatera..
moja Kunegundo.No i powiedzmy sobie szczerze,pozostając w klimacie hinduskim,że i fakir musi być choć nieco nadobny.

1218
Podobno jak "fakir"choć trochę ładniejszy od czarta to wystarczy - ale kto wie jak czart wygląda?????????????????

bogda
25-04-2007, 17:41
:rolleyes: Czart powinien być baaarrrdzo przystojny, przecież ma nas kusić, podpuszczać żeby osiągnąć zamierzony cel. Inaczej marne jego wysiłki....:D

malgos651
25-04-2007, 17:44
mlodzi niewiele wiedza o milosci i szacunku

bogda
25-04-2007, 17:49
Miła Małgosiu... miłość to przede wszystkim zrozumienie drugiego człowieka, wzajemna tolerancja, zaufanie i wzajemny szacunek dla siebie. Brak zawiści, bezzasadnej zazdrości, zemsty i odwetu. To wg mnie są podstawowe zasady prawdziwej miłości.... :)

malgos651
25-04-2007, 17:59
witaj milo mi. tak masz racje zgadzam sie swoje juz w zyciu przeszlam zly maz alkocholik itp.

bogda
25-04-2007, 18:23
Bardzo Ci współczuję, chociaż to niewiele Ci pomoże. Jeżęli jesteście razem, zmuś go do leczenia, a jeżeli rozstaliście się to musisz się otrząsnąc z tego, zająć się przede wszystkim sobą, nie warto marnować sobie życia z powodu jednego nieudacznika. Jak przelecisz inne wątki to zobaczysz ile rodzin zmagało się z mężem (ojcem) alkoholikiem, jak niektórzy sobie poradzili i radzą. Powiesz, że łatwo jest mówić, trudniej zastosować, na pewno.... ale nie możesz się załamywać, masz tylko jedno życie :)

malgos651
25-04-2007, 18:26
udalo mi sie z tym skonczyc 10 lat temu . jestem osoba wolna i wspolczuje wszystkim kobieta ktore maja podobne problemy glowa do gory.

Basia.
25-04-2007, 18:46
udalo mi sie z tym skonczyc 10 lat temu . jestem osoba wolna i wspolczuje wszystkim kobieta ktore maja podobne problemy glowa do gory.
Gratuluję Małgosiu, a teraz myśl o sobie. Swoje "lekcje" już odrobiłaś i teraz pędź do przodu.

malgos651
25-04-2007, 18:50
w takich zwiazkach najbardziej cierpia dzieci ale gdy dorastaja rozumieja.

Basia.
25-04-2007, 18:56
w takich zwiazkach najbardziej cierpia dzieci ale gdy dorastaja rozumieja.
To prawda, mój syn na samym początku na wieść o naszym rozwodzie krzyczał: "ja nie chcę, rozwiedźcie się kiedy będę miał 30 lat". Pewnego dnia powiedział ojcu: "nienawidzę Cię i nie mogę się już doczekać waszego rozwodu" , wtedy poczułam się wolna i wniosłam sprawę o rozwód. Życie napisało inny scenariusz, o tym pisałam w innych wątkach. Nie warto tkwić w toksycznym związku, trzeba wiać gdzie pieprz rośnie bo będzie coraz gorzej, trzeba wiać dla dobra dzieci.

hannabarbara
25-04-2007, 19:00
Bogda pisze:"miłość to zrozumienie drugiego człowieka, wzajemna tolerancja, zaufanie i wzajemny szacunek", to akurat pasuje mi do określenia przyjaźni lub miłości małżeńskiej, gdy wygasa burza uczuć.Zaś miłość w pierwszej fazie nie ma nic wspólnego ze spokojem i łagodnością. To wulkan emocji, górowanie podświadomości nad rozumem,poddanie się własnej zmysłowaści, zazdrość i uwielbienie oraz cała ta huśtawka uczuć, która miota człowiekiem na różne strony. Jest to fantastyczne uczucie, lecz wcale nie łatwe i nie zawsze przyjemne. Ale warto je przeżyć, by potem mieć co wspominać.

Malgorzata 50
25-04-2007, 19:05
mlodzi niewiele wiedza o milosci i szacunku
Mysle ,ze wiedza o milosci i szacunku to nie jest sprawa wieku ,tylko tego czy to milosc czy nie.A faceci i tak sa z Marsa.

bogda
25-04-2007, 20:16
Zgadzam się Haniu z Tobą w 100%, miłość trzeba podzielić na dwie fazy, pierwsza szalona i nieprzewidywalna, druga wyciszona, ale obie są piękne i przeżyć to warto, nawet trzeba. Wiedza też niewiele daje, bo wtedy działają emocje i rozum mówi pa, pa. A faceci są z Marsa....

jolita
25-04-2007, 20:25
Kiedyś - jak to się mówi:"miałam w ręku" książkę p.t. Małżeństwa koleżeńskie. Na podstawie udziału w procesach sądowych adwokci udwadniali, że jest grupa ludzi, którzy nie potrafią przystosować się do współżycia w związku.Po przeprowadzonym rozwodzie wracali do siebie, a ponowna próba usankcjonowania tej sytuacji przywracała poprzednio występujący problem (ale zagmatwałam się, ale mam nadzieję, że zrozumiecie w czym rzecz...)

destiny
26-04-2007, 10:49
Kiedyś - jak to się mówi:"miałam w ręku" książkę p.t. Małżeństwa koleżeńskie. Na podstawie udziału w procesach sądowych adwokci udwadniali, że jest grupa ludzi, którzy nie potrafią przystosować się do współżycia w związku.Po przeprowadzonym rozwodzie wracali do siebie, a ponowna próba usankcjonowania tej sytuacji przywracała poprzednio występujący problem (ale zagmatwałam się, ale mam nadzieję, że zrozumiecie w czym rzecz...)

Czy to oznacza... że, żeby to zrozumieć, to trzeba sie najpierw ożenić a potem rozwieźć ???

1382

Bo ja wiem...?
Najlepiej to chyba jest, jak mąż jest Twoim przyjacielem na dobre i złe !!!
Mój...to się chyba...przystosował do mnie :D
Najlepszego !

Malgorzata 50
27-04-2007, 05:46
Tym razem ja wkleje wierszyk mojej ukochanej Wislawy Sz.Mysle ze bardzo adekwatny do tematu

Portret kobiecy

Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

tar-ninka
27-04-2007, 07:01
Małgorzatko piękny ten wiersz /jak zresztą wszystkie wiersze Szymborskiej/ i jakże prawdziwy.

Nika
27-04-2007, 07:15
Samo życie....

Malgorzata 50
03-05-2007, 03:21
Samo życie....
Zycie samo-moje Panie najlepszy jest facet, przykrojony i udlubany na nasza miare ,ale na to trzeba lat w znoju i w trudzie,kilogramow inwencji ,wiedzy, przy ktorej doktorat z psychologii to przedszkole i wtedy...mozna zyc dlugo i szczesliwie .

No prawie,albowiem niestety facet to takie urzadzenie, na ktore gwarancji nie daja i nie wiadomo kiedy moze sie zbiesic ,a osobnikom tym lubi nagle znienacka przyjsc do glowy ,kiedy znad gazetki ,albo katem oka sprzed telewizora, obserwuja swa zonke lekko posunieta w leciech ,ze przecie jeszcze ostatnie takty walca nie przebrzmialy byc moze,a swiat jest pelen pieknych ,samotnych panienek do wziecia,ktore mozna zanecic jesli nie na urode meska lekko przywiedla,czy maesterie w ars amandi -lekko przedwczorajsza- to na dobra materialne zgromadzone pracowicie wspolnym wysilkiem.

I coz potrafi zrobic nasz pozornie oswojony? -Bywa daje noge w rejony piekniejsze i mlodsze,acz niekoniecznie madrzejsze.
Ale bywa rowniez, ze po jakims czasie ,jak zbity pies, wraca z podkulonym ogonem,z nadzieja na w bezpieczenstwo domowych pieleszy ,gdzie nie musi stawac na palcach i udowadniac ,ze jest Banderasem.

Smuteczek jesli sie okazuje ,ze posciel wyprana ,zamek wymieniony ,a malzonka porzucona, zamiast pielegnowac krzywde,jakas taka nowa ,odmlodniala wesolutka,a co gorsza wcale nie zamierza marnotrawnego z westchnieniem ulgi i usmiechem przebaczenia na bladej twarzy do stolu i loza wpuszczac ponownie, bo albo rozsmakowala sie byla w zyciu kobiety niezaleznej ,albo zagniezdzil sie tam juz na dobre zupelnie inny pan.

Polecam "Sceny z zycia pozamalzenskiego" Gretkowskiej i Pietuchy-irytujace dosc w czytaniu ale po namysle- kwint z esencja

Nika
03-05-2007, 07:59
1615co małżeństwo to inna historia,do której scenariusz piszą głowni aktorzy no i życie..myślę,że trudno kierowac się radami,uogólnieniami,bo kazdy facet to bomba z opóźnionym zapłonem.Inna sprawa,że niektore nie wybuchają nigdy..

bogda
03-05-2007, 10:57
Tak, tak... Nikuś...." niejedno małżeństwo uratowałby tłumacz"...