PDA

View Full Version : życie po stracie osoby bliskiej


Fiona
03-03-2010, 19:00
Witajcie!!! Jestem tu nowa,i chciałabym poruszyć problem jak żyć po utracie osoby najbliższej.Jak inni sobie z tym radzą,czy także szukają kogoś kto pomoże wyjść z tego upiornego stanu? Brak tej drugiej osoby i samotność powoduje ,że stan ducha jest beznadziejny.Może ktoś pokusi się na podzielenie się swoimi rozterkami? Chciałabym o tym i nie tylko porozmawiać,czuję się bardzo samotna .Pozdrawiam...

tar-ninka
03-03-2010, 19:05
Okruszku juz na ten temat jest watek ,poczytaj moze ci pomoze .
http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-kiedy-odchodza-823.html

Fiona
03-03-2010, 20:04
Przepraszam ,że utworzyłam nowy a zarazem stary wątek pozdrawiam

tadeusz50
03-03-2010, 20:22
Przepraszam ,że utworzyłam nowy a zarazem stary wątek pozdrawiam


Witaj okruszku999
Wcale nie musisz przepraszać, bo nie ma za co. Wątków jest tysiące (ponad 5500) i nawet starzy bywalcy maja kłopot z odszukaniem właściwego.Jestem tu dwa lata i nie wiedziałem o istnieniu takiego tematu.
ps. Straciłem najbliższą osobę ale 16 lat temu. wiem co możesz czuć

Nika
03-03-2010, 22:06
Przeżyłam..długo z tym nie potrafiłam sobie poradzić..w wypadku samochodowym straciłam męża i rodziców...mogę tylko powtórzyć banał-czas leczy rany, blizny zostają na zawsze...

Mar-Basia
03-03-2010, 22:15
Witajcie!!! Jestem tu nowa,i chciałabym poruszyć problem jak żyć po utracie osoby najbliższej.Jak inni sobie z tym radzą,czy także szukają kogoś kto pomoże wyjść z tego upiornego stanu? Brak tej drugiej osoby i samotność powoduje ,że stan ducha jest beznadziejny.Może ktoś pokusi się na podzielenie się swoimi rozterkami? Chciałabym o tym i nie tylko porozmawiać,czuję się bardzo samotna .Pozdrawiam...

Stracilam w zyciu pare drogich mi osob. Znam bol z autopsji. Nie jest to latwe. Niestety takie jest zycie i wielkokrotnie nie mamy wplywu na jego przebieg. Czas koji wszystkie rany...pamiec, rozterki zostaja na zawsze.

eledand
03-03-2010, 22:17
Witam Niko.Wiedziałam że jesteś sama,ale o tym teraz czytam.Masz racje Czas leczy rany-a myśli pozostają na zawsze.Ja dwa 1/2 roku straciłam przyjaciółkę,Ona była na dobre i na złe,nieraz kłóciłysmy się a na drugi dzień śmiechu było tyle że płakaliśmy.Z moim bólem pozostałam sama -samiutka i wiem co to jest.Pozdrwiam.:confused:

Arti
03-03-2010, 22:21
Po trzech latach niebytu..te trzy lata pamiętam fragmentarycznie..
do stanu spokoju powróciłam, że przecież to tylko tymczasowe rozstanie.
Choć tęskni mi się ...dzień w którym się widziałam i rozmawiałam ostatni raz dla mnie jest wczoraj.

Jaga_13
03-03-2010, 23:18
Ja od wczoraj czuje sie okropnie samotna/mam rodzinę/.Dzis byłam na pogrzebie koleżanki jeszcze ze szkoły i podst. i średniej ipotem krótko razem pracowałysmy.Zapraszała mnie w wakacje na kawę,ale nie dotarłam bo a to to a to sio.Czesto od wczoraj o Niej myślę,umierała podobno 3 tyg. i nie mogła umrzeć.Nie wiem czy to jest możliwe ale rak ją zjadał żywcem,ciało odpadalo itd.makabra.Ona przy takim cierpieniu świadoma.No nie wiem co mam dalej napisać,może sie wypłacze,bo chce mi sie płakac ale nie wychodzi.

Arti
03-03-2010, 23:42
Jago...Dla niej śmierć była wybawieniem już nie cierpi.
wielka ulga i dla niej i dla jej bliskich.
Na niektóre, rzeczy nie mamy wpływu gdy się dzieją można ulżyć w cierpieniu. Zapal świeczkę w domu dla niej.

eledand
03-03-2010, 23:47
Jago,a wypłacz sie porządnie,a ulży Twojej duszy.
Pozostanie wiecznie to,że mogłaś pojechać i zobaczyć ją,ale w życiu są niestety twarde reguły i na to czasami nie mamy wpływu.Pozdrawiam.

Jaga_13
04-03-2010, 00:08
Dziekuje dziewcyny-wlaśnie becze.Nie mogłam Jej odwiedzic w szpitalu,bo Ona nie chciala by Ja ktos oprócz rodziny i Ja ogladał w stanie w jakim była.Zapalę tez świeczkę.Usciski dla WAs.Tak chciałam by sie ktoś odezwał-jestescie kochane.pa

Malwina
04-03-2010, 00:17
wszystkie pzrechodzimy te etapy cierpienia z powodu utraty kogos bliskiego, tylko każda w innym czasie...wybecz się Jaguś, wybecz..są sprawy na które nie mamy wpływu i tu tylko pozostaje beczenie...ono tez czemuś służy...

Jaga_13
04-03-2010, 00:36
Dziekuję Ci Malwinko.Nabeczałam sie i ide spac bo jestem wykończona psychicznie dzisiaj.Usciski Ci przesyłam.pa

Fiona
04-03-2010, 10:27
Przepraszam ,że za moją sprawą tyle łez wycisnęłam od innych nie było to moim zamiarem.Każdy sam w swoim sercu przeżywa ten okropny stan,wiem że czas goi rany -podobno ,tylko zanim to nastąpi to żyje się tu i teraz.Mój mąż był wspaniałym człowiekiem ,walczyliśmy ( dosłownie ) o każdy dzień przez dwa lata .Paraliż całego ciała i takie tam...A teraz trzeba żyć dalej .......Pozdrawiam serdeczenie.Miłego dnia.

Malwina
04-03-2010, 18:39
Okruszku dobrze, nie pzrepraszaj oprócz Ciebie komus to było potzrebne....trzeba mówic żeby nie zamknąć sie w skorupie łez, rozpamiętywań, pytań.....bo potem jeszcze trudniej...

Fiona
04-03-2010, 19:57
Pozdrawiam wszystkie osoby na tej stronie.Poczułam ,że nie jestem sama , noc nieprzespana ,ale dziś wybrałam się na spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką .Umówiłyśmy się w Galerii Dominikańskiej i już miałyśmy zacząć jeść lody kiedy ogłoszono alarm pożarowy i wszyscy musieliśmy opuścić natychmiast to miejsce.Ale wszystko się dobrze skończyło zmieniłyśmy kawiarnię i dzień zaliczam do udanych .Dziękuję ,że jesteście ,dzięki odzewowi z waszej strony znalazłam światełko w tunelu.Na jak długo zobaczymy....Ale warto było....Pozdrawiam wszystkich.

Malwina
04-03-2010, 20:01
"Światełko "Ciebie też pozdrawia i jęsli ono już jest ..to napewno Cię nie opuści....

BUNIA
04-03-2010, 20:08
Okruszku wiem co czujesz , co przezywasz.Bardzo Cię rozumiem bo przez to przechodziłam ponad 9 lat temu .
Z czasem ból wyciszy się a Ty powrócisz do normalności to wymaga niestety dluzszego czasu .
Nie zamykaj sie w sobie , wyjdz do ludzi , szukaj zajęc .
Powodzenia .

tadeusz50
04-03-2010, 20:49
Okruszku wiele z nas kogoś utraciło. Czy to ukochani rodzice, czy współmałżonek, bywa, ze chowamy dzieci. Czas, czas leczy te rany. Chociaż starsza wnuczka gdy idzie na grób swojego taty zawsze jest bardzo płaczliwa. Ojca nie pamięta bo zięć zginął gdy miała zaledwie dziewięć miesięcy.

Zyrafa
04-03-2010, 21:02
Jestem tutaj początkujca.Przeżyłam śmierć miesiąc temu kolezanki.Była piekna pogodną kobietą.Walcyła z choroba do końca i wierzyła, że się uda...Stracilam męża i żyje dalej.Trzeba wykrzesać z siebie radośc życia mimo wszystko.
Zycze Tobie dobrych dni i pozdrawiam.

Fiona
04-03-2010, 21:08
Pozdrawiam serdecznie Zyczliwych mi osób ,mam nadzieję ,że wspólnymi siłami dam radę.....:)

Fiona
04-03-2010, 21:10
Okruszku wiele z nas kogoś utraciło. Czy to ukochani rodzice, czy współmałżonek, bywa, ze chowamy dzieci. Czas, czas leczy te rany. Chociaż starsza wnuczka gdy idzie na grób swojego taty zawsze jest bardzo płaczliwa. Ojca nie pamięta bo zięć zginął gdy miała zaledwie dziewięć miesięcy.


Dziękuję Tadeusz za miłe słowa:)

Annamaria11
04-03-2010, 21:43
Okruszku.
Napisałam do Ciebie wczoraj i dzisiaj rano (w wątku-"Witaj, przedstaw się cz.5.) Przeczytaj. Polecam jeszcze częste słuchanie piosenek Krajewskiego- "Nie jesteś sama" i"Kiedy
mnie już nie będzie." Pozdrawiam serdecznie.





















































Okruszku.
Napisałam do Ciebie wczoraj i dzisiaj w wątku-"Witaj
i przedstaw się cz.5" Przeczytaj . Polecam jeszcze wysłuchanie
piosenki Krajewskiego-"Nie jesteś sama" oraz "Kiedy mnie już
nie

















'

Fiona
04-03-2010, 22:16
Witaj Annamaria 11 Przepraszam ,że nie odpisałam ,ale jeszcze błądzę .Znam całą linię piosenek Seweryna Krajewskiego,i za każdym słuchaniem łzy leją się s trumieniem.Ale są piękne.Dziękuję i zaraz wskakuję na wątek witaj.pozdrawiam.

judym
05-03-2010, 11:00
Stracilam w zyciu pare drogich mi osob. Znam bol z autopsji. Nie jest to latwe. Niestety takie jest zycie i wielkokrotnie nie mamy wplywu na jego przebieg. Czas koji wszystkie rany...pamiec, rozterki zostaja na zawsze.
Witaj, ja też jestem tu nowa, ale Twój ból jest mi aż nadto dobrze znany.Straciłam męża przed 23 laty, ale do dziś nie śnię o nim b. często, czasem mówię coś głośno do niego, jakbym miała nadzieję na odpowiedz. Powoli wyszłam z głębokiej depresji. Nie mogłam o swoim bólu z nikim rozmawiać, bo wydawało mi się, że i tak nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, a równocześnie nie chciałam widzieć litości. By wyrzucić z siebie rozpacz, pisałam niemal codziennie długie listy- rozmowy z Nim.Zaraz potem niszczyłam je, tak jakbym odkładała słuchawkę telefonu. to mi naprawdę przynosiło ulgę. W póżniejszym okresie korespondowałam z wieloma, zupełnie nieznanymi mi osobami, które gdzieś, w różnych czasopismach pisały o różnych swoich cierpieniach, życiowych problemach.W obliczu cudzych ran, nasze własne wydają się mniej boleć. Inni ludzie stali mi się blizsi, nauczyłam się wsłuchiwać w cudze udręki,pokory wobec zrządzeń losu.Też słyszałam: czas...Żeby skończyć z samoudręczaniem się, zabrałam się za naukę - m.in. języka obcego. Wydawało mi się, że On byłby zadowolony, że staję na własnych nogach. Jeśli jednak masz z kim o swoich przeżyciach rozmawiać, korzystaj z tego.To bardzo dobra terapia. Dużo sił życzę.

Scarlett
05-03-2010, 11:06
Myślę, że źle sie stało, iż niszczyłaś te listy. Ostatnio sięgnęłam po 34 latach po swoje pamiętniki i okazało się, że tamte myśli i przeżycia, które mi towarzyszyły w dorastaniu pozwoliły mi, inaczej spojrzeć na siebie. Okazało się z tamtych wpisów, że w wieku 16 lat, byłam bardzo dojrzała. Dowiedziałam się z nich o swoich marzeniach i budowaniu przyszłości.:)

BarbaraK
06-03-2010, 00:40
34251
tak właśnie bywa

judym
06-03-2010, 19:49
Myślę, że źle sie stało, iż niszczyłaś te listy. Ostatnio sięgnęłam po 34 latach po swoje pamiętniki i okazało się, że tamte myśli i przeżycia, które mi towarzyszyły w dorastaniu pozwoliły mi, inaczej spojrzeć na siebie. Okazało się z tamtych wpisów, że w wieku 16 lat, byłam bardzo dojrzała. Dowiedziałam się z nich o swoich marzeniach i budowaniu przyszłości.:)
Być może czytanie zapisków z tamtych lat mogłoby mi pomóc inaczej spojrzeć na siebie, popatrzeć z dalekiej już perspektywy. Obawiam się jednak, że byłoby to, mimo upływu lat, nadal bolesne rozdrapywanie ran.Nie chciałam też, aby je ktokolwiek inny mógł przeczytać.

Fiona
28-03-2010, 20:33
przez przypadek powróciłam na ten wątek ( gdzieś mi sie zawieruszył) i nie zdążyłam wszystkim ,którzy tu zabrali głos podziękować ,za wsparcie ,za dobre słowa ,dla mnie mają ogromną wartość.Niby wszystko już wiemy bo mamy swoje lata ,ale wsparcie drugiego człowieka to jest siła do dalszego działania.Na razie z marnym skutkiem ,ale idzie ku lepszemu .Jeszcze raz dziękuję.Pozdrawiam.....:)

tadeusz50
28-03-2010, 21:07
okruszek999
Przez przypadek odnalazłaś watek a to proste. skoro go założyłaś zajrzyj do swojego profilu i tam masz "pokaż wszystkie posty" i drugi "pokaż wszystkie wątki" użytkownika tzn Ciebie. To samo każdego innego użytkownika. Pozdrawiam

Fiona
28-03-2010, 22:31
dziękuję Tadeuszu to logiczne gapa ze mnie..pozdrawiam.

tadeusz50
28-03-2010, 22:38
dziękuję Tadeuszu to logiczne gapa ze mnie..pozdrawiam.
E tam zaraz gapa, może trochę niewiedzy. Nie ma się czego wstydzić, też nie wiedziałem na początku.

jasinek123
28-03-2010, 23:54
Tadziu

dziękuje jesteś o wspaniały

cha_ga
29-03-2010, 10:29
Myśle,ze kazdy z nas troche inaczej reaguje na strate bliskiej osoby. Ja otaczam sie pamiatkami, przegladam zdjecia, pilegnuje wspomnienia i jest mi nieco lzej gdy wierze,ze moi bliscy gdzies tam sa i czekaja na mnie, staram sie kultywowac stare zwyczaje i nie wprowadzac zbyt duzych zmian. Ale znam osoby, które reaguja wrecz odwrotnie-chcą jak najszybciej zapomniec to co boli, wyrzucaja wszystkie rzeczy zmarłej osoby, remontuja mieszkanie, usuwaja wszystko co mogłoby im przypominac to co sie stało, nie chodza nawet na cmentarz. W krótkim czasie po bliskiej osobie nie pozostaje tam zaden slad. Ja tak nie potrafie, chce pamietac nawet jesli to przynosi cierpienie.

krys
05-04-2010, 17:52
witam współczuję za utratę bliskiej ci osoby,ja też straciłam męża trzy lata temu,i dopiero teraz wychodzę na prostą ,myślałam że nigdy się nie pozbieram,ale czas goi rany.Tak będzie i z tobą ,do usłyszenia pozdrawia Krystyna.

Gabi K.
05-04-2010, 20:57
W stu kilkunastu postach wiele mądrych słów...

http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-kiedy-odchodza-823.html

Renald jest tego najlepszym przykładem.

zuska75
06-04-2010, 00:02
witam , jestem tu pierwszy raz wiec prosze o wyrozumialosc pisze na tym forum poniewaz nie szukam pomocy od mlodych i niewyrozumialych lecz szukam dorady i wsparcia osob powaznych i doswiadczonych, niewiem jak mam sobie poradzic ze smiercia mojej mamy ktora odeszla 4 miesiace temu jestem zalamana i nie moge normalnie funkcjonowac , czuje sie winna , a najgorsza jest dla mnie mysl ze mama umierala calkiem samotnie co mam robic zeby moje dzieci nie widzialy mnie stale zaplakanej , ciagle mam wrazenie ze mama jeszcze zyla gdy wkladali trumne w dol, nie dociera do mnie ze jej nie ma , a jesli ona sie obudzila w tej ciemnosci , napewno byla przerazona, a moze jest jakas szansa zeby sie z nia skontaktowac , strasznie mi jej brakuje, jej glosu , i osoby, czuje ze wariuje, nikt mnie nie umie zrozumiec, przeraza mnie jak wszyscy potrafili szybko zapomniec , kazdy mi mowi tak musialo byc bo byla chora ,ze mam sie wziasc w garsc- tylko jak ?wszystko mi przypomina o mamie , nieiwem co robic , gdybym mogla ja jeszcze raz uslyszec zobaczyc przytulic porozmawiam.....prosze poradzcie jak sobie mam z tym poradzic ...slyszalam ze jest cos takiego jak wywolanie osoby zmarlej ale czy to prawda? TESKNIE ZA MAMA

Scarlett
06-04-2010, 00:06
Jesteś młoda kobietą, sądząc po cyfrach przy nicku.
Ja bym nie wywoływała zmarłej, niech spoczywa w spokoju.
Wybierz się raczej do psychologa, a szybciej uporasz się z tęsknotą. Może psychoterapia także mogłaby Ci pomóc. W tym kierunku bym szukała pomocy moja młoda damo.
Twarde postawienie sprawy, ale tak chyba w Twoim przypadku trzeba!!!

zuska75
06-04-2010, 00:39
dziekuje ,bylam juz u lekarza i raczej za bardzo mi nie pomogl , przepisal mi tylko tabletki po ktorych chyba bardziej poglebia sie moja tesknota, gdy je zazywalam czylam sie obojetna, przybita,i bardziej podatna na placz wtedy wylam jak male dziecko , moje dzieci (wiek : 8,10,i 14 lat) mnie pocieszaja mowiac ze wszystko bedzie dobrze ale nie jest nie mam nikogo, zaraz po smierci mamy rozeszlam sie z mezem, mieszkam za granica wiec na jakies przyjaznie tez nie mozna liczyc , mialam tylko mame i ona mnie zostawila wiec jak moze byc dobrze , kocham moje dzieci ale one nie zrozumia co czuje, wszedzie slysze ze czas goi rany ale tak tez nie jest bo im dluzej od odejscia mamy jest dla mnie gorzej ,

zuska75
06-04-2010, 00:43
[QUOTE=zuska75]dziekuje ,bylam juz u lekarza i raczej za bardzo mi nie pomogl , przepisal mi tylko tabletki po ktorych chyba bardziej poglebia sie moja tesknota, gdy je zazywalam czylam sie obojetna, przybita,i bardziej podatna na placz wtedy wylam jak male dziecko , moje dzieci (wiek : 8,10,i 14 lat) mnie pocieszaja mowiac ze wszystko bedzie dobrze ale nie jest nie mam nikogo, zaraz po smierci mamy rozeszlam sie z mezem, mieszkam za granica wiec na jakies przyjaznie tez nie mozna liczyc , mialam tylko mame i ona mnie zostawila wiec jak moze byc dobrze , kocham moje dzieci ale one nie zrozumia co czuje, wszedzie slysze ze czas goi rany ale tak tez nie jest bo im dluzej od odejscia mamy jest dla mnie gorzej, jak mama zyla byla zawsze wesola i ciszylam sie kazda minuta nowego dnia , teraz nic mnie nie cieszy, po co mi to wszystko co mam kiedy moja mama juz nigdy tego nie zobaczy,mam tyle pytan do niej , czuje smutek, a nawet zal do mamy ze odeszla miala tylko 60 lat to nie byl jeszcze jej czas

zuska75
06-04-2010, 01:00
nie moge spac ,klade sie do lozka i zaczynam myslec, plakac wiec wychodze i blakam sie po domu, ogladam telewizje , modle sie i czekam na jakies sygnal od mamy ale nic sie nie dzieje kiedy juz mi sie uda zasnac przed telewizja to tylko na jakies 2 lub 3 godziny i znowu to samo w pracy nie moge sie skupic pracujac placze, ludzie na ulicy dziwnie na mnie patrza bo lzy leja sie ja woda naprawde sobie nie radze , zawsze bylam wesola, twarda i kazdy przychodzil do mnie po pomoc, a teraz sama potrzebuje pomocy i nie mam nikogo, nie ma we mnie juz zycia nie radze sobie z tym, mam 35 lat lecz wygladam o 40 wiecej poniewaz w ciagu tych 4 miesiecy prawie calkiem osiwialam , probowalam jakos to zmienic farbujac wlosy myslalam ze to mnie zmieni lecz to zmienilo tylko kolor a nie mnie,boje sie ze ta tesknota mnie wykonczy a musze wychowac dzieci

Gabi K.
06-04-2010, 02:10
Renaldzie

Może pomoże Ci lektura tej mądrej książki, dla mnie po śmierci mamy była drogowskazem jak dalej żyć, jak wypłakać się, nie tyle dosłownie, bo nawet nie o prawdziwy płacz chodziło, lecz o stan, zwany żałobą, a który trzeba przeżyć, by negatywne emocje, nie wyrażone we właściwym czasie- nie wróciły ze zdwojoną siłą.
I Ty to właśnie robisz teraz, dzieląc się z nami swoimi odczuciami.Myśl o stracie, nie izoluj się od niej i od swojego bólu, daj mu ujście, bo za jakiś czas w podobnej sytuacji będzie Ci znacznie trudniej. Jeśli nie przeżyjesz żałoby , ona do Ciebie powróci.Nie wyrażone emocje mogą zamienić się na objawy cielesne, jako, że uczucia są pewną energią, która gdzieś musi się objawić.

Teraz z perspektywy czasu, minęło go trochę od odejścia mojej mamy, myślę, że żałoba była ciekawym okresem w moim życiu.
Dala mi wielką szansę. To trochę jest tak jak z chorobą, która zawsze prowokuje pytanie- czemu właśnie ja zachorowałam, po co mnie to spotkało?Wiele osób wtedy właśnie odnajduje siebie. Ja zadałam sobie pytanie-kim jestem, jaki jest sens mojego życia, bez tej, która mi go dała.Byłam jej jedynym dzieckiem, czułam się jak liść urwany drzewu, nikomu niepotrzebny. W tym czasie rozpadło się moje małżeństwo, pozostałam ja i troje dzieci, w tym jedno chore na serce.
Byłam wtedy przede wszystkim córką mojej mamy,po prawie dwuletniej depresji, nauczyłam się być sobą.
Zachorowałam,bo zamotałam się w swoich emocjach, nie potrafiłam nazwać tego co mnie bolało, a bolało wszystko.

Nasi bliscy umierają dopiero wtedy, kiedy przestajemy o nich myśleć.
Dopóki Twoja żona jest w Twoich myślach, masz ją we wspomnieniach, ona żyje w Tobie.

Nie bądź sam, wychodź do ludzi, dzwoń , spotykaj się z dziećmi, one też cierpią, rozmawiaj, pisz listy.

Ja do dzisiaj piszę listy do nieba...

Jeśli smutno wracać Ci do pustego domu, przed wyjściem zostaw zapalone światło, włączoną muzykę.

Idź na cmentarz, powiedz żonie to wszystko, czego nie zdążyłeś albo czego nie chciałeś wtedy jej powiedzieć.
To dobry sposób i może być skuteczny jeśli zrobisz go w odpowiednim czasie.
Przyglądaj się bardziej ludziom, z którymi idziesz ten kawałek życia razem - własnym dzieciom. To teraz naprawdę wasz czas.
Jeszcze wyjdziecie na pełne słońce! Uwierz w to!

Swego czasu napisałam to naszemu koledze na forum,
było warto...
Zuzka, przeczytaj resztę postów,proszę...

http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-kiedy-odchodza-823.html
http://www.klub.senior.pl/milosc-przyjazn-zwiazki-samotnosc/t-co-robic-by-mniej-cierpiec-po-stracie-bliskiej-osoby-1475.html


Zrobiłaś już pierwszy krok,pisząc tutaj.
Jest tu sporo ludzi,którzy Ci pomogą.
Myślę, że tam gdzie teraz mieszkasz,
działają grupy wsparcia dla osób w żałobie.
Skorzystaj z tego.
Najlepszym wsparciem jest człowiek,
który to samo przeżył co Ty.
To tak jak najlepszym terapeutą w AA
jest tzw "były" alkoholik,
dla narkomanów- "były" narkoman itp

Jeśli potrzebujesz rozmowy i wsparcia-to właśnie tam Twoje miejsce.
I odpocznij, już późno.

mama2
06-04-2010, 07:20
trzeba czasu. zeby oplakac kogos kochanego. Bol, zal i zlosc na twarde zycie. Potrzebny jest czas i ja wierze ze moditwa za zmarlego. Tylko tak mozna Mu pomoc. Dawno, dawno temu zmarl moj Tata (bylam mloda dziewczyna). Bylam wsciekla , kiedy na ulicy widzialam Jego rowiesnikow, idacych smiejacych sie. Moja mama plakala przez trzy lata - do czasu kiedy urodzil sie pierwszy wnuk. Pozdrawiam

zuska75
06-04-2010, 10:11
to prawda mam zal i czuje zlosc do wszystkich nawet do Boga bo uwarzam za niesprawiedliwe ze zabiera nam tak szybko jedyne bliskie naszemu sercu osoby ,moja mama probowala mnie przygotowac do tego wszystkiego ,ale naprawde ciagle to do mnie nie dociera ze jej nie ma , mialysmy jeszcze tyle spraw do omowienia mialam mnostwo pytan na ktore juz nigdy mi nie odpowie, w niektorych postach pisza zeby czytac listy lub pisac o tym co sie czuje w moim przypadku czytanie nie wchodzi w gre bo zaraz wracaja wspomnienia a jezeli chodzi o pisanie to moze jest w tym jakis dobry cel poniewaz napisalam cale mnostwo wierszy i po kazdym czuje odrobine ulgi choc nie na dlugo , a najbardziej dobija mnie gdy rozmawiam z bratem i on opowiada mi sny w ktorych byl z mama dlaczego mama nie moze przyjsc do mnie choc w snach?????

Malwina
06-04-2010, 11:03
wysłałam Ci list na priv Zuzka

Jadzia P.
06-04-2010, 11:35
Zuzko, wkrótce minie dziewiąty miesiąc jak zmarła moja kochana mama... żal w sercu jest cały czas, o to , że tak nagle.... o to, że za szybko...
Moja mama miała udar i po dwóch tygodniach od udaru odeszła od nas...
Był to ogromny szok i cios....bo tak nagle i niespodziewanie....
Tez na tym forum wiele osób wspierało mnie w tych trudnych chwilach i teraz po upływie tych kilku miesięcy ....muszę stwierdzić , że naprawde czas goi rany....choć pamiętamy i pamiętać będziemy zawsze...
Tak...to prawda Zuzko....że teraz zaczynasz tęsknić....ja też tak miałam .... i wierz mi, że to jest najtrudniejsze....
Wypłacz się ile tylko możesz....ulży Ci....
Ja też płakałam i jeszcze płacze...choć staram się to czynić tak by nikt nie widział....najczęściej w nocy....w poduszke...
Jesteś dorosłą osobą i najlepszym rozwiązaniem będzie jak porozmawiasz sobie sama ze sobą, ze tak musiało być , że nic i nikt nie jest w stanie tego zmienić....cóż ...takie jest życie....przecież wszyscy odejdziemy z tego swiata...
Ja lubię chodzić na cmentarz i po prostu porozmawiać sobie z mamą ...
W pokoju mam jej zdjęcie i też mi to pomaga, bo cały czas czuje jej obecność....
Powiem Ci jedno....trzymaj się i bądż dzielna....

Malwina
06-04-2010, 11:54
tak, Jadziu pamiętam jak Ci było cieżko.....

Vika
04-05-2010, 12:33
Prawie równocześnie z Jadzią straciłyśmy nasze mamy.
Moja mama zmarła 2 maja,teraz minął rok. Przyszło pewne wyciszenie,
ale jednak i tęsknota.
Nie mam nikogo z kim mogłabym TAK porozmawiać. Liczna rodzina i zupełna cisza.Telefon milczy....Ten łącznik rodziny jakim jest matka odszedł i wszystko rozpadło się we wzajemnych żalach ,pretensjach nie do wyjaśnienia.

Zuzka75,moze marne to pocieszenie,ale i ty wypłaczesz swój żal,
a jeśli tylko znajdziesz wsparcie w bliskich ci osobach wrócisz do równowagi.
Takie jest życie.Każdego dnia i my umieramy.
Pozdrawiam i ślę wyrazy współczucia.

Malwina
17-05-2010, 11:18
Tak, ale nie na etapie pierwszym, kiedy dochodzi do sytuacji,że "swiat się kończy"...dopiero długo, długo potem pasje, ludzie pomają wracac do równowagi jako takiej...na pierwszym etapie jest się cholernie samym, zagubionym, zrozpaczonym do zwariowania.....potrzebny drugi człowiek....

krystynka
17-05-2010, 11:33
Dwa lata upłynęły, jak odeszła moja Mama.
Tragedia... wiadomo... rozpacz straszliwa...
Ale ja zamknęłam się w sobie. Nie potrzebowałam nikogo.
Sama musiałam... chciałam się z tym uporać.
Po dwóch latach mogę powiedzeć, że zaczynam jakoś funkcjonować.
Ale wszystko pamiętam ze szczegółami, jakby to było wczoraj...
I sądzę, że to potrwa...

solanka6
17-05-2010, 11:54
28 kwietnia minął rok od śmierci mojej Mamy. Przez pierwsze 2 tygodnie byłam przy Jej grobie 2 razy dziennie. Bardzo mi Jej brakowało i nadal brakuje. Jestem osobą wierzącą i pewne ukojenie znajdowałam i znajduję w kościele. Tam rozmawiam z moją Mamą, myślę o Niej. Jest ciężko.....

babciela
17-05-2010, 12:08
Bol po stracie matki pozostaje do konca życia- jest to jedyna osoba na swiecie która kochała nas bezwarunkowo i najmocniej -tylko za sam fakt istnienia. Ja straciłam matke 5 lat temu, za dwa miesiące zabrala swoja siostre- a naszą ukochana ciotkę( byla osobą samotna- i zawsze na dzien matki pisalysmy życzenia dla drugiej mamy).I ten bol siedzi do dzisiaj we mnie- i nie ma go jak pokonac-to jest normalne- tak ma byc.

leluri
17-05-2010, 12:57
ja myślę, że nasze Mamy są z nami, tak jak napisała babciela "jest to jedyna osoba, która nas kochała bezwarunkowo, za samo istnienie "

mam fotografię , biegam na cmentarz, dzisiaj jest msza, bo Zosi było w sobotę.
nie zapominam, ale nie płaczę. tak się wycierpiała przed odejściem, że śmierć stała się wyzwoleniem .
w domu Ojca jest jej dobrze, wiem o to z całą pewnością.

Zuzka75 przytulam Cię w Twojej tęsknocie

Malwina
17-05-2010, 13:44
Taaak babciela ma rację....u mnie jest 7 lat i dgybym rozpamietywałą ciągle zapewne już bym byłą w wariatkowie...zamurowałam pewne wspomnienia bardzo głęboko w sobie i nie pozwalam im stamtąd wychodzić, dzieki temu jest jak jest..z drugiej strony pozbawiając sie celowo pewnych wspomnień czuję jakbym zdradzała mamę nie mysląc o niej tak głęboko i często...ale ona wie, ze to ratuje moje zdrowie psychiczne..inaczej nie dałabym, rady...moze kiedyś otworzę tę skrytkę bez rozpaczy....mozę potzreba jeszcze zcasu....

zuska75
18-05-2010, 07:58
dziekuje wszystkim za słowa otuchy, mysle ze wszyscy macie racje ze ból i smutek po stracie ukochanej mamy pozostanie z nami do konca, ale trzeba zyc dalej, wiem ze moja mama jest ciagle ze mna dalej mam zal ze nie moglam byc z nia w ostatnich jej chwilach bardzo chcialam zeby wziela mnie do siebie zeby byc z mama ale zrozumialam ze mam dzieci i nie moge im tego zrobic nie moga przezywac tej samej rozpaczy co ja...to moje dzieci głównie trzymaja mnie w przytomnosci zebym nie zwiariowala z rozpaczy wiec musze byc dla nich... z mama rozmawiam codziennie tlumacze sobie caly czas ze to ze nie przychodzi do mnie nawet w snach moze oznaczac naprawde to ze jest jej tam teraz lepiej ze juz nie cierpi jak za zycia , niewiem kiedy sie naprawde otrząsne z tej rozpaczy brak snu i placz sa ze mna w dalszym ciagu chociaz zwiekszylam jeszcze bardziej swoj zakres obowiazkow tak by wypelnic dzien maksymalnie praca to stale cos co robie przypomina mi mame :( ciesze ze ze znalazlam to forum i moge z wami porozmawiac, wyzalic sie i wyplakac bo nie mam juz nikogo (oprócz dzieci)mialam tylko mame , po jej odejsciu wszyscy z rodziny mi mowili nie załamuj sie jestesmy z toba ale tak naprawde to tylko falszywe slowa...wszyscy sie odsuneli i zostawili mnie kiedy tak najbardziej ich potrzebowalam...zrozumialam slowa ktore mama przez caly czas mi mowila ze nie mozna za bardzo ufac innym bo za bardzo mnie wykorzystuja teraz wiem co znaczyly te slowa podobnie jak moja mama bylam dobra i potrzebna dopuki dawalam a kiedy sama potrzebowalam tylko rozmowy, zrozumienia to nie bylo i nie ma nikogo. Straszny jest fakt ze mialam tylko rodzenstwo z obowiazku (slawa brata),ze tylko dlatego spotykalismy sie poniewaz mama zyla a teraz juz nie musimy bo obowiazek odszedl. Dziekuje ze tu jestescie...

aannaa235
18-05-2010, 08:39
Moja mam nie żyje 28 lat, ale jeszcze w trudnych chwilach na samo wspomnie... łezka w oku sie zakręci.

jakempa
18-05-2010, 12:40
Kochane, przezyłam śmierć wszystkich najblizszych, mamę straciłam jak byłam bardzo młoda, miaŁa tylko 43 lata jak odeszła, przeżyłam jej śmierć bardzo, przez te wszystkie lata nigdy jej grób nie był bez kwiatów ode mnie, serce rozdarło mi się jak zmarło dziecko, ale jak nagle odszedł moj mąż, którego bardzo kochałam, świat zawalił mi się w jednej chwili. Wszystko trzeba przeżyć, lekarstwem jest zrozumienie, że nie wszystko umiera,. wierzę, że jest życie w innym wymiarze i każdy z nas po odbyciu pielgrzymki życia musi odejść z tego świata, podobno tutaj jest piekło, Rozczytałam się w książkach typu ''życie po życiu'' ''czy żyjemy tylko raz'' i wiele wiele o podobnej bardzo interesującej i pouczającej tematyce, Naprawdę pomogło, wiele zrozumiałam, przewartościowałam życie i nauczyłam się przyjmować wszystko z pokorą, spróbujcie sięgnąć po tego typu literaturę, nie można pogrążać się w żałobie, Ci co odeszli są przy nas i napewno tego nie chcą,

eledand
18-05-2010, 14:38
Witam i poczytałam.Moje życie przed 18 laty tak się ułożyło,że nie towarzyszyłam Mamie w ostatnich dniach życia.Moja Mama chorowała na Raka i 2o lat brała Morfinę - 2-3 razy.Jej żelazna wola życia udzieliła mi się.
Smutno jest mi nieraz,ale wiem że Ona mnie ochrania.
Jeżeli ma mnie czekać ZŁO.To przyśni mi się i mnie ostrzega!!.
Dlatego zwracam baczną uwagę na moje Sny.:D

Malwina
18-05-2010, 16:15
Zuzka...dobrze, ze tu pzryszłas....

Renatas46
02-06-2010, 19:04
Czytam i bardzo współczuję wszystkim i, dopiero teraz widzę jak wiele wokół cierpienia.

Mój tato zmarł 2 tyg temu, bardzo cierpiał przed śmiercią, a ja nie mogłam przy nim być,bo leżałam w szpitalu.Wcześniej razem z mamą opiekowałyśmy się nim.

Najdziwniejsze jest to, że po jego śmierci nie czułam bólu i rozpaczy tylko smutek i dziwny spokój.Może dlatego, że bardziej bolało mnie jego cierpienie za życia.
Teraz czuję, że jest przy mnie i będzie zawsze.

Inaczej natomiast przeżyła to moja mama:ona jest zupełnie zagubiona i niesamowicie tęskni.

http://swiat-obrazkow.pl/obrazy/3/150/aniol_pocieszajacy.gif

Malwina
02-06-2010, 19:07
tak Reniu...cierpienie bliskich boli okrutnie zabijając częstokroć ból psychiczny po stracie...może i dobrze..chroni przed zwariowaniem....współczuję Ci , bo to wszystko świeże u Ciebie i potrwa.....

nenka51b
02-06-2010, 22:35
dziekuje wszystkim za słowa otuchy, mysle ze wszyscy macie racje ze ból i smutek po stracie ukochanej mamy pozostanie z nami do konca, ale trzeba zyc dalej, wiem ze moja mama jest ciagle ze mna dalej mam zal ze nie moglam byc z nia w ostatnich jej chwilach bardzo chcialam zeby wziela mnie do siebie zeby byc z mama ale zrozumialam ze mam dzieci i nie moge im tego zrobic nie moga przezywac tej samej rozpaczy co ja...to moje dzieci głównie trzymaja mnie w przytomnosci zebym nie zwiariowala z rozpaczy wiec musze byc dla nich... z mama rozmawiam codziennie tlumacze sobie caly czas ze to ze nie przychodzi do mnie nawet w snach moze oznaczac naprawde to ze jest jej tam teraz lepiej ze juz nie cierpi jak za zycia , niewiem kiedy sie naprawde otrząsne z tej rozpaczy brak snu i placz sa ze mna w dalszym ciagu chociaz zwiekszylam jeszcze bardziej swoj zakres obowiazkow tak by wypelnic dzien maksymalnie praca to stale cos co robie przypomina mi mame :( ciesze ze ze znalazlam to forum i moge z wami porozmawiac, wyzalic sie i wyplakac bo nie mam juz nikogo (oprócz dzieci)mialam tylko mame , po jej odejsciu wszyscy z rodziny mi mowili nie załamuj sie jestesmy z toba ale tak naprawde to tylko falszywe slowa...wszyscy sie odsuneli i zostawili mnie kiedy tak najbardziej ich potrzebowalam...zrozumialam slowa ktore mama przez caly czas mi mowila ze nie mozna za bardzo ufac innym bo za bardzo mnie wykorzystuja teraz wiem co znaczyly te slowa podobnie jak moja mama bylam dobra i potrzebna dopuki dawalam a kiedy sama potrzebowalam tylko rozmowy, zrozumienia to nie bylo i nie ma nikogo. Straszny jest fakt ze mialam tylko rodzenstwo z obowiazku (slawa brata),ze tylko dlatego spotykalismy sie poniewaz mama zyla a teraz juz nie musimy bo obowiazek odszedl. Dziekuje ze tu jestescie...
Droga Zuziu mi co prawda jeszcze mama nie zmarla ,ale wiem ze to niedługo nastapi,boje sie bo podobnie jak Ty mieszkam za granica(Hamburg)i czuje sie bardzo samotna.Nie mam znajomych i z nikim sie nie spotykam,ciagle mysle o ukochanej mamie,zyje w ciaglym stresie leczylam sie na depresje,a nawet byłam w szpitalu,tak bardzo tesknie za mamka i synami.Przed 7 laty poznałam meza i pobralismy sie ,ale tesknota za krajem i bliskimi jest silniejsza.Nie wiem jak zniose strate ukochanej mamy,ona tak cierpi dobrze ,ze znalazlam ta strone i mogłam choc troche opisac co czuje i poczytac te posty o stracie najblizszych.Szkoda Zuziu ze nie mieszkasz w Hamburgu mogłybysmy sie spotkac.zatem zycze Ci wytrwalosci i duzo siły.

Fiona
02-06-2010, 23:22
znam ten ból i zapewniam was ,że inaczej bo:mad: li po stracie mamy ,inaczej po stracie dziecka inaczej jeszcze po śmierci męża .Ja mam wszystkie już za sobą ,i wierzcie mi ,że trzeba to wszystko przeżyć ,choć bardzo boli.Pozdrawiam wszystkich i życzę dużo sił,i wytrwałości.

TO dla WAS;

Powiedz mi proszę jak tam jest
No wiesz,gdzie jesteś teraz
Czy tak jak mówią,wszystko masz
i nic nie boli nie doskwiera?

Powiedz mi proszę jak tam jest
czy są tam łąki wiecznie kwitnące
Czy tak jak mówią,nikt nie płacze
i zawsze tam dla Was świeci słońce

Powiedz mi proszę jak tam jest
no wiesz gdzie jesteś teraz
bo w końcu przecież każdy z nas
prędzej czy później się tam wybiera.

Spokojnej nocy........

zuska75
03-06-2010, 09:41
Droga Zuziu mi co prawda jeszcze mama nie zmarla ,ale wiem ze to niedługo nastapi,boje sie bo podobnie jak Ty mieszkam za granica(Hamburg)i czuje sie bardzo samotna.Nie mam znajomych i z nikim sie nie spotykam,ciagle mysle o ukochanej mamie,zyje w ciaglym stresie leczylam sie na depresje,a nawet byłam w szpitalu,tak bardzo tesknie za mamka i synami.Przed 7 laty poznałam meza i pobralismy sie ,ale tesknota za krajem i bliskimi jest silniejsza.Nie wiem jak zniose strate ukochanej mamy,ona tak cierpi dobrze ,ze znalazlam ta strone i mogłam choc troche opisac co czuje i poczytac te posty o stracie najblizszych.Szkoda Zuziu ze nie mieszkasz w Hamburgu mogłybysmy sie spotkac.zatem zycze Ci wytrwalosci i duzo siły.
witam, na początek pozdrawiam wszystkich ktorzy tu sa i zawsze pomoga dobrym slowem:) nenka51b u mnie wlasnie minelo 6 miesiecy po stracie mojej ukochanej mamy i teraz gdybym mogla cofnac czas wiem co moglabym zrobic zeby choc odrobinke mniej cierpiec po jej odejsciu wydaje mi sie ze osoby ktore nie zyja w kraju bardziej przezywaja to rozstanie poniewaz nie ma nas w chwili odejscia bliskich i nie mozemy pielegnowac miejsca w ktorym spoczywaja na codzien musimy tylko liczyc na reszte naszych bliskich. Ja codzienie zadaje sobie pytanie czy u mojej mamy na grobie pali sie znicz czy ma jakies kwiaty i porzadek , lecz pomimo odleglosci zrozumialam ( dzieki ludziom z tego forum) ze mama jest dalej ze mna codziennie pale swieczki obok jej portretu i dbam by staly tam swieze kwiaty, rozmawialam codziennie z moja mama przez telefon lecz i tak nie zdazylysmy powiedziec sobie wszystkiego przed jej odejsciem mam mnostwo pytan na ktore mi juz nigdy nie odpowie jak rowniez mam kilka nie wyjasnionych spraw ktore moglam zalatwic tylko z moja mama ale musze sobie teraz jakos sama z tym poradzic a na zalegle pytania staram sie sama dac odpowiedz taka jaka mnie zadowoli, wiec nenka51b korzystaj jak najwiecej z czasu bo nie wiadomo kiedy nadejdzie rozstanie zebys pozniej ty nie musiala dreczyc sie z pytaniami bez odpowiedzi...mój ból dalej przewyższa radosć ale uczę się z nim walczyc bo mam dzieci :) pozdrawiam was wszystkich

gagunia
03-06-2010, 09:53
ja też straciłam oboje rodziców,i jedynego brata....i te nie zadane pytania i nie udzielone odpowiedzi,też we mnie leżą głęboko,ale może po tamtej stronie tęczy jeszcze będzie taka możliwość.....a tu trzeba się zbierać w sobie,tłamsić żal....i starać się żyć najlepiej jak się da,bo ONI na pewno by tego chcieli.

Renatas46
04-06-2010, 15:35
Pożegnanie

Łzy pod powieką zastygły
już nie uronię ich więcej
wiem, że jesteś szczęśliwa
choć nie bije Twe serce.

Uwolniłaś się z ciała,
które Cię krępowało,
więziło jak zakładnika,
pasmo bólu zadało.

Teraz jesteś powietrzem,
promykiem słońca na niebie,
wolnością bezgraniczną
świadomością już czystą.

Odeszłaś do świata lepszego
do źródła powróciłaś,
tylko nam smutek, tęsknotę
w sercu pozostawiłaś…

http://www.alistronka.zafriko.pl/pics/29092009_000237.jpg

zuska75
05-06-2010, 09:10
wspanialy wiersz okazujacy cala prawde w kilku wersach

Renatas46
14-06-2010, 10:41
"Boże proszę Cię o niebo dla mojego taty,
bo w niebieskim było mu do twarzy.
Daj Panie Boże tacie,
to wszystko o czym marzył.

Daj zegar do naprawienia,
radio by głośniej grało,
daj książkę bez ostatniej strony,
by mu się wiecznie czytało.

Daj tacie mały ogródek
i malwy we wszystkich kolorach,
zwierzęta i ptaki daj tacie,
niechaj skowronek go woła.

Daj mapę całego nieba
tata tak lubił zwiedzanie,
daj Panie Boże tacie
wieczne odpoczywanie."


http://i46.tinypic.com/1552rzl.jpg

Kiedy umierał tata, mieliśmy czas by się z nim pożegnać, pozwolić mu odejść odpocząć

Kiedy nagle zmarła Gosia nie chcieliśmy się z tym pogodzić...

http://i40.tinypic.com/14477o1.jpg

"Można się z kimś pożegnać
na chwilę może nie jedną
Przestrzenią odmierzamy czas
wieczność przede mną

Można się z kimś pożegnać
z nadzieją na nowe spotkanie
Bóg taką wiarę mi dał
i czekam kochani na nie"

Renatas46
15-06-2010, 16:47
Co sądzicie o żałobie, jak się należy zachowywać,czy ubierać się wyłącznie na czarno i odmawiać sobie przyjemności.Ja żałobę odczuwam w sercu, a zewnętrzne przejawy są dla mnie mniej ważne.
http://i.pinger.pl/pgr347/a2c49d26001f243b49c2b16a

Malwina
15-06-2010, 16:57
To zalezy jak kto czuje....nie miałam potzreby zaczerniania się ...moja mama by tego nie chciała...jakis element miałam czarny, apaszkę, korale,kropki na bluzce.......parę miesięcy po.. kiedy przyszedł inny, ale duży, nowy ból..potrzebowałam czerni....zaczęłam nosic jedną czesć stroju czarną...po paru miesiącach wróciłam do stonowanych kolorów.....

Fiona
15-06-2010, 18:10
Załoba to indywidualna sprawa każdego ,jeden potrzebuje wyciszenia,właśnie czarnych ubiorów,inny tak jak pisze Malwinka tylko akcentu żałoby ,czas jaki sobie dajemy też jest sprawą indywidualną ,już chyba zaczynamy odchodzić od zasady rok pełnej czerni po mężu ,żonie ,a pół roku po innych bliskich.

eledand
15-06-2010, 18:12
Po śmierci mojego pierwszego męża,ubierałam się na czarno.
To była jedna jedyna sukienka którą miałam.Nienawidzę czerni i nigdy niczego dłużej jak jeden dzień nie będę nakładać.
:mad:
A jeżeli mam smutek to wgłębi siebie.

Malwina
15-06-2010, 18:39
A ja lubię czerń, ale konkretnie złamąną innym kolorem..nie znoszę totalnej czerni wysysa mi życie(nie jest to zresztą bezpodstawne mówienie-żaden szanujący się bioenergoterapeuta nie będzie pracował z organizmem odzianym w czerń)....moze dlatego nigdy nie miałam"małej czarnej"

Renatas46
15-06-2010, 18:42
Dziękuję za odpowiedzi, ja też nie lubię zupełnej czerni, bo mnie zbytnio przytłacza, wolę jakiś symboliczny dodatek.

Renatas46
05-07-2010, 20:22
Znowu zaglądam tu,by się poradzić. Jak pomóc rodzinie,która wg mnie nadmiernie rozpacza po stracie młodej osoby (córki, żony, mamy).Od dwóch miesięcy ciągle płaczą, obwiniają się niesłusznie o jej śmierć,ciągle oglądają zdjęcia z pogrzebu.Bardzo mi ich żal, ale nie mogę im pomóc.
Muszę dodać ,że ta osoba była chora od dłuższego czasu i można było się spodziewać takiej tragedii,
ile czasu musi upłynąć, żeby mogli się chociaż odbić od tego dna rozpaczy?

tadeusz50
05-07-2010, 20:43
Znowu zaglądam tu,by się poradzić. Jak pomóc rodzinie,która wg mnie nadmiernie rozpacza po stracie młodej osoby (córki, żony, mamy).Od dwóch miesięcy ciągle płaczą, obwiniają się niesłusznie o jej śmierć,ciągle oglądają zdjęcia z pogrzebu.Bardzo mi ich żal, ale nie mogę im pomóc.
Muszę dodać ,że ta osoba była chora od dłuższego czasu i można było się spodziewać takiej tragedii,
ile czasu musi upłynąć, żeby mogli się chociaż odbić od tego dna rozpaczy?
Dwa miesiące to uważam, że nie jest jeszcze długo. Tak bywa. Mieszanie się w takich chwilach osób trzecich może spowodować skutek odwrotny od zamierzonego i zrobisz sobie z nich wrogów i to na zawsze. To jest moje przemyślenie, czy słuszne? Nie wiem.

Gabi K.
05-07-2010, 21:25
Znowu zaglądam tu,by się poradzić. Jak pomóc rodzinie,która wg mnie nadmiernie rozpacza po stracie młodej osoby (córki, żony, mamy).Od dwóch miesięcy ciągle płaczą, obwiniają się niesłusznie o jej śmierć,ciągle oglądają zdjęcia z pogrzebu.Bardzo mi ich żal, ale nie mogę im pomóc.
Muszę dodać ,że ta osoba była chora od dłuższego czasu i można było się spodziewać takiej tragedii,
ile czasu musi upłynąć, żeby mogli się chociaż odbić od tego dna rozpaczy?
Nie ma na tego rodzaju ból
gotowej recepty...

Ale rozmawiaj z nimi o zmarłej
i wspominajcie miłe chwile,
to pomaga, w ten sposób rozpacz
jest dzielona na więcej osób,
nie dźwigają jej sami.

Nie wiem gdzie mieszkasz,
ale w dużych miastach są
Grupy wsparcia dla osób w żałobie
Najlepszym wsparciem jest bowiem człowiek,
który to samo przeżył
Oni ewidentnie potrzebują rozmowy
i wsparcia -
tam jest ich miejsce .

Kiedyś nasz Karol X
powiedział,że śmierć nie ma takiej władzy,
by wydrzec od czlowieka wszystko.
Jest takie malenkie miejsce,
stworzone przez Najwyższego,
gdzie nasi najukochansi zmarli
mogą byc razem z nami,aż do konca naszych dni.
To własnie serce.

Powiedz im o tym.

Renatas46
06-07-2010, 19:47
Dziękuję za odpowiedzi. Postaram się im za bardzo nie narzucać i nie pouczać, a tylko być blisko i dzielić z nimi ten ból, jak długo będzie trzeba. Może ktoś wie czy w internecie można znależć takie grupy wsparcia, bo nie mieszkamy w dużym mieście .

tadeusz50
06-07-2010, 20:01
Dziękuję za odpowiedzi. Postaram się im za bardzo nie narzucać i nie pouczać, a tylko być blisko i dzielić z nimi ten ból, jak długo będzie trzeba. Może ktoś wie czy w internecie można znależć takie grupy wsparcia, bo nie mieszkamy w dużym mieście .

wpisz w google
grupy wsparcia dla ludzi w załobie
wystarczy i poszukasz tego czego potrzebujesz

Renatas46
07-07-2010, 18:45
Dzięki Tadeuszu, na pewno skorzystam.

ciotunia
07-07-2010, 22:34
Bardzo dawno nie byłam na KLUBIE ,ale dzis mam dzień ze cos weszło może na lepsze i czytam zaparcie wszystkie wypowiedzi ,o stracie najbliszych , tak ja też stracilam ukochaną moją mamę i to 11 lat temu ale do dzis nie ma dnia jak o niej nie pomyslę ,po jej smierci wpadłam w depresję i aż 3 lata musialy minąć ,lekarz zalecił kupno psa to mi naprawdę pomogło ,bo do niego rozmawiałam ,a tak to miałam dużą barierę żeby z kims rozmawiać ,dobrze że mam męża co to zrozumiał i pomagał ,dzis wiem że nikt i nic nie zastąpi jej ,też mam jej zdjęcie ,i jak mam kłopot to jej mówię ,jest mi z tym dobrze bo wiem że ona mnie wyslucha -pozdrawiam

Fiona
14-07-2010, 22:44
Minęło 10 miesięcy ,kiedy to pożegnałam męża na zawsze,i wciąż wspomnienia są bardzo żywe.Niektórzy radzą iść do ludzi -próbowałam wyjazdy,spotkania ,ale to idzie jakby w przeciwnym kierunku.Kiedy widzi się spacerujące pary ,dziadków z wnukami - boli tak bardzo ,że łzy same płyną po policzkach,i chcesz czy nie - uciekasz,zamykasz się w sobie,sama tego doświadczyłam będąc na wczasach -miało pomóc a wyszło odwrotnie, smutek ,żal,rozgoryczenie.Pozdrawiam wszystkich ,którzy też przeżywają podobny stan.

elizka
14-07-2010, 23:10
Okruszku!
Widzę,że masz czułe serce dla innych.
Ta wrażliwość na pewno nie pomaga we własnych odczuciach.
Są one wielokroć głębsze.
Doskonale wiesz jak pomóc innym ,a teraz sama musisz uciszać własną tęsknotę.
Na pewno wiesz o etapach boleści po odejściu bliskiej osoby.
Dużo wody upłynie zanim przyjdzie powolne ukojenie.
Obejmuję Cię w Twoich zwątpieniach i poszukiwaniu nadziei.

Malwina
14-07-2010, 23:29
Okruszku...10 miesięcy..to jakby wczoraj...za wczesnie jeszcze na ukojenie...ale przyjdzie, będzie....bardzo trafnie Elizka napisała...wrazliwcom, nadwrażliwcom trudniej z własnymi emocjami..innych wspierac tak....musisz znaleść drogę do samej siebie na obecnym etapie....bo Ty jeszcze pytasz dlaczego....nie uzyskujesz odpowiedzi i z tym Ci cieżko...trzeba przestac zadawac sobie to pytanie...i do przodu....

Regina_108
15-07-2010, 08:09
Okruszku,mam to samo.Czuję się jakby to wszystko stało sięwczoraj.Staram się pozbierać ale narazie słabo mi to wychodzi.Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.Trzymaj się.

Fiona
15-07-2010, 09:07
Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie i ciepłe słowa,tak to jest ,że innym potrafimy pomagać ,a sobie nie do końca,samotność dokucza w każdym momencie -zwłaszcza jak się widzi szczęśliwe pary,osoby...niby cieszę się ,że ktoś inny ma to czego nie mam ja ,mając u boku kogoś bliskiego.Zapewne nie jestem odosobniona w tych rozterkach,i być może czas tu odegra znaczącą rolę,że będzie łatwiej -nie wiem? mimo wszystko życzę Wam kochane wszystkiego najlepszego,żeby nie było samotnych dni i wieczorów,w waszym życiu i żeby przyszedł kiedyś taki dzień kiedy będzie można zasnąć bez wspomagaczy....:) :)

zuska75
15-07-2010, 11:37
Witam wszystkich:) , jak pisałam tu pierwszy raz pamiętam dokładnie jak wszyscy mieli slowa otuchy dla mnie, u mnie mija 7 miesiecy po stracie mamy to napewno inaczej sie odczuwa jak po stracie meza ale napewno jest to tez bardzo wazna osoba w naszym zyciu ktora z nami przez to zycie razem idzie i choc moj maz zyje domyslam sie jaka pustke wokol siebie musisz odczuwac okruszku poniewaz ja tez od 9 miesiecy nie jestem z nim dla mnie w prawie jednym czasie jakbym stracila na zawsze 4 osoby pierwszy odszedl moj przyjaciel ciezko mi bylo sie z tym pogodzic nawet zwolnilam sie z pracy w ktorej razem pracowalismy bo za duzo wspomnien pozniej zostawil mnie maz i nie mam juz drugiej polowki, trzy miesiace po smierci przyjaciela odeszla moja mama stracilam przyjaciolke i najdrozsza osobe w zyciu a po pogrzebie mamy odwrocil sie odemnie moj brat nie utrzymuje ze mna kontaktu a gdy mnie widzi odwraca glowe i nie wiem czy w takiej sytuacji nie jest bardziej bolesna swiadomosc ze osoba ktora kochasz zyje lecz jej nie masz niz to ze ukochana osoba odeszla i ma sie teraz lepiej u gory... zostalam calkiem sama ,pocieszaja mnie moje dzieci one mnie wysluchuja, doradzaja trzymaja mnie na duchu . pomimo wszelkich waszych rad zebym rzucila sie w wir pracy ( co robie) nie ma nocy bez lez , dopoki dzieci nie spia jestem w miare normalna lecz gdy tylko nastanie cisza w domu wracaja wspomnienia i lzy to jest silniejsze i nie da sie z tym wygrac , ale juz nie placze chodzac ulicami dalej unikam znajomych wole samotnosc w domu i moje wspomnienia stale zadaje sobie pytanie dlaczego ja? co ja zrobilam , przeciez zawsze pomagalam innym nikogo nie skrzywdzilam , Dalej twierdze choc jestem wierzaca ze Bog jest niesprawiedliwy bo odsuwa od nas najdrozsze i kochane osoby zostawiajac nas wszystkich z bolem , łzami i wspomnieniami
USMIECH NA TWARZY GDY W SERCU BÓL TO NAJTRUDNIEJSZA Z ŻYCIOWYCH RÓL ALE JA POMALUTKU SIĘ TEGO UCZĘ pozdrawiam wszystkich

Renatas46
15-07-2010, 17:20
Witajcie! Ja też w ostatnim czasie przechodziłam ciężkie chwile i straty najbliższych i mimo poczucia krzywdy czy niesprawiedliwości gorąco się modliłam za wszystkich . Za tych ,co odeszli, za tych,co przy mnie zostali i za siebie. Mnie to bardzo pomogło, często jestem smutna, ale spokojna,bez lęków, czego i Wam życzę.Pozdrawiam serdecznie.

eledand
15-07-2010, 17:49
Zusko poczytałam i tak w życiu jest.Krzyże idą parami.
Jedynie abyś trochę otrząsneła się z przeżyć idż do ludzi.
Samotność łzy,unikanie ludzi to pewna DEPRESJA.
A,z tego się ciężko wychodzi.Nie możesz swoich czterech ścian zamykać.
Taka jest moja rada.Pisz dużo................:D

tadeusz50
15-07-2010, 18:07
i tak w życiu jest.Krzyże idą parami.
Czasem to nawet stadami

E-zikoapteka_pl
12-07-2012, 13:15
W takiej chwili chyba nikt nie może pomóc, człowiek sam sobie musi z tym poradzić. I to jest święta prawda, że czas leczy rany. A czasami potrzeba tego czasu bardzo dużo, żeby otrząsnąć się po stracie i żyć jakoś dalej.

Monika 1
02-09-2012, 14:17
trafnie określiłaś -jakoś żyć, bo że to życie będzie takie jak przed utratą bliskiej osoby, liczyć nie możemy. Po upływie 7 miesięcy od odejścia Kogoś , dochodzę do wniosku że powinnam zacząć uczyć się jakoś żyć bo tak jak kiedyś już nigdy nie będzie ,nawet po upływie 100 lat....

Mar-Basia
02-09-2012, 15:22
trafnie określiłaś -jakoś żyć, bo że to życie będzie takie jak przed utratą bliskiej osoby, liczyć nie możemy. Po upływie 7 miesięcy od odejścia Kogoś , dochodzę do wniosku że powinnam zacząć uczyć się jakoś żyć bo tak jak kiedyś już nigdy nie będzie ,nawet po upływie 100 lat....

Zdecydowanie nie bedzie tak samo...bedzie inaczej i nalezy sie z tym pogodzic. :)