PDA

View Full Version : Toksyczne związki


Nika
13-04-2007, 21:38
852latami kobiety tkwią w tzw.toksycznych związkach,choć sa bardzo nieszczęśliwe/ mąż-alkoholik,damski bkser, zazdrośnik,egoista..../.dlaczego?Co sprawia,że wolą wypłakiwac się w poduszkę, zamiast zostawić faceta, który ja, a często i ich dzieci unieszczęśliwia,naraża na cierpienie?

jolita
13-04-2007, 21:59
Nikuś - rozpiera mnię ciekawość skąd taki polot do otwierania nowych wątków? Powodzenia855

Nika
13-04-2007, 22:28
tu też mi obrazek zjadło a był! cholerka, może jakis wirus?Nie usiłuję bić rekordów,ale uważam,że forum powinno byc urozmaicone!

bogda
13-04-2007, 22:38
Może się boją zmian, albo nie mają się gdzie podziać i jeszcze najczęściej z dziećmi. Gdyby nie było dzieci to pewnie prędzej podjęłyby takie ryzyko. A może potrzebują aby nimi ktoś porządnie potrząsnął tzn. coś doradził, pomógł. Ale najczęściej to chyba boją się przyznać do tego i robią dobrą minę do złej gry.

jolita
13-04-2007, 22:45
A ja chcę wziąć udział w każdej dyskusji i Mamusia dostaje obiad byle jak przyrządzony, gary nie pozmywane, kwiatki nie podlane, bo ja piszę i piszę...Tylko mój kocurek pazurami potrafi wydębić co mu się należy....
859

bogda
13-04-2007, 23:02
Widocznie masz odważnego kocurka, że ośmiela się przeszkadzać Ci ....albo desperados...hahaha :)

BUNIA
13-04-2007, 23:35
z moich obserwacji tzw >lawniczenia> kobiety szczegolnie te z wiosek i malych miejscowosci sa opod presja rodziny i otoczenia.Tam z reguly za norme przyjmuje sie iz maz to pan i wladca /nawet ten ktory nie pracuje/- moze pic.bic -wolno mu bo to mezczyzna.Kobiety .upodlone .wrecz zniewolone rzadko o tym mowia - nawet w sadzie trudno cos >wyciagnac> od nich.One po prostu uwazaja ze tak musi byc= bo tak zyla babka.matka to dlaczego ona mialaby sie rozwodzic.I w dalszym ciagu pokutuje powiedzenie >co bog zlaczyl>Rozwod.czy odejscie od meza nawet takiego ktory sie zneca nad cala rodzina to praktycznie skazanie na >wyklecie> z rodziny zarowno meza jak i ..wlasnej

jolita
14-04-2007, 00:33
Ja lubiłam rozwodzić się - gorzej z zamężciem bo to dużo zachodu, rodzina dodatkowa i w ogóle....
865

Wilhelmina
14-04-2007, 07:37
Wydaje mi się, że Bunia ma rację.Pomimo, że jesteśmy niby tak bardzo wyemancypowane, to nadal jesteśmy pod presją rodziny i środowiska. Ja swój pierwszy związek przerwałam dopiero po 15 latach.Dlaczego? Hmmm...Powodów było kilka.
Bałam się,że odbiorę dzieciom ojca.Czas pokazał, że dziś dorosła córka ma mi za złe, że tak długo i niepotrzebnie walczyłam o coś, co przynosiło im strach i ból.A syn? Wymazał z pamięci całe dzieciństwo. Naprawdę.Widać stres był tak duży, że najbezpieczniej było wszystko skasować.Czemu jeszcze trwało to tyle lat? Bo po złym okresie, przychodził okres wspaniały. Wierzyłam, że tak już będzie zawsze. Bardzo kochałam mojego męża.Nie wyobrażałam sobie życia bez niego.Długo jeszcze po rozwodzie cierpiałam i tak naprawdę to chyba nigdy nie pozbędę się tych dobrych wspomnień. Logika sobie, a głupie serce sobie. Poprostu jestem głupie babsko i tyle.

Nika
14-04-2007, 08:49
874myślę,że macie rację-w mieście kobiety maja wsparcie w róznych instytucjach np.Ośrodek Interwencji Kryzysowej, ale na wsi czy w małej mieścinie-presja środowiska jest tak wielka,że wolą ukrywać cierpienie,bo boją się wstydu,krytyki.A poza tym ksiądz przy spowiedzi radzi im w pokorze nieść swój krzyż...Jeszcze wśród wielu kobiet pokutuje przeświadczenie,że baba bez chłopa jest mniej wartościowa, więc znoszą drani,byle ludzie wiedzieli,że są mężatkami.Może w szkołach powinny być specjalne godziny wychowawcze ,prowadzone przez psychologów na temat istoty małżeństwa,jego raf,trudności-nie pod kątem seksu lecz psychicznego przygotowania młodych do tego związku.Często młodzi tak naprawdę nie wiedzą,na czym to polega.Pobierają sie zbyt wczesnie,pod wpływem pierszego zauroczenia lub niechcianej ciąży.

destiny
14-04-2007, 09:51
Takie słowa mówiłam będąc małą dziewczynką...:(
Piekło, ktore obserwowałam w domu rodzinnym utwierdzało mnie w tej decyzji, aż w końcu postanowiłam wybyc jak najszybciej...
Moja Mama wyszła za mąż, bo bała się mojego Ojca, ktory zagroził, że zabije Ją i kazdego, kto sie zblizy do niej...
I tak to się zaczęło...Owszem, był zaradny ale i bardzo zaborczy. Żona i dzieci musiały byc całkowicie podporządkowane Panu i władcy tego domu....:mad:

879

Dziękuję Bogu, że mam spokojnego męża, ktory nigdy nie podniosł na mnie ręki, który toleruje mnie i ma do mnie zaufanie.

Jadka.Z
14-04-2007, 10:28
Poruszyłyście temat który jest dla mnie ważny.Ja ponad trzydzieści lat żyłam w takim małżeństwie jak opisuje Destiny. Niesposób zdobyć się na siłę obrony kiedy nie ma się wsparcia w nikim i jest się całkowicie zdominowaną, przekonaną przez tyrana o swojej zerowej wartości. Jest też wyuczona bezradność. Dzięki Bogu w końcu udało mi się, przecież prawo jest po mojej stronie. Nie jestem już mężatką a mój były pan spokorniał bo przez cztery lata miał wyrok w zawieszeniu. Dopiero teraz cieszę się życiem mimo że mieszkamy nadal w jednym domu. Może jestem zbyt otwarta ale sądzę że to co przeszłam jest pouczające.

Lila
14-04-2007, 10:36
Wiesz moja miła,że już wiem czemu w Tobie tyle niewiary w siebie ?
Widziałaś w dzieciństwie słabą kobietę - swoją mamę,którą kochałaś, ale nie mogłaś jej pomóc.

U mnie było zgoła inaczej.To matka była tą silną osobowością.Ojciec podobno kiedyś też,ale UB go złamało.Podobno wyszedł z łap ubeckich ,nie ten sam człowiek.A ja urodziłam się już po wojnie i nie pamiętam silnego ojca,choć jeżeli chodzi o moją osobę ,to walczył jak rozjuszony tygrys.

Mamusia...oooo....moja mamusia potrafiła zatruć mu życie,szczególnie pod koniec.Też związek toksyczny... .Ludzi,którzy pobrali się z wielkiej miłości, a którą gdzieś tam w życiu całkiem zgubili.
Natomiast ja wyszłam z takiej rodziny z wiedzą,że mogę robić co chcę.Bo tylko do mnie należy dezyzja ,co ja zrobię ze swoim czasem,pieniędzmi i uczuciami.I należy mi się spokojne ,wygodne życie,bo tylko na takie wyrażam zgodę.
Czy jestem silna ?
Nie wiem teraz.Kiedyś byłam na pewno.Teraz złagodniałam niesłychanie.Często płaczę ,co w młodości nigdy mi się nie przytrafiało.Mam wiele tolerancji w stosunku do ludzi ,którzy mnie otaczają.Też stosunkowo niedawno.
Ale też niedawno przekonałam się,że na pewne rzeczy nie mam tak naprawdę wpływu.I one muszą się dziać poza mną.

Natomiast pokolenie mojej córki ...to już innna broszka.Dobrze wykształcone,dobrze zarabiające ,zadbane i urodziwe - są silne.O wiele silniejsze od swych rówieśników.
I wiecie co moje miłe ?
Myślę ,że nadchodzi era kobiet.Pewno,serce nas będzie boleć,jak pomyślimy sobie o losie naszego wnuka.Ale nie martwmy się na zapas.Ta płeć ma niesamowite zdolności adaptacyjne,co w zderzeniu z wrodzoną opiekuńczością kobiet,
wyjdzie im tylko na dobre.Jak zwykle ,zresztą...

Nika
14-04-2007, 10:37
Jadka! wspaniale,że Ci się udało!Zastanawiam się jednak,czy mieszkanie w jednym domu z tym człowiekiem nie stresuje Cię?Widzisz go codziennie i wspomnienia wracają..dla mnie byłoby to bardzo trudne.Pozdrawiam serdecznie.

Kundzia
14-04-2007, 12:07
I ja podobnie jak Destine mowilam ze nigdy nie wyjde za maz,bowychowalam sie w toksycznym zwiazku."Ucieklam "nawet do zakonu /na prawi 2 lata/.Ale w koncu i mnie dopadlo.Wyszlam za maz i trafilam ze gorzej nie mozna bylo.alkoholik,despota,kryminalista/udalo mu sie ukryc/a na dodatekbiseksualista z przewaga na homo.Dwa lata przezyte we wspolnym zwiazku wystarcza za 20.Dlaczego az dwa?-a co ludzie powiedza,a co rodzina,a bylas juz w zakonie ,a ze cie leje to pewnie zasluzylas....itp
Nie bylo latwo przerwac ,dopiero jak zauwazylam ze zaczyna bic dziecko -powiedzialam dosc!!!
Dzis juz prawie 20 lat zyje w innym zwiazku.Maz nigdy na mnie nie podniusl reki.choc jest roznie.Ale w oczach coniektorych ''kolezanek"to co to za chlop co baby nie bije,musi ja nie kochac.Jak dlugo jeszcze wsrod niektorych bedzie taka ciemnota?

bogda
14-04-2007, 14:50
Czytając te posty... doszłam do wniosku, że ja jednak trafiałam na dobrych ludzi. Bardzo Wam współczuje. Rodzice byli spokojni, chociaż tata lubił trochę w siebie wlać, ale to kończyło się cichymi dniami. Raz dostałam .. ale od mamy... tata nie bił... jak poszłam na randkę w wieku 14 lat, oj..trzymali mnie krótko, króciutko...
W małżeństwie też układało mi się nieżle, chociaż czasem szło "na noże". Ja sobie nie wyobrażam co bym zrobiła jak mąż by mnie uderzył, wtedy od razu byłby koniec. Ale macie rację, że większość kobiet woli ukrywać takie fakty, bo się wstydzą, i nie ma tu znaczenia czy to jest duże miasto czy mała wioska, ale chyba w takich mniejszych jest gorzej bo wszyscy wszystkich znają. A że boją się zostać bez chłopa, to się i9m nie dziwię, w małych miejscowościach nie wyjdzie sama do kina ani na kawę, że nie wspomnę o piwku. A często nawet znajomi nie chcą takiej zaprasząćbo się boją o swoich mężów, żeby im nie odbiła. Taka jest niestety mentalność ludzka i nic na to nie poradzimy.

Nika
14-04-2007, 19:58
Brrrrr...przerazające,jak ciężkie może być życie niektórych kobiet.Boże, dziękuję,że uchroniłes mnie od takich doświadczeń..

green
14-04-2007, 21:06
Nie wiem czy mam prawo zabierać głos pośród kobiecych zwierzeń, jednak myślę że dacie mnie "fory". Mam potrzebę zmienić swoje zachowanie wobec mojej najbliższej. Obecnie między nami nie ma większych zadrażnień, nauczyliśmy się żyć obok siebie, nie przeżywamy już wielkich emocji ani burzy uczuć. Jednak wiem że zawiniłem, nie oddałem części tego dobrego co otrzymałem. Coraz częściej zdaję sobie sprawę że mocno mnie to nakręca, ale jest problem... prozaiczny - jak to zrobić, żeby "nie wyjść na dudka". Nie wiem czy mnie nie odrzuci, doszukując się podstępu czy matactwa. Jak widzicie, zdaję sobie sprawę z tego że wina jest po mojej stronie, sam sobie zgotowałem ten los. Ja też potrzebuję ciepła, akceptacji, ale durne ambicje czy też poza niezależności oddala nas od siebie. Zaczęliśmy konkurować, kto jest lepszy w tym co robi i udowadniać że możemy być samodzielni, samowystarczalni, że nie zależy nam na sobie, i ta gra stała się pułapką. Czytałem dzisiaj pierwszy raz wątki w tym temacie i to skłoniło do podzielenia się z wami moimi problemami. Myślę że gdzieś niedaleko jest jakaś recepta na moje problemy i staram się być szczęśliwy, tylko że szczęściem trzeba się dzielić żeby w pełni odczuwać jego skutki. Tak mi dobrze że aż dobrze mi tak za to. Pozdrawiam serdecznie H.T.

Nika
14-04-2007, 21:13
898drogi "zielony" w miłości nie mozna tylko brać, trzeba dawać i to jak najwięcej.widzę, że ta niezdrowa konkurencja bardzo ujemnie wpłynęła na Wasze życie.A może spróbowałbyś z zoną szczerze porozmawiać tak jak z nami? Przygotuj romantyczną kolacyjkę przy świecach, z bukiecikiem wiosennych kwiatów i ....ale nie zacznij od wyrzutów, tylko od tego, ze jej potrzebujesz,ze ja kochasz..ja wiem,ze dla facetów to ogromna męka mówić o swych uczuciach, ale zadna z nas nie jest jasnowidzem,by wiedziec,co sie kryje za tą smutną lub naburmuszoną twarzą.I nie zrazaj się, jak nie uda się za pierwszym razem.

bogda
14-04-2007, 21:27
Oj Green... sam sobie nabrużdziłeś, ale z tego co piszesz to oboje jesteście winni. W małżeństwie nie powinno być rywalizacji, to nie zawody sportowe i nie walka o awans.
Myślę, że może wspólny wyjazd gdzieś w spokojne, urocze miejsce by wam pomógł. Zmiana otoczenia, oderwanie się od codzienności ma duży wpływ na psychikę i zachowania człowieka, stajemy się wtedy bardziej otwarci na innych. Sądzę, że Twojej żonie też na tym zależy, tylko głupia ambicja nie pozwala Wam na zrobienie tego kroku, najlepiej wtedy pogadać szczerze i otwarcie. W związku najbardziej niszczącym jest milczenie. Myślę że taki wyjazd dałby szansę na dogadanie się, ale pod warunkiem, że Wam na sobie zależy.
Pozdrawiam :)

Kundzia
14-04-2007, 21:32
Drogi Greenie.Jak sie czasem zajdzie za daleko to rzeczywiscie samemu trudno wrocic,i wcale ci sie nie dziwie ze szukasz pomocy.Mam nadzieje ze uda ci sie znalez powrotna droge.Ale nie przypisywalabym tylko sobie calkowitej winy,to oboje gdzies sie rozmineliscie.Z zyciem to tak jest-idzie ze soba dwoje ludzi i miedzy nich padaja nieporozumienia jak kamienie,jesli sie ich w pore nie usunie buduje sie mur,i ani sie obejrzymy jestesmy po obu stronach tego muru.Ciezko go potem zburzyc,ranil gdy powstawal, rani gdy sie go burzy.Piszesz ze zyjecie w zgodzie obok siebi-tzn.ze ten mur nie za mocny,probuj drobnymi gestami wyciagac kamienie nieporozumien,przypomnij sobie co kiedys sprawialo wam przyjemnosc,co lubieliscie robic razem,co was kiedys polaczylo.Tylko powolutku,bo wyciagniesz nie ten kamyk i walacy sie mur wiecej szkody przyniesie jak pozytku.Powodzenia!

Kundzia
14-04-2007, 21:42
Jeszcze jedno chcialabym dodac.Kobiety to takie istoty ktore musza slyszec o tym ze sa kochane.podziwiane.Nie wystarczy im ze wy panowie to wiecie,zbyt malo to uzewnetrzniacie.

Ala-ma-50
14-04-2007, 21:54
Dla mnie mogło by panów nie być na świecie...nie widzę ich...nie zauważam i dobrze mi z tym...mimo, że mam w domu trzech chłopów...sorry...czterech...O mój Boże !zapomniałam o mężu...widzicie jak dobrze mi idzie?

Basia.
14-04-2007, 21:59
Dla mnie mogło by panów nie być na świecie...nie widzę ich...nie zauważam i dobrze mi z tym...mimo, że mam w domu trzech chłopów...sorry...czterech...O mój Boże !zapomniałam o mężu...widzicie jak dobrze mi idzie?
Oj Alusiu.

ammi1952
14-04-2007, 22:21
hahaha Ala-ma to była jazda hihihi Pozdrawiam Grazyna

Basia.
14-04-2007, 22:24
Jak toksycznie, to toksycznie:
http://img515.imageshack.us/img515/254/topf010ga4.gif (http://imageshack.us) http://img70.imageshack.us/img70/5909/pilze102wh2.gif (http://imageshack.us)

qrystyna216
14-04-2007, 23:32
Masz rację, nie ma sensu żyć w toksycznym związku, często ponoć dla dobra dzieci. Ja dla dobra córki, rozeszłam się z pierwszym mężem, który pił i zaczął podnosić rękę na mnie. On uważał, że nie dam sobie rady sama. Pokazałam mu, że się mylił. Po kilku latach samotności poznałam swego męża, z którym jestem do chwili obecnej i jestem z nim szczęślwa.

destiny
15-04-2007, 00:08
... Mam potrzebę zmienić swoje zachowanie wobec mojej najbliższej. Obecnie między nami nie ma większych zadrażnień, nauczyliśmy się żyć obok siebie, nie przeżywamy już wielkich emocji ani burzy uczuć. Jednak wiem że zawiniłem, nie oddałem części tego dobrego co otrzymałem. Coraz częściej zdaję sobie sprawę że mocno mnie to nakręca, ale jest problem... prozaiczny - jak to zrobić, żeby "nie wyjść na dudka". Nie wiem czy mnie nie odrzuci, doszukując się podstępu czy matactwa. Jak widzicie, zdaję sobie sprawę z tego że wina jest po mojej stronie, sam sobie zgotowałem ten los. Ja też potrzebuję ciepła, akceptacji, ale durne ambicje czy też poza niezależności oddala nas od siebie. Zaczęliśmy konkurować, kto jest lepszy w tym co robi i udowadniać że możemy być samodzielni, samowystarczalni, że nie zależy nam na sobie, i ta gra stała się pułapką. .....

H.T.
Wsłuchaj się w słowa tej piosenki...byc może jest tam jakaś ukryta recepta ?

http://voila.pl/e5nez/index.php?1

911

Dobranoc:)

Basia.
15-04-2007, 00:09
Masz rację, nie ma sensu żyć w toksycznym związku, często ponoć dla dobra dzieci. Ja dla dobra córki, rozeszłam się z pierwszym mężem, który pił i zaczął podnosić rękę na mnie. On uważał, że nie dam sobie rady sama. Pokazałam mu, że się mylił. Po kilku latach samotności poznałam swego męża, z którym jestem do chwili obecnej i jestem z nim szczęślwa.
Wielu tych "dupków" uważa, że bez nich kobieta nie da sobie rady. Tymczasem to oni są największa przeszkodą, kamieniem u nogi dla swoich rodzin. Ja zrobiłam potworny błąd tkwiąc w tym strasznym związku przez tyle lat. Przez całe swoje dorosłe życie pracowałam i nie byłam zależna od tego tyrana. On też pił, ale nie miał prawa nikogo zapraszać do domu, musiał płacić alimenty /strącali mu z pensji/ ale co przeżyłam to przeżyłam. Łapy już nigdy więcej na mnie nie podniósł, bał się bo wyciągnęłam nóż i chciałam go dźgnąć. Straszne jest to, że człowieka który był dla mnie wszystkim znienawidziłam całą sobą. Pamiętam jak w Sylwestra mi życzył żebym wpadła pod pierwszy lepszy tramwaj a ja mu odpowiedziałam, że ja pierwsza będę na jego pogrzebie w specjalnie kupionej na tę okazję czerwonej kiecce i napluję do jego grobu. Przed śmiercią mi to przypomniał. Koszmar!!!!!!! Qrystynko było, minęło, nie wróci. To dla Ciebie ta różyczka. Pozdrawiam.
http://img356.imageshack.us/img356/1707/roterosen015ve1.gif (http://imageshack.us)

Ala-ma-50
15-04-2007, 06:45
Kochana Basieńko... zdradź mi słoneczko....PROSZĘ...co z tą czerwoną kiecką ? spełniłaś swoje groźby....hi...hi ...już Cię widzę jak w tej wystrzałowej kreacji maszerujesz za konduktem.....

Wilhelmina
15-04-2007, 07:37
Napewno nie poszła w tej czerwonej kiecce.Ja też, gdy byłam w rozpaczy, rzucałam w twarz okrutne, złe słowa.Nawet w ataku histerii zrobiłam nocą laleczkę woodu i ...No, wiecie.Ale potem czas przynosi opamiętanie i uspokojenie. Szkoda, że wtedy nie wpadłam na te słowa co Basia.Bardzo mi się podobają.

Basia.
15-04-2007, 11:05
Nie poszłam w czerwonej kiecce, zajmowałam się w chorobie tym nedznym człowiekiem najlepiej jak umiałam / nie miał nikogo, rodzina się wypięła/ bo inaczej bym nie potrafiła. Poza tym chciałam wpoić synowi jakieś wartości. Chorował 1,5 roku, chciał mnie oszpecić, zmarł w szpitalu psychiatrycznym. Ja też kiedyś zrobiłam laleczkę woodu, z fotografi wyciełam nożyczkami oczy, wszyłam mu o północy pod podszewkę włos, kawałek jakiegoś badyła /dostałam od wróżki/ to miało spowodować że się odczepi raz na zawsze /nie chciał mnie zostawić/. Laleczkę i fotografię rzuciam mu "pod nos". Kiedy zachorował przeraziłam się i chciałam wszystko powywalać spod tej podszewki ale już nic pod nią nie znalazłam. To był cholernie toksyczny związek, kobieta słabsza psychicznie nie wytrzymałaby tego koszmaru.
Za błedy trzeba płacić i ja zapłaciłam cholernie wysoką cenę.

green
15-04-2007, 11:09
Ile zła i krzywd możemy sobie nawzajem wyrządzić tego nie jest w stanie nikt opisać, ale podobnie ile miłości i dobroci jesteśmy w stanie sobie dać nawzajem, tego też jesteśmy świadomi ale nie zawsze gotowi czynić. Bo sam widzę to po sobie, że najłatwiej zranić bliskich i choć strasznie tego żałujemy nie umiemy. Boimy się miłości, czy innych pięknych, pozytywnych uczuć, bo ich nie znamy. Czasami trudno je w sobie odnaleźć; i rodzi się pytanie: jak możemy coś dać, kiedy tego nie posiadamy. Wiem że to ja powinienem siebie zmienić a nie oczekiwać że ktoś zmieni swoje postępowanie wobec mnie...ale...ale...do cholery jak to zrobić. Tu potrzebny jest psychiatra. Próbuje...pozdrawiam i życzę miłości, ciepła i wszystkiego dobrego.H.T.

Wilhelmina
15-04-2007, 11:44
Do Zielonego
Miły, drogi, Zielony.Trudno jest doradzić drugiej osobie, tybardziej, że nie wiemy co sobie wzajemnie zrobiliście. Tym trudniej, że pomimo iż jesteśmy kobietami, każda z nas ma inne podejście do sprawy.To Ty znasz swoją żonę(?)i powinieneś wiedzie, czy przez ten wspólnie przeżyty czas była dobra, czuła, może trochę sentymentalna.Z taką jest łatwiej dojść do porozumienia.Trzeba rozmawiać, może nawet trochę się ukorzyć, nie zrażać się, że dziś odwróciła głowę do ściany.Kropla drąży skałę. Jesli nie zabiłeś w niej wszystkiego co czuła, to w końcu Ci wybaczy.Trzeba próbować.Jeśli Ci oczywiście zależy.A jeśli zraniłeś ją "śmiertelnie" to odpuść i pozwól, aby czas zaleczył rany i Twoje i jej.Los czasem okazuje się łaskawy i przynosi nam nadzieje i ukojenie.

qrystyna216
15-04-2007, 12:15
Oj Zielony, z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że oboje z żoną nieżle sobie naubliżali, a jest takie przysłowie " ze słowami jak z solą, nie przesol bo bolą". Jednak obojętność w zwiąku jest jego ostatnim etapem.
Dobre pomysły podsunęły Nika i Bogda, może uda Ci się zrealizować. Wspaniałe są wypowiedzi Kunegundy i Wilhelminy, rób coś, nie czekaj aż sprawa sama się rozwiąże.
Życzę powodzenia.

qrystyna216
15-04-2007, 12:27
Dziękuję za ślicznego kwiatka.
Moją decyzję o odejściu od tego babskiego boksera podjęłam bardzo szybko a jeszcze szybciej ją zrealizowałam.Paradoksem jest jednak to, że wiele lat póżniej w swojej pracy bardzo często spotykałam się z takimi toksycznymi związkami. Kobiety bardzo często mówiły mi, że są w takich związkach dla dobra dzieci. Przychodziły i prosiły aby męża postraszyć, ale nie karać bo to jednak jej mąż i może się zmieni. Ręce mi opadały, gdy taka kobieta poniewierana i bita przez alkoholika potrafiła wszystko odwołać w sądzie i stwierdzić, że ona go kocha. Pije, bije ale jest. Zresztą mam taki "przypadek" w rodzinie.

Basia.
15-04-2007, 13:00
Niestety, to jest norma. Czy kobiety w przeważającej mierze są masochistkami? Ja też obserwuję takie toksyczne związki i w mojej rodzinie również taki związek istnieje od 48 lat. To jest straszne. Wiele kobiet uważa, że sobie nie da rady bez oprawcy. Bardzo przykro patrzeć na małżeństwa z długim stażem, mające do siebie zapiekłe żale, nienawidzące się z całego serca, zdane tylko i wyłącznie na własne towarzystwo.
Z zewnątrz to wygląda często pięknie: para malżeńska z np. 50-letnim stażem, ale co się dzieje w 4 ścianach? Brrrrrrrrr!!!

Jadka.Z
15-04-2007, 13:41
Kochane! Kobiety nie wierzą że zmiana jast możliwa i w takiej sytuacji potrzebna jest pomoc psychologa i długa terapia. Żadna sama sobie nie poradzi. Ty Krystyno nie trwałaś całe lata w tym związku i jeszcze wierzyłaś w siebie, nie zostałaś zniszczona. Ja wierzę że przy dobrej woli można pozbyć się urazów i zdobyć na życzliwość. Nie potrafiłabym jednak powtórnie wejść w taki związek.

Ala-ma-50
15-04-2007, 14:13
Kochana Basieńko...tu u nas na forum..pewna dziennikarka poszukiwała par z wieloletnim stażem małżeńskim... miały to być jednak pary szczęśliwe....potrzebne jej to było do jakiegoś reportażu czy czegoś tam...początkowo pilnie śledziłam , czy ktoś się odezwie....jednak z braku odzewu...przestałam śledzić...prośba pozostała bez echa .Może coś takiego jak szczęście małżeńskie nie istnieje?
A tak na boku...jak się robi taką laleczkę?

Basia.
15-04-2007, 14:19
Kochana Basieńko...tu u nas na forum..pewna dziennikarka poszukiwała par z wieloletnim stażem małżeńskim... miały to być jednak pary szczęśliwe....potrzebne jej to było do jakiegoś reportażu czy czegoś tam...początkowo pilnie śledziłam , czy ktoś się odezwie....jednak z braku odzewu...przestałam...może coś takiego jak szczęście małżeńskie nie istnieje?
Alusiu, nie mam pojęcia zielonego............. z całą pewnością istnieją szczęśliwe związki "na kocią łapę"......... mój 25-letni jest tego przykładem. Uwierzyłam, że można ze sobą być nie walcząc, wspierając się wzajemnie, przyjaźniąc się.

Ala-ma-50
15-04-2007, 14:21
Trzymam kciuki za WASZE szczęście ...może i mnie się troszkę udzieli..

Basia.
15-04-2007, 14:36
Trzymam kciuki za WASZE szczęście ...może i mnie się troszkę udzieli..
Alusiu, dzięki ....................... wspomnisz moje słowa............. udzieli się i to jeszcze jak!!!!!!!!!!! Życzę Tobie tego z całego serca!!!!!!!!!!!!!!!!!
http://img292.imageshack.us/img292/6836/buket004ol2.gif (http://imageshack.us)

Wilhelmina
15-04-2007, 17:08
A tak na boku...jak się robi taką laleczkę?

Mam nadzieję, że to był tylko żart, ale jeśli nie, to oświadczam, że nie warto. To co człowiek czuje póżniej do siebie jest tak samo złe jak cały taki związek.
Nauczyłam się wtedy, że nienawiść najbardziej niszczy tego człowieka, który tą nienawiść czuje. A jakże, rozmawiałam z psychiatrą. Był naszym dobrym znajomym i sam był w takim trującym związku. Wiecie co mi powiedział? Rozstanie i czas.Rozstanie to zabieg hirurgiczny, a czas wyleczy rany.I jeszcze napisz sobie i noś w portfelu chińskie przysłowie i ile razy będziesz chciała " zabić " wroga, przeczytaj sobie.
Przysłowie brzmi:Usiądż na brzegu rwącej rzeki i spokojnie czekaj, aż woda przyniesie ci trupa twojego wroga.

qrystyna216
15-04-2007, 17:14
Mój związek trwał 5 lat, nie wiem czy to długo czy krótko. Ale trzy lata temu uczestniczyłam w terapii grupowej z powodu depresji. Tam dowiedziałam się, że moja depresja jest skutkiem przejść w dzieciństwie, potem w nieudanym związku, idt. Terapia trwała 20 tygodni i muszę przyznać, że to działa. Jak mówią moi domownicy zmieniłam się, złagodniałam. Nie mam wybuchów złości i płaczu, nie krzyczę. Jestem asertywna ale nie agresywna. Sądzę więc, że nawet te pięć lat miało wpływ na dalsze moje życie.
Podziwiam moge męża, że wytrzymał ze mną przez tyle lat.

Ala-ma-50
15-04-2007, 17:33
Dziękuję Basieńko za życzenia i kwiatki....no i siadam na brzegu rwące rzeki i czekam aż ta przyniesie mi szczęście

Basia.
15-04-2007, 18:02
Alusiu przyniesie, przyniesie. Wilhelminko Twój znajomy powiedział :rozstanie to jest jak zabieg hirurgiczny a czas pomoże, wyleczy rany. Kiedy sobie przypomnę moje małżeństwo to krew mnie zalewa do tej pory, chociaż minęło tyle lat czas nie wyleczył ran. Chyba już nic ich nie wyleczy, widocznie jestem "trudnym" przypadkiem /w wątku "pierwsza miłość" opisałam w skrócie historię swojej miłości do przyszłego męża/.

Basia.
15-04-2007, 18:26
Qrystynko, wszystko ma wpływ na nasze życie. Przeżycia kształtuja naszą osobowość niestety.

Lila
15-04-2007, 19:37
Tyle trwa moje małżeństwo...

Czytam Was i włos mi się jeży.Szczególnie o Basi.Jednak my kobiety jesteśmy silne jak ruskie czołgi.Basieńko,jesteś dzielną kobietą.Imponujesz mi niesłychanie,poza tą laleczką,ale to jestem w stanie zrozumieć.:D

Nigdy nie uważałam swojego związku ,jako szczególnie szczęśliwego.Nie mam potrzeby trzymania mojego męża za rękę na spacerze.Zresztą zawsze prowadzę na smyczy któregoś z moich psów.
Często mam inne zdanie niż on.Zbyt często,ale tak być musi.
Często mnie drażni,szczególnie jak próbuje palić na moim terytorium..:D
Wkurza mnie jego pracoholizm,powinien stanowczo już sobie nieco odpuścić..
Do szewskiej pasji doprowadza mnie jego poznańskie zamiłowanie do ziemniaków i zawiedzione miny z powodu ich braku na obiad..

A poza tym ? Cóż ,muszę przyznać,że chyba nadawalibyśmy się do tej ankiety.Z biedą,ale zawsze...Jakim cudem dwoje egoistycznych szczeniaków, stało się tak odpowiedzialnymi ludźmi ? Dla mnie ostatecznym doświadczeniem w tej materii była mój udar mózgu - kilka lat temu,już prawie zapomniany przeze mnie.No,lepszej pielęgniarki nie sposób byłoby znaleźć ..
Czy to jeszcze miłość ?

Wcale nie jestem pewna,bo nigdy nie zastanawiam się nad tym.Może takie przyjazne przyzwyczajenie ? I pewność drugiego człowieka ? I czy aby do końca ?

Pozdrawiam -Lila.

929

Wilhelmina
15-04-2007, 19:40
Basieńko.Współczuję.Niestety, medycyna zna przypadki chorób nieuleczalnych.
Tylko wiesz...Tyle lat minęło, tyle innych pięknych rzeczy zdarzyło się w Twoim życiu.Tyle innych ważnych, może nawet ważniejszych.Zakop już wreszcie tego trupa.Niech przestanie śmierdzieć w Twoim życiu.

Ala-ma-50
15-04-2007, 19:45
Moja kochana...po przeczytaniu tego co napisałaś...nadzieja uśmiechnęła się do mnie ...jednak jest szczęście małżeńskie...to budujące...
Napewno zostanie tak do końca ...myślę , że Twój mąż zdał ten najważniejszy egzamin z życia, przywiązania, odpowiedzialności i miłości...Trzymam kciuki i za WASZE szczęście.

Ala-ma-50
15-04-2007, 20:09
Pewnie ,że żartowałam z ta laleczką...a tak w nawiasie to powiem Ci , że kiedyś bawiłam się w takie czary...ale to była tylko tzw. biała magia...wiesz..taka co przyciąga miłość , szczęście pieniądze ...itp...itd...
Jednak przekonałam się, że istnieją pewne sfery tajemnic...gdzie człowiek ,jest jak dziecko we mgle.
Przestałam się w to bawić ...a było to tak...
Przeczytałyśmy chyba w Przyjaciółce z koleżanką przepis na magiczne przyciągnięcie forsy...trzeba było wziąć ..garść cynamonu w laskach,garść kaszy i garść ziaren kawowych..i to wszystko wrzucić na rozgrzaną patelnię i okadzać wszystkie pomieszczenia ...zaczynając od kuchni zgodnie z ruchem wskazówek zegara...powtarzając przy tym " pieniądze przybywają ze wszystkich stron"
Ania...zrobiła pierwsza to kadzenie...i pieniądze sypnęły się nie powiem...ale takich pieniędzy..napewno nie chciałby nikt...
córka z zięciem mieli wypadek na motorze, zmiażdżył ich TIR..mamę, która wyjechała do USA..do siostry w odwiedziny, potrącił na pasach samochód..zmarła w szpitalu nie odzyskując przytomności...
Pieniądze które otrzymała były ogromne...ale jak człowiek straci wszystko to i pieniądze mu na nic.
Być może to tylko nieszczęście... przypadek...nie mający z głupimi czarami nic wspólnego...ale ja już nie próbowałam z tym kadzeniem..przestraszyłam się śmiertelnie.
I więcej nie próbuję...dałam sobie z tym spokój raz na zawsze.
Pozdrawiam cieplutko...ale się rozpisałam...

bogda
15-04-2007, 20:47
Widzę, że Twój mąż Cię kocha.... a że tego nie wyraża słowami, to już niestety taka męska natura. Im się wydaje,że my wszystko powinnyśmy same wiedzieć i zauważyć okazywanie uczucia np, da kwiatek, zrobi herbatkę czy kawkę, czasem przytuli i coś pomamrocze.... i uważa sprawę za załatwioną i jeszcze się dziwi, że coś od niego chcesz. A po tylu latach małżeństwa to już rutyna, inaczej jest chyba tylko w filmach lub romansach. A to, że Cię denerwuje, to też normalka, ale to są tylko drobiazgi bez znaczenia. Jak by było tak cały czas cacy, cacy.... to znowu nuda. A tak to podniesie Ci czasem poziom adrenaliny. Jest dobrze i oby dalej tak było.:)

Wilhelmina
15-04-2007, 21:39
Alu - ma
Przysłowie mówi,że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.
W czasach , gdy było mi baaardzo żle, bawiłam się, jeśli to można nazwać zabawą w różne rzeczy. Nie należę do ludzi tchórzliwych, w wielu sprawach tajemnych uchyliłam małego rąbka.Podobno mam energię medium, ale....Karty tarota są głęboko schowane, nigdy więcej nie usiądę przy stoliku spirytystycznym, nigdy więcej nie będe stosowała pozornie niewinnej "białej magii".To trudny temat. Wiele osób popuka się w czółko.Nieszkodzi.Ja już wiem, że nie wolno igrać z ogniem,choć ten ogień nie mnie dotknął. Warto natomiast kochać, przebaczać, naprawiać.A przynajmniej próbować.Może kiedyś, jak się odważę, napiszę na blogu o swoich doświadczeniach z magią.

bogda
15-04-2007, 21:47
Napisz koniecznie, bardzo mnie to zaciekawiło...co nie oznacza że chcę stosować, tylko chodzi mi o Twoje doświadczenia, to może być interesujące i zarazem przestrzegające przed stosowaniem białej magii, chociaż mówią że biała nie jest szkodliwa.

Basia.
15-04-2007, 21:55
Wilhelminko, wspomnienia odżyły kiedy pisałam posty do tego wątku. Sama byłam zdziwiona, że to wszystko tak mocno we mnie tkwi. Na co dzień nie rozpamietuję przeszłości, jestem osobą pogodną. Widocznie takie "doświadczenie" było potrzebne w moim życiu, z całą pewnościa mnie zahartowało. Dzięki niemu stałam się bardzo mocną i twardą kobietą, przeciwności losu mobilizują mnie do działania a nie załamują. Liluniu wiemy wszystkie,że te laleczki to głupota ja nie wierzę i nie wierzyłam w takie bzdury, wtedy byłam tak pełna wściekłości i nienawiści że zrobiłam tę kukiełkę i pokazałam ją mężowi żeby mu dopiec. Różnie się w życiu układa ja miałam w swoim bardzo dużo tragedii, których nie dało się przewidzieć i przez to nie można ich było uniknąć. Swoimi "tragediami" mogłabym obdzielic kilka osób, śmiałam się że "wyrobiłam średnią biurową" i wszyscy moi koledzy mogą czuć się bezpiecznie /pracowałam wtedy w biurze projektów/. Ale to już jest opowieść do innych wątków.

Ala-ma-50
16-04-2007, 06:45
Opowiedz kochana...PROSIMY...przynajmniej ja i Bogusia

Wilhelmina
16-04-2007, 08:06
Napiszę, choć chyba nie tak zaraz.Mam teraz "gorący" okres i dość póżno mogę wracać z pracy.Wprawdzie nie lubię o tym specjalnie mówić, ale to jest już trochę czasu i może uda mi się przelać to-to na bloga.

http://img406.imageshack.us/img406/1686/cz23wc0.th.gif (http://img406.imageshack.us/my.php?image=cz23wc0.gif)

Nika
16-04-2007, 08:35
Wilhelminko,pisz w blogu o tym !Na pewno będzie to ciekawa lektura!!!!

Ala-ma-50
16-04-2007, 22:35
Czekamy z niecierpliwością..

ZoSka
05-05-2007, 22:24
Ja też żyłam w toksycznym związku i rozwiodłam po 21 latach małżeństwa. W chorych związkach stosuje się przemoc, niekoniecznie fizyczną, w moim wypadku przeważała psychiczna i emocjonalna; mój "były" był chorobliwie zazdrosny.
Początkowo sprawiało mi to przyjemność. Ale w miarę upływu czasu, stopniowo, powoli, byłam coraz bardziej ograniczana w kontaktach z ludżmi, przybywało scen i awantur...

Nie dało się żyć, ale wyrwanie się z chorego związku jest bardzo trudne, wymaga niesamowitej odwagi. Bałam się o własne
życie i córki.

qrystyna216
05-05-2007, 22:39
Dłuuugo wytrzymałaś w takim związku. Ja tylko 5 lat, ale odeszłam w porę dla dobra córki i swego.

Nika
06-05-2007, 07:17
Ważne,że w końcu zdobyłyście się na odwagę...

ZoSka
06-05-2007, 11:38
Spóżniłam się 10 lat. W sądzie mi powiedzieli, że robi to większość kobiet - "dla dobra dzieci". Wychowywałam się bez ojca i ważne dla mnie było, aby moje dzieci miały pełną rodzinę. Mój małżonek wiedział, że zniosę wszystko dla dzieci.
Wykorzystywał mnie coraz bardziej, ale przeliczył się...
Pomogła mi książka amerykańskiej autorki, której nazwiska nie mogę sobie przypomnieć - "Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle myślą, że on się zmieni"...

Dzisiaj mam jakąś wewnętrzną moc, poczucie, że poradzę sobie z każdym problemem, który mnie spotka. A toksycznych mężczyzn wyczuwam na kilometr.
"Co cię nie zabije, to cię wzmocni"

Basia.
06-05-2007, 12:06
Spóżniłam się 10 lat. W sądzie mi powiedzieli, że robi to większość kobiet - "dla dobra dzieci". Wychowywałam się bez ojca i ważne dla mnie było, aby moje dzieci miały pełną rodzinę. Mój małżonek wiedział, że zniosę wszystko dla dzieci.
Wykorzystywał mnie coraz bardziej, ale przeliczył się...
Pomogła mi książka amerykańskiej autorki, której nazwiska nie mogę sobie przypomnieć - "Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle myślą, że on się zmieni"...

Dzisiaj mam jakąś wewnętrzną moc, poczucie, że poradzę sobie z każdym problemem, który mnie spotka. A toksycznych mężczyzn wyczuwam na kilometr.
"Co cię nie zabije, to cię wzmocni"
http://img513.imageshack.us/img513/7734/417vo1eg4.gif (http://imageshack.us)

ZoSka
06-05-2007, 14:32
Dziękuję Ci Basiu za tę różę. Nie potrafię jeszcze wklejać obrazków. Nie będę się rozpisywać - z osobami po podobnych przejściach rozumiemy się bez słów, prawda?

Ale dopiszę jeszcze opowieść o mojej zemście, myślę, że warto. Otóż, mój małżonek, już po rozwodzie, ogłosił, że "to tylko papierek", on mnie kocha i nigdy nie opuści. Mamy przecież ślub kościelny i on jest ważny. Mieszkaliśmy we wspólnym mieszkaniu i urządzał mi piekło. "I po co ci to było?" - wyśmiewała mnie bratowa.
Któregoś dnia dowiaduję się, że ma kobietę. I rzeczywiście, wkrótce się do niej wyprowadził. Wtedy umieściłam w gazecie o zasięgu ogólnopolskim ogłoszenie, a że liczyłam każdy grosz (płaciło się za każde słowo) więc było krótkie: Szczęśliwie rozwiedziona, lat 43, tel......( domowy!) bo jeszcze nie miałam komórki.
No i rozdzwoniły się telefony, najpierw krajowe, potem zagraniczne. Było tego 150, może 200. Nie, nie ukrywałam się, wprost przeciwnie - chciałam, żeby on się o tym dowiedział.
Zaczęłam się umawiać na spotkania - raz ich miałam 4 w jednym dniu. Jak było ciepło to nakładałam czerwoną sukienkę z krótkim rękawem, jeśli chłodniej, to czerwoną garsonkę z białą bluzką, rozciętą w dekolcie i zawiązywaną pod szyją, na tzw. "lejce". Byłam wtedy na "bezrobociu". - "Pani taka elegancka, to pewnie do pracy? Jakie to szczęście w dzisiejszych czasach mieć pracę!" - podziwiali mnie sąsiedzi.
Moja "praca" polegała głównie na zbieraniu gratulacji za ten anons. Poznałam wielu ciekawych ludzi, ale nic z tego nie wynikło.

Jedno spotkanie było wyjątkowe. Bardzo elokwentny pan, już na wstępie powiedział mi, że pracował i podał nazwę gdzie (a to była moja jednostka nadrzędna!), że swego czasu bardzo się interesował moim oddziałem, gdzie był poważny konflikt, tzw. "polityczny" i chodziło o znalezienie materiałów i "haków" na niektóre osoby, min. na księgową, czyli na mnie. Tak mnie to rozbawiło, że ledwie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Rozwiązały mi się te ''lejce" , ale tego nie zauważyłam i facet zaglądał mi w dekolt, póżniej mi to mówił przez telefon. Wpadłam mu "w oko", prosił o następne spotkania. Pozostawiłam go w nieświadomości, nie przyznałam się, że byłam po drugiej stronie barykady, że z tej pracy wtedy "wyleciałam", a on awansował i dzięki temu miał dobrą emeryturę.

Pamiętajcie dziewczyny - na toksyczne związki dobra jest czerwona sukienka!

Sylwia555
26-06-2007, 09:44
Wydaje mi się, że Bunia ma rację.Pomimo, że jesteśmy niby tak bardzo wyemancypowane, to nadal jesteśmy pod presją rodziny i środowiska. Ja swój pierwszy związek przerwałam dopiero po 15 latach.Dlaczego? Hmmm...Powodów było kilka.
Bałam się,że odbiorę dzieciom ojca.Czas pokazał, że dziś dorosła córka ma mi za złe, że tak długo i niepotrzebnie walczyłam o coś, co przynosiło im strach i ból.A syn? Wymazał z pamięci całe dzieciństwo. Naprawdę.Widać stres był tak duży, że najbezpieczniej było wszystko skasować.Czemu jeszcze trwało to tyle lat? Bo po złym okresie, przychodził okres wspaniały. Wierzyłam, że tak już będzie zawsze. Bardzo kochałam mojego męża.Nie wyobrażałam sobie życia bez niego.Długo jeszcze po rozwodzie cierpiałam i tak naprawdę to chyba nigdy nie pozbędę się tych dobrych wspomnień. Logika sobie, a głupie serce sobie. Poprostu jestem głupie babsko i tyle.


Jak udało Ci się wyzwolić z takiego związku. Tkwię w tym pięć lat, mamy 3-letnią córkę a syn pojawi się w listopadzie. Czuję, że robię krzywdę swoim dzieciom pozostając w tym związku ale nie widzę innej drogi. Boję się zostać sama z dwójką dzieci. Kilka razy próbowała odejść gdy nie było jeszcze za późno ale wciąż wracałam.

Malgorzata 50
26-06-2007, 13:18
Sylwia nie rozumiem motywu pt "boje się zostać sama z 2-ką dzieci" ja byłam sama z dwójka dzieci przez lata i jakoś wszyscy żyjemy.Nie mówię ,ze było łatwo,cena była nawet powiedziałabym wygórowana ale suma summarum udało się .Zresztą rozstanie teraz, nie oznacza ,ze będziesz sama całe życie.Czy uważasz ,że twoje "banie się " jest warte skopanego życia twojego i dzieci???? Oczywiście kluczem do wszystkiego są pieniądze -czyli praca -nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja pod tym względem .Ale jeśli pracujesz -nie zostawiaj pracy ,jeśli masz bliskie i oddane osoby wokół siebie zwróć sie o pomoc przy opiece nad dziećmi ,jeśli cię stać skorzystaj z opiekunki -one nie wszystkie są degeneratkami zagrażającymi dzieciom -może babcia zastępcza jeśli prawdziwe babcie nie są skłonne pomóc ci w "zwiększonym wymiarze godzin" ...są różne rozwiązania.Oczywiście to wszystko nie jest proste-ale spisz sobie za i przeciw i zastanów sie czy cena jaka zapłacisz ty i dzieci jest wyższa niż zysk -

ZoSka
26-06-2007, 19:07
Jak się wyzwolić z toksycznego związku?

Podjąć decyzję o rozwodzie (o rozstaniu). Nie bój się tego, jesteś młoda i życie przed Tobą.
Na Twoim miejscu zaczęłabym od alimentów na dziecko (dzieci) i dla siebie (jeśli nie pracujesz). Pieniądze, jak pisała Małgorzata50, i wsparcie otoczenia są ważne. Ułatwiają przejście przez te "przejścia", ale ja to zrobiłam będąc na "bezrobotnym" i też miało to swoje dobre strony.
Życzę Ci mądrości i odwagi. Nie jest łatwo, ale warto. Nie znam kobiet, które żałowałyby rozwodu. Jedynie żałują, że zrobiły to zbyt póżno.

Wilhelmina
26-06-2007, 21:26
Do Sylwii - przykre, ale powyższe wypowiedzi są prawdziwe.
A jak mnie się udało? Wiesz, jak w tym powiedzeniu o pijakach " trzeba sięgnąć dna, aby się odbić".
Nie wierz, gdy ktoś Ci mówi, że to jest łatwe. Nikomu nie przychodzi łatwo wyzbyć się marzeń, domu, nadzieji. Z perspektywy lat, problemy maleją. Dawniej bolesne, dziś wydają się takie...zwykłe. Ale za każdą decyzją, stoi żywy człowiek. Każdy inny. Pamiętam, że było trudno. Pamiętam wszystko.Nie jest to jednak miejsce, na snucie takich wspomnień. Na pewno jedno jest pewne - warto odzyskać siebie i spokojny, choć biedniejszy dom dla dzieci. I jeszcze...nie należy przestać wierzyć, że i do Ciebie przecież uśmiechnie się los.

Sylwia555
27-06-2007, 09:02
Dziękuję za te wypowiedzi. Są dla mnie bardzo cenne. Mam nadzieję, że jeszcze coś się zmieni w moim życiu. Na lepsze. Strach przed decyzją o odejściu mnie paraliżuje, bo wiem, że będę zdana tylko na siebie. Poza tym mam ogromne poczucie winy, że dopuściłam do takiego stanu rzeczy. Najbliższe otoczenie wciąż mi o tym przypomina. Sama wychowywałam się bez ojca i to oczywiste, że nie chciałabym takiej przyszłości dla moich dzieci. Obecny partner straszy mnie też wizją odebrania dzieci w przypadku mojej decyzji o odejściu. Zresztą podjął już w tym kierunku pewne kroki. Jest masa wątków związanych z tą sytuacją. Jak o tym piszę , to sama nie mogę uwierzyć, że dot. właśnie mnie.

Karo1949
27-06-2007, 22:02
Sylwio, piszesz że masz ogromne poczcie winy za stan swego małżeństwa !!!! Piszesz dalej z nadzieją, że może coś się zmieni na lepsze w Twoim małżeństwie, mimo iż przeczytałaś tyle dobrych rad od kobiet, które przeżyły kawał twardego życia . I tu leży pies pogrzebany, jesteś zarażona syndromem "OFIARY" W toksycznych związkach występuję przemoc: fizyczna, psychiczna lub obie jednocześnie, w którym jedno z małżonków jest ofiarą drugie zaś katem. Kat to nic innego jak człowiek i niskiej samoocenie, zatem musi się dowartościować koszem ofiary. Ofiara zaś przejmuje na siebie winę za wszystko, co złe w związku ! Stan taki trwa z tendencją pogłębiania się tej patologii, w myśl im dalej tym gorzej. Najgorsze jest to, że dzieci wychowane w takim związku cierpią na zaburzenia emocjonalne,następnie wyrastają na skrzywionych charakteropatów, nie mają dobrych wzorców w nawiązywaniu właściwych relacji międzyludzkich. Powielą wzorce domu rodzinnego!. Sylwio, należy sobie uświadomić, że to nie Ty jestem temu winna...!!! Odcięcie cumy i wypłynięcie na szerokie wody jako samotna matka przeraża Ciebie i jestem w stanie Ciebie zrozumieć, ale mając na względzie dobro dzieci, a potem swoje rozwód niejednokrotnie jest złem koniecznym. Nie lękaj się, nie wciągaj się jak ślimak do muszelki, szukaj rady u psychologa z poradni rodzinnej. Najlepiej jak byście udali się tam oboje. Znając życie "kat " tam nie pójdzie, a zatem musisz wyruszyć tam sama. Psycholog pomoże uświadomić Ci stan w jakim się znajdujesz i poradzi, co możesz dla siebie i dzieci zrobić, pomoże działać metodycznie i z rozwagą.Jeżeli wystąpiłaś z tym tematem na forum to już jest dobry znak,wiesz, że nie jest dobrze, nie wstydzisz się o tym mówić, może dlatego, że mówisz anonimowo jak my wszyscy w necie.
Na koniec chcę Ci powiedzieć : gdy człowiek znajdzie się w warunkach ekstremalnych potrafi z siebie wykrzesać max. siły. Z pewnością poradzisz sobie ze swoimi lękami jeżeli trzeba będzie. Pozdrawiam serdecznie i życzę odwagi :), Zofia

Basia.
27-06-2007, 22:17
Sylwio, podpisuję sie pod postem Karo1949. Dla dzieci życie w takiej toksycznej rodzinie jest bardzo złe. Pomyśl o sobie i dzieciach, życzę powodzenia.

babciela
27-06-2007, 22:43
Oczywiscie przede wszystkim dzieci,ale pomysl tez o sobie .Musisz sobie zdac sprawe ze tkwiac w takim zwiazku/alkohol.przemoc/sama stajesz sie uzalezniona,nie fizycznie ale psychcznie.I nie zrywajac z tym wszystkim bedziesz sama wymagala pomocy psychologa lub psychiatry.Przejdziesz pieklo rozwodzac sie ,ale zobaczysz jak w raju jest fajnie.Zrob to,tylko badz konsekwentna nie daj sie zlamac.Dasz sobie rade.gdyz dzieci sa tak silna motywacja do osiagniecia wszystkiego albo prawie wszystkiego.ze nawet sobie nie jestes w stanie tego wyobrazic.babciela

Anielka
27-06-2007, 22:51
Sylwio zrób to co radzą wszyscy.Dasz rade , a za jkaiś czas obejrzysz sie za siebie i nie uwierzysz,że tak długo moglaś zyć w tak toksycznym związku.Nie uwierzysz ,ze sobie poradziłaś,że dookoła jest tylu zyczliwych,którzy pomogą,tylko trzeba umieć poprosic,tak zwyczajnie po ludzku poprosić.Zyczę wszystkiego dobrego.Powodzenia i serdecznie pozdrawiam/tez sobie poradzilam i jestem dumna,ze to zrobiłam/:)

babciela
28-06-2007, 06:16
i jeszcze jedno Ty nie tkwisz w toksycznym zwiazku ale w patologicznym-to jest roznica.pa.pa

ZoSka
28-06-2007, 18:15
Link do ciekawego artykułu i forum:

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,3955608.html?as=1&ias=3

emka46
29-06-2007, 07:52
Bardzo dobry artykuł.Dużo kobiet ,po przeczytaniu,na pewno zastanowi się nad swoim związkiem.

skarb
29-06-2007, 17:54
"Najgorsze jest to, że dzieci wychowane w takim związku cierpią na zaburzenia emocjonalne,następnie wyrastają na skrzywionych charakteropatów, nie mają dobrych wzorców w nawiązywaniu właściwych relacji międzyludzkich. Powielą wzorce domu rodzinnego!" To jest święta prawda i głównie dlatego należy coś z tym małżeństwem zrobić. Mam identyczne doświadczenia i nic nie zrobiłam

hanka93
30-06-2007, 09:05
Żadna matka nie jest winna krzywdzie jaka wyrządziła dziecku, jeśli nawet nie potrafiła obronić przed ojcem despotą.
Dziecku można dać emocjonalnie tylko tyle ile dostało się od swoich rodziców lub w nadmiarze dać to czego się nie dostało.
Nadmiar jest tak samo szkodliwy dla dziecka jak brak.
Alice Miller pisze, że dziecko maltretowane w dzieciństwie, które nie miało możliwości dorosnąć, przez całe życie próbuje widzieć tylko ,, dobre strony'' swoich prześladowców rodziców i wiązać z nimi swoje dziecięce oczekiwania.

Lila
30-06-2007, 09:21
Cholernie ciężki wątek...
Jak tu radzić,aby było dobrze..

Z tym powielaniem losów,czysta prawda.Ja byłam rozpieszczoną córeczką tatusia,której wolno było wszystko,w odróżnieniu od moich starszych braci.
Byłam silna i pewna siebie całe życie.Bracia mieli charaktery ,jak scyzoryki.Łatwo było zgiąć.

Moja córka,też córeczka i królewna mojego starszego pana..Silna,jeszcze silniejsza niż ja .Natomiast syn,choć moje ukochanie w dzieciństwie,słaby i wrażliwy.Na dodatek podatny na wpływy zewnętrzne.
Może silna kobieta ,jest w stanie wyhodować wyłącznie słabego mężczyznę ?
Tylko kto tego uczy w szkołach ? A może to geny,zwyczajnie ?

babciela
30-06-2007, 15:06
Moja kochana -coreczka tatusia zawsze wyrosnie na osobe silna-bo bierze wszystko co przekazal jej silny ojciec(mezczyzna nie zawsze jest silny ale ma sile w genach-wszak to mezczyzna lowil zwierzyne,bronil kobiety et cetera,et cetera-natomiast rola kobiety bylo rodzenie dzieci,dbanie o dom i swojego pana oraz cha cha otrzymywanie futer ze zlowionej zwierzyny-gdzie te czasy?)Natomiast syn powiela Twoje wzorce ktore nosisz w genach-my wcale nie jestesmy silne -to zycie i warunki zmusily nas do tego.To nie jest dobre bo dzieci powinny czerpac wzorce zarowno matki jak i ojca.Dzieci z tzw silnych rodzin gdzie kobieta jest kobieta a mezczyzna mezczyzna sa prawie zawsze prawidlowo uksztaltowane.Ja Cie bron Boze nie obrazam,ale o ile byjoby nam latwiej z kobieca slaboscia,prawda?Babciela

Lila
30-06-2007, 15:43
Ależ skąd,nie obrażasz mnie...:)

Tym bardziej,że u mnie jest związek dwojga silnych osób.Każde na inny sposób.Jeżeli nie pozabijaliśmy się przez pierwsze 4 lata,to i 40 przeżyliśmy w symbiozie.

I od otrzymywania futer też byłam.Gdzie te czasy?
Nie cierpię futer...

Malgorzata 50
30-06-2007, 17:28
Sylwio ,wydaje mi sie ,ze pierwszy krok to wizyta u dobrego terapeuty -jeśli mieszkasz w Wwie mogę ci podać namiary -jesteś w wyjątkowo trudnej i skomplikowanej sytuacji -z malutkim jednym dzieckiem ,a drugim w drodze -to na pewno najtrudniejszy moment na podejmowanie kroków kosztujących niezmiernie dużo nerwów -w sytuacji gdy potrzebny ci spokój i siła,Do tego, z tego co piszesz, nie masz wsparcia znikąd cyt .:"Poza tym mam ogromne poczucie winy, że dopuściłam do takiego stanu rzeczy. Najbliższe otoczenie wciąż mi o tym przypomina." Pierwsza rzecz jaka powinnaś powtarzać jak mantrę to "to nie jest moja wina" bo to NIE jest twoja wina -tak ułożyło się Twoje życie.Jeśli uwierzysz w to będziesz o wiele silniejsza , żeby stawić czoła sytuacji i zdecydować co robić .Druga rzecz -nie wiemy jake masz stosunki z Twoja mama jeśli ona jest tym "otoczeniem" masz drugie b.trudne zadanie oderwać się emocjonalnie od niej (niestety) uwierzyć w to ze to twoje życie i ze ty jesteś za nie odpowiedzialna.Wiesz, kiedy mój partner zostawil mnie z 2 ka maleńkich dzieci uświadomiłam sobie w czym tkwiłam i po pierwszym szoku odetchnęłam .Było mi bardzo ciężko, naprawdę, (mimo,ze miałam duże wsparcie ze strony rodziny w sensie opiekuńczym naprawdę nieocenione)dlatego ,ze zdałam sobie sprawę ,że teraz ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za dzieci i ich los.Ale i to ewoluowało -okazało sie, że w takiej sytuacji najgorsze jest założenie iż kobieta musi być matka i ojcem -nie nie musi, musi być matką -a ojciec przecież istnieje - mniej lub bardziej w życiu dzieci -jeśli bardziej to dobrze, jeśli mniej trudno - nie walcząc z sytuacją PO rozstaniu a przyjmując ja taka jaka jest osiąga się myślę więcej.Bo dla dzieci najważniejsza jest pewna spokojna harmonia równowaga ,poczucie bezpieczeństwa -które mogą miec również w niepełnej rodzinie .Ale żeby to osiągnąć najpierw Ty musisz dojść do takiego stanu spokoju wewnętrznego ,pewności siebie i poczucia własnej wartości ,żeby móc się tym z nimi dzielić.A Babcielu wydaje mi sie ,że twój podział jest nieco schematyczny i uproszczony -nie zawsze jest tak prosto!!!!

Sylwia555
30-06-2007, 22:24
Sylwio ,wydaje mi sie ,ze pierwszy krok to wizyta u dobrego terapeuty -jeśli mieszkasz w Wwie mogę ci podać namiary -jesteś w wyjątkowo trudnej i skomplikowanej sytuacji -z malutkim jednym dzieckiem ,a drugim w drodze -to na pewno najtrudniejszy moment na podejmowanie kroków kosztujących niezmiernie dużo nerwów -w sytuacji gdy potrzebny ci spokój i siła,Do tego, z tego co piszesz, nie masz wsparcia znikąd cyt .:"Poza tym mam ogromne poczucie winy, że dopuściłam do takiego stanu rzeczy. Najbliższe otoczenie wciąż mi o tym przypomina." Pierwsza rzecz jaka powinnaś powtarzać jak mantrę to "to nie jest moja wina" bo to NIE jest twoja wina -tak ułożyło się Twoje życie.Jeśli uwierzysz w to będziesz o wiele silniejsza , żeby stawić czoła sytuacji i zdecydować co robić .Druga rzecz -nie wiemy jake masz stosunki z Twoja mama jeśli ona jest tym "otoczeniem" masz drugie b.trudne zadanie oderwać się emocjonalnie od niej (niestety) uwierzyć w to ze to twoje życie i ze ty jesteś za nie odpowiedzialna.Wiesz, kiedy mój partner zostawil mnie z 2 ka maleńkich dzieci uświadomiłam sobie w czym tkwiłam i po pierwszym szoku odetchnęłam .Było mi bardzo ciężko, naprawdę, (mimo,ze miałam duże wsparcie ze strony rodziny w sensie opiekuńczym naprawdę nieocenione)dlatego ,ze zdałam sobie sprawę ,że teraz ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za dzieci i ich los.Ale i to ewoluowało -okazało sie, że w takiej sytuacji najgorsze jest założenie iż kobieta musi być matka i ojcem -nie nie musi, musi być matką -a ojciec przecież istnieje - mniej lub bardziej w życiu dzieci -jeśli bardziej to dobrze, jeśli mniej trudno - nie walcząc z sytuacją PO rozstaniu a przyjmując ja taka jaka jest osiąga się myślę więcej.Bo dla dzieci najważniejsza jest pewna spokojna harmonia równowaga ,poczucie bezpieczeństwa -które mogą miec również w niepełnej rodzinie .Ale żeby to osiągnąć najpierw Ty musisz dojść do takiego stanu spokoju wewnętrznego ,pewności siebie i poczucia własnej wartości ,żeby móc się tym z nimi dzielić.A Babcielu wydaje mi sie ,że twój podział jest nieco schematyczny i uproszczony -nie zawsze jest tak prosto!!!!

Niestety nie mieszkam w pobliżu W-wy. Terapeuta może i by się znalazł na miejscu ale obawiam się "taśmowego" traktowania. I czy będzie w stanie pomóc.
Męczy mnie ciągła niepewność, czy to może ze mną jest coś nie w porządku (jak to mi wciąż tłumaczy partner), że miałam niepełną rodzinę i dlatego nie umiem stworzyć normalnego domu i boję się, że to ja popełnię błąd uciekając i zabiorę dzieciom ojca.
Moja mama jest jak najbardziej moim sprzymierzeńcem, ale często słyszałam gorzkie słowa na temat tej sytuacji i nie mam w niej takiego oparcia, jakbym sobie życzyła. Bardzo boję się samotności.

Malgorzata 50
30-06-2007, 22:45
Niestety nie mieszkam w pobliżu W-wy. Terapeuta może i by się znalazł na miejscu ale obawiam się "taśmowego" traktowania. I czy będzie w stanie pomóc.
Męczy mnie ciągła niepewność, czy to może ze mną jest coś nie w porządku (jak to mi wciąż tłumaczy partner), że miałam niepełną rodzinę i dlatego nie umiem stworzyć normalnego domu i boję się, że to ja popełnię błąd uciekając i zabiorę dzieciom ojca.
Moja mama jest jak najbardziej moim sprzymierzeńcem, ale często słyszałam gorzkie słowa na temat tej sytuacji i nie mam w niej takiego oparcia, jakbym sobie życzyła. Bardzo boję się samotności.
Sylwia ,dziewczyno posłuchaj starej doświadczonej baby- wiesz na takim publicznym forum usłyszysz wiele dobrych rad-niekoniecznie trafionych acz z dobrego serca,bo żadna- z nas tak NAPRAWDĘ nie zna Twojej sytuacji -i trudno żebyś nam tu detale prezentowała.Dlatego zastanów się może napisz sobie co cie w tym związku uwiera..I jeżeli nie potrafisz czy nie możesz porozmawiać o tym z Twoim mężem -spróbuj najpierw sama ,a później z nim pójśc do sprawdzonego terapeuty -niekoniecznie w przychodni może prywatnie (nie wiem czy możesz sobie na to pozwolić) Popytaj zaprzyjaźnionych osób, może ci kogoś polecą.Ktoś po prostu spojrzawszy obiektywnie i z boku na twoją sytuację może ci pomóc.Ja doskonale rozumiem wszystkie twoje wątpliwości -ale zaniepokoiło mnie jedno -to ,że mąż wmawia ci ,że z powodu rozbitej rodziny nie jesteś zdolna ...itd.To brednie!!!!!!
Przeraża mnie też twoje poczucie winy i niskiej wartości -zdaje się ,że został wykonany kawał dobrej roboty ,żeby cię w tym utwierdzić,Dziewczyno pamiętaj ,że w takim stanie jesteś kandydatką na depresję poporodową .A musisz być naprawdę silna -dla swoich dzieci.Nie czekaj Sylwia proszę Cię

Basia.
01-07-2007, 14:17
Cholernie ciężki wątek...
Jak tu radzić,aby było dobrze..

Z tym powielaniem losów,czysta prawda.Ja byłam rozpieszczoną córeczką tatusia,której wolno było wszystko,w odróżnieniu od moich starszych braci.
Byłam silna i pewna siebie całe życie.Bracia mieli charaktery ,jak scyzoryki.Łatwo było zgiąć.

Moja córka,też córeczka i królewna mojego starszego pana..Silna,jeszcze silniejsza niż ja .Natomiast syn,choć moje ukochanie w dzieciństwie,słaby i wrażliwy.Na dodatek podatny na wpływy zewnętrzne.
Może silna kobieta ,jest w stanie wyhodować wyłącznie słabego mężczyznę ?
Tylko kto tego uczy w szkołach ? A może to geny,zwyczajnie ?
Silna kobieta jest w stanie wyhodować silnego, bardzo silnego mężczyznę, ja jestem tego przykładem.

Anielka
01-07-2007, 15:11
Masz racje Basiu.Ja też jestem tego przykładem.W zyciu jest prosta zasada:chcieć to móc.I to wszystko na ten temat.:)

Malgorzata 50
01-07-2007, 19:33
Masz racje Basiu.Ja też jestem tego przykładem.W zyciu jest prosta zasada:chcieć to móc.I to wszystko na ten temat.:)
Sęk w trym ,że nie wszystkie samotne matki są silnymi kobietami-chociaż myślę ,ze konieczność wychowania dzieci czy dziecka solo takimi nas czyni -poza tym jednak wydaje mi się ,ze to nie jest prosta zależność wg schematu silny rodzic -silne dziecko,plena zdrowa rodzina -silne i pozbierane dzieci,samotna matka -slaby chłopiec itd.Jest jeszcze coś takiego jak cechy osobnicze ,geny ,charakter ,okoliczności życiowe,środowisko itd
Po za patologią nie ma na świecie matki która chce źle wychować swoje dziecko -udaje sie róznie -niekoniecznie z winy matki czy rodziców.A żeby to było jeszcze bardziej skomplikowane -nie dla wszystkich "dobre wychowanie dziecka" znaczy to samo

baburka
01-07-2007, 22:03
Ale najczęściej to chyba boją się przyznać do tego i robią dobrą minę do złej gry.
Nie mają rozeznania, na czym polega ich problem. Nie posiadają poprawnego wzorca związku i rodziny, odznaczają się też niejednokrotnie specyficzną osobowością predystynującą do roli ofiary. Jeśli im nikt nie pomoże, umrą w niewiedzy, że żyły na niby.

baburka
01-07-2007, 22:22
Zmiana otoczenia, oderwanie się od codzienności ma duży wpływ na psychikę i zachowania człowieka, stajemy się wtedy bardziej otwarci na innych. sobie zależy.
Proponuję tradycyjną scenerię i technikę małych kroków. Żadnych dramatycznych zwrotów! Wspólny wywczas często nieubłaganie obnaża mizerię związku, prowokuje do porównań z innymi parami. To jest niebezpieczne, bo wtedy gdy panuje głucha cisza, trudno o mobilizację do odśpiewania kolejnej miłosnej arii. Łatwiej i naturalniej zejść ze sceny.

baburka
01-07-2007, 22:35
Bardzo przykro patrzeć na małżeństwa z długim stażem, mające do siebie zapiekłe żale, nienawidzące się z całego serca, zdane tylko i wyłącznie na własne towarzystwo.
Wyczytałam o tzw. rozwodach feministycznych inspirowanych przez dojrzałe panie, które po wychowaniu dzieci mówią mężusiowi: basta! Jest to novum - jak sądzę - napawające optymizmem.

Malgorzata 50
02-07-2007, 01:30
To novum często kosztuje te panie wiecej niż nam się wydaje -ale brawo!!!!!

baburka
02-07-2007, 09:25
Swoją drogą ciekawe, dlaczego Seniora obsiadły tak gęsto rozwódki. Przypadek?

Nika
02-07-2007, 09:51
Wdowy,rozwódki,późne panny i inne kobiety samodzielne szukają miłego towarzystwa,odrobiny przyjaźni,zrozumienia i to jest naturalne.nikt nie lubi samotności,a obecność na tym forum podnosi na duchu w smutku;wypełnia pustkę...choć jest tu przecież sporo mężatek spragnionych sympatycznego grona.

an_inna
02-07-2007, 14:38
Może istnieje, Baburko, jakaś korelacja dodatnia pomiędzy rozwodami, a umiejętnością korzystania z internetu :D Mężczyźni wolą blondynki?
(Przepraszam senioritki-blondynki, to tylko taki skrót myślowy :))

ZoSka
03-07-2007, 11:28
Jeśli w internecie królują rozwódki, to dlatego, że te kobiety coś ze sobą zrobiły, bo rozwód, to nietylko rozstanie się z mężem. To przede wszystkim bolesny i długotrwały proces zmiany swojej psychiki, i swojego życia. To przecież silne, odważne i mądre kobiety. Wierzą w siebie i wierzą, że poradzą sobie z obsługą komputera, bo w życiu poradziły sobie z n i e t a k i m i problemami. Spotykam kobiety, które nie radzą sobie z obsługą telefonu komórkowego i nie chcą się tego nauczyć. Brak im wiary w siebie. Komputer nie jest dla nich.

Nika
03-07-2007, 12:24
Masz rację,Zosiu,ja tez długo opieralam się komorce i kompusiowi,bo mialam wrazenie,ze po prostu jestem na to za głupia,choć było mi wstyd,ze kolezanki są nowoczesne.A potem sie zaparłam,poprosiłam o pomoc zaprzyjaźnioną nastolatkę i krok po kroku otworzylam drzwi do sezamu...

Karo1949
03-07-2007, 13:00
Zosiu, popieram Twoją opinię, w całej rozciągłości i pozdrawiam, Zofia

Honorka1949
03-07-2007, 18:58
Zosiu to pryszcz ze nie obsluguja telefonu komorkowego ale znam takie co nie umia uruchomic pralki automatycznej. Chcialam nauczyc ale sie nie da - musi byc frania.:D

Basia.
03-07-2007, 20:56
Zosiu to pryszcz ze nie obsluguja telefonu komorkowego ale znam takie co nie umia uruchomic pralki automatycznej. Chcialam nauczyc ale sie nie da - musi byc frania.:D
Niestety sporo jest takich "kobietonów".

baburka
05-07-2007, 08:01
Niestety sporo jest takich "kobietonów".
Dlaczego: "Niestety"? A komu to przeszkadza oprócz nich samych?

Nika
05-07-2007, 08:26
Tyż prowda...jak ktoś chce prać na tarze-niech pierze,jego sprawa.Kazdy ma jakąś piętę Achillesa,ale w innej dziedzinie jest znakomity...

Anielka
05-07-2007, 08:26
Nikomu!!!!

baburka
05-07-2007, 08:56
Nikomu!!!!
Czas nas uczy pogody. Ot, co!:)

hebra
05-07-2007, 15:34
Przeczytałam ten wątek od początku.I przpomnał mi się niedawno przeczytany artykuł z radą prawnika to osoba ubiegająca ma udowodnić .A ponieważ przez dłuższy okres stykałam się z tymi problemami może podziele się mim doświadczeniem w tej sprawie.Po pierwsze zawsze w takim związku najbardziej tracą dzieci poczucia bezpieczeństwa,które jest im najbardziej potrzebne .
Po drugie brak dowodów tak więc gdy jesteście w takiej sytuacji mówcie o tym nie liczcie na sąsiadów ale żądajcie tego od policji,akcja niebieska karta,w czasie wizyt lekarskich mówcie o pobiciu.Nie jesteści przecież z kamienia wszystkie urazy wyjdą póżniej.Są również MOPSY które w sytuacji krytycznej powinne znaleść miejsce w domach samotnej matki lub podobnej instytucji.I pamiętajce jesteści bardzo odważne.

Malgorzata 50
05-07-2007, 23:49
Ja tylko nie rozumiem DLACZEGO to pobita kobieta i dzieci z utraconym poczuciem bezpieczeństwa maja z wdzięcznością przyjmować miejsce w domu samotnej matki????To one są poszkodowane -drań powinien wylecieć przy pomocy jednego celnego kopa i policji tudzież wspomnianego MoPS-a oraz zastępów przemądrzałych psychologów gdziekolwiek .Kobieta i dzieci sa w swoim domu!!!!

Anielka
06-07-2007, 00:07
Małgosiu,trgo chyba nikt nie rozumie.Bo to tak jest ,że ta kobieta to mieszka u pana i władcy,bo najczęściej decyzja na mieszkanie jest na niego.Nieważne,ze on nie płaci ,że nie daje na życie ,ale to on jest pan i władca i jego w/g prawa jest mieszkanie.Mam taką sasiadke,ma trzech dosrosłych synów i nie moga sobie z facetem dac rady.Ja tego nie rozumiem co to znaczy nie mogą dac rady?Faceta sie wy.....a i krótka piłka,dajesz kasę,zachowujesz sie jak człowiek masz wjazd,inaczej nie mamy o czym rozmawiac.Ja tak zrobiłam,a jestem kobitką 155cm i byłam o 20 kg młodsza.Trzeba sie odważyc i naprawde chcieć.Ale sie rozpisalam,ale wkurzyło mnie to .Pozdrawiam i powodzenia zyczę wszystkim,którym nie wyszło albo sie boją.

Malgorzata 50
06-07-2007, 00:33
Otóż to Anielko -dzielna jesteś baba i z charakterem -mnie sie coś widzi ,że to nasza tzw "tradycja" hamuje często kobiety .To sie wydaje śmieszne w dzisiejszej dobie ...ale cóż, jeśli kobieta nie ma poparcia w bliskich ,co najwyżej kiwanie głowami i tzw 'współczucie" to trudno jej wykopać dziada ...mnie to tez wścieka i nie rozumiem ,ale tak najwyraźniej jest .Vide post Sylwii -biedna dziewczyna nie wiadomo dlaczego żyje nie dość ,że w poczuciu winy ,to jeszcze w przeświadczeniu ,ze krzywdą jest "pozbawić dzieci ojca" Czasami większa krzywdą jest go ich NIE pozbawić.A te wszystkie pseudo pomoce "biednym" samotnym matkom jeszcze te stereotypy i bezradność ugruntowują

Anielka
06-07-2007, 00:43
Jak to pozbawia ojca?Przecierz jak bedzie chciał dzieci widywać i bedzie dla nich dobry ,to proszę bardzo,ale to wiadomo jak taki typ zareaguje.?Czy jestem siln?tak jak ktoś mnie wkurzy to nie wiem skad biore siły i z trzeciego piętro faceta za :fraki: wyprowadzam,wystawiam za drzwi i:grzecznie"mówie a spróbuj mi tu przyjść z policja to wtedy porozmawiamy.Ale w większości to taka kobietka na drugi dzień to biega i szuka tego swojego slubnego.Tak zostały w wiekszości wychowane.Mnie mój Tatus powiedział:widziały gały co brały,jak będe widział,że dajesz rade pomoge i słowa dotrzymuje do dzisiaj.Ale generalnie ludzie sobie naprawde pomagają,tylko trzeba sie nie wstydzić i o pomoć poprosić.Pozdrawiam.

hebra
06-07-2007, 13:45
Ja tylko nie rozumiem DLACZEGO to pobita kobieta i dzieci z utraconym poczuciem bezpieczeństwa maja z wdzięcznością przyjmować miejsce w domu samotnej matki????To one są poszkodowane -drań powinien wylecieć przy pomocy jednego celnego kopa i policji tudzież wspomnianego MoPS-a oraz zastępów przemądrzałych psychologów gdziekolwiek .Kobieta i dzieci sa w swoim domu!!!!
Bo takie jest prawo tego kraju,że to pokrzywdzone kobiet mają opuścić swój dom bo albo już nie ma mężą w chwili interwencji lub alternatywa po powrocie worka treningowego więc dla dobra dzieci i spokoju dzieci kobiety podejmują taką decyzjie.To nie wszystko te domy i schroniska muszą udostępnić danne osób tam przebywających, a panowie w okresie gdy mają ponieść konsekwencje prawne łapią się na perfidne sposby aby dowiedzieć się gdzie przebywa jego żona i dzieci(doświadczenie z dyżuru w ośrodku godzina 1 w nocy).
To tylko w Niemczech takie domy są ukryte i nikt nie zaintersowany niewie gdzie się znajdują.

Malgorzata 50
06-07-2007, 17:32
cisnie sie na usta slowo niecenzuralne i niepoprawne politycznie .....

akusia
06-07-2007, 18:19
:mad: Myśle sobie że nasze prawo jest chore. Nasi ustawodawcy
nieżadko zajmują się duperelami.Nawet policja przyjeżdżająca na interwencje nie zachowuje się jak trzeba.Twierdzą że w rodzinne sprawy nie będą się wtrącać.A o wiele taniej i lepiej by było ustanowić prawo o zakazie zbliżania się do rodziny tak jak jest w wielu krajach.Z tym że
trzeba by było je egzekwować.Jak narazie u nas kobiety są zdane tylko na siebie.Takich kobiet jak Anielka jest nie wiele.
Anielko moje gratulacje.

Basia.
31-07-2007, 19:41
i zrobiło mi się bardzo smutno ......... dlaczego kobietom przytrafiają sie takie traumy? Nie ma już normalnych przyzwoitych facetów?
http://partnerstwo.onet.pl/1426401,3505,,kobieta_na_zakrecie_dasz_rade,artyku l.html
Znowu niepotrzebnie odżyły wspomnienia.

Anielka
31-07-2007, 19:47
Basieńko ,pewnie sa,ale niestety tych jest niewielu.Staram sie takie artykuły omijać szerokim łukiem.Czytam i mam wrażenie,ze to moje zycie.Niby wyrzuciłam wszystko z pamieci,wybaczyłam/bo tak jest lepiej dla mnie/a jednak kiedy czytam,lub słysze o czymś takim,to wraca.Nie da sie tego wypchnąć z podświadomości,chociarz bardzo intensywnie nad tym pracowalam.Pozdrawiam i milego wieczoru zyczę.4542

ZoSka
31-07-2007, 22:04
W przeciwieństwie do Anielki - bardzo chętnie czytuję tego rodzaju artykuły i to właśnie dlatego, że przez to przeszłam.

Pozwalają mi zrozumieć samą siebie i znależć przyczyny złego wyboru partnera życiowego. Przecież są przyzwoici, normalni faceci, a dlaczego akurat ja wybrałam tego nienormalnego?

Pamiętam, jak kiedyś w telewizji młoda kobieta, żona alkoholika i narkomana, powiedziała o sobie: "trzeba mieć źle poukładane pod sufitem, żeby żyć z takim facetem" i te słowa wzięłam sobie do serca. Tego rodzaju artykuły dają mi wiedzę,
bo łatwo powtórnie wpaść w podobną pułapkę.

Basia.
05-08-2007, 20:10
te wynurzenia .......... samo życie.
http://zdrowie.onet.pl/forum.html#forum:MSwxNDYsOCwzMjkwMDkzOCw4OTQzOTQxN CwzOTg1NTU3LDAsZm9ydW0wMDEuanM

Pani Slowikowa
05-08-2007, 20:28
jest sam sobie winny:rolleyes: Po co sie zenil z kobieta z ktora juz zle zyl przedtem?? Jak ktos glupi to ma ....

Basia.
05-08-2007, 20:58
po co w taki związek się wpakował?

pojedynka
05-08-2007, 21:18
.....przez przypadek i dzięki znajomym z innego forum.W tym roku minęło 29 lat mojego małżeństwa, a znajomości z mężem 38.Była to wielka miłość z jego strony-na pozór-bo to była zaborczość. Ja tego nie widziałam, ale nie dało się z tym żyć.Pięć lat temu zaczęłam konsekwentnie działać.Dzieci dorosłe(3 synów) więc mnie popierały.Koszmar się skończył.dostał wyroki za znęcanie i grozby karalne, dostałam rozwód, orzeczenie o jego winie i jego eksmisje.Cóż więcej chcieć?Siedzi w więzieniu, ale od wszystkiego się odwołuje i nic nie jest zakończone na 100%, więc nadal trwam w niepewności co będzie jak wróci? Pojedynka

Basia.
05-08-2007, 21:25
.....przez przypadek i dzięki znajomym z innego forum.W tym roku minęło 29 lat mojego małżeństwa, a znajomości z mężem 38.Była to wielka miłość z jego strony-na pozór-bo to była zaborczość. Ja tego nie widziałam, ale nie dało się z tym żyć.Pięć lat temu zaczęłam konsekwentnie działać.Dzieci dorosłe(3 synów) więc mnie popierały.Koszmar się skończył.dostał wyroki za znęcanie i grozby karalne, dostałam rozwód, orzeczenie o jego winie i jego eksmisje.Cóż więcej chcieć?Siedzi w więzieniu, ale od wszystkiego się odwołuje i nic nie jest zakończone na 100%, więc nadal trwam w niepewności co będzie jak wróci? Pojedynka
i tak przegra ........... nie bój się, nie wolno się bać. Pozdrawiam.

tar-ninka
05-08-2007, 21:29
witaj Pojedynko . Nie boj się on juz ci nic nie zrobi .Tylko działaj konsekwentnie i nie pokazuj ze się boisz . Damscy bokserzy nie należa do zbyt odwaznych . pozdrawiam .

Pani Slowikowa
05-08-2007, 21:31
Gdyby nawet chcial podskakiwac po powrocie z wiezienia to w koncu masz obroncow.. nawet trzech :)

Ala-ma-50
05-08-2007, 21:50
Pewnie!..teraz to on ci może za przeproszeniem ..naskoczyć.
Pozdrawiam i gratuluję serdecznie odwagi..której mi niestety brak.

Gabi K.
05-08-2007, 22:46
sobie na strach.Pojedynko - już nie musisz się bać!Zresztą pokazałaś, jaka jesteś odważna, nie każdą kobietę stać na tak wiele, a Ty tego dokonałaś.Solidaryzuję się z Tobą, masz w Klubie 100% sprzymierzeńców. Brawo dziewczyno!

http://img525.imageshack.us/img525/4528/1012004751069ww8.gif (http://imageshack.us)
Shot at 2007-08-05

Lila
05-08-2007, 22:53
miła moja ,ja też jestem z Tobą.Tym bardziej ,że poznamy się pewnie wkrótce...
To ja nie dotarłam na nasze spotkanie forumowe,ale znajomi moich znajomych,są moimi znajomymi...:)
Dziękuję Ci za życzenia na naszym wątku...
Dobrze,że tu trafiłaś.Będziesz się tu czuła dobrze...no i nie jesteś żadna pojedynka...

Całuję -Lila..

Malgorzata 50
06-08-2007, 00:41
Pewnie!..teraz to on ci może za przeproszeniem ..naskoczyć.
Pozdrawiam i gratuluję serdecznie odwagi..której mi niestety brak.
Anno a do czego brak ci odwagi?

Nika
06-08-2007, 08:37
Bardzo współczuję kobietom,które żyją z babskimi bokserami,ale myślę,że powinny właściwie zareagować już po pierwszym ciosie..jeśli raz sie odważył,to będzie na pewno powtórka z rozrywki..

Ala-ma-50
07-08-2007, 22:04
Brak mi kochanie odwagi, by zakończyć związek który ciąży mi od lat..boję sie, że sama ne dam sobie rady..
Pozdrawiam

Nika
07-08-2007, 22:21
Anno,albo chcesz,albo nie i szukasz wymowki o braku odwagi...przepraszam za szczerość...ale czegoś tu nie rozumiem.Czego sie boisz-spokojnej samotności?

Honorka1949
07-08-2007, 23:11
Jestes juz wolna. Nie ma go i Cie nie dreczy.jak wroci to tez sobie z nim poradzisz.Zastanawia mnie tylko jedna sprawa. Piszesz , ze masz 3 synow, Liczac mysle , ze sa dorosli.Nie znam szczegolow i nie wiem w jakim sa wieku. Mysle jednak, ze jak tatus wyjdzie z pierdla to w koncu pokaza mu gdzie jego miejsce i nie pozwola aby katowal matke !Trudno wypowiedziec sie i dawac rady jak nie zna sie caloksztaltu sprawy.Zycze Ci , abys byla twarda i nie pozwolila sie tyranizowac potworowi!

Malgorzata 50
08-08-2007, 01:00
Brak mi kochanie odwagi, by zakończyć związek który ciąży mi od lat..boję sie, że sama ne dam sobie rady..
Pozdrawiam kurcze jak to nie dasz sobie rady!!!!!Juz to kiedyś pisalam -NIE JESTEM W STANIE tego zrozumieć -JAK dorosla ,inteligentna kobieta moze sobie nie dac rady .To jest jakies idiotyczne przyzwyczajenie,ze chlop niech pije ,bije ,denerwuje -ale zeby byl!!!Z czym nie dasz sobie rady z codziennoscią -a teraz sobie dajesz? Będzie o jednego mniej do zawracania ci glowy i obslugi.Z finansami -chyba nie jestes uzalezniona calkowicie i beznadziejnie -to z czym???? Jesli obecność twojego nie wiem ,meza ,partnera czy jak tam go zwal jest dal ciebie zla -to przerwij to po co ci to?

Ala-ma-50
08-08-2007, 05:54
Tak się składa Małgosiu, że nie pije i nie bije...ale niestety denerwuje aż do bólu...
I jeszcze tak się głupio składa, że jestem uzależniona finansowo..nie całkiem ..ale w większości.
Pozdrawiam

Ala-ma-50
08-08-2007, 05:56
Nie boję sie Nikusiu spokojnej samotnośći ...boję się biedy..i to jak!
Pozdrawiam

baburka
08-08-2007, 08:54
...boję się biedy..i to jak!
Pozdrawiam
Pewnie wiesz, czego się boisz. Trudno byłoby Cię poklepywać po plecach. Masz wybór. A może nie byłoby tak źle i udałoby Ci się mieć wystarczającą kasę?

Malgorzata 50
08-08-2007, 09:33
No jesli denerwuje mniej niz zarabia -hmmmm to twoj wybor i trudno cos doradzac -ale przecie masz rączki dwie i mózg

Bianka
08-08-2007, 09:35
Może nie kasa jest najważniejsza (w końcu jakoś przeżyjesz, dorobisz itd.), może chodzi o mieszkanie? Bo to może być już prawdziwym problemem.

Malgorzata 50
08-08-2007, 09:44
Przecież mozna i ten problem rozwiazać uuuuuups -zaraz Ale rozwiedziemy wbrew jej woli - sorry lekka polka galopka mnię dopadła

Nika
08-08-2007, 10:06
re Ala-no to może być problem.wbrew temu,co mówi Małgorztka nie jest tak łatwo opracę dla dojrzałej kobiety...a zamienić mieszkanie na dwa mniejsze to też problem/może być kwestia dopłaty/.Jedyna rada to zostać gospodynia domową na stałe/wtedy masz mieszkanie,wikt i parę groszy/

Malgorzata 50
08-08-2007, 10:17
NIka tak rozumujac nalezaloby tkwic we wszystkich zwiazkach nawet znienawidzonych do smierci bo...i tu nastepuje pietrzenie trudnosci.Wiesz moze ja mam skrzywiony obraz -bo tak sie sklada ,ze radze sobie sama i nie wahalam sie ani minuty zeby przerwac to co mi przestalo odpowiadac .Ale nie o to chodzi (zaraz powiecie ,ze mam taki zawod ,ze sobie poradze) i nawet nie chodzi o sytuacje Ali w gruncie rzeczy to jej prywatna sprawa .Ale o postawe reprezentowana rowniez na tym forum kobiet niezwyklych- dlaczego dziewczyny tak często wyrazają obawy ,ze "same sobie nie poradzą?" TO jest bzdura wynikajaca z naszej idiotycznej obyczajowości ,wychowania itd -przyzwyczajenie do tego .ze musi byc"dom" jakby nie moglbyc dom zlozony z jednej osoby (na razie) Sama pamietam walke jaka stoczylam z moja własna rodzicielka o to ,żeby moj dom pojedyńczy z dziecmi uznala za dom a nie miejsce chwilowego pobytu jej wnuków. Przekonania ,ze tylko facet za plecami daje hmmm"poczucie bezpieczeństwa" g.... prawda .Trzeba zmienic troche sposob myslenia i zastanowić sie czy warto resztę życia się meczyć czy pożyc .

Bianka
08-08-2007, 10:34
Na pewno nie należy pozwalać na tłamszenie siebie samej.

Bianka
08-08-2007, 10:36
P.S. Myślisz, że to forum opanowały kobiety niezwykłe? Uau :)

baburka
08-08-2007, 11:53
Co dla jednych lekiem, dla innych trucizną. Tak, często chodzi o proporcje składników. Tyle tylko dodam, Małgosiu.

Malgorzata 50
08-08-2007, 12:05
P.S. Myślisz, że to forum opanowały kobiety niezwykłe? Uau :)
A masz jakies watpliwosci?

Malgorzata 50
08-08-2007, 12:06
Co dla jednych lekiem, dla innych trucizną. Tak, często chodzi o proporcje składników. Tyle tylko dodam, Małgosiu.
Bardzo blyskotliwa uwaga -gdyby jeszcze bylo wiadomo o co chodzi????:)

Bianka
08-08-2007, 12:22
A masz jakies watpliwosci?
Zaczęłam się tylko z przerażeniem zastanawiać, czy tu pasuję :confused:

Honorka1949
08-08-2007, 12:33
Alu!Nawet nie wiesz jak mi bylo ciezko jak rozstalam sie z pierwszym mezem.Zabral mi wszystko.Dorabialam sie od łyżeczki.Bylo ciezko niepowiem, ale dalam rade kosztem naprawde wielu wyrzeczen.Przez wiele lat nie mialam urlopu. Ale nie zaluje tylko czesto zastanawiam sie po co ja tyle lat stracilam i nie przerwalam tego piekla?.Trudno komus radzic bo kazda sytuacja jest inna.Zycze Ci aby i do Ciebie usmiechnelo sie sloneczko.

Malgorzata 50
08-08-2007, 12:44
Zaczęłam się tylko z przerażeniem zastanawiać, czy tu pasuję :confused:

Jak najbardziej !!!!! Wszystkie jestesmy niezwykle i nalezy to sobie powtarzać codziennie patrząc z zachwytem w lustro:)

Malgorzata 50
08-08-2007, 12:45
Dołaczam sie do zyczen Honorki :) to sloneczko nr 1:)to nr 2 itd itd:):)

Nika
08-08-2007, 13:09
Kupię sobie większe lustro,co by wszystkie moje niezwykłości objęło

Honorka1949
08-08-2007, 13:17
A ja dwa cobym widziala jeszcze z boku!

Basia.
08-08-2007, 13:44
Zaczęłam się tylko z przerażeniem zastanawiać, czy tu pasuję :confused:
Jak to nie pasujesz, wszystkie jesteśmy przecież niezwykłe czyż nie? Każda z nas jest inna, jedne łagodne, subtelne, inne takie jak Małgośka i ja pyskate /mam nadzieję, że się nie obrazi/, jadowite, wyemancypowane, dla niektórych aż do bólu ............ mamy wspólną cechę: jesteśmy niezwykłe /gdy nas nie chwalą chwalmy się sami/.

Bianka
08-08-2007, 13:59
Oki, oki. Zaraz po pracy nabędę sobie wieeeelkie lustro i przystępuję do intensywnych ćwiczeń :D :D
A co!

Honorka1949
08-08-2007, 14:06
Swieta prawda co pisze Basia , Bianko usmiechnij sie - pasujesz do nas pasujesz !!!Wszystkie jestesmy niezwykle na swoj sposob.Jedne otwarte drugie skryte, jedne odwazne drugie tchorzliwe, jedne pyskate drugie spokojne i tak powinno byc.Jeszcze raz powtorze , czuje sie ze to forum zyje.

pojedynka
08-08-2007, 15:47
buszując po tym forum coraz bardziej jestem pewna że to forum ŻYJE, i az tętni.Jestem tu dopiero od paru dni a widzę jak dziewczyny się wspomagają, doradzają, całym sercem przyjmują nowe.Mało piszę, bo na razie Was czytam i poznaję, trochę mi się mylicie,ale myślę że już niedługo.Jestem też po przejściach i w trakcie, jeSli któraś będzie chciała pytać to prosze

Malgorzata 50
08-08-2007, 16:31
Złozymy sie na lustro -gigant i bedziemy sie przegladac z tylu z boku i en face podspiewujac sobie pod nosem wesolo -jestem niezwykla trala la la la

Lila
08-08-2007, 17:56
Ja proponuję udać się na pchli targ i nabyć...tremo

bo tylko ono będzie zdolne oddać cud naszej urody,inteligencji ,elokwencji i subtelnego wdzięku,emanującego z każdego członka.....naszego ciała...:)

tar-ninka
08-08-2007, 19:04
http://img249.imageshack.us/img249/6894/beztytuu2kv6.jpg (http://imageshack.us)
Macie to tremo... możecie podziwiac " cud waszej urody i wdzieku ,itd.Tylko nie pchajcie się wszystkie na raz .Ja bym też chciała,może w tym bedę lepiej wyglądać ,bo w moim jak sie zobaczę wieczorem to potem w nocy mam koszmary.

Alsko
08-08-2007, 19:18
tremo jest przepięknościowe, szkoda będzie, jeśli stłuczemy.
A ja dziś odebrałam nowy dowód i nie wiem, gdzie go schować, tam jest wklejony portret pamięciowy taki, że można drgawek ze strachu dostać :mad:

tar-ninka
08-08-2007, 19:30
Alu nie stresuj sie na tych nowych dowodach wszyscy "pieknie" wygladaja.:)
A tremo jest specjalne, forumowe ,odporne na wstrząsy..A że jest fajne to prawda ,bo fajne dziewczyny sie w nim przegladają

Bianka
08-08-2007, 19:49
Ależ z nas trzy gracje :D Zdecydowanie trzeba częściej się przeglądać :D :D :D

Honorka1949
08-08-2007, 20:09
Tar- ninko ale jestes zdolna! moze uda Ci zrobic sie wielkie tremo seniorowe ?

tar-ninka
08-08-2007, 21:12
Honorko a zdradż mi w którym kwiatku ukryłas buzię? no bo w tym lustrze tylko bużki będzie widać a nie wszyscy je pokazują ;)

Honorka1949
08-08-2007, 21:22
Tar-ninko pewnie jestem za gruba i wyszla poza kwiatek. Sory pewnie zepsuje zdjecie,http://img50.imageshack.us/img50/8192/placzyp7.gif (http://imageshack.us)

Ala-ma-50
08-08-2007, 22:19
Kochane dziewczynki..wzięłam Wasze rady pod uwagę i pewnie jak się wkurzę ..popędzę kota mojemu staremu..ale muszę się nieżle wkurzyć...o ile mnie tchórz nie obleci.
Wiecie ..kiedyś się niczego i nikogo nie bałam ...ale trzy razy zaczynałam życie od przysłowiowego zera,że aż boję się zaczynać raz jeszcze...(bo podobno do trzech razy sztuka)
nie to , że zmieniałam chłopów jak rękawiczki...chociaż przyznam się szczerze, że nie miałabym nic przeciwko..ale musiałam uciekać..ratując tylko siebie i dzieci..
I stąd ten strach przed nieznanym..chociaż..jak do tej pory wszystko się udawało ...ale..boję się , żeby nie bylo jak w tym przysłowiu o wilku co to nosił razy kilka...aż i jego ponieśli...dlatego jeśli stchórzę raz jeszcze...wybaczcie.
Pozdrawiam gorąco i cieszę się , że na Was zawsze można liczyć.

Malgorzata 50
09-08-2007, 00:07
:) Alu dla ciebie -pelen otuchy -zrobisz tak ,jak będzie dla ciebie najlepiej -my sobie gadamy po prostu:)

Ala-ma-50
09-08-2007, 08:08
Dziękuję raz jeszcze za wsparcie
Pozdrawiam gorąco:)

Nika
09-08-2007, 08:28
4851-widzę,że życie nie szczędziło Ci przykrych doświadczeń,ale wiesz przecież,że co nas nie zabije ,to nas wzmocni!Wewnętrznej siły życzę i optymizmu.Gorąco pozdrawiam.

baburka
09-08-2007, 12:02
Wewnętrznej siły życzę i optymizmu.
Warto sobie wyobrazić najczarniejszy scenariusz planowanych zdarzeń i się z nim oswoić. Jest szansa, że nie będzie aż tak źle. A nawet gdyby?

baburka
09-08-2007, 12:06
strach przed nieznanym...ale..boję się
Normalka. Często nieznane okazuje się być dużo lepsze od znanego paskudztwa.

Ala-ma-50
09-08-2007, 20:27
Wiem kochana o tym...ale tego nikt mi nie jest wstanie zagwarantować..a jak będzie gorzej?
Dotychczas zawsze właziłam z deszczu pod rynnę...bezwiednie ..ale pech przykleił się do mnie jak jakieś paskudztwo i za nic nie chce mnie opuścić..zadomowił sie skurczybyk..i chyba dobrze się u mnie czuje .
Rany!...widzisz jak ze mnie znowu tchórz wyłazi?..nie pozbędę sie cholery za nic.
Pozdrawiam gorąco.

Ala-ma-50
09-08-2007, 20:30
Pięknie dziękuję za różę..i za słowa otuchy..jeszcze raz ..duża bużka.:)

Anielka
09-08-2007, 21:34
Alu Kochana moja,nie ma czegos takiego,ze pech sie do mnie przykleił.Ty sie po prostu na zapas juz boisz co bedzie.Będzie co ma być,a ma być dobrze i tylko dobrze.A tego pecha to za ogon i niech leci jak,sama jak nie wiem co.Nie ma zadnego p e c h a 111.Jest pozytywne myslenie ,jutro jest nowy dobry dzień dlla Ciebie.Pozdrawiam cieplutko i wszystkiego tylko dobrego zycze.4871

Honorka1949
09-08-2007, 22:03
Alu! Masz racje. Sa osoby ktore przyciagaja nieszczescia. mam znajaoma, ona zwsze pozna jakiegos miglansa.Ja go przeswietle na dzien dobry a ona ma zacme.Pozniej okazuje sie , ze mialam racje.Czasem w zyciu dokonujemy zlych wyborow, to jest chyba poza nami.Niektorzy potrafia sie tak maskowac , ze trudno ich rozgrysc.Alu.pomysl , ze przyjdzie taki dzien, ze w koncu pozbedziesz sie tej "cholery".Pozdrawiam Cie i pozwol dac rade " mniej jaja ".Jestes fajna baba i sobie poradzisz.Sory! moze pisze za ostro ale to z serducha i z autopsji,Pamietaj tu masz zawsze przyjaciol!
http://img515.imageshack.us/img515/1643/przyjacielemp7.png (http://imageshack.us)

Ala-ma-50
09-08-2007, 22:37
Dziękuję dziewczynki...wiem, że mam tu przyjaciół..dlatego tak chętnie odwiedzam Senior Cafe..
Całuski i kwiatuszek ...za podnoszenie na duchu..:)

.
http://img512.imageshack.us/img512/3600/pieszrbr7.png (http://imageshack.us)

pojedynka
19-08-2007, 08:35
Alu jeśli byś miała ochotę pogadać o "pozbyciu się kogoś" (choć nie o tym myślałyśmy wiążąc się z drugą osobą):confused: to skontaktuj się ze mną

Ala-ma-50
20-08-2007, 20:22
Witam Cię Pojedynko... jakbyś miała jakiąś magiczna receptę na pozbycie sie mojego ślubnego..to chętnie pogadam
Pozdrawiam

Basia.
20-08-2007, 21:10
nie wolno się bać .......... pamietaj nie wolno się bać. Okazując strach dajesz broń do ręki oprawcy, nie okazując strachu tę broń mu z łapy wytrącasz.

Anielka
20-08-2007, 21:13
Alu Kochana nie ma magicznej recepty.Ona jest w Tobie w Twojej sile i stanowczości.To Ty jestes ta najwazniejsza.Pozdrawiam i powodzenia zycze.5296

Nika
21-08-2007, 10:02
Możemy ze szczerego serca udzielać różnych porad,pocieszać,ale to Ala musi,niestety,rozwiązać swój problem wybierając wg niej najlepsze wyjście,gdyż ponosimy konsekwencje naszych decyzji.

Lila
21-08-2007, 10:11
Mnie poza trutką na szczury nic do głowy nie przychodzi,ale jest to niemożliwe ,bo tal w niej zawarty odkłada się we włosach delikwenta.
I szkoda spędzić wiele lat w zakładzie karnym ,skoro istnieją inne ,bardziej cywilizowane sposoby..
Proszę Cię ,zaufaj Pojedynce...
Zwróć uwagę,że ona jest z Częstochowy,a z tego miasta wywodzą się jednostki bardzo zdecydowane ,ponieważ wzrastały pod bezpośrednią opieką Tej,która w swoim życiu na ziemi -musiała być twarda jak skała..
Całuski...:)

Lila
21-08-2007, 10:11
Mnie poza trutką na szczury nic do głowy nie przychodzi,ale jest to niemożliwe ,bo tal w niej zawarty odkłada się we włosach delikwenta.
I szkoda spędzić wiele lat w zakładzie karnym ,skoro istnieją inne ,bardziej cywilizowane sposoby..
Proszę Cię ,zaufaj Pojedynce...
Zwróć uwagę,że ona jest z Częstochowy,a z tego miasta wywodzą się jednostki bardzo zdecydowane ,ponieważ wzrastały pod bezpośrednią opieką Tej,która w swoim życiu na ziemi -musiała być twarda jak skała..
Całuski...:)

baburka
21-08-2007, 10:22
... z Częstochowy [...] wywodzą się jednostki bardzo zdecydowane ,ponieważ wzrastały pod bezpośrednią opieką Tej,która w swoim życiu na ziemi -musiała być twarda jak skała..

Matka Jezusa twarda jak skała??? Jej się potężnie oberwało. Jeśli już - była raczej rozumną matką niż życiową twardzielką. Tak na marginesie: marzę sobie, żeby po drugiej stronie przydzielili mi jakiego rozgarniętego i tolerancyjnego teologa. Z tajemnicą Trójcy Świętej nie uporam się za żywota. Próbowałam pogadać z netkatolikami, wyrzucili mnie na zbitą twarz. Niby rozumiem wykład, ale uwewnętrznić go ni cholery.

Lila
21-08-2007, 10:29
Nooo,właśnie...oberwało się jej i przeżyła .Mało tego ! Uczestniczyła w męce swego syna...
Ja bym zwątpiła w Ojca,któremu potrzebna była ta męka..
A Trójca Św . ?
Nigdy nie zrozumiem.Nawet już się nie staram..

Kundzia
21-08-2007, 10:36
Nooo,właśnie...oberwało się jej i przeżyła .Mało tego ! Uczestniczyła w męce swego syna...
Ja bym zwątpiła w Ojca,któremu potrzebna była ta męka..
A Trójca Św . ?
Nigdy nie zrozumiem.Nawet już się nie staram..
I ja choć teologie skończyłam absolutnie tego nie rozumiem,mam jeszcze większy mętlik w głowie.I za cholerę nie potrafię pojąć,dlaczego ma ktoś znosić męża tyrana czy alkoholika,i jeszcze za to cierpienie być wdzięczny.

baburka
21-08-2007, 10:50
A Trójca Św . ?
Nigdy nie zrozumiem.Nawet już się nie staram..
Pożyjemy, zobaczymy.:)

baburka
21-08-2007, 11:05
I ja choć teologie skończyłam absolutnie tego nie rozumiem,mam jeszcze większy mętlik w głowie.I za cholerę nie potrafię pojąć,dlaczego ma ktoś znosić męża tyrana czy alkoholika,i jeszcze za to cierpienie być wdzięczny.
Myślę, że logicznie się tego na pewno nie ugryzie, bo jakiś tęgi umysł, zrobiłby to na grubo przed nami. Raczej od strony emocji, ale - Panie Boże, odpuść - nawet boję się uruchomić wyobraźnię. Weź Baczyńskiego ... Pewnie trzeba by zacząć od metody.

Malgorzata 50
21-08-2007, 12:34
A tradycyjnie -spakować i wystawic walizy za progpodczas nieobecnosci delkikwenta poczym zmienic zamki.....
Problemy teologiczne jakos mnie malo frapuja -poganke ,Wole zastanawiac się nad problemami doczesnymi.Albowiem odwolywanie sie do -opieki czy palca sił najwyzszych i sprawczych jest dla mnie po prostu ucieczka od problemow z ktorymi nie umiemy się z różnych powodow ,czasem niezaleznych od nas ,uporać.Traktuję to bardzo szeroko i nie oceniam.

Ala-ma-50
21-08-2007, 21:47
Pomyślę ..przemyślę ..i może wreszcie coś zadziałam..a co do Trójcy św.?...wiecie jak Mahometanie tłumaczą tę tajemnicę?
To wszystko przez alkohol...katolicy lubią sobie walnąć kielicha...(co w islamie jest zakazane)..i dlatego widzą wszystko potrójnie...Może to jest to..jak myślicie?
Bo ja też nie mam zielonego pojęcia ..o co w ty wszystkim chodzi.

pojedynka
22-08-2007, 08:11
Alu napisz na moje gg jest w profilu

Nika
22-08-2007, 09:51
Alunia, Ty to masz pomysły!!

Ala-ma-50
22-08-2007, 21:09
Niezłe..co?

tulpe
10-09-2007, 17:35
Moja opowiesc jest prawdziwa ale jak wszystkie bardzo smutna.Slubowalismy w 59 roku. przaszlo 2 je . dzieci .
Pracowalam po 8 siem Godz. O 4,45 wychodzilam z dziecmi do Zlobka tluklismy sie Autobusami Potem Przedszkole . Slonce Mröz a my w drodze. Bylo b. ciezko. Poniewaz byla czasy ze niebylo ubranek dla Dzieci, szylam wszystko sama .I tak minelo 12.Lat Nie zauwazylam ze bylam popychana. nawet mieraz z sincami bieglam do pracy. Naraz Maz zaczol przyprowadzac sobie znajome. wyjezdzal na urlop. ja naturalnie musialam uwazac na dzieci.
Sama niewiem jak doszlo do rozwodu. ,bylam wolna Wywalczylam mieszkanie ( z zakladu Pracy) Bylam sama
i nawet szczesliwa . W domu zapanowal spoköj. Dzieci rosly Cörka wyszla za Maz i zostalam Babcia pieknej malej "Laleczki" Spodkalam kolege z mlodych lat . no i po 14 latach mojej wolnosci pobralismy sie .Wyjechalismy . Dzieci mialy mieszkanie , a my zaczelismy calkiem od nowa.
Nasze zycie bylo niezbyt zgodne , az maz zmarl i od 2 lat jestem znowu sama. Wiele razy siedze samotnie i lzy cisna sie do oczu. Widocznie takie przeznaczenie. ale znowu zaczynac okropnie sie boje , chodz nieraz tesknie za usciskiem i cieplym slowem.

senioritka
10-09-2007, 19:03
Ja też ślubowałam w 31.12.1959. Rozwód w 2002r. Powódką byłam ja, sąd dał rozwód z winy męża, chociaż wcale o to nie prosiłam, byłam zaskoczona. Byłam rozwódką, a po śmierci męża podobno jestem wdową. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

chickita
10-09-2007, 21:59
Mam koleżankę, która zaliczyła wpadkę. Kiedy była w ciąży i oznajmiła tatusiowi dziecka, ze rodzina będą dostał amoku i od tego dnia lał ją regularnie. Ponieważ nie mieli ślubu było taniej i szybciej gada wywalić tośmy jej głowe nabijali ale było ciężko. Dziecko cudem chyba jakims całe i zdrowe sie urodziło. Długo była sama a potem poznała jakiegoś gościa. Rok się "odwiedzali" takie tam podchody a potem zamieszkali razem. Od tego dnia leje ją równo. Długo byli razem bo lat 5i żyli sobie na "kartę rowerową". Potem znowu wpadka. Szok bo leje a ona za niego wyjść za mąż postanowila stwierdzając tym samym, ze drugi raz dziecka jako panna nie urodzi. Brak słów. Urodziła syna, mojego chrześniaka, no tu juz kolorowo nie jest, ma epilepsję, która wyszła na jaw calkiem niedawno i przypadkiem. Pojechałam z nia i małym do neurologa na badania i ze dziewczyna dola miała po eeg, które wyszło strasznie poszłam z nią do gabinetu. Pani neurolog sie zgodziła i zaczeła pytania zadawać. szlag o malo mnie nie trafił jak zapytala czy w rodzinie sa problemy a kolezanko na to, ze nie. Nie zmogłam, powiedziałam Pani, ze była bita podczas ciąży i namiętnie nocami wywożona z domu ale obdukcji zrobić nie dała a ni zawiadomic policji. Ale sie kobieta wściekła, ze to ukryła. Kiedy po wyjściu od lekarki zaczęła wrzeszczeć, że swinia jestem to ja ja zapytałam wtedy po raz pierwszy czemu ona taka durna jest? Dzieciaki w awanturach bo to taki abs jest czyli absolutny brak szyi spowodowany braniem sterydów(co też domniemam miało wplyw), ja leje, dzieciaki szkoli. Jak ona lubi tak i nie chce go zostawic to prosze bardzo ale sama nie jest, nie ma prawa tylko o sobie mysleć. Odpowiedź mnie powaliła. powiedziala mi, ze ona nie chce być sama, ze boi sie samotności. Sorki moi mili a dzieciaki to luft? Nie dociera do kobity, normalnie mur i gada mi, ze ona sie juz przyzwyczaiła. No moze ona tak ale dzieci to o zdanie nie pytala. Jej córka ma 8 lat a syn 3. Wierzcie mi, ze maja wlasne zdanie bo mi to mówili, ze fajnie jest jak taty nie ma. powiedzialam jej o tym ale nic sie nie zmieniło.

Basia.
10-09-2007, 22:09
taką babę to tylko lać, lać i jeszcze raz lać jak lubi, odebrać dzieci i zakazać "powielania".

bogda
10-09-2007, 22:11
Wychodzi na to, że niektóre tak lubią, albo tak się boją samotności, że wszystko zniosą byleby tylko mieć jakieś gacie przy sobie....

chickita
10-09-2007, 22:19
Basiu, ja Ci bardzo dziekuję za to zdanie. Znaczy, ze ja zdrowa jestem. Bałam sie, ze jak komus powiem, ze ja mam tez ochotę ja lac to ktoś mnie zapyta: co z Ciebie za koleżanka? Wierz mi, ze ręce mnie swedzą.

Magro
11-09-2007, 21:49
Aż sie wierzyć nie chce,że takie durne baby jeszcze istnieją.
Faktycznie tylko lać!

Basia.
11-09-2007, 21:59
łatwiej pomagającemu byłoby skręcić się w korkociąg niż pomóc "pokrzywdzonemu" przez los. Znam to z autopsji ...... miałam kiedyś pod swoją opieką znajome małżeństwo, jak ćmy do światła tak oni lecieli co sił w nogach "ku zagładzie". Nic się nie dało zrobić, nawet jak na moment pokazało się światełko w tunelu oni wszystko robili żeby to światełko zgasić.

chickita
11-09-2007, 22:03
Dzis miałam fatalny dzień. Masakra. Nic mi nie szło ani w sprawie dziadka, ogólnie mi z rąk wszystko wylatywało (na sam koniec to jeszcze z sąsiadem się zciełam). Pewnie było mało. Do pracy przyjechała moja koleżanka dokładnie ta, o której Wam pisałam. Chciałam Wam powiedzieć, ze ma piękne "balkony z fiołkami", pod oczami takie zole, ze brak słów, ślady duszenia na szyi i siniusieńkie nadgarstki. Ja nie mam juz sił do tej baby, ja jej przywale w końcu bo juz nie mogę. Dzieci są u mnie, za bardzo nie wiedza o co chodzi bo szoł jej męża i z jej udziałem trwało jak dzieci były poza domem. Ja mam dość, ciągle cos się dzieje w moim życiu a ja marzę o nudzie i stagnacji. Ja to chyba jakies nieszczęścia przyciągam czy co?

Basia.
11-09-2007, 22:12
następnym razem powiedz jej niech sobie radzi sama, wiem że szkoda dzieci ale może ona wiedząc że jest zdana na siebie w końcu przejrzy na te podbite oczęta.

Malgorzata 50
11-09-2007, 22:50
Basiu, ja Ci bardzo dziekuję za to zdanie. Znaczy, ze ja zdrowa jestem. Bałam sie, ze jak komus powiem, ze ja mam tez ochotę ja lac to ktoś mnie zapyta: co z Ciebie za koleżanka? Wierz mi, ze ręce mnie swedzą.
Zdrow jestes jak najbardziej a ta twoja kolezanka idiotka pokazowa a do tego szkodliwa -bo jakby ja tylko lal na jej własne zyczenie to pal sześć ale dlaczego ta kretynka naraza dzieci.Nie rozumiem tego kompletnie -jak mozna narazac dzieci po to zeby "nie byc sama" paw po prostu!!!!

czarna48
28-12-2008, 10:37
czytam te wypowiedzi i calkowicie sie zgadzam .zylam w toksycznym zwiazku przez 27 lat .dopiero wplyw starszej corki spowodowal ze wreszcie zdecydowalam sie odejsc na dobre .spalowalam swoje rzeczy i poprostu wyjechalam za granice i tak zakonczyl sie moj horror.

Malgorzata 50
28-12-2008, 11:34
I dobrze zrobiłaś -tylko dlaczego tak długo czekałaś????

kama5
10-02-2009, 22:42
W toksycznym związku tkwi się z wielu powodów i wcale nie jest łatwe wyplątanie się z niego.A jak nie ma się gdzie zamieszkać?To nie tylko presja otoczenia , ale warunki materialne.Czasem jest tak , że jakaś siła trzyma nas w tych okowach.....masochizm?pozdrawiam- kama

cha_ga
14-02-2009, 19:04
Nie tylko kobiety tkwia w toksycznych zwiazkach.Mężczyznom tez sie zdarza. Mam w rodzinie taki przypadek: żona histeryczka i awanturnica, chorobliwie wrecz zazdrosna,sprawdza męzowi bilingi, poczte mailowa, wciąż szpieguje , nie pozwala mu korzystac z samochodu /bo a nuz ją zdradzi/ nie dba o dom ani o rodzinę/dzieci dorosłe/, w domu nikt ze soba nie rozmawia co najwyżej się kłóci, nie dzielą przysłowiowego łoża ani stołu,nienawidzą sie a mimo to sa ze soba.A mąż? Dla swiętego spokoju i wstydu przed dziecmi wciąż ustepuje i tylko pracuje, pracuje pracuje...Bywa i tak.

Jadzia_G
14-02-2009, 19:37
To jest choroba muszą iść do psychologa - da się wyleczyć

helena62
14-02-2009, 19:51
Witam,nie uwazam by mozna kogos karcic za zycie w toksycznym zwiazku. W takim zwiazku sie jest i juz bo tak wydaje sie najlepiej. Z meze bylam 16 lat i znosilam to wszystko, bylo naprawde ciezko, nie chce tego nawet wspominac bo nie ma czego. Do dzis mam uraz do mezczyzn , jestem przeczulona na temat alkoholu,unikam halasu itp. Czy mnie za to potepiacie?

gosiap
14-02-2009, 20:00
To nie jest choroba.To wpływ kościoła katolickiego.
Co Bóg związał....itd.

JuMa
14-02-2009, 20:05
toksyczne zwiazki, najczesciej potrzeba dwoje ludzi, ktorzy chca, godza sie, pogodzili sie z tym ...
albo ?

Basia.
14-02-2009, 20:09
Witam,nie uwazam by mozna kogos karcic za zycie w toksycznym zwiazku. W takim zwiazku sie jest i juz bo tak wydaje sie najlepiej. Z meze bylam 16 lat i znosilam to wszystko, bylo naprawde ciezko, nie chce tego nawet wspominac bo nie ma czego. Do dzis mam uraz do mezczyzn , jestem przeczulona na temat alkoholu,unikam halasu itp. Czy mnie za to potepiacie?
nie należy nikogo karcić za to że żyje w toksycznym związku a tym bardziej potępiać. Można taką osobę wspierać jeżeli tego sobie życzy i pomóc jej jeżeli będzie tej pomocy oczekiwała. Pozdrawiam.:)

Babcia Iwa
14-02-2009, 20:32
Czytając Wasze wypowiedzi na temat bitej kobiety, przypomina mi się zdarzenie gdy pracowałam. Mieliśmy pracownicę która ciągle przychodziła naznaczana, a moja szefowa patrząc na nią powiedziała " widocznie należysz do kobiet , które jak je chłop nie bije to im wątroba gnije". Są kobiety które przez bicie i poniewierane czują siłę swojego pana i to im imponuje.Gdyby było jej źle, to by coś z tym zrobiła. Widocznie uważa to za rodzaj pieszczot.Mnie by uderzył tylko raz. Więcej nie miał by okazji no i zapamiętał by na zawsze, że łapy ma trzymać przy sobie.

Pani Slowikowa
14-02-2009, 20:56
To nie jest choroba.To wpływ kościoła katolickiego.
Co Bóg związał....itd.

Mozna sie odseparowac od siebie.. Kosciol na to pozwala:rolleyes:

Niektore kobiety wola byc bite niz samotne. Moim zdaniem w tym jest sekret utrzymywania takiego zwiazku.:mad:

babciela
14-02-2009, 21:38
Ja tez tak mysle- kobiety(niektóre) wola byc bite , niz pozosta c samotne.Jest jeszcze drugi mechanizm-Pijacy maz co jakis czas dochodzi do stanu tzw uzywalności - i ta biedna mysli- ach - to nic takiego- on juz nie siegnie po kieliszek . A potem- niestety- da capo al fine...

mimoza
14-02-2009, 21:53
Czytam kolejne wypowiedzi i niec z tego nie rozumiem - Helenka zadała proste pytanie "czy ja potępiamy za to, że trwała w takim związku?" odpowiedź prosta - NIE nie potępiamy. Tyle i aż tyle - ja nie potępiam - Cz

Pani Slowikowa
14-02-2009, 22:15
Ja tez tak mysle- kobiety(niektóre) wola byc bite , niz pozosta c samotne.Jest jeszcze drugi mechanizm-Pijacy maz co jakis czas dochodzi do stanu tzw uzywalności - i ta biedna mysli- ach - to nic takiego- on juz nie siegnie po kieliszek . A potem- niestety- da capo al fine...


Dodam jeszcze ze jak maz nie pije to jest ( moze w imie zadosc-uczynienia) czlowiekiem do rany przyloz. Taka kobieta jest podwojnie zraniona.. To jest manipulacja wysokiej klasy..
Wiele sie widzi tez takich filmow. Ofiara zakochana w swoim oprawcy... bo jak ma fantazje byc dobrym dla niej to nieba jej przychyla.Tylko ze potem czas na pieklo:mad:

Helenko jak ty mozesz nawet pytac czy my cie potepiamy??
Pewnie ze cie nie potepiamy.. Ja tylko ciesze sie ze to nie ja jestem na twoim miejscu.

Jaga_13
14-02-2009, 22:19
Witam,nie uwazam by mozna kogos karcic za zycie w toksycznym zwiazku. W takim zwiazku sie jest i juz bo tak wydaje sie najlepiej. Z meze bylam 16 lat i znosilam to wszystko, bylo naprawde ciezko, nie chce tego nawet wspominac bo nie ma czego. Do dzis mam uraz do mezczyzn , jestem przeczulona na temat alkoholu,unikam halasu itp. Czy mnie za to potepiacie?
Helenko ja Cię nie potępiam.Zwroć się proszę do jakiegoś terapeuty byś prędzej mogla dojść do siebie.Trzymaj się cieplutko.

Baśka13
14-02-2009, 22:49
Czytam,czytam i doszłam do wniosku,że miałam b.dużo szczęścia.Mama moja żyła w takim związku.Na szczęście tylko trzy lata.Zostawiła męża zabrała nas i uciekła.Nie związała się już z żadnym mężczyzną.Ma teraz ponad 8o lat.Więc całe swoje życie poświęciła nam.Kocham ją za to!
A co do potępiania i osądzania to wydaje mnie się,że nie mamy do tego prawa.

Jaga_13
15-02-2009, 11:29
Czytam,czytam i doszłam do wniosku,że miałam b.dużo szczęścia.Mama moja żyła w takim związku.Na szczęście tylko trzy lata.Zostawiła męża zabrała nas i uciekła.Nie związała się już z żadnym mężczyzną.Ma teraz ponad 8o lat.Więc całe swoje życie poświęciła nam.Kocham ją za to!
A co do potępiania i osądzania to wydaje mnie się,że nie mamy do tego prawa.
Tez tak uważam nie powinnismy kogoś osądzać,bo mało wiemy stojac z boku.Wiem też,że to jest przemoc/może być fizyczna i słowna/ i osoby ulegające takiej przemocy "żyją jakby w innym świecie" i wielkie dla nich gratulacje gdy się z tego wyrwą.Wymagają tez póżniej opieki specjalistycznej.

helena62
15-02-2009, 17:07
Witam, przeczytalam to co napisalyscie,dziekuje za rady, mysle ze juz za pozno, na terapie choc chodzilam na nia pozniej po latach.Te lata wybily na mnie pietno ale nieswiadomie w tym brnelam, malo ja , to i moje dzieci ktore tez cierpialy. To bylo 25 lat temu a do dzis boje sie krzykow,wymachiwania rak a nawet gestykulowania.Nie chce o tym wspominac....ciesze sie tym co mam ,pozdrawiam. Apropos wsparcia to w moim srodowisku w owczesnych czasach nie bylo nikogo kto by mi to uzmyslowil. Pomagala rodzina ale nie bylo nikogo kto zasugerowalby chocby odejscie, pomogl przypadek, obca kobieta na ulicy, ona otworzyla mi oczy ze odeszlam, no ale bylo i minelo.

basia73
15-02-2009, 17:32
Heleno, najważniejsze że miałaś odwagę odejść i przerwać koszmar w którym trwałaś, podziwiam cię za to.

granny
15-02-2009, 17:45
Helenko nie wiem dlaczego poddałaś się ocenie naszych klubowiczów, czyżbyś miała wątpliwości co do słuszności swego kroku, a gdyby większośc powiedziała, że zrobiłaś żle, to co wtedy? Odpowiadamy za swoje decyzje, my sami, nikt inny, a cała sztuka polega na tym, abyśmy ich nigdy nie żałowali. Czy żałuję, że po 25 latach małżeństwa rozeszłam się z mężem. Teraz po wielu latach od tego faktu, może trochę inaczej patrzę wstecz, ale wtedy, kiedy podjęłam tę decyzję, wiedziałam, że jest ona słuszna. Nie bito mnie, nie znęcano się nade mną, mąż nie pił, nie palił, byliśmy zgodnym dobrym małżeństwem i pozwoliłam mu zamienic mnie na inny model, bo go kochałam i chciałam aby był szczęśliwy. Dziś jesteśmy przyjaciółmi, mamy córkę, widujemy się jak zajdzie potrzeba. Trzymaj się. Pozdrawiam Cię serdecznie. Uszy do góry, a piersi naprzód.

polwieczna
15-02-2009, 17:49
...czytam sobie i tak mysle, ze jak jest miedzy dwojgiem ludzi, tak naprawde tylko oni wiedza....

helena62
15-02-2009, 19:01
Dziekuje bardzo za wsparcie ale tak naprawde to juz o tym zapomnialam/ staralam sie/ tylko tak jakos przypomnialo mi sie to bo czytam ,tu czasami. Nie jest ze mna az tak zle ale takie sprawy rozumia dokladnie osoby ktorym sie przytrafilo "cos takiego" pozdrawiam

helena62
15-02-2009, 23:10
Jeszcze chcialam dodac ze nie poddalam sie !!! ale nie bede tu niczego udowadniac , nie szukam problemow!