PDA

View Full Version : Niesamowite historie


destiny
19-04-2007, 19:33
Może zechcecie się podzielić historią, która wydarzyła się naprawdę ?
...a była w jakiś sposób dziwna czy niesamowita ?
Byliście jej uczestnikiem lub obserwatorem...
Zapraszam do pisania wszystkich uczestników Forum :)

Ja może zacznę od takiej...może później coś mi się przypomni :rolleyes:
Pewien wdowiec, 65-latek, popadł w "amory" do 28-letniej kobiety.
Uczucie zakończyło się narodzinami ślicznej córeczki.
Tatuś uznał dziecko i cieszył się córka przez ok. 5 lat.
Odszedł ze świata po wylewie, zostawiając córce świadczenia (renta).
Nie znam dalszych losów dziecka, ponieważ zmieniłam miejsce zamieszkania.

Wilhelmina
19-04-2007, 19:49
Tak szczerze mówiąc, Desti, to akurat w tej historii, nie widzę nic niesamowitego. Aaa..gdyby to ten facet urodził dziecko i jeszcze w dodatku to dziecko miałoby od razu zęby, to byłoby to niesamowite.
Oczywiście to był żart. A na poważnie; takich tatusiów jest dość sporo, Nie jest to u mężczyzny wiek wykluczający prokreację.

Lila
19-04-2007, 23:39
:D a znam nieco,to niesamowitość historii Desti tkwi w tym pewnikiem,że ów pan tatuś zszedł był radośnie ,w przeświadczeniu iż jest dzielnym inseminatorem...A pewnie prawda była inna,tylko badania DNA nie tak dostępne jak obecnie...
I pewnie jako zjawa w szlafmycy przychodzi straszyć wiarołomną.Choć może - jako duch- jest wielkoduszny i tego nie robi.Miejmy taką nadzieję.W końcu uwierzył,niech mu będzie...

A profesor z historii Kazia ?
Biedaczysko.Na co mu wolność? Bo o ile dobrze zrozumiałam,jako że historia mocno zawiła a i prawość profesora nie udzieliła się jego figlarnym uczniom,zacny belfer został sam.
Czyli bez żony i obiadków,oraz smarowania pierwszej krzyżowej w czasie deszczowej pogody.A także bez dziewczyny i dziecka.
No chyba ,że cwaniaczek przygarnął dziewczyninę z przychówkiem i alimentami ,które przydałyby się do budżetowej pensji.A takowych małżonka w żaden sposób by mu nie zapewniła...:D

Basia.
20-04-2007, 00:11
No to teraz ja Wam opowiem swoja historię, 26 maja 2002 r. mieszkałam w Radziejowicach /to jest wieś 47 km od W-wy/, przyjechało do mnie moje dziecię żeby złożyc mi życzenia z okazji dnia Matki. O godz. 20 odprowadziłam go do bramy i wróciłam do domu /mój Tadzio spał jak suseł/, zadzwonił telefon to byli nasi sąsiedzi zakomunikowali, że przy bramie stoi dwóch bandziorów i koniecznie chcą się dostać na posesję strzelają do kłódki. Powiedzieli żebym broń Boże nie wychodziła z domu tylko zadzwoniła na policję. Takie teksty to nie do mnie, schowałam do kieszeni komórkę i oczywiście wyszłam na zewnątrz /psy zostawiłam w mieszkaniu żeby ich czasem nie postrzelili/. Zobaczyłam 2 osiłków ogolonych "na pałę" mocujących się z brama, myślałam że na mój widok przestaną i pójdą w diabły ale nic z tych rzeczy dalej walczyli z bramą. Nie wyrobiłam i powiedziałam do nich "won stąd", wtedy jeden z nich wyciągnął broń i do mnie strzelił, odskoczyłam w bok i zatelefonowałam na policję. Policjantom zakomunikowałam, że 2 bandziorów stoi przy mojej bramie, jeden z nich do mnie strzela a ja jestem przy zdrowych zmysłach więc niech szybko przyjeżdżają. Poniewaz te typy nie dawały za wygraną i dalej "siłowały" się z moją bramą kazałam im się wynosić /nie wiedziałam, że mam taki talent w puszczaniu wiązanek/, padło znowu kilka strzałów. Wydawało mi się, że upłynęło bardzo dużo czasu od mojego telefonu na policję ale postanowiłam nie dać za wygraną. Z wściekłości gotowa byłam dać się postrzelić żeby bandzory poszły do pudła. Podjechał wreszcie radiowóz i policjant zdążył wyrwać bandziorowi pistolet z ręki przed oddaniem kolejnego strzału do mnie. Następnie bandziory zostali obezwładnieni,położeni twarzą do ziemi i skuci kajdankami. Podeszłam do policjantów i zapytałam z czego te syny do mnie strzelali czy z broni ostrej czy może to był jakiś korkowiec albo diabli wiedzą co. Jeden z tych policjantów był blady jak ściana i patrzył na mnie jak na nienormalną, powiedziałam że obudzę męża i otworzę bramę żeby mogli spisać moje zeznania. Poszłam do domu, obudziłam Tadzia i zakomunikowałam mu że bandyci leżą na ziemi skuci kajdankami i wszystko jest w porządku. Tadzio zbaraniał /w domu mieliśmy legalnie rewolwer, pistolet i karabin/, gdybym go obudziła doszłoby do strzelaniny. Zeszliśmy na dół, chcemy otworzyć bramę i nie możemy "ruska" kłódka zdała egzamin i nie dała się przestrzelić, kule zrobiły w niej wgłębienia i dlatego nie mozna było otworzyc bramy. Facet, który do mnie strzelał był policjantem z W-wy, jego kolega miał za kilka miesięcy zasilić szeregi policji też w W-wie. Nie będe opisywała przesłuchań, wizji lokalnych to było dno. Dali mi spokój dopiero następnego dnia o godz. 20, bandzior siedzial w areszcie tymczasowym do sprawy 9 miesięcy, został skazany na 2 lata więzienia. Posiedziałam jeszcze na tej wsi kilka miesięcy i postanowiłam wrócic do domu do W-wy. Zostawiliśmy niezamieszkały dom z meblami /nie zmieściłyby się w obecnym mieszkaniu/ i od chwili powrotu do domu moja noga nie stanęła w Radziejowicach. Kłódkę sąd mi po zakończeniu sprawy przysłał w paczce i wisi ona na honorowym miejscu obok zegarów

hannabarbara
20-04-2007, 00:33
A ja przed chwilą opisywałam straszną przygodę z udziałem ducha, w czarnej, taftowej i szeleszczącej sukni. Historia była dość długa. W chwili, gdy zbliżałam się już do pointy, na poście Basi, pojawiły się jakieś dziwne napisy,a ja po chwili miałam przed oczami swoją tapetę z kotkiem na zielonej łączce.Weszłam jeszcze raz do klubu, ale z opisu już nie pozostał żaden ślad. Za nic w świeci drugi raz już jej nie opowiem.

Malgorzata 50
20-04-2007, 02:39
To ja wam opowiem historie niesamowita i bardzo smutna >rzecz dzieje sie w Szwecji moja kolezanka mieszka tam od 15 lat .Ma syna (14-to latka) i dorosla 20-paro letnia corke ,studentke.Corka przywieziona ,syn urodzony tamt na skutek malzenstwa ze Szwedem ,ktory wkrotce po narodzinach dziecka wyrzucil moja kolezanke z domu i wlasciwie synem sie nie interesowal.M pare lat temu pojechala do niego ,zeby porozmawiac i naklonic go do kontaktow z dzieckiem ...zatrzasnal jej drzwi przed nosem.
Od jakiegos czasu z jaj synem zaczely sie dziac niepokojace rzeczy -uzaleznil sie od gier komputerowych ,zachowania jak narkoman,zaczely sie kradzieze,demolowanie domu ,agresywne zachowania .Chlopak jest emocjonalnie na poziomie 11-to latka ,ma ADHD co sygnalizowala szkola i trener.Zalecono zrobienie badan ,tyle ze nie wiadomo gdzie i kto je ma przeprowadzic.Pewnego dnia kiedy syn zdemolowal mieszkanie i zamierzal sie na nia M wezwala pomoc socjalna.
W wyniku postepowania jej syn zostal skierowany do rodziny zastepczej na "terapie" okazalo sie ze "terapia"polega na tym iz mlodzian dostaje swiadczenia finansowe ,nikt od niego niczego nie wymaga,przychylnie wysluchiwane sa jego skargi jak to on nienawidzi matki ,nie ma nawet porzadnego terapeuty -bo ten co sie nim niby "opiekuje" jest wolontariuszem.M.jest stopniowo odsuwana od kontaktow z dzieckiem ,ten w miedzyczasie zalicza dwie kradzieze w sklepie i demolke samochodu -o czym nawet jej nie informuja ,podczas wizyt u syna nie dochodzi do kontaktu bo on permanentnie ucieka.Natomiast tatus pojawia sie na chwile ,po czym oswiadcza przy synu ,ze jej nienawidzi i ze wyjezdza z obecna zona do Tajlandii a jak wroci to moze zajmie sie synem.W rezultacie odbieraja jej prawa rodzicielskie i czynia z chlopca spolecznego sierote nie udzielajac rodzinie zadnej pomocy-podobno ADHD sobie wymyslila,uzaleznien od gier nie ma ,a ona jest zagrozeniem dla syna.Wyobrazacie to sobie!!!!!

urszula-kol
20-04-2007, 06:51
To co opisała Malgorzata 50 to jakieś chore, dziwna terapia, która ma na celu oddalić dziecko od matki.Nie mogę pojąć jak tam w Szwecji potrafią krzywdzić rodzinę.
To co opisała hannabarbara zniechęciło mnie, a właściwie przestraszyło przed opisaniem historii z duchem mojej ciotki, a chciałam to zrobić.
Basia - jaka to dzielna i mądra kobietka, tyle stresów przeżyła.Ja nigdy w życiu nie podeszłabym do tej bramy.

hannabarbara
20-04-2007, 07:00
I tak opowieść Małgosi jest jeszcze jednym dowodem na to jak ,my polacy' jesteśmy traktowani w krajach o ponoć bardzo wysokiej kulturze i ugruntowanej demokracji.Telewizja pokazywała podobne historie z Niemiec. A obozy pracy we Włoszech?

hannabarbara
20-04-2007, 07:04
Nie rób tego Urszulo! Bo jeszcze w nocy wydawało mi się, że słyszę jakieś odgłosy pochodzące z wyłączonego komputra

urszula-kol
20-04-2007, 07:13
Nie rób tego Urszulo! Bo jeszcze w nocy wydawało mi się, że słyszę jakieś odgłosy pochodzące z wyłączonego komputra

Masz rację, duchy lepiej zostawić w spokoju.

Nika
20-04-2007, 07:35
1079w lipcu 1979 roku zostałam sama z 15 miesięczną córeczką,gdyż mąż wyjechał za granicę.Małej szły ząbki,marudziła w nocy,więc spałam "wyrywkowo".Nagle obudziłam się spocona jak mysz,bo przestraszył mnie dziwny sen-stałam przed dużym lustrem i przymierzałam żałobny strój-czarny kostium,czarne pończochy i gustowne buciki,a potem takiż kapelusz z szerokim rondem i woalką.Co dziwne-czułam,że mi ładnie w tym ubraniu,więc się obudziłam,bo ta myśl mnie przeraziła.Spojrzałam na zegar-była 3 rano. Nazajutrz dostałam telegram,ze mój mąż zginął w Austrii w wypadku samochodowym o 2.45....

hannabarbara
20-04-2007, 07:47
O jej! Niko! Myślałam,że już się nie boję, rzeczy niewyjaśnialnych. A tu taka historia! Gdy ją czytałam, to ciarki przechodziły mi po skórze. Muszę zaraz sprawdzić, kto rozpoczął ten niesamowity wątek.:confused:

Lila
20-04-2007, 09:39
w takie historie,coż ja zrobię.Choć na codzień jestem bardzo konkretna.
Ale to co zdarzyło się Nice,było przybliżeniem przyszłych wydarzeń, w cząstce zaledwie.Bo musiała założyć te czarne rzeczy.I wiele razy coś nam się w snach marzy,tylko nie przywiązujemy do tego wagi.
Hannabarbara _______napisz koniecznie o tym duchu w taftowej sukni:D ,ale pisz w dzień ,gdy będzie słonko.W pełnym słońcu nawet najbardziej ponury duch,jest wesolutki jak wróbelek w sadzwce..

Małgosiu,Twoja historia jest bardzo prawdziwa i bardzo smutna.Matka traci syna przez system.Tatuś Szwed wyjeżdża nie bojąc się tsunami,a trudów wychowawczych nie chce podjąć.
No,my już mamy raczej pozamiatane ,ale morał jest jeden dla mnie______NIE WYCHODZIć ZA SZWEDA.I mówię to z całą odpowiedzialnością ,spod murów Jasnej Góry,gdzie naród ten dał również plamę,uszkadzając nam wały jasnogórskie.
Zawsze mieli ciężkie kolubryny i ciężki dowcip i rozum,o le !!!

A innym razem może opowiem Wam moją historię,jak 30 lat temu przydarzyła mi się w Istambule cholera.A mimo to ,ja zwyciężyłam i tu z Wami piszę,zamiast leżeć zwrócona twarzą do Mekki.:D
Ale z mojej historii to można się tylko skręcać ze śmiechu,więc mogę ją opisać nawet o północy...

Basia.
20-04-2007, 10:51
Małgosiu nóż się w kieszeni otwiera po przeczytaniu historii Twojej koleżanki.
Był taki okres kiedy w szkołach podstawowych rok szkolny rozpoczynał się w sierpniu, moje dziecko wróciło z wakacji17 sierpnia 1980 r, następnego dnia t.j 18 sierpnia zamiast o godz. 8 rano wyszłam do biura ogodz. 10. Zdążyłam usiąśc przy biurku, zadzwonił telefon i kobiecy głos poinformował mnie żebym zgłosiła się do szpitala na oddział dziecięcy zatkało mnie i zapytałam co się stało Pani odpowiedziała "rana postrzałowa, przestrzelone płuco". Rzuciłam słuchawkę i nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Za chwilę dzwoni telefon i kolega Piotrka płacząc przeprasza mnie, że naprawdę niechcący zabił Piotrka. Zapytałam z czego strzelał bo u nich w mieszkaniu widziałam wiatrówkę, odpowiedział mi z pistoletu tatusia /tatuś był milicjantem/ nogi się pode mna ugięły bo już zrozumiałam grozę sytuacji. Zostawiłam portfel na biurku, i pojechałam samochodem służbowym do szpitala /nie zapytałm tej babki w jakim szpitalu Piotrek leży/, zwolniłam kierowcę ide na izbę przyjęć tam nic nie wiedzą. Wpadłam na oddział dziecięcy Piotrka nie ma i nikt nic nie wie. Wróciłam na izbe przyjęc i zdałam sobie sprawę, że jestem bez grosza, nie wiem co się dzieje z moim dzieckiem. Z izby przyjęć zadzwonili na policję i okazało się , że dziecko ze względu na cięzki stan zostało odwiezione do szpitala najbliższego miejsca zamieszkania. Piotrek miał przestrzelona prawe płuco, strzaskane 5 i 8 żebro. Początkowo chcieli mu to płuco usunąć ale lekarz postanowił wyciąc tylko uszkodzona część i czekac na rozwój wypadków. Na krew czekaliśmy 5 godzin /B Rh-/ nigdzie jej nie było. W czasie transfuzji zafundowali dzieciakowi żółtaczkę, To co przeżylismy to było coś potwornego. Piotrek wyszedł pięknie z tej całej tragedii, na komisji wojskowej dostał kat. A, grał w reprezentacji Politechniki w koszykówkę jest bardzo sprawny fizycznie. Dwa lata później chowałam jego ojca i potem miałam jeszcze kilka tragicznych przeżyć, z których wyszłam na razie obronną ręką.
Wszystko opisałam w duzym skrocie, gliniarz przez 2 lata nie miał dostać awansu ani nagrody /taką karę dostał pierwotnie/ usiłowali zatuszować sprawę, więc wziełam sprawę w swoje ręce i mu "pomogłam w karierze" /to był rok 1980/. Chłopiec, który strzelił mówi do mnie ciociu, jest dla Piotrka jak brat, był świadkiem na jego ślubie.
Nie brałam żadnych "uspokajaczy", kiedy dziecko leżało w szpitalu musiałam skonczyć remont mieszkania /zaczęłam go na 2 dni przed wypadkiem/, Tatusia Piotrusia wnosili mi pijanego jak bele do mieszkania jego koledzy.

ammi1952
20-04-2007, 11:21
Basieńko czy ty opisujesz te Radziejowice koło Grodziska Mazowieckiego?? Pozdrawiam Grażyna

Basia.
20-04-2007, 11:51
Basieńko czy ty opisujesz te Radziejowice koło Grodziska Mazowieckiego?? Pozdrawiam Grażyna
Tak, Radziejowice k/Grodziska Mazowieckiego. Byłam "sławna", sprawę opisywano w lokalnych mediach.

Nika
20-04-2007, 12:51
1087najdziwniejsze jest to,że przez kolejne trzy lata mój Tatuś, który również zginął w tym wypadku pojawiał się w moich snach zawsze wtedy,gdy dzień później zdarzyło się coś przykrego np,choroba dziecka.Dopiero po pewnym czasie dostrzegłam związek i zrozumiałam,że ostrzega mnie, jak dobry anioł opiekuńczy...więc po takiej nocy pilnie uważałam na siebie i otoczenie.Potem to się nagle skończyło..Są jednak rzeczy, o którym nie śniło się filizofom,niewytłumaczalne, trudne do zrozumienia...

ammi1952
20-04-2007, 14:22
Nika ,ja tez tak mam jak mi się śnią moi najbliżsi ,to zawsze traktuje to jako ostrzezenie,a człowiek ostrzezony to ubezpieczony jak ja to mówie i wtedy jakoś można szybciej ze złego wybrnąć albo choć łatwiej znależć drogę ewakuacji.

hannabarbara
20-04-2007, 17:42
Lili! Rozczarowałam się bardzo, że nie opowiedziałaś swojej historyjki.Czyżbyś o mały włos nie została turczynką lub arabką?Mam nadzieję, że zdecydujesz się ją nam przekazać, zanim wygaśnie ten wątek. Serdecznie pozdrawiam!:)

bogda
20-04-2007, 18:52
do roboty, bierz się za pisanie. Najpierw nas zaciekawisz, rozdrażnisz... a póżniej cisza.... hallo, słyszysz nas???1106

Kundzia
22-04-2007, 15:58
12 grudnia 1997 roku zaczął sie niby normalnie,syn poszedł do szkoły,mąż pojechał do pracy,dziewczynki miały na popołudniu do szkoły więc położyłam się jeszcze.Nie wiem czy upłynęło parę minut jak zobaczyłam że przy łóżku stoi mąż i mówi-miałem wypadek-otworzyłam oczy ale go nie było.Myślałam że mi się przyśniło.Za chwilę jednak zobaczyłam że pod dom podjeżdża laweta z rozbitym samochodem-w tym samym czasie zadzwonił telefon i moja mama pyta co się u nas stało i czy Jurek cały bo spadła jej sama z szafy ryba szklana którą dostała od niego i nic się jej nie stało natomiast zegar zatrzymał się 15 minut temu i nie ruszy.Przerażona wypadłam przed dom -wyglądałam podobno okropnie.A mój mężulek spokojnie wysiada z lawety i mówi-miałem wypadek ale tylko samochód skasowany.Stary ,dobry niemiecki Wartburg.Do dziś nie wiadomo dlaczego zatrzymał się zegar u mamy w chwili wypadku,nie dał się już naprawić,a szklana ryba została cała.

emka46
22-04-2007, 17:35
Może w przyszłości?1219

emka46
22-04-2007, 18:01
Jestem bardzo sceptycznie nastawiona do różnych przepowiedni,ale..Przysniła mi sie moja Mama będaca w domu opieki/z własnego wyboru/.Zapadło sie pod nią szpitalne łóżko i wpadła do środka.Rano telefon,ze stan Mamy bardzo się pogorszył.Za tydzień zmarła.To było jedyne niesamowite zdarzenie w moim zyciu.Ani przed smiercią Ojca,ani męża nic się nie działo.

Pani Slowikowa
01-05-2007, 02:16
Lilu a gdzie twoje opowiadanie

an_inna
01-05-2007, 08:42
Dobrze, że natrafiłam na ten wątek w biały dzień! Aż ciarki po plecach latają! To co ja mam robić jak śniło mi się, że jedziemy z mężem samochodem, on prowadzi, wyprzedza trzy jadące przed nami ciężarówki, autobus z naprzeciwka robi to samo i już wiem, że za chwilę, nieuchronnie nastąpi zderzenie! A wyprzedzaliśmy z prawej strony (ten autobus też ze swojej prawej). Do Anglii za skarby świata nie pojadę! Pocieszam się tylko, że nie każdy ma taką zdolność przewidywania przyszłości w snach. Może film jakiś widziałam?

destiny
29-05-2007, 16:53
Przeglądam starsze wątki i tak czytam, że brakuje tutaj Twojego
opowiadania sprzed 30 lat, kiedy to byłaś w Istambule , no i ta... cholera (choroba) :D
Ja wciąż czekam na tą historię !!!
Może i nowe osoby zechcą się włączyć ?
Pozdrawiam cieplutko :)

Karol X
29-05-2007, 23:31
Miejscowosc Apolonka niedaleko Czestochowy.
Lasy sosnowe w latach siedemdziesiatych.
Uwielbialem czeste wypady do lasow na grzyby.
W ten rejon udalem sie po raz pierwszy.
Grzybow bylo tam bardzo duzo.
Nagle stanalem tuz obok krzyzy rozmieszczonych w lesie.
Stalem tak przez dluzsza chwile przypatrujac sie owym krzyzom i nagle uslyszalem glos poza moimi plecami:
-Tutaj zginelo ich bardzo duzo,mlodzi byli.....
Odwrocilem glowe i zobaczylem starszego czlowieka stojacego z rowerem na lesnej drozce.
Uwage moja przykul ten rower,taki jakis stary ..nietypowy.
Zerknalem chwile na te krzyze i chcialem go o cos zapytac.
Odwrocilem glowe do tylu i....nie bylo tam nikogo.
Niemozliwe by odjechal.To trwalo chwile,las w tym miejscu jest rzadki,na pewno bym zauwazyl jego odjazd.
Ciarki przeszly mi po plecach.
Wycofalem sie z tego miejsca czym predzej.Ogladalem sie co chwile za siebie.
Nic cisza,pustka lesna,nigdzie zywej duszy.
W tej miejscowosci w czasie II wojny swiatowej wymordowali hitlerowcy ludnosc Czestochowy wywozac ja do pobliskiego lasu i rozstrzeliwujac.
O tym fakcie dowiedzialem sie nieco pozniej.
Kim byl ten mezczyzna?
Nie wiem.

Lila
29-05-2007, 23:58
Opowiem,ale boję się,że mi nie uwierzycie.Bo to faktycznie była cholera,która teraz wcale nie zabija...
No ,jednostki słabe - tak.Mam tu na myśli naszego wieszcza Adama,którego uwielbiam jako poetę a nie cierpię jako człowieka,z powodu piekła na ziemi,jakie stworzył swej żonie.

W dzisiejszych czasach byłby napiętnowany,jako molestujący psychicznie swoją rodzinę a wtedy ? Tylko cholera pozostała..
A moja cholera była w tym samym miejscu i w tym samym miesiącu,tylko wiele..wiele lat później.No i ja tam nie pojechałam tworzyć legiony..:D tylko rekreacyjnie.

Ta historia jest dramatyczna i autentyczna,więc zacznę ją tylko,ponieważ boję się samospełniającej się przepowiedni i chcę ,aby jej koniec zbiegł się z końcem strajku służby zdrowia..Tak na wszelki wypadek..

Ale muszę powiedzieć,że z tej perspektywy jest również śmieszna.Obłędnie śmieszna i jednocześnie jest dowodem,że każdy głupi ma szczęście...

No więc moje miłe...za górami ..za lasami,w Polsze mieszkała sobie młoda ,27-letnia kobieta z mężem i synkiem..
Czasy były...no same sobie obliczcie..
Wycieczki orbisowskie,szczególnie te ,w których był potrzebny paszport,były niesłychanie nobilitujące i atrakcyjne..
Para młodych ludzi ,ciekawa świata,postanowiła się zapożyczyć i pojechać na wakacje życia ,zabierając synka -oczywiście.
Była to wycieczka Słoneczny Brzeg - Istambuł.Marzenie !!! 2 tyg. byczenia na plaży i w pięknym hotelu,trzeci tydzień -autokar i Istambuł.
Istambuł !! Konstantynopol ,tak pięknie opisany przez Zofię Kossak- Szczucką.....

I na marzeniach o Błękitnym meczecie kończę na dzisiaj ..
Spotkamy się na pokładzie Antonowa,cudu sowieckiej myśli technicznej,i trzęsąco ,gorąco i warcząco polecimy do Burgas..:D

A w upalnym Istambule już mnożą się zarazki cholery i czekają na niewinną Słowiankę,aby ją uśmiercić ....carramba !!!!

inka-ni
30-05-2007, 00:07
Miewam sny ,których boję sie,jeden z nich:mając 17 lat snilo mi się że jestem na sankach z koleżankami.One zjeżdzaly,a ja usiadlam na wzgórzu na sankach i zobaczylam ziemny grób niezasnieżony mimo bialego puchu w okól mnie,a na grobie ulozony krzyż z bialych kuleczek co rosną na krzewach.Byl to pojedynczy grób zolnierza z wojny.PO powrocie z tych sań wchodząc do domy zobaczylam nad drzwiami ukośnie wiszący krzyż duży jak w kościolah.Zapytalam mamy czemu ten krrzyż wisi w naszym domu.Ona odpowiedziala bo tak musi.(dom rodzinny to byla taka 100letnia chata) Rano opwiedzialam mamie mój sen-a ona powidziala-to straszne na nasz dom spadnie jakiś krzyż- nieszczęscie.Ja powidzialam,że przesadza.Póltora tygodnia po moim snie nagle wieczór szwagier 37 lat traci przytomność i umiera nim przyjechalo pogotowie.Stwierdzono rozlegly zawal. To byl dzień 18 maja upal.Wówczas Mama pzypomniala mi o snie.Mam sny,które się sprawdzają.

Pani Slowikowa
30-05-2007, 02:05
Lilu czekam na reszte opowiadania o cholerze...
Jezeli to byl 74 rok ..? To bylysmy w Istambule w tym samym czasie.. Czy wtedy byla wojna z Cyprem??

Lila
30-05-2007, 09:41
Asieńko,to chyba był rok 74 wg ,moich wyliczeń.A wojna z Cyprem ? Czy ja się zajmowałam wtedy takimi drobiazgami ? Nie mam pojęcia..
Wojnę ,a raczej wymuszony pokój na Cyprze ,zauważyłam dopiero wiele lat później,w czasie pobytu w Nikozji.Był to okres mojego ciątania po świecie i bardzo dobrze.Teraz ,jak piszę ,to przed oczami przelatują mi obrazy z różnych zakątków ...oraz różnych lotnisk..

A teraz ponoć mam unikać samolotów.Akurat...

Pani Slowikowa
30-05-2007, 17:42
A w ktorym miesiacu tam byliscie??My w Sierpniu.
Bylismy tez na wybrzezu w Anatoli..czyli naprzeciwko Cypru . O niczym Turcy innym nie mowili tylko o wojnie Stali calymi godzinami w grupach i sluchali wiadomosci w radiu.

A co z ta cholera?? Bedzie kontynuacja opowiesci?

Lila
30-05-2007, 18:46
Asiu,będzie a jakże,jak sobie odsapnę po dniu cięzkim wyjątkowo...
Ja byłam w Istambule również w sierpniu,w początkach.
Próbuję sobie nadal przypomnieć rok,74 czy 75.Nawet spojrzę na zdjęcia z tego okresu..
Jak wspomniałaś o wojnie,to sobie przypominam wiele posterunków wojskowych na drodze od granicy z Bułgarią do samego Istambułu.Ale ja byłam pod wrażeniem kraju ,z którym tyle lat nasza ojczyzna prowadziła krwawe wojny,a który w ostatecznym rachunku ,nie uznał rozbiorów Polski..
Pewnie,że było to wymierzone przeciwko Rosji,ale jednak
cieszy...

A może spotkałyśmy się na Bazarze ,przy biżuteri? Ja kupowałam wtedy turkusy ...:) ,popełniając przestępstwo,bo za przemycone dolary.

Pani Slowikowa
30-05-2007, 18:58
Lila ja tez kupowalam turkusy oprawione w stare srebro.. I torebke z kieszonkami z jasnej skory ... A jak sie czlowiek nie portagowal to sie Turcy obrazali he he..
Mam nawet z tej podrozy historyjke ktora tez nadawalaby sie na ten topik... Teraz lece do pracy:)

Karol X
30-05-2007, 19:01
Witam Lila
Bylem na Cyprze w 2004r. w miejscowosci Aya Napa.
Wybralismy sie statkiem na mala przejazdzke do Famagusty.
Dojazd do miasta byl niemozliwy ze wzgledu na rozmieszczone tam posterunki pod flaga ONZ.
To miasto prawie 100-tysieczne-kiedys tetniace zyciem - teraz sprawia niesamowite wrazenie,albowiem jest calkowicie wyludnione od roku wlasnie 1974 ,kiedy to nastapila inwazja wojsk tureckich na Cypr.
Obserwowalem to miasto przez lornetke.
To taki drugi Czernobyl,tyle,ze nie po katastrofie reaktora,a opustoszale w wyniku wojny.
Tak wiec Lilu musial to byc rok 1974.
Czekam na Twoja opowiesc.
Pozdrawiam.

Lila
30-05-2007, 23:41
Karolu i ja byłam w Aya Napa,hotel bodajże Adam's Beach.

Ale muszę wrócić do wydarzeń ,które o mało nie przypłaciłam życiem ,a obecnie są one dowodem dla niektórych osób,że mnie nic nie zmoże...

Skończyliśmy na pokładzie number too naszej floty powietrznej,Antonowie.Number one- Ił , na tak krótkich trasach nie latał.Jego strata...
Więc po wylądowaniu w Burgas,jedziemy autokarem do Słonecznego Brzegu i po zakwaterowaniu nas w pięknym hotelu ,razem z wycieczką z Sojuza,zaczęliśmy wypoczynek oraz integrację z rodakami.Z Sojuzem się nie dało,bo oni nawet do łazienki chodzili w grupie,a jakieś próby z mojej strony zagajenia pt...a co tam u was słychać ,kochane...Lenin nie żyje w dalszym ciągu ?... spotykały się z takim przerażeniem,jakbym profanowała szanowną mumię:D Bóg wie w jaki sposób..

Morze Czarne,jak to Morze Czarne.Nic nadzwyczajnego,tyle że ciepłe jak zupa.Co kto lubi.
Upały przeraźliwe,wszak to koniec lipca.A koniec lipca to moje urodziny.Oooo,tych nie zapomnę nigdy w życiu.Mój mąż postanowił je uczcić ,za przemycone w tym celu ''zielone''..

Oj działo ,się działo.Mieszanka alkoholi zabójcza- koniak +szampan.Nasza wycieczka postanowiła dać wyraz iż mnie polubiła.Pieśni odchodziły takie,że inni Polacy się przyłączyli. Sojuz siedział i gapił się z otwartą paszczą,trzeźwy jak świnia.Ciekawe,teraz za kołnierz nie wylewają,a wtedy siedzieli jak trusie.Widać jedynie słuszny system doskonale wpływał na image narodu radzieckiego.

Na drugi dzień ,wycieczka nasza ,jeszcze z chuchem wczorajszym ,wtarabaniła się do autokaru, aby poznawać świat mahometański.Pojechali...10 godzin chyba ,przez góry.Jakie ? Czy ktoś z nas był w stanie w ogole widzieć jakieś góry ? Trudno ,raz się człowiek rodził..

Istambuł przywitał nas śpiewem muezina z wieżyczki najbliższego minaretu.Ooo,jakie to było obce i dziwne dla naszego ucha.Hotel,odpoczynek i zwiedzanie.
Na wstępie ostrzeżenie przez pilota tureckiego- żadnego picia,mycia zębów czy owoców w wodzie z kranu.Wyłącznie butelkowana,którą mieliśmy w dużych ilościach w pokojach..

Nie będę pisać o zwiedzaniu,bo tyle lat temu było to niebywałą atrakcją,a teraz świat nam się skurczył jak mój sweterek z angory,który został wyprany w pralce na 60 st.przez mojego miłego męża.
W każdym razie stałe miejsca...Topkapi,Błękitny Meczet ...itd..
oraz Bazar...Wielki Bazar ,gdzie można było kupić kurteczkę skórzaną cudnej urody ,biżuterię oraz piękną zakrzywioną szablę z czasów Cesarstwa Osmańskiego,jak upierał się sprzedawca,co było nieprawdą,bo szabla była o wiele,wiele młodsza.Cesarstwo Ottomańskie jedynie.
Mam ją do dzisiaj zresztą...

A te owoce!! Moje miłe.Winogrona w lipcu w PRL-u ? I takie wielkie jak śliwki ? Czy można było im się oprzeć ?
Kupiłam ...takie soczyste,cudowne..wiem,trzeba donieść do hotelu ,do tej ichniej wody.Ale żar się leje z nieba,a ja już nie wytrzymam,bo cola jest taka droga..
A co mi tam ! Przecież 2 malutkie,słodziutkie winogronka nie mogą zaszkodzić dojrzałej kobiecie,nie dziecku..
No i ...nikt nie widzi,już....pycha...

I tym sposobem pogańskie zarazki dostały się do subtelnego organizmu katolickiej niewiasty, i zaczęły podstępne działanie...
A na drugi dzień powrót do kraju,tą nieszczęsną trasą przez góry..

A teraz muszę skończyć,bo trzeba cholerze dać trochę czasu.I nie mam tu na myśli siebie,skądże...:D

Wilhelmina
31-05-2007, 00:05
Zaczynam powątpiewać w to Twoje dobre serce. Ta cholera zostawiła jednak jakiś slad w Twoim organiżmie do dzisiaj. Tak znęcać się nad biednymi staruszkami , to może tylko prawdziwa........cholerahttp://xs215.xs.to/xs215/07224/79.gif.xs.jpg (http://xs.to/xs.php?h=xs215&d=07224&f=79.gif)

Pani Slowikowa
31-05-2007, 02:58
Jak to Wilhelminko!! Powinas juz byc przyzwyczajona do przerw na ..reklamy!:D :D

Wilhelmina
31-05-2007, 06:33
Liluś - Ty nie słuchaj tej ślicznej Słowiczkowej, ona biedna przyzwyczajona do czekania na Słowika. No i zamerykanizowali nam tego polskiego słowika też trochę, dlatego taka pogodzona z tymi reklamami. Liluś Ty pisz wreszcie bez reklam, bo jak Cię cholera weżmie to nie dowiemy się końca.

Lila
31-05-2007, 10:35
:D :D onaż mnie tak całkiem nie weźmie ,ta cholera.Wszak miałam patronkę z tych terenów,bo przecież z Bizancjum pochodzi obraz mojej Pani Jasnogórskiej,u którego stóp modliłam się co niedzielę..Pewnie to ona spowodowała u mnie ośli upór,godny osła dardanelskiego,który także wywodził się z tych pięknych terenów..
Znaczy się - osioł,a nie moj upór..
A mogę tak mniemać,bo i ona okazała upór,powodując zatrzymanie wozu-który wiózł jej wizerunek-u stóp wzgórza,w pobliżu małej wioski..

Do zobaczenia w Istambule......dziś wieczorkiem.

ammi1952
31-05-2007, 11:10
Wilhelmino szybciej nas ta cholera weżmie w telewizji reklamy na seniorku tez Liluś ty miej wzglad na nasze skołatane nerwy i nienawiśc do reklam i ostrz te pazurki na klawiaturze w bardziej zawrotnym tempie. Pozdrawiam Grażyna

Wilhelmina
31-05-2007, 23:38
Lila!!!!Ja sie o Ciebie martwię. Czekam i czekam na ten Istambuł. Może Ty drogę po ciemku zgubiłaś?

Lila
01-06-2007, 01:01
...ale do klubu to ja mam drogę obcykaną.Trafię zawsze...

No więc....

...wracamy na obiadek do hotelu,jest pięknie na razie.Kuchnia turecka bardzo dobra,baraninka ...trzymajcie mnie wszyscy święci,ale nic to.W dzieciństwie spróbowałam dżdżownicy,niech będzie i baraninka.Tylko coś mi się kręci w głowie,choć w kraju muzułmańskim nie podawano wtedy żadnych trunków...

Jeszcze upłynęła godzinka,podjeżdża autokar ,bo dalsze zwiedzanie ,ale ja już wysiadłam...Sorry moi mili,ale ja kocham łazienkę najbardziej w tym pięknym mieście,i świątynia Haghia Sofia,skoro tyle setek lat wytrzymała bez mego widoku,to sądzę ,że sie nie zawali..
A zresztą niedobrze mi się robi,jak widzę te brudne dywany...i w ogóle jest mi niedobrze...idźcie sobie wszyscy...

No i poszli,a ja jak Mickiewicz.Leżę i jęczę z bólu,okropnego bólu,który się nasila.Już wydaje mi się,że jakiś straszliwy dżin,wyciąga mi kiszki szydełkiem przez pępęk,który wtedy wart był lepszego losu...Więc litry czarnej jak smoła herbaty,i jeszcze jest gorzej.
Po powrocie ze zwiedzania,zajęło się mną małżeństwo lekarzy z Zielonej Góry,staruszków ,bo mieli tych lat tak na oko z 50 ? Ona dała mi jakieś mikstury i zaparzyła dziurawiec.Ot ,zwykła przypadłość w tym klimacie ponoć...
Przetrwałam do rana już z gorączką...w południe wyjazd,a ja się skręcam z bólu.Ale co z tego ! Czy ja nie dzielna baba? Moja praprababka na Sybirze urodziła troje dzieci i nic jej nie było,więc cóż ja ?

Zegnamy Istambuł i dwóch wycieczkowiczów,którzy postanowili olać Ojczyznę i nie wracać,ja mam zaburzenia wzroku,coś dziwnego się dzieje ...i ten straszliwy,przeszywający ból.Ani nigdy wcześniej,ani nigdy później ,nie doznałam takiego bólu.Myślę tu o bólu fizycznym,bo psychiczny trafił mi się taki,że najgorszemu wrogowi /którego nie mam / nie życzyłabym...
Jedziemy,czas mija...a ja tracę świadomość chwilami.Mój biedny starszy pan,aczkolwiek 29 -latek ,zwilża mi usta wodą i w oczach ma łzy..Czy ja umieram ,do licha ? W końcu zajęli się mną obaj piloci,tym bardziej,że jeden z kierowców tureckich zaczyna krzyczec z bólu,trzymając się za brzuch.Sytuacja zaczyna być groteskowa,bo jedziemy przez jakieś pustkowia..

Był z nami również pewien znany chirurg z Warszawy i on zarządził położenie mnie w tyle autokaru i badanie.Wykazało ono ni mniej ni więcej ...wyrostek,bliski pęknięcia.On daje mi najwyżej godzinę do dwóch i szybko operować...bo gorączka prawie 40stopni.
Akurat ! A czy on wiedział o winogronkach ? Skąd,bo ja ani mru mru..
Szukają szpitala,ja leżę z woreczkiem lodu z autokarowej lodówki na brzuchu,przy mnie mój mąż...dzieckiem zajmuje się wycieczka....Kierowca wrzeszczy z bólu,dając dowód iż nie miał w rodzie żadnego janczara,pochodzącego z matki Słowianki..

Dojeżdżamy.Ja z najwyższym trudem podnosze się z mar i co widzę ? O Jezu...miasteczko pełne mężczyzn zdążających do meczetu.Muezin wyje jak kojot,na wzgórzu długi budynek z powiewającą flagą z półksiężycem,a z drugiej strony też wzgórze / kochali widocznie pagórki / pokryte kamieniami...O nie ! cmentarz !!!
Nigdy ! Całe pokolenia sióstr moich były wleczone w jasyrze,szły w łapy muzułmańskie jako branki, ja mam iść dobrowolnie ? Na rżnięcie ? A potem pewnikiem leżeć na tym wzgórzu pod półksiężycem ? A dziecko nawet świeczki mi nie zapali na Wszystkich Swiętych,skoro planują mnie zostawić samą a mąż niestety,jechać do Polski..

Na pamięć Kamieńca i małego rycerza,który wolał się prochami rozerwać - nigdy....
Koniec.Nie pomogły prośby i błagania wystraszonych pilotów.Mój właściciel/ wg .tego wystraszonego Turka/,dostał pater noster ,że jeżeli mnie tu zostawi,a ja się wyliżę,natychmiast się z nim rozwiodę ,więc podpisał oświadczenie,że bierze odpowiedzialność za moje życie..
Chirurg zaczął na mnie już patrzeć,jakby zastanawiał się od czego zacząć sekcję.Od brzucha czy od głowy,na którą też coś padło najwyraźniej.Ale opiekował się mną czule,w moich ostatnich godzinach,które musieliśmy przebyć do Burgas , z jednym już kierowcą..

Koszmarne kilka godzin,ale gorączka zaczęła spadać.Na lotnisku czekała karetka ,zawiadomona z granicy.Jeszcze raz badanie i stwierdzenie,że wyrostek wytrzyma do Warszawy...

No i tu coś cudnego.Moje wejście na pokład samolotu - na noszach,jak w lektyce prawie.Owinięta troskliwie kocami ,przespałam lot w kabinie stewardes,a w Warszawie na krolową czekała następna karetka ,a wycieczka kochana utworzyła łancuch serc gorących i tym łańcuchem oplotła nas ,jak chonkę bożo-narodzeniową.Więc i nocleg w Warszawie dla moich chłopaków,i interwencja w szpitalu kochanego chirurga,który przecierał oczy ze zdumienia,że wyrostek ocałał w stanie nie wymagającym cięcia .Jest on ze mną zresztą do dzisiaj..

No więc zakaźny i izolatka...i tam...dowiedziałam się,że śpiewająco przeszłam ...cholerę,jedną z jej licznych odmian,niegroźnych a mylonych często z zatruciem,a śmiertelnych jedynie w wypadku pandemii..

I tak zostałam w rodzinie jako ta,co jej cholera nie dała rady....Autorytet mój wzrósł niepomiernie,choć muszę przyznań,że przyczyna tegoż ,została już nieco zapomniana..
To było tak dawno..a wirus cholery w porównaniu chociażby z wirusem eboli,to niewinny wróbelek przy groźnym sępie...

Malgorzata 50
01-06-2007, 01:40
Lila czy ty tej cholerze wijąc sie z bólu nie opowiedziałas kilku swoich dykteryjek i ona po prostu zapomniała cie dobić bo kulała się ze smiechu ...? A ja właśnie gdzieś zgubiłam b.ważne dokumenty i z nerwów siedze tu po nocy zastanawiajac się cóż to sie mogło z nimi stać ...????

Nika
01-06-2007, 09:57
Mnie w takich sytuacjach niezmiennie pomaga świety Antoni,toteż ile razy jestem w Padwie,pędzę do jego bazyliki z dziękczynną modlitwą.

bogda
01-06-2007, 21:06
Liluś.... jak Ciebie cholera nie zmogła i to jeszcze tam, to już Ci nic nie zaszkodzi.....hmm....a tak niewinnie wyglądasz...:)

Lila
01-06-2007, 21:24
Noooo,Bogda...:) właśnie dlatego .Nie wiesz,że anioł zawsze czuwa nad niewinną dziewicą ?
A co z tego ,że dziewicza tylko dusza była.Wszak i to bardzo dużo,co nie ?

Malgorzata 50
02-06-2007, 01:57
Mnie w takich sytuacjach niezmiennie pomaga świety Antoni,toteż ile razy jestem w Padwie,pędzę do jego bazyliki z dziękczynną modlitwą.
POMOGŁ!!!!! Nika czy ty z Włoch piszesz zamiast pławić się w słonku i objadać pysznosciami zerkajac co jakiś czas na pieknych włoskich młodzieńców(dyskretnie,oczywiscie ,zeby małzowinie smutno nie było o sole mio)

hannabarbara
02-06-2007, 08:01
To miałam szczęście! Udało mi się przeczytać turecko- choleryczną historię Lili, którą zapowiadała wiele tygodni temu. Prawdopodobnie nie dokończy opowieści o losach Małgorzaty 50, bo Małgosia wróciła i "straszak" już nie jest potrzebny.Szkoda tylko, że mnie wielkie przygody omijają szerokim łukiem. A może na to bardzo dobrze?Przy okazji witam Małgosię.Świetnie sobie radzisz z polskimi literami. Tylko co drugą opuszczasz!2666

Malgorzata 50
02-06-2007, 10:43
No no no opuszczam bo się przyzwyczaiłam do nieużywania i własciwie dochodzę do wniosku ,że po co nam te wszystkie kropki i ogonki no po co???????

an_inna
02-06-2007, 23:18
No no no opuszczam bo się przyzwyczaiłam do nieużywania i własciwie dochodzę do wniosku ,że po co nam te wszystkie kropki i ogonki no po co??????? Żeby nie było takich nieporozumień jak z seksaferą w Samoobronie :D Miało być: "Zrób mi łaskę i zostań szefową mojego biura poselskiego" :D

Wilhelmina
03-06-2007, 02:25
Małgosiu, ucz się lepiej pisać te kropeczki i kreseczki, aby Cię kto o niecne żądze nie posądzał.

Anna_Maria_57
15-01-2008, 00:23
Kto by pomyślał, że kropki i ogonki (przy literach) gaszą niecne żądze....
;)

largetto
17-01-2008, 13:52
Lubie czytać takie historie choć nigdy nie oglądam kryminałów i horrorów bo strasznie się boję. Ale słowo pisane odbieram inaczej.
Mnie przydarzyły się kilka razy dziwne historie: byłam u swojej mamy z 5 letnią wówczas pierworodną córeczką, oglądamy telewizję, mała się bawi - i nagle spod parapetu / w starym budownictwie są głębokie/ wypada z hukiem kawał urwanej cegły. Mieszkanie było zadbane, więc odpadła przyczyna starych murów. Mama moja mówi - musiało coś się wydarzyć. Wyjaśniło się już następnego dnia - mój kuzyn na przepustce z wojska jechał motorem do swojej dziewczyny. Na drodze do Lubina miał wypadek, zginął na miejscu. Bardzo kochał moją córkę i chyba dlatego przyszedł się pożegnać.
Drugi podobny wypadek miałam u siebie w domu: wieczorem "dziwnie urwała się " wisząca kuchenna szafka. I tu też wypadł kawał cegły z zamocowanym hakiem . Dowiedziałam się, że mój tata dostał wylewu i walczy o życie. Wyszedł wtedy z tego ale paraliż pozostał.Myślę, że też chciał mnie zawiadomić o swoim nieszczęściu.

smerfeta
17-01-2008, 14:29
Moja mama umierała(mieszkała 200km ode mnie)i wieczorem wszyscy domownicy usłyszeli pukanie 3 razy niby do okna(w domu był halas a jednak pukanie było głośne i wyrażne)Rano przyszedł telegram o jej śmierci.

tulpe
17-01-2008, 14:39
To co opowiem jest prawdziwe.
Kolezanka byla razem na urlopie. i byly duze nieporozumienia . po powrocie skonczylysmy z soba rozmawiac. Po dosc dlugim czasie mialam sen ,slyszalam ze mnie wola zeby jej pomöc. slyszalam to wolanie calkiem wyraznie. i podeszlam do okna sprawdzajac czy ona tam stoi. nikogo niebylo. poszlam spowrotem do luzka. niby zasnelam ale znowu ja slyszalam. Niedalo mi to spokoju i z samego rana zadzwonilam do niej. Byla nie do rozmowy ,wiec wsiadlam w Auto i pojechalam. Okazalo sie ze miala wylew, cala byla we krwi i zbrudzona. Zadzwonila na pogotowie uszykowalam zeczy ktöre ,sa potrzebne. Potem poczyscilam w szystko w jej mieszkaniu.Teraz rozmawiamy i ona ciagle mi dziekuje ze uratowalam jej Zycie.
Wierze ze jej intesywne mysli doszly domnie . teraz jest zdrowa a ja szczesliwa ze w pore dotarlam do niej.

Sgerr
17-01-2008, 18:08
Mowa to percepcja poza sensoryczna czyli krótko mówiąc telepatia. Nie jest to udokumentowane zjawisko ale częste. Ja zaś znam osoby które są elektrochłonne. Gdy odczuwają silne emocje zasysają pobliską energie. Byłem tego świadkiem jak jedna z moich koleżanek na moich oczach dotknięciem ręki zgasiła trzy lampy.

weronika1
27-04-2008, 21:41
Ciekawa historia na stronie:
http://zenforest.wordpress.com/2008/04/27/historia-czlowieka-ktory-wrocil-z-martwych/

Malwina
17-06-2008, 22:49
ja tez mam kilka swoich pzreżytych historii do ktorych nie chcę wracać, bo burzą mój spokój, ale....po smierci mamy.Dzień kremacji we wrocławiu-w tym czasie ide sama do kolsciółka pomodlic sie przez czas kremowania (ok 2g), nie ma zywego ducha skupiona klęcze , myslę, rozpaczam.po 2 g i 10 minutach "wchodzi" do kościólka ostry promien słońca i zakotwicza się tuż przede mną, robi mi sie jasniej dosłownie i w przenośni, za chwilę wpada prześliczna ważka, siada w miejscu końca promienia i radośnie macha skrzydełkamiJestem pewna ze to mama mówi mi,że juz jest Tam.Dziwnie spokojna wyszłam z kościoła....
Dobrych kilka lat temu ide ulicą miasteczka mojego, jest upał.na rynek podjeżdza elegancki autobus do Keln w Niemczech, ja ide, ludzie wysiadają, pala papierosy, piją, przeciagaja się.I nagle zatrzymuję sie "widzę w głowie"obraz zmiazdzonego autobusu, krew, lezacy ludzie."Otrzepuję" sie z tego koszmaru i idę dalej.Próbuję nie myślec, ale jest mi nijako.Drugi dzień ranek 6 godzina otwieram radio i mimochdem słyszę o wypadku autobusu do keln, sa ofiary.Wtedy dopiero włosy staneły mi dęba.Długo nie mogłam sobie dac rady.Wyrzuty sumienia, ale co ?podejśc do kierowcy, powiedziec panie nie jedz pan dalej.Pomyśli wariatka.
Jestem kiedys w ciucholandzie-wisi bardzo dobra gatunkowo nowiusienka skromna sukienka, przepięknie uszyta idealna na mnie.Kupuję.Lezy w szafie dłuższy czas, jakoś nie mam potzreby jej założyć.Kiedys jest okazja wkładam-jest mi żle, zdejmuję wkładam coś innego.Sukienka dalej leży w szafie.Pare razy wyciagam po nią rękę- nie mogę.Razu pewnego ponawiam próbę, ubieram sie- mam piękne do niej perły i mam takie czucie? obraz?, nie wiem-widze młoda kobiete w tej sukni strasznie zapłakaną i wiem, że jest na pogrzebie bliskiej osoby.Urywa się.Z szacunkiem sukienkę składam do worka i zanoszę do smietnika.Wracam z ogromna ulgą.Na spokojnie potem pomyslłam, że sukienka ta była kupiona na pogrzeb i tyle przecierpiała co jednodniowa włascicielka i ja to odebrałam w jakiś pozazmysłowy sposób.Jescze mogłabym pare ciekawych rzeczy, ale pora .....Doooobrej nocy

bogda
17-06-2008, 22:56
Malwino...te historie są bardzo ciekawe, tylko nie każdy ma taki dar przewidywania czy odbierania jakichś sygnałów, to co opisałaś jest niesamowite....

Lila
17-06-2008, 22:59
Malwina,jestem pod wrażeniem...

Malwina
21-06-2008, 17:20
Ukochana sunia Figa spanielka czarna od dawna miała guzy na brzuchu-do obserwacji i chroniczny stan zapalny uszu- cierpiała pzry zabiegach czysczenia, aplikowania leków-bardzo smierdziała, guzy rosły.Mąż wyjeżdzał na kilka miesiecvy na staż za granicę.Powstała decyzja o uspieniu Figi- nie byłam pzrekonana mimo, ze lekarz dawał parę tygodni męczarni, ale życia.Zrobiliśmy to.Pomyślałam, całe życie pzry niej byłam(13 lat)w różnych momentach, muszę być teraz.Trzymałam na rękach jak dostawała śmiercionośny zastzryk.Odeszła.Minęły 2-3 lata.Mam sen.Wiem ze jestem na drodze mlecznej w niebie, wszędzie biało i ja- idę.Nagle z daleka widzę maleńki czarny punkcik bardzo powoli idący w moim kierunku.Figa....Zbliżamy sie do siebie, ona nie pztrzy na mnie, pzrechodzi obok mnie a ja słyszę, ale nie uszami "nie trzeba było tego robić".Oglądam sie, a ona już daleka powolutku znika z tyłu.Obudziłam sie taka zryczana, z poczuciem ogromnej winy i mam je do dziś.....

inka-ni
21-06-2008, 17:37
Malwinko rozumie Cię,moje dwa koty uspione i te wczesniejśze które zawsze mialam.Sniją mi się,że pszychodzą do mnie jak jestem w tarym domu w którym się wychowalam i czekają na jedzenie.Nie ma już tam domu,a raczej chaty- inni wlasciciele.Ja nigdy nie zapomnę tych snów, co często się powtarzają.
Rowniez co jakis czas sni mi się droga,powrótz pracy pekaesem,i gdzies auto się psue,a ja muszę na piechotę wracac,dojeżdzalam przez 15 lat do innego miasteczka.Zawsze są przeszkody droga się rozgalęzia,i nie ma wyjscia,bo z jednej strony rzeka oblewa teren z drugiej glęboka przepasc las.Bardzo jestem zmęczona takim snem.Co jakis czas ten sam sen miewam.

Malwina
21-06-2008, 17:43
sny, które powracają, zawsze nam coś mówia, o naszym życiu i jesli je dobrze zrozumiemy,przewartościujemy pewne rzeczy, uporządkujemy sprawy-przestaną sie pojawiać.Myślę, że masz trochę zamieszania w swoim życiu( na podstawie tego snu)....

bogda
25-06-2008, 10:23
Miały być kolejne relacje i opisy sytuacji....a tu cisza....Pozdrawiam :)

Malwina
25-06-2008, 21:06
no własnie gdzie, a pewnie każdy ma w rodzinnych przekazach coś, no i może też osobiste zetknięcia z nieznanym....piszcie, to naprawde ciekawe

tar-ninka
25-06-2008, 21:47
Malwinko opowiedz jeszcze coś , chyba wszyscy czekaja
Ja lubię takie opowiesci niesamowite
i wierzę w nie bo i mnie sie pare razy cos przytrafiło .

frida
25-06-2008, 21:49
to niessamowite historie..trochę się ich boje....ale okazuje się,że się sprawdzaają:) czeakamy....

Malwina
25-06-2008, 22:49
tarninka
opowiedz swoje, bo je masz