PDA

View Full Version : Seniorzy chcą do zakonów - komentarze


Basia.
24-04-2007, 10:42
Komentarz do artykułu: Seniorzy chcą do zakonów (http://www.senior.pl/147,0,Seniorzy-chca-do-zakonow,2234.html)
--------------------
Nie wierzę w takie "powołanie".

ammi1952
24-04-2007, 11:07
Ja też nie mogę w żaden sposób dojżeć tam powołania -natomiast widzę spokojny rodzaj wygodnego i darmowego domu starców

Lila
24-04-2007, 11:24
Naprawdę ??

Nie czytam artykułu,bo nie mam czasu...ale to mogłoby być zabawne.Szczególnie jakby była tam ze mną Desti ,i jakby można było - niczym Wołodyjowski - wyskoczyć z habita,gdyby nasze psiapsiółki przyjechały w odwiedziny z bukłaczkiem pana Zagłoby...

Ale żarty ,żartami..
I co ? Trzeba byłoby się modlić 3 razy dziennie ? I nosić sandały na płaskim obcasie ?
A co nie daj Boże,byłby zabroniony balsam do ciała,kremik i podkład liftingujący Lancome ?
A matka - przełożona zatruwałaby nam życie,tak jak to w książce '' Trzy miłości '' / autora zapomniałam ,ot sklerozka- bieriozka :) /,gdzie bohaterka o imieniu Lucja,zostaje poddana szykanom przez głupią i prymitywną zakonnicę,która jest jej przełożoną ,matką poniekąd...

Nigdy.To już wolałabym być sama.Niech ściany wyją, a po smierci niech mnie zje,jak Bridget Jones ,owczarek niemiecki.Nawet takowego nabędę ,w tym celu.

Pozdrawiam cieplutko - Lila..

ammi1952
24-04-2007, 11:54
HIHIHI Lila jeszcze te nocne modły to jako tako ale ta poranna jutrznia uj o tej porze to ja najczęściej dopiero zasypiam i najgorsze kompika niet . To nie dla ciebie Grażyna zresztą artykół dotyczył mężczyzn pewnie dlatego chłopy się garną bo męskie klasztory maja regułę zakonną lżejszą niż klasztory żeńskie

Lila
24-04-2007, 12:43
No właśnie.A oni na starość prostata i ...takie tam ...te...:)

A trzymanie za ....rączkę ,powiedzmy,to wystarcza tylko nam ,kobietom.Ale zaraz oblec habit ???

Kundzia
24-04-2007, 13:14
Jak coś chcecie wiedzieć o zakonie to pytajcie tego kto tam był- a ja byłam tam dwa lata i co nieco wiem.I wam powiem że powołania to tam mało może ze dwie na sto.A dziś to faktyczie wolałabym najgorszy dom stsrców od najlepszego zakonu.

ammi1952
24-04-2007, 13:33
Kunegundo a może lepiej Lucynko napisz coś na ten temat . Mnie klasztory ,zeńskie nie wiem czemu ale jawią sie jak najgorszy koszmar - i to wcale nie poprzez brak tzw. chłopa ,ale nie wiem dlaczego uważam ,że w zamknięciu i izolacji ludzie sami sobie stwarzaja piekło na ziemi - wychodzą z nich najdziksze instynkty i z życia robią sobie wzajemny koszmar. Nadmieniam że jest to jedynie moje prywatne odczucie Pozdrawiam Grażyna
ps hihihi może kiedyś w zamierzchłych czasach w jakimś tam wcieleniu byłam mniszką brrr

Kundzia
24-04-2007, 13:45
Bardzo dużo z tego co piszesz jest prawdą-żeczywiście życie w zakonie może być piekłem.Nie znaczy to że jest tam tylko zle.Tam są też wspaniali ludzie ale właśnie im jest najgorzej.Pamiętam ,że gdy wybierałam się do zakonu,moja ciocia która wtedy była tam już 25 lat ze łzami prosiła mnie żebym się zatanowiła,dobrze przemyślała.Nie będę tu na forum dużo się rozpisywać,zacznę w najbliższych dniach pisać na blogu,opowiem o dobrych i złych chwilach, ale na pytania zadane na forum -odpowiem.

hannabarbara
24-04-2007, 14:09
To nie tylko w ksiązkach , o których wspomina Lili zakonnice szkanują innych. W szkole, w której uczyłam, zakonnica tak ukarała młodą katechetkę, że ta pod koniec studiów teologicznych, porzuciła je i rozpoczęła naukę na innym świeckim kierunku. Przyczyna szykan - potomek, wcześniak, urodzony 6 miesięcy po ślubie i niestety z normalną wagą. Jak to sobie to uosobienie niewinności umiało obliczyć! Dlaczego zwykła zakonnica mogła przekonać księży, bądź co bądź, kształconych ludzi, by zapomnieli o wyrozumiałości i wybaczeniu.Obserwacja tego co się wokół nas dzieje każe mi domyślać się,że i na nich miała jakieś haki.By nie podejść do sprawy jednostronnie powiem, że w innym czasie pracowała też u nas zakonnica młoda i pogodna.Uwielbiały ją dzieci i młodzież.Długo jednak miejsca nie zagrzała. Zabrano ją do pracy z dziećmi specjalnej troski. Obie wspomniane kobiety należały do zgromadzenia Katarzynek, w którego regule mieści się kontakt ze światem zewnętrznym i praca zawodowa na rzecz zgromadzenia. To zestawienie pozwala się jednak wyciągać wnioski dotyczące "powołania".

Nika
24-04-2007, 14:15
Nie,nie nie i jeszcze raz nie!Życie w odosobnieniu,w zamknięciu...nigdy.A co do prawdziwych powołań to zapewne sa one rzadkością..pozostali szukają ucieczki od życia z rozmaitych powodów,które szanuję,ale nie zamierzam naśladować...

Kundzia
24-04-2007, 14:21
Dzisiaj w zakonie nie istnieje prawdziwe odosobnienie,za to prawdziwa samotność-tak.A o prywatności to już absolutnie nie ma mowy.

Basia.
24-04-2007, 17:07
Kundziu, czekamy na bloga!!!!!!!!!!!!!

Sunshine
24-04-2007, 17:17
Naprawdę ??

Nie czytam artykułu,bo nie mam czasu...ale to mogłoby być zabawne.Szczególnie jakby była tam ze mną Desti ,i jakby można było - niczym Wołodyjowski - wyskoczyć z habita,gdyby nasze psiapsiółki przyjechały w odwiedziny z bukłaczkiem pana Zagłoby...

Ale żarty ,żartami..
I co ? Trzeba byłoby się modlić 3 razy dziennie ? I nosić sandały na płaskim obcasie ?
A co nie daj Boże,byłby zabroniony balsam do ciała,kremik i podkład liftingujący Lancome ?
A matka - przełożona zatruwałaby nam życie,tak jak to w książce '' Trzy miłości '' / autora zapomniałam ,ot sklerozka- bieriozka :) /,gdzie bohaterka o imieniu Lucja,zostaje poddana szykanom przez głupią i prymitywną zakonnicę,która jest jej przełożoną ,matką poniekąd...

Nigdy.To już wolałabym być sama.Niech ściany wyją, a po smierci niech mnie zje,jak Bridget Jones ,owczarek niemiecki.Nawet takowego nabędę ,w tym celu.

Pozdrawiam cieplutko - Lila..
Autor książki o której wspominasz Lilu to ang pisarz A.J.Cronin-Trzy miłości.Ksiązka w skrócie o tym jak to główną bohaterkę zawiodły trzy miłości jej życia;ukochany mężczyna,własne dziecko i w końcu Bóg.Oj czytało się kiedyś z wypiekami na policzkach.Też pozdrawiam.

an_inna
24-04-2007, 17:21
Dziewczyny, chyba jeszcze raz przeczytam! Ja też kiedyś..., z wypiekami..., jak to dawno było:mad:

hannabarbara
24-04-2007, 19:28
A.J.Cronin to była kiedyś moja wielka (jak trzy) miłość.Niestety porzuciłam i zapomniałam.Trzeba znowu poszukać i powrócić.Dzięki Sunshine za przypomnienie.

bogda
24-04-2007, 20:46
Zakon to nie dla mnie, nie znoszę rygoru i nakazów, a modlić się mogę wszędzie i kiedy chcę lub mam potrzebę, a nie pod dyktando.

BUNIA
25-04-2007, 00:05
Oj bylabym ja byla zakonnica - gdyby nie to pod spodnica .
Ja i klasztor i nigdy - umierac za zycia ??>

Lila
25-04-2007, 00:39
o zakonie...

Dokładnie otworzyła mi się w głowie szufladka z książką Cronina.Wiecie moje miłe,że czytając tę książkę,byłam zła na Lucję ,jak diabli...
Ona to spieprzone życie miała na własne życzenie..Bo i Franka zabiła ,goniąc go łodzią,bo myślała iż ją opuszcza z Anną.I swojego synusia wychowała na egoistę,dając mu więcej niż mogła,nie przyjmując pomocy od brata Franka -Joe.A w końcu poróżnila się z synem,nie godząc się na Różę- synową,bo gardziła jej bogatym ojcem...I pomocy też nie przyjęła żadnej,taka honorowa była w imię jakiś idei,nie zasad...

No i zabiła ją dewocja...i zakon,psiakrew..

Jeszcze raz przeczytam tę książkę.Tak mimochodem przypomniałyśmy ją sobie.Do dobrych książek zawsze warto wrócić...

Malgorzata 50
25-04-2007, 02:28
Trzeba chyba byc bardzo zdeterminowanym seniorem ,zeby ostatnia czesc zycia spedzac w odosobnieniu i szacie pokutnej .Moze zreszta czesc tych osob gwaltowny przyplyw dewocji -co sie zdarza w starszym (i nie tylko) wieku bierze za nagle powolanie hmmmm.
A serio--mysle ,ze to bardzo smutne -iz starym ludziom tak bardzo doskwiera samotnosc (przeciez czesc z nich ma jakies dzieci,wnuki),ze lepszy jest dla nich klasztor z wszystkimi rygorami niz bycie w swoim srodowisku.Mysle ze to strach ,smutek,poczucie odrzucenia i nadzieja ze tam byc moze nie pozwola na samotna chorobe,cierpienie,krancowy niedostatek .Moze nadzieja na to ze w ciszy klasztoru nie bedzie ich atakowal niezrozumialy czesciowo i coraz trudniejszy do ogarniecia swiat.Moze dla niektorych -jak ktos napisal, to tez dobry sposob na przemyslenie swojego zycia -pogodzenie sie ze soba ,zalatwienie ze soba spraw niezalatwionych przed udaniem sie w ostatnia podroz....Nie sadze ,ze to zawsze jest tak proste jak sie wydaje

Nika
25-04-2007, 07:24
Słuszna refleksja,Małgorzato.

Lila
25-04-2007, 09:58
:)

Czyli nic...

Wchodzę zobaczyć ,która z moich nadobnych koleżanek sieciowych, zamierza oblec swe kształtne członki w habit,w nadziei iż zaprosi mnie na obłóczyny...
Zadna jednak...choć temat kwitnie..

Pozdrawiam słonecznie - Lila.

destiny
25-04-2007, 10:42
:)

Czyli nic...

Wchodzę zobaczyć ,która z moich nadobnych koleżanek sieciowych, zamierza oblec swe kształtne członki w habit,w nadziei iż zaprosi mnie na obłóczyny...
Zadna jednak...choć temat kwitnie..

Pozdrawiam słonecznie - Lila.

Lila...pomne wczorajsze nocne rozmowy..i może czas pomyśleć ?
Byłabyś piękna zakonnicą !!!

1337

Tylko, czy to możliwe ?
Otoczona nie mniej nadobnymi...

1338

A tak poza tym - to nie mam dziś humoru...:mad:

ammi1952
25-04-2007, 14:03
fajne te stołki;) a w temacie faceci na stare lata do klasztoru to niech ida -będzie mniej frustratów wiecznie ze wszystkiego niezadowolonych

Lila
25-04-2007, 18:33
Ammi,z ust niemalże mi to wyjęłaś...

Po miłej kawce z Desti wróciłam,zobaczyłam i......poległam.Mój mąż jest chory obłożnie,ponieważ ma katar.Nawet do zakonu by biedaka nie przyjęli..
Z drugiej strony....pracuje jednak wydajnie.Więc lepiej niech wypracowane środki idą na mnie,a nie na zakon...
...:) -Lila...

Ps.te zakonnice Desti,to owszem,owszem...Takie bardziej matki Joanny od Aniołów...

malgos651
25-04-2007, 18:37
zycie zaczyna sie po 40 kiedy wychowamy swoje dzieci pokierujemy ich na wlasciwa droge zycie jest piekne wystarczy wyjrzec przez okno

Basia.
25-04-2007, 18:42
a w temacie faceci na stare lata do klasztoru to niech ida -będzie mniej frustratów wiecznie ze wszystkiego niezadowolonych
Popieram, jak chcą niech idą są jeszcze gorsi od moherówek i zębatek.

Lila
25-04-2007, 18:44
Małgoś,słucham Cię i wyglądam...

I cóż ja widzę,poza moim lasem ? Oooo,siedzą 3 sroki.Czarno-białe.Wyglądają jak 3 zakonnice...
Cholercia,wszystko mi się kojarzy..z tematem.Sorry,ale piszecie tak sugestywnie..:)

malgos651
25-04-2007, 18:53
ty masz za oknem las super popatrz jak sie zielono zrobilo wszystko kwitni slonko swieci zwierzeta wychodza ze swych norek itp

Malgorzata 50
30-04-2007, 05:53
A u mnie pod oknem rosnie ogromna magnolia -cala obsypana kwiatami - to tylko chwila -ale wiecie co ,tu jest pelno kwitnacych drzew i krzewow -tyle ,ze nie pachnie tak jak w Polsce -chemia czy co?????

ammi1952
30-04-2007, 15:21
Myślę ,że to nostalgia. Pozdrawiam

Malgorzata 50
30-04-2007, 18:43
Myślę ,że to nostalgia. Pozdrawiam
Moze -ale za tydzien juz bede w domu-hurrraaa!!!!

bogda
30-04-2007, 19:24
Małgorzatko... to super... ściągasz na najpiękniejszą porę roku, może się też akurat ociepli, bo narazie zimno jak diabli.
Pozdrawiam :)

Kundzia
13-05-2007, 08:56
Wczoraj dostałam pytanie od Wuere'le jak sobie radziłam po powrocie z zakonu,jakie rady mam dla kogoś ,kto opuszcza zakon.Jest to niezwykle trudna sprawa,najważniejsze by gdy wróci znalazła wokół siebie życzliwe osoby.Nawet po krótkim okresie /ja byłam tylko dwa lata/trudno jest wrócić do świata.Nie wiem też jak zostanie "odprawiona",czy dostanie coś na początek nowego życia.Przede wszystkim trzeba dopilnować,by pod wpływem szoku,/a będzie napewno /nie rzuciła się zbyt szybko w wir życia.Bo chociaż zakony nie są dziś izolowane tak jak dawniej od środowiska to mimo wszystko trudno się odnaleść.Ja nie bardzo miałam gdzie wrócić,nie dosyć ,że byłam chora to jeszcze spotkałam się z bardzo negatywnym podejściem wiejskiego środowiska do mojego powrotu.Nikt nie chciał uwierzyć ,ze to nie była moja decyzja.Był to "wstyd" dla rodziny.Pomoc znalazłam w krakowskiej kurii,pomogli mi znaleść pracę i mieszkanie,oraz odzyskanie części posagu wniesionego do zakonu.Była wtedy jeszcze państwowa instytucja-Wydział do spraw wyznań/nie wiem czy jest jeszcze coś takiego/która pomogła mi finansowo.Uważam,że najważniejsze to delikatni pomóc zacząć samodzielne życie-ale tu jest haczyk-pomóż,nie kierować.Przez lata pobytu w zakonie ,gdzie trzeba myśleć i robić tak jak reguła danego zakonu każe,gdzie przełożony ma zawsze rację,a posłuszeństwo czyni cuda, psychika jest "wyprana".Ja radziłabym,także znaleść jakąś pomoc psychologiczną.Nawet jeśli jest wykształcona,jeśli ma zawód z początku będzie ciężko.Nie mówić o tych sprawach z zakonu za dużo ale broń Boże nie robić z tego tabu.Już do końca życia będzie osobą która była w zakonie i nic tego nie zmieni,trzeba nauczyć się z tym żyć ,trochę z humorem,trochę z nostalgią.Kiedyś zapewne będzie pamiętać głównie te dobre tam przeżyte chwile.
I na koniec sprawa praktyczna-wg. polskiego prawa okres pobytu w zakonie lub zgromadzeniu/trochę inne prawa/ liczy się do okresu pracy,trzeba dowiedzieć się w oddziale ZUS-u jakie mają wydać zaświadczenia ,gdzie dane zgromadzenie było zarejestrowane,z tym nie trzeba się spieszyć ale też nie darować.
Nie wiem czy odpowiedż moja zadowala ale można pytać o więcej jak będę mogła to odpowiem.

akusia
13-05-2007, 09:49
Kunegundo chciałam zapytać jeśli można czy wstąpienie do zakonu było twoją wolą, a jeśli tak to co tobą kierowało.Piszesz że powrót do realnego życia jest cięzki.Kundziu czy spełniły się twoje marzenia w "cywilnym" życiu czego Ci serdecznie życzę.Mam nadzieje że i ze zdrowiem jest wszystko wporządku.Myślę że nie będziesz urażona moimi pytaniami.Pozdrawiam Anna.

Kundzia
13-05-2007, 10:26
Dawno już zbieram się by opowiedzieć o moim wstąpieniu do zakonu,o życiu w zakonie ale tak czsem cięzko wrócić do tych lat.Część historii miojego życia można sobie poskładać z róznych wątków,część chyba dopiszę teraz.Nie miałam lekkiego dzieciństwa,czułam się kochanym i akceptowanym dzieckiem dopóki żyli dziadkowie /ze strony mamy/i prababcia.Póżniej cokolwiek bym nie zrobiła zawsze było mało,nigdy nie potrafiłam zadowolić mojej mamy,a tata nigdy jej się nie sprzeciwiał.Oparcia często szukałam u księdza proboszcza ,którego byłam ulubienicą/dziś pewnie podejrzewali by go o niestworzone rzeczy/.Brałam czynny udział w życiu parafii,były wyjazdy na kilkudniowe rekolekcje,wycieczki,oazy.Mamie to się nie podobało -ale jak przeciwstawić się proboszczowi,choć niechętnie ale godziła się z tym.Byłam normalną młodą dziewczyną,lubiłam zabawę ,miałam swoje sympatie,po prostu żyłam normalnie jak w połowie lat siedemdziesiątych żyło wiele moich rówieśników.Przyszedł rok kiedy papieżem został Polak,euforia.Może to miało jakiś wpływ, może to była też ucieczka przed wiecznie złą i niezadowoloną matką,może w jakiejś mierze i powołanie.Nie mam na to właściwej odpowiedzi.Decyzja zapadła.Zlikwidowałam wszystko,zerwałam z chłopakiem,zrezygnowałam z przyznanego mi mieszkania spółdzielczego/i to był straszny błąd/,spaliłam za sobą wszystkie mosty.Pracowałam,więc przez parę miesięcy kompletowałam posag wymagany do zakonu.Nikt kto mnie znał nie potrafił wytłumaczyć mojej decyzji/nawet proboszcz/,nikt też nie był w stanie jej zmienić.I tak 1 rześnia ,gdy dzieci szły do szkoły ja stanęłam u bram klasztoru na drugim końcu Polski,setki kilometrów od domu,pełna nadziei na nowe życie,pewna, że tu już na zawsze zostanę.Do samej bramy towarzyszyło mi grono przyjaciół mających nadzieję że jednak wrócę z obranej drogi.Ja nie miałam wątpliwości...dlatego tak boleśnie przeżywałam gdy dwa lata pózniej ta sama brama zamykała się za mną ale z innej strony.
A dziś-czasem tam wracam,zostało tylko kilka z nowicjusze ,które ze mną były.Są listy,telefony,życzenia.
A życie prywatne-no cóż było różnie,teraz jest wręcz bardzo dobrze choć biednie/do pieniędzy to ja szczęścia nigdy nie miałam-za to do przyjaciół tak a to więcej niż pieniądze/

Lila
13-05-2007, 10:38
....Twoje losy,to temat na książkę.Na ciekawą książkę.Jesteś bardzo,bardzo odważnym człowiekiem.Zauważyłam ,że wszystkie ciosy przyjmujesz z podniesioną głową ,z godnością...aczkolwiek całym sercem.

Jestem głęboko przekonana ,że jeszcze przed Tobą same dobre chwile...

bogda
13-05-2007, 10:40
Kundziu...czytam te Twoje posty i coraz bardziej Cie podziwiam, nie wiem jak ja dałabym sobie radę z takimi dylematami, trzeba mieć bardzo silną psychikę aby temu wszystkiemu podołać. A pieniądze nie są najważniejsze w życiu, pewnie że fajnie jest mieć ich dużo, ale bardziej od braku pieniędzy jest dokuczliwy brak przyjaciół, a tego Ci nie brakuje.... Pozdrawiam :)

Kundzia
13-05-2007, 10:50
....Twoje losy,to temat na książkę.Na ciekawą książkę.Jesteś bardzo,bardzo odważnym człowiekiem.Zauważyłam ,że wszystkie ciosy przyjmujesz z podniesioną głową ,z godnością...aczkolwiek całym sercem.

Jestem głęboko przekonana ,że jeszcze przed Tobą same dobre chwile...


Ja też mam swoje "doły" nie dalej jak kilka dni temu miałam ochotę raz na zawsze przerwać to wszystko,ale los i już mniejsza impulsywność/cóż człowiek się starzeje/sprawiły że pcham ten wózek dalej.

wuere'le
13-05-2007, 10:59
Kunegundo, dziękuję za informacje, to bardzo ważne co napisałaś, Jeśli zajdzie potrzeba, to oczywiście się do Ciebie zwrócę.

bogda
13-05-2007, 11:02
Kochana Kundziu... każdy ma nieraz "doła", składa się na to wiele przyczyn, ale proszę Cię bardzo.... nie myśl tak już nigdy, z każdego doła można wyjść, życie mimo wielu trudności i zawirowań jest piękne...a że nieraz jest ciężko...ale póżniej jest lepiej...
Zacytuję tu słowa ks.Jana Twardowskiego: " w zyciu najlepiej jest, kiedy jest nam dobrze i żle. Kiedy jest nam tylko dobrze - to niedobrze".

Kundzia
13-05-2007, 11:10
....Twoje losy,to temat na książkę.Na ciekawą książkę.Jesteś bardzo,bardzo odważnym człowiekiem.Zauważyłam ,że wszystkie ciosy przyjmujesz z podniesioną głową ,z godnością...aczkolwiek całym sercem.

Jestem głęboko przekonana ,że jeszcze przed Tobą same dobre chwile...

Lilu jeśli chodzi o książkę to w gronie naszych zarejestrowanych użytkowników jest redaktor ,który kiedyś na łamach Dziennika Polskiego opisywał część mojej historii i ma do mnie żal że opowiadam a nie zgadzam się na spisanie i wydanie moich wspomnień,może jeszcze kiedyś to zrobię-u mnie to wszystko jest możliwe.

akusia
13-05-2007, 11:59
:) Kundziu jestem pod wrażeniemi i podziwiam Cię.Twoja silna osobowośc i mocny charakter może być przykładem dla innych osób.W życiu zdarzaję się różne chwile ale nie trzeba się załamywać.Masz w życiu wiele przyjaciół a to ważniejsze niż pieniądze,bo one raz są a raz ich nie ma .W innych postach panie wiele napisały,więc nie będe się powtarzać.Życzę Ci pogody ducha i uśmiechu na codzień.Anna

Sanna
13-05-2007, 17:55
Ja też mam swoje "doły" nie dalej jak kilka dni temu miałam ochotę raz na zawsze przerwać to wszystko,ale los i już mniejsza impulsywność/cóż człowiek się starzeje/sprawiły że pcham ten wózek dalej.
Podziwiam cię dziewczyno ,każdy ma jakiegoś doła.Finanse u mnie jako tako,ale samotność doskwiera okrutnie.Mam wkoło siebie rodzinę nawet nie małą ale jestem potrzebna jak trzeba pomóc.Bardzo to boli coś o tym wiem .Dlatego takie osoby jak tu w Klubiku są potrzebne , napewno nie tylko mnie.Pozdrawiam serdecznie Anna 1971

Kundzia
15-08-2007, 12:07
Kiedyś na tym wątku Wuere'le pytał jak wrócić z zakonu.Ciekawi mnie czy osoba która miała wrócić wróciła ,a jeśli tak,to co u niej?

A wczoraj przez przypadek na ulicy swojego miasta,po tylu latach ,spotkałam dwie siostrzyczki z mojego byłego zakonu.Zaskoczenie totalne.I cóż,po tylu latach poznałam prawdziwe przyczyny,dlaczego musiałam odejść,,ze zdrowie to tylko była łatwa wymówka.Tak to bywa,gdzie ludzie,to i intrygi,kopanie dołków,podchody.Podobno starały się bym wróciła,ale do mnie nic od nich nie dotarło.Też pewnie kolejna intryga mojej "ukochanej rodzinki".Jest jak jest,gdzieś tam resztki żalu,teraz przynajmniej wiem,że nie ja zawiniłam.To jakby zdjął jakiś ciężar,zawiniłam o tyle,że pokazałam od razu za dużo,co potrafię,jak szybko się uczę...Szczerość nie popłaca.A tej co mi zaszkodziła,niech ziemia lekką będzie.

BUNIA
15-08-2007, 21:18
Kiedys dawno dawno temu obiecalas ze napiszesz jak tam bylo w zakonie - moze jednak dasz sie namowic???
Pozdrawiam Cie bardzo bardzo serdecznie .
http://img249.imageshack.us/img249/4930/obraz009wf4.gif (http://imageshack.us)
Shot at 2007-08-15