PDA

View Full Version : metody wychowawcze


Nika
25-04-2007, 08:55
1332przychodzi na świat maluszek,rzucamy się na niego z sercem pełnym miłości,ale wkrótce postawi pierwsze kroczki i wtedy rodzi sie dylemat-jak wychować nasz skarb,żeby wyrósł na porządnego człowieka.na pewno zauważyliście,ze metody wychowawcze bardzo sie zmieniły w ostatnich latach.Ich skutki bywają często niepokojace.Jakie jest wasze zdanie na temat-jak wychowywać dzieci,które metody uważacie za sprawdzone,a które wydają się wam chybione.proszę o przykłady z autopsji.

Ala-ma-50
25-04-2007, 09:22
Metody wychowawcze zmieniły się ..powiadasz...napewno masz rację kochana...ale wiesz..ja zaobserwowałam, że teraz ,albo prawie wcale nie wychowuje się dzieci....mało się z dziećmi rozmawia...bo nie ma czasu..bo..nie chce się go poświęcać dzieciom...a dzieciak siedzi przed komputerem 24-na dobę a rodzice nawet nie zdają sobie sprawy czym tak naprawdę się malec zajmuje..z kim kontaktuje się przez internet.
Albo .zaobserowałam tzw. "nadopiekuńczość"...rodzice tak bardzo chcą , żeby dziecko dało sobie w życiu radę, i tak obciążają malucha, że ten ledwo zipie..
Mam taką sąsiadkę..dziecko tylko przyjdzie ze szkoły ...odrobi lekcje..i już goni na:
angielski
niemiecki
basen
lekcje tańca towarzyskiego
kółko informatyczne
zajęcia chóru kościelnego
kug-fu
lekcje tenisa
kółko teatralne
to byłoby na tyle...naprawdę nie oszukuję..mały na to wszystko UCZĘSZCZA..jak mówi jego mamusia
Naprawdę sama nie wiem co jest gorsze...bo słowo lepsze przez gardło i klawiaturę mi nie przeszło..w tej opcji drugiej dziecko nie ma czasu , żeby się znarowić...chyba, że się zbuntuje..i wtedy klops..a o pierwszej ...szkoda gadać...
Nie mam pojęcia czy zwalić to na .."takie czasy"...czy może jest jakiś inny powód...jak myślisz?

hannabarbara
25-04-2007, 09:44
No i proszę! Temat rzeka,zapropowany przez Nikę.Poczułam się tak, jak uczennica wywołana do tablicy.W głowie kompletna pustka, choć przepracowałam w szkole dziesiątki lat, lecz wychowałam tylko jednego syna i troszkę uczestniczę w wychowaniu wnucząt.Myślę, że pewne zasady w postępowaniu z młodym człowiekiem są uniwersalne. Trzeba zapewnić mu,przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i miłość.Nigdy nie naruszać godności osobistej i zawsze widzieć w nim człowieka.Drugą ważną rzeczą jest,by od najmłodszych lat uczyć odróżniania dobra od zła. I to nie pustym ględzeniem, ale przez odpowiednio dobraną literaturę.Następna rzecz to dobry przykład. Nie można wymagać czegoś,czego sami nie stosujemy.I kolejna cecha to stałość przekonań, sposobów postępowania i w dużej mierze, ale nie rygorystyczna konsekwencja.I dużo, dużo z dzieckiem rozmawiać, starać się je zrozumieć, wyjaśniać, lecz nigdy nie poniżać. Czy sama zawsze postępowałam zgodnie z tym co napisałam, pewnie nie, czasem emocje brały górę.Ale jednego jestem całkowicie pewna, że im większy problem, tym więcej spokoju trzeba zachować przy jego rozwiązywaniu.

Nika
25-04-2007, 10:22
1334dobre pytanie,Alusiu.Oczywiście naczelną przeszkoda jest fakt,że obecnie wiekszość rodziców pracuje i to długo,a weekendy/zwłaszcza zmęczone mamy/przeznaczająna odrabianie zaległości domowych,więc nie mają czasu dla dzieci.Uważam,że ogromne szkody wyrządziły amerykańskie teorie partnerstwa i luzu,dzieicak jest zbyt mały by sam wyczuł granicę,której nie mozna przekroczyc.kolejna sprawa to brak jednomyślności w przekazach rodziców i konsenkwencji,często dla świętego spokoju ustepują-więć nic dziwnego,ze potomstwo dostaje przekaz-naprawdę możesz robić,co chcesz.Bardzo ubolewam...

Nika
25-04-2007, 10:24
Haniu,to wszystko prawda.Jestem jednak zwolennikiem stanowczości i dyscypliny/proszę nie kojarzyć z krzykiem,biciem etc/.Stanowczość mozna wyrazić też spokojnie...Uwaznie oglądałam "Super nianię" i nie mogłam nadziwić się bezmyślności,niekonsekwencji i uległości młodych rodziców.

ammi1952
25-04-2007, 11:23
Odnośnie super niani obejżałyśmy kiedyś przez przypadek wraz z córka jeden z odcinków i jej komentarz "jak sobie durna babo wychowałaś tak masz" ale po co oglą dać super nianie jak podobne obrazki widać na codzień w sklepach

Nika
25-04-2007, 11:59
komentarz wybitnie nieelegancki, nie słyszałam go,ale mimo to podziwiam metody pani Doroty,choć niektórym moga wydawać sie drastyczne.Oglądam tez wywiady z nia na tv Style.Interesujące.Jest bardzo konkretna i konsekwentna.

Anielka
25-04-2007, 14:31
Tak sie zastanawiam,przecierz my też pracowałyśmy,ja pracowałam na zmiany z bardzo trudną młodzież a,ale mimo tego,że czsami byłam bardzo zmęczona,kiedy wracałam o 21 po 12 godz, pracy a moje dziecko miało"problem"to zawsze miałam vczas porozmawiać.Zasada jest prosta "dziecka jest jak walizka,co do niej włożysz, to wyjmiesz"/nie pamietam kto jest autorem tej mysli,nie ja/Zawsze mówię,ze mnie sie po prostu udało wychować dobrze swoje dziecko,po prostu sie udało.

Malgorzata 50
25-04-2007, 15:57
Poczytajcie sobie wypowiedzi mlodych mam na forum "Wychowanie" w GW- duuuuzo daja do myslenia.Ale to nasze dzieci wychowuja teraz swoje dzieci -a jak ktos napisal powyzej "co sie wlozy,to sie wyjmie".Natomisat mam troche stycznosci z amerykanskimi dziecmi i rodzicami -ogolnie rzecz biorac wlos sie na glowie jezy i noz w kieszeni otwiera (chociaz to jest generalizacja)- w Polsce jednak wychowuje sie, cokolwiek by nie powiedziec,troche madrzej.

iwo1111
25-04-2007, 16:43
Trzeba dziecko mądrze kochać i poświęcać mu jak najwięcej czasu i to w każdym wieku.
Mnie się udało wychować córkę i syna na wspaniałych ludzi.Bardzo dużo pracowałam, ale mimo to zawsze znalazłam czas aby dzieci wysłuchać lub poczytać im. Nie oczekiwałam, że w wychowaniu pomoże mi szkoła czy przedszkole, jak to teraz czyni wielu rodziców.
Dzieci są dorosłe i mam z nimi świetny kontakt.
Jesteśmy przyjaciółmi, wspierającymi się i doskonale rozumiejącymi, bo wychowanie opierało się na partnerskich zasadach. Kiedyś jednak było dużo łatwiej. Teraz na każdym kroku dzieci mają dostęp do narkotyków, alkoholu i tym podobnych..... Nie wiem czy w takiej sytuacji dałabym radę.

Basia.
25-04-2007, 17:03
Myśmy nasze dzieci wychowywały, nie zwalałyśmy tego obowiązku na szkołę. Taka jest prawda.

Kundzia
25-04-2007, 17:26
Z tymi metodami wychowawczymi to jes róznie,moja mama preferowała metodę wychowania za pomocą wbijania zasad kijem przez tyłek i argumentem że ma być tak jak ona powie.Mnie się to nie podobało i zawsze chciałam by nie popełniać jej błedów.Ale i mnie parę razy trafiła się taka wpadka.Niemniej jednak starałam sie nie tylko mówić dzieciom co mają robić ale pokazywać im to przykładem.Nigdy nie obiecywałam dzieciom czegoś dla "świętego spokoju",zawsze miały określone granice których przekroczenie groziło pozbawieniem jakichś przyjemności.Ponadto zawsze starałam się wciągnąć dzieci do pomocy w domu początkowo gdy były małe przez zabawę,póżniej każde miało jakiś zakres obowiązków z których musiało się wywiązać.Do dnia dzisiejszego każdy ma swoje obowiązki,nie znaczy że nie "zapominają"ale wiedzą że i tak im to nie przepadnie.Oprócz obowiązków mają i swoje prawa które także są przestrzegane/dużą wagę przykłada się do prywatności/.Każdą wolną chwilę staramy się spędzić z dziećmi,obowiązkowy wspólny posiłek gdzie każdy dzieli się sprawami dnia,są chwile dla każdego z osobna,a niedziela /jak nia pracuję/to już tradycyjny spacer po okolicy czy wypad gdzieś dalej.Nawzajem pilnują się i gdyby jedno nie mogło czegoś zrobić zrobi to drugie i na odwrót.Nie znaczy to że czasem nie ma zgrzytów,bo ideałów nie ma ,ale rozmowa lub"konsekwencje" załatwiają sprawę.

Ala-ma-50
25-04-2007, 21:38
Też jestem za ponoszeniem konsekwencji...bo taka prawda...jest akcja i niestety reakcja..jak akcja pozytywna to i reakcja też..a jak z akcją gorzej to i reakcja...niestety dotkliwa .....niekoniecznie dla tyłka...

Kundzia
25-04-2007, 23:15
Moje ''konsekwencje" to z reguLy jakieś ograniczenia,krótszy czas oglądania telewizji lub zakaz,teraz ograniczenie dostępu do komputera ,zabranie komórki i takie niby drobne rzeczy ale ''''dające "nauczkę

wuere'le
25-04-2007, 23:20
Zacznijmy od początku.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację, nie koniecznie niemożliwą, raczej bardzo, bardzo częstą.
Otóż panna A pobiera się z kawalerem B. U pani A zatrzymuje się okres, co jest nieodzownym znakiem początku ciąży. Załóżmy hipotetycznie, że pan B pracuje dorywczo, co niestety jest w pewnych kręgach dość powszechnym zjawiskiem. To co B zarobi, zwykle przepija z kolegami. Wraca do domu i zaczyna się awantura, a to o brak żywności w lodówce, a to o brak piwa, a to o….itp.
Wiemy wszyscy, ze w naszym mózgu tworzą się tzw. hormony szczęścia, czyli endorfiny, które wraz z krwią docierają także do płodu.
Czy w sytuacji stresowej powstają takie endorfiny? Nie, oczywiście, że nie.
Idźmy tym tropem dalej.
W domu są częste awantury. Kobieta będąca w ciąży, zamiast przebywać w miłym nastroju, w atmosferze miłości, przebywa w atmosferze kłótni, awantur.
Zamiast chodzić na spacery z ojcem swego przyszłego dziecka, zamiast rozmawiać o pozytywnych sprawach, siedzi w domu, być może w atmosferze przepełnionej dymem papierosowym, w atmosferze pitego alkoholu, w atmosferze kłótni.
Kiedy urodzi to swoje wymarzone (lub nie) dziecko, co ją i to dziecko czeka?
Przecież matka powinna cały czas mieć kontakt ze swoim dzieckiem, przecież cały czas powinna do niego mówić. Dziecko nie rozumie słów, ale rozpoznaje tembr głosu, intonację i doskonale potrafi kojarzyć dźwięki z faktami. Im więcej będziemy do dziecka mówić, tym bardziej ono będzie rozwinięte.
Jeśli jednak, dziecko będzie pozostawione samo sobie, jeśli da się dziecku smoczek umoczony w cukrze i alkoholu, żeby spało i nie przeszkadzało, to jak ma się to dziecko rozwinąć?
Nie rozwinie się, jego rozwój zostanie zahamowany, można by tu temat rozwijać dalej, tylko po co?
Dawno temu, Fryderyk II w XII kazał zabrać wszystkim matkom noworodki i zabrać je na bezludną wyspę. Dziećmi opiekowały się niańki, którym nie wolno było dzieci ani tulić, ani pieścić, ani do nich mówić. Wolno im było tylko je karmić. Po pewnym czasie wszystkie dzieci zmarły. Powód: totalny deficyt uczuciowy.
Dziś jest to niestety dość powszechna przyczyna upośledzenia umysłowego większości dzieci upośledzonych umysłowo, czego można by uniknąć.

Wybaczcie proszę mądrzenie się, ale temat jest mi bliski ze względu na wykonywany zawód. Jeśli jest tu coś niejasnego, lub mało precyzyjnie wyrażone, to proszę o informację.

Zmierzam do tego, że wychowaniem przyszłych rodziców oczywiście, należy zająć się już w klasach ponadgimnajalnych i to pod względem psychologicznym, pedagogicznym itp.
Tu pieprzenie o aborcji i tp nie ma sensu, tu trzeba mówić jak wychowywać dziecko, aby prawidłowo się rozwijało, a to jaka będzie jego orientacja religijn, jest wtym miejscu na drugim planie. Noworodek tego przecież nie rozumie., dziecko 2, 3, 4, 5 letnie oczywiście też.

Wychowanie trzeba rozpocząć od rodziców!!! Ot co!

malgos651
25-04-2007, 23:41
gdy moj syn ostatnio przeskrobal zabralam mu na miesiac komputer chyba bardziej mi go brakowalo miz jemu

Malgorzata 50
25-04-2007, 23:47
gdy moj syn ostatnio przeskrobal zabralam mu na miesiac komputer chyba bardziej mi go brakowalo miz jemu
I to jest malgosiu bez sensu-ile lat ma twoj syn? i co on takiego przeskrobal ,ze AZ na miesiac zabralas mu komputer -mysle ,ze pod koniec tej kary juz w ogole nie pamietal za co ,a w miedzyczasie popelnil milion innych przewinien

Wilhelmina
25-04-2007, 23:50
Zmierzam do tego, że wychowaniem przyszłych rodziców oczywiście, należy zająć się już w klasach ponadgimnajalnych i to pod względem psychologicznym, pedagogicznym itp.
Tu pieprzenie o aborcji i tp nie ma sensu, tu trzeba mówić jak wychowywać dziecko, aby prawidłowo się rozwijało, a to jaka będzie jego orientacja religijn, jest wtym miejscu na drugim planie. Noworodek tego przecież nie rozumie., dziecko 2, 3, 4, 5 letnie oczywiście też.

Wychowanie trzeba rozpocząć od rodziców!!! Ot co!

No właśnie.Tych rodziców wychowywaliśmy przecież my.
Co tu wiele mówić. Zwrócić uwagę dziecku będącemu z babcią na spacerku, lub w piaskownicy, to narazić się na reakcę podobną do reakcji lumpa któremu wytrącono piwko z ręki.
Dzieci to jeszcze może jakoś tam chowały, wnuki "dopieszczają".

malgos651
25-04-2007, 23:50
10 lat .pobil sie z kolega w szkole .nie zrobil nic wiecej zlego on ma mase pomyslow na spedzenie czasu np gry planszowe

Wilhelmina
25-04-2007, 23:53
Małgosiu, zależy co chłopię przeskrobało.Czasem potrzeba dotkliwej kary.Lepsza kara od matki, niż od sadu.

malgos651
25-04-2007, 23:56
winni byli oboje ale bicie o nie

Wilhelmina
25-04-2007, 23:59
Trudno wyrokować na odległość, nie znając całokształtu przewinienia. Czy kolega wylądował w szpitalu? Miesiąc to długo, ale może Kaziu ma racje i chłopie sobie poradziło. Teraz dzieci są"uczone".

malgos651
26-04-2007, 00:02
nie nic sie koledze nie stalo poprostu zwykle przezywanie wzajemne no i rekoczyny weszly w gre. chowam go sama i musze byc ojcem i matka

hannabarbara
26-04-2007, 00:17
Zgadzam się ze swoim przedmówcą, że dzisiejsza t.z.w. polityka prorodzinna, to kit i stwarzanie tylko pozorów, że coś takiego jest w ogóle prowadzone. Najważniejsze jest, uświęcenie zygoty, zarodka i płodu, a potem to już "róbta co chceta".Komu przeszkadzało, że praca rodziców zaczynała się rano i kończyła o 15, a rodzice mieli czas zająć się swoim potomstwem? Komu przeszkadzało,że młodzi ludzie uczyli się w szkole prowadzenia gospodarstwa domowego? Dlaczego nowy przedmiot "wychowanie w rodzinie" jest ciągle atakowany za treści niezgodne z naturalną prokreacją, mało zaś uczy jak być odpowiedzialnym rodzicem?I kogo obchodzi co na powyższe tematy sądzą ludzie z pewnym doświadczeniem życiowym? Rzucam te retoryczne pytania wątpiąc, że mogą któregoś decydenta zainteresować.

Wilhelmina
26-04-2007, 00:18
Wiesz, malgos,jestem zwolenniczką nie wtracania się w czyjeś życie. Uważam, że normalna matka kocha swoje dziecko i powinna zrobić wszystko, aby wyrosło na prawego człowieka.Każda matka najlepiej wie co skutkuje i ile może i powinna wymagać.

Malgorzata 50
26-04-2007, 04:40
Wiesz, malgos,jestem zwolenniczką nie wtracania się w czyjeś życie. Uważam, że normalna matka kocha swoje dziecko i powinna zrobić wszystko, aby wyrosło na prawego człowieka.Każda matka najlepiej wie co skutkuje i ile może i powinna wymagać.
Po namysle -przyznaje ci racje ,niepotrzebnie sie wtracilam.Rzeczywiscie matka wie najlepiej i zna sie na swoim dziecku ,ale niestety -i to nie ma nic wspolnego z postem malgos - z autopsji,jako stara wredna belfrzyca znam mamuski ,ktore wzespol z malzonkiem maja tak przedziwne teorie i praktyki na temat wychowania potomstwa ,ze masz ochote odebrac prawa rodzicielskie bez sadu.I nie chodzi o lumpow i pijakow bynajmniej.Ale z drugiej strony rzeczywiscie normalny rodzic nie krzywdzi dziecka i to co robi, robi w najlepszej wierze i dla dobra potomka znajac go ,a w naszym zagonionym swiecie (Haniu nikomu nie przeszkadzalo ze pracowalo sie do 15 -chociaz przyznam ,ze nie pamietam zebym kiedykolwiek tak pracowala- tak po prostu pedzi swiat i nigdzie NIKT juz tak nie pracuje jesli chce zapewnic dzieciom nie tylko strawe ale rowniez wyksztalcenie np)rodzice po prostu maja dla dzieci za malo czasu i tu wydaje sie jest pies pogrzebany .Dlatego warto przyjaznic sie z madrymi emerytkami ,ktore w postaci babci,cioci ,niani czesc obowiazkow przejma i zapewnia dziecku to ze ktos z przyjemnoscia poswieci mu CZAS i UWAGE.

hannabarbara
26-04-2007, 09:03
Ja tam będę się upierała przy swoim. Jeżeli praca jest z klientem lub petentem to oczywiste jest, że trzeba się godzinowo pod niego ustawić. Twierdzę jednak, że dopasowywanie godzin pracy "na siłę" do trendów światowych to absurd. Matka pracuje, tylko z materią nieożywioną. Rozpoczyna pracę o godzinie 9-tej. Odwozi dzieci do szkoły, ma godzinę straconą. Potem lunch. Jest oszczędna, więc zjada przyniesioną z domu kanapkę. Do baru, czy knajpki nie pójdzie, bo takowych, tanich u nas nie ma.Powłóczy się po ulicach , obejrzy wystawy, pogada z koleżankami. Wróci do pracy zmęczona, bo nuda męczy.Następne 1,5 godziny stracone. Tymczasem dziatki, również zabijają czas w świetlicach szkolnych. Nudzą się, więc również męczą.Wreszcie póżnym popołudniem wszyscy są w domu. Sfustrowani i zmęczeni. Rodzice starają się przygotować do nastęnego dnia, więc dziatkami "opiekuje" się telewizja. I taką smutną rzeczywistość obserwuję na codzień.

Nika
26-04-2007, 09:56
Kara musi być adekwatna do przewinienia,zróżnicowana,niezbyt długa/tu zgadzam sie z Małgorzatą, a przede wszystkim zapowiedziana-jeśli jeszcze raz to zrobisz/najpierw wytłumaczyć co nam się niepodobało,co było złe w takim a nie innym zachowaniu/,zostaniesz tak a tak ukarany-dziecko ma wtedy wybór.ale teoria teorią a praktyka pokazuje,że często górę biora emocje.Przykład z życia:Jasiu sprał kolegę,mama chłopca przyszła na skargę,więc tatuś Jasia zlał syna,zeby nie bił dzieci...myślę,ze nie wymaga komentarza ta sytuacja...a jak często się zdarza?wiem z rozmów z rodzicami.może zamiast nauk przedmałżeńskich,czasem tak prowadzonych,ze śmiech bierze,kurs wychowania dla rodziców-jak wspomniały moje poprzedniczki.

Kundzia
26-04-2007, 11:14
Jasiu sprał kolegę,mama chłopca przyszła na skargę,więc tatuś Jasia zlał syna,zeby nie bił dzieci-tak było u mnie w domu, mama nigdy nie pytała tylko na każdą skargę reagowała jak tata Jasia.Ja staram się poznać przyczyny danego wydarzenia tak z jednej jak i z drugiej strony,a dopiero pózniej ewentualnie karać.Czasami ciężko zachować bezstronność/jakoś zawsze chce się chronić własne dziecko/,ale to jest jeden z punktów dobrego wychowania-dziecko musi wiedzieć że ma oparcie a jeśli jest kara to nie za to że "sprało" a za to dlaczego to zrobiło i musi wiedzieć jak można to było inaczej rozwiązać.Jeżeli nie wytłumaczy mu się za co konkretnie jest kara będzie uważało że "karanie" jest sposobem rozwiązywania każdej sorawy.

Basia.
26-04-2007, 11:34
Jasiu sprał kolegę,mama chłopca przyszła na skargę,więc tatuś Jasia zlał syna,zeby nie bił dzieci-tak było u mnie w domu, mama nigdy nie pytała tylko na każdą skargę reagowała jak tata Jasia.Ja staram się poznać przyczyny danego wydarzenia tak z jednej jak i z drugiej strony,a dopiero pózniej ewentualnie karać.Czasami ciężko zachować bezstronność/jakoś zawsze chce się chronić własne dziecko/,ale to jest jeden z punktów dobrego wychowania-dziecko musi wiedzieć że ma oparcie a jeśli jest kara to nie za to że "sprało" a za to dlaczego to zrobiło i musi wiedzieć jak można to było inaczej rozwiązać.Jeżeli nie wytłumaczy mu się za co konkretnie jest kara będzie uważało że "karanie" jest sposobem rozwiązywania każdej sorawy.
Zgadzam się z Tobą Kundziu, oj gdyby było więcej takich matek.

Kundzia
26-04-2007, 12:06
Nie kadż mi za bardzo,mnie też nie wszystko wychodzi,niestety przy wychowaniu pierwszego syna z początku też stosowałam metody "taty Jasia"zanim nie zrozumiałam ,że postępuję tak samo ja kiedyś moja mama.Po jednrj z takich akcji obecny mój małżonek -wtedy jeszcze nie-zdederwowany/bo i jemu przez przypadek się zebrało/ po prostu powiesił mnie za "bety" na wieszaku w przedpokoju i kazał zastanowić się co robię .To mnie "otrzeżwiło" i już więcej się nie powtarzało-choć ręka nieraz leciała w górę-zrozumiałam że bez bicia też sie da sprawy załatwić.

ammi1952
26-04-2007, 12:46
coś mie dziś "bej" opętał klepie wierszyk o skutkach zbyt lużnego a raczej całkowitego braku wychowywania dziecka


.. papierosy.. piwko jasne..
.. lub coś mocniejszego piją..
Już problemy mają własne..
.. kłócą się.. i biją..

.. potem półprzytomnie .. błogo..
jadą w obrzyganej windzie..
Nie dostaną w sklepie obok..
.. to kupią gdzie indziej..

Zaczynają własny świat
.. tuż za rogiem właśnie..
No, a ile mają lat..?
Cóż, nie więcej.. niż trzynaście.. ?

Basia.
26-04-2007, 15:55
Kundziu, nie kadzę bo nie lubię i nie umiem. Byłam matką trzymająca krótko swojego syna i jednocześnie dawałam mu dużo swobody, wychodziłam naprzeciw jego zainteresowaniom i wierz mi, że bez przetrzepania kilka razy jego siedzenia się nie obeszło. Nie dało rady, natomiast wiem że są dzieci których nie należy tknąć małym palcem bo nie ma takiej potrzeby, moje dziecko niestety takie nie było. Nie ma gotowej i idealnej recepty na wychowanie dziecka.

Malgorzata 50
26-04-2007, 18:17
Oczywiscie ,ze nie ma -ale czy nie uwazacie ,ze czesc bojek i klotni miedzy dziecmi -jesli to oczywiscie nie jest napasc 5-ciu na 1-go,lub silniejszego na slabszego ,chorego,miniejszego ,mniej sprawnego itd. tylko konflikt miedzy kolezkami (pokazcie mi takiego chlopaka ,ktory sie nigdy nie bil) nalezy zostawic im samym.Bo zauwazylam ,ze z jednej strony rodzice nie maja dla dzieci zbyt wiele czasu ,a z drugiej,moze zeby to nadrobic ,maja tendencje do nadmiernego ingerowania w sprawy dzici -jakos trudno im przejsc z okresu wczesno dzieciecego kiedy ma sie wplyw na wlasciwie wszystko do "dorastania" z dzieckiem -kiedy naprawde ma ono prawo do swoich spraw ,zmartwien i konfliktow z kolegami o ktorych dobrze wiedziec -zeby to sie nie przerodzilo w jakis bully`ing ,ale niekoniecznie zawsze i za kazdym razem trzeba sie wtracac.Dziecko ma prawo do dobrych ,ale takze zlych przezyc i do tego zeby sie nauczylo samo radzic sobie z roznymi przeciwnosciami losu

Wilhelmina
29-04-2007, 09:08
Po tym co napisałaś Małgosiu, to cieszę się, że nie muszę już nikogo wychowywać. Jestem okropnie nie " na topie". Taki prawdziwy dinozaur. Żle wychowałam dzieci. One biedne, nieszczęśliwe jeszcze dziś z byle idiotyzmem dzwonią, lub przylatują i proszą o radę. Ich samodzielne rozwiązywanie problemów, bez przedyskutowania i lekkiego czasem ukierunkowania, przynosiło tylko jeszcze większe problemy.Łatwiej jest zostawić wszystko na żywioł, trudniej mądrze kierować.

malgos651
23-05-2007, 17:56
wiecie co podam wam przyklad sama go dzis doswiadczylam. moje dziecko poprawia bilologie ma do nauczenia co to kwiat lisc lodyga i owoce nasienne w celu przypomnienia rysynku wpadl na pomysl ze wezmie w teczke kwiatka no coz dziecko potrafi

Nika
24-05-2007, 12:48
Recept na wychowywanie jest wiele,ale ich skuteczność zależy głównie od konsekwencji rodziców i od mądrej obserwacji pociech-nie z każdym dzieckiem sprawdza sie ta sama metoda.Chcielibyśmy jak najlepiej dla dzieci,czasem przesadzamy z nadopiekuńczością...

POLA
24-05-2007, 18:11
słowa, Niko, święte. Trzeba obserwować i myśleć, i traktować tak samo jak dorosłego człowieka, od pieluch, bo taki brzdąc ma swój rozumek, o czym my nie zawsze pamiętamy, tłumacząc sobie: "przecież to jeszcze dziecko".

janeczka
05-06-2007, 12:58
Wychowałam 3 dzieci z 70 rocznika ,które są już na tzw.swoim. Obecnie wychowuję córkę z rocznika 91.Różnimy się z mężem co do metod wychowawczych więc niełatwo było stosować jakiś jednolity front nie podważając autorytetu drugiego partnera w oczach naszych dzieci.Jednak to ,że oboje bardzo kochamy nasze dzieci i chcieliśmy i nadal chcemy dla nich jak najlepszego życia powoduje, że staramy się nie wchodzić sobie w drogę.O dziwo wychodzi to na dobre naszym dzieciom.Te starsze dzieci z 70 roczników wychowywało się łatwiej niż te z 90.Nie było wtedy komputerów i internetu więc dzieci nie miały zaśmieconych umysłów a uzależniały się jedynie od sportu co oczywiście wychodziło im na dobre-pomagało kształtować charaktery.Obecnie musimy z mężem włożyć dużo wysiłku by utrzymać dobre relacje z naszą 16latką mimo,że zawsze byliśmy z nią blisko .To już całkiem inne pokolenie-wrażliwe,przewrażliwione,zaborcze,agresywne,wyeduk owane pod każdym względem a seks to dla nich małe piwo.Dlatego trzeba dużo rozmów,mówienia że się ich kocha i niestety dmuchania na zimne tzn.czuwania i natychmiastowej pomocy nawet wtedy gdy cię odtrącają i jej nie chcą.To zawsze pomaga bo czują,że nie są sami ,że mają wsparcie i że ich kochamy pomimo wszystko.Miłość ci wszystko wybaczy to stara ale dobra prawda.

senior A.P.
12-04-2008, 12:39
Jacy rodzice takie dzieci wychowanie !

ymca
12-04-2008, 12:52
A tu widzę nadal swojsko i radośnie :D

senior A.P.
12-04-2008, 15:23
Co z pogrzebu wrociles ?