PDA

View Full Version : Czy bylibyście w stanie adoptować dziecko i pokochać je jak "własne"?


Basia.
26-04-2007, 13:08
Długo się nad tym zastanawiałam i powiem szczerze "jak na spowiedzi", ja nie mogłabym adoptować dziecka i pokochać je jak własne. Jestem szczera aż do bólu, ale taka jestem.

ammi1952
26-04-2007, 13:40
szczerze mówie nie wiem

iwo1111
26-04-2007, 13:51
Raczej nie byłabym w stanie. Tak mi się wydaje, choć bardzo lubię dzieci.:)
http://img143.imageshack.us/img143/6847/dzieci39bo3.gif (http://imageshack.us)

Kundzia
26-04-2007, 14:17
Zbyt dużo znam rodzin które adoptowały dzieci i wiem że ja bym nie potrafiła.Może jestem okropna ale uważam że jak kto nie ma mieć dzieci to choć ciężko się z tym pogodzić widocznie tak ma być.

Basia.
26-04-2007, 14:20
Zrobiło mi się lżej na duszy, po przeczytaniu Waszych postów.

Nika
26-04-2007, 16:15
1387trudno powiedzieć,człowiek dopiero wtedy dowiaduje się jakby postąpił w danej sytuacji,gdy się w niej znajdzie.Mam własne dzieci....więc nie znam determinacji kobiety spragnionej macierzyństwa, a pozbawionej realizacji tegoż marzenia...znam parę,która po latach leczenia bezplodności wzięła niemowlę,obecnie ma ono 15 lat.Są przeszczęśliwą,kochającą się rodziną.Zona mojego chrzestnego jest adoptowanym dzieckiem,gdy jej matka naturalna na starość zapragnęła opieki i odnalazła ją-ciocia nie odwróciła się od przybranej matki /miała wtedy 18 lat/,gdyż ta ofiarowała jej prawdziwą matczyną miłość w przeciwieństwie do matki biologicznej.Jak to w życiu-różnie bywa.

Kundzia
26-04-2007, 16:43
Zeczywiście trudno to powiedzieć moja siostra nie ma dzieci,od lat przymierzała się do adopcji ale w końcu przeszło25 lat małżeństwa i nie zdążyli.Moje dzieciaki twierdzą że te dzieci których niezaadoptowała miały szczęście,bo one z ciotką dwa dni wytrzymać nie mogą a dopiero całe życie!
Sąsiadka adoptowała dziecko/dziewczynkę/ i mimo starań ,zapewnienia mu wszystkiego/może za dużo/nie skończyła żadnej szkoły,zafundowała sobie dwójkę dzieciaków,a ostatnio wyczyściła matce konto i znikła za granicą .

Basia.
26-04-2007, 17:05
Moja koleżanka nie mogła mieć dzieci i razem z mężem postanowili adoptowac dziecko. Adoptowali półrocznego chłopca, stworzyli dziecku kochający dom. Marzyli, że ich syn skończy studia tak jak oni jego rodzice, na marzeniach się skończyło. Chłopak nie chciał się uczyć, edukację zakończył na szkole podstawowej i nie było siły żeby go zmusić do dalszej nauki. W wieku 17 lat został tatusiem, żądał od swoich rodziców żeby przed sądem wyrazili zgodę na jego małżeństwo i mając niecałe 18 lat został "głową rodziny". Odnalazł swoich biologicznych rodziców, zaczął u nich i z nimi pić alkohol w nadmiernych ilościach, małżeństwo się rozpadło. Moja koleżanka i jego przybrana matka owdowiała, jej ukochany adoptowany synek odwiedza ją kiedy potrzebuje kasy.

malgos651
26-04-2007, 17:36
:) ja kocham wszystkie biedne dzieci nie moge patrzyc gdy w tv p uszczaja programy zwiazane z domami dziecka

inka-ni
26-04-2007, 18:03
Ja ze względu na zdrowie nie moglam mieć swoich dzieci.Lecz jako panna pomagalam wychowywać moim siostrom.Dzieci latwo nawiązują ze mną kontakt,a ja z nimi.Gdybym miala możliwość nie bala bym się adoptować.
Przecież tyle rodzonych dzieci z dobrych malżeństw,zchodzi na zlą drogę,nikt nie ma pewnosći jak potoczą się losy rodziny???
1389

Malgorzata 50
26-04-2007, 19:37
Moja koleżanka nie mogła mieć dzieci i razem z mężem postanowili adoptowac dziecko. Adoptowali półrocznego chłopca, stworzyli dziecku kochający dom. Marzyli, że ich syn skończy studia tak jak oni jego rodzice, na marzeniach się skończyło. Chłopak nie chciał się uczyć, edukację zakończył na szkole podstawowej i nie było siły żeby go zmusić do dalszej nauki. W wieku 17 lat został tatusiem, żądał od swoich rodziców żeby przed sądem wyrazili zgodę na jego małżeństwo i mając niecałe 18 lat został "głową rodziny". Odnalazł swoich biologicznych rodziców, zaczął u nich i z nimi pić alkohol w nadmiernych ilościach, małżeństwo się rozpadło. Moja koleżanka i jego przybrana matka owdowiała, jej ukochany adoptowany synek odwiedza ją kiedy potrzebuje kasy.Basiu a jaka jest gwarancja ,ze gdyby dziecko urodzila to jej marzenia o jego karierze i przymiotach by sie spelnily .Moja kolezanka ma rodzonego syna ,ktory zaczal uciekac z domu w wieku lat 13 w wieku 25 wyladowal w wiezieniu za pobicie dziadkow i kradzieze ,w miedzyczasie sprokurowal dziecko,ktore porzucil itd itd ...a oni naprawde nie sa rodzina pijakow i meneli -maja wyzsze wyksztalcenie i znakomita sytuacje materialna.Wiec mysle,ze przyklady "z zycia wziete" sa na tyle jednostkowe ,ze o niczym nie swiadcza.Inna sprawa to gotowosc do zaadoptowania dziecka -to tez jest bardzo indywidualne - ktos kto zdobywa sie na to musi miec chyba wieksza swiadomosc niz ci obdarzeni dziecmi z natury rzeczy,swoje dziecko akceptujemy bez wzgledu na wszystko(mowie o normalnej sytuacji) i z calym dobrodziejstwem inwentarza -adoptujac,
chyba trzeba miec na tyle dojrzalosci i absolutnej pewnosci ,ze bedzie tak samo ,ze jestesmy w stanie zaakceptowac i kochac dziecko,a pozniej nastolatka ,az wreszcie doroslego osobnika bez wzgledu na wszystko.Dlatego milion razy wole taka postawe jak twoja niz radosne zakochiwanie sie w uroczym maluszku,a pozniej nie dajace sie ukryc rozczarowanie ,jesli z maluszka wyrosnie ktos inny niz oczekiwalismy.Ja tez nie jestem pewna ,czy gdyby pojawila sie taka perspektywa (hipotetyczna ) w przeszlosci bylabym gotowa przyjac na siebie tak wielka odpowiedzialnosc.Chociaz wiem ,ze mam macierzynski stosunek do malych dzieci -ale to jest latwizna.

Lila
26-04-2007, 20:38
Małgorzato 50 !!!

Masz moją prawicę,jako rękojmę poparcia.Nic dodać,nic ująć...

A co do adopcji,to muszą się wypowiedzieć osoby które kiedykolwiek brały ją pod uwagę.
A ja ledwo dorosłam,już byłam mamusią.

Natomiast mam na swym koncie wiele adoptowanych zwierząt.Obecnie,ze względu na wiek ,tylko 5 psów i 9 kotów,oraz konia...ale słowa ostatniego jeszcze nie mówię.

Tak sobie jednak myślę,że to nie takie trudne pokochać ''obce''dziecko.Tym bardziej,że ja na swoje własne wylałam wiadro łez.To jest ...na jedno z moich dzieci.

Wilhelmina
26-04-2007, 21:43
Nie!
Myślałam nad tym nieraz w zyciu. Pierwszy raz, gdy w ramach socjalizacji byłyśmy obowiązkowo parę razy, opiekować się dziećmi w domu dziecka. Potem jeszcze kolkakrotnie, wtedy gdy czytałam na ten temat, lub oglądałam w telewizji dzieci oczekujące na adopcje. Jest mi ich ogromnie żal. Ale jest to tylko współczucie. Nie ma we mnie tego ogromu dobroci i miłości, którym mogłabym się podzielić z obcym dzieckiem. A na litości nie powinno się budować ani swojego , ani tymbardziej cudzego życia.

ammi1952
26-04-2007, 21:48
Bardzo mądre spostrzeżenie w zupełności się z Tobą zgadzam

Basia.
26-04-2007, 22:27
Małgosiu, oczywiście że nie ma się gwarancji co z dzieciaka wyrosnie /może mieć cechy np. prapradziadka/ ale to jest nasze dziecko i przeklinając w duchu na czym świat stoi dźwigamy "swój ciężar", no bo co nam pozostało? Przecież nie wykopiemy dzieciaka z domu, "nasza krew" musimy znaleźć jakieś wyjście.
http://img487.imageshack.us/img487/6929/dzieci108st5.gif (http://imageshack.us)

Malgorzata 50
26-04-2007, 23:18
No to tyz pod koniec wywodu napisalam ,ze jesli sie nie ma takiego absolutnego przekonania ,ze to do tego zaadoptowanego bedzie sie mialo taki sam stosunek -czyli nie zacznie sie w momencie kiedy pojawia sie trudnosci rozwazac slusznosci swej decyzji to NIE WOLNO tego robic. I przyznalam ,ze szanuje bardziej Twoja postawe niz radosne ,beztroskie branie z dziecka w wieku niemowlecym ,bo taki "slodki maluszek,i taki biedny"

Basia.
26-04-2007, 23:25
Małgosiu, dlaczego: "Bo jesli kochac to nie indywidualnie"?

Malgorzata 50
27-04-2007, 04:41
Małgosiu, dlaczego: "Bo jesli kochac to nie indywidualnie"?
A tak sobie -lubie Kabaret Starszych Panow -a poza tym w grupie razniej

krise1
27-04-2007, 11:44
Wstyd się przyznać, ale ja nie potrafiła bym wychowywć i kochać obce dziecko, może to egoizm z mojej strony? Chociaż sama byłam od niemowlaka wychowywana przez obcych ludzi, których bardzo kochałam i traktowałam ich jak własnych rodziców. Oni byli naprawdę wspaniałymi rodzicami, szczerze mnie kochali i dbali o mnie, bardzo mi ich brakuje. ( niestety już nie żyją)

Basia.
27-04-2007, 14:17
Wstyd się przyznać, ale ja nie potrafiła bym wychowywć i kochać obce dziecko, może to egoizm z mojej strony? Chociaż sama byłam od niemowlaka wychowywana przez obcych ludzi, których bardzo kochałam i traktowałam ich jak własnych rodziców. Oni byli naprawdę wspaniałymi rodzicami, szczerze mnie kochali i dbali o mnie, bardzo mi ich brakuje. ( niestety już nie żyją)
To nie jest egoizm, szanuję ludzi którzy otwarcie o tym mówią. Gdyby wszystkie dzieci "były nasze" nie byłoby domów dziecka.

Anielka
27-04-2007, 15:15
Gdyby ktoś mnie zapytał o to 30 lat temu,to pewnie powiedzialabym ,ze tak .Natomiast dzisiaj kiedy wiem ile trudu i wyrzeczeń trzeba,zeby wychować młodego człowieka,stanowczo mówię nie.Nie bylabym w stanie adoptować i kochać nieswoje dziecko.

green
27-04-2007, 20:48
Moje drogie same wiecie że gdyby... to zawsze dałybyście sobie radę przez prostą zasadę... one też potrzebują ciepła ... i od tego zaczęła by się droga . Pozdrawiam H.T.

emka46
27-04-2007, 22:07
Tez nie zaadoptowałabym dziecka.Chociaż w razie potrzeby potrafiłabym sie zająć,dobrze opiekować,ale bardziej z poczucia obowiązku,niz uczucia.Podziwiam ludzi,ktorzy adoptują.

Basia.
27-04-2007, 22:13
Ja też Emko podziwiam takich ludzi.

destiny
27-04-2007, 22:56
Oboje wykształceni, majętni...On jedynak. Dziś VIP.
Do szczęścia brakowało im tylko tego jedynego okruszka jakim jest dziecko.
Na leczenie i in vitro wydali majątek. Bez rezultatu :(
W końcu - adopcja. Też mieli obawy lecz pragnienie posiadania dziecka było większe...
Boże...jakie to dziecko jest cudowne !
Jak wkomponowało się w ich życie !
Ma tak samo zadarty nos jak adopcyjni rodzice.
Śliczna , mądra dziewczynka, kochana i uwielbiana przez całą rodzine:)
Tyle tam miłości. Wierzę, że można pokochać takie dziecko i kształtować jego psychike... Obserwuję to.
Cieszę się, że są szczęśliwą rodziną :)
W przyszłości planują powiedzieć małej prawdę...kiedy dorośnie do tego tematu. Wiedzą, że to będzie trudne...ale tak postanowili.

Basia.
27-04-2007, 23:12
Tak to jest Bogdo,masz rację. Jednym się udaje innym nie, dzieci własne też często sprawiają rodzicom dużo kłopotów, ale do własnego dziecka ma się inny stosunek niż do obcego i taka jest prawda.

Kundzia
28-04-2007, 12:16
Moje drogie same wiecie że gdyby... to zawsze dałybyście sobie radę przez prostą zasadę... one też potrzebują ciepła ... i od tego zaczęła by się droga . Pozdrawiam H.T.
Mój drogi to nie takie proste,zgadza się one też potrzebują ciepła ,chcą być kochane ale....Nie wiem czy to predyspozycje genetyczne,czy błedy wychowawce czy coś innego, ale żadkością jest by adoptowane czy wzięte w rodzinę zastępczą dzieci były za to naprawdę wdzięczne.Często same nie dają z siebie nic by "wgrać"się w rodzinę,często uważają że mogą wymagać więcej "bo skoro mnie wzięliście to dajcie mi to co ja chcę a jak nie to po co mnie braliście".To tak jak z tymi wcześniej opisanymi dziewczynkami,dopiero jak straciły to poznały co straciły.

Anielka
28-04-2007, 12:25
A ja właśnie najbardziej bałabym sie tego,że jak nie uda się /tak jak w przypadku tych dziewczynek/ to co oddam je jak "towar",który jest felerny,nie potrafiłabym.Tak macie rację własnemu dziecku wiele jesteśmy w stanie wybaczyć i dlatego nie i jeszcze raz nie nie podjęlabym się adopcji.

Kundzia
28-04-2007, 14:15
Po prostu sądowi to na rękę pozbyć się dzieci niech się ktoś męczy.Błąd także leży po stronie władz schroniska czy domu dziecka,nie wszystkie dzieci nadają się /co jest przykre/do adopcji,wymagają czasem długiego leczenia tak są psychicznie "zwichnięci"-i nie zawsze to się udaje,takie już życie.

Anielka
28-04-2007, 18:56
Tak jak wcześniej wspomniałam przez wiele lat pracowałam z trudna młodzieżą.Często pomagalam im choC to nie należało do moich obowiazkow,zawsze mówilam ,że jak uda mi sie "wyprostować"jedno dziecko na 100 to będzie sukces.Lubilam swoją prace i powtarzałam,że najczęsciej wina leży po stronie rodziny,że są jakie są.No i oczywiście Sądy dla Nieletnich ,to jaks pomyłka,ale tak jak mówicie chcą sie pozbyć problemu,a przecie to są często bardzo nieszczęśliwe dzieciaki,tylko nie chca tego pokazać i reaguja agresją,złym zachowaniem.

Daria.55
12-05-2007, 22:03
Kochani jestem babcią adoptowanej wnuczki też myślałam i wręcz się bałam że nie pokocham tego dziecka.Ale jak pierwszy raz ją zobaczyłam miała 3 m-ce i się uśmiechała to serce od razu pokochało. Tym bardziej że mama jej zmarła.Jest dzieckiem bardzo pogodnym ma już trzy latka,jest bardzo śmiała, rozmawia jak stara.Wszyscy ją bardzo kochamy . Pozdrowienia

akusia
13-05-2007, 00:29
Ja jestem pełna podziwu i szacunku dla osób,które biorą dzieci do adopcji.Znam kilka osób które za adoptowały maleńkie dzieci.Wiem też że przeszły z nimi piekło,nawet wtedy gdy dorosły.Z tego co wiem to kłopoty zaczeły się jak się dowiedziały, że są adoptowane.

Ala-ma-50
13-05-2007, 08:48
Bo dzieci nie wolno oszukiwać...trzeba im mówić prawdę bez względu na to ile mają lat ..dzieci sa mądre i rozumią co się im chce przekazać, nawet te całkiem maleńkie.
Nie wierzę...i nikt mnie nie przekona , że piekło jest wymysłem dzieci...to dorośli stwarzają podatny grunt pod swoje prywatne piekiełko..a potem dziwią się , że wyhodowali diabły.
Nie ma czegoś takiego jak zło genetyczne....zło się przekazuje...twarzą w twarz...słowem w słowo.
Dobrzy rodzice...nawet ci nienaturalni...zawsze będą mieli dobre dzieci.
Ale dobry sąsiad, czy kolega z pracy...nie zawsze jest dobrym rodzicem...i o tym nie wolno zapominać....szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzi dobro dziecka.
Mogłabym adoptować obce dziecko...wierzę , że pokochałabym je jak własne... nie mam pojęcia czy wychowałabym dobrze... starałabym się ze wszystkich sił...ale napewno nie obwiniałabym za swoje błędy ...już i tak pokrzywdzonego przez los dziecka.

" Niebo nie przychodzi znikąd. Coś z nieba mamy w sobie. Coś z niego przekazujemy innym. Człowiek dla drugiego człowieka może być częścią nieba. Niestety, także może być częścią piekła"...
ks.J. Tishner



Pozdrawiam

Daria.55
13-05-2007, 17:58
Masz rację Ala..nie wolno dzieci oszukiwać.Moja adoptowana wnuczka ma album ze zdjęciami i każde zdjęcie jest opisane.Nawet pierwszw spotkanie z nią.Mają również zdjęcia z pięcioma rodzinami z grupy adopcyjnej razem ze wszystkimi rodzicami i dziećmi.Tak że nie będzie nic ukrywane.Spotka się napewno z rodzeństwem które ma w zastępczej rodzinie.Córka nawet wysłała zdjęcie do jej rodzeństwa z życzeniami świątecznymi.

Ala-ma-50
13-05-2007, 19:25
I o to właśnie chodzi..prawda..jest zawsze drogą dobrą i chyba jedyną słuszną
Pozdrawiam

Niezapominajka
13-05-2007, 21:57
Moja ciotka adoptowała swojego syna. Pamiętam jak go przyniosła do domu. Miał 3 miesiące i był cały w krostach. Ja miałam 12 lat i bardzo się zdziwiłam. że ciocia wzieła sobie takie brzytkie dziecko. Oni tej brzydoty nie widzieli, oddali całe serce w wychowanie tego dziecka. Całe swoje życie cieszyli się,że mają dla kogo żyć. Wychowali go na bardzo porządnego człowieka, kochającego swoich rodziców. Dziś to on ze swoją żoną i córką opiekuje się swoją już starą schorowaną matką ponieważ wujek już nieżyje. Tak sobie my ślę, że przed laty ciocia podjęła słuszną decyzję adoptując to dziecko. On jest jej całą radością, a jemu jako dziecku niechcianemu przez biologiczną matkę życie się ułożyło.

Ala-ma-50
15-05-2007, 22:10
I to właśnie jest miłość...bezinteresowna miłość.

Basia.
15-05-2007, 22:40
Chylę czoło przed Twoją Ciocią Niezapominajko.

Taim_Terrae
19-10-2007, 13:41
Witam
Co do adopcji dzieci jestem zaskoczony waszym negatywnym podejsciem do takich dzieci. Ja nie mam żadnych objekcji do takiej decyzji. Od paru lat pracuje z takimi dziecmi i wiem ze odpowiednie podejscie daje mozliwości wychowania go na dobrego człowieka, dlatego tym bardziej mnie dziwi fakt ze kolezanka Basi biorąc takiego malucha uwaza ze całe jego zachowanie wynika z faktu bycia adoptowanym. Nie chce mówić ze go zle wychowali bo nie znam całej sytuacji ,ale nie wolno ulegać stereotypom że dziecko z Domu Dziecka jest gorsze i znacznie trudniejsze. Im młodsze tym łatwiej jest je wychowac jak swoje własne. Ale rownież nie można zapominac o tych starszych dzieciach,ktore czekaja na rodziców i mimo,że mają duży bagaż doświadczeń to są kochane i dające się wychować. Jest trudniej ale da się.
Środowisko życia w dużym stopniu odpowiada za kształtowanie charakteru dziecka więc to jakie będzie zależy od was a geny obcych rodziców moga sie nie "uaktywnic"
Pozdrawiam

Malgorzata 50
19-10-2007, 14:12
Ja jestem pełna podziwu i szacunku dla osób,które biorą dzieci do adopcji.Znam kilka osób które za adoptowały maleńkie dzieci.Wiem też że przeszły z nimi piekło,nawet wtedy gdy dorosły.Z tego co wiem to kłopoty zaczeły się jak się dowiedziały, że są adoptowane.
To nie ma nic wspolnego z adopcja nastolatki daja popalic bez wzgledu na ....a niektóre zeby uzasadnic swoja niechec do swiata potrafia nawet wmowic sobie,ze sa adoptowane z wszystkimi konsekwencjami.

Basia.
19-10-2007, 14:21
Witam
Co do adopcji dzieci jestem zaskoczony waszym negatywnym podejsciem do takich dzieci. Ja nie mam żadnych objekcji do takiej decyzji. Od paru lat pracuje z takimi dziecmi i wiem ze odpowiednie podejscie daje mozliwości wychowania go na dobrego człowieka, dlatego tym bardziej mnie dziwi fakt ze kolezanka Basi biorąc takiego malucha uwaza ze całe jego zachowanie wynika z faktu bycia adoptowanym. Nie chce mówić ze go zle wychowali bo nie znam całej sytuacji ,ale nie wolno ulegać stereotypom że dziecko z Domu Dziecka jest gorsze i znacznie trudniejsze. Im młodsze tym łatwiej jest je wychowac jak swoje własne. Ale rownież nie można zapominac o tych starszych dzieciach,ktore czekaja na rodziców i mimo,że mają duży bagaż doświadczeń to są kochane i dające się wychować. Jest trudniej ale da się.
Środowisko życia w dużym stopniu odpowiada za kształtowanie charakteru dziecka więc to jakie będzie zależy od was a geny obcych rodziców moga sie nie "uaktywnic"
Pozdrawiam
cudzego dziecka, osobiście nie mogłabym adoptować takiego dziecka i mam odwagę do tego się przyznać publicznie, to nie jest prawda że wszystkie dzieci są nasze gdyby tak było domy dziecka świeciłyby pustkami. Co do moich znajomych stawali na głowie żeby ukochanemu dziecku zapewnić poczucie bezpieczeństwa i wszystko co najlepsze a więc wartości, wykształcenie itd. Pamiętaj, że istnieje coś takiego jak geny i tego nie przeskoczysz. To nieprawda, że od nowych rodziców zależy czy geny się "uaktywnią" czy nie. Uaktywnią się niekoniecznie w tej najgorszej formie ale się uaktywnią. Nieprawdą jest również, że dzieci z domów dziecka nie są trudniejsze, oglądaliśmy filmy dokumentalne np. "kochaj mnie" i tam czarno na białym było pokazane z jakich środowisk dzieci były zabierane i jakie traumy przypadały im w udziale. To pozostawia ślady w psychice, a co do genów dziedziczymy je po przodkach czy to się komuś podoba czy nie. Dotyczy to wszystkich gatunków nie tylko ludzi.

Gabi K.
19-10-2007, 14:22
Wszyscy chcemy wierzyć, że nasz los zależy od naszej woli.
W naszych genach są jednak zapisane wszystkie informacje-cechy charakteru,temperamentu,skłonności do nałogów a nawet tycia.W znacznej mierze rodzimy się jako gotowe produkty.Dzieci mają cechy osobowości swoich rodziców nawet wtedy, gdy ich nie widziały.Oczywiście wpływ środowiska jest niemały i nie można go lekceważyć.bo to nie dziedziczność lub środowisko lecz dziedziczność i środowisko, obok własnej aktywności człowieka i metod wychowania przez rodzica, mają wpływ na ostateczne funkcjonowanie w dorosłym życiu.
Oczywiście nie tylko geny decydują czy ktoś będzie alkoholikiem czy nie ale w sprzyjających warunkach dziecku alkoholika wystarczy "iskra by spłonęło".
Czytałam o badaniach na adoptowanych dzieciach. Okazało się, że 4-krotnie częściej chorowały na chorobę alkoholową nawet wtedy, kiedy wychowywały się w rodzinach abstynentów a zostały oddane do adopcji w 4 tygodniu życia.

Zresztą badania na myszach wykazały, że geny mają niemały wpływ na skłonność do używek.

Ale co tam myszy. Moi rodzice wychowywali od 2-go roku życia dziecko z Fas(Alkoholowy Zespół Płodowy),byli dla niego rodziną zastępczą.Atmosfera ,w jakiej wzrastała moja przysposobiona siostra, młodsza ode mnie 14 lat, była oki. Zero używek w rodzinie , uczucie jak trzeba i cóż.Dziś jako dorosła kobieta nie realizuje się ani jako żona a tym bardziej matka.Alkohol- jak najbardziej.Mimo, że została obdarzona miłością, sama jest chłodna i ma ogromne problemy z okazywaniem uczuć a czasami z ich nadmiarem do przygodnych partnerów.

Adopcja-nie zrozumcie mnie źle,jak najbardziej jestem za,ale są oprócz blasków i cienie, na szczęście statystyka mówi, że 4-krotnie częściej ryzykujemy...ale gdzież nie ma ryzyka?!

Malgorzata 50
19-10-2007, 14:24
Blaski i cienie dotycza w ogole wychowaniua dziecka i nie ma znaczenia czy adoptowane ,czy rodzone -a zwalanie na genetyke jest po prostu baaaardzo wygodne.Juz nie mowiąc o tym ,ze skad pewnosc ,ze w rodzonym dziecku wszystkie geny sa ok???

Basia.
19-10-2007, 14:30
Blaski i cienie dotycza w ogole wychowaniua dziecka i nie ma znaczenia czy adoptowane ,czy rodzone -a zwalanie na genetyke jest po prostu baaaardzo wygodne.Juz nie mowiąc o tym ,ze skad pewnosc ,ze w rodzonym dziecku wszystkie geny sa ok???
nikt nie ma takiej pewności, jeżeli trafi Ci się osobiste dziecko z "genami pozostawiającymi wiele do życzenia " zaciśniesz zęby i będziesz cierpiła w milczeniu bo to jest Twoje dziecko.

Malgorzata 50
19-10-2007, 14:32
Jesli nie adoptujesz dziecka z pelnym przekonaniem i poczuciem ,ze to jest "twoje dziecko" nie nalezy sie w ogole do tego zabierac .To nie pies ani zabawka -albo sie kocha czlowieka takim jaki jest albo nalezy sobie dac spokoj z adopcją

Basia.
19-10-2007, 14:32
podpisuję się pod Twoim postem. Jest właśnie tak jak napisałaś, nic dodać nic ująć.

Gabi K.
19-10-2007, 14:33
Blaski i cienie dotycza w ogole wychowaniua dziecka i nie ma znaczenia czy adoptowane ,czy rodzone -a zwalanie na genetyke jest po prostu baaaardzo wygodne.Juz nie mowiąc o tym ,ze skad pewnosc ,ze w rodzonym dziecku wszystkie geny sa ok???

to co napisałam.

Malgorzata 50
19-10-2007, 14:34
Wg wszej teorii w ogole nie powinno się adoptowac dzieci bo "nigdy nie wiesz na co trafisz" .Na szczescie s na tym swiecie ludzie ,ktorzy tak nie myśla i adoptuja rowniez dzieci chore ,skażone srodowiskowo itd .I jednym sie udaje wyjsć na ludzi innym nie -jak to w rodzinie i życiu.Przeczytalam 2 razy i kompletnie się z tym nie zgadzam ,powiem wiecej -takie podejscie budzi we mnie sprzeciw .Bo co to znaczy złe geny -alkoholowe ? tylko? .Wielu tzw "porzadnych ludzi" budzi moja niechęć wieksza może niż ci niezupełnie porządni...

Basia.
19-10-2007, 14:37
Wg wszej teorii w ogole nie powinno się adoptowac dzieci bo "nigdy nie wiesz na co trafisz" .Na szczescie s na tym swiecie ludzie ,ktorzy tak nie myśla i adoptuja rowniez dzieci chore ,skażone srodowiskowo itd .I jednym sie udaje wyjsć na ludzi innym nie -jak to w rodzinie i życiu
i chwała im za to, chylę przed nimi czoło. Uczciwie stawiam sprawę ja nie mogłabym adoptowac dziecka i piszę tak jak czuję.

Lila
19-10-2007, 14:37
Wyjątkowo nie mam zdania...jako,że jako matka sprawdziłam się zaledwie w 50%...

Gabi K.
19-10-2007, 14:41
Wg wszej teorii w ogole nie powinno się adoptowac dzieci bo "nigdy nie wiesz na co trafisz" .Na szczescie s na tym swiecie ludzie ,ktorzy tak nie myśla i adoptuja rowniez dzieci chore ,skażone srodowiskowo itd .I jednym sie udaje wyjsć na ludzi innym nie -jak to w rodzinie i życiu

i to co napisałyśmy.nie będziesz więcej wypisywać tych bredni.

Pani Slowikowa
19-10-2007, 14:42
mysle ze to nie prawda... Spelnilas sie w 100%

Malgorzata 50
19-10-2007, 15:04
Ja nie rozważam tego pod katewm moglabym/nie moglabym -mój sprzeciw budzi argumentacja pt .geny itd ....dziecko to nie piesek ze schroniska ,ktorego sie przygarnia.i tak jak rodzonego dziecka nie wychowuje sie dla siebie tak samo adoptowanego.Jest jakie jest i albo przy pierwszym kontakcie wiemy ,ze to "moje" bez wzgledu na to co bedzie dalej albo nie nalezy na zasadzie zaspakajania czegos co sie nazywa "instynktem macierzyńskim" (co zreszta jest moim zdaniem mocno naciągana sprawą) robic za "dobra pania" a póżniej chodzic w nimbie meczenniczki ,co to przygarnęła sierotę ,ą ta tak się wywdzięczyła.To gleboko niemoralne!!!! A co maja powiedziec "rodzone" i "porządne" matki i ojcowie alkoholikow ,narkomanow ,przestepców -że im w szpitalu podmienili???/ Ja nie adoptowalabym dziecka ale tylko i wyłacznie z tej przyczyny ,ze norme wyrobilam i generalnie nie przepadam za dziećmi
A szanowna Gabrielo z poziomem bredni jaki zaprezentowałas w swoim uczonym wywodzie nie smialabym konkurować

Lila
19-10-2007, 15:16
Asiu,dzięki za dobre słowo,ale Ty wiesz o czym ja piszę..:)

Siedzę i myślę.Adoptowałabym czy nie ?
A jak nie miałabym innego wyjścia ? To znaczy ,że miałabym pewność iż dziecko ..czyjeś tam,przepadnie bez pomocy ?
Nie wiem.Jestem zła na siebie dlatego..

Genetyka ma ogromne znaczenie.Mój syn jest skupiskiem genów rodziny mojego Ojca.Utracjuszy,którzy życie traktowali jak nigdy niekończącą się zabawę. Tracących rodzinne majątki w kasynie,bez zmrużenia oka.I egoistów - niestety..
Ale to moje dziecko i..... moje łzy....

Pani Slowikowa
19-10-2007, 15:21
Asiu,dzięki za dobre słowo,ale Ty wiesz o czym ja piszę..:)

Siedzę i myślę.Adoptowałabym czy nie ?
A jak nie miałabym innego wyjścia ? To znaczy ,że miałabym pewność iż dziecko ..czyjeś tam,przepadnie bez pomocy ?
Nie wiem.Jestem zła na siebie dlatego..

Genetyka ma ogromne znaczenie.Mój syn jest skupiskiem genów rodziny mojego Ojca.Utracjuszy,którzy życie traktowali jak nigdy niekończącą się zabawę. Tracących rodzinne majątki w kasynie,bez zmrużenia oka.I egoistów - niestety..
Ale to moje dziecko i..... moje łzy....

Geny wplywaja niewatpliwie na charakter czlowieka ale to nie jest wina matki.. Matka najwyzej moze popelnic bledy wychowawcze... ale czy to jej wina???
Znajac ciebie.. jak zobaczylabys jakas biede ktora potrzebuje milosci to po prostu bys ja przygarnela do serca jak wlasne..i kochalabys jak wlasne ..a moze nawet wiecej??
Matka moze tez przestac kochac swoje dziecko... ale to juz inna para kaloszy..

Bianka
19-10-2007, 15:34
Matka moze tez przestac kochac swoje dziecko... ale to juz inna para kaloszy..
Nie zawsze i nie każda. Pamiętacie "Balladę o Januszku"?

Lila
19-10-2007, 15:36
Ja pamiętam...

Takiej traumy nigdy nie oglądałam...

Malgorzata 50
19-10-2007, 15:38
Ja też .....

Pani Slowikowa
19-10-2007, 15:38
Ja pamiętam...

Takiej traumy nigdy nie oglądałam...

baaaaaardzo dawno ksiazke.. nie wiedzialam ze byl tez film.

Kundzia
19-10-2007, 16:59
Pisałam na początku tego wątku o mojej sąsiadce,która to adoptowała córkę a ta na koniec opucowała ją z kasy i zostawiła.Byłam przekonana,że to geny pokazały swoje oblicze,że matka przybrana dała jej wszystko,a ona żle się z nią obeszła.Ale czas zweryfikował mój pogląd.Teraz wiem,że geny może też,ale wychowanie odegrało większą rolę.Po prostu nauka jak myśleć tylko o sobie,jak każdego wykożystać do swoich celów.Po wyjeżdzie córki,jakoś tak zbliżyła się do mnie,....i wykorzystała.Pomagaliśmy,sprzątaliśmy,ja haftowałam dla niej,a w końcu okazało się że obiecane wynagrodzenie to"Bóg zapłać-bo nawet ksiądz więcej nie powie",i powiedzenie,że powinniśmy być wdzięczni,bo mieliśmy co robić i nie nudziliśmy się.Więc jak ona mogła inaczej wychować adoptowaną córkę? i do kogo może mieć pretensję?-a ma do pochodzenia dziecka.

Pani Slowikowa
19-10-2007, 17:11
bo dziecko powinno wiedziec ze jego osoba jest NAJWAZNIEJSZA dla rodzicow... Ale nie w sensie uslugiwania tylko w sensie egzystencjalnym .. Ja czulam i mowilam moim dzieciom ze jezeli nie beda szly prosta droga i zostana jakimis przestepczyniami-prostytutkami-narkomanko-alkoholiczkami to je po prostu pozabijam a potem sama siebie zabije ... Bo mnie jest wtedy wszystko jedno..One kilka razy tez widzialy mnie w akcji..ze spora iloscia adrenaliny..i moze sie przestraszyly?? Czy to jest ten sposob? Nie wiem.

I pamietam jeszcze z tej ksiazki o Januszku.. jak on mowil do matki ze jemu jest wszystko jedno... Czyli kto jest wiekszym terrorysta..??? Gdyby matka miala dla niego silna lape od poczatku moze nie zaistnialaby taka sytuacja..?
A moze chlopcom potrzebna jest meska reka?

Alsko
19-10-2007, 19:19
domyślam się, że znamy tę opiekunkę.

Nawiasem mówiąc - za łatwo się rozwiązuje adopcje, stanowczo za łatwo. Ale dla Janet chyba lepiej...

Pani Slowikowa
19-10-2007, 19:27
z malych niewinnych dzieci wyrastaja potwory... :rolleyes:

Lila
19-10-2007, 21:25
Jestem wstrząśnięta..

Jak ci ludzie mogą razem zasiąść do stołu ? Boże...

szekla
19-10-2007, 22:27
Jeżeli ktos chce przypomnieć sobie lub przeczytać Balladę o Januszku służę tekstem.

Malgorzata 50
19-10-2007, 23:57
I dla tego do furii mnie doprowadzaja takie pseudo naukowe rozwazania jakie tu zaprezentowala Gabi .Jesli dziecko nie jest adoptowane z takim nastawieniem jakby bylo urodzone ...nie wolno tego robic .A babcoiu Oli opiekunki w najlepszym kraju na swiecie czesto dostaja rozstroju nerwowego albowiem PRZEWAZNIE sa najblizszymi osobami dla calkiem nieadoptowanych dzieci ich wlasnych rodzicow .

Szydełkomaniaczka
22-08-2008, 21:33
Wg wszej teorii w ogole nie powinno się adoptowac dzieci bo "nigdy nie wiesz na co trafisz" .Na szczescie s na tym swiecie ludzie ,ktorzy tak nie myśla i adoptuja rowniez dzieci chore ,skażone srodowiskowo itd .I jednym sie udaje wyjsć na ludzi innym nie -jak to w rodzinie i życiu.Przeczytalam 2 razy i kompletnie się z tym nie zgadzam ,powiem wiecej -takie podejscie budzi we mnie sprzeciw .Bo co to znaczy złe geny -alkoholowe ? tylko? .Wielu tzw "porzadnych ludzi" budzi moja niechęć wieksza może niż ci niezupełnie porządni...
Zgadzam się z tym co piszesz, bo nikt nie wie co wyrośnie z naszych dzieci, zarówno własnych jak i adoptowanych. Ja mam wspaniałą córkę, którą adoptowaliśmy gdy miała trzy latka. Obecnie ma dwadzieścia i wyrosła na wspaniałą dziewczynę. Nigdy nie żałowaliśmy tej decyzji, życie bez dzieci jest takie puste.Bardzo ją kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania.

munia70
02-10-2008, 13:50
Witam! Myślę sobie, że spokojnie można pokochać adoptowane dziecko jak swoje, z tym że różnie to może być z wychowaniem takiego malca. Moi znajomi, oboje wykształceni, adoptowali dziewczynkę z wielodzietnej rodziny, gdzie ojciec był pijakiem – generalnie było to patologiczne środowisko. Bardzo się o nią troszczyli, traktowali ją tak samo jak pozostałe swoje dzieci, a ona w wieku penoletności spakowała walizki i wyprowadziła się z domu. Okazało się, że związała się z kryminalistą, z którym zaszła w ciążę, a sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. Moja znajoma jednak nie poddała się, starała się odzyskać córkę i w końcu na szczęście udało się jej. Teraz walczą o dziecko, aby mogło z powrotem wrócić do matki, a Emilka zrozumiała, że życie z przestępcą nie wróży nic dobrego..Myślę, że blaski i cienie związane z wychowaniem naszych dzieci mogą zarówno dotyczyć tych biologicznych, jak i adoptowanych, jednak genów się nie przeskoczy i czasem trzeba się ostro napracować nad wychowaniem przybranego dziecka.

Mar-Basia
02-10-2008, 14:00
Munia, madrze napisalas. Rodzice, dzieci - mozna pisac tomy. Nidy nie zapomne, kiedy w 1947 w domu sierot wojennych - przestawiono mi pania, ktora twierdzila, ze jest moja Mama. Bylam dzieckiem wyzwolonym z Oswiecimia (deportowana z rodzina z Powstania Warszawskiego). Bylam zaz mala aby pamietac rysy twarzy "mojej" Mamy. Ale serce mi mowilo, ze ta piekna, zimna kobieta zdecydowanie nie jest moja Matka. Podobno glos serca potrafi byc mocny. Nie wiele sie pomylilam ale nie mialam wyboru, nikt nie chcial sluchac moich protestow. Znazlam "rodzine", ktora przy kazdej mozliwej okazji dawala mi do zrozumienia, ze jestem niechcianym dzieckiem, ze im zawadzam. Historia sie skonczyla, po maturze zwinelam manatki i wyjechalam za granice. :mad:

Basia.
02-10-2008, 14:20
to mogła być Twoja Matka i chyba była. Wychowałam się w swojej biologicznej rodzinie i miałam podobnie jak Ty :confused: też dawano mi odczuć, że jestem pomyłką, nieporozumieniem, kłodą u nogi. Nie wszyscy powinni być rodzicami, nie wszyscy się do tej roli nadają. Moi rodzice się nie nadawali, niestety.

munia70
03-10-2008, 15:41
Marbella..Twoja historia bardzo mną poruszyła. Ja też przeżyłam wojnę jako malutka dziewczynka, moja matka była przy mnie i przy moim rodzeństwie. Natomiast mojego ojca osadzono w Oświęcimiu i tam też skończył swój żywot. Moja matka zawzięła się, aby wychować naszą trójkę na ludzi wykształconych i to jej się udało. Poświęcała nam mnóstwo uwagi i była jak żandarm. Teraz jej za to dziękuję, a ma już 94 lata. Uważam, że bardzo dobrze zrobiłaś uciekając za granicę, bo nie ma nic gorszego dla człowieka, jak odrzucenie przez rodzinę. To ona powinna, mimo wszystkich zawiłości czy niepowodzeń, być zawsze z nami. Mocno pozdrawiam..

basia1247
03-10-2008, 16:14
bla bla bla bla. Zamiast pustej dyskusji proszę zainteresować się problemem naprawdę. Domy dziecka, placówki opiekuńcze zapełnione są dziećmi. Smiem twierdzić brzydko że jest dzieci więcej niż zwierząt we schronisku. Obciążonych FAS, dzieci których nikt w Polsce ani za granicą nie chce bo mają uszkodzony kod genetyczny. Może by tak moje dyskutantki po jednym??? a może po dwa lub więceJ . Nawet nie o adopcję chodzi a o opiekę do pełnoletności??? ..Acha dziecko ma nie tylko 2 lub 3 latka ale nawet i 17 z ogonkiem. Dalej moje drogie, arena do wykazania się jest pusta za to dyskutantów, ośrodków pomocy i innych które dzieci na oczy nie widziały oj mnóstwo.

Mar-Basia
03-10-2008, 16:47
bla bla bla bla. Zamiast pustej dyskusji proszę zainteresować się problemem naprawdę. Domy dziecka, placówki opiekuńcze zapełnione są dziećmi. Smiem twierdzić brzydko że jest dzieci więcej niż zwierząt we schronisku. Obciążonych FAS, dzieci których nikt w Polsce ani za granicą nie chce bo mają uszkodzony kod genetyczny. Może by tak moje dyskutantki po jednym??? a może po dwa lub więceJ . Nawet nie o adopcję chodzi a o opiekę do pełnoletności??? ..Acha dziecko ma nie tylko 2 lub 3 latka ale nawet i 17 z ogonkiem. Dalej moje drogie, arena do wykazania się jest pusta za to dyskutantów, ośrodków pomocy i innych które dzieci na oczy nie widziały oj mnóstwo.

Basiu, moja imienniczko z reala. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Czyzby to brzmialo jako zaproszenie do adaptowania lub opieka nad dziecmi, ktore sa w domu dziecka w XXI wieku. My, jestesmy sieniorkami 60+, co za pocieche by mialy te dzieciaczyny? Mysle, ze kazda z nas jest matka i zdaje sobie sprawe, ze dziecko to jest 1+ az do naszej smierci.

Jest drugi problem, dzieci, ktore znajdowaly sie w domach dzieckach lub domach sierot zaraz po wojnie nie mialy uszkodzonego "kodu genetycznego", byly dziecmi , ktorych rodzice potracili zycie w czasie wojny, a nie porzucili kruszyny komus innemu na wychowanie. Zupelnie nieporownywalne sytuacje. Wiem, ze zaraz mi odpowiesz, ze dziecko to zawsze dziecko. Zgadzam sie z Toba. Troche sie tym interesowalam i wiem jakie dzieci sa w domach dziecka w Polsce, nie bede poruszac tego drazliwego tematu: narkotyki, alkoholizm, Sida. Naturalnie, ze maja prawo do zycia, jak kazdy z nas - ale nie nalezy wymagac aby ludzie wlasnie je wybierali do adopcji. Moze to jest odpowiedz dlaczego nikt w Polsce lub za granica nie znajduje odwagi aby je adoptowac. Problem nie jest taki prosty. Przepraszam za moja szczera wypowiedz.

Szydełkomaniaczka
05-10-2008, 11:50
bla bla bla bla. Zamiast pustej dyskusji proszę zainteresować się problemem naprawdę. Domy dziecka, placówki opiekuńcze zapełnione są dziećmi. Smiem twierdzić brzydko że jest dzieci więcej niż zwierząt we schronisku. Obciążonych FAS, dzieci których nikt w Polsce ani za granicą nie chce bo mają uszkodzony kod genetyczny. Może by tak moje dyskutantki po jednym??? a może po dwa lub więceJ . Nawet nie o adopcję chodzi a o opiekę do pełnoletności??? ..Acha dziecko ma nie tylko 2 lub 3 latka ale nawet i 17 z ogonkiem. Dalej moje drogie, arena do wykazania się jest pusta za to dyskutantów, ośrodków pomocy i innych które dzieci na oczy nie widziały oj mnóstwo.
Basiu ja adoptowałam dziecko pomimo obaw, czy potrafie je wychować. Ty zarzucasz innym,że tylko dyskutują, a więc daj przykład im, zamiast zarzucać ,że nic nie robią. Łatwo jest krytykować innych, ale wiem po sobie,że decyzja nie jest łatwa.Ja swojej nie żałuję, ale wiem też, żze nie wszysktim ludziom sąd powierzy opiekę nad takim dzieckiem. Procedury ciągną sie długo, jest dużo formalności. Trzeba byc wytrwałym i zdeterminowanym, by to przejść.

basia1247
05-10-2008, 17:02
Jestem przyszywaną babcią dla więcej niż jednego dziecka /wbrew mojej woli/ i czego nigdy nie zaakceptuję. Weż więcej i za parę lat porozmawiamy. Wybacz ale na tym dyskusję skończę.

Basia.
05-10-2008, 17:12
nie mogłabym adoptować dziecka i pokochać je jak własne.

tadeusz50
05-10-2008, 19:07
Nie wiem
Nigdy nie stawałem przed przed takim pytaniem. Gdybym nie miał własnych dzieci myślę, że tak.

Szydełkomaniaczka
05-10-2008, 19:55
Jestem przyszywaną babcią dla więcej niż jednego dziecka /wbrew mojej woli/ i czego nigdy nie zaakceptuję. Weż więcej i za parę lat porozmawiamy. Wybacz ale na tym dyskusję skończę.
No właśnie to jest to, miałam koleżanke, która doradzała mi abym adoptowała więcej niż jedno dziecko, miała tyle (dobrych) rad, ale jak okazało się ,że sama nie mogła mieć dzieci, to jakoś do tej pory, a minęło już kilkanaście lat, sama się jeszcze nie zdecydowała. Łatwo doradzać innym, ale trudniej podjąć decyzję, gdy to nas bezpośrednio dotyczy. Oczywiście nie można nikogo zmusić do bycia mamą czy babcią, bo bycie nią z przymusu do niczego dobrego nie prowadzi.Ja jestem mamą, bo sama tego chciałam, a na adptowanie drugiego jest już za póżno, bo do tego musi być i wiek i zdrowie i warunki.

Basia.
05-10-2008, 20:23
No właśnie to jest to, miałam koleżanke, która doradzała mi abym adoptowała więcej niż jedno dziecko, miała tyle (dobrych) rad, ale jak okazało się ,że sama nie mogła mieć dzieci, to jakoś do tej pory, a minęło już kilkanaście lat, sama się jeszcze nie zdecydowała. Łatwo doradzać innym, ale trudniej podjąć decyzję, gdy to nas bezpośrednio dotyczy. Oczywiście nie można nikogo zmusić do bycia mamą czy babcią, bo bycie nią z przymusu do niczego dobrego nie prowadzi.Ja jestem mamą, bo sama tego chciałam, a na adptowanie drugiego jest już za póżno, bo do tego musi być i wiek i zdrowie i warunki.
każdy wie najlepiej co mu w duszy gra i żadne rady w tym przypadku nie zdadzą egzaminu.

martunia
05-10-2008, 20:27
Moim zdaniem na ten temat się nie da "gdybać".
Ale przyznam się szczerze, że bardzo bym się bała, że nie pokocham tego dziecka czystą macierzyńską miłością.

emka46
06-10-2008, 00:41
Tez już pisałam na tym wątku.Nietety,nad czym ubolewam,potrafiłabym wychować,ale pokochać nie,/a to duża różnica/,może tylko przyzwyczaić się.Piszę o poprzednich latach,bo teraz nie brałabym na siebie żadnego obowiązku.