PDA

View Full Version : Wewnętrzny spokój - komentarze


Basia.
30-04-2007, 23:02
Komentarz do artykułu: Wewnętrzny spokój (http://www.senior.pl/147,0,Wewnetrzny-spokoj,2250.html)
--------------------
W trudnych sytuacjach zachowuję stoicki spokój, drobiazgi bardzo często wyprowadzają mnie z równowagi a przecież życie w głównej mierze składa się z drobiazgów.

Malgorzata 50
01-05-2007, 01:09
Ja w sytuacjach naprawde trudnych raczej tez -ataku serca dostaje po pewnym czasie
Ale rozne niespodzianki w pierwszej chwili przyprawiaja mnie o kompletna panike .Musze zebrac sie w sobie zeby sytuacje opanowac jakos i na ogol bardzo pomaga mi jakas dobra dusza wspierajaca .Niekoniecznie rada -czasem mi trzeba zastosowac terapie szokowa i opieprzyc.Natomiast kompletnie nie przywiazuje wagi do dupereli i drobiazgow -jesli cos mnie wprowadza w stan empcjonalnej niestabilnosci to raczej czasami ludzie - dosc emocjonalnie podchodze relacji -bez przesady-do bliskich relacji i to czasem ma skutki uboczne.Ale pracuje nad soba i z wiekiem nabieram co raz wiecej dystansu

Wilhelmina
01-05-2007, 06:56
Przez wiele lat potrafiłam, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, zachować spokój i logicznie myśleć. Ostatnio przekonałam się, że coś w "ustrojstwie" szwankuje.Jak mi się wydawało, że po narkozie umiera mój kot, to zachowywałam się tak, że tylko kaftan bezpieczeństwa i wariatkowo.Nigdy bym nie przypuszczała, że stać mnie na coś takiego. Może to "zmęczenie materiału"?

bogda
01-05-2007, 13:16
Ja z zasady jestem spokojna, wszystko staram się przemyśleć, ale drobiazgi też mnie wkurzają chociaż ostatnio coraz mniej. Ale jak mnie ktoś wkurzy na maksa, albo widzę jakieś zagrożenie dla siebie czy bliskich...to coś we mnie wstępuje, podobno wyglądam wtedy grożnie (opinia obecnych). Ale chyba mają rację, pare sytuacji takich było i udało mi się niektórych ustawić do pionu, i co najdziwniejsze zawsze wtedy znalazło się wyjście z trudnej sytuacji. Ale to są ekstremalne sytuacje, na co dzień jestem łagodna jak baranek...:)

iwo1111
01-05-2007, 13:43
A ja jestem "niespotykanie spokojna" i prawie nigdy, nic nie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Mój wewnętrzny spokój może zostać zburzony tylko wtedy, gdy dotyczy naprawdę istotnego problemu. Zazwyczaj jest to niepokój o dzieci, kiedy zbyt długo nie mam od nich wieści.
Drobiazgami nigdy się nie przejmuję, bo szkoda zdrowia. W krytycznej sytuacji potrafię zapanować nad emocjami, myśleć i postępować racjonalnie. Jestem "pogodzona ze sobą", a to chyba bardzo ważne?http://img247.imageshack.us/img247/4019/skakwq6.gif (http://imageshack.us)

Basia.
01-05-2007, 15:23
Przez wiele lat potrafiłam, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, zachować spokój i logicznie myśleć. Ostatnio przekonałam się, że coś w "ustrojstwie" szwankuje.Jak mi się wydawało, że po narkozie umiera mój kot, to zachowywałam się tak, że tylko kaftan bezpieczeństwa i wariatkowo.Nigdy bym nie przypuszczała, że stać mnie na coś takiego. Może to "zmęczenie materiału"?
To nie jest "zmęczenie materiału" Wilhelminko, poprostu bardzo kochasz swojego kotka. Ja jestem postrzegana jako osoba bardzo twarda i odporna psychicznie /nie jestem płaczliwa/, pewnego ranka w lutym 2001 r. obudziłam się i stwierdziłam, że mój ukochany Rex /owczarek kaukazki/ jakoś dziwnie wygląda, śpi nie reaguje na mój głos, położyłam ręke na jego głowie i pomyślałam że chyba nie żyje /umarł we śnie/. Przez miesiąć nie mogłam nigdzie wyjść z domu bo płakałam bez przerwy /i nie mogłam przestać/, twarz i oczy miałam tak spuchnięte od płaczu że sama się przeraziłam na swój widok w lustrze. Przez całe moje dorosłe życie towarzyszą mi psy, Rex był psem wyjątkowym takiego psa spotyka się raz w życiu /jezeli ktos ma szczęście/, był ogromnym pięknym psiskiem ważył 95 kg /będąc szczupłym/, bardzo wierny, nieufny w stosunku do obcych, nieprzekupny, kochający swoja pańcię miłością wielką i dozgonną /z wzajemnością/. Wychowałam go od szczeniaczka i do dnia dzisiejszego jak patrzę na jego zdjęcia to mam "spocone oczy".

Nika
01-05-2007, 17:11
Należę do osób,które wszystkim się bardzo przejmują,co więcej na wyrost przewidują komplikacje,ale staram się tonować.U mnie z wiekiem przychodzi powoli dystans do pewnych spraw...i to chyba dobrze.Juz sie tak nie spalam...

jolita
01-05-2007, 18:20
Nigdy, albo prawie nigdy nie okazywałam swoich emocji efektem czego były polecenia mojego kierownika, którego byłam zastępczynią: to ty powiedz (uwagę, wytyk, reprymendę) bo po tobie to spływa. A to nie spływało tylko odzywało się wieczornym bólem serca i analizowaniem przezemnie zaszłości całego dnia żeby znależć tego przyczynę..Zawsze zazdrościłam tym, którzy potrafią się wykrzyczeć, bo to chyba zdrowiej.1551

Nika
01-05-2007, 20:55
zdrowiej,zdrowiej,nic tak serduszku nie szkodzi jak tłamszone emocje,zwłaszcza negatywne

emka46
01-05-2007, 22:32
Male rzeczy zakłócaja mi codzienne życie.I jestem nerwowa.Ale większe nieszczęścia odbieram inaczej.Jakbym była przymulona,z opóźnieniem.Dopiero po jakims czasie dociera.

BUNIA
13-06-2007, 19:50
A ze mnie nerwus- pistolet.Szybko mowie .szybko dzialam .Latwo mnie wyprowadzic z rownowagi.Ale tez stosunkowo szybko powracam do rownowagi.Mysle ze to wina mojego rogatego znaku zodiaku a nie moja /hihihihi/ .Dobrze ze moj maz byl spokojny i bardzo wywazony w slowach - byl tez malomowny a ja przeciwnie.I wspaniale sie uzupelnialismy ... szkoda ze to juz czas przeszly dokonany
/jak w j.lacinskim/

Malgorzata 50
13-06-2007, 23:08
Tylko spokój może nas uratować

lonia1
12-07-2007, 13:48
Ktoś kiedyś mi powiedział: "Nie proś o święty spokój. Poproś o spokój w swoim życiu". I to było genialne. Bardzo często chciałam spokoju a we mnie była burza emocji, pragnień , dążeń i zachcianek i co za tym idzie, myśl goniła myśl. Wszystko to realizowało się w moim życiu. Zabierało mój czas. Domagało się zaangażowania i rodziło zniechęcenie. Obecnie skłaniam się ku spokojowi, uczę się oglądać moje emocje i docierać do ich przyczyn. Wspaniała zabawa, bo po niej następuje wewnętrzny spokój. Polecam, Lonia.

małgorzatka303
10-08-2007, 22:15
Gdy pojawia sie jakis problem, pierwsze co robie to kalkuluje. Czy to naprawde jest problem, czy tylko ja go stwarzam. Z reguły wychodzi na to drugie. Potem, czy warto sie tym przejmowac, bo co to pomoże? Nic nie pomoże, więc trzeba działać, jeżeli to ma mnie uspokoić. Jezeli jest naprawde problem to z reguły nie jest on tylko mój, więc dlaczego mam go rozwiazywac sama.
A tak naprawde to w pierwszej chwili zawsze ogarnia mnie panika, lecz staram sie panowac nad nerwami, jednak nie zawsze to wychodzi.Mimo to uważają mnie za zrównowazoną, spokojna osobe i przez to kazdy stres musze odreagować nieraz przez kilka dni, wtedy jestem do niczego...

Anielka
10-08-2007, 23:41
Dzisiaj to moge mówić,ze juz potrafie zachować wewnętrzny spokój,chociarz jeszcze czasami zdarza mi sie szybciej mówic niz myslec.Generalnie jednak nauczyłam sie nie przejmowac sprawami/rzeczami/ na które nie mam wpływu .I tak jest o wiele lepiej i spokojniej.Poza tem nauczylam sie technik relaksacyjnych lecząc nerwice,ćwiczę joge,medytuje a to pomaga w zachowaniu spokoju.Pozdrawiam serdecznie.4910Też bardzo dobra na wyciszenie.

Lila
10-08-2007, 23:53
Ja niestety szybciej działam i mówię niż myślę...

Zazdroszczę innym tej koordynacji w myśleniu i mówieniu.
Ileż ja miałam kłopotów z odkręcaniem moich działań.Choć wydaje mi się,że z wiekiem jakby.....no ,aby nie zapeszyć...:)

Dzidka
11-08-2007, 09:51
Mnie w zachowaniu wewnętrznego spokoju pomaga nastrojowa muzyka, kontakt z przyrodą i mój niezawodny Klubikhttp://www.fellowes.pl/img/stretch04.jpg,ale w momentach wyjątkowo silnego stresu, zachowuję się, niestety, nieracjonalnie.

http://fit.pl/g/str/zdrowie/test_stres.jpg

Sunshine
11-08-2007, 10:22
U mnie jest trochę inaczej.Na codzień mam tak zwaną "huśtawkę nastrojów"i nie zawsze jestem w stanie kontrolować swoje poczynania.
Natomiast w sytuacjach extremalnych zachowuję duży spokój i opanowanie,mam nawet ksywkę wśród bliskich "siła spokoju"

Malgorzata 50
19-08-2007, 16:27
A co wam taki spokoj gewarantuje i czy na prawdę go chcecie -bo ja chyba nie za bardzo jak jest tak dokladnie i idealnie spokojnie to zaczyna mnie nosic.....

Honorka1949
19-08-2007, 16:58
A ja jestem choleryczka.Najpierw powiem pozniej mysle.Oczywiscie po fakcie , jak mnie "pusci" zaluje i przepraszam .....Ale tak do nastepnego razu.Mysle, ze z wiekiem zlagodnialam.Jestem przeciwienstwem mojego meza -raka, spokojnego dobrego chlopa.W sytuacjach w ktorych wiem,ze nie moge "przegiac" staram sie trzymac nerwy na wodzy.

Mar-Basia
17-07-2008, 02:19
Mimo, ze z natury jestem potworna zlosnica - nauczylam sie reagowac spokojnie, poprostu w moim zawodzie nie mozna bylo sobie pozwolic na tzw poniesienie. Musze przyznac, ze nie bylo mi latwo. Nauczylam sie, mialam genialna metode - zanim otworzylam usta liczylam do dziesieciu.
Teraz kiedy nie pracuje zawodowo - oddycham, nie musze sztucznie sie kontrolowac. Bardzo pomocne na humor i dobre samopoczucie. Najbardziej wkurzaja mnie mlodzi niezdyscyplinowani kierowcy, ktorzy uwazaja samochod za byka a szose za arene.

Irenka 26
04-08-2014, 19:05
Takie emocje-złość, zniecierpliwienie....dokuczały mi przez pewien czas-prawie dwa trudne lata. Okazało się, że przyczyna tkwiła nie w psychice, ale w fizjologii-konkretnie w chorej tarczycy. Po podjęciu odpowiedniej terapii, jak ręką odjął-minęło bezpowrotnie. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, ale nie jest to niczym niepokojącym, każdy tak miewa. A już myślałam, że to moje samopoczucie to objaw choroby psychicznej.....