PDA

View Full Version : historie miłosne zrealizowane po latach


joanna.s
17-11-2010, 15:25
Witam:-)

Czy są wśród Państwa osoby, którym przydarzyła się historia miłosna jak z filmu? - byliście dawno, dawno temu parą - licealną, studencką miłością i z różnych przyczyn rozstaliście się, lub coś stanęło na drodze Waszej miłości. Ułożyliście sobie życie z kimś innym, ale gdzieś z tyłu głowy zawsze mieliście tę jedyną/tego jedynego.....i nagle po 20, 30 latach spotykacie właśnie tę osobę i Wasze życie przewraca się do góry nogami i wiecie, że już nie możecie zmarnować tej szansy. Teraz jesteście razem, szczęśliwi i czujecie, że to ta jedyna, prawdziwa miłość....
Czy takie historie się zdarzają???

..........
18-11-2010, 21:01
- ciężki temat Joanno:) Tak zostawić wszystko i zaczynać od nowa?

Razem50plus.pl
19-11-2010, 10:29
Trudna decyzja - a czy Tobie właśnie coś takiego się zdarzyło i coś takiego się szykuje??

..........
19-11-2010, 21:40
Trudna decyzja - a czy Tobie właśnie coś takiego się zdarzyło i coś takiego się szykuje??

- jak byłem młody, to byłem brzydki:confused:
Teraz, już młody nie jestem, a brzydki pozostałem. Młodość minęła, a brzydota pozostała. Psiakrew, cho...ra jasna:mad:
No. I żadna się we mnie nie kochała:confused:
- to jak moze mi sie coś szykować?
chciała by duszyczka do raju, ale tylko by chciała;)

kama5
20-11-2010, 08:39
Ja mogę .... się w Tobie zakochać , bo ch.....nie mi się podobają Twoje wypowiedzi i kochliwa jestem.:D

O rany, a jak to inni przeczytają ?........nie zabij mnie Leszku za to...hi, hi...

Emilia949
20-11-2010, 12:06
Witam:-)

Czy są wśród Państwa osoby, którym przydarzyła się historia miłosna jak z filmu? - byliście dawno, dawno temu parą - licealną, studencką miłością i z różnych przyczyn rozstaliście się, lub coś stanęło na drodze Waszej miłości. Ułożyliście sobie życie z kimś innym, ale gdzieś z tyłu głowy zawsze mieliście tę jedyną/tego jedynego.....i nagle po 20, 30 latach spotykacie właśnie tę osobę i Wasze życie przewraca się do góry nogami i wiecie, że już nie możecie zmarnować tej szansy. Teraz jesteście razem, szczęśliwi i czujecie, że to ta jedyna, prawdziwa miłość....
Czy takie historie się zdarzają???

Jak bylam mlda, to tal przed 40 laty, to mialam chlopaka, ktorego strasznie kochalam. Bylismy zareczeni, oswiadczyl sie mjej mamie o moja reke.
Niestety byl tak nieodpowiedzialny, az na granicy przestepstwa, ze nigdy sie na malzenstwo z nim nie zdecydowalam. Cierpialam strasznie, on pil i szalal, ale zerwalam z nim. Pare lat szarpalismy sie w te i wewte, trzy razy mielismy date slubu wyznaczona, ale on zawsze cos narozrabial i ja sie wycofywalam.
Az jenego dnia przyszedl i mi oznajmil, ze sie zeni z przygodnie poznana dziewczyna z Krakowa ( my bylismy wroclawianami), ktora tez narzeczony porzucil.
Bolalo strasznie, ale sie zacielam. Powiedzialam sobie, ze z takim wariatem zyc sie nie da i byl koniec .#
Zaraz niedlugo potem poznalam mojego przyszlego meza, wyszlam za niegi za maz i zalozylam rodzine.
Ta moja wielka milosc nie opuszczala mnie jednak. Cierpialam 10 lat straszliwe meki, chociaz rodzilam dzieci, pracowalam, prowadzilam dom itd.
W miedzyczasie ten moj ukochany tez zalozyl rodzine, urodzilo mu sie dwoje dzieci i........................dalej nie zostawialmnie w spokoju. Zawsze, jak mu zle bylo, przychodzil do mnie do pracy.
U mnie to moje malzenstwo kulalo, bo maz byl nie do zycia, egoista i cynik, ktory sie w ogole dziecmi nie intersowal. nazywal je "twoj cyrk-twoje malpy" i nie lozyl ani grosza na rodzine.
Kiedy bylam w drugiej ciazy, zazadal, zebym ja usunela, bo drugiego darmozjada, jak dzieci nazywal, nam nie potrzeba. Wtedy spotkalam sie z ta moja wielka miloscia. Wyzalilam mu sie. On powiedzial, zebym nie olakala, ale sie rozwiodla. Jego malzensatwo sie rozpadlo, jesli usune te ciaze, to mozemy sie wreszcie pobrac. Znowu mezczyzna zarzadal, zebym ciaze usunela i to mnie calkowicie do niego zrazilo. Powiedzialam mu, ze nie zrobie tego, a on na to, ze on to dziecko zaadoptuje i mozemy razem wreszcie byc.
Ale ja nie moglam. Moj instynkt ciagle mnie przed nim ostrzegal.
Uplynelo ponad cztery lata , ja sie z nim nie kontaktowalam. Urodzilam trzecie dziecko, pracowalam i uzeralam sie z moim mezem.
Kiedy najmlodszy synus mial roczek, odeszlam od meza i sie rozwiodlam. Dzieci zostaly przy mnie.
Najmlodszy mial poltora roczku, kiedy moj ukochany nawiedzil mnie w pracy. Powiedzial, ze sie unowu ozenil i wlasnie urodzila mu sie coreczka, ktorej dal moje imie i wreszcie ma swoja Emilie. Mnie zatkalo. Nic mu nie powiedzialam, ze sie rozwiodlam.
Krotko potem przyszedl jeszcze raz , zeby sie ze mna pozegnac, bo wlasnie wyjezdza do USA na stale, gdzie zyje jego matka i pewnie sie nigdy juz nie zobaczymy.
Strasznie znowu bolalo, ale zacisnelam zeby i przemilczalam.
Po paru latach pogodzilam sie z tym i jakos czas zaleczyl moje rany. Czasami tylko myslalam o nim, jak mi sie rzdko bo rzadko, ale czasami przysnil. Myslalm sobie, jak on tam teraz zyje, czy sie w koncu ustatkowal, jak tam jego dzieci itd.

Minelo 30 lat. Dzieci wyrosly i poszly swojw droga. Mialam duzo czasu dla siebie i znowu zaczelam o nim myslec, co by to bylo, jakbym go znalazla? Jest juz po 60, pewnie sie ustatkowal a moze juz umarl? Dreczyly mnie watpliwosci, czy ja dobrze postapilam. Moze trzebabylo zaryzykowac malzenstwo z nim? Moze duzo lez i klopotow bym sobie zaoszczedzila, moze jako maz bylby w koncu w porzadku?

W zeszlym roku weszlan na stronke poszukiwania osob w USA, wystukalam jego nazwisko i wyrzucilo mi jego adres i wszystkie jego dzieci.
A wiec zyje! Trzeslam sie z emocji.
Na tej stronie jest tez podane nazwisko malzonka/-ki. Nie mial!
Zadzwonilam do kumpla z Nowego Yorku i poprosilam go o pomoc w odnalezieniu jego numeru telefonu.
Kumpel pomogl i ja trzy dni zastanawialam sie , co robic? Znowu rozdrapywac stare rany? A moze bedzie w koncu dobrze?

Nie moglam spac tej nocy z emocji. Serce walilo jak mlot. Roznica czasu miedzy nami - 9 godzin. O 4 nad ranem zadzwonilam. Wlaczyla sie sekretarka automatyczna. Nagralam sie i zostawilam moj numer telefonu.
Po 20 minutach dzwonek. Wiedzialam, ze to on. Zszokowany, jakajacy sie, ale rowniez cieszacy sie niepomiernie. Wymienilismy dane kontaktowe i od tego czasu zaczal do mnie dzwonic.
Jak to w takim przypadku bywa, zaczelismy sobie te 30 minionych lat opowiadac. Bylismy ciekawi, jak wygladamy teraz, wiec rozmawialismy na Skype z kamerka.
On mi opowiedzial, ze zyje w USA . Dwa razy sie zenil i dwa razy rozwiodl, ma wszystkie dzieci przy sobie, jest juz dziadkiem i.t.d.
Myslalam sobie, ze sie jednak ustatkowal, jest takim dobrym ojcem. Ale..........................
Wlasnie...ale kiedy pierwsza euforia opadla, zaczelam sie dopytywac. I co sie okazuje- wtedy wyjechal do USA, a wlasciwie uciekl, bo juz go policja szukala za jakies tam machlojki. Dwoch jego kumpli juz siedzialo, tylko jemu udalo sie uciec. W ostatniej chwili. W momencie, kiedy samolot wystartowal, policja byla wlasnie w jego mieszkaniu.
Oczywiscie uciekl sam. Zona i wszystkie dzieci zostaly w Polsce.
Okazalo sie rowniez, ze nigdy w zyciu nie pracowal, zyl z machlojek i kombinacji. Nawet w USA. Kiedy wreszcie sytuacja go zmusila do pracy, mial 47 lat i pracuje do dzisiaj.
Myslalam, ze on taki dobry ojciec, sam wychowal troje dzieci. Ale sie okazalo, ze nie. Dwoje starszych sciagnal do USA, kiedy mialy 11 lat i zyl z zasilku na nie. Trzecie dziecko, swoja Emilie, ktora ojca 18 lat nie widziala, sciagnal rowniez. Jej sie tam nie podoba, uciekla spowrotem do Polski. To pojechal po nia i przez meksykanska granice przeszmuglowal ja spowrotem do USA. Ona nie ma tam zadnych praw, jest nielegalnie. Grozi jej wiezienie, jesli sie wyda. Wiec on ja wiezi u siebie.
Zaczelo mi sie to nie podobac.
Pytalam sie, czemu jej w spokoju nie zostawi, nie da jej wrocic do Europy? A on na to, ze to skomplikowana sprawa.
I od nitki do klebka dowiedzialam sie, ze robi tam swoje machlojki dalej. Symukuje wypadki drogowe i potem zada wysokich odszkodowan od tych nieszczesnych ludzi, ktorzy na niego trafili. Prowokuje sasiadow, zeby mu dali po mordzie i za to tez sciaga odszkodowania itd.
W koncu siadlam i sobie pomyslalam: Boze ty moj, a ja sobie oczy za takim durniem wyplakalam, dusze rozdarlam, w koncu go znalazlam. I dobrze, ze go w koncu znalazlam, bo uwolnilam sie na zawsze z poczucia winy, z tego ciezaru - co by bylo- gdyby.
I poczulam sie wolna, wreszcie wolna i lekka jak ptak. Zrozumialam, ze chociaz bylam mloda, to bylam madra i nie popelnilam zadnego bledu.
I ze zycie jest takie, jakie jest. Nie nalezy ogladac sie do tylu, tylko patrzec w przyszlosc i cieszyc sie kazda nowa chwila i nie grzebac sie w przeszlosci. Jak to moja mama mowila - odgrzewane kotlety juz nie smakuja!

Nasze kontakty pomalu wygasly, wiem , ze zyje , nie zmienil sie nawet na starosc i przestal mnie juz obchodzic.

Tak to wygladala moja historia, moje spotkanie z przeszloscia.
Jesli kogos tez dreczy przeszlosc, masle, ze powinien odszukac te osobe, za ktora teskni. Obojetne, czy to bedzie pozytywne czy negatywne doznanie, na pewno uwolni od zmory przeszlosci.

Malwina
20-11-2010, 13:13
Ładnie Emilko opisałas swoje rozterki życiowe, czuje się emocje...jednak Twój instynkt samozachowawczy zwyciężył....mimo szarpaniny uczuciowej....

..........
20-11-2010, 21:04
Ja mogę .... się w Tobie zakochać , bo ch.....nie mi się podobają Twoje wypowiedzi i kochliwa jestem....

O rany, a jak to inni przeczytają ?........nie zabij mnie Leszku za to...hi, hi...

kto ja?- zabić? ha;) też mi coś:)
Fajnie by było. Ty niczym Fiona( przed odmianą), a ja kudemol Szrek:mad:
i na odmianę nie mam co liczyć:mad:

laura52
04-02-2011, 18:59
Dopisze swoje 3 grosze..
Znalam go od dziecka. Byl z tzw dobrej rodziny/ nie znaczy ze moja byla zla, ale jego byla lepsza, z supernazwiskiem, tradycjami , przedwojenna inteligencja. Mieszkalismy w takim miejscu,ze bylismy skazani bawic sie razem. On jedynak , ja jedynaczka, zzylismy sie jak rodzenstwo. Ewidentnie lubilismy sie. Potem liceum , jedna klasa, kochal sie w mojej przyjaciolce, najladniejszej dziewczynie w szkole. ja mialam swojego chlopaka, nazywalo sie wtedy " chodzilam z nim" , chodzilismy wiec we czworke. , matura, rozjazd na studia. 3 lata pozniej spotkanie podczas wakacji. I cos sie stalo, cos sie wydarzylo. Sklonil mnie do przeniesienia sie do miasta w ktorym studiowal. , Po studiach podjal prace w teatrze, zalawil i mnie , .. patrzylam w niego jak w boga.,. imponowal mnie nieziemsko. Z zawodu scenograf. Szybko bo juz po 2 latach dostalismy dzieki pracy w teatrze mieszkania , obok siebie.. cud miod.. bajka nie zycie, praca ktora, sie uwielbialo, niezle zarobki, 25-26 lat.. i on.. zawsze czuly, zawsze z kwiatkiem lub szalonym prezentem... bardzo zaradny, uzdolniony manualnie i plastycznie , zawsze grzeczny., niebanalny . no ksiaze. Swiata za nim nie widzialam. Czas plynal.. nasi perzyjaciele zamieniali male mieszkanka na jedno wieksze, kupowali graty , wieszali firanki- robili dom - robili dzieci. Brali sluby. Ja tez tak chcialam. On nie byl przeciw. To bylo tak oczywiste ze bedziemy razem . I nagle cos sie wydarzylo. Wkroczyla jego rodzina. Mieszkajaca 600 km od nas. , tam, w miescie skad pochodzilismy. I co sie okazalo? nie jestem odpowiednia partia dla potomka rodziny R. Moglam sobie z nim mieszkac ale slub brac to juz nie. Kimze ja bylam? corka rodzicow z awansu powojennego. Tak bylo. Moi rodzice po wojnie mlodzi ludzie wykorzystali szanse jaka dal im nowy ustroj , tj edukacje. .ale dziadkowie byli prostymi ludzmi. Ja wychowana w " komunie" nigdy nie myslalam,ze podzialy klasowe w ustroju bezklasowym dotkna mnie osobiscie. Rozesmialam sie uwazajac,ze to jakies wariactwo " starych" , coz ono moze nas obchodzic? Jakiez bylo moje zdumienie, gdy dostrzeglam,ze moj ukochany potraktowal slowa rodziny powaznie. Nagle zaczelo wazne byc zdanie rodziny z ktora on nie chcial byc w konflikcie. Zauwazylam,ze sie miota. Oj bolalo. Wycofalam sie sama znajdujac sobie prace w innym miescie. On zaczal snuc marzenia o wyjezdzie zagranice , gdzie mial wieksze szanse zawodowe. I rozjechalismy sie piszac co dzien do siebie listy, dzwoniac i pamietajac o sobie. Tak minelo 30 lat. Listy od niego przychodzily 2-3 razy w tygodniu. Przychodzily tez piekne paczki, odkad poprawila sie sytaucja telefoniczna w Polsce- zaczely sie tez telefony. Nigdy nie mielismy dosc rozmow,ze soba. Sledzilam jego kariere a potem wyjazd do Indonezji gdzie osiadl na stale .. wiedzialam,ze w niejasnych okolicznosciach wyjechal ale nie pytalam. Maz- obecnie eks- wiedzial o tej przyjazni ale facet byl daleko wiec nie zwracal uwagi .. nazywal go moim nenufarem / od Barbary Niechcic/
No i przyszedl trudny czas mojego rozwodu. Kiedy tak pol roku plakalam i nie moglam wyjsc z domu z tej rozpaczy porozwodowej.. on przyjechal. Jak sie ucieszylam! taka przyjazn..
no i przyjechal. Trema jak diabli. Nie widzielismy sie 30 lat. Ale do licha rozmawialismy niemal co dzien!
Jest. I co sie dzieje? widze bufona. Narcyza. Pajaca . Zniszczonego zyciem i kobietami. Faceta ktory sprobowal wszystkiego. O tym wiedzialam. Ale .. nie wiedzialam,ze takie rzeczy nie dzieja sie bezkarnie. Pierwsze skojarzenie: Doryan Grey. Ten piekny madry wrazliwy chlopak zamienil sie w swoja karykature. Cynizm. pogarda . nienawisc. emanowaly z jego slow. i przegrane zycie, przegrane mozliwosci. Nigdy sie nie ozenil, nie mial dzieci. Plajta zawodowa. Co zarobil to roztrwonil. Do Indonezji uciekl przed dlugami / hazard/ .Jedyne co mu zostalo to umiejetnosc pieknej narcystycznej prezentacji siebie. Na odleglosc.
Powiedzialam glosno: Krzysiu.. nenufara osraly zaby.
Zrozumial w lot. I nagle czar prysl. Powiedzial mi kilka malo przyjmnych zdan na temat mojego wygladu po 30 latach. Cham.

Wniosek : karmialam narcyza.. pisal, dzwonil itd.. bo sie nim ustawicznie zachwycalam. ot taka Solweiga, Penelopa. .
Skonczylo sie na jednym spotkaniu. Juz nie pisze. A mnie jakos nie zal. Po prostu - dojrzalam,. pajace mnie nie biora.
I jak moja poprzedniczka.. smieje sie.. jak moglam tyle czasu i snow poswiecac takiemu dupkowi?
Ale.. ja mysle.. mysle,ze to nien wazne czy to jest Krzysio czy Zbysio.. wazne sa marzenia.. o tej jednej jedynej wielkiej czystej milosci.. tak bawia sie niedojrzale dorosle dziewczynki.. ale chlopczyki czasem tez.
Per saldo te "nenufary " okreslaja nas niezbyt pochlebnie.