PDA

View Full Version : POEZJA REFLEKSYJNA NIE ZAWSZE POWAŻNA - ciąg dalszy.


Strony : [1] 2 3

donka
29-01-2011, 23:14
Opcjo- Twój wpis przypomniał mi, że byłam tu ostatnio prawie 2,5 roku temu. Trochę zatęskniłam do "Poezji refleksyjnej......", nikt tego wątku do tej pory nie zagospodarował - więc może zakładając jego dalszy ciąg spróbuję go zreanimować.
Na pewno nie uda mi się bywać tu tak często jak kiedyś....ale jak tylko będę mogła zawsze doń przylecę by podzielić się przeczytaną poezją.

Może na początek dwa wiersze Tadeusza Śliwiaka:

http://i55.tinypic.com/30nat77.jpg

Śliwiak Tadeusz

* * * (zobacz jak zmalał nasz odległy dom)

zobacz jak zmalał nasz odległy dom
niewiele większy już od gdańskiej szafy

kiedy go weźmiesz na spytki - usłyszysz
jak skrzypi jego stare drewno
jak podłodze dokuczają dreszcze
w kredensach cicho brzęczą filigrany
szmery chowają się po kątach
zegary rozsypują swoje suche ziarna
i drażniąc wieczność
maszerują w miejscu

czy dostrzegasz nasze w tym domu dzieciństwo
głęboko utopione w lustrach?



Song o młodości

Ona jest wśród kamieni
rwącym światłem strumyka
wiewiórkami po drzewach
po gałęziach umyka

Ona iskrą w kamieniu
ona mlekiem w orzeszku
ona świata ciekawa
jak miedziany grosz w mieszku

Ona kwiatem we włosach
octem w jabłkach jest pierwszych
gorzką pianą na piwie
w świata gwarnej oberży

Buntem jest niespełnionym
co na serce umiera
ona tylko to daje
co innemu zabiera


z tomiku "Dłużnicy nadziei" (1978)

donka
29-01-2011, 23:24
/ cytat /
Malwina
Stały bywalec


No i hurra...wróciłas , gdzie Twoje miejsce....2,5 roku nieobecnosci własnie w takim kąciku to dużo....to już będziesz inna Ty i inne widzenie świata....popatrz ile się zdarzyło przez półtora roku.....a wiersz "zobacz jak zmalał..."sliczny....




Malwinko
przysłowie mówi, że nie powinno się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki, ale poezja wciąga jak nurt, porywa nie raz, nie dwa, tylko na zawsze.




http://i55.tinypic.com/29h84m.jpg

Czas

Czas mój ..twój ..
a może nasz
czas biegnie uliczkami
prostymi ..krętymi
omija kałuże
szczęścia i goryczy
czekamy na czas
który goni nieustannie nas
wylicza ....
sekundy
minuty
godziny
biegnie i biegnie dogonić się
nie może...prysła
iskierka nadziei

stop stoi czas.

Anna Kamieńska



Przemijanie

Kiedy w szarości pradawnego czasu Bóg czynił rzeczy
Stworzył słońce:
I słońce przychodzi i odchodzi i znowu wraca.
Stworzył księżyc:
I księżyc przychodzi i odchodzi i znowu wraca.
Stworzył człowieka:

I człowiek przychodzi i odchodzi i nie wraca nigdy.


Wojciech Bellon.

mimoza
30-01-2011, 10:00
Opcjo- Twój wpis przypomniał mi, że byłam tu ostatnio prawie 2,5 roku temu. Trochę zatęskniłam do "Poezji refleksyjnej......", nikt tego wątku do tej pory nie zagospodarował - więc może zakładając jego dalszy ciąg spróbuję go zreanimować.
Na pewno nie uda mi się bywać tu tak często jak kiedyś....ale jak tylko będę mogła zawsze doń przylecę by podzielić się przeczytaną poezją.


Doniu nie wiem jak inni, ale ja traktowałam ten wątek jako zamkniętą całość Twego autorstwa. Bałam się zburzyć porządek ustalony przez Ciebie. Fakt, że wracasz do poezji na seniorku - dla mnie to niebywała radość. Poprzedni wątek zamknęłam, życzę powodzenia w nowej odsłonie.:D - Cz

donka
30-01-2011, 20:59
Czesiu - dziękuję. Dzięki Tobie wydaje mi się, że nie było tych 2.5 lat.....choć czas nie stał w miejscu i nie zawsze był dla mnie łaskawy, mimo wszystko chciałabym by następne 2,5 lat zachowało chociaż obecne status quo.




http://i56.tinypic.com/rvypf9.jpg

We dwoje
/ Wiersz pochodzi z książki Agnieszki Osieckiej "Na początku był negatyw"/

Zatrzymaj się chmuro nad nami,
Zatrzymaj się Boże oko,
W twoich gotykach jest dal za dalami,
A u mnie w duszy - wysoko...

Zatrzymaj się chmuro gdy możesz,
I schowaj nas w ciepłym zmroku,
W twoich dolinach jest pięknie i dobrze,
A u mnie w duszy - niepokój...

W pokoju, za szafą, przy matce - we dwoje.
Nad wodą - przygodą, na kładce - we dwoje.
Przez bary - koszmary, ulice, bez żadnych pieniędzy na styczeń...
W czekaniu na gwiazdę, na sygnał, na znak, we dwoje, we dwoje
- bo jak?

Zatrzymaj się chmuro nad nami,
Zatrzymaj się Boże serce.
Teraz, gdy chcemy, to już mamy.
Czy wolno jeszcze chcieć więcej?!

W salonie rzeźbionym stylowo - we dwoje.
W rozmowie z angielską królową - we dwoje.
W podróży przez porty i dale, i w tangu, przez rauty i bale...
W godzinie, gdy zegar powtarza tak...tak... We dwoje, we dwoje
- bo jak?

Zatrzymaj się chmuro nad nami,
Zatrzymaj się Boża łąko,
Otul niebiesko - białymi trawami
Wyschnięte maki i kąkol...

W siwiźnie koloru popiołu - we dwoje.
W samotnym siadaniu do stołu - we dwoje.
W podróży przez grypy i zdrady,
Przez burze i deszcze i grady,
W nadziei, że warto, że jednak, że tak,
We dwoje, we dwoje, we dwoje...

Bo jak?





http://i55.tinypic.com/2d6r6ts.jpg

Ty jesteś moją Ewą...


Jesteś kobietą, a ja mężczyzną,
między nami relacja święta,
co inspiruje tak bardzo ludzi,
od kiedy- nikt nie pamięta.

Dla Ciebie jabłko, z rajskiego drzewa,
zerwałbym i... tysiąc razy,
na zatracenie i pohańbienie,
dokonał boskiej obrazy.

Bo Ty jesteś moją Ewą...
cichą, piękną,
jasnooką,
upragnioną,
Tą, jedyną,
….moją żoną.

Stoisz przede mną, w kusej sukience,
z rozpuszczonymi włosami.
Taka niebiańska, olśniewająca,
z tymi jasnymi oczami.

I patrzysz na mnie, nie mówiąc słowa,
przez skórę czuję to wszystko,
każdym swym gestem krzyczysz– Kochany!
Wystarczy, że jestem blisko.

Bo Ty jesteś moją Ewą...
cichą, piękną,
jasnooką,
upragnioną,
Tą, jedyną,
….moją żoną.

A jeśli kiedyś zdarzy się odejść,
bo przecież odejść trzeba.
Spotkamy się na rendez-vous
w cichym zakątku nieba.

Pozostawimy wszelkie troski,
doczesne...Tym co... na Ziemi.
Wtuleni w siebie, na wieczny spacer,
po Mlecznej Drodze...pójdziemy.

Bo Ty jesteś moją Ewą...
cichą, piękną,
jasnooką,
upragnioną,
Tą, jedyną,
….moją żoną.

Mirosław Dębogórski.

donka
31-01-2011, 12:26
Jonasz Kofta

Renoir

Na imię mi Gabriela
Jestem troszeczkę za duża
Pan mówi, gdy mnie rozbiera
Że jestem jesienna róża
Pan jest zepsuty
Pan jest artysta
Pana nic we mnie
Nie onieśmieli
Lecz Gabriela na tym skorzysta
Wejdzie do grona anielic

Będę dla pana dobra
Kochany monsieur Renoir
Podoba się panu linia
Moich dolinek i wzgórków

Pan mówi, że jestem brzoskwinia
A pan ma oczy, jak turkus
Gdyby nie tyle ciepła
Co każe być pana bliżej
Pewnie bym i uciekła
Bo odrobinę się wstydzę

A pan ma taki czar
Kochany monsieur Renoir

Milczę i patrzę na pana
A pan mnie nie zauważa
Zamienił się pan w tyrana
Albo w wielkiego malarza

Cień jest błękitny
A dzień jest złoty
Kolor mi pana
Znowu zabiera

Czy pan w tej chwili
Pamięta o tym
Na imię mi Gabriela

To będzie piękny obraz
Kochany monsieur Renoir
Pan lubi moje biodra
Kochany monsieur Renoir

Musiał pan kiedyś przeżyć
Chłodne, samotne piekła
Więc teraz pana cieszy
Że jestem duża i ciepła

I taka już pozostanę
W tych pana słynnych półtonach
Na wieki trochę zaspana
Na wieki trochę znudzona

http://i52.tinypic.com/23tnxwg.jpg

/Pierre Renoir 1897 r. "Sen"/

donka
01-02-2011, 01:46
Jeszcze jeden z lubianych przeze mnie wierszy Jonasza Kofty.

http://i54.tinypic.com/2a6jfcn.jpg

Edmund Dulac
Orpheus and Eurydice, r.1934



Jonasz Kofta

Wołanie Eurydyki


Orfeuszu, gdzie jesteś?
Pomyliłeś znów piętra
Ja Cię czekam, na ziemi
Piętro niżej od piekła

Tutaj wszystko jest czyjeś
Tylko łzy są niczyje
Orfeuszu, na ziemi się żyje
Orfeuszu, na ziemi sie żyje

Orfeuszu, mężczyźni
Przybierali twą postać
Tyle rąk, tyle ust, tyle rozstań

Orfeuszu, przebaczysz
Przecież sam tak śpiewałeś
Tylko drzewa potrafią być same
Na tej ziemi piętro niżej od piekła

Orfeuszu, kłamali
Skradzionymi słowami
Które tobie ukradli - kochany
Trzeba było je chronić
Teraz znają je wszyscy
Powtarzają je, kiedy chcą niszczyć

Orfeuszu, gdzie jesteś?
Pomyliłeś znów piętra
Ja Cię czekam na ziemi
Piętro niżej od piekła

Orfeuszu, gdzie błądzisz?
Piętro niżej zjedź windą!
Orfeuszu, nie zdążysz
A za chwilę znów przyjdą
A za chwilę znów przyjdą!

Orfeuszu, za późno!
Patrzysz: czemu tak pusto?

Orfeuszu: Zabiło mnie lustro!

Znakomite wykonanie Hanny Banaszak, muzyka Jerzy Satanowski.
http://www.youtube.com/watch?v=QL8WmpuhXOs



Wiersz i piosenka „Wołanie Eurydyki” zainspirowały mnie do głębszego zainteresowania się tym pięknym mitem mówiącym o miłości — wielkim uczuciu silniejszym niż śmierć.


Jan Parandowski w „Mitologii” opowiada:

Orfeusz był królem Tracji. Był młodym i pięknym młodzieńcem, obdarzonym przecudnym darem. Posiadał niezwykły talent - prześlicznie śpiewał i grał na lutni.
Jego muzyka gromadziła wokół ludzi i zwierzęta, a wszyscy zasłuchiwali się w tonach wydawanych przez lutnię Orfeusza.
Wszystko, co żyło, zbierało się dookoła niego, aby posłuchać jego pieśni i grania.
Drzewa nachylały nad nim gałęzie, rzeki zatrzymywały się w biegu, dzikie zwierzęta kładły się u jego stóp.
Żoną Orfeusza był nimfa drzewna, hamadriada - Eurydyka. Była niezwykle piękna, do tego stopnia, że kto ją zobaczył musiał ją pokochać.
Jednak Orfeusz i Eurydyka kochali się bardzo., stanowili niespotykanie zgrane małżeństwo.

Jednakże syn Apollina i nimfy Kyreny - Aristajos zakochał się w pięknej Eurydyce.
Był to bartnik, który zdradził ludziom tajniki pszczelarstwa, uprawy winorośli i oliwki. Dostrzegł cudną nimfę pośród zielonych łąk w dolinie Tempe.
Nie wiedział, że jest zamężna, inaczej nigdy nie naruszył by spokoju pięknej nimfy. Zaczął ją gonić. Podczas ucieczki, Eurydykę ukąsiła żmija.
Nimfa wkrótce umarła. Orfeusz nie mógł pogodzić się z jej śmiercią.
Postanowił dokonać rzeczy szalonej i niemożliwej - udać się do królestwa podziemi i wydostać stamtąd ukochaną. Zabrał ze sobą swoją czarodziejską lutnię.

Muzyką zdołała przekupić Charona, który za darmo przewiózł Orfeusza na drugi brzeg Styksu. Nawet groźny Cerber zasłuchał się w pięknych tonach, wydawanych przez lutnię Orfeusza, który znalazł się zaraz potem przed obliczem władcy Hadesu: nie przestał grać, lecz potrącając z lekka struny harfy, skarżyć się zaczął, a skargi układały się w pieśni.
Zdawało się, że w królestwie milczenia zaległa cisza większa i głębsza niż zwykle. I stał się dziw nad dziwy: Erynie, nieubłagane, okrutne, bezlitosne Erynie płakały!
Hades rozkazał Hermesowi aby wyprowadził Eurydykę z powrotem na świat.
A zatem król podziemia zgodził się dokonać rzeczy, której wcześniej nie robił.
Dał jednak Orfeuszowi ostrzeżenie: Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie.
Jednak droga wiodła przez bardzo długie i ciemne ścieżki. Kiedy byli już prawie na górze -

http://i52.tinypic.com/2lwnmhd.jpg

Jan Baptist Carot – Orfeusz i Eurydyka
/Orfeusz wyprowadzający swą ukochaną kobietę z krainy śmierci:/

Orfeuszem zawładnęło niepohamowane pragnienie aby odwrócić się i spojrzeć na swa ukochaną. Kiedy to uczynił Hermes zatrzymał Eurydykę w podziemiu. Orfeusz stracił swą żonę na zawsze.

Wyszedł sam z Hadesu. Nie mógł wejść tam drugi raz. Błąkał się po łąkach i wołał swoją ukochaną jednak nigdzie jej nie było. Dobijał się także do bram Hadesu. Nie wpuszczono go.
Powrócił więc do Tracji. Swoimi skargami, rzewnymi pieśniami wypełniał doliny, góry, świat. Pewnego razu przypadkiem natrafił na dziki orszak bakchiczny. Obłąkane menady rozszarpały jego ciało na sztuki.
Głowa Orfeusza wpadła do rzeki i wraz z jej nurtem popłynęła do morza. Usta Orfeusza powtarzały nieustannie imię swej ukochanej. Głowa dotarła na wyspę Lesbos. Tutaj została pochowana, a w miejscu pochówku powstała wyrocznia.
Ponieważ Orfeusz przez całe swoje życie wiernie służył muzom, te postanowiły pozbierać szczątki jego rozerwanego ciała. Pogrzebały go u stóp Olimpu.

http://i56.tinypic.com/29njwd0.jpg
Gustave Moreau
Dziewczyna niosąca głowę Orfeusza na lirze r.1865



(...) Ta piękna grecka opowieść o dwojgu pragnących się istnieniach była natchnieniem dla bardzo wielu artystów. Wątek Orfeusza i Eurydyki odnajdujemy w poezji, w malarstwie i muzyce

Nasz noblista Czesław Miłosz inspirowany tym mitem w poemacie „Orfeusz i Eurydyka” żegna się z Carol, zmarłą niedawno żoną.
Jest już człowiekiem starym i dojrzałym - dokonuje przy okazji obrachunku z samym sobą.
Poemat pisany współcześnie wykorzystuje rekwizyty współczesności,w jego scenerii znajdują się elementy nowoczesnego szpitala jak m.in. elektroniczne roboty posuwające się bezszelestnie korytarzami,oszklone drzwi, windy...

Wyznał, że pisał go nocami - zamiast rozpaczać i rozmyślać, utwór powstawał jakby bez jego woli:

(…) „ Ten utwór ma pewien klucz. Leciałem z Krakowa do San Francisco, wiedząc, że Carol umiera, że koniec jest nieunikniony; jedyne o co chodziło, to żeby zdążyć do szpitala przed jej śmiercią. I właściwie ta podróż po Hadesie, to moja podróż do San Francisco, i wędrówka po szpitalu.

Zdążyłem być w szpitalu przed śmiercią Carol,ale to już były jej ostatnie godziny, a następnie widziałem ją po śmierci. Bardzo jest przykre to wydobywanie tła osobistego, ale ono w poemacie istnieje. ( „Twarz jej nie ta, zupełnie szara”)
.



Czesław Miłosz

Orfeusz i Eurydyka
In memoriam Carol

Stojąc na płytach chodnika przy wejściu do Hadesu
Orfeusz kulił się w porywistym wietrze,
Który targał jego płaszczem, toczył kłęby mgły,
Miotał się w liściach drzew. Światła aut
Za każdym napływem mgły przygasały.

Zatrzymał się przed oszklonymi drzwiami, niepewny
Czy starczy mu sił w tej ostatniej próbie.

Pamiętał jej słowa: ,,Jesteś dobrym człowiekiem''.
Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci
Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca.
To niemal warunek. Doskonałość sztuki
Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo.


Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.


Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ni kresu.


Otaczały go twarze tłoczących się cieni.
Niektóre rozpoznawał. Czuł rytm swojej krwi.
Czuł mocno swoje życie razem z jego winą
I bał się spotkać tych, którym wyrządził zło.
Ale oni stracili zdolność pamiętania.
Patrzyli jakby obok, na tamto obojętni.


Na swoją obronę miał lirę dziewięciostrunną.
Niósł w niej muzykę ziemi przeciw otchłani,
Zasypującej wszelkie dźwięki ciszą.
Muzyka nim władała. Był wtedy bezwolny.
Poddawał się dyktowanej pieśni, zasłuchany.
Jak jego lira, był tylko instrumentem.


Aż zaszedł do pałacu rządców tej krainy.
Persefona, w swoim ogrodzie uschniętych grusz i jabłoni,
Czarnym od nagich konarów i gruzłowatych gałązek,
A tron jej, żałobny ametyst, słuchała.


Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.
O dymiącej wodzie różanego brzasku.
O kolorach: cynobru, karminu,
sieny palonej, błękitu,
O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.
O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.
O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada
pelikanów nad zatoką.
O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.
O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci
I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.


Nie wiem, rzekła bogini, czy ją kochałeś,
Ale przybyłeś aż tu, żeby ją ocalić.
Będzie tobie wrócona. Jest jednak warunek.
Nie wolno ci z nią mówić. I w powrotnej drodze
Oglądać się, żeby sprawdzić, czy idzie za tobą.



I Hermes przyprowadził Eurydykę.
Twarz jej nie ta, zupełnie szara,
Powieki opuszczone, pod nimi cień rzęs.
Posuwała się sztywno, kierowana ręką
Jej przewodnika. Wymówić jej imię
Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu.
Ale wstrzymał się, wiedząc, że przyjął warunek.


Ruszyli. Najpierw on, a za nim, ale nie zaraz,
Stukanie jego sandałów i drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem.
Stroma ścieżka pod górę fosforyzowała
W ciemności, która była jak ściany tunelu.
Stawał i nasłuchiwał. Ale wtedy oni
Zatrzymywali się również, nikło echo.
Kiedy zaczynał iść, odzywał się ich dwutakt,
Raz, zdawało mu się, bliżej, to znów dalej.
Pod jego wiarą urosło zwątpienie
I oplatało go jak chłodny powój.
Nie umiejący płakać, płakał nad utratą
Ludzkich nadziei na z martwych powstanie,
Bo teraz był jak każdy śmiertelny,
Jego lira milczała i śnił bez obrony.
Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.


Dniało. Ukazały się załomy skał
Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi.
I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,
Za nim na ścieżce nie było nikogo.

Słońce. I niebo, a na nim obłoki.
Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko!

Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!

Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół.
I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi.

Malwina
01-02-2011, 14:38
No i dzięki Tobie wiem, ze guzik znałąm mit o Orfeuszu i Eurydyce....wiedziałąm o ich miłości wielkiej, jego poszukiwaniach i tyle.....
To, co przytoczyłąś przepięknym zresztą jezykiem i te powiązania poprzez poetów, dawnego z teraźniejszośćią jest niesamowite....jak Ty się miękko poruszasz "miedzy dawnymi , a nowymi czasy.."zdumiewające.....

donka
02-02-2011, 01:51
Malwinko
to nie tak.....niechcący jakby sama ułożyła mi się geneza tego pięknego, ale trudnego wiersza Czesława Miłosza "Orfeusz i Eurydyka"....i czułam potrzebę podzielenia się tym z kimś. Wiesz, że mam słabość do Miłosza.....

donka
02-02-2011, 02:23
Z repertuaru Anny Marii Jopek

http://i55.tinypic.com/8voscx.jpg
/Albrecht Dűrer/


"Z nadzieją, że nie ma nieistnienia"
(muzyka i słowa Marcin Kydryński)


Jak myślisz, czy tam, za ostatnią już ciszą,
Tam, skąd się listów nie pisze
Nasze czułe dusze dwie znowu rozpoznają się
I czy spotkają się?

Czy dusze znają mowę dotyku?
Czy wymieniają spojrzenia?
Czy mijają się w milczeniu,
Czy w nieznanym nam języku rozumieją się?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.

Czy dusze są tu, obok nas, jak powietrze?
Czy są odległe, jak gwiazdy?
Czy unoszą się na wietrze
Albo cicho wiją gniazda z przedwieczornej mgły?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją, że nie ma nieistnienia.

Czy myślisz, że tam niskie lipcowe słońce
Da swego ciepła nam więcej?
I czy dusze nasze na rozgadanej wonnej łące będą mogły trzymać się za ręce?

donka
02-02-2011, 18:27
Julian Tuwim

http://i52.tinypic.com/k4zh3s.jpg

****

Z okruszynami młodości - co robić? Rozrzucić ptakom?
Można i ptakom rozrzucić, można i w słowa powkładać.
Odfruną, uradowane, żeby po nowe powrócić,
Wrócą - i słowa i ptaki - nadzieją skrzydlate jednako.

A co im powiesz? Że nie ma! Że nie ma! powiesz biedakom.
Uwierzą ? Nie, nie uwierzą. Do późnej, pochmurnej nocy
Będą za oknem czekać, skrzydłami w szyby uderzą
I padną martwe i wierne. Ptaki i słowa, jednako.




"Kłamstwo"

Najsłodszego mnie kłamstwa uczysz, moja duszo,
W miękkiej trawie naprzeciw mnie siedząc nad wodą.
Uczysz mnie zmyślać wiosnę wiecznie złotą, młodą,
A słowa twoje w uśmiech moje usta kuszą.

Uczysz złudy, by można kiedyś znieść co muszą
Znieść wszyscy, gdy nadejdzie chwila... z pogodą.
Z uśmiechem jak tancerze, co swój taniec wiodą
Ku końcowi wśród kwiatów murawy, pod gruszą.

Przyjdzie jesień i chmury szare, przyjdzie zima
Starość, przed którą stopa nie umknie pielgrzyma,
Wiatr będzie strącać i gałęzie łamać;

A my w przedziwnej zmowie, patrząc sobie w oczy,
Uśmiechać się łagodnie będziem do uroczej
Wiosny, którą wciąż jeszcze będziem kłamać... kłamać...

donka
03-02-2011, 10:07
http://i53.tinypic.com/1218r38.jpg

Wanda Chotomska

Dajcie dzieciom słońce

Kiedy dziecko śpiewa –
śpiewa cały świat.
Cały świat piosenką jest,
śpiewa kot i śpiewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
świerszcz na łące…
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk śpiewa też,
że po deszczu, że po deszczu
będzie słońce.

Kiedy dziecko tańczy – tańczy cały świat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemią płot,
ptak z obłokiem, wiatr z motylem,
świerszcz na łące…
Cały świat ma tyle lat,
ile dzieci mają lat,
te dzieciaki, co do tańca
wzięły słońce.

Kiedy dziecko płacze –
płacze cały świat.
Kot ma oczy pełne łez,
na podwórku płacze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miotłą,
świerszcz na łące.
O, jak słono od tych łez,
nawet cukier słony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno –
gdzie jest słońce?

Dajcie dzieciom słońce, żeby łez nie było,
Dajcie dzieciom słońce, dajcie dzieciom miłość.
Dajcie dzieciom słońce, całe słońce z nieba,
Żeby mogły tańczyć, mogły śpiewać.



Ewa Lipska

Dom Dziecka

Trzydzieści par pantofelków filcowych
z wyszytym na środku kwiatem tulipana.
Trzydzieści fartuszków poplamionych sokiem
z czarnej porzeczki. Trzydzieści nieruchomych kotów
wyhaftowanych ściegiem płaskim.
Trzydzieści par wyciągniętych rączek
ale tylko po łyżki do zupy mlecznej.
Trzydzieści par oczu otwieranych we śnie
aby dojrzeć rodziców na wzgórzach cukierków.

Gdyby moja mamusia chciała
mogłaby być królową.
Ale musiała umrzeć
bo tatuś zamienił się w wilka.

Moja mamusia była chuda
i dlatego nie mogła mnie kochać.
Ale jak tylko będzie chuda mniej
to mnie kupi na zawsze.

Moja mamusia jest piękna. Mój tatuś jest piękny.
Moja mamusia jest bogata. Mogłaby kupić
Amerykę Północną i złoto. A tatuś
potrafi strzelać z prawdziwego karabinu.

Trzydzieści par nóżek
stoi przed nieczynną zwrotnicą
i oczekuje na wjazd
domu.

donka
04-02-2011, 09:46
http://i56.tinypic.com/vul2d.jpg


Roman Brandstaetter

Modlitwa bez słów

Jeżeli nie umiesz modlić się słowami,
Nie rozdzieraj szat,
Ani głowy nie posypuj popiołem,
Ale módl się tak jak umiesz,
Bez słów,
Jak drzewa,
Jak trawy,
Jak morza,
Które również zmawiają modlitwę
Bez słów.

Słowa są nieporadne,
Zawodne,
Nieokreślone
I nieokreślające.

Są rozczarowaniem.

Bolesną omylnością.

Myślałeś, że słowem
Wyplenisz zło,
Myślałeś, że słowem
Wywołasz żródło ze skały,
Myślałeś, że słowem
Odmienisz człowieka.

Nie wypleniłeś,
Nie wywołałeś,
Nie odmieniłeś.

Módl się zatem bez słów,
Jak drzewo,
Jak trawa,
Jak morze...

donka
05-02-2011, 16:57
Nieżyjącej już - bułgarskiej pisarki i poetki - Dory Gabe - dwa wiersze:

http://i51.tinypic.com/au9kr6.jpg

Calliope - Giovanni Volpato


Poezja

To ty uwolniłaś mnie
od męki samotności
kiedy nuda
zżerała mój mózg,
a gorycz zazdrości
"przycupła" pod językiem -
kiedy pożądanie paznokciami
wbiło się w dłonie,
a zmęczone serce
znalazło w piersi schronienie
i tylko pulsujące skronie
zdradzały życie we mnie...


To ty dzisiaj podarowałaś mi
ziemię i ludzi
przybliżyłaś
niebo i gwiazdy
tak, że stałam się ich częścią,
to ty przyspieszyłaś mój krok
i przywróciłaś młodość
nauczyłaś nie wierzyć
odbiciu w lustrze
pokrytemu zmarszczkami czasu
i korą starzejącego się
dębu....

To ty dałaś mi zastrzyk
nowej krwi
tak, że po raz drugi się narodziłam!
Podarowałaś mi milion oczu
bym nawet przez lodowatą ścianę
spostrzegła w sercu człowieka
ukrytą iskrę
jego duszy nie wypalonej
do cna.

To ty uchroniłaś mnie przed pospiesznym sądem
nad niewinnym
bym grzechu ciężkiego
nie popełniła
[nie mam nic do powiedzenia]

O, gdybym mogła tak jak ty
stać się pieśnią
zrodzoną ze mnie samej.
o, gdybyś mogła zawsze
być początkiem dnia


Rozterka


Otwarta tarcza zegara
patrzy na mnie dwunastoma
podkrążonymi oczami
jak na winowajczynię.
Czy to ja chciałam,
by świat ten zwariował?

Co mam robić?

Otulić kokonem
i jak jedwabnik
nić miękką i delikatną
snuć by
świat ten poskromić?

Czy też dłoń
w pięść żelazną zacisnąć?

A jeżeli delikatność
na nic się nie zda,
a ręka moja
nie pomocna,
co mam robić?

rossa
05-02-2011, 17:35
Donko, dzisiaj odkryłam ten piękny wątek, urzekły mnie wszystkie poprzednie strofy, będę tutaj zaglądać, zwłaszcza wtedy gdy najbardziej ogłupia współczesny świat.
Od siebie zostawiam też trochę refleksji i serdecznie pozdrawiam miłośników poezji.

Duch Boży unosił się nad wodami...(Ruah)

1. Zdumienie

Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków
ten rytm objawia mi Ciebie,
Przedwieczne Słowo.
Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat...
co razem z zatoką lasu
zstępuje w dół każdym zboczem...
to wszystko, co z sobą unosi
srebrzysta kaskada potoku,
który spada z góry rytmicznie
niesiony swym własnym prądem...
— niesiony dokąd?

Co mi mówisz górski strumieniu?
w którym miejscu ze mną się spotykasz?
ze mną, który także przemijam —
podobnie jak ty...
Czy podobnie jak ty?
(Pozwól mi się tutaj zatrzymać —
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
— lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię Adam
Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
— wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
zatrzymaj się! — masz we mnie przystań
we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem
zatrzymaj się, to przemijanie ma sens
ma sens... ma sens... ma sens!
2. Źródło

Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —
Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!
Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!
(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)
Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.

donka
06-02-2011, 14:21
Donko, dzisiaj odkryłam ten piękny wątek, urzekły mnie wszystkie poprzednie strofy, będę tutaj zaglądać, zwłaszcza wtedy gdy najbardziej ogłupia współczesny świat.
Od siebie zostawiam też trochę refleksji i serdecznie pozdrawiam miłośników poezji.

2. Źródło

Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —
Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!
Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!
(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)
Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.[/SIZE]


Witaj Rosso

Cieszę się, że włączyłaś się do wątku, mam nadzieję, że częściej tu zawitasz, podzielisz się swoją, ulubioną poezją.

(...) Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku! (...)

Piękny ten wiersz Karola Wojtyły, przypomniałaś mi go - dziękuję.
Papież też szukał jak i my.

Czy znalazł?

donka
06-02-2011, 14:45
Józef Baran (ur.w 1947r ) – poeta polski ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Jego poezję odkrył Artur Sandauer, który napisał o nim, że trafia "swoją liryką prosto do ludzkich serc "



http://i55.tinypic.com/2cqkxmt.jpg

James Whistler - Portret matki


Józef Baran

Sztuka Dom

…podnosi się kurtyna drzwi -
tata przebrany za pana młodego
przenosi przez próg mamę
piękną jak lilija

z tyłu publiczność goście weselni
kapela gra marsza
kurtyna opada

kurtyna podnosi się -
zapadają wieka trumien
znika dziadek wystrojony w garnitur
jak kamień w wodę babka wpada w wieczny sen

kurtyna opada -
podnosi się
krzyk siostry w kolebce

kurtyna --
podnosi się
brat z rączek

kurtyna -
odmykają się moje powieki

kurtyna -
podnosi się
z krzesła ojciec przebrany
za starego chłopa
błogosławi młodą parę kłania się
schodzi ze sceny podłogi

kurtyna -
drzewa z sadu zaglądają na jednej nodze
przez szyby klaszczą w liście

.. to wszystko
było wczoraj
upiera się matka


Józef Baran

Mojej matce

Tak chciałbym ujrzeć Cię promienną:
jak w oknie pośród pelargonii
uśmiechasz się do przechodzących,
"Szczęść Boże" - pozdrawiają Cię znajomi.

Idziemy łąką ramię w ramię,
zrywasz na bukiet kwiaty najpiękniejsze,
a na ustronnej cichej ławce
czytamy wspólnie wiersze.

Potem wracamy hojnie obdarowani
muzyką świerszczy, bławatkowym niebem?
Tak chciałbym ujrzeć Cię promienną,
szczęściem z Tobą łamać się jak chlebem.

donka
07-02-2011, 13:14
Po powrocie do Polski, u schyłku życia, wiersze Miłosza stały się bardziej refleksyjne, pełne przemyśleń, więcej w nich miękkości, łatwiejsze w odbiorze.
Wiele utworów np. z "Traktatu Teologicznego" i zbiorku "Ksiądz Seweryn" jest mi bardzo bliskich i kiedyś, kiedyś muszę kilka z nich tu zamieścić. A dzisiaj....Miłosz - liryczny.

http://i52.tinypic.com/33be4pi.jpg

Czesław Miłosz

DO LESZCZYNY


Nie poznajesz mnie, ale to ja, ten sam,
Który wycinał na łuki twoje brunatne pręty,
Takie proste i śmigłe w biegnięciu do słońca.
Rozrosłaś się, ogromny twój cień, hodujesz pędy nowe.
Szkoda, że tamtym chłopcem już nie jestem.
Chyba kij sobie bym wyciął, bo widzisz, chodzę o lasce.

Kochałem twoją korę, brązową z białym nalotem,
Koloru najzupełniej leszczynowego.
Radują mnie te, co przetrwały, dęby i jesiony,
Ale ty ucieszyłaś mnie najbardziej,
Jak zawsze czarodziejska, z perłami twoich orzechów,
Z pokoleniami wiewiórek, które w tobie tańczyły.

Jest coś z heraklitejskiej zadumy, kiedy tutaj stoję,
Pamiętający siebie minionego
I życie, jakie było, a też jakie być mogło.
Nic nie trwa, ale trwa wszystko: ogromna stałość.

I próbuję w niej umieścić moje przeznaczenie,
Którego, tak naprawdę, przyjąć nie chciałem.
Byłem szczęśliwy z moim łukiem, skradając się brzegiem baśni.
Co stało się ze mną później, zasługuje na wzruszenie ramion
I jest tylko biografią, to znaczy zmyśleniem.



W mojej ojczyźnie

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

I płytkich wód szept w jakimś mroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.

Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni.

gratka
07-02-2011, 13:39
Doniu Tworzysz ten wątek po mistrzowsku. Dzięki wielkie. :)

donka
09-02-2011, 00:33
Dziękuję Gratko... jesteś dla mnie zbyt łaskawa, to nie ja tworzę ten wątek - tylko poezja.

donka
09-02-2011, 01:24
http://i53.tinypic.com/huk4fk.jpg
/Alex Corville/



Małgorzata Hillar

Kropla deszczu

Uderzeniem laski
budzicie wodę w skale
Rozmnażacie chleb i ryby
Wynajdujecie koło
alfabet
Wymyślacie grzech
doskonałość
prawo silniejszego

Słońcu
każecie kręcić się
dokoła ziemi
Ziemi
każecie kręcić się
dokoła słońca

Chrystusowie Hammurabiowie
Kolumbowie Oppenheimerowie
Don Kichotowie Don Żuanowie
Sprawujecie rządy dusz
rządy ciał

Wynajdujecie proch
Odkrywacie Ameryki
elektryczność
teorie względności i bezwzględności
Rozpuszczacie pawie ogony pychy
Ważycie wszechświat
Rozwiązujecie równania nieskończoności
Prześcigacie dźwięk
Dościgacie światło

A za każdym waszym wynalazkiem
za każdym cudem
techniki i metafizyki
idzie śmierć

Śmierć krzyżowa
Śmierć wszystkich inkwizycji
Śmierć obozów koncentracyjnych
Śmierć atomowa

Coraz doskonalsza
coraz powszechniejsza
coraz bardziej wyszukana
coraz bardziej pomysłowa
coraz bardziej wynalazcza
śmierć

Mistrzowie konsekwencji
Czy dlatego
że w stworzeniu życia
wasz udział jest nikły
jak kropla deszczu
doskonalicie się
w cywilizowaniu umierania

donka
09-02-2011, 23:25
http://i53.tinypic.com/25sbw4h.jpg

/ Stanisław Ignacy Witkiewicz -
Portret M. Pawlikowskiej Jasnorzewskiej./



Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Było niebo, była wieczność

Było niebo, była wieczność.
Ekstaza miłości, zachwyt bezcielesny z otwartymi objęciami,
bieg o stopę ponad ziemią.

Było niebo, była wieczność.
W centrum młodości, w czasie dojścia do zenitu sił miłosnych,
naszej doczesnej wieczności.

Wzruszasz dzisiaj ramieniem,
wspominając ówczesne szaleństwo twoich młodocianych zmysłów?
No to szydzisz z nieba, z promienistego nieba dzikiej młodości!

Wszyscy, choć raz w życiu, wstępujemy do raju.
Wszystkich nas wypędza z niego grzech, którym jest czas.
Czas to nasz grzech rajski.

Czy zdarzyło ci się, będąc młodym i szczęśliwie zakochanym,
słuchać koncertu Bacha? Tak? Byłeś więc w niebie.
Krótko? Dłużej byś nie wytrzymał.
Byłeś tyle, na ile cię stać.

Raj jest za tobą, nie przed tobą, nie nad tobą.
Odwróć się i patrz: tam, nisko na horyzoncie,
złoci się jeszcze i lazurzy dawne twoje niebo.

donka
10-02-2011, 18:07
http://i52.tinypic.com/3sglu.jpg

Juliusz Słowacki

Rozmowa z piramidami

"Piramidy,czy wy macie
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?

-Wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy,czy wy macie
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;
Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj, choć trupem cały?

-Daj tu ludzi tych bez plamy,
mamy takie trumny, mamy.

Piramidy,czy wy macie
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tam razem i ostatek
Czary dolać łzami matek?

-Wejdź tu, pochyl blade lice,
Mamy na te łzy łzawice.

Piramidy,czy wy macie
Takie trumny zbawicielki,
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować - na dzień chwały?

-Złóż tu naród, nieś balsamy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy,czy została
Jeszcze jaka trumna głucha,
Gdzie bym złożył mego ducha,
Ażby Polska zmartwychwstała?

-Cierp, a pracuj! i bądź dzielny,
bo twój naród nieśmiertelny!
My umarłych tylko znamy,
A dla ducha trumn nie mamy."

nutaDo
10-02-2011, 22:46
"Co mnie"

Co mnie albo i komu tam jeszcze do tego

Że będą dalej wschody i zachody słońca,
śnieg na górach, krokusy,
i ludzkość ze swoimi kotami i psami?

Co nam do tego,
że w wielkim trzęsieniu ziemi część północnej Kalifornii
zapadnie się w morze,

Że rozważana będzie legalność małżeństw z komputerami,

Że powstanie cybernetyczne cesarstwo planetarne,

Że w roku 3000 uroczyście będzie celebrowane w Rzymie
wstępowanie w czwarte millenium chrześcijaństwa?

Co nam do tego - jeżeli w naszej krainie milknie zgiełk świata

I wchodzimy w Inne, poza czas i przestrzeń.

Na próżno w obrzędzie Dziadów kuszą nas darem jadła i napoju.

Nie odzywamy się, bo brak języka, żeby porozumieć się z żywymi.

I więdną bezużyteczne kwiaty, złożone kiedy byliśmy już daleko.


[Wiersze ostatnie, Kraków 2006]


http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/77/Adriaen_van_Utrecht-_Vanitas_-_Still_Life_with_Bouquet_and_Skull.JPG/768px-Adriaen_van_Utrecht-_Vanitas_-_Still_Life_with_Bouquet_and_Skull.JPGAdriaen van Utrecht

donka
11-02-2011, 18:29
nutaDo
- dziękuję za Miłosza....nie znałam tego wiersza.

(...)Co nam do tego - jeżeli w naszej krainie milknie zgiełk świata
I wchodzimy w Inne, poza czas i przestrzeń. (...)

....a ja niezmiernie żałuję, że nie zobaczę jaki będzie świat - nasz świat za 50 lub 100lat....

donka
11-02-2011, 18:51
http://i55.tinypic.com/2qmg65d.jpg
/ Katarzyna Karpowicz /


Andrzej Waligórski -

JA MAM CZAS...

Po ulicach Wrocławia chodzą śliczne dziewczyny,
Moim zdaniem w trzech czwartych składające się z nóg.
Człowiek patrzy i wzdycha, w gardle braknie mu śliny,
I rozmyśla, że dużo później na świat przyjść mógł...
A dziewczęta przechodzą postrojone w sweterki
Czarne, złote, brunatne albo rude jak lis,
By się spotkać z chłopcami, którzy noszą farmerki,
I wystarczy im skuter, bułka z masłem i twist.

To nic, poczekam trzydzieści lat,
Mnie, kochanki, nigdzie nie spieszno...
Siedemdziesięcioletni będę dziad,
A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt...
Inaczej będziecie patrzeć, na świat,
Piękne dziewczęta, jakby zdjęte z reklam...
Do widzenia za trzydzieści lat,
Ja mam czas, ja poczekam!

Znów was spotkam w kawiarni, u znajomych, w teatrze,
W takich miejscach, gdzie spokój bardziej cenią niż ruch.
Z biegiem czasu różnica między nami się zatrze,
Henio włoski pogubi, Kazio będzie miał brzuch...
Zosia będzie się brzydko sztuczną szczęką uśmiechać,
Basia będzie się krzywić, bo uwiera ją pas,
To jest moja malutka, bardzo smutna pociecha,
Nie mam na co już liczyć, a więc liczę na czas...

Cóż, trzeba czekać trzydzieści lat,
Mnie po prawdzie nigdzie nie spieszno...
Siedemdziesięcioletni będę dziad,
A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt...
Lecz nowa młodzież przyjdzie na świat
Z jakimś nowym skuterem i twistem,
A następnych trzydziestu lat
Nie wytrzyma mój słabiutki system...

nutaDo
11-02-2011, 20:02
Pieśń o domu
Kochasz ty dom, rodzinny dom,
Co w letnią noc, skroś srebrnej mgły,
Szumem swych lip wtórzy twym snom,
A ciszą swą koi twe łzy?

Kochasz ty dom, ten stary dach,
Co prawi baśń o dawnych dniach,
Omszałych wrót rodzinny próg,
Co wita cię z cierniowych dróg?

Kochasz ty dom, rzeżwiącą woń
Skoszonych traw i płowych zbóż,
Wilgotnych olch i dzikich róż,
Co głogom kwiat wplatają w skroń?

Kochasz ty dom, ten ciemny bór,
Co szumów swych potężny śpiew
I duchów jęk, i wichrów chór
Przelewa w twą kipiącą krew?

Kochasz ty dom, rodzinny dom,
Co wpośród burz, w zwątpienia dnie,
Gdy w duszę ci uderzy grom,
Wspomnieniem swym ocala cię?

O, jeśli kochasz, jeśli chcesz
żyć pod tym dachem, chleb jeść zbóż,
Sercem ojczystych progów strzeż,
Serce w ojczystych ścianach złóż!...

http://www.silesiakultura.pl/bin/img/127788020894571

nutaDo
11-02-2011, 20:51
Jasności promieniste

Jasności promieniste,
Niebiańskie rosy czyste,
Pomagajcie każdemu
Ziemi doznającemu.

Za niedosiężną zasłoną
Sens ziemskich spraw umieszczono.
Gonimy dopóki żywi,
Szczęśliwi i nieszczęśliwi.

To wiemy, że bieg się skończy
I rozłączone się złączy
W jedno, tak jak być miało:
Dusza i biedne ciało.

- Czesław Miłosz

bogda
11-02-2011, 21:16
Że też tak późno odkryłam ten wątek.
Doniu, piękne wiersze.
Bardzo wzruszył mnie "Dom Dziecka".

donka
11-02-2011, 23:33
Bogdo
dzięki, że znalazłaś czas by zajrzeć do wątku, który dzięki Mimozie czekał na mnie 2,5 roku. Choć podobno nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, mimo to znów mnie cieszy.

donka
11-02-2011, 23:54
http://i52.tinypic.com/i4keir.jpg
/Paul Rubens/


Julian Tuwim

EWA

Zaczęło się to dawno, dawno,
Najdawniej jak pamięć sięga,
Tam, skąd bierze początek
Rodzaju ludzkiego księga.
Pod modrym niebem, w cudnym ogrodzie,
Pod słynnym drzewem, w przewiewnym chłodzie,
Pierwszą wiosną, w pierwszym maju,
Zresztą każdy o tym wie:

Kiedy Adam mieszkał w raju
Bardzo często nudził się,
Spać tam było we zwyczaju,
Więc spoczywał w błogim śnie...

Dalszy ciąg każdy sam sobie dośpiewa.
Słowem: EWA.
I zaraz potem zerwała owoc z drzewa, co nęcił wonią
i blaskiem świecił. Ach, przypadła doń pożądliwymi usty:

Patrz Genezis, rozdział trzeci, ustęp szósty:
Widząc tedy niewiasta, iż dobre drzewo ku jedzeniu, a iż
było wdzięczne ust wejrzeniu a pożądliwe drzewo, dla
nabycia umiejętności wzięła z owocu jego i jadła, i dała
też mężowi swemu, który z nią był i on też jadł.

Od grzechu zaczął się jej świat,
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,

Początek i koniec - kobieta, acha!

bogda
12-02-2011, 09:12
Ks. Jan Twardowski

Aniele Boży

Aniele Boży Stróżu mój
ty właśnie nie stój przy mnie
jak malowana lala
ale ruszaj w te pędy
niczym zając po zachodzie słońca
skoro wygania nas
dziesięć po dziesiątej
ostatni autobus
jamnik skaczący na smycz
smutek jak akwarium z jedną złotą rybką
hałas
cisza
trumna jak pałacyk
ładne rzeczy gdybyśmy stanęli
jak dwa świstaki
i zapomnieli
że trzeba stąd odejść Anioł
są takie chwile kiedy się odchodzi
od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów
od tych co wysoko
od tych co w pobliżu -
do Jezusa człowieka
niziutko na ziemi
Anioł nie zrozumie nie wisiał na krzyżu
i miłość zna za łatwą skoro nie ma ciała.

Doniu, chyba będę częściej zaglądać :)

donka
12-02-2011, 20:11
http://i54.tinypic.com/2hgzpyx.jpg
/Krystyna Jasieńska /

Jeszcze raz, zupełnie inny - Andrzej Waligórski

Droga do domu

W mym starym domu, który dawno już spłonął,
Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.
I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,
I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.


Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,
Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,
A co godzinę biją zegary,
A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.


W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.


Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?
Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?
Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,
A za doliną błękitnieją szczyty gór?


Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę
I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.
Po cichu dom swój od ganku zajdę,
Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.


...bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść

rossa
12-02-2011, 21:09
Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów i formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczali mnie nieskończoności.

Rozprawiali o "cudach przyrody",
Oglądałem różne tajemnice:
W jednym szkiełku "życie w kropli wody",
W innym zaś - "kanały na księżycu".

Mam tej wiedzy zapas nieskończony:
2 pi-er i H2S04,
Jabłka, lampy, Crooksy i Newtony,
Azot, wodór, zmiany atmosfery.

Wiem o kuli, napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera...
Wiem, że ciało pogrążone w wodę
Traci tyle, ile... etcetera.

Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.

I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.

I do dziś mam taką szkolną trwogę:
Bóg mnie wyrwie - a stanę bez słowa!
- Panie Boże! Odpowiadać nie mogę,
Ja... wymawiam się, mnie boli głowa...

Trudna lekcja. Nie mogłem od razu.
Lecz nauczę się... po pewnym czasie...
Proszę! Zostaw mnie na drugie życie
Jak na drugi rok w tej samej klasie.

rossa
13-02-2011, 16:52
Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste,
Lecz i manowce są wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki a taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.

http://www.iv.pl/images/17921082992997182911.jpg (http://www.iv.pl/)

donka
14-02-2011, 13:13
Dziewczyny - Rosso, NutaDo i wszystkie, które mają tu ochotę wklejać wiersze - mam do Was ogromną prośbę, być może weźmiecie mnie za dziwaczkę, ale powracając po kilku latach do tego wątku wymarzyłam sobie zamieszczanie w nim poezji ilustrowanej. Wymaga to trochę inwencji, ale jaką potrafi sprawiać przyjemność....naprawdę. Proszę więc Was postarajcie się utrzymać swoje posty w tym samym tonie. Jeszcze miło by było gdybyście używały tego samego rodzaju czcionki / Georgia - rozmiar 3 - /, ale nie koniecznie - mamy przecież duży wybór, a nieraz rodzaj czcionki dopasowuje się do treści wiersza. Nie miejcie mi za złe moich kaprysów, chciałam by ten wątek był trochę inny, bardziej koncepcyjny i po prostu ładny. Oprawa wiersza uwydatnia jego głębię i piękno.

Rosso Twój ostatni wiersz Staffa jest właśnie taki.

donka
15-02-2011, 17:39
Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste,
Lecz i manowce są wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki a taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.

http://www.iv.pl/images/17921082992997182911.jpg (http://www.iv.pl/)






http://i54.tinypic.com/5x388n.jpg
/Andrew Annenberg /

„Odys „ Staffa zamieszczony przez Rossę przypomniał mi bardzo piękny wiersz o Itace – greckiego poety Konstandinosa Kawafisa.
Nie znałam tego poety, odkryłam go kilka lat temu dzięki Krzysztofowi Kolbergerowi recytującemu "Itakę" w Radiowej Jedynce.
Przed zaprezentowaniem wiersza - może kilka słów przypomnienia motywu mitologicznego, który tak jak i "Orfeusz i Eurydyka" znalazł wiele odwołań w sztuce nowożytnej. Myślę o bohaterskim poemacie Homera „Odyseja” którego treścią są losy niestrudzonego wędrowca Odyseusza, dzielnego króla Itaki odbywającego wielką podróż spod murów Troi do domu, do wiernej, kochającej żony Penelopy.
Odyseusz powracał do swej ojczyzny dziesięć lat. Ta opowieść jest metaforą ludzkiego życia, które jest wieczną walką z przeciwnościami losu, wiecznym dążeniem do celu. Jest to także wyprawa w głąb siebie, poznanie swoich słabości, odnalezienie i określenie tego, co naprawdę w życiu ważne i wartościowe Dla Odyseusza celem była Itaka.

http://i53.tinypic.com/w02q39.jpg
/ Claude Lorrain - Powrót Odyseusza 1644r./


Konstandinos Kawafis – Itaka

Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

Pragnij tego, by wędrowanie było długie:
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaka uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłowa i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki —
ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
aby uczyć się i jeszcze się uczyć — od tych, co wiedzą.

Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej — twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.

Itaka dała ci tę piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.

Przełożył: Zygmunt Kubiak

http://i54.tinypic.com/2j2vk1d.jpg
/Vlastimil Hoffman – Powrót Odyseusza /





Równie pięknym wierszem o wędrówce Odyseusza do Itaki jest
„Odys” o. Bartłomieja Józefa Kucharskiego.

Nauczyłeś mnie czym jest
smak wędrówki, zmaganie się
z drogą prowadzącą przez obszary
ziemi, ale przede wszystkim
czym jest droga wiodąca przez
przestrzenie duszy.

Dzięki Tobie wiem, że życie
jest wędrowaniem, ciągłym
oddalaniem się i przybliżaniem
do celu, którym jest Itaka,
dom, w którym czeka na nas
wierna miłość.

Dla Ciebie to miłość Penelopy,
dla mnie tkliwe Miłosierdzie Ojca,
który czeka na mnie wierząc,
że powrócę z dalekiego kraju,
dokąd uciekłem, szukając
tego, co zawsze było tu w Itace -
w błękitnym domu Ojca.

Ale gdybym nie powędrował
w tę złudną podróż
po bezdrożach świata,
nigdy nie zrozumiałbym
czym naprawdę jest Itaka.

donka
17-02-2011, 00:55
Jeszcze o Konstandinosie Kawafisie słów kilka:

Konstandinos Petrou Kawafis ( ur. 29 kwietnia 1863 w Aleksandrii w Egipcie, zm. tamże 29 kwietnia 1933) – Uważany za jednego z najwybitniejszych, nowożytnych poetów greckich XX w. W jego twórczości dominuje tematyka hellenistyczna i osobista.Zapoczątkował nowy typ liryki, pisząc językiem, zbliżonym do prozy. Jego refleksyjna poezja bardzo do mnie przemawia.
Nie sposób w tym wątku zamieścić wszystkich, lubianych przeze mnie wierszy.....ale chociaż oprócz najbardziej znanej i zaprezentowanej już w poprzednim poście "Itaki" jeszcze te dwa:

http://i52.tinypic.com/29binvt.jpg

Konstandinos Kawafis

Obok tego domu

Wczoraj, przechadzając się w pewnej dzielnicy,
jak niosły kroki, przeszedłem obok tego domu,
do którego tak często wchodziłem, gdy byłem młody.

Tam ciało moje ogarnęła miłość
potęgą swą niepojętą.

I oto wczoraj,
kiedy szedłem przez ową starą ulicę,
od zaklęcia miłości niezmiernie wypiękniały
sklepy, trotuary, kamienie bruku,
mury, balkony i okna;
nic pospolitego nie ostało się tam.

Gdy stanąłem i patrzyłem na bramę,
gdy stanąłem i nie mogłem odejść od tego domu,
z całej istoty mojej wyłaniało się, przechowane,
dotąd przechowane, wspomnienie tamtej rozkoszy.

Przełożył: Zygmunt Kubiak




http://i53.tinypic.com/1hpnau.jpg
/ Chagall - Trzy świece /

Świece


Dni przyszłości przed nami –
jak ustawione w rzędzie świece zapalone,
złote, ciepłe, pełne życia.

Za nami – dni, co przeminęły:
smutny szereg świec wygasłych;
te najbliższe jeszcze trochę dymią,
zimne świece, zniszczone, pogięte.

Nie chcę na nie patrzeć – ich widok mnie zasmuca;
i boli mnie, gdy wspomnę, jak niegdyś płonęły.
Przed siebie patrzę – na zapalone świece.

Nie chcę się odwrócić, abym nie zadrżał widząc,
jak szybko się wydłuża ciemny szereg –
i więcej, coraz więcej świec wygasłych.

Przełożył: Zygmunt Kubiak

donka
17-02-2011, 01:17
W nawiązaniu do mitycznej Penelopy:

http://i54.tinypic.com/5n7y4z.jpg


Elizaweta Bagriana:


Penelopa XX wieku

Nie jestem starogrecką Penelopą,
Która pokornie szatę tka i pruje,
I lat dwadzieścia czeka na Odysa,
Zagubionego pośród mórz i lądów,
Przez nimfy wysp nieznanych więzionego
Aby powrócił do niej — i to wtedy,
Gdy wierny pies zaledwie by go poznał.


Nie chcę się tlić i drżeć niby kaganek
W celi klasztornej,
I topnieć niby zapomniana świeczka
W bezpłodnym swym płomieniu,


I ronić łez nad rozłożoną mapą
Niby nad szatą mniszą,
Myślami gonić po obszarach mórz
I po zatokach dziwnych,


I bać się wszystkich Ew na ziemi —
Białej i zimnej mieszkanki północy,
Ciemnej, płomiennej mieszkanki południa ...


Mnie nie wystarczą wynalazki
Anten i kabli niezliczonych,
Które oplotły wodę, ziemię i powietrze,
Depesze lakoniczne wystukując
Miłości twojej roztargnionej!


Chcę ją odczuwać tutaj, drżąca,
Najpierwotniejszym wynalazkiem —
Pięciu zmysłami, które Bóg nam dał,


Tak jak ostatni człowiek na tej ziemi,
Jak najnędzniejsze stworzenie na świecie,


Tak jak ostatnia i pierwsza kobieta.



Przełożył Seweryn Pollak

donka
18-02-2011, 00:37
http://i55.tinypic.com/1448dbm.jpg
/ Michał Anioł – fragment fresku /

Anna Kamieńska

Ale jak ostrzec młodych

Ale jak ostrzec mądrych
jak przestrzec ich przed własną mądrością
przed chłodnym spokojem moralistów

Jak ostrzec tych
którzy podzielili już świat
na czarne i białe
którzy już wpakowali do piekieł
potępionych rozpoznając
ich po kolorze
lepiej od samego Pana Boga

Już nie potrafią nikogo
ułaskawić
nikomu przebaczyć
specjaliści od dobra i zła

Jak ostrzec konsekwentnych
przed ich konsekwencją
jak ostrzec racje przed
ich racjami
jak im ukazać
ciemny głąb możliwej niemożliwości

Oni tak pięknie
ustawili swój świat ze słów
i opasali kolczastą ironią

Jak ludzi ostrzec przed ludźmi
kiedy przyglądają się światu bez bólu
a każda rzecz w ich spojrzeniu
staje się tylko rzeczą

Jak ich przekonać
aby zechcieli odsunąć
się choć trochę
by własnym cieniem
nie zasłonili sobie
słońca.

Vika
18-02-2011, 18:12
http://www.ogrodzeniaplastikowe.info/templates/ogrodzeniaplastikowe/_grafika/galc/ever_wood_realizacje_9/ever_wood_realizacje_9_20101118_1007735362.jpg O(d)GRODZENI

Człek, ponoć z przyrodzenia, towarzystwa prosi…
Choć o wolność jak lew walczy i swobody głosi,
Gdy solo, jak „koł” w płocie, stanie na pustyni
Wonczas, bodaj dla wroga, wszystko by uczynił.
Izolatka, zwłaszcza tycia i okratowana,
Rzuci nawet zatwardzialca na oba kolana.
Grody (od grodzenia) przodkowie stawiali –
Po co? Ano, by inni one zdobywali.
Ktoś był płot przeskoczył; inny mur rozwalił –
Na przekór poprzednikom, co go zbudowali.
Oderwać się od płotu nie jest sprawą prostą…
Płotu trzyma się kurczowo, kto pił i to ostro.
Nie mając na bliskie spotkania szczególnej ochoty,
Stawia się płot za płotem… Nie jeden – trzy płoty!
Są tacy, którzy bez sztachet jak bez ręki, prawej
I którym wadzą bariery – dość odległe nawet…

* * *

W upodobaniach ludzkich nic już się nie zmieni –
Jedni są, inni nie chcą być… ograniczeni.

autor;nieznany

donka
19-02-2011, 01:00
http://i54.tinypic.com/talcnr.jpg

Halina Poświatowska

Nie ma pewności

Nie ma pewności
istnienie nie jest istnieniem

śmierć?
cykl biologiczny

pewność?
kłamiemy mówiąc, że mamy tę pewność
my nie mamy pewności
jakże inaczej moglibyśmy żyć
codziennie budzić się
o świcie
całować
podnosić wypadłe z gniazd pisklęta
jeszcze nie upierzone
patrzeć w słońce
mrużyć oczy
rozszczepiać światło białe na widmo słoneczne
mówić o tęczy tęcza
widzieć tęczę
pisać wiersze o tęczy

żyć
mamy pewność czy nie mamy pewności?

czym jest to co mamy
o my mamy
mamy mając
maj
majowy
umajony
mi querida
caro mio
darling
lieblich
mój

wiedza o początku
to twój uśmiech

wiedza o końcu
mała zmarszczka w kącie twoich ust

oglądam twoje ręce moje ręce twoje ręce
ręce
sprawne jak tresowane psy
wierne
bezradne
naprzeciw wiedzy
która jest pewna
która jest
śmiercią

donka
20-02-2011, 01:14
http://i51.tinypic.com/2h56wjd.jpg

Aktorka Dorota Stalińska:

- Jestem aktorką, ponieważ zawsze być nią chciałam.

- Śpiewam piosenki, ponieważ zawsze śpiewać je chciałam.

- Walczę uparcie z wszystkimi problemami, ponieważ nie chcę ich mieć i nigdy mieć nie chciałam.

- Wychowuję sama swojego syna, ponieważ bez względu na wszystko bardzo go mieć chciałam.

- A zatem uznawana jestem za osobę silną, bardzo silną.

- I bardzo dobrze!

We wstępie do jednego ze swoich poetyckich tomików napisała:

- "Nigdy nie pokazywałam swoich łez. Całe życie płynęły cicho i w ukryciu. Całe życie... całe życie... całe życie szukałam tej "obiecanej", gorącej, prawdziwej i głębokiej miłości. Jedynym - jak na razie - owocem moich poszukiwań są te oto wiersze"

Wybrałam jej trzy wiersze, które ....może warto przeczytać, choć gusta to rzecz względna /"De gustibus non disputandum est"./


Czekanie

W tej ciszy
b e z g r a n i c z n e j
leżę wsłuchana w windy skrzyp.

I liczę –
ile pięter
pokonał właśnie z dołu dźwig.

Trzasnęły
drzwi na piętrze!
Zamieram cała – raz, dwa… trzy…

To pewnie
sąsiad lub sąsiadka.
A ja myślałam… że to ty!



Na pewno

Codziennie wkładasz najpiękniejszą twarz,
godziny trwoniąc swe przed lustrem.
Codziennie ścinasz najpiękniejszy kwiat,
na stole stawiasz uroczyście.

Codziennie czekasz wierząc, że to dziś,
że dzisiaj, dzisiaj już na pewno!
On przyjdzie...i doceni trud,
nim twarz odpadnie, a kwiaty zwiędną.



Credo


Moje credo to bezmiłość
beztęsknota, bezczekanie.
Moje credo to niewiara,
niepewność, niezaufanie.

Moje credo to chwila,
jedna chwila nie więcej.
Moje credo to walka,
walka o życie codzienne.

Moje credo – niestety-
z twoim nie idzie w parze.
Moje credo – to prawda,
twoje – pozbawione jest marzeń.

Moje credo mimo wszystko
to uśmiech i wieczna pogoda.
Twoje credo to tylko,
to tylko, to tylko… w y g o d a.

donka
21-02-2011, 02:01
http://i54.tinypic.com/2zdw38m.jpg
Michał Anioł

Adam Mickiewicz

Broń mnie przed sobą samym...

Broń mnie przed sobą samym - maszże dosć potęgi;
Są chwile, w których na wskroś widzę Twoje księgi,
Jak słońce mgłę przeziera, która ludziom złota,
Brylantowa zdaje się, a słońcu - ciemnota.

Człowiek większy nad słońce wie, że ta powłoka
Złota, ciemna jest tylko tworem jego oka.
Oko w oko utapiam w Tobie me źrenice,
Chwytam Ciebie rękami za obie prawice

I krzyczę na głos cały: wydaj tajemnicę!
Dowiedź, żeś jest mocniejszy, lub wyznaj, że tyle
Tylko, ile ja, możesz w mądrości i w sile.

Nie znasz początku Twego; a czyż ludzkie plemię
Wie, od jakiego czasu upadło na ziemię?

Bawisz się tylko ciągle, badając sam siebie;
Cóż robi rodzaj ludzki? - w swych dziejach się grzebie.

Twoja mądrość samego siebie nie dociecze.
A czyliż samo siebie zna plemię człowiecze?

Jeden masz nieśmiertelność; my czy jej nie mamy?
I znasz siebie, i nie znasz; my czy siebie znamy?

Końca Twojego nie znasz; my kiedyż się skończym?
Dzielisz się, łączysz; i my dzielim się i łączym.
Tyś różny; i my zawsze myślą rozróżnieni.
Tyś jeden; i my zawsze sercem połączeni.

Tyś potężny w niebiosach; my tam gwiazdy śledzim.
Wielkiś w morzach; my po nich jeździm, głąb ich zwiedzim.

O Ty, co świecąc nie znasz wschodu i zachodu,
Powiedz, czym się Ty różnisz od ludzkiego rodu!

Toczysz walkę z szatanem w niebie i na ziemi;
My walczym w sobie, w świecie z chęciami własnemi.

Ty sam na siebie wdziałes raz postać człowieka,
Powiedz, czyś wziął na chwilę, czyś ją miał od wieka?

[1833 - 1836?]

donka
22-02-2011, 02:00
http://i55.tinypic.com/sbsrpw.jpg
Yves Thos

Jeremi Przybora
/Z repertuaru Kabaretu Starszych Panów/

PODŁA

Podła! Na pasku kłamstw mnie wiodła
By nagle zepchnąć w otchłań, w bezsenną noc bez dna.

Zgubna! Niewierna choć nieślubna,
Fałszywa, samolubna, podstępna, pusta,, zła !

Żeby tak jeszcze móc na jej ślad natrafić
Żeby tak jeszcze móc spotkać ją i stłuc!

Słodka! Rozumna , śliczna , wiotka
Kwiatuszek mój , stokrotka

Niepowtarzalna ma!
Cudna! Ponętna , choć nietrudna ,
Namiętna i nienudna, jak hazardowa gra

Śliczna! Wiosenna, fertyczna
Płomienna, dynamiczna
Jak elektryczna skra!

Gdyby los chciał mi dać
Jeszcze raz tę szansę
Móc w ramiona ją brać
Tulić, mieć i łkać.

Wredna!
Trucizna, żmija jedna
Ach, podniósłbym cię ze dna

Roślinko biedna ma!

http://www.youtube.com/watch?v=T5NK_aH9ECc

donka
23-02-2011, 00:59
http://i53.tinypic.com/8y9bvt.jpg

Kornel Filipowicz – 77 letni, nieżyjący od 21 lat polski powieściopisarz, poeta, autor 37 książek, prawie nieznany szerokiemu gronu czytelników, bardziej kojarzy się jako towarzysz życia Wisławy Szymborskiej. Zyskał sobie opinię człowieka wyjątkowo prawego i szlachetnego.
Jeden z jego znanych wierszy:

Kornel Filipowicz

Świętość

Nie można być świętym
W całości od stóp do głów
Od rana do wieczora
Codziennie co godzina co chwila

To nie miałoby sensu
Byłoby śmieszne
Nie mówiąc już o tym
Że w dzisiejszych czasach
Nieosiągalne
ale
W mroku pogrążonemu
Zaszczutemu zajętemu sprawami
Mojego żołądka i skóry
Moich rąk i nóg
Jeśli czasem
Raz na tydzień
Raz na rok
Choć na chwilę
Przestanę myśleć tylko o sobie
I poczuję że jestem komuś potrzebny
Że stać mnie na to
Aby w czyjejś obronie
Być odważnym i bezinteresownym
To jakby odblask światła
Którego źródło jest mi nie znane
I niewidoczne
To jakby iskra albo promień
Który nagle przebił ciemność
Dotknął jakiegoś miejsca we mnie
I sprawił że zaświeciło
i całego mnie na chwilę rozjasniło
Szkoda tylko
Że to tak krótko trwało
Że tak szybko zgasło.



Od 1969 roku do śmierci był związany z Wisławą (nie łączył ich jednak nigdy związek małżeński ani wspólne mieszkanie).
Po jego śmierci Szymborska napisała m.in. znany nam wszystkim wiersz, szczególnie przeze mnie lubiany -
"Kot w pustym mieszkaniu," którego nigdy nie czyta na wieczorach.....
Jego związek z Wisławą Szymborską trwał ponad 20 lat.


Mizia - autentyczna kotka Kornela Filipowicza.

http://i55.tinypic.com/f50n48.jpg

Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.

Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.

I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.

Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery.

Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no sie pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.

Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.

donka
23-02-2011, 23:28
http://i56.tinypic.com/2r54uhd.jpg

Wisława Szymborska

Ella w niebie


Modliła się do Boga,
modliła gorąco,
żeby z niej zrobił
białą szczęśliwą dziewczynę.

A jeśli już za późno na takie przemiany,
to chociaż, Panie Boże, spójrz ile ja ważę
i odejmij mi z tego przynajmniej połowę.

Ale łaskawy Bóg powiedział Nie.
Położył tylko rękę na jej sercu,
zajrzał do gardła, pogłaskał po głowie.

A kiedy będzie już po wszystkim - dodał -
sprawisz mi radość przybywając do mnie,
pociecho moja czarna, rozśpiewana kłodo.

donka
25-02-2011, 00:15
http://i55.tinypic.com/66hu0m.jpg
Amor i Psyche - Canova

Ewa Lipska

Wolny przekład z Szekspira

W oczy mi patrzysz wciąż tak samo
jak w tysiąc pierwszym roku rano
kiedy w szeroką moją suknię
twoje wplątało się kolano.


Miłość przez wieki się nie zmienia.
Kamień jak był tak jest z kamienia.
Rzeka jak była tak jest rzeczna.
I wieczna miłość jest odwieczna.


I myślisz o mnie wciąż tak samo
jak myślał książę z którym nieraz
huśtałam zwinnie się na drzewach
nadworną będąc jego damą.


Miłość przez wieki się nie zmienia.
Czas na mym życiu zdarł kopyta.
Jak mnie żegnałeś tak mnie żegnasz.
Jak mnie witałeś tak mnie witasz.


Z przekory czasu znów jesteśmy.
Jego wskazówek podopieczni.
Tik tak. Współcześni. Średnio-wieczni.
Tik tak. Weseli. Smutni. Sprzeczni.


Tik tak. Powoli światła gasną.
Tik tak. W miłości wiecznej zasnął
książę współczesny. Przeszły. I
współcześnie przeszły. Jakby nic
odchodzi chyłkiem. W noc wyrusza.

Jak gdyby w ręku trzymał jeszcze
Swą rolę godną Poloniusza.

donka
26-02-2011, 00:18
W Polsce do tragicznych kart historii sięga się głównie z okazji rocznic…..ten smutny, wstrząsający wiersz
Anny Kamieńskiej umieszczam tu bez okazji.

http://i53.tinypic.com/11jyr7c.jpg
Zygmunt Menkes - Ojciec i syn


"Stół Mordechaja Gebirtiga"

Od rana padał smutek.
Jakbym już zrozumiała wreszcie,
Że ci, co umarli, umarli naprawdę.
Wtedy w drzwiach stanął, wysoki głos, fujarki...
Poznałam po wielkich uszach,
Po oczach wilgotnych i wesołych ustach.
Tak wyglądają biblijni aniołowie
Przebrani za biednych, przedwojennych stolarzy,
O których powiada Izajasz:
Będzie wam pieśń jako noc święta i wesele serdeczne.
Który idzie z piszczałką
Który idzie z piszczałką

Pani się smuci – powiedział Mardechaj Gebirtig – a przecież świat jest Boży...
Ja pani zrobię taki kredens,
Co w nim zawsze będzie pełno rodzynek.
Po co?
Ja pani zrobię krzesło,
Że usiedzi na nim największy niepokój,
Ale najlepiej, to ja zrobię stół,
Taki stół, co sam pisze wiersze,
A jak zechce - może zaśpiewa.

Miałem dom, ciepłą przestrzeń,
Trochę dobytku, jak u biednych ludzi.
Mocno, jak korzeniami drzewa,
Wrosłem w tę ukochaną biedę.
I zaraz pełno się zrobiło w domu Mardechaja Gebirtiga
I jego wiórów jak kędziory wnuka,
Zaśpiewało drewnem prosto z lasu.

Oj, dlaczego wszędzie za nim biegną dzieci?
Był tu stolarz Gebirtig.
Jeszcze na podwórzu stoi śpiew.
Ja zaśpiewam po żydowsku,
Może sosna polska wytłumaczy.

Już rok: wojny, nieszczęść, udręki...
Jak przeżyć?
Jak przetrzymać?
Modlitwa nie dociera do namiotu Boga,
Niebo zamknięte jak serce świata.

Pani się modli, ja nauczę się modlić za umarłych
Panie Boże nasz, bądź pochwalony
Za światło drogich oczu,
Zawsze wiekuiste.
Za jabłko okrągłe,
Za deszcz na szybie.
Za jedzenie, za wino i chleb.
Za wesołość przy stole.
Za powagę dziecka,
Za ciepło ciała.
Za pracę i za zmęczenie.
Za szybki sen.
Bądź pochwalony,
Za ziemię do chodzenia.

Czy są jeszcze na świecie wiosny?
Czy pola są obsiane?
Czy cały świat jest jednym wielkim
Gettem, otoczonym murami?
Ja zaśpiewam radość, wiarę i rozpacz i
To, czego z żywych nikt nie powie.
Pani wie, ja też myślałem, że umarłem.
Strach, czy to już?
Skrzypnięcie drzwi.
Głodna mysz, trwoga,
To oni.
Ciało zamiera.
Na dworze szeleści papierami wiatr.
Pora pożegnać się bez słów.

Pani płacze, taka łza daremna.
Niech to będzie na moją Szifrełe.
Pani siądzie nad stołem, popłacze,
Ja myślałem, jak drogie są łzy dla tych, co nieopłakani.
Nad moim łóżkiem na ścianie, moja córka Szifrełe
Z samego dna nocy patrzy na mnie, szepce:
Tatełe, wiem jak ci ciężko,
To już nie potrwa długo,
Przyjdę do ciebie, Tate.

Córeczko, pochowana w zbiorowym milczeniu,
Tak mi długo do ciebie.
Tyle już lat wracam do twojej ostatniej minuty,
Aby ci ująć lęku.
Bardziej się boję, ze nie bałaś się wcale,
Że wierzyłaś do końca ojcu.
Pamiętaj, ja wrócę, zabiorę cię, uniosę...
I przez łoskot wszystkich przerażeń
Wyciągałaś do mnie małe rączki.
Pewnie tobie jest bliżej do Ojca,
Bo ty lepiej umiesz milczeć, córeczko.

Może pani wie, gdzie odchodzą domy,
Gdzie odchodzą ich dusze?
Kto mi da wór zapomnienia na głowę,
Kto mi da źródło łez?

Ludzie, niech będzie wesoło, rozchmurzcie się, ludzie.
Więcej miłości i wiary, więcej nadziei.
Zło się obmyje, nieszczęście się spierze.
Tylko to piętno Kaina czerwone, Abla krew serdeczna,
To się nie zmywa!
Ludzie, niech będzie wesoło, rozchmurzcie się, ludzie.
Ludzie, niech będzie wesoło, rozchmurzcie się, ludzie.

Gdy wymazane jest wszystko,
Wtedy dopiero domy zmiecione,
Cmentarze rozdrapane,
Imiona wdeptane w ziemię.
Gdy żadne tchnienie, żaden wiatr
Nie zapamiętał języka i głosu,
Gdy chmura nie przypomni,
Ani pieśń wzgórza leżącego krzyżem.
Gdy w Bogu nawet trudno poznać Boga
I prorok Eliasz nie czeka w gęstwinie, by
zgubionego chłopca prowadzić do domu.
Gdy nie ma nic, nawet napisu,
Choć tyle tu pokoleń szło do ziemi,
Że mogłoby przemówić ich językiem źródło.

Gdy umilkł tamten płacz i lament,
Co zdało się, że będzie trwać do końca świata.
A tuła się między gwiazdami,
A śliwki toczą się po zboczu. A stęka
Jabłoń, a przestrzeń ponad Wisłą pęka.
A jak Pani wstanie od tego stołu,
Ja odejdę i pomyśli Pani, że mnie nie ma,
Że nigdy tu nie było stolarza Gebirtiga.
Nigdy tu jego pieśni...

Krakowie, bądź mi pozdrowiony.
Przed domem czeka zaprzężony wóz.
Jak psa mnie gnają stąd.
Może ostatni raz cię widzę,
Miejsce tak bliskie i znajome.
Na grobie matki wypłakałem serce,
Ostatnią łzą zwilżyłem kamień ojca.
Święta ta ziemia, w której śpią ojciec i matka,
Święta ta ziemia, święte dnie i noce.
Święte jej cisze, w które idą pokolenia.
Gebirtig szedł pierwszy w tłumie,
Otworzył usta do śpiewu,
Nienawiść zwinięta w kulę
Ugrzęzła w gardle pieśni.

Gore, bracia, gore,
Płonie nasze miasteczko.
Złe wichry niosą ogień,
Wszystko rwie się i wali.
Gore, bracia, wokoło,
A wy stoicie spokojnie,
A wy patrzycie, jak gore.
Gore nasze miasteczko.
Gore, bracia, gore.
Ratunek w naszych rękach,
Jeśli wam drogie ono,
Chwyćcie narzędzia,
Gaście, gaście pożar,
Gaście pożar krwią własną.

Piszę nocą do świtu, nad ranem
Ciemność kładzie mi łapę na stole,
Krew ze mnie uszła.
Mój pusty dom cały skrzypi
I pełny jest nie wiem czego,
Co wchodzi na nasze miejsce.
W taką noc, jak dzisiaj,
Umarli przychodzą we śnie.
Niosą żywym kubek ochłody.
Kto położy czułe dłonie błogosławieństw
Na kamieniu, którego nie ma?

donka
27-02-2011, 12:22
Agnieszka Osiecka i Andrzej Waligórski - o tym samym tylko trochę inaczej.



http://i51.tinypic.com/2cr7ler.jpg
Chagall - Mariage

Agnieszka Osiecka

Ławeczka

Spacerek,
rowerek,
wycieczka,
a jak wycieczka, to rzeczka,
nad rzeczką malinki,
no a po nich landrynki,
pocałunki, pocałuneczki,
takie małe, jak to z wycieczki.
I same zdrobnienia
i wyrzutów sumienia
ani za grosz.

Przewlekłe śniadanko,
śniadanie
i malutkie kochanie,
kochania calutki kosz...

A potem tanie prezenty
i uśmiech czyjś uśmiechnięty
a na deser - Boże święty
czułych szeptów deszcz.
Kalendarzyk i morska świnka
oraz pluszowy jeż
lalka i wrak konika
mogą patrzeć też.

To życie,
życieńko,
a jak życie
to cieniutko, to cienko.
I smutku kołderka,
pod kołderką - chanderka
milczenie, milczonko
takie małe, jak to z żonką.
I same grzeczności,
ostateczki miłości
niby w półśnie.

Niesmaczne śniadanko
śniadanie
i uprzejme rozstanie
i puste posłanie psie.




Andrzej Waligórski

Granice przywiązania

Ach, jacy są piękni i młodzi
Parka prześlicznych bobasków
Ach, nic ich, nic nie obchodzi
Gdy bawią się razem w piasku.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
"A cija łopatka to, cija?
A cije wiaderko to, cije?"

Ach, świat do nich cały należy
Ach, ptaki im grają preludia
A w gronie innej młodzieży
Skończyli właśnie studia.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
"A cija to nózia, cija?
A cije to uszko, cije?"

Ach, oto już są na posadach
Ach, mają już, mają pieniążki
Otacza ich dzieci gromada
Strojnych w majteczki i wstążki
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
"A cija to fajka, cija?
A cije to kapcie, cije?"

Ach, oto już są staruszkami
Ach, mają kubraczki z włóczki
Ach, lubią ze swymi dziadkami
Pobawić się czasem wnuczki.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
"A cija łysina to, cija?
A cije to zmarszczki, cije?"

Ach, oto pomarli już biedni,
Choć żyli przykładnie jak trzeba.
I zaraz na cmentarz sąsiedni
Ich dano i poszli do nieba.
Tam skandal się zrobił dopiero,
Bo gdy się spotkali hen, w górze
On jęknął: "To znów ty, cholero?"
A ona: "Znów ty, stary szczurze?"

donka
02-03-2011, 00:41
http://i51.tinypic.com/2u63dj5.jpg
Fot. Krystyna Łyczywek, Zuzanna i starcy. Muzeum w Dreźnie, 1967


Leszek Długosz

Starzeć się...
(Studium z natury)


Umrzeć? – Każdemu wszak przygoda ta pisana
Lecz starzeć się, ach starzeć się... panowie panie
– To jeszcze inna jest "ballada"

Starzeć się –
To nawet nie ten w lustrze
Dialog cichy:
nie niemożliwe
wiec naprawdę
więc mnie też dotyczy?

Nie scenka kiedyś w szybie na ulicy
– Ów siwy? (Skądże tak zgorzkniały
Czemuż tak surowy?)
Młodzieńcze nie tak dawny, spójrz
– Cieniom gdzieś dalekim
Rękę swą podaje
– Młodzieńcze nie tak dawny
Rozpoznajesz?

Starzeć się – niezbicie wiedzieć: tak
Przyjdą sceny okrutniejsze
I obrachunki bardziej gorzkie
Samemu przyjdzie na głos wypowiedzieć :
"Nie ja. Nie dla mnie. Już nie dzisiaj..."
I tyle jeszcze skreślać
Skreślać z listy
Wbrew sercu dumie pysze własnej
Wbrew niespokojnym jeszcze zmysłom

Starzeć się, cóż starzeć się...
– Więc zdradę odkryć dookoła?
I zanim świat umieści
W tym groteskowo ironicznym (jak!) teatrze
(Jedyna to oferta sceny, gdzie by nas jeszcze
Widzieć raczył)
Samemu wcześniej zdążyć
Zejść w kulisy

Umrzeć – ileż potrzeba wprawy
Zasługi choćby marnej?
– Więc rozpatrywać banał niechybnej tej
Oczywistości

Lecz – starzeć się?
Ach starzeć się, panowie panie
O kto by przeczuł, odgadł wcześniej
Ów s c e n a r i u s z
Powolne to – z dnia na dzień doskonalenie
Rozpadu
Rezygnacji
Zniechęcenia
Bezradnej w końcu zgody: t r u d n o
(T r u d n o, b o j a k i n a c z e j ?)

Starzeć się?
– Głuchota telefonów
– W wieczornym kręgu lampy
Scena coraz to powszedniejsza
– Wśród cieni przywołanych szepty
Ta sama aria pośród fotografii : "Pamiętasz?
– Więc pamiętasz?
Ja pragnę wciąż tak samo..."
– W opustoszałym chłodnym łóżku
– Kamfory, waleriany zapach
Bezsenność do świtania
Poduszki kłębek umęczony
I przy policzku czuły
– Wciąż jeszcze pamiętany
Dłoni tamtej dotyk...

Starzeć się?..
Co rano abdykować
I z oswojoną melancholią
Oddawać po kolei – miejsca władzę
Splendor urodę siłę i skuteczność
(O jakież jeszcze by rejestry)
Stopień po stopniu – po bułki czy po mleko
Do sklepiku ledwie schodzić
A przecież wiedzieć
Widzieć to pod powiekami: tak,
Nie na dół, w gruncie rzeczy –
Do dołu w gruncie rzeczy (trzymając się poręczy)
T a k s i ę s c h o d z i –
No sorry życie, wybacz
To było by mniej więcej tyle?
Powiedzmy – komplet wrażeń?
Nic do naprawy
Nic do odwołania

– Starzeć się ?
Więc niemal z zawstydzeniem pod mur się cofać
W cień umykać
Na widok kłusu b a r b a r z y ń s t w a
Młodości rozpędzonej pośród
"N a s z y c h u p r a w"
Bez ceremonii bez żenady roztrącającej
"P i ę k n e n a s z e z b i o r y"

Starzeć się...
Pospiesznie myśl zataić:
"Ach jeszcze być kochanym?..."
– Zużycie nie zawstydza... wiedzieć
Lecz wiedzieć – m e c z
– Jaki tu jeszcze do zagrania:
(W końcu, na końcu)
To choćby, o jeszcze tylko
– b y ć c h o ć w y s ł u c h a n y m ?...
O ten przywilej (na końcu, w końcu)
– O ten przywilej tu zabiegać?..

Umrzeć –
Każdemu wszak pisana ta przygoda
Powiedzie się bez zasług
Bez wprawy to się uda

Lecz starzeć się, ach starzeć się panowie panie...
O kto by przeczuł?
Odgadł wcześniej
ów s c e n a r i u s z ...
(Prawdziwy wątek tej "b a l l a d y")
A wiedząc... kto by się odważył?

donka
03-03-2011, 02:22
http://i54.tinypic.com/vff980.jpg
Edwin Landseer


Jeszcze raz Leszek Długosz w wierszu:

ŚPIESZMY SIĘ / napisał go zainspirowany utworem Jana Twardowskiego ”Śpieszmy się kochać ludzi” - jest on jakby kontynuacją poprzedniego - „ Starzeć się”/

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen
Zatrzeć ślad
Jeszcze się ręce wyciągają jeszcze witać
Mocno jeszcze objąć chcą
A tu już puste miejsca po nich
Fotografie telefony głucho milczą
Dzień i noc

Śpieszmy się śpieszmy bo przemija młodość prędko
Ileż prędzej niż w to sama wierzyć chce
I mija gdzieś ta łatwość serca, z którą kiedyś
Tak w nieznane lekko tak umiało biec
Zagarnie nas wezbrany nurt
Pochyli nas powaga dat
I w wirze tylu tylu spraw
To porzucimy zapomnimy
To co naprawdę ważne było w nas

Śpieszmy, śpieszmy się
Bo krucha jest materia naszych dni
Bo śnią się szare coraz bardziej puste sny
Bo zasypiają serca w nas
Nie zbudzą się któregoś dnia...

Śpieszmy się śpieszmy żeby zdążyć, żeby rozdać
Ten majątek serca z tylu tylu lat
Po co nam dźwigać taki ciężar
Aż na tamtą stronę świata
Po co nam to wszystko z sobą po co brać ?

O niech to lepiej tu zostanie
Nasze myśli radość oczu czułość rąk
Bo jeśli z nas ma coś ocaleć to niech innych
Pamięć o nas niech nam będzie tak jak schron

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Tych realnych niezmyślonych
Ale takich jacy wokół, jacy są
Umiejmy sobie to wybaczyć, że nie lepszych
Nie piękniejszych dał nam tu nawzajem los
Serdecznym ciepłem się podzielmy obdarzmy światłem
Co w nas może jeszcze drga?
Bo gdy gęstnieje mrok pod wieczór ono niech
To światło niech wspomaga nas prowadzi nas...

Śpieszmy śpieszmy się ,
Bo nieustannie wieje ten - wiadomy wiatr
Bo nawet to skąd wiedzieć
Skąd by wiedzieć nam - która z miłości naszych
Właśnie... Może jest już tą ostatnią?

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen
Zatrzeć ślad
Wystarczy wiatru nagły poryw jedno słowo
Nieostrożny czasem gest
Zostają głuche telefony
Krzesła stoły
Lampy
Okna
Za oknami pochylone cienie drzew...

donka
04-03-2011, 01:18
http://i55.tinypic.com/so22yp.jpg

Medytacyjna liryka Emily Dickinson została doceniona dopiero po jej śmierci /zm.w 1886 /, a autorkę uznano za najwybitniejszą i najbardziej oryginalną poetkę amerykańską.
Wychowywana w surowej, protestanckiej rodzinie do końca życia pozostała niezamężna. Żyła w samotności - odizolowana od świata, zajmując się rodzicami, domem i ogrodem. Z biegiem czasu poetka przestała opuszczać nawet swój pokój, prawie w ogóle unikając kontaktów z ludźmi.

Emily Dickinson

Nigdy nie czułam się jak w Domu...

Nigdy nie czułam się jak w Domu
Tu w Dole - i podobnie
Obco mi będzie wśród Ogromu
Nieb - nie przemawia do mnie

Raj - bo Niedziela tam - niezmiennie -
Bez przerwy Święto nudne -
Samotnie będzie mi w Edenie
W Środowe Popołudnie -

Gdybyż Bóg mógł gdzieś pójść z wizytą
Lub zapaść w drzemkę lekką
I przymknąć na nas Oko - ale
On sam jest - tą Lunetą

Śledzącą nas Odwiecznie - ja zaś
Wymknęłabym się spod pieczy
Pana Świętego Ducha - Wszystkich -
Gdyby nie "Sąd Ostateczny"




To czegośmy się bali przyszło

http://i55.tinypic.com/34z0lxs.jpg
Picasso.

To, czegośmy się bali, przyszło,
Lecz mniej przerażające -
Lęk trwał tak długo, że się zdało
Niemal logicznym końcem -

Przed każdą Grozą - jest Prób seria -
Przed Rozpaczą - Przymiarka -
Ciężej jest wiedzieć, że coś Czeka
Nas - niż że nami Targa -

A Przymierzanie Najgorszego -
Rankiem- gdy nas oniemi -
Straszniejsze - niż gdy jest nam Strojem
Do końca dni na Ziemi.




Nadzieja

http://i51.tinypic.com/33u63w3.jpg
Elżbieta Mozyro


"Nadzieja" jest tym upierzonym
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -

W świście Wichru - brzmi uszom najsłodziej -
I srogich by trzeba Nawałnic -
Aby spłoszyć maleńkiego ptaka,
Co tak wielu zdołał ogrzać i nakarmić -

Śpiewał mi już na Morzach Obcości -
W Krainach Chłodu -
Nie żądając w zamian Okruszka –
Choć konał z Głodu.

donka
17-04-2011, 00:23
Ponure, przygnębiające wiersze Emily Dickinson współgrały z moim marcowym nastrojem. Podświadomie identyfikowałam się z jej poezją……teraz wiem, że powinnam omijać ją z daleka.

Wiersz "To czegośmy się bali przyszło"

( "To, czegośmy się bali, przyszło,
Lecz mniej przerażające -
Lęk trwał tak długo, że się zdało
Niemal logicznym końcem –„)

oddawał to co akurat przeżywałam oraz czułam w związku z gwałtownym, nagle postępującym nawrotem choroby nowotworowej męża i był tym ostatnim bodźcem do zawieszenia, lub nawet pożegnania mojego ulubionego wątku.

Z poezją jednak nie sposób się rozstać, jest mi potrzebna jak powietrze. Dzielenie się jej pięknem pozwala mi łapać trochę dobrych, kojących chwil, zapominać o tym co dzisiaj. Zapytałam więc siebie – na co czekam ??? Mój mąż żyje i muszę wierzyć, że będzie żył.

Wracam tu z wiarą, że wątek będzie trwał..... może nie tylko dla mnie.

donka
17-04-2011, 00:42
Jeden z moich ulubionych poetów Roman Brandstaetter - znakomity polski pisarz, poeta, dramaturg i tłumacz pochodzenia żydowskiego. Wybitny znawca Pisma Świętego - ceniony w świecie, lecz stale za mało znany i uznawany w Polsce. Jego dzieła przenika głęboka mądrość.
Urodził się 3 stycznia 1906 r. w Tarnowie w rodzinie żydowskiej, w której wielką czcią darzono Stary Testament.



http://i53.tinypic.com/ouwsh0.jpg
Hieronim Bosch - Wóz z sianem

Roman Brandstaetter

Litania do świętego Antoniego

Świat jest wozem z sianem,
Jak na tryptyku Hieronima Boscha,
Święty Antoni.

Zgubiliśmy sens życia,
Wiarę,
Nadzieję,
Miarę wszelkich wartości
I samych siebie.
Jak mamy siebie odnaleźć
Święty Antoni?

Jak?

Gdzie?

Szukamy się w złocie,
W brylantach,
W książeczkach oszczędnościowych,
Na giełdach przypominających domy obłąkanych,
W sejfach bankowych,
W zagraconych szufladach,
W pelnych spiżarniach,
W ciemnych piwnicach naszych pożądań,
W narkotykach,
W wódce,
W porywaniu ludzi,
W mordowaniu ludzi,
W biurokracji,
W przybijaniu bezwartościowych pieczątek,
W upajaniu się władzą.

Jedzie wóz z sianem.

Jedzie...

Każdy chce z niego uszczknąć
Źdźbło słomy.

Największe źdźbło.....

Lub choćby najmniejsze...

Święty Antoni,
Święty znalazco igły w stogu siana,
Naucz nas odnaleźć sumienie nasze,
Które zgubiliśmy,
Nic nawet o tym nie wiedząc.

Jedzie wóz z sianem,
Jedzie,
Jak na tryptyku Hieronima Boscha...




http://i56.tinypic.com/1q4yky.jpg

Roman Brandstaetter

Panie, dlaczego kocham zmierzch...

Panie,
Dlaczego kocham zmierzch,
Jesień
I przeszłość?

Dlaczego kocham wszystko, co zmierzcha.
I wszystko, co dobiega kresu.
I wszystko, co przemija?

Daj mi, Panie,
Wieczność o smaku zmierzchu,
Jesieni
I odchodzącej przeszłości.

(Z tomu „Księga modlitw dawnych i nowych”)

donka
18-04-2011, 09:28
http://i51.tinypic.com/2heelh0.jpg

Zofia Szydzik

Słodka chwila

Trzymałam ją kiedyś w dłoniach...
Słodką, miłości pełną...
Była maleńka - jak kropelka dżdżu.
Pachniała delikatnie...
Jak w pełni rozkwitnięta kiść bzu.

Uchyliłam dłonie...
Uleciała wraz z zapachem,
Lekko - jak promyk słońca przed zmrokiem .

Wciąż stoję w tym samym miejscu,
Zaczarowana jej urokiem...

Cudownie jest łapać małe chwile,
Lecz trwają krótko, jak życie motyli.


Szydzik Zofia

* * * * *

przypadek
czy plan nakreślony z góry
wyzwania losu
progi do przekroczenia – mimo obaw
bariery do pokonania – mimo lęków
góry do zdobycia – mimo zwątpienia
upadki z których dźwigamy się – mimo słabości
napotkane pustynie - bezużyteczne przestrzenie
obwiniające siebie za stracony czas
lecz i tu – w mozole – mimo braku wiary
można odkryć źródło

życie
to podróż w samotności
najeżona przeszkodami
trzeba ją kontynuować – mimo woli
nie gasząc w sobie światła
danego nam na początku drogi – mimo wszystko

to nasze powołanie

donka
20-04-2011, 01:20
19 kwietnia minęła 68 rocznica powstania w getcie warszawskim..... przyćmiły ją w tym roku kłótnie o prawo do żałoby po ofiarach katastrofy smoleńskiej.

Halina Birenbaum żydowska poetka ocalona z holocaustu wspomina:

http://i52.tinypic.com/2wh2x50.jpg

Alte Zachen

nadjechało nowe niebieskie auto
przez głośnik wołanie:
„Alte zachen!” Alte Zachen!”
obcy akcent żydowskich słów
inny towar...

byłam małą dziewczynką gdy
lubiłam przypatrywać się takim handlarzom
przez okno naszego mieszkania w Warszawie
- chodzili po podwórkach
biedni pochyleni – gruby wór na plecach
śpiewali, błagali:
„Alte zachen! Alte szyjech!”
„Alte brojt! Alte chale!”
„Stare rzeczy kupuję! Stare buty
stary chleb! starą chałkę!”
chodzili z domu do domu, z podwórka
na podwórko –

dawali grosze dostawali grosze
zimą latem – dźwigali swe wory swą
biedę, mozolny trud
i śpiewali soczystym żydowskim językiem
„Alte zachen” kupuję „alte szyjech, alte brojt!”...

również w getcie ale tam daremnie
nastawiali czapki wyciągali ręce
wyczekiwali
może coś zrzuci ktoś z okien
wszystkich zgładzono –

ich wołanie jednak unosi się dalej
w martwym języku żydowskim
(nie przez znawcę jidisz)
sprawne auto z głośnikiem przejeżdża ulicą
i wołanie: „kupuję starzyznę – alte zachen, alte zachen”...

dziwne nowoczesnym sposobem
a jednak podobne
do handlarza z workiem
którego widziałam przez okno domu
w dzieciństwie
w Warszawie biednych Żydów
tak daleko – tak dawno...

Halina Birenbaum


Mam podobne wspomnienia jak Halina Birenbaum, też w Warszawie tylko w innym domu, na innej ulicy.....pamiętam siebie, tą małą dziewczynkę przypatrująca się przez okno śpiewakom, muzykantom, handlarzom żydowskim na podwórku, i babcię oddającą im do ostrzenia noże.

http://i55.tinypic.com/6gewzd.jpg

Malwina
20-04-2011, 12:33
Aldona. patrz..ja też pamietam..pewnie to już bardziej "wspólczesny" widok(późne lata pięcdziesiate, wczesne sześcdziesiąte w Radomiu), ale te noże, szmaty....pamiętam, te ich dziwne wehikuły...nawoływania...te dawne podwórka w których dziś w dużych miastach potworzone są puby, galerie....

donka
22-04-2011, 01:52
Bardzo często poezja odświeża nam przeżycia z odległych lat.
Jest jeszcze jeden wiersz, o podobnej jak powyższa tematyce, który zawsze budzi we mnie pewne smutne wspomnienie z czasów okupacji niemieckiej i istniejącego już wtedy getta.

To wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego

- Dziecko żydowskie

http://i53.tinypic.com/nf324j.jpg

"Widziałem taki balkon, w kwietniu, w słońcu,
w takim słońcu, że aż się oczy mrużą;
gdy wiatry z pól zbyt pełne woni są;
gdy ptaków i kwiatów jest tak dużo.

Na tym balkonie, kiedy nań blask naszedł
i wszystkie wonie jak miotłą przepłoszył,
jeden posępny cień został jednakże
i miał zielone oczy.

Była to dziewuszka, której dzieje
opisać można by w niejednym tomie.
Jej teraz dobrze jest. Lecz jeszcze się nie śmieje.
I często krzyczy nocą od złych wspomnień.

Żydowskie dziecko. Kwiat, co rósł w sekrecie.
Świerszczyk ukryty w szparze. A rodzice
i stara babka, wszystko padło w getcie,
oświetlone ogniem i księżycem.

Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko?
Kwiaty znów pachną. Gwiazdy znów migocą.
Ale ja także znam kolczasty drut i noc niemiecką
i czasem też krzyczę nocą."

Dziewczynka o której pisze Ildefons Gałczyński przypomina mi ośmio, może dziewięcioletnią żydóweczkę Lodzię, pukającą cicho do drzwi mieszkańców naszego domu z nadzieją, że zostanie nakarmiona, a może przyjęta na stałe. Pamiętam ją jak dzisiaj, siedzącą przy stole nad talerzem zupy i dodatkowo wynoszącą przygotowaną przez babcię paczkę z jedzeniem. Nie było chyba mieszkania, zamkniętego przed nią przez domowników.
Nawet od policjanta mieszkającego na parterze wychodziła z zapasem żywności dla rodziny,a może rodzeństwa w getcie.
Niestety nie wiem jakie były dalsze losy Lodzi. Po jakimś czasie przestała nas odwiedzać. Czy przeżyła? Mam nadzieję, że tak, że znalazła stałe miejsce, gdzie ją przechowano, że słowa z wiersza poety -

-"Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko? Kwiaty znów pachną. Gwiazdy znów migocą."- były aktualne również i dla niej.

donka
23-04-2011, 01:34
http://i56.tinypic.com/2r5un1h.jpg
Rogier van der Weyden, Chrystus, Maryja i Św. Jan (ok. 1460)

Roman Brandstaetter

Stabat Mater


O Matko Boga, o Matko stojąca
Może w tym miejscu, gdzie ja teraz stoję,
Wpatrzona w żółte ciało swego Syna,
W owoc żywota i świętą gromnicę
Na krzyż przybitą. Z wolna wosk topnieje
I coraz mniejszy staje się płomyczek,
Pełga jak motyl i złożywszy skrzydła
Jak do modlitwy gaśnie wśród ciemności,
Które Bóg dobył jak szpadę z jaszczura
Z samego środka słonecznego dnia.

O, zakryj oczy i nie patrz na dramat,
Kowalu siedmiu mieczów, które Matka
W sercu poczuła, gdy Jej Syn, zdążając
Jak błyskawica po piorunochronie
Krzyża, wstąpił w sad oliwny
Raju i wszystkim ludziom udowodnił,

Że Bóg potrafi jak człowiek umierać.

Malwina
23-04-2011, 09:44
Jak zwykle uderzyłaś mocno!!
Tak..ja tez lubię bardzo Branstetera..kiedyś brałam udział w jakiejś jego dwuosobowej sztuce..nie pamiętam tytułu..byłam wtedy jeszcze taka niedojrzała, niedouczona głupia dwudziestka...nie bardzo czułam co klepałam...
A ten wiersz Gałczyńskiego bardzo piękny...myślę jak piękny w powiązaniu z Twoim wspomnieniem...

donka
26-04-2011, 00:14
Malwinko - dziękuję

donka
26-04-2011, 01:20
http://i54.tinypic.com/3505nbt.jpg

Rembrandt - Głowa Chrystusa :
/modelem malarza był młody,Żyd/



Chrystusie... - Julian Tuwim

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie...

Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie...

I taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie...

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie...



Julian Tuwim

Zmęczony burz szaleństwem

Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;

Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.

Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.

donka
28-04-2011, 01:57
Wybitny polski poeta Kazimierz Przerwa - Tetmajer o wielkiej indywidualności artystycznej należy do tych najbardziej przeze mnie lubianych. Nastrojowa poezja Tetmajera, często bardzo głęboka - przemawia do mnie swoim liryzmem i refleksyjnym opisem świata..

Kiedyś bardzo zachwyciłam się jego świeżo akurat odkrytym przeze mnie wierszem "Dusza w powrocie" i o północy przesyłałam go takiej samej jak ja wielbicielce poezji.

http://i56.tinypic.com/ae1i74.jpg


Dusza w powrocie - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Szukam na próżno - odnaleźć nie mogę -
nie mogę znaleźć dawnej duszy mojej...
Gdzież jest? Gdzie znikła?... Ach! przede mną stoi
jakiś cień - jodła widna przez szeżogę.

Jakiś, cień, mara blada, znikła zjawa -
smutno się, trwożnie, bojaźliwie do mnie
zza mgły uśmiecha - patrzę nieprzytomnie,
strach mi wśród piersi zrywa się i wstawa!

To widmo - to jest - moja dusza!? Moja
dusza!? To widmo?! Ten cień!? To konanie!?
To dusza moja!? Naokół otchłanie
i mgły... Tak jest: to ona. Mówi: to ja.

To ja... Tak jest: to ty... Ty... Gdzieżeś była?
Milczy. - Skąd wracasz? Powiedz... Schyla głowę.
Mów... Głowa na piersi spada... Przez niezdrowe
szłaś kraje?... Drży, jak haszyszem opiła.

Wróciłaś?... Szepce: tak - i patrzy w oczy,
jak pies, co zwlókł się i wraca ku nodze.
Ty jesteś dusza moja... po złej drodze
szłaś - nawet krew ci, spojrzyj, stopy broczy.

Nie czujesz?... Przeczy głową. Zziębła, blada,
nie czuje bólu, krwi na stopach. - Długo
błądziłaś kędyś -patrz: czerwoną strugą
za tobą bieży krew, co z nóg twych pada.

Długo nie było cię. Pójdź, chcę ci rany
obetrzeć z krwi... lecz gdzie są skrzydła twoje?...
Gdzie skrzydła!? Powiedz! Mów! Jak orzeł dwoje
skrzydeł szerokich miałaś, jak orkany!

Mówi Mów! Na Bogal Gdzie twe skrzydła? Duszo!
Dwa miałaś skrzydła, wielkie, silne, duże,
gdzież są!? - Noc legła na całej naturze,
mgły kłębem spadły w dół i światło głuszą.

Gdzie skrzydła?... Pustka... Zapomniałem ciebie,
nagle uczułem w sobie, że cię nie ma;
zacząłem szukać - przyszłaś, jesteś... Niema
cisza na ziemi zwisła i na niebie.

Nagle cię znaleźć i mieć zapragnąłem:
jesteś - ta sama, co tam, na Jeziorze, --
chłonęłaś w siebie świat... Przyszłaś w pokorze
z bezwładną ręką i spuszczonym czołem...

W źrenicach suchość masz, w skroniach pożogę,
twe skrzydła strzęp, proch duma twa i siła,
na stopach twoich krew... Wiem już, gdzieś była -
anioł cię śmierci wwiódł na swoją drogę.


Kazimierz Przerwa-Tetmajer znany był z licznych romansów i bujnego, skomplikowanego życia miłosnego i erotycznego. Choć uwielbiany przez panie, kilkakrotnie zaręczony nigdy się nie ożenił.
Ze związku z nieznaną z nazwiska aktorką miał nieślubnego syna Kazimierza Stanisława, do którego przez kilka lat, aż do roku 1906 nie przyznawał się.
Później zaczął starać się o rozwój talentów syna, widział w nim przyszłego poetę. W wierszu "Memu synkowi" zaczynał już planować jego przyszłość -

......"Ty bądź poetą - ty ziść w sobie
wszystko, co ojciec marzył, śnił,
wszystko to, po czym jest w żałobie,
oby twych krwią się stało żył - -
gorzki zawodu i zwątpienia
trujący uśmiech z twoich ócz
niech się tryumfem wypromienia -
ty mój zgubiony odnajdź klucz... "

......Ty jesteś tym poetą, który
śnił mi się, gdym był młody ptak - -
nie doleciałem tam, do góry,
czułem go tylko - - tamten szlak...
O synku! ty mi tam wylecisz,
ty stamtąd spojrzysz, z góry tam - -
jak słońce w niebie ty zaświecisz
i dumny będę, że cię mam! .......

ten jednak nie spełnił oczekiwań ojca i w wieku 33 lat popełnił samobójstwo.

http://i54.tinypic.com/68hr8m.jpg

Kazimierz Przerwa Tetmajer w Zakopanem wśród górali z synem Stanisławem.


Poeta zasłynął jako piewca kobiecego ciała i autor zmysłowych opisów miłości. Przykładem może być wiersz

"Lubię kiedy kobieta”

http://i53.tinypic.com/201ttt.jpg

Dirk de Quade van Ravesteyn – Leżąca Venus /1608/

Lubię….

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata


Cztery jednoczesne wielbicielki poety dzielące z nim łoże były przekonane, że to do nich autor kierował słowa wiersza. Zwrotek było cztery i podobno każda była przeznaczona po kolei dla jednej z pań.

Malwina
29-04-2011, 15:18
Aleś mi ucztę zgotowała..najpierw nocną rozmową podłechtując...
widzisz, nie znam okazuje się Tuwima, nie znam Tetmajera....w szkole pokazywano nam wiersze,które należało przeczytac....czasem w życiu dorosłym człowiek na cos fajnego trafił(np Tomaszów śpiewany pzrez Demarczyk wg słów Tuwima) i zatrzymawaszy się na chwilkę pędził dalej....a tu proszę..taki śliczny Tuwim, taki bogaty wewnetrznie pełen nadzieji, wiary....
Natomiast ta dusza Tetmajera....to taki bumerang do niektórych co rusz wracający w zaawansowanym wieku, acz niekoniecznie....wstrząsajacy obraz moze samozniszczenia w życiu, a moze okoliczności, a moze ....w tragicznie piękne słowa ubrany....a mięzdy wyrazami tyle zdziwienia , rozpaczy, litości, niedowierzania, tkliwości, rozpaczy....no, Aldonko pogadałoby się.....
A erotyk?...majstersztyk.....tak wyczerpujący opis "odlotu" kobiety kochanej, zakochanej.....świetny....
No, pogadałąm sobie kończąc tymi rozważaniami nocną naszą rozmowę....

donka
01-05-2011, 00:50
Malwina]A.
Natomiast ta dusza Tetmajera....to taki bumerang do niektórych co rusz wracający w zaawansowanym wieku, acz niekoniecznie....wstrząsajacy obraz moze samozniszczenia w życiu, a moze okoliczności, a moze ....w tragicznie piękne słowa ubrany....a mięzdy wyrazami tyle zdziwienia , rozpaczy, litości, niedowierzania, tkliwości, rozpaczy....no, Aldonko pogadałoby się.....
.....[/FONT]..


No tak .....masz rację "Duszę w powrocie" można sobie różnie tłumaczyć.
Poruszająca jest zwrotka o utracie skrzydeł....powrót duszy, ale już bez skrzydeł, które miały nas ponieść wysoko, ziścić marzenia, jak pisał nasz wielki wieszcz:

"Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem"

Dla mnie to piękny, piękny wiersz.....cieszę się, że mogłam nim podzielić się z Tobą, i z innymi - zaglądającymi do tego wątku.

donka
01-05-2011, 01:10
Aleś mi ucztę zgotowała..najpierw nocną rozmową podłechtując...
widzisz, nie znam okazuje się Tuwima, nie znam Tetmajera....w szkole pokazywano nam wiersze,które należało przeczytac....czasem w życiu dorosłym człowiek na cos fajnego trafił(np Tomaszów śpiewany pzrez Demarczyk wg słów Tuwima) i zatrzymawaszy się na chwilkę pędził dalej....a tu proszę..taki śliczny Tuwim, taki bogaty wewnetrznie pełen nadzieji, wiary....
.



W nawiązaniu do postu Malwinki o Tuwimie chcę jako ciekawostką podzielić się przeczytaną niedawno w
" Dziennikach " Anny Iwaszkiewicz żony Jarosława Iwaszkiewicza bulwersującą o nim opinią..... dziś zapewne oceniano by ją jako antysemicką. Ich autorka, która przyjaźniła się przecież z poetami i pisarzami żydowskiego pochodzenia, /choć nigdy nie zapominała o ich pochodzeniu / tak skrytykowała Tuwima, który naraził się ówczesnej elicie politycznej pacyfistycznym utworem"Do prostego człowieka" drukowanym w Kurierze w 1929r.:

..... "Tuwim to prosta dusza, biedny strachliwy Żydek, na którego nie wiedzieć jak spadł boski dar wielkiego talentu i tym darem powinien się jedynie cieszyć i w nim życie zamknąć. Co mu do głowy strzeliło politykować......

.......Tylko tym może i powinien być - poetą lirycznym.....

Dodam od siebie – jest. I to wielkim.

Ten wiersz będzie zawsze aktualny, dotyczy nie tylko naszej Ojczyzny...... szlachty już nie ma, ale są biznesmeni, bankowcy, miliarderzy, fundamentaliści religijni i to w ich interesie ginie otumaniony modnymi i kłamliwymi ideami - prosty człowiek.

Do prostego człowieka

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków". -

- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!

Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"


Same "Dzienniki" warto przeczytać. Ukazują trochę egzaltowaną, niebanalną osobowość Anny Iwaszkiewicz ciekawie opisującą środowisko artystyczne i literackie w czasach dwudziestolecia międzywojennego. Była postacią znaną, lubianą. Przyjaźniła się z Karolem Szymanowskim, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, Magdaleną Samozwaniec, Antonim Słonimskim, Tuwimami, Stanisławem Ignacym Witkiewiczem i jego żoną Jadwigą, Stryjeńskimi. Bywała w "Ziemiańskiej" / o tej kawiarni pisałam w wątku o kabaretach / Stała się osobą, której autorzy czytywali jako pierwszej swoje utwory oczekując rad i ocen.

donka
03-05-2011, 00:38
Edward Estlin Cummings, jeden z głównych przedstawicieli nowojorskiej awangardy literackiej pierwszej połowy XX wieku.
Żył i tworzył w Nowym Jorku.
Był czołową postacią nowojorskiej bohemy artystycznej.

Twórca najpiękniejszej poezji miłosnej.

Przypomnę dwa najbardziej znane jego wiersze:


http://i54.tinypic.com/11bu62r.jpg
Leonardo da Vinci


Mówiłem do ciebie

mówiłem do ciebie
uśmiechem a ty nie
odpowiedziałaś
twoje usta są
struną szkarłatnej muzyki

Ach, przyjdź
czy życie nie jest uśmiechem?

mówiłem do ciebie
pieśnią a ty
nie słuchałaś
twoje oczy są wazą
boskiego milczenia

Ach, przyjdź
czy życie nie jest pieśnią?

mówiłem
do ciebie duszą a ty
nie byłaś zdziwiona
twarz twoja jest snem zamkniętym
w białym aromacie

Ach, przyjdź
czy życie nie jest miłością?

mówię do ciebie
mieczem
a ty milczysz
twoje piersi są grobem
miększym od kwiatów

Ach, przyjdź
czy miłość nie jest śmiercią?

tłum. Julia Hartwig




http://i52.tinypic.com/2hz1qug.jpg
Pierre Auguste Renoir.


Edward Estlin Cummings

Noszę Twe serce z sobą

Noszę Twe serce z sobą - noszę je w sercu moim
Nigdy się z nim nie rozstaję - gdzie idę Ty idziesz ze mną;
Cokolwiek robię samotnie
Jest to także twoim dziełem, Kochanie

I nie znam lęku przed losem bo Ty jesteś moim losem
Nie pragnę piękniejszych światów -
Ty jesteś mój świat prawdziwy
Ty jesteś tym co księżyc od dawien dawna znaczył
Tobą jest to co słońce kiedykolwiek zaśpiewa

Oto jest tajemnica której nie dzielę z nikim
Korzeń korzenia
Zalążek pierwszy zalążka
Niebo nieba nad drzewem co zwie się życiem;
I rośnie wyżej niż dusza zapragnie
I umysł zdoła zataić
Cud co gwiazdy prowadzi po oddzielnych orbitach

Noszę Twe serce z sobą - noszę je w sercu moim.

donka
04-05-2011, 01:03
Jacques Brel, http://i56.tinypic.com/2vv6fqp.jpg
belgijski bard, kompozytor, piosenkarz i aktor. ...poeta ekstremalnych wyczynów.

Należy do tych, o których mówi się „wiecznie żywy”. Naprawdę zmarł 30 lat temu. w 49. roku życia.

Trudny charakter – to delikatnie powiedziane.
Konglomerat sprzeczności. Najpierw świętoszek (miał ksywkę „księżulo”). Potem libertyn. Pijak, prowokator.
Bywał uroczy, także brutalny, impulsywny; liryczny i drapieżny; skromny i pyszny. Choć bardzo inteligentny, wykazywał się dziecięcą naiwnością. Całe życie towarzyszył mu niepokój.
Zaczął śpiewać ze złości – bo nie potrafił zainteresować tekstami żadnego piosenkarza. Za to gdy został doceniony, od 1959 roku przez siedem lat prawie nie schodził ze scen na całym świecie.
Zdarzały się lata, podczas których dawał więcej koncertów, niż dni w roku. Pobudzał go alkohol i nikotyna – jak się okazało, gwoździe do trumny. Z ostatnim recitalem wystąpił w 1967 roku.

49 lat liczy sobie jego największy przebój "Ne me quitte pas”. W prześmiewczym tłumaczeniu - „Nie wykituj mi”, w istocie znaczy "Nie opuszczaj mnie”.

Tę prośbę powtarzało tysiące wykonawców, a nagrało – 400 artystów w 22 językach świata. Były wersje tureckie, greckie, w narzeczach afrykańskich i jidysz.

Polskiego przekładu tego, i innych utworów Brela podjął się Wojciech Młynarski. Sława utworów Brela nie blaknie, przeszedł do legendy francuskiej piosenki.


Jacques Brel

/przekład Wojciech Młynarski/

http://i55.tinypic.com/208ywcz.jpg
Sophie Anderson

Nie opuszczaj mnie

Nie opuszczaj mnie
Każda moja łza
Szepcze, że co złe
Się zapomnieć da
Zapomnijmy ten
Utracony czas
Co oddalał nas
Co zabijał nas
I pytanie złe
I natrętnie tak
Jak? Dlaczego? Jak?
Zapomnijmy je

Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie

Ja deszczowym dniem
Ci przyniosę z ziem
Gdzie nie pada deszcz
Pereł deszczu sznur
Jeśli umrę
Z chmur spłynie do Twych rąk
Światła złoty krąg
I to będę ja
W świecie ziemskich spraw
Miłowanie Twe
Będzie pierwszym z praw
Królem staniesz się
A królową ja

Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie

Nie opuszczaj mnie
Ja wymyślę Ci
Słowa, których sens
Pojmiesz tylko Ty
Z nich ułożę baśń
Jak się serca dwa pokochały
Na przekór ludziom złym
Z nich ułożę baśń
O królewnie co
Zmarła z żalu bo
Nie poznała Cię

Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie

Przecież zdarza się
Że największy żar
Ciska wulkan co
Niby dawno zmarł
Pól spalonych skraj
Więcej zrodzi zbóż
Niż zielony maj
W czas wiosennych burz
Gdy księżyca cierń
Lśni na nieba tle
I z czerwienią czerń
Nie chcą rozstać się

Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie

Nie opuszczaj mnie
Już nie będzie łez
Dobrze jest jak jest
Tylko taki kąt
Mały kąt mi wskaż
Gdzie Twój słychać śmiech
Widać Twoją twarz
Chcę, gdy Słońca krąg wzejdzie
Być co dnia
Cieniem Twoich rąk
Cieniem Twego psa

Nie opuszczaj mnie
Nie opuszczaj mnie


http://www.youtube.com/watch?v=RKMqCqjixyo&feature=related






Również w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego piosenka Jacques Brela:

http://i51.tinypic.com/2guxnhy.jpg
Alexandre Cabanel

Piosenka Starych Kochanków

Rozświetlały burz rozbłyski
Miłość naszą ileś lat
Raz ty brałaś swe walizki
To znów ja ruszałem w świat
Lecz pokój, gdzie kołyski brak
Pamięta echa dawnych burz
I słów namiętnych do szaleństwa
Więc choć porażki pierwszej smak
Z twych warg uleciał dawno już
A z mych pierwszego smak zwycięstwa
Czy ty wiesz
Jedyna, czuła i najmilsza ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej kocham cię

Kłótnie schadzki przeprowadzki
Znaliśmy się do cna
Wpadaliśmy w swe zasadzki
Zastawione, gdzie się da
Ty miałaś kogoś, dobrze wiem
I jam też nie bez grzechu był
Lecz zawsze żyliśmy nadzieją
Że z pożegnania pierwszym dniem
Oboje dołożymy sił
By starzeć się, nie doroślejąc

Czy ty wiesz
Jedyna, czuła i najmilsza ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej kocham cię

A czas goni, a czas goni
Straszy, że źle z nami jest
I że zawieszenie broni
To miłości naszej kres
Strudzeni trochę, bądź co bądź
Posłusznie wyruszamy więc
Na pole bitwy.. wyruszamy
Żeby, jak co dzień, udział wziąć
W potyczce czułej dwojga serc
W serdecznej wojnie zakochanych

Czy ty wiesz
Jedyna, czuła i najmilsza ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej kocham cię


http://www.youtube.com/watch?v=H1DpjXQUDsI

Malwina
04-05-2011, 10:47
A jednak mimo zmęczenia siedziałaś po nocy ze "swoją" poezją zamiast ze mną pogadac....zdrajczyni hihi
Brell....końska uroda(przepraszam cudne konie), niedbalstwo w twarzy, niezdrowy tryb zycia i figlarnosc w oczach małego chłoptysia....ale głos i język francuski w jego wykonaniu przykuwający uwagę kobiet...niestety...hihi..
Nie opuszczaj mnie cudny utwór..taki ładunek emocji i świadomosc, ze nie da się zatrzymac tego co juz mija....Bajor pięknie go śpiewał też...
a Piosenka...rozczulająca w tekście....
natomiast wiersze Cumingsa do mnie nie przemawiają....innych nie znam

donka
06-05-2011, 00:49
A jednak mimo zmęczenia siedziałaś po nocy ze "swoją" poezją zamiast ze mną pogadac....zdrajczyni hihi
Brell....końska uroda(przepraszam cudne konie), niedbalstwo w twarzy, niezdrowy tryb zycia i figlarnosc w oczach małego chłoptysia....ale głos i język francuski w jego wykonaniu przykuwający uwagę kobiet...niestety...hihi..
Nie opuszczaj mnie cudny utwór..taki ładunek emocji i świadomosc, ze nie da się zatrzymac tego co juz mija....Bajor pięknie go śpiewał też...
a Piosenka...rozczulająca w tekście....
natomiast wiersze Cumingsa do mnie nie przemawiają....innych nie znam


Malwinko - Cummings nie każdemu się podoba, ale np.na moim blogu poetyckim proszono mnie o jego wiersze. Nudno byłoby na świecie gdybyśmy wszyscy lubili to samo. Ja też nie każdym, zamieszczonym przeze mnie tu wierszem jestem zachwycona. Często przekłady są słabe /m.in. np.tłumaczenie" Piosenki starych kochanków "/, ale mimo wszystko prezentuję je, gdyż są jakby anonsem tego, że istnieją, że należą do twórczości danego poety, lub są częścią jakiejś całości.

Jestem zdrajczyni - mea culpa, przepraszam.....ale wczoraj się zrehabilitowałam.

donka
07-05-2011, 00:15
Obok Jacques’a Brela - za słynnego barda uchodzi Georges Brassens.
Obaj rozpowszechnili we Francji poezję śpiewaną, obaj przekazywali swoje utwory przy akompaniamencie gitary. Nazwano ich trubadurami XX-wieku.

GEORGES BRASSENS (1921-1981 ) http://i55.tinypic.com/f50dph.jpg poeta, kompozytor piosenek, wąsaty, szpakowaty z nieodłączną gitarą, a prywatnie kotem.
Nonkonformista w każdym calu. Tak jak sam nie poddawał się konwencjom, tak też jego utwory w sposób uszczypliwy ośmieszały ustalony porządek społeczny, kpiły z armii, żandarmów, z instytucji , w tym instytucji małżeństwa.. Było to bliskie temperamentowi Francuzów i dlatego też jego piosenki cieszyły się wielkim powodzeniem, choć prawdziwą karierę rozpoczął w latach pięćdziesiątych XXw, w wieku 31 lat, po tym jak dzięki staraniom przyjaciół wystąpił w słynnym kabarecie prowadzonym na Montmartre przez Patachou.

Patachou, sławna wówczas piosenkarka, najpierw sama wykonała kilka jego utworów, a następnie przedstawiła ich autora paryskiej publiczności.
Na estradzie aktywnie występował do marca 1977. Zmarł na raka w wieku 60 lat.

Wieloletnią partnerką Brassensa była Joha Heiman, z pochodzenia Estonka, którą nazywał pieszczotliwie "Püppchen" (niem. "laleczka"). Oboje mieszkali przez wiele lat tuż obok siebie, ale osobno. Gdy pragnęli być razem, umawiali się na spotkanie. Trwało to przez kilkadziesiąt lat, aż do śmierci Brassensa.

Niezwykle wysoki poziom literacki jego utworów uhonorowany został w 1967 r. przyjęciem go w poczet członków Akademii Francuskiej i tytułem poety narodowego. Często porównuje się jego teksty do wierszy François Villona. / postaram się je zaprezentować w najbliższych postach /
Brassens zdobył popularność wykonując głównie własne utwory, ale komponował też muzykę do tekstów innych poetów.



Bardzo popularny utwór Brassensa to:

Piosenka dla starego wieśniaka /" Chanson pour l'Auvergnat "jest swoistym podziękowaniem dla 3 osób, które Brassens spotkał na swej drodze i które okazały mu pomoc i życzliwość/.

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę, stary wieśniaku, za to,
Że, gdy zimno było w życiu mym,
ty drewno swe oddałeś mi,
I dałeś ogień wtedy, gdy obywatele godni czci
i bliźni nasi wszyscy w krąg
zamknęli przede mną swe drzwi.

To przecież nic, to parę drew,
Lecz starczy, żeby ogrzać się,
A w duszy mej płonęły tak,
Jak płonąłby cały las.

Więc kiedy umrzesz stary już,
gdy będzie wieźć cię czarny wóz,
niech przez niebiański cię wiezie szlak, aż do nieba bram.

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę dobra kobieto, za to,
Że, gdy głodno było w życiu mym ty chleb swój oddałaś mi.
Ty otworzyłaś mi swój dom, gdy bliźni nasi wszyscy w krąg,
Obywatele godni czci, zamknęli przede mną swe drzwi.

To przecież nic, to tylko chleb,
Lecz starczy, żeby najeść się
A ja do dzisiaj w sercu mam
Ten zapach chleba i smak.
Więc kiedy umrzesz kiedyś już
I kiedy wieźć cię będzie czarny wóz,
Niech przez niebiański cię wiezie szlak, aż do nieba bram.

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę,
Obcy człowieku, bowiem ty,
Jedynie współczułeś, gdy żandarmi złapali mnie.
Ty jeden smutny miałeś wzrok,
Gdy bliźni nasi wszyscy w krąg, obywatele godni czci
Klaskali w swe dłonie co sił.

To przecież nic, spojrzenie twe,
Lecz taka dziwna moc w nim jest,
Że blask twych oczu jeszcze dziś
Otuchy dodaje mi.
Więc jeśli umrzesz kiedyś już,
Gdy wieźć cię będzie czarny wóz,
Niech przez niebiański cię wiezie szlak,
Aż do nieba bram.

http://www.youtube.com/watch?v=f1AAAkL5kN4




http://i56.tinypic.com/296c5y1.jpg

Oda do włamywacza

Książę wytrycha i artysto wśród złodziei
Ty, któryś na swój skok mój zechciał wybrać dom,
Gdy ja jeździłem, by znów kogoś rozweselić
Przyjmij w darze tę odę z moich skromnych rąk.

Dla twego taktu, wierz mi mam szacunek wielki,
Bo opuszczając dom na klucz zamknąłeś mi,
by jakiś obcy nie obrobił go do reszty,
Wszak dżentelmenów jak ty, trudno spotkać dziś.
Wyniosłeś z sobą tylko niezbędne minimum,
wzgardziłeś tym portretem, który mam od lat,
ktoś mi go kiedyś przyniósł na me urodziny,
znasz się na sztuce, widać, że gust niezły masz,

oto kolejny znak twej zbrodni doskonałej,
czym jest narzędzie pracy przecież dobrze wiesz,
w związku z tym zostawiłeś mi moją gitarę,
solidarność rzemiosła to jest święta rzecz.

Tak więc mój drogi draniu, wszystko przemyślałem,
Wybaczam ci od serca jak mi miły bóg,
I coś mi ukradł stary ja ci to oddaję,
W lepsze ręce nie mogłoby to przecież pójść.

A zresztą ja, który ci dzisiaj śpiewam,
Mogłem złoczyńcą zostać różnie bywa wiesz,
I kradłbym tak jak ty, gdyby nie ma kariera,
Byłbym może wspólnikiem twoim, któż to wie?

Nie targuj się, gdy zechcesz sprzedać swoją zdobycz,
Lecz nie daj też oszukać się paserom, radzę ci,
Jak mówią paser kradnie gorzej niźli złodziej,
W pogotowiu więc miej marchewkę oraz kij.

Miej na uwadze, że policji znać nie dałem,
Lecz nie czuj się w ten sposób zaproszony znów,
Bo recydywa by z uroku cię odarła,
Nie chciej mi kraść wspomnienia i nie wracaj tu.

Więc szelmo niech Merkury strzeże cię od kicia,
A mój dobytek niech na zdrowie wyjdzie ci,
Nie miej wyrzutów, bo my dwaj jesteśmy kwita,
Wszak balladę tę stworzyliśmy ja i ty.

PS. Jeżeli jedno w życiu umiesz tylko
I jeśli powołaniem twym jest przebiegle kraść,
Karierę w handlu zrób legalnie, bez ryzyka
Nawet gliniarze będą kłaniać ci się w pas.

donka
09-05-2011, 01:20
Obok Jacques’a Brela - za słynnego barda uchodzi Georges Brassens.

Często porównuje się jego teksty do wierszy François Villona. / postaram się je zaprezentować w najbliższych postach /





Poszperałam w internecie by poznać trochę poezję François Villona. Przeczytałam kilka ballad i cały Testament w przekładzie Boya Żeleńskiego, i przyznaję się, że to za mało bym mogła potwierdzić podobieństwo wierszy Georges'a Brassensa i Villona.

Ale z uwagi na to, że uchodzi on za wielkiego liryka średniowiecznej Francji, postanowiłam go bliżej zaprezentować.


François Villon - http://i56.tinypic.com/1zfse3l.jpg właściwe nazwisko François de Montcorbier lub des Loges (1431 - ok. 1465) był jedną z najbarwniejszych postaci Paryża XV stulecia.

Poeta urodził się w rodzinie paryskich nędzarzy. De Villon, choć skończył uniwersytet i uzyskał dyplom, wybrał życie włóczęgi.
Związał się ze środowiskiem złodziei, pijaków, prostytutek i morderców, został zawodowym przestępcą; za liczne bójki uliczne trafiał do więzienia, czasami nawet musiał uciekać na dłuższy czas z miasta.

Za bójki z użyciem noża i śmiertelnym poranieniem księdza - Villon został skazany na śmierć, a po odwołaniu wyroku(prawdopodobnie w wyniku interwencji dworu królewskiego), karę śmierci zamieniono na dziesięć lat wygnania z Paryża; - wkrótce potem (1465r-) zmarł w nieznanych okolicznościach.

Mimo barwnego życiorysu uznany został za największego poetę całego europejskiego średniowiecza.
Był autorem poematu "Wielki testament" i szeregu ballad.


Poezja Villona łączy w sobie elementy makabryczne i groteskowe, naiwne i fantastyczne.
Często jest wykorzystywana przez artystów……przykładem - bardzo znana „Modlitwa” autorstwa Vilona śpiewana przez Bułata Okudżawę, czy też ballady wykonywane przez Georges’a Brassensa.


http://i55.tinypic.com/2s8r0wh.jpg

François Villon

Ballada,
jaką Villon obdarzył szlachetnie urodzonego młodego żonkosia,
iżby ją swojej małżonce przekazać raczył.

Niby o świcie głuszce tokujące,
A żądzy pełne, jak to w ich zwyczaju,
Pieszczoty sobie nie skąpiąc gorącej,
Gdy się skrzydłami chciwie obłapiają,


Niechże my wzajem, pani moja miła,
Miłosnych igrów zażyjem dowoli,
By nas radosna chuć w jedno spoiła,
Gwoli gorącej krwi, miłości gwoli.


Ja władzy twojej powolnym się stanę,
Po śmierć, co kiedyś do drzwi zakołacze,
Honorem ty żeś mi, na każdą ranę
Balsamem, kiedy śród zgryzoty płaczę.


Rzecze mi rozum, a będę go słuchał
Ochotnie, iżbym nie szczędził mozołu,
Służąc ci wiernie wszystką mocą ducha,
A więc nasz żywot trza nam wieść pospołu.


Kiedy nań plagi spadną i katusze,
Kiedy boleścią srogą rozgorzeje,
Wzrok twój w szczęśliwą przemieni mą duszę,
Jak wiatr, co każdą czarną mgłę rozwieje.


A więc nie stracę ziarna, zasianego
W twą glebę, dana mi od Boga ona,
Owoc wyrośnie na niej dnia pewnego,
Pospólność tedy nasza nam sądzona!


Przesłanie

Posłysz, księżniczko zacna, co ci gadam,
Serce me tobie w niewolę oddaję,
I w twej skłonności ufność mą pokładam,
Trza nam więc przecie miłować się wzajem!



Wielki testament ma charakter autobiograficzny: Villon pisze w tonie melancholii, goryczy i gniewnej ironii o swej zmarnotrawionej młodości, o niesprawiedliwości losu tak nierówno obdarzającego bogactwem ludzi różnych stanów, o zwodniczych urokach niewieścich.

http://i54.tinypic.com/30xfnuf.jpg


Fragmenty (pisownia według Boya Żeleńskiego)

X

Chocia niewiele ia posiadam
Mienia, którego bych mógł zażyć1,
Póki rozumu pełnią władam,
Z tego, czem raczył mnie obdarzyć
Bóg (ludzie mało!), w mey niedoley
Spisuję ów testament walny2,
Na znak ostatniej moiey woley,
Iedyny i nieodwołalny.

XXII

Żałuję czasu mey młodości -
- Barziey3 niż inny iam weń szalał! -
Aż do mych lat podeszłych mdłości
Iam pożegnanie z nią oddalał;
Odeszła; ba, ni to piechotą,
Ni konno; pomkła iako zaiąc;
Tak nagle uleciała oto,
Nic w darze mi nie ostawiając.


CLXXVII

Item, chcę, aby na mym grobie
Tę, co tu podam, zwrotkę małą
W dość znacznym kształcie y sposobie
Spisano; gdyby zaś nie stało
Inkaustu - węglem, czarną krydą,
Byleby trwale y wyraźnie;
Niech boday ci, co po mnie przydą,
Dowiedzą się o dobrym błaźnie:

CLXXVIII

TU LEGŁ, Z AMORA DŁONI SROGIEY,
Z SERCEM BOLEŚNIE SKALECZONEM,
ŻACZYNA LICHY Y UBOGI,
CO BYŁ FRANCISZKIEM ZWAN WILONEM;
ZIEMI NIE POSIADŁ NI ZAGONA,
ODDAWAŁ WSZYTKO: CHLEB, KOSZYCZEK,
STÓŁ. ANO TEDY, ZA WILONA,
ODMÓWCIE BOGU TEN WIERSZYCZEK:

RONDO

DAY BÓG SPOCZYNEK ZASŁUŻONY,
ŚWIATŁOŚĆ Y POKÓY WIEKUISTY
TEMU, CO PŁUGA ANI BRONY
NIE POSIADŁ, NI KOSZULI CZYSTEY;
NAGI, DO SKÓRY OGOLONY,
NA SPOSÓB RZEPY OBŁUSZCZONEY,
DAY BÓG SPOCZYNEK ZASŁUŻONY!

SROGIM WYROKIEM PRZEPĘDZONY,
WBREW APELACYI UROCZYSTEY12,
W SAM ZADEK CELNIE UGODZONY,
BŁĄKAŁ SIĘ TUŁACZ WIEKUISTY.
DAY BÓG SPOCZYNEK ZASŁUŻONY...




http://i55.tinypic.com/259ec78.jpg

Francois Villon - MODLITWA


Dopóki nam ziemia kręci się,
dopóki jest tak czy siak,
Panie ofiaruj każdemu z nas,
czego mu w życiu brak -

mędrcowi darować głowę racz,
tchórzowi dać konia chciej,
sypnij grosz szczęściarzom...
I mnie w opiece swej miej.

Dopóki nam ziemia obraca się,
o Panie daj nam znak -
tym, którzy pragną władzy,
niech władza im pójdzie w smak,
daj szczodrobliwym odetchnąć,
raz niech zapłacą mniej,
daj Kainowi skruchę...
I mnie w opiece swej miej.

Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
ja wierzę w Twą moc i gest,
jak wierzy żołnierz zabity,
że w siódmym niebie jest,
jak zmysł każdy chłonie
z wiarą Twój ledwie słyszalny głos,
jak wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki, mój Boże jedyny spraw -
dopóki nam ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej -
daj każdemu po trochu...
I mnie w opiece swej miej.

tłum. Andrzej Mandalian

donka
10-05-2011, 00:31
http://i53.tinypic.com/2ce409z.jpg


Stachura Edward

Musisz mi pomóc

Kocham za siebie, kocham za ciebie,
Kocham jeden za dwoje.
Słońce po niebie, księżyc po niebie,
Gwiazdy po niebie, chmury po niebie -

Wszystko spoczywa na mojej głowie!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,

Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!
Sam nie podołam, sam nie dam rady
Unieść tyle miłości.

Księżyc i gwiazdy, chmury i słońce,
Lody wciąż łamać, ciągle i ciągle,
Sił mi brakuje, o pomoc proszę!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,

Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!

Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Żebym się nie mógł w głęboką wodę
Rzucić








http://i52.tinypic.com/1494h7t.jpg
Na zawsze - W. Kowalski

Edward Stachura


Zobaczysz


Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz noc w środku dnia,
Czarne niebo zamiast gwiazd;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.

A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.

A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.

A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.

A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić.

Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz obcą własną twarz,
Jakie wielkie oczy ma strach;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.

A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.

A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.

A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.

A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić

I wszystkie żywioły,
Wszystkie będą ci złorzeczyć:
Lepiej byś przepadł bez wieści!

donka
11-05-2011, 00:59
http://i53.tinypic.com/293gidh.jpg

annaG

kim jest?

otwórz powoli oczy
spójrz
spod rzęs
w stronę okna

ktoś pozamiatał niebo
z posępności
pomalował
na cytrynowo słońce

widzisz?

pozbierał
zagubione nuty
włożył je
do ptasich gardeł

słyszysz?

młode promyki
przyklękły
na twoim policzku
muskając ciepłem

czujesz?

ktoś zebrał wszystkie
krople
wypłakanych wczoraj
łez

kim jest?

ten przyjemny ktoś
który
przyszedł tak zwiewnie
i z gracją

ja wiem!

to lepszy dzień
ten
który zawsze
nadchodzi...
ten
na który
zawsze czekamy

donka
12-05-2011, 00:32
http://i56.tinypic.com/5l75mt.jpg

Wójcik Leszek

Atlantyda


Katastrofa musiała wydarzyć się w nocy
z pewnością trzynastego w piątek
(chociaż nie wiadomo
czy ich miesiąc miał trzynasty dzień
a w tygodniu był jakikolwiek piątek)

Ogłaszały ją przepowiednie
zapowiadały znaki na ziemi i na niebie
ale z przepowiedniami i znakami
nigdy nic nie wiadomo

Ktoś zasypiając powiedział "dobranoc"
ktoś pożegnał znajomych "do jutra"
rybak zszywał sieci na poranny połów
rolnik szykował stodołę na żniwa
ojciec oczekiwał narodzin dziecka

Planowano dobrobyt i szczęście
bez konieczności wielkiej polityki
tworzono dzieła na miarę wieczności
jakiś szalony naukowiec
myślał nawet o zatrzymaniu czasu
lecz w zatrzymanym czasie
nie można niczemu zapobiec
ani przed niczym uciec

To było tak dawno i tak daleko
(być może za Słupami Heraklesa)
że gdyby Platon o tym nie wspomniał
ktoś musiałby wymyślić Atlantydę
przezornie pomijając głupotę i nieszczęścia

Bo wszystko co istnieje
jest i być przestaje
a to czego nie ma
pozostaje wieczne


(z tomiku "Cokolwiek dalej" 1999)





Wójcik Leszek

Ewolucja

http://i55.tinypic.com/oixkd0.jpg


Zejść z drzewa
wyjść z lasu
na betonowej polanie
zbierać atomowe grzyby

Potem długo w nocy
opowiadać bajki
o urodzie świeżej trawy


(z tomiku "Zmiana wymiaru" 1992)

donka
13-05-2011, 01:04
http://i55.tinypic.com/2du9tkw.jpg


Wisława Szymborska

Hania

Widzicie, to jest Hania, służąca dobra.
A to nie są patelnie, to są aureole.
A ten rycerz ze smokiem to jest święty obraz
A ten smok to jest marność na tym łez padole.

A to żadne korale, to Hani różaniec.
A to buty z nosami startymi od klęczeń.
A to jej chustka czarna jak nocne czuwanie,
kiedy z wieży kościoła pierwszy dzwon zadźwięczy.

Ona widziała diabła kurz ścierającego z lustra:
Był siny, proszę księdza, w takie żółte prążki
i spojrzał tak szkaradnie, i wykrzywił usta,
i co będzie, jeżeli wpisał mnie do książki?

Więc ona da na bractwo i da na mszę świętą,
i zakupi serduszko ze srebrnym płomieniem.
Odkąd nową plebanię budować zaczęto,
od razu wszystkie diabły podskoczyły w cenie.

Wielki to koszt wywodzić duszę z pokuszenia,
a tu starość idzie i kość kością stuka.
Hania jest taka chuda, tak bardzo nic nie ma,
że zabłądzi w bezmiarze Igielnego Ucha.

Maju, oddaj kolory, bądź jak grudzień bury.
Gałązko ulistniona, ty się wstydź za siebie.
Słońce, żałuj, że świecisz. Biczujcie się chmury.
Wiosno, owiń się śniegiem, a zakwitniesz w niebie.

Nie słyszałam jej śmiechu, płaczu nie słyszałam.
Wyuczona pokory, nic od życia nie chce.
Towarzyszy jej w drodze cień ? żałoba ciała,
a chustka postrzępiona ujada na wietrze.

donka
14-05-2011, 02:21
http://i54.tinypic.com/hvxvrr.jpg

Picasso


Agnieszka Osiecka

Ta nadzieja...

Co mnie zabija, to nadzieja,
jej wątły krzyk i śpiew, i szept,
- ściga mnie po wsiach, knajpach, kniejach,
wzywa na szlaki szczęść i bied.

Gdybym umiała - choć w niedzielę -
jak starzec, co nie pragnie już,
na ławce zasiąść po kościele,
i nie śnić snów, nie wróżyć wróżb...

Gdybym umiała się zatoczyć
jak pijak, co pod auto wlazł,
zabłądzić, zemdleć, zamknąć oczy,
zapomnieć tamten brzeg i las...

Gdybym umiała, choćby w kinie,
gdy serce nagły przetnie ból,
pomyśleć sobie: "Nic to, minie...
Przed nami jeszcze tyle ról"...

Gdybym umiała, choć dla sportu,
wśród naszych dawnych, ślicznych plaż
nie drętwieć jak na sali tortur,
dlatego że ten brzeg - nie nasz? ...

Gdybym umiała... Lecz nie umiem...
A w końcu to zwyczajna rzecz...
Choć widzę jeden - dwa w rozumie.
Nadziejo, Chmuro, nie idź precz.



Agnieszka Osiecka

Klucz do szczęścia....

http://i55.tinypic.com/2rf6jih.jpg


Swoich łez nie chowaj do kapelusza,
trudno, najwyżej zginą...
Swoich snów nie pakuj gdzieś pod poduszki,
niech tam, niech sobie płyną...

Ale skryj głęboko do szczęścia klucz,
Ale wiedz, że nie masz niczego prócz
tej małej, złotej skrzynki i już, i już...

Swoich spraw nie chowaj przed sąsiadami,
trudno, najwyżej skradną...
Swoich drzwi przed ludźmi wciąż nie zatrzaskuj,
trudno, najwyżej wpadną....

Ale skryj głęboko do szczęścia klucz,
Ale wiedz, że nie masz niczego prócz
tej małej, złotej skrzynki i już, i już...

Swoich wad nie chowaj przed kobietami,
trudno, najwyżej zgadną...
buntów swych nie hamuj, nie duś i nie taj,
trudno, masz duszę stadną...

Ale skryj głęboko do szczęścia klucz,
Ale wiedz, że nie masz niczego prócz
tej małej, złotej skrzynki i już, i już...

donka
14-05-2011, 23:59
Szymon Mucha ur. 1972 w Zielonej Górze. Studiował w Poznaniu i w Bernie.
Debiutował w paryskiej „Kulturze”.
Autor piszący teksty piosenek, wiersze, tłumaczenia i adaptacje.

Szymon Mucha

http://i56.tinypic.com/154aotg.jpg
William Blake


Albert Camus

Ciekawe co się z tobą dzieje,
Mistrzu Albercie, jesteś t a m ?
Jesteś, czy nie ma cię w popiele?

Jeżeli jesteś, powiedz nam...
Czy są gdzieś Bogi zbuntowane
Przeciwko sensom swoich dzieł,
Czy poprawiają je – zbawiając,

Są Bogi? Powiedz! Tak, czy nie?
A śmierć, czy może być szczęśliwa?
Choćby w ramionach, choćby z nią –
Czy jest piękniejsza, niż jej rywal –
Cholernie smutny, zwykły zgon?

A oceany, ciepłe morza?
Kobiety, absynt, gorzka sól?
Czy samym szczęściem cię tam głodzą
I zapomniałeś, co to ból –

Ten pierwszy przedsmak ukojenia –
Cierpienie – bo bez niego nic,
Jest tam cierpienie, czy go nie ma?
Można szczęśliwie w i e c z n i e żyć?

Czy można tam odchodzić, wracać,
Jeśli to nieruchomy świat?
Może to tylko miejsce straceń,
Mistrzu Albercie,
Nie mów – „Tak...”


______________



http://i53.tinypic.com/106xylz.jpg
El Greco


Oto ja

Spojrzyj na mnie Panie
Oto ja
W przestworzach taki mały pył
Głowę Ci zawracam
Jak co dnia

Posłuchaj, krzyczeć nie mam sił

Wśród obłoków mgławic,
Z których Ty
Przepiękny zbudowałeś świat
Ktoś pokornie dławi
W gardle łzy
Komuś ubywa szybko lat

Nie chowaj się
Pośród rajskich łąk

Nie opuszczaj mnie
Przerwij ten krąg

Choć raz wstrzymaj czas
Purpurowym świtem
Zrób to dla mnie chociaż raz

Mam do Ciebie kilka
Małych spraw
Na wielkich lepiej znasz się sam

Jeśli przez pomyłkę
Trwa ta gra, dziwna gra
To oszczędź w niej przegranej nam

Pomóż mi obstawić
Dobry los
Na bilet do Edenu daj
Albo tylko ześlij
Pełny trzos
By w życiu było baju baj


.

donka
17-05-2011, 01:21
Mieszkanka gór zatęskniła za morzem.


Leopold Staff

Morze przesadne

Morze aż śmiesznie piękne, nieprawdopodobne,
Zupełnie nieprawdziwe, wprost niedopuszczalne:
Tak ciemnofijołkowe szalonym szczęściem triumfalne.
Wobec tego już wszystko chyba stać się może,
Zwłaszcza, że brak tu ludzi, by nie dali wiary:
Fale wyciągną ręce i zaczną w ferworze
Klaskać... Już idzie z lutnią ślepy Homer stary.

http://i55.tinypic.com/2afmk95.jpg



Michaił Lermontow

Żagiel

Samotny żagiel w niebios toni
Bieleje na błękicie fal.
Skąd płynie? dokąd? za czym goni;
Ku jakim brzegom biegnie w dal?

Wrą fale, wicher oszalały
Ze skrzypem czoło masztu gnie...
I nie od szczęścia żagiel biały
Ucieka, nie ku szczęściu mknie !

Świetlisty pod nim szlak się pali,
Słoneczny z niebios pada pył;
On burzy wzywa z mglistej dali,
Jak gdyby w burzach spokój był.

tłumaczenie: Tadeusz Szepniewski

http://i52.tinypic.com/280zmd.jpg
Hans Ritter von Peterson


Antoni Słonimski

Mgła na morzu

Nad cichym, sennym morzem mgła gęsta się włóczy,
I spada niska, ciężka, jak dymy z ogniska,
Okręt, jak koń zbłąkany nocą wśród pastwiska,
Rży żałośnie. Dzwon jęczy i syrena huczy.

Zatopiony, zagubiony, w mlecznobiałej tuczy,
Latarni słabym światłem na próżno rozbłyska;
Kiedy wzrok nasz bezsilny nic nie widzi z bliska,
Ucho szelesty chwytać najcichsze się uczy.

Jam jest jako ten okręt i serce me słucha,
Czy we mgle nie zadzwoni głos podobny brzmieniem,
przepojony tym samym lękiem i cierpieniem.

Zanim wchłonie mnie czasu wieczna ciemność głucha,
Co uspokoi serce i uciszy ducha,
Płynę, wołam wśród nocy i przemijam cieniem.


http://i55.tinypic.com/w6qvko.jpg
Ajzwowski




Morze -autor słów -Jerzy Lawina-Świętochowski

Czasami w życiu coś się wydarzy,
Dłoń rozpalona drży,
Serce wyrusza w krainę marzeń,
Cudowne roi sny.
Najlepiej w takich chwilach
Nad brzegiem morza iść,
Niechaj z falami biegnie zmęczona myśl.

Morze szumiące, kołyszące szumem fal,
Cudne jak bajka w blaskach wieczornej zorzy.
Morze, ty budzisz w sercu jakiś dziwny żal,
Gdy mgły na falach się położą.
Gdy wiatr obudzi cię zuchwały,
Tyś jest w swym gniewie rozszalałe, wspaniałe.
Morze, ojczyzną twoją niezmierzona dal,
A twoją pieśnią cicha melodia fal.

Czy wielki smutek, czy wielkie szczęście,
Ono zrozumie mnie,
Wszystko zapomnę w jego objęciach,
Niby w cudownym śnie.
I czy to ból rozstania,
Czy też miłości cud,
Wszystko nieważne nad brzegiem wielkich wód.

Morze szumiące, kołyszące szumem fal,
Cudne jak bajka w blaskach wieczornej zorzy.
Morze, ty budzisz w sercu jakiś dziwny żal,
Gdy mgły na falach się położą.
Gdy wiatr obudzi cię zuchwały,
Tyś jest w swym gniewie rozszalałe, wspaniałe.
Morze, ojczyzną twoją niezmierzona dal,
A twoją pieśnią cicha melodia fal.

http://www.youtube.com/watch?v=AYuyGu0pLoE&feature=related



http://i53.tinypic.com/2s0d65x.jpg



Mój kapitanie, już wieczór

Autor słów: Baliński Stanisław
Autor muzyki: Korcz Włodzimierz

Mój kapitanie, już wieczór, mój kapitanie
Wiec jakie wino weźmiemy na pożegnanie
Wiec jakie wino weźmiemy, jak nie czerwone
Za nasze noce podróżne, niedokończone

Za nasze noce i morze i żeglowanie
Weźmiemy wino czerwone, mój kapitanie
Weźmiemy wino czerwone, dodamy rumu
I kilka gorzkich goździków z kwiatu piołunu

I kilka kropel piosenki pierwszej kochanki
I wypijemy to wino z portowej szklanki
I wypijemy to wino na pożegnanie
Noce i morza przepłyną, lecz pieśń zostanie

Za nasze noce i morze i żeglowanie
Weźmiemy wino czerwone, mój kapitanie
Weźmiemy wino czerwone, dodamy rumu
I kilka gorzkich goździków z kwiatu piołunu

Mój kapitanie, już wieczór, mój kapitanie
Wiec jakie wino weźmiemy na pożegnanie
Mój kapitanie, mój kapitanie
Wiec jakie wino weźmiemy na pożegnanie

http://www.youtube.com/watch?v=QBUxO-vEAzU

Anielka
17-05-2011, 01:54
Doniu zaglądam tu prawie kazdej nocy,dziękuję za piekną poezję,o moim morzu najbardziej.Pozdrawiam serdecznie i oczywiscie czekam na nastepne wiersze.

A to kawałek mojego morza oraz molo w Gadńsku-Brzeźnie /około 200 metrow od mojego domu/dla Ciebie

http://img11.hostingpics.net/pics/915895zdj281cia010a.jpg (http://www.hostingpics.net/viewer.php?id=915895zdj281cia010a.jpg)

donka
17-05-2011, 23:39
http://i51.tinypic.com/14n0pc4.jpg

Anieliczko - dziękuję. To morze było kiedyś i moje. Ale nigdy - na wyciągnięcie ręki.
Ja z okna oglądam góry jak wiesz, a Ty pewnie morze.
200 m. od domu - można tylko pomarzyć. Bardzo mnie cieszą Twoje nocne wizyty......miło mi będzie jak umilisz ten wątek swoimi morskimi zdjęciami.

donka
19-05-2011, 01:36
Wiersz dla Panów.
Wprawdzie Seniorów u nas jak na lekarstwo,
ale może któryś przypadkiem tu zabłądzi.


http://i53.tinypic.com/141nt6d.jpg
Wiktor Aleksandrowicz Lyapkalo (Ljapkało) - Ляпкало Виктор Александрович.

Czartoryski Aleksander

Być do pary

Niejeden pan, bardziej dojrzały,
by nie powiedzieć o nim, stary,
problem mieć może, duży, mały
z tym, czy nadaje się do pary.

Samotne życie ma swe plusy.
Pan przede wszystkim nic nie musi.
Z Panią pojawią się... minusy,
choć Jej obecność nieraz kusi.

A skąd wynika to kuszenie,
co trzyma Pana w swojej mocy?
Wyjaśnia proste to stwierdzenie:
nie lubi Pan samotnych nocy...

... gdy kładzie się do swego łóżka,
w wygodne i przestronne łoże...
ta druga, pusta wciąż poduszka,
to pamięć o tym, co być może.

Pan Nieznajomą taką stwarza,
z którą by było tak przyjemnie,
jakby – tak sobie wyobraża –
aniołem miała być codziennie.

Lecz jak to jest w rzeczywistości?
Anioł nie sięga ideału,
ma zwykłe, ludzkie przypadłości.
Oczy otwiera Pan pomału,

co dnia dostrzega coś nowego,
co obraz tęsknot mu odmienia.
Nie wolno tego, lub owego...
Pani ma swe... przyzwyczajenia.

Pani zaczyna... meblowanie,
bo to robiła całe życie.
Pan więc, jak mebel, w kącie stanie,
bo tam wygląda należycie.

Nie przyjdzie Pani to do głowy,
że to nie żadne klocki lego,
że Pan jest żywy, czuły, zdrowy
i nie nadaje się do tego.

Pan może inne ma nawyki,
nie wie, że czegoś „nie wypada”.
Przez codzienności skryte wnyki
sens bycia w parze gdzieś przepada.

Pan już dostrzega, nie bez racji
– nie chodzi o niczyją winę –
jak wielkiej trzeba akceptacji,
by lat minionych zmyć patynę.

Potrzeba ciepła, życzliwości,
dać więcej, niźli by się brało,
by w dwoje w jednej żyć miłości...
Oby się komuś to udało.

donka
20-05-2011, 01:46
Skrzypek Hercowicz / Autorem wiersza o skrzypku Hercowiczu .
śpiewanego przez Ewę Demarczyk. jest Osip Mandelsztam./

http://i53.tinypic.com/2rdwyts.jpg

Był sobie skrzypek Hercowicz,
Co grał z pamięci jak z nut.
Z Schuberta on umiał zrobić –
No, brylant, no, istny cud.

Dzień w dzień, od świtu po wieczór,
Zgrana jak talia kart
Tę samą sonatę wieczną
Wciąż pieścił jak jaki skarb.

I co pan powiesz, Hercowicz? -
Za oknem ciemność i śnieg...
Dałbyś pan spokój, Sercowcz!
Takie jest życie, nie?...

Niech harmonijka – Cyganka,
jak długo ściska mróz,
W ślad za Schubertem na sankach
Zawija kresami płóz.

Nam z muzyką, taką bliską,
Nie straszny i nagły zgon.
A potem z wieszaka zwisnąć
Jak płaszcz z oskubanych wron.

Dawno już, panie Sercowicz,
Wszystko skołował śnieg...
Dałbyś pan spokój, Scherzowicz,
Takie jest życie, nie?...

tłum. W.Woroszylskiego

http://www.youtube.com/watch?v=dzV9Fa9v8Bc&feature=related




OSIP MANDELSZTAM - ur. w 1891 w Warszawie obok Borysa Pasternaka i Anny Achmatowej, stawiany jest na piedestale największych poetów rosyjskich XX wieku.
Dramatyczne losy represjonowanego w czasach stalinowskich poety znalazły odbicie w jego lirykach.

* * *
Więc za chwałę tych dni, co nadejdą w przyszłości,
I za ludzkiej godności sprawę
Pozbawiłem się miejsca przy stole mych ojców

I radości, i czci mojej nawet.

Wiek, jak brytan wilkowi, do gardła mi skacze,
Lecz ja wilkiem nie jestem, nie jestem.
Jak się czapkę pcha w rękaw, tak pchnij mnie już raczej
W duszny kożuch Syberii leśnej.

Byle tchórza nie widzieć i brudu nie widzieć
Ani kołem łamanych kości.
Niechaj z nocy polarnej błękitny lis wyjdzie,
Niech mi zalśni w swej mroźnej piękności.

Prowadź w noc, gdzie Jenisej przetacza się milcząc,
Tam gdzie sosna do gwiazdy się wspina,
Bo nie jestem ja wilkiem i krew mam niewilczą,
A więc z ręki równego niech zginę.



Za wiersz o Stalinie
"Cień górala ".... poeta zapłacił życiem .


Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.

http://i53.tinypic.com/t7zggp.jpg

Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.

Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.

I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.


Na przesłuchaniu zarecytował ten wiersz, został on zanotowany w protokole, który po dziś dzień znajduje się w rosyjskich archiwach.

http://i56.tinypic.com/vdfel4.jpg

Osip Mandelsztam po aresztowaniu w 1933 roku, zdjęcie zrobione przez NKWD.

Stalin wydał osobisty rozkaz zesłania poety i osadzenia w łagrze.
Był to już drugi wyrok. W 1933 roku został aresztowany przez NKWD i skazany na 4 lata ciężkich robót. Po uwolnieniu w 1937 roku, kara kolejnych 5 lat w łagrach była dla poety wyrokiem śmierci.. Był bowiem u skraju fizycznej wytrzymałości i trudność sprawiało mu samo utrzymanie się na nogach. Zmarł 27 grudnia 1938 w łagrze pod Władywostokiem.


Pisane przez niego w latach trzydziestych wiersze nie mogły zostać wydane ze względu na wszechobecny stalinowski terror. Dużą część utworów napisanych pod koniec życia poety przechowała i uchroniła przed zapomnieniem jego żona.


Ostatni, nie wysłany list Nadieżdy Mandelsztam http://i55.tinypic.com/2vwzrsw.jpg do męża (22 października 1939 r.) :

Osia, kochany, odległy przyjacielu! Miły mój, brakuje mi słów do tego listu, którego nigdy może nie przeczytasz. Piszę go w przestrzeń. Może wrócisz a mnie już nie zastaniesz. Będzie to wówczas ostatnia pamiątka.
Osieńko - nasze wspólne dziecięce życie - cóż to było za szczęście. Nasze sprzeczki, nasze połajanki, nasza miłość. Teraz nie patrzę nawet w niebo. Komu pokazać, gdybym zobaczyła chmurę?
Czy pamiętasz, jaki smaczny jest chleb, kiedy zdobyło się go cudem i spożywa we dwoje? Nasza szczęśliwa nędza i wiersze. Pamiętam, że wróciliśmy z łaźni, kupiwszy czy to jajka czy to parówki. Jechał wóz z sianem. Było jeszcze zimno i marzłam w swojej kurtce (nie takie chłody nas czekają: wiem, jak jest Ci zimno). Ja ten dzień zapamiętałam: z bolesną jasnością zrozumiałam, że te dni, te kłopoty - to najwyższe i ostatnie szczęście, jakie przypadło nam w udziale.
Każda myśl o Tobie. Każda łza i każdy uśmiech - dla Ciebie. Błogosławię każdy dzień i każdą godzinę naszego gorzkiego życia, mój przyjacielu, mój towarzyszu, mój ślepy przewodniku...
Obijaliśmy się o siebie niczym ślepe szczęnięta i było nam dobrze. I Twoja biedna rozgorączkowana głowa i całe szaleństwo, z jakim trwoniliśmy nasze dni. Jakież to było szczęście - i ta nasza niezachwiana pewność, że to właśnie szczęście.
Życie jest długie. Jak długo i jak trudno ginie się samemu - samej. I dla nas to - nierozłączonych - taki los? Czy my - szczenięta, dzieci - czy ty - anioł nań zasłużyłeś? A wszystko toczy się dalej. Niczego nie wiem. A jednak wiem wszystko i każdy Twój dzień i godzina - jak w malignie - ukazuje mi się jasno i wyraźnie.
Przychodziłeś do mnie we śnie każdej nocy, wciąż pytałam, co się wydarzyło, a Ty mi nie odpowiadałeś.
Ostatni sen: W brudnym bufecie brudnego hotelu kupuję coś do jedzenia. Byli ze mną jacyś obcy ludzie i kiedy kupiłam, pojęłam, że nie wiem, dokąd całe to dobro zawieźć, albowiem nie wiem, gdzie jesteś.
Obudziwszy się powiedziałam Szurze: Osia umarł. Nie wiem, czy żyjesz, ale od tego dnia utraciłam twój ślad. Nie wiem gdzie jesteś. Czy mnie usłyszysz. Czy wiesz, jak kocham. Nie zdążyłam Ci powiedzieć, jak Cię kocham. I teraz też nie potrafię powiedzieć. Powtarzam jedynie: Ciebie, Ciebie... Zawsze jesteś ze mną, a ja dzika i zła, która nigdy nie umiałam zwyczajnie zapłakać - ja płaczę, ja płaczę, ja płaczę.
To ja - Nadia. Gdzie jesteś?


To do niej, do Nadii był jak przypuszczam kierowany przez Osipa Mandelsztama ten wiersz:

„Najczulsza z czułych”:

Najczulsza z czułych
Opromieniona
Jest twoja twarz,
Najbielsza z białych
Twoja dłoń,
I obcy tobie
Cały świat,
I wszystko twoje —
Nieuniknione.

Nieuniknione
Twe zamyślenie
I palce rąk
Nie chłodniejących,
I cichy dźwięk
Twych niemilknących
Słów,
I twych oczu
Oddalenie.

Przełożyła
Maria Leśniewska

donka
21-05-2011, 01:48
http://i55.tinypic.com/352jkee.jpg
Ляпкало Виктор Александрович.


Anna Świrszczyńska

Największa miłość

Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa
największą miłość swego życia.

Chodzi z miłym pod rękę,
wiatr rozwiewa ich siwe włosy.

Jej miły mówi:
- Masz włosy jak perły.

Jej dzieci mówią:
- Stara wariatka.

( z cyklu "Jestem baba")


Dowiedziała się

W niedzielę po południu,
gdy pomyła wreszcie garnki,
usiadła przed lusterkiem.

I dowiedziała się
w niedzielę po południu,
że ukradziono jej życie.

Już dawno.

(z cyklu "Jestem baba")
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Miłość z plecakiem

Dwa plecaki,
dwie siwe głowy
I drogi całego świata
do wędrowania

(z cyklu "Jestem baba")

-------------------------------------



Małgorzata Hillar

"Dziękuję Ci Panie"

że dałeś mi
na stare lata
dar zdumiewania się

że kiedy dotykam drzewa
rosnącego pod moim oknem
nie mówię

no cóż to tylko pospolity kasztan
lecz szepczę w zachwycie
to cud

a gdy zbliża się do mnie
mała dziewczynka
nie stwierdzam

to przecież tylko zwyczajne dziecko
moja wnuczka
lecz myślę zdumiona

to cud

Pragnęłabym
abym patrząc w lustrze na siebie
starzejącą się kobietę

której tak często nie lubię
mogła powiedzieć z radością

to cud że jestem









http://i55.tinypic.com/1rvhb7.jpg

Wiersz Reinera Kerna - "Das Alter kommt auf seine Weise"
spolszczył /i uzupełnił Tadeusz Rejniak/ Grudzień 2000

Smutki i radości objawów starości

Idę ulicą - ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłon - znam przecież drania;
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku...
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:

nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba,
zwłaszcza , że słońce i błękit nieba...
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W spiesznym powrocie znów myśl się rodzi:

nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniom z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę się na nią gapię...
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,

że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop, prasuję spodnie,
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze...
Lecz tam by zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty...
Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi...

Tak to jest, gdy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy...
Ech, nie pojmiecie wy tego młodzi,

jak miło żyć, gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci,
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy,
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,

wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.

Dwa razy dziennie - raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu,
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę ( bom nie aniołem ),
gdy w obiad nie wiem, czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi wiedza,

że oto starość nadchodzi.

Żuję kolację - w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości...
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu...
Chcesz iść ad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz - nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy młodsi twoi rodacy.

Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi.

Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje mądrość spojrzenia...
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem, jak sądzę, w tym jest rzecz cała,

by jak najdłużej ta starość trwała!!!

donka
23-05-2011, 01:07
Wiersze Jana Twardowskiego http://i53.tinypic.com/33c0ktt.jpg to jak sam mówił - ” poetycki pamiętnik notujący spostrzeżenia, przeżycia,refleksje,wspomnienia, trochę jak listy do najbliższych lub zwierzenia „





http://i54.tinypic.com/qnl11d.jpg

Gdy opuszczał ze łzami w oczach swoją pierwszą wiejską parafię w Żbikowie napisał bardzo osobisty wiersz :

* * * * * * * * * * * * ** * * * * * * *

Pożegnać wikariatkę na niewielkim piętrze
zabrać Biblię w tłumoczek kazania gorętsze
a sad sobie zostanie z gęsiami i płotem
strasząc konie proboszcza kasztanów bełkotem


Niechaj memu następcy kwiatem w brewiarz spada
wart bo lepszy ode mnie i mądrzej spowiada
Jeszcze skryję się w kościół . Nie chciej tu mnie widzieć,
bo ksiądz płacząc sam siebie jak grzechu się wstydzi


Tylko spojrzeć. Ten święty z pospolitą głową
jakieś śmieszne serduszko z wstążeczką różową
spośród wotów świecące jak żuczek z ukrycia
w czas co na usługach i śmierci i życia


Pora odejść. Nie płoszyć myszy i pacierzy
patronów dobrej sławy złej sowy na wieży
Pora odejść żal tając jak iskry niezgasłe
że mnie ze wsi zabrali by pokrzywdzić miastem


Tak smutno psy porzucać.Tak zapomnieć trudno
wodę w stawie mierzoną złocistą sekundą
las z dzięciołem
kukułkę uczącą się w gęstwinie


jak śmiesznie jest powtarzać tylko własne imię
przybłędę co na rzece wywrócił się z łódką
i spoczywa pod krzyżem krzywym z niezabudką


Żal szkoły dzieci w ławkach woźnej z pękiem kluczy
chociaż lepiej że przyjdzie tu ktoś inny po mnie
stopnie gorsze postawi lecz czegoś nauczy


Żal kulawych i głuchych chorego w szpitalu
bardzo dawnej paniusi w przed powstańczym szalu
przygotowań do wilii smutnej oczywiście
gdy opłatek od matki drży na poczcie w liście


Jeszcze tu kiedyś wrócę.Nocą po kryjomu
wiersz o świętej Teresce dokończyć w tym domu
Po cmentarzu pobłądzę. Ty dłońmi dobrymi
przebacz wszystko.Pochowaj między najgorszymi.

mimoza
23-05-2011, 10:30
Doniu, nasze drogi się mijają. Ty przychodzisz w porze, kiedy ja już śpię.
Rano, do kawy - mam za to cudowne wiersze i wiedzę "w pigułce" o ich autorach.
Ostatnio zachwyciłam się wierszami Anny Świerszczyńskiej, Małgorzaty Hillar
i Reinera Kerna - wszystkie o starości.:)

Jestem tutaj tak często..., siedzę cichutko i czytam. Może za cicho? :) - Cz

donka
24-05-2011, 01:08
Doniu, nasze drogi się mijają. Ty przychodzisz w porze, kiedy ja już śpię.
Rano, do kawy - mam za to cudowne wiersze i wiedzę "w pigułce" o ich autorach.
Ostatnio zachwyciłam się wierszami Anny Świerszczyńskiej, Małgorzaty Hillar
i Reinera Kerna - wszystkie o starości.:)

Jestem tutaj tak często..., siedzę cichutko i czytam. Może za cicho? :) - Cz

Czesiu wielka to dla mnie przyjemność wiedzieć, że należysz do grona czytelniczek " Poezji refleksyjnej".
Ja też cichutko siedzę na Twoim wątku, gdzie tyle pięknej poezji Twojej i innych Seniorek. Miewam nieraz wielką ochotę umieścić tu któryś z prezentowanych w nim wierszy, ale nie jestem upoważniona by robić to bez zgody autorów.

donka
24-05-2011, 01:22
http://i56.tinypic.com/2cr8wmw.jpg
Teodor Axentowicz


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Kobieta, która czeka

Czeka , patrzy na zegar swych lat,
gryzie chustkę z niecierpliwości.
Za oknem świat zszarzał i zbladł...
A może już za późno na gości?


Trzy godziny

Pierwsza godzina czekania to radość i strach z gorączką.
Tu kwiaty, a tu papierosy... masz, perfum się wylał na marmur!
Lustrzane drzwi szafy skrzypią. Gdzie wstążka? Jak gorąco!
Pokój musi pachnąć i wzdychać, i być pełen, pełen lękliwego charme'u...

A druga godzina czekania to uważne, czujne słuchanie.
Ktoś przeszedł i nie zapukał. Wrócił, zapukał: służąca.
Minuty jak biały makaron leniwie toną w dywanie...
Cisza szepcze, że jest za późno i jest śpiąca...

A trzecia godzina czekania to polip o oczach starca,
Czarna kawa dawno wystygła. Nikt nie przyszedł. I to się zdarza.
Człowiek inteligentny sam sobie wystarcza.
I gwiżdże na wszystko żałośnie, jak wiatr wśród cmentarza

donka
25-05-2011, 00:42
http://i52.tinypic.com/2j5jmaf.jpg
Władysław Czachórski - Dama przy oknie.

Jan Brzechwa

Marta

Na parapecie wsparta siedzi w niebieskiej sukni
nazywa się na pewno na pewno Marta
lub może jeszcze smutniej

siedzi w otwartym oknie
i czyta stare wiersze przebrzmiałe bezpowrotnie
jak pocałunki pierwsze litery drukowane
przed jej oczami skaczą
w jej sercu nie zakochanym jesienny dzień się zaczął

na parapecie wsparta...
spogląda obojętnie w ulicę spowszedniałą
tam gdzie dziewczyny skrzętnie
sprzedają swe ciało

spogląda i zazdrości i w dłoniach oczy chowa
że nawet takiej miłości los jej nie podarował

na parapecie wsparta siedzi w niebieskiej sukni
nazywa się na pewno na pewno Marta
lub może jeszcze
smutniej




http://i56.tinypic.com/5plq1j.jpg
Gustaw Klimt - Judith 1903

Marta Fox

Julia wariatka

Nie dziwię się waszym dobrotliwym
I pełnym pobłażliwości uśmiechom,
Tak naprawdę sprawa jest banalna,
Przynajmniej dla was, mających do dyspozycji
Fakty, którym zaprzeczyć nie można

Ale jeżeli potraficie spójrzcie na mnie
Jak na wariatkę, która stałą się Julią
O 20 lat za późno

Zobaczcie, jak unoszę ręce i piersi
Jak krzyczę z rozkoszy oparta
O balustradę swojego balkonu

Zobaczcie jak mewy wyfruwają
Z moich oczu i przynoszą ich dziki
Błysk spragnionym marynarzom

Więc pytam: czy to mało gdy
Księżyc z zazdrości zielenieje
Mężowie ukrywają przede mną swoje żony
By nie zaraziły się obłędem mojej namiętności

Czy to mało gdy pięknieję wpleciona
W jego ręce i nogi i czy to naprawdę złe
Choć na wszystko jest już

Za późno

Malwina
25-05-2011, 07:45
Aldona, bywam, czytam, porywa mnie, uwewnętrzniam, tyle mam do skomentowania, wyrażenia, podzielenia, wykrzyczenia....do rozmowy po prostu...i nie mam czasu napisac..pogadac....coś mi świat przyspieszył ostatnio....acha te twarze....piekne, smutne, po przejściach.....pogadamy którejś nocy.......

donka
26-05-2011, 00:20
http://i53.tinypic.com/2naoi7n.jpg
Toluouse - Lautrec

Tadeusz Różewicz

Ściana

Odwróciła twarz do ściany

przecież mnie kocha
dlaczego odwróciła się ode mnie

więc takim ruchem głowy
można odwrócić się od świata
na którym ćwierkają wróble
i młodzi ludzie chodzą
w krzyczących krawatach

Ona jest teraz sama
w obliczu martwej ściany
i tak już zostanie

zostanie pod ścianą
ogromniejącą
skręcona i mała
z zaciśniętą pięścią

a ja siedzę
z kamiennymi nogami
i nie porywam jej z tego miejsca
nie unoszę
lżejszej niż westchnienie.


nie wypowiedziane

zanim zaczniemy rozmowę
słowa zasłonią
to co się stało
wcześniej
poza nami
bez wyjścia

jeszcze nie wiesz o tym

wyciągasz ręce
myślisz że jestem
w tym miejscu
gdzie mnie zostawiłaś

stoisz
nieruchoma niejasna
prawda dociera powoli
do twojego serca

oglądasz się
odchodzisz
w ślepą ulicę

donka
27-05-2011, 01:34
http://i53.tinypic.com/ampoqf.jpg

Dużo jest pięknej poezji o matce, prawie wszyscy znani mi poeci o Niej pisali,
ale najbardziej lubię wspomnienia o matce Ks. Jana Twardowskiego.

Ręce

Twoje ręce – mamusiu
Dobre jak szafirek po deszczu
Jak czajki towarzyskie
Przyniosły mnie na świat
Kołysały
Ustawiały na podłodze
Sadzały na stołku
Mówiły że motyl dzwoni
Że młodych grzybów nie sposób rozeznać
Uczyły trzymać łyżkę, by nie trafiała do ucha
Rozróżniać klon od jaworu
Prowadziły przy oknie po ciemku
Po ziemi co czernieje jak szpak
Suche i ciepłe
Za słabe
Żeby wyprowadzić mnie z tego świata.



Trudno

No widzisz – mówiła matka
Wyrzekłeś się domu rodzinnego
Kobiety
Dziecka, co stale biega, bo chciałoby fruwać
Wzruszenia, kiedy miłość podchodzi pod gardło

A teraz martwi ciebie
Kubek z niebieską obwódką
Puste miejsce po mnie
Trzewiki, o których mówiłeś, że są
Tak jak wszystkie – do sprzedania
A nie do noszenia
Zegarek co chodzi po śmierci
Stukasz w niewidzialną szybę
Patrzysz, jak czapla w jeden punkt

Widzisz jak łatwo się wyrzec
Jak trudno utracić



Czas niedokończony

Nie opowiadajcie, razem i osobno
Że nie ma ludzi niezastąpionych
Bo przecież moja matka
Łagodna i nieubłagana
Cała w czasie teraźniejszym niedokończonym
Wychyla się z nieba
Żeby mi przyszyć oberwany guzik
Kto to lepiej potrafi?
W czyich palcach drży igła, jak drucik ciepła
Gdy tyle dzisiaj uczuć, a mało miłości
I tyle cudzych kobiet, a żadna nie moja

A śmierć tak bardzo ważna , bo się nie powtórzy
I smutek, jak sprzed wojny, ostatnia choinka

donka
28-05-2011, 00:10
http://i51.tinypic.com/2nq6v81.jpg


Wojciech Młynarski

Miasteczko Pana Andersena

Wicher przycicha i się wzmaga,
i raz jest mglista, raz promienna,
śliczna zimowa Kopenhaga,
miasteczko Pana Andersena,

poety, który nas podzielił,
swe bajki gęsim piórem pisząc,
na tych, co już je usłyszeli,
i tych, co jeszcze je usłyszą.

Na kartkę blask od świecy padł,
o zmroku przypływała wena
i oto stał się cały świat
miasteczkiem Pana Andersena.

I myśl mi się po głowie plącze,
która odkrywcza jest szalenie,
że w sumie jedno, co nas łączy,
to jest dziecięce pochodzenie.

Na kartkę blask od świecy padł,
o zmroku znów przypłynie wena
i znów się stanie cały świat
miasteczkiem Pana Andersena.

I będzie słychać smutny głos
Mężczyzny-chłopca hen, zza mgły:
"Kto wyjmie to bolesne szkło,
które do oka wpadło mi?"

Tak jest, choć w czoło się pukają
ci wszyscy mądrzy i stateczni,
co w żadnej bajce nie zagrają,
bowiem nie byli nigdy dziećmi...

donka
28-05-2011, 23:57
O rodzinnym stole,
rzadko dziś używanym i wykorzystywanym - domowym meblu.

http://i51.tinypic.com/bgzjiv.jpg
RODZINA PRZY STOLE - MIKOŁAJ PIETROWICZ BOGDANOW-BIELSKI


Ewa Lipska

Stół rodzinny

Stół rodzinny jest dużo większy
od normalnego stołu.
Coraz mniej takich stołów.
Siedzimy, a babcia
znowu twierdzi, że rewolucja przerwała jej
szycie sukni, która nie dokończona odeszła na front.
Fastrygi zapewne puściły - ubolewa babcia - rozstrzelano ją.

A barszcz za słony. Morze za szerokie.
Rodzina nie ma sobie nic do powiedzenia.
Każdy trzyma krajobraz własny przed oczami
na własny wjeżdża peron o innej godzinie.
Babcia myśli: rewolucja przerwała mi
szycie sukni, która nie dokończona
odeszła na front. Fastrygi puściły.

Suknię rozstrzelano. Ale rewolucja
zwyciężyła i tak. Portret sukni
czci się teraz wszędzie.

Moda jednak się zmienia. Młodsze pokolenie
myśli: mogę wypić kieliszek wódki,
ale muszę wypić szklankę herbaty.
Mogę głośno mówić albo krzyczeć
ale muszę milczeć.
Mogę mówić po angielsku albo po hiszpańsku,
ale muszę mówić w zupełnie innym języku.

Jestem winien ojczyźnie – życie, a Frankowi
300 złotych.

Jeszcze młodsze pokolenie myśli:
jeśli suknię rozstrzelano to babcia
straciła materiał.

Kiedy siedzę przy biurku i myślę
na temat rodzinnego stołu widzę
przez okno jak grupka dzieci
przebiega przez tory kolejowe
w niedozwolonym miejscu.
Nawet się tym nie różnią
od innych pokoleń.


Andrzej Warzecha:

„Zamienię...”

Zamienię telewizor
na duży rodzinny stół
niech służy
u moich
dwunastu pokoleń

Na jego blacie
wyrzeźbimy
dwa serca
i kiedy
będzie trzeba
jedno z nich
przebijemy strzałą
niech ogląda je
naszych dwanaście pokoleń

A kiedy
przyjdzie czas
odejdziemy
od niego
trzymając się za ręce

Malwina
29-05-2011, 00:01
No i piszesz o moim starym rodzinnym dębowym rozkladanym stole , co stoi w salonie..przy którym jadali moi przodkowie, zrobiony jest bez jednego gwożdzia, na kołki a pod blatem widnieje data 1904.....stoły to historia....trudno mi sobie wyobrazic przy nim moja mamę, babcię, prababcię.....ale próbuję...

Malwina
29-05-2011, 09:38
Przyszedłem ci podziękować
za samotności różne
za taką gdy nie ma nikogo
lub gdy się razem płacze
i taką że niby dobrze
ale zupełnie inaczej
za najbliższą kiedy nic nie wiadomo
i taką że wiem po cichu ale nie powiem nikomu
za taką kiedy się kocha i taką kiedy się wierzy
że szczęście się połamało bo mnie się nie należy
jest samotnością wiadomość
list dworzec pusty milczenie
pieniądz genialnie chory
minuty jak ciężkie kamienie
czas zawsze szczery bo każe iść dalej i prędzej
mogą być nawet nią włosy
których dotknęły ręce

są samotności różne
na ziemi w piekle w niebie
tak rozmaite że jedna
ta co prowadzi do Ciebie....(ks Twardowski)

donka
29-05-2011, 18:40
Ks. Jan Twardowski też chyba poznał smak samotności.
Stan duchowny nie chroni przed jej doświadczaniem.
Kocham jego poezję, dziękuję Malwinko.

maluna
29-05-2011, 19:56
Doniu, dość późno odkryłam ten wątek, ale teraz jestem
jego wierną czytelniczką i z wielką przyjemnością oglądam
zamieszczone tutaj obrazy i czytam piękne, wzruszające
wiersze, dziękujęhttp://www.postsmile.net/img/20/2082.gif (http://www.postsmile.com/)

donka
29-05-2011, 23:46
Wielką radość mi sprawiłaś swoimi odwiedzinami Małgosiu .
Dziękuję.

donka
30-05-2011, 01:28
Tomasz Różycki.
Nominowany do Literackiej Nagrody Nike 2011.

Wiersz "Spalone mapy" Tomasza Różyckiego z tomu "Kolonie" oraz wyjaśnienie jego genezy zdobyły nagrodę w prestiżowym konkursie zorganizowanym przez amerykański serwis internetowy The 3 Quarks Daily na najlepszy post literacki.

Autor wyjaśnia genezę wiersza:

Wiersz powstał pięć lat temu podczas podróży na Ukrainę w 2004r.
Pomyślałem przy tym, że będąc na miejscu, skorzystam z okazji i udam się do jednej z wsi leżących w pobliżu tego miasta, gdzie przed II wojną światową mieszkała moja rodzina. Chciałem zobaczyć, czy cokolwiek zostało z rodzinnego domu mojej babci. Na poszukiwania jej domu straciłem cały dzień. Zaczynało się już ściemniać, a we mnie wzrastała frustracja i przekonanie, że cała ta wyprawa była jednym wielkim nieporozumieniem. I gdy już miałem się zbierać w drogę w powrotną do Lwowa, udało mi się spotkać starszą kobietę, która była sąsiadką mojej babci i dobrze ją pamiętała, ponieważ za młodu razem się bawiły. Wskazała mi miejsce, w którym niegdyś stał dom babci.
Po budynku nie było śladu, podobnie jak po ceglanej kapliczce z figurką Matki Boskiej, która zdaniem babci wiele razy ratowała ją i rodzinę przed śmiercią w trakcie wojny. W ogrodzie nie ostało się także żadne drzewo.
Jedynym śladem wskazującym, że stał jakiś budynek, były wystające spod ziemi resztki murowanej, przydomowej piwnicy. - To było dla mnie bardzo wzruszające. A gdy po powrocie do Polski dowiedziałem się, że Jacques Burko, francuski tłumacz moich wierszy, odbył podobną podróż do korzeni, postanowiłem napisać "Spalone mapy" i zadedykować go właśnie jemu.

http://i56.tinypic.com/2l8k968.jpg

Tomasz Różycki

SPALONE MAPY
Dla J.B.

Pojechałem na Ukrainę, to był czerwiec
i szedłem po kolana w trawach, zioła i pyłki
krążyły w powietrzu. Szukałem, lecz bliscy
schowali się pod ziemią, zamieszkali głębiej

niż pokolenia mrówek. Pytałem się wszędzie
o ślady po nich, ale rosły trawy, liście,
i pszczoły wirowały. Kładłem się więc blisko,
twarzą do ziemi i mówiłem to zaklęcie -

możecie wyjść, już jest po wszystkim. I ruszała
się ziemia, a w niej krety i dżdżownice, i drżała
ziemia i państwa mrówek roiły się, pszczoły
latały ponad wszystkim, mówiłem wychodźcie,

mówiłem tak do ziemi i czułem, jak rośnie
trawa ogromna, dzika wokół mojej głowy.

jakempa
30-05-2011, 01:28
Donko, jestem tutaj szarą myszką, która cichutko spogląda spod miotełki, na piękne , krzyczące różnymi uczuciami strofy ,.
Kocham poezję, chociaż nie mam daru pisania, lubię przemyśleć sens zapisków, wczuć się w te przeżycia które były udziałem autora w momencie zapisów jego myśli,..a może i Twoich, kiedy to powielałaś??? Bo przecież poezja to zwierciadło duszy,,,,,

Ośmieliłam się napisać, że tutaj jestem,.. już od dawna, tylko cicho siedzę,,,
Nie lubię pisać dla samego pisania, kiedy nic mądrego nie mam do powiedzenia,... a tutaj nie mam,,,,bo przecież jestem tylko myszką przy tych pięknych rozmyślaniach wystrojonych w myśli, pozwalające na ucztę duchową. DZIĘKUJĘ
i będę dalej cichutko siedzieć,...

donka
31-05-2011, 23:15
Donko, jestem tutaj szarą myszką, która cichutko spogląda spod miotełki, na piękne , krzyczące różnymi uczuciami strofy ,.
Kocham poezję, chociaż nie mam daru pisania, lubię przemyśleć sens zapisków, wczuć się w te przeżycia które były udziałem autora w momencie zapisów jego myśli,..a może i Twoich, kiedy to powielałaś??? Bo przecież poezja to zwierciadło duszy,,,,,

Ośmieliłam się napisać, że tutaj jestem,.. już od dawna, tylko cicho siedzę,,,
Nie lubię pisać dla samego pisania, kiedy nic mądrego nie mam do powiedzenia,... a tutaj nie mam,,,,bo przecież jestem tylko myszką przy tych pięknych rozmyślaniach wystrojonych w myśli, pozwalające na ucztę duchową. DZIĘKUJĘ
i będę dalej cichutko siedzieć,...


Rozśmieszyłaś mnie Jadziu - Jakempo tą szarą myszką cichutko spoglądającą spod miotełki. Jesteśmy więc obie szarymi myszkami.....tylko ja nie spod miotełki, a spod Giewontu. Mimo różnicy w poziomach wysokości jesteśmy bardzo podobnymi myszkami - też nie mam daru pisania, i też lubię odczytywać uczucia i myśli poetów szczególnie gdy są bliskie moim. Szukam w poezji tego co czuję, przeżywam, czym się wzruszam, czym się cieszę, szukam siebie..... mam swoich ulubionych poetów .....bez nich byłoby mi bardzo ciężko. Oni mówią za mnie, ich wiersze oddające to co czuję są dla mnie pocieszeniem, że tacy wielcy, a też rozpaczali, powątpiewali i zachwycali się tym samym co ja.
Tyle niezrozumiałej dla mnie skromności w Twoim poście. Napisałaś, że poezja to zwierciadło duszy. Ponieważ kochasz poezję posiadasz więc na pewno piękną duszę.
Adam Zagajewski wyraził się że " poezja jest poszukiwaniem blasku." Obie szukamy tego blasku. On opromienia życie.
Nie siedź jednak cichutko zrób mi tą przyjemność i wychyl się co jakiś czas spod miotełki, napisz choć dwa słowa, a może zamieść coś…..

donka
01-06-2011, 01:34
http://i54.tinypic.com/2w66wsz.jpg

Pieśń Mignon
Johann Wolfgang von Goethe

Przekład: Adam Mickiewicz (Neapol 1830 r.).

Znasz-li ten kraj,
Gdzie cytryna dojrzewa?
Pomarańcz blask
Majowe złoci drzewa?
Gdzie wieńcem bluszcz
Ruiny dawne stroi,
Gdzie buja laur
I cyprys cicho stoi?
Znasz-li ten kraj?
Ach, tam, o moja miła!
Tam był mi raj,
Pókiś ty ze mną była!

Znasz-li ten gmach,
Gdzie wielkich sto podwoi,
Gdzie kolumn rząd
I tłum posągów stoi?
A wszystkie mnie
Witają twarzą białą:
"Pielgrzymie nasz,
Ach, co się z tobą stało!"
Znasz-li ten kraj?
Ach, tam, o moja miła!
Tam był mi raj,
Pókiś ty ze mną była!

Znasz-li ten brzeg,
Gdzie po skalistych górach
Strudzony muł
Swej drogi szuka w chmurach?
Gdzie w głębi jam
Płomieniem wrą opoki,
A z wierzchu skał
W kaskadach grzmią potoki?
Znasz-li ten kraj?
Ach, tu, o moja miła!
Tu byłby raj,
Gdybyś ty ze mną była



.

donka
02-06-2011, 00:45
DZIEŃ DZIECKA

Bardzo lubiłam czytać wiersze Tuwima i Brzechwy synowi, potem wnuczkom.
Dziś są już dorośli, a ja powracam do tych wierszy dla własnej przyjemności.....podobno w każdym z nas pozostaje coś z dziecka....



Jan Brzechwa

ŻURAW I CZAPLA

http://i52.tinypic.com/2hnt4kk.jpg

Przykro było żurawiowi,
Że samotnie ryby łowi.

Patrzy - czapla na wysepce
Wdzięcznie z błota wodę chłepce.

Rzecze do niej zachwycony:
"Piękna czaplo, szukam żony,

Będę kochał ciebie, wierz mi,
Więc czym prędzej się pobierzmy."

http://i55.tinypic.com/s5btpk.jpg

Czapla piórka swe poprawia:
"Nie chcę męża mieć żurawia!"

Poszedł żuraw obrażony.
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli sobie:
"Czy właściwie dobrze robię?

Skoro żuraw tak namawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

Pomyślała, poczłapała,
Do żurawia zapukała.

Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę.

"Przyszłam spełnić twe życzenie."
"Teraz ja się nie ożenię,

Niepotrzebnie pani papla,
Żegnam panią, pani czapla!"

Poszła czapla obrażona.
Żuraw myśli: "Co za żona!

Chyba pójdę i przeproszę..."
Włożył czapkę, wdział kalosze,

I do czapli znowu puka.
"Czego pan tu u mnie szuka?"

"Chcę się żenić." "Pan na męża?
Po co pan się nadweręża?

Szkoda było pańskiej drogi,
Drogi panie laskonogi!"

Poszedł żuraw obrażony,
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli: "Szkoda,
Wszak nie jestem taka młoda,

Żuraw prośby wciąż ponawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

W piękne piórka się przybrała,
Do żurawia poczłapała.

Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce - to nie chce drugie,

Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą





Julian Tuwim

Słoń Trąbalski

http://i51.tinypic.com/okd9av.jpg


Był sobie słoń wielki - jak słoń.
Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski.
Wszystko, co miał, było jak słoń!
Lecz straszny był Zapominalski.

Słoniową miał głowę i nogi słoniowe,
I kły z prawdziwej kości słoniowej,
I trąbę, którą wspaniale kręcił,
Wszystko słoniowe - oprócz pamięci.

Zaprosił kolegów słoni na karty
Na wpół do czwartej.
Przychodzą - ryczą: "Dzień dobry, kolego!"
Nikt nie odpowiada,
Nie ma Trąbalskiego.
Zapomniał! Wyszedł!

Miał przyjść do państwa Krokodylów
Na filiżankę wody z Nilu:
Zapomniał! Nie przyszedł!

Ma on chłopczyka i dziewczynkę,
Miłego słonika i śliczną słoninkę.
Bardzo kocha te swoje słonięta,
Ale ich imion nie pamięta.
Synek nazywa się Biały Ząbek,
A ojciec woła: "Trąbek! Bombek!"
Córeczce na imię po prostu Kachna,
A ojciec woła: "Grubachna! Wielgachna!"

Nawet gdy własne imię wymawia,
Gdy się na przykład komuś przedstawia,
Często się myli Tomasz Trąbalski
I mówi: "Jestem Tobiasz Bimbalski".

Żonę ma taką - jakby sześć żon miał!
(Imię jej: Bania, ale zapomniał),
No i ta żona kiedyś powiada:
"Idź do doktora, niechaj cię zbada,
Niech cię wyleczy na stare lata!"

Więc zaraz poszedł - do adwokata.
Potem do szewca i rejenta.
I wszędzie mówi, że nie pamięta!

"Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
Może kto z panów wie czego chciałem?"

Błąka się, krąży, jest coraz później,
Aż do kowala trafił, do kuźni.
Ten chciał go podkuć, więc oprzytomniał,
Przypomniał sobie to co zapomniał!

Kowal go zbadał, miechem podmuchał,
Zajrzał do gardła, zajrzał do ucha,
Potem opukał młotem kowalskim
I mówi: "Wiem już, panie Trąbalski!
Co dzień na głowę wody kubełek
oraz na trąbie zrobić supełek".
I chlust go wodą! Sekundę trwało
I w supeł związał trąbę wspaniałą!

Pędem poleciał Tomasz do domu.
Żona w krzyk: "Co to?!" - "Nie mów nikomu!
To dla pamięci!" - "O czym?" - "No ... chciałem..."
"Co chciałeś?" - "Nie wiem! Już zapomniałem!"

jakempa
02-06-2011, 01:35
Donko, właśnie na takich wątkach szukam ukojenia w chwili ogarniającego zwątpienia, które chyba każdego nawiedza, pomimo wrodzonego optymizmu, który posiadam.
Lubię zanurzyć się w piękne słowa, które w swoich strofach, ubrane uczuciami, wydobywanymi z rymów, porównań, subtelnych opisów, niosą ukojenie, zrozumienie, ocieplają duszę,
Potrzebne to jest mi bardziej niż prymitywny humor, czy niedopowiedziane do końca i nie zawsze zrozumiane dialogi.
Do tego jeszcze dobra muzyka, zależna od wewnętrznego nastroju,.... tego szukam w wirtualnym swiecie,.
Dobrze, ze mogę na seniorku to znaleźć

A moze kiedys też kogoś przypomnę cytując jego myśli,..

donka
02-06-2011, 23:06
A moze kiedys też kogoś przypomnę cytując jego myśli,..




Biorę Cię za słowo.

donka
02-06-2011, 23:25
http://i53.tinypic.com/apeoli.jpg
Eugeniusz Żak - Nędzarz


Ryszard Kapuściński

Cierpienie i wina

Tylko okryci zgrzebnym płótnem
potrafią przyjąć w siebie
cierpienie drugiego
podzielić jego ból.

odziani w oporny pancerz ego
przeczuwając że rozlegnie się jęk -
zawczasu głuchniemy,

że ujrzymy ranę i krew -
zawczasu ślepniemy,
mówimy sobie:
ścieżka Golgoty jest wąska
nie zmieści dwoje ludzi
każdy musi iść sam.

mówią:
unikaj cierpiącego
choćby niechcący
wbije w ciebie cierń -
poczucie winy

Malwina
02-06-2011, 23:52
ot i tu mamy wytłumaczenie..dlaczego ludzie nie umieja zachowac się w obliczu nieszczęścia, czego sie boją, obawiają nie uświadamiając sobie moze tak dobitnie jak Kapuściński nazwał, a jednak podświadomie czując?.....do bólu wyartykułowana refleksja...
Aldonko wybrałąs chyba najznakomitsze niby dziecięce wiersze, wyraziste , soczyste w prostotę i codziennośc......i ten piekny niewyprasowany słoń...hihi i oba ptaki z adekwatnie durnymi minami.....fajnie sobie z Jakempą gadacie...złąpałyście wspolną nitkę....

jakempa
03-06-2011, 01:29
Donko, trafiłaś w sedno, przytaczając Kapuścińskiego,..
Kto wszedł na ścieżkę Golgoty, prawie zawsze zostaje sam,..
Nie można liczyć nawet na namiastkę chusteczki Weroniki, bo ludzie odziewają się w twarde szaty i nie chcą zauważać niczego co nie jest blaskiem życia. Och, kochana poznałam to z autopsji,..pięknie to ujęte,... przyznam, że nie znałam tego.,
Trafiłaś w serce,...

donka
04-06-2011, 00:59
Jakempo, Malwinko dziękuję za piękne komentarze. Celem Kapuścińskiego było właśnie to - poruszyć serca.....my przyklaskujemy, a czy trafia do tych właściwych - ślepych i głuchoniemych?.

donka
04-06-2011, 01:02
http://i52.tinypic.com/4jt1qw.jpg
Marc Chagall - Kochankowie w bzie


Wiersze Gałczyńskiego to niewyczerpane źródło pięknej poezji - różnej w gatunku - lirycznej i groteskowej....poezji na każdą okazję. Wielką fanką Gałczyńskiego była Olga Lipińska, która liczne jego teksty wykorzystywała w swoim kabarecie.

Przypomnę kilka lirycznych wierszy pisanych przez poetę do żony Natalii.

Najbardziej znany to oczywiście:

Rozmowa liryczna

Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.

Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.


* * *

Już kocham cię tyle lat
na przemian w mroku i w śpiewie,
może to już jest osiem lat,
a może dziewięć - nie wiem;
Splątało się, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja,
już nie wiem - i myślę w pół drogi,
że tyś jest rewolta i klęska, i mgła,
a ja to twe rzęsy i loki.


* * *

Pyłem księżycowym być na twoich stopach,
wiatrem przy twej wstążce, mlekiem w twoim kubku,
papierosem w ustach, ścieżką pośród chabrów,
ławką gdzie spoczywasz, książką, którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką, otoczyć jak przestwór,
być porami roku dla twych drogich oczu
i ogniem w kominku, i dachem co chroni
przed deszczem.


* * *
pokochałem ciebie w noc błękitną,
w noc grającą, w noc bezkresną.
Jak od lamp, od serc było widno,
gdyś westchnęła, kiedym westchnął.

pokochałem ciebie i boso,
i w koronie, i o świcie, i nocą.
jeśli tedy kiedyś mi powiesz:
Po coś, miły, tak bardzo pokochał?
Powiem: Spytaj się wiatru w dąbrowie,
czemu nagle upadnie z wysoka
i obleci całą dąbrowę,
szuka, szuka: gdzie jagody głogowe?


* * *
Gdybyś mnie kiedyś miała przestać kochać,
nie mów mi tego. Bóg tego także nie czyni.
Gdy ma zesłać zarazę i głód, On ciągle się śmieje z wysoka,
choć dobrze wie, że oazy przemieni w pustynię.

mimoza
05-06-2011, 16:15
Doniu wiersze Gałczyńskiego zawsze mi towarzyszyły,
jego liryka pełniona jest miłością do żony.
Zastanawiam się, czy poza poetami są jeszcze dzisiaj
panowie, którzy potrafią tak pięknie wyznawać miłość?:) - Cz

Malwina
05-06-2011, 16:29
No włąśnie ostatnio pzrez telefon na ten temat z Aldoną rozmawiałysmy.....z lupą szukac miłosnych perełek....
Aldona przypomniała mi Rozmowę liryczną..pamiętam jak w programie kabaretu takim rodzimym w Radomiu pt "Cztery razy miłośc" z kolegą przedstawialismy ten wiersz....ale mi fajne czasy się przypomniały...

donka
05-06-2011, 23:34
Masz rację Czesiu.....miłosna poezja Gałczyńskiego jest przepiękna - nie da się jej zdefiniować.....przecież miłosne wiersze pisał Mickiewicz / też śliczne /,Staff, Tuwim, Lechoń, Leśmian, Tetmajer, Norwid, Słowacki i wielu, wielu innych, ale żadnego z nich nie można przyrównać chociażby do tego jednego:
".......Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec........"itd.

"Rozmowa liryczna" była w młodości pierwszym, przeczytanym, przeze mnie wierszem Gałczyńskiego.....zachwycona szybko kupiłam sobie tomik jego wierszy. Do tej pory jeszcze do niego zaglądam, wprawdzie coraz rzadziej niestety.

donka
06-06-2011, 00:44
No włąśnie ostatnio pzrez telefon na ten temat z Aldoną rozmawiałysmy.....z lupą szukac miłosnych perełek....
Aldona przypomniała mi Rozmowę liryczną..pamiętam jak w programie kabaretu takim rodzimym w Radomiu pt "Cztery razy miłośc" z kolegą przedstawialismy ten wiersz....ale mi fajne czasy się przypomniały...

Malwinko utwór, który poniżej zamieszczam, a który już prawdopodobnie znasz z mojego blogu jest jednym z piękniejszych, ze znanych mi wierszy miłosnych. Ze względu na swoją odmienność nie da się go porównywać z wierszami Gałczyńskiego, ani innych poetów, ale na ich tle to też perełka - może tylko inna?

Autor - Bogdan Urbankowski (ur. 1943 r w Warszawie), polski poety, eseista dramaturg i filozof.
Jest autorem ponad 40 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji. Wśród nich znajdują się monografie Polaków – Adama Mickiewicza, Józefa Piłsudskiego, Karola Wojtyły czy Zbigniewa Herberta.

http://i55.tinypic.com/t7k9qh.jpg
Henri Gervex - Rolla



Erotyk dla następcy


Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka

Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.

A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem

Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry

II

Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce

I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasze imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią

to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej

III

Twój cień w jej oczach
to mój cień

jej głos pełen niepokoju
to mój głos

gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj

na każde twoje słowo
zbyt ostre

na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj

I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej


.

donka
07-06-2011, 01:58
http://i54.tinypic.com/24q8ro7.jpg
Ogród Moneta



Bolesław Leśmian

Z lat dziecięcych

Przypominam wszystkiego przypomnieć nie zdołam:
Trawa... Za trawą wszechświat... A ja kogoś wołam.
Podoba mi się własne w powietrzu wołanie
I pachnie macierzanka i słońce śpi w sianie.

A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?
Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy
Same liście i twarze!... Liściasto i ludno!
Śmiech mój w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno!

Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach!
Oddech nieba mam w piersi! Drzew wierzchołki w oczach!

Kroki moje już dudnią po grobli nad rzeką.
Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko!
A teraz bieg z powrotem do domu przez trawę
I po schodach, co lubią biegnących stóp wrzawę...

I pokój, przepełniony wiosną i upałem,
I tym moim po kątach rozwłóczonym ciałem
Dotyk szyby ustami... Podróż w nic, w oszklenie
I to czujne, bezbrzeżne z całych sił istnienie!

donka
08-06-2011, 02:52
Henryk Cyganik, http://i53.tinypic.com/2cgocbo.jpg urodzony 17 listopada 1946 roku w Maniowach. / miejsce jego przyjścia na świat pokryła tafla Jeziora Czorsztyńskiego/.

Osobowość, twórca, nazwisko. Dziennikarz, satyryk, poeta, który tak się przedstawiał :"jestem podhalańskim chłopem z pochodzenia, mój zawód wyuczony to polonista, teatrolog, wykonywany - wyrobnik pióra, wymarzony - bogaty nierób."
Jego rodzice poznali się na przymusowych robotach w Niemczech. Ojciec został zamordowany na oczach matki z niemowlęciem na ręku przez ludzi z partyzantki "Ognia".

Postać popularna w krakowskim teatrze, kabarecie, w radiu i telewizji, znany felietonista, autor piosenek.
Brat-łata podziwiany w wielu środowiskach twórczych i intelektualnych. Mecenas kabaretów wiejskich, poetów, rzeźbiarzy.
Nazywany przez wszystkich po prostu- Henio. .

Mimo, iż dość szybko opuścił rodzinną wieś i zaczął gazdować w Krakowie, góralszczyzna widoczna była w jego twórczości, sposobie bycia, fascynacji górami i ludźmi gór… bez gór nie mógł żyć.
Mówił, że będąc w górach nie można nie wierzyć, że to, co cię otacza to dzieło Najwyższego.
Mimo swojej lewicowości („wyssanej z mlekiem matki” – jak mawiał), a może właśnie dlatego, Heniu był zawsze blisko Boga.
Ale bez jakichkolwiek pośredników – podkreślał często.


Przegrał walkę z chorobą nowotworową, zmarł 23 lutego 2005 roku.
Jego maksyma w zmaganiach z chorobą brzmiała:
„Bo w życiu najważniejsze jest życie.”

Pod pseudonimem Jasiek Plewowy wydał największą antologię humoru góralskiego „Anegdoty góralskie”

W wątku zakopiańskim:http://www.klub.senior.pl/malopolskie/t-zakopane-i-tatry-cz.ii-page19-6101.html post 368 zamieściłam kilka autentycznych śpasów z jego książki -"Cosik śmiysnego Jaśka Plewowego - Śpasy Czyli Humor z Gór ."

A to przykłady jego twórczości poetyckiej:


Polacy

po ekstazie ocalenia Europy
po etosie styropianowych ciuciubabek
z komuną
po poświęceniu kaloryfera
i konkwistadorów trzeciego tysiąclecia
ocieramy się o geniusz
ideał podnosimy z bruku
sięga już komina

gdyby nam się jeszcze udało
książkę do nabożeństwa
zamienić
na nabożeństwo do książki

naród wybrany

pijemy jak Azjaci
myślimy jak Aborygeni
pracujemy jak Arabowie
w skwarze pustynnego słońca

ale żyć chcemy
jak Rzymianie

wyprany
zaprany
naród wybrany



kamień

podnoszę kamień
nie uchylaj się
podnieś drugi

spróbujemy zbudować
dom


za pięć dwunasta

jest już późno
jest już za późno
już za pięć dwunasta

a więc tylko pięć minut strachu
a potem

co to znaczy
późno?

możesz jeszcze ocalić swój honor
możesz jeszcze zobaczyć najpiękniejszy wschód słońca
możesz jeszcze ogrom

jest dopiero za pięć dwunasta



*** (gdyby któreś z nas)

gdyby któreś z nas
przeszło pierwsze na drugą stronę
cienia
ma obowiązek poczekać
na stacji Syriusz
aż to drugie
załapie się na następny
kondukt

bo podróż przez tę miłość
nie może być inna
jak tylko
nieśmiertelna
i nieskończona

donka
10-06-2011, 01:36
Miłosz był poetą, który wątpił, i buntował się do późnych lat
swojego życia.


http://i52.tinypic.com/t5rn81.jpg
Hieronim Bosch.


Czesław Miłosz

Twój głos

Przeklinaj śmierć. Niesprawiedliwie jest nam wyznaczona.
Błagaj bogów, niech dadzą łatwe umieranie.

Kim jesteś, te trochę ambicji, pożądliwości i marzeń
nie zasługuje na karę przydługiej agonii.

Nie wiem tylko, co możesz zrobić, sam, ze śmiercią innych,
dzieci oblanych ogniem, kobiet rażonych śrutem, oślepłych żołnierzy,
która trwa wiele dni, tu, obok ciebie.

Bezdomna twoja litość, nieme twoje słowo,
i boisz się wyroku, za to, że nic nie mogłeś

donka
11-06-2011, 02:31
O DUSZY


http://i52.tinypic.com/14xf1c1.jpg

W poście nr.64 na stronie http://www.klub.senior.pl/ksiazka-literatura-poezja/t-poezja-refleksyjna-nie-zawsze-powazna-ciag-dalszy.-page4-8396.html prezentowałam mój ulubiony piękny wiersz Tetmajera " Dusza w powrocie".
Tetmajer kontynuował temat duszy jeszcze w wielu swoich utworach.
Między innymi w równie pięknym wierszu "ZAMYŚLENIA"

- fragm.II....

Melancholja, tęsknota, smutek, zniechęcenie
są treścią mojej duszy... Z skrzydły złamanemi
myśl ma, zamiast powietrzne przerzynać bezdenie,
włóczy się, jak zbarczone żórawie po ziemi.

Cóż, że zrywa się czasem i wzlatuje wgórę
z smutnym krzykiem tęsknoty do sfer, kędy słońce
nieśćmione wyziewami ziemi, jasno gore,
i gdzie szumią obłoki z wiatrami lecące?...

Złamane skrzydła lecieć nie zdołają długo,
myśl spada i pierś rani o głazów krawędzie,
i znów wlecze się, znacząc krwi czerwoną strugą
ślady swej ziemskiej drogi — i tak zawsze będzie.




O duszy pisał również Zbigniew Herbert

Dusza Pana Cogito


Dawniej
wiemy z historii
wychodziła z ciała
kiedy stawało serce

z ostatnim oddechem
oddalała się cicho
na łąki niebieskie
dusza Pana Cogito
zachowuje się inaczej

za życia opuszcza ciało
bez słowa pożegnania

miesiące lata bawi
na innych kontynentach
poza granicami Pana Cogito

trudno zdobyć jej adres
nie daje wieści o sobie

unika kontaktów
nie pisze listów

nikt nie wie kiedy wróci
może odeszła na zawsze

Pan Cogito usiłuje pokonać
niskie uczucie zazdrości

myśli o duszy dobrze
myśli o duszy z czułością

zapewne musi mieszkać
także w innych ciałach

dusz jest stanowczo za mało
jak na całą ludzkość

Pan Cogito godzi się z losem
nie ma innego wyjścia

stara się nawet mówić
-moja dusza moja-

myśli o duszy tkliwie
myśli o duszy z czułością
więc kiedy się zjawia
nieoczekiwanie
nie wita jej słowami
- dobrze że wróciłaś

patrzy tylko z ukosa
gdy siada przed lustrem
i czesze swoje wlosy
splątane i siwe


w "Pan Cogito", 1974r.

donka
13-06-2011, 01:19
http://i55.tinypic.com/2wncm08.jpg
William-Adolphe Bouguereau -Dusza w drodze do Nieba





O duszy napisano dużo, bardzo dużo, ten temat powracał we wszystkich epokach literackich, dziś może jest traktowany mniej serio……, a bardziej "z przymrużeniem oka", jak w przytoczonym niżej wierszu polskiej Noblistki.


Wisława Szymborska

Dusza

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy i na zawsze.
Dzień za dniem, rok za rokiem
może bez niej minąć.

Czasem tylko w zachwytach
i lękach dzieciństwa
zagnieżdża się na dłużej.

Czasem tylko w zdziwieniu,
że jesteśmy starzy.
Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek,
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

Na tysiąc naszych rozmów uczestniczy w jednej
a i to niekoniecznie, bo woli milczenie.

Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru.

Jest wybredna :niechętnie widzi nas w tłumie,
mierzi ją nasza walka o byle przewagę
i terkot interesów.

Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia.
Tylko w ich połączeniu jest przy nas obecna.

Możemy na nią liczyć
kiedy niczego nie jesteśmy pewni,
a wszystkiego ciekawi.

Z przedmiotów materialnych
lubi zegary z wahadłem
i lustra, które pracują gorliwie,
nawet gdy nikt nie patrzy.

Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.




Wolę jednak liryczne, uczuciowe utwory poetów romantyzmu, czy okresu Młodej Polski.
Temat duszy kończę takim właśnie wierszem:

Jan Kasprowicz

Rozmiłowała się ma dusza


http://i56.tinypic.com/9laccx.jpg


Rozmiłowała się ma dusza
W cichym szeleście drzew,
Gdy koronami ich porusza
Druh mój, przecichy wiew.

Rozmiłowała się ma dusza
W głośnych odmętach fal,
Gdy druh mój, burza, je porusza,
W nieznaną płynąc dal.

Rozmiłowała się ma dusza
W twórczych promieniach zórz,
Gdy druh mój, słońce, w świat wyrusza,
Życia płomienny stróż.

Rozmiłowała się ma dusza
W przepastnej nocy mgłach,
Gdy druh mój, śmierć, na połów rusza,
A przed nią lęk i strach.

jakempa
13-06-2011, 01:35
Donko, mam dzisiaj nastrój tylko refleksyjny,..
zainteresował mnie Cyganik,... nie znam jego twórczosci,,,muszę poszukać w ksiegarniach,,

jakempa
13-06-2011, 01:49
Bardzo przeżywam śmierć Natalki,..

''Śmierć nie istnieje,...

Jak moze istnieć śmierć,,..

skoro wszystko jest częścia Boga?

Dusza nigdy nie umiera,

a ciało nie jest naprawdę żywe''


/opowieści zza pieca''
Isaac Bashevis Singer/

donka
13-06-2011, 03:06
Bardzo przeżywam śmierć Natalki,..

''Śmierć nie istnieje,...

Jak moze istnieć śmierć,,..

skoro wszystko jest częścia Boga?

Dusza nigdy nie umiera,

a ciało nie jest naprawdę żywe''


/opowieści zza pieca''
Isaac Bashevis Singer/

A kto powiedział, że wszystko jest częścią Boga?.... raczej jest jego dziełem i własnością, zakładając, że wierzymy w istnienie Boga.
Na pewno jesteśmy częścią Natury.....

Gdyby tak było jak cytujesz, to nie powinniśmy rozpaczać, gdy odchodzą nasi najbliżsi, ani bać się śmierci skoro ciało się nie liczy bo jest tylko przechowalnią duszy. Ale dlaczego to ciało zanim dusza go opuści musi być poddane mękom i cierpieniom?
Jak się to ma do śmierci Natalki....
Noc późna....można by do rana dyskutować i zadawać sobie różne pytania.
Przeżyłam już trochę dziesiątek lat......czytałam, szukałam i przestałam..... WIEM ŻE NIC NIE WIEM, choć to nie znaczy, że się nie buntuję......wprawdzie z narastającą świadomością bezsensu tego buntu.

donka
13-06-2011, 10:11
http://i52.tinypic.com/210x4d2.jpg
Marc Chagall - Zegar z wahadłem

.......Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.
[R. Brandstaetter]

Malwina
13-06-2011, 10:20
wprawdzie z narastającą świadomością bezsensu tego buntu.

.......Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.
[R. Brandstaetter]

no własnie......

donka
14-06-2011, 02:45
http://i54.tinypic.com/155qnew.jpg
William Adolphe Bouguereau (1825-1905)

JAROMIR NOHAVICA to legendarny czeski poeta i pieśniarz, autor tekstów, tłumacz, urodzony 7.06.1953 r. w Ostrawie. Jest człowiekiem wyjątkowo utalentowanym,prawdziwym bardem swojego regionu.


Litania u schyłku wieku

Ciała zabitych w imię sprawy
zastępy sierot wdów
ileż krwi na ołtarzach sławy
i słów

Ileż posągów bożków bogów
pochodni na ulicach miast
iluż proroków demagogów
i kłamstw

Panie mój który na wysokościach tkwisz
panie mój czy ty nie widzisz i nie słyszysz
panie mój ślepy Boże mój

Ileż transportów czołgów wraków
ponurej dżumy straszny plon
ileż na ziemi niebie znaków
i wron

Ileż pasiaków gwiazd Dawida
szubienic oraz gilotyn
tysiące ran choć blizn nie widać
i win

Panie mój który na wysokościach tkwisz
panie mój czy ty nie widzisz i nie słyszysz
panie mój głuchy Boże mój

Ileż przez piasek zasypanych
karawan co zmieniły kurs
ileż pomników wydumanych
i głupstw

I święte łajno krów złoconych
i stosy trupów wokół jam
bezradny człowiek przerażony
sam

Panie mój który na wysokościach tkwisz
panie mój czy ty nie widzisz i nie słyszysz
panie mój martwy Boże mój

Jaromir Nohavica
/przekład Renata Putzlacher/

mimoza
14-06-2011, 21:36
Litania Nochawicy niezwykle przejmująca, a Dusza Szymborskiej chwyta za serce.
Ten fragment prawdziwy do bólu... "Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć, cichcem schodzi z dyżuru".
Dziękuję :) - Cz

donka
15-06-2011, 00:50
Czesiu.....bardzo mnie cieszą Twoje odwiedziny.....i że czytasz wiersze, które tu zamieszczam.....bo to tak jakbyśmy czytały je razem.

donka
15-06-2011, 01:29
http://i56.tinypic.com/mkb4vm.jpg


Wójcik Leszek

Przypowieść o jednym Chińczyku

1
Nieprawda że Chińczyków jest miliard
Chińczyk jest jeden
w czasie wolnym od pracy
analizuje pajęczynę świata

2
Gdyby Chińczyków było więcej
Chiny nie dziwiłyby nikogo
Chińczyk codziennie przegląda się
w milionach luster

3
Chińczyk budzi się
kiedy wcale nie śpi
ostatnio obudził się
po rewolucji kulturalnej

4
Chińczyk żyje tysiące lat
i ze spokojem podziwia
cykliczny porządek
każda nowa dynastia
pragnie szczęścia ludzi

5
Gdyby Swetoniusz Tacyt i Seneka znali Chiny
nie zdziwiłby ich Kaligula ani Neron
walka o pamięć potomnych
dowolnym sposobem
oto jest prawo władcy

6
Chińczyk jest delikatny
jak kwiat mimozy
kłania się i uśmiecha
nawet cesarza zabijał
nie dotykając go rękami

7
Chińczyk zna uroki sąsiedztwa
pod Wielkim Murem
zakopany slogan
o braterstwie narodów

8
Wszystko rodzi się
w wyniku połączenia
ziemia i woda rodzą ryż
monotonia jest bezpłodna
Chińczyk nie lubi monotonii

9
Kuchnia chińska
jest nieuzasadnionym
nadmiarem formy
droga do serca
wiedzie przez serce

10
Wartości powstają
za dotknięciem ręki
tysiące rąk wznoszących Wielki Mur
mógł zniszczyć niedbały gest
cesarskiej dłoni

11
Chińczyk nie lubi perwersji
i nie gra w chińczyka
najważniejszą grą
jest lot piłeczki pingpongowej
nad granicą przeciwieństw

12
Czasu wolnego od myśli
nie praktykuje się
Chiny są krajem wynalazków
papier druk kompas i proch
to właśnie Chińczyk wynalazł Chiny

jakempa
15-06-2011, 02:31
Donko, poczytałam--refleksje później,....

donka
16-06-2011, 01:46
Anna Kamieńska i Jan Twardowski.

http://i52.tinypic.com/ae7kfp.jpghttp://i53.tinypic.com/wkkd4j.jpg

Lubię wiersze Anny Kamieńskiej, mają specyficzny klimat…….choć przyznam się, że wolę te sprzed jej „nawrócenia” …..jak nazywa ks. Jan Twardowski obudzenie się wiary u poetki.
Obojga łączyła wieloletnia przyjaźń.

Wspominając Annę Kamieńską – Jan Twardowski pisał:

(…..) Annę Kamieńską poznałem przed wielu laty, w 1955 r. Zaprzyjaźniliśmy się znacznie później, po śmierci jej męża, poety Jana Śpiewaka (zm. 1967 r.). Wcześniej, była to znajomość księdza piszącego wiersze z małżeństwem znanych poetów…)

(……)Niespodziewanie Jan Śpiewak zachorował na raka. Kilkakrotnie byłem u niego w szpitalu. Zawsze zastawałem tam czuwającą Annę. Pogrążona w cierpieniu, wydawała się nikogo nie dostrzegać. Czasem wracaliśmy razem ze szpitala. Był to z pewnością najtrudniejszy okres w jej życiu…..)

(…..)Byłem przy Janie kiedy umierał….) (….)Cierpienie zawładnęło nią do tego stopnia, że szybko zrozumiała, iż musi z nim walczyć. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się. Często jeździliśmy na grób Jana na Powązki. Wędrując od grobu do grobu rozmawialiśmy o wierze, Bogu, fragmentach Pisma Świętego, o liturgii, a także o literaturze. Nigdy nie zabrakło nam tematów. Było w tym coś niezwykłego. Odwiedzaliśmy nie tylko groby bliskich, znajomych czy pisarzy, ale także te zapomniane i opuszczone…..)

(….)W Annie zaczęła budzić się wiara….) (…..)Może nasza przyjaźń przyczyniła się do jej nawrócenia, ale to nie ja ją nawracałem. Ja nie umiem nawracać. Pan Bóg nawraca.….)


(….)Anna była człowiekiem niezwykle wrażliwym na potrzeby ludzkie…..).

(….)Była niezwykłą i świętą kobietą. Mogę powiedzieć - taki murowany człowiek, a jakże subtelny w przyjaźni. Takich ludzi już nie ma.

Popularną poetką stała się dopiero pod koniec życia.
Pod koniec życia często zapraszano ją na spotkania w różnych kościołach.
Teraz już nieboszczka, tylko, że straciła popularność. Tak się dzieje po śmierci... Człowiek umiera dwa razy. Raz, kiedy umiera naturalnie, a drugi raz, gdy umierają jego przyjaciele. Ale są takie chwile, że nagle odżywa o nich pamięć. Norwid po śmierci ożył, Przesmycki go odkrył. I po latach czyśćca poszedł do nieba.

(……)Anna Kamieńska była dla mnie darem od Pana Boga. Uważam, że nie ma spotkań przypadkowych. Bóg stawia człowiekowi na drodze przyjaciela i dopiero po pewnym czasie orientujemy się, co nam chciał przez niego powiedzieć.

Poświęciłem Annie wiersz „Śpieszmy się”. Teraz jest najbardziej popularny, przydaje się na wesele, ślub i na pogrzeb. Słowa „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” stały się niezmiernie popularnym aforyzmem.

Niedawno usłyszałem je w zakrystii, dokąd przyszła młoda dziewczyna i powiedziała: - Proszę o ślub. Jak najszybciej. Spojrzałem na nią podejrzliwie i zapytałem: - Skąd ten pośpiech? - Słyszał ksiądz to powiedzenie: „Śpieszmy się...”? Spieszę się, żeby mi nie uciekł...

Krążą legendy, że wiersz ten napisałem po śmierci Anny. To nieprawda, pisałem go kilka lat wcześniej. Napisała nawet odpowiedź na ten wiersz. Prowadziliśmy czasem dialog wierszami.

Pewnego dnia niespodziewanie zachorowała na serce. Poszła do szpitala. Dostała świetny wynik, który pozwolił jej wrócić do domu. Trzymała w ręku świadectwo lekarskie i z tym świadectwem umarła: „Spieszyłam się a nie zdążyłam, kochać...” - oto jest odpowiedź Anny na mój wiersz.

Miłość może być niewzajemna, taka nieszczęśliwa. Przyjaźń jest zawsze wzajemna, bo inaczej nie ma przyjaźni.

Przyjaźń z Anną Kamieńską była dla mnie niezwykłą przyjaźnią. To była przyjaźń nadprzyrodzona. Jedyna i najważniejsza przyjaźń w moim życiu, taka szlachetna, duchowa…..)


ŚPIESZMY SIĘ / Wiersz wszystkim nam znany, pisany przez Jana Twardowskiego jak
przyznawał dla Anny Kamieńskiej /


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak uroczystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza


Anna Kamieńska w odpowiedzi ks. J. Twardowskiemu

PUSTE MIEJSCA

Nikogo nie zdążyłam kochać
choć się tak śpieszyłam
jakbym musiała kochać tylko puste miejsca
zwisające rękawy bez objęcia ramion
opuszczony przez głowę beret
fotel który powinien także wstać i wyjść z pokoju
książki już nie dotykane
grzebień z pozostawionym srebrnym włosem
łóżeczka z których niemowlęta wyrosły i poszły
szuflady niepotrzebnych rzeczy
fajkę z ustnikiem pogryzionym
buty zachowujące kształt stopy
co odeszła boso
słuchawkę telefonu gdzie ogłuchły głosy
tak się śpieszyłam kochać
i oczywiście nie zdążyłam



Dodam jeszcze dwa mniej znane jej wiersze:

NIEWIARA

Tak
nawet kiedy nie wierzę
jest we mnie miejsce
dla niewiary niedostępne
rezerwat uparty
nieprzetrzebiony
skrawek dzikiej łaski
nietknięty śpiący w ciele ból
muzyka która w ciszy gniazdo wije



CO TO JEST MIŁOŚĆ

Co to jest miłość nie pamiętasz
Już nie przypomni ci jej

Muzyka czysta i wino wieczora
Nawet wiosenny deszcz
Pod jednym parasolem
Łaska jest łaską więc może być zabrana

Czy to jest miłość wracać do początku
Do dwóch zwiniętych w sobie rąk

I jeszcze głębiej w sen w którym wiruje
Młodość obłędny snop pszenicy w tańcu

Ale to nie to
To wezbranie krwi

A miłość to gdy odejmą ci słuch
I wzrok i głos i wszelkie siły
A ty
Ty jeszcze idziesz chwaląc żniwo życia
I w środku samotności odnajdujesz
Tak tam w środku jeszcze coś jest
Czy to jest miłość



i ks. Jana Twardowskiego:

DZIĘKUJĘ

Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to, że nie jest całym człowiek pojedynczy
za oczy nagle bliskie i nie bezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to, że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka

Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzić siebie
za wszystko co nie ważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome

donka
18-06-2011, 01:59
http://i53.tinypic.com/33m7pud.jpg


Jonasz Kofta

Kiedy się dziwić przestanę
Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień
Swe ostatnie, niemądre pytanie
Nie zadane, w połowie przerwę

Będę znała na wszystko odpowiedź
Ubożuchna rozsądkiem maleńkim
Czasem tylko popłaczę sobie
Łzami tkliwej i głupiej piosenki
By za chwilę wszystko zapomnieć

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Zgubię śpiewy podziemnych strumieni
Umrze we mnie co nienazwane
Co mi oczy jak róże płomieni

Dni jednakim rytmem pobiegną
Znieczulone, rozsądne, żałosne
Tylko życia straszliwe piękno
Mnie ominie nieśmiałą wiosną
Za daleko jej będzie do mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Lżej mi będzie i łatwiej bez tego
Ścichną szczęścia i bóle wyśmiane
Bo nie spytam już nigdy - dlaczego?

Błogi spokój wyrówna mi tętno
Gdy się życia nauczę na pamięć
Wiosny czułej bolesne piękno
Pożyczoną poezją zakłamię
I nic we mnie i nic koło mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie.


Albert Einstein

(…..)Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.(….)

i Ryszard Kapuściński — „Podróże z Herodotem „
(…) Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia.(…)

donka
20-06-2011, 01:19
Od Abrahama do czasów współczesnych historia Żydów liczy dobre cztery tysiące lat.

Pomimo najstraszliwszych przeciwności losu Żydzi zachowali swą tożsamość do dziś. Skąd ta niesłychana trwałość? Na czym polega szczególna siła, która czyni Żydów innymi od reszty, a zarazem utrzymuje ich wewnętrzną jednorodność?

Od zawsze naród żydowski ciekawi mnie i fascynuje....
Współczesne oblicze – izraelskie wzbudzające we mnie i w świecie niechęć burzy jednak ten obraz stałości.. Żydzi piszą, że jest to stałość w nieustannej zmienności?


Z kilku znanych mi współczesnych poetów izraelskich ciekawym i bardzo popularnym w Izraelu i nie tylko- jest
JEHUDA AMICHAJ, najwybitniejszy poeta dzisiejszego Izraela tworzący po hebrajsku, urodził się w 1924 roku w Wurzburgu w Niemczech, w religijnej rodzinie, która opuściła Niemcy, kiedy Jehuda miał lat dwanaście. Cel emigracji - Izrael, znajdował się wówczas pod kontrolą brytyjską i zwany był Palestyną.
Amichaj zamieszkał z rodziną w Jerozolimie, mieście,w którym zmarł w 2000r.i któremu poświęcił wiele utworów.

http://i53.tinypic.com/fa5umv.jpg
Piotr Michałowski - Żydzi

Żydzi

Żydzi są jak zdjęcia wystawione w witrynie
wszyscy razem jednego wzrostu żywi i martwi
narzeczeni i panny młode, chłopcy w wieku bar micwy z niemowlętami.
Wyretuszowane odbitki z pożółkłych zdjęć.
Czasami przychodzą wybić okno
i palą zdjęcia. Wtedy zaczynają
robić nowe zdjęcia i na nowo wywoływać
i znów ich wystawiać cierpiących i uśmiechniętych.

Rembrandt malował ich w tureckich
fezach dyskretnie złotoustych
Chagall malował ich szybujących w powietrzu
a ja maluję ich tak jak mój ojciec i matka.
Żydzi są rezerwatem pierwotnej puszczy
w której drzewa stoją blisko siebie, i nawet umierając
nie mogą się położyć. Wspierają się, przy życiu, upierają się
i nie można ich rozróżnić. Tylko ogień
spali umarłych szybciej.

A co w sprawie Boga? Bóg został
jak zapach perfum po pięknej kobiecie która przeszła niegdyś
koło nich i nie zobaczyli jej twarzy,
lecz pozostał jej zapach, różne zapachy,
twórca różnych zapachów.

Żyd pamięta szałas w domu dziadka.
A szałas pamięta zamiast niego
wędrówkę po pustyni, która pamięta
łaskę młodości i kamienne Tablice Przymierza
i złoto Złotego Cielca i pragnienie i głód
które pamiętają Egipt.

A co w sprawie Boga? Według umowy
po rozwodzie z Rajem i ze Świątynią
Bóg widzi swoich synów tylko raz
do roku, w Jom Kippur.

Żydzi nie są narodem historycznym
ani nawet archeologicznym, Żydzi
są narodem geologicznym z załamaniami
i urwiskami i warstwami rozżarzonej lawy.
Ich historię trzeba mierzyć
według innej skali.

Żydzi opiłowani cierpieniem i oszlifowanymi mękami,
jak kamyki na morskim brzegu.
Wyższość Żydów objawia się tylko przez śmierć
jak wyższość kamyków nad resztą kamieni:
kiedy silna ręka nimi rzuca,
podskakują dwa lub trzy razy
nad powierzchnią wody zanim zatoną.

Niedawno temu spotkałem ładną kobietę,
której dziadek dokonał na mnie obrzezania
na długo zanim się urodziła. Powiedziałem jej,
nie znasz mnie a ja nie znam ciebie,
ale jesteśmy narodem żydowskim,
twój zmarły dziadek, ja obrzezany przez niego i ty jego ładna wnuczka
o jasnych włosach: jesteśmy narodem żydowskim.

A co w sprawie Boga? Kiedyś śpiewaliśmy
"Nie ma jak nasz Bóg", a dzisiaj śpiewamy,
"Nie ma naszego Boga"
ale śpiewamy, ciągle śpiewamy.

jakempa
20-06-2011, 02:33
Donko,... rozczytałam się,....gdzie znajdujesz takie piękne strofy?

Spieszmy się,..... tak, powinniśmy o tym pamiętaś na codzień,..życie tak szybko płynie,. a jak często zapominamy, ze jest ktoś obok kto czeka na malutki gest miłości...
dziecko w wirze dzisiejszego wyścigu zapomina zadzwonić do rodzica,... chociaż ten czeka,.. ale ono się spieszy,...chociaż nie do niego,..znudzona żona czy mąż, powszednim dniem zapomina o geście okazania czułości,,,spieszymy się,... gonimy i przychodzi moment, ze ze zdziwieniem odkrywamy, ze już za późno na nasze okazanie tego co czuliśmy. powiedzenie tego co chcieliśmy powiedziec,.... zostały buty,..i telefon głuchy,.. tak szybko odeszli,..... a moze to my za szybko gonilismy i nie zauważyliśmy tego co ważne,..?
zabraklo czasu na refleksje,.....

jakempa
20-06-2011, 02:49
Żydzi,- naród jakiego nie ma takiego drugiego na świecie,..
naród wybrany,.... ile przeszedł,..ile nieszczęść i trudów życia musiał znieść,.
Ale takiej solidarnosci, takiej wzajemnej pomocy i wzajemnego szacunku nigdzie nie widziałam,,w młodości miałam przyjaciółkę Żydówkę,którą wyrzucili z całą rodziną nasze władze w końcówce lat 60, dokładnie poznałam ich środowisko,
W świecie pomogli im ich rodacy. Nie zostawili w potrzebie, pozwolili podnieść się kolejny raz /w czasie wojny rodzice jej ledwo przeżyli/ , będąc w Izraelu podziwiałam ich stosunek do innych ludzi, holdowanie tradycji, piękność kraju w którym zyją,...ciekawe, ze nigdzie nie zauważyłam wrogiego stosunku do innych,... nawet do tych od których tyle krzywd doznali,...
Zastanawiam się tylko,.. dlaczego tak są znienawidzeni przez niektóre nacje,.... czyżby byli za mądrzy? ,.......o, taka moja refleksja po tym co napisałaś i przytoczyłaś,...Aldonko,..

donka
22-06-2011, 23:10
Donko,... rozczytałam się,....gdzie znajdujesz takie piękne strofy?
..


Przepraszam za spóźnioną odpowiedź, ale dopadła mnie dość poważna infekcja i pewnie nie będzie mnie dopóki nie wyzdrowieję.
Jadziu - od kiedy posiadam komputer czyli od trzech, albo czterech lat gromadzę poezję. Przeważnie wiersze, które zamieszczam tu i w blogach pochodzą z moich internetowych zbiorów.
Miałam kiedyś znacznie więcej czasu......i siedziałam dużo w poezji oraz muzyce - kompletowałam jedną i drugą.
Teraz najwyżej z doskoku udaje mi się poczytać coś nowego i tu zamieścić, ale przeważnie sięgam do własnego zbioru. Przyznaję, że kocham poezję, więc przez tyle lat uzbierało się jej trochę.
Bywa też że wpisuję sobie do folderów wiersze z realu jakiegoś ulubionego poety....np. Brandstaettera.

Dziękuję, że odwiedzasz ten wątek......

donka
22-06-2011, 23:51
Przed dłuższą przerwą, którą niestety przewiduję z powodu infekcji dodam wiersz Boy'a, od dawna przygotowany......
Mimo,że pisany w 1907r nadal chyba aktualny......choć kto wie, obecnie młodzież nie ma kłopotów z nazywaniem rzeczy po imieniu.

http://i54.tinypic.com/33ayww6.jpg
Witold Pruszkowski – Przy studni

Tadeusz Żeleński-Boy

Pieśń o mowie naszej

Rzecz aż nazbyt oczywista,
Że jest piękną polska mowa:
Jędrna, pachnąca, soczysta,
Melodyjna, kolorowa,

Bohaterska, gromowładna,
Czysta niby błękit nieba,
Mądra, zacna, miła, ładna -
Ale czasem przyznać trzeba,

Że ten język, najobfitszy
W poetyczne różne kwiatki,
W uczuć sferze pospolitszej
Zdradza dziwne niedostatki;

Że w podniebnej wysokości
Nazbyt górnie toczy skrzydła,
A nas, ludzi z krwi i kości,
Poniewiera - gorzej bydła.

To, co ziemię w raj nam zmienia,
Życia cały wdzięk stanowi,
Na to - nie ma wyrażenia,
O tym - w Polsce się nie mówi !

Pytam tu obecne panie
(By od grubszych zacząć braków):
Jak mam nazwać... "obcowanie"
Dwojga różnych płci Polaków ?

Czy "dusz bratnich pokrewieństwem" ?
Czy " tarzaniem się w rozpuście" ?
"Serc komunią " - czy też "świństwem"
Lub czym innym w takim guście ?

Choć poezji święci wiosnę
Wieszczów naszych dzielna trójka,
Polskie słownictwo miłosne
Przypomina - Księdza Wujka !

Dowody najoczywistsze
Znajdziesz choćby w takim głupstwie,
Że polskiego słowa mistrze
śnią o - "rui i porubstwie" !!

W archaicznym tym zamęcie
Jak ma kwitnąć szczęścia era?
Gdzie zatraca się pojęcie,
Tam i sama rzecz umiera !

Ludziom trzeba tak niewiele,
By na ziemi niebo stworzyć -
Lecz wykrztusić jak: "Aniele,
Ja chcę z tobą... "cudzołożyć" !!"

Jak wyszeptać do dziewczęcia:
"Chcę... "pozbawić cię dziewictwa"...
Nie obawiaj się "poczęcia",
Kpij sobie z "ja-wno-grze-szni-ctwa" !"

Jak kusić głosem zdradzieckim,
Wabić słodkich zaklęć gamą ?
Każdy wyraz pachnie dzieckiem,
Każde słowo drze się "mamo !"

Nazbyt trudno w tym dialekcie
Romansowe snuć intrygi;
Polak cnotę ma w respekcie
Lub "tentuje" ją - na migi !

Stąd, gdy w Polsce do kolacji
"Płcie odmienne" siądą społem,
Główna cząstka konwersacji
Zwykła toczyć się pod stołem...

Niech upadnie ci serweta -
Człowiek oczom swym nie wierzy:
Gdzie mężczyzna ? Gdzie kobieta ?
Która noga gdzie należy ?

Pantofelków, butów gęstwa
Fantastycznie poplątana,
Stacza walki pełne męstwa:
Istny Grunwald Mistrza Jana !

Tak pod stołem wieczór cały
Gimnastyczne trwa ćwiczenie,
A p r z y stole - komunały
O Żeromskim lub Ibsenie...

Lecz najcięższą budzi troskę,
Że marnieje lud nasz chwacki,
Że już cichą, polską wioskę
Skaził żargon literacki;

Na wieś gdy się człek dobędzie,
Chcąc odetchnąć życiem zdrowszem,
Słyszy: "Kaśka, jagze bendzie
Wzglendem tego co i owszem..."

. . . . . . . . . . .

Widzę tu zebraną tłumnie
Kapłanów sztuki elitę,
Co swe kudły wznoszą dumnie
Ponad rzesze pospolite.

Wy! "świetlanych duchów związek",
Wy! "idei stróże czystej",
W a s z to jest psi obowiązek
Kształcić język ten ojczysty !

Skończcie wasze komedyje,
Schowajcie pawie ogony,
Żyjcie - czym każdy z nas żyje,
Idźcie - k o c h a ć... za miliony !

Dość "nastrojów" waszych, dranie !
Uczcie m ó w i ć waszych braci:
To jest wasze powołanie !
Od tego was naród płaci !

Język naszym skarbem świętym,
Nie igraszką obojętną;
Nie krwią, ale atramentem
Bije dzisiaj ludów tętno;

Musi n a p r z ó d i ś ć z ż y we m i,
A nie tępić życia zaród,
Soków pełnię czerpać z ziemi:
Jaki język - taki naród !!!

Pisane w r. 1907

jakempa
23-06-2011, 00:51
JAKI JĘZYK -TAKI NARÓD
Jakie to aktualne,... gdzie ten piękny, literacki język,,,, z pięknie ułożonymi, stylistycznie ,po polsku zdaniami,,, przekazywanymi w mediach,..w prasie, w szkołach...
Dzisiaj wulgaryzm, obcojęzyczne, gwarowe wstawki ,...i to nie w codziennym języku młodzieżowym,,, a w TV , radio, w codziennej prasie,..

Chamski język,... chamskie społeczeństwo

mimoza
26-06-2011, 21:06
Cicho i spokojnie dzisiaj u Ciebie Doniu.:)
Dobrą chwilę zabawiłam czytając poszczególne wiersze.
Dostałam od tego zawrotu głowy. Z zadziwieniem, i zdziwieniem otwieram buzię na różnorodność prezentowanych utworów. Powtórzę za Jonaszem Koftą
"Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie"
- Cz

donka
29-06-2011, 19:17
http://i52.tinypic.com/33c4wb9.jpg
Gabriel Metsu - Mężczyzna piszący list



Leszek Długosz

POCHWAŁA LISTÓW


To prawie wyczuwalne :
- Puls twojej dłoni w kopercie
którą trzymam
Zamaszystość liter
Pośpiech linijek
- kroki co w moją pobiegły stronę ?


Profil domyślny
Oddech słyszalny
- znad ekranu kartki...

Tak, jednak listy wolę !


- Nie jakieś faksy internety
Może i dla przyczyny, dla tej samej
Dla której, z antykwariatu, gdybym mógł
Nie z supersamu, brałbym rzeczy


Ach staroświecka rewerencjo !
Epistolarna kokieterio
(Te - wielokropków spojrzenia powłóczyste...)

"W odpowiedzi na pismo Łaskawej Pani
Najmilszy
Najmilejsza moja
Wielce Umiłowani"
A potem w głębokościach nocy
Wnikliwe jeszcze studiowanie
Proporcji :
"Trzy piąte to konwenans ?
Dwie piąte prawdy
Czy odwrotnie ?
- A j e ś l i t o j e s t w s z y s t k o ?..."

A jednak listy
Zdecydowanie !


Fakt, że zaoczne to spotkania
Lecz – poza tymi z dotykalnej prawdy
Te są najbardziej
Już "niemal niemal" urzeczywistniane

- Realność barykady wznosi
Kłody pod stopy Prawdopodobieństwu rzuca
A mimo to patrz :
- Nerwy i wzruszenie twoje
W tej części świata, z pismem mam
Na stole ?

- Jednak listy przedkładam


Nawet że można
Jak na posłańcu wroga, wziąć odwet
Zniszczyć zdeptać
Przez okno wyrzucić
- Rozczulić się
Do policzka przytknąć ?
W dłoni ukołysać z koperty wyjęte
Żywe powietrze z twojej okolicy ?


Poza tym
Wyobraźnię mą roztkliwia
Nawet nie mozół listonosza
- Wizje połączeń transoceanicznych

To one raczej - ludek dzielny
- Skrzaty, w czarodziejskie zbrojne znaczki
(I niewidzialne w czas niepogody parasole pelerynki)

To one raczej – listy
W mej wyobraźni zwyciężają


- Gdy kwarantannę w skrzynkach wpierw odbywszy
W świątyniach poczty potem
- na drogę ostateczną
stemplem namaszczone
Rzucają się na oślep
W bezdroża, w słoty i w spiekoty
Aby - planetę ziemską (bywa) okrążywszy
Bez siły w końcu paść pod drzwiami
U kresu przeznaczenia
- Gdzie adresat mieszka
To tylko zdolne jeszcze szepnąć :
"Jesteśmy !
Przysyła mnie pani Iks
Igrek mnie poleca...


A ja ?
Świadomy hipokryzji, do oczu je podnosząc
Właściwie komu mówię ?... - D z i ę k i !


Świat dzięki Bogu, wbrew obawom
Jednak istnieje - oto
Awizo mi przysyła


- Być może ma swe dalsze plany ?
- I względem mnie
zamiary jakieś jeszcze?

donka
23-07-2011, 23:50
http://i54.tinypic.com/2jc682f.jpg
Władysław Wankie - Samotna w parku



Wiecznie samotni

Wiecznie samotni!... Pośród tłumu ludzi,
gdy serce nasze wstrząśnie ich sercami,
gdy dusza nasza ich dusze obudzi
i tłum ten cały koło nas się toczy,
dłoń wyciągając ku nam, wznosząc oczy:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Gdy w najbliższym kole
twarze gorzkimi zraszają się łzami,
wspólne pragnienie zaświeci na czole
albo wybuchną ludzie szczerym śmiechem:
my, łzom i szczęściu wtórujący echem,
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Nawet w takiej chwili,
gdyśmy spleceni wzajem ramionami
z kobietą dusze i ciała złączyli,
gdy z nią przeniknąć pragniemy się wzajem,
jej serce bierzem i jej serce dajem:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni, wiecznie szukający
z wiecznej nadziei wiecznymi złudami,
pełni tęsknoty gorzkiej i palącej,
błądzim po świecie, dziwne, obce cienie -
wreszcie ostatnie wydając westchnienie
jesteśmy sami.

Kazimierz Przerwa Tetmajer

donka
24-07-2011, 01:34
Marusia i Jan Kasprowiczowie

http://i54.tinypic.com/243f4u0.jpg

Marusia z pochodzenia arystokratka z miłości do Jana zamieszkała z nim w góralskiej chacie pod Tatrami.....do końca życia poety była dla niego natchnieniem do pisania o ukochanych Tatrach.

Wiele razy wychodząc na werandę patrzyła, czy wraca z gór z ołówkiem i kartką w ręku. A on pisał...

Księga ubogich

XII.Umiłowanie ty moje!

Umiłowanie ty moje!
Kształty nieomal dziecięce!
Skroń dotąd nie pomarszczona,
Białe,wąziutkie ręce!

Lubię, gdy stajesz ze mną
Na tym tu wiejskim balkonie,
Który poczerniał od deszczów,
Lecz dzisiaj mi w blaskach tonie.

Lubię, gdy z tego dzbana
Podlewasz kwiaty na grzędzie,
Marząca lub głośno mówiąca,
Jaka to rozkosz z nich będzie!

Lubię, gdy siedząc przy stole,
Sięgasz po kromkę chleba
I dzieląc ją, dajesz mi cząstkę,
Czy trzeba mi, czy nie trzeba.

Lubię, gdy gubiąc się w dali,
Gdzie Wierch się rozsiadł Lodowy,
Czoło,przyćmione zadumą,
Do mojej tulisz głowy.

Ale najbardziej ja lubię ;
Ciekawość,co z oczu ci tryska,
Gdy wracam, jak zwykle, od pola,
Od lasu,od rzeki łożyska.

Gdy wracam z codziennej drogi,
Cały rozpłomieniony,
Pytasz się, cała w płomieniach,
Jakie przynoszę plony?

Czy w szumie wody lub drzewa
Nutę odkryłem świeżą
I czym już doszedł, co żyje
Za nieba i ziemi rubieżą?

Czy mgły się przedarły, czym słyszał,
Jak dzisiaj, melodie skowrończe
I kiedy z zwątpieniem w pieśń własną
Raz ostatecznie zakończę?

Czy miałem tę szczęsną chwilę
Spojrzenia do głębi wnętrza,
By się przekonać, że jeszcze
Jakiś tam pokład się spiętrza?

Że w duszy niewyczerpanej —
Niech prawda ta będzie prawdziwa! —
Na hymn,co zgaśnie-li z życiem,
Godnego starczy paliwa?

Strasznie to lubię, gdyż czuję,
W dolę zapatrzon wzajemną,
Że w takich mi drogich godzinach
Najbardziej żyjesz ze mną.

Umiłowanie ty moje!
Kształty nieomal dziecięce!
Skroń dotąd nie pomarszczona,
Białe,wąziutkie ręce!


http://i53.tinypic.com/i4rfog.jpg

Przynoszę ci kilka pieśni
Na nutę nie wyszukaną
W górach je naszych zebrałem
Przy stawach pod skalną ścianą

Przy stawach pod skalną ścianą,
Na tej spadzistej przełęczy,
Gdzie śnieg się jeszcze w tej porze
błagalnie ku niebu wdzięczy.

Przynoszę ci kilka pieśni,
Z gór ci je naszych przynoszę,
Gdzie szczęścia żądny wędrowiec
szczęsne znajduje rozkosze

Szczęsne znajduje rozkosze,
Kiedy wczesnego rana
Zobaczy, jak cicho błyszczy
Jeziora tafla lustrzana.

donka
27-07-2011, 13:45
http://i52.tinypic.com/s4w77b.jpg
Tadeusz Makowski - Dziecięca kapela


Tadeusz Różewicz



Na drodze


na drodze

mojego życia

która była prosta

a czasem

ginęła za zakrętem

historii

były zawirowania



na drodze życia



którą szedłem

leciałem

kulałem

gubiąc po drodze

prawdę

której szukałem

w miejscach ciemnych



czasem na tej drodze

spotykałem

dzieci moich przyjaciół

moje dzieci



widziałem jak uczą się chodzić

słyszałem jak uczą się mówić



w ich oczach były pytania



tajemnicze dzieci

z obrazów

Wojtkiewicza

ukryte po kątach

słuchały naszych rozmów

o poezji malarstwie muzyce

czasem piszczały

uśmiechały się milczały



tajemnicze dzieci

z obrazów Makowskiego

płaskie pajacyki

z przyprawionymi

czerwonymi nosami

z gilem u nosa

uśmiechały się



traciliśmy pewność siebie

("no i czemu się tak patrzysz?")



byliśmy bardzo zajęci

i nagle

zobaczyliśmy że nasze dzieci

mają dzieci

że mają

klęski i sukcesy

że siwieją

pytają nas

"no i czemu tak się patrzysz?"

a my milczymy

kryjemy się po kątach

Malwina
27-07-2011, 15:15
Aldonko, dobrze,ze znów w poezji....bardzo ładny wiersz Różewicza....a Makowskiego lubię, bo przedstawia postaci bez udziwnien takie jakby w negliżu emocjonalnym....

donka
30-07-2011, 00:23
Sergiusz Jesienin (1895-1925)

Rosyjski poeta urodzony w rodzinie chłopskiej. Inspirował go folklor ludowy i sztuka sakralna. Debiutował jako poeta w roku 1914 porzuciwszy uniwersytet i pracę.
Zupełnie przypadkowo popadł w niełaskę u rodziny carskiej odmawiając napisania hymnu pochwalnego na cześć cara. Za tą niesubordynację trafił na zesłanie gdzie przebywał aż do rewolucji 1917 roku.
Fakt ten sprawił, że nowa czerwona władza przyjęła go przychylnie, on zaś w pełni poparł głoszone przez nią idee, pod koniec życia rozczarował się jednak do bolszewizmu, czemu dawał wyraz m.in. również w swojej twórczości.
W 1922 roku poślubił słynną primabalerinę Isadorę Duncan, którą w niecały rok później porzucił w Paryżu.

http://i53.tinypic.com/5e8zfn.jpg

W 1925 roku ożenił się z wnuczką Lwa Tołstoja, ale i od niej uciekł w kilka miesięcy później.
W nocy z 27 na 28 grudnia popełnił samobójstwo w hotelu "Internacjonał" w Leningradzie.

* * * Odchodzimy sobie pomalutku...
Sergiusz Jesienin

Odchodzimy sobie pomalutku
W tę krainę, gdzie cisza i błogość.
Może czas już i mnie zbywszy smutku
Zbierać marny dobytek - i w drogę!

Ukochane brzozowe zagaje!
Ziemio ty! I wy, równinne piachy,
Wobec tych, co idą w wieczne kraje,
Trudno smutek skryć uśmiechem błahym

Nazbyt mocno kochałem na świecie
Wszystko to, co duszę w ciało stroi.
Pokój wam, osiki, co szepczecie
Liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.

Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem.

Że kobiece całowałem piersi,
Gniotłem kwiaty i trawy w parowie,
I że zwierząt, braci naszych mniejszych,
Nigdy pałką nie biłem po głowie.

Wiem, że tam nie rozkwitają gaje,
Że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,
Więc przed tłumem idącym w te kraje
Zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.

Wiem, że w kraju tym wiatr nie obudzi
Pól stojących w złotej mgle promieni.
To dlatego ukochałem ludzi,
Którzy żyją tu ze mną na ziemi.

1924


http://i53.tinypic.com/30b0nyh.jpg


....List do matki

Żyjesz jeszcze, biedna stara matko?
I ja żyję. Pozdrowienia ślę.
Niechaj sączy się nad twoją chatką
To wieczorne światło w sinej mgle.
Mnie pisano, ze ukrywasz trwogę,
Tęsknisz za mną, że cię trapi żal,
Że wychodzisz często znów na drogę
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.

A gdy siny mrok na wieś się kładzie,
Często widzisz, niby blisko tuż,
Jak ktoś mi nagle w karczemnej zwadzie
Wbił po serce fiński nóż.

Głupstwo mamo! Spokój nade wszystko.
To igraszka tylko sennych mar,
Już nie takie ze mnie pijaczysko,
Bym bez ciebie gdzieś tam z dala zmarł.

Po dawnemu łaknę twej pieszczoty
I o jednym marzę tylko w snach,
Bym czym prędzej od tej złej tęsknoty
Znów powrócić pod nasz niski dach.

Wrócę, wrócę, kiedy w słońca blasku
Rozwiosenni się nasz biały sad.
Tylko ty już więcej mnie o brzasku
Nie budź tak, jak osiem temu lat.

Nie rusz tego, co się odmarzyło,
Nie budź tego, co na wieki śpi.
Zbyt mnie wcześnie życie doświadczyło.
Strata złud i nuda wszystkich dni.

I modlitwy nie ucz mnie. Bo po co?
Co odeszło, już nie wróci, nie.
Tyś jedyną łaską i pomocą,
Tyś jedyne moje światło w śnie.

Więc zapomnij już tę swoją trwogę,
Przestań tęsknić, porzuć zbędny żal.
I nie wychodź tak często na drogę,
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.

donka
31-07-2011, 13:39
http://i56.tinypic.com/2igf8mx.jpg


Edward Stachura

Dookoła mgła

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!

Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.

Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.

Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.

Jak długa pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni.
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka,
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!

Vika
31-07-2011, 16:42
Anna Świrszczyńska

Nieistniejący

Gdzie jesteś, przyjacielu
czysty jak roślina,
wierniejszy
niż własne ciało.
Miliony ludzi rodzi ziemia,
ale ty się nie urodziłeś.

Nie ma
nawet ciszy oczekującej na twój głos,
nawet przestrzeni
oczekującej na cień poruszenia się
twojej ręki.

NIEISTNIEJACY,
przyjdź do mnie.


Dzieci się zadziwią

Cicho
zamknęły się drzwi za odchodzącym.
Nie obudziły się
śpiące dzieci.

One dopiero rankiem się zadziwią,
że tak cicho
zawalił się w nocy
ich dom.

donka
31-07-2011, 23:48
Viko - dzięki, lubię poezję Anny Świrszczyńskiej, jej wiersze są poruszające , choć wydawałoby się często, że takie zwykłe.
Na przykład te z cyklu "Stara baba".

Spojrzenia

Młodzi chłopcy spojrzeli przechodząc
na starą kobietę.

I w oka mgnieniu
rozdeptali ją jak robaka
spojrzeniami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dowiedziała się

W niedzielę po południu,
gdy pomyła wreszcie garnki,
usiadła przed lusterkiem.

I dowiedziała się
w niedzielę po południu,
że ukradziono jej życie.

Już dawno.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Łzy

Stara kobieta płacze,
utula się w płakaniu
jak ptak w gnieździe.
Osuwa się
w głębokość płaczu.
Zanurza się głową
w ciemne zanurzenie.
Łzy biegną po jej twarzy
jak małe ciepłe zwierzątka.
Głaszczą starą twarz,
litują się.

Ostatnia rozkosz łez.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Największa miłość

Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa
największą miłość swego życia.

Chodzi z miłym pod rękę,
wiatr rozwiewa ich siwe włosy.

Jej miły mówi:
- Masz włosy jak perły.

Jej dzieci mówią:
- Stara wariatka.

Vika
01-08-2011, 01:29
Tak Doniu, "jej wiersze są poruszające , choć wydawałoby się często, że takie zwykłe",,,zwykłe, a więc z życia wzięte,
nie każdą taka starość dotyka, ale czasem tylko łzy obmywają ból i bezradność jak w tym wierszu;"Stara kobieta płacze,
utula się w płakaniu
jak ptak w gnieździe....."
Nie ma dziś miejsca dla starych,
nawet ,śmieszny drobiazg; moda dla starszych pań, katalogi, pokazy,sklepy....tam są tylko ubrania dla młodych ,pięknych i zgrabnych.
Buty na opuchnięte stopy, gdzie ich szukać..
suknię zwyczajną i płaszczyk ,
na głowę zbolałą berecik/?/,
uff,,,,obciach, moherem nazwią.
Nie mogę znależć rymu, bo jakieś wierszydełko by powstało może.
Pozdrawiam serdecznie..
bezsenna

donka
01-08-2011, 23:46
Viko wszystko to nic, można jakoś przeżyć, nawet się pogodzić, bo co innego pozostaje. Naprawdę ciężko robi się gdy wokół pustoszeje, gdy ubywa przyjaciół, najbliższych z rodziny, gdy zaczyna brakować towarzyszy do wspomnień. Często dzieje sie to z dnia na dzień.....nagle nie masz juz przyjaciółki z ławki szkolnej, nie masz brata, czy siostry z którymi mogłaś powspominać rodziców, dzieciństwo, młodość, nie masz już kogo zapytać się .- a nie wiesz co się dzieje np. z Jurkiem, Elą czy jeszcze kimś innym.... i nigdy się nie dowiesz.
Bezsenno pozdrawiam Cię rownież....śpij dziś dobrze.

donka
02-08-2011, 00:36
Kiedyś pisałam, że o ważnych wydarzeniach i nieżyjących wielkich ludziach przypominamy sobie z okazji rocznic, ale jest jedna rocznica również i dla mnie bardzo ważna. W tym roku to już sześćdziesiąta siódma - Dzień wybuchu Powstania Warszawskiego. Co roku 1 sierpnia o 17.00 gdy słyszę odgłos syren budzą się wspomnienia…... Po śmierci Mamy, która bardzo ten dzień przeżywała ja przeżywam go w dwójnasób – za nią i za siebie.



http://i27.tinypic.com/2n5b90.jpg
Umierający syn – z cyklu obrazów o tematyce powstania warszawskiego,przedstawionych
z perspektywy artysty Jana Chrzana czynnego uczestnika powstania.


Krzysztof Kamil Baczyński/zginął w czwartym dniu powstania/

Elegia o... (chłopcu polskim)

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemnościach, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

donka
03-08-2011, 13:16
http://i52.tinypic.com/20jpenr.jpg

Halina Poświatowska
* * *
mówisz – na śmierć
mówisz – na wieczność

a jeśli zmienisz się w drzewo
czy mogę liczyć na to że wzejdziesz
pod moim oknem

a jeśli – w szybę
czy będzie można końcem języka
podrażnić twoje dzwoniące jestem

a jeśli – w wiatr
czy będę trawą którą rozszumisz

a jeśli w światło
czy będę nocą którą rozproszysz

a jeśli - dniem
czy dobrą chmurą osłonisz
moją zmęczoną głowę
jak ją weźmiesz lekko
we włosy
pieszczotą palców zwinnych
wszepczesz
trwam

Malwina
03-08-2011, 13:20
Aldonko przytoczyłąs najpiekniejsze dla mnie wiersze Ani Swirszczyńskiej....przepiekną Elegię Baczyńskiego.....no i ta refleksja o przemijaniu.....

Vika
03-08-2011, 16:58
Agnieszka Osiecka

Jeżeli jest

Na naszą słabość i biedę,
niemotę serc i dusz.
Na to, że nas nie zabiorą
do lepszych gór i mórz.
Na czarnych myśli tłok,
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.

Na ludzką podłość i małość,
na oschły Boży chłód.
Na to, że nic się nie stało,
a zdarzyć miał się cud.
Na szary mysi strach,
bliĽniego wrogi gest,
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.

Tu kukły ludźmi się bawią,
tu igra z nami czas.
Tu wielkie młyny nas trawią
i pył zostaje z nas.
Na to, że z pyłu pył
i za początkiem kres
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.

Na krajów nędzę i smutek,
na okazałość państw,
policję, kłamstwo i nudę,
potęgę małych draństw.
Na nocny serca ból,
że człowiek żył jak pies
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli miłość jest...

donka
04-08-2011, 23:27
http://i53.tinypic.com/15y85rr.jpg


Wisława Szymborska

Rozwód

Dla dzieci pierwszy w życiu koniec świata.
Dla kotka nowy Pan.
Dla pieska nowa Pani.
Dla mebli schody, łomot, wóz i przewóz.
Dla ścian jasne kwadraty po zdjętych obrazach.
Dla sąsiadów z parteru temat, przerwa w nudzie.
Dla samochodu lepiej gdyby były dwa.
Dla powieści, poezji - zgoda, bierz co chcesz.
Gorzej z encyklopedią i sprzętem wideo,
no i z tym poradnikiem poprawnej pisowni,
gdzie chyba są wskazówki w kwestii dwojga imion -
czy jeszcze łączyć je spójnikiem "i",
czy już rozdzielać kropką.

jakempa
04-08-2011, 23:56
Viko wszystko to nic, można jakoś przeżyć, nawet się pogodzić, bo co innego pozostaje. Naprawdę ciężko robi się gdy wokół pustoszeje, gdy ubywa przyjaciół, najbliższych z rodziny, gdy zaczyna brakować towarzyszy do wspomnień. Często dzieje sie to z dnia na dzień.....nagle nie masz juz przyjaciółki z ławki szkolnej, nie masz brata, czy siostry z którymi mogłaś powspominać rodziców, dzieciństwo, młodość, nie masz już kogo zapytać się .- a nie wiesz co się dzieje np. z Jurkiem, Elą czy jeszcze kimś innym.... i nigdy się nie dowiesz.
Bezsenno pozdrawiam Cię rownież....śpij dziś dobrze.


Donko, właśnie to wyjęłaś z mojej duszy,...
wciąż się dowiaduję,że ktoś odchodzi,..
ostatnio w przeciągu miesiąca odeszły moje 2 kuzynki,
właśnie wtedy, w takich chwilach przychodzą myśli o przemijaniu,,, i szuka się pięknych słów poezji,..
ona koi i uspakaja,..
Dziękuję Ci za ten wątek,,,

donka
06-08-2011, 00:05
Masz rację Jadziu - poezja koi, odrywa od rzeczywistości, pozwala na chwilę o niej zapomnieć.....


http://i52.tinypic.com/2prefbt.jpg


Irena Conti

co to jest poezja?

Więc co to jest poezja
pyta staruszka
siwiutka i zgięta we dwoje

To właśnie ta ścieżka wydeptana
od koloru do siwości
od ramion strzelistych
do obsiadłych kręgów
od wykołysania syna
do wykołysania wnuka
od dnia wesela
do dnia pogrzebu

A więc poezja to czas
który przeszedł

Więc co to jest poezja
pyta kobieta
z wielkim brzuchem
gdzie mały lokator
mozolnie szykuje się do przeprowadzki
To są twoje piersi
kraina mlekiem i miodem płynąca

A więc poezja to czas
który trwa

Więc co to jest poezja
pyta dziewczyna
sięgając oczami do gwiazd
w noc ociężałą od szeptu
przed samym progiem spełnienia

A więc poezja to czas
który nadejdzie

Przeszła trwa nadejdzie
nadejdzie przeszła trwa

Jest wszędzie
i tam
gdzie na pozór
jej nie ma

Malwina
06-08-2011, 00:44
Czytam Cię przez te zapiski zamiast słyszec pzrez telefon Aldonko.....

donka
06-08-2011, 23:21
Kochana wybacz!!! Dziś się już wreszcie udało.

donka
06-08-2011, 23:24
http://i56.tinypic.com/2aerpqv.jpg


Zbigniew Matyjaszczyk

Młodość nie ma wieku

Jest nieśmiertelność w człowieku
dziecinna naiwna i taka... pełna wiary...
buduje mosty ponad rzeczywistością
przechadza się po parku cudownej nadziei

pod wierzbami płacze gdy przystanie
cieszy się wolnością z ptakami w locie
o stopień jest nad śmiercią
sama kwiaty życia w bukiety układa

Jest młodość w człowieku
nienasycona popędliwa i taka... wciąż uparta...
nieuchwytna jak w okresie dojrzewania

zagląda do ptasich gniazd
zraniona gniewa się jak oszukane dziecko
w piasku buduje zamki wymyślne
i siebie daje innej młodości

Nie zdobywa lat kto jest dzieckiem w duchu

Wiecznie młody jest
źródłem
światłem
życiem

Młodość nie ma wieku.

Scarlett
06-08-2011, 23:28
Wiecznie młody jest
źródłem
światłem
życiem

Młodość nie ma wieku.
Tak to prawda, że młodość nie ma wieku,
ale jak ciało odmawia posłuszeństwa, to jest
straszny ambaras. Chcemy pomóc, a nie wiemy jak
ułżyć!!!

donka
06-08-2011, 23:54
Trochę frywolności:

http://i54.tinypic.com/24wx4p5.jpg

Stanisław Żurawski.

JOHN DONNE (1572-1631), ang. poeta i kaznodzieja;

Elegia na idącą do łóżka

Pójdź wreszcie, Pani; wkrótce sił mi już nie stanie,
Bardziej niż trudy przyszłe trudzi mnie czekanie.
Bywa, że wojownicy, widząc wroga z dali,
Znużą się staniem, chociaż bitwy nie zaznali.

Precz z tym paskiem, co skrzy się jak zodiaku sfera,
A przecie świat piękniejszy w swym kręgu zawiera.
Rozepnij stanik lśniący, pod którym pierś biała
Przed wścibskimi oczami głupców się skrywała.

Rozwiąż go: brzęk cekinów niech tego wieczora
Jak kurant znać nam daje, że do łóżka pora.
Precz z gorsetem, o którym zazdrośnie wciąż myślę,
Że obejmuje ciebie tak blisko i ściśle.

Niech spłyną suknie: spod nich piękno się wynurza,
Jak kiedy z kwietnej łąki odpływa cień wzgórza.
Zdejmij przybranie głowy, niech bujnym bezładem
Ozdobi ją królewski włosów twoich diadem;

Zrzuć ciżemki: już stopa twoja wstąpić może
Do miłosnej świątyni, w nasze miękkie łoże.
W takich to białych szatach anioły na niebie
Objawiały się ludziom; ty, aniele, siebie

Objawiasz mi jak niebo, jak raj Mahometa;
Choć złe duchy w biel także się stroją, kobieta
Jako anioł z diabłami ma podobieństw mało:
Tam włos staje dęba, tutaj zasię - ciało.

Pozwól dłoniom, niech błądzą jako dwaj włóczędzy
Z tyłu, z przodu, powyżej, poniżej, pomiędzy.
O, Ameryko moja! mój lądzie nieznany,
Oby zawsze przeze mnie tylko zaludniany,

O, kopalnio klejnotów, kolonio szczęśliwa,
Jak dobrze się odkrywa ciebie i zdobywa!
Te okowy ci wolność przyniosą; i wszędzie
Gdzie tylko dłoń położę, moja pieczęć będzie.

Nagość zupełna! Cóż to za rozkosz, o nieba!
Jak dusze z ciał, tak ciała z szat uwolnić trzeba,
By kosztowały uciech. Klejnoty, brylanty
Na ciałach kobiet są to jabłka Atalanty,

Rzucane nam przed oczy; gdy kiep je ogląda,
Przyziemną duszą bardziej ich niż ciał pożąda.
Jak książka, co laika obwoluta swoją
Przyciąga, tak kobiety zdobią się i stroją;

Same zaś są księgami, w których my jedynie
(Jeśli na nas ich łaska niespodzianie spłynie)
Czytamy treść mistyczną. Skoro zatem można,
Ukaż mi się tak całkiem, jakby cię położna

Oglądać miała: nuże, zrzuć te białe płótna,
Nie wstydź się, niepotrzebna tu szata pokutna.
Spójrz, jestem nagi; rację natura mi przyzna:
Po co masz mieć przykrycie inne niż mężczyzna?

donka
09-08-2011, 00:25
http://i55.tinypic.com/21a9w75.jpg

Aleksander Mroczkowski - Babcia i wnuczka


Szydzik Zofia

ciche rozmowy

powiedz mi babciu

samotność
czym jest samotność

łkaniem powstrzymywanym nocą
natłokiem myśli ciężkich jak chmury burzowe
spojrzeniem w dal bez celu
kalectwem

miłość
jaka jest miłość

dzika i dumna jak wydęty wiatrem żagiel
silna i ażurowa jak skrzydła ważki
słodka i cierpka jak czara wina
burzliwa

czas
czym jest czas

jest splotem szczęścia pożogi i tęsknoty
śpiewem i modlitwą pracą i odpoczynkiem
początkiem i końcem
przemijaniem

śmierć
jaka jest śmierć

cicha i punktualna
czasem gołębiem wzleci ponad zgiełk
lub kamieniem spocznie na dnie
złota jak dojrzały kłos
życia

wiatr
jaki jest wiatr
wolny…

donka
09-08-2011, 19:35
http://i55.tinypic.com/wah946.jpg



Anna Kamieńska rozmyśla:


UMRĘ CAŁA

Nie szukam siebie w wierszu
ukrywam się głębiej
Nie chodzę w metaforze
jak w kapeluszu z piórami

Proszę do stołu przyjaciół
i wierniejszych jeszcze nieprzyjaciół

Umrę cała ale z jednego słowa po mnie
wyrośnie drzewo ciszy

I ponad zgiełkiem świata
wysunie zdziwioną gałąź

==============================

DZIĘKUJĘ

Dziękuję niebu że nauczono mnie wiązać snopki
łuskać groch obierać ziemniaki
dziękuję ziemi że dano mi prać pieluchy
przewijać dzieci czytać po łacinie
i pisać wiersze
wszystko jak Bóg przykazał w swoim czasie

====================================

WIECZÓR

Czasem jest pełno ludzi po to
aby głębsza była samotność
tak bardzo jestem sama
że nawet mnie ze mną nie ma

====================================

SAMOTNOŚĆ

Samotność dzieciństwa
- ponieważ nie umie szukać przyjaźni.

Samotność młodości,
bo szuka przyjaźni daremnie i bezskutecznie.

Samotność dojrzałości,
bo jest wiekiem klęski i wiekiem świadomości.

Samotność starości,
ponieważ wszystko jest poza nią.

Samotność umarłych.

=====================================


Uśmiech - zwiastun porozumienia.
Uśmiech - czułość.
Uśmiech- nieśmiałość uczuć.
Uśmiech - lęk słowa

====================================

Wspinać się tak mozolnie na tę górę,
żeby dowiedzieć się, że ta góra nazywa się starość
Oczekiwać wspaniałego widoku ze szczytu,
a ten widok - to śmierć.

Lęk młodości przed starością to lęk przed szczytem

donka
10-08-2011, 23:49
Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski (1900-1988) Doktor praw, malarz, poeta.
Pisał od 1917 roku - bajki, potem wiersze. Zaliczany do grupy pisarzy Sopotu.



http://i52.tinypic.com/2hex0t2.jpg
Świat według Cecylii - Tadeusz Łącki

Dumania

W każdym cierpieniu jest grymas uśmiechu
w każdym uśmiechu goryczy część
bo nawet w trosce, w bolesnym oddechu
są cząstki wspomnień minionych szczęść.

Idziemy tą ziemią po ciężkiej grudzie
choć zda się z dala gładka jak stół
w spokojnej wszak nocy, czy w ciężkim trudzie
szczęścia-nieszczęścia jest pół na pół.

Bo to są syjamskie siostrzyce na globie
ich władzy cały podlega świat
i w życia zaraniu, czy w mrocznym grobie
widać obojga wyraźny ślad.

Czy ciepłe spojrzenie ukochanego
czy główka miłej na piersi twej
czyż nie są to cząstki szczęścia twojego
ostoja wspomnień i w doli złej?

Blaskami szczęścia nie słowa jedynie
wiernej przyjaźni nie trzeba słów
jakkolwiek to życie twoje popłynie

nie zrzecz się nigdy marzeń i snów!




I bajka z cyklu: „Bajki dziadzia Tadzia”

http://i53.tinypic.com/24cxeea.jpg


Pan Doktor był chory.


Pan Doktor był chory i leżał w łóżeczku

i przyszedł Pan Kotek: Cóż to, doktoreczku?

Czyżbyś miał gorączkę? Gdzie na ból narzekasz?

zaraz, ciebie zbadam - ze mnie także lekarz!




Najsławniejszy z kotów

jestem tu w Sopocie

proszki ci przepiszę

będzie po kłopocie.



Siada mu na brzuchu, łapką czoło maca

biednyś ty doktorku, ciężka twoja praca

jesteś przemęczony jak w fabryce tokarz

otwórz proszę usta i język mi pokaż



odsłoń także piersi

ja serca posłucham

na zęby też spojrzę

i zajrzę do ucha.



Cóż - na pozór zdrowyś, a coś ci dolega

chcę bardzo ci pomóc - wszak tyś mój kolega

Ach – już zrozumiałem: masz już dość swej pracy

więc tydzień zwolnienia i znów będziesz cacy



Przychodnia”- rozumiem - to orka bez końca

ordynacje w domu – wprost nie widzisz słońca !



Co mruczysz pod nosem?

mrucz głośniej – nie słyszę

zwolnienie ? – sam wypisz

ja tylko podpiszę.



Pogładził go łapką i zeskoczył z łóżka.


Tak opowiadała pewna miła wróżka.

donka
11-08-2011, 23:15
Krzysztof Kolberger mówiąc o swojej chorobie i podziwianej przez wszystkich pogodzie ducha wyraził się że -
"Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna", zaznaczając iż jest to cytat z wiersza Czesława Miłosza – Walc.
To wiersz, który jest zapowiedzią ciemnych lat zniewolonych umysłów. Wiersz piękny, ale trudny.

Warto przeczytać jego interpretację: http://wspolczesnosc.ostatnidzwonek.pl/a-1780.html



http://i53.tinypic.com/10rl7r8.jpg
Wihelm Gause – Walc wiedeński

Miłosz Czesław

Walc

Już lustra dźwięk walca powoli obraca
I świecznik kołując odpływa w głąb sal.
I patrz: sto świeczników we mgłach się zatacza,
Sto luster odbija snujący się bal.

I pyły różowe jak płatki jabłoni,
I skry, słoneczniki chwiejących się trąb.
Rozpięte szeroko jak krzyże w agonii
Szkło ramion, czerń ramion, biel ramion i rąk.

I krążą w zmrużone swe oczy wpatrzeni,
A jedwab szeleści o nagość, ach cyt...
I pióra, i perły w huczącej przestrzeni,
I szepty, wołanie, i zawrót i rytm.

Rok dziewięćset dziesięć. Już biją zegary,
Lat cicho w klepsydrach przesącza się piach.
Aż przyjdzie czas gniewu, dopełnią się miary
I krzakiem ognistym śmierć stanie we drzwiach.

A gdzieś tam daleko poeta się rodzi.
Nie dla nich, nie dla nich napisze ich pieśń.
Do chat drogą mleczną noc letnia podchodzi
I psami w olszynach zanosi się wieś

Choć nie ma go jeszcze i gdzieś kiedyś będzie,
Ty, piękna, nie wiedząc kołyszesz się z nim.
I będziesz tak tańczyć na zawsze w legendzie,
W ból wojen wplątana, w trzask bitew i dym.

Stań tutaj przy oknie i uchyl zasłony,
W olśnieniu, widzeniu, na obcy spójrz świat.
Walc pełznie tu, liśćmi złotymi stłumiony
I w szyby zamiecią zimowy dmie wiatr.

Lodowe pole w blasku żółtej zorzy
W nagle rozdartej nocy się otworzy
Tłumy biegnące wśród śmiertelnej wrzawy,
Której nie słyszysz, odgadujesz z ust.

Do granic nieba sięgające pole
Wre morderstwami, krew śniegi rumieni,
Na ciała skrzepłe w spokoju kamieni
Dymiące słońce rzuca ranny kurz.

Jest rzeka na wpół lodami przykryta
I niewolnicze na brzegach pochody,
Nad siną chmurą, ponad czarne wody
W czerwonym słońcu, błysk bata.

Tam, w tym pochodzie, w milczącym szeregu,
Patrz, to twój syn. Policzek przecięty,
Krwawi. On idzie, małpio uśmiechnięty,
Krzycz! W niewolnictwie szczęśliwy.

Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co.

Jest takie olśnienie w bydlęcym spokoju,
Gdy patrzy na chmury i gwiazdy, i zorze,
Choć inni umarli, on umrzeć nie może
I wtedy powoli umiera.

Zapomnij. Nic nie ma prócz jasnej tej sali
I walca, i kwiatów, i świateł, i ech.
Świeczników sto w lustrach kołysząc się pali,
I oczy, i usta, i wrzawa, i śmiech.

Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna,
Przed lustrem, na palcach unosząc się, stań.
Na dworze jutrzenka i gwiazda poranna,
I dzwonią wesoło dzwoneczki u sań.

1942, Warszawa

donka
14-08-2011, 00:52
http://i52.tinypic.com/14y61qf.jpg
Gerrit Dou - Autoportret



Czartoryski Alexander

„To be or not to be”

„Być albo nie być…” Takie śmieszne zdanie
przez lat czterysta ludziom myśl zaprząta.

Tak postawione, fałszywe pytanie
śmiech we mnie budzi. Z właściwego kąta
gdy patrzę na nie, dostrzegam fałszywkę.

Półprawda taka jest od kłamstwa trwalsza,
stanowiąc sobą błyszcząca przykrywkę
myśli, co poszła w drogę jakąś dalszą.

„Być albo nie być…” To dyktuje pycha
temu, co sobie uzurpuje prawa
tworzenia bytów. To logika licha,
ludzka, ułomna… I śmieszna się stawa.

Decyzja: nie być. Twoja, suwerenna,
w twej mocy bowiem znaleźć się w niebycie.
Decyzja bycia? Prawda jest niezmienna:
nie decydujesz, czy dać sobie życie.

O czym w tym zdaniu mi powiedzieć chciałeś?
Bez twej decyzji niebyt też się stanie.

Już to na sobie, Wiliamie, poznałeś.

„Być albo nie być…” Takie śmieszne zdanie.

Vika
14-08-2011, 04:33
MODLITWA

Gwiazd siewco i księżyców, co w eterze wiszą,
O! Panie nad deszczami i Panie nad skwarem!
Porównaj nas zmęczonych z milczącym obszarem,
Niebiosa ku nam nachyl i napój nas ciszą.

O! utop nas w Twych światów bezmiernej głębinie,
Posrebrzaj nas jak gwiazdy, rozpuszczaj jak morze,
Nalewaj nas powietrzem w błękitne przestworze,
Nastrajaj nas jak echo i słuchaj, jak ginie.

Bladym uczyń nas rankiem, wschodzącym na niebie,
Obłokiem, co w południe leniwo przepływa,
Woalem czarnej nocy, co ziemię nakrywa -
Oswobódź nas od duszy i wybaw od siebie.




KAMIEŃ Z SERCA

Ten kamień, który w sercu noszę,
pozostaw mi , Panie.
Nie daj by czas
jak lekarz-morderca
spłynął na moje posłanie
i... kamień z serca!

Tyleś mnie razy wywiódł
z legowisk niekochanych,
że dziś mi, po latach tylu,
nie plaster daj, lecz ... kamyk.

Nie pozwól z gorączki tej powstać.
Nie kuruj zapomnieniem.
Chcę czyjąś jeziorną postać
na pustej przechować scenie.

Ten, co mi kamień wsączył
jak wino do krwi pustej,
niczemu nie jest winien.
Jest niebem i lustrem.

Nie ratuj mnie, Panie, nie tul,
nie ciągnij na wódkę,
ja już właściwie nie-tu,
zebrałam szmatki... suknie...

Nie daruj mi w raju jabłek
ni w celi - papieru i pióra.
Ja Ci tak pięknie słabnę
jak popołudnie w biurach.

Ach, lekko kamień mój dźwigać...
Lżej niż po innych - pierścionki.
Z nim umknę, wniebowzięta,
jak wniebobiorą skowronki.



Powrót do strony początkowej (http://www.staff.amu.edu.pl/%7Eschmidt/welcome.html)

Vika
14-08-2011, 04:35
SPOTKANIE

Dzisiaj nocą samotną, spędzoną bezsennie,
Po promieniach księżyca, jakimś dziwnym tchnieniem,
Sam nie wiem, jak się nagle ocknąłem w Rawennie
I z dawno utęsknionym spotkałem zwidzeniem.

Przez otwarte ktoś okno grał cicho na flecie,
I wiatr lekki woń przyniósł duszącą, upojną -
Jak w mistycznym w nią szedłem wplątany bukiecie,
Pod nieba wyiskrzoną kopułą dostojną.

"Będziecie wysłuchani tęskniący, więc proście!"
Jak przez Boga zaklęty przymknąłem powieki -
I tylkom jakiś dziwny posłyszał szum rzeki,
A później, później Danta ujrzałem na moście.

"Tyżeś to, ty mój mistrzu! Dlaczego tak blady
I czemu taki dziwny niepokój cię żarzy?
Przychodzę cię ubłagać o sekret twej twarzy.
Nic nie wiem. Zabłądziłem. I proszę twej rady".

On to rzekł, czy rzekł księżyc, czy woda to rzekła,
Padłem, głowę ukrywszy rękami obiema:
"Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła,
Jest tylko Be...atrycze. I właśnie jej nie ma".

donka
16-08-2011, 15:00
http://i51.tinypic.com/35mi5b9.jpg

George Somerville

..............Cóż to za szczęście!

Kiedy na pierwszym balu
zgodziła się, ze mną zatańczyć,
trzymałem ją za rękę.

W kinie, na spacerze w lesie
trzymałem ją za rękę.

Gdy przysięgałem ją kochać i szanować,
trzymałem ją za rękę.

Kiedy rodziły się kolejne dzieci,
trzymałem ją za rękę.

Takie drobne dłonie! Złote dłonie!
Zadziwiająco pomysłowe
w codziennych sprawach.

Zapracowane i stwardniałe,
w pieszczotach stawały się gładkie.

Teraz te dłonie zbielały,
pokryły się błękitnymi żyłkami,
lecz wciąż tworzą.

Chłodne na mym rozpalonym czole,
ciepłe i kojące, gdy się smucę.

Gdy idziemy do kościoła czy sklepu,
właściwie dokądkolwiek,
zawsze trzymam tę drogocenną dłoń.

Malwina
16-08-2011, 15:40
Aldonko, czytam sobie Ciebie poprzez te wiersze...dokładnie, bolesnie..ostatnio o nietypowaych porach tu bywasz...

donka
16-08-2011, 16:13
W nocy dzieją się różne, złe rzeczy, a jak jest względny spokój to odsypiam....przed południem bywa spokojnie, ale dziś już skończył się spokój, waruję pod drzwiami i zajmuję umysł jak mogę....

donka
18-08-2011, 00:02
http://i56.tinypic.com/2ilezkk.jpg
Josef Fiala - Dwaj chłopcy


Józef Baran

Prośba

nie śpieszcie się tak moje małe
dzieciństwo wasze
z nie zatrzaśniętym jeszcze
wiekiem marzeń
niech się obłoczy w nieskończoność

nie rośnijcie tak prędko
zielone lata z nadzieją bez granic
kwitnące nie dla owocu
a dla samego kwitnienia
bo to jedyna poezja tego świata

życie samo powoli powoli
otworzy przed wami drzwi
za którymi wszystko okaże się
o niebo mniej doskonałe
niż to się wam wydawało
przez tajemniczo uchyloną szparę



Reinkarnacja

o trzeciej nad ranem
słyszę gwiezdne szczekanie
lutowych psów
i myślę jak dziwne i niepodobne do siebie
były moje życia

jakbym odradzał się w kolejnych wcieleniach
i obumierał bez echa
to wszystko trwało
miliony lat
lub było jak
klaśnięcie bicza

zabarwiałem się odmiennymi muzykami istnienia
i żyłem na tak różnych planetach
że jak tu się nie dziwić co wspólnego
łączy mnie z tamtym chłopcem
z epoki kamienia łupanego
przyczepionym do krowiego ogona

tysiące ludzi o których zapomniałem
miliony zdarzeń
zatopionych we mnie
jak w titanicu
na dnie oceanu majaczą
a niekiedy fosforyzują w pamięci

ciesz się smutku ciesz
płacz radości płacz
że wszystko
ułożyło się w całość
z której rozumiem tak mało

Kraków nocą 27 II 2001

Vika
18-08-2011, 23:44
Czym jesteś

Lecieć bym chciała daleko... daleko...
Gdzie z brzóz płaczących srebrne rosy cieką,
Kędy szum lasów pierś przejmuje drżeniem...
- Czym jesteś, szczęście? - Wspomnieniem?

Lecieć bym chciała tam, gdzie olchy rosną,
Gdzie głogi dzikie zakwitają wiosną,
Gdzie się powoje, jak baśń dziwna, plotą...
- Czym jesteś, szczęście? - Tęsknotą?

Lecieć bym chciała - za jasnym gdzieś zdrojem
Myśl puścić wolno, jak wody bieżące...
I widzieć tylko łan zboża i słońce...
- Czym jesteś, szczęście? - Spokojem?

Lecieć bym chciała, lecz nie wiem, do czego
Wyciągnąć ręce i przywrzeć płomieniem...
Idę - a za mną cień smutku dawnego...
Czym jesteś, szczęście? - Złudzeniem?

Lecieć bym chciała do chwilek tych jasnych,
Gdy życie, pragnień nieświadome własnych,
Jest jako blaski, co na wschodzie dnieją...
- Czym jesteś, szczęście? - Nadzieją?

Lecieć bym chciała... sen cichy, sen zloty
Prześnić samotna i konać z tęsknoty.
I "kocham" mówić dalekim spojrzeniem...
- Czym jesteś, szczęście? - Pragnieniem?

Lecieć bym chciała i nie wrócić więcej...
Raz tylko serce uderza goręcej,
A potem cisza... wszystko się prześniło...
- Czym jesteś, szczęście? - Mogiłą?

Maria Konopnicka

donka
16-09-2011, 14:28
http://i52.tinypic.com/syxni0.jpg

Julia Hartwig

* * * * *

Podobno kwiat drży, kiedy zbliżamy się do niego z nożem.

Więc tak długo trzeba było czekać, by nauka potwierdziła

jedność świata i ludzi, drzew , kwiatów i minerałów,

głoszoną w ewangelii romantyków?

donka
20-09-2011, 00:29
http://i53.tinypic.com/153r1vn.jpg

ks. prof. Józef Tischner

Myśli wyszukane.


Chrześcijaństwu w Polsce nie grozi dziś ani laicyzm, ani ateizm (przynajmniej na razie), ale parodia religii.


W moim życiu filozoficzno-kapłańskim nie spotkałem kogoś, kto stracił wiarę po przeczytaniu Marksa, Lenina, Nietzschego, natomiast na kopy można liczyć tych, którzy ją stracili po spotkaniu z własnym proboszczem. Jest to bardzo przykre zjawisko, kiedy lekarz zaraża chorego.


Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi. Jak ktoś jest głupi i jak chce być głupi, nie powinien do tego używać religii, nie powinien religią swojej głupoty zasłaniać.


Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny, nie mogą mieć w państwie większych praw, niż ma człowiek.


Niebo nie przychodzi znikąd. Coś z nieba mamy w sobie. Coś z niego przekazujemy innym.
Człowiek dla drugiego człowieka może być częścią nieba. Niestety, także może być częścią piekła.


Wiara jest w gruncie rzeczy smutną koniecznością.
Gdybyśmy mogli mieć wiedzę, nie potrzebowalibyśmy mieć wiary. Rzecz w tym, że nie możemy mieć wiedzy.
Są rzeczy, które przerastają możliwości ludzkiego rozumu. Jest światło, które oślepia. Tak jest z Bogiem.

mimoza
20-09-2011, 09:19
Niezwykłym człowiekiem, filozofem, kapłanem był Józef Tiszner.
Doniu, aż prosi się o zamieszczenie tego postu na wątku religijnym.
Tam właśnie toczą się dyskusje, a co niektórzy forumowicze głoszą "prawdy objawione".
Z drugiej strony co by to dało? Dziękuję za cytaty - pozdrawiam. - Cz

donka
20-09-2011, 14:38
Niezwykłym człowiekiem, filozofem, kapłanem był Józef Tiszner.
Doniu, aż prosi się o zamieszczenie tego postu na wątku religijnym.
Tam właśnie toczą się dyskusje, a co niektórzy forumowicze głoszą "prawdy objawione".
Z drugiej strony co by to dało? Dziękuję za cytaty - pozdrawiam. - Cz


Czesiu jeśli chcesz - oczywiście zamieść ten post na wątku religijnym.....myśli w poście zostały kiedyś wybrane przeze mnie z zamiarem podzielenia się nimi z innymi.

Gdyby tak mogło być więcej "Tischnerów" i "Twardowskich"......

..

Malwina
20-09-2011, 15:52
Sedlak Aldonko tez był taki......

Chrześcijaństwu w Polsce nie grozi dziś ani laicyzm, ani ateizm (przynajmniej na razie), ale parodia religii. -
i już to mamy, a wobec powyższego reszta powiedziana pzrez Tichnera "ma się dobrze" tu , u nas w dzisiejszych czasach...
no, przykre to, bo mnie która w zasadzie w życiu miałam do czynienia z dobrymi ludzmi, prawdziwymi księżmi zaburza to moje myślenie, każe żałowac, zę nie wszyscy mają to szczęście...i że szkoda, ze tyle wokół głupoty, zadufania,zaniechania,farbowanych lisów, zanik człowieczeństwa.....ale myślę, potraktujmy te nasze myśli jako refleksje a nie temat do dyskusji, bo ten wątek ma swój klimat, swoje treści, swoje oczekiwania....żeby nie popsuc...

Malwina
20-09-2011, 15:56
Podobno kwiat drży, kiedy zbliżamy się do niego z nożem -- przypomina mi to zdjecie kirianowskie..na którym widac, jak po ścięciu liscia pozostaje jego energia ukryta w aurze....

donka
23-09-2011, 01:16
Z "Księgi Hioba"

ROZMYŚLANIA HIOBA O ŻYCIU I OLIWCE
(R. XIV, W. 1-10)

http://img832.imageshack.us/img832/8913/cierpiacyhiobgerardsegh.jpg (http://imageshack.us/photo/my-images/832/cierpiacyhiobgerardsegh.jpg/)
Cierpiący Hiob – Gerard Seghers

Krótkie i niespokojne są dni
Człowieka zrodzonego z niewiasty.

Rozkwita i więdnie jak kwiat,
Mija jak cień i znikome jest jego trwanie.

I takiego człowieka wypatrują oczy Twoje
I takiego człowieka powołujesz przed swój sąd?

Czy może czysty powstać z nieczystego?
Nie!

Skoro zakreśliłeś jego dni
I ustaliłeś u siebie liczbę jego miesięcy,
I wyznaczyłeś granicę jego żywota,
Której nie może przekroczyć —
Odwróć nieco od niego swoje spojrzenie,
Aby mógł wypocząć i radować się swoim dniem
Jak najemny robotnik.

Oliwka ma swoją nadzieję. Gdy się ją zetnie
Znowu się odradza i wypuszcza gałęzie.

A gdy jej korzeń w ziemi wiotczeje,
A jej pień zmienia się w proch,
Oliwka czując woń wody, znów powraca do życia,
I jak młoda sadzonka
Wypuszcza gałęzie.

Ale gdy człowiek kona i leży bez sił,
I umiera, co się wtedy z nim dzieje?

Przełożył Roman Brandstaetter

Malwina
23-09-2011, 08:52
Trudne pytanie zadajesz Aldonko...tak trudne,że aż wstyd próbowac odpowiadac,gdy Ty aktualnie tu i teraz czysto fizycznie przeżywasz rozterki Hioba.....jesteś "bogatsza" od nas o aktualne cierpienie swoje i Jego i żadne z nas do pięt Ci nie dorasta w tym temacie teraz mimo,ze kiedys, niektórzy piekło takie przechodzili..."kiedyś"....po latach złagodziło piekło...

donka
20-10-2011, 13:37
http://i55.tinypic.com/dwe5wo.jpg


Barbara Kobos Kamińska

Cisza

Zapytałam kogoś czym jest cisza,
odpowiedział mi - czym cisza nie jest.

Cisza nie jest oddechem,
szumem w lesie, taflą lodu,
okiem.
Nie ma dźwięku, barwy,
zapachu, kształtu, zasięgu.
Nie mówi,
nie odpowiada,
nie ma jej.
I nie można jej sobie wyobrazić.

Jest próżnią, bezbarwnością,
niedostatkiem, nieobecnością.

Malwina
20-10-2011, 18:28
Aldona,piękny wiersz i nie mogłas wymyślec lepszej ilustracji do niego jak ten widok....

mimoza
20-10-2011, 19:02
Doniu wróciłaś "ciszą", ileż spokoju, i smutku
w tym wierszu. Dobrze, że jesteś. Pozdrawiam. - Cz

donka
25-10-2011, 00:34
http://i52.tinypic.com/67i4j4.jpg

Czesław Miłosz

Granica

Śnił mi się sen o trudnej do przekroczenia granicy,
a przekroczyłem ich sporo, na przekór strażnikom
państw i imperiów.

Ten sen nie miał sensu, bo właściwie był o tym, że
wszystko dobrze, dopóki do przekroczenia granicy
nie jesteśmy zmuszeni.

Po tej stronie zielony puszysty dywan, a to są
wierzchołki drzew tropikalnego lasu, szybujemy
nad nimi my, ptaki.

Po tamtej stronie żadnej rzeczy, którą moglibyśmy
zobaczyć, dotknąć, usłyszeć,
posmakować.

Wybieramy się tam, ociągając się, niby emigranci
nie oczekujący szczęścia w dalekich krajach wygnania.

donka
26-10-2011, 02:16
http://i56.tinypic.com/2801pj7.jpg
Wilhelm Henraets - Romantica


Dezso Kosztolanyi
(węgierski poeta 1885-1936r.)


Czy chcesz się bawić?


Słuchaj,
czy chcesz się ze mną bawić, powiedz,
w przygodach i wyprawach towarzyszyć,

trzymając się za ręce w ciemność pobiec,
przystanąć, serca trzepotanie ściszyć?

Chcesz z miną pół surową, pół szelmowską
wody do wina lać umiarkowanie,
rzucać perłami, cieszyć się błahostką,

przez ciżbę strojną w lichym przejść gałganie?

Słuchaj, czy chcesz się ze mną bawić w życie,
codziennie zaczynając je na nowo?

Czy umiesz w długą pluchę lub śnieżycę
w milczeniu pić herbatę rubinową?

Chcesz żyć rozrzutnie, serca strat nie licząc
i tylko z rzadka trwożąc się, że oto
listopad znów przechadza się ulicą,
ten biedaczysko z szeleszczącą miotłą?

Czy chcesz się bawić w ptasi lot za oknem,
w pełzanie płaza niewidoczne w gęstwie,

podróż w nieznane, w stuk pociągu, w okręt,
sen, dobroć, Boże Narodzenie, szczęście?

Czy chcesz się bawić w szczęśliwych kochanków,
w płaczu naiwną i chytrą przejrzystość,

przez nocy tysiąc i tysiąc poranków
zabawę zamieniając w rzeczywistość?

Trzymając się za ręce w ciemność pobiec
i w śmierć się ze mną bawić czy chcesz,

powiedz?

Malwina
27-10-2011, 21:49
śliczny ten wiersz, taki po prostu łądny, lekki w swojej powadze....postaci w ruchu rytmicznym jak melodyka tego wiersza...a wiersz Miłosza nie jest dla mnie wierszem..jest rozważaniem, refleksją.....

donka
29-10-2011, 02:04
Adam Zagajewski.

"Nie wiem, jak nazwane zostanie miejsce, które w kulturze polskiej zajmie w końcu Adam Zagajewski" – pisze Irena Grudzińska-Gross. "Nie pasuje on do żadnej formuły, choć jest poetą i pisarzem z samego środka polskiej i europejskiej tradycji literackiej. Wielojęzyczny, erudycyjny, w wierszach pisze o muzyce i filozofii, o innych poetach, architekturze i sztuce. A jednak nie jest to poezja klasyczna, oderwana od dnia dzisiejszego; wręcz przeciwnie, dotyka codzienności, sięgają po nią ludzie w momencie trwogi. Przynosi ukojenie" mówiła o tej poezji Susan Sontag - wybitna amerykańska intelektualistka.

Adama Zagajewskiego zaliczano do czwórki tegorocznych faworytów do literackiej nagrody Nobla.


http://i43.tinypic.com/ejsu4x.jpg

Brama


Czy kochasz słowa tak jak nieśmiały czarodziej kocha chwilę ciszy -
już po występie, kiedy jest sam w pustej szatni, w której
płonie smolistym, tłustym płomieniem żółta świeca?


Jaka miłość dozwoli ci pchnąć ciężką bramę, tak żebyś znowu
poczuł zapach tego drewna i rdzawy smak wody z archaicznej studni,
i żebyś raz jeszcze ujrzał wysoką gruszę, dumną matronę, która w jesieni
arystokratycznie oddawała nam swe doskonałe w kształcie owoce,
poczym niemo pogrążała się w rozpatrywaniu nieszczęść zimy.


Tuż obok dymił obojętny komin fabryki i milczało brzydkie miasto,
ale w ogrodach głęboko pod cegłami pracowała niestrudzona ziemia,
nasza czarna pamięć i przepastna spiżarnia umarłych, dobra ziemia.


Jakiej odwagi trzeba, żeby pchnąć ciężką bramę,
jakiej odwagi, żeby zobaczyć was wszystkich znowu
zebranych w jednym pokoju pod gotycką lampą -
mama nieuważnie czyta gazetę, ćmy uderzają o szybę,
nic się nie dzieje, nic, zaledwie wieczór, modlitwa; czekamy...

Tylko raz żyliśmy.

donka
30-10-2011, 23:43
http://i44.tinypic.com/rwrls6.jpg
Wlastimil Hofman - Anioł z tulipanem


Leopold Staff

Młodość

Szara, wielka kamienica,
Pokój, dywan, koń drewniany,
Z okien: wozy, tłum, ulica,
Raj podwórza zakazany.

Barwne ksiązki z obrazkami,
Jawa we śnie i sen wśród jawy,
Strych, co jak głąb kniei mami,
Strach, przygody i wyprawy.

Nagle błysk, zaduma, drgnięcie,
Starej księgi jakaś karta,
Podejrzenie, brwi ściągnięcie,
Ciekawości rdza niestarta.

Gdzieś na świat wybita szyba,
dreszcz, niepokój przedwiosenny,
Wiew odwilży... Może... chyba...
Czemu?... Znak pytania plenny.

Potem wylot z miejskiej cieśni,
Wieś, sad w kwiecie, stosy wierszy,
Sen, co drugi raz się nie śni,
Miłość, pocałunek pierwszy.

Zawrót głowy, słońce-chmura,
Deszcz-pogoda, kwiecień życia,
Serce jasne - twarz ponura,
Droga w kwiatach - gest rozbicia.

Pierwsza szczypta bólu, błota,
Gdzieś nieznaczna rysa w murze,
Cierń, krzyk duszy, łza, tęsknota,
Wolność, nowy świat, podróże.

Widnokręgi, krajobrazy,
Sztuka, piękno, wir zawrotny,
Upojenie, ludzie... skazy,
Myśl i pierwszy dzień samotny.

Cisza: znak niezrozumiały.
Bunt, gniew, przewrót, przełom, żmije...
Skąd te blizny? Skąd te rany?...
I godzina męska bije.

Już? Tak prędko? Co to było?
Coś strwonione? Pierzchło skrycie?
Czy się młodość swą przeżyło?

Ach, więc to już było... życie?

donka
01-11-2011, 01:03
http://www.youtube.com/watch?v=YXxGl7zKvWQ


http://i39.tinypic.com/xnwzlx.jpg

Odchodzimy (Z repertuaru Seweryna Krajewskiego)

Sł. Jerzy A. Masłowski

Odchodzimy zawsze sami
ciemną drogą pod gwiazdami
zapatrzeni w zapomniane krajobrazy
gdy żegnają nas słowami
wtedy żal, że nie brawami
czasem nawet tego nikt nie zauważy

Z gabinetu krzywych luster
z jednej pustki w drugą pustkę
odchodzimy w dni powszednie i od święta
zostawiamy gdzieś za sobą
kilka gestów, jakieś słowo,
których często nikt już potem nie pamięta

Odchodzimy z mgiełką żalu,
że tak szybko to zleciało,
bo zielone serca grają wciąż muzyką
tak jak dawniej nic nie mamy
i o jedno wciąż pytamy
czy te drzwi są do wieczności czy donikąd?

Zostawiamy resztkę marzeń
zostawiamy tamte twarze
i pejzaże teraz nagle tak kochane
jednak głupio w to wierzymy,
że się kiedyś odnajdziemy
gdzieś na którejś z pięknych i dalekich planet.

donka
02-11-2011, 10:06
W DZIEŃ ZADUSZNY

http://i44.tinypic.com/24wv6dc.jpg



Ks. Jan Twardowski

O stale obecnych

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni

nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie spieszą

spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi

nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych

nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona

znają nawet prywatny adres Pana Boga

nie deklamują miłości
ale pomagają znaleźć zagubione przedmioty

nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem

bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilkę

przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę





http://i42.tinypic.com/apd6zc.jpg


Hasiu Hasieńko
nie bój się nie
masz takie ładne usta
i takie oczy wiesz -
zaciśniesz ładne usta
zamkniesz ładne oczy
i jeszcze dłoń w niewielką zwiniesz pięść
Hasiu - Hasieńsko
miałaś sukienkę w kropki
miałaś
lubiłaś dzwonić koralikami
lubiłaś -
i miasto które przychodzi w nocy
kochałaś - tak
spójrz -
to wcale nie tak daleko
oni mówią - niebo
spójrz to całkiem blisko
oni mówią - noc
a ty - wrócisz do miasta -
wykwitniesz imieniem
na ustach -
Hasiu Hasieńko
już trzeba iść - no chodź

Halina Poświatowska „[Hasiu Hasieńko...]”

donka
03-11-2011, 22:49
http://i41.tinypic.com/e9c0tf.jpg



Ryzyko

Śmiejąc się ryzykujesz, że wezmą cię za głupka.
Płacząc ryzykujesz ckliwość i czułostkowość.
Wyciągając rękę ryzykujesz zaangażowanie.
Zdradzając uczucia ryzykujesz odkrycie siebie.
Mówiąc o swoich marzeniach ryzykujesz poniżenie.
Miłością ryzykujesz odrzucenie.
Życiem - śmierć.
Nadzieją - niespełnienie.
Podejmowaniem prób - niepowodzenie.

Musimy ryzykować.
Największym niebezpieczeństwem jest
nie ryzykowanie niczego.

Dla tych, którzy nic nie ryzykują,
nie robią, nie mają -
przeznaczone jest
Nic.

donka
04-11-2011, 20:27
http://i41.tinypic.com/rqyau0.jpg


Wisława Szymborska

Jawa

Jawa nie pierzcha
jak pierzchają sny.
żaden szmer, żaden dzwonek
nie rozprasza jej,
żaden krzyk ani łoskot
z niej nie zrywa.

Mętne i wieloznaczne
są obrazy w snach,
co daje się tłumaczyć
na dużo różnych sposobów.
Jawa oznacza jawę,
a to większa zagadka.

Do snów są klucze.
Jawa otwiera się sama
i nie daje się domknąć.

Sypią się z niej
świadectwa szkolne i gwiazdy,
wypadają motyle
i dusze starych żelazek,
bezgłowe czapki
i czerepy chmur.
Powstaje z tego rebus
nie do rozwiązania.

Bez nas snów by nie było.
Ten, bez którego nie byłoby jawy
jest nieznany,
a produkt jego bezsenności
udziela się każdemu,
kto się budzi.

To nie sny są szalone,
szalona jest jawa,
choćby przez upór,
z jakim trzyma się
biegu wydarzeń.

W snach żyje jeszcze
nasz niedawno zmarły,
cieszy się nawet zdrowiem
i odzyskaną młodością.

Jawa kładzie przed nami
jego martwe ciało.
Jawa nie cofa się ani o krok.

Zwiewność snów powoduje,
że pamięć łatwo otrząsa się z nich.

Jawa nie musi bać się zapomnienia.
Twarda z niej sztuka.
Siedzi nam na karku,
ciąży na sercu,
wali się pod nogi.

Nie ma od niej ucieczki,
bo w każdej nam towarzyszy.
I nie ma takiej stacji
na trasie naszej podróży,
gdzie by nas nie czekała.

donka
05-11-2011, 22:14
http://i41.tinypic.com/ff0bav.jpg

Ludmiła Marjańska

* * *

Tylko ten most zawieszony
między pierwszą a drugą sekundą
między pierwszym a ostatnim krzykiem
między ziemią a niebem
ogniem i wodą
jawą i snem
ten most tylko
przejść

marion
05-11-2011, 23:22
http://i52.tinypic.com/210x4d2.jpg
Marc Chagall - Zegar z wahadłem

.......Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.
[R. Brandstaetter]

Donko ,nie zawsze...

,albo ja jestem za głupia ,żeby to pojąć.

Lubię Twój wątek.

Scarlett
05-11-2011, 23:39
Wanda Kardasz

Tam śpią spokojnie

Wydaje mi się, że
Wszystkie cmentarze,
Które znam i na których byłam,
Położone są w wyjątkowych
Miejscach, pięknych.

Są zwykle usytuowane, na wzniesieniu
Z widokiem na okolicę.
Gdzie cisza i spokój,
I zielone drzewa,
I, ptasie koncerty.

Można by pomyśleć,
Że ludzie, którzy odeszli,
Zasłużyli swoim życiem,
Na wieczny odpoczynek
W miejscach urokliwych, magicznych.

15 sierpnia 2004

donka
06-11-2011, 13:53
Roman Brandstaetter

„Więc wiem,
Że nic się nie dzieje przedwcześnie,
I nic się nie dzieje za późno,
I wszystko się dzieje w swym czasie,
Wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
Odejścia, powroty, czyny, zamiary,
Zawsze właściwą godzinę biją Boże Zegary.”

Donko ,nie zawsze...

,albo ja jestem za głupia ,żeby to pojąć.

Lubię Twój wątek.

Marion jak sama nazwa wątku wskazuje dużo w nim jest poezji , która skłania do refleksji, przy której warto na chwilę się zatrzymać, zastanowić, co nie znaczy zawsze się zgodzić.
Roman Brandsteatter jest poetą, którego twórczością się zachwycam , choć nie podzielam jego uczuć religijnych.

A jego wiersz:
dla niektórych zawiera prawdę oczywistą , dla mnie okrutną i trudną do przyjęcia, a jeszcze innych pobudza do refleksji.
Dlatego go tu umieściłam.

A przy okazji jeśli nie znasz przeczytaj przepiękny / dla mnie / utwór tego poety:


Madonna ateistów

http://i39.tinypic.com/67m645.jpg
Pieta ?


Czuwam nad tymi,
Którzy nie wierzą
W mojego Syna.
Pragnę im pomóc.
Są moimi dziećmi.
Jak wszyscy.
Chociaż nic o tym
Nie wiedzą.

Modlę się.

Modlę się
Za tych,
Którzy się nie modlą.

Gdy krwawią,
Moją modlitwą
Jak bandażem
Owijam ich rany.

Gdy toną,
Rzucam im
Moją modlitwę
Jak pas ratunkowy.

Gdy umierają,
Z mojej modlitwy
Czynię wezgłowie
Dla ich zmęczonej
Skroni.

A potem biorę do ręki
Ich syczące popioły.
I kładę je
U stóp mojego Syna.
I błagam Go
O miłosierdzie
Dla próchna.

Dla przeczących
Dla niewierzących.
Dla nie istniejących.
Mówię:
Stwórz ich,
Mój Synu najukochańszy.

Wypełń ich
Swoją treścią.
Natchnij ich
Swoją wiecznością.
Rozpal ich
Swoją męką.
Niech będą
Twoim cierniem.
Niech będą
Twoim krzyżem.

Umrzyj za nich.
Umrzyj jeszcze jeden raz.
Jeszcze raz.
Ostatni raz,
Mój Synu najukochańszy.

Błaga Cię o to
Twoja Matka.
Błaga Cię o to
Madonna ateistów

Roman Brandsteatter

mimoza
06-11-2011, 20:17
Aldonko niezwykle poruszyła mnie Madonna ateistów. :) - Cz

marion
07-11-2011, 00:25
Aldonko,piękne !!!!!!! (Madonna ateistów)

Co tu pisać...
Sama wiesz ,
Taki moment życia mamy:(
Rozglądasz się ,próbujesz wczepić się w coś pazurami ,poukładać,zrozumieć .
Oczywiście mój post odnośnie wiersza był myśleniem bardzo uproszczonym.Ot , chwila buntu ,emocje-jak to ja.
Brandstaetter ma rację:wszystko dzieje się w "swoim czasie"

ściskam

donka
07-11-2011, 22:53
http://i42.tinypic.com/20k61q0.jpg
Alfons Mucha - Trojka

marina / 8.11.2008./

kobieta

chłodna
i majestatyczna
nieskażona
w swej czystej bieli
poważna
i nietykalna...
jak zima

seledynowa
i pachnąca fiołkami
lekka
i zwiewna
delikatna
i nieuchwytna...
to wiosna

słoneczna
i gorąca
kolorowa kwitnącą
łąką
szalona
i niespokojna...
jak lato

słodka
i soczysta
przepełniona
ciepłymi barwami
dojrzała
i nienasycona...
to jesień




marina

kobieta to szczęście (fraszka)

szczęście
to ja - kobieta
piękna
nieobliczalna
szalona
przekupna...

szczęście
jak ja - kobieta
przymilna
upragniona
zmienna
nieprzewidywalna...

szczęście
to ja -kobieta
niestała
wymagająca
frywolna
niezdecydowana...

och, szczęście -
jak trudno bez ciebie
żyć...


/ wiersze z netu - nie znam nazwiska poetki, kryjącej się pod pseudonimem "marina"/

donka
08-11-2011, 23:51
http://i40.tinypic.com/24vqs8k.jpg


Śliwiak Tadeusz

Otwieranie drzwi


Gdy je otwieram
światło w nich staje jak blady arlekin
głośniejszy jest szum morza
i wiatr mocniej pachnie

staje w nich siwy listonosz
wozy z mięsem i sady
pies na łańcuchu studnia
i dziewczyna z kwiatem

nie ma takich drzwi
których nie warto otworzyć
a kto nie pyta codziennie
"co jest za tymi drzwiami"?

ten dawno już umarł
tylko o tym nie wie

donka
09-11-2011, 23:05
Stanisław Baliński (1898-1984) , związany z najświetniejszymi poetami Polski Odrodzonej. Po II wojnie światowej nie wrócił do kraju.. autor jednych z najpiękniejszych liryków jakie napisano po polsku w tym stuleciu - pozostaje w zapomnieniu, podobnie jak jego niezwykła poezja, tak odmienna od tworzonej współcześnie. Nieraz do niego wrócę w tym wątku.

http://i39.tinypic.com/2566azt.jpg
Józef Chełmoński


Romans wieczorny

W moim kraju romantycznym, śpiewnym,
Został staw, gdzie ballady nie giną,
Opleciony brzeziną powiewną,
Opasany potrójną olszyną.

Brzegiem stawu tataraki jasne
Pną się w górę ku falistej ścieżce,
Gdzie dwa cienie, oczy niewygasłe,
Dotąd biegną, by spotkać się jeszcze.

Środkiem stawu, wikliną zarosła,
Stara łódka przepływa bezpiecznie,
Gdzie dwa cienie, krzyżując dwa wiosła
Dotąd myślą, że miłość trwa wiecznie.

Idzie wieczór. I fiołki rumieńców
Toną w stawie, jak dumki najłzawsze.
A dwa cienie wśród ciemnych kaczeńców
Dotąd szepcą: dobranoc na zawsze...

Wracam nocą nad staw i nad bluszcze,
Snem kołuję od gwiazd do poranków,
Nasłuchując czy woda nie pluszcze,
I czy nowych nie spotkam kochanków.

Lecz tam cicho. Zieloność zasycha,
Drzewa próchnem bieleją, jak kości,
Woda milczy i oczy zamyka,
Wierna cieniom i pierwszej miłości


.

donka
10-11-2011, 23:34
http://i42.tinypic.com/f3yfwn.jpghttp://i41.tinypic.com/2i1gkmw.jpghttp://i39.tinypic.com/nf02mg.jpghttp://i39.tinypic.com/2ajtavt.jpg


Fot : Andrzej Kobos

Leszek Długosz

MUZYKANCI

To oni przyprowadzają Muzykę
Na Rynek
— Trotuary, korytarze metra
Kawiarniane tarasy to ich filharmonie
— Sale Pleyela
Studia nagraniowe...


Muzykanci — to oni
Nagle wśród ulicy
Chwytają za poły płaszcza
Nas — «całych w pędzie, w toku
We młynie codzienności».

Zatrzymują nas
Nagle
— Bukietem bzów
Ze skrzypcowej duszy

Strumieniem tanga
Z akordeonowej skrzynki:
«Ach, stań, zatrzymaj się tu
Moje serce...
— Więc pamiętasz?»


Muzykanci, grajkowie uliczni
— Rzuć im spojrzenie
Grosz wysupłaj
W pogodę i w niepogodę
Na szczęście
I na konieczność nie do obejścia.


Muzykanci — Muzycy ...
Z tej samej gliny
Z tej samej branży
— Czarodzieje i wyrobnicy
U tej samej Pani — Muzyki
Oficjaliści.


Ach, tylko różnie
No jak to w życiu
— No różnie różnym poszło...


Muzykanci...
— Spod mniej szczęśliwej gwiazdy
Bracia Mniejsi

donka
12-11-2011, 00:50
Władysław Syrokomla, właśc. Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz herbu Syrokomla (ur. 29 września 1823 w Smolhowie, zmarł w1862 roku.) XIX wieczny polski poeta i tłumacz epoki romantyzmu.
Nazywany często lirnikiem wioskowym, autor ironicznych wierszy stylizowanych na XVIII-wieczną sielankę oraz przyśpiewek ludowych.. Wstąpił do szkoły dominikanów, w kształceniu przeszkodził mu brak pieniędzy.



Mimo - może zbyt obszernej objętości poniższego wiersza radzę się nie zniechęcać i zachęcam do przeczytania wzruszającej Gawędy autorstwa Władysława Syrokomli…..


KSIĘGARZ ULICZNY


Aksamitem i złotem świetnieją księgarnie,
Aksamitna publiczność po książki się garnie;
A księgarz ceniąc towar, jako mu się zdawa,
Złocistymi wyrazy sypie jak z rękawa;
I nam, którzy do druku gotujemy skrypta,
Do spartańskiej polewki dana soli szczypta.
Dzięki Bogu i za to -
a czy pamiętacie,
Kiedy w pańskim pałacu i w szlacheckiej chacie
Starczył za wszystkie książki wileński kalendarz,
A za wszystkie gazety wioskowy arendarz ?
Dziś cała Litwa czyta, dziś wszystko jest znane,
Więc pytasz sam u siebie: Kto sprawił tę zmianę ?

* * *

Patrzcie! Ja go wam wskażę: Przyparty do ściany
Stoi Żyd siwobrody, okryty w łachmany,
Oczy krwawe, zamglone, zgrzybiałość na twarzy,
Pod pachą kilka książek. To Nestor księgarzy!
Nie szydźcie z tej postaci! Lat sześćdziesiąt blisko,
Jak zajął przy tej ścianie swoje stanowisko,
I przechodniom zalecał bibułę i szmaty,
Za miedzianą monetę dał złoto oświaty.

http://i41.tinypic.com/2nvh2xw.jpg
Hirszenberg

Gdy wielka pieśń i mądrość Hellady i Romy
Górowała nad naszej mądrości atomy,
Kiedy w słowie Platona, w Horacego nucie
Znajdowano Wielkości i Piękna poczucie,
On sprzedawał łacińską książeczkę in quarto,
Zabrudzoną z początku, a z końca odartą.
Sprzedał za kilka groszy i w dodatku powie:
"Niech pan czyta szczęśliwie, niech służy na zdrowie."

* * *

Zdrowie-ż było w tych książkach słowo wrzące czynem,
Naczytawszy się Rzymian, byłeś Rzymianinem,
Duch olbrzymiał w potęgę, opływał w rozkoszy
Za ubogą zapłatą kilkunastu groszy.
A nędzarz, co to sprzedał, patrz jak błogo leci
Kupić czarnego chleba dla żony i dzieci!
Jak za ten czarny chlebek, plon swojego żniwa,
Panu Bogu dziękczynne psalmy wyśpiewywał.

* * *

Pogadajmy z nim sami. Wspomniał czasy młode,
Westchnął, oparł na kiju osiwiałą brodę,
Otarł czerwone oczy:
"Panicze ! panicze !
Tyle dobrego zdrowia i setnych lat życzę,"
Ile przez moje ręce przeszło za lat dawnych
Prawdziwych Elzewirów w pergamin oprawnych !
Czy to raz profesorska figura zgarbiona
Płaciła po dukacie listy Cycerona ?
Za Plautusa, choć prawda inkunabuł stary,
Pan Groddeck mi zapłacił aż cztery talary,
A ja tylko sprzedając ściskam ramionami,
Bo na co im te książki, kiedy piszą sami ?

* * *

Rarytne były czasy! a książek ogromy,
Groddeck, Czacki, Śniadeccy popisali tomy,
Dzieła choć naukowe szły jak asygnata,
Dużo ich sprzedawałem w staroświeckie lata !
Czy żyją, czy pomarli, daj Boże im zdrowie !
Kupowali je hurmem, akademikowie.
Niejeden z nich dostąpił sławy literata,
Lub wielkiego lekarza przed obliczem świata;
Niejeden tego doszedł przez mego Homera,
Że dziś jeździ karetą i ubogich wspiera.
Toż wszystko moje dzieci ! mogę mówić śmiało,
W moich to oczach rosło, w moich rozumiało.
A był to lud ubogi, obciążony pracą,
Niejeden chciałby kupić... a tu nie ma za co !
Niejeden - tych paniczów dobrze mam w pamięci -
Targuje, zwraca książkę, a łza mu się kręci.
To ja tak myślę sobie: No! szkoda mi dzieci,
Dam na kredyt lub w zamian literackich śmieci,
Od Baki do Newtona wszystko mi się przyda.
A poczciwi panicze pokochali Żyda,
Grosz powoli, lecz ciągle, do worka się sączy,
Aż przyszedłem na koniec do nowej opończy.

* * *

W zamian dostawałem grube folijały:
Rejów, Wujków, Paprockich, Stryjkowych zbiór cały,
Łazarzów, Piotrkowczyków wydania bogate,
I pamiętam tytuły, pamiętam ich datę.
Nie chwaląc się, znam druki krakowskie najrzadsze,
Że czasem i w Bentkowskim omyłkę dopatrzę.
Niepopłatny był towar, mało znany komu,
To ja... z piętra na piętro... od domu do domu...
Obnoszę, pokazuję, rarytność dowodzę,
Wypchną mnie przez drzwi jedne, ja drugimi wchodzę:
Bo z biedy cóż mam począć ? dla kawałka chleba
Jasnym panom oświatę narzucać potrzeba.
I trochę rozbudziłem do książek ochotę:
Kolońskiego Kromera sprzedam za dwa złote;
Jeszcze wyższej w mym handlu dochodziły ceny
Stuletnie kalendarze i Nowe Ateny;
Najwyżej stał Paprocki - bo tam było ryte
Jaki herb dla lokaja, jaki na karetę.
A choć mi czasem szkoda gotyckich rupieci,
Cóż zrobić? myślę sobie - to na chleb dla dzieci.

* * *

No !... pana Mickiewicza zabłysnęła chwała;
Ale już postarzałem... broda posiwiała,
Ręce znużone dziełami Tacyta, Plutarcha,
Wsparłem ot na tym kiju, stary patriarcha;
I nieraz gdy książeczkę roznosiłem małą,
Samemu na ten towar patrzeć się nie chciało;
Bo do czego to warto? tom taki niespory !
Jam przywykł do in folio lub quarto majori.

* * *

Co w tym to pobłądziłem, bo to dobre dzieła !
Wallenrodom i Dziadom Litwa przyklasnęła.
Czy pan wiesz? były cuda, co i sen nie marzy:
W pół godziny sprzedałem dziesięć egzemplarzy !
A wziąwszy dziesięć złotych raduje się dusza :
"Ha ! to musi być większy od Horacyjusza !"
Pamiętam jakby dzisiaj, gdy w rzewnej podzięce
Autorowi Grażyny całowałem ręce...

* * *

http://i42.tinypic.com/23og38.jpg

Lecz począłem ubożeć: Czas płaci, czas traci...
Nowe kramnice książek otwarli bogaci,
A w każdej pełno ludzi, ciekawość ich zdjęła,
Każdy się dopytuje o najnowsze dzieła;
A ja najstarszy księgarz, com sprawił tę zmianę,
Stoję, zgarbiwszy plecy i podpieram ścianę.
Co staremu do tego, czy wilgoć czy słota ?
Zalecam przechodzącym romans Walter-Skota.
Egzemplarz niekompletny... cóż ja biedny zrobię ?

* * *

Pan Joachim wyjechał, pan Mickiewicz w grobie...
Pamiętam ich, pamiętam... ja żyłem z ich darów.
Teraz już nie sprzedaję tak dobrych towarów...
Skarlał czas, pokarleli nasi literaci,
Ale, jak mówią ludzie: czas płaci, czas traci.
Bóg mi czterdziestoletnią wynagrodzi pracę,
Odzyskam na Kraszewskim, co na innym stracę.
"Kupujcie go panowie ! sprzedaję niedrogo,
Bo biedne moje wnuki z głodu pomrzeć mogą."


* * *

Wtem kareta księgarza po bruku się toczy,
I błotem zabryzgała ślepe starca oczy.
Otarł zbolałe oczy i podniósł je w górę
"Och ! na co ja stworzyłem tę literaturę ?!"


1859, Wilno

donka
12-11-2011, 23:36
http://www.youtube.com/watch?v=HYF7N49B16A&feature=related


http://i40.tinypic.com/2qnabo2.jpg

Carmen Bernos de Gasztold

Modlitwa Małego Ptaszka

Drogi Boże,
sam nie bardzo wiem,
jak należy się modlić.

Ale proszę cię,
czy możesz chronić me gniazdko
od wiatru i deszczu?

Rozrzucić krople rosy na kwiatach
i dużo ziarenek na mej drodze?

Niech Twój błękit strzela w górę
a Twe gałązki niech będą giętkie.

Trzymaj do pózna na niebie Twe błogie światło
i niech w mym sercu bije zródełko muzyki,
tak bym wciąż śpiewał, śpiewał, śpiewał...

Proszę Cię, Panie.

Amen

donka
14-11-2011, 00:05
http://i39.tinypic.com/358tlx0.jpg
Trzy Gracje - Antonio Canova 1814


Zbigniew Herbert

Zwierciadło wędruje po gościńcu

Mówią -
że sztuka jest zwierciadłem
które przechadza się po gościńcu

odbija wiernie realność
to niesamowite dwunożne lustro (…)

czasem sztuka odbija miraże
zorzę polarną
ekstazy nawiedzonych
uczty bogów
otchłanie
zmaga się także z historią
ze zmiennym powodzeniem
stara się ją oswoić
nadać ludzki sens

stąd balety
orkiestry
obrazy jak żywe
powieści różnorakie
wiersze (…)

sztuka stara się uszlachetnić
podnieść na wyższy poziom
wyśpiewać odtańczyć zagadać
zetlałą materię ludzką
zrudziałe cierpienie.

donka
15-11-2011, 00:39
Jerzy Harasymowicz


http://i41.tinypic.com/2qj90dz.jpg
Duda Gracz

Buty dziadka

Dziadku znowu
poszliście kraść śliwy
i to w kościelnych butach

Żebyście choć wzięli
buty codzienne

Rzeczywiście mówi dziadek
co im przyszło do głowy
tym butom kościelnym

Tyle się nasłuchały księdza
tyle się nastały
i poszły


Babcia

Babci już dawno umarł mąż,
a starość była tą cięciwą,
która coraz bardziej zaokrąglała łuk jej pleców.

Bała się też bardzo samotności
i dlatego miała wiele kotów -
fałszywych książąt Albrechtów,
które w hołdzie składały jej myszy
na czerwonym dywaniku pokoju.

Oprócz tego babcia
ubierała na noc krzesło w ubranie swego męża,
wkładała na laskę jego kapelusz,
żeby mieć wrażenie, że ktoś siedzi obok niej.

Zawsze potem, gdy drzemała nad ranem,
wydawało jej się,
że to jak dawniej wrócił właśnie z nocnej zmiany z fabryki jej stary.
I że jak zwykle usiadł i czeka, aż się ona obudzi...

http://i40.tinypic.com/nnjeic.jpg
/ Nicolaes Maes /

donka
15-11-2011, 23:38
Jedna z lubianych przeze mnie w dzieciństwie bajek,
czytana po latach wnuczkom.
Babcia w zabawach musiała odgrywać wilka.



http://i44.tinypic.com/14vr9ud.jpg

Jean de La Fontaine

Bajka o kozie, kózce i wilku
/ w przekładzie Adama Mickiewicza /


Sąsiadka koza, ta, co to rozwódka,
Z rodu Ostrorożanka, a tak rzeźka czołem,
Że umie łeb za łeb rozmówić się z wołem
I nie da lada wilku brać się do podbródka,
Wczoraj w las idąc zbierać na domu potrzebę
Rokitę, czy lipią skórkę,
Na gospodarstwie zostawiła córkę,
Której jest na imię Bebe.

A że młodym osobom, pod niebytność matki,
Rozliczne grożą przypadki,
Nakazuje dziecku srogo:

— Nie ruszać mi za próg nogą
I nie przyjmować nikogo – nikogo!

Jest tu wilk w okolicy; mam go w podejrzeniu,
Że zamyśla o czem brzydkiem;

Pilnujże drzwi, aż wrócę i dam znak kopytkiem,
Wołając cię po imieniu: Bebe!
Lepiej, że zgrzeszym ostrożności zbytkiem,
Niż gdyby miało kiedy być przysłowiem trzodzie:
Mądra koza po szkodzie.

O wilku mówiono w izbie
A wilk tuż siedział na przyzbie,
Podsłuchał. Matka z domu, a on wnet do córki
Stuk i puk we drzwi komórki.

Wilk zwykle wyciem łaje albo grozi,
Lecz gdy prosić ma potrzebę,
Nieźle udaje śpiew kozi;

Więc jako mógł najkoziej odezwał się
„Bebe Otwórz!“

A kózka na to: „Przepraszam nie można
Mamy niemasz, jestem sama“.

On znowu: „Bebe, otwórz, to ja, mama“

Na to znów kózka ostrożna:

„Głos wprawdzie matczyn; ale czyś ty matka,
Jak mogę wiedzieć gdy zamknięta klatka?
Podejdźże tu i przez to pod progiem korytko
Pokaż mi na znak kopytko.“

Wilk odszedł, klnąc Bebe i mać jej brzydko.

Ta bajka jest po całym świecie znana z treści
Lecz żeby ją dać poznać płci niewieściej,
Udawajmy, że wzięta z francuskiej powieści.

donka
16-11-2011, 23:01
http://i39.tinypic.com/20b1t3t.jpg

Adam Zagajewski

Separacja

Niemal z zawiścią czytam utwory moich współczesnych
o rozwodach, rozstaniach, o bólu separacji;
cierpienie, nowy początek, mała śmierć;
czytanie i palenie listów, palenie i czytanie, ogień i kultura,
gniew i rozpacz - wspaniały materiał dla udanego wiersza;
twardy osąd, niekiedy szyderczy śmiech moralnej wyższości,
a jednocześnie ostateczny tryumf ciągłości osoby.

A my? Nie będzie elegii, sonetów o rozejściu się,
nie będzie nas dzielił ekran wiersza,
nie stanie między nami udana metafora,
i jedyna separacja, jaka nam teraz zagraża, to sen,
to głęboka jaskinia snu, do której schodzimy osobno
- i zawsze muszę pamiętać, że twoja dłoń,
którą wtedy trzymam, jest zrobiona z marzeń.

donka
17-11-2011, 23:29
http://i44.tinypic.com/2ikaws0.jpg

Ludmiła Marjańska

Przytul mnie

Przytul mnie powiedz
że to nie koniec
miłości
życia
że noc
nie zamyka dnia
że istnieje poranek
pełen głosów
zapachów
nadziei

donka
19-11-2011, 00:35
http://i41.tinypic.com/s33le8.jpg

Horacy - Quintus Horatius Flaccus (ur. w 65 roku p.n.e. w Wenuzji)

Jeden z największych poetów rzymskich. Syn wyzwoleńca. . Był autorem m.in. krótkich utworów o treści politycznej/ "Epody"/ oraz ośmieszających wady i słabości ludzkie /"Satyry"/.

Do najsłynniejszych dzieł Horacego należą " Pieśni" (znane także jako "Ody" - Odes) o bardzo bogatej tematyce – utwory religijne, biesiadne, wiersze do przyjaciół, wiersze do kochanek, motywy klasyczne i hellenistyczne, refleksje na temat śmierci i wybuchy radości życia.

Aleksander Krawczuk– polski historyk starożytności o Horacym: „ze swych ostatnich utworów Horacy był dumny. Dał temu wyraz w ostatniej pieśni zbiorku:”

„Pomnik zbudowałem trwalszy od spiżu i wyższy od królewskich grobowców, piramid. Nie zniszczy go ani deszcz, ani wicher, ani też nieskończony ciąg lat i czas wiecznie uciekający. Nie wszystek umrę; wielka część mej osobowości umknie bogini śmierci. Wciąż jednakowo żywy będę rósł sławą u potomnych, dopóki na Kapitol wstępował będzie kapłan z milczącą dziewicą, westalką.”

„Mylił się Horacy. Jego wielkość okazała się jeszcze trwalsza. Nie ma już kapłanów rzymskich bóstw i nie ma westalek. Ale pieśni poety wciąż żyją. Czytają je nad Tybrem i nad Wisłą, nad Wołgą i nad Missisipi, nad Tamizą i nad Amazonką – wszędzie, gdzie sięga europejska kultura. Albowiem wiotka i nieuchwytna tkanka słów jest trwalsza od spiżu, potężniejsza od mocarstw.”

Horacy

Pieśń I 11

http://i39.tinypic.com/2j0muzd.jpg


Do Leukonoe

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.

A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia,
czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to i… klaruj swe wina.

Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.
Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.

przekład: Henryk Sienkiewicz


Pieśń I 31

Do Apollina

http://i41.tinypic.com/opy148.jpg

O co poeta prosi Apollina
gdy młode wino rozlewa z patery?
O co się modli w ten dzień dedykacji?
O nie o zbiory na żyznej Sardynii

ani o stada mnożące się w żarach
Kalabrii ani nie prosi o złoto
czy kość indyjską czy grunty zwilżane
po cichu nurtem spokojnym Lirysu

Łozy kaleńskie niech nożem okrzesa
kto panem winnic i kubku ze złota
bogaty kupiec niechaj pije wino
dobrze płacone syryjskim towarem

on z łaski nieba Atlantyckie wody
bezkarnie wita trzy razy do roku
albo i cztery

mnie do życia starczą
oliwki lekkie ślazy i cykoria

Synu Latony pozwól mi się cieszyć
tym co jest moje
zdrowiem i nietkniętą
władzą umysłu
pozwól niech się za mną
nie wlecze starość brzydka i bez lutni

Przełożył: Adam Ważyk

mimoza
19-11-2011, 16:21
Doniu - niezwykłe i jakże aktualne są wiersze Horacego. Nie wszystek umarł...
W młodości niechętnie sięgałam po obowiązkowe lektury, dzisiaj czytam
i na nowo odkrywam, a dzięki Tobie znajduję poetyckie perły. :) - Cz

donka
20-11-2011, 00:12
Doniu - niezwykłe i jakże aktualne są wiersze Horacego. Nie wszystek umarł...
W młodości niechętnie sięgałam po obowiązkowe lektury, dzisiaj czytam
i na nowo odkrywam, a dzięki Tobie znajduję poetyckie perły. :) - Cz

Masz rację Czesiu.....w poezji czas stoi.....poeci wszech czasów to samo czują, równie pięknie piszą, różni ich tylko archaiczność języka, ale tematyka od prawieków niezmienna: wojny, miłość, nienawiść, zachwyt pięknem natury, poszukiwanie sensu życia i śmierci.

„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada,
nie przez to kim jest , lecz przez to,
czym dzieli się z innymi”. Jan Paweł II

A Oni dzieląc się swoją poezją nadają blask naszemu życiu /tu kłaniam się również Tobie. /

donka
20-11-2011, 00:27
http://i40.tinypic.com/140f7ys.jpg

Julian Tuwim

Fragment poematu "Kwiaty polskie":


(...) My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziele
Dom polski przypadł. To - ojczyzna.
A inne kraje to hotele.

Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki...
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka.
Kostka do gry, koreczek szklany.
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem "Zakopane".
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje "do niczegoś"
Słowem, wiesz, jaka to szuflada...

A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione...
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj...
Przyda, nie przyda się -- niech leży.

Oszczędzaj graty przy "porządkach"
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną...
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:

Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania
Przetrząsnąć lamus przywiązania
I "niepotrzebne", "nieużyte"
Usunąć. Niech zostanie z tobą.

Zabobon, mówisz? Tak, zabobon...
Ludzie uczeni zwą to - mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.(...)

donka
21-11-2011, 01:12
http://i41.tinypic.com/xdbgg3.jpg
Maciej-Ossian Kozakiewicz



Zbigniew Herbert

U wrót doliny

Po deszczu gwiazd
na łące popiołów
zebrali się wszyscy pod strażą aniołów

z ocalałego wzgórza
można objąć wzrokiem
całe beczące stado dwunogów

naprawdę jest ich niewielu
doliczając nawet tych którzy przyjdą
z kronik bajek i żywotów świętych

ale dość tych rozważań
przenieśmy się wzrokiem
do gardła doliny
z którego dobywa się krzyk

po świście eksplozji
po świście ciszy
ten głos bije jak źródło żywej wody

jest to jak nam wyjaśniają
krzyk matek od których odłączają dzieci
gdyż jak się okazuje
będziemy zbawieni pojedynczo

aniołowie stróże są bezwzględni
i trzeba przyznać mają ciężką robotę

ona prosi
- schowaj mnie w oku
w dłoni w ramionach
zawsze byliśmy razem
nie możesz mnie teraz opuścić
kiedy umarłam i potrzebuję czułości

starszy anioł
z uśmiechem tłumaczy nieporozumienie

staruszka niesie
zwłoki kanarka
(wszystkie zwierzęta umarły trochę wcześniej)
był taki miły - mówi z płaczem
wszystko rozumiał
kiedy powiedziałam -
głos jej ginie wśród ogólnego wrzasku

nawet drwal
którego trudno posądzać o takie rzeczy
stare zgarbione chłopisko
przyciska siekierę do piersi
- całe życie była moja
teraz też będzie moja
żywiła mnie tam
wyżywi tu
nikt nie ma prawa
- powiada -
nie oddam

ci którzy jak się zdaje
bez bólu poddali się rozkazom
idą spuściwszy głowy na znak pojednania
ale w zaciśniętych pięściach chowają
strzępy listów wstążki włosy ucięte
i fotografie
które jak sądzą naiwnie
nie zostaną im odebrane

tak to oni wyglądają
na moment
przed ostatecznym podziałem
na zgrzytających zębami
i śpiewających psalmy

marion
21-11-2011, 02:34
Och,Donko....
myślę , że to szczęście być Poetą.
Umieć to,co my przeczuwamy ,czujemy ,co nas unosi i pożera-nazwać.
Nazwać-to już jakaś ekspresja ,a więc ulga...
My tacy ubodzy.
Dobrze,że chyba rozumiem i popłaczę sobie.
Dziękuję Poetom za to.
A Ty masz niesamowitą intuicję w wyławianiu tych prawdziwych pereł.

(z racji póżnej pory wybacz jeśli moje wywody są nieco... zawiłe i niezbyt :) )

donka
22-11-2011, 00:21
Och,Donko....
myślę , że to szczęście być Poetą.
Umieć to,co my przeczuwamy ,czujemy ,co nas unosi i pożera-nazwać.
Nazwać-to już jakaś ekspresja ,a więc ulga...
My tacy ubodzy.
Dobrze,że chyba rozumiem i popłaczę sobie.
Dziękuję Poetom za to.
A Ty masz niesamowitą intuicję w wyławianiu tych prawdziwych pereł.

(z racji póżnej pory wybacz jeśli moje wywody są nieco... zawiłe i niezbyt :) )

Grażynko - obie prawdopodobnie szukamy tego samego w poezji...... Świadomość, że wielcy wieszcze, sławni poeci też cierpieli.... i to z tych samych powodów co my, też tęsknili, zachwycali się, wątpili, potępiali i jak piszesz potrafili to pięknie nazwać, wyrazić - pozwala łatwiej znosić ból utraty naszych Bliskich.

donka
22-11-2011, 00:32
http://i44.tinypic.com/106bi9f.jpg
Leon Wyczółkowski



Antoni Lange

* * *

Nic tak nie boli jako śmierć marzenia,
W grób składasz serca najdroższe Sezamy,
Które nam życie całunem ocienia,
I już nie mamy ich — i nic nie mamy!

Ból jeden został głuchy a jałowy:
Próżno chcesz śmiechem zobojętnić duszę,
Próżno mądrymi ją biczujesz słowy,
Próżno ją kalasz w szałów zawierusze.

Serce ci pękło, ale jeszcze boli,
A może więcej, niźli gdyby żyło...
Marzenie twoje — w mogił aureoli —
Ściga cię wiecznie żywe za mogiłą.

Tak było piękne jak promienie tęczy,
Tylu kwiatami jego zorza drgała...
I oto w nicość woń ich się rozcieńczy —
Barwy pobladły, tęcza się rozwiała...

A ono przecież jeszcze żyje we mnie —
I wciąż mię ściga i za mną się wlecze.
Piękniejsze było — szepcze mi tajemnie —
Nad wszystkie dzieła człowiecze!

donka
23-11-2011, 00:45
http://i44.tinypic.com/j92hdk.jpg
Jankiel Adler

Władysław Szlengel

Obrachunek z Bogiem

Może to był sen - (chociaż nie)
A może zamroczył mnie trunek
Siedzieliśmy razem Bóg i ja
I robiliśmy rachunek...

Bóg był starszym panem
O spojrzeniu pełnym łaski
Miał siwą długą brodę
I chodził bez opaski...

Kenkarty wprawdzie nie miał
Bo przybył prosto z raju
Lecz miał obywatelstwo
Podobno... - Urugwaju

Wyjąłem dużą księgę
A Pan Bóg Watermana
Otwarłem konto - wiara
I rzekłem... proszę pana
Mam lat trzydzieści dwa
Lat sytych albo biedy
Dotychczas Panie Boże
Otwarty miałem kredyt

Mówiono: módl się
Ja się modliłem
Mówiono: pość - -
pościłem...

Przez ciężkie postu dni
Bez kropli wody w ustach
Dla wielkiej chwały Twej
i urojonych ustaw
W męczących smugach świec
W tumulcie izb bóźniczych
Modliłem się byś mógł
uczynki moje zliczyć

Mówiono mi "nie kradnij"
nie kradłem
Mówiono: nie jedz świniny...
(lubię) - nie jadłem

Mówiono: Bóg tak chce...
Mówiono: Boża Droga
Mówiono: nie cudzołóż...
Wstrzymałem się... dla Boga

Mówiono nie zabijaj! nie zabijałem
Nie miej Boga nade mną - nie miałem...
Są różne miłe święta
Są różne trudne święta
Po dziesięć razy na rok
Kazano mi pamiętać

Kazano siedzieć w kuczce
Pić gorzkie, jadać macę...
Pokuty różne czynić
i zaniedbywać pracę

Rzemieniem ściskałem ręce
Księgi zżerałem nocą
i umartwiałem ciało
Przepraszam, pytam - po co?

Mówiłem: Bóg pomoże
Mówiłem: Bóg ocali
Wierzyłem: Pan Bóg ze mną
Mówiłem: i tak dalej...

Spójrz no, popatrz w księgę
Rzecz jasna, oczywista
Patrz! karta Twoich zasług
w stosunku do mnie - czysta...

Biją mnie w twarz
- Nie uciekam
Jak zwierz tropiony z nory w norę
Czekam... a Ty nic...

Głodno mi chłodno i tęskno
Droga wciąż dziksza, daleka
Pusto - wokoło, martwo
Nie płaczę... - czekam...

Na wiatr więc wyrzucone
Błagania posty lament
i sto tysięcy modlitw
i pół miliona "Amen"...

Co Ty mi dajesz dziś
Za wszystkie me uczynki
Ten blok...
Tę blaszkę... plac -
Te bony - czy Treblinki?
Czy jeszcze czekasz bym
Pojutrze jak testament
Pod pruski idąc gaz
Powiedział jeszcze "Amen"?

No mów coś, proszę mów -
Rachunek wyjm z ukrycia
Otwarte ksiegi - patrz! -
Wspólniku mego życia...

Ten miły starszy pan,
z którym przy stole piłem
Ołówek wziął do ręki i rzekł...
i tu się przebudziłem

Czy to był zwykły sen? -
Czy też mnie zmorzył trunek? -
Lecz do dziś nie wiem jak
się skończył obrachunek

" Wołanie w nocy"
Wiersze lipiec - wrzesień 1942


http://i41.tinypic.com/2hovbcz.jpg Autor Władysław Szlengel urodził się w roku 1914 na Woli w Warszawie w rodzinie żydowskiego artysty malarza.
Wykształcony w warszawskiej Szkole Kupieckiej, od roku 1937 publikował w warszawskich pismach wiersze oraz pisał teksty do kabaretów. W 1939 roku brał udział w obronie Warszawy.
W 1940 roku znalazł się w Getcie Warszawskim, brał czynny udział w Powstaniu Getta, zginął w kwietniu 1943 w w bunkrze Szymona Kaca na Świętojerskiej 36.
Jego poezje pisane w Getcie to dokumenty utrwalające tragiczną zagładę Żydów Getta, ocalające cząstkę pamięci o zgładzonych i umierających. Uchodzi za największego i najtragiczniejszego żydowskiego poetę Zagłady piszącego po polsku. Utrwalił najokrutniejsze, ostateczne doświadczenie - życie i umieranie Getta.
Utwory Szlengla, aczkolwiek nie wszystkie, ocalały w rozmaity sposób, na luźnych kartkach. Niektóre znalazł przypadkowo po latach Ryszard Baranowski w Józefowie pod Warszawą, rąbiąc podwójny blat pożydowskiego stołu.

donka
23-11-2011, 23:12
W poście nr.203 napisałam, że jeszcze nieraz wrócę do pięknej poezji Stanisława Balińskiego......w jego wierszach rzeczywistość nie posiada ograniczeń czasu i przestrzeni.



http://i42.tinypic.com/5scud.jpg


Nawoływania

- Poczekaj!...

Ta gałąź kwitnąca
I tak cię nie uśpi, nie uśni,
A woda odpływająca
I tak cię minie, przepłynie...
Zatrzymasz się kiedyś bez tchu
Po tamtej stronie młodości,
Po tamtej stronie snu,
I będziesz wołał z daleka,
Jak ja dziś wołam do ciebie:

- Poczekaj...


I to jest treść całej ballady:
- Dwa nasze zgubione echa,
Dwa echa bez żadnej pomocy
Zgubione wśród podróżnych nocy,
Nawołujące z daleka:

- Poczekaj...czy słyszysz...poczekaj!

Malwina
24-11-2011, 00:01
Nic tak nie boli jako śmierć marzenia,.......taaak.....

wzruszająco-genialny "Obrachunek z Bogiem'.....w trakcie czytania poczułam wielką chęc przeczytania tego na głos z odpowiednią interpretacją,ale nie mogłąm, bo warunki nie te...wydrukuję i przeczytam głosno jak bęzdie mnie cisza słyszała.....no i te "Nawoływania ' ...niesamowite.....
tyle razy Ci juz mówiłam, o Twojej wybitnej, podkreślam wybitnej intuicji wybiórczej dot wierszy, dobrze,że inni widzą też tak... jak napisała Marion...

donka
24-11-2011, 23:59
http://i40.tinypic.com/2nquvfb.jpg
David – Alfaro Siqueiros


Konstandinos Kawafis

Czekając na barbarzyńców


Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.

Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.

Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.

donka
25-11-2011, 22:59
http://i44.tinypic.com/2nge7f4.jpg
Giovanni Baldini


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Przekwitła tancerka

ta pani wciąż jeszcze tańczy
wesoła jak młoda dziewczyna
lecz jest już w piękności swojej
nietrwała jak lichy jedwab
może barwy utracić na słońcu
może skurczyć się jak etamina
a wówczas powieszą ją w szafie
pośród rzeczy o które nikt nie dba

jest ona już tylko na oko
kto ją szarpie ten ją rozedrze na zawsze
ostrożnie z nią młodzi tancerze
bo pęknie w tysiące zmarszczek

( o młodości wytrwała i dumna
o skóry jak angielskie zamsze
o twarze szerokie i twarde jak tarcze )

miedzy dancingiem a sercem jej starem
jest most w pasy złote i szare
jakie tam myśli się snują
jaka mądrość tam przejeżdża groźna

lecz o tym się ludziom nie mówi
bo słuchają patrząc na zegarek
a przed tym jednym co być może słuchał
musi milczeć tancerka nietrwała i trwożna

donka
27-11-2011, 01:15
http://i43.tinypic.com/2dlpset.jpg
Claude Monet


Amy Lowell


Ogród w świetle księżyca

/ tłum. Julia Hartwig /


Czarny kot pośród róż.
Floksy i mgła bzów pod pierwszą księżycową kwadrą.
Słodki zapach heliotropu i nocnej lewkonii.
Ogród cichy,
Oblany poświatą,
Przesycony aromatem,
Śni sny ciągnione z opium zmiętych maków.

Ognie świetlików błyskają i gasną,
W górze są złotymi pąkami blasku,
W dole to wdzięczne obuwiki.
Drżenie księżyca na liściach i szpalerze.
Tylko główki storczyków patrzą rozbudzone.
Tylko kot skradający się wśród róż
Potrąca gałązkę i zakłóca szachownicę ścieżki,
Jak spadający liść zakłóca powierzchnię wody.

Wtedy ty przychodzisz.
Spokojny jak ogród
I piękny jak milczące iskry świetlików.

Ukochany, czy widzisz te pomarańczowe lilie?
Znały moją matkę.
Kogo z moich bliskich będą oglądać
Kiedy mnie już nie będzie?

donka
27-11-2011, 23:46
http://i39.tinypic.com/2h2eale.jpg


Wisława Szymborska

Przytułek

Jabłońska, tej to dobrze, ze wszystkim się godzi,
a jeszcze niby księżna między nami chodzi.
Jeszcze wiąże chusteczki i kręci fryzury –
że trzech synów ma w niebie, to nuż wyjrzy który.

„Gdyby wojnę przeżyli, to bym tu nie była.
Na zimę do jednego, latem do drugiego.”
Tak sobie wymyśliła.
Taka pewna tego.

I jeszcze kiwa nad nami tą głową,
i pyta o te nasze niezabite dzieci,
bo ją,
„to by na święta zaprosił ten trzeci”.

Pewnie by jeszcze zjechał złocistą karocą
zaprzężoną, a jakże, w białe gołębice,
żeby wszyscy widzieli
i nie zapomnieli.

Aż się czasem uśmieje sama panna Mania,
panna Mania do pielęgnowania,
litość nad nami na stałym etacie
z prawem do wczasów i wolnej niedzieli.



Jan Twardowski

Starzy ludzie

Nie lubią proszków
przy aspirynie się krzywią
czekają na miłość dobroć
powrót ojca i matki

tak jak w dzieciństwie
wszystkiemu się dziwią
cieszą się gwiazdką choinką
zimą tęsknią do wiosny

Starzy – to dzieci które za szybko urosły






Z blogu w necie: "Norma w Normie"

http://norma.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?10,2009

http://i39.tinypic.com/azihkg.jpg


(…) Moja Mama, od trzech lat wdowa, właściwie chyba staruszka, tak przynajmniej wynikałoby z jej metryki, ma ostatnio tendencję do wygłaszania sądów ostatecznych. Całkiem niedawno zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że największą niesprawiedliwością na świecie jest to, że małżeństwa nie umierają razem, bo w późnym wieku trudno jest się nauczyć samotnego życia.

(…)Wiesz córciu, powiedziała dzisiaj Moja Mama, im dłużej jestem sama tym bardziej sobie myślę, że jak jest się starym, to nawet najgorszy mąż może dać Ci więcej niż najlepsze dziecko. Dlaczego tak myślisz, Mamo? - zapytałam. Bo tylko z mężem buduje się MY, dziecko to odrębne istnienie, musi swoje MY budować - odpowiedziała spokojnie.

marion
28-11-2011, 00:25
"I Pewnie by jeszcze zjechał złocistą karocą
zaprzężoną, a jakże, w białe gołębice,
żeby wszyscy widzieli
i nie zapomnieli"





Aldonko , to już właściwie rytuał.
Dzień jakoś tam mija a ja
czekam na póżny wieczór , na przekaz od Ciebie.
Taki tylko wyjątkowo mój czas na wzruszenia ,na zebranie myśli w garść,ułożenie ich.
To dobry sposób -mądry :)
Nie uciekać ,nie zabijać myśli ,tylko rozważać...

Genialna w swej prostocie, zacytowana przez Ciebie z bloga , myśl MATKI ...
Oj,dałaś mi do myślenia...

donka
28-11-2011, 23:11
Grażynko i Malwinko - - zawstydzacie mnie. Wspólne czytanie poezji to przeżywanie jej piękna w dwójnasób. Dziękuję, że się tu na chwilę zatrzymujecie..

donka
28-11-2011, 23:36
Oto wyłoniła się z piany,
Najwznioślejsza, najpowabniejsza bogini.
Wonne zioła wyrastają u delikatnych stóp
tej, która wyśliznęła się z piany.
Bogowie i ludzie nazwali ją Afrodytą,
tą która karmiła się pianą.
(Homer)

http://i44.tinypic.com/6iv0w9.jpg
Alexandre Cabane



Bosko piękna Afrodyta w mitologii greckiej bogini miłości, piękna, , kwiatów, pożądania i płodności.
Najbardziej urodziwa z bogiń antycznych mitów, nie była jednak boginią miłości romantycznej i wysublimowanej, lecz miłości cielesnej i zmysłowej.



Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Narodziny Afrodyty


Złocisty to był dzień. Błękitne zadumanie
objęło cały świat. Na modrym oceanie
słoneczny zasnął blask. Na ziemi i na niebie
cisza zdawała się wsłuchiwać sama w siebie.

Omdlewał w okrąg świat od światła i gorąca,
różany płonął kwiat, srebrniała lilia drżąca,
nad cichą, modrą toń nieskończonego morza
płynęła kwiatów woń, jak lutni dźwięk, w przestworza.

Wtem - jakby zwiewny rój motyli skrzydłem drżącem
potrącił śpiący blask i śpiącą głąb pod słońcem:

zadrgała senność sfer i kwiaty zaszeptały,
niepokój jakiś świat ogarnął nagle cały,
oczekiwanie - - cud jakiś się dziwny iści - -

z błękitno-złotych wód, z zielono-złotych liści
dźwięczący wybiegł szmer, lękliwy i radosny,
zadrgała senność sfer, jak w narodziny wiosny.

I ze srebrzystych pian, co w słońcu nieruchomie
w tęczach świetlanych skier leżą na wód ogromie,
wśród blasku, ciepła, mgieł złocistych, z wód kryształu
nagi niewieści kształt wynurza się pomału - -

zdumienie zdjęło świat: przejrzyste milkną sfery,
drżeć przestał róży kwiat, liliowe ścichły szmery,
jakby zaklęta woń stanęła skrysztalona,
i w zadziwieniu w toń spojrzała nieb opona.

A ze srebrzystych pian Afrodis wyszła biała
i naprzód słońcu swój promienny uśmiech słała,

potem przez modrą głąb powoli szła ku ziemi,
znacząc swej drogi ślad kroplami świetlistemi,

i boski uśmiech śle niebiosom, lądom, wodzie,
a świat dziwował się przecudnej jej urodzie,
blask ją osuszać biegł, woń obcierała z rosy,
u nóg jej śnieżnych legł ocean modrowłosy.

A ona w słońcu swe suszyła ciało białe,
zefiry pieszczą ją z rozkoszy oszalałe,
ślizgają się od stóp po nogach jej do łona,
całują piersi jej i szyję, i ramiona,
spijają perły pian z jej zagięć i lubieżne,
w lotny okrążą tan jej uda smukłe, śnieżne,
z wolna się suną wzdłuż jej pełnych biódr, a potem
ku ustom z wonią róż wzlatują nagłym wzlotem.

Muskają włosy jej złociste, miękkie, śliczne,
złocisty szafir ócz owieją balsamiczne
i omdlewając już do stóp jej kornie padną...

A ona rękę swą podniosła światowładną
i naga stała tam, a dziwna jej potęga
aż do Hadesu bram nieprzekroczonych sięga

i zadrżał wszechświat w krąg, bo z morskich głębokości
sprawczyni wyszła mąk najsroższych dla ludzkości.

donka
29-11-2011, 23:40
http://i43.tinypic.com/egy0w5.jpg


„Chciano za szczęściem rozpisać listy gończe, ale nikt nie umiał podać rysopisu.”- / Wiesław Brudziński /



Elżbieta Zechenter - Spławińska

Szczęście

Są kłopoty z ustaleniem jego tożsamości,
nie wiadomo, że jest, gdy jest.
Dopiero we wspomnieniach
daje się badać i rozumieć.


Mówi; tak, to ja,
pamiętam tę bystrą rzekę,
psa, niosącego dumnie gałąź
trzy osoby idące drogą - trzy pokolenia

nikt z was nie zwracał na mnie uwagi,


Czasem pozwala się rozpoznać
rozdaje wizytówki —
potem wystawia nam słony rachunek
łez.




Maria Pawlikowska – Jasnorzewska


Zwodnicza przeszłość


Przeszłość moja... Wyraźnie, jak w stereoskopie,
Staje mi przed oczami.
Piękna! Raj bez mała!
Na klęczkach myśl zanurzam w tych kurzach, w tych miałach...

To było szczęście,
o czym nie wiedząc, cierpiałam....

marion
30-11-2011, 01:10
No tak , Donko,znowu wzruszenie ...
Nawet nie śmiem się wypowiedzieć.
Bo to taka PRAWDA najprawdziwsza.
Przeczuwa się ją ,niby wie ...
ale uderza w nas słowami poetów.

mimoza
30-11-2011, 06:40
Doniu za chwile wzruszeń z serca dziękuję.
na dzisiaj więcej nie potrafię napisać, ale wiedz
że kiedy chcę - potrzebuję kontaktu z poezją,
przychodzę do Ciebie, siadam cichutko i czytam,
i chłonę, i ... - Cz

donka
01-12-2011, 00:20
Czesiu - szukasz poezji, a nosisz ją w sobie, Twoje odwiedziny na tym wątku zawsze więc witam z wielką radością i atencją.

donka
01-12-2011, 01:10
Grażynko moja wierna czytelniczko - dziękuję.......wieczorne chwile obcowania z poezją też jak Tobie są mi bardzo potrzebne. Jest taki piękny wiersz poety japońskiego właśnie o zmroku, który ucisza i uspokaja. Pozwolę go sobie przytoczyć:


Horiguchi Daigaku
( z poezji japońskiej )

http://i44.tinypic.com/w9b7dl.jpg

Czas zmroku

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Nie jest to zależne od pory roku.
Z nastaniem zimy usiąść przy kominku,
w lecie – w cieniu wielkiego drzewa:
to jest zawsze pełne tajemniczego uroku,
to zawsze oczarowuje ludzkie serca.
Zmrok, jakby wiedział,
że ludzkie serce
najczęściej
uwielbia ciszę i spokój,
więc mówi cicho, szepcze delikatnie.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Dla ludzi tchnących młodością
to pora wypełniona pieszczotą,
to pora przepojona słodyczą,
to pora podsycająca nadzieję,
a dla ludzi wyzbytych marzeń młodości,
gdyż je już utracili,
to pora słodkich wspomnień,
pora upajania się dawno przeżytymi snami,
ale też jest to pora miłego aromatu ich przeszłości,
której nie zdołali zapomnieć,
choć dziś w ich sercach wywołuje już tylko ból.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

Skąd bierze się ta melancholia zmroku?
Nikt tego nie wie!
(Haa! Czy ktoś spośród ludzi w ogóle cokolwiek wie?)
A zmrok gęstnieje w miarę pogłębiania się nocy
i prowadzi człowieka do coraz śmielszych marzeń i iluzji.

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

O zmroku
natura jakby zachęcała człowieka do spoczynku.
Wiatr łagodnieje,
milkną wszystkie odgłosy,
człowiek czuje się tak, jakby słuchał oddechu kwiatów,
nawet źdźbła traw dotąd kołysane wiatrem
nieruchomieją w jednej chwili,
a ptaszki chowają główki między skrzydła....

Czas zmroku to dobry czas.
Bezgranicznie słodki czas.

marion
01-12-2011, 02:12
Aldonko,to ja dziękuję.
Jest tak,że Ty i teraz wciąż mnie prowadzisz...

donka
01-12-2011, 23:00
http://i42.tinypic.com/67p7r8.jpg


Tomasz Jastrun

Lekcja religii
z księdzem Twardowskim

Mówił o Matce Boskiej
łagodnie tak bardzo łagodnie
Jakby była płochliwą sarną

Zamknięty w czarnej sutannie
Patrzył na mnie z góry
A ja mnożyłem swoje siedem lat
Przez dziesięć wątpliwości

Teraz mam o kilkadziesiąt lat więcej
I odpowiednio więcej wątpliwości
Można by z nich już niemal
Zbudować bezbożny kościół

Lecz od tamtego czasu
Przychodzi do mnie często
Płochliwa sarna
Spogląda łagodnie
I wątpi we mnie

donka
02-12-2011, 23:36
http://i41.tinypic.com/2gsr9mv.jpg



Andrzej Waligórski

List do żony

Kochanie, ty po lasach brodzisz
A tu z kiciusiem twoim klapa,
Twój kiciuś nie ma już w czym chodzić,
Zużył bielizny cały zapas,

Całkiem dziurawe ma skarpetki,
Boso kuśtyka po ogródku,
Patrzy na dalie i nagietki
A serce żre mu robak smutku.

Ty sobie bawisz na Marienbadach
W Sobótkach, względnie w Obornikach,
I nie wiesz co twój kiciuś jada,
Jakie paskudztwa czasem łyka,
Jak mu nie służy kalarepka
Jakie mu brzuszek robi harce
Gdy je spleśniałe skórki z chlebka,
Coś zostawiła je w spiżarce,

Czasami kiciuś w łóżku leży
Gorzko przeklina swoją dolę
Patrząc na brudny stos talerzy
Wyrastający wzwyż na stole,

Popatrzy, pośpi i popłacze,
Zabeczy jak zabłąkana owca:
- O miła, kiedy cię zobaczę?

Wróć z tej Ostendy czy z Wągrowca!
Zjaw się, zaceruj dziury w spodniach,

Spraw by znów wszystko zajaśniało,
Nie zdradzam cię już od tygodnia
Zupełnie mi się odechciało,

Karty nie bawią mnie i goście,
Inne rozkosze teraz wolę -
Ot, chciałbym sobie przewlec pościel,
Raz spróbowałem. Nie wydolę.

Kochanie moje, wróć z Lidzbarku,
Porzuć Hawaje, Dardanele,
Możesz mi dać po karku,
Lecz weź mnie znów pod kuratelę!!!
Przyjedź, pocałuj czółko łyse,
Zrób obiad, spodniom przywróć kancik....

Kiciuś już nie chce być tygrysem.
...chce być kiciusiem swojej panci...!!!

donka
03-12-2011, 23:33
Przyjedź, pocałuj czółko łyse,
Zrób obiad, spodniom przywróć kancik....

Kiciuś już nie chce być tygrysem.
...chce być kiciusiem swojej panci...!!!




http://i39.tinypic.com/8wgn4k.jpg
Tamara Łempicka


Wojciech Młynarski

Dwanaście godzin z życia kobiety


Wstałam o siódmej rano i
już jest siódma wieczorem

książkę niedoczytaną
z trudem do ręki biorę,
stron mi zostało niewiele,
lecz chyba czytać nie będę
przede mną jak na apelu
stanęło długim rzędem:

Dwanaście skulonych i drobnych godzin z życia kobiety,
tak bardzo do siebie podobnych, straszliwie podobnych niestety
ta pierwsza półsenna, co zaspać się boi,
ta druga kuchenna, co chleb rano kroi,
ta trzecia spóźniona, co mlekiem się parzy,

ta czwarta, zmęczona, o snu chwilce marzy,

ta piąta, co wzdycha – pół czarnej zaparzcie,
stanęło przede mną dwanaście, dwanaście
Dwanaście zgonionych, zdyszanych godzin z życia kobiety,

podobnych do siebie, siostrzanych, straszliwie siostrzanych
niestety,
ta szósta, ta szósta tak długa, tak nudna

ze zmarszczką przy ustach ta siódma,
ta siódma

i jeszcze ta ósma, dziewiąta, dziesiąta
co goni po sklepach, po domu się krząta
i ta jedenasta z dwunastą co sobie
po cichu powtarza – jak ja się wyrobię?
Jak ja się wyrobię? Jak ja się wyrobię? Jak ja się wyrobię?

I wtedy znad gazety

słyszę twój szept liryczny –
kochanie ty jesteś niestety

coraz mniej romantyczna…

Ach, jakie szczęście, że nie wiesz
mój ty Romeo uroczy,
jak w takiej chwili na ciebie
wytrzeszcza szare oczy

Dwanaście skulonych i drobnych godzin z życia kobiety,
tak bardzo do siebie podobnych, straszliwie podobnych niestety

ta pierwsza półsenna, co zaspać się boi,
ta druga kuchenna, co chleb rano kroi,
ta trzecia spóźniona, co mlekiem się parzy,
ta czwarta, zmęczona, o snu chwilce marzy,

ta piąta, co wzdycha – pół czarnej zaparzcie

wytrzeszcza na ciebie swe oczy dwanaście

Dwanaście zgonionych, zdyszanych godzin z życia kobiety,

podobnych do siebie, siostrzanych, straszliwie siostrzanych
niestety,
ta szósta, ta szósta tak długa, tak nudna
ze zmarszczką przy ustach ta siódma, ta siódma

i jeszcze ta ósma, dziewiąta, dziesiąta
co goni po sklepach, po domu się krząta
i jeszcze dwie tylko, a każda z nich mruga
jak gdyby mówiła – ten pan nam się udał
ten pan nam się udał, ten pan nam się udał, ten pan nam się udał…

I dojrzyj, jeśli mnie kochasz
Romeo, godzien litości,
że jest, ciągle jest miejsca trochę
na małą chwilę czułości
w dwunastu zgonionych i drobnych

niewartych pióra poety
straszliwie do siebie podobnych
godzinach z życia kobiety…

donka
04-12-2011, 23:41
http://i39.tinypic.com/m3hmu.jpg
Jan Brueghel – Adam i Ewa w raju



Z "Księgi Rodzaju" / tłumaczenie z hebrajskiego Romana Brandstaettera./

I rzekł Bóg:
"Uczyńmy ludzi na nasz obraz,
Według naszego podobieństwa,
I niechaj panują nad rybami morskimi,
I nad ptactwem żyjącym pod niebem
I nad zwierzętami,
I nad całą ziemią,
I nad wszelkim płazem
Pełzającym po ziemi".

I stworzył Bóg człowieka
Na swój obraz,
Na obraz Boży,
Stworzył go,
Stworzył mężczyznę i niewiastę.
I błogosławił im Bóg
I rzekł do nich Bóg:
"Rośnijcie, rozmnażajcie się
I napełniajcie ziemię
I ujarzmiajcie ją
I panujcie nad rybami morskimi
I nad ptactwem, żyjącym pod niebem,
I nad wszelkim zwierzęciem,
Które się porusza na ziemi".

I rzekł Bóg:
"Dałem wam wszelkie rośliny,
Rodzące nasienie na ziemi,
I wszelkie drzewa wydające owoce,
Które mają w sobie nasienie,
Aby wam były pokarmem.
A wszystkim zwierzętom na ziemi
I wszystkiemu ptactwu żyjącemu pod niebem,
I wszystkiemu, co się porusza na ziemi
I ma w sobie życie,
Daję wszelką trawę zieloną za pokarm".
I tak się stało.

I spojrzał Bóg na wszystko co uczynił,
I zobaczył, że było bardzo dobre.
I nastał wieczór i nastał poranek
Dnia szóstego.

I tak ukończone zostały niebiosa i ziemia
I wszystkie ich zastępy.
I ukończył Bóg w szóstym dniu
Dzieło, którego dokonał,
I spoczął w dniu siódmym
Od wszelkiego dzieła, którego dokonał.

I pobłogosławił Bóg siódmemu dniowi
I uświęcił go, albowiem w tym dniu
Przestał Bóg czynić wszelkie dzieło,
Które stworzył.

Oto są dzieje stworzenia nieba i ziemi.







http://i41.tinypic.com/28uprms.jpg
Zdzisław Beksiński



Czesław Miłosz

Ogrodnik

(…..)„Wszyscy więc ciałem i w sprawach naszych podlegamy diabłu i gościmy na świecie, którego on jest panem i bogiem. „(….) /Martin Luther, Komentarz do Galatów, rozdział 3/


Adam i Ewa nie na to zostali stworzeni,
Żeby kłaniać się księciu i władcy tej ziemi.

Inna, słoneczna ziemia poza czasem trwała.
Im obojgu na wieczną szczęśliwość oddana.

Siwobrody ogrodnik drzew na niej doglądał,
Chociaż świat nie stał w blasku, tak jak tego żądał.

Na dni i wieki patrzył niby przez lunetę
Na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte,

Które z winy poznania obrócić się miało
W nienasycenie duszy i rańliwe ciało.

Ostrzegł ich, ale wiedział, że to nie pomoże,
Bo już byli gotowi i tak jakby w drodze.

Niewidoczny w listowiu, dumał, zasmucony,
Widział ognie i mosty, okręty i domy,

Samolot w nocnym niebie migający iskrą.
Łoża z baldachimami i pobojowisko.

O biedne moje dzieci, więc tak się wam śpieszy
Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy?

Do zamykania bioder w majtki, krynoliny,
Do odkrywania ciągów skutku i przyczyny?

Oto zbliża się wróg mój i zaraz wam powie:
Spróbujcie, a staniecie się jako bogowie.

Lokaje samolubnej miłości i zbrodni,
I zaiste bogowie, tylko że ułomni.

Nieszczęsne moje dzieci, jaka długa droga,
Nim zrujnowany ogród zakwitnie od nowa,

I lipową aleją wrócicie przed ganek,
Gdzie na rabatkach pachną szałwia i tymianek.

I czy było konieczne nurzać się w otchłani,
Systemata układać, zamiast mieszkać w baśni,

Nad którą nieustanna jest moja opieka?
Bo prawdę mówi Pismo, że mam twarz człowieka.

donka
06-12-2011, 00:11
http://i43.tinypic.com/2hibf42.jpg
Jolanta Wiślińska



Zbigniew Herbert

Pan od przyrody

Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy

stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
zloty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat

on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą
gwałtownie się kurczy

on nas wprowadził
przez zloty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka

on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz

z jego namowy
w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło

w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii

jeśli poszedł do nieba -

może chodzi teraz
na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zielona skrzynką
wesoło dyndającą z tyłu

ale jeśli nie poszedł do góry -

kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się ;
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
- dzień dobry panie profesorze

pozwoli pan że mu pomogę -

przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści

nutaDo
06-12-2011, 22:02
Doniu - dziękuję

donka
06-12-2011, 23:05
NutaDo
cieszy mnie, że bywasz tu i czytasz. Też dziękuję.

donka
06-12-2011, 23:11
http://i39.tinypic.com/25k0vgo.jpg


Poniedzielski Andrzej


*** (Chodzi o to)


Chodzi mi o to, by język
a niechby i „giętki“
Nie mówił, tak – „wszystkiego“
„co pomyśli głowa“

I jeszcze, by ów język
- był nie nazbyt „prędki“
By – pauzy, ciszy
Myślom – nie żałował

I wyczuwam w sobie
taki instynkt – stadny
Skłonność taką, ale
nie, że zaraz – wilczą

Ot,
należeć chciałbym tylko,
do tych, którzy
bywa – Nie mają
nic do powiedzenia

A mimo to – milczą

donka
07-12-2011, 23:50
Ann Bradstreet - amerykańska poetka czasów kolonialnych XVII wieku.
Jej ojciec i mąż byli gubernatorami jednej z kolonii. Była bardzo szczęśliwą mężatką.
Uważała, że dostała jakiś niespodziewany dar od losu, na który nie zasłużyła.

http://i42.tinypic.com/jt5f0g.jpg


Dotąd dwoje
choć jeszcze nie jedno.
Odtąd jedno
choć nadal dwoje." Karol Wojtyła


Do mego drogiego i kochającego męża

Jeśli gdzie była jedność z dwojga utworzona,
Jeśli kiedy kochała męża swego żona,
Jeśli miłość ta była jej odwzajemnioną —
Myśmy byli tym dwojgiem, tym mężem, tą żoną.

Droższa mi twoja miłość niż kopalnie złota
Albo skarby, które nam Wschód przed oczy miota.
Pragnę cię tak, iż wody rzek mnie nie napoją:
Ugasisz to pragnienie ty — miłością swoją.

Taką miłość odpłacić — zadanie nad siły;
Modlę się, by niebiosa cię choć nagrodziły.
Przeto, póki żyjemy, bądźmy tacy stali

W miłości, byśmy w niej i po śmierci przetrwali.

Przełożył
Stanisław Barańczak


"Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie."
A. Bekannte

donka
09-12-2011, 00:35
http://i43.tinypic.com/33jtpvo.jpg
Paul Gustave Dore.


Anna Kamieńska

SKĄD PRZYCHODZĄ UMARLI DO SNÓW....

Skąd przychodzą umarli do snów ludzi?
Rozsuwają ściany czasu,
Zjawiają się prawdziwi i czuli.
Pytają się z ogromnym zdumieniem:
Nie boicie się nas?

Gdzie przebywają wówczas, gdy nikt ich nie wspomina?
Gdy twarze ich zaczynają blaknąć
I myśl nasza nie tak łatwo przywołuje
Postać ich schyloną?

Którędy wiedzie droga umarłych do snów ludzi?
Z grobów znowu wyciągają ku nam ich ręce
Rzeczywiste i żywe.
Pragną naszych objęć i uścisków,
Jakby w nich ożywali na nowo.
I poprzez oczy nasze omglone snem
Szukają gwiazdy -
Tej jednej, która była gwiazdą ich życia.

Ostygło powietrze po ich oddechu,
Odebrzmiała fala głosu,
Ciało oddaje się ziemi solą, żelazem i wapnem.
Lecz żyją dłużej pod sennymi powiekami bliskich.
Stąd sięgają znowu do spraw życia,
Do drzwi, które tylekroć mijali,

Do stołów znaczonych odciskami ich dłoni,
Do strzępów mowy, do obrazów,
Które osadzają się w pamięci ludzkiej długo,
Jak muł skalny w głębokim dnie oceanu.

marion
09-12-2011, 01:29
Piękne ,wzruszające...
Dziękuję Donko

donka
10-12-2011, 00:00
http://i43.tinypic.com/4j45f9.jpg


Śliwiak Tadeusz

Dziewiąta wieczorem

Ojciec
zawsze o dziewiątej wieczorem
wyjmował z kieszonki srebrny zegarek
i mówił:
O, już późno

teraz ja noszę ojcowski zegarek
i wyjmując go o dziewiątej wieczorem
mówię:
E, jeszcze wcześnie

Ale któregoś wieczora
patrząc na zegarek
zauważyłem
że nie ja
ale mój ojciec miał rację
okazało się
że zegarki nie tylko wskazują godzinę
ale i pokorę

donka
11-12-2011, 00:12
http://i43.tinypic.com/mrz8d5.jpg
Olbiński Rafał


Elżbieta Zechenter-Spławińska

Nosić na rękach

My, bezsenne księżniczki
na ziarenkach grochu
z państwa, gdzie nikt na serio
nie liczył się z czasem

układałyśmy listy życzeń do spełnienia,
które odgadnąć mieli królewicze z bajek
gotowi w każdej chwili
nosić nas na rękach.

Lecz zanim czas przesypie
ostatnie ziarenka
nim wyschną prawie całkiem
treści naszych marzeń
gdy zapomnimy tamtą bajkę Andersena
zaczniemy życzyć sobie zdrowia zamiast szczęścia

i oby nas nie musiał nikt
nosić na rękach -

marion
11-12-2011, 00:36
Tej poetki nie znałam...
Do każdego ze słów Jej wiersza -nic dodać ,nic ująć....
kwintesencja
No i ....
utożsamić się na chwilę z księżniczką to przyjemność... ;)

Malwina
11-12-2011, 11:39
"Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć
wziąć tę miłość w ręce
i przenieść ją przez całe życie."
A. Bekannte

Ten cytat parę lat temu wisiał nad stołem weselnym naszych przyjaciół syna....tak bardzo mi się spodobał ze go przepisałam i mam w notatniku..TY mi go znów podałas i to jeszcze z autorem....

Młodzi w tym najpiękniejszym swoim dniu ten cytat chyba pieknie rozumieją, nie dopuszczaja innego..no tylko potem...czesto "zaczynaja się schody".......