PDA

View Full Version : Penia ycia na emeryturze - komentarze


Strony : [1] 2

Basia.
02-06-2007, 15:38
Komentarz do artykułu: Pełnia życia na emeryturze (http://www.senior.pl/147,0,Pelnia-zycia-na-emeryturze,2340.html)
--------------------
Emerytura to nareszcie wolność i niezalezność. Można wreszcie poświęcic swój czas na robienie tego na co przedtem nie mieliśmy czasu. Można a nawet trzeba oddawać się swoim pasjom.

Sunshine
02-06-2007, 16:30
Trudno nazwać pełnią życia czas na emeryturze.Dla mnie ten czas był gdzieś ok.40-tki.Teraz wiadomo ograniczenia zdrowotne nie pozwalają żyć w pełni/chociaż akurat ja mam szczęście być jeszcze w niezłej kondycji fiz.ale to też zależy od dnia,pogody itp.Jeszcze pracuję żeby nie musieć bardzo ograniczać się finansowo ale jak będzie gdy przestanę?Przykre to ale nie możemy porównywać się do emerytów z krajów zach.Ich standard życia jest zupełnie inny.
Oczywiście że my też różnimy się od emerytów jakimi byli nasi rodzice,mamy większe mozliwości pod wieloma wzg./internet,telewizja,komórki itd/żyjemy inaczej chociaż nie wszyscy,wystarczy obejrzeć się za ludżmi w naszym wieku na ulicy,ilu z nas naprawdę korzysta z dobrodziejstw cywilizacyjnych,które w duzym stopniu są zależne od statusu materialnego.

jolita
02-06-2007, 17:19
Nigdy w życiu nie nudziłam się zwłaszcza, że zakładam iż nudzić się można w nieciekawym towarzystwie ( tego unikam) a nigdy samej...Obecnie przeraża mnię tylko okropnie szybko uciekające godziny, dni, lata...Może to za sprawą mojego od niedawna przyjaciela im.Laptuś, ale jeśli sklerotyczna pamięć nie myli mnię - wcześniej, już na emeryturze - też tak było...
Drzewiej był czas na pracę, spotkanie z Przyjaciółmi, grę w karty, obejrzenie tv, rozwiązanie krzyżówki, poczytanie, a teraz - oprócz przygotowania 3 posiłków i sporadycznych zakupów pozostaje mi czas tylko dla Lapta. Wydaje mi się, że natura przyspieszyła zegary...

Basia.
02-06-2007, 18:01
Trudno nazwać pełnią życia czas na emeryturze.Dla mnie ten czas był gdzieś ok.40-tki.Teraz wiadomo ograniczenia zdrowotne nie pozwalają żyć w pełni/chociaż akurat ja mam szczęście być jeszcze w niezłej kondycji fiz.ale to też zależy od dnia,pogody itp.Jeszcze pracuję żeby nie musieć bardzo ograniczać się finansowo ale jak będzie gdy przestanę?Przykre to ale nie możemy porównywać się do emerytów z krajów zach.Ich standard życia jest zupełnie inny.
Oczywiście że my też różnimy się od emerytów jakimi byli nasi rodzice,mamy większe mozliwości pod wieloma wzg./internet,telewizja,komórki itd/żyjemy inaczej chociaż nie wszyscy,wystarczy obejrzeć się za ludżmi w naszym wieku na ulicy,ilu z nas naprawdę korzysta z dobrodziejstw cywilizacyjnych,które w duzym stopniu są zależne od statusu materialnego.
Oczywiście, że nie możemy porównywać się do emerytów z krajów zachodnich ale to nie znaczy że nie możemy żyć pełnią życia. Kiedy zbliżałam się do 40 nie byłam wolna bo jako wdowa miałam na utrzymaniu syna i często musiałam brać do domu prace zlecone żeby zapewnić nam godne życie. Bywało, że wychodziłam do biura /biuro projektów/ o godz. 7 rano i wracałam pieszo z synem i psem /przychodzili po mnie/ do domu o 23. Wolę swoją obecną sytuację chociaż latek przybyło sporo i zdrówko mocno nadpsute. Zajmuję się tym co naprawdę lubię, działam społecznie /jestem w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej/, opiekuję się bezdomnymi zwierzakami /kotami/, mam czas na dbanie o urodę /leciwą/, fotografuję, chodzę na spacery z dwójką moich psiaków, siedzę w internecie po kilka godzin dziennie, odwiedzam nasz klubik, hoduję kwiatki nie tylko w mieszkaniu, czytam kiedy mam na to ochotę, nie mam czasu na rozmyślanie o swoim raku, nie mam czasu na umieranie. Uwielbiam wszystkie nowinki elektroniczne, czerpię z życia to co jest w granicach moich możliwości pełnymi garściami. Jak mnie "diabli nie wezmą" w ciągu 3 lat to zacznę podróżowac /teraz mi nie wolno/. Jak byłam młoda nie miałam na to czasu bo był dom, praca, dziecko, obiadki, zakupy, pranie, itd, itp. Teraz też oczywiście mam dom, który bardzo kocham i o który bardzo dbam ale nie ma już kto w nim robić bałaganu i ja niczego nie muszę. Wielu emerytów /wynika to z moich obserwacji/ zatrzymało się w miejscu i nie potrafi sie przystosować do obecnych czasów /z rozrzewnieniem wspominaja komunę/.

qrystyna216
02-06-2007, 23:37
Ja, tak jak i moje poprzedniczku jestem zadowolona z przejścia na emeryture, a przeszłam gdy mialam 42 lata. Od razu kupiliśmy działkę. Miałam więc zajęcie od wiosny do jesieni. Ponieważ bardzo lubię czytać, rozwiązywać krzyżówki, robótki ręczne, nie nudziłam się i zimą. Od kiedy mamy komputer, czasami brak mi czasu na zajęcie domowe, ale tu wyręcza mnie córcia /wielu rzeczy nie mogę sama zrobić ze względu na chorą rękę/. Trzy lata temu mąż mój stał się emerytem, więc była kolejka do komputera. Nie wytrzymał jednak tego siedzenia w domu i poszedł do pracy, bardziej z nudów niż z potrzeby finansowej.
Jest nam dobrze na emeryturze, nie nudzimy się, umiemy sobie znależć zajęcie i mamy dużo czasu dla siebie.

Malgorzata 50
03-06-2007, 00:46
Pewnikiem ,pewnikiem .ja tam nie bardzo mam chęć na emeryturę, prawde mówiąc, bo nie wyobrazam sobie siedzenia w domu -kwiatków nie hoduję ,robótek nie cierpięAle nie moge sie Sunshine z toba zgodzic ,że aktywnośc i gieriatryczne podejscie do życia zależy od statusu materialnego.Te osławione podróże zachodnich emerytów to czesto po prostu zapełnianie pustki.A w Polsce jest jakaś taka głupia ,dołujaca moda ,ze po osiągnięciu jakiegos wieku to juz tylko wnuczki, dreptanko do lekarza i totalne zaniedbanie oraz czekanie na śmierć.To wszystko jest w głowie a nie w portfelu.Można o siebie zadbac niekoniecznie przy pomocy kosmetyków firmy Dior,nawet z malej emerytury mozna sobie od czasu do czasu sprawic jakąś przyjemność.Przyjechałam z tych Stanow i pierwsze co mnie uderzylo, to narzekactwo bez powodu własnie w wykonaniu starszych pań.Stałam sobie w kolejeczce niedużej w miłym urzedzie ,gdzie sprawnie i szybko wszystko szło -przyszła babka w moim wieku mw.i jeszcze dobrze sie nie rozpatrzyła -a juz zaczęła tak ogólnie marudzic.Poszlam do przychodni -własnie pieknie remontowanej- po wyniki badań mojej 80-cio letniej niezwykle wesołej przyjaciółki,ktora troszke zaniemogła -przychodzi babsko staje w kolejce i z punktu zaczyna jeczec ,ze remont...to jej mówię ,że chyba dobrze ,bedzie się przyjemniej leczyć, a ta ...ALE TO ZA N A S Z E pieniądze!!!! No i tu odpadłam...Moja przyjaciólka -57 jak ja ,niby szczęsliwa w malżeństwie,tłumaczy sobie w domu ,ma niezłą sytuację materialną dzieci dobrze sobie radzące 2-kę uroczych wnuczków -a minę jakby jej ptaszek na głowe narobił....i co to ma wspólnego z sytuacja materialną polskich emerytów -nic.Z mentalną ma natomiast b.duuuużo

Malgorzata 50
03-06-2007, 00:48
A ok 40-tki tak jak Basia, latałam z wywieszonym jęzorem i wcale to nie było takie fajne.

Lila
03-06-2007, 01:48
Nooo,to jestem u siebie...
Pracuję,i będę czynna nawet jak przejdę na emeryturę..
Wnuków niet,dzieci leniwe a i ja chyba kaleka jakaś,bo nie mam tęsknot za szczebiotem ,tym bardziej ,że mieszkając w lesie ,mam tego szczebiotu po uszy..
Natomiast jak i Basia włączam się w ratowanie zwierzaków.Sama mam 15 ogonów stałych i kilka dochodzących.Jest to drobnica -psy i koty,ale jest jeszcze nie policzony kaliber większy - koń,uratowany przed transportem..
No i tu przepadłam...
Los koni ...ale to może innym razem...

Anielka
03-06-2007, 02:21
Ja przeszłam na emeryturę w wieku 48 lat.Nie załuję,ze to zrobiłam i nie podjelam dodatkowej pracy.Mialam tak silną nerwice,że generalnie walczę z nią do dzisiaj.Mam okresy lepsze i gorsze.Na szczęści tych gorszych coraz mniej.Odejście na emeryturę było dla .mnie zbawieniem.Dzisiaj mogłabym popracować na 1/2 lub 1/4 etatu ,ale jakos nic takiego nie mogę znależć.Ale nie moge też powiedzieć,że się nudzę.Lubie spacerować,jeżdzić na rowerze,wyszywać,robić na drutach,czytać,spotykać sie z ludzmi.Ale też od czasu do czasu lubię sobie poleniuchować.Jestem sama i jest narazie okey.Pozdrawiam i spokojnej nocy życzę.2693

bogda
03-06-2007, 13:28
Zgadzam się z Wami dziewczyny, wszystko zależy od tego jak się do życia podchodzi. Jak się umie i chce to tak można sobie zorganizować czas i zajęcia, że nigdy się nie nudzi, Ja też jestem na wcześniej emertyturze, pracuję jeszcze na pół gwizdka, wnuków narazie nie mam, dzieciska jak u Lili - leniwe, ale mam jeszcze całą masę innych zajęć, wyjścia na UTW, różne spotkania i wycieczki, prace ogódkowe (troche zaniedbane) tak że nie raz z chęcią siedzę sobie w domku i leniuchuję. Najgorzej jest zamknąć się w domu, nie wychodzić do ludzi, unikać kontaktów z przyjaciółmi czy znajomymi, chociaż nie raz nie chce mi się nigdzie wychodzić, ale krótka mobilizacja ...i w drogę.. i do tego nie potrzeba dużych nakładów finansowych...

urszula-kol
03-06-2007, 13:32
269827002699
Dla mnie to dopiero od 7 lat jak jestem na emeryturze to jest pełnia życia.Nigdy nie lubiłam obowiązku pracy zawodowej, było to dla mnie psychicznie bardzo męczące, chociaż musiałam to przepracowałam 33lata. Na moment przejścia na emeryturę czekałam jak na wybawienie i przeszłam najszybciej jak było to możliwe w mojej pracy.Nie czekałam ani dnia dłużej. Nie mam wygórowanych ambicji i uważam,że to co osiągnęłam to mi wystarczy.Ograniczenia finansowe ogromne, ale wolę to niż Obowiązek pracy przez duże O.Nie cierpię obowiązków które nie odpowiadają mojej psychice. Lubię lużne obowiązki :Azorek. działka,dbanie o mieszkanie, czyli luz - blus.

Basia.
03-06-2007, 14:05
Uczucie nudy nigdy nie było mi znane. Na emeryturze mam jeszcze mniej czasu niż w czasie swojej aktywności zawodowej, nie ucinam sobie drzemek w ciągu dnia. Wielkim plusem jest to, że zajmuję się tym co mi sprawia frajdę. Nie muszę lecieć z wywieszonym językiem do roboty żeby podpisać listę w holu a nie w kadrach, żaden dupek nie jest moim szefem i to jest piękne.

urszula-kol
03-06-2007, 14:19
Basiu to co napisałaś #12 niemalże wyjęłaś mi z ust. Jeszcze teraz czasem mam koszmarne sny z tematu: szef, upokorzenia, wredni, a zwłaszcza wredne współpracownice, plotki, różne złośliwości, jawna zazdrość, donoszenie..itp.
Nareszcie mogę się cieszyć i nigdy się nie nudzę.

Basia.
03-06-2007, 14:35
Urszulko, wiekszą część swojego życia zawodowego spędziłam w biurze projektów. Zawsze pracowałam z mężczyznami, atmosfera była bardzo sympatyczna ................. do premii. W biurach projektów pensje były "normalne" natomiast premie były wysokie /300, 400% od pensji/ wypłacano je kwartalnie. Co kwartał brało się np. 13 pensji, premie były teoretycznie uznaniowe ale bez względu na to czy ktoś coś robił czy nie wszyscy dostawali "po równo". Niektórzy zasuwali jak nie wiem co, inni się obijali /bo byli znajomymi kogoś tam/ i brali tyle samo. Do godz 7:30 listy obecności podpisywało się w holu, później w kadrach i wtedy trzeba było pisać usprawiedliwienie i zbierać podpisy: kierownika pracowni, przewodniczącego rady zakładowej, przewodniczącego związków zawodowych itp., itd. później musiał to jeszcze podpisać dyrektor /człowiek miał odruchy ............./. Napisałam kiedyś, że spóźniłam się 3 minuty natomiast zebranie podpisów zajeło mi 1,5 godziny. Zostałam wezwana do kadr i musiałam pokwitować "odbiór" odpowiedzi dyrektora, że "jestem przemądrzała". Czyż emerytura nie jest czymś wspaniałym?

iwo1111
03-06-2007, 14:47
A ja bardzo lubiłam pracę, miałam dużo świetnych koleżanek i kolegów. Współpraca na ogół układała się dobrze i pewnie gdyby nie konieczność zmiany miejsca zamieszkania, nie zdecydowałabym się na wcześniejszą emeryturę.
Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Teraz mogę wysypiać się rano do woli, robić sporo rzeczy, na które kiedyś brakowało czasu.
Jest inaczej, ale ogólnie nie narzekam i staram się czerpać z życia ile się da, bo drugiego nikt nam nie podaruje:D :D :D http://img292.imageshack.us/img292/8454/kaczkajy2.gif (http://imageshack.us)

Basia.
03-06-2007, 14:58
Iwo, ja też lubiłam swoją pracę i lubię pracować natomiast nie znoszę kretyńskiej dyscypliny /mam na myśli zbieranie podpisów/. Z kolegami biurowymi utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego, spędziliśmy ze sobą dużo sympatycznych lat. Mój Tadzio był moim kolegą biurowym, jesteśmy razem 25 lat a znamy się prawie 39.

iwo1111
03-06-2007, 15:24
Basiu, takiej "dyscypliny" na szczęście udało mi się unikać przez całe życie zawodowe. Moi byli współpracownicy zostali na drugim końcu Polski, więc z konieczności nie utrzymujemy bliższych kontaktów.Tak się składa, że z internetu też raczej nie korzystają i cieszę się, że mogę z Wami pogadać:) http://img477.imageshack.us/img477/8583/rozmowaha6.gif (http://imageshack.us)

Basia.
03-06-2007, 17:03
Ponieważ jestem "rogatą duszą" nie pisałam później żadnych kretyńskich usprawiedliwień i upomnieniami miałam wytapetowany tył kulmana /deska do rysowania/. Pracę swoją musieliśmy zawsze wykonać w terminie bo za niedotrzymanie warunków umowy musielibyśmy płacić kary inwestorowi /to były kapitalistyczne biura w socjaliźmie/, praca była "nierytmiczna" /musieliśmy nieraz czekać na materiały od innych branż/ przychodziło się wtedy do pracy i potem szło na kawę albo na plażę bo nie było co robić /to była publiczna tajemnica/, kiedy materiały przychodziły często na 5 minut "przed dzwonkiem" siedzieliśmy w pracy po kilkanaście godzin dziennie żeby wyrobić się w terminie. Takie durne pisanie usprawiedliwień z powodu 2 minutowego spóźnienia dla mnie było nie do przyjęcia i nie robiłam tego. Później dyrekcja przestała się wydurniać.

jolita
03-06-2007, 17:29
Gdy przez lat parę pracowałam w grupie t.zw. rozliczeniowych nasze stanowiska pracy były poza siedzibą dyrekcji. Kiedyś gł. księgowemu zachciało się telefonicznie sprawdzić naszą poranną obecność i oczywiście nigdzie nikogo nie zastał. Mój to był istotnie pierwszy taki dzień, że po zadzwonieniu budzika w poczuciu odpowiedzialności -----odwróciłam się na II bok...Gdy przyszło do tłumaczenia swojej absencji dziewczyny mówiły o: aptece, lekarzu, awarii i t.d. i t.p., a ja przyznałam tylko, że miałam tego dnia wyjątkowego pecha, że akurat zachciało mi się pospać...Księgowy popotrącał premie, a ja? - ja dostałam podwójną. Rzadko tak bywa, ale czasem prawdomówność popłaca!
2704

Honorka1949
03-06-2007, 20:50
Ja rowniez jestem na emeryturze ale nie mam czasu na nude.Spotykam sie ze znajomymi / babskie wieczory/chodze na spacery,gram w karty i jezdze na rowerze.Czesto przyjmuje przyjaciol.Robimy fajne wyzerki- jemy poki jeszcze mozna- pieczemy ciacha,robimy fryzuru i malujemy paznokcie.Uwazam, ze bedac na emeryturze nalezy dbac o siebie, byc pogodnym i miec zdrowe podejscie do zycia.Zawsze znajduje czas dla innych.Kochani! Zycie tak szybko ucieka, wykorzystujmy kazda jego chwile.

http://img513.imageshack.us/img513/7623/babciaot4.jpg (http://imageshack.us)

Malgorzata 50
03-06-2007, 21:51
Coz to za wygimnastykowana babeńka szaleje po internecie?

Sanna
03-06-2007, 23:59
Przepracowałam ponad 43 lata, na emeryturę przeszłam w wieku 57 lat ale jeszcze pracowałam na pól etatu od roku nie pracuję i nie mogę powiedzieć że się nudzę.Mam ogródek przy domu ,a skoro dom to i obowiązki i czasu malo.Raz w roku jakieś wczasy (nie lubię wyjazdów i powrotów,pakowanie i rozpakowywanie) i dlatego częściej nie opuszczam swego gniazdka.Teraz kiedy jestem z Wami to już moja połówka wypomina mi że nie mam czasu na nic więc jak tu się nudzić.Co to znaczy nuda.Nawet trochę żałuję ze pracowalam po przejściu na emeryturę.Straszono mnie wkoło jak to żle na emeryturze i starałam się jak mogłam nie poddać do końca.Zanim skończyłam z pracą kupiłam komputer bo wiedziam że można wiele czasu zagospodarować tym sposobem,dziś jestem szczęśliwa i nie mam czasu na nudę.

hannabarbara
04-06-2007, 00:15
Ta wygimnastykowana pani to ja, za 10 lat i po zastosowaniu diety mórz południowych.

Basia.
04-06-2007, 00:24
Ta wygimnastykowana pani to ja, za 10 lat i po zastosowaniu diety mórz południowych.
HaniuBasiu błagam, nie stosuj tej diety!!!!!!!!!!

ammi1952
04-06-2007, 00:31
Jeszcze sie nie znudziłam swoim własnym towarzystwem bardzo ale bardzo go cenię i przyznaje ze z każda wręcz chwila bardziej. Nareszcie mam czas na ksiazki ,na internet mogę spać wtedy gdy mam na to ochotę mam czas dla siebie

Malgorzata 50
04-06-2007, 04:45
Ta wygimnastykowana pani to ja, za 10 lat i po zastosowaniu diety mórz południowych.
Przeslij zdjecie jak juz osiagniesz ten poziom sprawności fizycznej-i przepis jak to osiagnac bo dietka to dopiero połowa sukcesu

adria231
07-06-2007, 16:54
Nooo,to jestem u siebie...
Pracuję,i będę czynna nawet jak przejdę na emeryturę..
Wnuków niet,dzieci leniwe a i ja chyba kaleka jakaś,bo nie mam tęsknot za szczebiotem ,tym bardziej ,że mieszkając w lesie ,mam tego szczebiotu po uszy..
Natomiast jak i Basia włączam się w ratowanie zwierzaków.Sama mam 15 ogonów stałych i kilka dochodzących.Jest to drobnica -psy i koty,ale jest jeszcze nie policzony kaliber większy - koń,uratowany przed transportem..
No i tu przepadłam...
Los koni ...ale to może innym razem...

adria231
07-06-2007, 16:57
No,własnie.Nie nalezy dodawać lat do życia,lecz życia do lat.Bardzo mi to zdanie spodobało sie,więc go zacytowałam.

Bianka
08-06-2007, 13:57
Zazdroszczę Wam tych emerytur. Mnie zostało jeszcze półtora roku do odpracowania. Dosłownie liczę miesiące. Mam tyle planów, tyle pomysłów co do spędzenia czasu, że praca mi po prostu przeszkadza :)
Na samą pracę narzekać nie moge, choć atmosfera bywa różna. Ale to tylko samo życie...

baburka
01-07-2007, 17:00
Nie nalezy dodawać lat do życia,lecz życia do lat.
Tego mi było trzeba. Schodzę na emeryt i mam cykora jak się patrzy. Chyba, gdy poczuję się lepiej (Zdrówko, oj, zdrówko!) sporządzę jakiś grafik działań reanimacyjnych.
Hm ... z taką interpunkcją na ten przykład krucho. :mad:

baburka
01-07-2007, 17:11
Usiłuję sobie przypomnieć, co ja tak pasjami lubiłam...?
Wyblakłam też nieco.

Malgorzata 50
01-07-2007, 20:24
Nie,nie idę na żadną emeryturę.....przynajmniej jeszcze nie teraz!!!!!

elusia
02-07-2007, 12:26
Witam wszystkich.Jestem nowa,więc wypada sie przedstawić.Jestem z Gdańska,nazywam się Elżbieta. Mam 59 lat.Cóż świat zawalił mi się 27 maja.Zostałam wdową.Nie mam obowiązkow,jestem sama.Czy ktoś z Was zna to uczucie?????????Jestem zabezpieczona finansowo,ale co dalej?Jestem tego samego zdania co Basia.My Polacy nie umiemy się cieszyć,pozatym jest w każdym z nas trochę zazdrości.Byłam na zachodzie i widziałm jak tam sie ludzie zachowują.W ludziach w podeszłym wieku jest dużo radości i chęci korzystania z życia,a nie ciagłego narzekania na wszystko.W tej chwili naj bardziej brak mi bliskiej osoby,ale nie mogę się poddać.Dopóki mi zdrowie dopisuje muszę cieszyć sie tym co mam.Teraz jest mi bardzo trudno.

Anielka
02-07-2007, 12:34
I tak trzymaj Elusiu.Dobrze,że do nas dołączylaś,w grupie zawsze rażniej.Powodzenia i milego dnia zyczę.:)

emka46
02-07-2007, 12:52
My Polacy nie umiemy się cieszyć,poza tym jest w każdym z nas trochę zazdrości.Byłam na zachodzie i widziałm jak tam sie ludzie zachowują.W ludziach w podeszłym wieku jest dużo radości i chęci korzystania z życia,a nie ciagłego narzekania na wszystko..
A spójrzmy na starszych turystów z Zachodu.Zadowolenie i radość bije od nich.Ale oni mają z czego się cieszyć.

Basia.
02-07-2007, 13:14
Witam wszystkich.Jestem nowa,więc wypada sie przedstawić.Jestem z Gdańska,nazywam się Elżbieta. Mam 59 lat.Cóż świat zawalił mi się 27 maja.Zostałam wdową.Nie mam obowiązkow,jestem sama.Czy ktoś z Was zna to uczucie?????????Jestem zabezpieczona finansowo,ale co dalej?Jestem tego samego zdania co Basia.My Polacy nie umiemy się cieszyć,pozatym jest w każdym z nas trochę zazdrości.Byłam na zachodzie i widziałm jak tam sie ludzie zachowują.W ludziach w podeszłym wieku jest dużo radości i chęci korzystania z życia,a nie ciagłego narzekania na wszystko.W tej chwili naj bardziej brak mi bliskiej osoby,ale nie mogę się poddać.Dopóki mi zdrowie dopisuje muszę cieszyć sie tym co mam.Teraz jest mi bardzo trudno.
Elusiu, wiem że jest Ci bardzo ciężko ale na szczęście czas leczy rany. Postaraj się w miarę możliwości żyć aktywnie, wychodzić do ludzi, może jakiś wyjazd dobrze by Ci zrobił?
Niełatwo jest w takiej sytuacji dawać "dobre rady" ale postaraj się udzielać w klubiku my ze wszystkich sił będziemy starały się umilić Tobie życie. Pamiętaj, jesteś w gronie życzliwych Ci osób. Pozdrawiam cieplutko, postaraj się trzymać "głowę do góry".
http://img243.imageshack.us/img243/5035/kwiaty125aj8.gif (http://imageshack.us)
Shot at 2007-07-02

Honorka1949
02-07-2007, 15:45
Wprawdzie nie przezylam tego co Ty, ale moge wyobrazic sobie co czujesz.Mimo zalu i bolu jestes silna osoba, podziwiam Cie , ze nie zalamalas sie zupelnie.Przeciez zawalil Ci sie caly swiat.Nie siedz sama w domu , spotykaj sie z ludzmi.Dobrze , ze jestes w Klubie. Jest tu wiele serdecznych osob do ktorych mozesz sie zwrocic o pomoc, pogadac.Pamietraj nie mozesz sie poddac!!Pozdrawiam cie serdecznie.Zycie toczy sie dalej.

jolita
02-07-2007, 16:13
Post podobny jak pow. treści proponowałabym umieścić również w wątku: http://www.klub.senior.pl/roznosci/t-przedstaw-sie-page21-256.html..bo będzie większa pewność, że wszyscy zauważą Twoje dołączenie do naszego grona...
i nie ominie Cię "rytuał" powitań..3460

elusia
02-07-2007, 18:12
Witam ponownie.Ciesze sie,że przyjmujecie mnie do swojego grona.Jeszcze bardziej jestem zadowolona z faktu, że są osoby z trójmiasta ,bo to zawsze razniej jak ktoś jest blisko.Chetnie do Was dołączam,ale ja jestem słaba na komputerze(nie dałam się nauczyć),sądzę że się wyrobie.Chciałabym uczestniczyć w Waszym wirtualnym życiu.Dziekuje Wam wszystkim za słowa wsparcia i otuchy,dużo mi to daje.Czuje,że nie jestem osamotniona,a najgorzej jest wieczorami.
z pozdrowieniami elusia

Nika
02-07-2007, 18:23
Elusiu,witaj.wieczorami jest nas na forum najwięcej,nieraz do późnych godzin nocnych,bo seniorzy sen mają krótki...wpadaj jak najczęściej.Pozdrawiam Cię serdecznie.

Malgorzata 50
03-07-2007, 00:09
Elusiu witaj i rozgość sie za naszym stołem gdzie są potrawy rozmaite słodkie,kwaśne gorzkie i słone -ale wszystkie dosmaczone i przygotowane z "wkładką" naszych osobowości bardzo chcemy żebyś i ty coś tu "upichciła"

Lila
03-07-2007, 00:15
Elusiu..nie będziesz sama wieczorami na pewno,bo klub na Ciebie czeka.Tutaj zawsze ktoś jest ,i zawsze cos się dzieje ciekawego...

Niby świat wirtualny,ale nie do końca.Bo przecież my czujemy razem z Tobą...

Gabi K.
03-07-2007, 00:23
A spójrzmy na starszych turystów z Zachodu.Zadowolenie i radość bije od nich.Ale oni mają z czego się cieszyć.
drogie koleżanki emerytki, porównajcie emerytury koleżeństwa z zachodu i nasze, dostęp do jakichkolwiek świadczeń, choćby i zdrowotnych a odpowiedź nasuwa się sama.A i tak uważam, że wiele w naszych seniorach radości, nna przekór losowi:rolleyes:

inka-ni
03-07-2007, 01:45
Myślę że niejedna seniorka z zachodu, by się zalamala zamieniając miejsce i warunki z którąś z nas,ale nie my Polki,życie uczy nas w każdych warunkach sobie radzić.A ty Elusiu znalazlaś nas nie poddając się,trafilaś tu do tego klubu i bądz znami o każdej porze,ktoś tu zawsze jest.Pozdrawiam.
3479

Pani Slowikowa
03-07-2007, 05:24
A spójrzmy na starszych turystów z Zachodu.Zadowolenie i radość bije od nich.Ale oni mają z czego się cieszyć.

Tez sa smiejacy sie i zadowoleni bo sa na urlopie i nie pamietaja o codziennych troskach.. ja wszyscy turysci.
Przeciez Polacy na wakacjach tez nie sa posepni.. wprost przeciwnie sa chyba nawet weselsi od innych..
My narod slowianski wpadamy w krancowosci. Albo jestesmy zbyt smutni albo zbyt weseli.. Ale jak jestesmy weseli.... to nie ma rownych..
Jeszcze o emeryturze na "zachodzie" a szczegolnie na dalekim zachodzie, tym ktory tylko Pacyfik i juz robi sie "wschodem".. Emerytura zaczyna sie w wieku lat 65 i nie inaczej. Chyba ze sam sobie wypracowales wlasnymi srodkami "wczesniejsza emeryture to mozesz zaczac nawet w wieku lat 25.. Jezeli niet?? To tsza pracowac do lat 65.. Ole!!Narzekanie nic nie daje bo i tak nikt ci nic z darmo nie da.. wiec i nie narzekaja ludziska tylko zakasuja rekawy ...Panstwowa emerytura jest dosc mala.. Mysle ze procentowo mozna ja porownac do tej w Polsce.( tylko ze jest nizsza) Nikt na nia oczywiscie nie liczy aby sie utrzymac..

Nika
03-07-2007, 11:00
3481tak lubimy narzekać na polską rzeczywistość-myślę,że i u nas i w innych krajach są bardziej i mniej zamozni emeryci/widziałam we Włoszech program na ten temat tydzien temu/.Miałam niejednokrotnie okazję obserwowac radosnych,rozbawionych emerytów,aktywnie uczestniczących w wycieczkach i imprezach wakacyjnych...usmiech na twarzy i życzliwe spojrzenie na świat nie musi zależec od zawartości portfela!!Niektórzy spotykają się na działkach,grilują,graja w karty,żartują....strzeżmy sie uogólnień.

Honorka1949
03-07-2007, 21:58
Tak jak pisze Nika tonie zawartosc portfela zalezy od zyczliwego spojrzenia na swiat.Wcale nie trzeba duzych pieniedzy, aby wspaniale spedzac wolny czas.Nie wszyscy moga wyjezdzac / wzgledy zdrowotne/. Pozostajac na miejscu mozna wspaniale sie bawic.Spotkania z przyjaciolmi w domach , na dzialkach , ogniska . grile. tance, gry w karty, flirty.... Potrzebna jest tylko zyczliwosc, pogoda ducha i chec pomocy innym.

emka46
03-07-2007, 22:24
Tak jak pisze Nika to nie zawartosc portfela zalezy od zyczliwego spojrzenia na swiat.
Niestety,nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem.

jolita
03-07-2007, 22:47
A ja podpisuję się pod opinią Niki i Honorki. Byłam w sytuacjach życiowych używania grubego ołówka i cienkiej gotówki, czy podróżowania po kawałku Europy za najskromniejszą, a jedyną wówczas do zdobycia kwotę...
3494 W każdej sytuacji szukałam pozytywów i znajdowałam je...

Basia.
03-07-2007, 23:33
Zgadzam się z Jolitą, Honorką i Ninką. Pogodne postrzeganie świata zależy od właściwości osobniczych postrzegającego a niekoniecznie od zasobności portfela. Trzeba się umieć cieszyć z tego co mamy i wtedy wszystko będzie piękniejsze. Pewnie, że lepiej mieć gruby portfel ......................

Nika
04-07-2007, 09:41
Najlepiej być młodym,pięknym,zdrowym i bogatym...ale jak sie nie ma ,co się lubi,to się lubi,co sie ma.Wycieczka w miłym towarzystwie za miasto moze dać tyle samo przyjemności,co wyjazd do Londynu.Są tacy,co nie mogą nawet za miasto...cieszmy się życiem,powtarzam za Horacym!

Malgorzata 50
04-07-2007, 18:58
drogie koleżanki emerytki, porównajcie emerytury koleżeństwa z zachodu i nasze, dostęp do jakichkolwiek świadczeń, choćby i zdrowotnych a odpowiedź nasuwa się sama.A i tak uważam, że wiele w naszych seniorach radości, nna przekór losowi:rolleyes:
Droga koleżanko emerytko ,a nie wydaje ci sie ,ze to z naszej perspektywy te "zachodnie"emerytury są takie uuuu wielkie-nie są .Naświetliła ci to juz Slowikowa.To polega zupełnie na czym innym.Ludzie kłopoty i problemy maja wszędzie dokładnie takie same Tyle tylko ,ze po pierwsze ludzie w krajach o wieloletniej gospodarce rynkowej maja odruch odkładania na emerytur e (i nie mów ,ze maja z czego -bo to nie dotyczy wszystkich ,tak jak u nas-często odkładają dzieląc dochód na kupki i oszczędzając na czym innym) nie ma zwyczaju wypruwania sobie żył dla dzieci oraz utrzymywania dorosłych dzieci i ich potomstwa ,a poza tym jest inne -pozytywne nastawienie do życia -narzekactwo ,czyli nasz sport narodowy, jest po prostu objawem złego wychowania.Poza tym nikt nie uważa człowieka 60-cio letniego czy 70-cio letniego za starca który zakończył życie .Ludzie potrafią sie bawić w gronach mieszanych i wbrew temu co sie u nas sadzi kraje o wyższym nieco poziomie cywilizacji dostrzegają w starszych świetnego klienta i odbiorcę rozmaitych usług i udogodnień.Wiec to nie jest zupełnie tak bo myślę ,ze problemy i dramaty związane ze starzeniem się ludzie wszędzie przezywają podobnie inaczej to sie tylko objawia.A ponadto jak czasem nawet,tu, czytam ,ze babki 50-60 letnie uważają ,ze teraz tylko spokój i wnuki i nic dla siebie ...to po obserwacji kobiet w tym wieku gdzie indziej -zastanawiam się czy nie za wcześnie składamy broń -drogie panie???? Nas gubi zdecydowanie mit Matki Polki i związane z tym konsekwencje.:mad:

Dzidka
04-07-2007, 20:32
I tu się całkowicie z Tobą,Małgosiu,zgadzam.
Aby cieszyć się życiem nie trzeba koniecznie mieć wysoką emeryturę.Wystarczy mieć grono wypróbowanych przyjaciół, liczne zainteresowania.W każdej dziedzinie można się wspaniale realizować, a ten czas wolny na emeryturze sprzyja temu.
Znam kilka, a nawet kilkanaście osób /z Uniwersytetu III Wieku/,które dopiero teraz piszą, malują, tkają itp.nie mówiąc o kształceniu się w informatyce.Niektóre te panie /w zdecydowanej przewadze są to panie/ są grubo po 50-tce, 60-tce,a nawet i więcej.Myślę,że to w głównej mierze zależy od temperamentu, charakteru. Tutaj na tym forum są wszyscy o/k.

qrystyna216
04-07-2007, 21:13
Masz rację, w całej rozciągłosci.

ps. fajny avatarek :)

Malgorzata 50
04-07-2007, 22:06
dzięki .że fajny i ciesze się ,że się zgadzasz - upojona tymi sukcesami idę sprzątać bałagan ,który zrobiłam ,żeby posprzątać

Anielka
04-07-2007, 22:44
Nie wiem dlaczego tak sie dzieje,ale polskie emerytki najpierw dbaja o dzieci,wnuki o dobre "zarełko" a na samym sarym końcu o siebie.Mało sie uśmiechają,ciagle tylko narzekajA.Widzę często na starym mieście w Gdańsku/ Na Starówce/grupy niemieckich turystów.Ubrani przecietnie,raczej sportowo,ale weseli uśmiechnięci,inne narodowości tez.Jestem w innym miejscu/najczęściej widzę to w górach/Polacy ubrani extra,panie często w nieodpowiednim obuwiu,jacys niezadowoleni,nic im sie nie podoba,nie usmiechają sie do siebie.Przecierz to wszystko zależy od nas samych.Dbajmy o sibie o nasze kontakty z innymi luzmi,usmiechajmy sie do siebie,dzielmy sie czym możemy.Jak ja chcialabym sie uzalać nad soba,to by mnie dawno szlag trafił,ale rano wstaje i sie cieszę,że wstalam,ze moge sie ruszac i przyjmuję zasade,przeżyje ten dzień tak jak gdyby był to ostatni dzień mojego życia.Więcej optymizmu i zyjmy dla sibie ,przede wszystkim dla sibie.Pozdrawiam i miłych i kolorowych snów życzę.:)

bogda
04-07-2007, 23:09
Anielko... święte słowa, nasze społeczeństwo mało się uśmiecha, wszyscy zagonieni, walczą o wszystko.... a muśmiech tak wiele może zdziałać. Ja już nauczyłam się uśmiechać do wszystkich, większość odpowiada uśmiechem, ale niektórzy nie wiedzą jak się w takiej sytuacji zachować...

Anielka
04-07-2007, 23:20
Tak masz rację,ze wszyscy są zagonieni,tylko dziwia mnie starsi ludzie tacy zagonieni.Często taki człowiek gdzies tam wpycha sie ,i słynne powiedzonko "ja tylko chccialam zapytać" a ja na to ,alez prosze bardzo ,mnie się nie spieszy,jestem na emeryturze mam czas i do tego ładny uśmiech.Czy tak nie lepiej?Reakcja jest różna.:)

mumia60
04-07-2007, 23:39
Witam was wszystkich milutko jestem nowa,jestem tez juz na rencie,od roku milo mi was poznac komputer mam od dwoch lat i tez tak bardzo sie nieznam ale jakos daje sobie rade jestem samoukiem.Mieszkam w N.R.F-ie a pochodze z Bytomia moze was to zadziwi ze sie tutaj znalazlam,a bylo to przypadkowo,weszlam na ta stronke.Nie jest to tez tak rozowo byc tutaj rencistka,tez trzeba sie z kazdym groszem liczyc.Jako rencistka mam juz czas tylko dla siebie nie jestem nikomu poporzadkowana,staje kiedy chce,ide spac kiedy chce wychodze z domu kiedy chce i przychodze kiedy chce.Mam takie male hobby, robie kartki recznie na rozne okazje i do tego jeszcze robie boxy takie jak na kawe,czekolady i na napoje alkocholowe.Tak wiec poprostu robie co chce.dbam tez o swoj wyglad aby czuc sie dobrze.Lubie sluchac muzyki slaskiej z slaskiego radia przez komputer,lubie tez bardzo tanczyc no jestem wielka romantyczka.Pisze pierwszy raz moze za drugim razem pojdzie mi lepiej,mam nadzieje ze mnie przyjmniecie do swego grona.
z gory dziekuje posylam wszystkim po ....calusku..

babciela
04-07-2007, 23:45
Wiesz ze ten usmiech jest strasznie fajny.Wystarczy wejsc do autobusu ,sklepu Usmiechnac sie -tak-zupelnie bez powodu-do ludzi,i od razu zmienia sie nastroj wszystkich.Ludzie staja sie milsi;ekspedientka mowi dziekuje bardzo,zapraszamy...tak.,tak my same mozemy stworzyc mily nastroj.Raz mialam tylko niemila(a wlasciwie mila)sytuacje w tramwaju.poprosilam mlodego czlowieka aby ustapil mi miejsca-bylam swiezo po operacji nogi i strasznie mnie bolalomA on na to,spadaj mala ja tez jestem zmeczony.Za to "mala"serdecznie sie rozesmialam i mialam ochote go poglaskac po glowie.Ale to pewnie dlatego ze byl krotkowidzem(i juz medze-a moglam napisac-przeciez wygladamy mlodo)Babciela

babciela
04-07-2007, 23:54
Witamy Cie bardzo serdecznie.Lubie Slask bo tam sie wychowalam,studiowalam w Rokitnicy Zabrzu i Katowicach(mowilo sie uczelnie na kolkach)Pierwsza wielka milosc przezylam w Gliwicach,Ha.Pozdrawiam.Babciela

Lila
04-07-2007, 23:56
Ależ idzie Ci bardzo dobrze,mumia...:)

Za parę dni będziesz się czuła jak u siebie,tym bardziej,że nasze moderatorki już o to zadbają....i my też...:)

an_inna
05-07-2007, 00:01
Zupełnie nie rozumiem dlaczego znajomi wciąż mnie pytają - co ty będziesz robic na tej emeryturze? Moja standardowa odpowieć brzmi - żyć będę! Po raz pierwszy dzisiaj usłyszałam na to - a co poza tym? :D

mumia60
05-07-2007, 00:06
Dziekuje Ci Babciela za mile slowa do mnie,masz racje usmiech na twarzy jest wazny ja zawsze sie smieje i lubie sie smiac,w Rokietnicy mam bratowa a w Katowicach przyjaciela.
dziekuje jeszcze serdecznie.

babciela
05-07-2007, 00:08
Oj Malgosiu jakze jestes mi bliska z tym sprzataniem.Tez po wielkim sprzataniu robie porzadki po tym co posprzatalam.amoje corki nie moga sie nadziwic jak jedna osoba moze tak nabalaganic.Ale tyjko osoba zyjaca w wiecznym chaosie(czy haosie?)fizycznym i psychicznym ZYJE.BabcielaAle sie rozpisalam ,Pa ide spac

mumia60
05-07-2007, 00:08
Lila dziekuje tez i Tobie jak innym za mile slowa.
milego wieczoru

Malgorzata 50
05-07-2007, 04:46
witaj rodaczko Ślązaczko milo nam cię tu przygarnąć .Mam nadzieję ,że wzbogacisz nasze pogawędki o spojrzenie z drugiej strony medalu

Dreamka
07-07-2007, 00:01
dzięki .że fajny i ciesze się ,że się zgadzasz - upojona tymi sukcesami idę sprzątać bałagan ,który zrobiłam ,żeby posprzątać


czy ty jestes moja blizniaczka?

Malgorzata 50
07-07-2007, 02:43
Niewykluczone...pewnie nas rozdzielili w dzieciństwie i nic nam ni powiedzieli.....le my sobie pogadamy i dojdziemy prawdy.Ale ja nie fotografuję...wiec może nie....

hanka93
07-07-2007, 09:29
Zgadzam się z Tobą w pełni, tacy ludzie zabierają energię normalnym osobom, bo to głowa niedomaga a nie brak pieniędzy. Znam osoby z małą ilością pieniędzy żyjące bardzo spokojnie i radośnie i tych z dużymi pieniędzmi wiecznie z brakami nigdy niezaspokojonymi.

BUNIA
07-07-2007, 10:46
na emeryturze a na nic nie mam czasu
chyba jestem nie za dobrze zoorganizowana bo ciagle brakuje mi czasu na drobne uciechy zycia <babcinego>.Jestem pochlonieta domem,ogrodem . ciagle cos modernizuje ,sprzatam.maluje,porzemalowywuje itp az nieraz to mjestej wsciekla na siebie . bo moglabym i powinnam zyc inaczej.Nie potrafie a moze nie chce <potrafic>???

bogda
07-07-2007, 13:01
No to już wiem dlaczego ostatnio zamilkłaś na forum...pewnie znowu coś przemalowywałaś. Ale powiem Ci że ja mam podobnie, jak jestem w domu to ciągle coś robie, rzadko dopada mnie totalne lenistwo chociaż tak też jest i właśnie dlatego jak mam urlop to dzieci na siłe wyganiają mnie z domu, bo mówią że kolejnej rewolucji nie zniosą....i pewnie mają świętą rację...odpocząć też trzeba.... A moja córka ciągle mi powtarza..."dom jest do mieszkania a nie do sprzątania".... Pozdrawiam :)

Malgorzata 50
07-07-2007, 13:22
Cholera ja chyba nie jestem kobieta -bo jak czytam o waszej pracowitosci to...juz jestem zmęczona.Ja działam niestety zrywami -na ogól nie za bardzo mi się chce krzatać po domu raczej ze mnie struś pędziwiatr ,a już ogród...brrrr w zyciu...dlatego NIGDY nie marzyłam ani o domku z ogrodem ,ani o emeryturze wśród drzew krzewów ,grządek i kwiatów -bo to trzeba niestety obrabiac -leżenie pod grusza na dowolnie obranym boku -owszem ,ale pod warunkiem ,że w krzakach buszuje ogrodnik....no ostatecznie mogą być jakieś niewymagające zachodu skrzynki w oknie ....dlatego nie chce iść na żadną wcześniejszą emeryturę -wole katować opornych na języki obce...

Nika
07-07-2007, 14:27
Ja tez nie chciałam iść na wczesniejszą emeryturę,Małgorzatko,ale kazali,bo dziecków w naszj budzie zabrakło...ale nie narzekam.Ogródka nie mam,ale i tak ciągle się coś dzieje.Coby kasiorka była jak dawniej-mogę siedzieć w domu

Honorka1949
07-07-2007, 16:14
Kiedys wszedzie sie spieszylam.Zylam w biegu. Teraz na wszystko mam czas.Nie jestem pedantka , ale niestety bardzo lubie porzadek.Nie, zeby w domu bylo muzeum, ale musi byc czysto.Jestem bardzo dobrze zorganizowana.Wstaje wczesnie/ 6,30/ wiec i dzien mam dluzszy.Zawsze mam czas dla przyjaciol gdy mnie potrzebuja.Chodzimy razem potanczyc, na spacery na Bulwar Nadmorski i gramy w karty.
Lubie moja poranna kawe pita na balkonie i do tego prase.Nigdzie sie nie spiesze i mam taka zasade czego nie zdazylam zrobic dzisiaj - zrobie jutro.Obiady tez robie na dwa dni.Zeby tylko zdrowko dopisalo jak najdluzej.Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Gabi K.
07-07-2007, 18:43
I tego Honorko życzę Ci jak najdłużej, ja mam nadzieję, że i na mnie przyjdzie taki czas, że nie będę musiała spędzać czasu w pracy i pociągach, dojeżdżając 50 km w jedną stronę z jednej "roboty" do drugiej.
http://img440.imageshack.us/img440/4090/1065004021022rd7.gif (http://imageshack.us)
Shot at 2007-07-07
A kawa poranna i prasa- marzenie...

ataner
07-07-2007, 19:09
Macie rację , nie ma to jak życie na emeryturze.Bardzo się tego bałam p[rzejścia na wcześniejszą emeryturę po przepracowaniu 37 lat tak jak w kieracie.Dzień jak codzień.Wszystko sie robiło z zegarkiem w ręku.Wszystko również było podporządkowane pracy od 7-mej do 15-tej.Potem zakupy ,obiad,zmywanie,zaliczanie łazienki i spanie ..I tak dzień w dzień.A wolne soboty i niedziele to planowanie oczywiście większych prac domowych. A T E R A Z-ŻYĆ A NIE UMIERAĆ. WSZYSTKO MOGĘ ,A NICZEGO NIE MUSZĄ. I TO JEST TO WSPANIAŁE.

babciela
08-07-2007, 23:22
Ale praca zawsze byla moja najwieksza pasja-jestem na emeryturze mimo zem nie chciala-niestety juz byla nastepczyni na moje stanowisko-zostalam wyrzycona ze szpitala w chamski sposob-do dzisiaj nie moge ....aaa zreszta.Nie wyobrazam sobie braku kontaktu z pacjentami.To mi daje radosc,chociaz mam jak kazdy inne pasje.BABCIELA

babciela
08-07-2007, 23:29
moj Ojciec zawsze powtarzal nam ze trzeba umiec zyc w kazdej sytuacji.Sa pieniadze -to dobrze-ale naucz sie rozsadnie nimi zarzadzac-nie ma to tez dobrze bo nie masz klopotu z ich wydawaniem.Lubie miec pieniadze bo ulatwiaja zycie ale nie sa moim celem tylko srodkiem do zycia.Czlowiek urodzil sie wolny i biedni ci ktorzy sa zniewoleni gromadzeniem dobr .Naprawde biedni.Babciela

Malgorzata 50
08-07-2007, 23:37
Ja tez nie chciałam iść na wczesniejszą emeryturę,Małgorzatko,ale kazali,bo dziecków w naszj budzie zabrakło...ale nie narzekam.Ogródka nie mam,ale i tak ciągle się coś dzieje.Coby kasiorka była jak dawniej-mogę siedzieć w domuNie mieli prawa ci tego zrobić.Po pierwsze NIE MOŻNA nikomu kazać pójść na wcześniejszą emeryturę(prawo zabrania) ,po drugie nie mogli cię wyrzucić gdybyś się nie zgodziła bo jesteś w okresie ochronnym.Z moją koleżanką tak chcieli zrobić ,ale zagroziła sadem pracy i dali spokój -pracuje nadal w tej samej szkole.

Basia.
08-07-2007, 23:44
Bycie lekarzem to nie tylko pasja to także powołanie. Kiedyś zapytałam swojego onkologa dlaczego wybrał sobie taką specjalizację, przebywa na co dzień między ludźmi śmiertelnie chorymi operuje ich, bywa świadkiem ich przejścia na drugą stronę, mało zarabia. Odpowiedział mi, że nie wyobraża sobie siebie w innym zawodzie, że uwielbia robić to co robi.
Podobnie jak Ty uważam, że pieniądze są środkiem a nie celem.

Malgorzata 50
08-07-2007, 23:52
Ja też tak uważam ogólnie rzecz biorąc -chociaż czasem jak mi bachory dopiekły to miałam ochotę pyrgnąć to wszystko i iść do jakiejś intratniejszej roboty - zresztą w zawodach tzw "powołaniowych" jeśli chce sie jako utrzymać równowagę finansowa trza tyrać i już- tzn nie poprzestawać na jednym miejscu pracy-to jest do zrobienia przy nastawieniu ,ze sie nie uprawia męczeństwa tylko kuje własny los.A poza tym te zawody maja to do siebie ,ze nawet jeśli ,jak napisałam ,ma sie momentami dość -to próba robienia czegoś innego kończy się na ogół ...powrotem do zawodu.Ja nie uczę już 2,5 roku i robie wszystko ,żeby wrócić -coś w tym cholerka musi być.....bo nawet w US prawie z darmo uczyłam tu i tam ,żeby nie wyjść z wprawy i mieć poczucie ,ze jakoś komuś moge pomóc

hannabarbara
09-07-2007, 00:11
Ja kiedyś myślałam,że nie będę mogła żyć bez swojej pracy.Była moją pasją i najważniejszym zajęciem przez wiele lat. Teraz na emeryturze poznałam wreszcie smak wolności. I jest to smak, że palce lizać.Nie trzymam się ciągle tego samego. Obecnie siedząc w lesie, oprócz domowych obowiązków wzięłam się za naukę francuskiego (na razie pisanego), ćwiczenia zmniejszające niektóre obwody, tzw. "brzuszki" oraz rozpoczęłam grzybobrania, gdyż pojawiły się kurki. O intensywnym życiu towarzyskim już nie wspomnę.

Ala-ma-50
09-07-2007, 00:15
Kurki??? mniam...mniam

babciela
09-07-2007, 00:28
Malgosiu wszystko maja prawo zrobic.Ja tez powolywalam sie na to prawo-dostalam sentencje wyroku sadowego jest wina ordynatora.ale zastepce ma prawo wybrac sobie sam.A przy restrukturyzacji prawo pozwala zwalniac ludzi ktorzy sa zabezpieczeni emeryrura.Okres ochronny w Polsce obowiazuje od 58 roku zycia,Babciela-a ja mialam 56

babciela
09-07-2007, 00:30
oj cos sie zle wstrzelilam.sorry

Basia.
09-07-2007, 00:35
oj cos sie zle wstrzelilam.sorry
To ja troche rozmydliłam ten wątek.

Lila
09-07-2007, 00:35
Elu,obecnie już 4 lata trwa okres ochronny...

babciela
09-07-2007, 00:42
No to przegralam z chamem.Cholera.Ale nie ma winy bez kary.

baburka
09-07-2007, 08:38
Podobnie jak Ty uważam, że pieniądze są środkiem a nie celem.
Jak osiągnąć cel, gdy się nie ma środków?:)
Taki cel jakie środki?:)

baburka
09-07-2007, 08:41
To naiwność tak twierdzić, choć funkcja terapeutyczna takowego myślenia jet znaczna.:)

an_inna
09-07-2007, 08:44
Jak osiągnąć cel, gdy się nie ma środków?:)
Taki cel jakie środki?:) Romantyczniej byłoby "mierz siły na zamiary - nie zamiar podług sił" :)
A serio, to można zrealizować swoje cele różnymi środkami, o ile się komuś cele ze środkami nie mylą.

baburka
09-07-2007, 09:25
:) Romantyczniej byłoby "mierz siły na zamiary - nie zamiar podług sił" :).
I często niepomiernie śmiesznie. " Romantyzm" to obfite źródło nieamierzonych efektów komediowych.
A serio, to można zrealizować swoje cele różnymi środkami, o ile się komuś cele ze środkami nie mylą.
Teoretycznie - tak. Gorzej z praktyką, gdzie sporo niezbędnych środków ma swoją wymierną cenę. :)

Basia.
09-07-2007, 10:37
Jak osiągnąć cel, gdy się nie ma środków?:)
Taki cel jakie środki?:)
Niestety taki cel jakie środki, gdybym miała większe środki ............ to bym sobie poużywała. W takiej sytuacji jest większość z nas i dlatego zamiast 'katować się tym co by było gdyby"........ lepiej cieszyć się z tego co się ma zamiast gryźc się, że się nie ma. Ganianie za forsą tylko po to żeby mieć jej jeszcze więcej i upychanie jej w "pończosze" albo na koncie i sprawdzanie stanu konta na okrągło /czy się nie powieliły samoistnie/, odmawianie sobie przyjemności uważam za bezsensowne. Pieniądze są środkiem a nie celem.

Nika
09-07-2007, 10:41
Pieniądze szczęścia nie dają,ale bardzo ułatwiają żywot ziemski.Nie jest to dla mnie jednak powód,aby zdobywać je za wszelką cenę.Obyśmy zdrowi byli,a nasi bliscy z nami...

Ewita
09-07-2007, 19:38
No to tak: Basiu! Upychanie forsy w pończosze albo na koncie (co na jedno wychodzi w praktyce) jest bez sensu. Masz rację! Gorzej jeśli na koncie debet goni debet i o odłożeniu czegokolwiek można tylko pomarzyć. Ale ja jestem w takiej specyficznej sytuacji rencisty - inwalidy, więc wysokość świadczeń zmusza mnie do poszukania możliwości zarobku. Z drugiej zaś strony znalezienie pracy graniczy z cudem, bo w grę wchodzą ograniczenia ruchowe na przykład. Właśnie przeszłam jakieś tam kolejne etapy rekrutacji i mam szansę zarabiać w systemie tele-pracy. Się okaże w sierpniu! A tak poza tym - ten niewydarzony wynalazek Fenicjan przysparza mi samych problemów (a raczej jego brak permanentny):) :) :)

Basia.
10-07-2007, 20:28
Ewitko, życzę "całą sobą" żeby ta praca w sierpniu wypaliła i jeszcze okazała się baaaaardzo dobrze płatna.

DANUSIA
11-07-2007, 14:32
najlepsza pełnia to odpoczynek i fascynacja działalnośćią na działce

Malgorzata 50
11-07-2007, 14:40
eee tam co kto lubi...działka to nie odpoczynek,to harówa! Ale jak wiadomo jedni lubią to inni tamto.Wiem ,że jest ogromna liczba ludzi ,dla których to JEST odpoczynek ...ale przyznam ....nie mogę tego nijak pojąć!!!! Najpierw trza sie naharować ,żeby rosło,później pozbierać ,a nastepnie coś z tym zrobić ,później posprzątać i zadbać i a do tego przeważnie w pozycji schylonej co to ,pani,za przyjemność.A do tego obrobić tłumy gości co to na "łono przyrody"" nieeeee

Basia.
11-07-2007, 14:51
eee tam co kto lubi...działka to nie odpoczynek,to harówa! Ale jak wiadomo jedni lubią to inni tamto.Wiem ,że jest ogromna liczba ludzi ,dla których to JEST odpoczynek ...ale przyznam ....nie mogę tego nijak pojąć!!!! Najpierw trza sie naharować ,żeby rosło,później pozbierać ,a nastepnie coś z tym zrobić ,później posprzątać i zadbać i a do tego przeważnie w pozycji schylonej co to ,pani,za przyjemność.A do tego obrobić tłumy gości co to na "łono przyrody"" nieeeee
Przerabiałam to w Radziejowicach i już więcej nie będę /widocznie my skorpionki tak mamy/. Dla wielu ludzi działka jest pasją, wiem co piszę bo naprzeciwko okien mam ogrody działkowe i widzę szczęśliwych ludzi pracujących na swoich działkach. Dla mnie pełnią życia jest robienie tego co lubię, ponieważ stale lubię coś innego mam taka pełnię ........ że hej.............

emka46
11-07-2007, 15:14
eee tam co kto lubi...działka to nie odpoczynek,to harówa! Ale jak wiadomo jedni lubią to inni tamto.Wiem ,że jest ogromna liczba ludzi ,dla których to JEST odpoczynek ...ale przyznam ....nie mogę tego nijak pojąć!!!! Najpierw trza sie naharować ,żeby rosło,później pozbierać ,a nastepnie coś z tym zrobić ,później posprzątać i zadbać i a do tego przeważnie w pozycji schylonej co to ,pani,za przyjemność.A do tego obrobić tłumy gości co to na "łono przyrody"" nieeeee

Ja mam działkę,a właściwie kawałek ziemi i tam na prawdę odpoczywamy.Tzn.nie mam warzyw,nie mam kwiatów o które trzeba dbać,te co rosną same dają sobie radę.
Po przyjeździe robi sie obchód,czy jakies grzyby nie wyrosły,potem wyciąga sie piwo,czasem grilla,nogi moczy w beseniku jak jest upał.Jedyny żywy inwentarz to rybki w małym,zarośnietym,oczku wodnym.Każdy robi to,na co ma ochotę.Znajomi bez instrukcji nie trafią.Gościmy tylko tych,których chcemy.Na plażę 15 min.samochodem,jeziorko blisko.Naokoło las,daleko od szosy.Po kilkudniowym pobycie w betonach aż chce sie tam wracać.Jedyny mankament dla mnie to brak internetu,ale komputer jest.Można sobie pograć w deszczowe chwile.
3706

3707

3708

3709

jolita
11-07-2007, 15:21
Tacy to sobie pożyją...Jaśnie Pani, Jaśnie Panie.....
podano do ..........................grilla3710

Malgorzata 50
11-07-2007, 15:44
Ewita ja tez ci życzę tej pracy ,żebyś miala coraz śmielsze cele na miarę rosnących środków (a tak nawiasem mówiąc syndrom debetu kroczącego znam z autopsji) Ale zgadzam sie z Basią ,ze watro robić sobie przyjemności na miarę możliwości ,a nie szlochać nad brakiem Ferrari przed domem,nie zazdrościć innym ,ze ,maja więcej -i od razu świat jest bardziej kolorowy.Wygłaszając tę optymistyczna deklarację nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych kiedy takie beztroskie podejście niestety jest psu na budę (poważna choroba ,jakaś sytuacja tragiczna w rodzinie itd,czy po prostu brak środków na przeżycie)-ale podejście do kwestii w sytuacji w miarę constans.Chociaż...jak pomyśleć rozsądnie warto mieć jakieś małe zabezpieczonko na nieprzewidziane wydatki -to jest cel nigdy przeze mnie nieosiągnięty ,ale zaplanowany optymistycznie.

Pani Slowikowa
11-07-2007, 15:59
Jezeli chodzi o prace na dzialce czy jakies inne roboty ... to to sie nazywa HOBBY przeciez.. Sa niektorzy ludzie ktorzy nawet jak wypoczywaja to musza byc czyms zajeci.. Jest to przewaznie wypoczynek psychiczny i robiac cos fizycznego albo tworczego, czlowiek sie nie nudzi.. Ja nie mam cierpilwosci siedziec bezczynnie..

Ewita
11-07-2007, 17:03
Przez wiele lat działka była moją pasją i sposobem na życie... No, może nie działka, tylko trochę więcej, bo ziemi uprawnej było 0,3ha, a do tego jeszcze nieużytki leśne, gdzie stał nasz domek i moich rodziców dachowiec. Po całym tygodniu pracy z młodzieżą - grzebanie w ziemi i patrzenie, jak rośnie - stanowiło najcudowniejszy "odstresacz"! Moje dzieciaki wychowały się na zdrowych, nie trutych chemią warzywach i owocach. A potem miałam wypadek i... skończyło się, bo kręgołup i nogi są zbyt słabe, aby wytrzymały pochylenie się czy przykucnięcie... Zostały mi kwiaty i to tylko w gazonach lub skrzynkach, żeby nie trzeba było się pochylać.
Czy mi się to podoba, czy wręcz przeciwnie - pewien etap w życiu musiałam zakończyć i powiedzieć sobie, że to nie dla mnie. Nawet mi tego nie tak bardzo brakuje. Czasem tylko...

Małgosiu! Ja też mam podobne założenia, ale życie jest mocno upierdliwe i właśnie wtedy, kiedy liczę, że cosik tam zaoszczędzę - rzuca nowe, niezbędne potrzeby. Póki wystarczało do tak zwanego pierwszego - nigdy nie marudziłam, że chcę więcej, potrafiłam pogodnie i bez zawiści dochodzić do wniosku, że widać nie pisane mi żyć w luksusie i już! Teraz po prostu wkurza mnie fakt, że nie mogę wykupić leków czy zrobić pilnego badania, bo nie mam za co. Nie mam wyjścia - muszę dorobić, bo dochodzimy do drobnego absurdu, jeśli to durne grosiaki wyznaczają mi możliwości ratowania zdrowia...

Malgorzata 50
11-07-2007, 17:30
Ewitko -ale ja z tobą nie polemizuję -może źle sie wyraziłam -co innego jest trudna sytuacja ,gdzie trudno radośnie świergoląc wydawać na perfumy wszystkie swoje pieniądze-.napisałam ogólnie.A jeśli chodzi o zazdrość -to tez absolutnie i poz żadnym względem nie odnosiło sie do ciebie tylko do postawy ,często spotykanej w naszym społeczeństwie, typu- jadę nad morze, ale jestem nieszczęśliwa bo Kowalscy pojechali na Kanary.Czyli odniosłam ie do tego, co pisały poprzedniczki o radości z tego i w ramach tego na co można sobie pozwolić.Wczoraj p[przypadkiem oglądałam program Drzyzgi (nie lubię generalnie zbyt)o operacjach plastycznych -gdzie młody człowiek wydal coś ok 40 tys.na poprawienie swojej urody -abstrahując od tego czy to mądre czy głupie uderzyła mnie reakcja jednej Pani ,która z wyrzutem w głosie powiedziała "ale na to trzeba mieć pieniądze!!!"No trzeba -ale on widocznie miał i chciał je tak wydać .Dla mnie ta suma jest abstrakcją,ale nie cierpię z powodu ,ze ten facet ją miał, tylko sie cieszę ,że póki co stać mnie na manicure i pedicure raz na jakiś czas,a były okresy w moim życiu ,ze nie było ...mam nadzieję ,ze teraz jest jasniej

Ewita
11-07-2007, 17:42
Małgosia!No i widzisz, jak łatwo się nie zrozumieć, gadając po polsku?:D Ja też nie odebrałam tego, co piszesz jako polemiki, a skąd! Dobrze zrozumiałam przesłanie!:)
Po prostu chciałam z jednej strony się pochwalić, że nie zazdroszczę ludziom tego, co mają, a z drugiej poskarżyć, że mnie pieniążki jakoś polubić nie chcą i uciekają prędzej, niż zdążę je zauważyć... Odnośnie zaś sytuacji podobnych do tej, którą opisałaś, wychodzę z założenia, że pieniądze były faceta i miał prawo zrobić z nimi, co chciał. Jeśli na ten przykład wyrzuciłby je do ścieku i sprawdzał, czy się rozpuszczą - to też mi nic do tego. "Nie moje małpy, nie mój cyrk" i dlatego wkurzają mnie komentarze takie, jak tej pani...

Malgorzata 50
11-07-2007, 17:46
Zdaje się kochana koleżanko ,ze łączy nas więcej niż by sie wydawać na pierwszy rzut oka mogło!!!!!

Malgorzata 50
11-07-2007, 17:50
Dziewczyny wyrzućcie mnie stąd bo siedzie od rana -mieszkanie rozbabrane ,ja właściwie muszę wyjść coś załatwić ...cholera paraliż woli czy co.....IDĘ wrócę wieczorem ...chyba

Nika
11-07-2007, 18:18
37143715ale fajniasta ta wasza działeczka!I do plazy niedaleko.Żyć nie umierać-nie trzeba nigdzie wyjeżdżać.Super!!!I nie musisz plewić,nawozić/choć wiem,że dla wielu osób to przyjemność,nie neguję/.

Nika
11-07-2007, 18:21
3716ja też ,Małgosiu,przypiełam się dzisiaj do kompa jak głupia,ale ta pogoda....wszystko juz wysprzątałam i nie mam co robić.

Basia.
11-07-2007, 18:25
Siedzę jak głupia i nie mogę się oderwać.

Ewita
11-07-2007, 21:59
Małgosiu! Na pewne sprawy mamy poglądy zbieżne :D
A tak ogólnie rzecz biorąc - mam żal do Pana Bozi. No bo tak: dał mi dużo różnych talentów - bo i składać słowa potrafię, i zdolności plastyczne mam niemałe, i karty na ten przykład stawiam... tylko jednego mi nie dał Stwórca: umiejętności zarabiania pieniędzy. :mad:
Stwierdzam, że to duuuże niedopatrzenie z Jego strony;)

Anielka
11-07-2007, 22:14
Ewitko umiejętność to Ci dał,bo bardzo wiele masz talentów.Tylko możliwości Ci nie dał.Ale mysle,że wszystko powolutku sie ułoży.Cierpliwi zostają wynagrodzeni.Tym bardziej ,ze my wszystkie z całego serca Ci tego życzymy.3729

Malgorzata 50
11-07-2007, 23:15
Ewita błagam cię postaw mi karty ,"...bo ja jestem proszę pani na zakręcie....." A talenta tez posiadam może nie tak liczne i nawet zarobić umiem -tylko cholera jakoś tak lepiej od zarabiania umiem wydawać ....efekt...hmmmm bank się od czasu do czsu dość nieprzychylnie w tej sprawie wypowiada....

Lila
11-07-2007, 23:20
Ewita,otwórz wątek...wróżby i przepowiednie.O matko,ile klientek będzie.A jak służba zdrowia całkiem zastrajkuje,będziesz mogła nam mówić ,czy mamy czekać czy pisać testament.....

Ewita
11-07-2007, 23:22
Hi,hi,hi... O mnie czasem nawet się wypowiadać nie chce;) ...
A tak naprawdę - jeśli kiedykolwiek zarobiłam trochę grosza - to tylko wtedy, kiedy komuś było po drodze robić ze mną interesy, bo sama to ni w ząb! :mad:
A jeśli o wróżby idzie - Małgosiu! Z najwyższą ochotą! A odwiedzisz mnie w pięknym mieście Tuwima? To i tarota rozłożę i nawet z dłoni gotowa jestem poczytać! :)

Basia.
11-07-2007, 23:23
Nie daj się prosić, a tak naprawdę to mogłabyś wróżyć odpłatnie jak np. kiedyś Józefina Pellegrini i jestem pewna, że zarobiłabyś na tym zupelnie nieźle.

Ewita
11-07-2007, 23:25
Lila! Dobry pomysł... Co prawda na odległość to tylko pojedyńcze karty wyciągnąć można, a i to pod warunkiem, że zainteresowana osoba myśli o swym problemie... Ale gdyby tak "zespół wzespół stworzyć zespół" - to jeszcze byśmy i kasę zarobiły (pod warunkiem, że mnie można dopuścić tylko do podziału zysków, nie do liczenia:D

Malgorzata 50
12-07-2007, 02:00
Hi,hi,hi... O mnie czasem nawet się wypowiadać nie chce;) ...
A tak naprawdę - jeśli kiedykolwiek zarobiłam trochę grosza - to tylko wtedy, kiedy komuś było po drodze robić ze mną interesy, bo sama to ni w ząb! :mad:
A jeśli o wróżby idzie - Małgosiu! Z najwyższą ochotą! A odwiedzisz mnie w pięknym mieście Tuwima? To i tarota rozłożę i nawet z dłoni gotowa jestem poczytać! :)
Natychmiast!!!!!!! Kiedy mogę ?????

Malgorzata 50
12-07-2007, 02:02
Nie daj się prosić, a tak naprawdę to mogłabyś wróżyć odpłatnie jak np. kiedyś Józefina Pellegrini i jestem pewna, że zarobiłabyś na tym zupelnie nieźle.
Ewita ta baba mądrze gada -pierwsze klientki już sie rozpatrują w rozkładzie jazdy,I gupia ,żadnych spółek -sama będziesz kasę zgarniac

Ewita
12-07-2007, 08:38
Laptop mi padł i dopiero teraz mogłam odczytać:D
Małgosiu! Możesz kiedy tylko zechcesz! Zapraszam (ja poważnie!) serdecznie! A co do tego interesu... Ani chybi potrzebowałabym kogoś, kto pilnowałby finansów - jakiś menadżer albo co?

Basia.
12-07-2007, 08:43
Ewito, ja naprawdę nie żartowałam z tym wróżeniem. Na usługi tego typu jest zapotrzebowanie, ludzie lubią słuchać o sobie. Chodzenie do wróżki jest bardzo modne, niedawno dowiedziałam się że moje dzieciaki też latają do wróżki. Przy okazji dowiedziałam się, że będe bardzo chora ale uda mi się wyjść z tego /tak im wyszło w kartach/.

Ewita
12-07-2007, 09:00
Basiu! Nawet jeśli masz rację, a pewnie masz - nie zmienia to faktu, że nie umiałabym na tym zarobić... Dawno, dawno temu, kiedy byłam na urlopie wychowawczym - załapałam się na wróżenie za pieniądze. Ale to kto inny przygotował gabinet, przyjmował zapisy (kolejki były hi,hi,hi) i ustalał stawkę. Ja tylko wróżyłam.
Wiem, że to trudno zrozumieć - to rodzaj ułomności takiej, czy co? Mogę być redaktorem gazety, mogę kierować grupą ludzi, zorganizować na przykład jakąś szkołę, teatr amatorski i inne takie, ale tylko pod warunkiem, że kasy z tego nie będzie(dla mnie, inni się dorabiają), bo inaczej wszystko się spi...

an_inna
12-07-2007, 10:02
Basiu! Nawet jeśli masz rację, a pewnie masz - nie zmienia to faktu, że nie umiałabym na tym zarobić... Dawno, dawno temu, kiedy byłam na urlopie wychowawczym - załapałam się na wróżenie za pieniądze. Ale to kto inny przygotował gabinet, przyjmował zapisy (kolejki były hi,hi,hi) i ustalał stawkę. Ja tylko wróżyłam.
Wiem, że to trudno zrozumieć - to rodzaj ułomności takiej, czy co? Mogę być redaktorem gazety, mogę kierować grupą ludzi, zorganizować na przykład jakąś szkołę, teatr amatorski i inne takie, ale tylko pod warunkiem, że kasy z tego nie będzie(dla mnie, inni się dorabiają), bo inaczej wszystko się spi...
Ciekawe! Nie wiem czy to dolegliwość z "tej samej parafii", ale kiedy jeszcze robiłam na drutach, wszyscy krewni i znajomi mieli piękne swetry ode mnie. Tylko dla siebie jakoś nie potrafiłam :)

Basia.
12-07-2007, 11:42
Basiu! Nawet jeśli masz rację, a pewnie masz - nie zmienia to faktu, że nie umiałabym na tym zarobić... Dawno, dawno temu, kiedy byłam na urlopie wychowawczym - załapałam się na wróżenie za pieniądze. Ale to kto inny przygotował gabinet, przyjmował zapisy (kolejki były hi,hi,hi) i ustalał stawkę. Ja tylko wróżyłam.
Wiem, że to trudno zrozumieć - to rodzaj ułomności takiej, czy co? Mogę być redaktorem gazety, mogę kierować grupą ludzi, zorganizować na przykład jakąś szkołę, teatr amatorski i inne takie, ale tylko pod warunkiem, że kasy z tego nie będzie(dla mnie, inni się dorabiają), bo inaczej wszystko się spi...
Ewito, otrząśnij się tak nie można!!!!!!!!!!!!!! Piszesz, że ustawiały się kolejki...... naprawdę nie masz w pobliżu nikogo kto zająłby się organizacją tego przedsięwzięcia? O kasie nie mówię bo możesz zatrudnić osobę do pilnowania "biznesu" i to Ty będziesz pracodawcą ........a forsa będzie dla Ciebie.

Lila
12-07-2007, 11:58
Ewita!!!!!

Przynajmniej spróbuj!!!
Czasy są takie a nie inne.A może ....płatna strona internetowa z wróżbami ? Jest ich trochę i babki ponoć nie narzekają na kasę????

hannabarbara
12-07-2007, 12:56
Ewitko! Miałam kiedyś ciągoty a propos wróżenia. Nosiłam się nawet z zamiarem kupienia kart i książki o tarocie. Ktoś mnie jednak ostrzegł, że to może to być niebezpieczna zabawa. Co myślisz na ten temat?

Ewita
12-07-2007, 15:22
Ech, Dziewczyny! Poszukuję właśnie cały czas kogoś, kto by się zajął tą stroną przedsięwzięcia - bo to dotyczy wszystkich pomysłów na zarabianie pieniędzy, jakie wymyślam...
Hanabarbara! Coś w tym jest. Tarot jest specyficzny - czasem zbyt wiele mówi, wręcz z kopytami do duszy się ładuje. Trzeba podchodzić do kart z dystansem, a już na pewno nie wolno chcieć zbyt wiele wiedzieć. Słyszałam też co nieco na temat tych niebezpieczeństw. Jeśli czuję opór psychiczny - po prostu nie wróżę i nikt mnie do tego nie namówi. Dlaczego czasem taki opór czuję? A cholerka wie, nie wnikam i już...

Malgorzata 50
12-07-2007, 15:30
Ewitko myślę ,że kroki podejmij takie -załóż działalność gospodarcza ,daj ogłoszenia i zatrudnij księgową do prowadzenia rachunków.I to wszystko!!!!!

Pani Slowikowa
12-07-2007, 15:32
Ja mam lepszy pomysl:D
Zalozcie wlasny kosciol.. Ja zawsze o czyms takim marzylam :cool:

Dzidka
12-07-2007, 15:34
Hannobarbaro, jeśli zechcesz posłuchać mojej rady, to trzymaj się od tego z daleka.To bardzo niebezpieczna zabawa.

Lila
12-07-2007, 15:42
Hej,dziewczyny!!!

Ja też słyszałam ,że niebezpieczna,ale czemu ?
Przecież to tylko karty? Co się może stać,powiedzcie ?

Malgorzata 50
12-07-2007, 15:47
Ja mam lepszy pomysl:D
Zalozcie wlasny kosciol.. Ja zawsze o czyms takim marzylam :cool:
Ale kościół to organizacja -nie nie cierpię organizacji.....kazdy jest dla siebie w pewnym sensie kościołem:rolleyes: ...że powiem filozoficznowato

Ewita
12-07-2007, 16:28
Hej,dziewczyny!!!

Ja też słyszałam ,że niebezpieczna,ale czemu ?
Przecież to tylko karty? Co się może stać,powiedzcie ?
Lila! Pewnie dlatego, że tarot to nie tylko sztuka wróżenia, ale swoista filozofia. Studiowanie go (podobno) prowadzi do pewnego uzależnienia, skrzywienia rzeczywistości. Przez pewne kręgi tarot dołączany był do magii czarnej - czyli tej niebezpiecznej, powodującej opętanie przez szatana. Ile w tym prawdy? Nie wiem. Ale pewnie nie będę nigdy wybitną tarocistką, jako że studiować dogłębnie całej filozofii nie mam zamiaru. Tarot gada do mnie, rozumiem go, pomaga mi rozwikłać pewne sprawy - i na tym poprzestaję.

hebra
12-07-2007, 16:39
Czy naprawdę,bo ja przy mim znaku horoskopu mam adnotacje
mercedes z dyszlem tak określono mój dzień urodzin.
Pozdrawiam3746

Ewita
12-07-2007, 16:45
Hmmm... nijak nie rozumiem. Co to ma oznaczać?

Lila
12-07-2007, 17:08
To i ja muszę mieć tego mercedesa z dyszlem,ani chybi...
Bo 10 lat temu miałam przygodę z samochodem marki mercedes,który zakopał mi się na wsi w zaspie śnieżnej...
Wyciągnął mi go koń,bez specjalnego trudu...
Może to ostrzeżenie,aby unikać samochodów tej marki ?:)

hebra
12-07-2007, 18:59
Hmmm... nijak nie rozumiem. Co to ma oznaczać?
Tak mówi się o urodzonych na ostatni dzień znaku horoskopu,ponieważ nigdy z wypowiedzi astrologów nie można ich określić w horoskopach.

jolita
12-07-2007, 19:30
Najnowszy model mercedesa do Twoich usług, a długość dyszla zależy od Twojego wyboru...3752

baburka
12-07-2007, 19:44
Koniecznie gospel!

Ewita
16-07-2007, 21:00
A ja ani mercedesa, ani dyszla w horoskopie nie mam. Byczek ci ja jestem majowy - tyle że nietypowy, bo raczej taki Fernando, co to tylko kwiatki wącha i do całego świata jest przyjaźnie nastawiony... Nawet, jeśli ten świat zieje upałem niemiłosiernie, jak dzisiaj :)

Pani Slowikowa
16-07-2007, 21:38
Ale kościół to organizacja -nie nie cierpię organizacji.....kazdy jest dla siebie w pewnym sensie kościołem:rolleyes: ...że powiem filozoficznowato

No pewnie ze jest organizacja... i to jaka!! Ho ho! "non profit":D Tlumacz: " no taxes" :D

Ewita
20-07-2007, 08:23
Od samego rana mam te wątpliwości:D
Siedzę przy maszynie i usiłuję zrobić z zakupionego w "ciuchlandzie" ciucha coś, co będę mogła nosić... Jest duszno mimo dość wczesnej pory i może dlatego naszły mnie takie sobie, dziwaczne myśli...
Życie na rento-emeryturze zmusza do kombinowania. Podobno "tak krawiec kraje, jak mu materii staje", a mnie tej "materii" ciągle brak. A poza tym figurę mam nietypową, bo w biodrach stosunkowo mało, w biuście natomiast dużo i cokolwiek gotowego kupię - muszę dostosowywać. No, to taniej wychodzi ciuch, a jeśli przeróbka się nie uda - mniejszy żal. Szyć umiem. Samouk jestem, na żadne kursy nie chodziłam, ale sama sobie skroję i uszyję praktycznie wszystko. Teraz zmieniam podkrój spodni(za długi stan) i zwężam tałatajstwo na biodrach. I nie wiem: dar to, czy przekleństwo, że szyć potrafię?
No bo pełnia życia jakoś mi się z turkotem maszyny słabo kojarzy:)

Alsko
20-07-2007, 08:39
Od samego rana mam te wątpliwości:D
Siedzę przy maszynie i usiłuję zrobić z zakupionego w "ciuchlandzie" ciucha coś, co będę mogła nosić... Jest duszno mimo dość wczesnej pory i może dlatego naszły mnie takie sobie, dziwaczne myśli...
Życie na rento-emeryturze zmusza do kombinowania. Podobno "tak krawiec kraje, jak mu materii staje", a mnie tej "materii" ciągle brak. A poza tym figurę mam nietypową, bo w biodrach stosunkowo mało, w biuście natomiast dużo i cokolwiek gotowego kupię - muszę dostosowywać. No, to taniej wychodzi ciuch, a jeśli przeróbka się nie uda - mniejszy żal. Szyć umiem. Samouk jestem, na żadne kursy nie chodziłam, ale sama sobie skroję i uszyję praktycznie wszystko. Teraz zmieniam podkrój spodni(za długi stan) i zwężam tałatajstwo na biodrach. I nie wiem: dar to, czy przekleństwo, że szyć potrafię?
No bo pełnia życia jakoś mi się z turkotem maszyny słabo kojarzy:)
jedno i drugie - niech to szlag!
Nazaczynałam tyle przeróbek, aż zrobił się stóg "do załatwienia". Też jestem nietypowa, też z lumpeksu ciuchy. Też samouk. Też mi się nie kojarzy. Ale nie my jedne! Hej:)

Nika
20-07-2007, 08:56
Ale Wam zazdroszczę umiejętności posługiwania się maszyną do szycia,dziewczyny! Ja słono płacę za każdą maleńką przeróbkę...żal ,że w mlodości nie pomyślałam o nauce szycia,bo maszyna była w domu,ale wtedy mialam inne zainteresowania.Polak mądry po szkodzie...

Bianka
20-07-2007, 16:24
Ja staram się kupować rzeczy gotowe, bo musiałabym szyć chyba w weekendy, albo po pracy. Ale kiedyś lubiłam szyć, kupowałam Burdę i zasiadałam do roboty :)
Czasem jeszcze mi się zdarza coś stworzyć. Ale tyle jest przecen, na których można znaleźć coś fajnego i niedrogiego...
W lumpeksach nie kupuję. Jakoś nie umiem. Kilka razy nawet próbowałam znaleźć tam coś dla siebie, ale nie udało mi się.

Alsko
20-07-2007, 16:57
Ja staram się kupować rzeczy gotowe, bo musiałabym szyć chyba w weekendy, albo po pracy. Ale kiedyś lubiłam szyć, kupowałam Burdę i zasiadałam do roboty :)
Czasem jeszcze mi się zdarza coś stworzyć. Ale tyle jest przecen, na których można znaleźć coś fajnego i niedrogiego...
W lumpeksach nie kupuję. Jakoś nie umiem. Kilka razy nawet próbowałam znaleźć tam coś dla siebie, ale nie udało mi się.
Jeśli się żyje z łaski ZUSu - to i na przecenę nie starczy. Poza tym nawet w najlepszych minionych czasach gotowych rzeczy kupować nie mogłam. Tak jak Ewita - obfita jestem "na północy", a do tego kurdupelek. A szyłam w nocy i w weekendy. :)

an_inna
20-07-2007, 17:07
Jaka szkoda, że Łódź tak daleko od Krakowa! Dałabym Ci zarobić :D bo też muszę przerabiać (tylko odwrotnie: górę zwężać, albo dół poszerzać). Niestety mam dwie lewe ręce, a nie jestem bynajmniej leworęczna:D A maszyna w domu stoi!

Alsko
20-07-2007, 17:21
A nie wmawiasz sobie? Te dwie lewe ręce. Mój syn mając lat chyba 15 sam przerobił sobie portki i koszulę. Kiedy nauczył się szyć - nikt nie wie, nawet on. Podpatrzył chyba. Pozdrowki

an_inna
20-07-2007, 17:28
A nie wmawiasz sobie? Te dwie lewe ręce. Mój syn mając lat chyba 15 sam przerobił sobie portki i koszulę. Kiedy nauczył się szyć - nikt nie wie, nawet on. Podpatrzył chyba. Pozdrowki
Niestety nie :mad: Całe lata próbowałam. I to w czasach, w których trudno było cokolwiek dostać. Zdobywałam Burdę, w pocie czoła robiłam wykroje, kroiłam, fastrygowałam i potem te potworki zapełniały szafę i stanowiły siedlisko dla coraz to nowych pokoleń moli. Przy przeprowadzce wyrzuciłam wszystko i na zawsze rozstałam się z nadzieją, że może jak się bardziej postaram... Za to umiałam całkiem ładnie szydełkować. Robiłam też na drutach, trochę mniej udanie, ale robiłam :D Więc może na emeryturze? Tylko stawy bolą :rolleyes:

Alsko
20-07-2007, 18:29
nie przejmujesz się i to jest ważne. Byle tak dalej. :) A ja szydełkując nigdy nie wiem, co mi wyjdzie. Hi, hi. :D

Ewita
20-07-2007, 21:53
...miec dwie lewe ręce :) .
Z natury jestem leworęczna, chociaż przez lata uczono mnie praworęczności. Teraz w rezultacie mam obie ręce sprawne tak samo, ale zawsze wolę lewą:) . Kochałam szydełko, nie cierpiałam drutów - teraz zresztą nie ma to większego znaczenia, jako że ręce mi drętwieją i wszystkie tego typu urządzenia po prostu bezwolnie wypadają z palców:mad: ... Szyc jeszcze mogę (na maszynie).

Alsko
20-07-2007, 22:16
a dopasowywanie, a wtykanie szpilek (krawieckich:) )! Ręce drętwieją i kościotrup boli. Bo ja często metodą błędów i prób. Ale lubię to, więc się poświęcam :D Najgorsze, że nie mam dużego stołu i często muszę podłogę wykorzystywać. Dlatego mi sterta narosła.

Ewita
22-07-2007, 17:54
Nie mam cierpliwości i zdrowia do wtykania szpilek (także tych krawieckich:) ) . Mam wyobraźnię plastyczną. Kroję wedle tej wyobraźni i na ogół się nie mylę. A kroję - albo na stole, albo na łóżku. Mój kościotrup dla odmiany nie przyjmuje do wiadomości, że można funkcjonować w głębokim pochyleniu, z rękami wyciągniętymi do przodu. Nie ma tej pozycji - bałwan niedorobiony - w swoim słowniku!!!:mad:

an_inna
22-07-2007, 18:03
Nie mam cierpliwości i zdrowia do wtykania szpilek (także tych krawieckich:) ) . Mam wyobraźnię plastyczną. Kroję wedle tej wyobraźni i na ogół się nie mylę. A kroję - albo na stole, albo na łóżku. Mój kościotrup dla odmiany nie przyjmuje do wiadomości, że można funkcjonować w głębokim pochyleniu, z rękami wyciągniętymi do przodu. Nie ma tej pozycji - bałwan niedorobiony - w swoim słowniku!!!:mad:
Ewitko, mówi się "nie ma takiej opcji" - trochę tego żargonu trzeba podłapać :) A dla Twojej wyobraźni plastycznej - chapeaux bas!

Alsko
22-07-2007, 18:06
ja szpilek używam do tych prób, a nie podczas krojenia. A na podłodze kroję siedząc, czołgając się... straszne to. Czasem robię to na desce do prasowania.
Eee, tam, przypomniałaś mi, że powinnam skończyć, co zaczęłam:confused:

Malgorzata 50
22-07-2007, 18:23
dwie lewe zdecydowanie -u mnie się przyczepily ...nie umiem szyć i nie naucze sie juz nigdy ot,kalectwo !!!

Basia.
22-07-2007, 18:31
Umiem robić przeróżne piękne rzeczy na drutach i na szydełku, umiem szyć, kłaść glazurę, tapetować, malować, tynkować ............ tylko po co mam to robić?

Alsko
22-07-2007, 18:42
No nie wiem... Ja robię, bo portfel puściutki, a na grzbiet i inne części człowieka coś wypada włożyć. Taki musik...

Lila
22-07-2007, 20:16
Jestem zielona z zazdrości....

Ja nic z tych rzeczy.To jest ,mam na myśli szycie,szydełko i druta...
Natomiast jestem mocna w gotowaniu i pieczeniu,choć odzwyczajam się obecnie..

Macie rację- pusty portfel jest najlepszym nauczycielem.Ja tego co umiem w pracy domowej,nauczyłam się ,jak mi brakowało od jednej wypłaty do drugiej..

A ponieważ jestem w tej sytuacji bardzo szczęśliwej,że liczyć nie muszę,to jestem ohydnym leniem.Sama czuję wstręt do siebie,kupując gotowe ciasta,przetwory i tym podobne...
Ale z drugiej strony....:)

Pani Slowikowa
22-07-2007, 20:30
to ja. Nic nie lubie kupowanego. Najchetniej sama wszystko zrobilabym.. Jest olbrzymia roznica pomiedzy ciastem domowym a tym kupowanym. To samo jest z pomidorami czy salata wychodowana we wlasnym ogrodzie.
Slodyczy prawie nie jem bo smakuja mi tylko te domowe a nie zawsze mam czas..
Z checia gdybym miala czas szylabym sobie wszystko.. budowala wlasny dom( po czesci wlasciwie to robie) Etc..
Luby mowi: dziewczyno , zyj i daj zyc ( w sensie zarob i daj zarobic) Wiem ze ma racje ale......ja jestem pracowita kobita :D

Lila
22-07-2007, 20:54
Asiu ,i to w Ameryce !!!

Błagam ,wywieś polską flagę na domu...
Niech ten kraj,co nas sprzedał w Jałcie,dowie się iż tu mieszka polska kobieta,która potrafi wszystko!
Jak tylko chce....

Bez trudu pobiegnie pieszo za kibitką uwożącą jej męża na Sybir,polegnie na barykadzie na Starówce....całe noce postoi w kolejce za szynką na Wielkanoc..

A przy tym zawsze jest szykowna,bo Polka potrafi !!

Ewita
22-07-2007, 21:29
Nie grzeszi ciesz się, że nie musisz... Z autopsji wiem, że z zupełnie innym nastawieniem robi się coś, bo się chce (patrz Słowikowa), z innym zaś gdy się musi. Ja Słowikową rozumiem - własnoręcznie z mężem stawiałam domek na działce i miałam frajdę rozrabiając zaprawę lub obcinając belki... Ale kiedy robię, bo muszę, to a wrrrrr...

Basia.
23-07-2007, 00:31
No nie wiem... Ja robię, bo portfel puściutki, a na grzbiet i inne części człowieka coś wypada włożyć. Taki musik...
Kiedyś robiłam to wszystko żeby zaoszczędzić, na drutach i na szydełku dziergałam dla siebie przepiękne ciuchy z włóczek kupionych /za bony/ w Pewexie. Remonty odwalałam sama, po raz pierwszy w życiu nie malowałam mieszkania jak wracałam z Radziejowic do Warszawy ........... i już nie będe chyba więcej tego robiła. Podobnie jak Lila jestem niezła w gotowaniu i pieczeniu ale się od tego odzwyczajam, prawie mi się udało.

małgorzatka303
24-07-2007, 12:50
To tak jak ja. Kiedyś też wszystko robiłam sama, robiłam bo musiałam, chociaż nie raz baaardzo mi tego nie chciało się robić. A teraz? Teraz chcę a nie muszę robić wielu rzeczy. Nie muszę stać w kolejkach, nie muszę szyć i dziergać własnoręcznie, a zwłaszcza nie muszę wstawać o czwartej i kłaść się po północy. Teraz właśnie chcę kłaść sie po północy, (nie chce mi się odejść od komputera) bo wiem, że rano to odeśpię, a lubię teraz poleniuchować, wypić kawę w łóżeczku, którą zrobi mi małżonek (przedtem ja mu szykowałam śniadanie). Kiedyś karą dla mnie było zajmowanie się ogrodem, żeby nie leżał odłogiem, teraz ogród jest moją pasją. Mam ich nawet dwa, wszystkie zadbane, pełne pięknych kwiatów. Nie lubię uprawiać warzyw, bo za dużo przy nich robory i szkoda czasu. Świeże warzywka dostaję od zaprzyjaźnionych sąsiadek w zamian za kwiatki i porady jak je pielędnować... i tak powolutku... Nie ma to jak na emeryturze, a zestarzeć się zawsze będę miała czas. Ale chyba nie nastąpi to prędko, bo nie mam nawet kiedy o tym pomyśleć....:D :D :D

en_vogue
24-07-2007, 14:35
Zgadzam się z Twymi słowami Małgorzatko,że nie ma czasu myśleć o starzeniu.Ja też teraz gdy nie pracuję zawodowo to mam większy apetyt na życie.Cieszy mnie każda chwilka przepracowana w ogródku(też tylko kwiatki),spotkania z przyjaciółmi mogą się przeciągać do późnych godzin. Teraz można żyć pełnią życia.
http://img512.imageshack.us/img512/1631/yg116jf9.gif (http://imageshack.us)

Pani Slowikowa
24-07-2007, 14:41
a czy wy wiecie ze tutejsza nasza "Domowa Boginka" Martha Stewart jest z pochodzenia Polka i to czystej krwi??
Zastosuje sie do polecen Lili i wywiesze polska flage przed domem... tylko musze ja najpierw sama uszyc i wyhaftowac wlasnorecznie bialego orla.. bo byle jakiej szmaty nie bede wieszac..:rolleyes:

Alsko
24-07-2007, 16:26
Pamiętaj o koronie i szponach, Słowikowo, żeby Ci kaczka nie wyszła:)
A ta Marta to z jakowegoś znanego rodu, o ile dobrze pamiętam.

Ewita
24-07-2007, 18:57
emeryckiego - czyli "goło i wesoło":D Nie interesuje mnie żadne wywieszanie flag z orłem podobnym do kaczki - bo wszak na emigrację wewnętrzną się udałam. W portfelu pusto, na koncie debet dopuszczalny sięga dna, ale "płyń barko moja, płyń" - śpiewam pełną piersią. W końcu do piątego nie tak daleko, jakoś się przetrwa! Teraz lato, warzywa tanie, a najważniejsza jest świadomość, że bywa gorzej (ale rzadko):D

Pani Slowikowa
24-07-2007, 21:08
daleko niestety.. tak ze wesolo mi jest ale nie z tego powodu:confused:
Chyba ze bym zostala milionerka to moze poszlabym na ta wczesniejsza.. a tak to jeszcze 10 lat..Mam nadzieje ze sie doczekam:)

Haftowac lubie ale nie haftuje bo nie mam czasu.. Moja mama pieknie to robila jak byla dziewczynka :)

Malgorzata 50
24-07-2007, 22:04
a czy wy wiecie ze tutejsza nasza "Domowa Boginka" Martha Stewart jest z pochodzenia Polka i to czystej krwi??
Zastosuje sie do polecen Lili i wywiesze polska flage przed domem... tylko musze ja najpierw sama uszyc i wyhaftowac wlasnorecznie bialego orla.. bo byle jakiej szmaty nie bede wieszac..:rolleyes: Wiemy ,wiemy ale przyznam ,ze nie cierpię tej baby i jej ciupciania serweteczek dekoracyjek,idealnego sprzatania i td .Wiem ,ze ja kochają amerykanskie panie domu -ale wiesz Slowiczkowo - nie jest to rodzaj kobiet z którymi lubiłbym przebywac dluzej,.Nie podoba mi się styl w guście ręczniczki pod kolor kafelkow , te same wzorki na dywanie firaneczkach i obrusiku i stosowne kwiatki w wazonie obrazy pod kolor umeblowania ,sweterki w Christmasy ,gotowanie dokladnie wg przepisow i odmierzanie wszystkiego miareczkami .Lozeczka oblozone poduszeczkami i poslane wg wzoru ,sterylne kuchnie brrrrrrrr...plus szeroki usmiech bez wzgledu na sytuacje -mieszczaństwo i gra pozorow -nie to nie dla mnie.

Ewita
24-07-2007, 22:24
Nazwisko tej pani, co to podobno ma polskie korzenie nic mi nie mówiło. Ale - kiedy przeczytałam co piszesz - identyfikuję się z Tobą całkowicie i bez wahania! Też tego nie cierpię, brrr...

hannabarbara
24-07-2007, 22:46
Gdzie te tanie owoce i warzywa? Bo na północy to nie! Dziś na najtańszym targu widziałam: czereśnie - 15zł./kg., cubula 4zł., zaś pomidory po 3,9 zł. Słowiczce gratuluję, że taka z niej Zosia Samosia. I w skrytości ducha odrobinę zazdroszczę.

Malgorzata 50
25-07-2007, 14:44
Ewita na TV Style mozna Marte S zobaczyć ...zebyś golosłownie nie przyłączała się do mnie ......W US ona prowadzi program przedpoludniowy ma jest jedna z najzamozniejszych kobiet Amerykki ,miala powazne klopoty podatkowe itd itd ...ale to nie jest tu istotne .Styl Marty Steward to styl Ameryki malych miasteczek i uroczych przedmieści zamieszkanych przez klase średnią - Smileville jednym slowem.Ja kocham miasta ,ruch i zupełnie inne klimaty -dlatego nie trawie Marty S

Pani Slowikowa
25-07-2007, 15:15
Wiemy ,wiemy ale przyznam ,ze nie cierpię tej baby i jej ciupciania serweteczek dekoracyjekona nie cierpi serweteczek powiem ze jest raczej zbyt prosta w swoich gustach "dekoracji domu" wprost purytanska Zobacz jak jest urzadzony jej dom w NYC albo w Coneticut ,idealnego sprzatania i td Uczy jak sprzatac Amerykanki ktore sa chyba najbrudnieszymi jakie znam.Wiem ,ze ja kochają amerykanskie panie domu -ale wiesz Slowiczkowo - nie jest to rodzaj kobiet z którymi lubiłbym przebywac dluzej,.Nie podoba mi się styl w guście ręczniczki pod kolor kafelkow ,i obrusiku i stosowne kwiatki w wazonie obrazy pod kolor umeblowania ,Nie uwaznie obserwowalas jej dekoracje.. ona nie cierpi tego . To jest typowy styl staroamerykanski a ona wlasnie w nim zrobila rewolucje sweterki w Christmasy okropnosc masz racje ale to nie Martha ooo nie!! Ona nie dzierga na drutach sweterkow tylko urzadza mieszkania. ,gotowanie dokladnie wg przepisow i odmierzanie wszystkiego miareczkami .Martha jest promotorka jezeli nie pionierem w amerykanskiej kuchni. Wyszukuje wszystkie nowosci przewaznie wloskie albo francuskie.Lozeczka oblozone poduszeczkami i poslane wg wzoru ,sterylne kuchnie brrrrrrrr...Widzialas je kuchnie z tymi misami ? Wszystko tylko nie sterylna..powiedzialabym raczej kuchnia artystki. plus szeroki usmiech bez wzgledu na sytuacje -Martha usmiecha sie w telewizji ..bo co jak prowadzi show to ma byc ponura?? Ona jest typowym nowojorczykiem raczaej twardza szczera i prosta a nawet niemila mieszczaństwo i gra pozorow -nie to nie dla mnie.

Uff napracowalam sie

an_inna
25-07-2007, 15:38
Małgorzato, a ja kocham oglądać jak Marta prasuje, np. lnianą pościel z monogramami! Długo się oglądać nie da, ale jak już mówiłam, ja kocham pracę - mogę się jej przyglądać godzinami. A jak Marta robiła deskę do prasowania widziałyście? Nie? Nie martwcie się, na pewno powtórzą :D

en_vogue
25-07-2007, 15:45
Kochane dziewczyny!
My też potrafimy robić to co Marta,tylko nas nie poproszono by to pokazywać jako telewizyjny show.



............http://img238.imageshack.us/img238/4740/dd1017276ho8.gif (http://imageshack.us)

FeliksG
25-07-2007, 16:38
Powiem coś, na zasadzie przekory do tytułu wątku. Niemal wszyscy, przechodząc na emeryturę, mowią o zdobytym, nareszcie, czasie wyłącznie dła siebie, o swobodzie robienia "co się chce", nawet o pełnej wolności, ktorą, napewno, wykrzystają do zrobienia tego wszystkiego, czego dotąd nie mogli. Widzę, w tych deklaracjach wiele optymizmu, nadziei i zwykłych pragnień oraz tęsknoty,za czymś upragnionym a nigdy nie zrealizowanym. Dużo i bardzo wzniosłych celów i perspektywy ich realizacji, ale....Gdzie realizm?
Prędzej czy później, ale raczej prędzej, każdy emeryt, podejmując jakieś działanie, spotka się, płynącym z podświadomości, pytaniem - po co? i co, mnie, to da?
Sądzę, że istotą i motorem naszych działań, na emeryturze, powinno być, wyłącznie, zaspokojenie naszych zachcianek. Prawda jest taka, że niczego już nie tworzymy, bo tym zajmują się młodsze pokolenia. Naszym zadaniem jest wypełnienie czasu, jaki nam pozostał, w sposób najprzyjemniejszy, dla każdego inny. Warto tylko pamiętać o przemianach biologicznych, jakim podlegamy, jak np. osłabianie pamięci i ćwiczyć - od czasu do czasu, krzyżowka.
Potwierdzeniem, tych moich przemyśleń, może być np. okoliczność, że starsze osoby lubią słodycze.
Rozważania o pełni życia na emeryturze, trzeba też odnieść do powiązań i powinności rodzinnych, stanu zdrowia czy poziomu materialnej egzystencji. Są to wątki do oddzielnych rozmów.

FeliksG
25-07-2007, 16:52
Powiem coś, na zasadzie przekory do tytułu wątku. Niemal wszyscy, przechodząc na emeryturę, mowią o zdobytym, nareszcie, czasie wyłącznie dła siebie, o swobodzie robienia "co się chce", nawet o pełnej wolności, ktorą, napewno, wykrzystają do zrobienia tego wszystkiego, czego dotąd nie mogli. Widzę, w tych deklaracjach wiele optymizmu, nadziei i zwykłych pragnień oraz tęsknoty,za czymś upragnionym a nigdy nie zrealizowanym. Dużo i bardzo wzniosłych celów i perspektywy ich realizacji, ale....Gdzie realizm?
Prędzej czy później, ale raczej prędzej, każdy emeryt, podejmując jakieś działanie, spotka się, płynącym z podświadomości, pytaniem - po co? i co, mnie, to da?
Sądzę, że istotą i motorem naszych działań, na emeryturze, powinno być, wyłącznie, zaspokojenie naszych zachcianek. Prawda jest taka, że niczego już nie tworzymy, bo tym zajmują się młodsze pokolenia. Naszym zadaniem jest wypełnienie czasu, jaki nam pozostał, w sposób najprzyjemniejszy, dla każdego inny. Warto tylko pamiętać o przemianach biologicznych, jakim podlegamy, jak np. osłabianie pamięci i ćwiczyć - od czasu do czasu, krzyżowka.
Potwierdzeniem, tych moich przemyśleń, może być np. okoliczność, że starsze osoby lubią słodycze.
Rozważania o pełni życia na emeryturze, trzeba też odnieść do powiązań i powinności rodzinnych, stanu zdrowia czy poziomu materialnej egzystencji. Są to wątki do oddzielnych rozmów.Powiem coś, na zasadzie przekory do tytułu wątku. Niemal wszyscy, przechodząc na emeryturę, mowią o zdobytym, nareszcie, czasie wyłącznie dła siebie, o swobodzie robienia "co się chce", nawet o pełnej wolności, ktorą, napewno, wykrzystają do zrobienia tego wszystkiego, czego dotąd nie mogli. Widzę, w tych deklaracjach wiele optymizmu, nadziei i zwykłych pragnień oraz tęsknoty,za czymś upragnionym a nigdy nie zrealizowanym. Dużo i bardzo wzniosłych celów i perspektywy ich realizacji, ale....Gdzie realizm?
Prędzej czy później, ale raczej prędzej, każdy emeryt, podejmując jakieś działanie, spotka się, płynącym z podświadomości, pytaniem - po co? i co, mnie, to da?
Sądzę, że istotą i motorem naszych działań, na emeryturze, powinno być, wyłącznie, zaspokojenie naszych zachcianek. Prawda jest taka, że niczego już nie tworzymy, bo tym zajmują się młodsze pokolenia. Naszym zadaniem jest wypełnienie czasu, jaki nam pozostał, w sposób najprzyjemniejszy, dla każdego inny. Warto tylko pamiętać o przemianach biologicznych, jakim podlegamy, jak np. osłabianie pamięci i ćwiczyć - od czasu do czasu, krzyżowka.
Potwierdzeniem, tych moich przemyśleń, może być np. okoliczność, że starsze osoby lubią słodycze.
Rozważania o pełni życia na emeryturze, trzeba też odnieść do powiązań i powinności rodzinnych, stanu zdrowia czy poziomu materialnej egzystencji. Są to wątki do oddzielnych rozmów.

Alsko
25-07-2007, 17:06
Feliksie,
powiedziałeś to, co mówią psycholodzy. Im jesteś starszy - tym większym bądz egoistą. Tylko że nie zawsze się to w praktyce udaje - niektórzy nie umieją, niektórych warunki zmuszają do altruizmu.
Ale generalnie masz rację. :-))

Pani Slowikowa
25-07-2007, 17:10
Powiem coś, na zasadzie przekory do tytułu wątku. Niemal wszyscy, przechodząc na emeryturę, mowią o zdobytym, nareszcie, czasie wyłącznie dła siebie, o swobodzie robienia "co się chce", nawet o pełnej wolności, ktorą, napewno, wykrzystają do zrobienia tego wszystkiego, czego dotąd nie mogli. Widzę, w tych deklaracjach wiele optymizmu, nadziei i zwykłych pragnień oraz tęsknoty,za czymś upragnionym a nigdy nie zrealizowanym. Dużo i bardzo wzniosłych celów i perspektywy ich realizacji, ale....Gdzie realizm?
Prędzej czy później, ale raczej prędzej, każdy emeryt, podejmując jakieś działanie, spotka się, płynącym z podświadomości, pytaniem - po co? i co, mnie, to da?
Sądzę, że istotą i motorem naszych działań, na emeryturze, powinno być, wyłącznie, zaspokojenie naszych zachcianek. Prawda jest taka, że niczego już nie tworzymy, bo tym zajmują się młodsze pokolenia. Naszym zadaniem jest wypełnienie czasu, jaki nam pozostał, w sposób najprzyjemniejszy, dla każdego inny. Warto tylko pamiętać o przemianach biologicznych, jakim podlegamy, jak np. osłabianie pamięci i ćwiczyć - od czasu do czasu, krzyżowka.
Potwierdzeniem, tych moich przemyśleń, może być np. okoliczność, że starsze osoby lubią słodycze.
Rozważania o pełni życia na emeryturze, trzeba też odnieść do powiązań i powinności rodzinnych, stanu zdrowia czy poziomu materialnej egzystencji. Są to wątki do oddzielnych rozmów.
Ktorzy nie bawia sie jak nie tworza??? Nie ma pytania po co?
Chyba jestem jeszcze mloda...:)

Alsko
25-07-2007, 17:35
Słowikowo najmilejsza,
wynika z rego, że robisz to, co lubisz. Ergo...
A młoda będziesz jeszcze długo, ho ho ho!

an_inna
25-07-2007, 18:28
Pytanie:"po co" przewijało się przez całe moje życie. Byłam stara od maleńkości :rolleyes:?
Trochę się zgadzam z Tobą Feliksie, a trochę nie. Przecież tworzy się nie "po coś", ale "z powodu". Różne to są powody i można poczytać o nich w biografiach twórców różnej maści, więc nie będę powtarzać. Najczęściej te powody są wewnątrz nas i takie głupstwo jak upływ czasu niczego tu nie zmienia.
To co proponujesz to zabijanie czasu, a (nie mogę się oprzeć i jednak zacytuję:)) jak powiedział Thoreau: Czy da się zabić czas nie raniąc wieczności?
Nie chcę zabijać czasu jedząc czekoladki i rozwiązując krzyżówki. Chcę żyć, a nie zaspakajać moje zachcianki. Może zresztą o to samo nam chodzi, tylko wyrażamy to inaczej. U mnie to nie hurraoptymizm, nie zamierzam robić rzeczy, których nie zdążyłam. Jak nie zdążyłam wtedy, to pewnie nie było warto. A stan zdrowia nie ten i będzie gorzej - też to wiem. Szkoda jedynie, że wtedy nie potrafiłam stosować zasady Carpe diem, co wcale nie oznacza egoistycznego koncentrowania się na sobie.
I jeszcze "czas jaki nam pozostał" - każdemu jakiś pozostał, ale naprawdę nikt nie wie ile:) Tylko młodzi o tym nie myślą i to pozwala im na to pozostawianie rzeczy na później. Oj, rzeczywiście temat - rzeka, i na kilka wątków sie nadaje. Pozdrawiam Feliksie i proszę: rozwiązuj krzyżówki dla przyjemności :)

FeliksG
25-07-2007, 18:49
Miły Słowiczku! zawsze ładnie śpiewasz ale tym razem, trochę, sfałszowałaś. To, przytoczone - po co - zaczyna nam towarzyszyć od momentu kiedy uznamy, sami przed sobą, że wykonaliśmy juz swoje obowiązki / spłodzisz dzieci, zbudujesz dom, wyprawisz potomstwo w ich własne życie / i pogłębia się, w miarę upływu lat. Staramy się zagłuszać, ignorować ten głos, ale czy nożna zagłuszyć podświadomość sterowaną, twardymi realiami bycia i życia?
Posłużę się przykładem - własnym. Rok temu zacząlem przygodę z komputerem i internetem co otworzyło, przedemną olbrzymie możliwości poznawcze. W zasięgu ręki znalazły się rzeczy których, dotad, nie znałem. Żeby korzystać tego, musiałem nauczyć się, zupelnie nowych technik, pojęć i myślenia. Uczyniłem to tylko w zakresie umożliwiającym, najprostsze korzystanie - dlaczego - bo zadziałało, podświadomo, po co mi więcej.
Alsko, ja myślę, że to nie jest egoizm. To jest rodzaj rezygnacji, godzenia się z realiami i przygotowywania się do tego co nieuniknione. Altruizm, owszem ale jako odskocznia bo my, w gruncie rzeczy, wzbraniamy się, co podkreśliła Pani Słowikowa.
Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do wzbraniania się nawet, jeśli jest to, trochę, samooszukiwanie się.

an_inna
25-07-2007, 19:00
Wiesz, wydaje mi się, że Cię "dopadło". Mnie też dopada, ale radzę sobie i to nie jest samooszukiwanie się tylko samo życie. Feliksie :) Uśmiechnij się! A co, jeśli lepiej być może?

dziennikarka
26-07-2007, 12:20
Witam Cię. Jestem początkująca na forum i jeszcze nie umiem się z nim odpowiednio obchodzić. Szukam chętnych blogujących seniorów do udzielenia mi wywiadu. kontakt : maga111@interia.pl

Bianka
26-07-2007, 12:37
Dwa razy zakładałaś wątek na ten temat, ale ani razu nie byłaś uprzejma się przedstawić, ani z nazwiska, ani nie powiedziałaś gdzie pracujesz. A to jest pierwszy OBOWIĄZEK każdego dziennikarza, który chciałby, aby udzielono mu wywiadu. Poza tym przypominam, że KAZDY OPUBLIKOWANY WYWIAD MUSI BYĆ AUTORYZOWANY.
Wybacz, ale w moich oczach nie jesteś żadną dziennikarką, tylko osoba, która z jej tylko znanych powodów szuka naiwnych.

Nika
26-07-2007, 12:47
Bianko,popieram Cię z człego serca.już raz zwróciłam tej Pani uwagę na brak kultury i profesjonalizmu w jej działaniach.Czyżby uważała seniorów za osoby,które mozna w ten sposób lekceważyć?!
re -watwk o wykorzystywaniu emerytury jako wolnego czasu dla siebie-jetem wprawdzie tzw.wczesną emerytką,nie mam wnuków do bawienia,ale zmartwił mnie pesymizm Feliksa.Jestem bardzo zadowolona,że mogę swobodnie dysponować wolnym czasem wg swych upodobań.Pogłębiam umiejętności komputerowe,uczę się włoskiego,piszę genealogię rodziny,prowadzę korespondencję z przyjaciółmi z Polski i zagranicy,podróżuję,a przede wszystkim cieszę się,że zdrowie w miarę dopisuje i mogę robić,co chcę lub nic nie robić -jak chcę...znajomość z senioritkami niektórymi przenoszę do realu,co daje równiez wiele wrażen.Życzę wszystkim radości i optymizmu.

Nika
26-07-2007, 12:49
4332-mam nadzieję,ze pesymistyczny nastrój już Cię opuścił.Pozdrawiam serdecznie.

Basia.
26-07-2007, 12:49
Asiu, podobnie jak Ty nie zadaję sobie pytania "po co" tylko robię z wielkim zaangażowaniem to czego się podjęłam, stale coś robię bo lubię, bo chcę ................. inaczej nie potrafię.

tar-ninka
27-07-2007, 15:20
Witam wszystkich. szukam blogujacych seniorów chetnych do udzielenia mi wywyiadu do reprtazu. kontakt: maga111@interia.pl
Czego Ty tak naprawde szukasz? przecież jezeli klikniesz w gornym pasku na napis -blogi- otworzą ci sie wszystki blogi naszych forumowiczek ,ktore te blogi pisza. wystarczy zwrocić sie do konkretnej autorki blogu i juz..W internecie duzo jest osob piszacych blogii łatwo jest znależć blog osoby dorosłej-starszej.Jako dziennikarka powinnas byc bardziej spostrzegawcza .A tak własciwie to od ilu lat według Ciebie jest się seniorem? .

jolita
27-07-2007, 18:58
4364Miałam dzisiaj propozycję udzielenia wywiadu dla TVP 2 - Panoramy w charakterze seniorki - internautki. Ze względów osobistych odmówiłam, ale mam prośbę - jeśli komuś to zdarzy się i weźmie udział w nagraniu by dał nam znać - obejrzymy...

Ewita
27-07-2007, 20:33
Może ta pseudo dziennikarka (nick nie świadczy o niczym) sprawdza, jak długo będziemy tolerować to naprzykrzanie się?
Powiem szczerze - zaczyna mnie to nudzić. Każdy średnio inteligentny człowiek zrozumie, kiedy mu się powie raz. A tu - tłumaczycie i tłumaczycie, jak przysłowiowej "krowie na granicy" i nic!:mad:

bogda
27-07-2007, 20:43
Nie wiedzieć dlaczego...ciągle jakieś dziwne osoby pojawiają się na naszym forum i chcą z nas coś wyciągać...nie wiem ...czy oni traktują nas jako króliki doświadczalne czy jak jakieś dziwadła, dzięki którym można wywołać jakąś sensację...

Nika
27-07-2007, 21:32
Pamietacie pana tomasza i wielebnego?A kysz!

elkarak
27-07-2007, 22:04
Cześć ja od 2 lat jestem na emeryturce. Odejść musiałam bo i tak były zwolnienia w firmie i ja jako mając uprawnienia do wcześniejszej emeryturki bym została na nią wysłana. Odeszłam z dniem 1 sierpnia i w sierpniu pojechałam z wnukiem na tydzień nad morze i tak co roku zbieram trochę pieniążków ,abym mogła choć na tydzień wyjechać z wnukiem . Właśnie w sobotę wróciłam zadowolona bo akurat trafiłam na super pogodą. Odchodząc niektórzy mówili ,że nie wytrzymam bez pracy (takiej biurowej),ale wytrzymuję i wcale mnie do tego nie ciągnie. Lubię troszkę poszyć ,w tym roku zmieniłam sobie maszynę do szycia ,poprzedniej nie opłacało się naprawiać. Też dłubię szydełkiem i na drutach więc pracy jest no i codzienne czytanie w internecie . Jest mi fajnie.

Lila
27-07-2007, 22:06
Elkarak:) ...fajnie mieć wnusia,prawda ?

FeliksG
27-07-2007, 22:12
Zwracam się do wszystkich, ktorzy wypowiedzieli się na moją myśl, zawartą w określeniu - po co -. Wypadło to jak namawianie do rezygnacji co dla osób mających przed sobą 20 i więcej lat życia, mogło zabrzmieć jak obelga a przy dobrej woli - jak zniechęcanie. Takich intencji nie miałem.
Chcę mocno podkreślić, że nie poddaję się temu, po co. Jestem aktywny fizycznie / majsterkowanie, domowe naprawy i ulepszenia, ogród, wypady rowerowe po okolicy/ i intelektualnie / dobra ksiązka, krzyżówki no i internet/. Nawet niedomagania zdrowotne, nieuniknione w moim wieku, nie nastrajaja mnie pesymistycznie a przyjmuję je jako rzecz naturalną. Podobnie jest z tym, po co, ktore pojawia się w przeróznych sytuacjach i momentach. Ja je odganiam, zagłuszam swoją aktywnością ale ono powraca i to tym częściej im jestem starszy.
Proszę więc, przyjmijcie te moje wynurzenia jako coś co może być ale nie musi i róbcie swoje.
Pozdrawiam serdecznie i życzę spełnienia zamiarów.

elkarak
27-07-2007, 22:20
Oj fajnie, a w listopadzie będzie coś następnego. Coś bo córka nie chce wiedzieć co ma pod serduchem. Tylko tyle że duża różnica będzie 9 lat.

Ewita
27-07-2007, 22:33
Takie pytania to "nihil novi"... Wracają do mnie, jak bumerang, od przeszło dwóch lat, kiedy los zmusił mnie do budowania życia na nowo. Dlatego rozumiem, co masz na myśli! Nie podejrzewam, żebyś chciał wszystkie tu obecne baby wpędzać w depresję! :). Co najwyżej będziemy próbowały wyciągnąć Cię z dołka, a to może być przyjemne. Wypowiedz się tylko, czy wolisz terapię indywidualną, czy grupową, no i czy Twoja partnerka jest łagodnego charakteru (bo oberwać za dobre intencje bym nie chciała)?:D

A tak poważnie - to są normalne i oczywiste pytania. Myślę, że świadczą o dojrzałości, ale i - nie gniewaj się - o samotności...

Ewita
28-07-2007, 10:08
...masz babo placek! Wystraszyłam Feliksa, albo co?:mad:

Alsko
28-07-2007, 11:12
Wcale tego, co napisałeś, nie odebrałam jako namawianie innych do rezygnacji, tylko jako >dołek psychiczny<, takie uwieranie.
Gdy coś swędzi - trzeba podrapać.
Hej! :)

FeliksG
28-07-2007, 15:44
Zgłaszam podwójne NIE.
Nie wystraszyłem się tylko głęboko zadumałm chcąc dojść dlaczego uważacie, żę jestem w dołku. Chciałem też zaprzeczyć poglądowi o samotności, która uwiera i wywołuje potrzebę / ładnie to określiłaś / podrapania się. Wyhamowałem jednak a to dlatego, że samotność, jako stan egzystencji, wpasowuje się w moją rzeczywistość - uff, wyszło to górnolotnie - chyba pod presją znanego powiedzenia:człowiek szanowany, kochany, otoczony nadroższymi mu osobami, umiera w samotności.
Wy, już mi pmagacie podejmując ten temat z dociekliwością i wczuwaniem się w istotę co na tym forum nie znajduje wielu chętnych. Dziękuję i choć to nihil novi, jak powiedziala Ewita to jako refleksja jest nieuniknione.
Pozdrawiam i do spotkania w wątku o samotności w chorobie, małżeństwie, miłości, macierzyńswie, przyjaźni, pracy, tłumie i wogóle w życiu.

hebra
28-07-2007, 16:05
Cytat;Samotność nie jest taka zła,jak się wydaje,może dlatego że ON kocha w nas nas samych,naszą samotność ;
Tylko zdanie sobie sprawy z własnej samotności może uszanować i dopełnić czyjąś.Dopełnić - nie zamienić.Nawet największa bliskośći współobecność nie likwiduje samotności.
To tyle moich przemyśleń.
Pozdrawiam

Alsko
28-07-2007, 18:30
Zwracam się do wszystkich, ktorzy wypowiedzieli się na moją myśl, zawartą w określeniu - po co -. /.../
Chcę mocno podkreślić, że nie poddaję się temu, po co. /.../ Ja je odganiam, zagłuszam swoją aktywnością ale ono powraca i to tym częściej im jestem starszy.
Proszę więc, przyjmijcie te moje wynurzenia jako coś co może być ale nie musi i róbcie swoje.
Pozdrawiam serdecznie i życzę spełnienia zamiarów.
muszę powiedzieć, że mam to samo i napawa mnie to strachem.
Dlatego chyba na Twoje posty odpowiadałam raz tak, raz siak. Bo się tego boję. Bo tego się "podrapać" nie da. A swędzi, psiakrew!

Malgorzata 50
29-07-2007, 00:07
Ja kocham prace a nie strate czasu na prasowanie droga anno -Małgorzato, a ja kocham oglądać jak Marta prasuje, np. lnianą pościel z monogramami! Długo się oglądać nie da, ale jak już mówiłam, ja kocham pracę - mogę się jej przyglądać godzinami. A jak Marta robiła deskę do prasowania widziałyście? Nie? Nie martwcie się, na pewno powtórzą :D
Ja kocham pracę tworczą i majaca sens ,a nie stratę czasu zwana prasowaniem ,pucowaniem na błysk i pieczeniem i lepieniem pierogow

Malgorzata 50
29-07-2007, 00:10
Cytat;Samotność nie jest taka zła,jak się wydaje,może dlatego że ON kocha w nas nas samych,naszą samotność ;
Tylko zdanie sobie sprawy z własnej samotności może uszanować i dopełnić czyjąś.Dopełnić - nie zamienić.Nawet największa bliskośći współobecność nie likwiduje samotności.
To tyle moich przemyśleń.
Pozdrawiam
ON czyli kto herbo ? Kochac to my się musimy sami i wtedy jestesmy w stanie zaakceptowac siebie samych i być sami ze soba bez poczucia pustki .

an_inna
29-07-2007, 00:11
Ja kocham prace a nie strate czasu na prasowanie droga anno -
Ja kocham pracę tworczą i majaca sens ,a nie stratę czasu zwana prasowaniem ,pucowaniem na błysk i pieczeniem i lepieniem pierogow
Małgosiu, gdzie Twoje poczucie humoru? A tworzyć można wszystko - pierogi też (to już jest serio). Mnie akurat to nie wychodzi...

Malgorzata 50
29-07-2007, 00:13
Zgłaszam podwójne NIE.
Nie wystraszyłem się tylko głęboko zadumałm chcąc dojść dlaczego uważacie, żę jestem w dołku. Chciałem też zaprzeczyć poglądowi o samotności, która uwiera i wywołuje potrzebę / ładnie to określiłaś / podrapania się. Wyhamowałem jednak a to dlatego, że samotność, jako stan egzystencji, wpasowuje się w moją rzeczywistość - uff, wyszło to górnolotnie - chyba pod presją znanego powiedzenia:człowiek szanowany, kochany, otoczony nadroższymi mu osobami, umiera w samotności.
Wy, już mi pmagacie podejmując ten temat z dociekliwością i wczuwaniem się w istotę co na tym forum nie znajduje wielu chętnych. Dziękuję i choć to nihil novi, jak powiedziala Ewita to jako refleksja jest nieuniknione.
Pozdrawiam i do spotkania w wątku o samotności w chorobie, małżeństwie, miłości, macierzyńswie, przyjaźni, pracy, tłumie i wogóle w życiu.
Mysle Feliksie ,ze to strach .....i trudnosc w spojrzeniu w oczy lekom powoduje ,ze krzatamy się ,pod pozorem niezbednosci działań zbędnych .I pocieszamy ciebie -choc nie potrzebujesz pociechy po prostu glosno powiedziales to co się nam na dnie duszy kolacze niesmialo .Ze ile jeszcze tych pozorow ,że czas nie minąl i że tak naprawdę to nie rzeczywista potrzeba ,a wlasnie zachcianki pchaja nas do działania.Ale feliksie jeszcze nie teraz ...jeszcze trochę ..pozwol nam wierzyć ,ze jeszcze mamy czas...

Malgorzata 50
29-07-2007, 00:15
Małgosiu, gdzie Twoje poczucie humoru? A tworzyć można wszystko - pierogi też (to już jest serio). Mnie akurat to nie wychodzi...

Anno -msz rację jakas mucha mnie dziś ugryzla .Przeczekam do jutra i nie będe taka zasadnicza .Moj syn skończyl dziś 30 lat -może dla tego poczulam uplywajacy czas

an_inna
29-07-2007, 00:25
Gratulacje dla syna! I dla mamy oczywiście też :) Cóż...dzieci oburzająco szybko się starzeją :mad:

Pani Slowikowa
29-07-2007, 00:25
Takich arbuzow ci odpowiadaloby??



http://img171.imageshack.us/img171/5733/melons1tr3.jpg (http://imageshack.us)
Shot at 2007-07-28

Malgorzata 50
29-07-2007, 01:17
Dzięki Anno- oburzająco!!!! i Slowiczko -cud arbuzy chyba zaczne cwiczyć .....

Anielka
29-07-2007, 01:22
Małgosiu to nasze dzieci sie starzeja nie my.Kiedyś bylysmy piekne i młode ,a teraz jestesmy piekne i jest oki.Pozdrawiam srdecznie.4435

Nika
29-07-2007, 10:04
Gośka,zależy ,ile lat miałaś,jak go urodziłaś...a poza tym masz tyle mlodości w sobie,ze trudno aż uwierzyć,iż jesteś mama tak duzego chłopczyka...nawiasem mówiąc moja córka w przyszłym roku również dobije do 30!!Co zrobić?

Ewita
29-07-2007, 10:45
...rozumiem to trochę inaczej. Nie lęk przed starością jako taką i końcem powodują moje pytania "po co?" - tylko perspektywa samotnego starzenia się.
Jak widać - "każdy ma swoje Himalaje". Ja swoje zaczęłam pokonywać po utracie męża. Od dwóch i pół roku usiłuję znaleźć formułę, która zagłuszyłaby to moje nieustanne "po co?". No, bo tak: nie przekonuje mnie (co wszyscy dookoła mi wmawiają), że powinnam żyć dla dzieci. Każdy człowiek ma jedno życie - swoje własne! Nie mogę "podczepiać się" pod cudze! Teraz jeszcze jestem potrzebna Ani, niech studiuje - jeśli będę jej potrzebna, pomogę. Ale gdyby to miało trwać dłużej - zrobiłabym jej tylko krzywdę! A z drugiej strony perspektywa bycia "dodatkiem do..." przeraża mnie. Po co? Mniej boję się śmierci (właściwie nie boję się) niż takich perspektyw! Przyjaciele? Tak! Oczywiście - są niezbędni i ubarwiają rzeczywistość. Ale nie dzielą ze mną codzienności. A to właśnie codzienność tworzy życie. Jak wiesz - na brak schorzeń nie mogę narzekać. I to jest ten dodatkowy strach i dodatkowe pytanie "po co?".

Alsko
29-07-2007, 10:59
na Feliksa jako te harpie!!! Niczego nam nie wmawiał, podzielił się tym, co go swędzi.
Mnie też swędzi. I Ewitę swędzi. I nie pomaga drapanie. To co, mamy o tym nie pisać?
Ja mu wmawiałam, że jest w dołku, żeby zagłuszyć własny strach przed tym, o czym on pisał.
At, życie...

Malgorzata 50
29-07-2007, 11:23
...rozumiem to trochę inaczej. Nie lęk przed starością jako taką i końcem powodują moje pytania "po co?" - tylko perspektywa samotnego starzenia się.
Jak widać - "każdy ma swoje Himalaje". Ja swoje zaczęłam pokonywać po utracie męża. Od dwóch i pół roku usiłuję znaleźć formułę, która zagłuszyłaby to moje nieustanne "po co?". No, bo tak: nie przekonuje mnie (co wszyscy dookoła mi wmawiają), że powinnam żyć dla dzieci. Każdy człowiek ma jedno życie - swoje własne! Nie mogę "podczepiać się" pod cudze! Teraz jeszcze jestem potrzebna Ani, niech studiuje - jeśli będę jej potrzebna, pomogę. Ale gdyby to miało trwać dłużej - zrobiłabym jej tylko krzywdę! A z drugiej strony perspektywa bycia "dodatkiem do..." przeraża mnie. Po co? Mniej boję się śmierci (właściwie nie boję się) niż takich perspektyw! Przyjaciele? Tak! Oczywiście - są niezbędni i ubarwiają rzeczywistość. Ale nie dzielą ze mną codzienności. A to właśnie codzienność tworzy życie. Jak wiesz - na brak schorzeń nie mogę narzekać. I to jest ten dodatkowy strach i dodatkowe pytanie "po co?". Madrosc przez ciebie przemawia Ewito -kiedy zostawil mnie maz -mloda bylam -i cierpialam jak potepieniec wszyscy naokolo mowili "zyj dla dzieci" ale przeciez dla dzieci ,żyje sie i tak -po to by mogly bezpiecznie odejść i zaczac żyć na wlasny rachunek.zycie dla dorosłych dzieci -jest żałosne,bo one po prostu tego nie potrzebują ,a powiedziałabym ,ze to wręcz uwiera i przeszkadza -dlatego pytanie "po co?" jest takie trudne i kazdy te Himalaje musi w znoju i zaciskajac zęby pokonywac sam starając się ,zeby ta wsopnaczka miala jakikolwiek sens ...ale odnalezienie sensu jest czasami naprawdę trudne.Czasem zazdroszcze tym,którzy maja wiare ...bo być może wiara stwarza złudne poczucie sensu istnienia za sprawą jakiejs wyzszej istoty i zgodnie z jej wolą -niestety ja nie potrafię odnależc sensu w dżwiganiu swego losu bez wzgledu na to co nas spotyka ,bardziej przekonuje mnie zwrócenia się w stroneę ludzi ,ciekawosć swiata i tego co bedzie dalej......bo moze jednak coś fajnego jeszcze się wydarzy ....

baburka
29-07-2007, 11:37
Niczego nam nie wmawiał, podzielił się tym, co go swędzi.
Mnie też swędzi. I Ewitę swędzi. I nie pomaga drapanie. To co, mamy o tym nie pisać?
Pisać, bo łatwiej mi zdefiniować własne swędzenie!
zagłuszyć własny strach przed tym, o czym on pisał.

A właśnie! Nie chcę niczego zagłuszać, lecz odszukać źródło lęku, zbadać je i zaczerpnąć tego, co ze sobą niesie.
Nie wiem nawet, czego tak do końca mam się bać. Niejednokrotnie w stany lękowe spychała mnie własna wyobraźnia, niejednokrotnie wyobrażone strachy w konfrontacji oko w oko nie były wcale takie groźne. Samotność, choroby, niepełnosprawność pod każdym względem - co jeszcze ma mnie dogłębnie przestraszyć? A jednak istnieją obawy, na razie wiem, że boję się na zapas, co nie ma sensu, bo dość się nacierpię, gdy moja starość przywdzieje właściwą jej szatkę. Ciekawe jaką i czy mnie to rzuci na kolana?
Dzięki Feliksie! Starość to starość, ale w istocie co? Zgadzam się z Tobą. Inspirujesz, jak dla mnie to dużo, bo właśnie mnie swędzi. Niech chociaż wiem, gdzie mam się drapać.:)

Ewita
29-07-2007, 11:40
...z tą nadzieją nie mogę dojść do ładu od dawna:)

ECH, ŻYCIE…

Marzenia – białe płatki śniegu -
opadają powoli, łzami topnieją…
Gubię sens, ustaję w biegu,
kłócę się z własną nadzieją…

Pewnie znów jej – zmęczona – ustąpię,
raz kolejny uwierzę, że warto…
Znów mi ochłap snów rzuci los – skąpiec,
odwracając kolejnych dni kartę…

Alsko
29-07-2007, 11:45
Ewita,
zdolna bestyja! :-))

baburka
29-07-2007, 12:13
Czy nie jest tak, że boimy się takiego wcielenia starości, jakie znamy z najbliższego otoczenia? Czy nie jest tak, że musimy ciężko/refleksyjnie wypracować swoje własne? Czyż nie jest tak, że najłatwiej - siłą inercji - dreptać na spotkanie ze śmiercią wyznaczonym przez innych szlakiem? Życie jako zadanie zawsze ciśnie. Najpierw ekstrementa lepią się do tyłka, później pryszcze wpędzają w głębokie kompleksy, następnie ... , na koniec jakoś trzeba się zestarzeć na tyle, aby umrzeć. Pozostaje otwatre pytanie: jak?

tar-ninka
29-07-2007, 13:31
Baburko ,pytasz jak się zestarzeć ? A ja się pytam od kiedy mam zaczac się starzec? Swego czasu usłyszałam w Tel-Avivie taką rozmowę-- Wiesz że Mosze umarł? co ty powiesz,a ile mial lat? w tym miesiącu skonczyl 78 lat .No popatrz taki młody , mógł jeszcze pożyc...--Miałam wtedy 50 lat i wydawało mi się ze już jestem stara.Opowiedziałam tę rozmowę ,komuś kto miał 92 lata.na imie mał Simche co po polsku znaczy radośc .Wtedy Simche mi powiedział :stary, co znaczy stary? stary to łach , but, ale człowiek ? nigdy , ma tylko więcej lat .Że jest mniej sprawny fizycznie.. a czy wszyscy młodzi sie szybko ruszają? Że nie jest ładny ?...a czy wszyscy młodzi sa piękni?..że czesto choruje ? a młodzi nie? że wnet musi umrzeć? ..a młodzi nie umierają?.No więc widzisz mamy wszystko to co młodzi a nawet więcej bo doświadzczenie ,większą wiedzę . Teraz dziękuję Bogu za kazdy dzien i cieszę się nim...I rzeczywiście był pełem radości i życzliwości do całego świata.Znałam Go tylko miesiac ale nigdy nie zapomne tych naszych rozmow .On dal mi wskazowkę jak sie "starzec". Z podniesioną głową, z humorem iśc na spotkanie tego co nie uniknione.

hannabarbara
29-07-2007, 13:39
A ja proponuję, by starzenie się, po prostu odłożyć na później!

Alsko
29-07-2007, 13:48
a ja nie pytałam, jak się starzeć. Samo pooooszło w rytm tego, jaka jestem.
Teraz mnie swędzi co innego. Między innymi np. ewentualność niesprawności, bo nikt chyba nie lubi zależności od innych.
Nie ma co gadać - ta pora życia jest najgorzej "skrojona" przez Naturę!!! Ale ma też swoje dobre strony, ma...

Sunshine
29-07-2007, 15:46
Simche co po polsku znaczy radośc .Wtedy Simche mi powiedział :stary, co znaczy stary? stary to łach , but, ale człowiek ? nigdy , ma tylko więcej lat .Że jest mniej sprawny fizycznie.. a czy wszyscy młodzi sie szybko ruszają? Że nie jest ładny ?...a czy wszyscy młodzi sa piękni?..że czesto choruje ? a młodzi nie? że wnet musi umrzeć? ..a młodzi nie umierają?.No więc widzisz mamy wszystko to co młodzi a nawet więcej bo doświadzczenie ,większą wiedzę .

Ta żydowska filozofia,co by nie powiedzieć,ma w sobie tak wiele mądrości.

Alsko
29-07-2007, 15:56
Bo ta filozofia liczy sobie lata w tysiące. Dlatego taka mądra.

baburka
29-07-2007, 17:20
był pełem radości i życzliwości do całego świata... Z podniesioną głową, z humorem iśc na spotkanie tego co nie uniknione.
Pięknie... Inaczej - jest wybór.

baburka
29-07-2007, 17:33
ewentualność niesprawności, bo nikt chyba nie lubi zależności od innych.
Też się o to obawiam, ale staram się podejść racjonalnie i sama siebie nie straszyć na zapas, wszak większość ludzi umiera w niezłej kondycji.
ta pora życia jest najgorzej "skrojona" przez Naturę!!! Ale ma też swoje dobre strony, ma...
Mnie cieszy coraz większa wolność od odpowiedzialności, łapanie kontaktu z dziećmi na linii dorosły - dorosły, prawo do ułomności, które i tak towarzyszyły mi całe życie. Wreszcie mogę powiedzieć:" Na starość tak mi się probiło". A niech kto spróbuje zaprzeczyć...:) :) :)

Alsko
29-07-2007, 17:45
ale moje strachy są strachami takimi, co to trudno przegonić.
Może uczestnictwo w Klubie pomoże. :) :)

hebra
29-07-2007, 19:59
Imć Pana Zagłobę
cytat:Kiedym siedemdziesiąty siódmy rok począł , ckliwo mi jakoś było na sercu,że dwie siekiery nad karkiem wisiały; ale gdy mi osiemdziesiaty minąl,taki duch we mnie wstąpił,że jeszcze mi żeniaczka po głowie chodziła.:
Pozdrawiam4455

Alsko
29-07-2007, 20:02
Hebro,
dobrze, że przypomniałaś! Jakoś razniej :-))

an_inna
29-07-2007, 23:38
"Nazywałem to życiem, a życia nie było.
W resztce słońca, w pośpiechu, płacąc za benzynę,
Zobaczyłem: to nie ja. Zamiast mnie coś żyło."

To niestety nie ja, a Dariusz Suska (całość w sobotniej GW)
O to mi właśnie chodzi, żeby wreszcie tak nie było :mad: Lepiej późno niż później???

Basia.
30-07-2007, 00:10
"Nazywałem to życiem, a życia nie było.
W resztce słońca, w pośpiechu, płacąc za benzynę,
Zobaczyłem: to nie ja. Zamiast mnie coś żyło."

To niestety nie ja, a Dariusz Suska (całość w sobotniej GW)
O to mi właśnie chodzi, żeby wreszcie tak nie było :mad: Lepiej późno niż później???
Lepiej poźno niż za późno.

Ewita
31-07-2007, 19:40
...ta pełnia życia - to ja wysiadam!:mad:
Od wczoraj walczę z opornym programem. Ja rozumiem - trzeba było zmienić poczciwego Windowsa na Linuxa, bo - jeśli mam zarabiać przez internet, to ktoś mógłby stwierdzić, że Windows Home nie do tego miał służyć... No, rozumiem! Ale żeby mnie zmuszać do klincowania przez tyle godzin i użerania się z opornym ustrojstwem??? Się pytam grzecznie: za jakie grzechy???

Basia.
31-07-2007, 19:49
zobaczysz, cierpliwości moja panno .......... a teraz pytam z ciekawości czy ten Linux jest bardzo skomplikowany?

Ewita
31-07-2007, 19:56
A cholerka ciemna jego wie! Mój syn - jedyny słuszny jeżeli chodzi o komputery - twierdzi, że to świetny system! Taaaa... Tyle że zamiast Kubuntu, wgrał mi Ubuntu. Dla mnie to jeden pies (nie obrażając psa), ale podobno on sam nie wie, co jeszcze ten system sobie wyduma...:mad:

Alsko
31-07-2007, 20:06
Mój "specjalista" optuje za Windowsem. Bo "tylko intuicja do niego potrzebna". I bądz tu mądra i zdejmij majtki przez głowę! Powodzenia życzę w zmaganiach :)
Jeśli taki matoł jak ja pokonał wywalanie z Sieci, to Ty nie dasz rady?!

Ewita
31-07-2007, 20:25
Też optuję za Windowsem! Kocham Windowsa, od momentu, kiedy musiałam się z nim rozstać! To coś, co mi wyłazi z komputra - to jest tragedia narodowa! Naprawdę! Ja się mam w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do techniki!!! A on robi numery i nie rozumie, że powinien myśleć za mnie - jak robił to poczciwiec Windows... Nie lubię Ubuntu! Barrrdzo nie lubię!

Alsko
31-07-2007, 20:36
w komputerowej materii. Bardzo żałuję, że rozkazałam bachorowi wyjechać na krótki wywczas. Gdybym miała go pod ręką - musiałby Cię pocieszać radami.
A tak... Masz tylko śmieszka ode mnie :)

berbeć
31-07-2007, 20:52
Tjaaa.... Ewita nie marudź... Ubuntu nie jest takie złe na jakie wygląda. :P To nic że Mozillę masz na pół pulpitu, a odpowiednik outlook'a zajmuje nie wiem czy jedną 10 :P przynajmniej Ci się nic nie wywali, masz forum na którym wszystko jest (podobno) wytłumaczone krok po kroku... Poza tym Linux to "wyższy" stopień wtajemniczenia jak moi obaj bracia twierdzą :P Damy radę :P

Ewita
31-07-2007, 20:57
...wszystkie moje dzieci są ode mnie mądrzejsze - jak widać! Berbeciu jeden, uprzykrzony i rodzony! Ja bardzo proszę - nie kpij ze starej matki! Ja już nie będę Ci publicznie wypominać, że byłaś bezradna, jak dziecko, kiedy paskuda nie chciała mi stron otwierać, że "zapodałaś" na to cudowne forum temat, który olano totalnie i że musiałyśmy wczoraj na "cito" wzywać Michała!
Dziewczyny! Same widzicie, że mam przechlapane:mad:

Alsko
31-07-2007, 20:59
Ewito,
ten/ta Berbeć to Twojego autorstwa?
Berbeć :-))

an_inna
31-07-2007, 21:00
Niech mnie ktoś oświeci, co to jest Ubuntu oraz Kubuntu? Nowe państwo afrykańskie, kacyk, rzeka czy narzecze?????
O Linuxie słyszałam, ale w praktyce nie wiem czym to się je. Może ktoś z Was z niego korzysta i podzieli się doświadczeniami?

berbeć
31-07-2007, 21:10
Po pierwsze Ta Berbeć (Anna) i faktycznie można powiedzieć że autorstwa Ewity.

2 Co do Kubuntu i Ubuntu są to edycje Linuxa. Skąd się wzięły nazwy można sobie poczytać na www.ubuntu.pl ja sama nie pamiętam ;)

3. W kwestii doświadczeń to właśnie Ewita się dzieli.... :)

Ewita
31-07-2007, 21:15
Tak! Aniu - nie wyprę się Berbecia! To jest właśnie to moje młodsze dziecko, które wybrało politechnikę (na moje nieszczęście!). Teraz jestem w znaczącej mniejszości, bo jako jedyna w rodzinie - kończyłam uniwerek i nikt mnie nie rozumie!:mad:
Jeśli idzie o doświadczenie w paskudnym Ubuntu - to właśnie jestem w trakcie poznawania i oswajania paskudy! Ciężko mi to idzie, oj, ciężko!

Ewita
01-08-2007, 22:49
...emerycko - rentowego... Właśnie mi na konto wpłynęły te moje grosiki - chyba tylko po to, żeby mnie zdołować, bo na pewno nie po to, żeby za nie spróbować przeżyć miesiąc!
Czy już mówiłam, że bardzo, ale to bardzo nie lubię Fenicjan?!!!
I po jaką cholerę oni te pieniądze wynaleźli?!

Alsko
01-08-2007, 22:54
Żebyś nie musiała latać po domu i szukać czegoś na wymianę, ot po co.
A do moich groszy daaaleko, jeszcze 9 dni. O kant tej tam na 4 litery to rozbić!

an_inna
01-08-2007, 22:58
na pociechę:
Pewien kacyk z plemienia Ubuntu
Swych rodaków wciąż wzywał do buntu.
"Zamykajcie te okna,
By wam noga* nie zmokła"
Ale nie miał posłuchu wśród tłumtu**

*można wstawić inną część ciała:D
**tłum znajdujący się tu :D