PDA

View Full Version : starych drzew się nie przesadza


hebra
02-07-2007, 14:43
Witam,
tak brzmi przysłowie tak mówili w mojej młodości moi dziadkowie.A życie toczy się swoją drogą na której stawia nas w sytuacji przymusowej.W takich okolicznościach postawiło mnie również czyli przeprowadzka do innej miejscowości.Aby było trudnej do bloku co prawda 4 piętrowego ale blok.

Proszę może macie sprawdzone sposoby aby odnaleść się w tej sytuacji bo czuje się jak w klatce.

Ostatnio oglądalam nawet program o przesadzniu starych drzew - odcinano im korzenie,skracano gałęzie po przesadzeniu wspierano jej odciągnikami,zakładano dbanie o nie po przesadzeniu ale zawsze pozostaje wątpliwość czy przyjmą się w nowym miejscu.
Z góry dziękuje za porady.
Miłego dnia.

Pani Slowikowa
02-07-2007, 14:56
Postaraj sie znalezc jakies plusy w Twojej sytuacji. Moze jestes blizej dzieci i wnuczkow? Moze bedziesz miala mniej roboty mieszkajac w bloku? Z sasiadzmi jest w bloku szybki kontakt i mozesz sobie uciac pogawedki na kawusi u sasiadki albo poleciec elegancko do miasta na zakupy ..
Rozumiem Cie i trzymam kciuki. Ja co prawda za mlodu ale bylam wyrywana z korzeniami kilka razy ... a przesadzano mnie w trzech roznych krajach.. Za kazdym razem sie przyjelam i gdyby teraz jeszcze raz chcianoby mnie przesadzic chyba tez bym sie zaklimatyzowala mimo wieku..

POLA
02-07-2007, 15:40
witaj w naszym klubie, znajdziesz w nim na pewno takich forumowiczów, którzy pozwolą Ci się odnaleźć w nowym miejscu. Korzeni nie pprzycinaj, wypuść nowe, a jak będzie Ci smutno, zajrzyj do nas, bo tu bywa i wesoło, i poważnie, czasem też zgrzyta, ale ogólnie - jest OK.
Pozdrawiam :) i czekam na Twoje posty, włącz się w Polaków rozmowy całodzienne (niektórzy buszują tu nawet w nocy)

jolita
02-07-2007, 15:49
Tajemnicza(czy?) Hebro. Otwórz się choć trochę przed nami
http://www.klub.senior.pl/roznosci/t-przedstaw-sie-page21-256.html , a ta praktyka przyda się również w spotkaniach sąsiedzkich...Cztero-piętrowy budynek....ciesz się! - mnie wydaje się, że najbardziej wyobcowani są mieszkańcy wieżowców i sama będąc mieszkanką 4-piętrowca tamtym serdecznie współczuję...Wystarczy popatrzeć na nich w windzie: na ogól ni uśmiechu, ni "dzieńdobry"...Miłych dzionków życzę z nami i z sąsiadami...3462

POLA
02-07-2007, 16:34
to chyba nie od ilości pięter zależy, ale od mieszkańców. Wyobraź sobie na IX piętrze w jednym z warsz. bloków wspólne pieczenie pączków około północy. Taka sąsiedzka zachcianka. Tak też bywa, ale może tylko bywa i w tym sęk.

jolita
02-07-2007, 16:48
Poprostu wydaje mi się łatwiejsze nawiązanie kontaktów w - jak ja uważam - bardziej kameralnym środowisku. W moim IV-pietrowym domu są 34 mieszkania, ale jakoś tak bardziej "w kupie". Bez wyjątkowej potrzeby nie bywamy u siebie, ale w potrzebie wszędzie znajdzie się pomoc. Wszyscy kłaniamy się sobie, czasem porozmawiamy i taką samą formę przyjmują nowi lokatorzy. Jakkolwiek "nie ma reguły bez wyjątków" to "małe (choć grubawe) jest piękne!"

hebra
02-07-2007, 17:51
:) Dziękuje za odpowiedz,gdy byłam młodsza też byłam Jasiem Wędrownikiem ale teraz jest trudniej po 6 miesiącach od przeprowadzki usiłuje się dostosować do nowych warunków i sąsiadów.

hebra
02-07-2007, 17:54
Dziękuje za dobre słowa i wsparcie.:)

hebra
02-07-2007, 18:01
Dziękuje,napewno skorzystam z tej rady ale w tym jest problem że to ja jestem obca .To starzy mieszkańcy muszą potwierdzić mój statut mieszkańca.:)

Honorka1949
02-07-2007, 18:07
Malo wiem o Tobie.Nie wiem czy zmienilas miejsce zamieszkania ze wzgledow zdrowotnych , czy moze dlatego ze mieszkaja tu Twoje dzieci?Wiem jednak ,ze wszedzie mozna spotkac zyczliwych ludzi.Trzeba na to niestety troche czasu.Sasiedzi jak to sasiedzi. Sa rozni.Moze tez chcieliby zblizyc sie do Ciebie ale Ty im nie dajesz szansy.I odwrotnie.Czy jestes sama ? Jezeli dusisz sie w swoim mieszkaniu wychodz z niego jak najczesciej.Nie wiem gdzie mieszkasz , ale napewno w Twoim miescie sa kluby , kawiarnie, parki.Idz tam. Napewno spotkasz kogos z kim bedziesz mogla pogadac o swoim problemie.Sadze rowniez , ze dobrze zrobilas ze jestes z nami.Pozdrawiam Cie serdecznie.

Sunshine
02-07-2007, 18:19
Dziękuje,napewno skorzystam z tej rady ale w tym jest problem że to ja jestem obca .To starzy mieszkańcy muszą potwierdzić mój statut mieszkańca.:)
Witaj,rok temu przeżyłam podobną sytuację.
Zostałam zmuszona do przeprowadzki z małej kameralnej kamienicy gdzie w sześciu mieszkaniach mieszkało sześciu lokatorów.
Spędziłam tam ponad trzydzieści najlepszych lat swojego zycia.Przeprowadziłam się do X-piętrowego bloku.Do dzisiaj chwilami myślę;co ja tu robię,kiedy pójdę do domu.
Ale staram się znależć też dobre strony.W poprzednim miejscu bardzo marzłam bo kamienica była nieocieplona a nawet nieotynkowana.Teraz jest mi cieplutko,a to jest duży plus.A co do sąsiedztwa to rzeczywiście trudno jest nawiązać znajomości ale z niektórymi już się pozdrawiamy,uśmiechamy się do siebie i wydaje mi się że w razie jakiejś poważnej potrzeby mogłabym spokojnie zapukać do sąsiednich drzwi.
Życzę Ci serdecznie jak najszybszego zaaklimatyzowania się,no i witam Cię na forum,baw się dobrze.:)
Ps. i nie zastanawiaj się kto się ma do kogo pierwszy uśmiechnąć,zrób to pierwsza to zawsze procentuje.:)

inka-ni
02-07-2007, 21:00
No ja już w Krakowie zmienialam dwa razy mieszkanie.Z tym,że jeden blok dalej.Mieszkalam na parterze i też marzlam choć w bloku,byl nieocieplny.Teraz też mieszkam w 10-io piętrowym na I piętrze jestem b.zadowolona,często lokatorzy się zmieniają,bo są 1-no pokojowe mieszkania- większość. Nie narzekam,chociaz wyprowadzila się sąsiadka,która miala mnie jak córkę to jej slowa i ze wszystkim się zwierzala,ja jej również ma dobrą pamięć.Dzwonimy do siebie,no ma na szczęscie córkę i obie zamieszkaly razem.Herbo sąsiedzi potrafią być sympatyczni, lecz to my też powinniśmy wychodzić naprzeciw.Póki co rożmawiaj w naszym klubie z nami-Powodzenia na nowym mieszkaniu.3468

qrystyna216
02-07-2007, 21:27
Od 24 lat mieszkam w wieżowcu 10-piętrowym. Znamy się wszyscy, znamy swoje dzieci i już ich dzieci. Wcale nie jest żle mieszkać w takim bloku. Nieważne 4 czy 10 pięter, wszystko zależy od ludzi.

3471 3471 3471

Lila
02-07-2007, 22:24
A ja się przeprowadzałam 4 razy i jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.Choć tym razem byłoby mi żal,ale nie sąsiadów,bo tych nie mam w pobliżu....ale lasu mego pięknego,sosnowego o balsamicznym zapachu żywicy.I gałęzi sosen uderzających o szyby okien na piętrze.

Ale czy to można przewidzieć,co komu pisane ?

Malgorzata 50
02-07-2007, 22:59
Ja przeprowadzałam się ,czekajcie.....6, razy nie licząc 2 lat w USA i 2 w Anglii- i nie bardzo prawdę mówiąc rozumiem ten motyw -co to znaczy "starych" drzew czy ty masz 90 lat? -a poza tym chyba sąsiedzi nie są treścią życia-owszem milo jest mieć miłych sąsiadów, ale nie jest to znów taki ból jeśli się ich nie zna.Ja przyjaźniłam się z sąsiadami ( i do dzisiaj te przyjaźnie niektóre przetrwały) właśnie w dużym bloku.Wszyscy byliśmy młodzi kiedy się sprowadziliśmy -natychmiast powstała komuna od czajnikowi ,narzędzi kubków i cukru , bo wszyscy się urządzali i ciągle ktoś czegoś nie miał,nasze dzieci były małe, wiec siła rzeczy mamuśki trzymały się w tych ciężkich czasach razem ...Później.wyprowadzałam sie jeszcze 2 razy do znacznie mniejszych kamienic -wiem kto mieszka obok mniej więcej -ale ani nie mam ochoty ani potrzeby zawierania bliższych znajomości z tytułu mieszkania w tym samym miejscu-kłaniamy się sobie ,przytrzymujemy drzwi i prawimy komplementy pieskom i wystarczy.Rozumiem ,że czujesz sie w nowym miejscu obco -ja to znam-ale masz swoje rzeczy ,poznasz ścieżki,sklepiki ,bazarki i inne lokalne atrakcje i pomału się przyzwyczaisz -zobaczysz .A może również okazać się ,ze obok mieszka jakaś przyjazna dusza.Uśmiechaj się więc do ludzi spotkanych w windzie i głowa do góry!!!!!

Basia.
02-07-2007, 23:28
Przeprowadzałam się pięć razy, mogę mieszkać wszędzie pod jednym warunkiem: muszą być ze mną moje pieski.

Lila
02-07-2007, 23:52
Basiu...z ust mi to wyjęłaś,że tak to ujmę.Jeszcze koty bym dodała...bo dom to my..

Ale wszędzie jednak nie.Na przykład wśród Eskimosów stanowczo nie.Moja wrodzona skromność nie pozwoliłaby mi powiedzieć,że nie mogę na nich patrzeć...szczególnie jak wpieprzają foki..Odpada...

W mongolskiej jurcie,również nie.Choć kocham konie,ale jeźdźcy ? Nie,stanowczo nie...

Natomiast miła Basieńko,jakbyśmy tak zamieszkały na Lazurowym Wybrzeżu ? Co ? Jakoś byśmy to zniosły,nawet jako stare ,wyrwane z korzeniami drzewa....

Nika
03-07-2007, 10:05
Przeprowadzałam się wielokrotnie/takie życie/,najpierw tęskniłam za poprzednim miejscem/siła przyzwyczajenie/ a potem zaczęły się pojawiać plusy nowej siedziby.Na pewno i Tobie wkrótce się ułoży,czego Ci serdecznie życzę.Bądź otwarta na ludzi,zauważą i docenią...

hebra
21-01-2008, 12:33
— Nie bądź pewny, że masz czas bo pewność niepewna.
Jan Twardowski

Mija rok od mojej przeprowadzki do nowego miejsca.
W nowym miejscu powoli próbuje się odnaleść ale jest to bardzo trudne ciągle walczę z odczuciem zamknięcia w klatce.
W nowym mieszkaniu mieszkamy w trójkę.
Pokolenie różnowiekowe tak więc mam możliwość przyglądania się różnym sprawom pokoleniowym.
Ale nie mogę pokonać bariery klatki blokowiska.
Niedługo minie również półroczny pobyt w Klubie Seniora i z tym również wiążą się moje odczucia jedne pełne wdzięczności dla uczących drugie to pełne sprzeczności ;
czy muszę uczestniczyć na wszystkich wątkach i wiedzieć co w nich napisano lub podano chociaż zawsze starałam się przyjmować uwagi to uważam że mam prawo wyboru ?
Jeszcze jedna która nasunęła Mi się ostatnio każdy ma prawo wyboru ale także innym należy dać szansę poznania tego wyboru aby nie sprawdzać sentencji;
Mówienie prawdy w naszym codziennym życiu jest albo niekonieczne, albo szkodliwe, więc jej nie mówimy.
— Jonathan Carroll

largetto
21-01-2008, 16:35
Hebro staram się zrozumieć Twoja sytuację, choć jest mi trudno. Ja przeprowadzałam się pięć razy i jeszcze z chęcią bym to robiła, ale cóż ,teraz pozostaje mi tylko zmiana avatarów.

Myślę, że powinnaś zaakceptować tę zmianę, jeżeli tutaj masz swój pokój, czy tylko własny kącik urządź go najprzytulniej jak potrafisz, a sądzę ,że umiesz docenić piękno, czego dowodem są Twoje piękne opisy naszego regionu. Mieszkasz w przepięknym mieście, pełnym parków i magicznych miejsc , które nam pokazujesz - czyń to dalej,zobaczysz że można czerpać radość z przekazywania jej innym.
Dom, mieszkanie to TY- tam gdzie jesteś ,tam Twoje miejsce na ziemi, pomyśl, że możesz odkrywać nowe miejsca,a nie tkwić w jednym choć najulubieńszym.. Spróbuj znaleźć dobre strony tej sytuacji, a kiedy będzie Ci źle, zajrzyj na seniorka, tu znajdziesz przyjazne dusze.
Niedługo wiosna- Twoje drzewo powinno zakwitnąć pięknymi kwiatami, czego Ci życzę :)

bogda
21-01-2008, 17:28
Hebro...każda zmiana w naszym życiu powoduje jakieś odczucia, jedne dobre a drugie mniej...musisz polubić a nawet pokochać to swoje nowe miejsce, bo nie masz chyba innego wyjścia, najgorsze jest roztrząsanie tego problemu, jest jak jest i ma być dobrze....czego Ci z całego serca życzę.
A co do uczestniczenia we wszystkich wątkach klubiku...to nikt nie ma takiego obowiązku, każdy zagląda tam gdzie chce i co go interesuje czyta lub się wypowiada. Ja też nie uczestniczę we wszystkich, szczególnie omijam polityczne, tzn. nie wypowiadam się tam, bo wiem że polityka niejednego skłóciła, a poza tym szkoda moich nerwów i zdrowia, gadaniem nic nie zdziałam, a do działań czynnych nie mam natchnienia.....ribię co chcę i myślę że większość z nas tak robi....:)

krystynacz46
03-03-2008, 10:26
W nowym miejscu mieszkam od sześciu lat(zamiana miasta na wieś) początki były trudne ,ale teraz nie wróciła bym do miasta.Wszystko przemija nawet tęsknota .Pozdrawiam.

Ewita
03-03-2008, 12:09
i walczyliśmy o to z mężem uparcie! Mam. I kombinuję, jak koń pod górę, żeby go teraz utrzymać! Teraz, kiedy wraz ze śmiercią męża zmieniły się diametralnie moje warunki finansowe. Myślę, że Bunia rozumie doskonale, o czym mówię - chociaż moja skala problemów jest trochę mniejsza. Ja wiem, że ten mój domek, to jest wszystko co mam. Ale bez wahania poszłabym z niego, gdybym znalazła bliskiego człowieka! Dom jest wartością materialną. Bez osoby, z którą można dzielić dni - ta wartość nie ma dla mnie znaczenia. Może jestem głupia, ale przywiązuję się do ludzi nie do miejsca!:D

Pani Slowikowa
03-03-2008, 13:47
Ja przeprowadzałam się ,czekajcie.....6, razy nie licząc 2 lat w USA i 2 w Anglii- i nie bardzo prawdę mówiąc rozumiem ten motyw -co to znaczy "starych" drzew czy ty masz 90 lat? -a poza tym chyba sąsiedzi nie są treścią życia-owszem milo jest mieć miłych sąsiadów, ale nie jest to znów taki ból jeśli się ich nie zna.Ja przyjaźniłam się z sąsiadami ( i do dzisiaj te przyjaźnie niektóre przetrwały) właśnie w dużym bloku.Wszyscy byliśmy młodzi kiedy się sprowadziliśmy -natychmiast powstała komuna od czajnikowi ,narzędzi kubków i cukru , bo wszyscy się urządzali i ciągle ktoś czegoś nie miał,nasze dzieci były małe, wiec siła rzeczy mamuśki trzymały się w tych ciężkich czasach razem ...Później.wyprowadzałam sie jeszcze 2 razy do znacznie mniejszych kamienic -wiem kto mieszka obok mniej więcej -ale ani nie mam ochoty ani potrzeby zawierania bliższych znajomości z tytułu mieszkania w tym samym miejscu-kłaniamy się sobie ,przytrzymujemy drzwi i prawimy komplementy pieskom i wystarczy.Rozumiem ,że czujesz sie w nowym miejscu obco -ja to znam-ale masz swoje rzeczy ,poznasz ścieżki,sklepiki ,bazarki i inne lokalne atrakcje i pomału się przyzwyczaisz -zobaczysz .A może również okazać się ,ze obok mieszka jakaś przyjazna dusza.Uśmiechaj się więc do ludzi spotkanych w windzie i głowa do góry!!!!!

Pieknie to opisalas!! Jakbym mieszkala z toba w tym samym bloku... to napewno ja bylabym ta przyjazna dusza:)

BUNIA
03-03-2008, 14:10
Bardzo bardzo Cie rozumiem Ewitko - ale tak juz jest ze czlowiek planuje a Pan Bog krzuzujeP niezaleznie od naszych marzen , zalozen.
Mieleismy tu razem z moimi rodzicami spedzac emeryckie zycie wsrod zieleni na swiezym powietrzu to mialy byc takie nie konczace sie wakacje .
Przeprowadzalam sie w swoim zyciu 4 razy - teraz wolalabym pozostac TU ale tez nie zarzekam sie bo los juz pare razy zrobil mi na przekor.

http://img104.imageshack.us/img104/4632/zdjcie037lf7.jpg (http://imageshack.us)

Paprocie lesnie w promieniach zachodzacego slonca - doskonale potrafily dostosowac sie do innej gleby i otoczenia - a czy ja bym potrafila ??

Anna_Maria_57
03-03-2008, 18:08
Bardzo bardzo Cie rozumiem Ewitko - ale tak juz jest ze czlowiek planuje a Pan Bog krzuzujeP niezaleznie od naszych marzen , zalozen.
Mieleismy tu razem z moimi rodzicami spedzac emeryckie zycie wsrod zieleni na swiezym powietrzu to mialy byc takie nie konczace sie wakacje .
Przeprowadzalam sie w swoim zyciu 4 razy - teraz wolalabym pozostac TU ale tez nie zarzekam sie bo los juz pare razy zrobil mi na przekor.

Paprocie lesnie w promieniach zachodzacego slonca - doskonale potrafily dostosowac sie do innej gleby i otoczenia - a czy ja bym potrafila ??

Buniu,
lepiej żebyś nie musiała tego sprawdzać!!! Życzę Ci tego bardzo - my, Byki, nie lubimy zmian niezależnie od wieku ;)

weronika1
20-03-2008, 12:51
Droga Hebro
Wydaje mi sie, ze Cie rozumiem.Dwadziescia cztery lata temu przeprowadzilam sie do innej miejscowosci z dala od dzieci i wtedy zaczely sie moje klopoty. W poprzedniej miejscowosci bylam znana, jak wszyscy, lubiana i szanowana. W nowym srodowisku trafilam na ludzi zazdrosnych/ tak przypuszczam/, ktorzy zaczeli mnie niszczyc w pracy. Nie moglam sie bronic, bo nie mialam nikogo, kto znalby mnie wczesniej. Przeszlam bardzo trudny okres. W nowym otoczeniu po dluzszym czasie znalazlam przyjaciol, lecz nie wsrod sasiadow. Zycie nauczylo mnie liczyc wylacznie na siebie. Moze wlasnie to sprawilo, ze zaczelam rozmyslac o zyciu. Dzisiaj, pomimo samotnosci z wyboru jest mi bardzo dobrze, szczegolnie teraz, kiedy poznalam tak wiele wspanialych ludzi w klubie seniora. Pozdrawiam.

senior A.P.
20-03-2008, 13:29
Moja rada zaczerpnieta z madrosci innych narodow niz polski to : Z doroslymi dziecmi nie mieszka sie pod jednym dachem !
Bierzcie przyklad z ptakow - mlode gdy naucza sie fruwac wyfruwaja z matczynego gniazda i buduja wlasne.
Matki powinny wiedziec,ze male dzieci to maly klopot,duze to ................................. , odpowiedzcie sobie sami.

Basia.
20-03-2008, 13:35
Moja rada zaczerpnieta z madrosci innych narodow niz polski to : Z doroslymi dziecmi nie mieszka sie pod jednym dachem !
Bierzcie przyklad z ptakow - mlode gdy naucza sie fruwac wyfruwaja z matczynego gniazda i buduja wlasne.
Matki powinny wiedziec,ze male dzieci to maly klopot,duze to ................................. , odpowiedzcie sobie sami.
duże gdy wyfruną z gniazda muszą się nauczyć rozwiązywania swoich kłopotów samodzielnie .......... licząc na siebie bo inaczej nigdy nie wydorośleją a ich rodzice do końca swoich dni nie będą mieli spokoju.

Basia.
20-03-2008, 13:38
jedne dają się przesadzić i pięknie "przyjmują" się w nowym miejscu, inne usychają. :D