PDA

View Full Version : Alicja juz tu nie mieszka


Karol X
06-07-2007, 22:58
Dzwonek telefonu zbudzil spiaca Krystyne.Powolnym ruchem reki ,siegnela po sluchawke:
-Halo...slucham...nie.nie Alicja... to ja...jej mama.....Prosze...Nie...to niemozliwe.Alicja jest w domu...prosze chwilke zaczekac.
Spiesznie wkladajac szlafrok,spojrzala na zegar.Dochodzila dziewiata.
-Tak pozno juz? - pomyslala.
Cichutko otworzyla drzwi do pokoju Alicji.
-Alu ...spisz?...Zdziwilo ja zascielane lozko i karteczka na nim polozona.
Drzacymi rekoma - z bijacym mocno sercem - wziela karteczke.Zaczela czytac:
"Mamo
Kiedy bedziesz czytac ten list,bede juz byc moze w drodze do Londynu.Wiem,ze czytajac ten list bedzie Ci przykro,ze powinnam byla z Toba porozmawiac o wszystkim.
Mamo planowalam ten wyjazd do Anglii juz od dawna.
Nie wiem,czy mi sie uda?.Sadze,ze znajde tam zyczliwych ludzi,ktorzy pomoga mi...Zadzwonie do Ciebie.Mamo kocham Cie bardzo".
Krystyna czula jak lzy splywaja jej po policzkach.
Usiadla na brzegu lozka.
-Dlaczego Alu nic mi nie powiedzialas?Dlaczego?-wyszeptala -lkajac.

Problem wyjazdow do pracy w UE stal sie problemem spolecznym.
Jakie sa koszty tych wyjazdow mlodych ludzi- naszych corek,synow,wnuczek i wnukow?Na co moga liczyc?
Coraz wiecej rodzin doznaje smaku goryczy rozstan z najblizszymi.

Lila
06-07-2007, 23:11
Czemu ta młoda jędza nic nie powiedziała matce ?
Kawał z niej drania,krzyż jej na drogę...

A może sytuacja będzie odwrotna ?

Dzwonek u drzwi zbudził śpiącą Krystynę.Michał też się obudził.
-Kto o tej porze ,kochana ? - szepnął..

Zaraz wrócę,powiedziała narzucając lekki szlafroczek.Otworzyła drzwi.Jej córka ,z walizką w ręce i czułością w oczach..

-Mamo,wróciłam...
-Wróciłaś ? Teraz ? przecież Alicja już tu nie mieszka,przepraszam kochanie..

Zamknęła drzwi i wróciła do łóżka.
-Kto to był ? -zapytał Michał .
-Nikt .Zupełnie nikt...


I to by jej się należało.Ale jak znam życie,to nie nastąpi...

Pani Slowikowa
06-07-2007, 23:15
Duzo gorsze od pierwszego brrrr :confused:

babciela
06-07-2007, 23:19
Jak to dziwnie losy sie placza.Ja nie wiem co zrobilabym w tej sytuacji...Przyjelabym jak syna marnotrawnego.A moze ona jadac do Londynu wiedziala ze matka bedzie rozpaczala moze chciala jej oszczedzic dlugiego stresu.Krotki szok jest chyba lepszy.A moze ona wybierajac sie do londynu myslala tez o matce-chcac jej pomoc materialnie.Niezbadane sa postepowania ludzi szczegolnie mlodych.Babciala

Lila
06-07-2007, 23:19
Wiem,Asiu...

Dlatego to fikcja .Matka musi serce wyjąć i podać je na
wyciągniętej ręce...
Córka może bezkarnie je rozkrwawić..

Chociaż moja Mamusia ...ho...ho...nawet drzwi by nie otworzyła,bez względu czy byłby Michał ,czy nie....

babciela
06-07-2007, 23:24
szczerze mowiac -i widzac jakie szanse maja mlodzi -sama namawialam moje corki do wyjazdu -tym bardziej ze maja swietne oiszukiwane tam zawody i sa parujezyczne.Starsza wyjechala do Stanow nie ,nie sama -z narzecconym architektem-i wrocili po 6 miesiacach-nie dlatego ze nie pracowali-pracowali-ale nie mogli znalezc sie w tamtej rzeczywistosci.Babciela

babciela
06-07-2007, 23:28
Moja Mama wpuscilaby,gorzej byloby z Ojcem-uparty jak to goral i apodyktycznyBabciela

Lila
06-07-2007, 23:31
Jasne,takie czasy...
Ale ucieczka ? Ja osobiście odwozłam moje dzieci na lotnisko,z czego jedno siedzi tam już 3 lata,a drugie wróciło do zawodu...

Karol X
06-07-2007, 23:56
Wstyd mi sie przyznac,ale ja tez wyjechalem w podobny sposob jak Alicja.
Wtedy byly inne czasy,paszport byl do odebrania w wydziale paszportowym(teoretycznie),bo w praktyce trzeba bylo takiego "chetnego na zachod" dokladnie "przeswietlic".
W moim przypadku trwalo to ponad 10 lat.
Zona myslala,ze wyjezdzam na miesiac.
Ten "miesiac" - trwal 26 i pol miesiaca po "ciezkich" zmaganiach z placowka konsularna,zanim polaczylem sie z rodzina.
Czasem lepiej wyjechac w ten wlasnie sposob.

Lila
07-07-2007, 00:08
No,łobuziaku....:)

Ale Alicji nie broń.Lać ją w tyłek...

Ps.wiesz,otrzymałam zdjęcia mojego dziecka z ....dziewczyną z Jamajki...
Powiedz,bo pamiętam co mówiłeś...Czy jej tato też stał na jednej nodze ?
Cholera,mam nadzieję ,że podpierał się drugą....

Basia.
07-07-2007, 00:20
szczerze mowiac -i widzac jakie szanse maja mlodzi -sama namawialam moje corki do wyjazdu -tym bardziej ze maja swietne oiszukiwane tam zawody i sa parujezyczne.Starsza wyjechala do Stanow nie ,nie sama -z narzecconym architektem-i wrocili po 6 miesiacach-nie dlatego ze nie pracowali-pracowali-ale nie mogli znalezc sie w tamtej rzeczywistosci.Babciela
Pozwoliłam swojemu synowi w 1991 r. na roczny wyjazd do Stanów /gdybym się nie zgodziła do końca życia by uważał, że przeze mnie nie zrobił wielkiej kariery/. Załatwiłam jemu i jego koledze w OHP obóz w Waszyngtonie mieli tam karmić bezdomnych. Po skończeniu 4 roku studiów moje dziecko poprosiło o urlop dziekański i urlop otrzymało. Sfinansowałam jeo podróż w ramach pożyczki /musiał mi oddać za bilet skoro poczuł się dorosły/, odprowadziłam go w sobotę na lotnisko i jak wróciłam domu zaczęłam płakać, ryczeć skończyłam w poniedziałek. Od płaczu miałam nos od ucha do ucha, oczu nie miałam wcale i wtedy zrozumiałam że pępowina raz na zawsze odpadła. Szkoła życia bardzo się mojemu synowi przydała, wyjechał paniczyk wrócił odpowiedzialny facet. Skończył studia z wynikiem bardzo dobrym, zaczęły na adres domowy przychodzić oferty od różnych poważnych firm, które po zapoznaniu się z jego kartoteką na Politechnice proponowały mu żeby swoją karierę zawodową rozpoczął właśnie u nich. Smarkacz się poczuł "mundry jak Maćków kot". Powiedziałam jemu, że dzieciństwo się skończyło i czas najwyższy wziąć się do roboty. Na dzień dzisiejszy moje dziecko w Polsce osiągnęło wszystko /pracuje w ogromnej międzynarodowej firmie/, ponieważ jest najlepszy w Europie firma postanowiła go sprawdzić na arenie międzynarodowej i wysyła go do Australii, potem będą inne kontrakty. Moja synowa pracowała jako stewardessa teraz proponują jej stanowisko dyrektora. Moje dzieciaki nie należą i nie należały do żadnej partii, wszystko co mają zawdzięczają własnej pracy, w międzyczasie podnosili swoje kwalifikacje /znają po kilka języków obcych/, Piotrek kończył MBI z wynikiem celującym i jeszcze jakieś inne diabły, Dorota też. Nie uważam, że młodzi ludzie nie mają u nas szans. Nie wszystko przychodzi od razu, tak było jest i będzie.

Pani Slowikowa
07-07-2007, 00:20
Do Jugoslawii. Moim rodzicom powiedzialam ze jade na narty do Zakopanego..
Codziennie dziekuje Bogu ze moje dzieci takie nie byly..
Ja bylam potworem :confused: ?

Basia.
07-07-2007, 00:25
Do Jugoslawii. Moim rodzicom powiedzialam ze jade na narty do Zakopanego..
Codziennie dziekuje Bogu ze moje dzieci takie nie byly..
Ja bylam potworem :confused: ?
Gdybyś Asiu miała mnie za mamusię ............... to byś do domu nie weszła. Ja też byłam potworem i uniemożliwiałam dzięki temu posunięcia swojego dziecka ............. on nie robił żadnych numerów.

qrystyna216
07-07-2007, 01:15
Moja młodsza córka w tym roku pisze pracę magisterską a w przyszłym chce wyjechać do Irlandii. Była już tam raz, dwa lata temu ale tylko miesiąc. Teraz planuje na dłużej. Nie bardzo mi się to podoba ale zabronić też nie mogę. Smutno mi się robi jak o tym pomyślę ale tak widocznie musi być.

BUNIA
07-07-2007, 10:23
A chrzesniak moj po ukonczeniu medycyny w Wiedniu postanowil tam pozostac.Jest chirurgiem .Ma prace,praktykuje uw prywatnym gabinecie,zmieni mieszkanie na wieksze i w <lepsze> dzielnicy.Sciagnal dziewczyne ktora tez tam studiuje i . nie zamierzaja wracac do Polski.
Ma rowniez propozycje pracy w Szwajcarii gdzie byl na praktyce 3 lata temu.
Planuje otworzyc klinike w Polsce w miejscowosci w ktorej mieszka.
Stac go na utrzymanie mieszkania .samochodu i wyjazdy na wakacje i i wekendy na narty do Wloch czy Francji.
A znajomi nie <wieszaja psow> ze wyksztalcil sie i wyjechal> bo on wcale nie musial wyjezdzac on tam juz byl ....

Malgorzata 50
07-07-2007, 13:04
Nikt nie ma prawa na nikim wieszać psów -to jest naturalne dążenie człowieka ,żeby sobie poprawić byt,zobaczyć jak jest gdzie indziej -jesteśmy obywatelami świata -kto powiedział ,że musimy być przywiązani do jednego skrawka ziemi ....to ogranicza i zawęża horyzonty ...zresztą ludzie sie dzielą na osiadłych i wędrujących więc żyjmy i dajmy żyć innym.Moja córka jest duchem niespokojnym i rzuca j a to tu to tam -ciesz e sie ,ze realizuje swoje marzenia i ciesze się kiedy wraca ,syn woli być tu i nie oceniam co jest lepiej a co gorzej ...sama tez nie żałuje dwóch lat spędzonych gdzie indziej ....al teraz jest mi dobrze u siebie (chociaż przyznam ,ze mnóstwo rzeczy doprowadza mnie do szału -jak innych).Uważam ,że dorosłe dzieci maja swoje życie i nie można ich obarczać rozdartym sercem matki ...bo to niemoralne.Sama zostałam wysłana do Londynu przez rodziców (kosztem duuuzych wyrzeczeń) w latach 70-tych miał być rok...byłam 2 lata ,czasem żałowałam ,ze nie "wybrałam wolności" ale ten pobyt dal mi kopa na całe życie -i to raczej w sferze kompletnie niematerialnej

ZoSka
07-07-2007, 13:55
Dobiegałam prawie pięćdziesiątki i nie znałam języków obcych.
Nie myślałam o emigracji zarobkowej - czułam się "za stara".

Ale któregoś dnia zadzwoniła do mnie koleżanka z Włoch i powiedziała, że jest dla mnie praca, ale JUTRO koniecznie muszę wyjechać. Mam kilkanaście godzin na załatwienie spraw i spakowanie się. W pierwszej chwili powiedziałam jej, że NIE, nie mogę wyjechać bo akurat robię przetwory z ogórków i mam wiele spraw do załatwienia.

Ochłonęłam, przemyślałam i podjęłam decyzję,że jadę.
Swoim córkom, studentkom wtedy, zostawiłam instrukcje na piśmie, co, gdzie i kiedy mają zrobić, załatwić. Gdzie mają pełnomocnictwa i upoważnienia. Dom zamknęłam na klucz i pojechałam...

Jakie później pretensje miała do mnie moja pozostała rodzina i znajomi, że nie poinformowałam ich, że nie pożegnałam się z nimi itp.....!!!

Początki, wiadomo, są straszne. Tęsknota, bariera językowa, poczucie upokorzenia, ale stopniowo przyzwyczajałam się. Nawet bywałam szczęśliwa, zwłaszcza w dniach kiedy wysyłałam do kraju pieniądze. I to mnie trzymało.

Obydwie skończyły studia i były we Włoszech. Pokazałam im jak to jest być na emigracji. Starsza nawet nie chciała słyszeć o zatrudnieniu się za granicą, a młodsza wyjechała do Niemiec. Początkowo żeby nauczyć się języka, później, żeby zarobić na mieszkanie. Ma już mieszkanie, i w Polsce, i w Niemczech, i samochód... Chyba już nie wróci do kraju. Przynajmniej na razie. "Bo co ja tu będę robić" - mówi mi.

Jedna z córek mieszka 60 km ode mnie, ale "bliżej" mi do tej w Monachium, wystarczy kliknąć... Obydwie są w Europie.

Lila
07-07-2007, 14:17
Ot,świat w pigułce...
I bliżej nam do Rzymu,Londynu i Nowego Jorku,niż ...na przykład....do Lwowa..
A onże taki piękny na zdjęciach,gdy był nasz...

Ale któż chciałby tam jechać i pracować ...

iwo1111
07-07-2007, 14:40
Nie uważam żeby to był jakiś problem społeczny, jak napisał Karol. To bardzo dobrze, że nasze dzieci mają możliwość wyjazdu "w świat".
Nasze pokolenie z wiadomych względów miało z tym większy problem i dlatego emigracja nie była tak powszechna. Sądzę, że wyjeżdżają ci, którzy chcą i nikt nikogo na siłę nie wypycha. Jak ktoś nie potrafi się odnaleźć na "obczyźnie", to w każdej chwili może wrócić.Nie wyobrażam sobie natomiast takiej sytuacji, że zastaje puste łóżko po moim dziecku.Jeśli jest się z dziećmi blisko, rozmawia codziennie, zna ich problemy, to nie ma takiej opcji.Moje dzieci zanim wyjechały rozmawiały ze mną godzinami na ten temat.Wspólnie przygotowywaliśmy te wyjazdy, na tyle, na ile to było możliwe.Choć już kilka lat mieszkają za granicą jesteśmy w ciągłym kontakcie i zawsze możemy na siebie liczyć.

Karol X
05-03-2008, 01:39
22 maja 1968r.
-Gdziez on sie zawieruszyl u licha! - Dzidka nerwowo chodzila po peronie dworca tam i z powrotem.
-Powinien juz tu byc! - Obiecal,ze bedzie!
-Oj,nie denerwuj sie,moze cos mu wypadlo? - uspokajala ja Basia, w duchu jednak czujac podobny niepokoj jak i Dzidka.
-Cala klasa zebrana na dworcu glownym ,a tylko Andrzeja brak!
-Wiecznie spozniony,gdzies zabiegany,myslami w innym swiecie....
Tego sobotniego przedpoludnia - pieknego majowego dnia, zebrala sie cala klasa,jednej z warszawskich szkol,by pozegnac dwojke uczniow wyjezdzajacych do Izraela -
Estere i Jacka.
-Panie profesorze,dlaczego oni musza wyjechac?!
-Estera byla przeciez najlepsza uczennica w naszej klasie,zawsze sluzaca pomoca innym...no dlaczego?!,chyba nie z wlasnej woli tam jada?I to tak nagle?!
W oczach Elzbiety ukazal sie gniew,i jakos dziwnie,szeroko rozwarte oczy domagaly sie odpowiedzi od szanowanego pedagoga.
-Widzisz drogie dziecko - zaczal powoli mowic wychowawca,kladac reke na jej ramionach,odciagajac ja od wagonu kolejowego,w oknie ktorego stali Estera i Jacek.
-Oni...tam beda chcieli znalezc swoj drugi dom,nie mozna im tego odmawiac,powzieli taka decyzje,choc na pewno robia to z bolem serca...tak mysle...
Slowa przychodzily mu z trudem,widac bylo,ze i on przezywa ten wyjazd bardzo.
Piec dlugich lat byli ze soba razem,wspolne obozy,wycieczki w gory i nad morze,splywy na Dunajcu i wypady w Bieszczady.
Profesor byl zapalonym wedrowcem i te zylke probowal wszczepic swoim uczniom i to chyba z dobrym skutkiem!
-Panie profesorze, tak w jedna strone!...na "wilczy bilet"...no jak tak mozna, jak?!
-Elu - spojrzal nauczyciel jej prosto w oczy,rozgladajac sie uwaznie na wszystkie strony dworca,szepcac do niej cicho - tak nie wolno mowic rozumiesz?, nie wolno! - zwlaszcza tutaj,w takiej chwili.
Ela wpatrywala sie w twarz profesora,jakby zmieniona niz zwykle,poirytowana,chciala o cos jeszcze zapytac,ale profesor polozyl palec na ustach:
-Psst!
"Pociag pospieszny z Warszawy - Glownej do Wiednia przez Skierniewice-Koluszki-Piotrkow Trybunalski-Czestochowe-Katowice-Zebrzydowice-Budapeszt - odjedzie z toru pierwszego przy peronie pierwszym" - rozlegl sie glos z dworcowych glosnikow.
-Jest,juz pedzi!-krzyknela Basia.
Na koncu peronu przy wejsciu na dworzec,zobaczono sylwetke pedzacego co sil Andrzeja.
Zadyszany podbiegl do okna przedzialu w wagonie,w ktorym stali Estera i Jacek.
-To dla Was,od calej klasy,byscie o nas zawsze pamietali!
Podal Esterze sporych rozmiarow paczke.
Estera rozerwala papier i chwile wpatrywala sie w prezent.
-To dla nas? - nie wierzyla,obracajac pachnaca drukiem,blyszczaca obwolute najnowszej plyty The Beatles - Yesterday.
-Skad on to wytrzasnal?-wyszeptala Jola,stojaca obok Dzidki.
-Andrzej ma ciotke w Berlinie Zachodnim...no wiesz..tam to wszystko dostaniesz - szepnela Dzidka.
Estera otworzyla powoli album,spojrzala na wpisy don calej klasy oraz wychowawcy.
Do oczu jej naplynely lzy,podniosla glowe i spojrzala na klase zebrana przy oknie wagonu.
-Jestescie kochani.....Zegnajcie,bo nie wiem czy?... - wypowiedziala cicho.
Nastala jakas dziwna cisza,ktorej nikt nie chcial przerwac jednym slowem,chocby jednym gestem.
-Cos ty Estera!-pierwsza przelamala sie Dzidka.
-Przeciez wiesz,ze macie tu przyjaciol.
Jacek,zawsze malomowny,tak i dzisiaj nie mogl wydobyc z siebie ani slowa.
Ogladal kolorowy album,ktory wzial od Estery.
-Wiesz powiedzial Jurek, mam maly obrazek od mamy,ktory zawinela mi wczoraj tylko,nie wiem czy oni?...
-A co to takiego?- spytala Basia
To pamiatka z Czestochowy.
-Daj spokoj,przeciez wiesz,ze nie przyjma....
-Przeciez oni tu chrzczeni!
Jurek przecisnal sie przez grupe kilku uczniow,podszedl do okna i podarowal obrazek Esterze.
-Mama mowila,ze przed bogiem wszyscy jednacy....
Sytuacja stala sie niezreczna.
Estera popatrzala przez chwile na obrazek ,usmiechnela sie,otarla lzy i powiedziala:
-Szkoda,ze o tym niektorzy w Polsce zapominaja.
Przycisnela obrazek do piersi jak swietosc najwyzsza.
-Prosze odsunac sie od wagonu - uslyszano donosny glos konduktora.
Po chwili drzwi sie zamknely i pociag ruszyl powoli z dworca warszawskiego.
-Dlaczego jada do Wiednia?- spytala Jola
-Chcieli jeszcze skonczyc mature w Polsce...a tam czekaja na nich krewni.
Maja odleciec pozniej z Wiednia do Tel-Awiwu - oznajmil wychowawca.


marzec 2007
Na pozolklych fotografiach,w mieszkaniu w Tel-Awiwie,stare kamieniczki na Starym Miescie,Trasa W-Z,Palac Kultury,stare szkolne fotografie,pamiatkowe zdjecia,na ktorych widnieje mlodziutka,usmiechnieta twarz ladnej ,czarnowlosej dziewczyny.
-To na pewno na Mazurach -szepcze nad fotografiami starsza pani w okularach.
-A te to chyba z Bieszczad?....
Mieszkanie czyste,ladnie umeblowane,na polkach ksiazki pisarzy polskich,zydowskich.
Na scianie obraz matki Boskiej Czestochowskiej - ten sam ofiarowany kiedys na dworcu glownym w Warszawie.
Tylko czas i miejsce juz inne.

qrystyna216
05-03-2008, 09:26
Karolu, w tej chwili mogę tylko napisać, że się popłakałam czytając Twój post. Z Białegostoku też sporo osób wyjechało, pamiętem, że kolega ze szkoły z całą rodziną wyjechał do Belgii.

bogda
05-03-2008, 11:38
Ja nie przeżyłam takiej sytuacji i dzięki Bogu, to były straszne rozstania dla tych dzieci, tylko kogo za to winić.....ale może z czasem byli tam szczęśliwi....

Basia.
05-03-2008, 12:25
był fotoreporterem Solidarności, po wprowadzeniu stanu wojennego musiał się ukrywać bo byłby internowany, po pewnym czasie moja koleżanka dostała pismo, że jeśli jej syn wystąpi o pozwolenie na emigrację to żadne sankcje nie będą mu groziły /gdyby tego nie zrobił to by go zamknęli/, zgodę otrzymał więc opuścił Polskę razem z żoną /każde z nich mogło zabrać 20 kg bagażu/. Pamiętam rozpacz mojej koleżanki, została sama bez rodziny w przeświadczeniu że już nigdy swojego jedynaka nie zobaczy.

siekierka
05-03-2008, 13:06
Pzeczytałem bardzo wzruszający post Karola X z przed niecałych 12 godzin. I czytając, nagle przyszło mi do głowy, co by było gdyby w tym wagonie stali młodzi polacy, a na peronie Jaś Gross i jemu podobni? :confused:

Lila
05-03-2008, 13:11
do siekierki..

Ja Ci odpowiem.Peron byłby pusty..