Zdecydowanie. Ja od dawna marzę o wyjeździe do Japonii – nie jako typowa turystka z biura podróży, tylko tak totalnie po swojemu: Kioto, ryokany, śniadanie z widokiem na góry, wieczorne kąpiele w onsenie... Ale zawsze coś – kredyt, remont, inne wydatki. Więc odkładam to marzenie jak taki elegancki płaszcz „na specjalną okazję”, która się nie pojawia.
Z tych bardziej przyziemnych rzeczy – perfumy, które mnie oczarowały (Maison Francis Kurkdjian – brzmi luksusowo, bo jest 😅

, ale jakoś zawsze szkoda wydać tyle „na zapach”. No i masaże – takie prawdziwe, relaksacyjne, nie z groupona. Niby człowiek wie, że dobrze by mu zrobiło, ale znowu… nie pilne.
A jeśli mam być szczera, to ostatnio chodzą mi też po głowie piękne rzeczy do domu – np. ręcznie robiona ceramika. Coś takiego jak te czajniki:
https://andyceramika.pl/czajniki
Bo czasem nie chodzi o to, żeby coś „mieć”, tylko żeby codzienność była trochę ładniejsza i bardziej „twoja”. I właśnie na takie rzeczy najczęściej szkoda kasy, chociaż paradoksalnie najwięcej radości dają.