menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

20-03-2017 10:55

Niby przeciętniaki jesteśmy, szare myszki codzienności , a dzieje się u nas tyle, że starczy na zapierający dech w piersiach film akcji. Psy długo, dokładnie i uważnie obserwowały kocie, nocne zabawy i jak to psy cierpliwie gromadziły dane. Dzięki tym przymiotom jak rozpoczęły działanie no to czapki z głów. Niewiele brakowało, aby ludzka część stada zapłaciła bardzo wysoką cenę za oscarowe aktorstwo dwóch szczekaczy tzn. pogorszeniem zdrowia. Kiedyś tam nasz opiekun kochany odczuwał przemożna chęć do dożywiania się, nocnego zresztą. Chudy jest to bez wyrzutów sumienia oddawał się z wielką przyjemnością rozkoszom podniebienia. Druga szetlandka szybciutko uznała, że będzie towarzyszyć pańciowi. Ludzki pan kąsek dał, więc pierwsza szetlandka uznała, że jej też należy się i dołączyła do towarzystwa. Kierownik i Kraciasty zajrzęli pewnej nocy do kuchni zaintrygowani lataniem koleżanek do miejsca gdzie jedzenie jest i późniejszym oblizywaniem się w pościeli. Na widok ciasteczek oniemieli i zaraz głód poczuli okrutny. My kotykoty też przybywaliśmy na te uczty. Nie jedliśmy, ale popatrzeć na głodne psie pyski jest fajnie. Nie żeby to jakiś rzadki widok był. One zawsze nienajedzone, zawsze. Ja i Dusia bardziej chcieliśmy podkreślić różnicę między zwierzętami. Koty wstają bezinteresownie, dla samej wielkiej przyjemności bycia z człowiekiem, a psy dla jedzenia. Fanaberia jedzeniowa opiekuna minęła, a szczekaczom około północy brakowało czegoś na ząbek, więc podjęły działania wymuszające powrót do tradycji. Miły o odpowiedniej porze zaczynał jęczeć, wić się po podłodze, że to niby bóle ma, albo psychicznie wysiada i jeszcze chwila , a na pogrzeb prosić będzie. Innusia dzielnie mu sekundowała mrucząc boleśnie. Obudzeni mrożącymi krew w żyłach odgłosami Halinka i Jurek w panice szukali telefonu. Karetkę jakąś weterynaryjną chcieli wzywać. Na sygnale niech przyjeżdża. Trzęsącymi rękoma szukali leków, przemawiając czule do chorych i wysyłając uspokajające sygnały. Szelti w tym czasie udawały bardzo grzeczne dziewczynki. Leżały bez ruchu, z pięknie wyciągniętymi szyjkami i ustawionymi na czuwanie uszami. Jeden z sygnałów był wybrany prawidłowo. Po po podaniu smacznego kawałeczka wędlinki chorobowe objawy znikały i psy szły spać. Po którejś tam pobudce ludzie postanowili przechytrzyć zwierzątka i pokazać im kto ustala zasady. I pokazali. Wstają parę minut przed czasem, dają smakołyk i dramatycznych scen brak. A mnie Mamrociowi pozostał powrót do grania na żaluzjach. Noc bez odrobiny atrakcji to noc stracona.

24-02-2017 11:34

Szczęśliwy kot jestem. Szczęście mnie dopadło i nie opuszcza, choć Halinka mojej radości duże kłody pod nogi rzuca. Pochorowała się kobieta i rozpoczęła picie ziółek. Parę dni spokojnie sobie zdrowie naparami poprawiała, aż ja odkryłem, że równie cudowną moc roślinki mają i na moje samopoczucie. Od ich aromatu, od woni w raju jakimś zaczerpniętej stawałem się lekki jak piórko, czas przestawał istnieć i ogólnie rzewna, tęskna błogość mnie ogarniała. Chciałem wniknąć w kubek czarodziejski, schować się w nim. Prosiłem, błagałem na kolana padałem, aby tylko pozwoliła wąchać obłoki z naczynka płynące.
A ta nie i nie. Oparzysz się Mamrociu, krzywdę sobie zrobisz i bach kubek stawia na najwyższej półce. Małpa taka złośliwa, a nie troskliwa opiekunka. Co ja się nagimnastykuję, nawspinam, aby jak najbliżej czarowności poprzebywać tylko ten zrozumie co z wysiłkiem cel osiągał. Najbliżej szczęśliwości jestem gdy wyciągnę się na całą długość, wygnę w łuk i osiągnę pozycję olimpijskiego akrobaty. Jednak to pozycja dla fakirów , a nie dla porządnego kota. Jeszcze jak ja na tym blacie podryguję to zjawia się Duśka i dawaj latać wokół mnie w zachwycie, że zabawa przednia się szykuje. Ona myśli, że ja tu jestem i tańczę dla niej. Nawet już przeszkadzającą zdzieliłem łapą po pustej głowie ( no bezmyślnej przecież jak nie dostrzega, że ja ważniejszymi sprawami się zajmuje i wcale mi nie chodzi o rozciąganie mięśni, a o duchowe wyżyny), tylko, że ja ją raz zdzieliłem, a ona mnie pac, pac ze trzy razy. Oddać kocicy nie mogę z dwóch powodów. Zaraz zjawia się Kierownik ( duży, czarny pies), która gotowa jest natychmiast wielką paszczę otworzyć i mnie połknąć. A niestety stworzenie to za cel życiowy obrało sobie ochronę Dusi. Chociaż po owej wielkiej paszczy niby mogę Kierownika trzepać kiedy chcę, więc nie powinna być wobec mnie zadziorna, ale każde mruknięcie na kocicę traktowane jest przez Inną jak zamach stanu. Ot szczególik, który niszczy nasze dobre stosunki. Po drugie Halinka kubeczek z wysokości zdejmuje i pije ambrozję. Muszę blat kuchenny opuścić i pognać za wonią niebiańską. Muszę i już. A wtedy nic nie istnieje. Jest tylko przestrzeń wypełniona cudownością i mną Mamrotkiem. Nastrój opiekunki też w rejonach wyższych po wypiciu naparu się znajduje, więc daje mi suchą torebeczkę z zamkniętymi w niej roślinkami. Chwilo trwaj, torebeczką trwaj. Pijcie ziółka dla szczęśliwości.

02-02-2017 21:10

Lata Halince zajęło zrozumienie, że koty znajdują się szczebelek wyżej na drabinie ewolucji . Ludzie niżej i tak już chyba pozostanie.Przynajmniej za mojego życia. Długa wspinaczka przed ludzkością, zbyt wiele przeszkód do pokonania. Mistrzowie ewolucji mogliby coś tam podpowiedzieć, ale czy ktoś z was wysłucha kociego miauczenia. Nikt. Zaraz o wykształceniu będziecie gadać, wielowiekowej kulturze itp.Tylko, że my koty znamy odpowiedzi, których wy ludzie latami poszukujecie. Bez większych sukcesów zresztą. Nie wywyższam miauczków ponad inne stworzenia, ale psy kiedyś tam postanowiły się upodobnić do człowieka i straciły wiele z danej im od natury mądrości. Szczekacze nawet w ubrankach na dworze przebywają. Dla mnie jak spoglądam przez okno zimową porą wyglądają jak dziwna roślinność na śniegu. W zachwyt wpadam, gdy widzę jednego spaniela w czerwonym, pikowanym kubraczku. Nosi go chyba po starszym bracie, więc raz mu się przekręci niczym szew w pończoszce, innym razem zsunie w dół i pies zyskuje na różnorodności kształtów. Nie wiem co bym zrobił gdyby mi na grzbiet założono podobną kołderkę. Nie wiem. Uciekłbym, ale jak w tym uciekać? Nie da się. Owo ubranko nadzwyczaj zwiększa siłę przyciągania i zamiast na najwyższej półce byłbym na podłodze.Halinka dopowiada, że huk byłby mniejszy z powodu wygłuszenia otuliną. Przyznam się, że nie jestem dobrym skoczkiem. Ciężkie mam lądowanie i rzeczywiście dość głośne. Ale niegrzecznie jest komentować niedoskonałości u innych, jak się samemu ani głośno, ani cicho na półeczkę nie skoczy. Najważniejsze, że opiekunowie modni nie są i psy i koty naturalną urodą czarują. Dla mnie i Dusi kapocik na grzbiecie byłby powodem do trwałego, nieustającego buntu. Lata temu, przy pierwszym wyjeździe rodzinki na działeczkę koleżankę ubrano w gustowną smyczkę i próbowano z nią spacerować po zielonej trawce. Dusię siła nieznana zamieniła w nieforemny kopczyk futra, na parę chwil zamieniła w coś co niby żyje, a jednak nieruchome jest i chyba dopiero jakiś spychacz mógłby to coś przesunąć gdzieś dalej. W obawie o zdrowie koteczki szybko zrezygnowano z połączenia smyczy i kota. Zwróćcie uwagę na mistrzowskie i skuteczne zastosowanie niewerbalnego przekazu. Nie powiem czasem godzimy się na pewne niedogodności i damy się wsadzić w walizkę, a u lekarza pozwalamy się grzecznie badać. Nie gryziemy, nie prychamy nawet w trakcie kroplówki. A są koty co to je kilka osób trzyma nawet jak doktor nie ma w ręku narzędzi tortur. Halinka opowiadała mi kiedyś, że pewien jej znajomy poszedł do weterynarza z chorą psiną. Jakoś tam, mimo licznych protestów ze strony suni została przebadana, ale doktor chciał jej gardło zobaczyć. Niestety protesty artykułowała sunia przez zaciśnięte zęby, a widząc zbliżający się biały fartuch pokazywała wcale pokaźny garnitur zębów. Spocony i zmęczony opiekun zaproponował według niego jedyne wyjście. Kaganiec. Dopiero widok zaskoczenia na twarzy lekarza pozwolił mu oprzytomnieć.
Co ja gadam, co ja gadam.- mamrotał pod nosem.

05-12-2016 12:09

No i żyje mi się świetnie. W końcu uznano, że niepoprawne wyniki są jednak dobre dla mnie, Mamrotka. Coś tam nam Halinka podtyka wzmacniającego, ale jak jej to daje szczęście to my zwierzęta godzimy się na taką fanaberię. Najważniejsze, że mamy nowe, cudowne, kocie spanka. Najpierw zakupili jedno. Natychmiast uznałem, że tylko ja zasługuję na luksusowe sny. Nie dopuszczałem Dusi. W końcu to nie ona jakieś defekty zdrowia posiada. Cieszący się pełnią sił niech śpią gdzie ja nie chcę. Opiekunowie uznali, że koteczce też należy się wygoda i szybciutko spełnili jej marzenie. W domu pojawiło się drugie cudo. Roboty miałem i ruchu sporo. Latałem od jednego spanka do drugiego i pilnowałem żeby koleżanka się na nim nie położyła. Czasem jak się kładłem to wiecie, że powieki same mi się zamykały i choć starałem się być czujny jak żołnierz na warcie to odpływałem w sen. Sprytna Dusia to wykorzystywała i odpoczywała sobie na nowym legowisku. Taki styrany bywałem, że zapominałem o graniu, śpiewie tęsknym wyrażającym egzystencjalne lęki. Ludzie byli najbardziej zadowoleni z tej ciszy nocnej. Halinka nawet łypała podejrzliwym okiem na mnie, czy aby wszystko ze mną w porządku. Wziąłem się w garść i odpuściłem sobie pilnowanie spanka. Za to nocą, za to nocą koncerty zacząłem wydawać z taką werwą i tak głośno, że nawet psy się budziły, a anioł, który daje mi ukojenie blaskiem delikatnym wyczerpał sobie baterie. Już ma nowe. Zawsze w ciemne, zimowe noce dopada mnie lęk. Wydaje mi się, że świat się kończy, więc w tym przerażeniu miauczę jakby mnie ze skóry obdzierali. Wydaje mi się, że wszystko dobre znika. Halinka, Jurek, jedzonko, ciepło i zostaję ja sam- Mamrotek i kosmos przeogromny. Tylko śliczna, podświetlona anielska figurka potrafi skutecznie walczyć z moimi katastroficznym wizjami, nie pozwala im się ujawnić. Takie proste prawda? Łapać sobie w życiu to co dobre i jasne, a nie szukać dramatów, czarnych chwil i żyć nimi długo. Jak wyłażą demony to poszukajcie sobie czegoś co wam serce smutne ucieszy. Dobry wiersz, piosenka, wspomnienie lub kawałek biszkopta pieczony z myślą o kochanych psach. Ostatnio dużo trzeba tych pocieszanek. Świat według Halinki wariuje, więc zaraz położę się na jej kolanach, ona weźmie książkę , a ja poturkoczę jak to kotkot. I jest szczęście.

05-11-2016 18:52

Mówiłem, że zdrowy do grobu nie pójdę. Mówiłem. To o co ten cały zamęt i lęk ? Nie rozumiem. Wyniki mi się pogorszyły. Jest gorzej niż przed braniem leków. Z badań wynika, że powinienem raczej żegnać się ze słoneczkiem i wiatrem, mdłym okiem spoglądać na świat, a ja Dusię gonię , seks uprawiam, od czasu do czasu pojadając smaczne kąski. Nie chudnę, nie kaszlę, oddycham pełną piersią i co mi zrobią mądre doktory i kompletnie skołowana Halinka? Siedziała wczoraj w stuporze jakimś z czterema, pokrytymi literkami i cyferkami karteczkami i widziałem, że miała ochotę czarne znaki poprzestawiać, zaczarować je, a te ani drgnęły , zamienić miejscami się nie chciały . Pomyślałem złośliwie, że mocarza strugała, tego nie wolno, to wolno , a tu proszę bezsilna jak najlichszy robaczek. Hm.. pokazałem jej co znaczy wobec losu. Ja mały kotkot Mamrotek. Nie wiem czy to porównanie do robaczka, który z szybkością i ruchem się nie kojarzy najtrafniejsze jest. Opiekunka posiedziała, pomedytowała i działa, analizuje gdzie błąd popełniła w moim żywieniu, że tak mi się źle zrobiło. Już ma listę odżywek, które nam zakupi po uzgodnieniu z lekarzem. To dopiero będzie życie. Wespół zespól ze strzykawką. Nadzieja w doktorze od zwierząt, który po lekturze książek o dziwnych kocich chorobach może powiedzieć, że ten typ tak ma. Douczać się będzie z powodu mojego schorzenia mimo studiów i kursów różnych. Spisek farmaceutyczny poległ w zarodku. No bo jakby leki były złej jakości to przecież nowy pies nie miałby już dobrej krwi , a miał gorszą niż ja. A Kierownik Inną zwany nie przypominał sobie szczenięcych lat po tych witaminkach z pokarmem spożywanych. Oby tylko nie wymyśliła jakiegoś złego oka i uroków na mnie rzuconych. Zmusi mnie przecież wtedy do chodzenia z czerwoną kokardką. Matko kochana! Musiałbym się kryć przed znajomymi. Dziką różę zmuszony jestem spożywać, ale gdyby kto pytał co jem, to mogę powiedzieć, że mięsko i wcale o kwiatuszku nie wspomnieć. Czy kto słyszał o kocie zjadającym pachnące płatki? Też nie słyszałem, ale są takie. Ja i Duśka. Kocica profilaktycznie ów zapewniający długie życie specyfik dostaje, a ja niby mam być dowodem, że on działa leczniczo. Przytoczę wam fragment dialogu :
Czy ty nie uważasz, że Mamrociowi schudła głowa. Taka maleńka mi się wydaje, chora.-pyta Halinka.
Jak mu mogła głowa schudnąć? Przecież głowy nie chudną. - odpowiada przytomnie jej mąż.
No ja nie wiem, nie wiem. Od smutku może się zmniejszyć. - ciągnie myśl opiekunka.
No to uważaj żebyś z tego powodu swojej nie straciła, bo ciągle jakieś katastroficzne wizje snujesz, a to smutne jest. - zdecydowanym tonem komentuje trzymający mnie na kolanach pańcio.
Końcowe zdanie ma oczywiście Halinka.
Ja poważnie pytam, a ty jak zwykle sobie pokpiwasz.

Strona 1 z 16:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:06.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X