menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

02-08-2017 20:17

Jak wiało i było mokro marzyłem o słoneczku i jego cieplutkich, delikatnych promieniach. Niby marzenia się spełniły, ale jakby w nadmiarze. Jakieś skaranie boskie to jest, a nie spełnienie. Czy jeden szalony drwal jako życiowe utrapienie nam nie wystarczy? Zgodnie z Halinką uważamy, że ów pan spokojnie może robić za wszystkie plagi egipskie. Zaznaczam, że jest to jedno z nielicznych twierdzeń dotyczących życia , w którym ja i opiekunka jesteśmy zgodni. Z reguły wygrywa koci patriarchat. Nieszczęśliwa z tego powodu to ona nie jest. Inteligentnie rządzę i w wielu przypadkach doprowadzam ją do przekonania , że sobie sama dziewczyna decyduje. Na przykład otwieranie szeroko okien w letnie dni jest powodem konfliktu, ale przecież ja jak wszyscy bardzo lubię otwarte okna. Mogę wtedy wyjść na parapet i spoglądać w dół, ale Halinka uważa, że to niebezpieczne. Siatka jest mocowana w betonie, to nie ma jak polecieć na trawnik. Mimo tego nie przetłumaczysz kobiecinie, że nie będę się wgryzał w kamień lub żyłkę . Ciągle widzi mnie jak lecę i rozpłaszczam się w zieleni. Ustąpiłem i niedomagam się ciągłego wietrzenia. Jak w kraju politycznie gorąco było to wymyśliliśmy z Dusią i psami przerywnik dla skołatanej dramatycznymi wiadomościami głowy Halinki. Kocica zgodnie z obowiązującą modą wydepilowała sobie okolice bikini i nóżki. Ja starym sposobem pracowicie wymiotowałem, Naszka kichała nieprzytomnie, Miły garbaciał i wyglądał jakby jogę ćwiczył, ale bez jakichkolwiek zasad. Asany mu się myliły i robił dwie jednocześnie. Opiekunka gniewliwie mruczała o karmie z marketu, że niby nam ją kupi i w końcu znikną choroby. A lekarza to zobaczymy , ale tylko przy eutanazji. Szetlandka kichnęła, Dusia liznęła brzuch, Miły dziwnie się wygiął i miotana wyrzutami sumienia Halinka i jej mąż z całym stadem udali się do lecznicy. Inna i Alutka w charakterze przyszłych chorych. No bo to nigdy nie wiadomo co pies lub kot wymyśli. Po badaniach okazało się, że ja najbardziej wziąłem sobie do serca zdrowie psychiczne ludzi. Już tak mam, że dla przyjaciół poświęcę wszystko. Kroplówkę dostałem i dietetyczne zalecenia. Z zaszłości mi pozostał lęk, że jedzenia zabraknie i jak strach przed głodem mnie dopadnie to najadam się na zapas. A potem jest efekt znany każdemu smakoszowi świątecznych cudów kulinarnych. Tym sposobem polityczne spory poszły w kąt. Trzeba pilnować Mamrocia, a to sprawa niełatwa. Porcje jedzonka mają być niewielkie , często podawane i nie prosto z lodówki, tylko podgrzane. Jeszcze ja w trakcie tych ocieplań potrawy jęczę boleśnie, że zaraz z wycieńczenia padnę, więc niech świat wariuje, a kot ma być nakarmiony.

08-07-2017 19:10

Przez tę pogodę to mi się osobowość zmienia. Mało stabilna się robi. Nastawiam się na ciepło i słonce, zamierzam wytworzyć w ciałku sporą dawkę witaminy D, rozmarzam się na leżaczku, a tu jak nie zawieje, jak nie ostudzi chłodem przyjemnych myśli, a jako dodatek doda sporą dawkę mokrości i fiu zaraz ochota do bycia szczęśliwym znika. Humorzasty się robię, drażliwy i jakiś niedostosowany do rzeczywistości. Gdyby to tylko raz kapryśna aura tak zadziałała no to do wybaczenia, ale nie, ona ciągle tak działa. Skąd taka złośliwość w letniej, wakacyjnej przecież pogodzie? Pojęcia nie mam. Mądry kot jestem, ale tej zagadki rozwiązać nie potrafię. Halinka coś tam o niejakim Szyszko mówi i jego czyny uznaje za przyczynę mało urokliwego lata. Nie znam człowieka, ale musiał mocno się zasłużyć opiekunce skoro na dżwięk jego nazwiska warczy i brzydkimi wyrazami rzuca. Zapominanie o byciu damą zwala radośnie na pana Szyszko i wraca do trosk codziennych. Obecnie martwi się, że pies jeden przez te burze może jakiej choroby od amoniaku dostać, albo mu się węch zepsuje od kuwetowych wyziewów. Chociaż utrata węchu nie jest w tym przypadku najgorsza. Kierownik myśliwski nie jest, polować nie musi, a nawet nie powinien mieszkając w domu wielu zwierząt, więc jeśli nos będzie miał dla urody to się nic nie stanie, ale czy tchawica lub oskrzela wytrzymają w zdrowiu te inhalacje to już nie jest pewne. Tylko co robić jak gruchnie piorunem, poprawi grzmotem a Inna do łazienki gna, łeb kładzie w kuwecie i uznaje to miejsce za najbezpieczniejsze na świecie. Już tak się rozgościła w kocim azylu, że robi sobie drzemki , a nawet pojada przekąski. A Halinka, aby niwelować szkodliwe wyziewy sypie w dużych ilościach pochłaniacz zapachów i mamy perfumerię. Za to brak jakiejkolwiek prywatności. No to na zmianę z Dusią miauczymy żałośnie, niech wiedzą jakie ciężkie życie mamy. Początkowo lamenty pomagały, ludzie spieszyli z pomocą, ale teraz odczekują i zainteresowanie wykazują gdy zapada cisza. Bawić się chcą ze styranymi kotami. Obojętnie reagujemy na te grzeczności, ledwo unosząc zmęczone powieki. Odpoczywamy i potem zaraz robimy sobie przebieżkę po mieszkaniu kończąc ją na parapecie, na którym stoją doniczki z jakimiś roślinami. Dzięki tym badylkom możemy się bezpiecznie boksować. Walimy łapkami w listowie, a nie w siebie. Taa, ale raz to nam te donice spadły w sposób cudowny jakiś. Na podłodze się znalazły i żadna zieleń nie ucierpiała, nawet ziemia się nie rozsypała. Za to my z prędkością światła opuściliśmy miejsce walki. Ja myślałem, że Duśka taka mocna jest, że sporo ważące przedmioty jak piórko przenosi, a ona chyba mnie za mocarza wzięła. Wspomnienie spojrzenia pełnego uznania jakim mnie wtedy kocica obdarzyła cieszy do dziś. O tym myślę, gdy pies urzęduje w kuwecie, a za oknem szaro i jak na potrzeby kota zimno. To takie moje prywatne słoneczko.

05-06-2017 12:35

Zdarzenia nabierają znaczenia w zależności od akcji, które je poprzedziły. Odkryłem to wczoraj. Jak to kot lubię dbać o wygląd i elegancję. Żadnych brudnych kłaczków światu nie pokazuję, pazurki systematycznie ostrzę i łapki mam zadbane jak dama jaka. Aby sobie uatrakcyjnić niektóre higieniczne zabiegi wykonuję je w różnych miejscach i pozycjach. Ostatnio pazurki ścieram na widoczkach pracowicie przez Halinkę umieszczanych na ścianach. Mam dwa w jednym. Poprawiam nie tylko urodę , ale i dbam o właściwą figurę. Aby dotrzeć do rameczki muszę mocno rozciągnąć całe ciało. Wzmacniam, więc tkankę mięśniową i chyba likwiduję zbędny tłuszczyk. Tak mniemam. Niestety wysportowany mruczek siłę ma i rameczki często lądują na podłodze. Ach, ta grawitacja! Rameczki umieszczane są ponownie na ścianie i sprawy nie ma. Może trzeba je mocniej mocować i nie będzie wypadków. Ot, luźna uwaga. Parę dni temu zepsuł się komputer. Zerwał współpracę z Halinką tajemniczo o tym fakcie informując istniejącym na ekranie ciągiem cyfr i liter. Niby opiekunka czytać potrafi, ale tej abrakadabry odczytać nie potrafiła. Wezwano mądrego pana od internetowych chorób i ten od razu rozszyfrował przekaz czarownej maszyny. Zastosował leczenie i znów można było działać na ulubionym urządzeniu. Szczęście krótko trwało. Następnego dnia ów cud techniki nawet nie wysyłał magicznych komunikatów. Nic nie działało.
- Co ja teraz powiem temu panu co tak pięknie zreperował cacuszko? Jaką głupotę wymyśliłam, żeby błędy wprowadzić w techniczny organizm. - myślała kobieta.
Jej mądry mąż, mniej ulegający urokowi internetowej magii pomyślał i posprawdzał umocowania kabelków dostarczających prąd. Okazało się, że żaden nie tkwił we właściwym miejscu. Jak sobie stosowałem opisane wyżej dwa w jednym, zrzuciłem obrazeczki i one uderzyły w owe sznureczki życiodajne. Nie pierwszy raz tak zrobiłem, ale po raz pierwszy widziałem bladą twarz Halinki w związku z tym wydarzeniem. A twarda baba jest. Przecież jak dawno temu obudziła się ciemną nocą cichą i ujrzała prawie nadprzyrodzone zjawisko to powieka jej nie drgnęła, ręka nie zadrżała przy usuwaniu kochanego zwierza z niebezpiecznego miejsca. Mnie ciągnie do osiągnięć myśli ludzkiej i próbuję na swój koci sposób odkryć możliwości nowoczesnych urządzeń. Polatałem łapkami po drukarce, tu przycisnąłem mocniej, tam słabiej i zadziałało. Drukarka zaczęła wyrzucać z siebie białe papiery. Szumiała, podświetlając tkwiącą na niej w charakterze posągu kocią postać. Oczy miałem jak spodki. Za nic nie mogłem zrozumieć dlaczego wszystko białe jest, a jak ludzie ponaciskają kwadraciki to kolorowość wychodzi. Po czym dotarło do mnie, że owa drukarka jak jej materiału zabraknie do wyrzucania z siebie , może mnie dopaść i na podłodze umieścić. Starałem się wtopić w rzeczywistość, zamienić się w kamień, poetycko mówiąc. Kombinowałem, że głaz odporny jest na wszelkie zmiany od milionów lat to mam szansę nie być ani chwili w czeluściach drukarki. Zajmę się bezpieczniejszymi dla miauczków atrakcjami. Muchę pogonię, popatrzę na ptaszki, zdrzemnę się.

22-04-2017 18:40

No to powróciliśmy do słodkiej codzienności. Narzeka się na nią, że pachnie nudą, monotonią, a jak jej brak to tęskni się, pragnie jak czegoś drogocennego. Ja też jak każdy kot życzę sobie ciągłych uciech życiowych i czekam na dzianie się wokół mnie. Jednak jak te marzenia spełniają się można powiedzieć w nadmiarze , mam dość. Złoszczą mnie zmiany, ciągły ruch, różnorodność odgłosów i brak ludzi do podziwiania mnie cudnie śpiącego. W sobie głęboko czuję niesprawiedliwość świata wobec malutkiego, grzecznego futrzaczka. Świecie kochany przecież trudno przeżyć dzień jeden kotu bez odpowiedniej porcji zachwytów. A jak to nie jeden dzień tylko kilka. Efektem musi być tragedia na miarę talentu Szekspira. Niech ktoś opisze prozą, wierszem, jak chce, ciche nasze cierpienia. A zaczęło się niewinnie. Od porządków przedświątecznych do których Halinka przystępuje z niechęcią o czym wie Dusia, więc pomaga jej jak może. Pierwsza szuflada wyciągnięta, wyczyszczona i już można wkładać do niej rzeczy. Niestety każda z pań inaczej sprząta. Halinka układa wszystko w gustowne prostokąciki, Dusia artystycznie rozkłada poszczególne elementy kierując się mniej geometrią, raczej zwracając uwagę na szorstkość i miękkość. Kocica jak uzna, że ład już jest, lubi odpocząć na stosiku z rzeczy i dumnie przysnąć. U normalnych byłoby przegonienie zwierza i ponowne ułożenie, a szuflada włożona na miejsce. Ale kto powiedział, że Halinka normalna. Nawet ona sama ma wątpliwości. Zostaje otwarta następna szuflada celem jej uporządkowania i historia się powtarza. Puste części mebli leżą sobie gdzie popadnie, a ja muszę je omijać i czasem nie mam gdzie odpocząć, ponieważ na wybranym miejscu dumnie leży kilkanaście bluzeczek, albo wyżej wspomniana szuflada. Bałagan się robi nieziemski, a dwie królowe czystości szaleją w najlepsze. Jedna z nich leniwie się przeciągając zmienia miejsca drzemki. Ma ich sporo do wyboru. Nawet na twardym drewnie posypia. Fakirka jakaś. Druga z nich pozostawia wypatroszone szafki i znika w kuchni. Tam wyciąga gary, miksery i produkty spożywcze. Pełno tego na blatach, wskoczyć na nie nie da rady. Można sobie mąkę lub coś innego na głowę wysypać, a nikt przecież tego nie lubi. O, przepraszam. Psy pewnie chciałyby , abym jakieś jajka lub sos mięsny im na podłogę zrzucił. One bardzo dbają o jej czystość. Żaden okruszek się nie uchowa. Nadchodzi czas uspokojenia. Posprzątane, wygotowane, wypieczone i ja mogę pospać. Tak myślę, ale to bardzo myląca myśl. Zjawiają się znani i nieznani goście. Znów głośniej w domu. Psy domowe i te co nas wizytują w zachwycie jakimś dziwnym latają między kuchnią a pokojem gdzie ja przebywam. Okropność, mnie Mamrotka uznają za tak samo atrakcyjnego jak smakołyki, których im nikt nie szczędzi w świąteczne dni. Doczekałem się ważności plasterka szynki. Od deprechy wielkiej ratuje mnie najcudowniejszy powrót do codzienności.

20-03-2017 10:55

Niby przeciętniaki jesteśmy, szare myszki codzienności , a dzieje się u nas tyle, że starczy na zapierający dech w piersiach film akcji. Psy długo, dokładnie i uważnie obserwowały kocie, nocne zabawy i jak to psy cierpliwie gromadziły dane. Dzięki tym przymiotom jak rozpoczęły działanie no to czapki z głów. Niewiele brakowało, aby ludzka część stada zapłaciła bardzo wysoką cenę za oscarowe aktorstwo dwóch szczekaczy tzn. pogorszeniem zdrowia. Kiedyś tam nasz opiekun kochany odczuwał przemożna chęć do dożywiania się, nocnego zresztą. Chudy jest to bez wyrzutów sumienia oddawał się z wielką przyjemnością rozkoszom podniebienia. Druga szetlandka szybciutko uznała, że będzie towarzyszyć pańciowi. Ludzki pan kąsek dał, więc pierwsza szetlandka uznała, że jej też należy się i dołączyła do towarzystwa. Kierownik i Kraciasty zajrzęli pewnej nocy do kuchni zaintrygowani lataniem koleżanek do miejsca gdzie jedzenie jest i późniejszym oblizywaniem się w pościeli. Na widok ciasteczek oniemieli i zaraz głód poczuli okrutny. My kotykoty też przybywaliśmy na te uczty. Nie jedliśmy, ale popatrzeć na głodne psie pyski jest fajnie. Nie żeby to jakiś rzadki widok był. One zawsze nienajedzone, zawsze. Ja i Dusia bardziej chcieliśmy podkreślić różnicę między zwierzętami. Koty wstają bezinteresownie, dla samej wielkiej przyjemności bycia z człowiekiem, a psy dla jedzenia. Fanaberia jedzeniowa opiekuna minęła, a szczekaczom około północy brakowało czegoś na ząbek, więc podjęły działania wymuszające powrót do tradycji. Miły o odpowiedniej porze zaczynał jęczeć, wić się po podłodze, że to niby bóle ma, albo psychicznie wysiada i jeszcze chwila , a na pogrzeb prosić będzie. Innusia dzielnie mu sekundowała mrucząc boleśnie. Obudzeni mrożącymi krew w żyłach odgłosami Halinka i Jurek w panice szukali telefonu. Karetkę jakąś weterynaryjną chcieli wzywać. Na sygnale niech przyjeżdża. Trzęsącymi rękoma szukali leków, przemawiając czule do chorych i wysyłając uspokajające sygnały. Szelti w tym czasie udawały bardzo grzeczne dziewczynki. Leżały bez ruchu, z pięknie wyciągniętymi szyjkami i ustawionymi na czuwanie uszami. Jeden z sygnałów był wybrany prawidłowo. Po po podaniu smacznego kawałeczka wędlinki chorobowe objawy znikały i psy szły spać. Po którejś tam pobudce ludzie postanowili przechytrzyć zwierzątka i pokazać im kto ustala zasady. I pokazali. Wstają parę minut przed czasem, dają smakołyk i dramatycznych scen brak. A mnie Mamrociowi pozostał powrót do grania na żaluzjach. Noc bez odrobiny atrakcji to noc stracona.

Strona 1 z 16:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:08.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X