menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

05-06-2017 12:35

Zdarzenia nabierają znaczenia w zależności od akcji, które je poprzedziły. Odkryłem to wczoraj. Jak to kot lubię dbać o wygląd i elegancję. Żadnych brudnych kłaczków światu nie pokazuję, pazurki systematycznie ostrzę i łapki mam zadbane jak dama jaka. Aby sobie uatrakcyjnić niektóre higieniczne zabiegi wykonuję je w różnych miejscach i pozycjach. Ostatnio pazurki ścieram na widoczkach pracowicie przez Halinkę umieszczanych na ścianach. Mam dwa w jednym. Poprawiam nie tylko urodę , ale i dbam o właściwą figurę. Aby dotrzeć do rameczki muszę mocno rozciągnąć całe ciało. Wzmacniam, więc tkankę mięśniową i chyba likwiduję zbędny tłuszczyk. Tak mniemam. Niestety wysportowany mruczek siłę ma i rameczki często lądują na podłodze. Ach, ta grawitacja! Rameczki umieszczane są ponownie na ścianie i sprawy nie ma. Może trzeba je mocniej mocować i nie będzie wypadków. Ot, luźna uwaga. Parę dni temu zepsuł się komputer. Zerwał współpracę z Halinką tajemniczo o tym fakcie informując istniejącym na ekranie ciągiem cyfr i liter. Niby opiekunka czytać potrafi, ale tej abrakadabry odczytać nie potrafiła. Wezwano mądrego pana od internetowych chorób i ten od razu rozszyfrował przekaz czarownej maszyny. Zastosował leczenie i znów można było działać na ulubionym urządzeniu. Szczęście krótko trwało. Następnego dnia ów cud techniki nawet nie wysyłał magicznych komunikatów. Nic nie działało.
- Co ja teraz powiem temu panu co tak pięknie zreperował cacuszko? Jaką głupotę wymyśliłam, żeby błędy wprowadzić w techniczny organizm. - myślała kobieta.
Jej mądry mąż, mniej ulegający urokowi internetowej magii pomyślał i posprawdzał umocowania kabelków dostarczających prąd. Okazało się, że żaden nie tkwił we właściwym miejscu. Jak sobie stosowałem opisane wyżej dwa w jednym, zrzuciłem obrazeczki i one uderzyły w owe sznureczki życiodajne. Nie pierwszy raz tak zrobiłem, ale po raz pierwszy widziałem bladą twarz Halinki w związku z tym wydarzeniem. A twarda baba jest. Przecież jak dawno temu obudziła się ciemną nocą cichą i ujrzała prawie nadprzyrodzone zjawisko to powieka jej nie drgnęła, ręka nie zadrżała przy usuwaniu kochanego zwierza z niebezpiecznego miejsca. Mnie ciągnie do osiągnięć myśli ludzkiej i próbuję na swój koci sposób odkryć możliwości nowoczesnych urządzeń. Polatałem łapkami po drukarce, tu przycisnąłem mocniej, tam słabiej i zadziałało. Drukarka zaczęła wyrzucać z siebie białe papiery. Szumiała, podświetlając tkwiącą na niej w charakterze posągu kocią postać. Oczy miałem jak spodki. Za nic nie mogłem zrozumieć dlaczego wszystko białe jest, a jak ludzie ponaciskają kwadraciki to kolorowość wychodzi. Po czym dotarło do mnie, że owa drukarka jak jej materiału zabraknie do wyrzucania z siebie , może mnie dopaść i na podłodze umieścić. Starałem się wtopić w rzeczywistość, zamienić się w kamień, poetycko mówiąc. Kombinowałem, że głaz odporny jest na wszelkie zmiany od milionów lat to mam szansę nie być ani chwili w czeluściach drukarki. Zajmę się bezpieczniejszymi dla miauczków atrakcjami. Muchę pogonię, popatrzę na ptaszki, zdrzemnę się.

22-04-2017 18:40

No to powróciliśmy do słodkiej codzienności. Narzeka się na nią, że pachnie nudą, monotonią, a jak jej brak to tęskni się, pragnie jak czegoś drogocennego. Ja też jak każdy kot życzę sobie ciągłych uciech życiowych i czekam na dzianie się wokół mnie. Jednak jak te marzenia spełniają się można powiedzieć w nadmiarze , mam dość. Złoszczą mnie zmiany, ciągły ruch, różnorodność odgłosów i brak ludzi do podziwiania mnie cudnie śpiącego. W sobie głęboko czuję niesprawiedliwość świata wobec malutkiego, grzecznego futrzaczka. Świecie kochany przecież trudno przeżyć dzień jeden kotu bez odpowiedniej porcji zachwytów. A jak to nie jeden dzień tylko kilka. Efektem musi być tragedia na miarę talentu Szekspira. Niech ktoś opisze prozą, wierszem, jak chce, ciche nasze cierpienia. A zaczęło się niewinnie. Od porządków przedświątecznych do których Halinka przystępuje z niechęcią o czym wie Dusia, więc pomaga jej jak może. Pierwsza szuflada wyciągnięta, wyczyszczona i już można wkładać do niej rzeczy. Niestety każda z pań inaczej sprząta. Halinka układa wszystko w gustowne prostokąciki, Dusia artystycznie rozkłada poszczególne elementy kierując się mniej geometrią, raczej zwracając uwagę na szorstkość i miękkość. Kocica jak uzna, że ład już jest, lubi odpocząć na stosiku z rzeczy i dumnie przysnąć. U normalnych byłoby przegonienie zwierza i ponowne ułożenie, a szuflada włożona na miejsce. Ale kto powiedział, że Halinka normalna. Nawet ona sama ma wątpliwości. Zostaje otwarta następna szuflada celem jej uporządkowania i historia się powtarza. Puste części mebli leżą sobie gdzie popadnie, a ja muszę je omijać i czasem nie mam gdzie odpocząć, ponieważ na wybranym miejscu dumnie leży kilkanaście bluzeczek, albo wyżej wspomniana szuflada. Bałagan się robi nieziemski, a dwie królowe czystości szaleją w najlepsze. Jedna z nich leniwie się przeciągając zmienia miejsca drzemki. Ma ich sporo do wyboru. Nawet na twardym drewnie posypia. Fakirka jakaś. Druga z nich pozostawia wypatroszone szafki i znika w kuchni. Tam wyciąga gary, miksery i produkty spożywcze. Pełno tego na blatach, wskoczyć na nie nie da rady. Można sobie mąkę lub coś innego na głowę wysypać, a nikt przecież tego nie lubi. O, przepraszam. Psy pewnie chciałyby , abym jakieś jajka lub sos mięsny im na podłogę zrzucił. One bardzo dbają o jej czystość. Żaden okruszek się nie uchowa. Nadchodzi czas uspokojenia. Posprzątane, wygotowane, wypieczone i ja mogę pospać. Tak myślę, ale to bardzo myląca myśl. Zjawiają się znani i nieznani goście. Znów głośniej w domu. Psy domowe i te co nas wizytują w zachwycie jakimś dziwnym latają między kuchnią a pokojem gdzie ja przebywam. Okropność, mnie Mamrotka uznają za tak samo atrakcyjnego jak smakołyki, których im nikt nie szczędzi w świąteczne dni. Doczekałem się ważności plasterka szynki. Od deprechy wielkiej ratuje mnie najcudowniejszy powrót do codzienności.

20-03-2017 10:55

Niby przeciętniaki jesteśmy, szare myszki codzienności , a dzieje się u nas tyle, że starczy na zapierający dech w piersiach film akcji. Psy długo, dokładnie i uważnie obserwowały kocie, nocne zabawy i jak to psy cierpliwie gromadziły dane. Dzięki tym przymiotom jak rozpoczęły działanie no to czapki z głów. Niewiele brakowało, aby ludzka część stada zapłaciła bardzo wysoką cenę za oscarowe aktorstwo dwóch szczekaczy tzn. pogorszeniem zdrowia. Kiedyś tam nasz opiekun kochany odczuwał przemożna chęć do dożywiania się, nocnego zresztą. Chudy jest to bez wyrzutów sumienia oddawał się z wielką przyjemnością rozkoszom podniebienia. Druga szetlandka szybciutko uznała, że będzie towarzyszyć pańciowi. Ludzki pan kąsek dał, więc pierwsza szetlandka uznała, że jej też należy się i dołączyła do towarzystwa. Kierownik i Kraciasty zajrzęli pewnej nocy do kuchni zaintrygowani lataniem koleżanek do miejsca gdzie jedzenie jest i późniejszym oblizywaniem się w pościeli. Na widok ciasteczek oniemieli i zaraz głód poczuli okrutny. My kotykoty też przybywaliśmy na te uczty. Nie jedliśmy, ale popatrzeć na głodne psie pyski jest fajnie. Nie żeby to jakiś rzadki widok był. One zawsze nienajedzone, zawsze. Ja i Dusia bardziej chcieliśmy podkreślić różnicę między zwierzętami. Koty wstają bezinteresownie, dla samej wielkiej przyjemności bycia z człowiekiem, a psy dla jedzenia. Fanaberia jedzeniowa opiekuna minęła, a szczekaczom około północy brakowało czegoś na ząbek, więc podjęły działania wymuszające powrót do tradycji. Miły o odpowiedniej porze zaczynał jęczeć, wić się po podłodze, że to niby bóle ma, albo psychicznie wysiada i jeszcze chwila , a na pogrzeb prosić będzie. Innusia dzielnie mu sekundowała mrucząc boleśnie. Obudzeni mrożącymi krew w żyłach odgłosami Halinka i Jurek w panice szukali telefonu. Karetkę jakąś weterynaryjną chcieli wzywać. Na sygnale niech przyjeżdża. Trzęsącymi rękoma szukali leków, przemawiając czule do chorych i wysyłając uspokajające sygnały. Szelti w tym czasie udawały bardzo grzeczne dziewczynki. Leżały bez ruchu, z pięknie wyciągniętymi szyjkami i ustawionymi na czuwanie uszami. Jeden z sygnałów był wybrany prawidłowo. Po po podaniu smacznego kawałeczka wędlinki chorobowe objawy znikały i psy szły spać. Po którejś tam pobudce ludzie postanowili przechytrzyć zwierzątka i pokazać im kto ustala zasady. I pokazali. Wstają parę minut przed czasem, dają smakołyk i dramatycznych scen brak. A mnie Mamrociowi pozostał powrót do grania na żaluzjach. Noc bez odrobiny atrakcji to noc stracona.

24-02-2017 11:34

Szczęśliwy kot jestem. Szczęście mnie dopadło i nie opuszcza, choć Halinka mojej radości duże kłody pod nogi rzuca. Pochorowała się kobieta i rozpoczęła picie ziółek. Parę dni spokojnie sobie zdrowie naparami poprawiała, aż ja odkryłem, że równie cudowną moc roślinki mają i na moje samopoczucie. Od ich aromatu, od woni w raju jakimś zaczerpniętej stawałem się lekki jak piórko, czas przestawał istnieć i ogólnie rzewna, tęskna błogość mnie ogarniała. Chciałem wniknąć w kubek czarodziejski, schować się w nim. Prosiłem, błagałem na kolana padałem, aby tylko pozwoliła wąchać obłoki z naczynka płynące.
A ta nie i nie. Oparzysz się Mamrociu, krzywdę sobie zrobisz i bach kubek stawia na najwyższej półce. Małpa taka złośliwa, a nie troskliwa opiekunka. Co ja się nagimnastykuję, nawspinam, aby jak najbliżej czarowności poprzebywać tylko ten zrozumie co z wysiłkiem cel osiągał. Najbliżej szczęśliwości jestem gdy wyciągnę się na całą długość, wygnę w łuk i osiągnę pozycję olimpijskiego akrobaty. Jednak to pozycja dla fakirów , a nie dla porządnego kota. Jeszcze jak ja na tym blacie podryguję to zjawia się Duśka i dawaj latać wokół mnie w zachwycie, że zabawa przednia się szykuje. Ona myśli, że ja tu jestem i tańczę dla niej. Nawet już przeszkadzającą zdzieliłem łapą po pustej głowie ( no bezmyślnej przecież jak nie dostrzega, że ja ważniejszymi sprawami się zajmuje i wcale mi nie chodzi o rozciąganie mięśni, a o duchowe wyżyny), tylko, że ja ją raz zdzieliłem, a ona mnie pac, pac ze trzy razy. Oddać kocicy nie mogę z dwóch powodów. Zaraz zjawia się Kierownik ( duży, czarny pies), która gotowa jest natychmiast wielką paszczę otworzyć i mnie połknąć. A niestety stworzenie to za cel życiowy obrało sobie ochronę Dusi. Chociaż po owej wielkiej paszczy niby mogę Kierownika trzepać kiedy chcę, więc nie powinna być wobec mnie zadziorna, ale każde mruknięcie na kocicę traktowane jest przez Inną jak zamach stanu. Ot szczególik, który niszczy nasze dobre stosunki. Po drugie Halinka kubeczek z wysokości zdejmuje i pije ambrozję. Muszę blat kuchenny opuścić i pognać za wonią niebiańską. Muszę i już. A wtedy nic nie istnieje. Jest tylko przestrzeń wypełniona cudownością i mną Mamrotkiem. Nastrój opiekunki też w rejonach wyższych po wypiciu naparu się znajduje, więc daje mi suchą torebeczkę z zamkniętymi w niej roślinkami. Chwilo trwaj, torebeczką trwaj. Pijcie ziółka dla szczęśliwości.

02-02-2017 21:10

Lata Halince zajęło zrozumienie, że koty znajdują się szczebelek wyżej na drabinie ewolucji . Ludzie niżej i tak już chyba pozostanie.Przynajmniej za mojego życia. Długa wspinaczka przed ludzkością, zbyt wiele przeszkód do pokonania. Mistrzowie ewolucji mogliby coś tam podpowiedzieć, ale czy ktoś z was wysłucha kociego miauczenia. Nikt. Zaraz o wykształceniu będziecie gadać, wielowiekowej kulturze itp.Tylko, że my koty znamy odpowiedzi, których wy ludzie latami poszukujecie. Bez większych sukcesów zresztą. Nie wywyższam miauczków ponad inne stworzenia, ale psy kiedyś tam postanowiły się upodobnić do człowieka i straciły wiele z danej im od natury mądrości. Szczekacze nawet w ubrankach na dworze przebywają. Dla mnie jak spoglądam przez okno zimową porą wyglądają jak dziwna roślinność na śniegu. W zachwyt wpadam, gdy widzę jednego spaniela w czerwonym, pikowanym kubraczku. Nosi go chyba po starszym bracie, więc raz mu się przekręci niczym szew w pończoszce, innym razem zsunie w dół i pies zyskuje na różnorodności kształtów. Nie wiem co bym zrobił gdyby mi na grzbiet założono podobną kołderkę. Nie wiem. Uciekłbym, ale jak w tym uciekać? Nie da się. Owo ubranko nadzwyczaj zwiększa siłę przyciągania i zamiast na najwyższej półce byłbym na podłodze.Halinka dopowiada, że huk byłby mniejszy z powodu wygłuszenia otuliną. Przyznam się, że nie jestem dobrym skoczkiem. Ciężkie mam lądowanie i rzeczywiście dość głośne. Ale niegrzecznie jest komentować niedoskonałości u innych, jak się samemu ani głośno, ani cicho na półeczkę nie skoczy. Najważniejsze, że opiekunowie modni nie są i psy i koty naturalną urodą czarują. Dla mnie i Dusi kapocik na grzbiecie byłby powodem do trwałego, nieustającego buntu. Lata temu, przy pierwszym wyjeździe rodzinki na działeczkę koleżankę ubrano w gustowną smyczkę i próbowano z nią spacerować po zielonej trawce. Dusię siła nieznana zamieniła w nieforemny kopczyk futra, na parę chwil zamieniła w coś co niby żyje, a jednak nieruchome jest i chyba dopiero jakiś spychacz mógłby to coś przesunąć gdzieś dalej. W obawie o zdrowie koteczki szybko zrezygnowano z połączenia smyczy i kota. Zwróćcie uwagę na mistrzowskie i skuteczne zastosowanie niewerbalnego przekazu. Nie powiem czasem godzimy się na pewne niedogodności i damy się wsadzić w walizkę, a u lekarza pozwalamy się grzecznie badać. Nie gryziemy, nie prychamy nawet w trakcie kroplówki. A są koty co to je kilka osób trzyma nawet jak doktor nie ma w ręku narzędzi tortur. Halinka opowiadała mi kiedyś, że pewien jej znajomy poszedł do weterynarza z chorą psiną. Jakoś tam, mimo licznych protestów ze strony suni została przebadana, ale doktor chciał jej gardło zobaczyć. Niestety protesty artykułowała sunia przez zaciśnięte zęby, a widząc zbliżający się biały fartuch pokazywała wcale pokaźny garnitur zębów. Spocony i zmęczony opiekun zaproponował według niego jedyne wyjście. Kaganiec. Dopiero widok zaskoczenia na twarzy lekarza pozwolił mu oprzytomnieć.
Co ja gadam, co ja gadam.- mamrotał pod nosem.

Strona 1 z 16:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:00.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X