menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

14-10-2017 18:59

Geriatkowo - Wariatkowo to mój nowy adres zamieszkania. Co ja silny, młody kotkot robię w takim miejscu ? Nie wiem, chyba opiekunom przypominam o istnieniu zdrowych osobników. Psy słabną. Szczególnie jeden. Miłemu zepsuł się kręgosłup ten fizyczny, no bo moralny to ma jak dzwon i to go trzyma równie mocno jak gorsecik ortopedyczny. Kraciasty próbuje maskować pewne niedociągnięcia wzroku, słuchu i ogólnie rzecz biorąc umysłu tzw. staruszkową bystrością. Wskakuje jak dwa lata, rok temu na fotel i trach ląduje na podłodze. Zaraz spojrzeniem informuje, że nic się nie stało, a nie zwinął się w rogalik na mebelku z powodu zmiany decyzji. Woli poleżeć na twardym. Jak zaśpi na karmienie, choć pół godziny wcześniej oczekiwał poczęstunku to wpada dziwnym truchtem do kuchni , wali głowiną w szafkę i szuka jedzonka, nie dostrzegając, że już go mu podtykają. Kłapie paszczą w powietrzu i mocno się dziwi, że nie czuje smaku. Początkowo bardzo się oburzał na noszenie go po schodach. Wręcz walczył z opiekunami o możliwość przebiegnięcia po nierównym. Od niedawna ludzie mają jego zgodę na użycie naręcznej windy. Grzeczny pies jest i uprzejmy wielce to jak tak lubią bardzo dźwiganie, niech sobie używają do woli. Swego czasu ja też protestowałem przy wciskaniu mi jakichś substancji leczniczych. Wyłem, wiłem się jak piskorz, zaciskałem zęby , plułem, drapałem. I co zyskiwałem? Wiadomo - przedłużenie męczarni. Mądry kot jestem, więc postanowiłem bez protestów łykać co trzeba i tym posunięciem zyskałem podziw Halinki ( to ona nam serwuje wszystkie niejadalne specyfiki) i święty spokój, który cenię ogromnie. Przecież w jesienny, ciepły wieczór leżeć na czymś miękkim , patrzeć na zaokienną kolorowość i rozmyślać, rozmyślać .... no to jest takie poznawanie kociego absolutu. Idealny stan. Gdyby mi Dusia i reszta towarzystwa nie przeszkadzała to ja dzięki tym zamyśleniom mógłbym światowej klasy filozofem zostać. Nobel jak nic w zasięgu moich możliwości. Jeszcze rok, dwa i ja będę najmocniejszy i wtedy zajmę się nauką. Chyba, że i mnie lat przybędzie. Ha! Doświadczenia też co powinno ułatwić mi pracę. Mamrociu do dzieła. Ulokuj się wysoko na półce i obserwuj świat. Z góry.

14-09-2017 11:50

Houston milczy, a my mamy problem. Próbowaliśmy przeczekać, nie widzieć, obłaskawić, zminimalizować. Niestety problem zbyt aktywny jest, więc Halinka mózg swój uruchomiła i takie głupoty wymyśla, że tylko podziwiać. Dobrze, że ma przy sobie mądrego kota, który jest w stanie modyfikować jej twórcze zapędy w kwestii psich zachowań. Spojrzeniem koryguję zachowanie opiekunki i wcale mnie nie wzrusza jej groźne i ponure mruczenie o moich zapędach dyktatorskich i jej brakach w wykształceniu. Jeden pies kochany rozwinął w sobie talenty aktorskie. Ma potencjał i chyba postanowił mistrzem zostać. Nawet ja mam go czasem dość, a przecież nic co niezwykłe nie jest mi obce. Śpię sobie, śnię o lotach ptaków. Niby ja jak orzeł fruwam i świat z góry oglądam, a tu dyszy coś, biega jak szczeniak i kot musi lądować, zapomnieć o przestrzeniach i swobodzie. Przykra pobudka, ale myślę sobie trudno. Takie życie. A Halinka zaraz przewiduje, że Miły objawy choroby śmiertelnej wykazuje, no bo tak dyszy, tak lata udając od czasu do czasu zająca. Nie bierze kobiecina pod uwagę, że jak futrzak ma chwile pobudzenia ona też nadaktywna bywa. Obserwuje go jak najczujniejszy anioł stróż. Przystępuję, więc do akcji. Domagam sie jedzenia lub głaskania. Odwracam uwagę Halinki i pies może spokojnie gimnastykę wykonać, a z niej wyparowują opary absurdu. Niestety psy szybciej się starzeją od kotów, a ten nasz swoje lata ma i choć w sercu maj to w ciele dużo dni zapisanych. Może jego wybryki to niezgoda na starość, ograniczenia w działaniu. Hm.. sprawdzanie, czy jeszcze się uda coś przeskoczyć , pościgać z wiatrem bez powodu , dla radości istnienia. Dlatego zmienił formę oczekiwania na jedzenie. Przedtem grzecznie czekał, teraz chodzi, popiskuje, skacze jak na sprężynce. Lubię siedząc na blacie patrzeć jak co sekunda pojawiają się nad blatem czujnie ułożone uszy i zaciekawione oczy. Pełny brzuch daje poczucie bezpieczeństwa ( wszystkim), więc dobry posiłek to nadzieja na trwanie. Odsuwa w czasie znikanie. Jak na kota bardzo przyziemny jestem, ale poezja, magiczne sfery życia świetne są, gdy nic nie boli i głód nie ściska żołądka. Jednym słowem bez najlichszej fizyczności nie ma wzniosłego ducha. A pies dalej będzie obserwowany i badany, aby trudną starość uczynić dobrą i długą.

02-08-2017 20:17

Jak wiało i było mokro marzyłem o słoneczku i jego cieplutkich, delikatnych promieniach. Niby marzenia się spełniły, ale jakby w nadmiarze. Jakieś skaranie boskie to jest, a nie spełnienie. Czy jeden szalony drwal jako życiowe utrapienie nam nie wystarczy? Zgodnie z Halinką uważamy, że ów pan spokojnie może robić za wszystkie plagi egipskie. Zaznaczam, że jest to jedno z nielicznych twierdzeń dotyczących życia , w którym ja i opiekunka jesteśmy zgodni. Z reguły wygrywa koci patriarchat. Nieszczęśliwa z tego powodu to ona nie jest. Inteligentnie rządzę i w wielu przypadkach doprowadzam ją do przekonania , że sobie sama dziewczyna decyduje. Na przykład otwieranie szeroko okien w letnie dni jest powodem konfliktu, ale przecież ja jak wszyscy bardzo lubię otwarte okna. Mogę wtedy wyjść na parapet i spoglądać w dół, ale Halinka uważa, że to niebezpieczne. Siatka jest mocowana w betonie, to nie ma jak polecieć na trawnik. Mimo tego nie przetłumaczysz kobiecinie, że nie będę się wgryzał w kamień lub żyłkę . Ciągle widzi mnie jak lecę i rozpłaszczam się w zieleni. Ustąpiłem i niedomagam się ciągłego wietrzenia. Jak w kraju politycznie gorąco było to wymyśliliśmy z Dusią i psami przerywnik dla skołatanej dramatycznymi wiadomościami głowy Halinki. Kocica zgodnie z obowiązującą modą wydepilowała sobie okolice bikini i nóżki. Ja starym sposobem pracowicie wymiotowałem, Naszka kichała nieprzytomnie, Miły garbaciał i wyglądał jakby jogę ćwiczył, ale bez jakichkolwiek zasad. Asany mu się myliły i robił dwie jednocześnie. Opiekunka gniewliwie mruczała o karmie z marketu, że niby nam ją kupi i w końcu znikną choroby. A lekarza to zobaczymy , ale tylko przy eutanazji. Szetlandka kichnęła, Dusia liznęła brzuch, Miły dziwnie się wygiął i miotana wyrzutami sumienia Halinka i jej mąż z całym stadem udali się do lecznicy. Inna i Alutka w charakterze przyszłych chorych. No bo to nigdy nie wiadomo co pies lub kot wymyśli. Po badaniach okazało się, że ja najbardziej wziąłem sobie do serca zdrowie psychiczne ludzi. Już tak mam, że dla przyjaciół poświęcę wszystko. Kroplówkę dostałem i dietetyczne zalecenia. Z zaszłości mi pozostał lęk, że jedzenia zabraknie i jak strach przed głodem mnie dopadnie to najadam się na zapas. A potem jest efekt znany każdemu smakoszowi świątecznych cudów kulinarnych. Tym sposobem polityczne spory poszły w kąt. Trzeba pilnować Mamrocia, a to sprawa niełatwa. Porcje jedzonka mają być niewielkie , często podawane i nie prosto z lodówki, tylko podgrzane. Jeszcze ja w trakcie tych ocieplań potrawy jęczę boleśnie, że zaraz z wycieńczenia padnę, więc niech świat wariuje, a kot ma być nakarmiony.

08-07-2017 19:10

Przez tę pogodę to mi się osobowość zmienia. Mało stabilna się robi. Nastawiam się na ciepło i słonce, zamierzam wytworzyć w ciałku sporą dawkę witaminy D, rozmarzam się na leżaczku, a tu jak nie zawieje, jak nie ostudzi chłodem przyjemnych myśli, a jako dodatek doda sporą dawkę mokrości i fiu zaraz ochota do bycia szczęśliwym znika. Humorzasty się robię, drażliwy i jakiś niedostosowany do rzeczywistości. Gdyby to tylko raz kapryśna aura tak zadziałała no to do wybaczenia, ale nie, ona ciągle tak działa. Skąd taka złośliwość w letniej, wakacyjnej przecież pogodzie? Pojęcia nie mam. Mądry kot jestem, ale tej zagadki rozwiązać nie potrafię. Halinka coś tam o niejakim Szyszko mówi i jego czyny uznaje za przyczynę mało urokliwego lata. Nie znam człowieka, ale musiał mocno się zasłużyć opiekunce skoro na dżwięk jego nazwiska warczy i brzydkimi wyrazami rzuca. Zapominanie o byciu damą zwala radośnie na pana Szyszko i wraca do trosk codziennych. Obecnie martwi się, że pies jeden przez te burze może jakiej choroby od amoniaku dostać, albo mu się węch zepsuje od kuwetowych wyziewów. Chociaż utrata węchu nie jest w tym przypadku najgorsza. Kierownik myśliwski nie jest, polować nie musi, a nawet nie powinien mieszkając w domu wielu zwierząt, więc jeśli nos będzie miał dla urody to się nic nie stanie, ale czy tchawica lub oskrzela wytrzymają w zdrowiu te inhalacje to już nie jest pewne. Tylko co robić jak gruchnie piorunem, poprawi grzmotem a Inna do łazienki gna, łeb kładzie w kuwecie i uznaje to miejsce za najbezpieczniejsze na świecie. Już tak się rozgościła w kocim azylu, że robi sobie drzemki , a nawet pojada przekąski. A Halinka, aby niwelować szkodliwe wyziewy sypie w dużych ilościach pochłaniacz zapachów i mamy perfumerię. Za to brak jakiejkolwiek prywatności. No to na zmianę z Dusią miauczymy żałośnie, niech wiedzą jakie ciężkie życie mamy. Początkowo lamenty pomagały, ludzie spieszyli z pomocą, ale teraz odczekują i zainteresowanie wykazują gdy zapada cisza. Bawić się chcą ze styranymi kotami. Obojętnie reagujemy na te grzeczności, ledwo unosząc zmęczone powieki. Odpoczywamy i potem zaraz robimy sobie przebieżkę po mieszkaniu kończąc ją na parapecie, na którym stoją doniczki z jakimiś roślinami. Dzięki tym badylkom możemy się bezpiecznie boksować. Walimy łapkami w listowie, a nie w siebie. Taa, ale raz to nam te donice spadły w sposób cudowny jakiś. Na podłodze się znalazły i żadna zieleń nie ucierpiała, nawet ziemia się nie rozsypała. Za to my z prędkością światła opuściliśmy miejsce walki. Ja myślałem, że Duśka taka mocna jest, że sporo ważące przedmioty jak piórko przenosi, a ona chyba mnie za mocarza wzięła. Wspomnienie spojrzenia pełnego uznania jakim mnie wtedy kocica obdarzyła cieszy do dziś. O tym myślę, gdy pies urzęduje w kuwecie, a za oknem szaro i jak na potrzeby kota zimno. To takie moje prywatne słoneczko.

05-06-2017 12:35

Zdarzenia nabierają znaczenia w zależności od akcji, które je poprzedziły. Odkryłem to wczoraj. Jak to kot lubię dbać o wygląd i elegancję. Żadnych brudnych kłaczków światu nie pokazuję, pazurki systematycznie ostrzę i łapki mam zadbane jak dama jaka. Aby sobie uatrakcyjnić niektóre higieniczne zabiegi wykonuję je w różnych miejscach i pozycjach. Ostatnio pazurki ścieram na widoczkach pracowicie przez Halinkę umieszczanych na ścianach. Mam dwa w jednym. Poprawiam nie tylko urodę , ale i dbam o właściwą figurę. Aby dotrzeć do rameczki muszę mocno rozciągnąć całe ciało. Wzmacniam, więc tkankę mięśniową i chyba likwiduję zbędny tłuszczyk. Tak mniemam. Niestety wysportowany mruczek siłę ma i rameczki często lądują na podłodze. Ach, ta grawitacja! Rameczki umieszczane są ponownie na ścianie i sprawy nie ma. Może trzeba je mocniej mocować i nie będzie wypadków. Ot, luźna uwaga. Parę dni temu zepsuł się komputer. Zerwał współpracę z Halinką tajemniczo o tym fakcie informując istniejącym na ekranie ciągiem cyfr i liter. Niby opiekunka czytać potrafi, ale tej abrakadabry odczytać nie potrafiła. Wezwano mądrego pana od internetowych chorób i ten od razu rozszyfrował przekaz czarownej maszyny. Zastosował leczenie i znów można było działać na ulubionym urządzeniu. Szczęście krótko trwało. Następnego dnia ów cud techniki nawet nie wysyłał magicznych komunikatów. Nic nie działało.
- Co ja teraz powiem temu panu co tak pięknie zreperował cacuszko? Jaką głupotę wymyśliłam, żeby błędy wprowadzić w techniczny organizm. - myślała kobieta.
Jej mądry mąż, mniej ulegający urokowi internetowej magii pomyślał i posprawdzał umocowania kabelków dostarczających prąd. Okazało się, że żaden nie tkwił we właściwym miejscu. Jak sobie stosowałem opisane wyżej dwa w jednym, zrzuciłem obrazeczki i one uderzyły w owe sznureczki życiodajne. Nie pierwszy raz tak zrobiłem, ale po raz pierwszy widziałem bladą twarz Halinki w związku z tym wydarzeniem. A twarda baba jest. Przecież jak dawno temu obudziła się ciemną nocą cichą i ujrzała prawie nadprzyrodzone zjawisko to powieka jej nie drgnęła, ręka nie zadrżała przy usuwaniu kochanego zwierza z niebezpiecznego miejsca. Mnie ciągnie do osiągnięć myśli ludzkiej i próbuję na swój koci sposób odkryć możliwości nowoczesnych urządzeń. Polatałem łapkami po drukarce, tu przycisnąłem mocniej, tam słabiej i zadziałało. Drukarka zaczęła wyrzucać z siebie białe papiery. Szumiała, podświetlając tkwiącą na niej w charakterze posągu kocią postać. Oczy miałem jak spodki. Za nic nie mogłem zrozumieć dlaczego wszystko białe jest, a jak ludzie ponaciskają kwadraciki to kolorowość wychodzi. Po czym dotarło do mnie, że owa drukarka jak jej materiału zabraknie do wyrzucania z siebie , może mnie dopaść i na podłodze umieścić. Starałem się wtopić w rzeczywistość, zamienić się w kamień, poetycko mówiąc. Kombinowałem, że głaz odporny jest na wszelkie zmiany od milionów lat to mam szansę nie być ani chwili w czeluściach drukarki. Zajmę się bezpieczniejszymi dla miauczków atrakcjami. Muchę pogonię, popatrzę na ptaszki, zdrzemnę się.

Strona 1 z 17:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:55.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X