menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

25-03-2019 21:55

Nie zabieram głosu, cicho siedzę, ponieważ myśli mam zbyt splątane, w różnych równoległych przestrzeniach bywające. Dni płyną, zmieniają się widoki za moim oknem, a ja mam w głowie tłumy słów i dlatego trudno zdanie sklecić. A jeszcze Halinki trzeba pilnować. Wodnista i słona się zrobiła. Dotykam ją i od razu mokrość czuję i sól. To jakaś choroba musi być i nienormalność wielka. Najważniejsze, że lekarstwo znalazłem na owo schorzenie. Tulę się i mruczę, mruczę jakbym składał się z samych dźwięków. Jak już mam dość kropelek na futrze to nakazuję Duśce przytulanie robić. Stara się dziewczyna, ale jej głosik cichutki jest i chyba jęczący, a nie opowiadający jak mój o tajemnicach świata. Kiedyś nawet czmychnąłem z domu na klatkę. Wymyśliłem, że odnajdę zagubionych i wtedy będzie jak dawniej. Wesoło, radośnie i bezpiecznie. Odszukam tego co kocham najbardziej i psy. Dwa zniknęły z naszego domu. Były, były, myślało się, że będą do końca świata i jakoś tak cichutko odeszły. Szetlandki wróciły z opiekunką ze spaceru. Jak się drzwi otworzyły to ja mistrzunio przywracania równowagi w rzeczywistości wypadłem na schody i po piętrach zacząłem latać. Do tej mojej przebieżki ochoczo przyłączyły się psy i kocica. Halince udało się umieścić w domu dziewczyny, ale mnie w tym czasie zgubiła. Jedenasta godzina, ludzie śpią , a kot rozdzierająco miauczy znaczy wyje, drze się. Popędziła pańcia z siódmego piętra na parter. Głos ucichł, to ona bach w górę się pnie. Gdzieś na czwartym znów mnie usłyszała. Jak kozica ( z tych starszych) dotarła na dwunaste. A tam drzwi od mieszkań pootwierane, rozespani sąsiedzi i ja krzyczący w niebo. Bałem się, że ci obcy mnie złapią, zamkną w piwnicy i dom ukochany stracę, więc musiałem wyć, informować, że nie jestem bezdomny. Jak mnie Halinka przytuliła natychmiast poznałem prawdziwy smak raju. Na klatce zapanowała na chwilę miła cisza, którą przerwał szmer rozmów o kotach oczywiście i wyglądzie opiekunki.
Czy dobrze się pani czuje, może lekarza wezwać? Wypieki ma pani. - padły pełne troski zdania.
Wypieki mam, ponieważ biłam rekordy w lataniu po schodach i niepokój mnie zżerał o Mamrocia. Nawet się sama dziwię, że dałam radę tak ekstremalny sport uprawiać.
Teraz przyłączę się do Dusi i będę grymasił. Zaraz problem jedzeniowy odsunie choć na chwilę smutne myśli pańci. Z domu wychodzić nie będę. Mam dość horrorów.
Dodam, że Waleria ma się dobrze i upartej Halince udało się jeżowej damie przyciąć pazurki. Sukces jest. Mały, ale nam dużych nie potrzeba.

06-11-2018 10:57

Jesień. Pełno liści, które psy do domu przynoszą, a my koty wąchamy. Ech, polecieć gdzieś po tych szeleszczących, kolorowych dywanach, poczuć zapach wolności. Łka kocia dusza za swobodą, ale zaraz sobie przypomina głód, zimno, mokrości, brak miejsca na drzemkę.Co z tego, że tej swobody było po kokardę, gdy życie w zagrożeniu wielkim upływało. Ciągle coś trąbiło, zgrzytało, świeciło światłami i jak kot miał pospać. Nawet po czterdziestej piątej ucieczce przed psem, złym ktosiem, jeżdżącą maszyną nie mogłem odpocząć. Musiałem być czujny jak żołnierz na warcie w okopach. A teraz mruczę, nucę sobie na mięciutkim posłanku pieśń sytego miauczka. Sam decyduję kiedy podjeść , kiedy spać, kiedy się z Duśką poganiać. Tyle wolności mi wystarczy. Wszyscy mamy pewne ograniczenia wolnościowe. Kto myśli, że jest inaczej bardzo się myli. Nie martwię się za co komorne zapłacić, co do garnka włożyć, więc żyje sobie dobrze. To żyje rymuje mi się z tyję, ale co to to nie. Nie jestem gruby, ba nawet znajomi twierdzą, że schudłem. Fakt, brzuch mam mniejszy i sylwetkę smukłą. Halinka zamierzała udać się do znanej nam lecznicy i tam naukowo odnaleźć zagrożenia zdrowotne. Na szczęście dla mnie Waleria (jeż pigmejski) ze trzy dni nie hasała na kołowrotku, więc pierwszy śledczy całą uwagę skupił na kolczastym. Osobiście uważam, że iglasta panienka nie jest zachwycona czujnością człowieka. Jak opiekunka dyskretnie ( według ludzkich standartów dyskrecji) zagląda do klateczki zaraz słyszy syki i pomrukiwania i widzi igły postawione na baczność. Gdyby ta podejrzliwa kobieta nie przeżyła pełnych grozy dni w czasie, których Waleria zdecydowanie odmawiała kontaktu z kimkolwiek to kto wie czy stworzonko nie byłoby przebadane na różne sposoby. Nasi medyczni opiekunowie doskonale sobie poradzili z jeżową chorobą. Było dramatycznie. Zwierzątko schudło, oczy mu się schowały, pojawiły się rany na łapkach, nie jadło, nie piło. Tylko leżało jak jakaś ściereczka, no łachmanik niepotrzebny, a nie żywa istota. Wtedy do pracy przystąpili ratownicy. Były zastrzyki i kroplówki, dożywianie na siłę i Waleria wróciła do nas. Długo jednak nie mogła wybaczyć Halince medycznych tortur. No bo jak to tak, żeby ta co miała chronić i bronić sama igłą wielką delikatne ciało jeża kaleczyła. Mnie, Mamrotkowi trudno zaimponować, ale temu stworkowi udało się wzbudzić mój podziw konsekwencją postępowania. Dwa miesiące się gniewała ta kolczasta dama. Teraz opiekunka sto razy pomyśli zanim jeża wsadzi do torby i pogna z nim do lecznicy. Chciałbym być taki uparty, ale chyba zbyt uczuciowy jestem, serce na dłoni to ja. Jak się rozgniewam np. za obcinanie pazurów i schowam za kanapę to nie wysiedzę w tym kącie nawet paru minut. Lecę się przytulać i mruczeć pieśń szczęścia, że mi łap nie obcięła.

20-08-2018 21:05

Jakimś cudem Halince udało się bez naszej wiedzy niepostrzeżenie wywieźć nas z kraju dobrego klimatu do Afryki gorącej, parnej i dusznej. Bez paszportu i wiz zresztą. Taa, jak taki grzeczny kotek Mamrotek spotka się z lwem, tygrysem lub hipopotamem to o papierach będzie myślał. W życiu. Dziki kuzyn paszczę otworzy i po malutkim, grzeczniutkim, europejskim burasku bez różnicy z paszportem , czy bez. Uciekać nie warto. Moje nóżki zbyt krótkie na wyścigi. Mogłem się urodzić chartem, to nie wolałem być dachowcem. Gdybym znał przyszłość, wiedział, że wyląduję na równiku ... ale nie znałem i wybrałem na swoje nieszczęście uroczy kształt mruczka. W trudnej walce o przetrwanie uroda, czar , wdzięk się nie liczą. Są jakby opakowaniem cennego białka. Dlatego teraz żałuję, że mięśni nie ćwiczyłem. Nawet nie wiem czy mam jakieś szczątkowe bicepsy. Od jutra to ja się muszę zmobilizować i jak tylko się obudzę z osiemdziesiąt razy mieszkanie okrążę. Dzisiaj to zjem jeszcze pyszny pasztecik. Jem. Po co ja obiadek ze smakiem pałaszuje. Zostawię trochę. Lwom i tygrysom, mordercom nie będę robił przyjemności. Niech się udławią kośćmi moimi.
W domu cisza wielka panuje. Psy ledwo dysza, kocica też kryję w ciemnych kątach. Wszyscy wyglądamy jakbyśmy na ostatnich oparach powietrza trwali. Ba, nawet jeż pigmejski zresztą (czyli afrykański gorąc w genach ma zapisany) ochłody szuka i wodę pije jak smok. Wyznam, że jest to nasz wspólny wysiłek w maskowaniu. Liczymy, że kobiecie znudzi się nieznośny upał, spakuje manatki i wrócimy radośnie " do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych". Boimy się, że jak zbyt głośno zaczniemy wyrażać niezadowolenie z powodu dużej dawki słońca to opiekunka pstryknie palcami ( czarownica zła) i zaraz znajdziemy się na Antarktydzie. A tam białe niedźwiedzie i łód. Na sawannie możemy liczyć na ukrycie się, ucieczkę na palmę ( jeśli taka będzie w okolicy), a w tej bezlitosnej bieli to co łyżwy sobie przypnę i piruetem zadziwię drapieżnika w białym futrze. Już to widzę. Wibrysy zamarznięte, z ust mi szron się wydobywa, a ja tańcuję jak najszczęśliwszy ktoś na świecie.
Gdyby ktoś miał pocieszające wiadomości o pogodzie. Słyszał o ochłodzeniu to napiszcie.

28-06-2018 20:45

Układamy sobie życie ramię w ramię ze smutkiem. Niestety w tej dziedzinie nie jesteśmy profesjonalistami. Ciągle nam się coś wali, rzeczywistość już nie skrzeczy, a dusi jak zmora jakaś. Psują nam się rzeczy np. komputer, kran, żaluzje i radość życia. A to wszystko przez to, że wieczność nie słucha poetów i krzywdę kotom wyrządza posługując się w tym celu chorobami i śmiercią. Jest kot w luksusach, ma wszystko i nagle znika mu ktoś kochany, dający mu rajskie spanka i przytulanki. Mam co jeść, na głowę mi nie pada, a żyje mi się jakby za karę. Próbowałem miauczeniem żałosnym dotrzeć wysoko, gdzie trzeba. Uzyskałem jedynie bardziej chlipiącą i mokrą Halinkę. Chciałem ją zmusić do działania, do poszukiwań. Uciekałem na klatkę. Byłem pewien, że jak dobrze się rozejrzę to trafię na pańcia. Zostały mi jeszcze dwa piętra i parter do przeszukania. Niestety opiekunka zawsze mnie złapie i do domu wniesie. Ja ją przechytrzę któregoś dnia i sprawdzę niedostępne do tej pory miejsca. Zrobię to. Muszę. Wtedy powróci to co było i co czasem się kotu śni. Uwielbiam te senne marzenia, w których znów razem drzemiemy – ja i mój opiekun, albo oglądamy mecz. Nie znoszę sportu, ale dla przyjaciela wszystko można polubić. Zresztą mnie wcale nie interesowały rzuty piłki i latanie ludzi na ekranie. Ważna była bliskość kota i człowieka, poczucie, że ja Mamrocio ważny jestem dla kogoś. Wiem, Halinka też mnie kocha, ale inaczej. Nie tak spokojnie i pewnie. A to wielka różnica. Sama jedna musi kobieta obdzielić uwagą nas wszystkich. Stara się, choć parę uwag krytycznych wobec niej mam. Rozumiem, że musi pospacerować z psami. One nie mają kuwety. Po co jeszcze sama gdzieś lata no po co. Jak ona znika z mieszkania to jeden pies przemieszcza się i przemieszcza, a duży jest to go słychać, dwa małe szczekacze stoją pod drzwiami i nasłuchują, a ja tuż przy nich jak zaczarowany wpatruję się w klamkę. Kocica siada z boku, aby Inna jej nie nadeptywała i całe towarzystwo czeka. A w głowach jedno, jedyne pytanie. Czy wróci? Wraca. Czy zawsze tak będzie? Tego nie wiemy, więc każde jej wyjście przeżywamy. My wiemy, że można nie wrócić. Ja to od miesięcy nie kładę się na kanapie, na której tyle szczęśliwych chwil spędziłem. Jak pojawi się najważniejszy dla mnie człowiek to się położę, to nie zejdę z mebla nawet na jedzenie. Informuję więc wszystkich – kot czeka.

30-11-2017 18:50

Kupili nam nowe spanka. Stare trochę były obgryzione i wyglądały mało ozdobnie. A Halinka jeszcze zażyczyła sobie ochrony naszych kocich plecków przed zimnem wiejącym z uchylonych okien. Niby straszne rzeczy mogłyby się dziać z ciałkami jak taki podmuch minusowego powietrza dopadnie zwierzęce futerko i jej prozdrowotne wyczyny szlag by trafił. Mamy budkę, dużą bardzo i wygodną. Uznałem, że to miejsce jest tylko dla mnie. Niestety Dusia ma podobne zdanie. Koleżanka zresztą pierwsza sprawdziła walory posłanka. Ja będąc z natury przezorny ( nie mylić z lękliwością) przy wszelkich pomysłach opiekunki stosuję zasadę spokojnego przeczekania. Każdą nowość z pewnej odległości oglądam, wyszukuję pułapek, długo obchodzę, wącham i czekam na reakcje kocicy. Jak ona się zasiedzi, zaprzyjaźni z tym czymś nowym to ja czuję się z racji płci, albo charakteru powołany sprytnego do zabrania jej zabawki, kocyka, czy innej rzeczy. Tak jest i tym razem. Jak Dusia smacznie śpi w bezpiecznej, ciepłej, dużej budce to ja chodzę wzdłuż wejścia. Ona syczy. Nie będę przecież szarpał kobiety, więc niby to chcę zajrzeć na półeczkę obok i ściany spanka opadają, kocica przygnieciona moim ciężarem wypada na zewnątrz i ja kładę się na miękkościach. Przecież ona ma inne miejsca do snów. Nigdy jej nie zabieram leżaczka. Próbowałem, ale ono zapada się pod dużym kotem jak jakiś składak i usnąć nie można mając wątrobę koło nosa. Drugie nowe legowisko też niech ma koleżanka. Nie mogę przecież być jednocześnie w dwóch miejscach. No to chyba krzywdy nikt nie ma, a ja bez wyrzutów sumienia mogę ugnieść budkę i uznać ją za swoją. Nie pomyślała Halinka, że jak coś nie ma sztywnej konstrukcji to ja to według swego uznania i potrzeb zmodyfikuję. Praktyczny jestem. Dusia nie chce drzemać w tak zmienionym środowisku. I o to chodzi. Opiekunce pozostało, więc narzekanie, że urok zakupu jej niszczę. Nie widać wejścia w kształcie ślicznej kociej mordki, tylko coś zgniecionego. Popatrzyłem jej w oczy i zrozumiała, że jej ładne nie musi być moim ładnym. Proste.

Strona 1 z 18:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:25.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.