menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

28-06-2018 20:45

Układamy sobie życie ramię w ramię ze smutkiem. Niestety w tej dziedzinie nie jesteśmy profesjonalistami. Ciągle nam się coś wali, rzeczywistość już nie skrzeczy, a dusi jak zmora jakaś. Psują nam się rzeczy np. komputer, kran, żaluzje i radość życia. A to wszystko przez to, że wieczność nie słucha poetów i krzywdę kotom wyrządza posługując się w tym celu chorobami i śmiercią. Jest kot w luksusach, ma wszystko i nagle znika mu ktoś kochany, dający mu rajskie spanka i przytulanki. Mam co jeść, na głowę mi nie pada, a żyje mi się jakby za karę. Próbowałem miauczeniem żałosnym dotrzeć wysoko, gdzie trzeba. Uzyskałem jedynie bardziej chlipiącą i mokrą Halinkę. Chciałem ją zmusić do działania, do poszukiwań. Uciekałem na klatkę. Byłem pewien, że jak dobrze się rozejrzę to trafię na pańcia. Zostały mi jeszcze dwa piętra i parter do przeszukania. Niestety opiekunka zawsze mnie złapie i do domu wniesie. Ja ją przechytrzę któregoś dnia i sprawdzę niedostępne do tej pory miejsca. Zrobię to. Muszę. Wtedy powróci to co było i co czasem się kotu śni. Uwielbiam te senne marzenia, w których znów razem drzemiemy – ja i mój opiekun, albo oglądamy mecz. Nie znoszę sportu, ale dla przyjaciela wszystko można polubić. Zresztą mnie wcale nie interesowały rzuty piłki i latanie ludzi na ekranie. Ważna była bliskość kota i człowieka, poczucie, że ja Mamrocio ważny jestem dla kogoś. Wiem, Halinka też mnie kocha, ale inaczej. Nie tak spokojnie i pewnie. A to wielka różnica. Sama jedna musi kobieta obdzielić uwagą nas wszystkich. Stara się, choć parę uwag krytycznych wobec niej mam. Rozumiem, że musi pospacerować z psami. One nie mają kuwety. Po co jeszcze sama gdzieś lata no po co. Jak ona znika z mieszkania to jeden pies przemieszcza się i przemieszcza, a duży jest to go słychać, dwa małe szczekacze stoją pod drzwiami i nasłuchują, a ja tuż przy nich jak zaczarowany wpatruję się w klamkę. Kocica siada z boku, aby Inna jej nie nadeptywała i całe towarzystwo czeka. A w głowach jedno, jedyne pytanie. Czy wróci? Wraca. Czy zawsze tak będzie? Tego nie wiemy, więc każde jej wyjście przeżywamy. My wiemy, że można nie wrócić. Ja to od miesięcy nie kładę się na kanapie, na której tyle szczęśliwych chwil spędziłem. Jak pojawi się najważniejszy dla mnie człowiek to się położę, to nie zejdę z mebla nawet na jedzenie. Informuję więc wszystkich – kot czeka.

30-11-2017 18:50

Kupili nam nowe spanka. Stare trochę były obgryzione i wyglądały mało ozdobnie. A Halinka jeszcze zażyczyła sobie ochrony naszych kocich plecków przed zimnem wiejącym z uchylonych okien. Niby straszne rzeczy mogłyby się dziać z ciałkami jak taki podmuch minusowego powietrza dopadnie zwierzęce futerko i jej prozdrowotne wyczyny szlag by trafił. Mamy budkę, dużą bardzo i wygodną. Uznałem, że to miejsce jest tylko dla mnie. Niestety Dusia ma podobne zdanie. Koleżanka zresztą pierwsza sprawdziła walory posłanka. Ja będąc z natury przezorny ( nie mylić z lękliwością) przy wszelkich pomysłach opiekunki stosuję zasadę spokojnego przeczekania. Każdą nowość z pewnej odległości oglądam, wyszukuję pułapek, długo obchodzę, wącham i czekam na reakcje kocicy. Jak ona się zasiedzi, zaprzyjaźni z tym czymś nowym to ja czuję się z racji płci, albo charakteru powołany sprytnego do zabrania jej zabawki, kocyka, czy innej rzeczy. Tak jest i tym razem. Jak Dusia smacznie śpi w bezpiecznej, ciepłej, dużej budce to ja chodzę wzdłuż wejścia. Ona syczy. Nie będę przecież szarpał kobiety, więc niby to chcę zajrzeć na półeczkę obok i ściany spanka opadają, kocica przygnieciona moim ciężarem wypada na zewnątrz i ja kładę się na miękkościach. Przecież ona ma inne miejsca do snów. Nigdy jej nie zabieram leżaczka. Próbowałem, ale ono zapada się pod dużym kotem jak jakiś składak i usnąć nie można mając wątrobę koło nosa. Drugie nowe legowisko też niech ma koleżanka. Nie mogę przecież być jednocześnie w dwóch miejscach. No to chyba krzywdy nikt nie ma, a ja bez wyrzutów sumienia mogę ugnieść budkę i uznać ją za swoją. Nie pomyślała Halinka, że jak coś nie ma sztywnej konstrukcji to ja to według swego uznania i potrzeb zmodyfikuję. Praktyczny jestem. Dusia nie chce drzemać w tak zmienionym środowisku. I o to chodzi. Opiekunce pozostało, więc narzekanie, że urok zakupu jej niszczę. Nie widać wejścia w kształcie ślicznej kociej mordki, tylko coś zgniecionego. Popatrzyłem jej w oczy i zrozumiała, że jej ładne nie musi być moim ładnym. Proste.

04-11-2017 17:59

Starość jest mocno przereklamowana. Niby ma być mądra, spokojna, pełna powagi i czegoś tam jeszcze co powinno wzbudzać szacunek. A ja zauważam, że owa starość to kokietka jest. Nasz pies bywa poważny, stonowany, dostojnością wręcz zadziwia. Inni ustępują mu miejsca, delikatnie układają się obok niego i wtedy czujemy, że to ktoś kto może nam wiele trudnych spraw wyjaśnić dzięki latom przeżytym. Za chwilę piorun w rabarbar i Miły szczeniaczkiem się staje. Czemu? Nikt nie wie. Lata po mieszkaniu, budzi resztę towarzystwa, wpycha nos gdzie się da. Halinka w kuchni musi uważać, bo zwierz dobrym kucharzem się poczuł i receptury obiadu sprawdza, węszy, chce podkradać jedzenie gorące. Sam często wpadnę do kuchni, towarzysko bardziej niż pokarmowo, ale jak ten dzieciuch w niej siedzi to wywiewam. Mam wrażenie, że przez kolegę dostarczycielka pożywienia ulegnie wypadkowi. No bo czy to bezpieczne jest stać na jednej nodze (na drugą miejsca nie ma z powodu futrzastego ciała) i mieszać w garnku. Albo garnek z zawartością osiądzie na człowieku, albo twarz i reszta z hukiem wyląduje na podłodze.W wersji bardziej dramatycznej na kuchence gazowej. Ratowniczego powołania to ja za grosz nie posiadam. Umiem robić masaż klatki piersiowej tylko jak opiekunowie leżą poziomo, ale w łóżku i nie mają na sobie dodatków brudzących łapki. Pozostała trójka psów zagląda do kuchni, zwiększając oprócz dalszego zagęszczenia metrażu, również szanse na wypadek. Liczę na nich, na ich rozwagę. One z pewnością szybko wyliżą jedzonko z Halinki. Poparzenie będzie mniejsze. Gorąc szybko usunięty. Dobrze piszę. Pierwsza pomoc przy kontakcie z wrzątkiem- schłodzić. Po takim żwawym trwaniu psina przypomina sobie o bagażu lat i chorym kręgosłupie. Zapada w sen, odpoczywa. Można wtedy cudne kąski wyciągać, kusić mięseczkiem, pies będzie śnił. Chyba, że znów odwiedzi go dobra wróżka, cofnie psa w czasie i obudzi się jako dwulatek, a czasem jako paromiesięczny szczeniaczek. Dlatego po każdym spaniu, jedzeniu należy z Miłym wyskoczyć na dwór. Inaczej kałuża w domu. Moja kocia, mamrotkowa mądrość mi podpowiada, że starość zmienną jest, stroi się jak kokietka w sukienki młodości, miejscami lekko wyblakłymi, ale przecież pięknie wyhaftowanymi wspomnieniami. Pozwalajcie jej na to. Nie będzie wtedy szara, smutna, a kolorowa, wesoła i przyjazna ludziom i zwierzętom. Da się zapomnieć ból w kościach, poprawić niepewny krok, gdy się wie, że nikt metryką przed oczami nie wywija, a pozwala na chwile zapomnienia.

14-10-2017 18:59

Geriatkowo - Wariatkowo to mój nowy adres zamieszkania. Co ja silny, młody kotkot robię w takim miejscu ? Nie wiem, chyba opiekunom przypominam o istnieniu zdrowych osobników. Psy słabną. Szczególnie jeden. Miłemu zepsuł się kręgosłup ten fizyczny, no bo moralny to ma jak dzwon i to go trzyma równie mocno jak gorsecik ortopedyczny. Kraciasty próbuje maskować pewne niedociągnięcia wzroku, słuchu i ogólnie rzecz biorąc umysłu tzw. staruszkową bystrością. Wskakuje jak dwa lata, rok temu na fotel i trach ląduje na podłodze. Zaraz spojrzeniem informuje, że nic się nie stało, a nie zwinął się w rogalik na mebelku z powodu zmiany decyzji. Woli poleżeć na twardym. Jak zaśpi na karmienie, choć pół godziny wcześniej oczekiwał poczęstunku to wpada dziwnym truchtem do kuchni , wali głowiną w szafkę i szuka jedzonka, nie dostrzegając, że już go mu podtykają. Kłapie paszczą w powietrzu i mocno się dziwi, że nie czuje smaku. Początkowo bardzo się oburzał na noszenie go po schodach. Wręcz walczył z opiekunami o możliwość przebiegnięcia po nierównym. Od niedawna ludzie mają jego zgodę na użycie naręcznej windy. Grzeczny pies jest i uprzejmy wielce to jak tak lubią bardzo dźwiganie, niech sobie używają do woli. Swego czasu ja też protestowałem przy wciskaniu mi jakichś substancji leczniczych. Wyłem, wiłem się jak piskorz, zaciskałem zęby , plułem, drapałem. I co zyskiwałem? Wiadomo - przedłużenie męczarni. Mądry kot jestem, więc postanowiłem bez protestów łykać co trzeba i tym posunięciem zyskałem podziw Halinki ( to ona nam serwuje wszystkie niejadalne specyfiki) i święty spokój, który cenię ogromnie. Przecież w jesienny, ciepły wieczór leżeć na czymś miękkim , patrzeć na zaokienną kolorowość i rozmyślać, rozmyślać .... no to jest takie poznawanie kociego absolutu. Idealny stan. Gdyby mi Dusia i reszta towarzystwa nie przeszkadzała to ja dzięki tym zamyśleniom mógłbym światowej klasy filozofem zostać. Nobel jak nic w zasięgu moich możliwości. Jeszcze rok, dwa i ja będę najmocniejszy i wtedy zajmę się nauką. Chyba, że i mnie lat przybędzie. Ha! Doświadczenia też co powinno ułatwić mi pracę. Mamrociu do dzieła. Ulokuj się wysoko na półce i obserwuj świat. Z góry.

14-09-2017 11:50

Houston milczy, a my mamy problem. Próbowaliśmy przeczekać, nie widzieć, obłaskawić, zminimalizować. Niestety problem zbyt aktywny jest, więc Halinka mózg swój uruchomiła i takie głupoty wymyśla, że tylko podziwiać. Dobrze, że ma przy sobie mądrego kota, który jest w stanie modyfikować jej twórcze zapędy w kwestii psich zachowań. Spojrzeniem koryguję zachowanie opiekunki i wcale mnie nie wzrusza jej groźne i ponure mruczenie o moich zapędach dyktatorskich i jej brakach w wykształceniu. Jeden pies kochany rozwinął w sobie talenty aktorskie. Ma potencjał i chyba postanowił mistrzem zostać. Nawet ja mam go czasem dość, a przecież nic co niezwykłe nie jest mi obce. Śpię sobie, śnię o lotach ptaków. Niby ja jak orzeł fruwam i świat z góry oglądam, a tu dyszy coś, biega jak szczeniak i kot musi lądować, zapomnieć o przestrzeniach i swobodzie. Przykra pobudka, ale myślę sobie trudno. Takie życie. A Halinka zaraz przewiduje, że Miły objawy choroby śmiertelnej wykazuje, no bo tak dyszy, tak lata udając od czasu do czasu zająca. Nie bierze kobiecina pod uwagę, że jak futrzak ma chwile pobudzenia ona też nadaktywna bywa. Obserwuje go jak najczujniejszy anioł stróż. Przystępuję, więc do akcji. Domagam sie jedzenia lub głaskania. Odwracam uwagę Halinki i pies może spokojnie gimnastykę wykonać, a z niej wyparowują opary absurdu. Niestety psy szybciej się starzeją od kotów, a ten nasz swoje lata ma i choć w sercu maj to w ciele dużo dni zapisanych. Może jego wybryki to niezgoda na starość, ograniczenia w działaniu. Hm.. sprawdzanie, czy jeszcze się uda coś przeskoczyć , pościgać z wiatrem bez powodu , dla radości istnienia. Dlatego zmienił formę oczekiwania na jedzenie. Przedtem grzecznie czekał, teraz chodzi, popiskuje, skacze jak na sprężynce. Lubię siedząc na blacie patrzeć jak co sekunda pojawiają się nad blatem czujnie ułożone uszy i zaciekawione oczy. Pełny brzuch daje poczucie bezpieczeństwa ( wszystkim), więc dobry posiłek to nadzieja na trwanie. Odsuwa w czasie znikanie. Jak na kota bardzo przyziemny jestem, ale poezja, magiczne sfery życia świetne są, gdy nic nie boli i głód nie ściska żołądka. Jednym słowem bez najlichszej fizyczności nie ma wzniosłego ducha. A pies dalej będzie obserwowany i badany, aby trudną starość uczynić dobrą i długą.

Strona 1 z 17:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:42.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych, marketingowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w Polityce Prywatności. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane w pamięci Twojego urządzenia, możesz to zmienić za pomocą ustawień przeglądarki.   X