menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

16-10-2019 20:33

Behawiorysta potrzebny od zaraz. Nie dla mnie, dla Halinki. Kot doświadczony życiem jestem. Byle zdarzenie i inwencja twórcza opiekunki mnie nie zdziwi, ale coś mi się wydaje że w złą stronę idziemy. Ona mi dopowiada, że cały kraj oczadział, a przynajmniej jego nawiedzona część, to się w pewnej normie mieścimy. Awantury wywoływać zamiaru nie miałem, więc smutnie poczłapałem w stronę miseczki pachnącej jedzeniem. Opiekunka przystąpiła do realizacji swoich planów. Szuka szczęścia ( ślepa jakaś jest i nie dostrzega pięciu gorących serc wokół siebie, symboli radości) małego, dającego namiastkę spokoju w dniach gorzkich, bezużytecznych, pustych. Piorun w rabarbarze daje lepszy efekt niż jej ostatni pomysł na załatanie rany w sercu. Łazi z psami, spotyka panie w różnym wieku i uczestniczy milcząco w dyskusjach o sprzątaniu, które to akurat ona traktuje jako karę za grzech zdaje mi się pierworodny Ja to chyba trzeci albo czwarty w miocie byłem i tej skazy nie posiadam. Pucowanie okien mnie nie interesuje. Przez leciutko podkurzone szyby ptaki widzę doskonale, więc zmuszanie szkła do pełnej przezroczystości uważam za fanaberię. Pewnego dnia poleciała gdzieś , ze dwie godziny siedzieliśmy sami, a jak przyszła to w torbach nic ciekawego nie było. Psy zaskoczone dziwnymi aromatami odeszły zdziwione od tego draństwa. W nosie to to kręciło jak przy grypie ciężkiej. Duśka się obraziła na brak selera, a ja najbardziej wyrozumiały ciekawie zerkałem na dalsze działania. Liczyłem na informację. Słowem się nie odezwała. Złapała te swoje skarby, poupychała w szafkach, a potem coś tam wzięła do ręki i wpadła do łazienki. Za chwilę słychać było szum wody, jakieś szuranie i słowa, które do niczego przyjemnego nie mogliśmy przypasować.
Półtorej godziny, półtorej godziny, półtorej godziny - słyszeliśmy my kafelki i wanna. Blady strach na nas padł. Czy ona będzie nas tyle czasu pławić w wodzie. Wszystkie razem, czy osobno? Celem utrudnienia zadania poukładaliśmy się do czuwania w różnych punktach mieszkania. Plan był doskonały. Pojedynczo musi nas zmuszać do mokrości. Jak jedno wsadzi do kąpieli i pójdzie po drugie to to pozostawione w wodzie ucieknie i tak w nieskończoność. Zmęczy się sadystka i da spokój zwierzętom. Kochanym zresztą.
Od razu wam napiszę, że pomyliliśmy się. Takich niecnych zamachów na nasz dobrostan nie było. Owo pucowanie kranów i fug miało dać Halince szczęśliwość wielką. Wytłumaczyła nam, że jedna pani opowiadała o sprzątaniu kabiny prysznicowej przez tak długi czas.
A twarz miała taką jasną, rozanieloną, że zazdrość opiekunkę porwała i postanowiła dojść do szczęścia metodą sprzątającą. Rozanielenia na ludzkiej twarzy nie widzieliśmy. Pewnie z powodu małego błysku po szaleńczym likwidowaniu śladów użytkowania wanny i jej okolicy. Hm...no i do półtorej godziny szorowania sporo zabrakło.
Gdyby ktoś coś potrzebował do szczęśliwości różnych cudownych płynów, psikaczy, nasączonych lub suchych ściereczek to mamy i z przyjemnością oddamy w lepsze ręce.
Tak pisze kot bywszej , perfekcyjnej pani domu.

24-09-2019 10:33

Znaku życia nie dajemy jakbyśmy nigdy o grzeczności i uprzejmości nie słyszeli, albo mimo milionów lat ewolucji z gałęzi nie zeskoczyli. Ba, z prazupy lub kałuży życia nie wyszli dzięki jakiejś rybie. Aż się przestraszyłem, że za wzór gbura będę robił. Ja, kot znany z taktu, miłośnik muzyki , kwiatów ( przyznam, że szczególnie odpowiada mi woda z wazonu , mająca dłuższy kontakt z łodygami, ale to taki szczególik najmniej istotny), wielbiciel rannej ciszy po nocy pełnej wrażeń i słonecznych dni mam pozostać w waszej pamięci jako osobnik ponury i zadzierający nosa. W życiu. Mimo zajęć rozlicznych będę pisał. Nikomu kot się z pracą nie kojarzy, no to od dzisiaj będzie. Od wielu lat żyję w drużynie psów, jeszcze jednego mruczka, jeża, ryb i Halinki, która to jak wiecie straciła Kogoś Ważnego, potrzebnego jej do życia bardziej nawet niż ja. Dobry czas jej zniknął, humor też, choć próbuje trwać jak dawniej. Mimo wielkiego szacunku dla opiekunki za te dni bez kochanego pańcia stawiam jej jedynkę. Przedwczoraj zapomniała, że ja nie przepadam za suchą karmą. Długo zmuszony byłem prosić o inne jedzonko. Masz co jeść, masz co jeść - gadała i dalej czytała smutne wiersze. Dopiero jak spakowałem walizki i usiadłem pod drzwiami gotów pomaszerować w siną dal dotarło do niej, że takie traktowanie mnie jest niedopuszczalne. Jej szczęście, że się opamiętała. Straciłaby jednego z pomocników w budowaniu nowego ładu "Bez". Tak, tak bez z dużej litery, bo to ono zrujnowało nam tamten znany, dobry świat. Dzień w dzień budujemy nowy dom i gdy już ciepły ogień pali się w piecu, a z komina dym leci i gorąca kawa na stole stygnie zamiast czasu rozmów, my rujnujemy ten z żalu i smutku zbudowany bezpieczny kąt. A potem mozolnie cegiełka po cegiełce próbujemy zbudować coś nowego, trwałego. Odmieniamy swoje zwyczaje. Dusia zmusza Halinkę do ciągłych zabaw. Ba, zjada paszteciki dwa razy dziennie. Na ochotnika to robi. Kiedyś za żadne skarby nie przełknęłaby takiej mielonki. Robimy dużo rzeczy, aby było inaczej, aby się nie kojarzyło. Zmieniamy miejsca spania, potrafię tak się umiejscowić, że mimo wielkości znaleźć mnie trudno, choć w tej dziedzinie mistrzynią jest kocica. Ta jak wciśnie się między szafkę, a ścianę znika, mówię wam znika. Niestety nie mogę jej oduczyć reagowania na ludzki głos. Jak tylko opiekunka ją zawoła stojąc w pobliżu kryjówki Dusia się odzywa. Po kociemu, ale szukająca doskonale owe miauknięcia rozumie. My, czterołapne próbujemy przekonać naszego człowieka, że jeszcze ma do kogo powiedzieć : dzień dobry i dobranoc. Inaczej się przecież śpi, gdy rano wita się dzień z kimś bliskim.
Te dość smutne refleksje są z powodu mgieł i humorków jesiennych. Gdy liście z drzew spadają trzeba się troszeczkę poddać nastrojom przemijania. Nie da się inaczej.
A teraz powracam do optymistycznej wersji życia. Żale wylane, czas na uśmiechy.

25-03-2019 21:55

Nie zabieram głosu, cicho siedzę, ponieważ myśli mam zbyt splątane, w różnych równoległych przestrzeniach bywające. Dni płyną, zmieniają się widoki za moim oknem, a ja mam w głowie tłumy słów i dlatego trudno zdanie sklecić. A jeszcze Halinki trzeba pilnować. Wodnista i słona się zrobiła. Dotykam ją i od razu mokrość czuję i sól. To jakaś choroba musi być i nienormalność wielka. Najważniejsze, że lekarstwo znalazłem na owo schorzenie. Tulę się i mruczę, mruczę jakbym składał się z samych dźwięków. Jak już mam dość kropelek na futrze to nakazuję Duśce przytulanie robić. Stara się dziewczyna, ale jej głosik cichutki jest i chyba jęczący, a nie opowiadający jak mój o tajemnicach świata. Kiedyś nawet czmychnąłem z domu na klatkę. Wymyśliłem, że odnajdę zagubionych i wtedy będzie jak dawniej. Wesoło, radośnie i bezpiecznie. Odszukam tego co kocham najbardziej i psy. Dwa zniknęły z naszego domu. Były, były, myślało się, że będą do końca świata i jakoś tak cichutko odeszły. Szetlandki wróciły z opiekunką ze spaceru. Jak się drzwi otworzyły to ja mistrzunio przywracania równowagi w rzeczywistości wypadłem na schody i po piętrach zacząłem latać. Do tej mojej przebieżki ochoczo przyłączyły się psy i kocica. Halince udało się umieścić w domu dziewczyny, ale mnie w tym czasie zgubiła. Jedenasta godzina, ludzie śpią , a kot rozdzierająco miauczy znaczy wyje, drze się. Popędziła pańcia z siódmego piętra na parter. Głos ucichł, to ona bach w górę się pnie. Gdzieś na czwartym znów mnie usłyszała. Jak kozica ( z tych starszych) dotarła na dwunaste. A tam drzwi od mieszkań pootwierane, rozespani sąsiedzi i ja krzyczący w niebo. Bałem się, że ci obcy mnie złapią, zamkną w piwnicy i dom ukochany stracę, więc musiałem wyć, informować, że nie jestem bezdomny. Jak mnie Halinka przytuliła natychmiast poznałem prawdziwy smak raju. Na klatce zapanowała na chwilę miła cisza, którą przerwał szmer rozmów o kotach oczywiście i wyglądzie opiekunki.
Czy dobrze się pani czuje, może lekarza wezwać? Wypieki ma pani. - padły pełne troski zdania.
Wypieki mam, ponieważ biłam rekordy w lataniu po schodach i niepokój mnie zżerał o Mamrocia. Nawet się sama dziwię, że dałam radę tak ekstremalny sport uprawiać.
Teraz przyłączę się do Dusi i będę grymasił. Zaraz problem jedzeniowy odsunie choć na chwilę smutne myśli pańci. Z domu wychodzić nie będę. Mam dość horrorów.
Dodam, że Waleria ma się dobrze i upartej Halince udało się jeżowej damie przyciąć pazurki. Sukces jest. Mały, ale nam dużych nie potrzeba.

06-11-2018 10:57

Jesień. Pełno liści, które psy do domu przynoszą, a my koty wąchamy. Ech, polecieć gdzieś po tych szeleszczących, kolorowych dywanach, poczuć zapach wolności. Łka kocia dusza za swobodą, ale zaraz sobie przypomina głód, zimno, mokrości, brak miejsca na drzemkę.Co z tego, że tej swobody było po kokardę, gdy życie w zagrożeniu wielkim upływało. Ciągle coś trąbiło, zgrzytało, świeciło światłami i jak kot miał pospać. Nawet po czterdziestej piątej ucieczce przed psem, złym ktosiem, jeżdżącą maszyną nie mogłem odpocząć. Musiałem być czujny jak żołnierz na warcie w okopach. A teraz mruczę, nucę sobie na mięciutkim posłanku pieśń sytego miauczka. Sam decyduję kiedy podjeść , kiedy spać, kiedy się z Duśką poganiać. Tyle wolności mi wystarczy. Wszyscy mamy pewne ograniczenia wolnościowe. Kto myśli, że jest inaczej bardzo się myli. Nie martwię się za co komorne zapłacić, co do garnka włożyć, więc żyje sobie dobrze. To żyje rymuje mi się z tyję, ale co to to nie. Nie jestem gruby, ba nawet znajomi twierdzą, że schudłem. Fakt, brzuch mam mniejszy i sylwetkę smukłą. Halinka zamierzała udać się do znanej nam lecznicy i tam naukowo odnaleźć zagrożenia zdrowotne. Na szczęście dla mnie Waleria (jeż pigmejski) ze trzy dni nie hasała na kołowrotku, więc pierwszy śledczy całą uwagę skupił na kolczastym. Osobiście uważam, że iglasta panienka nie jest zachwycona czujnością człowieka. Jak opiekunka dyskretnie ( według ludzkich standartów dyskrecji) zagląda do klateczki zaraz słyszy syki i pomrukiwania i widzi igły postawione na baczność. Gdyby ta podejrzliwa kobieta nie przeżyła pełnych grozy dni w czasie, których Waleria zdecydowanie odmawiała kontaktu z kimkolwiek to kto wie czy stworzonko nie byłoby przebadane na różne sposoby. Nasi medyczni opiekunowie doskonale sobie poradzili z jeżową chorobą. Było dramatycznie. Zwierzątko schudło, oczy mu się schowały, pojawiły się rany na łapkach, nie jadło, nie piło. Tylko leżało jak jakaś ściereczka, no łachmanik niepotrzebny, a nie żywa istota. Wtedy do pracy przystąpili ratownicy. Były zastrzyki i kroplówki, dożywianie na siłę i Waleria wróciła do nas. Długo jednak nie mogła wybaczyć Halince medycznych tortur. No bo jak to tak, żeby ta co miała chronić i bronić sama igłą wielką delikatne ciało jeża kaleczyła. Mnie, Mamrotkowi trudno zaimponować, ale temu stworkowi udało się wzbudzić mój podziw konsekwencją postępowania. Dwa miesiące się gniewała ta kolczasta dama. Teraz opiekunka sto razy pomyśli zanim jeża wsadzi do torby i pogna z nim do lecznicy. Chciałbym być taki uparty, ale chyba zbyt uczuciowy jestem, serce na dłoni to ja. Jak się rozgniewam np. za obcinanie pazurów i schowam za kanapę to nie wysiedzę w tym kącie nawet paru minut. Lecę się przytulać i mruczeć pieśń szczęścia, że mi łap nie obcięła.

20-08-2018 21:05

Jakimś cudem Halince udało się bez naszej wiedzy niepostrzeżenie wywieźć nas z kraju dobrego klimatu do Afryki gorącej, parnej i dusznej. Bez paszportu i wiz zresztą. Taa, jak taki grzeczny kotek Mamrotek spotka się z lwem, tygrysem lub hipopotamem to o papierach będzie myślał. W życiu. Dziki kuzyn paszczę otworzy i po malutkim, grzeczniutkim, europejskim burasku bez różnicy z paszportem , czy bez. Uciekać nie warto. Moje nóżki zbyt krótkie na wyścigi. Mogłem się urodzić chartem, to nie wolałem być dachowcem. Gdybym znał przyszłość, wiedział, że wyląduję na równiku ... ale nie znałem i wybrałem na swoje nieszczęście uroczy kształt mruczka. W trudnej walce o przetrwanie uroda, czar , wdzięk się nie liczą. Są jakby opakowaniem cennego białka. Dlatego teraz żałuję, że mięśni nie ćwiczyłem. Nawet nie wiem czy mam jakieś szczątkowe bicepsy. Od jutra to ja się muszę zmobilizować i jak tylko się obudzę z osiemdziesiąt razy mieszkanie okrążę. Dzisiaj to zjem jeszcze pyszny pasztecik. Jem. Po co ja obiadek ze smakiem pałaszuje. Zostawię trochę. Lwom i tygrysom, mordercom nie będę robił przyjemności. Niech się udławią kośćmi moimi.
W domu cisza wielka panuje. Psy ledwo dysza, kocica też kryję w ciemnych kątach. Wszyscy wyglądamy jakbyśmy na ostatnich oparach powietrza trwali. Ba, nawet jeż pigmejski zresztą (czyli afrykański gorąc w genach ma zapisany) ochłody szuka i wodę pije jak smok. Wyznam, że jest to nasz wspólny wysiłek w maskowaniu. Liczymy, że kobiecie znudzi się nieznośny upał, spakuje manatki i wrócimy radośnie " do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych". Boimy się, że jak zbyt głośno zaczniemy wyrażać niezadowolenie z powodu dużej dawki słońca to opiekunka pstryknie palcami ( czarownica zła) i zaraz znajdziemy się na Antarktydzie. A tam białe niedźwiedzie i łód. Na sawannie możemy liczyć na ukrycie się, ucieczkę na palmę ( jeśli taka będzie w okolicy), a w tej bezlitosnej bieli to co łyżwy sobie przypnę i piruetem zadziwię drapieżnika w białym futrze. Już to widzę. Wibrysy zamarznięte, z ust mi szron się wydobywa, a ja tańcuję jak najszczęśliwszy ktoś na świecie.
Gdyby ktoś miał pocieszające wiadomości o pogodzie. Słyszał o ochłodzeniu to napiszcie.

Strona 1 z 18:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:56.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.