menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

09-12-2019 20:58

Halinka chyba robi próbę generalną przed świątecznym sprzątaniem. Problem w tym, że słaba jest z zarządzania czynnikiem ludzkim, że nie wspomnę o zwierzęcym. Stwierdziła, że już porządki zacznie robić przez co zyska czas na odpoczynek. W świąteczny czas wejdzie radosna, wesoła, bez wyrzutów sumienia, że gdzieś tam kurze od lipca zalegają. Koncepcja dobra, ale nie dla kochanej opiekunki. Jak zwykle zaczęła odkurzać książki. Wyjęła wszystkie z jednej półki i trzy nawet szybciutko na półkę odłożyła. Przy czwartej poległa. Jak nie przypomnieć sobie choćby jednego wiersza Baczyńskiego, no jak. Mus się rozczytać. A co Broniewski gorszy? Drugi dzień tomiszcza nieodkurzone zalegają stół, a my zaznajamiamy się z twórczością mistrzów słowa. Chciała nawet biedaczka na fotelu bujanym się umościć, ale głośno wyraziłem sprzeciw. Albo sprzątanie, albo zażywanie luksusu w doborowym poetyckim towarzystwie. Pokazałem też, że podłoga wymaga konserwacji. Zeskoczyłem na chwilę z bujaka , przeszedłem parę kroków i zacząłem potrząsać łapą.Ona od razu wiedziała o co chodzi.
Dobra, dobra już zamiatam. Odkurzacza nie wyjmę. Wiem jak kotykoty wkurza jego dźwięk.
Ba, nawet umyję podłogę.
Już leżąc odmruknąłem, że jak się chce mieć psy futrzaste to niestety piasek trzeba systematycznie likwidować. Powtarzam systematycznie.
Mamrociu, a te białe drobiny pojawiające się w kuchni, pokoju, ba nawet na łóżku to chyba nie psy przynoszą. Pełno ich w łazience koło kuwety.
No, kochana nie wiesz co mówisz i do kogo. Gdybyś po każdej naszej wizycie żwirkowej natychmiast umieściła białe grudki na szufeleczkę nie byłoby ich pod balkonem. Sama przez trzy lub cztery dni tak robiłaś. Wtedy podejrzewałaś mnie, Mamrocia o wypluwanie leku, ale jak tylko załapałaś, że tableteczka jest dużo mniejsza od kociego piasku, zapomniałaś o czystości.
Miałam uzasadnione wątpliwości czy pigułka znajduje się w twoim brzuchu. Pamiętasz jak smarowałam twoje łapki pastą na pozbycie się kłaków, a ty zamiast pracowicie umyć kończyny leciałeś do psów, które z wielką chęcią zlizywały rarytas. Jak wiesz szczekaczom taka kuracja nie jest potrzebna.
Ha, to ja też ci przypomnę jak dostałaś niedobre lekarstwo i po jednej łyżeczce stwierdziłaś, że nie jesteś na tej ziemi za karę i nie będziesz się katować. Wolałas trochę pokwękać, ponarzekać , ale miksturę w całości wyrzuciłaś.
Sprzątanie przeciągnie się do następnych świąt. Właśnie przyszła paczka z nowymi książkami.

15-11-2019 20:21

Ciche dni mamy. Już wyjaśniam dlaczego. Głodzi nas opiekunka już bardzo długo.Koty lubią sobie nocną porą troszeczkę podjeść. Pradawny instynkt łowcy w nas się przy księżycu lub przy chmurach ciężkich odzywa i choćby z tego powodu z pięć chrupek do pyszczka trzeba włożyć. A tu blaty puste, nawet naczyń na nich nie ma. No to parę dni temu awanturę krótką zrobiłem. Wyjaśniłem miaucząco i wyjąco, że przecież lekkie niedomaganie mam w karcie zdrowia zapisane, a to chyba znaczy, że parę dni leczenia powinno wystarczyć. Proszę mnie jak jakiego głupka nie oszukiwać. Może ja mam śmiertelną chorobę, o której powinienem wiedzieć jako pacjent. Tyradę zakończyłem pewnym, krótkim, ale bardzo ekspresyjnym słowem. Dobrze, że nasz język owo słówko wytrych posiada. Bez niego koty i ludzie padliby na twarz z powodu rozpierających ich emocji. Ciekawe dlaczego psy wcale tego cudownego środka na wyrażanie emocji nie używają. Coś ich blokuje. Grzeczność ? Chyba tak. Jak Halinka zakazuje zdobywania rozmokłego, zielonego chleba na dworze to mimo woni przysmaku i widoku innych czworonogów jedzących rarytasy szetlandziki udają, że im to nie smakuje, że na obrzydlistwo patrzeć nie mogą. Skubną czasem pyszotki , gdy im się wydaje, że człowiek nie widzi. Złapane na gorącym uczynku nie zaklną, nie zapyskują tylko przepraszają i przepraszają. Od lat wiadomo przecież, że ludzi trzeba od czasu do czasu z funkcji kierowniczej stada zrzucić. Nie z powodu chęci likwidacji dobrze funkcjonującego systemu opartego na umilaniu życia czworonogom i dwunogom, ale z troski o zdrowie psychiczne tych drugich. Jak Halinka mądrość swoją zaczyna obnosić, z góry patrzeć na świat to ja popatrzę na nią krytycznie i ona już wie, że pyłem w kosmosie jest. Jednak w momentach "dołowych", gdy Bez ją przerabia na wodę zaraz zjawiam się koło niej jako mały, głupiutki koteczek, taki co nic nie wie. Wszystkie się tulimy, przypominamy, że tylko ona dla nas ważna, że bez niej to grób, mogiła i nocna głodówka. Myślałem sobie, że po takim mizianiu spokojnie znajdę na blacie chrupki. Nie da się inaczej podziękować kotu za serdeczną troskę jak tylko nieustająco spełniać jego życzenia. Nie domagam się przecież złotych drapaków, srebrnych talerzyków. Tylko odrobinę jedzenia w nocy. Awantura nic nie zmieniła. Opiekunka złapała ukochaną ostatnio książkę i tym sposobem dała do zrozumienia, że dyskusji nie będzie. Głupio przecież mamrotać o chrupkach, gdy za przeciwnika się ma Leśmiana w bardzo filozoficznym palikotowym ujęciu.

24-10-2019 22:37

Podłapałem wirusa pisania. W kraju wesoło, najweselej nawet, to i ja kot szczęśliwy się zrobiłem. Zdrowie mi szwankuje co wywołuje u Halinki myśli katastroficzne i wielki jak na nią przypływ sił żywotnych. Sama chciała, sama chciała. Objawów chorobowych nie wykazywałem i nie wykazuję, ale szukająca zmartwień usłyszała o kocie, który z powodu chorej tarczycy prawie umarł. Dodała dwa do dwóch i wyszło jej dziesięć. Znaczy, że ja i Duśka pewnie maskujemy objawy uszkodzenia ważnego narządu i dostarczyła nas w plecaczkach do weterynarza. Jednocześnie zaznaczam. Lekarze wiedząc, że z damą starszą się nie dyskutuje pobrali krew zwierzęcą i zlecili laboratorium szukać zmian groźnych dla życia. Szukajcie, a znajdziecie. Musiało mi to ciężkie życie dać w kość, ponieważ tarczycę mam chorą. Nie tak zwyczajnie, nie jak to koty. Ja cierpię na lekką niedoczynność tego narządu. Wiadomo. Zwyczajnym kotem nie jestem, prędzej geniuszem, artystą, marzeniem przebranym dla niepoznaki w bure futro. Nie suknia zdobi człowieka, więc piękny duchowo kot skromnie włos niepozorny światu pokazuje. Hm...a niektórzy potrafią bez zadumy żadnej głupotą się chwalić i domagać się za takie gadania nagród i apanaży. Naprawdę lata świetlne dzielą ludzi i koty. Miauczki mogą niektórym pomachać z wysokości ewolucyjnej. Dla zachęty i przykładu, że można, że trzeba myśleć. Ja i Duśka system myślenia mamy doskonały. Halinka może dostateczny z małym minusem. Jakbym plusik jej dołożył to byłaby już przesada i tendencyjnie ku korzyści własnych czynione pochlebstwo. Lekarstwo mam przyjmować po długim okresie niejedzenia. Opiekunka już oczyma duszy widziała jak koty kochane sen jej będą przerywać i pożywienia się domagać, a tu cisza, spokój, noc ciemna bez przerw na łażenie po domu. Rano wstała i posprawdzała ilość oddechów. Widocznie myślała, że bez jej pasztecików szlag nas trafi. Leżałem sobie grzecznie, okruszek leczniczy przyjąłem, fryzur poprawiłem, ale do miseczki nie popędziłem. Honor jakiś mam. Nie częstują to się nie domagam. Stała sobie pyszotka i stała, na koty czekała, a z kobiety biednej wrak się tworzył i pomysły. A to chciała po lekarza dzwonić, a to znów pakować nas w plecaczki i gnać do weterynarzy, a może poczekać i po spacerze z psami wycieczkę następną zrobić . Tylko czy to nie będzie zbyt późno na ratowanie życia i zdrowia. W końcu przyniosła nam pożywienie do łóżeczek. Zjedliśmy. Muszę przyznać, że Duśka miała silniejszą wolę i dopiero za trzecim razem Halinka trafiła z miejscem do jedzenia. Ja to od razu jak mi woń piękna kubki smakowe podrażniła za konsumpcję się zabrałem, a kocica nie, grymas do końca.
Halinki budzić nie chcemy z bardzo ważnych powodów. Wymyśliła sobie, że może w snach będzie wracać do dni lepszych, dawnych gdy nie było Bez. Wytłumaczyła nam, że będzie moderatorem swoich śpiących godzin. Nachapie się szczęścia w wizjach sennych, nałyka optymizmu i roztańczy się nawet zimą.
Lepsze to niż wariackie sprzątanie. Dużo lepsze.

16-10-2019 21:33

Behawiorysta potrzebny od zaraz. Nie dla mnie, dla Halinki. Kot doświadczony życiem jestem. Byle zdarzenie i inwencja twórcza opiekunki mnie nie zdziwi, ale coś mi się wydaje że w złą stronę idziemy. Ona mi dopowiada, że cały kraj oczadział, a przynajmniej jego nawiedzona część, to się w pewnej normie mieścimy. Awantury wywoływać zamiaru nie miałem, więc smutnie poczłapałem w stronę miseczki pachnącej jedzeniem. Opiekunka przystąpiła do realizacji swoich planów. Szuka szczęścia ( ślepa jakaś jest i nie dostrzega pięciu gorących serc wokół siebie, symboli radości) małego, dającego namiastkę spokoju w dniach gorzkich, bezużytecznych, pustych. Piorun w rabarbarze daje lepszy efekt niż jej ostatni pomysł na załatanie rany w sercu. Łazi z psami, spotyka panie w różnym wieku i uczestniczy milcząco w dyskusjach o sprzątaniu, które to akurat ona traktuje jako karę za grzech zdaje mi się pierworodny Ja to chyba trzeci albo czwarty w miocie byłem i tej skazy nie posiadam. Pucowanie okien mnie nie interesuje. Przez leciutko podkurzone szyby ptaki widzę doskonale, więc zmuszanie szkła do pełnej przezroczystości uważam za fanaberię. Pewnego dnia poleciała gdzieś , ze dwie godziny siedzieliśmy sami, a jak przyszła to w torbach nic ciekawego nie było. Psy zaskoczone dziwnymi aromatami odeszły zdziwione od tego draństwa. W nosie to to kręciło jak przy grypie ciężkiej. Duśka się obraziła na brak selera, a ja najbardziej wyrozumiały ciekawie zerkałem na dalsze działania. Liczyłem na informację. Słowem się nie odezwała. Złapała te swoje skarby, poupychała w szafkach, a potem coś tam wzięła do ręki i wpadła do łazienki. Za chwilę słychać było szum wody, jakieś szuranie i słowa, które do niczego przyjemnego nie mogliśmy przypasować.
Półtorej godziny, półtorej godziny, półtorej godziny - słyszeliśmy my kafelki i wanna. Blady strach na nas padł. Czy ona będzie nas tyle czasu pławić w wodzie. Wszystkie razem, czy osobno? Celem utrudnienia zadania poukładaliśmy się do czuwania w różnych punktach mieszkania. Plan był doskonały. Pojedynczo musi nas zmuszać do mokrości. Jak jedno wsadzi do kąpieli i pójdzie po drugie to to pozostawione w wodzie ucieknie i tak w nieskończoność. Zmęczy się sadystka i da spokój zwierzętom. Kochanym zresztą.
Od razu wam napiszę, że pomyliliśmy się. Takich niecnych zamachów na nasz dobrostan nie było. Owo pucowanie kranów i fug miało dać Halince szczęśliwość wielką. Wytłumaczyła nam, że jedna pani opowiadała o sprzątaniu kabiny prysznicowej przez tak długi czas.
A twarz miała taką jasną, rozanieloną, że zazdrość opiekunkę porwała i postanowiła dojść do szczęścia metodą sprzątającą. Rozanielenia na ludzkiej twarzy nie widzieliśmy. Pewnie z powodu małego błysku po szaleńczym likwidowaniu śladów użytkowania wanny i jej okolicy. Hm...no i do półtorej godziny szorowania sporo zabrakło.
Gdyby ktoś coś potrzebował do szczęśliwości różnych cudownych płynów, psikaczy, nasączonych lub suchych ściereczek to mamy i z przyjemnością oddamy w lepsze ręce.
Tak pisze kot bywszej , perfekcyjnej pani domu.

24-09-2019 11:33

Znaku życia nie dajemy jakbyśmy nigdy o grzeczności i uprzejmości nie słyszeli, albo mimo milionów lat ewolucji z gałęzi nie zeskoczyli. Ba, z prazupy lub kałuży życia nie wyszli dzięki jakiejś rybie. Aż się przestraszyłem, że za wzór gbura będę robił. Ja, kot znany z taktu, miłośnik muzyki , kwiatów ( przyznam, że szczególnie odpowiada mi woda z wazonu , mająca dłuższy kontakt z łodygami, ale to taki szczególik najmniej istotny), wielbiciel rannej ciszy po nocy pełnej wrażeń i słonecznych dni mam pozostać w waszej pamięci jako osobnik ponury i zadzierający nosa. W życiu. Mimo zajęć rozlicznych będę pisał. Nikomu kot się z pracą nie kojarzy, no to od dzisiaj będzie. Od wielu lat żyję w drużynie psów, jeszcze jednego mruczka, jeża, ryb i Halinki, która to jak wiecie straciła Kogoś Ważnego, potrzebnego jej do życia bardziej nawet niż ja. Dobry czas jej zniknął, humor też, choć próbuje trwać jak dawniej. Mimo wielkiego szacunku dla opiekunki za te dni bez kochanego pańcia stawiam jej jedynkę. Przedwczoraj zapomniała, że ja nie przepadam za suchą karmą. Długo zmuszony byłem prosić o inne jedzonko. Masz co jeść, masz co jeść - gadała i dalej czytała smutne wiersze. Dopiero jak spakowałem walizki i usiadłem pod drzwiami gotów pomaszerować w siną dal dotarło do niej, że takie traktowanie mnie jest niedopuszczalne. Jej szczęście, że się opamiętała. Straciłaby jednego z pomocników w budowaniu nowego ładu "Bez". Tak, tak bez z dużej litery, bo to ono zrujnowało nam tamten znany, dobry świat. Dzień w dzień budujemy nowy dom i gdy już ciepły ogień pali się w piecu, a z komina dym leci i gorąca kawa na stole stygnie zamiast czasu rozmów, my rujnujemy ten z żalu i smutku zbudowany bezpieczny kąt. A potem mozolnie cegiełka po cegiełce próbujemy zbudować coś nowego, trwałego. Odmieniamy swoje zwyczaje. Dusia zmusza Halinkę do ciągłych zabaw. Ba, zjada paszteciki dwa razy dziennie. Na ochotnika to robi. Kiedyś za żadne skarby nie przełknęłaby takiej mielonki. Robimy dużo rzeczy, aby było inaczej, aby się nie kojarzyło. Zmieniamy miejsca spania, potrafię tak się umiejscowić, że mimo wielkości znaleźć mnie trudno, choć w tej dziedzinie mistrzynią jest kocica. Ta jak wciśnie się między szafkę, a ścianę znika, mówię wam znika. Niestety nie mogę jej oduczyć reagowania na ludzki głos. Jak tylko opiekunka ją zawoła stojąc w pobliżu kryjówki Dusia się odzywa. Po kociemu, ale szukająca doskonale owe miauknięcia rozumie. My, czterołapne próbujemy przekonać naszego człowieka, że jeszcze ma do kogo powiedzieć : dzień dobry i dobranoc. Inaczej się przecież śpi, gdy rano wita się dzień z kimś bliskim.
Te dość smutne refleksje są z powodu mgieł i humorków jesiennych. Gdy liście z drzew spadają trzeba się troszeczkę poddać nastrojom przemijania. Nie da się inaczej.
A teraz powracam do optymistycznej wersji życia. Żale wylane, czas na uśmiechy.

Strona 1 z 19:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:57.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.