menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

08-12-2017 23:31

Od lat interesowało psychoterapeutów, dlaczego pewni ludzie bardziej niż inni tęsknią za miłością i za nic nie mogą jej znaleźć.
Im bardziej próbują, tym bardziej im nie wychodzi.
Im bardziej się angażują, tym bardziej beznadziejnych partnerów znajdują.
I wydaje się, że znaleźli odpowiedź:
Dziecko potrzebuje miłości rodzicielskiej, szczególnie macierzyńskiej. Im więcej jej dostanie w dzieciństwie, tym jest odporniejsze na późniejsze przeciwności losu. Jeśli jednak było mało kochane przez rodziców, nie tylko staje się słabe emocjonalnie, lecz również przez resztę życia nie może uwolnić się od tęsknoty za idealną miłością, która wszystko rozumie, wszystko akceptuje itd.
Ponieważ jednak taka miłość może się zdarzyć tylko między wymarzoną idealną matką a jej dzieckiem, nigdy czegoś takiego nie spotkają.
Pozostaną więc na resztę życia z niezaspokojonym deficytem emocjonalnym.

Na domiar złego, złośliwość relacji międzyludzkich sprawia, że tacy ludzie najczęściej wiążą się z partnerami podobnymi do własnych rodziców, czyli mało uczuciowymi, często gruboskórnymi, wykorzystującymi. Pragnąc więcej miłości niż inni, dostają jej mniej niż przeciętnie dostaje się w związku partnerskim. Innymi słowy, ludzie z deficytem miłości wyniesionym z dzieciństwa najczęściej powtarzają w swoich związkach partnerskich traumatyczne doświadczenia z rodzicami.
Nie każdy jest świadomy owego deficytu miłości rodzicielskiej, nie każdy potrafi przeanalizować obiektywnie stosunki rodzinne.
Na ogół rodziców się idealizuje, miłość do nich, a czasem wstyd przesłania samolubne postawy.
Jak poucza mądrość ludowa, biednemu zawsze wiatr w oczy...

( Na podstawie poradnika psychologicznego)

05-05-2017 09:55

Chyba jednak nie chciałabym wracać do epoki sprzed pół wieku. Ani do dzieciństwa na wsi ...
Moja młodość była trudna.

Byłam jedynaczką, niejadkiem, chudym patyczakiem. Jedynym dzieckiem w rodzinie.
Wszyscy: dziadkowie, dwóch braci mamy i rodzice z troską czuwali, abym przypadkiem nie była głodna.
Chuchali, dmuchali, prowadzili do lekarzy, zmuszali do jedzenia, gotowane było często to, co ja lubiłam...

Na tle przenno-buraczanej, rumianej wiejskiej dziatwy byłam wycacanym nieudacznikiem.

Lubiłam chodzić do szkoły i nie lubiłam wakacji, bo wiązały się z robotą w polu i obowiązkami w domu.
Na wsi nie było suteren, ale pamiętam Bytnarową chatę po sąsiedzku
( chyba kurna była), w której pachniało dymem i nie było podłogi tylko klepisko.
Pamiętam taki obrazek w kurnej:
gospodyni stawia na stół michę pelną tłuczonych ziemniaków okraszonych skwarkami,
kazdy z domowników ( była czwórka plus dorośli) dostaje łyżkę i kubek z siadłym mlekiem,
a ja stoję w progu tej izby
i tak bardzo pragnę aby ta gospodyni dała mi też łyżkę i bym mogła wiosłować z nimi...A jeść trzeba było tam szybko!

To był jedyny moment z dzieciństwa, kiedy odczulam głód i potem przyjemność jedzenia w gromadzie.

13-04-2017 20:37

W zeszłym roku o tej porze odbierałam pocztę dla pewnej dosyć tradycyjnej instytucji.
Otrzymaliśmy ponad dwadzieścia kartek pocztowych i maili z życzeniami świątecznymi.
Sześć, może siedem z tych życzeń brzmiało tak:

" Wielkanoc to czas otuchy i nadziei.
Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa
i drugiego człowieka.
Życzymy, aby Święta Wielkanocne
przyniosły radość oraz wzajemną życzliwość.
By stały się źródłem wzmacniania ducha.
Niech Zmartwychwstanie, które niesie odrodzenie,
napełni Was pokojem i wiarą,
niech da siłę w pokonywaniu trudności

i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość..."

Były to życzenia od znaczniejszych na drabinie społecznej osób.
Kilka kartek, te od nadawców "niższego szczebla" miało treść następującą:

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja.


Podobne życzenia otrzymaliśmy na Boże Narodzenie, też życzono wiary, nadziei i miłości,
a druga część była odpowiednio zmodyfikowana choinką, świecami, pokojem itp.

Kilkakrotnie życzono nam duchowej odnowy. Np w taki sposób:

Aby Święta Wielkiej Nocy/ Bożego Narodzenia
były wzorem duchowego wzbogacenia i umocnienia
dającego radość, pokój i nadzieję.
Wszelkiej pomyślności w pracy społecznej
dla dobra ogółu i w życiu osobistym życzy Zarząd itp...


Nazywałam ten styl nowomową okolicznościową.
Instytucje szły z duchem czasu, starały się nadążyć słownie za "dobrą zmianą".
Urzędnicy odpowiedzialni za korespondencję świąteczną prześcigali się w wyrażaniu optymizmu.

Potem to przeniosło się na korespondencję prywatną różnych osób.

Od tej pory mam uraz
ktory nie chce zniknąć

27-01-2017 16:15

Najmłodszy mój wnuczek spędza u mnie jeden tydzień ferii zimowych.
Wnuczek jest z tych misiowatych, co to muchy nie skrzywdzi, do schroniska z mamą jeździ i pieski na spacer wyprowadza, ptaki dokarmia,
a i do babci - czyli do mnie - się przytuli. Zapoznał się z chłopcem Mikołajem, swoim rówieśnikiem, a moim sąsiadem.
Byli razem na warsztatach telewizyjnych, razem malują najprawdziwsze obrazy pod moim okiem.
Dziś się cieszę, bo sfinansowałam wnukowi ładny tapczan, więc młody cały w skowronkach!
Sam wybierał tapicerkę, model, poduchy...
Firma tapczan na zamówienie zrobiła, zawiozła, do sypialni na górze wnieśli, zmontowali, poskręcali.

Miło było patrzeć jak się wnuk mozoli, gdy z ponad stu próbek materiałów miał wybrać najładniejszy
na okrycie tego tapczana. Wypożyczył próbnik do domu. Zastanawiał się dobę...
Brał pod uwagę kolorystykę, strukturę materiału, czy materiał jest miły w dotyku, czy tapczan będzie miał charakter "męski" a nie dziewczęcy i chyba jeszcze coś.
Rozmawialiśmy najpierw o tym, jak ważne jest dokonywanie różnych wyborów ,
wyborów przedmiotów, kolegów, sposobów zachowania się i po zatoczeniu koła zaś o tapczanie...
a potem musiałam zbagatelizować sprawę i wspomnieć, że są przecież narzuty na tapczany.... i jakby co, to się przykryje

03-01-2017 21:48

Czy jest coś bardziej podniosłego niż spacer
Sierpniową nocą pod gwiaździstym niebem?

Gdy otoczenie pozostaje prawie niewidoczne, znika…
gdy cisza unosi myśli ponad ziemskie sprawy,
a droga mleczna spiralą materii osłania Ziemię
i tylko ogniste gwiazdy nad głową...

gdy obcuję tak sam na sam z kosmosem,
dusza moja śpiewa , a usta milczą w pokorze,
dusza deklamuje hymn na cześć tego co jest ,
na cześć niepojętego ogromu wszechświata.

Gdy myślę, że to nie może być dla człowieka,
bo nie jest na człowieczą miarę,
bo go nieskończenie przerasta,
bo istnieje doskonale obojętne na losy
milionów gatunków, miliardów ożywionych istot.

Gdy błądzę wzrokiem wśród gwiazd,
omiatam galaktyki , gdy jestem gotowa
aby dziękować nawet sierpowi księżyca,
gdy dusza w hymnie wielbi naturę Istnienia...

nagle czuję coś miękkiego i lepkiego pod nogą…
i uświadamiam sobie, że tą samą drogą
przede mną przechodziła krowa.
Zdecydowanie mniej strzeliste stają się moje myśli.
Krowa ma podobny jak i ja udział w tym co jest.

Strona 1 z 16:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:42.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
 

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X