menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

22-12-2017 09:34

Z calusieńkich świąt najbardziej lubiłam kolędy i tak mi już pozostało.

Do stołu zasiadała rodzina, zwykle sześć, siedem osób: dziadkowie, wujowie, moi rodzice i ja.
Zawsze były też obecne przy kolacji pies i kot.
Najpierw przystępowano do dzielenia się opłatkiem i życzeń. Potem szły potrawy:
podawano barszcz grzybowy, kaszę jaglaną ze śliwkami, ze trzy rodzaje pierogów,
kapustę z grochem, kluski z makiem.Ostatnią potrawą były pączki z kompotem z suszonych owoców.
Nie było ryb. Moja babka i mama nie znosiły ryb.

Wszyscy obżarci kolacją, rozleniwieni.... Raczono się herbatą i winem, rozmawiano,
nasłuchiwano skąd psy szczekają i kolędowano.
Babcia siadała pod piecem,gdzie było najcieplej i śpiewała stare pastorałki.
Niektóre z nich były bardzo śmieszne, jak to pasterze gubili dary i przewracali się w drodze do stajenki.
Przy ówczesnym stanie dróg wydawało się naturalne, ze ktoś nogę złamał
jak biegł z koźlęciem pod pachą.
Dziadek wychodził do stajni i obory z kolorowymi opłatkami dla zwierząt.
Po podzieleniu się opłatkiem z gospodarzem bydlęta przemawiały ludzkim głosem.
Rozmawiały sobie na różne tematy.
Dla dziadka najważniejsze było co powiedziała jego ulubiona klacz Baśka,
a ja próbowałam wyobrazić sobie, czy Baśka mówi głosem damskim,czy męskim.
Dziadek nigdy mi tego nie wyjaśnił.
Mówił nawet, że nie powinno się słuchać zwierzęcych rozmów, bo od tego można umrzeć.


Baśka była łagodna, stara, ulubiona i zasłużona.
Z Baśką wiąże się taka anegdota: Na wsi często uważano, że dziecko przynosi sobie imię.
Urodziłam się czwartego grudnia, na Barbary.
Powinnam więc nazywać się Basia, ale młodziutka wtedy kobyłka była tak ważna,
że uznano, iż dwie Baśki w domu to za dużo.


Po kolacji przychodzili kolędnicy...

08-12-2017 22:31

Od lat interesowało psychoterapeutów, dlaczego pewni ludzie bardziej niż inni tęsknią za miłością i za nic nie mogą jej znaleźć.
Im bardziej próbują, tym bardziej im nie wychodzi.
Im bardziej się angażują, tym bardziej beznadziejnych partnerów znajdują.
I wydaje się, że znaleźli odpowiedź:
Dziecko potrzebuje miłości rodzicielskiej, szczególnie macierzyńskiej. Im więcej jej dostanie w dzieciństwie, tym jest odporniejsze na późniejsze przeciwności losu. Jeśli jednak było mało kochane przez rodziców, nie tylko staje się słabe emocjonalnie, lecz również przez resztę życia nie może uwolnić się od tęsknoty za idealną miłością, która wszystko rozumie, wszystko akceptuje itd.
Ponieważ jednak taka miłość może się zdarzyć tylko między wymarzoną idealną matką a jej dzieckiem, nigdy czegoś takiego nie spotkają.
Pozostaną więc na resztę życia z niezaspokojonym deficytem emocjonalnym.

Na domiar złego, złośliwość relacji międzyludzkich sprawia, że tacy ludzie najczęściej wiążą się z partnerami podobnymi do własnych rodziców, czyli mało uczuciowymi, często gruboskórnymi, wykorzystującymi. Pragnąc więcej miłości niż inni, dostają jej mniej niż przeciętnie dostaje się w związku partnerskim. Innymi słowy, ludzie z deficytem miłości wyniesionym z dzieciństwa najczęściej powtarzają w swoich związkach partnerskich traumatyczne doświadczenia z rodzicami.
Nie każdy jest świadomy owego deficytu miłości rodzicielskiej, nie każdy potrafi przeanalizować obiektywnie stosunki rodzinne.
Na ogół rodziców się idealizuje, miłość do nich, a czasem wstyd przesłania samolubne postawy.
Jak poucza mądrość ludowa, biednemu zawsze wiatr w oczy...

( Na podstawie poradnika psychologicznego)

Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:58.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.