menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

24-01-2016 14:06

Nie wierzę w horoskopy. Zapominam treść zanim doczytam do końca. Wszystkie. Nawet te drukowane w tzw. szanującej się prasie, ocierającej się o wiedzę astrologiczną. Astrologia od zawsze była dla mnie za trudna i trochę wydumana. Profesjonalne horoskopy oparte na dokładnej dacie, godzinie i miejscu urodzenia także mnie nie zafascynowały. Być może niedostatecznie się zainteresowałam, być może gwiazdy determinują w jakiś sposób nasze charaktery, szczęśliwe dni czy nawet przewidują okresy trudniejsze... wszystko to 'być może'. Od kilku lat powinnam być blisko związana z naturą. Powinnam, czy jestem? Ciągle tkwi we mnie kawał mieszczucha. Budząc się w ciszy dziwię się brakowi głosów miasta... choć to nie znaczy, że nie mogę bez nich żyć.
Lubię ciszę.
Słowiańskie, acz nie tylko, zainteresowania skłaniają do patrzenia w niebo. Księżyc był miernikiem upływającego czasu, wszak nosił nieprzypadkową nazwę: Miesiąc. Dobrze było zaczynać nowe sprawy i zasiewy na nowiu. Rosły i potężniały razem z Księżycem. Właśnie... zaczynać nowe witając Nowy Księżyc... a kiedy kończyć stare? Hmmm, wybrałam (no dobra, przypadek zrządził!) pełnię. Ściślej Księżyc Wilka. Na szamańskiej stronie - dla zainteresowanych link: https://www.facebook.com/permalink.p...392 728065613 pełnej przepowiedni i astrologii przeczytałam iż: "W nocy z 23 i 24 stycznia, Księżyc wejdzie do "Księżyca Wilka" - będzie to punkt zwrotny dla wielu ludzi" (…) i że "po Księżycu Wilka możemy oczekiwać pozytywnych zmian. Ta pełnia, czyli Księżyc "Wilka" będzie punktem zwrotnym dla wielu." Cóż, Losowi trzeba pomóc. Nie ma innej opcji. Tym bardziej, że wilk symboliczny nie przypomina głupawego żarłoka z bajki o Czerwonym Kapturku a w realu nie dzwoni trzy razy do drzwi i nie połyka otwierającego bez ostrzeżenia. W duchowości jest symbolem intuicji i siły potrzebnej do poznawania ale też zmieniania siebie.

W lutym w znak Panny wchodzi Jowisz, a ten ponoć daje nowe możliwości, nowe przywileje. Ponieważ podobne zdarza się co dwanaście lat, grzechem byłoby ominąć szansę na nowe. Nie będzie jednak nowego dopóki kulą u nogi będą się wlokły stare nawyki i działania. Dlatego z wiarą w niezbadane i niepotwierdzone choć uczciwiej byłoby napisać, że bez odrobinki tejże... kończę stare, robię miejsce nowemu.
Na początek odkładam blog na półkę. Sześć lat mozolnego zapisywania skrawka dysku wystarczy. Dość. Powinnam skasować zapiski, wysłać je w kosmos. Nie wysłałam. Nawet nie dlatego, że jest mi żal, wstyd czy strach... ot, zwyczajnie - trochę lenistwa (każdy wpis trzeba kasować oddzielnie), trochę zarozumialstwa (kilka linków lata w sieci), bać się nie mam czego aczkolwiek niektórym wpisom daleko do jakiejkolwiek poprawności. Blog jest nadal dostępny z poziomu Googli. Wyłączyłam możliwość komentowania a to znaczy, że mogą czytać wyłącznie niezalogowani w KSC. Żadna złośliwość kierowana w stronę forumowiczów, chroń łapa. Tak jest skonstruowane blogowisko: albo-albo. Nie moja wina.
Dementuję ewentualne domysły, że się wystraszyłam... cenzury, kontroli, ocen, krytyki - gdyby tak było znalazłabym chęci i czas na zlikwidowanie zapisków.

Zamykam drzwi; po cichutku, nie budząc znudzonych czytelników. Jeszcze jedno miejsce, w którym mnie nie ma lub nie będzie. Na razie daję sobie czas na nowe decyzje i inne poszukiwania. W oczekiwaniu, niebezczynnym, na błysk i olśnienie zapełniam zimowy, trochę wolniejszy czas książkami. Po przeczytaniu prezentów gwiazdkowych pełnych optymizmu i już noworocznej: „Aszery żony Pana Boga” (o tym pisałam na fejsie) jak stonka na kartofle rzuciłam się literaturę kryminalną młodego pokolenia. HA! Każde żyjące pokolenie w porównaniu ze mną jest młode. Fakt!! A że kryminały? Od dawna ich nie czytałam zajęta innymi rodzajami literatury choć kiedyś...
W kolejce czeka J. Staniszkis A. Cieślar "Wschód i Zachód". Papierowa, więc czytana do poduszki. Interesująca, na pewno. Fascynacja intelektualna ale też 'jestem – odczuwam – rozumiem'. Dwa światy połączone człowieczeństwem, ongiś bliskie, dziś pomimo malejącej przestrzeni oddalone. Nie rozumiemy Wschodu a On nie rozumie nas, racjonalnych ludzi Zachodu. Duchowość, kiedyś wspólna lub podobna, się rozjechała. Był czas kiedy próbowałam pisać o podobieństwach i wzajemnych wpływach chrześcijaństwa i filozofii Wschodu. Bardziej intuicyjnie niż faktograficznie. Czasami myślę, że do czasów późnego średniowiecza, w którym drogi zaczęły się rozchodzić nieodwracalnie, te dwa różne w końcu światy były sobie bliższe. Dziś wydaje mi się, że obydwie kultury łączy międzyludzkie okrucieństwo i strach.

Znalezione u Bondy... hmmm, coś w tym jest...
"Nie ufaj ambitnym tchórzom. Staraj się omijać ich z daleka. Ale miej się na baczności. Choć są karłami, mogą zniszczyć nawet wielkoluda. Strach jest ich orężem, a frustracja determinuje ich działania. Najcudowniejszy grunt do narodzin agresji i podstępnego działania".
I takie rozmyślania mnie dopadły w padającym ciągle śniegu i rozbielonym krajobrazie -
- Strach jest wieczny. Nie umiera tak jak ludzie. A stare grzechy mają długie cienie. Determinują tchórza, który dla ich ukrycia nie cofnie się przed niczym. Nie wystraszy się tupnięcia, omijania, ignorowania. Nadal będzie budował swoją legendę... nie chcąc wiedzieć, że nie ma ludzi idealnych, że na błędach się uczymy, że mamy do nich prawo jak i do ograniczonej wiedzy... że 'najmojsza racja' nie musi być równoznaczna z czyjąś a już na pewno nie powinna być narzucana. Strach jest najpotężniejszą emocją. Może chronić życie np. poprzez ucieczkę przed 'sykiem węża' ale też zabijać... kłamstwem, podłością, podstępem, oszustwem. Zabijać siebie ale przede wszystkim innych, wrogów jedynie wyobrażonych i w wyobraźni groźnych. Strach ma wiele twarzy. Postaram się nie lekceważyć żadnej, jeszcze staranniej omijać pojedyncze strachy i ich sumy. Suma strachów wzbudza agresję a ta niepohamowany gniew często nienawiść. Nienawiść do człowieka, innego, mającego własne zdanie nieprzystające do własnych przemyśleń i osądów, którego 'lepszość' lub 'gorszość' jedynie my widzimy oceniając wg własnych kryteriów – zawsze będą lepsi i gorsi od nas. Dlatego postaram się nie bać. Na pewno na tyle się nie bać, by niszczyć własnym strachem innych. Niezależnie od ich i moich działań a także domniemanej 'lepszości/gorszości'. Przyznam, że strachów jest we mnie coraz mniej. Los dał mi szansę, pozwolił przeżyć... mam do stracenia tylko darowane życie. Coraz rzadziej myślę, że stało się to po coś. Przypadek, wyłącznie.
Jestem niezauważalnym pyłkiem we Wszechświecie. Wydech. Jestem piórkiem. Wdech. Kamyczkiem w lawinie. Wydech... jestem... jestem... jestem...

Dziękuję wszystkim, którzy kibicowali blogowi przez sześć lat. Przyjaciołom i wrogom; zainteresowanym i znudzonym; krytykującym i chwalącym. Nie twierdzę, że nigdy tutaj nie wrócę. Być może tak, za jakiś czas. Nie mam nowych planów, nie mam ochoty pisać w wielu miejscach sieci. I jeśli nawet Księżyc Wilka jest dobrym momentem na zaczynanie nowego zatrzymałam się. Wrócę z kolejnym Nowym Księżycem?? któż to wie..... tutaj czy gdzie indziej... w końcu żyję a 'świat jest taki jaki powinien być' – w tym zdaniu zawarty jest niekończący się optymizm, odrobina zrozumienia i dystansu. W dalszej drodze podeprę się jak szczudłem zdaniem z Dezyteraty, pięknie uwiecznionym w dedykacji autorskiej Aszery. Świat JEST. Ciągle piękny! Niech trwa!!!
Związane w 'o' (jak o!statek lub 0 jak zero) ołówki - już niepotrzebne - podprowadziłam z sieci.

23-12-2015 12:12

Boże Narodzenie, Szczodre Gody, Święto Zimowego Stania Słońca, Zimowe Przesilenie, Sol Invictus... Narodziny Nowego Słońca świętowane od kiedy człowiek święta wymyślił. Zbieżność nie jest przypadkowa. Gwiazda dzienna była najłatwiejszą w obserwacji. Kiedy dni stawały się krótsze, słońce wisiało nisko nad horyzontem... wydawać się mogło, że tak już zostanie na zawsze. I nagle – odradzało się. Wznosiło się wyżej, świeciło radośniej, zapowiadało kolejną wiosnę, nową wegetację, odrodzenie życia.
Wspólny prapoczątek. Świętowanie zostało, pomimo wiedzy o cyklach przyrodniczych i kosmicznych. Lubimy świętować, niezależnie od wieku i wyznania.

Świętujmy więc:
- po słowiańsku. Z zieloną gałązką pod sufitem, ucztą na cześć Dziadów, pustym miejscem przy stole, przełamaniem chlebem plemiennym, sianem pod obrusem zaklinającym obfitość i urodzaj;
- po chrześcijańsku. Z wiarą, że dwa tysiące lat temu (z małym haczykiem) w ubogiej stajence narodziło się Boże Dziecię. Narodzinom towarzyszyły cuda na Niebie i Ziemi, anielskie śpiewy, hołdy oddane przez pastuszków. Dziecię, które miało zmienić świat, odkupić duszę człowieczą i zapewnić jej zbawienie. Dla przypomnienia tegoż pod obrus kładzie się sianko, na stół opłatek i zapala świeczki (ups, lampki!) na choince, Światłość Świata;
- ateistycznie. Co nie znaczy bezrefleksyjnie. Czas na rodzinne spotkania, rozmowy przy stole, odwiedziny przyjaciół, spacery, odpoczynek, wyciszenie.

Powyższe świętowania wcale się nie wykluczają. Wręcz odwrotnie, łączą... od wieków a właściwie tysiąclecia (jednego ale znów z hakiem!) przemieszały się i stały całością. Wigilia jest dniem szczególnym. Cisza i wzruszenie zmieniające głos, wyciskające łzę z oka, kruszące twardość serc... i życzenie wygłaszane przez najstarszego uczestnika wieczerzy: 'oby w przyszłym roku nikogo z nas nie zabrakło przy wigilijnym stole... bo życie jest wartością największą...'

Słońce się rodzi! Nadzieja!!

Kilkakrotnie wypominano mi słowiańską fobię. Ups, jeśli nie wypominano – sama to zrobię, z kompletnym brakiem wstydu i przyzwoitości. Przedświątecznie i uczciwie. Tak! To prawda. Słowiaństwo zmieszało się z chrześcijaństwem (piszę tak pamiętając o cyrylo-metiodianizmie, słowiańskiej odmianie katolicyzmu, w czasie późniejszym potępionym przez Watykan ale istniejącym na naszych ziemiach niemal do końca średniowiecza) dając mieszankę jedyną w świecie. Tylko w krajach słowiańskich istnieje zwyczaj łamania się opłatkiem, chlebem plemiennym. Przełamanie się chlebem oznaczało przyjęcie do plemienia, braterstwo, wierność po grób. I nawet wrogowi zapewniało bezpieczeństwo. Nie było więc pustym gestem ani obietnicą bez pokrycia a zobowiązaniem. Chrześcijański opłatek pojawił się w wieku X, nie stał się jednak światowym obrzędem wigilijnym. Pozostał naszą tradycją. Śmieję się słysząc, że prawo do niego mają tylko katolicy. Nieprawda, tradycja jest nasza, wspólna, wszystkich kochających słowiańską ziemię, wiatr i Słońce. Przetrwała, w nieznacznie zmienionej symbolice. Przełamanie się chlebem/opłatkiem z wrogiem od zawsze oznacza pojednanie.

Wieczerza wigilijna, niezależnie od jej potraktowania, jest czasem szczególnym. Przypomina o więzach międzyludzkich ale także przodkach, którym stawiamy dodatkowe nakrycie i krzesło przy stole. Późniejsza tradycja mówi o zabłąkanych wędrowcach... których teraz nie ma! A mit o zapraszaniu ubogich bezdomniaczków w każdym roku obalają dziennikarze; doroczny temat dyżurny, żebyśmy za dobrze w te święta się nie czuli. Dawni bogowie Radost i Gost a niekiedy i Weles nie wędrują bezdrożami... bo ani tych bogów, ani bezdroży już nie ma. Starzy bogowie odeszli do Bezczasu, polne ścieżki pokrył asfalt. Podłaźniczkę, zimozieloną gałązkę pod powałą – symbol życia, zastąpiły choinki ciągle z łańcuchami symbolizującymi więzi międzyludzkie. Została celtycka jemioła, ups – już nie celtycka! całuśna. I podarki... które z okazji Szczodrych Godów Słowianie wręczali sobie wzajemnie zanim święty biskup z Miry połączony z reklamą zaczął je roznosić... I tu przypominam niegrzecznie, że choć tradycja darów i prezentów jest stara jak świat, to jednak mikołajkowo-gwiazdkowy charakter przybrała w wieku XIX.

Nie sposób także zapomnieć o radości świątecznej. O śpiewach towarzyszących składaniu nowo narodzonego Swarożyca do złotej kołyski, o ofiarowaniu darów, paleniu ziół, owoców jałowca i żywicy, procesjach, tańcach, wróżbach... zapisanych w pamięci pokoleń. Tradycja słowiańska, starsza od święta Bożego Narodzenia ustanowionego przez Konstantyna w roku 353. Tak naprawdę... data narodzin Boga/Człowieka nie jest znana.

Nadzieja... Narodziny Światła Świata... Narodziny Mocy...

I niech odrobinka Mocy spłynie na nas, stanie się dobrem, radosnym spokojem i zostanie jak najdłużej... niekalendarzowa wiosna w zazłoconym sercu, niezależna od pory roku i wieku... więc także w grudniu, w pierwszym i setnym roku życia... Pozwólmy szczęściu przyjść do nas. Nie zamykajmy drzwi.

Ta jedna jedyna choinka rozświetliła się wyłącznie dla nas; dla sąsiada, dla Ciebie, dla mnie, dla przybysza z obcych stron, biednego, bogatego, ateisty, chrześcijanina... Za mało? Spójrzmy w nocne niebo. Nad głową świeci najpiękniejsza choinka Wszechświata - Droga Mleczna. Jesteśmy jego częścią. Dołóżmy więc naszą radość i uśmiech do wspólnego świętowania. Uwierzmy, że przez to świat stanie się lepszy i wtedy (może! lub na pewno!) takim będzie.

DOBRYCH ŚWIĄT!!!
Fota z sieci. W realu brak śniegu.

09-12-2015 18:36

Andrzejki i czas panieńskich wróżb za nami. Katarzynki – wieczór męskich wróżb, odeszły do lamusa. Dziś, po zachodzie słońca zapłonęła czwarta świeca chanukowa. Św. Mikołaj skończył zbożne dzieło rozdawania rózeg niegrzecznym a prezentów grzecznym dzieciom. Fama pojękuje, że i niektórzy dorośli się załapali, niestety a może stety – ja nie; i dobrze, bo nie wiem czy byłam wystarczająco nie/grzeczna, z daleka widać lepiej, samoocena nie musi być obiektywna. Za oknem temperatura plusowa i pola zielone. Gdzież te grudy grudniowe? Nie to, żebym tęskniła do mrozu i śniegu ale gdzieś tam, w podświadomości, tkwi słowiański Dziad Mróz kojarzony z zamieraniem przyrody na czas zimy ale też z odchodzeniem do Nawii ludzi słabszych, chorych.

Spas Zimowy. "Poproś Mikołaja, on przekaże Spasowi". Starodawna, słowiańska prośba wskazuje na osobę, nie tylko święto. Ciekawe, że wypadało ono właśnie szóstego grudnia. Dodatkową zbieżnością jest przypisanie św. Mikołajowi opieki nad bydłem. Obydwie przesłanki prowadzą do Welesa, Rogatego i Brodatego Pana Nawii. Dziada Mroza skutecznie obrzydziła nam radziecka propaganda. Broniliśmy się przed wszystkim, co płynęło z tamtej strony zapominając, że i tam żyją Słowianie i że religia, mity, legendy wykazują podobieństwa. Tak więc Śnieżynka – pomocnica zimowego darczyńcy, była bałwanem ożywionym przez Dziadka, a żoną tegoż - Starucha Zima. Strój nie przypominał reklamy Coca coli. Czapa uszanka, kożuch barani, kostur pomagający w wędrówkach. I imponującej wielkości broda, sięgająca ziemi. Podarki... zawsze niosą radość, także wtedy gdy nie są trafione. Są niespodzianką, czymś czego nie oczekujemy a co zostaje nam dane z serca szczerego. Ktokolwiek więc podarek przyniesie przesłanie jest podobne. Radość, życzliwość, pamięć. W tym przypadku zapowiedź świąt... Bożego Narodzenia czy Szczodrych Godów... nie ma znaczenia. Obydwa święta są narodzinami Światła, nowego Słońca, nadzieją na dobre lub lepsze. Taką symbolikę znajdziemy we wszystkich religiach i mitach. Naturalnie, obok symboliki wiodącej.

Jak Słowianie przygotowywali się do Szczodrych Godów? Tak daleko pamięć moja nie sięga. Wyobraźnia może poprowadzić na manowce. Chaty zasypane śniegiem, wilki, mróz, cisza... a może wieczory tętniące życiem towarzyskim. Dni co prawda krótsze, czasu jednak więcej. Może zamiast przesypiać długie wieczory i noce pradziadowie i prababy rozrywali się wspólnie, niezależnie od wieku. Może toczyły się opowieści o Dziadzie Mrozie, który nie tylko wielkim darczyńcą był ale i czarnoksiężnikiem/okrutnikiem porywającym dzieci i oddającym je za za okup? Łączącym w sobie trzech bogów: Pogwizda, Zimnika i Korochuna? Ten ostatni – pan podziemnego świata... znów kojarzy się z Welesem. Dziad Śmierć?? zbyt luźne skojarzenie, Weles był pasterzem dusz i panem zaświatów, ale nie śmierci.

Bardziej współcześni Słowianie, z czasów które pamiętam, również przygotowywali się do świąt nie tylko zapełniając śpiżarnie pod czujnym okiem pani domu krzyczącej: nie jedz, to na Święta (po Świętach: jedz, lepiej się pochorować, niż miałoby się zmarnować!) ale przede wszystkim duchowo, rodzinnie. Rodzinne więzi i porozumienie wzmacniało wspólne przygotowywanie cacek choinkowych. Nie były to czasy, gdy można było wszystko kupić w 'oszołomach'. Na początek następował przegląd pudła. Stare, zżółkłe zabawki lądowały tam gdzie ich miejsce, w koszu. Na stoły wjeżdżały kolorowe papiery, paczki pasków gwiazdkowych, słomki, bibułki, główki anielskie 'z metra'... wszystko co potrzebne było do zrobienia nowych łańcuchów, koszyczków, jeżyków, gwiazdek, pierzastych aniołków i co tam fantazja (często regionalna) podpowiedziała; a ileż było przy tym śmiechu i zabawy. Najważniejsza była gwiazda wieńcząca czubek choinki. Koniecznie sześcioramienna. Inna była złą wróżbą. Przy okazji wkładano dzieciakom do głowy symbolikę i znaczenie Magen David. Pamiętam to z własnego dzieciństwa... kilka lat później ze zdumieniem przeczytałam, iż jest to znak Bestii, Apokalipsa i niedoskonałość ludzka... http://www.zbawienie.com/bestia_znak.htm
To prawda, Człowiek nie jest doskonały ale do doskonałości powinien dążyć, chcieć zmieniać siebie (i świat) na lepsze. Dlatego gwiazdki choinkowe zawsze robiłam sześcioramienne. Wbrew zasadom; śnieżynka ma osiem ramion, a pentagram (Gwiazda Isztar/Izydy, planeta Wenus) choć jest symbolem doskonałości, życia i zdrowia, odrzucałam. Odwrócony wierzchołkiem do góry symbolizuje sacrum. Dodatkowo – pięć zmysłów, żywiołów, ran Chrystusa. W moją pamięć wryły się jednak dwa przenikające trójkąty; dobro i zło. Nierozłączne, określające Człowieka... dobrego i złego jednocześnie; bohatera i tchórza, zdrajcę i wiernego po grób, chętnego do pomocy i mijającego obojętnie, kochającego i nienawidzącego, cierpiącego ale krzywdę wyrządzającego...
A Gwiazda Dawida stała się symbolem judaizmu w okresie późnego średniowiecza acz nie do końca, ciągle wiodącym symbolem pozostaje menora.

I przyznam się, że raz mi się 'gwiazdowo' nie udało. Zdarzyło się wtedy, gdy wierzchołki choinek zdobiły baniaste czuby, zakończone ostrym szpicem. Czarna noc stanu wojennego pozbawiła sklepy większości ozdób. I jak raz... okazało się, że najważniejsza część stroju choinki rozsypała się na tysiąc kawałków. Okaleczone drzewko stało dwa czy trzy dni (od dawna nie przestrzegam zwyczaju strojenia drzewka w wigilię) strasząc 'golizną'. I wtedy... wracając z pracy zajrzałam do sklepiku (ze szwarcem i powidłem) a w nim zobaczyłam gwiazdy ustawione rzędem... identyczne w kształcie i kolorze, w dodatku wyposażone w żarówkę. Chwyciłam zdobycz jak diabeł grzeszną duszę i pognałyśmy do domu we trzy: gwiazda, ja i moja radość szczęściary. Przy kolacji wigilijnej coś mi nie pasowało... ale duma zdobywcy zasłoniła horyzont. Aż wreszcie... światłość niebieska mnie oświeciła. Gwiazda nie dość, że była pięcioramienna, to jeszcze producent wyposażył ją w czerwoną żarówkę. Skojarzenie jednoznaczne – Kreml!! Natychmiastowa wymiana żarówki złagodziła wrażenie, a później nawet polubiłam gwiazdę... która w końcu wróciła tam gdzie jej miejsce. Iskrą poleciała w zimowe niebo.

Nie wszystkie przedświąteczne przygotowania były radosne i spokojne. Śmierć, choroba, zdarzenie sprzed dwóch lat... Wiem, niczego nie mogę odwrócić, niczego zmienić, zapomnieć się nie da. Poznałam Wielkość ale i małość Człowieka. Zrozumiałam dużo, zbyt dużo by udźwignąć. Nigdy nie zapomnę pomocy i solidarności. Dzięki niej dom powstał z gruzów. Przyjaciele wierzyli, że dam radę... a wrogom należało pokazać figę. Jestem, żyję; zmieniona doświadczeniem. Wdzięczna i gorzka. Próbuję szczęścia na nowej ścieżce, w nowym życiu darowanym przez Los. I jest jeszcze jeden wspaniały prezent od Przeznaczenia - Cudzes. Przyszedł, gdy nie mogłam mu zapewnić dachu nad łebkiem i życia godnego wolnego Psa. Został, jest, z przepraszającym uśmiechem na pyszczku, resztką smutku a może niepewności w oczach, starający się zabierać jak najmniej miejsca w przestrzeni i jak najwięcej w sercach. Dostaje tę miłość i miejsce. Za niełatwe psie życie, za tygodnie w kojcu i bez budy, za razy i kopniaki, których mu nie szczędzono. Za to, że jest! członkiem naszego stada.

Fantastycznych przygotowań do nadchodzących Świąt. Pogody i radości w każdym najdrobniejszym geście, decyzji, myśli. Śpieszmy się cieszyć... nigdy nie jest na to za wcześnie. Demotkę wygrzebaną w sieci zostawiam. Postanowiłam każdy dzień zaczynać namysłem nad odpowiedzią Mistrza. Może komuś się też przyda?? jako przypominajka. Że warto! Że od czegoś trzeba zacząć. I niech to nie będzie czekanie.

22-10-2015 19:10

Padło następne pytanie o islam. Sorry, na razie nie będzie odpowiedzi, z dwóch przyczyn:

1. W gorącym czasie przedwyborczym straszenie isla(miz)mem (bez rozdziału: religia - ideologia) wpisuje się nachalnie w kampanię wyborczą. Nie chcę brać w tym udziału. To nie znaczy, że fala hejtu zmieniła moje poglądy na widzenie religii. Zabrakło konkretnych argumentów. Moje poglądy nie są niezmienne, zbytnio się do nich nie przywiązuję, często mówię 'nie wiem'.... więc wystarczyło tylko mnie przekonać, dać dowód ale nie powód. Powody są zawsze subiektywne. Nie mogę patrzeć cudzym okiem jeśli mam dwoje własnych, bezrefleksyjnie przyjmować cudze sądy i osądy jednocześnie myśląc i korzystając z doświadczeń osobistych. Nie przekonuję nikogo ani samej siebie, że moje 'oglądy' (nigdy nie napiszę 'oceny', bo nie oceniam!) religii są obiektywne. Być może nie są. W haśle 'religia' tkwi kilka zasadzek. Jak rozumieć słowo (nad)używane w znaczeniu codziennym? Indywidualna wiara i jej potrzeba, wyobrażenia, tradycje wyniesione z domu rodzinnego, katecheza, sposób modlitwy, organizacja religijna... ups, nie wspomniałam o rozwoju religii i prób pogodzenia ich ze współczesną wiedzą. W zasadzie każdy z aspektów powinien być rozpatrywany oddzielnie. Zwykle wkładamy wszystko do jednego worka, wyciągamy w zależności od potrzeb, a że 'cel uświęca środki' bywa, że posługujemy się fragmentami cytatów, wiedzą gdzieś zasłyszaną acz nie zweryfikowaną, bez odwołania do źródeł, oparcia się na kilku opiniach. Oceniamy cudze wyznania bez porównywania z własnym. Zabrzmiało jak bluźnierstwo? hm... poniekąd tak, bo nasza religia, nasz (katolicko-polski) sposób oddawania czci Istocie Najwyższej, jest prawdziwy, dobry, najdoskonalszy. Inne są fałszem, marnym naśladownictwem. Żeby gołosłowia nie uprawiać – problem obrzezania dziewczynek) w islamie. Kota (przychodźcę ekonomicznego z sąsiedztwa) z rzędem stawiam za dowód konieczności dokonania rytuału przyniesiony z Koranu. Lekką ręką dorzucam hadisy, niech będzie moja krzywda.... śpię spokojnie stawiając oprócz kota i rzędu półkę książek przeciwko stercie jesiennych liści... nie stracę nawet jednej kartki, wygraną daruję; sprawdziłam, wiem. Zakaz okaleczania obowiązuje nadal. Nawet tatuaże są zakazane. Jedyny wyjątek stanowi przekłuwanie uszu, kolczyki dodają kobiecie urody, zwłaszcza te ofiarowane przez ukochanego.
Obrzezanie chłopców - inna para kaloszy, aczkolwiek i w tym przypadku nie ma jednoznacznego nakazu religijnego jak w judaizmie, a jedynie wskazówka.

Lubimy się bać? Słuchamy wyobrażeń o innych religiach zamiast legend miejskich/wiejskich? Do czego jest nam potrzebne podobne dowartościowanie? Czy naprawdę czujemy się lepsi, kulturalniejsi, mądrzejsi? Nie pamiętamy, że dla tamtych ludów jesteśmy barbarzyńcami. W tym momencie mówię STOP! Różnice kulturowe nie mieszczą się w temacie. Obiecuję jednak wrócić do islamu w czasie... przyszłym. Kiedyś. Choć.... -
- nawoływanie do człowieczeństwa, tolerancji, wzajemnego szacunku i poznawania, jest rzucaniem grochem w ścianę. Szkoda nasion, muru i wysiłku. Nie chodzi o to, by złapać króliczka... Powód jest ważny. Od tysiącleci religie były wykorzystywane przez politykę i odwrotnie. Emocjami łatwiej jest manipulować. Wystarczy obudzić strach... i przekonanie o racji z dodatkiem odrobiny wyjątkowości kierowanej personalnie lub grupowo do określonego odbiorcy.

2. Punkt jest związany z pierwszym, choć na pobieżny rzut oka wydaje się odległy o lata świetlne. Jak zwykle w przededniu Wszystkich Świętych pojawia się straszenie Halloweenem. Jeszcze spokojne, przykryte ważniejszymi sprawami, ale już się podnosi; pojawiają się dyskusje, memy i co ważne – ostrzeżenia. Samhain, zło w czystej postaci, Szatan najprawdziwszy. Od lat zastanawiam się jak niczemu niewinny 'koniec lata', bo taki jest źródłosłów (sam e fuin) stał się uosobieniem zła i wszelkiej siły nieczystej. Nie powinnam, no nie powinnam... Lucyfer też jest Nosicielem Światła i nic z tego nie wynika. Wystarczyło zmienić jedną literkę i powstał Lucyper – Tracący Światło (? łac. per – stracić). Dziś obydwie formy są nieodróżnialne, zlały się w jedną, nieodmiennie kojarzoną z upadłym aniołem, księciem piekielnym.

Nie chcę się powtarzać, temat wraca jak bumerang w każdym roku. Napiszę tylko, że Samhain był celtyckim świętem, zamknięciem starego i początkiem nowego roku. Tej nocy duchy zmarłych wracały na ziemię. I o zgrozo, mogły chcieć zamieszkać w ciele żywego człowieka. Należało więc pokazać duchowi nędzne ciało i szaty jeszcze nędzniejsze... by nie chciał w nie się wcielić, by poszedł dalej. Stąd wzięły się halloweenowe tradycje przebieranek. Im straszniejsza przebieranka, tym lepsza. Z oswajania śmierci, godzenia się z nieuchronnym, obcowania z duchami i jednocześnie wiary w 'życie po życiu' pozostała zabawa przeniesiona na odległy kontynent, gdzie zaczęła nowe życie... i wróciła do 'starego świata' w nieco zmienionej formie; wyłącznie rozrywkowej.

I choć Celtowie zaznaczyli swoją obecność na naszych ziemiach, mamy własne tradycje. Słowiańskie.
Dziady Jesienne. W tę noc, kiedy przestaje obowiązywać czas ziemski (prawa fizyki też?) dusze przodków wracają. Układamy stosy, palimy ognie... kiedyś też dzieliliśmy się z dziadami/przodkami jedzeniem, zwyczaj chyba już przepadł... choć uroczyste obiadokolacje, z pustym krzesłem i nakryciem, kawałkiem chleba, ułomkiem plastra miodu, łykiem alkoholu zostawianymi na stole, ze wspomnieniami bliskich prawie przywoławczymi... jeszcze są praktykowane w niektórych okolicach. Światło w oknie, które pozwala duszom trafić do 'domu', do miejsca bliskiego za życia, a jednocześnie jest dowodem pamięci o przodkach. Noc Zaduszna nie należy do żywych. Powiedzmy, nie wyłącznie do żywych. Nie wierzymy, że przybyły na ucztę duch wcieli się człowieka, odpada konieczność przebieranek. Trzy słowiańskie duszyczki nie czują potrzeby opanowania ciał zstępnych. Jedna z nich się reinkarnuje. A i potrójność duszy nie jest niczym nowym. Dusza egipska składająca się z Ka, Ba, Ach; późno judaistyczna (późna, bo np. Kohelet wykluczał jej istnienie): nefesz, ruah, neszama; wczesnochrześcijańska: nous, psyche i soma. Dobre wzorce, nie powinniśmy mieć kompleksów. Słowiańska ciągłość życia. Zmarły przodek jest ciągle blisko, jego duch wraca, opiekuje się następcami, cztery razy w roku (z największą mocą jesienią i zimą) jest na wyciągnięcie ręki, z możliwością kontaktu. Czyż nie jest to inne spojrzenie na przejście do świata zmarłych? łagodzące strach przed nieznanym? Ów 'IST' - "istota, jestestwo bytu, jądro osoby lub rzeczy (nośnik wiecznego żywota)" – potrójny, rzecz jasna. Banalne słowo nabiera sensu i mocy. 'Istota'! ze względu na źródłosłów zasługuje na szacunek!
Słowianie, w odróżnieniu od Celtów, nie zaczynali nowego roku jesienią. Ten moment przypadał wiosną, w czasie równonocy. Co ciekawe, w tym czasie (równonocy wiosennej) nikt nie powinien umierać ani się rodzić. Umory wtedy nie noszą dusz, nowo narodzonym Los wróży 'ciekawe' tzn nie zawsze dobre życie (np. Dwudusznik), a dusza zmarłego błąka się bezpańska, narażona na spotkanie ze Zduszami... (powtarzam za Białczyńskim).

Mamy własne tradycje. Pamiętamy o nich nawet gdy nadajemy im wyłącznie katolickie znaczenie. Wpisane są w naszą kulturę, nie tylko w religię. Czy to znaczy, że musimy dyskredytować inne, nadawać im złowrogi sens, straszyć dzieci (dla których Halloween jest wyłącznie zabawą) piekłem za... przymierze z diabłem? Słowiańskie Dziady też nie były świętem smutnym. Ucztowanie na grobach, bliskość zmarłych przodków, ciągłość życia... pozwalało oswoić śmierć, traktować ją jako końcowy fragment życia tu, na ziemi. Dawało też nadzieję na powrót... w nowym ciele ale też jako duch; na ponowne spotkanie z osobami kochanymi, z rodziną, sąsiadami. Czy my współcześni jesteśmy lepsi spychając starość na margines a śmierć traktując jako coś wstydliwego, co należy zasłonić parawanem, zamknąć w szpitalnych izolatkach? Ostatnia posługa oddawana pośpiesznie, zrutynizowana, bez 'pustych nocy', pożegnalnego stuknięcia trumną w węgieł domu. W zamian dajemy... przepych funeralny... prześcigając się w kolorach kwiatów, wstążek, wielkości zniczy. Nie, nie mam pretensji ani żalu. Sami wybieramy co damy w tym dniu naszym bliskim... jedno nie wyklucza drugiego! Ważne, że pamiętamy. Że w tym dniu spotykamy także żywych, dla których, zagonieni codziennością, nie mamy czasu.

Pod jesiennym niebem, bezlistnymi drzewami, na wszystkich cmentarzach, w każdym roku zapalamy ogień pamięci, zjednoczenia z przodkami... słowiański ogień. Nie tylko nosiciele 'genu Lacha', wszyscy - kochający słowiański wiatr w gałęziach drzew, niebo i słońce.
Zdjęcie z internetu.

07-10-2015 18:00

Cytat:
Napisał XXXX
(…) zapytam o tą sytuację akurat w czasie kongregacji w KK odnośnie księdza Charasma. Jak to się odbije na katolikach tych wierzących i praktykujących i tych tylko udających wiarę. (…)
Czy w sytuacji kiedy islam jest u naszych wrót a islam to dzihad, z czym nie chciałaś się nigdy zgodzić a co już wiadomo na pewno, takie sytuacje nie pokazują słabości naszej religii?

Ups, pytaniem (pod Xami ukrywam nick forumowicza, blog jest otwarty) zostałam wywołana... na ambonę choć bardzo chciałam zapomnieć o wątku. Niepotrzebnie się wspinam na kazalnicę, nie jestem wróżką, nie potrafię przewidywać zdarzeń. Nie wiem - bomba z opóźnionym zapłonem czy tylko bańka mydlana? Ale nie spodziewam się, by 'występek' ks. Charamsy wstrząsnął fundamentami Kościoła. 'Występek' – ksiądz złamał prawa i normy rządzące od półtora millenium, licząc od czasów Konstantyna. Najcięższym grzechem jest nieposłuszeństwo, wynik samowoli nie tylko obyczajowej ale i myślowej; wyjście z grupy. Od czasów Mojżesza walczono lub przynajmniej nie popierano 'złej miłości'; bezskutecznie. Liczba kochających inaczej od tysiącleci mieści się w normie od 3 do 5%. Być może jednopłciowe środowisko ma wpływ, a być może jest intuicyjnie wybierane przez ludzi rozumiejących, iż nie jest ich powołaniem zakładanie rodziny. Nie wiem, po prostu nie wiem. Badania pod tym kątem chyba nie były nigdy prowadzone.
Pikanterii zdarzeniu dodaje stanowisko zajmowane przez ks. prałata Charamsę w Watykanie – wykładowca teologii, kapelan honorowy papieża, sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej podlegającej Kongregacji Nauki Wiary (dawna Święta Inkwizycja) a także data wystąpienia - przeddzień Synodu dotyczącego rodziny.

Dlaczego tak postąpił, jaki miał cel, uczynił dobrze czy źle – nie mnie oceniać.

Jak się zachowa Kościół/instytucja/hierarchia? Pożyjemy, zobaczymy. Ma do wyboru kilka wersji łącznie z 'czyszczeniem szeregów' jak i reformami... zapewne niezadowalającymi ks. Oko i R. Biedronia. Nie spodziewam się radykalnych kroków. Kościelne młyny mielą powoli, a historia papiestwa nie takie numery widziała. Wiara ma mało wspólnego z powyższym. Wątpię, bardzo wątpię w gwałtowne odchodzenie wiernych od Kk z tego powodu. Mniej wątpię w powszechne oburzenie, bo nic tak dobrze nie robi na samopoczucie i dowartościowanie własnego ego jak zła albo jeszcze gorsza ocena bliźniego.

Piszesz – islam u bram! Zabrzmiało bardzo groźnie. Zwłaszcza w połączeniu z dżihadem, który jest niczym innym jak walką z własnym grzechem i słabością. Przetłumaczyliśmy określenie na nasze potrzeby, jako walkę z niewiernymi, zapominając, że wszystkie lub prawie wszystkie religie były podporządkowywane celom całkiem świeckim, także wojnom. Od dwóch tygodni czytam Koran, w dwóch tłumaczeniach: Buczackiego i Bielawskiego. Do kompletu dołączyłam trochę nieświeże (druga połowa XX wieku) opracowanie i nieco starszego Kellera. Czasami coś pisknę nt na fejsie. Bardziej ze zdziwienia niż konieczności. Nie wiedziałam, że tylu mamy znawców islamu i Koranu. Od cytatów gęsto, niestety – najczęściej wyrwanych z kontekstu i urwanych w połowie. A od pomieszania islamizmu z islamem głowa mnie boli. Pomijam ideologię polityczną, sam islam jest wystarczająco niejednorodny. Brak wspólnego ośrodka decyzyjnego, odpowiednika katolickiego papieża, szkół kształcących duchownych, rozmaitość pism i interpretacji, wpływy kulturowe (że nie powiem plemienne) spowodowały masę różnic, z których pierwsze zarysowały się tuż po śmierci Proroka. Nawet szariat jest różny w różnych krajach. Jedno jest pewne: islam zalicza się do jednej z trzech religii abrahamicznych, wywodzących się ze wspólnego źródła. Izmael, ojciec plemion arabskich, dzieci pustyni, był synem Abrahama i Egipcjanki Hagar. Wygnani na pustynię przez Sarę i jej małżonka... rozmnożyli się i podzielili na wiele plemion (Nabadejczycy później Arabowie). Częściowo połączył ich Muhammad nową religią, trzecim najmłodszym objawieniem. Od podobieństw religijnych gęsto; różnic kulturowych dużo. Większość religii wpisuje własną kulturę w obrzędy i rytuały. Chrześcijaństwo także, co pięknie zostało nazwane przez prof. Mikołejkę: słowiański lub pogański katolicyzm, gdzie tyle samo jest doktryny ile pamięci plemiennej. Podobnie w islamie, np. obrzezanie nie zostało wymyślone przez Muhammada, on sam 'wstąpił w szeregi mężczyzn' w wieku lat siedmiu, na długo przed objawieniem archanioła Gibrila uczącego go sur Koranu. O obrzezaniu dziewcząt nie ma nawet pół słowa. Rytuał kulturowy, mocno zakorzeniony jeśli stosują go także miejscowi chrześcijanie.

Czy katolicyzm się obroni? Czy Europa przetrwa nawałę innej kultury? Myślę, że tak; jestem optymistką. Słowianie byli tolerancyjni, także religijnie, od zawsze. W przeszłości (przedchrześcijańskiej też) przyjmowaliśmy uciekinierów i innowierców a jednak religia, obyczaje i obrzędy przetrwały do dziś. Nie oddam stołu wigilijnego za żadną cenę... ale przy wspólnym stole i otwartych drzwiach przełamię się chlebem także z muzułmaninem; islamista chyba nie zechce...
Jak słaba jest wiara... bojąca się uchodźców i niepamiętająca przekazu Wielkiego Nauczyciela?
Mateusz 25. http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/25.php
35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".
37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić?
38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię?
39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"
40 A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili".
Rocznie wyrzucamy/marnujemy 9 mln ton żywności, w Polsce. Ale nie podzielimy się chlebem z uchodźcami. Nie zrozumiemy życia spakowanego do plecaka, tęsknoty za dachem nad głową, ojczystym niebem, wiatrem pustyni. Czy na pewno przychodzą zabrać nam domy, żony, religię i wszystko co nasze jest? Dla jasności: piszę o uchodźcach, a nie o imigrantach ekonomicznych czy islamistach. I to wcale nie znaczy, że nie widzę problemu. Widzę, choć patrzę z innego punktu siedzenia. Nie wrzucam islamistów, terrorystów i muzułmanów do tego samego worka.

Bodajże w 1952 roku otwarto pierwsze Studium Języka Polskiego dla Obcokrajowców. Chcący studiować w Polsce zaczynali od rocznego kursu językowego. Nie wiem ilu było studentów w pierwszych latach... 300, 400, 500? na ogólną liczbę mieszkańców ca 650 tys. Nie wszyscy przyjezdni byli muzułmanami. Załóżmy – 300. Jeden na ca 2100 mieszkańców. Następne porównania - obecne, proszę przeprowadź sam. W mieście nie odnotowano więcej gwałtów, rozbojów ani zabójstw, zero nawracania na islam, zero porwań nieprzystojnie odzianych kobiet... Cichy meczet w SJP istnieje do tej pory. Na budowę świątyni z prawdziwego zdarzenia miasto nie wyraziło zgody. Nie będzie szóstego 'szpecącego' ojczysty krajobraz. Nie ma jednoznacznych danych co do ilości muzułmanów w Polsce. 15 tys. może 25, może więcej. Nie są widoczni. Może strach ma wielkie oczy? Może pozwalamy się straszyć i boimy się zgodnie z intencją straszących?? Może?!

Wygłosiłam zdanie bardzo niepopularne. Sorry, przykro mi, że tak właśnie myślę, że boję się tłumu krzyczącego jednym głosem. Psychologia twierdzi, że jeśli o jakimś zjawisku dużo się mówi, znajdują się ludzie, którzy je widzą... a i my jesteśmy skłonni je dostrzec; i nie jest to objaw zaburzeń psychicznych. Cieszę się, że wybrałam samotność i ciszę. Że w tej ciszy przemówił do mnie apel masonów...

https://aszera.wordpress.com/2015/09...wie-uchodzcow/

Udostępniam także tutaj, poruszył mnie bardziej niż wszystkie strachy i zrównanie islamizmu z islamem. Podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami choć mój podpis nic nie znaczy.
Ludzka godność! niezależna od religii, kultury, miejsca i czasu.
Człowieczeństwem honorujemy tylko ludy Europy, na chwilę zapominając o ich zróżnicowaniu. Z resztą nie chcemy się dzielić nawet tym, co nam zbywa... grosz wdowi (Marek 12. 41-44; Łukasz 21. 1-4) pozostaje nieniepokojony w Piśmie.... może przestańmy mówić o chrześcijańskiej Europie, jeśli jest taka tylko z nazwy lub tradycji. A przecież Biblia....... a przecież papież Franciszek....... a przecież Dalajlama....... a przecież Koran.......
Koran 2. Surah al-Baqarah, w różnych przekładach.
"257. Dla wiary nie prześladuj bliźnich; droga zbawienia różni się dosyć od błędnej. Ci, co odstąpią czci bałwanów i przyjmą wiarę święta, chwycą się niezachwianej kolumny. Bóg ich zna i uważa." - J. Buczacki
"256 Nie ma przymusu w religii! Prawość wyróżniła się od nieprawości. I ten, kto odrzuca fałszywe bóstwa, a wierzy w Boga, uchwycił za najpewniejszy uchwyt, nie mający żadnego pęknięcia. Bóg jest słyszący, wszechwiedzący!" - J. Bielawski
ilustracja z sieci

Strona 1 z 36:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:11.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.