menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

31-10-2009 15:25

Pani Helena
"....Idę na cmentarz. Bez trudu znajduję grób pani Heleny Peszkowskiej, która pochowaliśmy w maju 1970r. Obok jej grobu jest grób bliźniaczy jej mamy. Patrzę na rosnące przy grobach świerki. Posadziła je pani Helena własnymi rękami. Jakież one sa wysokie, wprost nie do wiary. Jednego drzewa brak, widocznie umarło tak jak wszystko we właściwym sobie czasie.Zostały dwa. Jest mi smutno, bardzo smutno, że mogiła nie jest przez nikogo odwiedzana, ale kto mógłby przychodzić? Zapalam znicze i odchodzę."

Ziutek
"....odwracam się i dostrzegam pomnik Józefa Ziniaka. Przyglądam się i nie dowierzam.Na nim krzyż i napis "Niech spoczywa w Bogu". Na innych grobach napis taki nie dziwi, wręcz przeciwnie, jest pożądany a nawet konieczny, ale w tym przypadku?. Czyżby tak się zmienił w ostatnich latach życia, że wyraził zgodę na taką demonstrację wiary? Nie wierzę!
Wszystko co działo się w Kudowie, kręciło się wokół jego osoby. Był prawdziwym frontowcem, wielokrotnie odznaczany za udział w walkach, w tym za walkę o Kołobrzeg. Był działaczem partyjnym, przewodniczącym Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej itd.itd. Jego lewicowe poglądy i świeckie spojrzenie na sprawy religii i Boga były dla wszystkich oczywiste, a nawet naturalne. Stąd moje zdumienie! A może nie należy się dziwić niczemu?...."

Trzy lata temu odwiedziłam Kudowę, przygotowując się do wydania książki.Odwiedziłam bliskich żyjących i tych, których spotkać mogłam tylko na cmentarzu. Wróciłam tam po 35 latach nieobecności, aby móc o sobie i o nich napisać.

Dzisiaj, chociaż w przeddzień Święta Zmarłych, zagościła radość w moim sercu. Groby moich bliskich w Kudowie i Czermnej, odwiedzi i zapali znicze, moja młoda przyjaciółka Ela, aktualnie przebywająca w Dusznikach na kuracji. Dziękuję Ci Elu za podjęcie bez najmniejszego wahania, mojej trochę dziwnej propozycji.
Będę razem z Wami.

30-10-2009 08:44

Nastepny fragment mojej książki ( o której wyżej) dotyczący bliskich znajomych a umarłych.
Kazia
".....Kochałam ją bardzo, rozumiałam niemalże wszystko, jej skomplikowaną i jakże ciekawą duszę. Na grobie wykuta jest myśl św. Pawła "Miłość nigdy nie ustaje". Kazał ja wyryć ten, dla którego Kazia byłą najważniejszą osobą w życiu, dla której sprzeniewierzył się swoim obowiązkom kapłańskim i oddał się służbie dzieci upośledzonych. Starał się ze wszystkich sił podołać obowiązkom kapłańskim, ale jak sam mówił, zdarzało się, że modląc się do Matki Boskiej, widział obraz tej, która tu leży. W Lądku, kiedy spotkałam ją ostatni raz, widziałam jak nieuleczalna choroba wdziera się bezpardonowo w jej ciało i umysł, ale jeszcze wtedy była pełna nadziei, czekała na jego powrót z Kanady i wierzyła, że wszystko ułoży się dobrze. Nie ułożyło się, choroba wygrała"

Zbyszek
"....Nieopodal jest grób Zbyszka Iwanickiego. Pamiętam Ciebie Zbyszku kiedy byłeś szeregowym pracownikiem Uzdrowiska, a potem KZPB. Zawsze miły, ułożony spokojny. Często zmierzałeś do księgarni, bo byłeś kolporterem książek. Długo, bardzo długo nie mówiłeś, że byłeś 17-letnim żołnierzem w Armii Andersa. O tym okresie życia dowiedziałam się od Ciebie dość późno, bo w roku 1980, już na mojej "nowej ziemi", kiedy przywiozłeś "Monte Cassino" Melchiora Wańkowicza dla Miruni z dedykacją i podpisem "Ułan Karpacki - Z. Iwanicki". Pamiętam Twoje pouczające rozmowy z Tadkiem, na temat:co znaczy być dobrym ojcem. Takim ojcem byłeś zawsze, nie tylko dobrym, ale mądrym i rozważnym. Jest jeszcze przeze mnie zachowana karteczka z Nałęczowa, w której piszesz, że mieszkasz w Pałacu Małachowskich i niezbyt się dobrze czujesz, że serce nie wykazuje znamion poprawy. A potem jeszcze list z jakiegoś uzdrowiska nadmorskiego i cisza....Ona oznaczała tylko jedno, że odszedłeś na zawsze..."

29-10-2009 18:46

Zbliża się święto umarłych. Z tej okazji postanowiłam umieścić na blogu swoje wspomnienia, zawarte w mojej książce "Nie warto było? PRL moja młodość".

"Pamiętam drogę na grób pana Samuela Grada. Znajduje się pod murem, drzewo urosło i grób jakby przykucnął na chwilę. Czytamy, że urodził się w Borysławiu, a umarł w bardzo mroźnym styczniu 1961r.Na nagrobku gałązka i napis "Cześć jego pamięci". To chyba jedyny taki napis na tym cmentarzu. Zawsze czuł się wyobcowany, bo był Żydem, szczególnie w czasach okupacji, a i teraz na tym cmentarzu chociaż jest równy innym, ten napis wyróżnia go. Odchodząc po cichutku mówię Mu: Panie Samuelu dlaczego pan nauczył Tadka grać w brydża, to było nierozważne z pana strony, bo miało ogromny wpływ na moje życie rodzinne i w znacznej mierze komplikowało je" Marysia podchodzi i mówi, że będzie się opiekować tym samotnym grobem. Wdzięczna ci jestem za samą myśl, a wiem, że będzie i czyn"

26-10-2009 17:32

Bezwiednie z półeczki wzięłam do ręki książkę Haliny Poświatowskiej "Opowieść dla przyjaciela". Otrzymałam ja niegdyś od mojej wnuczki Oli. Oczywiście wtedy przeczytałam, ale dlaczego tą a nie inną wzięłam ponownie? Czyżby zbliżający się Dzień Zmarłych to spowodował?

H. Poświatowska, urodziła się w tym samym roku co ja. Od wczesnego dzieciństwa chorowała na serce. To też szpitale i liczne sanatoria były jej miejscami najczęstszego pobytu.Będąc 18 letnia dziewczyną znalazła się w sanatorium kudowskim, przypuszczam, że przebywała w Zameczku bowiem tam kierowano tzw.chorych klinicznych.
W tym samym czasie ja zamieszkałam na stałe w Kudowie, po części też z powodów zdrowotnych. ale nie tylko.Tam poznałam swojego przyszłego męża.
Ona również tam poznała swego męża Poświatowskiego, wówczas studenta szkoły filmowej w Łodzi. Byli z sobą krótko bo tylko 2 lata,on podobnie jak ona, zmarł na serce.
Poświatowskiej pomagał z całego serca prof. J. Aleksandrowicz. Mnie prof. Falkiewicz. Jaki zbieg okoliczności, te dwa nazwiska widnieją na frontonie pijalni, obok siebie. Są to ludzie zasłużeni dla Kudowy. Oni pomagali ludziom, zwykłym chorym ludziom.Wyryta na tablicy sentencja brzmi:" Lekarz przyjmuje pacjenta, a nie procesję chorych narządów.Musimy widzieć człowieka w całym jego otoczeniu, a nie same choroby, od których chcemy się uwolnić".

Zapewne w roku 1953 przechodziłyśmy obok siebie, spacerując tymi samymi alejami w parku zdrojowym. Patrzyłyśmy na Górę Parkową, na Wzgórze Kapliczne i kudowskie domy sanatoryjne.
Ja wtedy byłam szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, ona także, bowiem poznanego tam studenta bardzo kochała.

Poświatowska ciągle chorując ( w Ameryce wykonano poważny zabieg operacyjny na sercu, za pieniądze Polonii) ukończyła studia w USA (dzięki prof. Aleksandrowiczowi) a potem filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Mając 32 lata umarła na to niesforne, źle pracujące serce. Wtedy była już uznaną poetką.

.*** ten pocałunek
ten pocałunek
pachniał jak rozgryziona łodyga maku
czerwono posypał się z warg
ten pocałunek
zakwitł
w miękkim wgłębieniu dłoni
kiedy się wspięłam na palce
dzwonił
w dojrzałym polu
lecz wtedy
nie było już mnie
znikłam
w tym złotym pocałunku

23-10-2009 10:38

Mam szczęście, żyje wśród obcych, ale niezwykle życzliwych i dobrych ludzi. Swoimi czynami potwierdzają to każdego dnia.

Jedną osobą wśród bliskich i drogich mi przyjaciół jest T.
Mała,drobna i niepozorna. Głęboko zapadła w moim sercu.
T. jest radosna i swoja radość przenosi na innych.Zawsze znajdzie czas by zapukać, powiedzieć "dzień dobry" i zapytać "jak żyjecie". Spieszy z pomocą - może coś kupić, przynieść, zanieść, może wynieść, może zastrzyk, może smarowanie, może posprzątać schody.Może pojedziemy na koncert, może coś zobaczymy, może usiądziemy i wypijemy lampkę wina, może zaśpiewamy, może porozmawiamy o ostatnich wydarzeniach politycznych, lub pracach tut.Franciszkanów albo o ostatnich wydarzeniach gminnych? A może porozmawiamy o naszym domu, o zbliżających się remontach o małych i większych naprawach?
Znajdzie czas na pracę w przydomowym ogrodzie, na wyjazd do siostry i udzielenie jej znaczącej pomocy ( w tym finansowej również) , na pomoc koleżance z Włoch, oraz wszystkim znajomym i współpracownikom, a pracy zawodowej ma nie mało. Zauważy niesforne dziecko i z nim porozmawia. Będzie pamiętać o Mikołaju, imieninach i wszystkich możliwych okazjach.

Można by pomyśleć to zapewne gigant a nie człowiek, ale jak pisałam jest mała i drobna a na dodatek nie zdrowa. Co chwila dopada ja jakieś nowe i to nie banalne schorzenie. Nie skarży się, nie narzeka, tylko czyni co w takiej sytuacji należy.

Na dodatek, chętnie by rozdała niemal wszystko co ma.I tu dotykam postawionego problemu. Ostatnio np. swój samochodzik, który ułatwiał jej życie, dała, po prostu dała, swojej siostrzenicy. Widzę jak czasami się miota gdy sama powinna wyjechać. Nie zawahała się ani przez chwilę aby udzielić swego mieszkania prawie na miesiąc, 4 osobowej rodzinie, która czekała na mieszkanie po remoncie.

Jestem świadkiem jak czasami jest wykorzystywana, nawet przez bliskich. Ja wychodzę z założenia, że należy być dobrym dla dobrych, ona z kolei jest dobra dla wszystkich.
Czy dobroć może mieć swoje granice?

Strona 1 z 3:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:05.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.