menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

28-10-2012 16:43

Wczoraj był wyjątkowy dzień. Po nocnym deszczu zaświeciło piękne słońce. Od kilu dni myślałam o tym czy pojedziemy i czy uda nam się uroczystość pod Gruszką. bardzo tego chciałam. Będzie to mój trzeci a może czwarty pobyt w tym miejscu.

Podobnych uroczystości do tej, jest w kraju wiele, ale ta jest jedyna i niepowtarzalna gdyż wspominamy poległych partyzantów Armii Ludowej i partyzantki radzieckiej, w bitwie Niemcami która odbyła się 29 i 30 września 1944.a była to bitwa zwycięska.
W obecnych czasach niechętnie mówi się o Gwardii Ludowej, o Armii Ludowej bowiem w modzie jest AK, Narodowe Siły Zbrojne i wszyscy żołnierze wyklęci.Tych z tego ugrupowania stara się wykreślić z pamięci Polaków.Jednakże co roku mimo upływu lat, mimo tego, że uczestników bitwy wśród żywych już nie ma, siły lewicowe a szczególnie SLD uroczystość tę organizuje. Ta miała wyjątkową oprawę chociaż nie była okrągłą rocznicą.

Samochody i autobusy ciągnęły od samego rana. Na długo przed godz. 11,00 zbierały się tłumy.Szli harcerze, żołnierze, poczty sztandarowe a ludzi z wieńcami i bukietami kwiatów trudno było zliczyć, szli ludzie z okolicznych wsi i przysiółków z miejsc gdzie toczyła się bitwa i gdzie Niemcy wcześniej i potem mordowali ludność.Niezwykły był przejazd harlejowców z klubu policjantów, na czele których stoi nasz znajomy Krzysiek („Gepard” z Klubu Seniora).

Wtedy nie wiedziałam jeszcze że przyjedzie Leszek Miller.
Uroczystość prowadził nieznany mi człowiek , ale jego głos zapamiętam tak jak zapamiętałam głos aktora Łapickiego.czytającego kroniki filmowe.Jego głos i słowa wprowadziły nas w czasy wojny, niezwykłego oddania społeczeństwa polskiego, wielkiego bohaterstwa młodych chłopców z lasu. Potem było przemówienie Leszka Millera, przewodniczącego Rady Wojewódzkiej SLD Szejny, przedstawicieli ambasad Rosji i Ukrainy.

Między poszczególnymi wystąpieniami grała orkiestra i śpiewał chór melodie partyzanckie,a zebrana społeczność dołączała się do nich. Były wręczane odznaczenia i dyplomy uznania a potem był apel poległych, który prowadziła kobieta porucznik.W końcowej części składano przyniesione kwiaty. Zebranych i tych co polegli pożegnał ryk motorów z klubu Krzyśka.

Jaka szkoda, że Tadziu nie doczekał. Bardzo lubił podniosłe uroczystości patriotyczne.

Potem na okolicznej łące odbył się wielki piknik.Przy bigosie, piwku, niektórzy przy kieliszeczku wspominali to co było, co przeszło i nie wróci. Orkiestra ludowa przygrywała, niektóre pary poszły w tany

Z Gruszki przywiozłam nie lada pamiątkę, wspólne zdjęcie z przewodniczącym SLD Leszkiem Millerem. Była to dla mnie wielka radość gdyż uważam go za wybitnego i mądrego polityka.

O 15,00 mój samochodzik był w drodze powrotnej, mknął drogami powiatu koneckiego w kierunku naszej leczniczej siedziby w Czarnieckiej Górze

26-10-2012 16:57

Zakład przeznaczony jest głównie dla dzieci. Przyjeżdżają tu z różnymi dolegliwościami od niewielkich skrzywień kręgosłupa po niewyobrażalne kalectwo
Codziennie spotykam młodą, piękną kobietę, która wiezie na wózku swego 15 letniego syna. Chłopiec jak malowanie, ale sparaliżowany. Z otoczeniem porozumiewa się przy pomocy głośnego ryku.
Śliczna Karolinka, chodzi samodzielnie, ale mówi wydając tylko cieniutkie dźwięki, zupełnie nie zrozumiałe dla otoczenia.
Inny chłopiec wożony przez ojca nie chodzi, nie rusza wykrzywionymi dłońmi, nie mówi, nie widzi, ale potrafi jeść. To też ojciec karmi go i wyciera ściereczką wciąż śliniące się usta. Młoda kobieta idzie o balkoniku nieustannie trzęsąc się , ją chyba można zaliczyć do
tych mniej chorych. Ironia losu.

Młodych ludzi w różnym stopniu upośledzonych dziesiątki. Trudno patrzeć, ale z drugiej strony wszystkie te przypadki pokazują mi co to są prawdziwe choroby i ludzkie tragedie, uczą mnie innego spojrzenia na życie..
Przy tym moje kłopoty zdrowotne wydają się niczym, to pestka, "mały pikuś". Poza tym ile jeszcze lat przede mną.?

Obok tych nieszczęść toczą się zwyczajne, normalne rozmowy między pacjentami.Pani H – opowiada o swoich dzieciach a szczególnie o jednej z córek.Słucham z uwagą bo to opowiadanie ciekawe mówiące o przemianach na naszej wsi i o zmianie w sposobach gospodarowania.Gospodarstwo córki i zięcia obejmuje 30 ha. sadu z jabłkami i gruszkami. Przed zięciem gospodarował tu ojciec i dziadek. Gospodarstwo jest na wskroś nowoczesne, zmechanizowane i zautomatyzowane. Obecnie trwa zbiór jabłek, ludzie z okolicznych wsi przyjeżdżają tutaj do zbierania owoców. Wszystkie drzewka są karłowate więc zbiór jest stosunkowo łatwy. Każde drzewko jest odpowiednio nawożone i nawodnione. Po zbiorze i selekcji, jabłka ładowane są na samochody, jadą do Rosji, na Białoruś i na Ukrainę. Nadmiar zachowuje się we własnych wielkich magazynach - chłodniach.
Ponieważ każde jabłko jadące na eksport musi mieć określone wymiary, to też te niewymiarowe lub np. uszkodzone ( w tym roku przez grad) idą do przetwórstwa. Dotychczas wysyłali te owoce do przetwórni, ale każdego roku za 1 kg. jabłek przetwórnie płacą mniej (30 gr) Z tego właśnie powodu w czerwcu tego roku uruchomili własną produkcję i sprzedaż soku jabłkowego, który jest bez cukru i konserwantów. Piłam go, przywiozła go córka ta z opowiadania, rzeczywiście sok smaczny a ponadto pięknie i racjonalnie opakowany.Nazywa się „Smaczek z doliny Radomki”.
Życze im powodzenia a mamie radości z takich dzieci i wnuków. Jeden z nich przymierza się do zastąpienia ojca w przyszłości. Budujące.

Czarniecka Góra nauczyła mnie wiele.(c.d.n.)

23-10-2012 18:11

Człowiek jest naturą społeczną. Nie ma się co dziwić, że szuka kontaktu z innymi ludźmi..Ostatnio niezbyt chętnie kontaktowałam się z ludźmi, najlepiej było mi samej ze swoimi smutnymi myślami, które obracały się wokół Tadzia i jego śmierci
.
Przyjazd do Czarnieckiej Góry spowodował, że chcąc czy nie chcąc wszędzie spotykałam się z ludźmi, trudno było nie rozmawiać i to nie ze zwykłej ludzkiej ciekawości co z zasady że wszystkich należy wysłuchać. Jeżeli sama początkowo nie uczestniczyłam w tych „dyskusjach”, to powoli wdrażając się w życie szpitalne, spotykając co raz to inne osoby, niepostrzeżenie zaczęłam brać udział w tych rozmowach. Poznawałam ich problemy głównie zdrowotne, czasami bywały niesamowite
.
Na zawsze pozostanie mi w pamięci Bożenka, śliczna, młoda, dystyngowana, oczytana, pełna kultury i szacunku dla innych.
13 lat temu stwierdzono u niej guza mózgu. Operacja udana, ale konsekwencje straszne. Bożenka została sparaliżowana, nie mówiła.. Wszystkie te lata składały się głównie z rehabilitacji. Czy można sobie wyobrazić tysiące godziny poświęcone różnym zabiegom i ćwiczeniom, które dawały mniejsze czasami nieco większe rezultaty. Ile musiała przeżyć stresów, ile załamań,ile nie przespanych nocy, ile wiary lub jej brak.. Ilu lekarzy i rehabilitantów pracowało na to, by dzisiaj Bożenka chodziła(co prawda o lasce) i mówiła, na dodatek piękną i poprawną polszczyzną. Marzy o jednym aby mogła zwyczajnie chodzić, by na stałe odrzuciła laskę by pod rękę szła z poznanym nie tak dawno bo w czasie choroby mądrym i dobrym człowiekiem,By nowe życie było piękne, mądre i sensowne.
Życzę Ci tego Bożenko z całego serca.

Codziennie spotykam się z panią J.Wesoła i radosna, chętna do rozmów. Najwięcej mówi na temat swych wyjazdów leczniczych. Jest to ciekawe nawet dla mnie, bo przecież wiem, nawet z własnego doświadczenia, jak trudno otrzymać skierowanie do sanatorium. Czeka się nawet 2 lata. J. nie czeka, wyjeżdża 3 – 4 razy w roku i to na turnusy bezpłatne. W tym roku była już w Busku, Ustce i Krynicy, teraz w Czarnieckiej Górze i zapewne czeka na nią nowe skierowanie gdy wróci do domu. Nie chce mi się wierzyć, ale zapewne to prawda, bo mówi o tym nie tylko mnie ale i innym. Chętnie daje wskazówki jak to zrobić.Zapewne nie skorzystam, ale wiem, że raz jedzie się do placówek rehabilitacyjnych na skierowanie od specjalisty, innym razem korzysta z Ośrodka Pomocy Rodzinie za odpłatnością mniej więcej 150zł., innym razem do szpitala uzdrowiskowego po krótkim pobycie szpitalnym i tak w koło.Sposobów ma wiele i wielu przyjaciół którzy w tym pomagają.
Najważniejsze dla niej ( jest to, że poza poprawą zdrowia,pozostaje jej niemal w całości emerytura, którą przeznacza na inne potrzeby niż wyżywienie.(c.d.n.)

17-10-2012 17:24

Spokój, cisza. Wielu pacjentów wyjechało na przepustki do domów. Dokąd ja mam jechać? Dom pusty. Zostałam.

Wybieramy się z samego rana z Jadzią, moją współlokatorką, na targ. Ja rzadko odwiedzam takie miejsca, może dwa, trzy razy w roku. Jadzia jest stałą bywalczynią targów w Radomiu. Targ stąporkowski jest ogromny. Na przestrzeni pół kilometra a może więcej ciągną się stragany, absolutnie z wszystkim. Jadzia od razu wie co gdzie, jest, co można kupić, gdzie taniej gdzie drożej. Rzeczywiście jest wszystko. Ja oglądam pobieżnie. Nie wiem dlaczego, ale dłużej zatrzymuje się przy straganach z męskimi akcesoriami tak jakbym chciała coś kupić. Nie kupie Mu już nic, nigdzie, ale przy okazji myślę, że on nigdy niczego nie chciał, niczego nie potrzebował. nie chciałby ani tej koszuli w kratkę, ani spodenek, ani butów,po prostu niczego. Ile ja musiałam tłumaczyć, wyjaśniać, przekonywać, że to lub tamto jest ładne i potrzebne. Nie zawsze udało mi się go przekonać. Niekiedy kupione rzeczy leżały dwa, trzy lata aby założył
.
Targ opuszczamy z siatkami śliwek węgierek, pomidorów, szyneczki i kiełbaski wiejskiej. To lubi Jadzia, ale ja również.
W torebce zapakowana jest „kolia”, którą kupiła dla mnie Jadzia.Dziwnie mi, nie wiem dlaczego ona to zrobiła, chociaż szczerze mówiąc zrobiło mi się przyjemnie.„Kolia” mimochodem wybrana została przeze mnie bowiem dłużej zatrzymałam się przed straganem i powiedziałam, że ta spośród licznych ozdób podoba mi się najbardziej..

Po obiedzie idziemy na spacer. Dla mnie las nie nie atrakcją, ale Jadzia uwielbia las. Jest szczęśliwa patrząc na drzewa, zna wszystkie nazwy, podziwia podszycie leśne krzewinki jagodowe i borówkowe. Szuka nieustannie grzybów. Szczęście jej sprzyja, znalazła 5 dużych pięknych i zdrowych kozaków. I ja znowu myślę o Tadziu. On tak jak ona szukałby grzybów i zapewne znalazłby ich wiele. A potem suszył. My nie mamy gdzie , grzybki oddała pielęgniarce. Może ona ususzy, może rano zrobi jajeczniczki, a może wrzuci do barszczyku. Smacznego!(c.dn.)

16-10-2012 12:51

Staram się przemóc sama siebie i rozpocząć pisanie. Dotychczas przychodziło mi to z ogromnym trudem, nie mogłam usiąść do laptopa.
.
Dwa miesiące po śmierci Tadzia przyjechałam do Czarnieckiej Góry pow. Końskie na rehabilitację. Kręgosłup wymaga naprawy.

Miejscowość od dawna związana jest z leczeniem szczególnie dzieci.

W styczniu tego roku oddano do użytku nowy budynek przeznaczony głównie dla osób starszych wymagających rehabilitacji. Stworzono im dobre warunki. Pokoje są duże, dwuosobowe z łazienkami. Na dole gabinety rehabilitacyjne i fizykoterapia. Nowa część obiektu została połączona ze starym budynkiem i basenem, długim łącznikiem. Nie trzeba zatem wychodzić na zewnątrz aby spać,jeść i leczyć się. To ogromna dogodność dla chorych.

Obiekt położony jest w dużym parku i lesie. Jest gdzie chodzić i spacerować. Powietrze czyste i zdrowe. Nie ma się co dziwić że już dawno, bo w pierwszej połowie XIX w.powstało tutaj uzdrowisko. W informatorze pochodzącym z 1911r. pisze: ”Powietrze przepojone aromatem żywicznym i ozonem było lekkie, przewiewne, w miarę wilgotne i absolutnie czyste. Grunt piaszczysty, przepuszczalny, pozbawiony kamienia wapiennego i gliny powodował, że kałuż, grząskie błoto po deszczu, czy tumany kurzu podczas wiatru, były tu rzeczą zupełnie nieznaną”.
Dodatkowym atutem było znajdujące się tutaj źródełko.”Stefan”. Wypływająca z niego woda cieszyła się wśród miejscowej ludności dużym powodzeniem i zabobonną niemal wiarą w jej moc. Rzeczywiście analiza chemiczna przeprowadzona pod koniec XIX w. wykazała że woda dobroczynnie wpływa na przemianę materii.

Właściciele domu zdrojowego zmieniali się często.

Wokół budynku głównego zaczęły powstawać liczne drewniane wille do których zjeżdżali kuracjusze. Kuracjusze czas mieli wypełniony. Poza zabiegami wodoleczniczymi, masażem i gimnastyką, proponowano im długie spacery i rozrywki kulturalne. W sezonie czas urozmaicały koncerty, zabawy i gry towarzyskie. Do dyspozycji letników były korty tenisowe, kręgielnia, krokiet i łódki na jeziorze.

Czas „prawdziwego uzdrowiska” dla Czarnieckiej Góry skończył się z chwilą rozpoczęcia II wojny światowej.
Na starym budynku w roku 1985 umieszczono tablicę na której pisze że w latach 1942-44 w budynku tym mieściła się siedziba żandarmerii niemieckiej.Miejsce uświęcone krwią ludności polskiej i żydowskie.

W roku 1950 dawni właściciele przekazali obiekt na rzecz skarbu państwa i od tego czasu dom służył dzieciom, zdrowym, ale przede wszystkim chorym.

Okoliczne domy znowu służyły letnikom. W latach 60 i 70 XX w. powstały liczne domy wczasowe będące własnością różnych zakładów pracy
Dzisiaj ich miejsce zajęli prywatni właściciele przyjmujący gości do swych pensjonatów, niektórzy z nich korzystają z zabiegów w Świętokrzyskim Centrum Rehabilitacji.(c.d.n)

Strona 1 z 2:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:10.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.