menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

31-12-2009 10:34

Życzenia wkoło, różnych, od wielu. Miło i przyjemnie. Dziękuje.

A swoja droga pomyślałam kto lepiej wie niż ja sama co mi potrzeba na Nowy Rok.Postanowiłam więc sama sobie złożyć życzenia.
a potem kontrolować je czy się spełnią, niech spróbują się nie spełnić!!!

Czego chcę?
Aby cała moja rodzina odliczyła się przy wigilijnym stole, za okrągły rok.
Jeśli się odliczy to będzie znaczyć, że była zdrowa.Przydałoby się aby była zdrowa na ciele i na duchu.

Aby moje 3 najbliższe i najbardziej kochane dziewczyny ( córka, wnuczka, prawnuczka) rozwijały się tak jak dotychczas, wcale nie chcę by lepiej. Aby kwitł, mimo różnych zawirowań ich rodzinny biznes.

Żeby moje grono przyjaciół ( przyszywane córki) ze wspólnych spotkań czerpały tylko radość i zadowolenie. By ich przyszywana mama nie sprawiała im kłopotów np. zdrowotnych.

Abym rano budziła się i wołała Tadzia na wspólne śniadanie.
Abym na własnych nogach odwiedzała swój las, podpierając się kijkami.
Abym wiosną mogła dostrzec wychodzące spod śniegu przylaszczki i krokusy.
Abym samodzielnie mogła posadzić pierwsze rośliny w swoim ogródku.
Abym mogła czytać własnymi oczami i rozumieć to co piszą inni a przede wszystkim córka i wnuczka.
Aby mnie mój samochodzik jeszcze woził, stawał i zatrzymywał się gdzie mu każę. To sprawa ważna dla mej egzystencji.
Aby mnie bolało tak jak boli, ale nie gorzej.

W dziedzinie - polityki, aby partie rządzące i nierządzące były zwyczajne, normalne a na uwadze miały dobro zwykłych ludzi. ( to chyba będzie najtrudniejsze)

W dziedzinie komputerowej - abym nauczyła się wklejać różne obrazki i przesyłać je swoim bliskim internetowym znajomym. Zebym zrozumiała czego nas uczy pan Stefan (nie śmiać się!)

Miałabym jeszcze jedno życzenie, ale takie najskrytsze (prawda, że każdy może mieć takie życzenie najgłębiej schowane) o którym nie mogę napisać nawet na seniorze. Może domyślać się go moja córka, ale Jej tez nie powiem, bo to tajemnica.

29-12-2009 09:51

Minęło już kilka dni a ja ciagle jestem przy nich, moich bohaterach filmów "Lecą żurawie" i "Dworzec dla dwojga".

Telewizja to nie jest to co najbardziej lubię.to tez rzadko oglądam filmy, jeszcze rzadziej seriale, zatrzymuję się na dłużej przy publicystyce. Ale w święta, jak to w święta więcej czasu, to też zamierzałam obejrzeć wesoły świąteczny program. Na Kulturze rozpoczął się jakiś film, nie znałam tytułu. Już, już miałam sięgnąc po pilota by przerzucić kanał, gdy cos mnie zatrzymało a właściwie zatrzymała mnie jakaś pyskata kelnerka dopominająca sie zwrotu 1,20 rubla. I tak już przy filmie zostałam.

Z każda chwilą zbliżałam się do bohaterów, rozumiałam ich coraz bardziej i co raz bardziej stawali mi się bliscy. W zasadzie nie płaczę, na filmach nigdy, a tym razem poczułam że oczy mi wilgotnieją, a przy końcowej scenie kiedy zakopany w głębokim śniegu, zgrabiałymi rękami otwiera harmonię i gra, aby dać sygnał stojącym więźniom na apelu, że wraca, łez nie mogłam powstrzymać.Wraca by po odbyciu kary ( nawiasem mówiąc do więzienia dostał sie nie za swoje winy, to nie on spowodował wypadek samochodowy) mógł zostać z ukochaną kobietą.
Film zrealizowany był w 1982r. przez reżysera Eldara Riazanowa, a głównymi bohaterami był Nikita Michałkow i Ludmiła Gurchenko. Jest to niezwykle wzruszająca opowieść o miłości dwojga samotnych ludzi. Film nastroju i zamyślenia.
Potem przypomniałam sobie, że ten film był wielokrotnie nagradzany i był hitem w tamtych czasach. Ja oglądałam go pierwszy raz. Pomimo, że jest starym filmem to nic się nie zestarzał.

W następnym dniu z programu już sama wybrałam film, jeszcze starszy bo z roku 1958 oglądałam go w przeszłości co najmniej dwa razy. Moje wzruszenia chciałam powtórzyć. Tego filmu nie sposób zapomnieć, to wielki dramat wojenny choć bez scen batalistycznych, film o wielkiej i prawdziwej miłości.
Zabłąkana kula ugodziła Borysa a jej wszystkie myśli i uczucia są tylko i wyłącznie dla niego. Nie przyjmuje do wiadomości jego śmierci, jest przekonana, że to jakaś pomyłka, bo to niemożliwe żeby on mógł nie żyć.

Film ten wywarł kiedyś na mnie takie wrażenie, że oglądając go teraz pamiętałam wszystkie wydarzenia z najdrobniejszymi szczegółami. Ich młodych kończących szkołę, wiewiórkę z orzechami i listem, wuja lekarza, szpital wojenny i rannych żołnierzy, wieś syberyjską, ten niefortunny wieczór kiedy jej mąż- negatywny bohater , wiewiórkę, upominek od Borii, chce wręczyć jakiejś podrzędnej aktorce i ją zwykłą, prostą, dobrą mądrą i ciągle nieprzytomnie zakochaną dziewczynę (grała Samojłowa),

I jak tu po obejrzeniu takich filmów oglądać np."Modę na sukces".

27-12-2009 09:49

Dzisiaj już niedziela. Szał przed świąteczny i świąteczny minął. Można w spokoju ducha przejść do spraw bieżących, ale ja jakoś nie mogę.Ciągle wracam do życzeń jakie otrzymałam. Było ich dużo, więcej niż dawniej, bo doszedł internet i z nim związane liczne znajomości.(dziękuję Wam, że pamiętaliście).

Przeglądam kartki, jest ich mniej niż dawniej, życzenia nie zawsze pisane odręcznie, często drukowane tylko z podpisem. Myślę o swoich kartkach, które wysłałam ( pochodzą z Chin)przynajmniej pisałam je własnoręcznie i złożyłam własnoręczny podpis. Jeszcze w roku ubiegłym do każdego adresata pisałam długi list i zdobiłam go. Powoli, ale systematycznie moi adresaci odzwyczaili mnie od pisania listów przedświątecznych. Poszłam na łatwiznę podobnie jak i oni, chociaż to nie jest w mojej naturze.

List z życzeniami na pewno otrzymałabym od Basi, Jadzi, Janusza, ale ich nie ma.Odeszli, opuścili i nigdy już nie napiszą.

Były SMS, meile i telefony. To one są "winowajcami" tego, że nie chce nam się pisać zwyczajnie po ludzku, a wyręczają nas krótkie życzenia z obrazkami- choinek, Mikołajów, bałwanów, szopek,gwiazd. A swoja drogą niektóre były tak piękne, że jak dawniej w dzieciństwie odwzorowywałam, kopiowałam i wysyłałam. To taki nowoczesny grzech.

Osobny rozdział stanowią życzenia telefonicznie. Tu nie dało się złozyć zdawkowych życzeń, wypadało powiedzieć co u Ciebie jak żyjesz, czy jesteś zdrowy?

Dwa telefony nie pozwalały mi spokojnie przeżyć dni świątecznych.
Jeden był z Sosnowca od znajomego inwalidy, który wrócił ze szpitala po wylewie. Wylew okazał się niegroźny, zapewne dzięki szybkiej interwencji syna lekarza i wykorzystanie tzw. złotej godziny. Chodzi, rusza się na swej kalekiej nodze, gorzej jest z myśleniem, ale też chyba nie najgorzej skoro zadzwonił.
Po życzeniach, opisie pobytu w szpitalu, pod koniec rozmowy, jakby ze wstydem powiedział, że dzisiaj a była to Wigilia, żona oświadczyła mu, żeby nie liczył ani teraz ani w przyszłości na jej opiekę. Zaniemówiłam

Drugi telefon był z Warszawy z dworca kolejowego, bo za chwilę miał przyjechać pociąg do Poznania.Wyjeżdżał. Nie wiem do kogo czy do znajomych, przyjaciół, w jakim są stopniu zażyłości, ale ważne, że jechał na zaproszenie.
Pociąg jeszcze nie nadjeżdżał, zatem trochę rozgadał się.Beznamiętnie relacjonował,że po świętach idzie na Echo i Holtera, bo serce coś nie domaga. Kręgosłup i noga jak bolała tak boli. Nie wytrzymałam i zapytałam, jedziesz tak sam, a Twoja pani? Odpowiedział, że święta będzie spędzać ze swoją córką a ponadto jak wiesz zainteresowanie moją osobą jest nikłe, liczy się zupełnie kto inny. Pod koniec rozmowy zapytał mnie czy wiem, że zabrali mu znaczną część emerytury. Wiedziałam, oczywiście wiedziałam, że zaliczał się do tej "niesłusznej" części społeczeństwa, której emeryturę obcięto.
Wiedziałam również i o tym, że kiedyś nierozważnie wziął pożyczkę z banku (dla swojej pani) i od dłuższego czasu jest niewypłacalny.

Święta, jakież oni mogli mieć święta!

19-12-2009 09:45

W tych dniach przed światecznych, bardziej niż kiedykolwiek, zaglądam do mego wnętrza, przywołując swoją pamięć. Co mi zostało z minionych świat bożonarodzeniowych.
Najbardziej pamiętam święta z roku 1944.".....Zbliżały sie święta. Niemcy systematycznie odwiedzali nasze progi. Tuż przed świętami Zenek, chłopak sąsiadów przyniósł choinkę. W tym dniu, a była to wigilia, zajrzeli także Niemcy, ale byli jacyś inni, może nawet lepsi.Jeden z nich zagadnął do Irenki (to moja siostra):"Czy to Twój chłopak?". Ona zdziwiła się i zaczerwieniła, zapewne niczego wtedy nie przeczuwała.
Choinkę ubrałyśmy w kolorowe łańcuchy, zawiesiłyśmy 3 kolorowe baletnice zrobione z białej, różowej i niebieskiej bibuły..." ( fragment mojej wspomnieniowej książki) .
To były moje najsmutniejsze święta.Ojciec ukrywał się a mama siedziała w Mysłowickim więzieniu. Zapewne nie było żadnej wigilii bo kto i z czego miałby przygotowywać wieczerzę.

Ze świat powojennych, tych dziecięcych najbardziej pamiętam oprawianie choinki. To był cały rytuał. Tato po przyjściu z dniówki na kopalni,siadał w kuchni na małym stołeczku, obracał przyniesioną choinkę i stwierdzał, że jest niezgrabna. Brał jakiś przyrząd do ręki i wkręcał gałązki świerkowe w miejsca, które uważał za właściwe. Po takim zabiegu choinka stawała się kształtna, po prostu piękna. Mogłam rozpocząć ubieranie. Na czołowym miejscu wieszałam wojenne baletnice, nowe łańcuchy zrobione przeze mnie z kolorowych papierków, jakieś cacka (tak się mówiło w Zagłębiu na bombki), wieszałam czerwone jabłka, długie cukierki, ciasta w gwiazdki i księżyce upieczone przez mamę.
Potem pilnowałam kotka aby nie strącał ciasteczek.

Święta w latach późniejsze zlewają się w jakąś jedna wielką całość. Dawniej na święta jeździło się do mamy i tam jak kiedyś dla mnie, tato oprawiał choinkę dla Mirusi.Potem kiedy ich zabrakło Mirusia z Ola przyjeżdżała do nas. Choinki były różne. Jodłowe, świerkowe, ostatnio sosnowe. Przez parę lat choinkę zastępował 2 metrowy kaktus, którego stroiłam tylko w jednokolorowe łańcuchy.
Z biegiem lat zauważyłam, że wszystko minimalizuję. Niedawno wystarczały mi gałęzie sosny umieszczone w wazonie a w tym roku będzie to tylko jedna gałązka sosnowa. Czy ma to być jakiś symbol? Czego?

W tym roku, nawet z ochotą zgodziłam się na "przesunięcie świąt" o całe 3 tygodnie. Niechaj Mirunia będzie z Ola i Emilką (z rodzinami, oczywiście z rodzinami) w tym ważnym dniu roku.

Wczoraj z tego melancholijnego nastroju,przedświątecznego, wyrwał mnie Mikołaj. Najprawdziwszy Mikołaj w czerwonej czapce, z długa brodą i workiem prezentów. Zapukał do naszych drzwi. Oczywiście został zaproszony.Wszyscy byli obdarowani, nawet "zapóźnieni wędrowcy" w osobach Tereski i Eli. To była prawdziwa frajda.

Drogi Mikołaju jeżeli czasami zajrzysz do internetu to tą drogą chcę Ci jeszcze raz podziękować za to, że wczoraj mogłam sie poczuć jak małe dziecko, które po raz pierwszy ubiera choinkę.


15-12-2009 14:54

Ten okres jest wyjątkowy i wszyscy o tym wiemy.Zatem nie będę pisać ani o wigilijnym stole, o 12 potrawach, przyjmowaniu gości lub bezdomnego w wigilię, ale o części tych zadań jakie wykonujemy w okresie przedświątecznym.
tzn o sprzątaniu. Co prawda w ostatnich czasach różne pisma kobiece namawiają nas by nie robić wszystkiego "na hura", a raczej powoli i systematycznie. Rozłożyć w czasie, a jeżeli czasu braknie nie martwić się bo zrobimy to nieco później tzn. po świętach. Gazety, pouczania, rady czytamy a robimy swoje. Wszystko musi lśnić. Okna, ściany, podłogi, dywany,firanki, zasłony, narzuty oczywiście meble, kredensy a w nich szkliwo, talerze, talerzyki i wszystko inne co się tam znajduję.
Do tego służą nam różne środki myjąco- czyszczące, "Ajaksy", "wanishe", "cify","Silany", "Perły", "Perwole" i setki innych środków, które znajdują się na półkach sklepowych, i prześcigają się w jakości i skuteczności.

Zapytacie, po co ona to wszystko pisze, przecież my o tym wszystkim doskonale wiemy. Ale ja wiem, po co to pisze,.....bo chcę przypomnieć moim paniom, że jeszcze niedawno do sprzątania przedświątecznego służyły nam zupełnie inne środki a dziś zupełnie zapomniane.

Patrząc na półkę z książkami (którą należałoby tez posprzątać) spostrzegłam niepozorną książkę pani Ireny Gumowskiej "My i nasz dom". Wiem co tam pisze, bo jako młoda mężatka kupiłam ją a potem wielokrotnie zaglądałam. a niekiedy do porad się stosowałam. Kupiłam ją w roku 1957, a więc ponad pół wieku temu, wtedy moja córka miała 2 latka.

Ileż w tej książce porad, sposobów na utrzymanie domu w ładzie i porządku. Jeżeli jesteście już zmęczone sprzątaniem, przeczytajcie to i uśmiechnijcie się.

A oto niektóre porady:
"Mycie drewna malowanego farbą olejną
Drewno malowane farbą olejną należy myć wodą z amoniakiem. Na 6 części letniej wody bierze się 1 część amoniaku. Po myciu spłukać obficie wodą i wytrzeć do sucha. Farba będzie lśniąco biała, długo zachowa naturalny kolor i świeżość."

Czyszczenie dywanów
"Dywany pierze sie w następujący sposób. Na 10 litrów wody dodajemy pół szklanki amoniaku, tyleż terpentyny i 125 płatków mydlanych. Mieszaninę tę trzeba rozbełtać, by płatki mydlane zupełnie sie rozpuściły. Jeśli dywanik jest mały, to go w tym płynie zanurzamy i pierzemy"

"Przedmioty z mosiądzu,
jak klamki, krany, szalki od wagi, przedmioty ozdobne itd. doskonale czyści się gotowymi środkami. Można też użyć do tego papki rozrobionej z kwasu ogórkowego lub kiszonej kapusty i bardzo miałkiej utłuczonej i przesianej cegły. Przedmioty delikatniejsze czyści się papką z kredy mielonej i amoniaku"

Mycie naczyń szklanych
"Po wodzie gorącej szkło matowieje. Dlatego należy go spłukać zimną wodą. Dodatek octu dodaje szkłu przeźroczystości. Ale potem je trzeba znowu wypłukać w zimnej wodzie"

Mogłabym tak w nieskończoność przytaczać różne, przeróżne porady ale na tym zakończę, bo cel zapewne został spełniony. Panie uśmiechnęły się i pomyślały, że jest nam znacznie łatwiej sprzątać niż naszym babką i prababką.
A swoja drogą, łza się w oku kręci, czytając o tym jak to kiedyś....

Strona 1 z 2:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:23.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.