menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

27-04-2012 09:46

Przyjazd premiera Chińskiej Republiki Ludowej Wen Jiabao, przywołał we mnie długo drzemiące wspomnienia. Mając niecałe 17 lat kończyłam maturę. Będąc dobrą uczennica a może nawet nieco więcej, zaproponowano mi wyjazd na studia do Pekinu. Z tą wielką radością jak na skrzydłach pobiegłam do domu będąc pewną, że rodzice się zgodzą. Taka zgoda była konieczna gdyż nie miałam jak widać wystarczającej ilości lat. I tu zaskoczenie, na zgodę nie mogłam liczyć, ojciec stanowczo powiedział „nie” i dalej dyskutować nie było warto.
Od tego czasu, mając wielką zadrę w sercu, interesowałam się tym krajem i tak pozostało do dzisiaj.

Pamiętam jak wytyczałam na mapie drogę Armii Chińskiej, która wyzwalała kraj pod wodzą Mao Zetunga.. Wtedy Chiny miały 280 milionów ludności. Interesowałam się wojną na Półwyspie Koreańskim i rolą ochotników chińskich.
Kończąc Studium Nauczycielskie pisałam pracę dyplomową na temat Rozwoju Gospodarczego Chin.
Ucieszyłam się gdy Hongkong wrócił do macierzy. gdy patrzyłam na wspaniałą Olimpiadę Sportową w Pekinie. Interesuję się bogatą przeszłością Chin ich kulturą, inną, ciekawą. Martwiła mnie rewolucja kulturalna i okres „bandy czworga” a dzisiaj martwi mnie Tybet, ale rozumiem i Dalajlamę i władze chińskie także.

Cieszy mnie rozwój tego ogromnego kraju i to, że pracują już nie za miskę ryżu a na znacznie więcej. Miasta i domy rosą jak na drożdżach. Tylko w ubiegłym roku dla swoich obywateli sprzedali 24 mil. samochodów. Młodzież chińska uczy się na najlepszych uczelniach całego świata, aby potem w swoim kraju wdrażać najnowsze osiągnięcia nauki.
Z tym krajem liczy się już cały świat i jeszcze trochę a wyprzedzą w produkcji przemysłowej USA. Jakość ich towarów jest co raz lepsza. To jedno z nielicznych państw, które nie jest zadłużone a wręcz przeciwnie inni mogą liczyć na ich pomoc. Jak ostatnio dowiedzieliśmy się to Europa Środkowo Wschodnia może liczyć na 10 miliardów dolarów pożyczki.

Chiny są najlepszym przykładem jak z kraju biednego, ubogiego, zacofanego można przekształcić się w kraj szybko rozwijający się. Potrzebna jest mądra władza i może nawet mniej demokracji a także ludzie o filozofii Wschodu..

O mojej „chińskiej pasji” wie moja wnuczka Ola, chyba dlatego przysłała mi książki o Chinach a także wspaniałą trasę wycieczkową. Niestety już z niej nie skorzystam i to nie tylko ze względu na cenę.

Czasami przy stole rodzinnym rozmawiamy na te tematy, wtedy moja córka mówi, jak dobrze że dziadek nie zgodził się na ten twój wyjazd, bo przecież mnie by nie było a tylko jakaś chińska dziewczynka.
Chyba tak, ale mnie czasami żal.

Kiedy na temat Chin rozmawiam z moimi przyjaciółmi, mówią natychmiast o Tybecie, Placu Niebiańskiego Spokoju, o ograniczonych wolnościach człowieka, o firmie która budowała u nas autostradę i splajtowała, o niskiej jakości towarów itd. itd. a kończą na tym, że to już Królowa Saba przewidywała, że rasa żółta zaleje świat.

23-04-2012 10:29

Zajrzałam na stronę Kieleckiego Centrum Kultury. Popatrzyłam na program, jak zwykle ciekawy. W sobotę miał odbyć się koncert chóru chłopięcego z Wiednia Mozart Boys Choir Vienna. Od rana próbowałam namówić moje „dziewczynki”, czyli „przyszywane córki” Tereska z Małgosią na imieninach Jerzego, Ela z nieznanych mi przyczyn nie mogła, Bogusia wykończona pracą, Zosia z Krzyśkiem na motorach, Tadek od dawna nie ma ochoty. I znowu biłam się z myślami, jechać czy nie jechać, może zrezygnować a może jednak nie. Zdecydowałam ostatecznie, jadę. Udało mi się w międzyczasie namówić telefonicznie Anię (mieszka w Kielcach) aby przyszła do kościoła św. Wojciecha gdzie miał odbyć się koncert.

Piętnaście minut przed 20-tą spotkałyśmy się z Anią. Kościół był wypełniony po brzegi, Znalazły się jeszcze miejsca siedzące (to ważne dla mnie) Dawno, bardzo dawno nie byłam w tej świątyni. Pierwszy raz a było to w latach 70-tych, podczas wycieczki szkoleniowej dla przewodników, a drugi i ostatni na uroczystości pogrzebowej. Pospiesznie zaczęłam sobie przypominać co ja o tym kościele wiem. Okazało się, że już niewiele. Na tym miejscu już w XI wieku stał mały kościółek modrzewiowy, potem spłonął, zbudowano następny, a ten jest trzecim który powstał w wieku XVII w stylu barokowym. Zdobią go3 duże obrazy Styki. Co nieco wiedziałam o najnowszych wykopaliskach gdzie natrafiono na ślady szpitala dla ubogich, znalazły też się resztki naczyń glinianych. Jest to miejsce ważne bo wszystko wskazuje na że tu właśnie rozpoczynały się najstarsze dzieje Kielc.

Punktualnie o 20-tej weszło 26 chłopców w różnym wieku w strojach z epoki Mozarta. Zaczął się koncert. Wykonywane były utwory Bethowena, Mozarta Haydna i in. Po wstępnych oklaskach na przywitanie, chór zaczął śpiewać Każdy utwór stawał się co raz piękniejszy, co raz wspanialszy. Głosy młodziutkich tenorków i nieco starszych basów wprowadzały wszystkich w zachwyt. Po każdym utworze nie milkły oklaski a kiedy koncert zbliżał się ku końcowi, brawa nie miały końca, wymuszały liczne bisy. Chłopcy kłaniali się, myśmy bili brawa i nie chcieli młodych artystów pożegnać.

Oniemiałe z wrażenia wyszłyśmy ze świątyni. Nawet nie komentowałyśmy. Każda poszła do swojego samochodu.

Natychmiast po powrocie zabrałam się do lektury. Chór powstał w 1956r. w celu uświetnienia dwusetnej rocznicy urodzin Wolfganga Amadeusza Mozarta. Chór składa się z 26 chłopców w wieku 8 – 21 lat. Są to uczniowie szkół państwowych, dla których edukacja jest równie ważna jak pasja śpiewania.
W 1994 dyrektorem chóru został Peter Lang. Chór od lat współpracuje z Wiedeńską Operą Narodową, a także Volksoperą Wiedeńską. Zdobył reputację jednego z najlepszych chórów chłopięcych w Austrii. Dotychczas miał okazję występować z najlepszymi orkiestrami Wiednia. Na festiwalu w Lucernie chór towarzyszył występowi Jose Carrerasa a także Placido Domingo w Wiedniu podczas koncertu noworocznego.
W skład repertuaru chóru wchodzą utwory klasyczne a od roku 2006 również utwory współczesnych kompozytorów.

Ten koncert, był jedną z imprez Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Sakralnej organizowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Świętokrzyskiego na lata 2007-2013.


20-04-2012 13:49

Podczas świątecznego pobytu Mirunia dała mi książkę, nie recenzjowała jej, nie zachęcała, jak gdyby od niechcenia powiedziała, że są w niej duże litery. To prawie dla mnie pomyślałam.Zajrzałam, rzeczywiście duże, moje okulary wystarczą do odczytania treści. Nic nie mówiło mi nazwisko autora – Eric-Emanmanuel Schmidt, ani nigdy nie słyszałam o takim tytule Kiki van Beethoven.

Zachęcona dużymi literami zaczęłam czytać i w ciągu dwu dni było po lekturze. Książka mówi o tym jak Beethoven, ten niezwykły człowiek, którego życie nagrodziło ale i oszukało, wpłynął na życie autora.
Nie przypuszczałaby nigdy, że muzyka może mieć taki wpływ na człowieka, a jednak.

Pod koniec książki autor mówi:
„…po wielu miesiącach wspólnego pomieszkiwania z Bethowenem udało mi się ująć w słowo to, co mi podpowiedział.Chodzi o credo. Credo humanistyczne.

A jakie jest to credo nowoczesnego humanizmu wg.autora?

"Jestem optymistą, ponieważ uważam że świat jest okrutny, niesprawiedliwy i obojętny.
Jestem optymistą, ponieważ życie dla mnie jest za krótkie, zbyt ograniczone, bolesne.
Jestem optymistą, ponieważ odprawiłem żałobę po obiektywnej prawdzie i teraz już wiem, że nigdy nie będę wiedział.

Jestem optymistą, ponieważ dostrzegam, że wszelka równowaga jest krucha i tymczasowa.

Jestem optymistą, ponieważ nie wierze w postęp, a dokładniej mówiąc, nie wierze w postęp samoistny, nieunikniony, nieuchronny, postęp beze mnie, bez nas, bez naszej woli i naszego potu.

Jestem optymistą, ponieważ obawiam się, aby nie nadeszło najgorsze, więc zrobię wszystko, aby go uniknąć

Jestem optymistą , ponieważ to jedyne inteligentne rozwiązanie, jakie mogę wyciągnąć z absurdu.

Jestem optymistą, ponieważ to jedyna spójna postawa, jaką podszeptuje mi rozpacz.

Tak, jestem optymistą, ponieważ bycie optymistą to atrakcyjna stawka: jeżeli los dowiedzie mi, że miałem rację, ufając- wygram: jeżeli los ujawni mój błąd, nic nie stracę, a moje życie będzie lepsze, bogatsze, Bardziej użyteczne”.

Bądźmy zatem optymistami, mimo wszystko, być może za taka postawę życie nam nagrodzi.

Do książki dołączona jest płyta z wybranymi utworami Beethovena, która mi właśnie w tej chwili gra. Piękne.

16-04-2012 11:07

Brzydko, smutno, deszczowo. Same przykre sprawy przychodzą mi na myśl Bronię się jak mogę przed takim stanem ducha. Co może mnie uradować.? Już wiem, może mnie uradować nowy kapelusz, lub sama myśł o nim. Jeszcze go nie ma ale niebawem będzie.Koloru koralowego, z brązową lamówką a reszta to tajemnica pani Danusi.

Do pani Danusi chodzę od „wieków”, wtedy była młoda i swoją pracownię miała na rogu ulicy Buczka (teraz już nie Buczka bo ten komunista nie pasował do zmieniającej się rzeczywistości) i Sienkiewicza. Zawsze przystawałam, patrzyłam, podziwiałam, czasami wchodziłam. Tam na rogu Buczka zrodził się mój kapelusz zielony ( na wzór bawarski), fioletowy, brązowy ( na muszkietera), koralowy. Nie mam pojęcia dlaczego w tym koralowym z czarą różą nigdy nie chodziłam myślę , że dlatego, iż każdego roku na wiosnę obiecywałam sobie kupić czarny kostium. Dotychczas nie kupiłam a kapelusz leżał na półce i czekał.

Ostatnio jadąc do swej metropolii, zabrałam właśnie ten kapelusz z myślą by go po prostu dać pani Danusi bo przecież jej się bardziej przyda niż mnie (tak myślałam)
Pracownia już nie jest w centrum, trzeba było się przenieść do oficyny ze względów oszczędnościowych. Ilekroć wchodzę, chcę by przy swym warsztacie siedziała pani Danusia. Tym razem była, poznała mnie, stała na własnych nogach (podczas przedostatniej mojej bytności szykowała się na operację kolana). Przywitałam się, wyłuszczyłam jej swoje problemy kapeluszowe powiedziałam, że ten czerwony chcę jej podarować a ten z panamy, to zapewne na nic się nie zda, najwyżej do ogródka bo jest stary tyle tylko że bliski sercu.

Spojrzała badawczo a potem powiedziała, proszę pani z tego koralowego zrobimy prawdziwe cacko. Ja znowu zaczęłam mówić o braku kostiumu itd.itd.Okazało się, że płaszczyk w którym przyszłam nadaje się jak najbardziej to tego właśnie kapelusza. I znowu mój koralowy kapelusz wróci do szafy, może tym razem nie na wieczny odpoczynek.
Okazało się też, że nawet z mojej starej panamy wyjdzie ładny letni kapelusz. To wszystko możliwe w rękach pani Danusi.

Wychodzę, żegna mnie prawdziwa artystka i dziesiątki czapek, czapeczek, kapelusików, kapeluszy w różnych barwach i fasonach.

Siedząc już w samochodzie wspominam z rozrzewnieniem resztę moich kapeluszy, ten który robiony był na ślub Oli, ten czarny na promocje książki, te czapki, czapeczki, kapelusiki na wiosnę i na jesień, te czapki zimowe z futerkiem i bez.

Ostatnio na Facebooku zobaczyłam zdjęcie mojej wnuczki Oli w kapeluszu, czyżby i ona uznała, że kapelusz to piękne okrycie głowy?

PS. Czy wiecie że pudło na kapelusz kosztuje więcej niż niż jego zawartość.




08-04-2012 20:28

W domu cisza. Wszyscy śpią. Nie są zmęczeni rannym wstawaniem i uczestniczeniem w rezurekcji. Mój organizm jak w dniu zwyczajnym domagał się rannego wstawania i rozpoczęcia działania. Powstrzymuje się, niech jeszcze śpią.

Moje myśli biegną do małego domku w którym mieszkali rodzice. Jak oni czekali na nasz przyjazd. Od rana brama wjazdowa była otwarta a ojciec wybiegał przed furtkę zobaczyć czy już jedziemy. Nie było komórek ani telefonu stacjonarnego. Wiedzieli jednak że przyjedziemy to też wyczekiwanie przed bramą wydawało się naturalne.

My także czekamy, spoglądamy wielokrotnie przez okno czy nadjeżdżają chociaż komórka zawiadomiła gdzie są i kiedy przyjadą z dokładnością do paru minut. Przyjechali. Jak zwykle wybiegam (czy to jest bieganie? ) witam, całuję i pomagam wnieść pakunki. Mirunia tak jakby pomyliła święta, pakunków tyle co na Boże Narodzenie. Wchodzi do domu i natychmiast dom staje się pełniejszy, radosny i rozgadany.

Święta zaczynamy obchodzić już w Wielka Sobotę, nie czekamy do Niedzieli, bo dla nas Święta to ich przyjazd i rozmowy. Opowiada jak dawniej kiedy ważna była szkoła, koleżanki, malowanie, tworzenie gobelinów. Teraz opowiada o poważniejszych sprawach, jak rozwija się jej gazeta, jak doszło do wznowienia wydawania Wolnomularza. Osobny rozdział to wnuczka Ola i prawnuczka Emilka ich sukcesy w pracy i w przedszkolu. Cieszę się bo czy może coś bardziej cieszyć rodziców i dziadków niż pomyślność ich dzieci i wnuków?Swoje kłopoty nawet te zdrowotne idą w kąt.

Jestem w kuchni szykuje wielkanocne śniadanie.I znowu myślami jestem u mamy.Tutaj w Zagłębiu nie pamiętam by były jakieś ważniejsze potrawy jak szynka i jajka.Jednak szynka była najważniejsza , którą mama wcześniej marynowała, potem tato wędził w beczce a następnie mama gotowała. Gotowanie to cały rytuał, szynka musiała gotować się na bardzo wolnym ogniu, a woda miała zaledwie pykać.Potem na temat szynki toczyły się rozmowy, bo raz była za słona, innym razem za mało posolona, raz była za krucha lub mało krucha. Kiedy przyjeżdżaliśmy szynka była gotowa, mama z dumą pokazywała, ale i częstowała nie zważając na rygory postne. Dziękuje Ci i za to mamo!

Kiedy w życiu moim a tym samym naszym rodzinnym pojawił się Tadek w święta zaczął królować barszcz czerwony i króluje do dzisiaj.Na dwa tygodnie przed kiszę buraki, a w przededniu świąt gotuję na wędzonce wywar, a rankiem doprawiam. Do talerzy kroi się białą kiełbasę, szynkę, biały ser i jajka. Po wlaniu gorącego barszczu dodaje się utarty chrzan. Pycha. I tak od 58 lat na śniadanie wielkanocne jemy wszyscy z apetytem świąteczny barszcz z chrzanem, a ile przy nim opowieści!

Jutro śmigus dyngus.U mamy to było wyjątkowe święto. Rankiem tato wkraczał do sypialni i budził nas perfumami, tak, tak perfumami a nie wodą, taki tu był zwyczaj a potem tato z moim mężem szli „pokropić” znajome, a my z mamą i Mirunią czekałyśmy na męskie odwiedziny.Przychodzili starsi, młodzi i dzieci. Starsi częstowani byli pyszną, swojską wędlinką i kieliszkiem, dzieci dostawały zielone (malowane żytem) i w różnych odcieniach brązu (malowane łupinami cebuli) jajka. Cieszyły się i liczyły kto więcej uzbierał jajek.

Nasz śmigus dyngus ograniczy się zapewne do obserwowania dzieci, które będą biegały z butelkami z wodą, a może i nie bo przecież wróciła zima.

Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:43.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.