menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

30-09-2010 19:02

Jedziemy do Morskiego Oka. Już wiemy, że ja i Ania pojedziemy zaprzęgiem konnym, Bożenka jako wytrawny piechur całą trasę przejdzie pieszo.

Są już konie, są turyści, jedziemy. Obok mnie usiadła pani bardzo rozmowna. Natychmiast dowiedziałam się, że przyjechała z Polski północno-wschodniej. Chciała by któraś z jej przyjaciółek razem z nią przyjechała, ale żadna nie mogła się na to zdobyć. Przyjechała sama. Góry to jej największa pasja. Gdy tylko wróci z wędrówki już myśli o następnej. Jesienią, zimą i wiosną przygotowuje się do wyjazdu i marzy. Oczami wyobraźni widzi co ja w następnym roku czeka.A teraz zaczyna się martwić, bo lata lecą (65) a i nogi nie bardzo chcą ją nosić. Bandaże pomagają, ale nie do końca. Dzisiaj jedzie tramwajem konnym bo chce zaoszczędzić nieco nóg aby wystarczyły na wspinanie się w górę.
Żegnamy się życzę Jej zdrowia i nowych tras. A swoją drogą zazdroszczę, tej wielkiej pasji, tego wzmagania się z przeciwnościami, z niewygodą, z nie zawsze sprzyjającą aurą. To dzielna kobieta.

Jadąc wśród dziesiątków i setek turystów zauważyłam młodego człowieka, który niósł "na barana" małego chłopczyka a drugiego trzymał za rękę. Nie byli to najmłodsi turyści, przy Morskim Oku widziałam wiele wózków z małymi dziećmi, a nawet wózek dla bliźniaków. Rosną młodzi zdobywcy gór.Przeczytałam kiedyś, że Morskie Oko odwiedza blisko 800 tys. turystów rocznie Idą jak pielgrzymi do swoich sanktuariów, nic nie jest w stanie ich powstrzymać, siła i moc gór przyciąga.

Doszłyśmy. Widok niezapomniany. To jeziorko wśród gór, to słońce odbite w lustrze wody, te skały, świerki i jodły, ta kosodrzewina i nagie skały. Zamarłam.

Wracając już do naszych koni, znowu zobaczyłam wracających, jak później się okazało znad Czarnego Stawu, moich "znajomych" ojca z chłopcami.
Młodszy (3lata) siedział na barkach ojca,starszy(4lata) trzymał się drąga, który ciągnął ojciec. Aby chłopcom nie było smutno ojciec opowiadał bajki. Wracali przed nimi było jeszcze 8km.

Zmęczona ale szczęśliwa i pełna optymizmu wróciłam do naszej góralki, oczywiście wróciłam z "moimi dziewczynkami".











g]http://www.klub.senior.pl/galeria/images/7409/large/3_DSCN5450.JPG[/img]

29-09-2010 10:13

Myślałyśmy z Elą o wyjeździe do Bukowińskich Term już dawno.Kręgosłupy mają swoje prawa i upominały się o rehabilitacje, zresztą nie tylko kręgosłupy.

Nadszedł wreszcie ten dzień. Był piękny, słoneczny i zapowiadał ciepło. Samochód Bożenki nadjechał. Torby i walizki znalazły się w bagażniku.Mężowie pożegnali nas.Samochód ruszył w kierunku południowym. Jeszcze nie zdążyłyśmy się ucieszyć ze spotkania i wspólnego wyjazdu gdy rozległ się głos z komórki. Ela słuchała uważnie, prawie nic nie mówiła i kiedy odłożyła telefon powiedziała ”wysiadam” w Jędrzejowie. Dzwoniła znajoma pielęgniarka z pogotowia, jadąca na wezwanie do chorego teścia Eli. Wszystko wskazywało na wylew.

Elę odwieźliśmy na dworzec autobusowy a same już nie w porannym nastroju wsiadłyśmy do samochodu. Jadąc zastanawiałyśmy się czy tez nie należało wysiąść i zrezygnować z wycieczki.Ela ( moja jedna z przyszywanych córek)stanowiła cement naszej czwórki. Wszystkie chciałyśmy być z Nią, bo to one były jej przyjaciółkami a ja takim trochę dodatkiem do reszty.

W kiepskim nastroju dojechałyśmy do Bukowiny Tatrzańskiej. Góralka przywitała nas serdecznie. Pokoje były przygotowane. Jadalnia świeciła czystością i zapowiadała dobre jadło.Z balkonu spojrzałam na Tatry.


18-09-2010 10:00

W poniedziałek jedziemy do Bukowiny. Cieszę się. Już jestem w basenie, już pływam, już fikam, dziesiątki natrysków pieszczotliwie biczuje mnie a mój kręgosłup woła: hurrr.....a!!!

http://www.klub.senior.pl/moje/zen/blog/


16-09-2010 10:45

Przeczytałam i nie wierzyłam. Czy to możliwe, że do naszych Kielc przyjedzie Sanktpetersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana z przedstawieniem Don Kichota?. Wiedziałam, że muszę tam być, zobaczyć na własne oczy i po swojemu ocenić, Pierwsza przeszkoda na jaką natrafiłam była kasa teatru. Bilety w cenie do zastanowienia się, te troche gorsze na balkonie 110zł, te lepsze 130zł. Nieśmiało zapytałam o jakieś zniżki np. dla emerytów, inwalidów, niestety zniżek nie przewidują. Tym razem mimo takiej ceny postanowiłam iść.

W międzyczasie czytałam o balecie, o którym dotychczas wiedziałam, że jest najlepszy na świecie. Oczy przecierałam ze zdziwienia czytając, że ten teatr po 30 latach działalności nie ma własnej siedziby w swoim mieście. Dopiero w ubiegłym roku ogłoszony został konkurs na projekt architektoniczny Pałacu Tańca Borisa Ejfmana.
Okazuje się, że brak siedziby nie przeszkadza aby być najlepszym nie tylko w Rosji ale na całym świecie.

Boris Ejfman stworzył 40 baletów. Znaczące miejsce w jego twórczości zajmują spektakle na motywach wielkich dzieł literackich.Do najważniejszych prac choreografa, które uzyskały światowe znaczenie zaliczyć należy takie balety jak:Requiem, Czajkowski, Don Kichot, czyli fantazja szaleńca, Bracia Karamazow,Czerwona Giselle, Moja Jerozolima, Rosyjski Hamlet, Don Juan i Molier, Who’s Who, Musaget, Anna Karenina i Oniegin.

Eifman jest choreografem- filozofem. W swoich spektaklach zadaje ważne pytanie dotyczące sensu życia człowieka, dąży do przeniknięcia duszy ludzkiej.

Taki też był Don Kichot.Chory, inaczej mówiąc Don Kichot chce obdarować ludzi dobrocią, troską i miłością. O treści sztuki pisać nie będę bo każdy zna nawet z lektury szkolnej. Natomiast należałoby napisać na temat wykonania a tego nie potrafię, bo żadne słowa nie wiem jakie subtelne, jak dobrane nie są w stanie oddać to co działo się na scenie.Było pięknie, tak pięknie, że po skończonym spektaklu ludzie nie chcieli wyjść z sali. Brawa były niekończące się. Dla mnie było to przedstawienie, które zapomnieć nie sposób.Jestem po dzień dzisiejszy z moim bohaterem i jego fantazjami. jestem z jego ukochaną Dulcyneą z ich radością i chwilami szczęścia, jestem także w szpitalu dla obłąkanych gdzie Don Kichot przebywa.

Jestem pełna podziwu dla B. Effmana, który jest jednocześnie twórcą inscenizacji i choreografii, dla scenografa Wiaczesława Okuniewa, dla twórcy muzyki Ludwiga Minkusa i dla wspaniałego młodego baletu.

Tak bardzo chciałabym zobaczyć inne przedstawienia, chociażby jedno np Anne Kareninę czy Oniegina.Może się doczekam. Zespół raz w roku przyjeżdża do Polski, może nie ominie Kielc. Czeka na nich najwspanialszy teatr, czeka mnóstwo fanów.

A oto maleńka próbka Don Kichota

http://www.youtube.com/watch?v=tVf3dTQQpCs

12-09-2010 11:57

Wczoraj ostatni raz uczestniczyłam w cyklu rehabilitacyjnym,który na własny użytek nazwałam „rehabilitacją unijną”.

Mój kręgosłup podobnie zresztą jak i inne kręgosłupy ludzi na całym świecie, psuł się od dawna. Wiedziałam o tym i starałam mu się w różny sposób przypodobać.tzn. wyprostować go i zmniejszyć występujące przepukliny. Wyjeżdżałam do wód, najczęściej do siarkowych,ale i solankowych też, ćwiczyłam na różnych przyrządach i bez przyrządów, naświetlano mnie, ogrzewano, oziębiano , wyciągano, masowano, smarowano, dawano różne dawki „elektryki” itd. Itd.itd…..A on jakby tego nie dostrzegał, jakby sam sobie chciał robić na złość. Ilu lekarzom zawracałam głowy!. Był neurolog, reumatolog, specjalista ortopedii, rehabilitacji, balneologii, anestezjolog (w poradni leczenia bólu) O ilości i jakości leków przeciwbólowych lepiej nie pisać. Gdy czasami już wydawało mi się, że jest odrobinkę lepiej on tzn. kręgosłup wracał do stanu poprzedniego.Taka zabawa w kotka i myszkę trwała i trwa do dnia dzisiejszego.

Ostatnio miałam w cale nie małą i nie krótką przygodę rehabilitacyjną, dzięki środkom unijnym jakie otrzymał nasz powiat.

A było to tak.
Późną wiosną przyszedł do nas znajomy i zaczął opowiadać o młodym człowieku, który jest świetnym rehabilitantem, nazywa się Rafał Dobrowolski. Jest po studiach i po ukończonych różnych „kręgosłupowych” kursach. Mieszka niedaleko i on wie, że wielu ludziom naprawdę pomógł. Natychmiast wzięłam namiary i jeszcze w tym samym dniu zadzwoniłam do niego. Przyszedł w dniu następnym.Przygotowałam wszystkie papiery – prześwietlenia, rezonansy, wypisy ze szpitali i sanatoriów. Podsunęłam by przejrzał. Młody człowiek po wykonaniu przeze mnie jakiś skłonów, przeprostów nawet nie czytając wiedział co mi jest.

Powiedział również, że on prowadzi rehabilitację dla chorych z naszego powiatu, za pieniądze unijne, ale trzeba spełniać pewne warunki. Trzeba być inwalidą, mieć odpowiedni wiek i przyjść ze skierowaniem od lekarza. Warunki spełniałam.

Za kilka dni znalazłam się na wskazanym miejscu. Pierwsze wrażenie należało nie do tych najlepszych bo na wstępie przeczytałam, że jest to lokum Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Rozsiane. Natychmiast przypomniałam sobie swoje młode lata kiedy to lekarze przypisali mi tę okrutną chorobę. Prawie wszystko o niej wiedziałam i pamiętam wszystkie moje myśli i odczucia jakie mi wtedy towarzyszyły aż do momentu gdy sama przekonałam się, że lekarze pomylili diagnozę.

Sala jak sala. Widziałam inne, ładniejsze i lepiej wyposażone.Rozpoczęło się. Miejscem zdrowienia miało być zwyczajne łóżko rehabilitacyjne jakie spotykamy we wszystkich miejscach rehabilitacji. Zajęcia różniły się w sposób zasadniczy od dotychczas stosowanych. Po pierwsze można było umówić się na dowolny dzień i na dowolną godzinę.Telefonicznie też. Te dziwne ćwiczenia, które opisać mi trudno (głównie to było rozciąganie metodą Mc Kenziego) wykonywałam przy nim po dokładnej instrukcji i wyjaśnianiu co się w danej chwili dzieje z moim kręgosłupem. Uczył krok po kroku z dużą cierpliwością i wyjaśniał dlaczego i jak należy ćwiczyć. Nigdy nie spotkałam takiego miejsca gdzie rehabilitant jest cały czas przy chorym. Nie powiem, że mój instruktor był ze mnie a właściwie z kręgosłupa zadowolony. Odwoływał się do innych chorych, nawet moich znajomych, którym pomógł. U mnie szło jak po grudzie, ale w ostatnich dniach coś, może niewiele, ale drgnęło.( miałam 25 1godzinnych spotkań- tyle przewiduje program)
Przekonał mnie do niektórych ćwiczeń które wykonuje codziennie w domu. Wiem, że trzeba robić przeprosty, lepiej na leżąco ale i na stojąco też można.Przy komputerze i w samochodzie siedzę z wałkiem. Oglądając telewizję siedzę okrakiem na krześle.Pamiętam o swoim kręgosłupie przy wykonywaniu różnych zajęć domowych, myciu, sprzątaniu, gotowaniu, noszeniu itd.

Zajrzałam kiedyś na stronę, która nazywa się Akademią Kręgosłupa,
http://www.akademiakregoslupa.pl/kre...ENZIEGO-22.htm
wszystko o czym mówił i czego uczył mnie pan Rafał, potwierdzało się.

Po nauki do pana Rafała przychodzą młodzi rehabilitanci, Są to czasami stażyści przysłani przez Biuro Pracy ale i inni, którzy nie chcą wypaść z zawodu.. Słuchałam ich rozmów. Największą bolączką jest brak pracy.Wyszkolonych rehabilitantów w naszym mieście jest wiele, gdyż tutejszy uniwersytet każdego roku wypuszcza nowych absolwentów, którzy potem pracy dostać nie mogą.A przecież mogliby pomagać takim chorym jak np.ja.

Tą drogą chciałabym Panu Rafałowi i innym podziękować za trud i niezwykłe zaangażowanie w dziele niesienia pomocy ludziom chorym na kręgosłup.

Strona 1 z 2:
 1 
 > 
Archiwum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:48.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.