menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe > Generacja 50Plus > Różności
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

Różności ... czyli tematy, które "nie pasują" gdzie indziej

Odpowiedz
Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
  #21  
Nieprzeczytane 15-02-2013, 19:14
aannaa235's Avatar
aannaa235 aannaa235 jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Małopolska
Posty: 4 687
OK betrudo

aż oczy mi sie spociły jak zobaczyłam ten wątek.......wróciły
wspomnienia z dzieciństwa kiedy to rodzice jak się
spotkali przy jakiejś okazji śpiewali czerwony pas
Polesia czar piosenki Toncia i Szczepcia będę tu zaglądać,
rodzice wiele mi przekazali to też chętnie się podzielę
Odpowiedź z Cytowaniem
  #22  
Nieprzeczytane 15-02-2013, 20:44
Stefan's Avatar
Stefan Stefan jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2008
Miasto: Gdańsk
Posty: 2 663
Domyślnie

Cytat:
.....wróciły
wspomnienia z dzieciństwa kiedy to rodzice jak się
spotkali przy jakiejś okazji śpiewali Czerwony pas,
Polesia czar
Aniu.
Oto dwa wykonania "Polesia czar" :
http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=...U&feature=fvwp

http://www.youtube.com/watch?v=LmcvW3reJtU

I znów namawiam, koniecznie wysłuchać i oglądać w Trybie pełnoekranowym.
Inny będzie odbiór, wrażenia....

Wysłuchaj Aniu na dobranoc.
S.

Ostatnio edytowane przez Stefan : 15-02-2013 o 21:01.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #23  
Nieprzeczytane 15-02-2013, 21:25
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie

Janeczku przeca Ci odpowiedziałam emailem i to dość obszernie!
U mnie się zapisało na wysłanych, więc nie rozumiem co się stało. Wysłać jeszcze raz?
Probuję wkleić (przeglądarka google chrome) ale nie bardzo wychchodzi
Huura żyjemy asteroida nie pierdyknęła )
Poczekaj, bo Czerwony" mi się zapisał mam go na pulpicie, spróbuję wkleić
Ale zabawa, zapomniałam o dolegliwościach!!
Kończę do zaraz moja dobranocka, czyli szkiełko
Spokojnej nocy życzę,R
Odpowiedź z Cytowaniem
  #24  
Nieprzeczytane 15-02-2013, 21:28
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie

http://www.youtube.com/watch?v=JvWH8...x8m roQmJERfC

Hurra!! Nagrało się
Stefanie jesteś Wielki!!

Ostatnio edytowane przez betruta : 15-02-2013 o 21:36.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #26  
Nieprzeczytane 15-02-2013, 23:52
Stefan's Avatar
Stefan Stefan jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2008
Miasto: Gdańsk
Posty: 2 663
Domyślnie

betruto.
Hmm... Tak, wyślij jeszcze raz.
Na priv podaję też drugi adres.
Cytat:
Hurra!! Nagrało się.
To świetnie.
Umiesz już zapisywać, umiesz też wysyłać do kogoś link. Bo u mnie się otworzył.
Czekam na mail,
lecz teraz mówię już Dobranoc .
J.

Ostatnio edytowane przez Stefan : 15-02-2013 o 23:58.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #27  
Nieprzeczytane 16-02-2013, 07:01
aannaa235's Avatar
aannaa235 aannaa235 jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Małopolska
Posty: 4 687
Domyślnie

Stefanie wysłucham...dziękuję
Odpowiedź z Cytowaniem
  #28  
Nieprzeczytane 19-02-2013, 13:14
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie Wielkie pranie

Witam Was ponownie moi kochani!
Sorki że tak długo nie było (przynajmniej) mnie na wątku, ale trochę chorowałam a poza tym nadal uczę się nawigacji po "seniorze" i nadal idzie mi to bardzo opornie, chociaż Nasz nieoceniony Stefan traci wiele czasu i cierpliwości aby mi to przyswoić.
Nadal nie jestem pewna czy moje posty nie są za długie więc tak na wszelki wypadek podzieliłam ten na dwie części.
Ale do rzeczy "Matka prać?"no to prać.

Niejedna z nas „wypierze’” dwie alibo nawet trzy pralki bielizny i narzeka: zrobiłam „wielkie pranie” ale się dziś napracowałam.
No to opowiem wam jak to drzewiej bywało, kiedy nie było pralek a jeszcze do tego często gęsto kamienice gdzie mieszkaliśmy, pamiętające czasy CK monarchii austro-węgierskiej nie były skanalizowane i wodę trzeba było samemu targać, od czasami dość odległej miejskie „pompy” albo – jeśli się miało na to środki zapłacić zawodowym nosiwodom. Tacy nosiwodowie przywozili wodę w tzw. beczce (konny beczkowóz) i wnosili ją na któreś tam piętro we wiadrach lub konwiach przy pomocy urządzenia zwanego "koromysłem"(czy dzisiaj ktoś jeszcze ktoś wie co to było koromysło?)
A wielkie pranie w takich zasobnych domach, które mogły sobie na to pozwolić, bywało naprawdę „wieelkie” więc i wody trzeba było duużo.

U nas w domu jak zbliżało się wielkie pranie to zawsze było trzeba „polecieć” po Paulinę.
Mieszkała na Targowicy, przedmieściu Kołomyi, składające się z ubogich, krytych słomą chat, nierzadko z glinianą polepą zamiast podłogi. Mieściła się ona spory kawał od śródmieścia, tuż nad brzegiem Prutu. Nazwana tak od rozległych błoni, na których raz w tygodniu odbywały się targi końskie oraz wszelkiej innej „żywizny”, była bardziej wsią, aniżeli miastem. Zamieszkiwała ją najbiedniejsza część ukraińskiej ludności. Często w jednej izbie gnieździły się trzypokoleniowe, wielodzietne rodziny. Na błotnistych podwórkach taplały się kaczki i gęsi, kogut wodził swój kurzy harem, w chlewikach skleconych z różnorakich budowlanych odpadów, kwiczały prosiaki i beczały kozy, a od drewnianych budyneczków z serduszkiem, wiało kloaczną wonią.
Na tym tle, skromny domek Pauliny prezentował się wspaniale. Chata była pobielana, a w malutkich okienkach, ozdobionych haftowanymi białą nicią „zazdrostkami”, pyszniły się ogniście czerwone pelargonie. Z obszernej sieni, w której stała beczka na wodę i druga na kiszoną kapustę, wchodziło się z jednej strony do kuchni z rozłożystym piecem, gdzie można było ugotować strawę, upiec chleb i nawet się przespać, na wysokim, charakterystycznym dla podkarpackich wsi, zapiecku. Z drugiej strony była tak zwana paradna izba.
Kim była Paulina?. Władała równie dobrze językiem ukraińskim jak i polskim. Kiedy w domu zbliżały się święta, a co za tym idzie sprzątanie czy też wielkie pranie, znaczyło to, że trzeba będzie „polecieć” na Targowicę i „zamówić” Paulinę. „Latał” zazwyczaj mój uwielbiany prze mnie, starszy ode mnie o trzy lata, brat, wówczas już gimnazjalista.
Bardzo lubiłam chodzić do Pauliny. U niej wszystko wydawało mi się takie inne aniżeli w domu. Molestowałam więc brata aby zabierał mnie z sobą. Na ogół ulegał moim prośbom i słodkim minkom, ale musiałam obiecać, że nie będę marudzić ani za nim łazić, ponieważ on musi załatwić na Targowicy jeszcze swoje inne, bardzo ważne sprawy.
Zawsze śpiesznie przekazywał Paulinie zlecenia mamy i uzgadniał z nią terminy a potem znikał. Prawdopodobnie biegł do swojego kolegi, Ukraińca, z którym chodził do tej samej klasy kołomyjskiego Gimnazjum Realnego. Mieli swoje konszachty, od których mnie, smarkulę, trzymali z daleka.
Mnie zostawiał na ten czas u Pauliny. Siadałyśmy w "paradnej" izbie na poczesnym miejscu, czyli na ławie pod obrazami. Paulina sięgała do rzeźbionej w huculskie wzory skrzyni, po pachnące anyżkiem ciasteczka. Do tego - w zależności od pory roku - popijałyśmy wodę z sokiem malinowym albo gorącą herbatę, wiodąc długie, „dorosłe” rozmowy a ja pęczniałam z dumy ponieważ wszyscy inni traktowali mnie wtedy jak dziecko, którym zresztą byłam.
(CDN).
Odpowiedź z Cytowaniem
  #29  
Nieprzeczytane 19-02-2013, 13:31
jasinek123's Avatar
jasinek123 jasinek123 jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: May 2009
Miasto: Zabrze
Posty: 11 863
Domyślnie

bertruta

No i co,co było dalej,opowiadaj!
Odpowiedź z Cytowaniem
  #30  
Nieprzeczytane 19-02-2013, 13:47
Lila Lila jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Miasto: Polska
Posty: 49 021
Domyślnie

Betruta chylę nisko, bardzo nisko,
czoło przed wspaniałym piórem, którym - nie piszesz, lecz malujesz- obrazy ze świata, który przeminął.



Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy wspomnień.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #31  
Nieprzeczytane 19-02-2013, 14:50
barteczek's Avatar
barteczek barteczek jest teraz online
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2010
Miasto: Małopolska
Posty: 48 941
Domyślnie

Witam bardzo serdecznie.
Tak, po stokroć tak, Betruto! Czekam i ja z wielką niecierpliwością na dc. Masz pięknę pioro i ciekawe wspomnienia. Potrafisz to przekazać!!! Czyta się z otwartą buzią!
Pozdrawiam.
__________________
Odpowiedź z Cytowaniem
  #32  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 07:24
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie

Moi Kochani!
Wszystkim Tym którzy do tej pory odwiedzili ten wątek i wyrazili słowa uznania dla mojej pisaniny, ale również tym Którzy zdecydują się na to trochę później serdecznie Dziękuję!!!
Wasze poparcie bardzo mi pomaga i inspiruje a więc słuchajcie, słuchajcie!!
Już dzisiaj popołudniu, tylko u Nas tylko w Seniorze cd. Prania".

A poza tym wpadłam na jeszcze inny pomysł. Czy ten wątek nie mógłby być dobrym miejscem na zamieszczanie jakichś specjalnych powiedzonek używanych teraz lub w przeszłości, w regionie czy rodzinie typu "koromysło" (wraz z opisem co one oznaczają), albo żartobliwe powiedzonka rodzinne, typu:
Mój czteroletni prawnuk (teraz ma już 11) wraca pewnego dnia z przedszkola bardzo zdegustowany. Na nasze zatroskane pytania odpowiada: a, bo Krzysiu mnie bije. To ty mu Adaś oddaj, radzi jego mama a moja córka.
Chwila ciszy i konsternacji. A potem rozlega się bardzo zdziwiony i urażony głosik: Babciu, ale ja od niego nic nie brałem!!
Co o tym sądzicie? Zapraszam serdecznie!
Koromysło, (wyrażenie ukraińskie) urządzenie do noszenia wody. Coś jak by poprzeczny drąg umieszczany na barkach, który ma na obu końcach haczyki do zawieszania wiader z wodą
[/size]

Ostatnio edytowane przez betruta : 20-02-2013 o 08:52.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #33  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 17:05
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie Wielkie pranie cz.2

Kilka dni później, Paulina zjawiała się u nas, na Piłsudskiego, i w zależności od tego czy było to wielkie pranie czy inne „porządki” jak mycie okien lub froterowanie podłóg, zaczynała swoją robotę. Lubiłam się jej przyglądać. Wykonywała te ciężkie prace z taką gracją i pozorną łatwością, że w jej wykonaniu wydawały się raczej celebrowaniem jakiegoś rytuału. Zwłaszcza podczas „wielkiego prania”, które na ogół odbywało się w kuchni puszczałam wodze swojej wyobraźni. Zasnuła parą izba, przybierała tajemniczy, niecodzienny wygląd.
Pośrodku królowała wielka, okrągła balia. Na kuchennej, rozpalonej do czerwoności płycie w wielkim kotle „gotowała się” bielizna. Paulina, w wyszywanej, lnianej koszuli z wysoko podwiniętymi rękawami i „podkasanej”, szerokiej spódnicy, stała przy balii. Mocnymi rękami zanurzonymi po łokcie w mydlinach, z wprawą przesuwała po tarze wielkie sztuki bielizny. Fascynowało mnie zwłaszcza wykręcanie. Z uwagą obserwowałam jak dokładnie skręca i wyciska wodę z prześcieradeł, poszew czy obrusów, wyczarowując z nich długie, białe węże. Potem, podczas płukania powtarzała tę czynność jeszcze kilkakrotnie. Na końcu trzeba było jeszcze bieliznę krochmalić i farbkować. Do wody zagęszczonej krochmalem dodawało się farbkę o magicznie brzmiącej nazwie „ultramaryna”. Trudno mi było pojąć w jaki sposób ciemnoniebieska farbka ma „dodawać białości”. Wydawało mi się to nielogiczne. Ale tak. Bielizna po zabiegach Pauliny była śnieżno-biała.
W końcu wynosiło się ciężkie kosze z mokrą bielizną na strych, gdzie białe węże roztrzepywano z wielkim trzaskiem i rozwieszano do wyschnięcia. Za kilka dni następował drugi etap - prasowanie.
Mama miała ambicje aby w domu były wszelkie techniczne „nowinki”. Kupiła więc również elektryczne żelazko, jedno z pierwszych, jakie ukazały się w sklepach. Ale Paulina bardzo pogardliwie odniosła się do nowego nabytku.
- Czy „toto” w ogóle nadaje się do prasowania? W życiu!
Prasowało się więc po staremu ciężkim żelazkiem na węgiel drzewny. Po kilkugodzinnym prasowaniu Paulinę zaczynała „od zaczadzenia” boleć głowa. Obwiązywała ją wtedy wilgotnym lnianym ręcznikiem i kładła się na łóżku Frani, aby odpocząć.
Koniec cz 2
Odpowiedź z Cytowaniem
  #34  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 17:32
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie Wielkie pranie cz.3

Ale najbardziej lubiłam się przysłuchiwać rozmowom Frani i Pauliny, kiedy zasiadały do poobiedniej kawy czy herbaty, zagryzanej kruchymi ciasteczkami. Czego tam w tych rozmowach nie było. Ploteczki o wspólnych znajomych obu pań oraz innych „domach” i zwyczajach w nich panujących (nasz taktownie się omijało, przynajmniej w mojej obecności). Streszczenie niedzielnego kazania, które to „wiesz kochaniutka było tak wzruszające, że aż się popłakałam”. Ale najbardziej ekscytujące były wtedy dla mnie opowieści duchach i cudach, które „z całą pewnością” (cytowano nawet naocznych świadków), wydarzyły się naprawdę. Frania prenumerowała „Rycerza Niepokalanej” i z tego powodu wydawała się nam osobą bardzo dobrze poinformowaną. Zresztą ani ja, która dopiero od niedawna zaczęłam zgłębiać tajniki składania liter, ani Paulina, która mimo znajomości dwóch języków i niewątpliwej bystrości umysłu była prawie analfabetką, nigdy nie kwestionowałyśmy tego co mówiła. Była dla nas niepodważalnym autorytetem.
Nasza Frania! Była bardzo ważnym członkiem rodziny, a dla nas dzieci, pierwszą instancją. Oczywiście byli i Rodzice ale z nimi byliśmy bardziej na dystans. To do Frani biegło się ze skaleczonym kolanem, nabitym guzem czy też wszelkimi innymi dolegliwościami. Na wszystko miała radę. Skaleczenia zalewała piekącą jodyną, a potem jako kojący plaster przykładała czysto umyty liść babki. Jeżeli nabiliśmy sobie guza na czole to trzeba było przyłożyć w to miejsce szeroki, kuchenny nóż, a jeśli kogoś bolał żołądek, dostawaliśmy miętowe kropelki. Wierzyliśmy święcie w te leki i naprawdę pomagały!
To Frania czekała z ciepłym i smacznym obiadem, kiedy każde z nas, okrutnie głodne wracało o innej porze dnia ze szkoły. To ona wysłuchiwała pierwszych relacji o naszych osiągnięciach i niepowodzeniach. Mama pracująca zawodowo nie miała głowy i czasu do naszych „dziecińskich” zmartwień.
Takie to bywały gospodarskie prace w tamtych jakże odległych czasach…
Koniec
Odpowiedź z Cytowaniem
  #35  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 18:50
~gość: maja59's Avatar
~gość: maja59
 
Posty: n/a
Domyślnie

Betruto, serdecznie dziękuję za wspaniały opis prania. Jak przez mgłę pamietam takie prania w domu moich wujostwa w Puławach. I jeszcze wspaniały węglowy piec w łazience, srebrzysty i błyszczący, wykonany z jakiejś blachy tłuczonej młoteczkiem w równiutkie kwadraty. Pamiętam ogromną kuchnię z piecem zajmującym chyba jedna czwartą powierzchni pomieszczenia. Na tym piecu wysmażały się powidła ze śliwek w ogromnych, miedzianych patelniach, które po okresie smażenia wisiały równym rzędem na ścianie nad piecem. Najciekawszą dla mnie częścią kuchni była spiżarnia-piwnica do której schodziło się kilkanaście schodów w dół. W tej piwnicy nigdy nie psuło sie domowe masło ani wędliny. Moja ciocia przechowywała tam również wspaniałe konfitury w tym moje ukochane wiśniowe. W jadalni był ogromny gdański kredens w którym na dolnych półkach mogło się zmieścić stado dzieci spędzających wakacje u wujostwa. Kredens pachniał suszonymi jabłkami, jeszcze dzisiaj czuję ten zapach.
Dziękuję Betruto za wspaniałą opowieść o dawnym życiu i za wskrzeszenie wspomnień jakże miłych, bo ze szczęśliwych lat dzieciństwa.

Ostatnio edytowane przez maja59 : 21-02-2013 o 10:11.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #36  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 22:16
ziuta's Avatar
ziuta ziuta jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2010
Miasto: Polska
Posty: 1 248
Domyślnie



Witam serdecznie.
Bardzo ciekawy wątek.pisz kochana jak najwięcej bo to są piękne wspomnienia.
Może się zdziwisz ale znam to nosidło do wody zwane "koromysło".
A tak ,może zacznę od początku.
Urodziłam się na Podlasiu,blisko obecnej granicy z Białorusią nad samym Bugiem.Tereny typowo wschodnie.Po wojnie wraz z rodzicami tj.1947roku wyjechałam na tzw.Ziemie Odzyskane.W okolice pomiędzy Dusznikami Zdrój a Kudową.Dokłanie do Lewina Kłodzkiego.
Dość długo z przyczyn rodzinnych wychowywałam sie u babci na Podlasiu.U niej tam widziałam to "koromysło"-czyli nosidło do wody.
Za moich czasów już nie korzystano z tego urządzenia,dziadek wybudował studnie na podwórzu i stąd już czerpano wodę.Studnia bardzo głęboka a woda kryształowa...Pamiętam jak u babci w jednym pokoju stało duże krosno i babcia mnie uczyła na nim tkać chodniczki i narzuty na łóżko.Miałam wtedy 16 lat, do dziś nie zapomniałam jak to się robi.Jak wyszłam za mąż w posagu właśnie dostałam takie cudeńka.Dość długo służyły u mnie w mieszkaniu.
Przepraszam,że się tak rozpisałam.
Pozdrawiam i pozwolisz,że będę częściej wpadać




__________________
zagląda prawie codziennie
Odpowiedź z Cytowaniem
  #37  
Nieprzeczytane 20-02-2013, 22:23
ziuta's Avatar
ziuta ziuta jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2010
Miasto: Polska
Posty: 1 248
Domyślnie

.

Znalazłam to koromysło i tak westchnęłam sobie.Ile trzeba mieć siły i zdrowia tak nosić wodę na plecach.No cóż inne były czasy i ludzie byli zdrowsi i silniejsi.
__________________
zagląda prawie codziennie
Odpowiedź z Cytowaniem
  #38  
Nieprzeczytane 21-02-2013, 00:17
ostatek's Avatar
ostatek ostatek jest offline
Stały bywalec
Moderator
 
Zarejestrowany: Jun 2008
Posty: 4 209
Uśmiech

Betruto, muszę, no zwyczajnie muszę (rozerwie mnie jeśli tego nie zrobię) pogratulować pięknej polszczyzny. Jestem zachwycona. Rzadko słyszę tak wspaniałe opowieści, bo obecnie ludzie nie potrafią już opowiadać. Komunikują się z sobą jedynie.

Przyznam się do posiadania kilku żelazek na węgle i dusze. Ba, nawet dwie maglownice 'z napędem ręcznym' posiadam w skromnych zbiorach. Maglowanie nie było zajęciem łatwym ani lekkim. Spróbowałam, wiem co piszę. Największym problemem było dla mnie właściwe podejście... bielizna nawinięta na wałek zamiast 'się prostować i prasować' rozwijała się w malownicze paski.
Tak się złożyło, że kiedy postanowiłam emerytować na wsi, sąsiedzi obdarowali mnie prawdziwymi skarbami w moim pojęciu, dla nich bezużytecznymi rupieciami. Pamiętam ich zdziwienie moją radością... a któż by się nie cieszył z prawdziwej maselnicy nazywanej kierzanką, dębowej beczki do kiszenia do kapusty, niestety niewykorzystanej. [100 kg kapusty dla dwojga emerytów i trzech bernardynów (ups, one nie jedzą takich frykasów) to zapas na kilka/naście lat.] Dodam do tego moździerze, dzieże i inne ustrojstwa. Koromysła nie mam, w tej części Polski nie były używane, a jeśli to rzadko.
Zdobycie powyższych akcesoriów było miętą z bobem w porównaniu ze znalezieniem prawdziwej miotły. Takiej z brzozowych witek. Ale i to w końcu się udało. Sąsiad związał (a może uplótł? nie wiem czy miotły się wiąże czy plecie) i podarował. Dawno temu w blogu o tym pisałam http://www.klub.senior.pl/moje/ostat...u...,4904.html Niestety, sąsiad nie żyje, a ja miotły nie mam. Ta z serca ofiarowana dawno się zdarła.

Nie przejmuj się aż tak bardzo długością postów. Podnoszę zagadnienie jako, że na forum słynę (chyba) z gadulstwa nieposkromionego, choć rekordzistką nie jestem. Limit znaków jest bardzo duży, nie udało mi się go przekroczyć, choć sąd forowy się odbył. Łagodny, powiem nawet - wyrozumiały był.

Pozdrawiam serdecznie. I bardzo proszę o dalszy ciąg opowiadań. Są fascynujące.
__________________

Ostatnio edytowane przez ostatek : 21-02-2013 o 00:30.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #39  
Nieprzeczytane 21-02-2013, 10:00
zen's Avatar
zen zen jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2009
Posty: 599
Domyślnie

Ja się tu nadaję bo jeszcze trochę a będzie 80-tka. Witam wszystkich a naszego "wodza" Betrutę szczególnie. Opowieści piękne a język jeszcze piękniejszy (dzisiaj dzień ładnej polszczyzny)gratuluję.
Przy tej okazji chcę podziękować naszemu nauczycielowi kol. Stefanowi.On mi też bardzo pomógł. Uczysz wspaniale, rozczuliłam się gdy czytałam "paluszkiem lewej ręki...itd"Czy to nie piękne.
A do wspomnień powrócę.
__________________
Odpowiedź z Cytowaniem
  #40  
Nieprzeczytane 21-02-2013, 16:29
betruta's Avatar
betruta betruta jest offline
Czasem zajrzy
 
Zarejestrowany: Jan 2013
Posty: 101
Domyślnie

O to, to Moje kochane, bystre dziewczyny!
O to mi własnie chodziło, trafiłyście w samo sedno.
Ziuto, gdyby dziewczynę z zamieszczonej ryciny ubrać w wyszywaną "soroczkę" (lniana koszula bardzo pięknie haftowana wokół szyi i na rękawach charakterystycznym huculskim wzorem),wypisz wymaluj Paulina, Z takiej studni u dziadków na wsi sama czerpałam wodę, ale to było już w czasie wojny.
Tosiu, wydaje mi się, ze gdzieś na jakimś małomiasteczkowym targu można jeszcze nawet teraz kupić taką miotłę.
Taak; Kredens i jego zapachy. OOch! Chyba niewiele młodych ludzi wie już teraz co to jest kredens. Nie miałabyś ochoty tego tutaj opisać?.
Widzicie jak to tematy się zazębiają i wynikają jedne z drugich?
Ja już mam pomysł na następny odcinek. Może nazwę go Nasza Szkoła?. Ale wpierw muszę się jako tako naumieć poruszania się po, i wykorzystywania narzędzi forum, a to zapewne jeszcze trochę potrwa.
A Wy kochani, obecni i przyszli "czytacze" wątku" piszcie i przysyłajcie zdjęcia itp w formie ilustracji. Dobraliście je świetnie, ja jeszcze nie potrafię a nawet gdyby, zapewne nie zrobiłabym tego lepiej.
Dzięki za pochwały mojej polszczyzny No i tu kłania się właśnie 'Nasza Szkoła" no i oczywiście dom rodzinny i pożerane z pasją do dziś - książki.
Ściskam Was i pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

 



Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
Przeszukaj ten wątek:

Zaawansowane wyszukiwanie

Zasady pisania postów
Nie Możesz: tworzenie nowych wątków
Nie Możesz: odpowiadanie na posty
Nie Możesz: wysłanie załączników
Nie Możesz: edytowanie swoich postów

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:36.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.