menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe > Generacja 50Plus > Społeczeństwo > Społeczeństwo - wątki archiwalne
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

Społeczeństwo - wątki archiwalne Społeczeństwo - wątki archiwalne (ostatni post starszy niż 60 dni oraz poprzednie części aktualnie aktywnych wątków)

 
Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
  #1  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 16:36
Stalin's Avatar
Stalin Stalin jest offline
odszedł...
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Miasto: St. Vincent
Posty: 5 124
Domyślnie Mój PRL gawędziarsko...


To było już prawie 30 lat temu, zawsze chciałem jeździć na nartach tylko nie było okazji się nauczyć. No i bodajże w marcu 1981 postanowiliśmy wybrać się na narty. Było nas kilka sztuk, wyjazdy grupowe robiliśmy, tak jest fajniej bo po nartach człowiek się nie nudził, graliśmy w kości, karty, robiliśmy sobie żarcie, ze o konsumpcji gorzały nie wspomnę.
Nie wiem, kto wpadł na Sól i panią Marię Pryszcz, Sól 122, trzeci dom po prawej za piekarnią, dość że właśnie tam wylądowaliśmy i przez ładnych kilka lat było to nasze stałe miejsce na zimowe wyjazdy.

To był stan wojenny, czasy trudne, jeździło się pociągiem z plecakami i żarciem, był taki nocny osobowy do Bielska, 22.10 czy jakoś tak. Grzali na ogół dobrze tak że dawało się wytrzymać, przyjeżdżało się do Bielska około szóstej rano i niestety trzeba było czekać ze dwie godziny na połączenie. Dokładnych godzin nie pamiętam, w każdym razie bar dworcowy w Bielsku obskurny był bardzo a herbata tez nie najcieplejsza..Z kolei fasolka po bretońsku z nóg zwalała a bigos tylko zmęczeni zyciem zamawiać się odważyli.

Za to mieliśmy wrażenie że to inny kraj jest, w kioskach były papierosy bez kartek, no cos niewyobrażalnego, cholera. Najwięcej było albańskich Arberii, straszne siano z dużym A na opakowaniu ale było tez trochę z Jugosławii, Yugo, Croatia i moje ulubione wówczas 475, nie wiem dlaczego taki numer ale dobre były. I te kioski, tam strasznie dużo różnych rzeczy było, nie do pojęcia wtedy, w Warszawie wówczas kioski były puste a w Bielsku to nawet mydło bez kartek było.
A w sklepach to w domu towarowym eleganckie koszule były i skarpetki i pończochy dla kobitek…
Podstawiali wreszcie elektryczny do Żywca i jazda.

Na trasie do Zwardonia jeździły wówczas żywe!!!! lokomotywy (kocham lokomotywy miłością wielką) po drugie podstawiali piętrowe wagony. Już te dwie rzeczy wystarczały, żeby inny świat się z tego robił.Stacje to do dziś pamiętam, Radziechowy Wieprz, która to nazwa dawał a nam wiele okazji do rowom, kto to był Radziech i co z Wieprzem robił, wyszło chyba na to że chciał wieprza na kiełbasy przerobić a ten mu uciekł, Węgierska Górka, Cięcina, Milówka, wsławiona mozaikami w budynku dworcowym pracowicie ułożonymi przez artystę Rafała Hulbaja, na jednej z nich był jeleń na rykowisku któremu ktoś bardzo starannie wydłubując kafelki dorobił kutasa do samej ziemi. Nastepnie Cisiec, Rajcza, Rycerka i Sól, gdzie wysiadaliśmy. Dalej była jeszcze Sól Kiczora, Laliki i wreszcie Zwardoń. Zdarzało się nam chodzić torami z Soli do Rajczy i na odcinku pomiędzy Rycerką a Rajczą najpierw zobaczyłem kupę a potem papier, szedłem wtedy z Milordem i wyciągnąłem wniosek że ostatni pociąg jechal ze Zwardonia w dół, Milord pochwalił mnie za trafność rozumowania ale jednocześnie rzucił uwagę,że to mógł zrobić ekscentryczny angielski arystokrata i wtedy moje rozumowanie byłoby błędne, i tak dyskutując dotarliśmy w końcu do Rajczy.

Po przyjeździe szło się do pani Marii ona przydzielała pokoje i trzeba było sobie pościel oblec i wtedy wiadomo było że jesteśmy na miejscu. Pani Maria prowadziła dom ściśle według porad z „Przyjaciółki”, wzdłuż schodów na piętro były sztuczne, bardzo zielone paprotki w doniczkach, mój kumpel Zdzich chciał nawet zapuścić sztuczne mszyce robione z fusów po herbacie ale trzymać się nie chciały…
Po pozostawieniu rzeczy wracało się na stację i jechało z powrotem do Rajczy żeby uzyskać pozwolenie na pobyt w strefie nadgranicznej.
Sierżant na komendzie wyrażał zdziwienie, że pani Maria ma tak liczną dalsza rodzinę ale zezwolenie dawał bo w końcu swoim krzywdy robił nie będzie, ludzie wtedy nie przyjeżdżali i cała okolica była mocno stratna. Jeździliśmy tam w różnych układach towarzyskich, najczęściej z Milordem, moim kolegą z bloku, Jurkiem – czcicielem słońca, bywała Agata, która później miała dziecko z psychiatrą Lechem i wyjechała z nim do RPA, bywał Kolarzyk, nazwany tak od czasu kiedy przejechał po nim rowerzysta i złamał mu szczękę w dwóch miejscach, była Depcia niejaka, kobieta cud urody o szczęce jak Jacek Gmoch, która miała bardzo silne nogi i tylko dlatego udawało jej się jeździć na nartach bo robiła takie ewolucje że normalny człowiek by się wywrócił, ona zresztą później wyszła za mąż za Japończyka – musiał to być koneser zaiste.

Z reguły szliśmy na piwo do knajpy o uroczej nazwie Solanka, a jakże, później robiliśmy sobie żarcie, wychodziliśmy czasem na stok nad chałupką i tak kończył się nasz pierwszy dzień w Soli. Wtedy jeździliśmy na dwa tygodnie więc był to kawał czasu. Rano wstawaliśmy wcześnie dość, tak żeby zdążyć na pociąg 8.15 do Zwardonia, dyżurny leciał do piekarni po bułeczki i chlebek, robiło się śniadanie na korytarzu bo stoliki z pokojów były wyniesione i jadało się wspólnie, to zresztą było co na kształt rytuału, po śniadaniu kawa i pierwszy papieros, w zależności od tego czy droga była sypana żużlem czy nie do stacji jechało się na nartach albo szło na piechotę,
W pociągu paliło się następnego papierosa i było fajnie bo za Kiczorą zaczynał się śnieg i było przepięknie zimowo….
Na peronie w Zwardoniu czekało zawsze 3 wopistów z psem, sprawdzali czy ma się zezwolenie, najbardziej znudzony był pies bo kompletnie nie miał nic do roboty, chłopaki od czasu do czasu kogoś zawracali , pozostali szli w dół pod mały Rachowiec gdzie zapinało się narty. Jeżdżenie na nartach to już inna historia i ciąg dalszy….
__________________
  #2  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 18:05
tadeusz50's Avatar
tadeusz50 tadeusz50 jest offline
odszedł....
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Sosnowiec
Posty: 29 259
Domyślnie

Sól -Kiczorę wspomiałem. O ile podpisy na zdjęciach -z tyłu- byłem tam w 1957, kilka zdjęć w albumie i migawki w pamięci. Zdjęcie lasu połamanego po jakimś miejscowym huraganie, drzewa połamane jak zapałki w połowie, lub wyrwane z korzeniami.
Pamięć. Drewniany dom bez elektryczności stojący przy polnej drodze kawałek dalej budynek szkolny, za domem duża łąka która kończyła się na potoku.
__________________
Rak nie wyrok-pieprzyć raka
Z miłości do świata – pomagam klikając http://ciekawnik.pl/swiat-wokol-nas/...magam-klikajac
  #3  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 19:56
Kazimierz's Avatar
Kazimierz Kazimierz jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Dec 2007
Miasto: Gdańsk,pomorskie
Posty: 3 007
Domyślnie Stalińciu !

Cosik mi sie zdaje, że ten Twój gawędziarski wątek o PRL podzieli los innych wątków o PRL i przerodzi się w wątek ... , ano zobaczy sie.
Bardzo ładny opis zimowych wspomnień z PRL, tymbardziej, że B-B znam ze względu na praktyki zawodowe, duże skupisko mojego przemysłu (wełniarskiego) no i piękne okolice: Wislę, Ustroń, Skrzyczne itd. Ale gawędziarzem, to ja nie jestem.
  #4  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 20:33
Stalin's Avatar
Stalin Stalin jest offline
odszedł...
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Miasto: St. Vincent
Posty: 5 124
Domyślnie

Tedeusz Sól Kiczora była wyżej Soli...
Kazimierz - się zobaczy, to akurat był późny PRL...
A dom Handlowy Beskid w Wilczkowicach bodajże... Bo z Bielska na Żywiec lepiej bylo jechać po prawej stronie torów i dopiero w Wilczkowicach przejechać na druga stronę...
__________________
  #5  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 20:41
bronczyk's Avatar
bronczyk bronczyk jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Aug 2008
Posty: 10 970
Domyślnie

Kawał życia prawdziwego z tamtych lat. Duże brawa.
  #6  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 21:11
jip's Avatar
jip jip jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: Wielkopolska
Posty: 11 298
Domyślnie

A pamiętacie pociągi przyjazne, czy przyjaźni? Załapałem się kiedyś na taki... tam szły spodnie takie jeans, no bo wymienili 64 ruble, chyba, więc po kilka par spodni trzeba zabrać było. Granica - niesamowite trzepanie, nam się udało.. jedziemy do Wilna. Jest Wilno, zwiedzanie Ostra Brama, cmentarz na Rossie no i spotkanie w jakimś zakładzie , fabryce z załogą, przemówienia cholera długo, a w barku koniaki, a potem tańce z załogą, nie powiem, koniaków szybko braknęło, dziewczyny Litwinki i Polskie Litwinki niczego, zabawa niesamowita......

Miedzy spotkaniami były też wolne dni, rzadko, ale były, chodziło się wtedy po zaopatrzenie, paczka 8 osób to się kupowało mieszankę koniakowo-wódkowo-szampanowo(musująco)-sokową,(to wszystko tam było) z reguły zakup za ponad 50 rubli, no i zawsze słyszeliśmy pytanie, czy my wiemy ile to kosztuje?(pensja 50 rubli) Wychodziło około 7 rubli na łebka, para spodni 150 rubli, każdy sprzedał najmniej 3 , więc poczucie burżuazyjne w kraju komunistycznym mieliśmy, po konsumpcji, wejście na górę Giedymina było weselsze bo tam jeszcze resztę konsumpcji było, to i jeszcze weselsze zejście było. No i chyba też jakieś pomniki nam pokazywali. Może to głupie wspomnienia, ale wtedy czułem się burżuj po sprzedaniu trzech par spodni, nawet "zenita" kupiłem...

Ale myślę Stalin, że z wątkiem trafiłeś, wracając nazad to i ciekawe było i wesołe było, i adrenalina rosła......mimo, że się klęło "cholerna komuna".... miłych wspomnień....
  #7  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 21:52
Lila's Avatar
Lila Lila jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Feb 2007
Miasto: Polska
Posty: 50 691
Domyślnie

A może by tak zrobić ''bazar demo-ludów''?
Wszak nasz blok był jednym wielkim bazarem?

ps. ponoć nasi dorabiali się fortun w Bułgarii na kremie Nivea?
  #8  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 22:09
Mar-Basia's Avatar
Mar-Basia Mar-Basia jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2008
Miasto: Europa
Posty: 33 587
Domyślnie

Cytat:
ps. ponoć nasi dorabiali się fortun w Bułgarii na kremie Nivea?

Byla i chyba ciagle jest taka zasada: "kazdy orze jak moze", handel wymienny zawsze mial popyt.
__________________
Kozła bój się z przodu, osła z tylu, a złego człowieka ze wszystkich stron.
Szczęśliwego człowieka nie można obrazić. Można go tylko rozśmieszyć
Dla zasady robie screeny wszystkich moich wypowiedzi!
  #9  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 23:30
Idalka's Avatar
Idalka Idalka jest offline
Użytkownik zabanowany
 
Zarejestrowany: Jan 2010
Posty: 536
Domyślnie

Cytat:
Napisał Lila
A może by tak zrobić ''bazar demo-ludów''?
Wszak nasz blok był jednym wielkim bazarem?

Cytat:
ps. ponoć nasi dorabiali się fortun w Bułgarii na kremie Nivea?


Ja tez chcialam ....ale chciec i moc ....itd
Pojechalam, po uprzednim otrzymaniu wkladki paszportowej, na Wegry, nie nie sama,w pojedynke zginelabym jak sol na ukropie.Wracalam sama.
Szlaki byly przetarte,nocleg w poblizu dworca Kaletti u Wegierki,zony Polaka,wszystko podane jak na srebrnej paterze,ale jak sie jest antytalentem,to nic nie pomoze.
Cyganki,a moze Rumunki, ogladajac posciel i reczniki,bo my tak bardziej poscielowo niz kosmetycznie chcialysmy podbic bratankow,mowily "kici kici"co mialo znaczyc male,lub malo warte.
Adamaszek wystany w Lodzi,reczniki- piekne frote z odrzutow exportowych ,a ta mi macha upierscieniona,choc niezbyt czysta/caly dzien na bazarze/lapka i ocenia kici,a moze kichi,

Zabralam" stragan",dotarlam do kwatery ,usiadlam do negocjacji z gospodynia,latwo bylo , ja sie na wszystko godzilam,pewnie oczarowana moja naiwnoscia,bo nie wdziekiem ,osobistym dorzucila do ustalonej sumy zloty lancuszek,ucieszylam sie jak Murzyn blaszka,mialam forinty i gotowy prezent na corki I Komunie
Poszlam w miasto i panstwo,co zwiedzilam to moje,poprobowalam zupelnie nieznanych potraw,owocow .
warzyw.
Pojechalam na Malgorzate i nad Balaton,ach,samodzielnie sprzedalam piekna ,z prawdziwych wlosow peruke,moze tez mnie orzneli ,ale suma byla pokazna.
Wrocilam opalona,zmeczona z jakimis mrugajacymi panienkami na portmonetkach i paroma kilogramami salami,ktore smakowalo rodzinie ,tak sobie.
Moje wspolhandlarki orzekly"Grabczakowa jest nienormalna,pojechala zwiedzac Wegry"
Moze tokaj tez prztachalam,ale nie pamietam .
Na fortune czekam do dzis,nie przyszla.

Ostatnio edytowane przez Idalka : 07-02-2010 o 00:02.
  #10  
Nieprzeczytane 06-02-2010, 23:55
Ha_na's Avatar
Ha_na Ha_na jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Oct 2009
Miasto: Polska
Posty: 2 730
Domyślnie

Czekam na ciąg dalszy opowieści Stalina. Czytając z zainteresowaniem, przypomniałam sobie co ja robiłam w czasie stanu wojennego? Zakład w którym wówczas pracowałam, był zmilitaryzowany, a co to znaczyło, to wszyscy ,którzy pamiętają, to wiedzą . O jakimkolwiek urlopie można było tylko pomarzyć. Ale czekam na ciąg dalszy. Podoba mi się język i styl - dobrze się czyta i budzi wspomnienia.
__________________
-----------------------------------
  #11  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 00:31
Mar-Basia's Avatar
Mar-Basia Mar-Basia jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2008
Miasto: Europa
Posty: 33 587
Domyślnie

Cytat:
=To było już prawie 30 lat temu, zawsze chciałem jeździć na nartach tylko nie było okazji się nauczyć. No i bodajże w marcu 1981 postanowiliśmy wybrać się na narty. Było nas kilka sztuk, wyjazdy grupowe robiliśmy, tak jest fajniej bo po nartach człowiek się nie nudził, graliśmy w kości, karty, robiliśmy sobie żarcie, ze o konsumpcji gorzały nie wspomnę.
.

Rok 1981 - Eureka.....36 lat po wyzwoleniu...kon sie usmieje. Jasne, ze to juz byla bonanza. Wkladki paszportowe, wyjazdy do Jugoslawi, na Wegry, do Berlina, ....handelek .....nie mowiac o saksach.

Czekam z niecierpliwoscia na "narciarskie" opowiadania z lat ...powiedzmy 1951. Pierwsze dziesiec traktuje ulgowo.
__________________
Kozła bój się z przodu, osła z tylu, a złego człowieka ze wszystkich stron.
Szczęśliwego człowieka nie można obrazić. Można go tylko rozśmieszyć
Dla zasady robie screeny wszystkich moich wypowiedzi!

Ostatnio edytowane przez Mar-Basia : 07-02-2010 o 01:13.
  #12  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 01:08
Stalin's Avatar
Stalin Stalin jest offline
odszedł...
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Miasto: St. Vincent
Posty: 5 124
Domyślnie

Teraz do NRD nikt nie pojedzie... A ja byłem...
Idalka - a płyn na porost włosów Banfi pamiętasz?
Był taki rysunek Mleczki - Łysy z Polski prosi o wsparcie
__________________
  #13  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 10:52
Alsko's Avatar
Alsko Alsko jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Jul 2007
Miasto: Warszawa
Posty: 34 890
Domyślnie

Cytat:
Napisał Idalka
Ja tez chcialam ....ale chciec i moc ....itd (...)
Na fortune czekam do dzis,nie przyszla.
A ja nie chciałam, ale...
W latach osiemdziesiątych pojechałam "do błot" Eforii w Rumunii. Stać mnie było tylko na wyjazd organizowany przez PTTK, z góry musiałam się więc pogodzić z niedostępnością hotelowych jedynek. Zakwaterowano mnie w "trójce". Pogoda wymarzona, współspaczki sympatyczne, jakoś było.
Z miejsca narwałam się na rewizję przy wejściu na teren damskiego "błota". Nieważne, że damskie, przeszukanie robili mężczyźni. Jakoś do głowy mi nie przyszło, że na tym terenie kwitnie handel srebrem, złotem i walutą. Naiwniaczka.
Płeć "rewidentów" to i tak był mały Pan Pikuś wobec tego, że tory kolejowe przebiegały tuż obok na nasypie i wszyscy maszyniści tu zwalniali, by pasażerowie mogli się pogapić na ubłocone golasy poniżej.
Na nadmorskiej plaży mój krem Nivea oraz okulary zostały napadnięte przez Rumunki i znikły w try miga. Były oburzone, że nie mam radia. Po co na plażę przyszłam wobec tego?! Naiwniaczka.
Zostałam z jakimś pieniądzem w garści. Ale japę rozdziawiłam na dobre w hotelu. Zastałam w pokoju cały tłum Rumunek i Cyganek rumuńskich, łapały wszystko, moje współlokatorki były przygotowane nieźle. Ciuchy, leki, papierosy z Peweksu, kawa, srebro...
I taki dialog. Rumunka trzyma już w łapie Biseptol, łapie drugi jakis sulfonamid i pyta "nobabi? nobabi?" z akcentem na no. Polka jest trochę zdezorientowana, ale kiwa głową na tak.
Przeszły jak tornado, porywając moje dwie ukochane kiecki.
Siedzę ogłupiała naiwniaczka, panie liczą zarobioną forsę i komentują. Pytam o te leki. I tu się okazuje, że Biseptol w cenie, bo szaleją choroby tzw. wstydliwe i właśnie on się sprawdza. A pytanie "nobabi" było pytaniem o właściwości antykoncepcyjne tego drugiego leku (zapomniałam nazwy ). Środki antykoncepcyjne były tam niedostępne. Rumunka kupiła oczywiscie. A Polka? Pani mikolog, pracownik naukowy. Była z siebie bardzo dumna.
  #14  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 13:13
Idalka's Avatar
Idalka Idalka jest offline
Użytkownik zabanowany
 
Zarejestrowany: Jan 2010
Posty: 536
Domyślnie

Cytat:
Napisał Stalin
Teraz do NRD nikt nie pojedzie... A ja byłem...
Idalka - a płyn na porost włosów Banfi pamiętasz?
Był taki rysunek Mleczki - Łysy z Polski prosi o wsparcie
tego nie pamietam natomiast na kempingu spotkalam Polakow wracajacych z lazienkowo sypialniowej wyprawy,
prosili o recznik,chcieli kupic,ale dalam,nie powiem ,zrewanzowali sie owocami
  #15  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 14:15
Kazimierz's Avatar
Kazimierz Kazimierz jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Dec 2007
Miasto: Gdańsk,pomorskie
Posty: 3 007
Domyślnie Stalińciu !

Gratuluję ! Trafifiłeś widzę w zapotrzebowanie, bo chodzi przecież o widzenie satyryczne PRL (krytyczne,ale wesołe), a nie skrajnie polityczne, jak w poprzednich wątkach.
Też trudniłem się wymianą międzynarodową: na zachód,zabierałem zamiast dewiz "chopin'a" i inne takie tam jeszcze chodliwe,kryształy, a na demoludy-kryształy, "być może" ( starsze panie wiedzą, o co biega), nivea, dżinsy itp ciuchy. Zdażało mi sie nawet przemycać dolary na zachód,aby je potem legalnie przywieźć i oszczędzać na koncie A w PeKaO i kupić kolorowy tv Thompson z dotykowo przełączaniem kanałów,a dużo tego było:aż trzy.
W ostatnim roku studiów, pociągiem przyjaźni pojechałem z wycieczką dwutygodnową do Moskwy i Leningradu, za 600zł (peerlowskich). W Moskwie widieł WDNCh - "wystawku dostiżenii narodnowo chozjastwa, kreml,tretiakowskuju galerieju, GUM, był ja w Wielikom Tieatrie, vidieł, karzetsja, primabalerinu Olgu Liepieszyskoju itp< w Leningradzie Avroru, Ermitaż,Pietropawłowskij Ostrov, no i poznakomiłsja z Ludmiłoj na kakim-to universytecie,nie pomniu, żal, kakom, s kotoroj potom pierepisywałsja niekatoryje vremia.
Poka, my vsie izuczali ruskij jazyk, nie budu pierowodił.
To były piękne dni, po prostu piękne dni naszej młodości.
Izwinitie za moj russkij. Oczeń trudno pisat po russki łatinskom alfabitom.
  #16  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 14:49
Stalin's Avatar
Stalin Stalin jest offline
odszedł...
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Miasto: St. Vincent
Posty: 5 124
Domyślnie

Kazimierz - myśmy mniej więcej normalnie żyli, polityka to naprawdę był margines zainteresowań, chyba, ze coś się działo waznego...
__________________
  #17  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 15:08
Stalin's Avatar
Stalin Stalin jest offline
odszedł...
 
Zarejestrowany: Aug 2009
Miasto: St. Vincent
Posty: 5 124
Domyślnie Zwardoniu, Zwardoniu.. .(cz.2 gawędziarstwa)

Jeżdżenie na nartach w Zwardoniu to kawał historii. Po drodze ze stacji do Małego Rachowca można było wpaść do baru nr 4, kotleta poklepać. Leżały tam na tacy przez wiele sezonów jakieś mielone, te same 4 sztuki, nikt tego nie jadł bo po co tracić życie w okropnych męczarniach, brało się piwo i mówiło kotletom : - Cześć chłopaki!

Fenomen istnienia tych kotletów wielosezonowych niektórzy wyjaśniali porównując je z banknotami, na banknotach tez jest pełno zarazków ale jest ich tyle, że z trudem walczą o przeżycie, nikogo nie zarażają i banknotu nie niszczą, stąd też kotlety przetrwały, wobec takiej ilości bakterii ples była bez szans. I to był jeden ze stałych punktów pobytu w Zwardoniu…

Na Małym Rachowcu opłacało się być pierwszym bo wtedy z raz można było na dół zjechać zanim ludzi z pociągu wwieźli na górę i zamknęli wyciąg. Czasem wyciąg nie chodził i wtedy szło się na piechotę obok Domu Wczasowego Żywczanka gdzie był Żywiec i parę flaszek na wyciąg zabrać można było. Później był zjazd na dolną stację Dużego Rachowca i zaczynała się jazda. Były takie dni, kiedy było wszystkiego około 30-40 osób na stoku, płaciło się 100 ówczesnych złotych od głowy i wyciąg jeździł do 15. Ajent, Pan Zenek z resztą obsługi płakali i pili, jak się wypłakali a chcieli jeszcze pić to za 50 zł wyciąg chodził do 17, wtedy już tylko pili, bez płaczu, bo to twarda ekipa była. Ile kto wyjeździł tyle było jego, nikt sobie nie zawracał głowy podawaniem orczyków, wtedy naprawdę jeździło się do upadu.

Nie było jeszcze wówczas ratraka, cała góra Rachowca to były muldy i przyznam się że lubiłem jeżdżenie po muldach bo jak człowiek złapie o co chodzi to wszystkie ewolucje same wychodzą, pamiętać trzeba o najechaniu na szczyt muldy i ześliźnięciu się po zboczu, raz w lewo raz w prawo, poezja wprost. Dużo uroku i emocji dostarczało też oddawanie orczyka, ci którzy wiedzieli jak to robić podjeżdżali pod koło napinające i spokojnie pozwalali orczykowi się wciągnąć, ci którzy nie wiedzieli puszczali go wcześniej i były przypadki kiedy taki orczyk komuś przyłożył. Ja sam parę razy pochylić się musiałem bo orczyk szybko śmiga i jak przywali to krzywdę robi. I tak jeździliśmy jak kto umiał, jedni lepiej inni gorzej.

Pamiętam jakąś kobitkę która wjechała w krzaki na siusiu ale nart jej się odpiąć nie chciało i poniosło ją trochę, jechała tak z gołą dupeczką w pozycji kucznej,( ładna dupeczka, w sam raz w łapy sie miesciła) nie mogąc się zatrzymać, sunąła w dół powoli i nieubłaganie aż wreszcie zwaliła się na bok a śnieg wtedy szorstki był bardzo.

Innym razem jeden gość, z tych dobrze jeżdżących, gadał do kumpla który za nim z tyłu jechał i za późno się zorientował że stok się kończy, wjechał na bandę i wyrzuciło go jak z katapulty, leciał parę metrów i wreszcie spadł, wzbijając fontannę śniegu, wszyscy patrzyli co będzie dalej, no i po kilku sekundach ruszyła się najpierw jedna ręka, później druga, następnie koleś… To co było efektem dodatkowym to narastające aaaaAAAAAAAAA wydawane przez kolesia kiedy już wiedział co go czeka, szło to gdzieś z głębi trzewi i kończyło w gardle. Tarzan to przy nim był mały pikuś.

Ciekawym przypadkiem była Martyna, którą uczyłem jeździć, jak się przewracała to przytomnie robiła to na bok, wstawała podpierając się kijkami ale robiła to jak na filmach rysunkowych, jej ciało się wydłużało a dupeczka dalej pozostawała na ziemi, dopiero kiedy naprężenie tułowia osiągało wartość graniczną dupeczka odrywała się od ziemi z cichym mlaśnięciem i ciało wracało do normalnej długości.

Z obsługi orczyków to pamiętam Michała, który mówił dość specyficznie, brzmiało to mniej więcej ahyuałłamysssta, co oznaczało że flaszka zaraz pusta będzie… Pan Zenek nosił śliczną czapeczkę w kolorze bordo, z napisem Ski Alpine i była to chyba jedyna czysta część jego garderoby… Później na skutek wprowadzenia mnie w towarzystwo też z nimi pijałem wódeczkę i dobrze, bo wtedy nawet o 18.00 wywozili nas na górę.

Picie po góralsku oznacza picie z jednego kieliszka, celebrujący nalewa pierwszego kielona i podaje wybranej osobie, wybraniec wypija i przepija do kolejnej osoby. Urok polega na tym, ze jak kogoś nie szanują to przepijaja do siebie nawzajem a gość siedzi o suchym pysku.

Sezon zresztą upamiętnił się występami gościnnymi w Rajczy pana Zenka, ajenta wyciągu. Z bykiem, takim dobrze ponad pól tony ważącym. Zawieźli go chłopaki ze Zwardonia do skupu do Rajczy, normalnie traktorem na przyczepie, ale musieli go do punktu doprowadzić piechotą, na skróty przez targowisko. Zamiast łańcucha użyli linki od orczyka, mocna jest, wytrzyma, ale nie wiedziała o tym ludność tamtejsza, i na widok 2 napitych (stan permanentny) szarpiących się z buhajem na sznurku, uciekać z targowiska zaczęła, nie zwracając przesadnej uwagi na wystawione towary, stragany i tym podobne. Ładna demolka podobno była, Zenek do tej pory się uśmiecha na wspomnienie i - Oj, panie, ładnie było! - mówi.

Na koniec dnia zawsze następował najprzyjemniejszy moment, zjazd do Soli. Nie musieliśmy się spieszyć na autobus albo pociąg, wjeżdżaliśmy na górę jako ostatni, (po godzinach – wódeczka!), jeszcze papierosek z widokiem na góry przed zjazdem i piękną trasą w dół. Momentami wąsko było, bo trasa prowadziła przecinką leśną ale jakoś się wszyscy wyrabiali. Na sam koniec na krechę trzeba było na krechę się puścić żeby pod przeciwległe zbocze podjechać jak najwyżej, zostawał tak czy inaczej kawałek podejścia pod grzbiet i finalny zjazd na podwórko do chałupki.

Robiło się wtedy kolacjoobiad, często były to tak zwane pióra czyli pure ziemniaczane, najczęściej z nieśmiertelnym paprykarzem szczecińskim, która to konserwa jedyna dostępną być się zdawała. Boski smak paprykarza długo jeszcze drzemał w ustach, gorzej że jeszcze dłużej w żołądkach zalegał i przypominał o sobie tkliwym beknięciem. Mówiło się wtedy, że bekas przeleciał…Zdarzały się również lepsze partie tego specjału, to loteria była, bo normy technologiczne wtedy to w telewizji jedynie zobaczyć można było a i to wyłącznie na filmach importowanych.

Czasem szło się do Solanki na piwo, ryzykując kontakt z miejscową ludnością, bywałem tam w mocno połatanych dżinsach i spotkałem się z pytaniem jednego ze współbiesiadników: Panocku, pewnikiem zWietnamu wracata? No to inteligiencko lecę va banque:
- A po czym Pan wnosi, ze byłem w Wietnamie?
W odpowiedzi otrzymuję:
-Jo, panocku nicego teraz nie wnosę, ino spodnie Panocku takie mocie, jakbyście bombom kulkowom w rzyć dostali!!!!

Innym razem, kiedy na skutek głodu dwie z naszych koleżanek zaryzykowały spożycie bigosu w tejże gospodzie, pojawiła się przed nimi spracowana ręka trzymająca wafelek, o ręce wszystko dałoby się powiedzieć, ale na pewno nie to, że jej właściciel przejawiał nadmierne upodobanie do higieny. Do tego z góry dobiegł głos, typowy bar baryton: - A bo to tak dziubią ten bigos jako ptaszyny, to naści wafelka! Po podniesieniu wzroku ujrzały twarz jak z koszmaru kolejarza, po czołowym zderzeniu z lokomotywą spalinową marki Gagarin i nie śmiały odmówić spożycia tego wafelka w związku z tym wszelkie dobre rady wyniesione z domu i wzorce zachowań higienicznych na ten czas uległy zawieszeniu.

Ale trzeba przyznać, że nikt nas nie zaczepiał, wszystkie sprawy miejscowa ludność załatwiała między sobą i tylko nazajutrz zakrwawiony wokół gospody śnieg świadczył o występującej różnicy zdań. Sam bufet z kolei kratą był zabezpieczony, w razie draki szybko można było ją opuścić.

Bywało, że gaździnka placki ziemniaczane nam robiła, dostawaliśmy dwa wiadra ziemniaków do starcia, niewprawni byliśmy i często okrawki naskórka wpadały do naczynia z tartymi ziemniakami ale uczta pyszna była.

Czasami wybieraliśmy się do Szczyrku żeby na innych górkach pojeździć, tam jakaś kumpela Milorda, bodajże Beata leniwą elegancją błyszczała, cały stok Golgoty od niechcenia w trzech albo czterech zakrętach biorąc. Część z nas preferowała narty biegowe i przemieszczała się w różnych kierunkach przywożąc szereg obserwacji obyczajowych, dotyczących motywów dekoracyjnych chałup i domów.

Popularne były wówczas tłuczone lusterka na fasadach albo też ceramika, i malunki o treści różnej, od jeleni i lasów do Kaczora Donalda nadnaturalnej wielkości ale z krzywym dziobem za to. (cdn)
__________________
  #18  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 15:52
tadeusz50's Avatar
tadeusz50 tadeusz50 jest offline
odszedł....
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Sosnowiec
Posty: 29 259
Domyślnie

Miało być gawędziarsko a tu znowu łomot.
__________________
Rak nie wyrok-pieprzyć raka
Z miłości do świata – pomagam klikając http://ciekawnik.pl/swiat-wokol-nas/...magam-klikajac
  #19  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 16:20
jip's Avatar
jip jip jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: Wielkopolska
Posty: 11 298
Domyślnie

Stalin fajnie z tego Zwardonia zjeżdżasz, więcej tego dawaj.Pozdrawiam...
  #20  
Nieprzeczytane 07-02-2010, 16:29
ansty's Avatar
ansty ansty jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Cieszyn-okolice
Posty: 2 655
Domyślnie

Marnujesz się chłopie!!!!! talent pisarski drzemie w Tobie!!!!Zużytkuj go! będzie ciekawie-czytelników już masz!!
__________________
ANIA
 

 



Podobne wątki
Wątek Autor wątku Senior Cafe Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Mój wnuczek krise1 Jestem babcią, jestem dziadkiem 27 05-10-2019 21:04
PRL - Blaski I Cienie... Lila Polityka - wątki archiwalne 552 23-02-2010 00:55
55 lat temu zbiegł z PRL budowniczy PRL ... z centrum Polityka - wątki archiwalne 5 08-01-2009 13:40
Jedną nogą w PRL. z centrum Polityka - wątki archiwalne 10 17-10-2008 16:27
„Mała Moskwa” – film o trudnych dla Polaków i Rosjan czasach PRL-u - komentarze Mietek Legnica Ogólny 2 27-04-2008 13:11

Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
Przeszukaj ten wątek:

Zaawansowane wyszukiwanie

Zasady pisania postów
Nie Możesz: tworzenie nowych wątków
Nie Możesz: odpowiadanie na posty
Nie Możesz: wysłanie załączników
Nie Możesz: edytowanie swoich postów

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:36.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.