menu

senior.pl - aktywni w każdym wieku

Wróć   Klub Senior Cafe > Styl życia > Wszystkie zwierzęta duże i małe
Zarejestruj się FAQ / Pomoc Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz Fora Jako Przeczytane

Wszystkie zwierzęta duże i małe Nasi podopieczni w domach i inne "co skaczą i fruwają"

Odpowiedz
Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
  #6501  
Nieprzeczytane 05-05-2024, 06:57
Kaima's Avatar
Kaima Kaima jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2011
Miasto: Mazowsze
Posty: 18 911
Domyślnie

Jak długo kot może zostać sam w domu?

Mówi się, że koty są samotnikami. To nie do końca prawda. Koty, podobnie jak psy potrzebują ludzi. Pozostawione same na długie godziny zaczynają tęsknić tak bardzo, że... odmawiają sobie jedzenia. Jak długo kot może zostać sam w domu, żeby nie odbiło się to na jego psychice?

Niejeden opiekun zastanawiał się, jak długo kot może zostać sam w domu. Wszystko zależy od jego wieku. Młode koty można pozostawić w domu na 8 godzin. Przed wyjściem z domu należy zapewnić mu odpowiednią ilość wody i karmy, a także zabezpieczyć okna i zamknąć toaletę. To kwestia bezpieczeństwa.
Starsze koty mogą zostać same w domu przez 12 godzin. W wyjątkowych sytuacjach można zostawić je na całą dobę. Podobnie jak w poprzednim przypadku, zwierzę musi mieć dostęp do świeżej wody i odpowiedniej ilości karmy. Problemem staje się kuweta. Koty to prawdziwe czyściochy. Jeśli kuweta jest zanieczyszczona, mruczek może załatwić się poza nią. W takiej sytuacji warto poprosić o pomoc sąsiada czy przyjaciela.

Opisana sytuacja nie powinna zdarzać się często. Koty są bardzo przywiązane do właścicieli. Tęsknią tak samo mocno, jak psy. Niektóre mruczki odmawiają jedzenia czy picia z tęsknoty. Częste zostawianie kota na długie godziny może doprowadzić do problemów behawioralnych, a nawet do depresji.
__________________
W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasami bywają też niedziele. (Maria Dąbrowska)
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6502  
Nieprzeczytane 10-05-2024, 06:40
Kaima's Avatar
Kaima Kaima jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2011
Miasto: Mazowsze
Posty: 18 911
Domyślnie

__________________
W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasami bywają też niedziele. (Maria Dąbrowska)
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6503  
Nieprzeczytane 13-05-2024, 17:41
Kaima's Avatar
Kaima Kaima jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2011
Miasto: Mazowsze
Posty: 18 911
Domyślnie

Wywiad z behawiorystą
Autor: Anna Szatkowska

Co jest ważne dla kotów, jak się z nimi dogadać, z jakimi problemami tych zwierząt najczęściej borykają się ich opiekunowie? O tym i wielu innych tematach rozmawiam z Adrianem Meyerem (Kocim Szamanem), pracownikiem schroniska dla bezdomnych zwierząt w Ciapkowie. Od 2021 roku zawodowo zajmuje się behawiorystyką i zoopsychologią kotów, a od 2023 powiększa swoje kompetencje o pieski. Sam jest opiekunem dwóch fantastycznych kotów: Klopsa i Kluski.

Dobry behawiorysta musi zrozumieć kota i dogadać się z opiekunem
Jak się zostaje kocim behawiorystą?

Przede wszystkim trzeba chcieć pracować ze zwierzętami i je rozumieć. A w przypadku kociego behawiorysty, próbować zrozumieć, dlaczego kot zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Powinno się mieć w sobie chęć rozwiązywania kocich problemów. To na początek wystarczy. No i miłość do zwierząt też się przydaje. Taka, której przybywa.

Tak było w pana przypadku?

W moim przypadku zadziałała nie tylko miłość do zwierząt, ale i praca w schronisku. Po wielu latach obserwacji, jak te zwierzęta się zachowują, stwierdziłem, że potrafię czytać w ich zachowaniu, i mógłbym pomagać też ludziom, jeżeli mają problemy z swoimi kotami.

Bo z opiekunami zwierząt też trzeba złapać jakiś kontakt, jeżeli mamy pomóc kotu, prawda?

Oczywiście. Każdy człowiek jest inny, ma różne podejście do zwierząt, swój bagaż doświadczeń. Behawiorysta musi do niego trafić. Jeden człowiek jest głęboko związany ze swoim pupilem, dla innego kot to tylko zwierzę. Ale i tak zadaniem behawiorysty jest przekonać, że kot ma swoje uczucia, a jego emocje zależą też od działania człowieka.

Czy koci jedynak nudzi się w domu?
Dla ludzi, którzy mają koty w domu, to oczywiste. Mamy w domu dwa koty i jesteśmy w stanie się z nimi dogadać. A lepiej mieć więcej kotów, żeby - jak to zwykło się mówić - temu drugiemu nie było smutno?
Jedna osoba jest w stanie dobrze zająć się dwoma kotami. Trzy to już jest trochę dużo. Pracujemy, mamy swoje obowiązki, kiedy wracamy do domu, musimy im poświęcić czas. A jeśli zwierząt będzie więcej, nie będziemy w stanie poświęcić tyle uwagi, ile potrzebują. Jeżeli więc ktoś chce drugiego kota dla tego pierwszego, żebym tamten się nie nudził, to raczej zły pomysł. Kot się sam nie nudzi. Co innego, gdy weźmiemy dwa koty tzw. dwupak. To jest świetne rozwiązanie i wtedy koty się będą (zazwyczaj) dogadywać. Ale kiedy dokładamy kolejnego kota bez przemyślenia i odpowiedniej socjalizacji, to skończy się albo chowaniem, albo atakiem. Wtedy trzeba robić całą socjalizację.

Co decyduje o udanej socjalizacji kolejnego kota?
Jak powinna wyglądać?

Trzyma się kota w osobnym pomieszczeniu z kuwetą, miskami, wymieniamy w międzyczasie zapachy zwierząt, np. na swoich dłoniach. Stopniowo zmniejszamy izolację. To jest proces. Dobrze, jak jest kontrolowany. Na pewno koty wyjdą na tym lepiej.

A potem już żyją „długo i szczęśliwie”?

Różnie z tym bywa. Mogą się akceptować, ale się nie lubić. Albo nawet lubić, ale czasami są o siebie zazdrosne. O uwagę ludzi, ulubione miejsca… Kiedy kot przychodzi do drugiego i zacznie go lizać, to niekoniecznie jest to miłość. W większości starają się przesunąć tego drugiego z dobrego miejsca.

A czy te silniejsze mogą wykorzystać słabość chorych czy starych?

Koty nie próbują zamęczać innych ze względu na wiek, to nie są kocie zachowania.

Ale taki starszy kot może mieć inny zapach.

Kot pachnie sobą. No chyba że wraca od weterynarza. Wtedy faktycznie pachnie inaczej, ma „na sobie” zapach innego miejsca, chemii, obcych ludzi i wtedy jego współtowarzysz może go nie rozpoznać i na niego nasyczeć.

Jak kot komunikuje się ze swoim opiekunem?
Z naszymi kotami sporo „rozmawiamy” i często udaje nam się dogadać.

Dzieje się tak, bo są doskonałymi obserwatorami. Czytają nasze emocje, np. podniesiony, ostrzejszy głos. Czują zdenerwowanie, prędzej podejdą, gdy mówimy do nich spokojnym, ciepłym tonem. Potrafią też przyjść, mimo że ich nie wołamy i dopraszać się interakcji. To nie musi być zresztą komunikacja werbalna. Jeśli kot siedzi sobie na szafce obok małego przedmiotu i zaczyna go przesuwać…

… znam to doskonale. Mój czarny kot robi tak z pilotami albo nawet smartfonami. Wywołuje nasze żywiołowe reakcje.

Czyli w jego wypadku ta komunikacja jest całkiem skuteczna. On coś robi, aby zdobyć uwagę, a wy reagujecie. Sposobem na komunikację jest też koci wzrok. Potrafią patrzeć bardzo wymownie.

Aż poczujemy się nieswojo...

Dokładnie. Tak wygląda komunikacja kotów z ludźmi, ale między sobą komunikują się jeszcze inaczej, np. zapachem, wymieniając się feromonami.

A na nas, ludziach, nie zostawiają zapachów, kiedy ocierają się o nas?

Oczywiście, to zapach feromonów policzkowych.

Czy możemy wytrenować swojego kota? Dlaczego jego rytuały są takie ważne?
Wspomniany już czarny kot to prawdziwy akrobata. Szczupły, giętki, żywiołowy. Uwielbia interakcje. Ma swoje standardowe zabawy z człowiekiem, które codziennie się powtarzają. To wygląda na wspólny trening. Czy kota można wytrenować?

Można nauczyć kota pewnych zachowań czy sztuczek. Nawet dla wspólnej zabawy, żeby kot popracował głową, zastanowił się na tym, co i jak ma zrobić, trochę się poruszał. Jeden z kotów w schroniskowej kociarni często za mną chodzi, wchodzi wyżej, żeby mieć ze mną kontakt. Kiedy wystawię w jego kierunku dłoń i poproszę o to, przybija mi piątkę. To taka właśnie sztuczka. Ważne jest, żeby otrzymał coś za swoje wysiłki. I nie chodzi tylko o smaczki. To może być podrapanie kota po łopatkach albo pod brodą. Coś takiego, co sprawi mu przyjemność. Zrozumie, że jeżeli zrobi coś konkretnego, spotka go za to nagroda. Byle tylko nie przesadzić, bo jeśli mu nie będzie szło, to z pozytywnych emocji nic nie zostanie i kot poczuje frustrację.

Mówiliśmy o treningu, ale chyba równie ważne są kocie rytuały: jedzenie o tej samej porze, zasypianie z opiekunem, obowiązkowa porcja pieszczot po przyjściu do domu...

Jesteśmy dla kotów największym zasobem, więc czas im poświęcony jest dla nich ważny

Zwłaszcza dla kotów, których świat ogranicza się do mieszkania?

Koty nie odczuwają tego jako ograniczenia, o ile mieszkanie jest odpowiednio wzbogacone. Czyli mają w nim swoje kryjówki, zabawki, drapaki. Miejsca, na które mogą się wspinać, w których czują się bezpiecznie. Albo takie, by poobserwować świat zewnętrzny. Jeśli mamy więcej kotów, to środowisko musi być jeszcze bardziej wzbogacone, żeby dla każdego wystarczyło zasobów. Jeśli nie jest, mogą się pojawić problemy behawioralne.

Z jakimi problemami najczęściej przychodzą opiekunowie zwierząt do behawiorysty?
Opiekunowie na forach najczęściej skarżą się na zachowania agresywne wobec ludzi czy zwierząt, albo kocie kłopoty z kuwetą.

A każdy taki problem może mieć inne źródło. Jeśli kot załatwia się poza kuwetą, to może ona być zwyczajnie brudna, zakryta (a on takiej nie lubi), za wysoka, zwłaszcza dla starszego kota, albo żwirek rani go w łapy. Może mieć też zapalenie pęcherza. Stresujące też są wszelkie zmiany, nowy członek rodziny, zwierzę, a nawet mebel. Kot swoim moczem załatwia się w pobliżu tej nowości, żeby poczuć swój zapach. I lepiej się poczuć. Nie ma w tym złośliwości.

Jeśli trafia do pana opiekun z kotem, który ma problem kuwetowy - jak szukacie jego źródła?

Pierwszą rzeczą, jaką robimy to są badania krwi i moczu. Wykluczamy chorobę. Jest też rozmowa, w której wypytuję o wszystko, co się działo w czasie, gdy ten problem został zauważony. Czasami ktoś opowiada i nie łączy sikania na kanapę, z nowym psem na balkonie obok, który stresuje naszego kota. Możemy trafić z diagnozą lub nie, ale trzeba jej szukać. Oprócz tego przy takich terapiach stosuje się kocie feromony (w dyfuzorze albo mgiełce), no i dobrej jakości suplementy.

Ale czasami to nie wystarczy.

Czasem problem jest na tyle duży, że rozmawiamy z lekarzem weterynaryjnym na temat możliwych źródeł problemu i czy można w tym przypadku użyć farmakoterapii. O tym może zadecydować tylko lekarz.

Mam wrażenie, że koty są wyjątkowo mocno podatne na stres. Chyba bardziej niż psy.

Na pewno bardziej. Na wolności koty mogą być drapieżnikami, ale i ofiarami innych drapieżników. W domu nie ma drapieżników, ale każda nowa sytuacja może je stresować. Nie lubią zmian i zwykle szybciej reagują stresem niż psy, a to wynika z tego, że nie są do końca udomowione. Nadal jest w nich ta dzikość. Kiedy spadnie nam na ziemię kubek, kot reaguje gwałtownie na dźwięk. Jest na stałej czujce, nawet gdy wydaje się wyluzowany. Jeśli to jest tylko chwilowe, to nic złego się nie dzieje.

A jeśli wystawione są na jakieś stresujące bodźce przed dłuższy czas, albo czują się zaatakowane?

Działają instynktownie. Najczęściej uciekają, rzadziej walczą, zdarza się też kot, który zastyga…

U weterynarza mam okazję oglądać u moich kotów dwie z tych faz. Kotka jest spokojniejsza w domu, u weterynarza walczy ze wszystkich sił. Kot bardzo żywy w domu, w gabinecie zastyga. Zachowują się zupełnie inaczej niż na co dzień.

Dzieje się tak, bo przychodzą do weterynarza, gdzie jest mnóstwo zapachów innych zwierząt, chemii, są obcy ludzie i nieprzyjemne zabiegi. Boją się tego miejsca i wybierają swoją strategię: walki albo zamrożenia. Wybierają instynktownie. Dlatego też z reguły lepiej nie przeprowadzać zabiegów weterynaryjnych w domu.

A ja myślałam, że to będzie dobry pomysł, żeby kotów nie stresować podróżą.

Co do zasady, kot w domu czuje się bezpiecznie i lepiej, żeby tak zostało. Kiedy nagle dozna nieprzyjemnych zabiegów w bezpiecznym miejscu, może na jakiś czas stracić do nas zaufanie i pojawią się dodatkowe problemy.

Czyli lepiej unikać wizyt domowych?

To zależy od sytuacji. Czy w jej trakcie kot będzie miał zastrzyki, czy będą bolesne, ile tych wizyt będzie. Wszystko ma znaczenie.

Co zrobić, żeby wizyta u weterynarza nie była tak stresująca dla kota?
Załóżmy zatem, że dom jest enklawą, a my wyruszamy z naszym pupilem do weterynarza. Ma pan jakieś ogólne porady dla właścicieli kotów?

W idealnym świecie każdy opiekun zwierzaka miałby czas i ochotę nauczyć kota treningu medycznego. Ale w zwykłym świecie też możemy spróbować go przygotować na wizytę u lekarza, na przykład przygotować do pobierania krwi czy na zastrzyk z lekarstwem. Bierzemy w domu zwykłą strzykawkę bez igły i dotykamy miejsca, w które kot ma dostać zastrzyk. Po takiej próbie dajemy mu coś dobrego. Trenujemy, z czasem możemy kota przytrzymać, trochę mocniej docisnąć strzykawkę, czyli zwiększamy poziom trudności i przyzwyczajamy kota do takich zabiegów. Podobnie możemy ćwiczyć z obcinaniem pazurków czy czyszczeniem uszu. Na pewno to zmniejszy stres podczas późniejszych prawdziwych wizyt. Większa szansa, że nie zrobi nam krzywdy, bo zestresowany kot toczy walkę o życie.

I raczej nie ma refleksji, że wszystko dzieje się dla jego dobra. Pracuje pan w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Ciapkowie. Również jako koci behawiorysta?

Jestem pracownikiem schroniska, i na ile mogę - jako behawiorysta - staram się pomagać też schroniskowym kotom, ale przy tej liczbie (ponad 100) trudno by się było zająć wszystkimi w pełnym zakresie. Na co dzień wykorzystuję wiedzę, żeby stworzyć im lepsze środowisko, na ile to możliwe. W schronisku jest to bardzo trudne.

A z jakimi jeszcze problemami zgłaszają się opiekunowie domowych kotów? Na początku rozmowy wspomnieliśmy o problemach z kuwetą czy agresją.

I faktycznie to najczęściej występujące problemy u kotów. Są też problemy z agresją ukierunkowaną na ludzi. Kiedy na przykład czai się w kącie i rzuca się na nogę właściciela i ją gryzie, to sygnał, że ma za mało ruchu, interakcji.

Nie został dostatecznie wybiegany?

Kot nie musi być wybiegany, to złe słowo. Kot się bawi tak, jak jego przodek polował w naturze. To jest mały drapieżnik: skrada się, łapie zdobycz, dusi ją i zjada. Interwały, a nie długie zabawy. Te go mogą tylko zmęczyć. No i dobre zabawki, którymi sam może się zająć.

Na przykład drapaki?

Także. Ale kot może mieć też niedrogie zabawki: pudełka, papierowe rolki po papierze toaletowym. Schowajmy w nich kociomiętkę i zobaczymy, co się będzie działo. Co jakiś czas zabawki trzeba schować. W końcu jeżeli leży na ziemi nieruchomo, to dla naszego drapieżnika jest ona „martwa”. Trzeba robić rotacje zabawek. Trochę je uatrakcyjnić.

Powiedział pan, że koty nas obserwują. Czy nam większa obserwacja naszego pupila też pozwoli zbudować lepszą relację?

Oczywiście. Trzeba obserwować, jak się porusza i jak siedzi, czy nie ma pozycji bólowej, która jest bardzo wyraźna. To wyciągnięte na zewnątrz łopatki, i łapki ustawione tak, żeby brzuchem nie dotykać podłoża. Dla każdego kto posiada kota, zwłaszcza starszego, to wiedza niezbędna.

(Za "Dziennikiem Bałtyckim")
__________________
W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasami bywają też niedziele. (Maria Dąbrowska)

Ostatnio edytowane przez Kaima : 13-05-2024 o 17:50.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6504  
Nieprzeczytane 22-05-2024, 13:13
Kaima's Avatar
Kaima Kaima jest offline
Stały bywalec
 
Zarejestrowany: Sep 2011
Miasto: Mazowsze
Posty: 18 911
Domyślnie

Szylkretowe koty

Do schroniska trafia kociątko: okazuje się, że to bardzo rzadki przypadek. Kot wcale nie należy do żadnej z wymyślnych ras. To zwykły kot, który jednak przez niezwykły układ chromosomów zdarza się niezwykle rzadko. Jest kocurkiem i szylkretem.



Takie umaszczenie u samców zdarza się niezwykle rzadko, szylkretowy kolor jest bowiem domeną kocic. Przy czym i tak szylkretowe kotki rodzą się jedynie raz na 35.000 przypadków i tylko jedna z 1000 szylkretowych kocic będzie mieć dziecko tej barwy.

Szylkret to barwa zarezerwowana dla kocic, bo za to, by kot mógł być jednocześnie czarny i rudy odpowiadają dwa chromosomy X. Jeden musi nieść informację o obecności koloru rudego, a drugi o jego braku. Samce mają chromosomy X i Y więc siłą rzeczy takie połączenie nie może się zdarzyć.
Jak to się zatem stało, że kociątko to szylkret?
Otóż taka sytuacja może zdarzyć się w dwóch przypadkach:

Kocur ma trzy chromosomy XXY. Fizycznie jest wtedy samcem, ale będzie bezpłodny. Jest to wada genetyczna związana z tzw. zespołem Klinefeltera.

W okresie zarodkowym zleją się ze sobą dwa zarodki – męski i żeński i powstanie chimera, czyli kot, który część komórek ma w układzie XX a część w XY. Jeśli za rozwój narządów płciowych odpowie część męska, to kot urodzi się kocurkiem, ale jeśli za jego sierść odpowiedzą komórki żeńskie, to może mieć szylkretowe umaszczenie.
Męskie szylkrety rodzą się raz na 3000 urodzeń kotów szylkretowych.

__________________
W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasami bywają też niedziele. (Maria Dąbrowska)
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek Autor wątku Senior Cafe Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
ktoś wygrał z tym "Prominentem" i odzyskał kasę? konris Zarządzanie finansami 2 25-09-2012 12:34
Czy ktoś tu kocha koty? Część II. weronika1 Wszystkie zwierzęta duże i małe 500 06-05-2010 22:57
Czy ktoś tu kocha koty? GracekristGold Wszystkie zwierzęta duże i małe 547 06-05-2010 20:06
Wątek fotograficzny - "Czy znasz swój kraj ?" częśc XIV ignesja Podróże, turystyka 527 22-04-2010 23:19

Narzędzia wątku Przeszukaj ten wątek
Przeszukaj ten wątek:

Zaawansowane wyszukiwanie

Zasady pisania postów
Nie Możesz: tworzenie nowych wątków
Nie Możesz: odpowiadanie na posty
Nie Możesz: wysłanie załączników
Nie Możesz: edytowanie swoich postów

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:47.

 
Powered by: vBulletin Version 3.5.4
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.